X-Men RPG
Forumowa gra RPG oparta o uniwersum Marvela.

Wjazd - Podjazd

Jane - Sob 18 Sie, 2012 23:11
Temat postu: Podjazd
Długi podjazd, wyłożony jasną kostką brukową. Prowadzi od bramy, przez ogród aż przed samo wejście szkoły, gdzie tworzy pętlę. W razie deszczu można stanąć pod kamienną wiatą, chroniącą wejście przed deszczem, śniegiem i wiatrem. Podjazd prowadzi również na tyły posiadłości, gdzie znajdują się przestronny garaż oraz stajnie.
Mistrz Gry - Nie 19 Sty, 2014 23:54

Od przedstawionych tutaj wydarzeń minęło pięć miesięcy. W ciągu tego czasu wiele się zmieniło. Stare rany uległy zabliźnieniu, niewykluczone, że komuś zostały zadane nowe. Wszystko zaczyna się raz jeszcze...

Gracze są proszeni o zapoznanie się z TYM tematem.

Angel - Pon 19 Sty, 2015 17:10
Temat postu: Angel has landed
//Pierwszy post

Gdyby ktoś z mieszkańców lub gości szkoły Xaviera patrzył w niebo, być może zauważyłby zbliżającą się w kierunku budynku sylwetkę, która z oddali przypominać mogła wielkiego ptaka, jednak im bardziej zbliżała się do ziemi, tym bardziej była podobna człowiekowi, z którego pleców wyrastały jednak potężne, białe skrzydła. Blond postać ubrana była w nieskazitelnie skrojony garnitur, który na plecach miał rozcięcie specjalnie jakby zrobione by skrzydła przechodziły przez nie bez utrudniania ruchów. Postać przeleciała nad murem posiadłości i wylądowała na podjęździe, kierując się w stronę szkoły.

Dawno cię tu nie było, Warren pomyślał lądując mutant. W oczy rzuciły mu się połamane gałęzie drzew i krzewów, które pokrywały okolicę. Czy coś się tu stało? Czy Ororo nadal kierowała szkołą? Musiał z kimś porozmawiać, i to szybko. Rozejrzał się dookoła idąc w kierunku drzwi do Instytutu Xaviera.

Aileen - Wto 20 Sty, 2015 15:53

// miejsce pamięci

Aileen obiegła szkołę, niby to spiesząc się na spotkanie z Warrenem, ale głównie zwiewając z parku. Dlatego też teraz stała pochylona z rękami opartymi o kolana. Gdy uspokoiła oddech i wyprostowała się, z zaskoczeniem zobaczyła blondyna w garniturze jakby prosto od krawca. Gdyby nie skrzydła, wystające nieco zza jego sylwetki to wyglądałby jak rasowy biznesman.
- Warren? - zapytała, niepewna, czy to naprawdę on, czy ktoś się za niego przebrał.

Angel - Wto 20 Sty, 2015 19:01

-Aileen! Jak milo Cię widzieć! - twarz Warrena rozjaśnił uśmiech. Naprawdę ucieszył się widząc znajomą twarz. Okolica jednak nie przyprawiała o radość.
-Co tu się stało? - spytał, wskazując dłonią na połamane gałęzie i poprzewracane drzewa. - Zostaliście zaatakowani? Co się dzieje w szkole? Dawno mnie tu nie było.

Aileen - Wto 20 Sty, 2015 22:32

Odwzajemniła uśmiech i już upewniona, że to Warren, a nie nikt inny, podbiegła i uwiesiła mu się na szyi ściskając go mocno.
- Ale się odstawiłeś - roześmiała się, puszczając go i robiąc krok w tył.
Powiodła spojrzeniem za ruchem jego dłoni.
- Mieliśmy paskudne burze, nawet Storm nie potrafiła ich przepędzić, o ile była wtedy w szkole. Jakby apokalipsa miała nastąpić. Wybiło też parę okien, ale już są naprawione.
Przygryzła dolną wargę na moment, spoglądając niepewnie na Warrena.
- Wizytujesz czy zostajesz na dłużej? - zapytała profilaktycznie, nie chcąc najpierw się cieszyć, a potem czuć się rozczarowaną.

Angel - Wto 20 Sty, 2015 23:33

- Mam nadzieję, że przynajmniej chwilę zostanę, ale mam dużo spraw do załatwienia. Przejąłem całą po rodzicach, no i mam dużo nowych informacji - twarz Warrena zachmurzyła się. Przerwał na chwilę.
- Ale opowiadaj, co się działo w czasie mojej nieobecności! - znów zaczął mówić, podekscytowany - Ororo i Logan ciągle rządzą szkołą? A kto odpowiada za akcje x-men? - ściszył głos i na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek - A jakieś nowe romanse?

Aileen - Sro 21 Sty, 2015 20:21

Cień niepokoju pojawił się w oczach Aileen. Twarz Warrena wyrażała więcej niż sądził i dziewczyna była praktycznie pewna, że nie przynosi zbyt dobrych wieści. Kolejny powód, by nie pchać się tam gdzie są zwykli ludzie, ale trzymać się swoich.
- Niewiele, nie licząc tego, że porwali Ororo. Spokojnie, odbili ją w końcu. Jest gdzieś w szkole, choć to Weller i di Cambio zajmują się większością spraw. Logan gdzieś wyjechał i nikt nie wie kiedy wróci.
Przy romansach wyraźnie posmutniała, natrętne wspomnienie Simona znów wyszło na pierwszy plan.
- Widziałam Bobby'ego i Pyro z Rogue więc chyba to jakiś trójkąt z nimi znów jest. Nie orientuję się akurat w tych sprawach - powiedziała, wzruszając ramionami. - Miałam zjeść lody z Laurą, ale skoro gdzieś pognała, to może ty masz ochotę?

Angel - Czw 22 Sty, 2015 20:53

Muszę porozmawiać z kimś decyzyjnym, i to w miarę szybko pomyślał Warren. Ale może przydałaby mu się chwila odpoczynku? Szkoła Xaviera to był przecież dom. Po powrocie do domu czas na spotkanie z rodziną i... lody?
- Jasne Aileen. Są czekoladowe na stołówce? - odpowiedział z uśmiechem.

Aileen - Czw 22 Sty, 2015 21:21

- Są w kuchni w zamrażarce - Aileen wyszczerzyła się w radosnym uśmiechu i ujęła Warrena pod ramię. - To co z tym garniakiem? Jesteś teraz dyrektorem czy coś w tym stylu? - dopytywała się zaciekawiona.
Była przyzwyczajona widywać go w raczej dość zwyczajnych ciuchach typu jeansy i koszulka albo i bez koszulki. W garniturze wyglądał na dużo poważniejszego i starszego niż był.
Delikatnie pociągnęła go w stronę budynku, nie mogąc się doczekać zanurzenia łyżeczki w lodach pistacjowych.

//kuchnia [oboje, zacznij]

Rogue - Sro 27 Maj, 2015 23:25

// zt Nowy York - ulice

Gdy tylko Bobby zatrzymał auto, wysiadla I wzięła torebkę. Poczekala aż reszta opuści pojazd, uśmiechnęła się i wciągnęła głęboko powietrze.
-Witajcie w Instytucie Charles'a Xaviera. Szkole dla utalentowanej młodzieży. -Wskazała ręką budynek. - Nie martwcie się. Wszystko będzie dobrze. - dodała pewnym głosem.

Iceman - Czw 28 Maj, 2015 17:50

Przez całą drogę powrotną był raczej cicho. Oczywiście, gdy zadano mu jakieś pytanie, odpowiadał. Nie jechał również za szybko. Droga poza miastem z limitem 70 mil / h, nie za duży ruch na ulicach... podróż przebiegła spokojnie. Mając jednak jedną dłoń właściwie wolną, przez sporą część podrózy trzymał Rogue za rękę. Niech żyje automatyczna skrzynia biegów!

Gdy dojechali i wysiedli, Ice dodał jedynie

- Dom jest dość duży, ale nie powinniście się zgubić. Zaprowadzimy was pod gabinet Storm, pogadacie i zobaczymy czy wam się spodoba tutaj.

Sara Mosley - Wto 02 Cze, 2015 20:28

Sara uśmiechnęła się szeroko nie mogąc się już doczekać tej rozmowy. To mogło odmienić jej życie. Wreszcie mogła mieć miejsce gdzie będzie jedną z wielu a nie odmieńcem i wynaturzeniem. Objęła Marshalla za ramię podskakując z radości:

- Chodźmy już - uśmiechała się z podekscytowaniem i pociągnęła go za rękę do środka. Chciała jak najszybciej spotkać się z Panią Dyrektor.

Rogue - Sob 06 Cze, 2015 21:13

Rogue uśmiechnęła się pod noskiem na widok podekscytowania Sary. Przypomniał się jej pierwszy dzień w instytucie. Dotarła tutaj z niemałym hukiem - w końcu Sabretooth nieźle poturbował ją i Logana. Zadrżała na samo wspomnienie. Objęła Bobby'ego w pasie.
-Chodźmy, chodźmy.
Nie czuła się dobrze w roli opiekunki, w końcu to Iceman ma w sobie nutkę pedagoga. Cały czas przytulona do chłopaka skierowała się do gabinetu Storm.

// zt wszyscy -> Gabinet Storm

Iceman - Pon 22 Cze, 2015 21:53

//zt. Garaż

Na podjeździe zaparkował czarny Cadillac Escalade. Ze środka wyszedł Bobby wraz z James'em. Bez słowa udali się do środka, jedynie Iceman wcisnął przycisk zamykania drzwi. Samochód wyjątkowo nie odezwał się i nie mrugnął światłami, mimo to był zamknięty.

//zt. Hangar

Iceman - Sro 24 Cze, 2015 16:41

//zt. Hangar

Ice, przebrany już w strój "bojowy" wyszedł z Instytutu i skierował się bezpośrednio do samochodu. Wsiadł od strony kierowcy i uruchomił silnik w oczekiwaniu na pozostałych członków wyprawy.

Czekając, obszedł jeszcze samochód, sprawdził światła, podniósł maskę i sprawdził poziom płynów (nie przejął się tym, że na włączonym silniku, w końcu sam silnik był jeszcze zimny), a gdy tylko upewnił się, że wszystko jest OK, wsiadł do samochodu i włączył muzykę.

Wolverine - Sro 24 Cze, 2015 23:44

//zt. Hangar
Logan podszedł do samochodu, skrzywił sie na dźwieki muzyki, po czym wzruszył ramionami i zajął miejsce z tyłu. Rozsiadł sie wygodnie i zaczął obserwować z uwagą budynek Instytutu.

Mercury - Pon 29 Cze, 2015 20:59

//z hangaru

Ryan przyszedł chwilę później. Krytycznym okiem obrzucił samochód wybrany przz Bobby'ego (Przecież nie miał być Cadillac...), po czym umościł się na tylnej kanapie, obog Logana.
- Szofer, obyśmy tylko nie pożałowali twojego prawa jazdy.- Mruknął pod nosem.- Ruszajmy. Chcę mieć to już za sobą...

//do Stark Tower, wszyscy za mną

James - Pon 29 Cze, 2015 22:40

// Z Hangaru
James prędko ruszył za mężczyznami i nim się obejrzał znaleźli się na podjeździe. Nie sądził by było mu potrzebne coś więcej niż strój. Broń, gadżety technologiczne, oby nie trzeba było ich używać w obronie koniecznej. W takich momentach jednak przede wszystkim doceniał swoje nadprzyrodzone zdolności. Bez słowa zajął pierwsze wolne miejsce i czekał, aż rozpocznie się podróż w nieznane.

//z.t. Stark Tower

Charles Xavier - Sro 11 Lis, 2015 21:31

//Wraz z Mystique, z Central Park, NY

Zatrzymali się przy bramie aby profesor wklepał swój prywatny kod dostępu. Nie spodziewał się by ten akurat kod został zmieniony. Już prędzej Ororo zaczęłaby z niego korzystać. Może nawet Logan, choć on na pewno by się nie przyznał do takiego sentymentu.

Odczekali chwilę aż brama się otworzy i umożliwi im przejazd wynajętym samochodem. Profesor, rzecz jasna, na siedzeniu pasażera. Przez większą część swojego życia był kaleką i jakoś nie miał okazji ćwiczyć prowadzenia samochodu.

Widok jego domu, tak dla odmiany nie zniszczonego przez Caina podczas jego nieobecności był nadzwyczaj przyjemny. Co prawda dostrzegł ślady zaniedbania, czy może zniszczenia okołotreningowe, w ogrodzie jednak to wciąż był jego dom. Jak mógł w ogóle myśleć że nie powinien tutaj wrócić? Zatrzymali się przed wejściem.

-Raven. Dziękuję.- Jednak minęła dłuższa chwila nim profesor zdecydował się w końcu wysiąść z pojazdu. Poczekał aż Mystique zaparkuje samochód i dopiero potem przekroczył próg swojego domu.

//Oboje do Hall

Mistrz Gry - Sob 23 Sty, 2016 17:24

Budynkiem szkoły Charlesa Xaviera, a nawet jego podziemną częścią wstrząsnął ogromny huk, a drżenie przypominało lekkie trzęsienie ziemi. Kilka przedmiotów z pewnością spadło ze swoich miejsc, lub się przewróciło. Niektóre książki w bibliotece zsunęły się ze swoich półek, a kilka szyb od strony, z której dobiegł huk pękło. Co się stało? Wybuch bomby? A może atak Sentineli? Niestety, to tylko Star-Lord i jego wesoła kompania dziwnym trafem rozbili się u Charlesa "w ogródku".
Matthew Redman - Czw 10 Mar, 2016 21:32

Matt nie wiedział, co z sobą zrobić. Był wściekły na Bobby'ego, był wkurzony na Xaviera... ogólnie nie miał nastroju. A na pewno nie miał nastroju, na przebywanie z bandą kosmitów. Tak więc, widząc, że banda UFOludków szwęda się po całej budzie... i nie mając ochoty siedzieć w pokoju i patrzeć, jak schnie farba na suficie... Postanowił znowu wybrać się do miasta. Oczywiście nikogo nie informując o tym. Bo po co?

I pewnie by sobie polazł w siną dal... gdyby na podjeździe nie zauważył czarnego SUVa (i nie, wcale a wcale nie idzie o to, że przy bramie znowu zaczęło robić się tłoczno, czyli by go nie puścili... albo w inny sposób zaczęli mu truć). Jak to (prawie) każdy młody chłopak, widząc fajną furę, zajrzał do środka... no dobra, spróbował zajrzeć. Przyciemniane szyby to nie jest coś, za czym przepadają chłopcy, chcący zobaczyć co to za wóz.
-Cholera... - Mruknął niepocieszony, obchodząc auto dookoła. - Ale... co my TU mamy? - Zdziwił się, "przypadkiem" łapiąc za klamkę. Drzwi wozu były otwarte! - Tje... ktoś tu idzie? - I wskoczył na tylne siedzenie. Dokładniej na wykładzinę, za siedzeniem pasażera. Może uda mu się, że go nikt nie znajdzie? A jak znajdzie?
A jak znajdzie, to się pomyśli. - Uśmiechnął się do siebie, starając się odpowiednio skulić w wnęce.

Yuriy Morozov - Sob 12 Mar, 2016 14:55

// -> z ambulatorium z Leną

To, że chłopakowi coś łaziło po głowie – było oczywiste.
I stało się jeszcze bardziej jednoznaczne w momencie, gdy koleżankę, zamiast do pokoju – zwyczajnie zaciągnął w zupełnie inne miejsce. Zupełnie nic a nic nie robiąc sobie z pytających znaków i gestów.

Dopiero zatrzymał na moment w garażu, na podjeździe. Rany, co za dom wariatów – pomyślał, przez dłuższą chwilę szukając auta, które mogło należeć do Bannera. Bo generalnie – taki był cel i dosyć prosty tok myślenia chłopaka – który przypomniał sobie chwilę wcześniej, że gość wspomniał i o bogatym jak jakiś arabski szejk – Starku i o prawdziwych lekarzach, takich – wiecie. Z licencją pewnie, po studiach i przede wszystkim – w prawdziwym szpitalu.
Zwyczajnie zamierzał skorzystać z propozycji mężczyzny, przekonany, że jeśli tylko wyjadą z instytutu odpowiedni kawałek, ten raczej nie zdecyduje się na powrót z poobijaną nastolatką ponownie do szkoły tylko zwyczajnie zawiezie ich by obejrzeli ją prawdziwi doktorzy.
Kto w sumie wiedział, co świństwo miał na sobie ten wariat i czym zostały zadane rany.
Przynajmniej tak się z grubsza kształtował pomysł – najważniejsze było tylko wyjechać z instytutu bez tak by początkowo i banner nie wiedział o tym. Zdawał się rozsądnym człowiekiem, zresztą – mimo wyraźnie innego zdania zdecydował się najwyraźniej zostawić sprawę w rękach Xavira.
Zgadywał więc, że gdyby ta przyszło im tutaj gadać, ostatecznie skończyłoby się wyłącznie na zawołaniu nauczycieli.
Klapa suwa szczękła – duże auto, dużo miejsca. I całe szczęście – nie zamknięte, Tyle dobrze, że nie musiał zmrażać i wyłamać zamka – pomyślał zadowolony.

- Ładujemy się i ani słowa, Lena. Jasne? Przynajmiej dopóki nie wyjedziemy z Salem – dorzucił, trochę pomagając, trochę ciągnąć dziewczynę. Plandeka się zaraz przyda, by zakryć się nią, jak zamknie klapę.

Chwila manipulacji powietrzem – i generalnie otoczy ich dosyć wygodny, trochę przypominający materac wodny – kokon. Zapewniający całkiem niezły komfort i zabezpieczający przed przypadkowym rzucaniem, nawet jeśli kierowca byłby bardzo nerwowy.
Było nie było – nie zależało mu na dodatkowych siniakach – wystarczająco zmaltretowanej koleżanki.
Potem wystarczyło spokojnie poczekać, aż gość skończy kawę i zdecyduje się wyjechać. Nawet wygodnie by się dało przespać, gdyby tylko nie musiał utrzymywać sprężonego powietrza.

