X-Men RPG
Forumowa gra RPG oparta o uniwersum Marvela.

Bractwo Mutantów - Salon Bractwa

Jane - Sob 18 Sie, 2012 20:21
Temat postu: Salon Bractwa
Okrągłe pomieszczenie z radiem, telewizją, stolikiem do szachów. Ściany są szare, na podłodze znajduje się miękki, czarny dywan zawsze porządnie wyczyszczony, a na nim stoją dwie sofy oraz kilka foteli. Tutaj także nie ma ani jednego okna, z centrum sufitu zwisa duży żyrandol dający sporo światła. W ścianach pomieszczenia znajdują się wgłębienia służące za ławki.
Mistrz Gry - Pią 24 Sty, 2014 09:18

Od przedstawionych tutaj wydarzeń minęło pięć miesięcy. W ciągu tego czasu wiele się zmieniło. Stare rany uległy zabliźnieniu, niewykluczone, że komuś zostały zadane nowe. Wszystko zaczyna się raz jeszcze...

Gracze są proszeni o zapoznanie się z TYM tematem.

Asmo - Wto 19 Sty, 2016 20:12

/z wejście.

Nigdy nie miał okazji tego zrobić. Nie ważne jak bardzo tego pragnął, to było rozwiązanie, które czyniło zarówno jego jak i Magneto bezpiecznymi. Nikt wcześniej nie musiał wiedzieć o jego istnieniu. Mutanci nie musieli przecież poznać prawdziwego odzwierciedlenia rutyny.
Nie był pewny, czy ktokolwiek znajduje się na terenie kompleksu. Nie ważne jaka była odpowiedz, zachował się dosyć prostacko. Wszedł nie mówiąc o tym nikomu, ale nie czuł takiej potrzeby. Najwyżej będzie to miało dla niego przykre konsekwencje.
Usiadł na jednej z wyrzezbionych w skale ławek, lustrując pomieszczenie wzrokiem. Mimo że nigdy tutaj nie był, znał doskonale każdy skrawek tego miejsca. Właśnie to było smutnym aspektem jego mocy. Nie mógł pokusić się na odkrywanie. Wiele miejsc widział, zanim zdążył do nich przybyć.
Ubrany był w czarny, prosty t-shirt, podchodzące pod kolor szary, przetarte jeansy i czerwone trampki, które dodawały choć trochę koloru do jego osoby. Na ramiona zarzuconą miał prostą, granatową marynarkę mającą chronić od mocniejszych powiewów wiatru.
- Naprawdę to robię? - spytał, spoglądając na papugę siedzącą na stoliku do szachów. Ta tylko przekręciła główkę, jak by nie wiedząc co ma odpowiedzieć. Rozumiała i umiała się komunikować, ale nie szczególnie lubiła zdania wyrwane z kontekstu.
Założył nogę na nogę i zaczął myśleć nad swoją obecnością. Czy dobrze zrobił, przerywając rutynę? Wychodząc z ukrycia? Ale przecież obiecał Magneto, że wróci, gdy tylko osiągnie maksimum. Ale czy na pewno robił to dla niego, a nie Wandy?

Sabretooth - Wto 19 Sty, 2016 20:58

Był ranek. Przynajmniej dla Creeda. A może wieczór? Nie wiadomo, wszystkie dni zlewały się w jedno wypełnione bezczynnością, której nienawidził. Victor był łowcą, nie lubił przebywać w jednym miejscu dłużej niż musiał. Chciał być wolny, nieustannie się przemieszczać, polować, zabijać. A od dłuższego czasu siedział w centrum Bractwa, z braku konkretniejszych zadań do wykonania.
Zbudził go jednak hałas. Delikatny, cichy, dla zwykłego człowieka nie wyławialny jednak w uszach Sabretootha był niczym dzwon. Obudził go Asmodeus gdy przekroczył próg Bractwa, choć nie wiedział kto to.
Creed leżał na swoim łóżku, gdy dobiegło go ostrzeżenie. Momentalnie otworzył oczy i pociągnął nosem łowiąc zapach. I to właśnie nos go zdezorientował. Ta woń znajdowała się na terenie Bractwa odkąd pamiętał, jednak zawsze byłą niewyraźna, zatarta, niepowiązana z przedmiotem bądź osobą.
Na początku frustrowało to Creeda, że nie wiedział co było źródłem tego zapachu, nie lubił gdy nie potrafił rozgryźć jakiejś zagadki. Jednak z czasem zbagatelizował ten bodziec, odepchnął go od siebie, ułożył gdzieś w tle i nauczył ignorować.
Jednak teraz ten zapach wrócił. Tylko tym razem był wyraźniejszy. Tym razem Victor mógł go opisać. Creed czuł... wiek. Mnogość różnych zapachów, tak wyblakłych że niemal niewyczuwalnych, nawet dla nosa Victora. Jednak każda nuta różniła się od drugiej, a to mogło oznaczać tylko długie życie. Victor sam czuł ten zapach codziennie. Jednak tutaj tych warstw nałożonych na siebie było znacznie więcej. Czuł też zimno, które brało się ze świeżości. Jak zapach noworodka, którego żadna komórka ciała nie była niczym skalana. Jak krew z odciętej pępowiny, niczym niezmącona. Kłóciło to się z pierwszą rzeczą, którą rozpoznał.
Sabretooth podniósł się z łóżka. Założył biały tank-top, spodenki koszykarskie w barwach Knicksów a stopy wsunął w klapki.
Wychodząc z pokoju poczuł coś nowego. Coś co czuł często. Pot. Intruz się stresował. Lekko. Czyli nie czuł strachu, tylko niepewność. Ale bicie serca było miarowe. Spokojne. Odgłosy kroków również. Jakby mężczyzna (ciężar z jakim stopy opadały na ziemię wskazywał na płeć męską... albo naprawdę grubą babę) wiedział gdzie idzie.
Creed kciukiem strzepnął kapsel z piwa, które magicznie pojawiło się w jego dłoni. Już nawet nie rejestrował gdy mijał swoją prywatną lodówkę.
Sabre pociągnął łyk, po czym ruszył w kierunku źródła zapachu, które dobiegało z salonu. Po chwili stanął w progu, wpatrując się w sylwetkę siedzącą na pobliskiej ławce.
Przez dłuższą chwilę Creed się nie odzywał, utrzymując kontakt wzrokowy z nieznajomym, nasłuchując rytmu jego serca, które mogłoby mu podpowiedzieć czy mężczyzna go zaatakuje.
- Ktoś Ty? - zapytał chrapliwie, bez ogródek.

Asmo - Wto 19 Sty, 2016 21:19

Gdy tylko echo przyniosło mu odgłos dudniących klapek Asmodeusz poczuł nieprzyjemny dreszcz, przeszywający ciało od stóp do głów. Pomimo spokoju, jego reakcja była niesamowicie naturalna. Pomimo tego, że mógł określić to miejsce jako swój dom, czuł się jak intruz. Nie zwiedzał, nie miał okazji tego wszystkiego poznać. Nie tak werbalnie. Był jak dziecko, które znalazło się w lunaparku po zobaczeniu ulotki reklamowej dwa tygodnie wcześniej. Chyba lepiej że trafił akurat na niego, inni nie odczuwali jego obecności wcale. Nie to co Creed.
Nie wiedział nic o zapachach jakie emituje, a tym bardziej jak dużo może zdradzać taki czynnik. Jedyna czynność jaka przyszła mu na myśl, to wysłać swoje oko do każdego z znanych mu członków czasu, za pózno. Sabre stał już w progu drzwi. Wzdrygnął się na widok wielkoluda. Sam nie wiedział czy z rodzonego strachu przed drapieżnikami, który towarzyszył ludziom od wieków, czy raczej z zdziwienia. Nie mniej jednak, zrobił tak jak każdy. Zdziwił się bądz wystraszył.
Biała papuga wzleciała na żyrandol, ukrywając się od spojrzenia. Zupełnie tak, jak robią to one w naturze, pomiędzy liśćmi. Szorstki głos mężczyzny dotarł do uszu niebieskookiego.
- Asmodeusz du Paris. - odpowiedział bez wahania, wstając jednocześnie z ławki. Kultura nie wskazywała siedzieć, gdy drugi rozmówca stoi. Pochylił się jak by w geście przywitania. Wolał nie iść z wyciągniętą ręką do jego postaci. Jeśli nie myliła go pamięć, był to jeden z tych jakże agresywnych łowców. Dlatego wolał sobie najprawdopodobniej oszczędzić. Tak dla zwykłej pewności.
- O ile się nie mylę, Ciebie nazywają Viktor, tak? - spytał, kiedy zdążył się już wyprostować. Twarz była znajoma. Zderzał się z odczuciem jak by widział go już kilkaset razy, przewijającego się gdzieś w wizjach. Nie był jednak pewien. Po tych wszystkich latach i zobaczonych twarzach nigdy nie mógł być pewien. Czasami mu się myliło, czasami jakiś fragment mu umknął.

Sabretooth - Wto 19 Sty, 2016 21:51

Serce owszem, zabiło szybciej. Ale nie zadudniło, pompując więcej krwi do mięśni które zaraz miały pójść w ruch. Bardziej... załomotało, niezykle szybko i płochliwie, jakby chciało się wyrwać i uciec w obłokach kurzu.
Mężczyzna się go bał. Tak samo jak boi się łania, uciekająca przed wilkiem który zaraz wgryzie się w jej szyję. Na samą myśl wbicia zębów w żywe mięso, Sabre bezwiednie je obnażył, przesuwając językiem po nienaturalnie długich kłach. Czyżby właśnie znalazł w salonie swoje śniadanie?
Co jak co, ale przystawka skryła się z łopotem skrzydeł na żyrandolu. Nie zmąciło to jednak kontaktu wzrokowego między Victorem a nieznajomym. Sabre obserwował go czarnymi oczami, gdy ten wstał z siedziska. Nie zerwał się jednak z pozycji siedzącej, zrobił to płynnie. Wyraźnie intruz potrafił zachować zimną krew, nie pokazując jednocześnie jak szybko krążyła mu w żyłach.
A więc mężczyzna był opanowany. Był też tylko lekko przestraszony, nie przerażony. Czuł się więc niepewnie, ale również bezpiecznie z jakiegoś powodu. Dlaczego? Bo znał to miejsce? Potwierdzałoby to spokój jego kroków. Jego zapach unoszący się w tych murach od dawna również by to potwierdzał.
Tylko jeżeli ten mężczyzna czuł się tutaj relatywnie jak w domu, to dlaczego inni domownicy go nie znali? Coś tu nie pasowało. Może intruz będzie tylko posiłkiem dla umysłu a nie dla żołądka?
Nazwisko nieznajomego nic mu nie mówiło. Bo i dlaczego miałoby? I tak miał wystarczająco dużo dziur w pamięci.
Z gardła Creeda dobiegł cichy pomruk, sygnalizujący niezadowolenie.
- Nie o to pytam. - zagadkowo odparł po chwili Victor, kompletnie ignorując przejawy kultury osobistej ze strony swojego rozmówcy. Jeżeli słowa miałyby zdezorientować Asmodeusa, to po chwili zdałby sobie sprawę o co mu chodzi. Victor nie pytał go o imię, on się go pytał kim jest i co tu robi.
Sabre zaczął powoli wchodzić do pokoju, jednak nie skracając dystansu do mężczyzny. Zupełnie jak kot, obchodzący dookoła swoją zwierzynę.
Nie podobało mu się, że mężczyzna znał jego imię. A jeszcze bardziej nie podobał mu się ten fakt, bo on do niedawna nie znał jego. Poczuł się obserwowany, badany. Zupełnie jak podczas Weapon X.
- Skąd znasz moje imię? - odparł pytaniem na pytanie. Prawdopodobnie gdyby nie fakt, że Creed skojarzył jego zapach, Asmodeus leżałby właśnie na półmisku pomiędzy sztućcami. Z tym że talerzem byłaby podłoga a widelcem, a szczególnie nożem szpony Victora. Jak każdy drapieżnik, tak samo Sabre nie lubił intruzów w swoim leżu.

Asmo - Wto 19 Sty, 2016 22:21

Obserwator nie czuł by się tak pewnie, gdyby nie był świadom jakiejkolwiek szansy na ucieczkę. Tak, na ucieczkę. Nie przywykł do żadnej z metod otwartej walki. Był wartościowym członkiem bractwa, ale nie był wojownikiem. Wytrenowane ciało ledwo starczało na niezaawansowane uniki. Ale czy to było by wystarczające względem takiego bydlaka?
Z sekundy na sekundę uspokajał się. Jak by oswajał z faktem, że nie jest już tutaj sam. Jeśli z takimi ,,obiadami" było jak z winem, Asmo rzeczywiście mógł stanowić bardzo smakowity kąsek dla podniebienia.
Wdech i wydech. Cyrkulacja powietrza w jego organizmie unormowała się. Oddech nie drżał już czasami, swawolnie, według własnego widzi mi się. Mimo że Victor trzymał dystans, długowieczny ruszył w jego kierunku, jak przez chwilę mogło się wydawać. Przystanął przy żyrandolu i podniósł rękę do góry, czekając na papugę, która z niechęcią skoczyła na jego długie palce.
Swój sposób ubezpieczenia. Nie zostawił by przecież przyjaciela na pastwę kota. A gdyby zatrzymał czas bez dotykającego go ptaka, już nic nie mógł by zrobić. Nie da się tworzyć aż takich anomalii. Przynajmniej nie w jego przypadku.
Było widać między nimi swoistą więz. Byli przyjaciółmi i to od dawna. Sam sposób, jak rzetelnie zaczął głaskać towarzysza by go uspokoić dużo sugerował. Nie zrywał jednak kontaktu wzrokowego z myśliwym.
- Nie o to? - powtórzył. - Ahh. - westchnął, tak jak by właśnie zrozumiał. - Obserwator, inwigilator, długoletni członek bractwa - powiedział. - O to Ci chodziło? - spytał wreszcie. Oczka pierścieni odbijały światło, mieniąc się niczym tęcza. Mogło to być irytujące, w szczególności kiedy Asmo stał pod samym żyrandolem.
- Nie sądzisz że mogłeś trafniej sformułować pytanie, przyjacielu? - spokojnie, ale dynamicznie odparł by Creed nie musiał czekać wieki na odpowiedz. - Nie uważasz że powinieneś spytać po co je znam, bądz dlaczego? - uśmiechnął się. Rozmowa od jakiegoś czasu przynosiła mu radość. Nie ważne z kim rozmawiał. Tak długi czas samotności zostawił na nim swoje piętno. Nie ukrywajmy że ciężko być pozytywnym i samotnym zarazem.

Sabretooth - Czw 21 Sty, 2016 20:35

Sabre obserwował ze spokojem, acz lekkim zdumieniem jak czynności życiowe Asmodeusza się normują - oddech nabiera głębi, krew spowalnia bieg a serce uspokaja się. Mężczyzna niewątpliwie potrafił zapanować nad własnym ciałem, ale to nie było już istotne. Mleko się wylało. Może i Creed nie miał już namacalnych (dla siebie) dowodów na to, że mężczyzna czuje się zagrożony ale jego początkowa reakcja wystarczyła za informację, że to Victor stanowił dla niego zagrożenie a nie w drugą stronę. Może i było to nieco aroganckie z jego strony, że tak lekceważył potencjalnego przeciwnika, ale w końcu był samcem alfa, wodzem stada - nikt mu nie dorównywał, każdy był zdany na jego łaskę. Asmo również.
Dlatego nie drgnął nawet mięsień w ciele Sabretootha, gdy nieznajomy niespodziewanie ruszył w jego kierunku. Mutant domyślał się, że ten mężczyzna chce zastosować jakieś sztuczki psychologiczne, jednak nie Creed nie zamierzał się dać wciągnąć w te gierki.
Owszem, widać było przywiązanie tego ptaka do swojego pana ze wzajemnością. Nie tyle co widać, co czuć. Creed był w mniejszej lub większej części zwierzęciem, obcował z przyrodą przez większość swojego życia, pośród fauny czuł się jak w domu. Czuł więc zależność papugi od Asmodeusza. No i ptak wygładził do tej pory nastroszone pióra, dopiero gdy wylądował na przedramieniu nieznajomego.
Sabre ponownie odsłonił zęby, tym razem świadomie. Nie spodobał mu się ton mężczyzny. Taki wywyższający, narcystyczny. Nie lubił gdy ludzie go tak traktowali. Wbrew pozorom, pod warstwą mięśni i futra które pokrywały ciało Victora kryły się inteligentne czy będące lustrem bystrego umysłu. Victor nie był tępym mięśniakiem, nie lubił więc gdy go się tak traktowało.
- Nie zapominaj się. - postąpił krok w jego stronę. Nie zgarbił się, nie napiął przesadnie żadnego mięśnia. Nie zamierzał udzielać mu ostrzeżenia swoim wyglądem, tylko swoim tonem głosu.
Rysy twarzy mutanta nagle wygładziły się, jakby przed chwilą nie spowił ich cień. Victor usiadł przy stoliku do szachów, na którym postawił piwo.
- Powiedziałeś już, że jesteś obserwatorem. Ci z kolei lubią zdobywać wiedzę dla siebie, bądź robią to dla kogoś. Więc nie, nie mogłem trafniej sformułować pytania. - odparł, po czym pociągnął łyk piwa.
- Ale jesteś teraz w moim domu. To ja tutaj zadaję pytania, Ty na nie odpowiadasz. Byłoby to przecież niezmiernie niekulturalne gdybyś zignorował zasady etykiety w cudzych włościach. Więc odpowiedz na pytanie, które zadałem. I zastanów się dla odmiany nad odpowiedzią. - dodał Sabre po czym wyciągnął wykałaczkę z kieszeni i podrapał nią przerwę między dwójką a kłem. Creed nie oczekiwał odpowiedzi ,,bo Cię obserwowałem" bo to już wiedział. Chciał usłyszeć w jaki sposób to zrobił, dlaczego, od jak dawna. Nie wszystkie pytania należy traktować dosłownie.

Asmo - Czw 21 Sty, 2016 21:16

Tak. Czarnowłosy doskonale poznał swoje ciało. Potrzebował na prawdę mocnego impulsu, który wytrącił by go z równowagi. Po prostu poczuł się zbyt swobodnie w tych zimnych, przesiąkniętych sentymentem murach. Opuścił gardę. Stąd też taka reakcja na drapieżnika. Spokojnie mierzwił białe pióra, przekładając swój spokój na swojego podopiecznego.
To lekceważenie miało swoje podstawy. Drapieżnik mógł wręcz wyczuć nieskłonność Asmo do walki. Na jego długoletniej skórze, nie zalegały zapachy krwi, nie było nawet najmniejszego ziarnka odoru, wynikającego z zrastania kości. W tych doskonale wyczuwalnych przez niego bodzcach, nie było nic, co mogło by świadczyć o wyższości długoletniego mutanta. Żadnego doświadczenia w walce. Jedni mówią że to tchórzostwo, on nazywa to staniem bokiem do konfliktu.
Sztuczki psychologiczne? Można było tak stwierdzić bez głębszego poznania jego osoby. Pózniej okazywało się to jednak zawsze tylko winą jego charakteru. Cierpliwego, spokojnego i bezkonfliktowego, jak by wręcz udawał to wszystko. Obserwował jak Victor wprawia w ruch swoje niesamowite ciało. Nie spodziewał się ataku, jednak wolał być przygotowany na taki rozwój sytuacji, więc pozostawał skupiony.
Kiedy samiec alfa usiadł przy stoliku, on poszedł tym samym śladem. Zrobił to subtelnie, by nie rzucić na siebie jakiegoś fałszywego podejrzenia, które skończyło by się na poderżniętym gardle i kałuży krwi w świetlicy bractwa.
- Prawie nigdy nie zapominam - wypalił. Nie wiedział jak może to być odebrane. Same książkowe opisy niewiele mogły mu w tym pomóc. Odpowiedział normalnie? Sarkastycznie? To już pozostało w kwestii samego łowcy. Pokiwał głową, na kolejne słowa.
- Jesteś wojownikiem. - Te słowa wypowiadał z szacunkiem. Każda ścieżka była trudna, więc dla każdej obranej z dróg należał się respekt. W szczególności jeśli chodzi o rozwój personalny.
- Powiedzmy że nasz wspólny przyjaciel - oczywiście chodziło mu tutaj o samego Magneto - dokładnie wertował sztukę wojny. - Złapał oddech i zastanowił się chwilę.
- Jeśli znasz wroga i znasz ,,siebie" nie musisz się obawiać wyników setek bitw - powiedział jak by właśnie czytał to z otwartej na stole księgi. Sęk w tym, że jej nie było.
- Moglibyśmy podejść do tego filozoficznie. Dom jest tam, gdzie prowadzi Cię serce. Więc to też mój dom - odparł. - Idąc w bardziej racjonalnym kierunku, to musi być też mój dom, skoro znalazłem się tutaj bezproblemowo. - A nie ukrywajmy, wejście do kryjówki tej społeczności nie było drzwiami, do pierwszej lepszej knajpki na Manhatannie.
- Precyzując bardziej. Twój dom jest kilka par drzwi dalej. Ten skrawek jest nas wszystkich. Jak korytarz w kamienicy. - Zaczął się wręcz wymądrzać. Widać było, że z swoim pupilkiem posiada nie małą synergię. Ptak oswobodził jego dłonie, kierując się na ramie, a Asmodeusz rytmicznie klasnął. Podsumował.
- Nieee, zapominaaaj, się... - wykraczała papużka. Wredne stworzenie, one uwielbiają przedrzeżniać.

- Pokażę Ci sztuczkę. - dodał po chwili namysłu. Ewentualny konflikt po prostu nie był dla niego żadnym celem. Nie widział w tym zysku. Nie widział w tym podstaw swoich dotychczasowych działań i zachowań. Uznał że to jest właśnie ten moment, kiedy powinien odpuścić. Nie po to tutaj przyszedł, by kłócić się czy dyskutować z tym koto podobnym człowiekiem. Czas stanął. Chwila rozmyła się w swojej bezradności. Wskazówki zegara stanęły, oddając się woli Asmodeusza. Tylko on mógł wprawić je z powrotem w ruch. Pan Zegarmistrz.
Biała papuga spojrzała porozumiewawczo, kręcąc przy tym główką. Niczym mechaniczny ruch sterowany jakimiś małymi zębatkami w środku jej delikatnej szyi. Chyba nie raz była świadkiem tej chwili, albo w zasadzie jej całkowitego braku.
Wstał. Szybkim krokiem ruszył na środek pomieszczenia. Przeszedł się po całym salonie. Stanął opierając się o futrynę, ostatnie swoje spojrzenie skierował na Sabre'a.
- To nie czas -rzekł do siebie sarkastycznie po czym wybiegł na korytarze. Przebiegł korytarze i pomieszczenia, gubiąc się wręcz specjalnie. W końcu ruszył do swojego sanktuarium.
Wskazówka wiszącego na ścianie salonu zegara leniwie opadła. Czas ruszył. W całej siedzibie uniósł się zapach Asmodeusza. Był wszędzie. Tak intensywny jak by stał obok. Do tego te nieznośne echo jego kroków. Jak by właśnie teraz biegł gdzie poniosą go nogi.

z/t

Sabretooth - Czw 25 Lut, 2016 01:14

Nagle mężczyzna zniknął.
Jego zapach wciąż unosił się w powietrzu, jednak nie było go już obok Sabre. Niewątpliwie nieznajomy był mutantem, najwidoczniej z zdolnością teleportacji.
Creed węszył jeszcze przez kilka minut po korytarzach Bractwa, jednak źródło zapachu zawsze dochodziło zza ściany, za którą nic nie było. A przynajmniej nie prowadziła żadna ścieżka.
W końcu łowca odpuścił sobie. Mężczyzna jakkolwiek był tajemniczy, był chyba członkiem Bractwa więc nie stanowił zagrożenia jako takiego.
z/t

Magneto - Czw 28 Lip, 2016 19:42

// Wejście

Szybkim krokiem przemierzał korytarz, który po części wydrążony w skale, a po części wykonany z metalowych płyt odpowiadał echem każdemu stawianemu krokowi. W pewnym momencie przystanął jednak przy mikrofonie umocowanym na ścianie, by wcisnąć znajdujący się przy nim guzik. Chwilę później ze wszystkich głośników rozlokowanych po siedzibie zaczął wydobywać się jego lekko zdeformowany głos:
- Bracia i siostry... wróciłem.

Tu na chwilę przerwał nie odrywając jednak kciuka od przycisku uruchamiającego nadawanie przez mikrofon. Doskonale zdawał sobie sprawę jak wiadomość o jego niezapowiedzianym powrocie mogła zdziwić mieszkańców tego przybytku, o ile jacyś jeszcze się tu znajdowali. Wnet kontynuował:
- Wszystkich obecnych proszę o natychmiastowe zjawienie się w salonie.

Po tych słowach "wyłączył" mikrofon i sam skierował się dalej do salonu. Z uśmiechem przywitał dobrze sobie znane pomieszczenie, oraz fakt że znajdujący się po środku czarny dywan był w zadbanym stanie. Czyli ktoś tu jeszcze jest skwitował do siebie w myślach. Zatrzymał się pod wielkim żyrandolem zwisającym spod sklepienia salonu czekając. Czekając na tych mutantów, którzy kiedyś postanowili pójść za nim by pomóc w realizacji marzenia jakim była prawdziwa wolność dla mutantów.

Catseye - Pią 29 Lip, 2016 09:21

// z kuchni

Zamieszaniem zwabiony przydreptał kot.

Bardzo brzydki kot trzeba do tego dodać (chociaż gusty to rzecz względna, umówmy się).

Magneto nie mógł kojarzyć go sprzed swojego zniknięcia. Z całą pewnością nie było go (właściwie jej) tutaj wcześniej, musiał się pojawić podczas jego ostatniej nieobecności.

Oblizywała się wciąż, zgadnąć można dopiero co po zjedzeniu czegoś smacznego, chociaż tylko przez moment można było to zauważyć, gdy przemykała bezszelestnie przez pokój. Szybko schowała się między ścianą a jednym z foteli, obserwując zaciekawiona z kryjówki mutanta, o którym dotychczas tylko słyszała, do dzisiaj jednak - nie miała okazji widzieć ani spotkać.

Tylko wbite w mężczyznę oczy błyszczały z tej prowizorycznej nory, jaką sobie znalazła.

Alice - Pią 29 Lip, 2016 15:38

//kuchnia bractwa

Weszła leniwym krokiem do salonu. Magneto stał pod żyrandolem, jakby prosząc się by ten spadł mu na głowę. Alice cicho przemknęła za jego plecami i rozłożyła się na sofie, zajmując ją całą.
- Wynudziłeś się wystarczająco na wakacjach? - zapytała w ramach powitania, jedną rękę podkładając pod głowę, a w drugiej trzymając laseczkę lukrecji.
Ton jej głosu wyrażał skrajne znudzenie i generalnie brak zainteresowania czymkolwiek. Równie dobrze mógłby zamiast niej leżeć trup, też miałby ten sam stan emocjonalny.

Desolator - Sob 30 Lip, 2016 12:00

//Z słoika po Nutelli

Desiu jak zwykle żył w swoim świecie. Po powrocie z misji (i szpitala. I ulicy), poszedł szybciutko do swojego pokoju, robić swoje rzeczy (czyli bałagan, chaos i zabawy z pająkami). Jednak nagle usłyszał znajomy głos. Odwrócił się w stronę głośników i uważnie wsłuchiwał w słowa Magneto, coraz mocniej otwierając oczy.
-Idol! - Krzyknął na całe gardło i zerwał się z podłogi (a raczej kupie śmieci, które pokrywały podłogę jego pokoju). Szybko wyskoczył z swojej części Bractwa i biegiem pobiegł korytarzem, krzycząc do siebie
-Idol! Idol, Idol, Idol, Idol... IDOL!

Po krótkiej chwili, zziajany i zdyszany znalazł się w drzwiach salonu.
-Idol! Idol wrócił! A Desiu czekał na Idola, bo Idol posłał Desia na misję i Desiu poszedł na misję z Ciocią i Shark-Girl, i wrócił, i Idola nie było, bo Desiu był w Szpitalu, ale w Szpitalu nie było Idola, ale jest, ale nie było, ale jest, ale nie w szpitalu, a w Salonie, a Salon należy do Desia. Ale Idola nie było w Szpitalu i przyszła Ciocia i zabrała Desia i rozmawiała z Ciocią i zrobiliśmy WZIUM! I Asmo z nami zrobił WZIUM! I sie steleferelolowaliśmy na ulicy i tam była Ciocia, ale jej nie było, bo pojechała, ale już jest, ale nie na ulicy tylko w Bractwie i Idol też jest w Bractwie i Kicia jest w Bractwie i Ciocia jest, i wszyscy są i teraz Desiu z Idolem opanują świat, i Desiu będzie Królikiem caaaaaałego świata, ale bez kąta w kuchni, i Desiu zrobi vice-królikiem Idola i Idol będzie krolikować światu, bo mu Desiu pozwoli, ale tylko w imieniu Desia a nie bez imienia Desia, bo Desiu będzie Królikiem, a Idol vice-królikiem, i będziemy wspólnie królikować!

A po tej przemowie... Desiu rzucił się na Ericka, chcąc go bardzo mocno przytulić. No bo jak inaczej taki słodki szaleniec jak on, ma okazać swoje zadowolenie z faktu powrotu Lidera Bractwa Mutantów?