Bruce Banner - Sob 12 Mar, 2016 20:50

Banner znowu się nieco zgubił w korytarzach, ale w końcu udało u się wyjść z budynku. Na pewno pisanie smsa nie pomagało mu w orientowaniu się w terenie.
Pilotem chciał odblokować auto, ale zorientował się, że wcześniej go nie zamknął. Mruknął coś o swoim nierozgarnięciu i wsiadł do samochodu po czym odjechał.

/zt -> Nowy York - Środek Lasu
+ wszyscy w aucie

(pobiorę opłatę!)

Thaddeus Ross - Nie 22 Maj, 2016 22:56

//z Stark Tower

Podróż nie trwała długo. Ross znał trasę, odkąd tylko mutanci pojawili się na radarze generał trzymał na nich dodatkową parę oczu 24/7. Instytut był więc miejscem znanym Thadeussowi, mimo tego że ani razu nie postawił tutaj swojej stopy.
Droga minęła spokojnie i bez niespodzianek. To znaczy upłynęłaby spokojnie gdyby nie ciągle trajlowanie mutanta z rosyjskim akcentem. Generał miał ogromną ochotę by zmusić go do zamknięcia jadaczki, jednak wciąż nie pojmował sensu dla którego ich wiózł. Dlatego uznał że nie będzie się odzywał w ogóle, skoro nie wie jaki ma być zamierzony efekt.
Thunderbolt powiedział sobie gdy wyjeżdżali spod Stark Tower, że nie będzie już więcej zaprzątał sobie głowy sensem jego obecności tutaj. Miał dać temu spokój i pozwolić biegowi wydarzeń samemu udzielić odpowiedzi. Jednak po prostu nie potrafił, umysł generała wyćwiczony był już w taki sposób by nieustannie myśleć, analizować i wyciągać wnioski. Było to już częścią jego osobowości, której nic już nie mogło zmienić w takim wieku.
Fakt, że te dzieciaki były już w jakimś stopniu mu znajome, nie mogło być przypadkiem. Jednak z tego co pamiętał nie dzielił się z tą informacją z Elektrą, skąd więc najemniczka mogła o tym wiedzieć?
No właśnie, ta cholerna pamięć. Gdyby Ross nie posiadał czynnika leczącego, zrzuciłby winę na swój wiek jednak wiedział, że nie tutaj leżał problem.
W dodatku cała ta zagadka sprawiała wrażenie, jakby odpowiedz była jasna dla Thaddeusa. Wojskowy odnosił wrażenie, że rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki jednak coś sprawiało, że nie potrafił jej pochwycić.
Cała ta sytuacja była niezmiernie frustrująca dla Rossa. Do tego stopnia, że co jakiś czas sapnął głośniej lub ciszej dając minimalny upust swojemu zdenerwowaniu.
W końcu dojechali na miejsce. Generał wjechał przez bramę i stanął przed frontowymi drzwiami z lekkim wyczekiwaniem. Co się teraz stanie? Bo coś się stać musi. Przecież był wojskowym a nie taksówkarzem do cholery, cała ta eskapada musiała mieć jakieś znaczenie.
Thunderbolt zgasił silnik i spojrzał wyczekująco na Elektrę.

Charles Xavier - Wto 24 Maj, 2016 12:32

/ z Parku

Profesor w drodze na podjazd przesłał telepatyczną informację panu du Paris, dlatego też nie zdążył przeskanować umysłów czekających przed wejściem. Nie podobało mu się to iż ktokolwiek może wjechać na jego teren bez wcześniejszej zapowiedzi. Nawet Quicksilver zdobył się na uprzejmość aby poczekać przed bramą wjazdową.

Było widać jak zmierza w ich kierunku szybkim, sprężystym krokiem. A przynajmniej próbował, jego ciało leżało w śpiączce przez długie lata, więc i mięśnie miał dużo słabsze niż poprzednio. To było irytujące, dlatego też nie zamierzał przerywać ćwiczeń. Śmierć? Słaba wymówka dla człowieka który zdołał ją pokonać.

- Generał Ross, jakże miła niespodzianka! - przywitał się, gdy był już blisko.
- Co pana tutaj sprowadza? - kontynuował rozmowę człowiek, którego nagrobek stał w parku.

Elektra - Wto 24 Maj, 2016 14:36

Dojechali na miejsce, o dziwo Ross prowadził nawet nieźle. Co i tak nie zmieniało niechęci panny Natchios do owego osobnika. Teraz musiała tylko wymyślić, jak skutecznie zająć dyrektora tej placówki, żeby reszta mogła bez problemu wykonać przydzielone zadania. Skupiła się, "czyszcząc" swoje myśli z wszystkich niepożądanych elementów. Została tylko delikatna niechęć do Rossa, którą zbyt ciężko byłoby jej ukrywać, a następnie coś odnośnie pozyskiwania talentów, funduszy... Taki typowy umysł zabieganej szefowej jakiegoś korpo. Przy okazji podziwiała budynek szkoły, który nie ukrywajmy, naprawdę był ładny. Wysiadła z samochodu, kompletnie lekceważąc spojrzenie Rossa. Skoro sam chciał sobie wykasować pamięć, to jego problem.
Przyjrzała się nieco ostrożnie łysolowi. Ciekawe, czy to właśnie przed nim miała chronić myśli... Z drugiej strony nie interesowało ją to. Obojętnie, czy to łysy, czy ktokolwiek inny, Elektra nie życzyła sobie, żeby ktokolwiek grzebał w jej myślach i wspomnieniach. Na całe szczęście dzięki swojemu "wykształceniu" mogła skutecznie tworzyć wręcz na zawołanie "fałszywe" wspomnienia nie do odróżnienia od prawdziwych. Dlatego też mogli tu stać bez obaw, że ich prawdziwe plany zostaną wykryte. Jednak skoro mężczyzna najpierw zwrócił się do Rossa, kobieta, może nieco mściwie, zostawiła odpowiedź na to pytanie samemu generałowi. Oczywiście jej odpowiedź byłaby bardzo prosta - przywieźli dwójkę uczniów tej szkoły. Po której szczerze mówiąc Elektra rozejrzałaby bardzo chętnie.

Yuriy Morozov - Wto 24 Maj, 2016 17:46

Chłopak przez chwilę też niepewnie przypatrywał się obojgu, nie wiedząc za bardzo – jakie mają plany dalej. Koniec końców – zamierzał się ruszyć po któregoś z nauczycieli, gdyby się okazało, że przypadkowa podwózka nie była taka do końca przypadkowa a para miała jakieś załatwienia w instytucie.

Ross był jakiś dziwny dzisiaj – przebiegło mu przez głowę, gdy przypatrywał się mężczyźnie. Chyba lekko zdezorientowanemu czy po ciężkiej nocy.
Rozprostował z zadowoleniem kości.
Profesor jednak – szczęściem – wybawił go z kłopotu, przy okazji – wyraźnie znając mężczyznę. Rosjanin odwrócił się tylko na moment.

- O! To zostawimy was z profesorem w takim razie. Dzięki za podwózkę! – uśmiechnął się tylko, przez chwilę jeszcze czekając, czy aby czegoś nie chcą czy potrzebują. Czy to dwójka która ich przywiozła czy też – sam Xavier.
Jeśli nie potrzebowali – zwyczajnie miał zamiar zmyć się, nie widząc większego powodu, czemu miałby przysłuchiwać się w sumie nieswoim sprawom.

Nie za bardzo miał jakieś plany chwilowo więcej, zamierzał po prostu zaczepić o kuchnie i wziąć prysznic. Plus przebrać ciuchy. Niekoniecznie w tej kolejności, akurat najmniej z tego wszystkiego był głodny do tego noc w szpitalnym skrzydle, mimo, że wygodnym i wyposażona we wszelkie niezbędne sprzęty (w końcu był i ekspres do kawy i mikrofalówka i lodówka) jednak wciąż sprawiała, że czuł się nieco wymięty, ciuchy zdecydowanie by zmienił i przebrał a pod prysznicem – spędziłby chętnie z pół godziny dla samego wymoczenia się w wodzie.

W sumie.
Szkoda.
Był w Stark Tower i nie zobaczył nawet jednej z tych latających, sławnych zbroi, wokół których co roku Stark robił widowisko z wszystkimi tymi fajerwerkami, muzykami, sztucznymi ogniami. Na którym tylko cycki były liczniejsze od wszystkich tych kosmicznych zabawek.
Dureń z niego, że wcześniej nie przyszło mu do głowy.

Zeznął jeszcze przez chwilę na Elektrę, trochę się zastanawiając, czy to jakaś sekretarka, pracowniczka czy po prostu – jego laska.
W sumie nie ważne.

Chętnie by poszedł na basen – pomyślał na koniec dorzucając sobie punkt programu na najbliższe wolne 2-3 godziny.

// zt o ile ktoś go bezpośrednio nie zatrzyma.

Alena Orlovna - Wto 24 Maj, 2016 20:34

Alena z ulgą wysiadła z samochodu. Nawet cieszyła się, że już wróciła do Instytutu. Oczywiście, była bardzo wdzięczna dr Cho za to wszystko, co zrobiła, ale jednak miło było wrócić do... domu. Bo chyba tak właśnie mogła zacząć nazywać szkołę. Bo i gdzie indziej miała się podziać? Rozprostowała kości, cała, zdrowa, bez blizn i z pogodnym uśmiechem na twarzy. W tej chwili Rosjanki nic nie mogło zaskoczyć czy też zasmucić.
Kiwnęła głową łysemu, który do nich wyszedł. Huh, potem wypyta Rogue. Teraz musi jej się pochwalić. Już sobie wyobrażała reakcję przyjaciółki. Kiwnęła głową generałowi i tej dziwnej kobiecie i pobiegła do Instytutu, prosto do pokoju Rogue.

z/t, pokój Rogue

Fallen - Sro 25 Maj, 2016 11:16

Zmęczony Dávid przeszedł przez bramę, była to jego druga wizyta w Instytucie, lecz ta posesja jest zbyt duża, żeby za pierwszym razem zapamiętał, gdzie co się znajduje. Jak na styczeń pogoda dzisiejszego dnia bardzo dopisuje. Zachwyca się widokami dookoła,ale jednak nie jest to, to po co tutaj przyjechał.
Hmm... Także znowu tutaj, mam nadzieję, że tym razem dam radę zobaczyć coś więcej niż za pierwszym razem, kiedy przywiozłem siostrę. Co jak co, ale tu jest tak pięknie. O wiele piękniej niż moje rodzime Węgry. Teraz pasuje rozejrzeć się tutaj, żeby pomógł mi znaleźć mój pokój, żebym dał radę rozpakować swoje walizki.
*rozgląda się na lewo i prawo*

Zauważył kilka osób, ale jeden z nich wydawał się być w jego wieku, więc postanowił, że to jego będzie chciał popytać co i jak.
- Halo! Halo! Proszę zaczekać. - Wykrzyczał i zaczął biec z dwiema walizkami jedną czarną, a drugą różową w kierunku nieznanej mu osoby, nie chcąc żeby to on musiał na niego czekać.
Kiedy już dobiegł do tej osoby, rzekł:
- Jestem tutaj nowy, wiesz może gdzie znajdę swój pokój? - zapytał oddychając ciężej.

Yuriy Morozov - Sro 25 Maj, 2016 11:51

Odwrócił się, odrobinę zaskoczony niespodziewanym pytaniem z zupełnie niespodziewanej strony. Zerknął na Xaviera, na moment niepewnie, w sumie nie bardzo wiedząc co robić.
Tyle, że ten na głowie miał w tej chwili i generała i nieznajomą – wyraźnie ciężko byłoby się mu rozdwoić.

Tyle z kąpieli w tym momencie – zrezygnowany skapitulował.
Lena poleciała komuś się pochwalić swoim skrzypieniem. Inaczej zrzuciłby pewnie to jej na głowę. W końcu wylegiwała się w kosmicznym łóżku przez prawie dobę gdy on musiał kimać na kozetce.

- E. Nie? Ale zaraz się dowiemy. Coś ty w ogóle za jeden? Bo że nowy to widać… - odpowiedział, podziwiając przede wszystkim różową walizkę.
Miał mocny, łatwo słyszalny, wschodni akcent kogoś, kto językiem angielskim na co dzień nie posługiwał długo. I nie był to jego ojczysty język w żadnym przypadku.

A różowa walizka była dziwna, przynajmniej jego zdaniem.

- Chodź, zostawisz bagaże, dowiemy się też i o pokój. Bo dzwoniłeś, że przyjeżdżasz czy coś? Nie? Mam go później przyprowadzić do profesora? - rzucił jeszcze, trudno powiedzieć czy bardziej w stronę chłopaka czy stojącego niedaleko – Xaviera.
Raczej musiał być umówiony, inaczej nie wpuściliby go przez bramę.
Chyba. Najpewniej. Ostatnie kilka dni było trochę szalonych mimo wszystko – lekkie rozbawienie sprawiło tylko, że kwaśno się uśmiechnął.

Fallen - Sro 25 Maj, 2016 12:29

- Ym, jaa? Dávid Farkas, byłem tutaj około miesiąc temu, ale nie zawitałem na długo. - odpowiedział trochę zakłopotany pytaniem, już od dawna nie rozmawiał w ten sposób z obcymi ludźmi, bo zwykł trzymać się na uboczu.
- Pewnie zastanawia Cię czemu ta różowa walizka? Nie, nie jest moja. To tylko bagaż po, który wróciłem w swoje rodzime strony, a należy do mojej siostry, która już tutaj przebywa.


Dalej zachwyca się otaczającymi go widokami, nie na co dzień ma się styczność z czymś tak pięknym. Dávid rozpoznał jedną postać, był to Pan Charles Xavier, który przecież jest właścicielem tego Instytutu dla uzdolnionych.

- Dobry plan, już trochę błądzę z tymi walizkami i chciałbym je w końcu odłożyć gdzieś na bok, a Twoja godność? Mieszkasz tutaj czy jesteś przejazdem? - Zapytał zastanawiając się skąd może być jegomość, bo chyba jak mniemam nie stąd.

Yuriy Morozov - Sro 25 Maj, 2016 13:00

- Yuriy… - odpowiedział, przestępując z nogi na nogę.
Wyraźnie nie kojarząc jego wizyty, ale w gruncie rzeczy – nic dziwnego jeśli był tu na krótko. Mógł być na zajęciach, mogło go nie być. Do tego w instytucie jednak przebywało na okrągło i trochę wychowanków i nauczycieli.
Łatwo było nie zwrócić uwagi.

Zresztą, moment późnie na twarzy pojawiła się irytacja i złość.

- Aj, kurwa wypierdalaj z mojej głowy! Wpierdolu szukasz? - warknął gwałtownie. Reakcja chłopaka nie zachwycała finezją ani taktem, za to wyraźnie i jasno z miejsca dawała do zrozumienia, co myśli o macaniu się z nieznajomymi, nawet jeśli telepatycznym.
Albo właśnie głównie telepatycznym.
Prawda. W instytucie byli inni telepaci, chociażby Lena – jednak oni raczej pilnowali się by nie pchać swoich łap tam gdzie ich nie chciano.
Albo robili to w sposób, że Rosjanin nie miał pojęcia, co na jedno w sumie wychodziło, szczególnie że tak dobrych nie było wielu. Przynajmniej tych o których wiedział, że coś takiego by potrafili.

Tak czy siak, gwałtowny tik na twarzy jak i zaciśnięte pięści pozwalały zgadnąć, że gdyby nie obecność dorosłych faktycznie mogłoby się skończyć pięścią na twarzy.

Zerknął ostatecznie zły na Xaviera, w myślach licząc do pięciu nim znowu odpowiedział, tym razem już zdecydowanie chłodniej na kolejne pytania.

- Uczniem, pewnie zresztą jak niedługo i ty. I naucz się trzymać swoją myśli w swojej głowie. Nie jesteś rybą, angielski chyba znasz. – mruknął wciąż wkurzony zdrowo.

Fallen - Sro 25 Maj, 2016 13:26

- Spokojnie, wyluzuj... Sam jeszcze nie zawsze jestem w stanie panować nad tym. Nie szukam zwady Yuriy. - odpowiedział spokojnym i bezpiecznym tonem.
No nieźle... Naraziłem się już jakiemuś agresywnemu Rosjaninowi i to w pierwszy dzień.

Wyraźnie nie chcąc go dalej prowokować, mocno ścisnął uchwyty od swoich walizek wiedząc, że pasuje przeprosić za swoje zachowanie.
Patrząc na Rosjanina, czując się źle z tym co robił powiedział:
- Wybacz Yuriy, tak jak mówiłem nie potrafię nad tym jeszcze panować, to jest jeden z kilku powodów dlaczego tu jestem. - spojrzał na Charlesa, który był zadowolony z tego, że Dávid postanowił przeprosić.

- Długo ju tutaj przebywasz? Jak wyglądają zajęcia? - zapytał zaciekawiony, próbując ostudzić atmosferę.

Yuriy Morozov - Sro 25 Maj, 2016 14:27

- Przyleciałem do stanów w zeszłe wakacje. Niecały rok temu – mruknął, przełykając tym razem irytację.

W końcu – co innego mu pozostało.

Przez moment zastanowił się nad częścią odpowiedzi.

- Normalne zajęcia, jeśli wciąż uczysz się w szkole. Jak dla mnie – mniej przedmiotów i generalnie łatwiejsze szczególnie przedmioty ścisłe. Jak się chcesz dostać na jakieś studia, to będziesz musiał ostro posiedzieć nad historią, literaturą i naukami społecznymi do SAT i SAT II, programy są zupełnie różne niż to co miałem na kontynencie. Dużo różnych zajęć pozalekcyjnych za to, zdecydowanie więcej niż miałem ich w Petersburgu. To akurat jest fajne – wybrał w końcu to, co mu się chyba najmocniej rzuciło w oczy dotychczas.

Różnic było dużo. Nie bardzo wiedział w sumie od czego zacząć i co dokładnie odpowiedzieć, gdy nawet to normalne szkolnictwo bardzo mocno odbiegało od tego, do czego był przyzwyczajony w Europie.
A do tego Instytut nie był normalną szkołą i zwykła nauka w „High School” była jedynie częścią programu, jaki obejmował uczęszczające tu dzieciaki.

- Małe klasy. Wiesz. Trochę to taka prywatna szkoła bardziej niż publiczna tak zgaduje. Trudno mi ocenić. Lekcje też raczej są inaczej prowadzone, ocenianie zupełnie nie przypomina tego, co znam z Rosji. To chyba tyle jeśli chodzi o normalne zajęcia. Do tego – dojdzie ci trochę wspólnych zajęć odnoście dziwaków takich jak my i mocy – raczej nie za dużo i trudnych, bo te i tak są mocno unikalne. Jakieś podstawy na przykład blokowania telepatii dla takich takich opornych jak ja w tej kwestii.

Uśmiechnął się kwaśno, zupełnie świadomy, że dla dobrego, wyszkolonego telepaty to i tak by była tylko kwestia czasu i determinacji. I może wysiłku.
Ale było to i tak nieporównywalnie więcej, niż gdy niemal rok temu tutaj pierwszy raz przyjechał.

- Pewnie zaczniesz też ćwiczyć pod kontrolą któregoś z nauczycieli, pewnie takiego takiego ze zbliżonymi umiejętnościami albo znającego się najlepiej na nich. To już wtedy zależy – nie znam się na dłubaniu ludziom w głowach, to ci nie powiem jak to akurat wygląda wygląda.

Siedzi się i ćwiczy jogę czy wpadanie w inne zen? - w sumie teraz przyszło mu do głowy, że musi kiedyś podpytać Lenę o to. Może pali jakieś kadzidełka?

- Nie mam zupełnie zdolności w tym kierunku a z profesor Ororo zajmowaliśmy się zupełnie czymś innym. - dorzucił tylko, wzruszając ramionami na koniec.

Fallen - Sro 25 Maj, 2016 14:58

Podczas tego co Yuriy mówił starał się przyswoić jak najwięcej informacji, które na pewno mu się przydadzą podczas jego pobytu i nauki w Instytucie. Dla niego i tak najważniejszą czynnością, którą będzie musiał zrobić, to spotkanie swojej ukochanej siostry i sprawdzenie tego, czy z nią wszystko dobrze... Nie widział jej w końcu miesiąc, a to jego ostatnia osoba z rodziny więc pilnuje jej, jak oczka w głowie.

- Wcześniej myślałem, że tylko ja jestem taki wiesz... inny. Nigdy wcześniej nie miałem przyjemności spotkać się z kimś podobnym do mnie.- powiedział, żeby po chwili dodać ochoczo:
- Znasz może osoby obdarzone podobnym darem jak ja?
Bardzo ciekawe te zajęcia, mam nadzieję, że będą przydatne i rozwinę tutaj swoje zdolności, i może poczuję jak w domu. To tylko 5 lat w ja wciąż czuję się jakby nasza wędrówka trwała co najmniej 20 lat.

Kiedy tak rozmawiali na temat zajęć, pogoda nagle zaczęła ulegać pogorszeniu, zaczął wiać mocniejszy wiatr i słońce schowało się za chmurami... Wszystko w mgnieniu oka stało się mroczniejsze, aczkolwiek wciąż wyglądało malowniczo pięknie.

- Może schowamy się pod tę kamienną wiatę? - Zapytałem, licząc na zgodę, bo przecież nie będziemy tak marznąć.

- Tam skąd pochodzę, o mutantach się nie mówi za wiele, stąd nie wiedziałem, że istnieje taki Instytut. Nie sądzisz, że może już dla mnie za późno na naukę? Podobno im człowiek starszy tym ciężej przyswaja pewne informacje. - zapytałem licząc zaciekawiony opinii.

*wkłada rękę do plecak i wyjmuje telefon*
- Dałbyś może swoje namiary to znaczy jakiś numer telefonu ewentualnie adres e-mail? Warto zawsze mieć na wszelki wypadek, a tym bardziej, że jesteś pierwszą osobą tutaj, którą poznałem i mam nadziej, że pomimo nie fajnego pierwszego wrażenia, nie będziesz miał mi tego za złe. - uśmiecha się otwarcie.

Charles Xavier - Sro 25 Maj, 2016 15:55

- Tak Yuri, chętnie porozmawiam z Dávidem. W bibliotece, mój gabinet jest w trakcie sprzątania. - odpowiedział na pytanie chłopaka, równocześnie odruchowo podsłuchując przekaz telepatyczny. Dziwne, tylu telepatów było zawsze czy tylko ja ich ignorowałem ucząc Jean? Dlaczego? myślał, więc reakcja Yuriego nieco go zaskoczyła. No tak, już pamiętam dlaczego.

Zanim młodzieńcy zaczęli paplać o swoich umiejętnościach przy generale i jego doradcy profesor Xavier wskazał im drzwi.
- Jeśli dobrze pamiętam to na końcu korytarza mamy parę wolnych pokoi. Zaprowadź tam proszę naszego gościa i wyjaśnij mu gdzie znajduje się kuchnia i sale lekcyjne. Ach, a jeśli spotkasz Pietro to bądź uprzejmy także jemu wskazać pokój. -

Yuriy Morozov - Sro 25 Maj, 2016 16:51

- Jasne. Chodźmy. W środku faktycznie będzie nam wygodniej. - Rzucił, wykonując prośbę starszego mutanta. Dając przybyszowi w sumie tylko tyle czasu by ponownie chwycił walizki.
W sumie i racja, pogoda średnio zachęcała do sterczenia pod drzwiami.

Nie do końca co prawda wiedział kto to Pietro i jak wygląda – ale z miejsca uznał, że w gruncie rzeczy to niezbyt ważne. Wystarczy, że rozejrzy się za kimś, kogo nie znał i nie kojarzył zupełnie. Ot. Prosta sprawa i rozwiązanie.

Machnął jeszcze na pożegnanie Rossowi i lasce która z nimi przyjechała, po czym zniknął w budynku.

Część rozmowy w takim razie kończąc już po drodze albo w korytarzu, przy okazji nie wykazując minimalnego nawet zamiaru pomocy w taszczenia bagaży.
Gość nie wyglądał na ułomka, nie złamie się też pod nimi skoro dotachał to wszystko do tego miejsca wcześniej.

// zt do korytarza wraz z Dawidem najpewniej.

Thaddeus Ross - Pią 27 Maj, 2016 00:44

Wyczekujące spojrzenie spłynęło po Elektrze jak po kaczce. Gdy dziewczyna bez słowa czy choćby zerknięcia w jego stronę demonstracyjnie wyszła z auta, Ross pokręcił głową. Poczuł się jak za starych lat, gdy pokłócił się z Karen. Panie świeć nad jej duszą.
Generał westchnął więc, po czym wysiadł z auta. Nim zdążył obejść samochód, w drzwiach pojawił się nie kto inny jak sam dyrektor szkoły. Charles Xavier.
Thaddeus zdziwił się przez chwilę, że mutant zna jego imię. Spotkali się już wcześniej? A może to była kwestia jego nadprzyrodzonych zdolności? W aktach chyba było napisane, że ten mężczyzna był telepatą.
Pytanie dyrektora, chwilowo zbiło Rossa z pantałyku. Odruchowo zerknął na Elektrę, szukając w jej zachowaniu jakiejkolwiek podpowiedzi co ma zrobić. Jednak ta jak typowa naburmuszona przedstawicielka płci damskiej, udawała że niczego nie słyszy. Stała tylko i podziwiała sylwetkę szkoły.
A może to była właśnie ta podpowiedź? Ross uznał, że to musi być to. Generał znalazł cel. Zinfiltrować szkołę. Momentalnie zmieniła się jego postawa. Wrócił normalny Thunderbolt, z twardym i pewnym spojrzeniem które wyparło zagubione oczy.
- Pan Xavier. - odparł z uśmiechem, jakby zaskoczony.
- Doszły mnie słuchy o Pana absencji, musiałem sprawdzić czy pogłoski są prawdziwe. - dodał, ściskając wyciągniętą rękę.
Generał już zapomniał, że jeszcze chwilę temu że jedyne co mu latało po głowie, to pytanie ,,Co ja tu kurwa robię?". Teraz umysł generała zaprzątały tylko myśli związane z nowo poznanym zadaniem.
Pierwsza wiązka myśli jaka przelała się między uszami Rossa, to powyższa riposta. Thaddeus założył, że Xavier chciał go zdezorientować popisując się znajomością jego imienia. Jednak sam generał trzymał rękę na pulsie i doszły go słuchy o szkole mutantów prowadzonej przez samego Charlesa. Oczywistym było więc, że Ross znał profile najważniejszych ,,pracowników" tej placówki.
Ponadto swoją odpowiedzią generał nie tylko sparował uderzenie, ale sam wyprowadził kontratak. Fakt, że Thunderbolt wiedział o nieobecności Charlesa dawał dużo do myślenia i sam mógł wytrącić dyrektora z postawionej gardy.
Taki generał już był. Żył w przeświadczeniu, że wszystko jest walką - nawet rozmowa. Takie brzemię weterana wojennego, który nauczył się mieć oczy z tyłu głowy i spać z karabinem automatycznym pod poduszką.
Drugi tok myśli jednak zbił samego Rossa z całej pewności siebie. Przed chwilą sam sobie przypomniał, że Charles jest telepatą. Oznaczało to, że prawdopodobnie słuchał wszystkich jego myśli co z kolei oznaczało, że właśnie podzielił się z nim informacją o istnieniu Thunderbolts.
Jednak generał i z tej sytuacji znalazł wyjście. Jeżeli nie mógł niczego ukryć, trzeba było grać w otwarte karty.
- Zostałem wyznaczony przez rząd USA do monitorowania ludzi o zdolnościach nadprzyrodzonych. - odparł Ross, gdy zostali we trójkę.
- Zapewne sam Pan rozumie, że pańska szkoła jest czymś obok czego nie mogę przejść obojętnie. Dlatego liczyłem na krótkie... oprowadzenie. - powiedział Ross, robiąc krótką pauzę szukając słowa, które zastąpiłoby ,,inspekcja" nie tracąc swojego znaczenia. Ross był święcie przekonany, że własnie po to tutaj był - by skontrolować szkołę pełna młodocianych mutantów. W końcu jako szef Thunderbolts, było to całkiem prawdopodobne.

Charles Xavier - Pią 27 Maj, 2016 12:54

- Tak generale, profesor Charles Francis Xavier. Reports of my death are greatly exaggerated*. -
Profesor uśmiechał się, równocześnie słuchając myśli swoich gości. Właściwie jednego z gości, jako że sekretarka była chroniona lecz nie zamierzał na razie dowiadywać się czy jest to jej talent czy też przeszkolenie. Dostrzegł chwilę zwątpienia generała, jednak zaraz po tym także przez jego twarz przemknął moment zwątpienia.
Eryk ujawnił moje zdolności wojskowym? Niedorzeczne. Cholerni szpiedzy, powinienem był odesłać ostatniego agenta z krzaków z fałszywymi wspomnieniami. A teraz jeszcze ten udaje przygłupa. Ale w to możemy grać razem. Pół roku po mojej śmierci widowiskowej śmierci doszły cię słuchy, tak?

- Niestety generale, jednak w obawie o moje życie musiałem zniknąć ze sceny, ogłaszając moją śmierć. Byłem przekonany iż media zrobiły dobrą, widowiskową robotę. Niemniej w ciągu paru dni planuję konferencję prasową aby wyjaśnić ten wybieg. Mam nadzieję iż nie sprawiłem w ten sposób zbyt wiele zamieszania w strukturach obserwacyjnych. - uśmiechnął się szczerze do Rossa.

Usłyszawszy następne słowa generała profesor nie próbował ukryć rozczarowania. Kolejne zdanie generała nadało postawie profesora delikatny wydźwięk niezadowolenia. Nie trzeba było długich lat obserwacji aby zobaczyć iż coś w słowach Rossa mocno ubodło profesora. Dlatego też przeszedł na ton wykładowy.
- Nadprzyrodzonych? Cóż, jak sądzę można i tak nazwać naturalne zdolności mutantów, choć osobiście uważam iż zakrawa to o fanatyzm religijny. Niemniej kwestie definicyjne nie mają teraz żadnego znaczenia. Tak czy inaczej pragnę przypomnieć iż jest to placówka prywatna, nie otrzymuję na nią dofinansowania od rządu. Wobec tego jedynym sposobem dla jego przedstawicieli na rozejrzenie się po moim domu będzie łamiące prawo szpiegostwo albo nakaz sądowy. Muszę honorować obietnice jakie złożyłem rodzicom moich uczniów. - zanim ktokolwiek zdołał odpowiedzieć na stanowczą deklarację profesora, ten podniósł palec i kontynuował.
- Nie mam także pojęcia kto dostarczył panu informacji o tym jakobym prowadził ośrodek dla ludzi o zdolnościach nadprzyrodzonych. - krótka pauza miała pozwolić odruchom generała przesunąć wspomnienie o tym w pole widzenia profesora. - Niemniej jednak jestem skłonny potraktować to jako przyjacielską wizytę, która nie narusza spokoju mojego domu. Ani - tutaj w głosie profesora zadźwięczała stalowa nuta - żadnego z moich gości. -

___
*Pogłoski o mojej śmierci były mocno wyolbrzymione.

Elektra - Wto 31 Maj, 2016 20:04

Tak, poproś Rossa, żeby coś zrobił, a na pewno to schrzani... Przecież wystarczyło odpowiedzieć, że odwieźli grupkę uczniów i chcieli sprawdzić, czy bezpiecznie dotarli. A potem może zacząć jakieś miłe rozmowy biznesowe czy coś. Ale nie, Ross musiał wyjechać zaraz z rządem, monitorowaniem mutantów - swoją drogą, co to do diabła takiego? Westchnęła w duchu, ale dalej się nie odzywała. No, najwyżej wkroczy, jak już naprawdę będzie bardzo, bardzo źle. Bo że łysemu się odpowiedź Rossa nie spodobała, to było widać od razu. Ale skoro nikt nie pytał jej o zdanie, to po co miała się odzywać? No i Ross jak to Ross zaraz znowu coś palnął i psorek znowu się wściekł. A miało być tak łatwo i przyjemnie... Naprawdę miała nadzieję, że Deadpool się pospieszy i zabierze tego całego White'a i będą mogli stąd odjechać. Bo jeśli się nie pospieszy, to tu chyba dojdzie do jakiejś tragedii. Jeszcze kilka słów i Xaviera szlag trafi. Westchnęła ponownie, znów niesłyszalnie i zrobiła kilka kroków, aby rozprostować nogi. Takie stanie w miejscu nie było zbyt wygodne.
Deadpool - Nie 05 Cze, 2016 21:14

/ Z miejsca podobnego do tego, z którego Wade wyciąga swoją broń.

Na podjeździe pojawił się mężczyzna. Moglibyście założyć że mówię w tym momencie o Deadpoolu, ale nie! Był to ktoś inny... No w sumie to tak nie do końca. No właśnie!
Osoba, która wkroczyła na teren instytutu byłą ubrana w żółto-niebiesko-czarny kombinezon Wolverine'a. (Dokładnie taki jaki mogliście poznać dawno temu, między innymi w animowanych X-Menach z lat dziewięćdziesiątych.)
Kilka rzeczy różniło się od pierwowzoru ze znanej kreskówki. Między innymi, twarz wystająca spod maski była pokryta bliznami, parchami, sprawiając wrażenie szalenie nieapetycznej. Przestań obrażać, co? Może byś swój ryj pokazał, jak taki jesteś mądry. Pokaż ryj! Pokaż ryj! Pokaż!
Inną z cech odróżniających mężczyznę od klasycznego Wolverine'a były jego pazury, które... Wyglądały jak plastikowe widelce z KFC. (Tak w sumie to naprawdę były plastikowe widelce z KFC przyklejone na taśmę klejącą) Ostatnią z cech pozwalających odróżnić go od Logana był fakt że... Po prostu był wyższy i poruszał się jakoś bardzo dziwacznie, wręcz teatralnie, jakby celowo parodiując członka X-Menów.
No dobrze, teraz możemy powiedzieć kim jest ta tajemnicza osoba... To niepowtarzalny, jedyny, oryginalny Wade Wilson!
Naprawdę liczyliśmy że nie odróżnią nas od Logana, ale po tym jak zobaczyliśmy się w lustrze wszystkie wątpliwości zostały rozwiane.

Deadpool wszedł do środka zupełnie jak do siebie, w końcu musiał zostać w roli.
Ciekawe czy będzie tu Rogue! Cyyyyyycki!
STAHP! Muszę się skupić, a jak będę myślał o cyckach to nic mi nie wyjdzie.

Charles Xavier - Wto 07 Cze, 2016 19:34

- Zatem spotkamy się w ustalonym terminie panie generale. Może przyszły piątek? I sugeruję zabranie pana Wade z mojego terenu. - profesor który wyczuł niezrównoważony umysł wchodzący bezprawnie na teren jego instytutu zdecydował się zakończyć rozmowę bez szanse dla generała na jakąkolwiek odpowiedź.
- Życzę udanego dnia. Panie generale. Pani Nathios. - rzekł dość obojętnym tonem, przez bardzo krótką chwilą patrząc w stronę nadciągającego szaleńca. Xavier zdecydowanie miał inne sprawy na głowie niż rząd i jego głupawe pomysły na skontrolowanie jego uczniów. A może wykryli lądowanie Milano? Zdecydował że sprawdzi to dopiero po uporaniu się z teologiem i grupą ratunkową, której plany podsłuchał przed chwilą.