Scarlet Witch - Sob 30 Lip, 2016 21:59

//Sanktuarium Asmo

Co poczuła słysząc głos ojca? Z jednej strony strach. Że wszystko to co było… wróci niczym bumerang. Że znowu będzie musiała robić coś co nie do końca uważała za słuszne. Z drugiej strony… poczuła ogromną ulgę. Całe Bractwo zdjęte z jej barków to świetna wiadomość. Troszeczkę się łudziła, że Magneto nic nie wymyśli, a przynajmniej czegoś co kolejny raz uświadomi Wandę w tym, że nie potrafił się wyrwać spod jego władzy. Była zbyt słaba. Albo po prostu wmawiała sobie bojąc się o to co może ją spotkać w świecie pełnym nienawiści wobec mutantów.
W takich momentach zwykle miała Pietro obok siebie. To on podnosił ją na duchu. Nawet potrafił rozśmieszyć w bardzo kryzysowych sytuacjach. Pocieszyć. Tym razem nie miała go blisko. Nie szedł z nią ramię w ramię, a mimo to dziwnie nie czuła się aż tak samotna…
Przez całą drogę nie podniosła wzroku na Asmo. Naciągnęła czerwony szal na ramiona skryte pod materiałem czarnej sukienki. Powaga wymalowana na jej twarzy była godna angielskiej królowej na audiencji u innej głowy państwa. Aż dziw brał, że tak młoda osoba może pokusić się taki chłód. Nawet ciężko było powiedzieć co dokładnie myśli. Blokada oraz mur dookoła jej duszy na nowo powstał. Zresztą Wanda w tym momencie była w zupełnie innym świecie. W pełni skupiona. Dość ostrym krokiem przemierzała korytarze, aż w końcu znalazła się w salonie.
Będąc w środku przesunęła wzrokiem po ojcu chcąc tym samym sprawdzić czy jest cały. Mogła go nie lubić, bądź się z nim nie zgadzać, ale to cały czas był jej rodziciel. Nie usiadła obok niego. Właściwie na przywitanie kiwnęła mu głową, a potem po prostu zajęła swoje miejsce ‘w szeregu’. W końcu wszyscy są tu na równi prawda? Nawet nie rozbawił ją Desolator, który podekscytowany chciał streścić mu co się działo w jednym zdaniu. Dosłownie. Słowa wyskakiwały z jego ust niczym z karabinu maszynowego. Maximoff usiadła na drugiej kanapie wraz z Asmodeuszem. Zerknęła na niego kątem oka, a potem wbiła swoje zaciekawione spojrzenie w ojca. Ciekawe co on na powrót swojego przyjaciela. Znaczy zdawała sobie sprawę, że przy wszystkich nie pokaże zbyt wielu emocji… Pewnie dopiero później, gdy będą mieli okazję porozmawiać na osobności pozwoli sobie na upust. A z drugiej strony… dawno się nie widzieli. Może coś się zmieniło?
Była również ciekawa czy zapyta gdzie jest Pietro. Na samą myśl o wcześniejszych zdarzeniach żołądek Scarlet podjechał do samego gardła. Spotkanie z Sinistrem, który podszył się pod jej brata. Spotkanie z Pietro podczas, którego wyznał, że odchodzi z Bractwa. Znowu poczuła ten fatalny ciężar…
Niemrawym uśmiechem przywitała się również z Alice, która jak zwykle czuła się niesamowicie swobodnie. W głębi duszy ucieszyła się, że jest cała... w końcu widok Noriko pozostawiał wiele do życzenia...
Gdy nie odszukała wzrokiem Johna wyciągnęła z kieszeni telefon i napisała do niego szybkiego smsa. Zaniepokoiła się jego nieobecnością.

Magneto - Nie 31 Lip, 2016 12:54

Magneto stał niewzruszony czekając cierpliwie. Ba, nie wiedział nawet czy ma na kogo czekać, założył więc z góry piętnastominutowy limit, po upływie którego, jeśli nikt się nie zjawi, uzna że nikt nie pozostał w Bractwie. Na szczęście ten najczarniejszy scenariusz się nie spełnił, chociaż i tak mocno zaskoczył starca. Mianowicie pierwszą istotą która zjawiła się w salonie był kot - tego z pewnością się nie spodziewał. Myślał, że może któreś z jego dzieci, albo wiernych mu członków takich jak Sabretooth czy Pyro zjawią się tu jako pierwsi.

Z zaciekawieniem wpatrywał się w jego złote ślepia, nieco podobne do tych jakie kiedyś posiadała Mystique. Niedługo potem do salonu nastąpiło wejście pierwszej ludzkiej postaci - Vivious Vixen.

- Aż nadto, moja droga. - odparł z lekkim uśmiechem na jej uszczypliwy komentarz. - Pora jednak wrócić do pracy, ufam że nie możesz się doczekać? - kontynuował grę pomimo tego, że kobieta ze skrajnym znużeniem rozłożyła się na sofie.

Kolejny "gość" w jego salonie był jednak o wiele bardziej skory do działania, energia go wręcz rozpierała.

- Desolator... - rzekł cicho odwracając się w jego stronę. Napływający do niego potok słów jak zwykle zdawał się nie tworzyć większej całości, lecz to dla Magneto nie było istotne. Udało im się wrócić z ostatniego zlecenia, a dzięki temu chłopak zyskał nieco w oczach przywódcy Bractwa. Na bezpardonową próbę przytulenia odpowiedział szczerym, niemal ojcowskim uściskiem. Pamiętał jak dziś gdy w bitwie o Alcatraz przypadkiem wyswobodził go z więzienia - wtedy młodzian był jeszcze naiwny, bez celu w swoim życiu. Magneto go wtedy przygarnął, wyciągnął do niego pomocną dłoń, wskazał mu drogę - jednym słowem wiedział, że zyskał wtedy oddanego poplecznika jego sprawy, sprawy wszystkich prześladowanych mutantów.

Po tym nieco przydługim uścisku wreszcie chłopak go puścił - Usiądź proszę i czekaj cierpliwie na resztę. - wypowiedział w jego stronę. Z całej tej paplaniny wychodziło na to, że Little Dragon i Asmo powinni się tutaj jeszcze kręcić. O wilku mowa... przemknęło mu tylko przez myśl gdy Asmo w towarzystwie Scarlet Witch weszli do salonu.

- Witajcie. - rzucił na powitanie tej milczącej pary. - Cieszę się, że znowu Was widzę. - kontynuował szczerze dalej. Chociaż co prawda przez ostatni czas potrzebował nieco samotności i spokoju, to teraz jednak wrócił do swej powinności, do swego obowiązku i każdy członek Bractwa, który nadal trwał przy nim był dla niego bardzo ważny. Poczekał jeszcze minutę, dwie, nim się znowu odezwał:

- To już wszyscy, którzy znajdują się w siedzibie? Czy ktoś może nadal jest na zewnątrz? - skierował swe pytania otwarcie, do wszystkich, chociaż jego wzrok zawisł dłużej na jego córce a następnie na Alice. Oczywistym było, że zapyta o nieobecnych, musiał mieć pełny obraz, znać dokładnie sytuację. Dopiero wtedy będzie można zastanowić się nad kolejnym krokiem, pierwszym po jego powrocie, ku prawdziwemu wyzwoleniu mutantów.

Catseye - Nie 31 Lip, 2016 20:30

Kotka tymczasem wykorzystała paplanię Desia i zniknęła całkowicie za kanapę.
Tylko po to, by moment później wskoczyć się oparcie kanpy tuż nad ramieniem Wiedźmy, od strony przeciwnej niż siedział Asmodeusz.
Przekrzywiła łeb, powąchała podejrzliwie kobietę i najzwyczajniej wskoczyła na kolana Scarlet, przez moment kręcąc się w wkoło i szukając najlepszego miejsca.

Wykręciła łeb, łypiąc się na twarz kobiety przez moment, nie poświęcając paplaninie Desia widocznie większej uwagi.

- Wiedźma zdenerwowana. Niepotrzebnie. Cats urwie głowę zagrożeniu. - stwierdziła z pewnością, na swój sposób upraszczając skomplikowaną mieszaninę sygnałów, jaka dobiegała ją od strony kobiety.

Podwinęła ogon, położyła się i wbiła wzrok w mężczyznę.
Strzygące uszy jednak zdradzały, że śledzi również dokładnie inne dźwięki, dobiegające z okolicy.

Asmo - Pon 01 Sie, 2016 18:16

Idąc korytarzem wciąż przeżywał wydarzenia z swojego pokoju. Granatowe oczy przebijały się przez mrok, zwracając uwagę na każdy szczegół kazamatów bractwa. Jego myśli zajęły się od myślenia nad słowami czarownicy. Nie miał pojęcia, jak działały takie wizje, a jedynym rozwiązaniem jakie przychodziło mu teraz do głowy, to bezpośrednie pytanie skierowane do rezydentki szkoły Xaviera, którą ostatnio poznał - ona chcąc nie chcąc, na pewno wiedziała coś na ten temat.
Zastanawiał się również nad obliczem Wandy, które zmieniło się tak drastycznie pod wpływem jednego bodzca. Cała radość znikła, na nowo rozpościerając zgorzkniałą od doświadczeń życia skorupę, która skrupulatnie ukrywała wszystko co płynęło z jej wnętrza. Mimo wszystko Francuz szedł uśmiechnięty, z uniesionymi kącikami ust, krok w krok z nią. Zimny głos starca, dobiegający z głośników zasiał w nim iskierkę, która wkrótce miała przerodzić się w prawdziwy płomień. Wszystko miało wyglądać tak jak dawniej, prawie wszystko... W końcu jego obecność przestała być jakąś wielką tajemnicą. Ciężar zniknie z ramion panienki Maximoff, żelazna ręka po raz kolejny poprowadzi jego braci do boju, a mutanci po raz kolejny będą mieli powód by zastanowić się nad definicją wolności. Chociaż był przeciwnikiem takich rozwiązań, nie ma co się oszukiwać. Odnalazł się, tu był jego dom, rodzina, obowiązki. Z innej beczki... jak nie cieszyć się z powodu powrotu przyjaciela?

Wchodząc do salonu objął swoim spojrzeniem całe towarzystwo, by po chwili skupić się na Ericu. Idąc w głąb pomieszczenia, gdy jego córka pochyliła głowę, Asmodeusz postąpił podobnie. Z dbałością pochylił się, teatralnie jak na te czasy, dodając do tego machnięcie ręką w bok. Niektóre nawyki ciężko było zwalczyć, pomimo nieubłaganie uciekających dekad. Spokojnym krokiem skierował się za Wandą, by zająć na kanapie miejsce obok niej. Ułożył swoje dłonie na kolanach, spoglądając się w mieniącą na palcach biżuterię, by zaraz po chwili oderwać wzrok i zatrzymać przed sobą. Z powagą przyjmował sytuację, więc tak szeroki uśmiech jak w szpitalu nie zagościł w ramach odpowiedzi na poczynania Desolatora, który jak zawsze odgrywał swoją rolę nadwornego błazna.
-Również cieszymy się z twojej obecności Magneto. Zarówno wszyscy razem jak i przypuszczalnie każdy z osobna- odparł nad wyraz oficjalnie, by po chwili odwrócić się w kierunku kota, który przybył na kolana kobiety ubranej w czarną suknię. Słysząc kolejne pytanie z strony pana Żelaza obejrzał po wszystkich badawczo, po czym przymknął oczy, ukrywając niebieską taflę swojej tęczówki pod powiekami. Przyłożył dwa palce do skroni i westchnął cicho.
-Dziewczyna-rekin dochodzi do siebie w swojej kwaterze. Victor wciąż szuka odpowiedniego rysownika... Możemy mieć tylko nadzieje że przyprowadzi go żywego.- Dodał ironicznie. -Nie mam pojęcia, co stało się z Blobem i Pyro. Przerwał na chwilę i spojrzał w kierunku telefonu Wandy. -John Farago najprawdopodobniej przymierza się do rozbicia szeregów młodszych x-menów w Central parku.- Emanował od niego spokój, którego wcale nie mąciły słowa, jakie wypowiadał, jak by była to całkowita normalność. -Twój syn wciąż jest w mieście, jednak nie opowiada się już po naszej stronie.- Nie chciał by odpowiedzialność o odejściu Pietra spadła na barki zielonookiej, dlatego też on od razu rzucił tą informacją. Prosto z mostu. Nie ujawniał jednak szczegółów, które wskazywały że tamten aktualnie znajduje się w akademii dla utalentowanych. Wtedy cały plan spotkania Wandy i QuickSilvera spalił by na panewce.
-To chyba wszyscy. Przynajmniej tyle mogłem dostrzec.- Zasygnalizował, że nie ma już nic więcej do powiedzenia.

Alice - Wto 02 Sie, 2016 10:44

Alice rzuciła Magneto spojrzenie, które można było uznać za zirytowane, ale zresztą kto ją tam wie.
- Nikogo więcej nie będę rekrutować i nie zamierzam się wybierać na radośnie wymyślane przez ciebie misje samobójcze, a ta w kanałach się do takich zalicza.

Nie miała najmniejszej ochoty tracić życia dla marnego zysku lub całkowitego jego braku. Za to straciła lubiane ciuchy i buty, a przed nosem przeszło jej jedno ze zleceń "na boku", bo szef miał plan. Chętnie by go zdzieliła, a jeszcze lepiej, namówiła telepatę, by sprawił, że szef sam się zamachnął. Może by trochę otrzeźwiał i zobaczył, co i kto jest największym obecnie zagrożeniem dla mutantów.

Nigdy by się na głos nie przyznała, ale widok Desa w jednym kawałku, w powodzi słów i dzikiej radości sprawił jej ulgę, że naczelny wariat bractwa wyszedł bez szwanku z misji. Stan Noriko ją mało obszedł. Żyła? Żyła, więc nie ma co się nad nią rozwodzić.

Zastanawiający był jednak całkowity brak powitania ze strony Scarlet poza skinieniem głowy. Czyżby bała się reakcji na dezercję Pietra? Alice nie byłaby zdziwiona gdyby tak było. Za to Asmo jak zwykle odpalił bombę, nie czekając aż reszta się cichcem ulotni. Jak się Erik wkurzy to będzie źle.

- Blob pojechał na jakieś zawody - rzuciła w przestrzeń, nie adresując swojej wypowiedzi do nikogo szczególnego, bardziej zajęta kończeniem ostatniego kawałka lukrecji.

Magneto - Wto 02 Sie, 2016 17:39

Ciszę przerwał beznamiętny głos Asmodeusza. Jak gdyby nigdy nic zaczął wyrzucać z siebie kolejne słowa na temat członków Bractwa, którzy z różnych powodów nie mogli znaleźć się tu razem z nimi. Dwójka spośród wymienionych mutantów nadal wyglądała na "aktywną" i gotową do opowiedzenia się po właściwej stronie, lecz kolejne zdanie było jak cios.

Twarz starca wykrzywiła się przez chwilę w grymasie, lecz on sam pozostał nieruchomy. To, co działo się teraz w jego wnętrzu oddawały metalowe przedmioty znajdujące się w pomieszczeniu: równocześnie znajdujący się w pomieszczeniu telewizor oraz radio zaczęły wydobywać ze swojego wnętrza trzaski, kanapa na której siedział zwiastun złej nowiny, wraz z jej rezydentami w postaci Asmodeusza, Wandy oraz kota przesunęła się delikatnie w tył, maksymalnie o kilka centymetrów. Po chwili wszystko to ustało, a mocno zaciśnięte dłonie Magneto rozprostowały się dając zmęczonym palcom odpocząć. Jedynie metalowy skoczek koloru czarnego, znajdujący się na szachownicy nieopodal, przewrócił się z głośnym trzaskiem.

- Rozumiem... - odparł wreszcie po kolejnej dłuższej pauzie. - Jestem pewien, że przemyśli swoje zachowanie i do nas wróci. - skomentował krótko informacje na temat swojego syna jednocześnie ucinając jakąkolwiek dyskusję na ten temat. Kolejną niezręczną ciszę przerwała Vixen, która dobitnie wyraziła swoje zdanie na temat ostatniego zlecenia.

- Żadna z misji, na które Was wysyłam nie jest samobójcza. Trudna, tak. Wymagająca, owszem. Skomplikowana, często. Lecz im trudniejsza, tym większą nadzieję w Was pokładam głęboko wierząc, że w pełni jej podołacie. - skwitował chłodnym tonem, powoli dochodząc do siebie, choć nadal był wzburzony i być może przesadnie szorstko teraz odpowiadał.

- Nie musisz się jednak obawiać gdyż od teraz osobiście zajmę się rekrutowaniem naszych braci by wstąpili w szeregi obrońców mutantów. - kontynuował dalej swoją wypowiedź krążąc nieco po sali bliżej pozostałych mutantów. - Z pomocą Asmodeusza, oczywiście. - dorzucił po chwili kierując głowę w jego stronę. Chwilę tak stał pogrążony w zadumie, jakby przyswajając te wszystkie informacje. Jakby grał jakąś wyjątkowo trudną partię szachów z Charlesem i rozważał kolejny krok spośród setek możliwości.

- Dobrze, wszystko jasne. Może jest nas trochę mniej niż się spodziewałem, lecz wcale nie oznacza to, że nie możemy nic zdziałać. - mimowolnie, zupełnie podświadomie przeszedł w tryb wygłaszania tych podniosłych zdań, które miały za zadanie podnieść morale i zachęcić członków Bractwa do działania. - Może i utraciłem swoje moce oraz zmagałem się z upływem czasu, lecz nie oznacza to, że nie wróciłem silniejszy. Tak ja, jak i każdy z Was, gdy wykonywaliście moje polecenia. Ale mimo to, że ostatnio nie byliśmy zbyt aktywni to nasi wrogowie nie spali. Ze świata dochodzą do mnie wieści o kolejnych porwaniach mutantów, z których tylko nielicznym udaje się uciec. Nie możemy tego dłużej tolerować, nie możemy zamknąć się w tych lochach i czekać aż po nas przyjdą. Nie możemy odwrócić się plecami do naszych braci, którzy tam na zewnątrz codziennie zmagają się z tą brutalną rzeczywistością. Nie możemy... - ostatnie zdanie urwał w połowie, jakby miał jeszcze zamiar coś powiedzieć, ale ostatecznie się powstrzymał. Przeszedł kilka kroków wzdłuż pomieszczenia zbierając przez chwilę myśli by po chwili kontynuować:

- Wojna trwa cały czas, możemy udawać że jej nie ma, lecz nie oznacza to, że nas nie dosięgnie. Nie gwarantuję Wam zwycięstwa, ale gwarantuję Wam walkę zamiast biernego czekania na śmierć. Bo stokroć bardziej wolałbym umrzeć walcząc o wolność naszego gatunku niż przeżyć, lecz biernie przyglądać się śmierci naszych braci. - jego wypowiedź nabierała coraz bardziej pompatycznego charakteru, niemalże zahaczając o przerysowanie całej sytuacji. Magneto jednak głęboko wierzył w wypowiadane przez siebie słowa, wiedział, że teraz jest czas by wykonać ich ruch. Na własnej skórze przekonał się w obliczu jak wielkiego zagrożenia teraz stoją - na szalę rzucony został los wszystkich mutantów.

- Mam dla Was wszystkich jedno zadanie: zdobyć informację o naszym wrogu. O tych naiwnych ludziach, którzy myślą, że mogą się mierzyć z homo sapiens superior. Nie podejmujcie poza tym żadnych ryzykownych działań, jedynie czego chcę to informacji. A gdy już je zdobędziemy... pokażemy im naszą prawdziwą moc. - dokończył stanowczo po czym znowu zamilkł. Czekał na reakcję, miał tylko nadzieję, że dość jasno wyraził swoje poglądy.

Catseye - Wto 02 Sie, 2016 21:19

- Catsey myśli, że ludzie to nie problem teraz. Zagrożenie teraz to Sinister. Na tyle duże, żeby wiedźmę oszukać. Catseye myśli, że gdy zaczniemy polować na mess to możemy znaleźć się między dwoma drapieżnikami jednocześnie.

Gdyby nie słowa można nby było pomyśleć, że manul spał w najlepsze i nie poświęcał padającym tutaj słowom większej uwagi. Jednak dziewczyna doskonale pamiętała niedawną rozmowę w kuchni i jej konkluzję. I najwyraźniej uznała za koniecznie zwrócić uwagę, że może być nie do końca rozsądne zajmować się kolejnym celem, gdy zdecydowanie bliższe zagrożenie wciąż gdzieś czaiło się w pobliżu.

A jeśli wierzyć w to co kiedyś powiedziała Scarlet, kotka szczerze wątpiła, żeby ten mutant mógł przeoczyć okazję, jeśli by zaangażowali się w jakiś inny konflikt. Cats by na jego miejscu nie przeoczyła. Nie widziała najmniejszego powodu, żeby i on miał zrobić to samo.

Scarlet Witch - Sro 03 Sie, 2016 20:59

Powaga. Brak emocji oraz skupienie. To właśnie w pełni reprezentowała panna Maximoff. A w środku? Istny sztorm wątpliwości i leków. Starała się tego nie pokazywać, ale kim tak naprawdę była w oczach swojej osobistej i jakże wnikliwej Kotki? Zwykłym kłębkiem nerwów. Niczym więcej. Jak ona dobrze ją znała… Spojrzenie Sharon spotkało się z nieobecnym wzorkiem Wandy. Dopiero wtedy Szkarłatna odzyskała jakąkolwiek jaźń. Na chwile przestała zapadać się we własnych myślach i posłała jej delikatny uśmiech. Spokój jednak nie zmylił sprytnej Kotki. Wanda nawet nie drgnęła, gdy kot zajął swoje miejsce na czarnym materiale jej sukienki. Właściwie w tym momencie poczuła się odrobinę pewniej. Przesunęła palcami po miękkiej sierści i z nutką dumy oraz zaciekawienia zerknęła na Asmo, tak jakby chciała mu właśnie kogoś przedstawić. Zaraz zdała sobie sprawę, że nie znajdują się w tym pomieszczeniu w celach towarzyskich. Zresztą, Sharon bardzo szybko przerwała tą chwilę jakże uroczymi zapewnieniami.
- Wiem, że z ciebie bardzo waleczny kocur – Powiedziała cichym głosem – Ale teraz shhhh… - Uciszyła ją, ponieważ wyczuła, że ojciec zaraz zacznie przemawiać. I tak też się stało.

Oczywiście padło pytanie, którego po części się obawiała. Co prawda Magneto nie zapytał bezpośrednio o Pietro, no ale… ojciec zapewne był ciekawy gdzie znajduję się jego syn. Umysł Wandy zaczął pracować na najwyższych obrotach. Szukała odpowiednich słów, by przekazać ojcu smutną nowinę. Męczyła się. Wspinała na wyżyny dyplomacji i stwierdziła, że zacznie od Johna. Tym bardziej, że spojrzenie ojca padło na jej blade oblicze.
Wanda rozchyliła wargi, żeby przemówić jednak ktoś ją ubiegł. Skierowała swój zaskoczony wzrok w kierunku Asmo. Przeczesywanie kociej sierści stało się bardziej mechaniczne i niedokładne, ale… zupełnie nie zwróciła na to uwagi, ponieważ mężczyzna zaczął się dzielić informacjami, którymi i ona chciała. Może nie w tak dosadnej formie. Zaniepokojenie przyszło dopiero, gdy Asmo zaczął mówić o Pietro. Sama nie wiedziała dlaczego. Jakby podświadomie czuła, że jej brat bliźniak znajduje się w miejscu, które nie spotka się z aprobatą ojca. Kamień z serca spadł dopiero w momencie postawienia kropki w ostatnim zdaniu. Nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo była mu wdzięczna. Poczuła wsparcie. Tak samo zresztą jak ze strony Alice, która wcześniej zaznaczyła swoją buntowniczą postawę. Nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo kojący na jej opanowanie okazał się lodowaty ton kobiety wymierzony prosto w Magneto. Podziwiała również jej stalowe nerwy oraz pewność siebie. Ale to nie tylko dziś. Zresztą Alice bardzo dobrze o tym wiedziała.

Wanda zgarnęła kota bliżej siebie, tak jakby chciała ochronić tą futrzastą kulkę, przed gniewem ojca. Oczywiście starszy mężczyzna nie wyraził złości na głos, mówiąc jak to, najwyraźniej zawiódł się na synu. Wyraziło to natomiast radio, trzaskiem oznajmując, że właśnie oberwało falą magnetyczną. Wzrok Wandy w pierwszej kolejności powędrował właśnie w tamtą stronę. Potem na niepokojąco szumiący telewizor, który również okazał się być wyrazem niezadowolenia ojca. Na prawie sam koniec przesunęli się kilka centymetrów pod ścianę. Wanda zacisnęła dłoń na telefonie. Serce zabiło niespokojnie, a jedyne o czym teraz pomyślała to o tym by skontaktować się z bratem… żeby go ostrzec i poinformować, że ojciec odzyskał moce. Chyba nawet całkowicie. A przede wszystkim, że jest na niego zły. Dodatkowo poczuła się winna, że nie zatrzymała Pietro. Zresztą, czemu poruszyła się tylko kanapa na której siedziała ona, Asmo i Kot? Na szczęście miała dłuższą chwilę, żeby zebrać myśli. Dłoń, która wcześniej zacisnęła się na komórce tak jakby chciała zerwać się z miejsca i wbiec w korytarz by skontaktować się z bratem. Na szczęście tego nie zrobiła. Musiała zachować zimną krew.

Co zresztą nie było aż tak trudne wsłuchując się w słowa Lensherra. Jak zwykle przemowa Magneto budowała. Budowała tożsamość grupy. Nadawała jej sens i znaczenie. Wiele można mu zarzucić, ale na pewno nie brak charyzmy. Nie wiedziała jak pozostali, ale sama poczuła ogromną siłę do działania. Póki co jednak nie wiedziała co ojciec miał na myśli, ale.. hej, zdobywanie informacji nie brzmiało tak źle jak ostatnie akcje wymyślone przez ojca. Mimo to nie mogła się pozbyć tego niepokojącego uczucia, gdzieś tam na dnie żołądka, że… sprawa nie jest aż tak niewinna jak się jej wydaje. Co zresztą dosadnie dał odczuć w ostatnim zdaniu. Pokażemy im naszą prawdziwą moc. Czy na serio tego chciał w jej wypadku? Zmrużyła powieki zastanawiając się nad tym wszystkim. Potrzebowała dłuższego momentu, jednak… niestety nie było jej dane.

Dopiero po chwili zorientowała się o czym mówi Cats. Wanda spojrzała w dół wyrwana z niesamowicie silnego zamyślenia. Pogłaskała zwierzę po łebku i w końcu przemówiła.
- Catseye ma racje – Przyznała i zarazem w jakimś sensie przedstawiła swoją osobistą drapieżną maskotkę ojcu. Oderwała wzrok od futrzastego łepka i spojrzała na ojca.
- Sinister coś kombinuje. Nie wiem dokładnie co, ale potrzebuje do tego innych mutantów –. Zarzuciła nogę na nogę i baczniej skupiła się na swoich słowach. Wzięła głębszy oddech i zaczęła mówić. Opowiedziała właściwie to samo co poprzednio Sabre, Blobowi i Kotce. Jak to Sinister przybrał postać Pietro. Na dodatek zranionego, wręcz umierającego co skwitowała grymasem i ucieczką spojrzenia gdzieś w bok. Opisała tą dramatyczną sytuacje oraz to jak dzięki swoim mocom przeniosła go do szpitala. Jak Sinister pod postacią lekarza chciał zwabić ją do ośrodka badawczego, który miał być szpitalem dla mutantów. To tam właśnie miał pomóc Pietro dojść do siebie. Zorientowała się dopiero wtedy, gdy rzeczony lekarz nie pozwolił się spotkać z bratem. Dopiero wtedy ujawnił swoją prawdziwą twarz.
- Najwyraźniej miałam być częścią jakiegoś większego planu, ponieważ zaproponował mi bycie posłańcem oraz stanie się ‘matką zbawiciela’ – Powiedziała i spojrzała na swojego ojca.

Alice - Czw 04 Sie, 2016 20:15

Popisy mocy Erika przeczekała, ziewając w trakcie. Czasem bywał aż nadto przewidywalny. Plotki głosiły, że w młodości był niezłym narwańcem i nerwusem. Cieszyło ją, że mu to w większej części przeszło, inaczej by musieli co tydzień zamawiać nowe meble, ekipę remontową i zbudować własny szpital.

Uwagę do niej wygłoszoną zbyła kpiącym prychnięciem i powoli podniosła się, spuszczając nogi na podłogę i wstając, aby nad nią nie górował jak jakaś wieża, chociaż i tak gdy była nawet cała wyprostowana jak struna, to ją przewyższał o dobre piętnaście centymetrów.

- Nie wysyłasz? - wycedziła zimno i bez emocji przez zaciśnięte zęby. - Twój wywiad odnośnie tego co jest w tych kanałach, to możesz utopić w bagnie. Smarkula niemal tam zginęła. Gdyby nie jej moce, to miałbyś ją teraz w dwóch kawałkach. Des wylądował w szpitalu. Nie dość, że była tam banda pierdolonych zakutych żołnierzyków, obwieszonych bronią jak pieprzona choinka, to jeszcze jest tam coś znacznie gorszego, co zmusza ludzi by zabijali innych. Jeśli to nie jest misja samobójcza, to czas się przebadać na głowę, bo niektóre klepki ewidentnie masz w złych miejscach.

Po wygłoszeniu tego małego przemówienia, klapnęła mało elegancko z powrotem na sofę, założyła ręce i patrzyła wyzywająco w stronę przywódcy. Wiedziała, że nic jej nie zrobi. Nie teraz, kiedy nie ma na głowie swojego cudownego hełmu. Wiedział aż nazbyt dobrze czym może skończyć się nadepnięcie jej na odcisk, a Alice nie miałaby problemu z namieszaniem mu w głowie.

W milczeniu wysłuchała przemówienia "wodza", gryząc się pod koniec w język, by nie wypomnieć głośno jak ich marsz po zwycięstwo zakończył się na Alcatraz. Doskonale wiedziała, że wspomnienie tego jak Wolverine i Beast zrobili wielkiego Magneto w plastikowe kwadratowe jajo, mogło się źle skończyć dla zebranych w salonie. Natomiast zaciekawiło ją to, co Wanda miała do powiedzenia o tym całym Sinistrze.

- To religijny świr? - odezwała się, patrząc na Wiedźmę. - Bo brzmi jak pieprzona wersja biblijna. Wiemy o nim cokolwiek więcej niż to, że jest ostro pierdolnięty? Jakie ma inne moce poza udawaniem innych osób?

Przez umysł przeleciała jej kusząca myśl, by się w kwestii Sinistra sprzymierzyć z X-Men. Byli liczniejsi od Bractwa ostatnimi czasy. Jednak nie odważyła się wyrazić tej myśli na głos. Żałowała, że przez Magneto Mystique opuściła ich szeregi. Zmiennokształtny mutant by się im teraz niezwykle przydał.

Desolator - Czw 04 Sie, 2016 21:22

Desolator całą swoją (znikomą) uwagę poświęcał Magneto. W końcu Idol wrócił po tak długim czasie! Był dla młodego mutanta jak zabawka. Nowa zabawka. A jak powszechnie wiadomo, gdy dzieciak dostanie nową zabawkę, to przez dłuższy czas tylko nią się bawi.
-Desiu nie wie gdzie są inni, ale jest Desiu a Desiu wystarczy za innych,, bo Desiu jest bardziej desowy niż inni bo inni są inni a Desiu jest desowy, więc Desu jest bardziej desowy niż inni, bo jest Desem a nie innym.

Jednak nawet żyjąc w własnym świecie, Des czasem odbierał jakieś sygnały z otoczenia. Takie sygnały jak na przykład słowa innych członków bractwa. Oczywiście wariat musiał je na swój sposób przetrawić i przerobić.
-Ciocia nie zrekrutuje? To Desiu zrekrutuje! Desiu będzie najlepszym zrekrututorem na świecie! I będzie miał dużo zrekrotutowanych! I fajnych zrekrotutowanych! Bo jak zobaczą Desa, to nie fajnie nie zrekrutotowani nie będą zrekrutotowani, bo pomyślą, że nie mogą być zrekrutotowani przez kogoś tak fajnego jak Desu, więc tylko fajni będą zrekrutotowani, bo Desu ich zrekrutuje i będą fajni zrekrutotowani.
-I Desiu nie pozwoli Szybszej Ręce Idola przyjść, bo Desu go już nie lubi, bo sobie poszedł i nas zostawił, i go nie ma, a był, a nie ma, a powinien być, bo był, a go nie ma. I jak przyjdzie, to go nie będzie bo mu Desu nie pozwoli przyjść, bo sobie poszedł.