//profesor udał się do Hallu

Thaddeus Ross - Pią 08 Lip, 2016 18:27

Generał uśmiechnął się równie serdecznie i fałszywie jak dyrektor szkoły dla mutantów. Wyciągnął do niego dłoń i uścisnął ją.
- To wielka ulga. - odparł. Coś Rossowi nie grało i dopiero teraz zdał sobie sprawę, że Xavier nie siedział na wózku inwalidzkim. Zmarszczył brwi, jednak nie zadał nurtującego go pytania. Byłoby to, cóż nietaktowne. ,,Nie jest pan już inwalidą?" A może nigdy nie był? Albo było to jakoś powiązane z jego tajemniczym zniknięciem.
Jednak nie po to tutaj był. A przynajmniej tak się generałowi zdawało.
Thaddeus cmoknął zaniepokojony.
- Jeżeli ktoś nastawał na Pana życie, trzeba było odezwać się do władz. Z pewnością moglibyśmy pomóc. - powiedział, kładąc nacisk na słowo ,,moglibyśmy". Jeżeli byśmy chcieli, albo byłaby w tym dla nas korzyść - w domyśle.
- Moje źródła nie mają znaczenia. - odparł umiejętnie omijając wspomnienie informatorów i raportów, skupiając się na tęczówkach rozmówcy. - Podobnie jak nakaz, który może zostać załatwiony bez problemu. Podobnie jak Pan, wolałbym żeby ta wizyta przebiegła w warunkach przyjacielskiej wizyty niż biurokratycznej inspekcji. Mi to zaoszczędza papierkowej roboty a Pan nie ściąga na siebie uwagi na ,,górze". - zripostował, pozwalając srogiemu tonowi Xaviera spłynąć po nim jak po kaczce. Dyrektor musiał sobie zdać sprawę, że to nie on dyktuje tutaj warunki. Znajdował się w kraju, którego Ross był aktualnie przedstawicielem.
- Do zobaczenia więc. - odparł, święcie przekonany że osiągnął swój cel.

z/t

Deadpool - Sro 27 Lip, 2016 14:14

Wade zmieszał się nieco, z lekka poirytowany faktem, że Xavier zareagował w ten sposób. Zawsze miał go za wstręciucha, ale żeby facet był aż taki? Nikt nikomu krzywdy zrobić nie chciał (WŁAŚNIE!), najemnik przebrał się specjalnie za Logana, żeby nie wzbudzać podejrzeń, a tu wszyscy zostają odesłani z kwitkiem. Nie było się co dziwić, że Wade wykluczał całkowicie możliwość dołączenia do tej bandy lamusów w podobnych rajtasach. Czasami się zastanawiał czy profesorek nie molestował umysłowo tych wszystkich dzieci... inaczej kto by w ogóle chciał tam zostać i słuchać tego biadolenia?
- Następnym razem zabiorę szczoteczkę i wypucuję ci głowę, może wtedy nie będziesz taki nadęty. - rzucił do Xaviera na odchodne, mijając go w przebraniu Wolverine'a.
- Brushie, brushie, brushie. - uniósł dłoń, symulując ruch dłoni zupełnie jakby szorował łysinę przywódcy mutanciego instytutu.
- Polecam Colgate whitening, daje wyjątkowo intensywny połysk. - dodał na odchodnym, zwiększając dystans do niepełnosprawnego.
"Nie powinniśmy się śmiać z niepełnosprawnych. Wiesz, StopHEJT i takie tam."
"Bo co? To że nogi mu nie działają wyłącza go z bycia wystawionym na krytykę i wyśmiewanie?"
"No tak. I to jest ścigane z urzędu."
"W jakim ja świecie żyję..."
"Spierdzielajmy zanim na nas naśle prokuraturę!"
"Żebym ja mu kiedyś nie nasłał czubka mojego buta na zad."
"Jest sparaliżowany od pasa w dół. I tak nie poczuje."
"Nienawidzę was."

z/t

Alice Carter - Czw 11 Sie, 2016 14:00

<z sala gimnastyczna przez pokój Alice>

Tak jak miała w planach, poleciła do swojego pokoju ubrać się nieco wygodniej na miasto i cieplej niż tylko w cienki gimnastyczny dres. Wybrała sportowy strój. Spodnie, buty i bluzę z kapturem. Włosy pozostawiła związane wysoko na głowie. Nie przepadała za tym uczesaniem, ale jak szaleć to szaleć.

Na podjeździe zjawiła się pierwsza. Może Matt też zahaczył o swój pokój? No nie ważne. Dziewczyna czekając na kolegę lekko naciągnęła ciemny kaptur na głowę, ręce wcisnęła w kieszenie bluzy i chodziła sobie w kółko pogrążona w myślach.
Nowa moc... co dalej? Jakie ma ograniczenia? Czy to co zapamiętuje zostaje na zawsze? Jak dużo są w stanie zapamiętać jej mięśnie?
Dzięki temu choć na chwilę mogła odsunąć na bok dręczące ją sumienie i koszmarne wspomnienia z Kuby.

Ciekawe gdzie Matt postanowi iść. W końcu to on zna w mieście najlepsze miejscówki do biegania i skakania. Dziewczynie zostało zdać się na jego wiedzę w tym zakresie. A jej rola w tej zabawie? Cóż, nauczyć się jak najwięcej się da i testować swoje zdolności.

Kurt Wagner - Pią 12 Sie, 2016 19:27

//z Ambulatorium

Kurt przeszedł chyba całą szkołę wzdłuż i wszerz. Myślał o Storm leżącej w Ambulatorium, o statku rozbitym w ogrodzie. Nie zauważył żadnego z pasażerów "Milano" a jeśli dobrze pamiętał to było ich piątka. Zauważył wychodzącą z pokoju dziewczynę o rudych włosach, ubraną w sportowy strój. Alice Caster..... Kurt poszedł za nią z czystej ciekawości i dotarł na podjazd. Było widać, że na kogoś czekała.
Spacer? A może wypad na miasto?
Nightcrawler zatrzymał się tuż za nią i złapał ją za ramię.
-A pani dokąd się wybiera?
Zniknął i pojawił się tuż przed nią a na jego twarzy widać było szeroki uśmiech

Matthew Redman - Sob 13 Sie, 2016 10:30

//z Sali Gimnastycznej

Po krótkiej chwili do ekipy dołączył także Matt. W tym samym stroju, w którym "zwiedzał" park wokół szkoły Xaviera. No bo po co się przebierać, ubierać itd, jak ma się nieodłączny dres? I idzie się biegać? No właśnie.

Dlaczego jemu zajęło to tyle czasu? No cóż... Gdy Al poszła się przebrać, chłopak poddał się chwili i znowu zaczął biegać po przeszkodach w sali. No bo przecież były takie rozstawione, wręcz w idealnej odległości i aż żal było, żeby taki tor przeszkód się zmarnował! Nic się nie stanie, jak chłopak zrobi sobie rundkę, prawda? O! A przez tego kozła można zrobić King Kong voult zamiast side voult... O a tu można z drążka przejść od razu na kolejny, nie trzeba zaskakiwać na ziemię... I tu można też...
W ten sposób uciekło mu kolejne 10 minut z życiorysu. Cóż... Mówi się trudno.

Gdy Świetlik wyszedł na podjazd, zobaczył (i poczuł) jakąś chudą, niebieską kupę futra, stojącą przy Carter. Podszedł do nich z nieskrywanym obrzydzenie ba twarzy.
-Już jestem Al. Dobry panie... panie... No sorry, nie mam głowy do imion. A przy okazji... Czujecie co tu tak capi? - Rozejrzała się, czy przypadkiem nie widać jakiejś śmieciarki.

Alice Carter - Nie 14 Sie, 2016 12:24

Alice, gdy poczuła rękę na ramieniu odwróciła się. Normalny odruch. Zamiast jednak zobaczyć Matta, usłyszała znajome pyk i zapach siarki poczuła w nosie. Spojrzała przed siebie i zobaczyła diablika.
-O. Cześć Kurt. - Przywitała się z uśmiechem.
-Czekam na Matta i idziemy do miasta pobiegać. To znaczy parkur pobiegać. - Odpowiedziała z lekkim zastanowieniem. To się chyba tak nazywało tak?
-Obudziła mi się nowa moc. Właśnie ją testujemy. Kto wie, może Ty też będziesz mógł mnie czegoś nauczyć. - Wyglądała na podekscytowaną, gdy mówiła o mocy. Ostatnio to właśnie przez nie miała zły humor i nie mogła sobie poradzić. Teraz sytuacja była nieco inna. Alice od ostatniej rozmowy z Kurtem trochę przeszła i trochę się jej pozmieniało.

Gdy nadszedł wspomniany wcześniej Matt. Przywitała go skinięciem głowy, a potem wytrzeszczyła oczy na jego słowa. To się nazywało bezpośrednie podejście. A myślała, że to ona potrafi być aż boleśnie szczera.
-Nie lubisz zapachu siarki? Jak byłam mała to podkradałam mamie zapałki i je odpalałam, żeby powąchać. - Wybuchnęła śmiechem. Co prawda nie była pewna, czy to co czuje to do końca ten sam znajomy zapach siarki, ale na pewno jej go bardzo przypominał.
-Matt, to jest Kurt. Kurt to Matt. - Przedstawiła sobie chłopaków. Ona też nie znała Kurta, zapoznali się w ogrodzie, no bo o ile z Mattem była rówieśnikiem, albo prawie, o tyle już niektórych starszych czy młodszych rezydentów nie wszystkich się przecież znało.
-Chcesz iść z nami Kurt? - Zaproponowała. Co trzy głowy to nie dwie! Zawsze może być ciekawie, a zapewne skrytemu Diablikowi też dobrze zrobi szurnięte towarzystwo.

Rocket - Czw 18 Sie, 2016 19:41

//Milano

- Pierwsza dobra decyzja odkąd tu trafiliśmy... - mruknął do siebie, gdy Peter zniknął wewnątrz statku.
Niemniej zaraz za nim podążył, żeby odszukać najpotrzebniejszy sprzęt. W jego przypadku było to wielofunkcyjne ustrojstwo do wkręcania śrubek i cięcia rzeczy, mały blaster, gabarytowo niepozorny acz o dużej sile niszczenia, zapasowe baterie i jeden z noży Gamory, bo cholera wie co ich tam może spotkać. Więcej nie było mu do szczęścia potrzebne, a wręcz mogłoby przeszkadzać. Zresztą i tak miał kieszenie pełne podzespołów, w które zaopatrzył się wcześniej. Z niezbyt wesołym nastawieniem opuścił statek i razem z pozostałą dwójką ruszył po śladach, mając nadzieję, że naprawdę kończą się one w budynku.

Niestety.
Ślady prowadziły jak najbardziej na front budynku i biegły przez bramę prosto w zimne szpony tutejszego klimatu. Oby tyko Gam nie zrobiła z Groota chodzącego ogniska. Rocket był tym tak zaabsorbowany, że nie zważając na otoczenie chciał od razu pobiec dalej, ale jakiś naprawdę paskudny zapaszek natychmiast go otrzeźwił. Dopiero wtedy zorientował się też, że nie są tu sami.
- Ej, wy! Nie widzieliście może reszty? - zakrzyknął do dwójki Terran i ich niebieskiego kumpla.

Zaraz, niebieskiego?
Ojej.

Kurt Wagner - Pią 19 Sie, 2016 10:00

Alice wyglądała teraz na podekscytowaną z powodu swojej mocy ... cóż miła odmiana. Później wszedł Matt który jak widać nie przepadał za zapachem siarki. Już miał coś powiedzieć ale wyprzedziła go panna Carter.
- Bardzo chętnie ale zbyt się wyróżniam
Kurt zrobił dwa koki w tył i opuścił głowę, Miał rację, każdy zwróci uwagę na osobę z ogonem i niebieską skórą. Nie wspominając nawet o zdolności teleportacji i przyczepiania się do ścian. Później do trójki mutantów dołączył ... szop, do tego gadający. Wagner przetarł oczy ale dziwne zjawisko nie znikło.
-O jakiej reszcie mówisz?

Alice Carter - Sob 20 Sie, 2016 17:26

Alice zrobiła kwaśną minę na słowa Kurta. Szkoda, chciała, żeby i on poszedł z nimi. Nim jednak zdążyła powiedzieć co wymyśliła, by ten jednak się skusił pojawił się Rocket jak zwykle coś do siebie mamrocząc.
-Cześć Rocket. - Przywitała kosmitę. -Jak tam idzie naprawa statku? - Zapytała z lekkim uśmiechem. Cała gromada Strażników Galaktyki była całkiem spoko. Drzewiec był słodki, Drax wymiatał, a zakochana parka niech robi do siebie maślane oczy. Szop z całego tego towarzystwa jakoś najmniej podobał się rudej. Nie to, że go nie lubiła czy coś... ciężko żeby AC kogoś nie lubiła. Może chodziło o specyficzne wypowiedzi, poczucie humoru i sposób bycia Rocketa. To w końcu przez niego ostatnio Drax wybił dziurę w ścianie, a potem było na nią, że go prowokuje.
-Nie widziałam tu nikogo ze Strażników. W zasadzie to ostatnio... w ogóle. Pochowaliście się gdzieś i was nie widać. - Odpowiedziała po chwili namysłu. Faktycznie, coś się porozchodziła ekipa, a szkoda. Kto wie czego mógł ją nauczyć Drax!!!

-Kurt. Nie marudź. Mam pomysł. Nie możesz cały czas siedzieć przecież w Instytucie jak w jakiejś klatce. Zdziczejesz nam tu. Słuchaj, jak się nie teleportujesz to nie ma dymu, ani zapachu siarki. Ogon możesz owinąć ciasno wokół pasa prawda... nie będzie go pod ubraniem widać dzięki temu. A zamiast płaszcza włóż bluzę z kapturem i gotowe. W najgorszym wypadku ktoś weźmie Cię za chudego, ciemnoskórego dresa. Zimno jest, nikogo nie zdziwi widok osoby idącej w dzień z kapturem naciągniętym głęboko na głowę. No i "cześć" też nikomu nie musisz dawać. - Zwróciła się znowu do Kurta wyrzucając z siebie niemal jednym tchem rozwiązanie by Diablik mógł też iść, a nie siedzieć tu sam jak palec.
- Jak nie masz bluzy z kapturem to pożyczę Ci którąś z moich. Nie jesteś wielkoludem więc powinna któraś pasować, mam małą kolekcję dużych, cieplutkich, czarnych bluz z kapturem. idealne na chłodne wieczory do herbaty i książki. - Chyba rudzi załączył się słowotok. No co, cieszyła się młoda na wyjście z kolegami, a tu jeden mówi, że za bardzo rzuca się w oczy. Trzeba było dać mu kompa w tyłek na zachętę.

Little Boy - Sob 20 Sie, 2016 21:40

Podczas, gdy jedni chcieli ze szkoły wyjść, inni chcieli do niej wrócić. I to bo po nie byle jakiej, bo po trzymiesięcznej nieobecności.
Podczas rozmowy na podjeździe pojawił się samochód, z którego wysiadły trzy osoby - niski, szczupły blondyn i dwoje dorosłych - najprawdopodobniej jego rodzice. Ci ostatni wysiedli tylko na chwilę, żeby uściskać syna - widocznie na pożegnanie. Potem po prostu odjechali, a nastolatek został na pojeździe sam, z walizką w ręku.
Nie czekając długo skierował swoje kroki do grupki zebranej przed bramą i lekkim niepokojem stwierdził, że zna dwie spośród zgromadzonych osób - kosmicznego pracza i... niestety Alice, które była jednym ze świadków jego eksplozji. Chłopiec miał nadzieję, że nie będzie musiał tak szybko gadać ze starymi (prawie) znajomymi, ale jak mus to mus. Ostatnie kilka miesięcy domowa psychoterapia przygotowywała go na takie spotkania, więc czuł, że chyba bardziej gotowy i tak nie będzie.

- Cześć wszystkim. Jestem Chris - powiedział podając dłoń do każdego oprócz Alice, po czym wziął wdech i z nią także się przywitał - cześć Alice, pamiętasz mnie? To ja wybuchłem w zeszłym roku na boisku szkolnym. Wróciłem do szkoły.
Może nie było to mistrzostwo świata w takcie, ale jak na upośledzonego społecznie trzynastolatka nie wypadło chyba tak znowu najgorzej. Przynajmniej taką nadzieję miał Chris.

Star-Lord - Nie 21 Sie, 2016 17:06

Peter podążał za małym futrzastym tropicielem śladów chodzącego drzewa. Słyszał skrzypiące w śniegu kroki Draxa za swoimi plecami. Już miał się odgryźć na kąśliwą uwagę Rocketa, kiedy trafili na małe zgrupowanie na podjeździe. Quill co prawda tropicielem nie był, ale po kilku krokach potrafił już odróżnić wielkie ślady Groota od innych i aż wewnętrznie się skrzywił, kiedy zobaczył, że prowadzą one poza bramę. Zachciało im się wycieczek. Jak ich rząd złapie, to w ogóle stąd nie odlecimy, pomyślał kwaśno.
- Sorry, ale nie mamy czasu na kurtuazyjne pogaduszki. Macie tutaj jakieś pojazdy do pożyczenia? Samochód? Duży najlepiej. Van na przykład.
Cholera wie czym teraz Terranie jeździli. Coś tam mgliście mu przebłysnęło na temat posiadania, czy też w jego przypadku braku prawa jazdy, ale był przekonany, że ogłuszenie z blastera będzie wystarczającym dowodem dla tutejszego Nova Corps, że skoro potrafi latać statkiem kosmicznym, to żaden papierek na terrańskie pojazdy mu nie jest potrzebny.

Kurt Wagner - Pią 26 Sie, 2016 13:56

Kurt parsknął śmiechem, wyobraził sobie siebie jako "ciemnoskórego dresa" niestety musiał na to przystać bo AC nie dałaby mu spokoju. Dziewczynie chyba załączył się słowotok bo nie mogła przestać mówić. Uśmiechnął się do niej.
-Niech będzie, pójdę z tobą.
Później pojawił się jakiś chłopak, wyglądał na trzynaście/czternaście lat. Przedstawił się jako Chris i chyba znał Alice. Wspomniał też coś o wybuchaniu na boisku, oby tego nie powtórzył tutaj.
-Kurt Wagner - przedstawił się chłopakowi
Pojawiła się też kolejna osoba, mężczyzna który od razu zażądał samochodu. To był jeden z piątki która rozbiła się ostatnio w ich ogrodzie. Gość albo nie grzeszył kulturą albo mu się gdzieś bardzo śpieszyło.
-Samochód? Spytaj Logana, ja z nich nie korzystam.
Zaczynało się tu robić ciasno więc złapał Alice za rękę i zniknął. Musiał się przebrać a później zabrać AC do Nowego Yorku.


//zt do pokoju Kurta

Alice Carter - Pon 29 Sie, 2016 11:54

Na podjeździe wręcz zaroiło się os ludzi. Najpierw pojawił się Szop, potem Quill, a tu ni z tego ni z owego pojawia się Chris. Odpowiedzią Peterowi zajął się ktoś inny... ona z resztą nie byłaby w stanie mu pomóc. Raz - nie lubiła samochodów i nie wiedziała czy w Instytucie są takie do "wypożyczenia" a dwa całą jej uwagę na tą chwilę zabrał Little Boy.
Chłopiec przywitał się i bardzo bezpośrednio przypomniał jak ostatnio widział się z Alice. Jak mogłaby zapomnieć. Nastolatek, który jak reaktor jądrowy rozgrzał się i otoczenie do czerwoności zwiastując rychły wybuch. Chyba nigdy nie zapomni tego jak nauczyciel zrobił coś w rodzaju kokonu w koło chłopaka, jak przestraszył go tym ostatecznie i jak oboje wylecieli w powietrze metr przed jej twarzą.

AC uśmiechnęła się szeroko. Po raz pierwszy od dłuższego czasu, promiennie i szczerze, z prawdziwą radością. Przytuliła chłopaka. Ten gest chyba wyrażał więcej niż tysiąc słów. Młody wspominał, że się po takim wybuchu zregeneruje, ale minęło tyle czasu... Alice traciła nadzieję, że Chris faktycznie jest w stanie przeżyć coś takiego, a tu nagle! Proszę bardzo! Cały i zdrowy wysiada z auta, żegna się z rodzicami i wraca do Instytutu. Ruda naprawdę się cieszyła.
-Dobrze Cię widzieć w jednym kawałku. - Przywitała się i ona, kiedy w końcu go puściła.

Nim zdążyła cokolwiek więcej powiedzieć Kurt złapał ją za rękę i w gęstym obłoku oboje zniknęli.

<zt za Kurtem>

Matthew Redman - Wto 30 Sie, 2016 21:41

Matt bywał bezpośredni? No cóż, w bidulu trzeba często walczyć o swoje. Między innymi będąc boleśnie szczerym. Zresztą, w tak dużej "rodzinie" ukrywanie braku sympatii nie przejdzie. Za dużo dzieciaków, za mało miejsca. Zresztą, tamtejsze dzieciaki rzadko brały do siebie różne przytyki. Więc taka szczerość była dla niego kompletnie naturalna.
-Aaa...to siarą tam wali! No cóż, to dużo wyjaśnia. Wiesz, ja tam od dłuższego czasu w inny sposób bawię się zapałkami. Myślisz, że skąd moja ksywka?


-Świetny pomysł! Im nas więcej tym lepiej! - Przyklasnął propozycji dziewczyny.

-Reszty? Jakiej resz... - Nie dokończył chłopak widząc, kto ich zaczepił. Szop Pracz, chodzący na dwóch nogach i ubrany w brązowy kombinezon. Szara, wielka góra mięśni. I jakiś facet. - Yyy... Zaraz, to TO gada?

Zdziwień nie było końca. Z słów Alice wyglądało, że zna tą ekipę. I że to jacyś "Strażnicy"... Kolejni mutanci? Nie wyglądali jak reszta w szkole. Nawet ten cały Kurt wyglądał normalniej niż oni.

Kolejna osoba się zjawiła... I kolejne zdziwienie.
-Zaraz... Co to znaczy" wybuchnąłem? - przeniósł zdziwione spojrzenie z młodego na AC... Która właśnie zniknęła w chmurze dymu i smród. - No to tyle z tłumaczenia... Chris, tak? Powiesz mi, o co chodzi? Bo ja już się gubię. Gadający Szop, znikający wśród siary niebieski stworek, "wybuchowy" chłopak... O co kaman?

W tym momencie po okolicy rozległ się dźwięk muzyczki towarzyszącej śmierci Mario. Tak, tego z Super Mario Bros. To SMS do Matta.
-Nie wiem, jak u ciebie, ale u nas to auta trzyma się w garażu. A w cosplaye bawi się na konwrntach, albo w lasach, a nie w szkole. - Odpowiedział na pytanie Quilla - A co tam znajdziesz? Nie wiem, ja i tak pewnie na stopa jadę. A właśnie. Nie ma ktoś chęci przejechać się do Wielkiego Jabłka? - To pytanie było skierowane do Malucha. Matt i tak za długo w szkole siedział. Plus Margo udało się Aleksandra wyciągnąć... No cóż, trzeba było się ruszać.

Little Boy - Wto 30 Sie, 2016 22:06

Reakcja Alice bardzo ucieszyła Chrisa. Przed powrotem do szkoły ciągle się bał, że jak wróci, to zrobi się dziwnie. Czasem nawet miał koszmary. Często śniła mu się Lucy, która witała się z nim, potem zamieniała się dinozaura i odgryzała mu głowę. Albo witała się z nim, zamieniała się w dinozaura i przegryzała go na pół. Albo witała się z nim, zamieniała się w dinozaura i odgryzała mu obie nogi. W sumie, to miewał niemal wyłącznie sny, w których Lucy się z nim witała, zamieniała się dinozaura i odgryzała mu coś. Nie były to miłe sny.
Ale Alice trochę go uspokoiła. Ucieszyła się na jego widok, więc istniała szansa, że nikt nie miał zamiaru odgryźć mu głowy.
Kiedy go przytuliła, od odwzajemnił uścisk i zdołał powiedzieć tylko:
- Dzięki - a Alice zniknęła gdzieś z Kurtem.

Potem zrobiło się troszkę mniej miło. Chris nie bardzo wiedział jak reagować na bezpośrednie zachowanie Matta. Little Boy był zamknięty - i to nie "raczej zamknięty" - był po prostu pozamykany na 4 spusty i nikogo nie wpuszczał (ale miał plan to zmienić). Od wybuchu minęło już bardzo dużo czasu, a po wizycie w domu czuł, że podobne wydarzenia już nie będą miały miejsca.
- No nie wiem, jak nazwać to inaczej. Jakaś dziewczyna na boisku zmieniła się w dinozaura i ryknęła mi prosto do ucha. No i wtedy się przestraszyłem i eksplodowałem i w sumie gdyby nie ten pan, który zamienił się w metal i zrobił wokół mnie taki płaszcz, to pewnie napromieniowałbym szkołę i całą okolicę, bo wtedy nie kontrolowałem nawet emisji, więc pewnie było radioaktywnie.
Ale ostatecznie chyba nic się nie stało. Znaczy nawet nie wiem, bo potem leżałem kilka miesięcy na boisku w cząstkach i się składałem, a potem rodzice zabrali mnie do domu, żeby mnie trochę lepiej przygotować do życia z ludźmi
- rozgadał się Chris, ale zaraz zdał sobie sprawę, że przesadza, więc uśmiechnął się i odpowiedział na pytanie Matta:
- Ale teraz? Musiałbym zostawić bagaż, ale wydaje mi się, że mogę się przejechać. Tylko czy to nie jest zakazane?

Matthew Redman - Pon 05 Wrz, 2016 12:45

Jeżeli Młody już czuł się nie pewnie w towarzystwie Matta, to jest dla niego jedna drobna rada. "Zabieraj nogi za pas". Świetliki miał swoje własne podejście do życia, świata i ludzi. Był otwarty, często szczery do bólu, nie przejmował się zbytnio konwenansami (zresztą, jakby ktoś go spytał o konwenanse, to pewnie odpowiedział by coś w stylu "Nie, dziękuję, nie lubię chińskiej kuchni"). Często bywał też egoistą. Liczyło się przede wszystkim dobra zabawa i wolność. A reszta? Reszta była na dalszym planie.

-Dziewczyna zmieniła się w dinozaura... Nie będzie to Lussy? W sensie Zwierzak? W sensie ten dinozaur nie był czasem cały czarny? Musisz jej wybaczyć. Ma swoje poczucie humoru i bankowo nie chciała cie przestraszyć... No dobra, nie, że przestraszyć. Nie chciała ci nic zrobić.... No dobra, nie, że nic zrobić. Chciała się tylko powygłupiać.
-A co do radioaktywności... To nawet szkoda. Pewnie by budę zamknęli na kilka dni, mielibyśmy wolne i brak zajęć czy zadań domowych.
- Cały Matt. Po co widzieć złe konsekwencje, jak można założyć różowe okulary i udawać, że świat jest w kolorach tęczy?

-No jak nie teraz, to kiedy? Z tego co wiem, to oni - wskazał ruchem głowy kosmitów - Nie są z kadry, zresztą zaraz gdzieś lecą... Znaczy się jadą. Innych belfrów tutaj nie ma... A czego oko nie widzi, tego sercu nie żal. Zresztą, widzisz tu gdzieś tabliczkę "zakaz wyjścia"? No ja też nie. A co nie jest zabronione, jest dozwolone. A co zabronione, to dozwolone, póki cie nie złapią. Więc leć na górę z rzeczami, wskakuj szybko w dres i idziemy do parku biegać. Poznasz tam parę fajnych ludzi. Pomóc co z tą teką? - Ponaglił chłopaka, nie mogąc się doczekać opuszczenia murów szkoły. Nie, żeby mu się tu wybitnie nie podobało, ale to była SZKOŁA. A jak wszem i wobec wiadomo, szkoła to zło i smuty i nudy, i nie ma wolności i krzyczą, jak skaczemy z drugiego piętra na trawę.

Little Boy - Pon 05 Wrz, 2016 19:52

W sumie chłopak był w pewnym sensie podobny do Chrisa - też gadał trochę bez ładu i składu. Tylko Krzyś gadał rzadko, a Matt zdawał się nie zamykać. No i Little Boy nie należał do osób, które realizowały wszystkie pomysły, które wpadną mu do głowy - raczej myślał o czymś, a potem wydawało mu się to tak szalone, że się tego bał. Ale chciał się zmienić. Pani psycholog mówiła mu, że musi podejmować ryzyko. Więc zdecydował, że to zrobi.

- No to chyba Lussy - odpowiedział chłopiec, chciał jeszcze dodać, że szkołę mógłby napromieniować nawet teraz, ale obawiał się, że Świetlik weźmie jego żart zbyt poważnie.
Jak mógłbyś mi pomóc, to byłoby fajnie. Tylko, że ja chyba najpierw muszę iść do pana Xaviera, żeby dał mi jakiś pokój albo coś, bo raczej mój został wyczyszczony, no i ktoś powinien wiedzieć, że tu jestem. Bez sensu tak włazić i nikomu nie mówić, prawda? - spytał malec. Trochę się obawiał, że Mattowi nie będzie chciało się czekać i pójdzie bez niego, a to byłoby raczej smutne, znaczy nie chodziło o to, że Chris był jakimś buntownikiem i szaleńcem, ale perspektywa wyjścia na miasto bez rodziców (w sumie bez nikogo odpowiedzialnego blisko) przerażała go tak bardzo, że chciał spróbować.
"Już nie wybucham, więc chyba nic BARDZO złego nie może się stać"
- To zaprowadzisz mnie do pana Xaviera, czy nie masz ochoty? - spytał starając się, żeby jego mina wyglądała tak żałośnie, żeby Świetlik pomógł mu z czystej litości ("No co? Mały, chudy blondynek z wielkimi smutnymi oczami wzruszą każdego.")

Rocket - Pią 09 Wrz, 2016 19:55

- No... reszcie. Zielonoskóra kobieta i chodzące drzewo - uściślił, orientując się, że właściwie nikt oprócz Alice nie spotkał ich wcześniej. W roztargnieniu całkiem zapomniał o tym szczególe. Trudno, Gam i Groot pewnie wymknęli się tak, by nikt nie zauważył, pytanie było wręcz zbędne.
- Cześć ruda, dość opornie - odparł machinalnie Rudej. Myślał o czymś całkiem innym, jak na przykład ile kilometrów mogła przejść już Zielona. Bo, że Drzewiec, mimo wyglądu, potrafił poruszać się nadzwyczaj szybko, wiedział od dawna.
- Garaż? - To słowo zwróciło jego uwagę. - Super, wiem gdzie to. Może nawet uda się uruchomić któregoś z tych gruchotów! - krzyknął, biegnąc już do wspomnianego miejsca. Jeśli dzięki temu szybciej odnajdzie przyjaciela, to nie zamierzał czekać aż Quill załatwi formalności.


zt// Garaż

Matthew Redman - Sob 10 Wrz, 2016 16:43

No bez przesady... Mattowi zdarzało się nie odzywać! I to nawet nie tylko podczas snu! Zazwyczaj trzymał język za zębami, gdy stawał oko w oko z wielkimi, łysymi "karkami", którym nie odpowiadało jego luźne podejście do życie i "trzeba go naprostować". W końcu łatwiej się ucieka, gdy nie wygłaszasz monologów, co nie?

-Do Łysego? A niby po co? Po pierwsze primo, jak Ci wysprzątali pokój, to chyba nawet dobrze, co nie? Się do świeżego pokoju wprowadzasz. Po drugie primo, jak Ci nie pasuje, to u mnie panuje "swojski porządek". Po trzecie secundo: ja wiem, że jesteś. Al i ten niebieski też. I Strażnicy wiedzą. Jak Strażnicy wiedzą, to chyba już nikt więcej nie musi wiedzieć! - No bo przecież po co się czymkolwiek przejmować? A przynajmniej tak rozumował Świetliki. - No... Więc dawaj walize i mów, gdzie idziesz. Do siebie czy do mnie.

-Tje! Obcy! Jak będziecie nas mając, to załapiemy się na podwozkę? Czy nie koniecznie? - Rzucił za odchodzącym Rocketem, lecz zaraz odwrócił się do Quilla, jakby podświadomie wyczuwając, że to od niego najszybciej doczeka się odpowiedzi.

Little Boy - Sob 10 Wrz, 2016 17:35

- Eee, no to może na razie rzeczywiście zostawię walizkę u Ciebie, a jak wrócę, to porozmawiam z panem Xavierem - podjął dezycję Krzyś, chociaż postawa Matta wydawała mu się dalece odbiegająca od norm i budziła w nim niepokój.
"Co się może stać? To tylko miasto, a w razie czego chyba zawsze można pójść na policję albo coś. Przecież ktoś chyba pilnuje tych wszystkich ulic."

Tak więc Krzysio wziął swoją walizkę i zaczął ją toczyć do ośrodka mając cichą nadzieję, że jednak jakiś nauczyciel go zobaczy. Bał się, będzie miał problemy za to, że nikomu nie zgłosił swojego powrotu.

- Prowadź - rzucił tylko, a potem ruszył do szkoły za Mattem cały czas mając przeczucie, że to może skończyć się słabo.

// do pokoju Matta razem z Mattem zresztą

Sway - Pon 10 Paź, 2016 22:03

// Ulice NY

Zaparkowała na podjeździe, ale bliżej garażu, by nie zastawiać nikomu drogi. Zgasiła silnik i przez chwilę siedziała w aucie myśląc o szalonym wieczorze i nocy. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżyła i trochę żałowała, że się skończyło i że na pewno już nie spotka Niesamowitego Klausa, jak to w myślach ochrzciła. Zresztą jak mogłaby nazwać kogoś, kto miał tak piękny głos? Westchnęła i wysiadła. Odruchowo zamknęła samochód i udała się do swojego pokoju przebrać się zanim przepatrzy lodówkę za czymś do zjedzenia. Alkohol zdecydowanie wzmagał jej apetyt.

//pokój Sway

Mistrz Gry - Sob 15 Paź, 2016 06:33

//z t. Flat Rock Forest. Jane i Helion

Podróż powrotna odbyła się bez niespodzianek. Nikt ich nie gonił, nikt do nich nie strzelał, nikt nie próbował pocałować Jane (a przynajmniej nikt jej nie zbudził pocałunkiem... Jeszcze).
Julian prowadził pojazd szybko, pewnie i bezpiecznie. Nawet pomimo tego, że kierować uczył się od Wolverina, który jak wiadomo ma specyficzne podejście do kwestii bezpieczeństwa.

Jane, ewidentnie wykończona wrażeniami sposobem, w jaki wykorzystała moc, nie obudziła się nawet wtedy, gdy ich czarny SUV zatrzymał się na podjeździe przed szkołą. Także słowa jej "przyjaciela" nie zdołały wyrwać dziewczyny z objęcia Morfeusza.
-Hej, Słonko. Pobudka. No nie mów, że jesteś taką księżniczką, że trzeba cie do łóżka zanieść! Eh... Mam nadzieję, że zobaczy nas na tyle dużo osób, że nie będziesz miała wyjścia i będziesz musiała mi się odwdzięczyć. - Powiedziała Helion, wziął Jane na ręce i zaniósł do pokoju. Jednocześnie korzystając z swoich zdolności telekinetycznych zajął się odpowiednio ich ekwipunkiem.

/z.t. Pokój Jane

Asmo - Pią 09 Gru, 2016 15:09

Poczekał aż nauczycielka usiądzie na ławce, by chwilę później spocząć tuż obok niej, delektując się świeżym powietrzem jakie mieli tutaj mieszkańcy instytutu. Wciąż myślał, jak wytłumaczyć wszystko profesorowi, wszak jego pomysł był szalony, ale czy geniusz nie ociera się o szaleństwo? Warto sprawdzić tą tezę, w szczególności że od tego zależą życia niektórych mutantów.
-Myślę że z miłą chęcią zostanę przy tym Jess. Mi możesz mówić Asmo, by nie recytować tej jakże długiej całości. Bardzo mi miło Jess. - Odparł uprzejmie.
-Czym się tutaj zajmujesz, jeśli mogę wiedzieć?- Zapytał, by jakoś pociągnąć konwersacje.