-Kicia się nie zna, bo Kicia jest kotem, a koty się nie znają, to Kicia się nie zna, a Desu się zna, bo Desu jest Desolatorem, a Desolator się zna, bo jest Desiem a Desiu się zna bo jest Królikiem, a króliki się znają, bo królikują, a Kicia się nie zna, bo nie jest Królikiem, bo Desu jest Królikiem, więc Desu się zna. I Desu mówi, że Idol się zna i trzeba z Zabawkami walczyć bo próbują być groźne, ale Desu jest grozniejszy, bo jest zły, a Zabawki nie są groźne bo są śmieszne i radośnie płaczą w loszku, jak ich tam Desu zamknie i będą zamknięci i w loszku i będą płakać a Desu będzie ich kwasił i dlatego Zabawki są niebezpieczne, bo Desu nie ma kogo kwasić, bo się Zabawki zepsuły, a Desiu na krótkie spacerki chodzi i nie umie złapać zabawki, ale jak złapie, to będzie się bawił w loszku. I dlatego Desiu będzie się Zabawkami zajmował i pomoże Idolowi i nie pomoże łapać sinisoidy, bo nie jest Zabawką, a Deus chce Zabawki. Bo spsuł.

Asmo - Pią 05 Sie, 2016 20:08

Gdy dewastujący od środka gniew, po usłyszeniu niekoniecznie dobrej nowiny został uzewnętrzniony, w postaci chaotycznego pola magnetycznego, Asmodeusz automatycznie zacisnął dłonie na poszyciu kanapy. Pomimo sporych pokładów spokoju i cierpliwości Francuza, nie umiał wyzbyć się ludzkich odruchów, tak samo jak nie umiał ukryć ziarnka niepokoju w obliczu Sabre'a, tak i teraz samozachowawcze zachowanie organizmu było nie do powstrzymania. Spojrzenie niebieskich oczu ukradkiem zakradło się na oblicze Wandy i Kota, obserwując ich reakcję, jednak upadająca figura szachowa szybko odwróciła jego uwagę.
-Miejsca się zmieniają, jednakże idee leżą na sercu jak ciężki kamień. Zajmie mu to mniej lub więcej czasu, jednak bez wątpienia zrozumie- powiedział by jeszcze bardziej zadbać o spokój - już stonowanej osoby Magneto.

Słuchając głosu Alice, miał dziwne wrażenie że mówi ona dziwnie. Był przyzwyczajony do bardziej delikatnych i subtelnych nut z kobiecych ust. Zdegustowany umysł nie dał jednak w znak że coś mu nie odpowiada. Asmo nie odwrócił głowy, gdy ta przemawiała, lecz patrzył z zaciekawieniem, tak samo wsłuchując się w rozmowę.
-Wygląda na to, że Cię spowalniali albo zwyczajnie nie byłaś w stanie im pomóc.- Wtrącił nieproszony. Nie podobał mu się sposób w jaki odzywała się do Erica, wiązał z tym takie same emocje jak z "planowaniem wojny" w pomieszczeniu kuchennym. -Drugi argument wydaje się być przychylniejszy. - Spokojny, flegmatyczny, a jednak wystarczający donośny głos rozniósł się po raz kolejny po pomieszczeniu, wypełniając je francuskim akcentem.
Gdy padło jego imię, tylko skiną głową i uśmiechnął się delikatne, tyle na ile pozwalała sytuacja. -Z wielką przyjemnością.- odparł. -Przy spotkaniu z pewnym mutantem, dowiedziałem się, że wielu naszych braci działa w mniejszych grupach przestępczych. Myślę że znajdą się tam jednostki, które potrzebują słusznego celu w życiu. Chociaż ciężko mieć im za złe, że chcą zarobić swoją odmiennością. - skwitował.

-Kot ma rację, jednak Sinister również jest mutantem. Co prawda potężnym, ale mutantem. Zawsze możemy napuścić "drapieżników" na siebie, następnie urywając głowy obydwóm wyniszczonym walką organizmom. -- Przyłożył dłoń do ust, myśląc nad kolejnymi słowami. -Nie mniej jednak, w obydwóch przypadkach naprawdę musimy zebrać się w garść.- Oświadczył. Sam nie wiedział czy jego plan był dobry, dlatego wciąż liczył na jakieś inne sugestie. Podejście Sharon zupełnie mu się nie podobało. Szalony doktor musiał mieć asa w rękawie, skoro był gotów stanąć twarzą w twarz z Wandą. Pan du Paris podniósł się i podszedł do szachownicy zbierając kilka białych figur i zostawiając czarne. Na białego króla założył swój sygnet z czerwonym oczkiem i postawił go na środku szachownicy. -To Sinister.- Po jego prawej stronie ustawił dwie wieże. -To X-meni i Mess, którzy będą chcieli go najprawdopodobniej powstrzymać.- Ustawił hetmana.-Jeśli X-meni ruszą w bój, możemy być niemalże pewni że wraz z nimi wyruszy inicjatywa... A jeśli wyruszą oni. - Postawił drugą figurę. -Pomogą mu ludzie tego czerwonego wielkoluda. - Odsłonił planszę, tak by każdy wszystko widział. -Czarny figury to my.- przesunął dłonie nad nimi. -Jeśli uda nam się dotrwać do takiego momentu, będziemy mieli na tacy wszystkich.- Skierował swoją twarz w stronę Lensherra. -Ericu, rycerze nie ruszą do boju, jeśli król ich nie poprowadzi.- Symbolicznie wskazał na figurę czarnego króla.

Magneto - Nie 07 Sie, 2016 21:07

Oczy Erica ponownie spoczęły na kocie gdy ten, ku jego dużemu zaskoczeniu, się odezwał. - Interesujące. - mruknął do siebie pod nosem odnotowując informację o kolejnym członku Bractwa i jego zdolności. Nie zdążył jednak o nic dopytać, gdyż wsłuchał się bez reszty w opowieść o Sinistrze, który to podstępem próbował przekabacić jego córkę. Pojawienie się tej nowej postaci w ich wielkiej grze mogło faktycznie oznaczać kłopoty, jednak Magneto nie uważał go za bezpośrednie zagrożenie.

W międzyczasie swoje trzy grosze wcisnęła znowu Vixen. - Wszyscy przeżyli. - uciął krótko wypowiedź. - Ale faktem pozostaje, że ich uzbrojenie oraz tajemniczy telepata nie byli uwzględnieni w pierwotnym planie. Takie jest jednak życie: bez względu na to jaki jest plan, ostateczny wynik zawsze pozostaje tajemnicą. - Z aprobatą jednak wysłuchał kolejnego pytania o moce Sinistra, których sam był ciekaw.

Na koniec głos zabrał Asmodeusz, który przedstawił swoją wizję tego co powinni zrobić. Nie mógł się jednak zgodzić z jego pomysłem - Nie będziemy wykorzystywać w żaden sposób X-menów. - rozpoczął dobitnie prezentując swój pogląd na tę sprawę. - Może inaczej walczą o prawa mutantów, lecz nadal są mutantami i dopóki, tak jak my, dbają o sprawy mutantów nie przeprowadzimy wobec nich ataku. Nieco inaczej ma się sprawa z Sinistrem, który ewidentnie coś kombinuje planując wykorzystać w tym celu naszych braci. Na razie jednak wiemy tylko tyle, że potrafi zmieniać swój wygląd i ogłosił się fałszywym prorokiem. Bardziej mi wygląda na głupca niż na zagrożenie. - kontynuował dalej swój wywód na temat sprawy zmiennokształtnego mutanta.

- Odnośnie tej prezentacji... - tu machnął ręką w kierunku szachownicy, po której piony zaczęły się przestawiać. - Nie uchwyciłeś tu wszystkich informacji, patrząc na to wygląda to tak, jakbyśmy w dowolnym momencie mogli zmieść z pola pozostałe siły. - w tym momencie kilka białych figur poderwało się w powietrze, tak by odwzorować faktyczną przewagę liczebną X-menów nad Bractwem. - Może i jest ich więcej, ale po śmierci Charlesa zabrakło im przywódcy, tak jak i nam zabrakło gdy utraciłem moce. Teraz jednak wracam do gry, mamy nad nimi strategiczną przewagę. - kontynuował swój wywód.

- Jak już mówiłem, Sinister nie stanowi dla nas zagrożenia. Niech sobie snuje te swoje wielkie plany, lecz tak długo jak nie przynosi to rezultatów nie powinniśmy się nim martwić. - w tym czasie figurka z założonym sygnetem powędrowała w dłonie Christophera du Parisa jednocześnie odwzorowując fakt, że Sinister jest nieistotny, oraz białe figury nie mają przywódcy.

- Problem jednak jest z Mess. Prawdopodobnie jest ich tak dużo, że nie zmieściliby się w naszym małym przedstawieniu. To prawdopodobnie setki, jeśli nie tysiące ludzi, którzy działają na tyle sprawnie i skutecznie, że kolejne porwania, nawet silnych mutantów, stają się rzeczywistością. Nie wiemy jednak kim są, ilu ich jest, kto im przewodzi. Wiemy tylko, że ich celem jest eliminacja naszej rasy i są zdeterminowani żeby go osiągnąć. Właśnie dlatego musimy zrobić rekonesans a później atak wyprzedzający. - wraz z padającymi z jego ust słowami wszystkie czarne figury przesunęły się do przodu w kierunku figury reprezentującej ludzi.

- Nie przejmujcie się Sinistrem. To tylko jeden mutant z urojeniami, a gdy zrobi coś... - tu szukał chwilę odpowiedniego słowa - problematycznego. Wtedy pozbędziemy się naszego problemu. Jak mówiłem, oczekuję że się spiszecie i powrócicie z istotnymi informacjami na temat naszego prawdziwego wroga. Powodzenia. - skierował swoje słowa ponownie do wszystkich, jednocześnie obracając się i kierując w stronę drzwi. - Asmo i Ty kocie, za mną. Zapraszam do mojego gabinetu. - rzucił jeszcze przez ramię wychodząc.

//gabinet Magneto

Catseye - Pon 08 Sie, 2016 16:04

Kotka łypnęła nie do końca przekonana. Jednak – nie widziała potrzeby dyskutować czy się wpierać. Co miała do powiedzenia – powiedziała, co trzeba było – uszczegółowiła doskonale i Wiedźma i anglik. Do tego bez wątpienia – wszyscy wokoło lepiej się znali na tych całych mutantach i nie mutantach i ludziach co polują na mutanty i innych.

Dla Cats to był cały czas dosyć poplątany galimatias, głównie z powodu – że nie poświęcała temu większej uwagi. Dopóki coś nie było na tyle bezpośrednim zagrożeniem, żeby zmusić ją do jakiejś reakcji.

Zerknęła niezadowolona na wiedźmę, to na Magneto.
To znowu na wiedźmę, zamiatając ogonem z wyraźnie widoczną irytacją.
Dopiero co się ułożyła a nogi wiedźmy przyjemnie grzały, liczyła, że będą gadać dużo dłużej. A sama będzie mogła sobie drzemać zadowolona.

Ostatecznie niechętnie podniosła się i nie spiesząc się podreptała do wspomnianego gabinetu.

// zt-> gabinet Magneto

Alice - Wto 09 Sie, 2016 15:53

Lewa brew Alice wyraźnie drgnęła, kiedy jej uszu dobiegł stanowczy zakaz ruszania pupilków Xaviera. Czyżby śmierć Charlesa tak na niego wpłynęła? zastanawiała się, słuchając dalszej wypowiedzi przywódcy. O ile atak na X-Men uważała za pozbawiony sensu i tu gorąco przyklaskiwała Erikowi, tak fakt zostawienia odłogiem Sinistra przeczył prawom logiki. Owszem, MESS był większym problemem, lecz nie należało lekceważyć świra robiącego za mutancką wersję doktora Mengele. Ale milczała do końca przemowy i spokojnie przeczekała aż Magneto wraz z Catsey opuszczą salon. Rzuciła jeszcze ostre spojrzenie Asmo, który zwlekał trochę z podążaniem za pozostałymi, dając mu tym samym do zrozumienia, że jeśli cokolwiek wypapla z tego co zamierzała powiedzieć Wandzie i Desowi, to zamieni mu życie w piekło.

- MESS to priorytet - odezwała się w końcu. - Lecz Erik popełnia błąd odstawiając Sinistra na boczny tor. Nie mówię, żeby tego dupka atakować, ale warto się nim zainteresować i spróbować się dowiedzieć jakie są jego plany. Może uda się nam poznać jego słabe punkty, by później móc je wykorzystać.

Spojrzała na Wandę, a potem na Desia. Wiedziała, że temu ostatniemu nie spodoba się jej prośba o Desolatora. Desiu był radosnym dzieciakiem, ale jeśli ma im się udać, to zimno kalkulujący Desolator był im potrzebny.

Asmo - Wto 09 Sie, 2016 19:47

Słuchał słów Erika w milczeniu, patrząc na poruszające się po szachownicy figury. Gdy tylko pionek z jego sygnetem opadł na jego dłoń, bez chwili zastanowienia założył swój sygnet i odstawił figurę na przypisane jej pole. Był zaskoczony że Magneto nie słuchał uważnie. Było to wręcz do niego nie podobne. Uważał że wyraznie zaznaczył to, że muszą oczekiwać własnego momentu. Momentu w którym kula śnieżna złożona z tych wszystkich stron konfliktu uderzy o ścianę, a następnie wejdzie bractwo, depcząc resztki śniegu.
Prawdę mówiąc Asmodeusz nie poczuwał się aż tak do walki, choć przemowa lidera ewidentnie przypadła mu do gustu. Wiedział że mało kto z mniej doświadczonych mutantów mógł mu stawić czoła, a w tych kilkuset latach rozmyślań znalazł wiele zalet swojego daru, co nie znaczy że przestawał szukać kolejnych. Może dlatego nie zależało mu na prowadzeniu wojny? Ze względu na prawie pewne zwycięstwa w bitwach - bo co na razie, obawiał się ludzi, których miał za przyjaciół i wspólników.
Wyglądał na zamyślonego, obserwując czarne i białe piony, kiedy Magneto i Catseye opuszczali już pomieszczenie. Gdy zniknęli za zakrętem odwrócił się tylko w stronę kobiet i Desolatora. Skrzyżował spojrzenia z Alice, ale nawet cień przejęcia nie pojawił się na jego obliczu. Obydwie ręce włożył do kieszeni, by po chwili wyciągnąć je agresywnie i rzucić dwoma przedmiotami, w dwóch przeciwległych kierunkach, zaraz po wypowiedzi Vixen. Nie miał czasu obserwować ich zdziwienia więc odwrócił się na pięcie i wyszedł.
-Gdy diabeł się starzeje, chce zostać mnichem. Z bogiem słoneczka.- rzucił będąc już w progu, nawiązując do Sinistra.

A co to za rzucone przedmioty, które upadły pod nogami jednej i drugiej? Zarysowane i zniszczone karty z nieoryginalnej talii. Co dziwne, ich numerem była jedynka. Jedna karo, druga pik. Na odwrocie, wyglądały jak te, których używał Gambit. Czyżby to jakaś sugestia? Poszlaka? I skąd je miał?

zt.

Desolator - Sob 13 Sie, 2016 16:13

Magneto był jakąś (taką dosyć sporą odmianą)... ale Desio nie potrafił skupić na dłużej swojej uwagi. Szczególnie, jak wokół niego jest tyle osób!

Najpierw podszedł do szachownicy. Dłuższą chwilę przyglądał się figurom, a potem stwierdził z smutkiem.
-Desiu nie widzi tu Świętoszków, ani Zabawek, ani Sinego. A Idol i Oczko mówią o Świętoszkach i Sinim. A Desiu nie widzi, a Idol i Oczko mówią. Jak mówią i wskazują, jak nie ma? Bo jakby byli, to by Desiu widział. A Desiu widzi koniki i nic innego ładnego. A Idol i Oczko widzą co innego. Desiu chce widzieć co innego! Ciocia! - Skierował się do Scarlet - Desiu chce widzieć co innego!

A jak mowa o Scar... Widząc, że Catseye sobie poszła, Desiu zajął jej miejsce. Dosłownie. Wpakował się najpierw na kanapę, a potem, po dłuższej chwili układania się, położył głowę na kolanach Wandy.
-Głaskaj! - Rozkazał, przyjmując jednocześnie najbardziej błagalną minę z całego swojego (ubogiego) repertuaru.

Scarlet Witch - Sob 27 Sie, 2016 14:49

Obserwowała wszystko tak jakby całą sytuacja w salonie miała miejsce za mgłą. …Tak jakby wszystko działo się po za jej świadomością. Właściwie od momentu zignorowania przez ojca problemu z Sinistrem oraz jego podszycia się pod Pietro, poczuła się fatalnie. Nawet się nie przejął. Nie przejął się tym co ona musiała przeżywać. Przecież musiał być chociaż świadomy jak zażyłe relacje łączyły ją i Pietro. A może miał to totalnie gdzieś? Wanda zaczęła się zastanawiać ile razy … ile jeszcze razy Magneto udowodni jej jak mało dla niego znaczy. Przez ten cały czas, gdy go nie było.. gdy starała się utrzymać Bractwo w jednej kupie… miała tylko nadzieje, że jak wróci to będzie z niej dumny. On natomiast jak zwykle wygłosił swoją standardową przemowę, w którą uwierzyła, a potem wybrał z ich grupy kogoś kto akurat mu się przyda. Podejście całkiem… praktyczne. Czego się spodziewała? Że weźmie ją do siebie? Weźmie w ramiona i powie, że dorwą Sinistra by już nigdy jej nie skrzywdził? By nigdy już więcej nie musiała uczestniczyć w tak drastycznym przedstawieniu? Głupia. Jestem głupia. Zaśmiała się gorzko do swoich myśli. Gdyby nie to, że starała się trzymać fason, to szachy z wszystkimi figurkami już dawno wylądowałyby na ścianie. TAK by zaznaczyła swoją obecność. Swoją ważność. Jak rozwścieczona dziewczynka. Zaraz sobie uświadomiła, że nią jednak już nie była.
Zgadzała się w pełni z Alice, ale na daną chwilę przestało to mieć dla niej jakiekolwiek znaczenie. Odczuła tylko nieprzyjemny chłód, gdy Catsy zeskoczyła z jej kolan. Pokiwała głową na słowa przyjaciółki. O obecności Asmo przypomniała sobie, gdy wstał i ruszył w kierunku drzwi wyjściowych i nazwał ich ‘słoneczkami’. W tym momencie uniosła brwi i rzuciła wymowne spojrzenie w beznamiętne oblicze kobiety. Dopiero kilka sekund później spojrzała na kartę, która upadła pod jej nogami. Schyliła się i uniosła ją próbując wykrzesać w sobie chociaż trochę zainteresowania.
- To jakaś wskazówka? Bawimy się w łamigłówki? – Uniosła brew podchodząc do całej tej akcji bardzo sceptycznie, ale to dlatego, że delikatnie mówiąc panna Maximoff nie była w nastroju.
Początkowo również nie zareagowała na zachowanie Desia, ale to co zrobił w jakiś pokrętny sposób ją rozbiło. Wsunęła dłonie w jego blond czuprynę i delikatnie zaczęła go głaskać. Czule, z należytą uwagą, bo zapewne ma we włosach jakieś… ciała obce.
- A Ty musisz odpocząć co? Za dużo przygód ostatnio… - Zaśmiała się nie patrząc na Alice, bo wiedziała, że ta zaraz zacznie wymyślać plany, w których chyba nie chciała brać udziału. W ogóle… nie chciała tu być. Źle na nią działało to miejsce.

John Farago - Sob 27 Sie, 2016 22:05

// Central Park

Po długiej i nudnej wędrówce wreszcie dotarł do Salonu w Bractwie Mutantów. Po drodze sporo myślał o mutantach z którymi się "zetknął" w parku. Gdyby doszło do walki ... to wygraliby ją X-meni głownie dzięki przewadze liczebnej. Farago cieszył się więc, że do niej nie doszło. Dałby rade Rogue jej znajomemu pewnie też ale Boby ... on był za silny. Zamieniłby Johna w kostkę lodu w kilka sekund. Wszedł do wspomnianego wcześniej pomieszczenia i zauważył Desia leżącego na kolanach Wandy. Gość zdecydowanie robi za maskotkę Bractwa.
-Coś przegapiłem?
Rozejrzał się po pomieszczeniu, brakowało kilku osób w tym ich nowego/starego przywódcy. Ledwie przyszedł i już gdzieś zniknął. Usiadł na podłodze, naprzeciwko kanapy na której siedziała Wanda i zaczął znów oglądać swój kij
-Chyba się spóźniłem

Alice - Pią 02 Wrz, 2016 21:20

- Wszystko w porządku? - zapytała Wandę, widząc jak unika z nią kontaktu wzrokowego.
Właściwie to tylko ta dwójka - Wanda i Des, liczyli się dla Alice. No Erik jako lider też, ale jego córka i świrnięty małolat bardziej.
O nic więcej nie zdążyła się dopytać, bo pojawił się Mr. Rentgen z jakimś patykiem w ręce.
- Poza magnetycznym trzęsieniem ziemi? Nic szczególnego, poza tym, że mamy zamiar sprać zadki MESS i Sinistrowi. Ten drugi jest na dalszym planie.
Ziewnęła i wyciągnęła się wygodniej na kanapie. W sumie mogłaby się tu zdrzemnąć, ale nie w towarzystwie dzieciaka, któremu by mogło się chcieć ją podglądać.

Desolator - Pon 05 Wrz, 2016 14:15

-Łamigłówki? Desiu lubi łamigłówki! Desiu robi łamigłówki Zabawką. W Loszku jest taka maszyna do łamigłówki i tam się wsadza główkę i się kręci i się główka łamie i taki fajny odgłos łamania wydaje. Ale jak Desiu bawi się w łamigłówki z Zabawkami, to Zabawki szybko się psują. Ale najpierw krzyczą! Tak głośno! I długo! Ale potem jest pyk i Zabawki się psują i są spsute i się nie można bawi. Można, ale nie są zabawne, bo są spsute i nie działają, ale wcześniej działały i były fajne, ale potem nie działają i Haribo je na śmieci wynosi. Desiu chce niespsuwające się Zabawki. - Stwierdził chłopak, słysząc uwagę na temat przekazu Asmo.

-Desiu nie musi odpocząć, bo Desiu jest silny i mocny, bo jest przyszłym Królikiem a Króliki są silne i mocne i wyjmują kamienie z miecza i nimi machają, bo to są specjalne kamienie w mieczu tylko dla Królików i Królik Artur tak zrobił i nie był zwykłym Arturem, a królikiem Arturem, a Desiu też nie jest zwykle Desiem, ale przyszłym Królikiem Desiosławem, ale nie ma kamyków w mieczu, ani miecza, ale jest już królikiem, ale tylko swojego pokoju, korytarza, kuchni bez kąta i przedpokoju i podwórka i Loszku, więc będzie Królikiem bez kamyków i będą wszyscy kochać Desia, ale już kochają, ale wtedy będą kochać królika Desia, a nie Desia, ale Desiu będzie Królikiem Desiem więc to Desia będą kochać. - No cóż... Chyba widać, co ostatnio oglądał Desolator. A, że jakoś nikt specjalnie nie chciał z nim oglądać i tłumaczyć, to chłopak zinterpretował sobie całą bajkę po swojemu. Kto wariatowi zabroni?

-Krzaczek nic nie przegapić, bo nie było kolorowania Desia na Królika, więc nic nie przegapił, ale Idol przyszedł i z Oczkiem widzieli różne cosie, a Desiu widział tylko konika a nie cosie, ale Idol by nie oszukał Desia, bo Idol lubi Desia i Idol mówi, że Desiu jest ważny i potrzeby, i dlatego Desiu zrobi z Idola wice-królika i sam będzie królikować, a Idol będzie wice-królikować, ale i tak wszyscy będą wiedzieli, że to Desiu królikuje i to jego trzeba kochać i będą Desia kochać, a Idola lubić. - Fargo chyba nie myślał, że Desu nie da mu swojej własnej ksywki. Przecież wystarczyło 5... No dobra 25 minut rozmowy z blondynem żeby wiedzieć, że dla niego wszyscy mają własne inne od ich zamysłów pseudonimy (a czemu 25 a nie 5 minut? Bo Desu musiał się wyglądać. Choć trochę.)

Scarlet Witch - Pon 05 Wrz, 2016 21:52

- Nie najlepiej. Znowu czuje to w sobie… Jak przed kolejnym załamaniem – Zmarszczyła brwi, a na twarzy pojawił się zbolały grymas. Nie na długo. Widok pociesznej twarzy Desia wtulonej w jej kolana sprawiał, że nie czuła się, aż tak fatalnie. Pewnie dlatego potrafiła mówić o tym co najbardziej ją gryzło.
- Grunt ucieka mi spod nóg Alice. Znowu pojawiły się bardzo realistyczne sny… koszmary – Podniosła wzrok na przyjaciółkę i posłała jej smutny uśmiech.
- Nie wiem do czego teraz jestem zdolna. Myślałam, że powrót ojca jakoś mnie podbuduję, ale jest wręcz przeciwnie – Westchnęła sobie przeczesując blond włosy chłopaka. Dopiero w tym momencie spostrzegła, że w drugiej dłoni trzyma kartę. Uniosła ją nieco wyżej zastanawiając się co tym razem Asmo miał na myśli. Wanda lubiła zagadki i szczerze mówiąc, gdyby miała zostać detektywem to byłaby jednym z najlepszych. Zmrużyła powieki. Pik. Stan zużycia ewidentnie wskazywał na karciarza, a Wanda znała tylko jednego, wyśmienitego pokerzystę, okrzykniętego również Królem Złodziei. Druga strona karty jeszcze bardziej utwierdziła ją w tym przekonaniu.
- Znajdź Gambita – Odpowiedziała wpatrując się w czarne serce, a dopiero potem w obliczę Vixen.
- Według Asmo on coś może wiedzieć o Sinistrze – Dodała na chwilę skupiając uwagę na bełkocie Desia. Połowy z tego nie rozumiała, ale i tak uśmiechnęła się pod nosem. Zaraz jednak stwierdziła, że musi wszystko ułożyć sobie w łebku. Zanim jednak zdążyła o tym poinformować Alice do salonu wszedł jak zwykle z niczym nie zmąconą miną John.
- Heej. Świetnie, że jesteś i tak. Spóźniłeś się, ale nic straconego. Możesz odrobić swoje winy i zaopiekować się Desolatorem. Znaczy tfu. Pobawić się z nim. Dzięki – Posłała mu promienny uśmiech. Z niemałym trudem zsunęła głowę Ryana na bok kanapy. Podeszła do Johna i dała mu całusa na policzek, a potem zwróciła się do Alice.
- Idę na spacer. Muszę zebrać myśli. Może znajdę kogoś kto nam pomoże z Sinistrem. Bądźmy w kontakcie – Pomachała do przyjaciółki. Gdy ktokolwiek wybiegnie za nią na korytarz Wandy już tam nie będzie. Ani w swoim pokoju, ani na terenie Bractwa.

//CP

John Farago - Pią 09 Wrz, 2016 07:18

Czyli znów ominęło go rozwalanie salonu ..... a przynajmniej tak zrozumiał wypowiedź Alice . Co do słów Desia.... po trzecim przestał go słuchać. Nie rozumiał tego potoku słów o krzakach królikach itd. John chyba był jedyną osobą która nie rozumiała Desolatora. I ta nowa ksywka... "Krzaczek" brrr ...
- Tylko to? Nic więcej?
Gdy usłyszał od Wandy, że ma robić za niańkę skrzywił się.
To ja już wolę bilet w jedną stronę do MESS
Po tym co zrobiła panna Maximoff Farago stanął jak wryty. Pierwszy raz od kilkunastu lat ktoś podszedł do niego bliżej niż na pół metra .... do tego ten pocałunek. Ehh kobieta wiedziała jak zamienić Johna w słup soli. Po kilku minutach się uspokoił ale Wandy już nie było. Westchnął i przeniósł wzrok na podłogę.
- Świetnie zostałem niańką..
Uderzył kijem o podłogę z której wyrósł kwiatek. Nawet Siedzibę Bractwa można zamienić w ogród.

Desolator - Sob 10 Wrz, 2016 17:28

-Grunt ucieka? - Zdziwił się Desu, unosząc głowę. Zaraz zeskoczył z łóżka i zaczął łapać podłogę. Dosłownie. Zaczął skakać, kręcić kuprem i "polować" na fragmenty posadzki. - Desu upoluje i ziemia nie ucieknie, bo będzie upolowana a upolowane nie ucieka, bo nie ma szans i o ty wie, i grunt będzie wiedzieć i nie ucieknie Cioci i Ciocia będzie zadowolona i da Desiowi nie pasujące się Zabawki! I Ciocia się nie złamie, bo Desiu nie ma super gluta, ale jak Desiu będzie miał super gluta, to poskleja i Ciocia nie będzie złamana, ale sklejona!

Nagle chłopak zatrzymał się jak wryty. Gdyby miał dłuższe uszy, pewnie by nimi strzygł uważnie. W końcu padło słowo-klucz.
-Pobawić? Desiu chce się bawić! W kolorowanki! I Pobij Zabawkę! I w Żabki! I Chowanki! W co się Krzaczek pobawi? I Ciocia Ala też się bawi! I Ciocia Wania... Gdzie poszła Ciocia Wania? Desiu wie! Ciocia Wania bawi się w Chowanki. Desiu, Krzaczek i Ciocia też się bawią w Chowanki. Kto szuka, kto szuka, kto szuka? Desu nie szuka, bo Desu znalazł idealną chowanke, i się chownakuje i wy go szukajecie, a Desu się chownakuje. Ale nie podglądajecie i nie oszukajcie, bo nie wolno, ale szukajecie. Kto szukaje?
Nie czekając na odpowiedź, Desolator się schował. Za kwiatkiem przywołanym przez Farago. I tak "schowany" czekał, aż go ktoś znajdzie.

Alice - Pią 16 Wrz, 2016 19:55

- Dalej, Krzaczku, baw się z Królikiem Desiosławem - mruknęła Alice ze swojego miejsca na kanapie, które opuściła jedynie na moment, by zgarnąć pozostawioną przez Wandę kartę.
Gambit... Że też Victora nie ma. Piesek by wyniuchał tego karcianego hochsztaplera.
Na szczęście jeden z jej zleceniodawców na boku miał sporo źródeł informacji i mógł znaleźć dla niej pana LeBeau, choć to oznaczało, że kolejne zlecenie będzie ze sporym rabatem. Erik zdawał się ignorować Sinistra, co było nieco dziwne i niezwykłe.