Mistrz Gry - Pią 09 Gru, 2016 17:14

- Asmo - wypowiedziała jego imię jakby było słodką czekoladką, którą się delektuje, a może i był, bo któż wiedział, co kobiecie mogło chodzić po głowie, a znana była z oryginalności.
- Uczę chemii oraz biologii. Zajmuje się też ogrodem z uwagi na moje zdolności - odpowiedziała. - A także otwieram drzwi tajemniczym przystojniakom o niezwykłych imionach - dodała bez cienia zażenowania z nim flirtując.
Była w końcu Szkotką, nie będą więc jej jakieś dziwne konwenanse pętały. Doskonale zresztą była świadoma faktu, że jej niewyparzony jęzor odstrasza mężczyzn, a zwłaszcza nadmierna i bardzo bezpośrednia szczerość.
- A ty? Co porabiasz na co dzień? - zapytała, autentycznie zainteresowana odpowiedzią.

Storm - Pią 09 Gru, 2016 21:52

// z cerebro

Miała teraz trochę rzeczy na głowie. Charles mocno ją zaskoczył swoimi postanowieniami. Nadal miała być dyrektorką? Nie chciała tego stanowiska, ale pełniła je ze względu na niego, bo jak mogłaby odmówić przyjacielowi, szczególnie teraz, gdy rzeczy miały się tak kiepsko? Nie potrafiła przejrzeć zamiarów Xaviera, a czuła, że ten nie mówił jej wszystkiego. Musiała w niego wierzyć, jak zawsze. Jeżeli jej zadania są w stanie pomóc w wykonaniu przez niego misji, to była na to gotowa, choć wolałaby, aby Charles się nie narażał, nie chciała go znów stracić.
Teraz jednak zmierzała w stronę podjazdu, bo w pierwszej kolejności chciała zająć się osobą Asmo. Dwóch członków bractwa w Instytucie? Trzech licząc Pietro, ale go jego obecności mogła jeszcze przywyknąć, sytuacja jednak robiła się nieciekawa, albo z Bractwem było już naprawdę źle. Wolała jednak zachować ostrożność. Szybkim krokiem zbliżała się do dwójki siedzącej na ławce, rozpoznając z kobiecie Jessmine, uśmiechnęła się lekko i skinęła głową.
- Ty zapewne jesteś Asmo? Ororo Munroe, dyrektorka Szkoły dla Utalentowanej Młodzieży. Profesor poprosił mnie, żebym z tobą porozmawiała. - zerknęła na Jessmine. - Możesz nas zostawić, wszystko jest w porządku, Jess.
Chyba. Mam taką nadzieje. Odetchnęła lustrując mężczyznę. Charles prosił, by była wyrozumiała, ale nie mogła pominąć faktu, iż jako dyrektorka byłą odpowiedzialna za bezpieczeństwo rezydentów, a to, co ostatnio się działo w Instytucie było co najmniej niepokojące. Nadal też była w trakcie przystosowania się po wybudzeniu ze śpiączki i choć powiedziała Charlesowi, że wszystko jest w porządku, wiedziała, że potrzebuje jeszcze czasu. Najlepsze do tego było jednak działanie i na tym się skupiła.
- Co sprowadza tutaj Bractwo? Czyżby kłopoty?
Nie chciała być ironiczna ani niemiła, niestety nie mogła się powstrzymać przed lekką uszczypliwością. Jej podejrzliwość była jednak uzasadniona, przynajmniej do momentu, aż Asmo nie udowodni, iż Ororo o nic martwić się nie musi z jego strony.


//dopisek MG//

Kiwnęła głową Storm, że rozumie. Zresztą krótka rozmowa z Asmo przekonała ją, że nie jest zagrożeniem.
- Jakbyś potem mogła trochę podlać ogródek warzywny, to będę wdzięczna - powiedziała do Ororo i odwróciła się do Asmo. - Miło było poznać.
Uśmiechnęła się do niego i wróciła do inspekcji bluszczu na murze.

Asmo - Nie 11 Gru, 2016 01:04

-Często miewasz takich tajemniczych gości, o niezwykłych imionach? - Twarz zgięła mu się w radosnym uśmiechu, pokazując śnieżnobiałe zęby. Założył nogę na nogę, starając się wciąż ignorować delikatne pieczenie na jego ramieniu, które mimo wszystko upodobał sobie Artho. A może ptak robił to specjalnie, by francuz pamiętał o priorytecie sprawy, z którą przyszedł?
-Bacząc na moją wiedzę i doświadczenia zawodowe, można śmiało stwierdzić że jestem Alchemikiem.- Chyba nawet spodziewał się wyśmiania, ponieważ dziedzina ta była już dawno zapomniana. Można powiedzieć że chemia i biologia była jej dziecmi. Cóż za zbieg okoliczności. -Hobbystycznie jestem obserwatorem. - Już nawet nie zamierzał mówić o lepkich rękach, które tak naprawdę były jego jedynym zródłem zarobku.

Gdy Storm podeszła do nich, stanął na równych nogach i wyciągnął w geście przywitania rękę, by ewentualnie za jej zgodą obdarować skórę jej dłoni dżentelmeńskim podarunkiem.
-Asmodeusz Christopher du Paris. - Wskazał na swoje ramie, gdzie siedziała biała papuga. - I Artho. Mój towarzysz. - Z twarzy francuza nie schodził ten serdeczny uśmiech, a żaden uczeń patrząc na jego twarz, nie śmiałby zarzucić że ten, jest członkiem jakże złego bractwa Mutantów. -Oh droga panienko Ororo, z racji kultury nie oznajmię że twoje przedstawianie jest na daremno... Czyż Charles nie uprzedził Cię, że znam Cię od momentu w którym próbowałaś go okraść*? Lub nie patrzył tak głęboko w me myśli. Na jego miejscu też odczuwał bym dyskomfort, przeżywając tyle stuleci w jedną chwilę.- Mówił o przeżywaniu stuleci, a jednak głos nawet mu nie zadrżał, co mogło oznaczać tylko że jest świetnym kłamcą, lub rzeczywiście przeżył tyle, na ile nie wygląda. Mogło być to zdziwieniem, spoglądając na to że Logan był najstarszym mutantem w szkole.
-Tak Jess, ja również uważam że wszystko jest w porządku. Gdyby coś miało nie być w porządku, profesor by mnie zatrzymał, prawda? - Już z nutką większej powagi dopowiedział. Tajemnicą było, jak zachowują się ludzkie umysły, kiedy czas przestaje istnieć, ale więź, która łączyła członka bractwa z prawdziwym dyrektorem szkoły, uprzedziła by poczynania Asmodeusza nim ten wszedł by na teren ośrodka.
-Cóż sprowadza tutaj Bractwo? A skądże ja to mam wiedzieć panienko? Jako swoja skromna osoba, mogę wiedzieć tylko o swoich zamiarach. Skłamałbym jednak, mówiąc że żaden problem nie naciska na me barki, a wizyta jest stricte towarzyska. Potrzebuję wsparcia w swoich badaniach, a na dobrą sprawę potwierdzenia tezy - by móc stawić czoła kosmatemu w postaci Sinistra. - Jej uszczypliwość została zignorowana. Będąc cierpliwą osobą, o ile nie jedną z najcierpliwszych na globie ziemskim, nie miał w zwyczaju nawet zwracać uwagi na tak "karygodne" jego zdaniem zachowania. Nawet ciche westchnięcie nie wyrwało się z jego ust, by przypomnieć Ororo jak dziecinnie zachowała się, bacząc na aktualnie reprezentowaną funkcję w Istytucie. Jego głos był lekki, spokojny, a nawet można określić że kojący zmysły.


*Asmodeusz jako obserwator wykazuje się niebywałą wiedzą o niemalże każdej postaci kanonicznej.

Storm - Nie 11 Gru, 2016 14:47

Jej niezbyt przychylne podejście do Asmodeusza było do przewidzenia. Nie znała go, a był on członkiem Bractwa, to oczywiste, iż zachowywała daleko idącą ostrożność, nawet pomimo słów profesora, by Ororo była wobec niego wyrozumiała. Ufała Charlesowi, ale czasem nie pojmowała jego łatwowierność i fakt, jak bardzo chciał każdemu zaufać. To jednak przez wzgląd na słowa przyjaciela postanowiła mimo wszystko odnieść się do przybysza na tyle uprzejmie, na ile było to możliwe, z delikatnym zaznaczeniem, iż nie do końca jest przekonana co do jego niezapowiedzianej wizyty. Jeżeli przekona ją, że jest inaczej, z pewnością zmieni nastawienie.
Asmo jak widać był zwolennikiem staromodnych manier i choć Storm nie zamierzała się poddać temu urokowi dżentelmeńskiego zachowania i tak była pod wrażeniem kultury jaką reprezentował.
- Miło mi poznać. - powiedziała uprzejmie, choć sama nie wiedziała ja ile "miło" rzeczywiście będzie.
Dość specyficzne imię posiadał, ale na razie nie zamierzała w to wnikać, bo nie to było tu sprawą najważniejszą. Jego kolejne słowa wprawiły ją jednak z konsternację i zakłopotanie. Nie ukrywała tego.
- Co? Skąd ty...? - patrzyła na mężczyznę ze zdziwieniem na twarzy. - Charles nic mi nie mówił.
Była zakłopotania? Oczywiście że tak. Asmo ją zaskoczył takim szczegółem z jej życia, o którym raczej nie wiedział praktycznie nikt. To mogłoby wytrącić z równowagi każdego. Był jasnowidzem jak Margo? A może kimś innym? Ciężko było jej powiedzieć. Otrząsnęła się i spojrzała na mutanta uważniej.
- Profesor obecnie jest poza zasięgiem niestety. Z racji, iż pełnię rolę dyrektorki tej szkoły, odpowiadam za nią i za jej mieszkańców. Jeżeli jednak twoja wizyta rzeczywiści nie zagraża nikomu, a Charles ci w jakiś sposób ufa, jestem gotowa wysłuchać, co też sprowadza się do nas.
Na wzmiankę o Sinisterze jej zdziwienie jeszcze mocniej wzrosło. Czyżby Bractwo wpadło w kłopoty?
- Sisnister znów zrobił jakiś ruch? - zacisnęła mocno usta tłumiąc negatywne emocje. - Dobrze, chętnie wysłucham cię w jakiś dogodniejszych warunkach, a jak wróci profesor to przekażę mu informację, albo ty to zrobisz. I proszę mówi mi Ororo.
Tak na koniec tylko dodała, bo nazywanie ją "panienką" było co najmniej dziwne. Trzeba powiedzieć, że Asmo zwrócił już jej uwagę. O ile nie przepadała za Bractwem to Sisnister też nie miał zbyt dobrej opinii i zagrażał każdemu, choć niestety Storm nie wiedziała o nim wiele. Teraz jednak ciekawiło ją, co za problem przywiał aż tu członka Bractwa.

Asmo - Wto 13 Gru, 2016 22:31

Z trudem pohamował chęć poklepania Storm po ramieniu, w reakcji na jej dezorientację. Westchnął tylko ciężko i klepnął swoimi obwieszonymi biżuterią dłońmi o swoje uda.
-Ororo, czy też Dyrektorko Ororo... Gdybym chciał zniszczyć instytut, to czy byłbym tutaj? Jestem pewien, prawie pewien że profesor uprzedził Cię lepiej, niż twierdzeniem: Idz do tego gościa.- Wpatrywał się w nią swoimi błękitnymi oczyma, a kamienna twarz mało co zdradzała. Czyste ucieleśnienie spokoju. Tylko ptak na jego ramieniu wykonywał delikatne ruchy, czując się niepewnie w tym miejscu.
-Rozumiem twoje zmartwienie, choć jest całkowicie niepotrzebne. Charles wie, jakimi umiejętnościami dysponuję, a w czym jestem lichy.- Zaraz po jego wypowiedzi czas stanął, a kobieta w całym swoim majestacie nie mogła zrobić już nic. Cierpliwie przeczesał jej włosy palcami, a następnie zrobił zwyczajnie długi warkocz i stanął przed nią, by na powrót wrócić świat do normalności.
-Spójrz. Gdybym chciał coś zrobić, nie pozwoliłbym Ci zareagować, a byłabyś pierwsza jako ważna osoba tutaj. Prawda?- I choć wiedział że może tym spowodować nawet napad agresji ku jego osobie, zwyczajnie puścił jej oczko, by ta miała czas na zorientowanie się, o co chodzi staremu francuzowi. -Chciałbym się podzielić tym tylko z profesorem, tudzież osobą, którą wyznaczy po przez rozmowę ze mną. Nie miej mi tego za złe, a przede wszystkim, nie martw się o rezydentów. Pomógłbym im z taką samą zawziętością, z jaką ty byś to zrobiła, czy każdy inny mentor. - Uśmiechnął się szeroko. -Pozwól że znajdę sobie miejsce i nie będę przeszkadzać. Masz obowiązki. - Powiedział i pokłonił się, idąc w stronę budynku.
Szkoda że Margo tutaj nie ma, przecież musi się dowiedzieć, czemu śnieg jest biały.

zt

* Jakbyś nie godziła się na zt , a Storm chciałaby powstrzymać Asmo - napisz PW :D

Storm - Czw 15 Gru, 2016 16:45

Jej nieufność była jak najbardziej na miejscu i Asmo nie mógł mieć jej tego za złe, po prostu wypełniała swoje obowiązku. Obowiązki, które zlecił jej profesor i powierzył na jej barki. W końcu to on prosił ją, aby nadal pełniła funkcję dyrektorki i reprezentowała zarówno szkołę, jak i jego samego, gdy w tym czasie on będzie miał czas na inne rzeczy. Tak jak w tej chwili, gdy poleciał na misję. Miała na głowie więc cały instytut wraz ze wszystkimi jego niespodziankami.
Wsłuchiwała się w słowa mężczyzny, nie czują się już aż tak pewnie, jak kilka chwil temu. Nadal stała za tym, by bronić szkoły i uczniów, ale powoli dochodziła do wniosku, że ten mutant, choć jest członkiem Bractwa, nie stanowi bezpośredniego zagrożenia, a do tego najwyraźniej Charles mu ufa w jakiś sposób. Szkoda tylko, że wcześniej jej o niczym nie uprzedził. Gdy mężczyzna postanowił, że odejdzie, stwierdziła, że nie może tak tego zostawić.
- Zaczekaj! - postąpiła krok naprzód i wyciągnęła w jego stronę rękę. - Charles prosił mnie, żebym z tobą porozmawiała, a także wspominał, żebym nie była względem ciebie zbyt negatywnie nastawiona. Wyznaczył mnie jako swojego zastępcę i reprezentantkę, więc jeżeli masz do niego sprawę, ja mogę mu ją przedstawić jak wróci. Obecnie udał się na misję, ale niebawem powinien wrócić...
Spojrzała na niego piwnymi oczami, zastanawiając się jednocześnie, czy dobrze robi. Wiedziała jednak, że Xavier mógłby być zawiedziony, gdy choć nie spróbowała.
- Jeżeli zechciałbyś mi powiedzieć o co chodzi, z pewnością mu wszystko przekażę.
Nie wiedziała czy zatrzyma Asmo albo czy dowie się od niego cokolwiek. Po coś tu w końcu przyszedł i choć Charles'a nie było, to nie wątpiła, że jest jego bezpośrednią reprezentantką w każdej sprawie.

Asmo - Pią 16 Gru, 2016 23:28

Na słowa, które wydobyły się z ust Storm, zareagował tak, jak postąpiła by większość. Przystanął w drodze do budynku, spoglądając na białowłosą kobietę - z pięknym warkoczem, który zrobił. Cofnął się o przebytą odległość, tak by nie musieli konwersować z sobą, używając wyższego tonu niż potrzeba. Asmodeusz raczej nie lubił, gdy ktoś wyciąga zbyt dużo z konwersacji, którą prowadzi. Pomińmy już hipokryzję, której dopuszcza się za każdym razem, nasłuchując nawet najmniejszego westchnięcia gdy używa mocy.
-Myślę że posiadam wystarczająco czasu, więc "niebawem" mnie nie zbawi. - Zaśmiał się, przysłaniając dłonią swoje malinowe usta. Warto wspomnieć, że podczas całej rozmowy jego oczy nie uciekały wcale na boki. Błękitne tęczówki prawie cały czas zawieszone były gdzieś na jej twarzy, mniej więcej na poziomie nosa, a jedyny ruch, którego się dopuszczał to sporadyczne przemiecenie spojrzeniem jej twarzy, w celu rozszyfrowania emocji.
-Ludzie są niezwykle przywiązani do swoich żywotów. Nie mogę zaprzeczyć że ja do nich nie należę... Jednak nie wyjawił bym nikomu tego co mam w głowie.- Przerwał na chwilę, by swobodnie podnieść dłoń do swych ust, subtelnie cmokając w sygnet z rubinowym oczkiem. Oznaka zdenerwowania?
-Wiem że jesteś odpowiedzialną osobą. Znam cały twój życiorys... Może prawie cały, a jednak nie chcę przekazywać Ci tej wiedzy. Wolałbym podzielić się nią z Profesorem. - Westchnął zrezygnowany. -Mogę uchylić tylko rąbka tajemnicy, że chodzi o zastosowanie technologi, w aspekcie walki z pewną gałęzią mutacji. -

Storm - Sob 17 Gru, 2016 19:52

Mogła pójść za nim, choć jak widać wydawał się być wyjątkowo pewny siebie i czuł się całkiem swobodnie zarówno na tym terenie, jak i towarzystwie. To wprawiało Storm trochę w zakłopotanie połączone z niepewnością. Nie była przyzwyczajona do podobnych zdarzeń, ale jako osoba jak sądziła rozsądna wiedziała, że powinna wszystko to przyjąć na chłodno. Mimo wszystko spoglądała na mężczyznę wyraźnie niepewnie, nie do końca będąc w stanie go odczytać. Musiała jednak zdać się na instynkt, a ten mówił jej, że Asmo naprawdę nie stanowi zagrożenia i rzeczywiście przyszedł tu w ważnej sprawie, podać pomocną dłoń lub samemu szukać pomocy, s tej nigdy się nikomu nie odmawia.
- Oczywiście. Będziesz naszym gościem. Mam nadzieję, że Charles w miarę szybko się uwinie.
Naprawdę miała taką nadzieje, ale tak po prawdzie to nie wiedziała ile zejdzie jego misja, tym bardziej, że zabrał całkiem liczną drużynę, jakby spodziewał się kłopotów. Przymknęła na moment oczy, na szybko analizując sytuację. Chyba dobrze robiła, choć słowo "chyba" było tu niewłaściwe. Odpowiadając za cały instytut nie było miejsca na "chyba". Była to dla niej kłopotliwa sytuacja i zdecydowanie niecodzienna, ale starała się dostosować.
Ciężko było jej nadążyć za tokiem rozumowania mężczyzny, ale najwyraźniej będzie musiała do tego przywyknąć i nauczyć się pewnych rzeczy.
- Rozumiem. Możesz poczekać na profesora i osobiście mu powiedzieć o sprawie, z którą przyszedłeś... jeżeli to naprawdę ważna sprawa, nie wątpię, że twoja wiedza może być bardzo przydatna.
Pewna gałąź mutacji? Ororo nie wiedziała o co może chodzić, ale Asmo był wyjątkowo tajemniczy i wiedziała już, że niewiele z niego wyciągnie czy to prośbą, czy też groźbą. Trzeba uzbroić się w cierpliwość, a poza tym. To jej jednak przypomniało, że francuz nie jest jedynym członkiem Bractwa, który do nich zawitał niedawno i tą sprawą też będzie musiała się szybko i pilnie zająć.
- W takim razie zapraszam do środka. Możesz rozgościć się w salonie i poczekać, w razie czego, będę do twojej dyspozycji.
Tym razem już oboje skierowali kroki w stronę budynku. Ororo była pełna wątpliwości i obaw, może niekoniecznie bezpośrednio związanych z osobą Asmo, jednakże te tliły się w jej głowie. Starała się tego jednak nie pokazywać na zewnątrz i zachowywała to dla siebie.