John Farago - Wto 20 Wrz, 2016 18:49

Gdy Desiowi załączył się kolejny słowotok John spojrzał na Alice. Jak ona wytrzymała z tym dzieciakiem? Później Desolator zaczął skakać po meblach na co Farago zareagował facepalmem. Znowu spojrzał błagalnym wzrokiem na Alice. Która leżała jak gdyby nigdy nic na kanapie. Chłopak zauważył jak jego "przyjaciółka" podnosi się i zgarnia jakąś kartę. A później znów odezwał się Desiu .....
Który domagał się gry w chowanego i ukrył się ..... pod kwiatkiem ... Tak pod tym kwiatkiem który stworzył John. Mężczyzna podniósł się i poszedł do Vivious.
-Alice widziałaś Desia?
Później zrobił kilka kółek wokół miejsca w którym leżał Desolator i szepnął do Alice jedno słowo:
-Ratuj

Desolator - Sro 28 Wrz, 2016 23:17

Małpa nie wiedział, jaką radość może sprawić dorosłemu (przynajmniej fizycznie i w jednej z osobowości) człowiekowi udawanie, że go nie widząc. Desolator co chwila zatykał sobie usta, starając się w ten sposób zdusić cichy chichot.

-Ciocia Ala nie widziała Desia, bo Desiu się schował i go nie widać. I teraz nie mówi Desio, tylko głos Desia, bo Desia tu nie ma, bo go nie widać, a jakby Desio był, to by go było widać, ale nie widać Desia, więc Desia nie ma, ale jest głos Desia, bo go słychać, a głosów nie widać, więc głosu nie ma, ale jest, bo głosy słychać i głos Desia słychać ale nie widać Desia, więc Desia nie ma, ale jest jego głos, który mówi, że Ciocia Ala nie widziała Desia.

Alice - Pią 30 Wrz, 2016 21:46

Nie powstrzymała rozbawionego prychnięcia na wyszeptane przez Johna słowo. Jeśli szukał ratunku, to szukał go u ostatniej osoby, u której powinien go szukać.
- Nie. Musiał gdzieś odkicać - odpowiedziała, przeciągając się aż poczuła przyjemne chrupnięcie w stawach. - Zawsze możesz go spróbować zwabić na marchewkę. Jednak miej na uwadze fakt, że możesz stracić przy okazji palce.
Przymknęła powieki, wsłuchując się z uwagą w krótki jak na Desia monolog, który o dziwo był nawet dosyć logiczny.
- Sądząc po tym skąd się głos Desia dobywa, to wnioskuję, że głos jest gdzieś niedaleko, więc może Desiowi przekazać, że w lodówce są świeże marchewki - powiedziała głośno, gdzieś w przestrzeń, zastanawiając się czy to wystarczy, by Ryan opuścił swoją "kryjówkę" za kwiatkiem.

John Farago - Sob 01 Paź, 2016 18:55

Gadanie Desia powoli doprowadzało John do szału. Powoli i skutecznie. Farago skorzysta z każdej okazji żeby się stąd wyrwać. Ale chyba będzie musiał jeszcze poczekać. Gdy Alice parsknęła spojrzał na nią.
- Uwielbiasz się śmiać z cudzych męczarnia. W sumie mam podobnie
Posłał jej uśmiech po czym zaczął słuchać w miarę krótkiego monologu Ryana a później odpowiedzi Alice. Jak ona z nim wytrzymywała? To była chyba jedyna umiejętność Vivious która nie miała nic wspólnego z zabijaniem.
-Jak ty to robisz?
Spojrzał na miejsce w którym leżał Desolator i uśmiechnął się i wykonał szybki ruch ręką a wokół Desia pojawiła się trawa. Tak trawa, chłopak miał jeszcze problemy z tworzeniem nowych roślin, w szczególności w skale ale jakoś dawał sobie radę.
- Zaraz wracam
Opuścił Salon i udał się do Kuchni

//zt

Desolator - Pią 14 Paź, 2016 06:34

Jeżeli paplanina Desia już denerwowała Johna, to nie włożyło mu to dobrze na przyszłość. Desio miał ściśle określoną rolę w tej zbieranie złoczyńców, wariatów i socjopatów - robił za swoistą maskotke. Oczywiście, gdy nie torturował jakiś biednych ludzi... Choć kto wie, ilu członków bractwa uznałoby to za niezwykle słodką zabawę.

-Głos Desia przekazał Desiowi, że w lodówce jest marchewka, ale Desio powiedział głosowi Desia, żeby głos Desia powiedział, że Desiu nie chce marchewki, tylko czekoladę. Gorącą. W kubeczku z Strażakiem Samem, bo Strażak Sam gasi pożary iIma własne autko do gaszenia pożarów, iIdlatego może gasić pożary, bo jest Strażakiem i ma autko z wężem, ale nie takim Syyy, ale takim prawie ogrodowym,ale grubszym i nie zielonym, i dlatego strażak Sam może gasić pożary, a pożary są z ognia, a ogień jest ciepły, a gorąca czekolada też jest ciepła, ale nie jak ogień, bo nie robi pożaru, ale jest ciepła, i Desio może wypić gorącą czekoladę z kubka z Strażakiem Samem, bo Strażak Sam gasi pożary, i czekolada jest gorąca więc pasuje do kubka z Strażakiem Samem, bo Strażak Sam ją ugasi i nie będzie gorąca, ale będzie gorącą czekoladą, ale nie gorącą, bo ją strażak Sam ugasi, prawie jak ogień, ale nie wodą, ale kubkiem, bo jest Strażakiem, ale na kubku i dlatego Desiu może napić się gorącej czekolady z kubka z Strażakiem Samem. - zakończył wywód, dalej chowając się pod kwiatkiem.

Desolator, pomimo całej swojej energii, też bywał zmęczony. Oczywiście Desio nigdy się nie przyzna do tego, że jest zmęczony (jeszcze ktoś kazał by mu iść do łóżka!), ale i do niego Morfeusz przychodził. Zazwyczaj, w dziwnych miejscach. Na przykład, gdy krył się za kwiatkiem, którego wyczarował Małpa. Tak właśnie było tym razem.
Czekając, aż ktoś przyniesie mu czekolady (w jego ulubionym kubku do czekolady), chłopak ziewnął,zwinął się w kłębek... A po chwili smacznie chrapał, pozostawiając Alice w nienajwygodniejszej sytuacji. Mutantka musiała zdecydować - pozwolić tu spać chłopakowi (i ryzykować, że się przeziębi), przykryć go jakimś kocem (choć dalej istniało niebezpieczeństwo, że noc spędzona na twardej podłodze Salonu Bractwa skończy się na obolałych kościach)... Albo zanieść go do jego łóżka (i rano wysłuchać, jak to Desio jest magikiem, co to się teleferefonetuje z dowolnego miejsca na ziemi do swojego pokoju. I jest w tym lepszy od Cioci Wandzi, bo nie musi czarować, tylko sam magikuje bez czarowania).

Alice - Sob 15 Paź, 2016 15:20

Zaraz wracam Farago było najwyraźniej rzucone na odczepnego, bo John już nie powrócił, pozostawiając ją w zakręconym Desiolandzie, gdzie jedyną atrakcją była zabójcza trasa nie mniej zabójczej kolejki górskiej, którą to rolę pełnił zawiły tok myślenia Ryana. Chociaż musiała mu przyznać, że jakoś dzisiaj mówił bardziej składnie i sensownie niż zwykle.
Chciała się już podnieść i pójść po tą gorącą czekoladę, kiedy Des zwyczajnie padł jak ścięta kłoda. Nie dziwiła się temu, bo po przejściach w kanałach musiał być wykończony. Z westchnieniem wstała i z lekkim trudem wciągnęła śpiące ciało na kanapę, przykrywając Desia kilkoma kocami aby nie zmarzł. Poczochrała mu jeszcze bardziej i tak potarganą czuprynę i tłumiąc ziewnięcie udała się do własnego łóżka.

//pokój Alice

Asmo - Nie 30 Paź, 2016 23:42

// Z Kiosk wraz z Magneto.