// z/t Asmo i Ororo -> salon bądź inna część instytutu

Alice Carter - Pią 10 Mar, 2017 13:09

->> nowy start

I znów ta sama bajka. I znów ruda nastolatka wysiada z żółtej taksówki, by pociągnąć za sobą spakowaną walizkę i stanąć raz kolejny w murach Instytutu.
-To już trzy miesiące?... Trzy?... - Westchnęła zatrzymując się za bramą i patrząc na budynek. Opuściła szkołę i wróciła do domu z matką, gdy ta odzyskała przytomność w ambulatorium. Potrzebowały siebie nawzajem by zregenerować rany... nie te fizyczne, a psychiczne zwłaszcza. Obu zostały głębokie, ledwo zasklepione blizny po porwaniu i koszmarze na Kubie. Musiały dojść do siebie i ułożyć na nowo życie bez ojca i męża, który popełnił samobójstwo, a który okazał się być nie tym kim przez tyle lat się ukazywał.

Matka dziewczyny została okaleczona i może już nigdy nie wziąć w dłonie skalpela. Alice zaś musiała poradzić sobie z koszmarami i traumą. Minęły miesiące, a ona wciąż nie potrafiła ocenić jak to na nią wpłynęło, jak to ją zmieniło. Jedyne co ją pocieszało, że jej mama trzyma się lepiej niż mogłaby przypuszczać ruda. Silna wola kobiety i pomoc telepatów pomogły odzyskać jej równowagę i właściwe wspomnienia. Była oparciem dla Alice, która dzięki mniej postanowiła wreszcie wrócić do szkoły i spróbować raz jeszcze zacząć żyć wśród ludzi. Cztery ściany jej pokoju mało jej służyły. Matka wciąż powtarzała, że AC potrzebuje "powietrza". Towarzystwa i wiatru, który przewieje jej troski ból. Musiała zrobić tylko ten pierwszy krok.

-Mamo... to dla Ciebie. - Powiedziała dodając sobie odwagi. Tej jej zazwyczaj nie brakowało, a teraz bała się i prawię trzęsła na myśl, że zaraz otoczy ją hałaśliwy tłum dzieciaków i koledzy, których przecież zostawiła bez słowa wyjaśnienia. Przygryzła wagę i poprawiła kwiecistą, delikatną sukienkę, w którą była ubrana. Ciekawe z kim przyjdzie jej się zmierzyć na początek... a może nie będzie tak źle jak się obawiała?
...

<zt -> pokój AC>

Jane - Sro 13 Gru, 2017 20:16

// laboratorium Hanka

Przeszła przez część szkoły, ale nigdzie go nie znalazła, aż mignął jej w oknie, stojąc na podjeździe. Złapała ich kurtki i zakładając swoją wyszła do Kellera, który wpatrywał się w swój telefon.
- Zmarzniesz - powiedziała, stając obok i wręczając mu kurtkę. - Pomyślałam, że sprawdzimy ślady wokół szkoły i może czegoś się dowiemy na temat tego, dokąd to coś zabrało Profesora.
Starała się mówić normalnie, ale była blada, a jej oddech był nienaturalnie wyrównany.
- Znalazłeś Lenę?

Hellion - Sro 13 Gru, 2017 20:57

- Co? Wyjechała z instytutu. Ororo podobno wie, nie? Morozov zresztą jest z nią. – odpowiedział, wyraźnie po drodze dowiadując się mniej więcej o to gdzie dziewczyna mogła być. Bardziej mniej niż więcej, gdyż ta nikomu nie zostawiła swoich dokładnych planów, poza tym, że zamierzała jechać do LA.
Pewnie żeby odwiedzić grób matki – jeśli miałby zgadywać.

Jedna rzecz naraz.
Zarzucił kurtkę, chwilowo uznając, że w są ważniejsze rzeczy, niezależnie jak bardzo grubiańsko by to nie zabrzmiało.
Jednak priorytet mieli żywi nad martwymi.

- Jasne. Dobry pomysł. Chociaż nie spodziewałbym się za wiele, jeśli mieli przygotowany transport – dorzucił, nie licząc w tym wypadku na za wiele, zawsze jednak warto było sprawdzić i takie możliwości. Nie takie rzeczy się już zdarzały, często nawet doskonale przygotowane plany miały jakieś niedopatrzenie które zauważone potrafiło coś powiedzieć o sprawcach.

- Charles żyje. Inaczej nie zadaliby sobie tyle trudu, żeby go porwać, taszczenie trupa tylko wszystko by komplikowało – dorzucił, zgadując powód podenerwowania kobiety.
Było nie było pewnie Charles był jedną z niewielu namiastek „rodziny” jaką mogła mieć.
Pewnie ją trzepało w środku i sporo kosztowało spokojnie zachowanie.

Jane - Sro 13 Gru, 2017 21:17

Zastanawiała się czy mu powiedzieć, że widok Gambita w agonii przywołał jej własne przeżycia po zaaplikowaniu jej krwi Helliona i tego drugiego mutanta, czy też może lepiej skorzystać z wymówki, którą jej Julian sam podsunął. Ale jeśli chodziło o porwanie Xaviera, to była wściekła, czuła żar furii i chęć rozerwania na strzępy porywacza. Scena w laboratorium Hanka sprawiła, że było jej słabo i czuła dreszcz strachu oraz echa dawnego bólu. A co jeśli będzie potrzeba telepaty, by odnaleźć Charlesa? Co jeśli tylko ja będę mogła to zrobić?

- Nie wjechali na teren szkoły, nadal możemy znaleźć coś użytecznego - powiedziała, ruszając podjazdem w stronę bramy, by potem móc obejść całość posiadłości wzdłuż ogrodzenia, jednak wystarczył krok, by się zachwiała i musiała złapać ramię Juliana by utrzymać równowagę.

Hellion - Sro 20 Gru, 2017 17:23

- Kamery będą pewnie i tak najprzydatniejsze – pół zgodził się, pół zaprzeczył, pół uniknął wyraźnie nieprzekonany. Cóż. Wlecieć, wynieść – wszystko jedno w jaki sposób zabrano profesora szczerze wątpił by robot, automat, golem, kombinezon technologiczny – cokolwiek to mogło być – zgubiło portfel z adresem i miejscem gdzie uciekli.
Prawdę mówiąc, jakby wjechali cieszyłby się zdecydowanie bardziej – opony zostawiają na ziemi i trawie wyraźny ślad zgodnie z którym można przyporządkować z grubsza przynajmniej model auta, nawet jeśli kamery go nie uchwyciły.

Inna sprawa, że w sumie i tak nic lepszego do roboty nie mieli – pomyślał zrezygnowany, ostatecznie nie umiejąc zaproponować w tym momencie nic lepszego. Ani nie wiedzieli czego szukać, ani gdzie szukać, ani w jakim kierunku szukać.
To można sprawdzić i teren.

- Dobrze by było jakby szybko ogarnęli się z monitoringiem – jeśli używają samochodu jesteśmy z góry sprawdzić całkiem spory obszar. Bezużyteczne jednak będzie jak zaszyją się w NY... – cóż, jeśli mieli przygotowani na transport lotniczy lub podobny tak czy siak pewnie znajdowali się poza zasięgiem tak czy siak.
Na to nic już poradzić nie mogli w tym momencie.

Jane - Sro 20 Gru, 2017 20:51

- Jeśli to coś miało pojazd poruszający się po ziemi, to jeśli zdołamy z grubsza określić jak on wygląda to nawet w Nowym Yorku zdołamy go znaleźć. Jestem pewna, że dla Starka włamanie się do miejskiego monitoringu nie będzie problemem.

Ruszyła wzdłuż ogrodzenia, wypatrując czegokolwiek odbiegającego od normy. Gdyby wierzyła w jakiegokolwiek boga to pewnie by się teraz do niego modliła o jakieś ślady, wskazówki, cokolwiek, co pozwoliłoby im odnaleźć Xaviera.

- Julian? A co jeśli będzie trzeba użyć Cerebro? - zapytała nieoczekiwanie. - Oprócz Charlesa i Jean nikt nigdy go nie używał. Mamy jedną telepatkę, ale jej daleko jeszcze do takiego poziomu, poza tym nawet nie wie co jest w podziemiach.

Hellion - Sro 20 Gru, 2017 21:19

- To chyba będziemy musieli poradzić sobie bez Cerebro. Ta maszyna chyba jest całkiem niebezpieczna ktoś nie jest wystarczająco potężny. Mamy Starka, Avengers, nawet tych kosmitów… Będziemy musieli sobie jakoś poradzić bez. – mruknął, przez moment zastanawiając się nad odpowiedzią. Gdyby to była Jean, pewnie by się nie zastanawiał. Natomiast ktoś za słaby by użyć maszyny zwyczajnie stanie się niepotrzebną ofiarą.

- Prawdę mówiąc Cerebro też nic nie gwarantuje, nawet jakbyśmy mieli wystarczająco silnego telepatę. Erik znalazł sposób, żeby się przed nim ekranować, dużo czasu spędził w rękach rządku – nie zdziwiłbym się, gdyby nasi goście wzięli i to pod uwagę. Wyraźnie celowali w Xaviera, o Cerebro albo nie wiedzieli – co byłoby raczej dziwne w przypadku tak dokładnie przygotowanego ataku, przecież napastnik zabrał Charlesa z Cerebro albo zwyczajnie nie uznali je za zagrożenie. Inaczej – przynajmniej na ich miejscu. Zniszczyłbym je. Do ostatniej cegły, Przecież nie było tam nikogo, kto mógłby to powstrzymać – dorzucił po chwili, zastanawiając się.

Przeciwnikiem profesora był telepata, i to najwyraźniej – na poziomie Xaviera. Inaczej. Być może przewyższający, z tego co rozumiał Cerbero miało zdolność wzmacniania zdolności telepatycznych. A Xavier będąc podłączony do niego walczył z przeciwnikiem, który najwyraźniej mimo to go przełamał.
Więc może nawet nie potrzebowałby żadnych technologicznych sztuczek w stylu hełmu Erika, żeby się osłonić przed telepatycznym wpływem maszyny.

Jane - Pią 22 Gru, 2017 20:40

Nie była pewna, czy zrozumiał jej obawy, czy tylko profilaktycznie wolał nie tykać maszyny. Właściwie to nie powiedziała mu, że Cerebro jest uszkodzone, ale znając Hanka wiedziała, że szybko ją naprawi.

- Fakt - mruknęła z rezygnacją. - To jest frustrujące - stwierdziła, zatrzymując się nieoczekiwanie i odwracając by spojrzeć na Kellera. - Dlaczego nie mogą nas po prostu zostawić w spokoju? Co takiego jest w nas, w tej planecie, że inni po prostu muszą chcieć zniszczyć i ją i tych, którzy tu mieszkają?

Ledwie było kilka spokojnych miesięcy i znów zostali w coś wciągnięci. Kiedyś życzyła sobie, by nie mieć mocy, by nigdy nie być mutantem, ale teraz nie potrafiłaby z tego zrezygnować, ale pragnęła po prostu, by ich zostawiono w spokoju. Czuła złość, wściekłość na tego dziwnego robota i marzyła, by go spotkać i rozerwać na pojedyncze atomy.

Hellion - Wto 16 Sty, 2018 10:39

- Nie znam innych planet, trudno mi powiedzieć, czy jest tam inaczej – rozbawiony sarknął tylko, niespecjalnie mając jakiś sensowniejszy pomysł na odpowiedź na retoryczne pytanie.
Chwilo pozostało im tylko czekać i cierpliwie szukać jakiś śladów. I prawdę mówiąc – bardziej sądził, że to Stark, Hank i ekpia jajogłowych pewnie miała szansę wyciągnąć coś z zapisów, filmów, monitoringu czy analizy jakiś ewentualnych śladów niż on z mocami typowo nastawionymi na fizyczne działania.
Nie miał ani specjalistycznej wiedzy ani zdolności, które by jakoś specjalnie mogły w tym pomóc. Co najwyżej mógł się pobawić w detektywa z CSI:NY… i tyle.

- Przeszukajmy dokładnie teren. Może uda nam się chociaż dowiedzieć w jaki sposób dostali się do instytutu. Potem jak się tym nikt jeszcze nie zajął można sprawdzić biuro i pokój Charlesa. Może coś jest w korespondencji, mailach, dokumentach… cholera wie? – dorzucił.

- Dobrze by było gdyby Hankowi albo Starkowi udało się chociaż zidentyfikować ten złom. Nawet jeśli tylko w kwestii nazwy i kto używa podobnego sprzętu – przynajmniej będzie wiadomo skąd zacząć – mruknął, jednak doskonale wiedząc, że zwykle i tak sprawa nie jest taka prosta. Albo się okazuje że coś zostało ukradzione, albo kupione…

Mistrz Gry - Pon 29 Sty, 2018 22:08

Mozolne przeszukiwanie okolicy było męczące, nudne i zdawałoby się - bezcelowe. Gdyby nie motywacja, wynikająca z faktu że chodzi o porwanie profesora Xaviera, oboje zapewne poddaliby się już jakiś czas temu. Ich upór, ponura determinacja sprawiła że na przekór wszyskiemu... nie znaleźli nic. Żadnych śladów, żadnej poszlaki. Wróg, który zaatakował był nie tylko doskonale przygotowany ale i niezwykle przebiegły.

Albo jakgdyby widział każdy ich ruch, przeszło im obojgu przez myśl, powodując ciarki na plecach. A może cały obszar Instytutu jest pod nadzorem telepaty który zdołał pokonać profesora? To mogłoby wyjaśnić fakt że nie znaleźli żadnego śladu, że nikt nie dostrzegł nic pomocnego. Tylko co w takim razie powinni zrobić?

Jane - Wto 30 Sty, 2018 15:47

- Quill też może się przydać i jego załoga - stwierdziła. - Czymkolwiek to badziewie jest, nie wygląda na nic, co by pochodziło z Ziemi albo twórca się naoglądał za dużo filmów sci-fi.

Czuła narastającą frustracją z każdym przeszukanym metrem terenu wzdłuż ogrodzenia. Zniechęcenie się czaiło gdzieś w tyle jej umysłu, ale wiedziała, że nie może przestać i się poddać. Charles się nie poddał, kiedy ją tu przywieziono. Nie poddał się, kiedy z początku jego próby treningu kontroli dawały wręcz odwrotne skutki. Był cierpliwy, wytrwały i teraz Jane musiała się wykazać tym samym. Poza tym, skoro nie mogła dorwać Strykera, to przynajmniej dorwie tego, który porwał Xaviera.

- Albo jest to świństwo niewidzialne albo umie latać - powiedziała ze złością, chwytając w rękę kamień i rzucając go z całej siły w kamienne ogrodzenie. Za nim podążyło kilkadziesiąt innych kamyków. Wszystkie po zerknięciu się z ogrodzeniem zamieniły w obłoczki szarego pyłu. - Albo ktoś nas robi w ostatnią chabetę - dodała, siadając na jednej z ławek i spoglądając w niebo. Nie podobał jej się ten dziwny dreszcz zimna, który pojawił się wraz z myślą, że może ktoś celowo utrudnia im poszukiwana i, o zgrozo, monitoruje każdy ruch.

- Mam wrażenie, że bez psów tropiących możemy sobie szukać wiatru w polu - mruknęła, odchylając głowę na oparcie ławki. - I powinniśmy mieć drugiego telepatę albo chociaż możliwość użycia Cerebro bez telepatii.

Hellion - Wto 06 Lut, 2018 11:34

Wzruszył ramionami, niespecjalnie wiedząc co odpowiedzieć. Nie miał chwilowo najmniejszego pojęcia kim mógłby być gość, skąd pochodził, czego chciał od profesora. Ani tym bardziej – czy mógł czy nie mógł pochodzić z ziemi i dlaczego.
Starkowa technologia momentami też wyglądała jakby mogła pochodzić z kosmosu. A do tego, skoro ziemię odwiedzali i Agardczycy i inni przybysze – nie wiedział najmniejszego powodu, dla którego i ich technologia nie miałaby zacząć przenikać i pojawiać się na ziemi po próbach jej zaadaptowania. Czy to przez rząd, czy prywatne firmy, które na pewno musiały widzieć w tym sporą kasę.