Asmodeusz pozostał bardziej bierny w stosunku do całej sytuacji. Słuchał słów swojego przyjaciela, z tęsknotą wyłapując z powietrza niesamowitą charyzmę Magneto. Nie jeden powiedziałby, że są to słowa obłąkanego starca, jednak po tylu latach znajomości widział w nich tyle wartości, aż dziw brał, że był w stanie utrzymać całą odpowiedzialność wypowiadanych słów na swoich barkach.
-Być może zabrzmi to wyjątkowo nieskromnie Ericu, jednak jestem pewien że mnie znasz. Jestem jednym z najbardziej szczerych mutantów, posiadającym wargi nieskalane kłamstwem.- Był wyjątkowo pewien tego co mówił. Niewiarygodne że osoba żyjąca tak długo, wolała unikać kontaktu z ludzkością, a jeżeli już to nie mówić o niewygodnych sprawach, niżeli prowadzić skomplikowane życie, według scenariusza ustalonego przez kutą stuleciami obłudę.
-Również bardzo trudno było mi uwierzyć w takich przebieg wydarzeeń, przecież również to widziałem.- Westchnął chowając ręce w kieszeń i spoglądając w niebo, próbując zwizualizować sobie ten dzień. -Charles jest potężny. Myślę że wydostał swoją świadomość z pustej skorupy. Umieścił ją w czymś innym, by następnie wrócić. W przypływie bezradności, szukałem u profesora pomocy. Nie przystoi, ale jesteś naszym przyjacielem i chcieliśmy wiedzieć co się z tobą stało.- Uśmiechnął się w jego stronę szczerze, po tej wypowiedzi.
~~~~
Usiadł na ciężkim fotelu i założył nogę na nogę, a słowo "wojna" wciąż odbijało się zimnym echem, pozostawiając w umyśle obraz zniszczonych pustkowi i pobojowisk, które francuz miał szansę zobaczyć w swoim żywocie. Mężczyznę ogarnął dyskomfort, strach, a ukrywanie tego nie szło mu zbyt dobrze.
-Wojnę...- zawtórował cicho. -Wojnę... Nie umiem.- Zająkał się.-Nie umiem zabijać.- Oświadczył. Oczywiście bardziej rozchodziło się o bariery w jego świadomości, niżeli umiejętności manualne. Z jego mocą i wiedzą - pozbawienie kogoś życia byłoby zwyczajną formalnością. Formalnością, do której nie był przekonany.
-Jakie są moje obowiązki? Z kim mam współdziałać?-

Magneto - Wto 01 Lis, 2016 11:22

Wreszcie był z powrotem w swojej siedzibie. I chociaż próba zrekrutowania nowej członkini skończyła się fiaskiem, to jednak Eric nie spisywał jeszcze tego spotkania na straty. Zasiał już ziarno i teraz pozwolił mu dojrzewać. Miał tylko nadzieję, że brutalna rzeczywistość nie zniszczy go nim zdąży wykiełkować. Pogrążony we własnych myślach milczał przez większość drogi. Musiał przyznać, że faktycznie Asmodeusz nie miał zwyczaju kłamać, a to oznaczało, że Charles naprawdę przetrwał. - Przepraszam. Ale to i tak bez znaczenia. Charles miał już swoją szansę. Zabarykadował się w tej swojej szkółce ze swoimi marionetkami. Nie rozumie, że musimy działać natychmiast by wyprzedzić wroga. - skwitował krótko.

Gdy tylko znaleźli się na miejscu Magneto po raz kolejny wykorzystał znany środek powiadamiania członków o zebraniach. Z rozlokowanych po całym obiekcie głośników wydobył się jego chłodny głos - Wszyscy obecni członkowie Bractwa natychmiast niech zjawią się w salonie. Starzec zastanawiał się, czy ktokolwiek pozyskał w międzyczasie jakiekolwiek wartościowe informacje na temat MESS. Oczekując na zjawienie się reszty uruchomił zdalnie znajdujący się nieopodal laptop i przeglądał wiadomości od swoich informatorów rozsianych po świecie. Jakkolwiek by się nie sprawili członkowie Bractwa, Eric miał już niezbędne informacje do rozpoczęcia natarcia na wrogów mutantów.

- Spokojnie, poradzisz sobie. Twoje zdolności mogą się okazać kluczowe podczas infiltracji siedziby wroga. Jedno spojrzenie na wroga i będziemy mieli dostęp do niezbędnych nam informacji. - wyjaśnił pokrótce jego rolę w całym przedsięwzięciu. - Poza tym... masz mnie osłaniać. Trzymaj się na odległość maksymalnie kilku metrów, a jakby robiło się naprawdę gorąco to po kontakcie z Twoim zatrzymaniem poradzimy sobie. - dorzucił jeszcze. Równocześnie do wypowiadanych słów na ekranie laptopa tworzył wiadomość, którą miał zamiar rozesłać do nieobecnych, gdy już wszyscy zjawią się na miejscu.

Desolator - Sro 02 Lis, 2016 19:30

Jakieś głosy... Ktoś coś mówi... Idol? Oczko? Magneto? Asmo? Czego oni chcą? Jaka wojna? Wojna to zło, wojna to zabijanie. Zabijanie jest złe... Nie chcę zabijać! Chcesz.... Nie, nie ty. JA chcę zabijać. Ty jesteś za słaby. Dlatego jesteś tam, gdzie jesteś. To ja... To my tu rządzimy. On jest tylko na pokaz. Zdaje sobie z tego sprawę, wie, kto z nas jest najsilniejszy. Ty też wiesz. Wiesz doskonale, że w każdej chwili mogę Cię zniszczyć. Odejdziesz w wieczny mrok. Pamiętaj, to ja tu rządze. Wróg? Jaki wróg? Nie ważne jaki, ważne, że zaraz poznamy cel. Wypuszczą nas i pozwolą zabijać! Widzisz, dlaczego się z nimi trzymam? Dzięki niemu mogę zabić kogo chce i kiedy chce... A on zapewni mi ochronę. Prawdziwą ochronę, nie tak, jak tamte dwie suki. Wspaniała umowa. Ja zabijam, on daje mi schronienie... Nie! To nie jest dobra umowa! Zabijanie jest złe! Nie można tak! On też jest zły, nie widzisz te... MORDA! Zamknij się, bo cię zniszcze! Wracaj na swoje miejsce! Szybciej! A ty się łaskawie obudź i rusz tą dupe. Musisz sprawiać pozory.

Desio otworzył oczy i przeciągnął się. Krótka drzemka - tego właśnie mu było trzeba.
-Chyba słyszałem Idola - Powiedział zaspany, wstając i przecierając oczy. - Tak! Słyszałem Idola! - Krzyknął, gdy tylko zobaczył Magneto. Zaraz też zaczął skakać wokół niego jak jakiś piesek na widok swojego właściciela. - Idol! Idol Idol Idol Idol... Idol! Idol ma dla Desia cukierki? Bo Desiu był grzeczny. Był grzeczny na trzy... Na cztery cukierki! O, Oczko! Oczko powie, że Desiu był grzeczny na cztery cukierki! Bo Desiu był grzeczny i zasłużył, bo się ładnie z Krzaczkiem bawił i z Ciocią Alą i był grzeczny, i się na kanapę grzecznie telefereportfeleował i tam spał, ale wcześniej też był grzeczny i zasłużył na cukierki, bo był dobry i się ładnie bawił... Gdzie jest Ciocia Ala? Desiu nie pamięta, żeby telefereportfeleował Ciocie... I Kozaczek nie wrócił... Minęła chwila?

Asmo - Czw 03 Lis, 2016 21:57

Czy to co mówił Magneto pokrywało się z prawdą? Definitywnie nie z prawdą jaką znał Asmodeusz, ale nawet nie zamierzał ciągnąć dalej bezsensownej dyskusji - wszak on uważał że czwórka najpotężniejszych mutantów dąży do tego samego, tylko innymi drogami. Sęk tkwił w tym, że Charles jako jeden z dwóch wybrał drogę wstępnie wyglądającą na pokojową. A co z Wandą? Wszak marzenia o stworzeniu idealnego świata, pozbawionego jakichkolwiek konfliktów również był w jej interesie. Nie musiała otwarcie o tym mówić - głębokie niebieskie oczy krzyczały za nią. To był wystarczający sygnał dla Asmodeusza... Ale czy stworzenie nowego świata nie wymagało spalenia poprzedniego? Na pewno więcej śmierci towarzyszyć będzie Wandzie niż Profesorowi X, niestety.
Został Sinister, który najprawdopodobniej zamierzał uściełać ulice trupami i Magneto, Dumny Mutant pragnący zniszczyć wszystkich przeciwników swojego gatunku. Czyż to nie paradoks? Idąc na wojnę potwierdza największe oskarżenie ludzkiej strony - to dziwolągi i mordercy.

-To ludzie, nie mutanci.- Bez dalszego tłumaczenia słowa Francuza zabrzmiały iście bezsensownie. -Będą używali broni jakiej mają w zasięgu i choć moja koncentracja stoi na wielkim poziomie, mogę przegapić jakiś obiekt... Jak kulę.- Pokręcił głową, jakby nie chciał dopuścić do siebie myśli że coś takiego może się wydarzyć. -Ludzkość ruszyła do przodu. Wiedzą z czym walczą. Doskonale znają Ciebie. Mogą mieć gumowe kule... Nie jesteśmy wyszkolonymi berserkerami by nie zrobić sobie nic z odniesionych obrażeń - podchodził do tego dość sceptycznie. -Muszę to przemyśleć.- Powiedział i skierował się do wyjścia. -Oczywiście Desiu, że byłeś bardzo grzecznym Desiem.- Mrugnął do Ryana i wyszedł.
Nie było go może godzinę. Wrócił do salonu po toalecie i przebrany. Czarna, luzna, ocieplana marynarka wisiała na nim, ukrywając podkoszulek tego samego koloru. Szare jeansy - starannie wyprasowane w kant aż prosiły się o to by je pognieść, a czerwone trampki nadawały trochę koloru. W dłoni trzymał plastikową butelkę z wodą.
-Zastanowiłem się.- Powiedział i usiadł na sofie.

Mr. Sinister - Nie 13 Lis, 2016 14:45

//z wejścia.

Sinister był cierpliwy, jednak z jakiegoś powodu nie czekał aż Bractwo zareaguje i po prostu wszedł do salonu.
– Witajcie. – rzucił donośnym głosem, którego brzmienie i echa wywoływały ciarki. Który kojarzył się z czymś potwornym, czymś co w mroku nocy polowało na przodków ludzi. Nie było żadnych wątpliwości. Do salonu wszedł potwór.

Tuż za nim, tupiąc swymi kopytami, weszły dwa demony.
– Spodziewałem się, że będzie was tutaj nieco więcej. – po raz kolejny torturował słuchaczy głosem z dna piekieł. Nie byli mu tak potrzebni jak Wanda, jednak przez jakiś czas chciał aby żyli. Zmrużył oczy, gdy rozpoznał jednego z mutantów, jednego z nieśmiertelnych. Natychmiast przystosował swoje ciało do jego mocy. Zaskakujące, co z paru nagrań może wykoncypować jeden Sinister. A co dopiero paru. Uśmiechnął się do niego złośliwie, z pogardą.

– Przybyłem zaoferować cyrograf, starcze. – zwrócił się do Magneto.

Desolator - Pon 14 Lis, 2016 19:02

Sinister miał szczęście/pecha. Trafił do pomieszczenia z Desiem. I jego Idolem. I groził... No dobra, nie groził im. A przynajmniej nie słownie. Desio jako Desio nie rozumiał takiego czegoś nadprzyrodzonego jak komunikacja tonem głosu. No ale był jeszcze Desolator.

Słyszysz tego śmiecia? On grozi Magneto! Nie możemy mu na to...
Ale Desiu nie słyszał, zeby ktoś groził Idolowi.
Bo można grozić nie wypowiadając gróźb, ciemna maso
Desiu nie jest ciemny! Bo Desiu nie jest murzynkiem Bambo i nie jest czarny, ale jest Desiem i jest bia...
Morda Psie! Mówiłem Ci tyle razy, trzymaj ten pieprzony pysk na kłódkę. Zamiast tego zabij go... Nie! Czekaj... Zostaw go mnie.


Desolator wyglądał inaczej niż przed chwilą. Nie, nie zmienił się w Hulk, nie zapuścił niebieskiego futerka, nie wyrosły mu łuski. Zmiany były bardziej subtelne.
Oczy Blondyna straciły typowe dla niego szalone ogniki. Stały się zimne i nieruchliwe. Jego ręce pokryły się zielonkawą mazią. Gdy kropla takiej wydzieliny padła na podłogę, z sykiem wyżarła dziurę w posadzce.
Tak, Desolator przeszedł w tryb ataku.

-Spieprzaj stąd sukinkocie. I zabierz z sobą te włochate kozło-małpy. Chyba, że chcesz spotkać się z potęgą Desolatora? Nie... Widzę, że nie chcesz. Więc Spieprzaj. Daj mi radość polowania. Dostaniesz nawet fory! Patrz... Jeden trupek, dwa trupki... Trzy! - Zakończył odliczanie i rzucił się na jednego z włochaczy.
Mimo czasu spędzonego pod opieką Magneto, Desolator nie zmienił swojego sposobu polowania. Dalej polegał na szybkim ataku z zaskoczenia i obezwładnieniu celu trucizną lub kwasem, nim ten zdoła zareagować. To samo "planował" teraz. Mimo ewidentnej przewagi fizycznej oponentów, liczył, że nie zdążą zareagować... A nawet jak coś, to raczej zasłonią ręką twarz, niż odtrącą go na ścianę. A jeżeli będzie tak, jak planował, to przewaga powinna być po jego stronie. W końcu jego kwas był bardzo mocny. Poparzenia trzeciego stopnia gwarantowane.

John Farago - Pon 14 Lis, 2016 20:24

// ze swojego pokoju

Pod postacią enta poruszał się wolniej i zdecydowanie głośniej. W tej postaci widziała go jedynie Alice oraz przez krótką chwilę - Maze. Przy tym "stworze" Sabre poruszał się jak królik przy słoniu.
Wreszcie jednak dotarł do salonu i to co zobaczył... dobrze, że pancerz zakrywał jego twarz. W innym przypadku mutanci mogliby głupią minę młodego Farago. Rzadko widzi się demona i dwa satyry... a może to trzy demony? Ważne, że trzy zapchlone maszkary wchodzą do Bractwa bez zapowiedzi i proszą się o manto.
Powoli rozejrzał się po pomieszczeniu i stwierdził, że przeciwników jest tylko trzech. Pchają się w gips oj pchają...

Alice - Pon 14 Lis, 2016 20:41

//pokój Alice [z Maze na ogonie]

Na szczęście wejście do salonu było wystarczająco szerokie by Alice przeszła obok zdrewniałego Farago bez zatrzymywania się. Ta sekunda na przekroczenie progu pozwoliła jej na ocenę sytuacji. Magneto i Asmo stojący naprzeciw jakiegoś syfu co wypełzło z kanalizacji w towarzystwie dwóch równie szkaradnych przydupasów. Potem był Desio... cofnij! Desolator, który z dziką lubością postanowił jednemu z satyrów rozkwasić co nieco, dosłownie rozkwasić. Alice zaś zajęła się drugim, podnosząc jedną rękę i wystrzeliwując serię trzech pocisków dum-dum prosto w łeb szkarady i szyję. Drugi pistolet wycelowała w Sinistra i kolejne trzy pociski poleciały prosto między jego oczy.

Maze - Pon 14 Lis, 2016 21:30

Jeszcze w pokoju na wszelki wypadek skopiowała poduch psioniczny Alice, by w razie czego mieć się czym bronić. Natomiast to, co zobaczyła w salonie... W pierwszej chwili sądziła, że trafiła do jakiegoś tandetnego filmu science-fiction. Trzy włochate maszkary przypominające wypisz wymaluj jakieś skrzyżowanie Satyra z nieznanym zwierzęciem prowadzone przez trzecią maszkarę z czerwonym świecidełkiem centralnie na środku czoła. No cóż, ciekawy sposób zaznaczenia "tutaj strzelaj!". Jakby sobie wymalował tarczę na czole, nie mógłby być bardziej oczywisty. W sumie nawet miała zamiar użyć podmuchu psionicznego, ale w sumie... po co? Desolator już zabierał się do rozkwaszenia stworów, Alice strzelała... Słowem na razie mogła tylko stać i obserwować, gotowa do ataku w każdej jednej chwili. Mimowolnie też pomyślała, co by to było, gdyby podbiegła do maszkarona ze świecidełkiem i po prostu zlikwidowała klejnocik... Oczy aż jej się zaświeciły do tego pomysłu.
Asmo - Pon 14 Lis, 2016 22:12

Asmodeusz obserwował przybycie Sinistra z tym charakterystycznym dla niego spokojem. Niebieskie oczy, wpadające w granat przy tak ograniczonym świetle kazamat bractwa mutantów wyglądały bardzo obojętnie. Pan Essex, czy też jego klon zaskoczył starca. Miał ruszyć i sprawdzić co dzieje się na głównych korytarzach, gdy zobaczył te trzy wielkie postacie. Nic dziwnego że stanął jak słup soli, czekając aż wymalowany, czy też aż tak bardzo zmodyfikowany osobnik coś powie.
Jego zdania nie podzielali jednak towarzysze. Pierwszy do ataku wyskoczył Ryan, a kroki na korytarzu, zarówno te dudniące niczym bębny, jak i te które hulały gdzieś w oddali na skutek uderzeń butów kobiet sugerowały że zaraz zrobi się tu istne piekło. Wbrew swoim obawom zatrzymał czas. Nie zniechęcił go nawet ten brudny uśmiech szalonego naukowca. Na nic był by również krzyk Erica, przedzierający się przez barierę nicości. W całym bractwie zapadła cisza, którą mógł delektować się tylko i wyłącznie Asmo.
Mężczyzna podszedł do Sinistra i zwyczajnie pociągnął go, dbając o to by ten nie mógł uczestniczyć w realiach jego świata. Tak potężny mutant miał stać się zwykłą marionetką, którą czarnowłosy zamierzał przeciągnąć na drugi koniec salonu. Nie dbał o życie dwóch poczwar, które zostały tuż na wejściu, nie wierząc że mogli to być ludzie.

Gdy czas ruszył, jego "rodzina" przez chwilę mogła nie zlokalizować swojego wcześniejszego celu, a sam Nathaniel na widoku miał ścianę, od której na wprost dzieliło go wcześniej kilka metrów. Teraz zwyczajnie stał, a jego czerwone ślepia zalegały na czarnej skale, aż nie odwróci się w kierunku wyjścia. Sam Asmodeusz stał może z dwa metry od niego w głąb pomieszczenia.
Uniósł prawą rękę, by choć trochę zahamować zapał swoich towarzyszy. Nawet przy najstraszliwszych mordercach taki ruch kupował kilka sekund, kilka sekund w których mógł ponownie zahamować wskazówki zegarka. Przed nim stało zagrożenie, ale rozwścieczeni członkowie bractwa za plecami, również nie byli dobrym pomysłem. Dlatego musiał zachować pełne skupienie. Jeśli usłyszy nadchodzący atak, znów użyje swojej mocy, jeśli nie, rozpocznie paplaninę. Jego zdaniem było warto usłyszeć, co przybysz ma do zaoferowania dla Magneto.
-Nie stać Cię, by przedstawić się w pełni?- Zwrócił się do Siniego. Nie zmieniając kierunku obserwacji zwrócił się do Bractwa. -A was nie stać, by posłuchać co jegomość ma do powiedzenia?- Mimo cierpliwego i spokojnego tonu, każdy mógł stwierdzić że w tym momencie zachował się arogancko i nieodpowiedzialnie narażając wszystkich, jednak nie można było mu odmówić charyzmy podobnej do tej, jaką miał Magneto czy Charles. -Wszak i tak nie ma z nami szans, prawda?- Dorzucił zwięzle, bez cienia zwątpienia w swych słowach, chociaż w głębi duszy wiedział że sprawy mają się o wiele gorzej. Nawet jeśli był to tylko klon naukowca. Nie zamierzał nikomu grozic, ale pokusił się na kolejne stwierdzenie. -Ostrza wbijane godzinami zabiją każdego.- Miał na celu podnieść trochę morale, ale i również wyjaśnić to co zaszło przed chwilą, tak by mogli poznać się z naturą jego mocy. Nikt nie wiedział, że kontrola tak ważnego elementu świata jak czas ma swoją cenę - Mógł przestawiać, szturchać, jednak nie mógł nikomu zrobić krzywdy. Przynajmniej bezpośrednio.


[ Jak by ktoś nie zrozumiał co zaszło, to mogę rozrysować. Wystarczy napisać.]

Magneto - Wto 15 Lis, 2016 12:25

Kto mógł wiedzieć ilu szpiegów ma Magneto? Kto wchodzi w skład jego siatki rozsianej po całym świecie? Nie było to istotne, te cienie, które regularnie dostarczały mu raportów nie musiały mieć nazwisk. Magneto szybko zapoznawał się z tymi informacjami, które składowane były na jego laptopie. Niektóre potwierdzały "powrót z umarłych" Charlesa. To co jednak przykuło jego uwagę, to krótka notka o Ororo. Według doniesień Storm była porwana i przetrzymywana przez MESS. *Charles Ty głupcze... Czy Twoja miłość do ludzi tak Cię zaślepia, że nawet krzywda przyjaciół jest Ci obojętna?* - przemknęło mu przez głowę, lecz już wcześniej stwierdził, że Xavier spóźni się ze swoimi akcjami. W międzyczasie dokończył wiadomość, uzupełniając ją o miejsce spotkania i rozesłał ją do pozostałych członków Bractwa, którzy znajdowali się poza jego murami.

Mijały kolejne minuty, a Magneto tracił cierpliwość. - Gdzie są wszyscy? - wypowiedział te słowa dość głośno, chociaż nie były skierowane ku żadnej konkretnej osobie. - Desolator... Taki wierny... Taki oddany. Spodoba Ci się tam gdzie wyruszamy. - odparł krótko na pokrętny wywód chłopaka. W międzyczasie starzec również opuścił pomieszczenie by wrócić w pełnym rynsztunku, to jest swojej nieśmiertelnym czerwonym wdzianku dopełnionym hełmem, który wrócił na swoje miejsce. Po około godzinie Asmodeusz wreszcie wrócił, Eric ani przez chwilę nie wątplił że ruszy razem z nim. Nie zanosiło się natomiast, by ktokolwiek inny miał się zjawić w salonie.

- No nic. Wygląda na to, że wyruszymy w dość ubogim stanie. Panowie, mamy misję do wykonania. Z pozostałymi spotkamy się na miejscu. - rzekł do znajdujących się w pomieszczeniu Desolatora i Asmodeusza. Nim jednak w spokoju mogli opuścić siedzibę by wyruszyć na planowaną od dawna inwazję bazy operacyjnej homo sapiens, którzy w swojej zuchwałości posuwali się do atakowania i porywania mutantów w drzwiach salonu stanął bowiem nie kto inny niż mutant, który był nieco dalej na liście do wyeliminowania przez Bractwo. *Jak korzystnie.* - przemknęło przez głowę Lensherrowi. Załatwi tę niedogodność przy okazji.

- Nie jestem zainteresowany. - odparł chłodno jednocześnie aktywując urządzenie. Magneto powszechnie znany był jako potężny mutant, który przy użyciu swoich mocy potrafi dokonać niewyobrażalnych zniszczeń na ogromnym obszarze. Był on jednak o wiele bardziej wszechstronny. To również geniusz, inżynier, który wśród swoich dzieł ma chociażby Cerebro czy urządzenie zmieniające ludzi w mutantów. Jak naiwnym było przypuszczanie, że konstruując siedzibę Bractwa nie wyposażył jej odpowiednio. Czasu miał aż zanadto, nikt nawet nie musiał wiedzieć co tak naprawdę skrywają w sobie te metalowe mury. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, nim znikąd nie zaczęli zjawiać się brakujący członkowie Bractwa, nim ktokolwiek zdążył cokolwiek pomyśleć potężna siła z nieznanemu nikomu urządzenia przeniosła intruzów znajdujących się w salonie w przestrzeń kosmiczną.

Niedługo potem w salonie znajdowało się więcej osób niż przed zjawieniem się niechcianych gości. Magneto był rozczarowany faktem, że tak późno zjawili się na jego wezwanie. - Nie będę się powtarzał. Ruszamy na MESS. Ci z Was, dla których los prześladowanych mutantów nie jest obojętny - ZA MNĄ! - rzekł ruszając w kierunku wyjścia akcentując ostatnie słowa. Kierował się w stronę jednego z odrzutowców, które były na stanie w ich kryjówce. Cel: Azja.

// z/t + chętni na misję mającą na celu potyczkę z MESS

Mistrz Gry - Wto 15 Lis, 2016 21:46



Magneto faktycznie zniknął za drzwiami, ignorując totalnie gościa, który odwiedził ich kryjówkę. Ci, którzy wiedzieli po co temu potężnemu mutantowi hełm, z którym się praktycznie nie rozstawał, mogli nawet domyślić się czemu udała mu się ta sztuka. Którykolwiek z odrzutowców nie wybrał, był w nim jednak absolutnie sam.

Wszyscy pozostali... cóż, tu historia potoczyła się nieco inaczej, niż to sobie zaplanowali.

Asmodeusz już widział jak stopuje czas, jak radzi sobie z Mr. Sinister i jego opiekunami. Już wyobrażał sobie, jak godzinami wbija ostrza w jego ciało i jak bardzo duża krzywda dzieje się obecnym...

Maze rozmarzyła się to tym, co mogłaby zrobić i jak szybko pozostali radzą sobie z problemem, który ich naszedł tak niespodziewanie...

Alice... Alice wyszarpnęła broń i oddała 6 strzałów, które bez problemu dosięgnęły najpierw jednego, a później drugiego celu. Była z siebie bardzo dumna. Położyć 2 wrogów w tak krótkim czasie... to chyba jakiś rekord...

John reagował wolno w skórze Enta. Tak wolno, że faktycznie przyglądał się jedynie całemu zajściu. Wyglądało to wystarczająco pięknie, by nie musiał nawet specjalnie ingerować...

Desolator przejął władzę i sam widział, czuł pod dłońmi jak pęka skóra pod jego uderzeniami, jak skwierczy przypiekana kwasem sierść stwora, jak kwiczy z bólu...

Wszyscy w jednym momencie uświadomili sobie, że właśnie w ich głowach rozegrała się piękna scena, w której rozkosznie powalają przeciwników, nie pocąc się przy tym nawet specjalnie. Problemem było jedynie to, że cała scena rozegrała się w ich głowach...

W tym momencie bowiem uświadomili sobie, że są pasażerami w pociągu, jakim są ich własne ciała, a pociąg ten niebezpiecznie szybko zbliża się do krawędzi urwiska. Nie byli w stanie nawet mrugnąć, nie mówiąc nawet o korzystaniu ze swoich nadnaturalnych zdolności.

Mr Sinister oraz jego dwóch towarzyszy stało jednak w tym momencie w tym samym miejscu, co przed chwilą. A jedyne, co się zmieniło, to fakt, że Magneto de facto "zniknął". Zupełnie jakby jedynie jemu udało się opuścić pomieszczenie. Nawet specjalnie nie warto dodawać, że to doświadczenie pozostanie im na długo w pamięci i zostanie zapisane jako jedno z tych mniej przyjemnych w ogrodach ich umysłów.



//Następny post należy do Mr. Sinister i grzecznie proszę o nie wpisywanie niczego przed jego postem. Magneto - jak napisałem na początku opuścił pomieszczenie w kierunku samolotu. Z takich lub innych przyczyn, udał się tam jednak sam i w razie wielkiego zaskoczenia - zawsze ma szanse wrócić, jednak dopiero po poście Mr. Sinister.

Mr. Sinister - Sro 16 Lis, 2016 10:36

– Zostawił was. Tak samo, jak jego dzieci zostawiły jego samego. Tak samo jak lojalni mutanci z Bractwa. – odezwał się potwornym, zimnym głosem. Jeden z jego demonów prychnął z niechęcią i dymem. Ciało Sinistra posiadało w tej chwili więcej zmysłów, niż zwykły mutant mógł sobie wyobrazić. Ot, biolodzy, bo kto rozsądny pomyślałby, że oczy krewetki mogą skrywać w sobie przydatne sekrety? Oceniał i analizował zebranych mutantów, zbierał i uzupełniał posiadane informacje. Planował.

Przyglądał się im. Słabym. Ograniczonym. Zniewolonym. Zezwierzęconym. Niegodnym miana mutanta. Czuł do nich jedynie pogardę. I to było widać. Ba! Oni mogli wręcz poczuć tę pogardę, a co gorsza musieli jakoś uzasadnić przed samym sobą, że są coś warci. Musieli przypomnieć sobie swoje sukcesy aby po prostu nie upaść na kolana i nie zacząć łkać z bezsilności.

– Niedługo umrze ze starości i tylko ja mogę temu zapobiec. – rzekł głosem wywołującym nieprzyjemne wibracje w zębach i kościach. Magneto umiera. To musiało być oczywiste, w końcu starzał się jak człowiek, ale powiedzenie tego na głos... Do tego ton, jakim zostało to wypowiedziane... Nie chodziło o samą pewność, tam brzmiało coś innego. Coś dziwnego, jakby świadomość, że sama Śmierć nie zdoła przeciwstawić się temu diabłu, gdyby tylko zechciał komuś pomóc. Nadzieja i Sinister. To przerażająca para, a jednak jakimś drobnym gestem, jakimś szczegółem w postawie ciała, zdołał przekazać ją skuteczniej niż za pomocą słów. Oto wybawiciel.

Zwrócił się w stronę Asmodeusza. Nieludzkie oczy zdawały się przebijać duszę nieśmiertelnego, odzierając ją ze wszelkich sekretów. Może tak było? A może to tylko wrażenie, jakie wywoływał ten utalentowany manipulator?
– Możesz mi mówić Sinister. Panie Sinister. – zadudnił głosem ciężkim niczym upadek aniołów.

– Radujcie się, albowiem nie przybyłem aby was uśpić. – zwrócił się już do wszystkich, zaś na jego twarzy wykwitły dodatkowe oczy. Tak, aby każdy mógł patrzeć w jedno z nich i aby na wszystkich spoczywał wzrok diabła.
– Przybyłem zaoferować życie. Jedno z was może otrzymać dwadzieścia lat młodości. Dla siebie. Dla ogłupionego wiekiem wodza. Dla zabawki. Dla ukochanej. Pozwolę zwycięzcy wybrać. – wyciągnął w górę dłoń i rozcapierzył palce, wypalając na ścianach serię cyfr i znaków za pomocą precyzyjnych uderzeń telekinezy. Po chwili zebrani mogli poczuć palący ból na ramionach, gdy rozrywał im skórę, wypisując kolejne cyfry. Blizny pozostaną do końca życia. Co wcale nie oznaczało, że będzie ono długie. Wystarczyło popełnić samobójstwo, na przykład atakując gości. To także było jasno przekazane przez Sinistra, choć nie wypowiedział na ten temat ani jednego słowa.

– Możecie mówić. – prychnął, przywodząc na myśl obserwującą zdobycz hydrę. Zamierzał dać zebranym parę chwil, po czym zniknął, wraz z demonami, w kłębie odrażająco czarnego, duszącego dymu. Teleportacja czy sprytna sztuczka? A może, jak sugerował zapach siarki, wrócił do piekła, gdzie jego miejsca? Jeśli istnieje jakikolwiek łaskawy bóg, to Sinister nigdy już nie wróci na powierzchnię aby siać terror...

Ale wiedzieli, że to płonna nadzieja. Wróci.

---

Symbole wyryte na ścianach to:
[AVR HZNEŁB ANCENJQĘ(A34.20,-118.82)PB CEMRGEJNĆ ZBŻR JVRXV,(J40.69,-74.02) N M ANFGNAVRZ QMVJALPU RBAÓJ(R52.25,21.00)V ŚZVREĆ(T35.69,139.76)MNZXAVR CBJVRXV(U50.43,30.52)]

Prywatne symbole dla
Alice: R|22.5.13:12.36
Asmo: U|20.5.13:2.15
Desa: J|28.5.13:21
Farago: A|24.5.13:15.6
Maze: T|26.5.13:6.12

Desolator - Sob 19 Lis, 2016 05:58

Desolator uderzył potwora pięścią w twarz. I znowu. I po raz kolejny. I następny. Mówiąc krótko, okladał go niczym Muhammad Ali, czy inny Rocky Balboa. Z jedną różnicą. Tamci bili co najwyżej po to, żeby położyć przeciwnika na cirka 10 sekund. Szalony Blondyn z kolei okladał Włochatego, by go zabić. Po paru sekundach wokół szaleńca zaczęła bryzgać krew, kawałki ciała, krople jego własnego kwasu... Następnie odłamki kości, a na końcu mózgu. Nie, to nie był przyjemny widok... Przynajmniej nie dla normalnej części społeczeństwa. Ale Desolator był dumny z swojego dzieła. Lecz jedno morderstwo nie wystarczy! Nie wtedy, gdy "wyposzczony" Desolator miał okazję zaspokoić swoją żądze krwi! Uśmiechnął się sadystycznie w kierunku kolejnej "kozo-małpy", strzepnął resztki kwasu z dłoni, pokrył je trucizną i już miał się rzucić na chimere...
... Gdy doszło do niego, że to nie prawda. Że to się nie wydarzyło... A przynajmniej nie w rzeczywistości.
Wściekłość. Wściekłość kipiała w młodym mutancie. Nie istniał świat, istniała tylko żądza mordu i zemsty! Ta biała suka oszukał go! Nie może mu to ujść na sucho. Nikt nie będzie zabawiał kosztem Desolatora! Zaraz im wszystkim pokaże. Zaraz im przypomni, dlaczego zazwyczaj trzymają go swBractwie jak jakieś niebezpieczne zwierzę w klatce! Zaraz...
... Nie zrobił nic. Stał w tym samym miejscu co chwilę temu i tylko mordował sinolicego wzrokiem.
Zabiję! Zamorduje i zmasakruje! NIKT nie będzie robił sobie ze mnie jaj! Nikt nie będzie mi mieszał w głowie! Niech no się tylko ruszę... Ej! Co do kur... Co jest?! Cholera, moje ciało! Nie kontroluje go! Nie mogę się ruszyć! Ten zasrany zombie coś mi zrobił! Niech ja cię tylko dorwę, zobaczysz! Pożałujesz! Zniszcze cię! Nie, nie zniszcze... Będziesz błagał, żebym cię zniszczył, żebym zakończył twój żywot! Ale to nie nastąpi szybko!

Desolator nie bardzo zwracał uwagę na słowa Sinistra. On już odpłynął w swój własny świat sadystycznej przyjemności. Z szczegółami planował kolejne tortury, którymi potraktuje Pana Złowieszczego. Dopiero "tatuowanie" wzbudziło go z transu. W zasadzie nie Jego-Desolatora, a jego-Desia. Sadysta znowu schował się gdzieś tuż pod powierzchnią jaźni, gotów uderzyć w każdym momencie. Pytanie tylko... Czemu to zrobił? Powodował nim strach, czy ból? A może Desiu? W końcu to ta część jego osobowości, to ta jaźń zazwyczaj kontrolowała ciało. Może doświadczenia, które zaserwował im Essex wyciągnęły go z powrotem na powierzchnię? Kto zrozumie umysł, w którym "mieszkają" trzy osoby?

-Czemu Bałwanek zrobił Desiowi tatuaż? Desiu nie chce tatuaż! Desiu jest Królikiem Całego Salonu i jako Królik całego Salonu na mocy władzy Królika, jaką ma każdy Królik rozkazuje, żeby Bałwanek sobie poszedł i odrobił Desiowi Tatuaż, albo zrobił Desiowi ładny tatuaż z Desiem. I będzie Desiu z Desiem i wtedy wszyscy będą wiedzieli, że Desiu jest Desiem, bo zobaczą, że Desiu ma tatuaż Desia, i poznają Desia na tatuażu i skojarzą, że tylko Desiu może mieć wytatuowanego Desia i będą wiedzieli, że przed Desiem stoją, bo tylko Desiu może nosić Desia, bo innym nie wolno, bo nie są Desiem, a jakby byli, to by mogli, ale nie są, bo Desiu jest Desiem i inny nie jest Desiem, i Desiu nie jest innym, i poznają Desia, i będą go znali, bo będą wiedzieli, że Desiu jest Desiem i ma Desia.

Dopiero,gdy Demoniczny zniknął w obłokach siarki, blondyn przyjrzał się dokładniej symbolom.
-Ale co to znaczy? Ciocia Ala wie, co ma Desiu namalowane? Bo Desiu nie wie, bo to nie po chińsku, a Desiu nie umie po nie chińsku pisać ani czytać, po chińsku też nie, ale to nie jest po chińsku, ale po nie chińsku, bo to nie jest w krzaczkach pisane, ale w normalnym, ale nie po angielsku, ale po nie chińsku... Ale Krzaczek będzie umiał! Bo Krzaczek rozmawia z krzaczkami, ale nie po chińsku, więc umiejętności po nie chińsku mówić, czy też czytać więc wie, co tu jest napisane! Krzaczek, co tu jest napisane?

John Farago - Nie 20 Lis, 2016 13:48

Już miał otwierać butelkę szampana i świętować zwycięstwo. Ale nie, musiało się okazać, że Sinister ich wykiwał. Nie dość, że nic mu nie zrobili to jeszcze oznakował ich jak zwierzęta. Na twarzy Johna pojawiły się grymas bólu. Patrzył morderczym wzrokiem na Sinistra a gdy ten zniknął odetchnął.
Opanuj się Farago, opanuj... pamiętasz co się stało ostatnim razem.
- Zabić takiego to za mało.
Rozejrzał się po pomieszczeniu i zauważył, że brakuje Magneto. Ich przywódca, ich wódz uciekł... zostawił ich na pastwę losu. I to ma być przywódca? Stary tchórz...
Spojrzał na symbole znajdujące się na ścianach. Czymkolwiek to było Farago to zapamiętał. Rozszyfrowaniem zajmie się później.
- Magneto zwiał a my dostaliśmy takie bicie, że szkoda gadać.
Westchnął i powoli skierował się do wyjścia.
- Postaram się wrócić tak szybko jak to tylko możliwe.
Szybkim krokiem opuścił siedzibę Bractwa i udał się... do Instytutu. Może ktoś z X menów to rozszyfruje?

// zt

Asmo - Nie 20 Lis, 2016 16:51

Czyżby względny spokój Asmodeusza zniknął, zalany falą negatywnych emocji wprost od tego demona? W sercu starego Francuza mocno zakipiało, a nieprzyjemne i jak dotąd nieznane ciepło rozlało się po klatce piersiowej mężczyzny.
Wprawna manipulacja Sinistra odkryła te dotąd niezbadane rejony w jego umyśle. Mimo wszystko szedł w zaparte, starając się o nie pokazanie tej natury, której jak mu się wydawało, wyzbył się już dawno temu.
Próbował choć drgnąć, zagryzc wargę, ale nie mógł. To było gorsze niż paraliż spowodowany strachem. Tego nie dało się opisać w zwyczajny sposób.
Czy przejął się informacją o śmierci Magneto? Wcale. Tylko głupiec by o tym nie myślał, chciałby odsunąć od siebie ten fakt. Eric był już w kwiecie wieku, przetrwa może zimę, czy dwie, ale kim byli członkowie bractwa, czy też sam Sinister by to zmienić? Tutaj nie chodziło o osobę, tylko o ideę jaką wprowadziła w życie uciśnionych. Idea była wieczna.
Przebity czerwonymi oczyma, nie zastanawiał się co w tej sytuacji może robić potwór. Jaki fragment zabiera z jego umysłu, bada, czy nawet wymazuje. Niebieskie tęczówki bacznie odzwierciedlały spojrzenie, a głos mutanta nie doprowadził go nawet do niewinnego wzdrygnięcia.
Nie sądzę. Gdzieś w środku jego głowy wymruczała podświadomość. Dalsze słowa oponenta zostały dokładnie zinterpretowane, można nawet stwierdzić że paranoicznie. Gdy Sinister przyzwolił na mówienie, Asmo nie miał gotowego nawet jednego słowa. Zapach siarki uniósł się w powietrzu, a mutant złapał się za ramię, wykrzywiając w grymasie bólu. Kantem oka obserwował ścianę, by po czasie wyprostować się i odkaszlnąć.
-Maze? Powodzenia. - Mruknął enigmatycznie, nie zważając na słowa innych członków bractwa. Zatrzymał czas i wyszedł - dla reszty wyglądało to jak zwykłe zniknięcie.

z/t

Alice - Wto 22 Lis, 2016 10:01

Chwila euforii minęła, zastąpiona przez dezorientację, ból i wściekłość, chociaż na zewnątrz nawet nie drgnęła jej powieka. Ale we wnętrzu Alice rozpętał się prawdziwy tajfun. Wzięła kilka powolnych oddechów, wiedząc, że nie może stracić nad sobą kontroli albo inni zginą.
John wyszedł nim zdołała go zatrzymać i posadzić na tyłku. Asmo zniknął, bawiąc się znów czasem. Została sama pośrodku salonu z Maze u boku i zdezorientowanym Desem. Oto co zostało z potężnego Bractwa Mutantów.
W dodatku zostali z zagadką, której nie mogli rozwiązać. Alice zerknęła na ramię najpierw swoje, a potem Desa i Maze. Wyglądało to na to, że jeśli chcą się dowiedzieć co ten pomiot szatana od nich chce, muszą być razem, chociaż Alice wolała by się zjednoczyli tylko po to by zabić pierdolonego dupka z klejnocikiem na łbie. Niech jeszcze poświeci mu trochę, będzie to pierwsze miejsce, w które wpakuje mu kulę. Największą jaką będzie miała pod ręką.
- Bez Asmo i Johna sobie nie poradzimy z tą zagadką - odezwała się w końcu. - Des, każdy z nas ma na ramieniu kod. Nie wiem jaki, ale to rozgryziemy, a potem zabijemy tego sukinsyna. Chcę zobaczyć jak jego mózg rozpryskuje się jak wnętrze jabłka po trafieniu kulą. Maze? - zwróciła się do towarzyszki, czekając co zrobi i czy się przyłączy do ich małej morderczej krucjaty.

Maze - Pon 28 Lis, 2016 20:15

Spojrzenie Maze sztyletowało całe otoczenie. Mutantka była wściekła, nienawidząc faktu, gdy ktoś próbuje nią manipulować. A Sinister to właśnie zrobił. O wyrytych znakach nawet nie należało przy niej wspominać, chyba że chciało się usłyszeć całą litanię o tatuowaniu niewolników, znakowaniu bydła i tym podobnych. Nie raz już mruczała, co sądzi na temat tatuowania. Każdy, kto miał trochę oleju we łbie skutecznie unikał tego tematu przy niej.
Tak czy siak na twarzy kobiety pojawił się szok, gdy Magneto ot tak sobie wyszedł. Nie spodziewała się tego po nim, nigdy. Była przekonana, że... Zacisnęła dłonie w pięści, pierwszy raz w życiu ciesząc się, że nie posiada jakichś destrukcyjnych mocy. Bo inaczej te resztki Bractwa straciłyby resztkę siedziby.
- Dzięki Asmo. - zaburczała, słysząc takie życzenia. W sumie to Sinister jednak wszedł jej na ambicję, więc złapała kartkę i zaczęła rozwiązywać zagadkę. Słysząc słowa Alice uniosła głowę i uśmiechnęła się delikatnie, w ten swój złowieszczy sposób. - Oczywiście, że tak, Alice. Daj mi tylko to rozwiązać. - wróciła wzrokiem do kartki.

Desolator - Nie 04 Gru, 2016 18:21

No i widownia się skurczyła. Jednak to nie przeszkadzało Desiowi w "desiowaniu". Przecież nie robił tego wszystkiego na pokaz. Znaczy Desiu nie robił. Desolator to z kolei inna sprawa... Ale obecnie sadysta siedział cicho gdzieś na granicy jaźni, pilnując swojego alter-ego.

-Desiu sobie poradzi! - Krzyknął, słysząc wątpliwości Alice - Bo Desiu jest mądrym Desiem i mądry Desiu umi w zgadywanki, ale jak są po angolsku, a nie po nie chińsku, ale Krzaczek wróci i Desiowi powie, co jest namalolowolowalonowane, i Desiu powie, że to chodzi o Desia i Bałwana, i że trzeba pobić bałwanka i go do loszku wsadzić i Ciocia Ala wsadzi bałwanka do loszku, a Maziak-Sekretarka pomoże Desiowi i zrobi się na drugiego Desia, ale nie będzie Desiem, bo Desiu będzie tu, ale nie tu tu, ale tam tu, a Maziak-Sekretarka będzie tam tu, ale nie tam tu tu, ale tam tu tam i będzie dwóch Desi, ale jeden Desio i jedna Maziak-Sekretarka i będą dwoje i będzie Bałwanek w lloszku i Desiu i Maziak-Sekretarka będą się z nim bawić, i Bałwanek będzie krzyczał, i Ciocia Ala usłyszy i będzie chciała się z Desiem pobawić, a Desiu pozwoli, bo jest dobrym Desiem

Alice - Wto 06 Gru, 2016 11:05

Alice z trudem zachowała poważną twarz, kiedy Des nazwał Maze Maziakiem. Mentalnie nastawiła się na to, że będzie musiała kobietę powstrzymać od rzucenia się na Desia. Tak jakby nie wiedziała, że on zawsze nadaje wszystkim nazwy własne, pomyślała z rezygnacją.
- Des - zaczęła. - Usiądź na chwilę i ochłoń. Maze potrzebuje chwili spokoju by rozgryźć ten cholerny kod. A potem zobaczymy jak skopać dupę temu zawszonemu kundlowi.
Sama podeszła do ściany i wpatrywała się w napis przez dłuższą chwilę. Potem spojrzała na swoje ramię, ale poza jedną literą nic się nie zgadzało.
Zeżre ten swój pierdolony klejnocik, nawet jeśli będę musiała mu go wepchnąć w gardło lufą od snajperki.

Maze - Wto 06 Gru, 2016 15:34

Maziaka mogłaby jeszcze przeżyć, naprawdę. Głupota Desia dobijała każdego, więc z protekcjonalnym uśmieszkiem mogłaby to zlekceważyć. Ale nazwanie jej Sekretarką bardziej niż mocno uwłaczało jej godności. Zerwała się więc z miejsca, mordując gówniarza wzrokiem.
- Mogę w końcu ocalić rasę mutantów przed jego istnieniem? - spytała gniewnie, nawet sobie nie wyobrażając, że coś takiego jak Desiu mogłoby się zacząć rozmnażać. To byłby początek tragedii.
Powstrzymana przez Alice usiadła na poprzednim miejscu, sycząc coś, że w końcu kiedyś utłucze tego gówniarza i nikt jej nie powstrzyma. Rozszyfrowanie kodu zajęło jej dłuższą chwilkę, ale w końcu jej się udało.
- Druga część, to jest słowo klucz powinno wyglądać tak:
U|20.5.13:2.15
R|22.5.13:12.36
A|24.5.13:15.6
T|26.5.13:6.12
J|28.5.13:21
- powiedziała spokojnie, demonstrując to na swojej kartce. - Natomiast napis brzmi NIE UMARŁO NAPRAWDĘ(A34.20,-118.82) CO PRZETRWAĆ MOŻE WIEKI,(J40.69,-74.02) A Z NASTANIEM DZIWNYCH EONÓW(R52.25,21.00) I ŚMIERĆ(T35.69,139.76) ZAMKNIE POWIEKI(U50.43,30.52). Patrząc na cyferki, to nawiasy w tekście oznaczają współrzędne, litery odnoszą się o kolejnych osób, natomiast to od słowa klucza to po prostu daty i godziny... Znaczy na logikę: O wyznaczonej dacie i godzinie - wskazała odpowiednie cyfry - mamy znaleźć się w wyznaczonych miejscach. - również wskazała cyfry. - A patrząc na to, co gadał, przypuszczalnie każdy sam. - dokończyła.

Mr. Sinister - Wto 13 Gru, 2016 22:46

[post usunę za kilka dni]

Zmiana z
Cytat:
Symbole wyryte na ścianach to:
[AVR HZNEŁB ANCENJQĘ(A34.20,-118.82)PB CEMRGEJNĆ ZBŻR JVRXV,(J40.69,-74.02) N M ANFGNAVRZ QMVJALPU RBAÓJ(R52.25,21.00)V ŚZVREĆ(T35.69,139.76)MNZXAVR CBJVRXV(U50.43,30.52)]

Prywatne symbole dla
Alice: R|22.4.13:12.36
Asmo: U|20.4.13:2.15
Desa: J|28.4.13:21
Farago: A|24.4.13:15.6
Maze: T|26.4.13:6.12


Zmiana na:
Cytat:
Symbole wyryte na ścianach to:
[AVR HZNEŁB ANCENJQĘ(A34.20,-118.82)PB CEMRGEJNĆ ZBŻR JVRXV,(J40.69,-74.02) N M ANFGNAVRZ QMVJALPU RBAÓJ(R52.25,21.00)V ŚZVREĆ(T35.69,139.76)MNZXAVR CBJVRXV(U50.43,30.52)]

Prywatne symbole dla
Alice: R|22.5.13:12.36
Asmo: U|20.5.13:2.15
Desa: J|28.5.13:21
Farago: A|24.5.13:15.6
Maze: T|26.5.13:6.12


Po prostu nie wziąłem pod uwagę tego, że miesiąc fabularny kończy się tak szybko.

Pan Sinister życzy przyjemnej zabawy.

Tide - Sro 14 Gru, 2016 23:28

//Z daleka


Home, shit home... - pomyślał ciemnowłosy, gdy otwarło się przed nim tajne przejście siedziby bractwa. Nie wyczuwał tłumów wewnątrz. Czyli niewiele się zmieniło od ostatniej wizyty. Miał na sobie czarną koszulkę i ciemne dżinsy. Wiosna nie była jego ulubioną porą roku, a lato tym bardziej. Na szczęście słońce jeszcze nie dawało się zbyt mocno we znaki. A w podziemnej kryjówce było jeszcze chłodniej.
Mutant chciał w pierwszej kolejności odwiedzić swój pokój, żeby sprawdzić, czy ktoś karmił rybki pod jego nieobecność. Ale po chwili namysłu uznał, że najpierw wypadałoby się przywitać z domownikami. Zwłaszcza z Magneto. Jak do tej pory nie próbował go jeszcze zabić za włóczenie się z dala od bractwa, więc pewnie teraz też co najwyżej poburczy pod nosem.
Wszedł do salonu, gdzie spodziewał się trzech osób. Dwóch z nich wolałby uniknąć, trzeciej nie znał, ale Eric gdzieś się najwyraźniej zapodział i tylko oni mogli udzielić mu jakiejś informacji. W pierwszej chwili skupił się na ciemnoskórej, której nie miał okazji poznać. Niezbyt był zainteresowany rywalką i półgłówkiem. Jednak prędko w oczy rzuciły mu się znaki na rękach całej trójki.
- Wybieracie się do jakiegoś obozu? - zapytał z nikłym uśmiechem i skrzyżował ręce na piersi. Nie pozwoliłby sobie na taki żart w obecności Magneto, ale nie wyczuwał jego ciała w obrębie siedziby. Po chwili dostrzegł na ścianach niezrozumiałe znaki. Podobne do tych na ciałach mutantów. Zaczął się poważnie zastanawiać, czy właśnie przerwał rytuał wzywania Szatana.

Desolator - Sob 17 Gru, 2016 00:06

Cóż... jeżeli idzie o nadawanie imion innym - Desiu korzystał z swojego prawa. Prawa, które sam sobie nadał. Prawa nadawania mian, sam sobie nadał i sam się mianował mianowaczem.

-Ale czemu Desiu ma ochłonąć? - Zapytał zdezorientowany. -Desiu nie jest ochłonikiem i nie musi ochłonąć, bo nie jest ciepły, ani zimny, bo by Desiowi było zmino, albo ciepło, a nie jest, więc nie musi ochłonąć, bo Desiowi nie jest chłodno, więc nie usiądzie, tylko będzie stał, bo Desiowi jest fajnie i nie gorąco ani zimno więc nie ochłonie. I Desiu nie widzi, żeby Maziak-Sekretarka coś gryzła, tylko widzi, że Maziak-Sekretarka sekretarkuje po niechińsku. Więc czemu Ciocia Ala kłamie Desia, jak Desiu widzi, że Ciocia Ala kłamie Desia. Bo jakby Desiu nie widział, toby Ciocia Ala nie kłamała, ale opowiadała bajeczki na dobranockę, bo Desiu lubi dobranockę i bajeczki i bajeczki się nie dzieją, ale się dzieją, i jakby Desiu nie widział, że Maziak-Sekretarka sekretarkuje, a Ciocia Ala by powiedziała, że Maziak-Sekretarka gryzie, to to by była bajeczka.

-Ale my nie mamy ocalić mutantów przed Bałwankiem, ale mamy go w dyby zakuć! Do loszku! Desiu chce Bałwanka w loszku i Desiu zamknie Bałwanka w loszku, bo Desiu to chce i to zrobi, bo to chce i nie miał jeszcze bałwanka w loszku, a chce, ale nie miał, ale będzie miał. - Oczywiście chłopak nie zrozumiał, kogo ma na myśli Maze. Chyba nikt się tego nie spodziewał, prawda?
-Ale Desiu nie może iść sam! Ciocia Wania Desiowi zabroniła. I Idol też. I Desiu jest dobrym Desolatorem i się słucha Cioci Wani. I nie może iść sam. Kto pójdzie z Des... - Nie dokończył, bo do pomieszczenia wszedł Drake.
-Prysznic! - Krzyknął i rzucił się, by wytulać nowo przybyłego. - Desiu tęsknił, bo Prysznica nie było, i nie tylko nie było, ale nie było-nie było! Bo ie było tu, ani w łazience, ani w pokoiku, ani w loszku, ani w kuchni, ani w korytarzu...nigdzie Prysznica nie było! Ale Prysznic jest i weźmie Desia na spacerek. O, tu go weźmie! - Złapał za rękaw i pociągnął w kierunku napisów na ścianie. - Tu go weźmie, tu, tu tu! I złapiemy Bałwanka! I Desiu go przytrzyma, aPrysznic go umyje i wysuszy i Bałwanek będzie wiecznie w loszku, bo Desiu widział taki film w telewelepatrzyzordon, że była mumia i ona była sucha i była długo, i Bałwanek będzie suchy i będzie w loszku i Deisu będzie bawił się Bałwankiem i długo będzie się nim bawił. Prysznic się zgodzi, prawda?

Alice - Sob 17 Gru, 2016 20:52

Alice rzuciła Maze spojrzenie wyraźnie mówiące "Nie zabijaj go. Jest nam potrzebny!" i miała nadzieję, że kobieta zrozumie przekaz. Słuchała wyjaśnień Mhkwanazi i rozwiązania zagadki. Na koniec prychnęła pogardliwie.
- Nie dość, że ten zasraniec pisze jak pierdolnięty, to jeszcze nam wyznaczył daty spotkań? No chyba sobie pieprzone jaja robi! - oznajmiła dobitnie, pochylając się nad kartką i przyglądając uważniej datom. - Nikt nie pójdzie na spotkanie sam. Asmo ma się z nim spotkać pierwszy. Zbierzemy się i dupka dorwiemy w pierwszej lokalizacji. Dziś nas zaskoczył, ale drugi raz się nie damy podejść.
Alice wyciągnęła telefon, wybrała aplikację map i wbiła po kolei współrzędne. Wzięła kartkę od Maze, odwróciła na drugą stronę i zaczęła spisywać adresy.
John - 14478 E Oak Canyon Dr, Hacienda Heights, CA 91745, Stany Zjednoczone.
Des - 1037 Ocean Blvd, Mantoloking, NJ 08738, Stany Zjednoczone.
Alice - Boczna 57, 05-500 Pęchery, Polska.
Maze - Uchibori Dori, Chiyoda-ku, Tokyo-to, Japonia.
Asmo - Unnamed Road, Kyivs'ka oblast, Ukraina.
- Ten dupek po prostu chce żebyśmy się rozdzielili - stwierdziła, rzucając długopis na blat.
Miała już kazać Desowi zamilknąć, bo jego całkiem zwyczajowy potok słów działał jej w tym momencie wybitnie na nerwy, a zwłaszcza fragment mówiący o trzymaniu Pana Klejnocika w lochu - Trupy się grzebie i to głęboko pod ziemią - gdy w salonie pojawił się... Drake.
Alice zesztywniała na chwilę, a jej twarz przyjęła maskę obojętności. Rywal. Wrzód na dupie. Już sam jego widok sprawiał, że miała ochotę mu coś zrobić. Coś bardzo, bardzo nieprzyjemnego. I to tylko po to, aby nie był pierwszy. Nie ma to jak rywalizacja na najwyższym poziomie. Pomimo tego wszystkiego co o nim sądziła, Tide był godnym rywalem.
- Idziesz z nami - rzuciła do niego i obróciła się do Maze. - Ma hydrokinezę i się regeneruje. Może tego skurwiela utopi, a przynajmniej da nam szansę go kropnąć.
- Mamy robotę. A szefa nie ma - znów zwróciła się do Drake'a. - Albo masz podejrzanie dobre wyczucie czasu albo los daje nam niezłą szansę.

Maze - Wto 20 Gru, 2016 21:52

A jakże, zrozumiała. Aczkolwiek natychmiast posłała Alice spojrzenie z cyklu "to go ucisz, bo ja się zaraz przestanę hamować." Naprawdę, Desiu doprowadzał ją do szewskiej pasji, a to jednak nie zdarzało się często. O wiele bardziej wolała jego alter ego, Desolatora.
- Albo, żebyśmy właśnie pojechali po niego wszyscy razem. To świr, Alice, nie przewidzisz jego działania i motywacji. Ale masz rację, będzie lepiej, jeśli pojedziemy tam wszyscy. - westchnęła, pocierając czoło. - Mniejsza szansa, że nas zaskoczy. A jeśli spróbuje nas zabić, będzie miał utrudnione zadanie. - postanowiła kompletnie nie zwracać uwagi na Desia, bo to się dla kogoś źle skończy. Niestety podmuch psioniczny Alice już jej się "skończył", więc generalnie raczej nie miała czym mu przywalić. No a potem do pomieszczenia wszedł ktoś, kogo kompletnie nie znała.
Zmarszczyła brwi, chcąc w zasadzie zapytać, z kim mają do czynienia, ale Alice najwyraźniej go znała. Czyli musiał to być jakiś członek Bractwa... Tylko w takim razie co on tak długo robił poza Bractwem?
- Hydrokineza wraz z regeneracją? Przyda się na pewno. To dosyć silna umiejętność. - skinęła głową, słyszą to. Po czym spokojnie zerknęła na "nowego", nie próbując nawet się przedstawiać. W końcu mężczyzna raczej powinien zrobi to pierwszy... A Maze nie spieszyło się do podawania własnej tożsamości. Na razie mu nie ufała.

Tide - Sro 21 Gru, 2016 00:26

Trójka mutantów kombinowała coś z tymi kodami, jakby byli w dziwnym Escape-Room'ie. Tide nie miał zielonego pojęcia, co się dzieje.
Dobrze znana ksywka, która zawisła w powietrzu, świadczyła jedynie o tym, że Desolator aktualnie jest Desem. Z dwojga złego Drake wolał okrutnego mordercę. Westchnął z irytacją i wlepił oczy w sufit. Boże, dlaczego? Jedną ręką odsunął od siebie nachalnego mutanta. Nie skupiał się na jego słowach, bo już dawno doszedł do wniosku, że ich przesłanie nie jest tego warte. Zrobił kilka kroków za nim, gdy został pociągnięty, ale zaraz się wyrwał i potarł rękaw sprawdzając, czy się nie uszkodził.
- Tak, tak. Cześć, Des - rzucił beznamiętnie.
Przeniósł spojrzenie na kobiety. Nie mógł powstrzymać bezczelnego uśmieszku widząc Alice powstrzymującą swoje wzburzenie. Pewnie miała nadzieję, że zginął albo został zgarnięty przez MESS. No niestety, droga Vixi. Zazwyczaj przywitałby wszystkich kamiennym wyrazem twarzy, ale dziś miał dobry humor i miał ochotę ich trochę podrażnić. Choć zarówno Alice jak i Des wkurzali go jak mało kto (oboje na swój sposób), dobrze było zobaczyć znajome gęby. Do "nowej" nic nie miał, ale skoro trzymała z Vixen, to wątpił, że się dogadają.
Spoważniał nieco, gdy ciemnowłosa bezceremonialnie włączyła go do jakiejś ekspedycji i wyjawiła koleżance jego zdolności. Zwykle ludzie przedstawiają swoich znajomych po imionach, ewentualnie ksywkach. Cóż, nie Alice. Ale zaintrygowała go perspektywa utopienia kogoś. A ostatnie zdanie kobiety mógł chyba potraktować jako pochwałę. Coś nieprawdopodobnego.
- W sumie przydałoby się rozprostować kości... - stwierdził. Przecież nie pozwoli, żeby ominęła go zabawa. - Kogo ścigacie?
Przeniósł wzrok na ciemnoskórą. Po chwili konsternacji postanowił się przedstawić. Nieszczególnie mu zależało na tym, żeby podchwyciła nazewnictwo Desa.
- Gwoli ścisłości, ten worek na przydatny mutagen zwie się Tide - powiedział dosyć zdawkowo. Rzadko używał prawdziwego imienia. Bardziej utożsamiał się z tym nadanym przez Magneto.
Wciąż zastanawiał się, kto ich wszystkich poharatał cyframi i literami. Nie oszczędził nawet ścian.

Desolator - Sob 31 Gru, 2016 00:48

Maze pewnie jeszcze nie wiedziała, a Tide nie pamiętał... Ale jak ktoś potrzebował Desolatora, wystarczyło go zawołać. Plus/Minus "choroby dwubiegunowej" w Desiowym wydaniu - każda z jaźni cały czas gdzieś tam była. Była i nasłuchiwała. A delikatną równowagę między Desiem, Desolatorem i Ryanem można było bardzo łatwo zburzyć. No, ale na szczescie/nieszczęście tylko Alice zdawała się o tym pamiętać.

-Ale my nie możemy iść razem! Bałwanek będzie się spodziewał, że my się spodziewamy że on myśli, że pójdziemy razem, bo myślimy, że on chce, byśmy poszli sami, więc pójdziemy razem, ale my wiemy, że on się tego spodziewa, więc nie możemy iść razem, bo Bałwanek tego chce! Musimy iść sami, to Bałwanek nie będzie wiedział co się dzieje i go pojmniemy i damy do loszku, i Bałwanek dopiero wtedy się zorientuje, że mądry Desio się zorientował, że Bałwanek się zorientował, że my się zorientowaliśmy!

-Desio wie! Desio jest mądrym Desiem i wydesiował w Desia pomysł! Pójdziemy sami, ale nie sami! I Bałwanek będzie myślał, że nie jesteśmy sami, ale będziemy, ale nie będziemy, bo oczko będzie sam, ale my będziemy obok, ale nas nie będzie, bo będziemy obok-nie obok! Tak trochę z dalszego boczku! I Bałwanek będzie zaskoczony dwa razy, bo się najpierw będzie zastanawiał, czemu jest Oczko, a nie ma Desia, a potem będzie się zastanawiał, czemu jest Desio, jak go nie było! I się pogubi I się znajdzie, ale w loszku i Desio będzie się z Bałwankiem bawił! I będzie zabawkowo!

Alice - Sob 31 Gru, 2016 21:39

To świr, dźwięczało w uszach Alice.
Zerknęła na Maze, zostawiając jej na razie udzielenie wyjaśnień Tide'owi i to wcale nie dlatego, że się nie znosili. Po prostu, Des powiedział coś, co w korelacji ze słowami Maze nabrało absolutnego sensu. That's f*cking brilliant.
- Maze, Desiu - zaczęła mówić - jesteście genialni!
Na ustach Alice pojawił się uśmiech tryumfu, wyjątkowo rzadko widywany przez innych ludzi.
- Desiu będzie prowadził tę operację. Sama powiedziałaś, że Sinister to świr i przewidzi nasze działania, bo myślimy logicznie. Wie co zrobimy. Ale nawet sam Des nie wie co zrobi za chwilę. Sinister nie jest w stanie przewidzieć jego zakręconej logiki. Plan Desa będzie szalony i nieprzewidywalny i to jest to, czego potrzebujemy.
Podeszła do Desolatora i poklepała go po ramieniu.
- Oficjalnie zostałeś liderem operacji "Bałwanek" - powiedziała Desowi.
Oczywiście nie zamierzała pójść na żywioł tak całkiem, ktoś musiał chłopaka trochę kontrolować, ale to Des ich poprowadzi.

Maze - Pon 02 Sty, 2017 10:35

Zerknęła na Alice, trochę zdziwiona, że to jej przypadało wyjaśnienie całej sytuacji i tego, co na litość boską się tu wydarzyło. Westchnęła cicho, przenosząc wzrok na mężczyznę.
- Wpadł tutaj niejaki Sinister, rozwalił pół Bractwa, wytatuował nad jak bydło... - oczy kobiety rozbłysły niebezpiecznie, gdy pomyślała o tych cholernych cyferkach wyrytych na ramionch. - ... i na dodatek przydzielił nam zadania, że niby mamy w ten sposób przedłużyć sobie życie. Więc postanowiliśmy go kropnąć. - wyjaśniła, zaraz potem przenosząc wzrok na Alice. To, że była genialna raczej nie ulegało wątpliwościom, w końcu z jakiegoś powodu miała tyle stopni naukowych. Jednak uczynienie Desia liderem misji... Posłała kobiecie bardzo wymowne spojrzenie. Mimo wszystko jednak musiała przyznać, że to było dosyć logiczne działanie.
- Worek na przydatny mutagen? Już Cię lubię. - zaśmiała się w stronę Tide'a. - Jestem Xero. Albo po prostu Maze, skoro Alice upiera się przy moim imieniu. - przedstawiła się z lekkim uśmiechem, nawet nie trudząc się w podawaniu własnego nazwiska. Zbyt mało osób było w stanie je poprawnie wymówić.

Tide - Wto 03 Sty, 2017 18:36

Drake wysłuchał wyjaśnień udzielonych przez nieznajomą. Zmarszczył brwi w zamyśleniu. Musiał to być ktoś bardzo silny, skoro porozstawiał mutantów z Bractwa po kątach. Albo organizacja Magneto osłabła przez te kilka miesięcy.
- Podejrzewacie, że ma w tym jakiś cel, czy tylko się z wami bawi? - Tide nie znał tego całego Sinistra i nie mógł zrozumieć jego pobudek ot tak. Przyszło mu tylko na myśl, że koleś naoglądał się za dużo Piły. To nie mógł być przypadek, że uderzył akurat na Bractwo. Może za wszystkim stał Magneto, który chciał rozruszać towarzystwo. Choć to nie w jego stylu.
Tak dobrze mu szło ignorowanie wywodów Desa, a niespodziewanie Alice go poparła i uczyniła mózgiem operacji. Ciemnowłosy spojrzał wyczekująco na kobietę, oczekując, że okaże się to jakimś nieśmiesznym żartem, ale jedynie potwierdziła, że mówi całkiem serio.
- Czy ty...?! Ech, a zresztą. - Machnął ręką z rezygnacją. Sceptycznie podchodził do tego pomysłu, ale to nie jego życie leżało na szali. Ale tak, wciąż zamierzał przyłączyć się do zabawy. Był dodatkowym pionkiem w tej grze. Jeśli dziewczyny chcą w ten sposób ryzykować, to ich sprawa. Tide ze swoimi mocami nie obawiał się ewentualnych konsekwencji. Uwłaczało mu jedynie, że teraz będzie musiał przywiązywać wagę do tego, co mówi Desolator. Nawet, jeśli nie zamierzał wiernie wykonywać jego poleceń.
Skinął głową, gdy Maze mu się przedstawiła. Choć z zewnątrz wydawał się obojętny, zastanawiał się, jaki talent ma nowa koleżanka. Co może sugerować Xero? Klonowanie? Zmiennokształtność? Papierokineza? - o, to byłoby coś nowego.

Desolator - Sob 07 Sty, 2017 19:37

-Desiu wie, że Desiu jest genialny, bo Desiu jest Królikiem, a Króliki są genialne, bo taka rola Królika, że jak chce być dobrym Królikiem, musi być genialnym, ale nie musi być królikiem, żeby być genialnym, ale Desiu jest królikiem, więc jest genialny, bo jest dobrym królikiem. I już zawsze od zawsze będzie genialny. A czemu teraz Desiu jest genialny? Bo Desiu wie, bo jako królik jest genialny, a jako genialny wie wszystko, ale nie pamięta, bo nie ma notatniczka, a notatniczek pamięta wszystko, ale nie wie wszystkiego, a Desiu wie wszystko, ale nie pamięta, bo jest Królikiem, a nie notatnikiem. - Skomentował komplement Alice. Jednak kolejne słowa nawet jego zaskoczyły.
Zamrugał kilkukrotnie I spojrzał zaskoczony na kobietę. W końcu nie dalej jak przed wczoraj Alice nie pozwoliła mu dowodzić armią zabawek!

-Desiu będzie szefowcem i będzie szefowcował? - Podszedł I położył dłoń na jej czole - Ciocia Ala nie ma gorączki, czyli nie jest chora czyli wie co mówi, bo jakby miała gorączkę to by była chora i by nie wiedziała co mówi ale wie, bo nie jest chora, bo nie ma gorączki, a jakby miała, to by nie wiedziała, ale nie ma więc wie. I chce, żeby Desiu szefował? I Maziak-Sekretarka też? I Prysznic też? Ciocia, Maziak i Prysznic? I Desiu będzie szefował, I Ciocia i Maziak i Prysznic będą się słuchać Desia, jak im będzie szefował?
No I się zaczęło. Desio zaczął skakać z radości po całym pomieszczeniu (z szczególnym uwzględnieniem mebli i jednej z ścian). Krzyczał i machał ramionami w nie opisanej radości.
Dopiero po dłuższej chwili uspokoił się na tyle, żeby móc przemówić. Dosłownie przemówić.
Stanął na krześle i przyjął poze Napoleona.
-Desiu szefuje. I jego pierwszy szefuj brzmi: Przynieście Desiowi kartki i kolorowowanki, bo Desiu musi namalawowuwajować plan. I czekoladę. I cukierki. Dużo cukierków. Desio potrzebuje dużo cukierków i czekoladę, bo inaczej nie będzie ostatecznie desiowy plan generała Królika Desia

Alice - Sob 07 Sty, 2017 20:41

- Możesz jej też mówić po nazwisku, ale jak źle je wymówisz, to jesteś trupem - mruknęła do Drake'a.
Chwilę później nastąpił wybuch desiowej desiowatości i Alice miała ochotę palnąć się w łeb czymś ciężkim, że nie doprecyzowała tego, co miała na myśli. Z założonymi rękami przeczekała dzikie harce towarzysza niedoli po czym ściągnęła Desa z krzesła i usadziła na nim przy stoliku do szachów, zgarniając z niego szachy.
- Des, wiem, że jesteś podekscytowany, ale masz ważne zadanie do wykonania więc musisz się skupić na tyle by wymyślić plan, który odniesie sukces.
Na moment wyszła, by z pokoju Desa przynieść kredki i papier, a z kuchni słodycze i butelkę napoju bezkofeinowego aby miał czym ten cukier spłukać. Zostawiła go z tym całym majdanem samego i pociągnęła resztę towarzystwa w stronę drzwi.
- Może trochę przesadziłam z tym jego szefowaniem - powiedziała cicho - ale on jest naszą jedyną szansą, by ten stary cap nie przejrzał naszego planu. Może i szefuje, ale będziemy trzymać ręce na pulsie, aby wrócić z tarczą, a nie na tarczy.
Wyciągnęła telefon i napisała smsa do Johna: "Gdzie jesteś? Przysięgam, że jak zdezertowałeś, to znajdę twoją cholerną dupę i ją odstrzelę."

Maze - Pon 09 Sty, 2017 12:23

- Głównie z tego powodu prawie nie używam nazwiska, za wiele osób musiałabym zabić. - uśmiechnęła się trochę ironicznie do Alice, zwłaszcza, że ta była jedną z nielicznych osób zdolną wymówić jej nazwisko poprawnie.
- Jak dla nie facet się z nami po prostu bawi, bo jest po prostu... - przełknęła stek niecenzuralnych słów na określenie Sinistra. - Tak czy siak za oznaczenie nas jak bydło należy mu się porządny łomot. - podsumowała, lecz zanim zdążyła zrobić cokolwiek więcej, Desiu zaczął odstawiać swoje dzikie harce.
Spojrzenie Maze jasno wskazywało, co miała ochotę temu gówniarzowi zrobić i że z trudem się powstrzymywała przed tym. Zaczęła odliczać do 10, żeby się chociaż trochę uspokoić i nie myśleć o tym, co chciałaby mu zrobić. W końcu jednak Alice zabrała ich z pola rażenia.
- Przesadziłaś? To mało powiedziane. I gdzie w ogóle polazł ten gówniarz? Weź się go zapytaj, gdzie jest, to go tu przyprowadzę... Albo wszyscy po niego pójdziemy. Niech sobie nie myśli, że może nas samych z tym bałaganem zostawić. - mruknęła gniewnie.

Tide - Sro 11 Sty, 2017 00:33

Ostrzeżenie dotyczące nazwiska Maze nie spotkało się z komentarzem, ani nawet zdziwieniem Tide'a. Jedynie spojrzał obojętnie na obie kobiety, z odcieniem lekceważenia. Nie interesowały go kompleksy ciemnoskórej. A grożenie śmiercią nigdy nie robiło na nim wrażenia. Zresztą, i tak do nikogo nie zwracał się po nazwisku. Zbyt formalne. Gdy już musiał używać jakiegoś konkretnego określenia, posługiwał się imieniem, pseudonimem albo jakimś ciekawym epitetem.
- Dziwne, że wybrał akurat Bractwo na swoją piaskownicę. Trzeba chujowi pokazać, że to był błąd - odparł.
Ktokolwiek się z nimi zabawiał, zdeptał godność Magneta i jego popleczników. Musieli dopilnować, by zapłacił za to życiem. A jego śmierć powinna być bolesna.
Bojowe nastawienie Drake'a nieco przygasło, gdy Des zaczął świętować swoje "szefowcowanie". Zastanawiał się, jak to się stało, że tylu wybitnych mutantów zginęło, a ten jeszcze żyje. Przyglądał mu się z irytacją, od czasu do czasu wbijając obwiniające spojrzenie w Alice. Przynajmniej tyle, że wzięła sprawy we własne ręce i spełniła zachcianki toksycznego typa.
Skrzyżował ręce na piersi, gdy Vixen zaciągnęła jego i Maze na bok. Spojrzał przez ramię na Desa, który teraz zapewne będzie rozrysowywał plan działania kolorowymi kredkami.
- Trochę... - powtórzył za Alice. - Oby się do tego nie przyzwyczaił.
Widząc, że ciemnowłosa pisze SMSa i słysząc o jakimś "gówniarzu" domyślił się, że więcej osób jest w to zamieszanych. Nie pamiętał, by mieli w szeregach jakiegoś dzieciaka, więc to pewnie kolejny dość świeży nabytek.

Desolator - Sro 18 Sty, 2017 18:47

Wiecie, jak wygląda sporządzanie planów w kreskówkach? Tak, język na wierzchu, mnóstwo pogiętych kartek, potargane włosy... Desio i jego okolice właśnie tak wyglądały. Aż dziwne, kiedy mutant zdążył narobić tyle chaosu wokół siebie. Z drugiej strony, to Desu. On i chaos to jedno.
Tak czy siak - Desolator i jego otoczenie wyglądali jak wyjęci z bajki.

No, ale w końcu, po stosunkowo krótkim czasie, blondyn skończył planować. I ogłosił to, a jakże, w swoim stylu. Skacząc na krzesło i omal się nie wywalając z nim.
-Skończyłem! - Krzyknął, gdy tylko odzyskał równowagę. - Desiu ma plan! Taki zaplanowany przez Desia! I wykonowowany przez Bractwo! Bo Desiu jest królikiem i królikuje Bractwu, co mają zrobić, bo Ciocia Ala powiedziała, że Desiu będzie przewodniczycował i Desiu szefofcuje misji i ma plan, bo to taka rola szefowca, żeby wymyślowcować plan, który zrobi Prysznic i Maziak i Ciocia Ala!
Gdy tylko obecni zbliżyli się (lub nie. To jest Desio, jego nie obchodzą takie szczegóły, jak to czy go słuchają czy nie) do niego, chłopaka zaczął wskazywać paluchem na kolejne narysowane elementy planu. Na jednorożce, budynki, bałwanka, patyczki itd. Tyle dobrze, że zaczął objaśniać te... Hieroglify. Bez tego, byłoby ciężko dojść do tego, jakie są kolejne elementy planu.

-Desio potrzebuje przebrania. I prysznic też. I się Desio I prysznic przebiorą za kucyki. I nie będzie Desia i Prysznica, a dwa kucyki Pony! Desiu zawsze chciał być kucykiem Pony, bo kucyki są fajne i latają i mają ogonki! I piją soczek. Desiu nie lubi soczku, ale lubi kucyki, ale prysznic lubi soczek, ale nie lubi kucyków więc się z Desiem przebierze za kucyki i Desio będzie kucykiem a prysznic będzie pił soczek. I pójdzie z Desiem-Kucykiem do sklepu z włosami i weźmie włosy dla Cioci Ali i Maziaka i nie będzie już Cioci Ali i Maziaka ale będą, ale ich nie będzie, bo się przebiorą i nie będą, ale będą, ale przebrane, ale nie normalnie, ale w włosy!

-Potem Ciocia Ala i Maziak pójdą na miasto i wezmą pieniążki, dużo pieniążków i będą udawały, że z nimi jest Desio i Prysznic, ale ich nie będzie, bo będą kucyki i, a Ciocia Ala i Maziak nie będą Ciocią Alą i Maziakiem, bo będą miały włosy! O taaaaaaaaakie!

-I wtedy Bałwanek będzie wiedzieć, ale nie będzie wiedzieć, gdzie jest Desio i inni, bo będzie myślał, że Desio i inni są gdzie indziej, ale ich tam nie będzie bo będą kucyki Pony i Włosy, ale nie będzie bo byli, ale już nie będą, bo będą przy Bałwanku, ale Bałwanek nie będzie wiedział, bo Desiu się schowa w samolotowatolocie i Bractwo też i skoczą na Bałwanka na paralotniospadoochronie i Bałwanek nie będzie ich widział, ale zobaczy i jak zobaczy to się przestraszy i Desio zamknie go w Loszku!

Alice - Pią 20 Sty, 2017 10:11

Gdy Des doszedł do przebierania się za kucyki pony, Alice miała już dość i jak nigdy przedtem nie żałowała, że podsunęła pomysł aby Desiu szefował. Na swoją obronę miała to, że nie przewidziała aż takiej eskalacji desiowatości. Rzuciła przepraszające, no prawie przepraszające spojrzenia Tide'owi i Maze.
- Des, uspokój się! - powiedziała, kładąc mu rękę na ramieniu. - I wyjaśnij czemu u licha akurat mamy się przebierać za kucyki. Peruki zrozumiem jeszcze, ale miejsca, w których mamy się stawić są odludne albo na ulicy w środku miasta i żadna z tych lokalizacji nie jest w pobliżu cyrku. Co zrobimy jak nas aresztują?
Ponownie spojrzenie Alice powędrowało do Maze z nadzieją, że może ona wyciągnie jakieś konkretniejsze wnioski z desiowej paplaniny. Skoro Alice miała robić z siebie kretynkę, to niech to chociaż ma jakieś znaczenie.

Maze - Wto 31 Sty, 2017 15:43

Spojrzała na Alice z jadowitą satysfakcją. Nawet nie próbowała zrozumieć, co na litość boską wymyślił Desiu. Jej spojrzenie wyraźnie mówiło "masz, co chciałaś". Idea pomysłu być może była nawet całkiem dobra, ale to by było na tyle. W sumie z całości to zrozumiała tylko peruki, chociaż nie widziała sensu w napadanie na cokolwiek. Przecież wtedy tylko by ich zapamiętali, a misja miała sens pod warunkiem, że nikt nie dowie się, kim są i przede wszystkim gdzie się znajdują. W końcu Sinister nie był idiotą, aczkolwiek tu można byłoby polemizować, skoro wybrał sobie Bractwo na cel ataku.
- Jak nas aresztują, to będziemy się modlić, żeby nie wstrzyknęli nam Remedium. - mruknęła trochę zjadliwie, dość jasno tym pokazując, co sądzi o "rządzeniu" Desia i jego planach.
- Żałuję tylko, że faktycznie te miejsca są dosyć... odludne i nie ma możliwości ukrycia się tam z wyprzedzeniem. Osobiście sądzę zresztą, że Sinister może być przygotowany na nasz "nalot" i też wziąć ze sobą wsparcie. A kucyki czy klauny na pewno będą podejrzane. - dorzuciła, nie mogąc się powstrzymać.

Tide - Wto 07 Lut, 2017 01:41

Tide zerknął na Desolatora, by chcąc czy nie chcąc, dać mu szansę wykazania się. Ale przestał słuchać jego planu przy pierwszej wzmiance o kucykach. Odwrócił się z powrotem do kobiet i spojrzał z politowaniem na Alice. Rzeczywiście trudno było przewidzieć pomysły Desa, ale można było się spodziewać, że nie będą miały wiele sensu. Istnieje pewna granica między nieszablonowym myśleniem, a całkowitym szaleństwem.
Choć Maze podchodziła do planu Desa z podobnym sceptycyzmem, co Drake, Vixen dopytywała o wyjaśnienia, co zdumiało mężczyznę. Być może w ten sposób próbowała ocalić własną godność, ale dla ciemnowłosego było to żałosne. Postanowił wziąć sprawę we własne ręce.
- Myślę, że doszukiwanie się koncepcji wśród tych bzdur jest bezcelowe - stwierdził chłodno. - Skoro i tak zamierzacie stawić się w miejscach, w które was wezwał, zaatakujmy przy pierwszym. Nie wie o mnie, choć pewnie spodziewa się, że nie będziecie sami. Pójdę z osobą, która ma tam umówione spotkanie, choć będę się trzymał na dystans. Reszta będzie czekać na znak poza zasięgiem Sinistra. Uderzę w odpowiednim momencie. Jeśli nie uda się od razu zabić sukinsyna, to przynajmniej kupię trochę czasu, by reszta mogła dotrzeć.
Tide nie mógł wyrokować nad tym, jak sprytny jest przeciwnik, ale jeśli nie był idiotą, to pewnie wiedział, że Bractwo będzie coś kombinowało i mógł być pewien, że nie postąpią zgodnie z instrukcjami. Może choć trochę go zaskoczą, gdy pozornie podporządkują się jego woli.

Desolator - Sro 08 Lut, 2017 00:40

Desio, widząc jak bardzo nikt za nim nie nadąża, zrobił klasycznego facepalma. Od kiedy to on musi tłumaczyć, o co mu chodzi? Przecież Króliki mają od tego ludzi. W sensie mutantów. Albo pieski. Albo różowo-niebieskie, ubrane w fioletowe bolerko jednorożce patatające po tęczy, którą podjada żyrafa, sikająca skitelsami. Tak! To na pewno to!
Po chwili, gdy odkleił rękę od czoła i skończył patrzeć z politowaniem na resztę zgromadzonych, powiedział:
-Ale przebranie jest bardzo ważne! Takie, żeby Bałwanek wiedział, że my to my, a nie ze ktoś inny, żeby był pewien! Bo to jest tak - zaczął wskazywać kolejne elementy planu - Bałwanek będzie wiedział, że Desiu i prysznic robią napady, i będzie wiedział, że Ciocia Ala i Maziak robią napady, ale nie będzie wiedział, że Desiu, Prysznic, Ciocia i Maziak nie robią napadu, bo robili, ale już nie robią, znaczy robią, ale na Bałwanka, ale Bałwanek będzie uważał, że to nie na niego będzie napad, ale gdzie indziej, ale to nie będzie gdzie indziej, ale na niego! I pojmiemy Bałwanka, bo nie będzie wiedział, że Desiu jest obok, znaczy nie obok, ale gdzie indziej, bo na górze, i Ciocia i Prysznic i Maziak też, i będziemy wszyscy, ale Bałwanek będzie spodziewać się, że nas nie ma, bo robimy imprezę i zbieramy na puszki, ale my będziemy!

Alice - Pią 10 Lut, 2017 16:59

- Poczekajmy do ostatniego - powiedziała, zerkając na kartkę z adresami. - Po diabła mamy latać po świecie, skoro Des ma ustalone spotkanie w Mantoloking, które jest nie więcej niż 100 mil na południe stąd? Co więcej, dupek nie będzie się specjalnie dziwił, że z Desem ktoś przyszedł mimo wszystko. Jeśli zrobił porządny research, to jest świadomy, że Des nie jeździ nigdzie sam.
Podobał jej się plan Tide'a, chociaż w życiu by się do tego nie przyznała. Dla Desa też miała uznanie, chociaż jego plan był tak pojechany, że chyba by się bała go zrealizować, ale jeśli ich blond towarzysz zechce się bawić w przebieranki, to nie miała nic przeciwko. Może to jakoś zmyli lub chociaż rozproszy Sinistra.

Zerknęła na telefon, by sprawdzić, czy wcześniej zasygnalizowany sms pochodził od Farago i aż zgrzytnęła zębami, czytając co ten bezczelny smarkacz wyprawia.
" Możesz się uznać za numer jeden na mojej liście idiotów do odstrzału. P.S. Zacznij sobie szukać nowego domu, gówniarzu." Wcisnęła wyślij i już planowała podpalenia pana roślinki.

Mistrz Gry - Sob 18 Lut, 2017 23:30

Gdy tak planowali, do pomieszczenia wpadł wściekły Szablozębny. Właściwie ciężko było spotkać go w innym nastroju niż kipiąca agresja, jednak tym razem był powyżej swojej normy. Wparował, rozrzucając kopniakami gruzy, pozostawione przez Sinistra i jego demony, a do tego pierdolnął wielki głaz, którzy niósł, w kąt salonu. Warczał cały czas, a po chwili odepchnął Alice i rzucił na stolik pierwszą stronę Daily Bugle.
– Co kurwa! – nie zapytał, ryknął tak donośnie, że ze ścian posypał się kurz.

Chwycił Desa i Tide za karki zanim zdążyli się otrząsnąć po jego wejściu. Inna sprawa, że on zawsze poruszał się szybko i z pełną siłą. W sumie mogli się cieszyć, że nie przyłożył im swoim ciężkim łapskiem na przywitanie.
JAK! – zaryczał po raz kolejny, tym razem patrząc na Alice. Patrzył na nią, jakby była bezbronną sarenką, którą wściekła bestia zaraz miała pożreć.
– Dwa tygodnie odgruzowywałem przejście! Co. Się. Kurwa. Stało! – zawarczał, potrząsając trzymanych mutantów, których unosił nieco nad ziemią bez widocznego wysiłku.

Desolator - Nie 19 Lut, 2017 13:46

Szablozęby miał szczęście. Gdyby był jakimś nowszym nabytkiem, lub, co gorsza, nie należał by do Bractwa, to teraz pewnie biegał by po całym salonie, szukając ręki i machając kikutem pokrytym kwasem.
No, ale jak było wspomniane, Szablozęby miał szczęście. Teoretycznie. Chyba. Można tak powiedzieć?

Ale przejdźmy do szczegółów. Czyli tego, co zrobił Desio. A jak wiadomo, mutant nie mógł zareagować normalnie...
- Puchaty Misio! - Krzyknął I uwiesił się dłoni Sabertooth niczym leniwiec gałęzi. Dosłownie. Oplótł wielkie przedramię potwora rękoma, nogi skrzyżował tuż za łokciem i wisiał, nic sobie nie robiąc z fatalnego nastroju Potwora. - Desio tęsknił. Bo Misia nie było i Desio nie miał na kim leniwca robić, bo Ciocia jest słaba, a Krzaczek nie umie robić drzewek, a Maziak się nie nadaje, ale Puchaty Misio jest dobry do wiszenia się, ale nie powieszenia, ale wieszania, bo powieszenie jest źle, ale wieszanie jest dobre i zabawne i fajne i śmieszne, a powieszenie jest niefajnie, bo jak się powiesi, to się wisi, a jak się wiesza, to się nie wisi, ale wiesza!

Tide - Nie 19 Lut, 2017 14:35

Tłumaczenia Desa docierały do Drake'a tylko częściowo, bo nie przykładał do nich niemal żadnej uwagi. W dalszym ciągu nie zamierzał wnikać w jego chore pomysły i obstawał przy swoim. Zdecydowanie wolał wysłuchać Alice, która o dziwo zgadzała się z jego propozycją. To musiała być sytuacja kryzysowa, skoro potrafili się dogadać.
- Ostatniego? Jak wolicie. Tylko nie wiadomo, jakie będą konsekwencje, gdy nie stawicie się na tych wcześniejszych lub przyjdziecie i pozwolicie Sinistrowi robić swoje. - Wzruszył ramionami. Kwestionował ten pomysł, ale nie zamierzał się upierać. W końcu to oni podejmują ryzyko. Dla Tide'a była to jedynie swego rodzaju rozrywka.
Wyczuł szybko zbliżający się kocioł gorącej wody. Był za blisko, by w porę zareagować. Zwierzak wrócił do domu. Demonstracja siły i furii Szablozębnego nie robiła na nim wrażenia. Na stole wylądowała jakaś gazeta ze zdjęciem Magneto. Przyglądał się temu ze stoickim spokojem do momentu, gdy szpony zacisnęły się na jego karku i oderwały go od ziemi. Źrenice bladoskórego gwałtownie się zwęziły.
Niedługo wisiał w powietrzu. Wyślizgnął się z łap mutanta zmieniając się częściowo w ciecz. Gdy wylądował na ziemi, od razu odskoczył na bok, a jego głowa wróciła do normalności. Jego koszulka była naciągnięta i lekko poszarpana, ale nie przejął się tym. Wbił chłodne spojrzenie w Victora. Podłoga zaczęła drżeć, gdy wzrosło ciśnienie w rurach kanalizacyjnych.
- Od kiedy przejmujesz się porządkami? To ty zawsze robisz największy rozpierdol - rzucił cynicznie, chowając ręce do kieszeni. Gdyby nie wibrująca ziemia i zgrzytanie rur, mogłoby się wydawać, że jest całkiem opanowany.
Nie zawracał sobie głowy Desolatorem, któremu takie tarmoszenie widocznie sprawiało frajdę. Zapomniał też na chwilę o artykule, którym Sabre chciał się z nimi podzielić. Skupił się na bestii, której udało się go wkurzyć.

Maze - Nie 19 Lut, 2017 15:19

Zanim zdążyła się odezwać i skomentować cokolwiek, do pomieszczenia wszedł... a raczej wleciał na pełnym gazie Sabretooth. I z całej siły rzucił gazetą w stolik. No, gdyby było to cokolwiek cięższego, to nie mieliby już stolika. Skoro reszta zajęła się sobą, sięgnęła po gazetę i w spokoju przeczytała artykuł. Uniosła wysoko brwi, kręcąc głową.
- Jeśli to prawda, to jesteśmy w czarnej dziurze. - mruknęła do siebie. - Osobiście sądzę, że będzie trzeba to jakoś po cichu sprawdzić. Jak już pozbędziemy się Sinistra. - dorzuciła, spokojnie i zimno patrząc na Victora. Wkurzał ją od zawsze i odkąd pamiętała miała ochotę po prostu zamknąć go w zoo w klatce dla niebezpiecznych zwierząt. Szkoda, że Magneto się nie zgadzał.
- Po pierwsze, Victor, wejście zostało zagruzowane najpóźniej półtorej godziny temu. Więc nie pieprz o dwóch tygodniach. Po drugie chyba nie próbujesz mi wmówić, że zgłupiałeś na tyle, żeby nie pamiętać o innych wejściach do Bractwa. - nigdy nie miała dobrego zdania o jego stanie umysłowym. Teraz jeszcze bardziej się w tym utwierdziła. - A po trzecie przestań kłapać zębami, jesteś między mutantami, do cholery. Sam jesteś mutantem, wyższą formą ewolucji, a nie szczurem*, który kłapie zębami na wszystko, co mu się nie podoba. - powiedziała, nawet nie kryjąc pogardy w głosie. Za to z wyraźną ciekawością zerknęła na Tide'a, który "spłynął" z rąk Victora. No no, użyteczna zdolność. Bardzo użyteczna. Warto będzie trzymać się blisko niego.



*szczurem czyli psem typu York/Shih tzu

Alice - Nie 19 Lut, 2017 17:04

No tak, Victor musiał zrobić wejście. Jego wściekłe zachowanie i spojrzenie nie zrobiły jednak na Alice wrażenia. Był dobrym kompanem o ile nie zachowywał się jak zwykłe zwierzę, co mu zresztą Maze ładnie wytknęła. Usta Alice drgnęły lekko, jakby powstrzymywała się od uśmiechu. Wzięła z rąk Mhkwanazi gazetę i szybko przeczytała artykuł.
- Mieliśmy niespodziewanego gościa. - Alice splunęła po ostatnim słowie. - Pierdolić Sinistra. Nie mamy czasu teraz na jego gierki. Trzeba uwolnić Erika, chociaż sam nas rzucił na pastwę tego zbutwiałego buca z pierdolonym szkiełkiem między oczami. Jedyne co udało mu się zrobić, to rozbić naszą jedność. Wyciągniemy Magneto z pierdla i pokażemy Sinistrowi, że się z nami nie zadziera. Poza tym - uśmiechnęła się jak kot, który dorwał kanarka - jeśli go olejemy, to sam do nas przyjdzie. Na nasz teren.

Mistrz Gry - Nie 19 Lut, 2017 18:34

– Jak mówię, że dwa tygodnie, to DWA TYGODNIE! – zawył Szablozębny, skupiając spojrzenie na Drakeu, nie warcząc na Maze. Sapnął z niechęcią, patrząc na mężczyznę. Było widać, że jedno złe słowo, a może nawet nieodpowiedni jego ton, może sprowokować potwora do ataku. Oboje byli poirytowani, choć w przypadku Tide była to kontrolowana irytacja. W przypadku Creeda... Cóż, samokontrola nigdy nie była jego mocną stroną.
– Porwali Magneto. To znaczy, że będzie go szukał też adamantowy piesek Xaviera. I ja tam będę. –

Niemniej Maze udało się nieco ukierunkować gniew Szablozębnego. Ludzie bardzo często zapominali, że Victor wcale nie jest tępy. Jest tylko nad wyraz fizyczny w argumentacji.
– Skoro stary dureń dał się złapać, to znaczy, że jest martwy i to pułapka. Ale bez niego jesteście nikim i musicie go odbić. – spojrzał na wiszącego mu na ramieniu Desa i zamierzał coś wyburczeć, gdy usłyszał o Sinistrze.
– Pan Sinister? A on tu kurwa czego szukał? – zapytał, po czym zaczął węszyć.

Tide - Pon 20 Lut, 2017 15:18

Jeszcze przez chwilę Tide spoglądał na futrzastego spode łba, ale w końcu ochłonął. Rozsądek przekonał go, że nie ma sensu walczyć między sobą, gdy Bractwo jest w tak opłakanym stanie. Przewrócił oczami i westchnął, a rury przestały się trząść. Nie warto było bardziej demolować salonu, a przynajmniej dopóki Sabretooth znów nie spróbuje go zaatakować.
Przelotnie spojrzał na gazetę, która wędrowała z rąk do rąk. Wyłapał kilka kluczowych słów, a resztę wywnioskował ze słów kobiet i Victora. Drake pokręcił głową z politowaniem. Który to już raz Magneto dał się wsadzić? A jeśli ludzie wyciągali jakieś wnioski z jego ucieczek, za każdym razem musieli być lepiej przygotowani na próby uwolnienia się.
- Tak jakby ciebie to nie dotyczyło - prychnął, kiedy usłyszał komentarz Szablozębnego. Dopiero co wpadł w furii z gazetą w łapie. Nikomu nie wmówi, że jemu los Erika jest obojętny. Chyba, że faktycznie sam gruz go tak rozjuszył.
Tide zaczął się zastanawiać, czy świat się uwziął na Bractwo, czy może to karma, że w jednej chwili mają dwa naglące problemy. Dziewczyny debatowały, czym należy zająć się najpierw.
- Sprowadzenie Magneto z powrotem jest priorytetem - stwierdził. Jednak dla niego był to prosty wybór. Jasne, że wolał ratować przywódcę niż pakować się w grę, która go nie dotyczy. Ale co się odwlecze, to nie uciecze.

Alice - Sro 08 Mar, 2017 17:05

- Pan Sinister? - wycedziła przez zaciśnięte zęby, podchodząc do Victora tak blisko, że widziała każdą plamkę w jego tęczówkach. - Jeszcze raz określisz tego zbutwiałego skurwysyna mianem "pan", to zobaczysz swój mózg wyciekający nosem.
Odsunęła się i ponownie popatrzyła na artykuł, a dokładniej na podpis. JJJ? Jameson?
- Maze, spróbuj się dokopać do czegokolwiek na temat aresztowania, przede wszystkim w jakim kraju to miało miejsce. Sabre? Weź Desioleniwca i naprawcie wejście. Tide, przebierz się w cokolwiek co pasuje do fotoreportera i idziesz ze mną do Daily Bugle.
Zamierzała wydusić z Jamesona jego źródło informacji, a wolała nie mieć przy sobie Maze, która była dość podatna na moce Alice. Tide był za to idealnym kandydatem. Ich wzajemna niechęć doskonale go chroniła przed jej zdolnościami, przynajmniej tymi nie związanymi z rozpuszczaniem szarych komórek.

Maze - Czw 09 Mar, 2017 18:14

Słysząc słowa "PAN SINISTER" zamarła. Spojrzała zaraz na Victora, kładąc ręce na biodrach.
- Ty znasz to ścierwo, Victor? - spytała cicho, gniewnym tonem. No tego jeszcze im brakowało, żeby się okazało, że jeden z nich znał/rozmawiał z agresorem. Z drugiej strony wtedy byłoby wiadomo, skąd mężczyzna wiedział, jak dostać się do budynku Bractwa. Zwisającego z ramienia Creeda Desia zignorowała kompletnie. Aczkolwiek widok nadawał się do ilustracji jakichś badań naukowych, dorosły mężczyzna zwisający z ramienia faceta, który przypominał z zachowania zwierzę. W sumie. Desio byłby doskonałym materiałem do pracy z zakresu psychologii i psychiatrii. Musi o tym pomyśleć w wolnej chwili. W sumie... Zamyśliła się na dłuższą chwilę, zaczynając rozplanowywać samą pracę, kombinować, od czego musiałaby zacząć, ile mogłoby jej to zająć... Cóż z tego, że Magneto wylądował w jakimś pudle. Maze była o wiele bardziej zainteresowana studiowaniem przypadku Desia, zastanawiając się również, czemu wcześniej tego nie zrobiła. Ach tak, unikała go, jak tylko się dało.
Dopiero słowa Alice wyrwały ją z zamyślenia na temat nowej pracy naukowej. W sumie kolejny doktorat nie byłby złym pomysłem.
- A tak, jasne. - skinęła jej głową, w zasadzie dopiero po chwili zdając sobie sprawę, o czym mówiła kobieta. Trzeba przeszukać Dark Net za aresztowaniem. - Już się za to zabieram. - rzuciła jeszcze dziwne spojrzenie Creedowi i Desiowi i ruszyła do swojego pokoju w poszukiwaniu laptopa. W sumie. Creed też byłby całkiem dobrym materiałem do badań...

Desolator - Pon 13 Mar, 2017 16:23

Słysząc słowa Alice, Desio zaskoczył (czy raczej spadł) z ręki Victora.
-Tak! Desiu będzie rozgrozluzować przejście! Ale Desiu potrzebuje autka. I kasku. I wywrotki. I grabki. I wiaderko. I koparki. I ładowarki. I łopatki. - Wymieniał podekscytowany. Zaraz też uciekł do swojego pokoju, żeby go przekopać (dosłownie. Zresztą, każdy, kto widział pokój Desia wie, że ten chaos i bajzel wiedział, że nie dało się tam nic znaleźć inaczej, niż za pomocą łopaty.)

Co zaś się tyczy Maze i jej planu badania Desia...
Kiedyś, dawno temu było paru jajogłowych, chcących badać Desia. Mieli ogromne możliwości badania mutanta na każdy możliwy sposób. Mieli dostęp do praktycznie nieograniczonej ilości medykamentów. Jakimś dziwnym sposobem, żadna praca dotycząca Ryana Thomsona napisana w Centrum Badań na Wyspie Alcatraz nie została opublikowana. I sam "najazd" Bractwa Mutantów nie był główną tego przyczyną. Desolator potrafi zadbać o swoją prywatność. Za pomocą kwasu i trucizny.
Więc, jeżeli pani naukowiec chciała, owszem, może próbować badać Desia, poddawać go testom czy obserwacją. Jednak nikt, a na pewno nikt w Bractwie nie gwarantuje, że ze dożyje momentu publikacji badań.

//z.t. Korytarz (przez pokój Desolatora)

Tide - Wto 14 Mar, 2017 23:45

Ostatecznie nikt się nie spierał z tym, że najpierw należy odbić Magneto. Tide'owi to jak najbardziej odpowiadało. Trochę mniej fakt, że Alice się strasznie rządzi. I wszyscy jej się słuchali. Poza, prawdopodobnie, Sabre. Choć zlecenie mu usuwania gruzu było dosyć satysfakcjonujące. Sam by się sprzeciwił, ale dała mu dobrą fuchę, którą i tak by się zajął bez jej poleceń. Skoro gazeta nie podała konkretnego miejsca pobytu (ani nawet kraju) Maximoffa, to trzeba dopytać.
Brwi ciemnowłosego wciąż były nastroszone po sprzeczce z Szablozębnym. A świadomość, że zaraz będzie musiał zgodzić się z pomysłem Alice nie poprawiała mu humoru. Uniosły się lekko na moment, w którym odprowadzał wzrokiem Maze. A raczej jej tyłek. Było to niekontrolowane łypnięcie, które szybko przywrócił do poprzedniej formy, patrząc znów zdeterminowanym spojrzeniem na Vixen.
- Widzimy się na miejscu za godzinę - bąknął, po czym ruszył w stronę swojego pokoju. Przebieranie nie powinno zająć mu dużo czasu. I tak powinien pozbyć się rozdartej koszulki. Musiał tylko załatwić sobie jakąś lustrzankę i zawieszkę. Był pewien, że w okolicy Daily Bugle będzie mógł od kogoś "pożyczyć".

/zt ---> Daily Bugle Building

Alice - Sro 22 Mar, 2017 20:49

- Przypilnuj tych dwóch - mruknęła do Maze, krótkim zerknięciem wskazując na Desia i Victora. - W razie czego wiesz, gdzie trzymam pistolet na strzałki usypiające.
Wolałaby nie zostawiać Maze samej z tą dwójką, ale musiała zobaczyć się z autorem artykułu i wyciągnąć z niego wszystko co wiedział oraz nazwisko jego informatora wraz z miejscem pobytu tegoż.
Po drodze do wyjścia przebrała się w ciuchy, których używała do wtopienia się w dziennikarski światek.

//Daily Bugle NY

Mistrz Gry - Pon 13 Sie, 2018 22:39

//Wszyscy z Bractwa, którzy nie są w trakcie sesji//

Akcja ratunkowa Bractwa przebiegła dużo sprawniej i szybciej, niż mogli się spodziewać. A mimo to utracili towarzyszkę, która w bohaterskim odruchu postanowiła osłonić ich odwrót, powstrzymując potwora, który zdawał się niepokonany. Maze nie żyje, co do tego nie mieli najmniejszych wątpliwości.

Magneto rzadko kiedy widział salon w tak opłakanym stanie. Zwykle nawet wybuchy złego humoru Szablozębego nie powodowały takich zniszczeń. Do tego ktoś ośmielił się wyryć mu durne ciągi znaków na ścianach. Miał jednak na głowie dużo ważniejsze zmartwienie. Komu i jak udało się go pojmać? Pamiętał, że z jakiegoś powodu zignorował białoskórego mutanta, który coś chciał i samotnie udał się w podróż.

Alice i Tide zaś mieli bardzo, ale to bardzo złe przeczucia. Aby powstrzymać ich przywódcę, zwykle potrzebne były siły wyspecjalizowanego plutonu, i to ze wsparciem pupilków Xaviera. A jednak, tym razem, Magneto dał się uwięzić, nie po prostu powstrzymać czy dać odeprzeć, ale uwięzić! I to w sposób, który nie zostawił żadnych śladów bitwy ani słusznego gniewu Magnata.

I chyba to właśnie sprawiało, że dostrzegali drobne różnice w zachowaniu Magneto, którego pamiętali, z tym, którego mieli przed oczyma. Ale może był zmęczony? Albo potwór dał im podróbkę, kopię czy klona.

– Muszę odpocząć. Liczę na to, iż wiecie czym powinniście się teraz zająć. – rzucił ich przywódca, udając się na odpoczynek. Widocznie jeszcze nie pozbył się z organizmu wszystkich toksyn, którymi go faszerowano.

Alice - Nie 26 Sie, 2018 15:25

Większość obrażeń jakich doznała w Chinach zniknęła bez śladu. Zostało tylko kilka blizn na ciele i żadnych na twarzy. Ciało mogła zakryć, twarzy już nie.
Siedziała teraz w fotelu w salonie, wpatrując się w Erika jak sęp w padlinę. Czy go winiła za śmierć Maze? Częściowo tak. W końcu gdyby nie dał się złapać, to jej przyjaciółka by nie zginęła tak bezsensowną śmiercią. Ale im uważniej badała wzrokiem przywódcę, tym więcej rzeczy dostrzegała, których wcześniej nie widziała w Magneto. I to się jej nie podobało.

Scorpina - Nie 26 Sie, 2018 18:25

Scorpina weszła do salonu nie pokazując po sobie, żadnych, najmniejszych nawet emocji, w swojej standardowej, czarnej skórzanej kurtce i nienagannie zaczesanymi włosami. Ni powiedziała ani słowa, rozsiadła się jedynie w fotelu i zaczęła bawić jednym ze swoich noży. Co do Magneto, to lepiej nie wychylać się przed szereg i po prostu poczekać co się wydarzy. Taki był plan działania. Na razie przynajmniej.
Tide - Sro 29 Sie, 2018 22:05

Gdy za posprzątanie w salonie mieli odpowiadać Sabretooth i Desolator, ciężko było oczekiwać, że po powrocie z Chin mutanci zastaną tu porządek. Chyba jedyne, co panowie ogarnęli, to odgruzowanie wejścia. Przynajmniej tyle. No, nie żeby Tide miał im coś do zarzucenia, jemu też by nie chciało się sprzątać tego syfu. Od takiej roboty są świeżaki, ale ostatnio ich brakowało...
Mężczyzna przechodził akurat przez pomieszczenie. Odprowadził wzrokiem przywódcę, który zostawił podwładnych z refleksjami. Drake wciąż nie rozumiał tego, co zaszło w Chinach. Poszło zbyt łatwo. Nie licząc incydentu z demonem, który kosztował ich utratę Maze. Magneto unikał tematu, oznajmiając, że nic nie pamięta. Wygodnie.
Kiedy spojrzał na Alice, wiedział, że nie tylko jemu coś tu śmierdzi. Dotąd zawsze lojalna mutantka, teraz wpatrywała się w lidera spod byka. Bez wątpienia na jej podły humor wpływ miała też śmierć przyjaciółki. Tutaj winę częściowo ponosił on sam, więc wolał nie wdawać się w rozmowę z Vixen, żeby uniknąć jej wyrzutów. Nie miał na to czasu.

/limbo

Alice - Sob 08 Wrz, 2018 22:00

- I zawsze, do kurwy nędzy, sprzątanie spada na kobiety - warknęła, wstając ze swojego miejsca i wpatrując się w tę cholerną ścianę ze znaczkami od Sinistra.
Gdyby tylko miała moc jak Pyro, to by tę ścianę sfajczyła aż by przebiła się przez tę cholerną skałę na wylot.
Wyciągnęła telefon i wysłała krótką wiadomość tekstową do Desia, którego diabli wiedzą gdzie wywiało. Oczywiście Victor miał kompletnie w dupie pilnowanie wariata, który za pstryknięciem palców potrafił się zmienić w psychopatycznego mordercę.
- Im szybciej to ogarniemy tym szybciej to skończymy - powiedziała, patrząc wyczekująco na Tabithę.

Desolator - Pią 28 Wrz, 2018 22:08

Gdzieś-gdzieś daleko-blisko rozległ się odgłos otwieranych drzwi. Gdzieś-gdzieś bliżej rozległo się śpiewanie. I odgłosy skakania po ścianie.
Niezawodne znaki, że zbliża się Desio.
A jak zbliża się Desio, trzeba spodziewać się... desiowatości.

Chłopak stanął w drzwiach salonu z otwartą paczką orzeszków, zobaczył Alice... i zaraz rzucił się do przytulania jej. Wywalając przy okazji wszystkie orzeszki na ziemię.
-CIOCIA ALA! - Krzyknął, podbiegając do niej. - Bo Desio ma pytanie, bo wie, ale nie pamięta bo jest Królikiem całego Świata, a Króliki wiedzą, a Desio wie wszystko, bo jest Królikiem całego świata, a króliki calego świata wiedzą wszystko, bo są mądre, a Desio jest najmądrzejszy, bo jest Królikiem Całego Świata, a króliki wiedzą, a Desio jest Królikiem, i Desio wie, ale Desio nie pamięta, ale wie, ale nie pamięta, bo wie, ale nie pamięta, bo jest Królikiem całego świata i Desio wie, ale nie pamięta, ale wie, bo jest Królikiem całego Świata.
-Bo Desio dostał ochoocho... - Dopiero teraz do niego dotarło, czemu paczka orzeszków jest nagle lżejsza - NIE MA! Desio miał, ale nie ma, ale miał, ale nie ma, bo dostał, ale nie ma, a miał, ale nie ma, ale dostał, ale nie ma, ale przyniósł, ale nie ma, a miał! Jak Desio ma się zapytać, czy może ochocho, jak nie ma ochocho, a miał, a nie ma, a miał, ale nie ma, ale przyniósł bo dostał, ale nie ma bo nie pokazuje, ale pokazuje pudełko, ale puste, ale było poełne ochocho, ale jest puste i nie ma ochocho.

Scorpina - Wto 02 Paź, 2018 22:43

Co by nie mówić to Alice miała rację, wszyscy faceci jak się pojawiał naprawdę poważny kryzys to znikali, tak jak właśnie teraz. Nie odpowiedziała na 'zachętę' Alice, jakoś średnio rwała się do opanowywania tego całego bałaganu.
-Faceci są słabi, nie uważasz? rzuciła do Alice nie przestając zabawiać się jednym ze swoich noży. Potem sytuacja stała się jeszcze gorsza, czytaj jakiekolwiek szanse na jakiekolwiek konstruktywe działanie zostały zaprzepaszczone wraz z przybyciem Ryana. Scorpina jedynie westchnęła i rozparła się jeszcze bardziej w fotelu zarzucając nogi przez bok fotela i obserwując tą scenę, która niewątpliwie eskaluje do totalnego chaosu. Jak to dobrze, że Tabitha potrafi zachować totalny spokój, kiedy sytuacja tego wymaga.

Alice - Wto 09 Paź, 2018 15:13

- Bo je wywaliłeś na ziemię - powiedziała przez zaciśnięte zęby, bo ścisnął ją nieco za mocno, a niektóre partie jej ciała były jeszcze wrażliwe na mocniejszy dotyk po...
Przerwała ciąg myśli, nie chcąc do tego wracać, co się wydarzyło na drugim końcu świata. Poklepała Desia po plecach i odsunęła się od niego na bezpieczną odległość długości ramienia.
- Faceci są leniwi - odpowiedziała Scorpinie. - Wystarczy im dobra motywacja, by ruszyli do działania.
Usiadła, wybierając miejsce naprzeciwko zniszczonej przez Sinistra ściany. Jedna dobra rzecz przyszła z tych obrażeń, że zniszczyły wypalone przez intruza znaki na jej skórze.
- Przydałaby się farba by się tego świństwa pozbyć z tej ściany.

Desolator - Nie 14 Paź, 2018 14:20

-Desio nie wywalił, bo Desio nie bałaganianuje, bo Boboki bałaganiują, bo nie mają grubych majtek, i chodzą i szukają majtek, bo nie mają, bo są Bobokami, a Boboki nie mają majtek, a chcą, a nie mają, ale chcą, ale nie mają, i szukają, ale nie znajdują, i robią bałagan, bo nie mają majtek! A Desio ma majtki, takie ciepłe, ale nie teraz, ale ma, ale nie tu, ale w szafeczce, ale nie na sobie, ale ma. I jak Desio ma ciepłe majtki, to nie bałaganiuje, bo nie szuka ciepłych majtek, bo je ma, a Boboki nie mają, i robią bałagan, bo nie mają majtek, a Desio ma majtki i Desio nie bałaganianuje, bo Desio ma majtki, a Boboki nie mają, bo mieszkają pod łóżkiem, a pod łóżkiem nie ma szafki i Boboki nie mają majtek, bo pod łóżkiem nie ma szafki i Boboki nie mają gdzie mieć majtek, bo nie mają szafek, a Desio ma majtki, bo ma szafkę i ma majtki i nie bałaganiuje! A jak Desio nie bałaganiuje, to nie wywala, bo wywalanie to bałaganiowanie, a Desio nie bałaganiuje, bo ma majtki i nie jest Bobokiem, bo ma majtki, bo ma szafkę, bo nie mieszka pod łóżkiem!

-A Mucha jest Kuamczucha i nie ładnie kuamczyć, bo Miś powiedział, że nie wolno, a on mieszka w Niebieskim Domku, i on nie kuamczy, bo to nie ładnie, bo kuamczenie jest nieładne i nie wolno kuamczyć, bo Miś powiedział, że to nie ładne! A Mucha kuamczuje, bo Desio jest płci facetowej, a nie facetkowej, bo jest facetkowy i nie jest słaby, bo jest silny, bo jest Desiem, a Desio jest silny, bo jest Królikiem, a Króliki są silne, bo Desio tak powiedział, że Króliki są silne, a Desio jest Królikiem, a co Królik powie, to jest prawda, bo Desio jest Królikiem i Desio nie kuamczuje, bo jest Królikiem, a Króliki wiedzą, więc nie kuamczują, bo wiedzą! - Powiedział do Thabity, z nieskrywanym fochem 5cio latka.

Scorpina - Pią 02 Lis, 2018 14:53

- Ich najlepsze motywatory czyli kasa i jakaś ładna dupa to również zazwyczaj ich słabość czyli zguba - odparła Alice i zapewne powiedziałaby więcej, gdyby nie potok słów, który się rozpoczął.
Cóż Scorpina przeniosła wzrok na Desia, który się odezwał, ba, nawet się całkiem mocno rozgadał. Zbyt mocno jak na gust Tabithy. Przestała nawet podrzucać nożem, tylko trzymała do za ostrze i wpatrywała się w swojego 'rozmówcę' próbując jak zwykle nieskutecznie cokolwiek zrozumieć.
Kiedy monolog się skończył, uniosła jedną brew do góry po czym przeniosła chyba nieco oszołomione spojrzenie na Alice.
- Muszę się napić. Więcej niż jedną kolejkę - powiedziała po czym wstała i podeszła do miejsca gdzie miejmy nadzieje były jakieś trunki i nalała sobie podwójną whisky, po czym wypiła pół szklanki na raz i wróciła na swoje miejsce na fotelu.

Alice - Nie 11 Lis, 2018 20:21

- Deś, błagam, możesz na trochę wpuścić tu Desolatora? Nie żebyśmy cię nie uwielbiały, ale w tej chwili mam ochotę ci zatkać usta jakąś potężną krówką-mordoklejką.
Spojrzała tęsknie jak Tabitha robi sobie drinka. Nadal brała środki przeciwbólowe więc nie było mowy o alkoholu. Papierosów nie paliła i nie zamierzała zacząć, więc pozostawało jej wbijanie morderczego spojrzenia w zniszczoną ścianę.
- Gorzej jak trafisz na bogatego geja i wtedy cała teoria idzie się pierdolić w cholerę.
Przekleństwa też pomagały jej, chociaż bardziej mentalnie niż fizycznie, radzić sobie z dyskomfortem jakie jeszcze jej obrażenie zostawiły. Coś ją gniotło w tyłek, więc sięgnęła między poduszki sofy i wyciągnęła stamtąd torebkę krówek. Na dodatek mordoklejek. Potrząsnęła nią, trzymając rękę przed sobą i ewidentnie próbując "przetresować" Desia do komendy "aport".

Desolator - Sob 24 Lis, 2018 16:50

-Desio chce mordokrów...
-RYJ!
-Ale Desio nie ma
PLASK! Desio mocno spoliczkował się. A może to nie Desio?
Jaźnie chłopaka żyły w przedziwnej symbiozie. Desolator bronił Desia. I go nienawidził. Jednocześnie wiedział, że Desio jest jego swoistą "tarczą". W końcu, kto skrzywdzi bezbronnego, głupiutkiego Desia? A obydwie jaźnie nienawidziły i gardziły Ryanem.

Desio... Desolator otarł krew, która delikatnie pociekła mu z nosa. Wyprostował się i ruszył ku barku.
-Czego chcecie, k@#$y? Jesteście aż tak słabe, że nie dajecie sobie rady z tym Gównem, które siedzi teraz gdzieś w kącie i ryczy. - Wziął całą butelkę wódki i rozłożył się wygodnie na kanapie. Pociągnął dość spory łyk, nawet nie krzywiąc się. - No, dz&@*, czego chcecie?

Desolator wiedział, na ile może sobie pozwolić. Wiedział doskonale, że ani Scorpina, ani tym bardziej Vixen nie zrobią mu krzywdy. W końcu, był nierozerwalnie związany z Desiem. Desiem, który miał specjalne chody u Magneto, Alice... i chyba przede wszystkim Scarlet Witch. Scarlet, która nie pozwoli skrzywdzić swojego (prawie) dziecka. I z premedytacją to wykorzystywał.

Scorpina - Pon 03 Gru, 2018 01:31

Tabitha nie miała siły ani ochoty wdawać się w nawet najmniejsze rozmy z Desiem, bo każda jej próba skończyałaby się jedynie tym, że straciłaby całkowicie cierpliwość. Dobrze, że Alice zabrała głos za nią i wypowiedziała to o czym Tabitha myślała.
Zamiast tego wychyliła kolejną szklankę whisky i dopiero wtedy odwróciła się do reszty towarzystwa, dokładnie w momencie, żeby zobaczyć jak Desio sam siebie policzkuje i to na tyle mocno, że aż poleciała krew. Taki widok wywołał lekki uśmiech na twarzy Scorpiny, wszak widok cieknącej krwi był zawsze zabawny. Potem najwyraźniej kontrolę przejął ten drugi i najwyraźniej stwierdził, że będzie bardziej macho jak zacznie rzucać wyzwiskami i zacznie złopać wódkę z butelki. Całkowity brak klasy. Tabitha była jednak z mafijnej rodziny, gdzie zawsze była najlepsza whisky i zapach skóry i cygar i do takich była właśnie przyzwyczajona.
-Uroczy jak zwykle rzuciła po czym stwierdziła, że przy jej metabolizmie trzecia szklanka whisky będzie w sam raz.

Alice - Sob 15 Gru, 2018 19:54

- Uroczy? - prychnęła z pogardą. - Jak zwykle cham, prostak, pierdolony burak i na dodatek wielce udaje dorosłego, gówniarz jeden - powiedziała głośno i wyraźnie, podchodząc do Desolatora i wyrwała mu butelkę z ręki.
- Jeszcze raz otworzysz ten pysk i nazwiesz ją lub mnie kurwami lub dziwkami, a obiecuję, że popamiętasz mnie skurwielu do końca swojej krótkiej egzystencji, bo sprawię, że znikniesz i ślad po tobie nie pozostanie. Rozumiemy się?
Owszem, fizycznej krzywdy temu ciału by nie zrobiła, ale psychiczna? Alice by się nawet nie zawahała by wymazać Desolatora, a przynajmniej mu tak dokopać, by to on siedział w kącie i ryczał, kiwając się jak katatonik.

Desolator - Sob 15 Gru, 2018 21:46

-Pier$&@ się. - Uśmiechnął się w kierunku Tabithy. Może już mu przeszła pierwsza fala złości? Może już zdążył się upić? - Choć z drugiej strony... nie, lepiej, żebyś sama się pier%&#*&a. Dla mojego własnego zdrowia psychicznego.

-Ej, bo się zarumienię! Tyle komplementów... Powiedz coś jeszcze na temat mojego artystycznego podejścia do zabijania. - Odpowiedział Vixen.

Pierwsze, co można było zobaczyć w oczach mutanta, gdy Alice pozbawiła go wódki, była chęć mordu. Jednak, z jakiegoś dziwnego powodu, jak szybko się pojawiła tak szybko zniknęła. Prawie zupełnie.
Desolator spokojnie wstał i znowu ruszył w kierunku barku. Chwilę tam pogrzebał, by po chwili znowu rozsiąść się wygodnie w swojej kanapie, z butelką szkockiej. Odkorkował ją i znowu pociągnął duży łyk, wpatrując się w Alice, jakby wyzywając ją na jakiś pojedynek.
-A co? K$%@ą się nie podoba, jak nazywam ścieki po imieniu? Jak wolisz, mogę wam mówić cichodajki, krzywetrutki, gejsze, panie o wątpliwej reputacji... I sama strzym ryj. Nie ruszysz mnie. To JA trzymam tego gnoja za pysk. Ruszysz mnie - skrzywdzisz jego. Chyba nie chcesz skrzywdzić swojego Desiu-siusiu? - Znowu ten uśmiech pełen pewności siebie i bezkarności. A może Desolator traktował dziewczyny jak konkurentki do funkcji "samca alfa", lub (co przy zebranej tutaj menażerii było bardziej prawdopodobne) najgroźniejszej osoby w pomieszczeniu? Zanim było czasem ciężko nadążyć. Prawie tak ciężko, jak za jego alter-ego.

Scorpina - Pon 31 Gru, 2018 02:45

Tabitha przysłuchiwała się tej wymianie zdań, bo to chyba nawet rozmową było ciężko nazwać. No i sama nie miała zamiaru tracić na niego energi, równie dobrze, mogłaby próbowac przesunąć własnymi rękami kulę ziemską ze swojej orbity, miałoby to taki sam skutek.
Swoje spojrzenie miała skupione na Vixen. Uśmiechnęła się pod nosem.
- Chyba lubię twój styl moja droga. - Po kolejnej rundzie przezwisk Scorpina uznała, że nie może puścić tego mimo uszu bo zapewne on uzna ją za słabą a to ostatnie czego by ona chciała.
- Jeszcze trochę i utnę Ci coś bez czego żadna dziwka Cię już nie zadowoli - powiedziała cicho swoim aksamitnym głosem. Ona nie miała żadnych skrupułów by kogokolwiek oszczędzać, a już i tak dużo wytrzymała.

Alice - Sro 02 Sty, 2019 15:52

- Jakkolwiek bardzo chętnie bym wzięła udział w kastrowaniu Desolatora, to jednak to ciało do niego nie należy - powiedziała ze słodkim uśmiechem, wyrywając butelkę ze szkocką z rąk chłopaka i podając ją Scorpinie do potrzymania. - Co innego umysł tego pasożyta. Myślę, że czas się go pozbyć na stałe. Pożytku z niego nie ma żadnego. Ryan będzie ciekawszym nabytkiem dla Bractwa i lepszym alter-ego dla Desia.
Nie dotknęła Desolatora, po prostu na niego spojrzała, cały czas uśmiechając się z ociekającą słodyczą. Wniknięcie w jego umysł było dziecinnie proste. Dodatkowo wspomogła się dawką feromonów, by go oszołomić i rozproszyć. Nie była pewna, czy na sto procent uda się jej pozbyć Desolatora, ale zamierzała wymazać tyle pamięci o nim ile było możliwe. A że trochę to zaboli to inna sprawa. Uśmiech Alice nagle przestał być syropowo słodki, a stał się niemal sadystyczny. Nikt mnie nie będzie nazywał dziwką czy kurwą, a już na pewno nie ta zgnilizna.

Desolator - Pią 04 Sty, 2019 22:19

-Na ch*% mi dziwki, dziwko? Ręce mam, jestem samowystarczalny. - Odparł z rozbrajającą szczerością na groźby Scorpiny. - Zresztą... aż tak chcesz zdeprawpwać Desiulka? Przecież to gówniarz. Gówniarze nie powinny patrzeć na seks, bo im oczy uschną, czy inny ch*^. Nie chcemy, żeby gnojkowi coś się przytrafiło, prawda? - Znowu pociągnął z butelki, którą praktycznie zaraz wyrwała mu Alice.

Ludzie cierpiący na PTSD są specyficzni. I potrzebują specjalnego traktowania.
Ludzie, którzy w reakcja na PTSD wytworzyli osobowość mnogą (które de facto nie pozwalają oryginałowi dojść do głosu) są jeszcze bardziej specyficzni (patrz Desio/Desolator) i potrzebują jeszcze bardziej specjalnego traktowania. Z kolei próby kasowania jaźni raczej nie należą do kategorii "specjalne traktowanie". Przynajmniej nie takie "specjalne", jakie potrzebował Ryan.

***

Ryan był w ciemnym miejscu. Nie, nie ciemnym. Ciemność, to brak światła. Tu, gdzie przebywał, nie było niczego. Światła, dotyku, zapachu, czasu.
Czasem, bardzo rzadko ale jednak, dochodziły go jakieś głosy. Raz, może dwa nawet docierał do niego świat. Ale to nigdy nie trwało długo. Przynajmniej miał takie wrażenie. Ale tu, w tej pustce, czas tracił kompletnie sens. Można liczyć do 100 a mogło minąć 100 sekund, albo 100 lat.
Teraz jednak... teraz coś się zmieniało. Ryan to poczuł. Pustka... Pustka słabła. Nie umiał sobie tego lepiej wytłumaczyć. I jakoś mu to nie przeszkadzało. Ważne, że po tylu dekadach, albo minutach spędzonych w tym więzieniu, miał szansę wydostać się na zewnątrz! Musiał tylko wykonać jakiś ruch. Musiał pomóc pustce zniknąć!
***


Desolator nie zdążył zareagować. Albo po prostu był zbyt arogancki i pewny siebie, by odpowiednio wcześnie powstrzymać atak Alice. Gdy kobieta wymazywała pamięć o nim z jego własnej głowy, mutant siedział bezwolny, sparaliżowany feromonami i strachem. Było już za późno i on doskonale to tym wiedział.
Gdy Alice skończyła "psioniczną kastrację" socjopaty, ten upadł bez ducha na kanapę.

***

Wyjście!
Światełko w tunelu!
Ryan "wstał" i ruszył w jego kierunku. Nie wiedział, co znajdzie po drugiej stronie. Wiedział natomiast, że cokolwiek to będzie, będzie lepsze niż jego obecne "więzienie".
Drzwi?
Skąd tu się wzięły drzwi? To one były tym światełkiem? Nie ważne! Chłopak złapał za klamkę i energicznie pociągnął...
***

Mutant nagle zerwał się z kanapy. Wyglądał, jakby go ktoś podduszał. Łapczywie, acz z trudem łapał powietrze. Koszula przyległa do niego, jakby dopiero co skończył ultramaraton.
-Gdzie... gdzie ja... jestem? - Wysapał w końcu, rozglądając się zdezorientowany. Coś w jego głosie było... inne. Niby podobne, ale i Alice i Tabitha mogły stwierdzić, że nie należał ani do Desia, ani do Desolatora.

Scorpina - Nie 13 Sty, 2019 02:01

Cóż Tabitha bardziej gustowała w bardziej fizycznych i permanentnych rozwiązaniach, nie miała jakiś zaawansowanych zdolności, żeby mieszać komuś w głowie. No i czuła rozczarowanie i irytacje za każdym razie jak ktoś jej przeszkadzał w zabawie. Dlatego westchnęła teraz głośno, niemniej jednak przyjęła butelkę która została jej podana. Wzięła łyka i zasiadła na poręczy kanapy i obserwowała z zaciekawieniem całą sytuację. Co by nie mówić to jak się okazało Vixen miała całkiem interesujące i robiące wrażenie. Intrygujące. Teraz po prostu siedziała i czekała na dalszy rozwój sytuacji.
-Fajne sztuczki potrafisz moja droga

Alice - Pią 18 Sty, 2019 19:58

- O, kurwa - wymsknęło się Alice i to bardzo na głos. - Następnym razem wylej mi kubeł zimnej wody na głowę - dodała zerkając na Scorpinę.
Położyła dłoń na ramieniu Ryana i pchnęła go na kanapę, by usiadł zanim się przewróci. Alice przysunęła sobie fotel i po ustawieniu go naprzeciwko chłopaka, usiadła w nim, pochylając się w jego stronę z łokciami opartymi o kolana, gotowa zaatakować, gdyby Ryanowi coś odwaliło.
- Jaką ostatnią rzecz pamiętasz? - zapytała go, ton jej głosu i wyraz twarzy dobitnie pokazujące, że jest śmiertelnie poważna i za głupie żarty da w pysk i to w najłagodniejszym przypadku. - I czy wiesz kim jesteśmy?

Desolator - Nie 27 Sty, 2019 16:05

Ryan był przerażony. Przerażony i zdezorientowany. Co chyba nie było jakieś wyjątkowo dziwne. W końcu jak ma zachować się 16, czy 17 letni chłopak, wieczna ofiara w domu i w szkole, gdy nagle znajduje się w kompletnie nowym miejscu, nie wiedząc, gdzie, ani czemu tu jest. Nad sobą miał jakąś groźnie wyglądającą kobietę, która chyba zaraz go dotkliwie pobije, a niedaleko za nią siedziała druga, chyba jeszcze bardziej niebezpieczna.

Chłopak wpadł w panikę. Gdy Alice pchnęła go na kanapę, ten omal się nie przewrócił o własne nogi, zwinął w kłębek i zaczął cicho szlochać.
Trochę trwało, nim zebrał się w sobie na tyle, żeby spróbować odpowiedzieć na pytanie.
-Pa...Pamiętam nicość. - wyjąkał z trudem. - A... a wcześniej... igły... lampa chirurgiczna... ojciec... NIE! NIE RÓB TEGO! ZOSTAW JĄ W SPOKOJU! - Wykrzyczał, ale raczej do siebie, nie do swoich towarzyszek. Ewidentnie coś sobie przypomniał i nie było to nic przyjemnego. Chłopak znowu zwinął się w kłębek i szlochał, bujając się delikatnie jak chory na chorobę sierocą.

Scorpina - Nie 17 Lut, 2019 19:42

-Nie wiem czy kubeł zimnej wody pomoże, on potrafi być naprawdę denerwujący odparła Scorpina nieco od niechcenia. Wciąż obserowałą rozwój sytuacji, jednak nie była na tyle przejęta by wstać z fotela i podejść bliżej co to to nie. Byłą pewna, że Vixen poradzi sobie dużo lepiej od niej, zapewne ma chociaż odrobinę więcej opiekuńczych instynktów w porównaniu do Tabithy. Kiedy usłyszała chlopaka przewróciła oczami i odparła.
-No nie mów mi, że teraz będzie wysłuchiwać historii wstrząsu pooperacyjnego chłopaka

Alice - Pią 22 Lut, 2019 20:21

Alice wyrzuciła z siebie serię najgorszych przekleństw jakie przyszły jej w tej chwili na myśl i na chwilę opuściła salon, by wrócić z otwartym słoikiem nutelli, w który zatknęła łyżeczkę, pudełkiem chusteczek oraz butelką soku pomarańczowego. Przyciągnęła niski stolik do kanapy i postawiła na nim butelkę i chusteczki, a nutellę wcisnęła w ręce Ryana.
Usiadła na fotelu na przeciwko kanapy, zachowując nieco ponad metr dystansu od chłopaka.

- Ryan - zaczęła, próbując nie okazywać niecierpliwości i negatywnych emocji. - Po pierwsze, jesteś tutaj bezpieczny. Nikt cię nie skrzywdzi. - Rzuciła Scorpinie znaczące spojrzenie i ruchem głowy zachęciła ją do dodania od siebie potwierdzenia tego faktu. Co jak co, ale Bractwo dbało o swoich. Poza tym, wystarczyło ustawić Bloba w drzwiach wejściowych i już nikt się nie przedostanie do ich kryjówki. A gdyby ustawić go jeszcze tyłem na zewnątrz i zaopatrzyć w jedzenie, to strach podchodzić. Jego wiatry potrafiły sprawić, że kwiaty więdły.

- Po drugie - kontynuowała - Czy wiesz kim jesteśmy? Pamiętasz nas?

- Nie pomagasz - syknęła do Tabithy. - I nie chcesz go w takim stanie. Chociaż jak zacznie rzucać na prawo i lewo kwasem, to przestanie ci tak być wesoło. Potrzebujemy go, więc mi pomóż.

Desolator - Pią 01 Mar, 2019 16:59

Wątpliwe, żeby kubeł zimnej wody pomógł w tej sytuacji. No, chyba, że ktoś jako przełom w tej sprawie potraktuje zamknięcie się Ryana w samym sobie i unikanie jakiegokolwiek kontaktu.

Co zaś się tyczy przyniesionych przez Alice smakołyków - chłopak zignorował je. Pytanie tylko, czy bardziej z strachu, nie lubienia ich, czy czegoś innego?

Słowa mutantki odrobinę uspokoiły "dzieciaka". Przestał w końcu łkać i spróbował skoncentrować się na postaciach w pomieszczeniu.
-Nie... nie znam was. Nigdy was nie widziałem. Ile czasu byłem w "Pustce"? Co się ze mną działo?

Scorpina - Nie 07 Lip, 2019 22:41

Seria najgorszych przekleństw nie zrobiłaby na Scorpinie wrażenia, gdyby nie padły one od Alice, która aż tak często nie rzucała takich wiązanek,miały więc one swoją siłę, co można było zobaczyć w uniesieniu, firmowym, jej brwi do góry. Jeszcze bardziej uniosła briw do góry kiedy zobaczyła z czym Alice wróciła. Jak dla niej to szklanka whisky najlepiej zawsze stawia na nogi, niemniej jednak postanowiła się nie wtrącać, bo no niezbyt wiele wiedziała o pomocy ludziom.
Zareagowała oczywiście na spojrzenie Alice
-Tak, jesteś całkowicie bezpieczny, nikt nie ma zamiaru Cię tutaj skrzywdzić nawet włożyła nóż z powrotem do kozaka i teraz to chyba się już zanudzi na śmierć.
Po kolejnych słowach posłała Alice mordercze spojrzenie jednak odparła
-No już, dobra, dobra i schowała nawet ręce pod pachy by chłopak nie musiał się czuć nawet w najmniejszym stopniu zagrożony. Rozmowę z nim zostawiła jednak Alice, która najwyraźniej radziła sobie z tym dużol lepiej niż Tabitha.

Alice - Pon 08 Lip, 2019 20:07

I'm so fucking screwed now
Na szczęście Erik miał ważniejsze sprawy na głowie niż niańczenie Desia i przy odrobinie szczęścia może sytuacja się tutaj uspokoi nim postanowi sprawdzić czym się jego podwładni zajmują.
- Mam na imię Alice, a to jest Tabitha. Mieszkasz razem z nami od kilku lat i masz tu sporo przyjaciół.
Nie wiedziała czy ma mu powiedzieć, że ma co najmniej jeszcze jedną osobowość i że ta osobowość dominowała przez większość czasu. Desolatora nie zamierzała w ogóle wspominać. Jeśli ten psychol przepadł to może i lepiej. Przynajmniej nie będzie jej wkurwiał swoim zachowaniem.

Desolator - Nie 11 Sie, 2019 00:00

Słowa kobiet zdawały się powoli uspokajać chłopaka. Niby dalej był przerażony, ale jakby troszkę mniej. Już nie płakał, a jedynie łkał. Już nie chował twarzy w dłonie, ale patrzył na salon przez palce.

-Ja... Ja jestem Ryan. Ryan Thompson. Co ja... Co się działo przez ten czas? - Chłopak próbował jakoś objąć rozumem to, co się dzieje. Ale ciężko nadążyć za rzeczywistością, jak kilka lat byłeś w "śpiączce", jednocześnie cały czas "działając". Przynajmniej to można było wyciągnąć z słów tej całej... Alice?

-Mieszkam... z wami - Zawahał się chłopak - ale gdzie to jest? Gdzie jestem?

Scorpina - Pon 07 Paź, 2019 03:05

-Tak, wszyscy jesteśmy przyjaciółmi odparła siląc się by zabrzmiało to w miarę przyjaźnie, a ironiczny uśmiech nie pojawił się na jej twarzy i nie zepsuł efektu.
-Tabitha, miło mi rzuciła, a potem zostawiła mówienie Alice bo raczej nie miała nic miłego ani pozbawionego ironii do powiedzenia. A pole do ironii było duże, bowiem łkający facet, to jej zdaniem naprawdę żałosny widok i była bliska powiedzenia czegoś co mogłoby zepsuć cały efekt, jaki udało się uzyskać Alice, na szczęście jak na chwilę obecną ugryzła się w język

Alice - Sro 09 Paź, 2019 15:54

Alice rzuciła Scorpinie ostrzegawcze spojrzenie. Wiedziała, że ta kobieta słynie z ostrego języka i mówienia bez ogródek co myśli, ba! sama taka była, jednak teraz nie był czas na bycie szczerym, a na ostrożne podejście do spłoszonego mutanta, który mógł je obie nieźle poranić kwasem. Alice wystarczyły blizny jakie jej zostały po misji w Chinach.
- Mieszkasz z nami i pomagasz nam w walce o godne życie dla mutantów - powiedziała, prawie recytując niegdyś wypowiedziany przez Magneto slogan. - A to jest nasza siedziba. - Zatoczyła ręką wokół, wskazując na surowe salonowe ściany. - Mieszkamy w podziemiach stąd brak okien i wykończeń, ale to jest dla naszego bezpieczeństwa.
To był kiepski pomysł, trzeba było dać Desolatorowi w mordę. Chociaż Desiu mógłby wrócić. Faktycznie ten Ryan niewiele ogarnia. Chociaż może przez to, że tamci dwaj go zamknęli na tak długo.

Desolator - Wto 22 Paź, 2019 20:44

Ryan był "zbyt młody" (albo zbyt głupi, czy zbyt przerażony sytuacją), by wyłapać ironie wypowiedzi Tabithy. Albo wolał uwierzyć, że jej słowa są prawdziwe i w ten sposób "odsunąć" od siebie kolejne zagrożenie? Coś w stylu radzenia sobie z dysonansem poznawczym przez ignorowanie informacji nie zgodnych z spodziewanym stanem.
Czym by to nie było - działało. W sensie Ryan nie uciekł w kąt pokoju czy nie zaczął znowu płakać.

Pytanie tylko... Czy Ryan był mutantem.
Owszem, Desolator i Desio dysponowali Darem. Ale sam Ryan? W końcu on użył tylko raz swojej mocy. Tylko raz i od razu obudził, czy może utworzył Desolatora. I to właśnie psychol mordował bezdomnych, a potem i kompletnie losowych ludzi. Może alter ego było czymś więcej? Może Desolator miał więcej wspólnego z Mr Hyde, niż się mogło wydawać? Może mutacją Thompsona było wytworzenie Desolatora?

Cóż, te dywagacje będą musiały poczekać na... na "element kontrolny" - czyli na Ryana.
Chłopak nagle rzucił się na podłogę. Po kolejnej sekundzie czy dwóch dostał drgawek. Kąciki ust zaszły mu pianą, która wkrótce przybrała złowieszczy, różowy kolor. Thompson ugryzł się w język lub policzek, czy nagły upadek i drgawki doprowadziły do czegoś o wiele poważniejszego?
Ciężko stwierdzić, gdyż zaraz potem, tak nagle jak upadł, chłopak wstał. Otarł powoli pianę, a w jego oczach zaświeciły złe ogniki.
-Co się tu odku**ia? Coście, Dziwki, zmalowały? Nie pier**l... tego skretyniałego imbe... DESIO WRÓCIŁ! - wyskoczył jak Filip z konopii i zaraz przytulił się do Alice.

Alice - Sob 23 Lis, 2019 16:00

I bez lustra Alice była pewna, że wygrała główną nagrodę na najgłupszą minę millenium. Następnym razem zdzielę gówniarza w ryj.
Chwilę jej zajęło ogarnięcie się i poklepanie jedną ręką niesfornego blondasa po plecach, a drugą po rozczochranej czuprynie. Mentalnie odetchnęła z ulgą, że nic nie miało trwałych skutków i nawet trochę się ucieszyła z powrotu naczelnego świra Bractwa.
- Dobrze, że wróciłeś, bo znalazłam taki wielki słój Pycholady i nie wiedziałam co mam z nim zrobić - powiedziała, rzucając Scorpinie spojrzenie mówiące, że cokolwiek tu się wcześniej wydarzyło lepiej by zostało zapomniane. Dla spokojnego snu wszystkich zebranych.

Desolator - Pią 10 Sty, 2020 17:51

Dla Desia nie istniało coś takiego jak powagą. Owszem, rozumiał, że musi być poważny, ale nawet jak próbował, wychodziło mu to... Jak bycie groźnym w wykonaniu 2 tygodniowego szczeniaczka cocker spaniela. I tym razem było podobnie.
Dzieciak podniósł głowę akurat w momencie, w którym Alice miała najglupszy wyraz twarzy.
-Ciocia nie robi, bo Cioci zostanie i Ciocia będzie miała, a Desio potrafi ładniej, ale nie robi, bo Ciocia Wania zabroniła, i powiedziała, że Desiowi zostanie, a Desio powiedział, że Desio będzie robić, bo mu zostanie, a Desio jest ładnym Desiem i może mieć, ale Ciocia Wania powiedziała, że nie, a Desio powiedział, że tak, a Ciocia Wania powiedziała, że nie, a Desio powiedział, że tak. I Desio zrobił, ale Desiowi nie zostało! Ale to dlatego, że Desio jest Królikiem całego świata, a Króliki tak nie mają, bo są królikami, a Desio jest najkrólikowszy z Królików, i Desio by powiedział, że nie i mu nie zostało, bo powiedział, że nie. Ale Desio potrafi! Bo Desio jest Królikiem całego świata i Desio umi wszystko, bo króliki dużo umią, a Desio jest Królikiem Królików, Desio jest najkrólikowszy z Królików i Desio może wszystko i wszystko umi i wszystko najkrólikowszo robi, bo jest Królikiem Całego świata!

Alice - Sro 15 Sty, 2020 20:58

Zadowolenie z powrotu Desia trochę opadło, kiedy uraczył on szanownych zebranych swoim charakterystycznym monologiem. Alice stwierdziła, że to doskonale by działało do rozpraszania przeciwników. Zanim by się połapali co Desiu do nich gada i wyłapali jego charakterystyczny sens, to już dawno by byli ogłuszeni lub martwi.
Na razie stwierdziła, że musi się napić, więc wtryniła Desiowi w ręce kilogramowy słój nutelli z wciśniętą w niego łyżką od zupy. No co? W końcu to Desio, kto to widział by on kiedykolwiek jadł swoją ukochaną Pycholadę łyżeczką? Jakby była jeszcze większa łyżka i dało się ją wcisnąć w otwór słoja, to pewnie takowej by używał. Alice mdliło na samą myśl o pochłanianiu tego kremu samego.
- Jako królik, nie powinieneś mieć czapki z króliczymi uszami? - zapytała od niechcenia, nie mając jakoś ochoty na ciszę przerywaną jedynie mlaszczącymi odgłosami Wielkiego Królika Desiosława.

Desolator - Pią 31 Sty, 2020 19:57

Desiowi łyżeczka do jedzenia nie była potrzeba. Może nawet by mu przeszkadzała? Albo, nie daj Magneto, wydłubał by sobie nią oko?
Co nie znaczy, że Desio nie potrzebował łyżeczki.
-Desio jest Jar-Jar-Jedi! - Krzyknął i zaczął wymachiwać łyżką jak mieczem świetlnym.

Co tyczy się samej Nutelli - Desio-Jedi da sobie z tym radę. Przy pomocy Miecza Świetlnego.
-Wzium! Wziuuuuum! - Desio wymachiwał łyżeczką nad słoikiem... A potem z wielkim skupieniem i namaszczeniem odwrócił słoik do góry nogami i uderzył w niego delikatnie. - Babko babko udaj się! Jak się nie udasz, to ciem zjem! - Wyrecytował i dumny z siebie odkręcił słoik i wsadził w niego łapkę.

-Desio nie jest królikiem, tylko jest Królikiem! Bo królik jest zajencem, a Desio nie jest zajencem, bo nie je marchefujki, a zajenc je, bo Desio widział zajenc Bugsa i on je, a Desio nie je, ale je, ale nie marchefujki, a pycholade, bo pycholada jest pycha, a marchefujki są fuj, bo nie są pycholadą, bo pycholada jest pycha, bo nie jest marchefujką.
I Desio nie jest zajencem, bo nie jest Bugsem, bo jest Królikiem, jak Królik Maciuś Drugi, bo Maciuś był pierwszy, ale przyszedł Desio, a Desio jest pierwszy, bo nie jest drugi, bo jest pierwszy, więc Maciuś jest drugi, bo był pierwszy, ale przyszedł Desio i Desio jest pierwszy, a Maciuś jest drugi.
Więc Desio nie jest zajencem, bo jest Królikiem i nie ma uszu, bo ma swoje, ale Desiowe uszy są Desiowe i nie są uszy, bo zajenc ma uszy a Desio ma... Co ma Desio? Desio wie! Desio ma skrzydła!


I jak powiedział, tak zrobił. Czyli chwycił się za uszy i zaczął biegać po całym salonie udając samolot.

Alice - Wto 12 Maj, 2020 17:19

Alice stwierdziła, że ma dość i poszła do siebie. Zostawiła Desolatora w towarzystwie Scorpiny, mając przy tym nadzieję, że ta dwójka nie pozabija się nawzajem. A oboje mieli wystarczająco destrukcyjne moce by to uczynić. Na pewno nie będę zmywać krwi i bebechów ze ścian. Może Blob to zrobi za karton chipsów.

//pokój Alice


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group