Zwyczajnie, wolał nie próbować zgadywać ani niepotrzebnie tworzyć założenia, z miejsca wykluczające takie czy inne możliwości.

- Z psami też. Trudno. Zobaczmy czy w instytucie coś więcej da się znaleźć. Może w gabinecie Charlesa będzie jakaś wskazówka dlaczego został porwany albo wyciągnęli coś z monitoringu? – zaproponował, nie widząc w takim razie większego sensu dalej rozglądać się na zewnątrz.

- Skoro nie wiemy jak to spróbujmy dowiedzieć się, kto ewentualnie mógłby chcieć porwać profesora albo chociaż – dlaczego. Można sprawdzić też gości w ostatnim bo ja wiem – 2-3 miesiącach którzy byli w szkole. Oraz incydenty z udziałem tych którzy znają plan budynku i mają dostęp do podziemi. Skądś musiał znać rozkład szkoły i sposób wejścia do Cerebro, w broszurach instytutu tego raczej nie przeczyta nie? Może akurat na coś się trafi. – cóż, dalekie strzały, ale być może chociaż udałoby się ustalić przynajmniej jedną z tych trzech rzeczy, co dałoby im jakiś punkt zaczepienia.

- Logi wizyt i odwiedzających niech może Stark i ta jego maszynka obrobi – komputer zrobi to i szybciej, sprawnej i dokładniej niż człowiek, pewnie w chwilę będziemy mieli odpowiedź, czy były jakieś podejrzane wizyty. Gabinet profesora musimy chyba sami sprawdzić, chyba że ktoś się tym zajął – dorzucił, kierując się z powrotem do budynku.

Sunshine - Sro 07 Lut, 2018 20:42

//z Alexem - Nowy York / Nieużywane nadbrzeże portowe

Przytaknęła. Miał rację! A w takim razie cofa wszystkie słowa o braku doświadczenia i innych. Ale tylko w swojej głowie. Uśmiechnęła się za to moment później zerkając na niego z zaciekawieniem i jakąś taką, dla niektórych może nawet nieco niepokojącą iskierką w oku.
- A co, chciałbyś? Wieesz, zawsze możesz spróbować. Może akurat nie trafisz na OIOM, albo może nie padniesz od razu, o tutaj. Kto wie. A może akurat będzie całkiem przyjemnie? - powiedziała z tym swoim uśmieszkiem. Straszne! Czy ona mu właśnie życzyła śmierci?!
Blanka nie miała oczywiście złych zamiarów wobec chłopaka. Nie była tego typu osobą. Ale wiedziała, że ciekawość czasami jest zbyt wielka, a skutki potrafią być katastrofalne i, choć bardzo by chciała, to nie potrafiła przewidzieć co mogłoby się stać. A to że była radosna i te dwie rzeczy się razem spotkały i wyszła dość przerażająca mieszanka to już trudno. W jej przekonaniu brakowałoby tylko odrobiny brokatu w tym wszystkim.
- Możemy, tak, tak, pewnie - pokiwała głową bez sprzeciwu dając się ciągnąć przez moment za rękę. Po opuszczeniu nadbrzeża pozwoliła sobie na prowadzenie go prosto do Instytutu, oczywiście paplając bez przerwy, no, może nie tak do końca bez przerwy, o różnych rzeczach, ale głównie jak fajnie będzie i jak bardzo się cieszy, że chce z nią tam iść. I że wcale nie okazał się takim gburem jak myślała, bo trochę się tego bała.

W trakcie drogi do Szkoły nawet nie wpadła na pomysł, że coś mogłoby być nie tak. No, pomijając że znowu! przyprowadza nieznajomego bez jakiejkolwiek informacji. Ale cichosza, nikt nic nie wie, nie?
- Jane! - zawołała radośnie przyśpieszając nieco kroku i zmuszając jednocześnie blondyna by ruszył po jej śladach. - Dzień dobry, dzień dobry! - uniosła rękę machając nią na boki, zupełnie jakby chciała się upewnić że ją zauważą. Zauważenie rudego skrzata czasami bywało trudne, ale nie kiedy się wydzierał, nie?
- Dzień dobry - powtórzyła i wzięła głęboki oddech. Szeroki uśmiech nieco przygasł widząc minę Jane, a zaraz później odwracając głowę w stronę Helliona.
- Wszystko okay? Ekhm, nie chcę się wtrącać - mruknęła marszcząc brwi - no, ale, bo przyprowadziłam kogoś kto by chciał może zostać w Instytucie i potrzebuje Profesora Xaviera. Albo Ororo. Albo kogokolwiek. Bo już się złapałam, że nie umiem przekazać żadnych przydatnych informacji, więc... Więc jak ja mam rekrutować kogokolwiek?! - spojrzała na Alexa, a później znowu na Jane. Dopiero po wyrzuceniu z siebie tylu słów na raz ktokolwiek miał szansę się odezwać.

Jubilee - Czw 08 Lut, 2018 16:02

Jubilee przywiozła Alexa i Blanke w względnej ciszy. Nawet za długo nie walczyła z radiem, stwierdzając, że później na spokojnie sprawdzi, czy działa jak maszyny do gier. Poza tym, stwierdziła, że te "wiejskie dźwięki" świetnie zagłuszają jękanie i stękanie Zakały.

-Dobra. Ekipa! Wysiadać! - Powiedziała radośnie, zatrzymując się za bramą. - Zakała, nie zapomnij o sparingu. Się najpierw rozgość i te de, ja pójdę odstawić bryke do garażu. O, hej Jane, Julek. Co znowu "kombinujecie"? - Puściła oczko do Weller. A może do Kellera? Pewnie do tego, które pierwsze zorientuje się, co stoi za tym pytaniem.
-Dobra, mniejsza z tym. Opowiecie mi później. Jadę odstawić tego gruchota na miejsce. Ktoś już zastawił wjazd, czy mam trochę szczęścia?

Alex Rossa - Nie 11 Lut, 2018 15:57

W jednej chwili zdawało się, że odzyskał kontrolę nad wydarzeniami, w drugiej został sprowadzony na ziemię. Mówiąc o "innych środkach dojazdu" miał na myśli choćby autobus, ale za żadne skarby świata jazdę z Azjatką. Azjatką, która prowadziła tak, jakby chciała ich wszystkich pozabijać, stąd przez większość drogi Alex bardziej skupiony był na przeżyciu podróży i nie zwymiotowaniu wewnątrz auta, niż na tym, co mówiła do niego Sunny.
No, przynajmniej mała satysfakcja z zabawy z radiem poprawiała mu nastrój.

Potem nie było lepiej. Ledwie wysiadł a już Blanka ciągnęła go w stronę jakiejś nieznanej mu pary rezydentów, którzy nie wyglądali na szczęśliwych z tego powodu. Cóż. Przynajmniej na ich widok obie dziewczyny przestały nadawać. Błoga cisza... Tylko coś mu nie pasowało. Może i nie był telepatą, ale umiał obserwować ludzi. A ta dwójka, jak im tam, nie wyglądała na zbyt zrelaksowaną. I o wiele bardziej spiętą niż z powodu nieprzewidzianej wizyty obcej osoby.
- Wyczuwam kłopoty i to duże. - Westchnął. - To może lepiej jak tu zostanę, a wy sobie wyjaśnicie sytuację. A ja będę mógł rozejrzeć się samodzielnie po terenie. - Sytuacja zdawała się być wręcz idealna do zagrania 'grzecznego' dzieciaka, przynajmniej dopóki pozostali nie zajmą się ważniejszymi dla nich sprawami.

Hellion - Sro 14 Lut, 2018 08:52

- A… Blanka? Jasne… Profesor jest nieobecny, mamy tutaj na głowie solidne zamieszanie chwilowo. Munroe też może nie mieć za bardzo czasu teraz. Zaprowadź kolegę do sekretariatu, tam powinna być Jessamine albo Jeremy. Wypełni wszystkie wymagane papierki i powinien też odpowiedzieć na pytania jeśli twój kolega jakieś ma… - odpowiedział dziewczynie trochę zaskoczony.

- Ponieważ instytut jest typem szkoły boardingowej, zajmą się też zakwaterowaniem jeśli zdecydujesz się podjąć tutaj naukę. Alex, zgadza się? - wyjaśnił przy okazji chłopakowi, w duchu się przeklinając na niespecjalnie fortunne połączenie czasu i miejsca dla nowego ucznia. Mało kto w tym momencie miał głowę do zajmowania się takimi rzeczami.

- Idziemy do gabinetu Xaviera, odprowadzimy was kawałek – dorzucił, ostatecznie uznając, że tak czy siak formalnościami związanymi z nowym uczniem najlepiej i najszybciej zajmie się Jassamine. Do tego w tej chwili samodzielne szwędanie się po instytucie Alexa byłoby niespecjalnie wskazane.

// → Korytarz? (skąd tam jest wejście do gabinetu xaviera oraz sekretariatu)

Drax - Sob 17 Lut, 2018 21:31

Został porzucony przez wszystkich. Jak wcześniej było sporo osób obok Milano, tak w jednej chwili wszyscy znikli. Peter poszedł się bawić z Gamorą, Rocket udał się ze Starkiem, a Groot poszedł sobie gdzieś. I tylko biedny Drax został sam przy statku, gdyż mieszkańcy tego budynku też się ulotnili. Nie przeszkadzało mu to jakoś szczególnie. Przecież wbrew powszechnie panującej opinii nie potrzebował opieki przez cały czas. Potrafił o siebie zadbać i nie poderżnie nikomu gardła. Jest dorosłym i odpowiedzialnym wojownikiem. Ten czas wykorzystał więc na ćwiczenia. W końcu musi mieć formę i doskonalić swój warsztat w razie niespodziewanej walki lub jakiegoś zdradzieckiego ataku. Pomimo tego, że byli na planecie, którą Quill uważał za dom to w dalszym ciągu była dla nich tajemnicą. A każda tajemnica niesie za sobą groźbę niebezpieczeństwa. Tak więc Drax wykonywał swój standardowy trening, ale samotność w końcu go znudziła. Nie kazali mu siedzieć na statku tak więc ruszył na poszukiwanie jakichś ciekawych zdarzeń. I chyba znalazł takie, bo zauważył grupkę osób. Ciekawe co robili. Niestety zanim do nich doszedł to wszyscy się rozeszli i biedny Niszczyciel został sam. To był chyba jakiś spisek. Może jak znowu coś rozwali to zwrócą na niego uwagę. Drax więc skierował się do Milano, by tam poczekać na dalsze informacje o sytuacji w szkole. Nie będzie się szwendał bo znowu będą do niego wąty, więc sobie spokojnie tutaj odpocznie i poczeka, aż zjawi się ktoś z kim będzie można porozmawiać.

//Milano

Groot - Sro 28 Lut, 2018 18:45

/Park

Drzewiec zwiedzał sobie okolice Instytutu. Zatrzymał się w budynku, gdzie mieszkały spore czworonożne stworzenia z kopytami. Groot postanowił się z nimi zaprzyjaźnić. Zwierzaki początkowo się go bały. Rżały, cofały się, czasem kopały. Ale w końcu się uspokoiły. A przynajmniej tak się olbrzymowi wydawało. Gdy wyciągnął rękę do jednego z nich, ten zaczął mu obgryzać korę. To była pułapka! Oburzony Groot ryknął wściekle, a konie stwory znów wpadły w popłoch. Mimo, że powierzchowna rana zregenerowała się w parę sekund, drzewiec był oburzony zdradzieckim zachowaniem niedoszłych przyjaciół.
Poszedł prosto do statku, gdzie spodziewał się zastać jednego ze swoich PRAWDZIWYCH przyjaciół. Ale Draxa tam nie było. A więc trzeba było go poszukać. Kolos założył, że Niszczyciela nie ma tam, gdzie on już był, więc obszar poszukiwań się trochę zawęził. W końcu usłyszał znajomy głos, który zaprowadził go do wyjścia z posesji.
- I am Groot! - zawołał uradowany tym, że odnalazł przyjaciela.

Jane - Sro 28 Mar, 2018 15:43

//parter - korytarz

Jane ciągnęła opierającego się z lekka Juliana, który kłócił się o to, czemu w ogóle wychodzą i że zimno i niefajnie na dworze. Przystanęła kiedy zauważyła 2/5 kosmicznego składu. Pociągnęła Kellera w ich kierunku.
- Chodźcie - rzuciła do Draxa i Groota, zaganiając ich w stronę bramy na końcu podjazdu.
- Profesor się ze mną skontaktował telepatycznie. Powiedział, że nie powinniśmy wracać do szkoły, aż Ororo nie powie, że teren jest czysty. Nie wiem co się dzieje, ale ani trochę mi się to nie podoba. Mam nadzieję, że dym i alarm wystarczą, by się kto mógł to wyniósł stamtąd. Charles jeszcze coś powiedział, że wróg manipuluje MESS. Drax, Groot, widzieliście tu kogoś jeszcze, kto nie wszedł do szkoły? - zapytała z nutą nadziei w głosie, że może jest ktoś jeszcze poza szkołą, kto na pewno nie dostał się pod wpływ przeciwnika.

Jubilee - Czw 26 Kwi, 2018 22:15

//Z sekretariatu. Wraz z Orszakiem

Jubilee już byłą w ogródku, już witała się z gąską... No dobra. Nie była w ogródku, ale prawie na korytarzu. I nie witała się z gąską, ale szukała jakiejś chusty, żeby tym smrodem nie oddychać (w końcu trzeba dbać i oszczędzać tak delikatny zmysł powonienia, jak jej. A miała delikatny zmysł powonienia, bo była delikatna jak kwiatuszek).
No ale wpadła Jassmine i skończyła się bajka. Gdy Najwspanialsza X-Womenka ever już już wychodziła, poczuła żelazny uścisk na kołnierzyku. W sumie, jak mowa o żelaznym uścisku, Jubsi by się nie zdziwiła, gdyby Jass serio pokryła dłonie jakimś żelazem. Rozgrzanym. W końcu Szkoci jedzą rozgrzane do białości podkowy na śniadanie co'ne? No ale tak... Jubsi poczuła żelazny uścisk na kołnierzyku. I już wiedziała, że sobie po Szkole nie pobiega. Potem doszły groźby karalne. Więc Jubs nie miała za wiele do powiedzenia. Skrzyżowała tylko ręce na piersi, przybrała mega fochniętą minę i dała zaciągnąć się do okna. A potem przez okno w krzaki. Kto to słyszał, żeby dziewczyny w krzaki ciągnąć?!

No ale z Jassmine nie było za bardzo dyskusji. W sumie więcej niż z Jeremym... ale to tylko dlatego, że starszy profesorek potrafił jedno zdanie wypowiadać tyle, co każdy jeden normalny jakieś dziesięć.

-Dobra, Kompanija... - Powiedziała Jubs, gdy wykaraskała się z krzaków. - Jakieś plany? O! Jest Jane. Psorek wybaczy, ale ja właśnie sobie przypomniałam, że miałam pomóc Jane w mega ekstra ważnej sprawie. I Słonek i Poczwarek też mieli pomóc! - Nie zwracając uwagi na ewentualne protesty porwała dwójkę prawie rówieśników i zaciągnęła w kierunku koleżanki.
-Jane, Julek, ratujecie mi skórę. Jeremy mnie dopadł. Tak, znowu. Ale tym razem jeszcze nic nie zrobiłam! W sumie to serio nic jeszcze nie zrobiłam, bo Poczwarek to dzieło Słonka. Przy okazji... wiecie, o co ten cały dym? Wolvie zatrzasnął się w kiblu i puszcza znaki dymne?
Dopiero teraz coś jej zaczęło nie pasować.
-Ej... Co tu robi ten facet bez bluzki? Co prawda masz się czym chwalić... ale jakoś takoś coś z tobą ble. I od kiedy drzewa chodzą? - Dziewczyna nie przypominała sobie, by jacyś nowi uczniowie w ten sposób wyglądali... a że jakoś lądowanie UFOków jej umknęło (bo to było podczas tej wyprzedaży, co to była ta ładna, czerwona bluzka, no i tak jakoś...). Więc nie dzienw, że dziwne jej się to wydało.

Sunshine - Czw 03 Maj, 2018 23:53

Nawet kiedy wychodziło się przez okno na parterze trzeba było być ostrożnym. Jeden nieuważny ruch i można było albo się zaplątać w krzaki, albo coś połamać, albo zdeptać, albo wylądować twarzą na ziemi. Prawie to wszystko przytrafiło się Blance, która, na szczęście, uniknęła spotkania trzeciego stopnia z gruntem, no i chyba nie uszkodziła specjalnie żadnych ukochanych roślinek Ororo. A taką miała nadzieję.
Odzyskawszy równowagę na moment zignorowała ewakuujących się przez okno i rozejrzała się pierw zerkając na wyższe piętra budynku. Coś sie pali? Coś wybuchło?
- Co sie stało...? - wymamrotała i zaraz odwróciła głowę patrząc na pozostałych zebranych na podjeździe. Zmarszczyła nos nie rozpoznając kilku osób, a później Jub... Co tu się działo?!
- Jub, nie ważne czemu drzewa chodzą. Na razie nie ważne - westchnęła rozglądając się raz jeszcze. Chciała się upewnić czy wszystko wygląda tak samo jak powinno. Poza tą grupką nieznajomych.
- Jane, co jest grane? Co to za alarm? Wiecie coś? - było widać po niej zmartwienie. I to chyba aż za bardzo. Miała złe przeczucia i kompletnie jej się to nie podobało.

Groot - Pią 04 Maj, 2018 23:41

Groot nie lubił być sam. Najlepiej mu było wśród przyjaciół, całej paczki. Ale jeden też zawsze dawał jakąś namiastkę. Nawet Drax. Dlatego, gdy tylko go odnalazł, jego humor znacznie się poprawił.
Ale nie na długo. Zaistniało dziwne poruszenie, które z początku było bardzo dezorientujące. W końcu drzewiec zrozumiał, że coś złego dzieje się w budynku. A przecież tam są jego przyjaciele! Nie obchodziło go, o co dokładnie chodzi. Pożar, bomba, plaga kosmicznych korników - nie mógł stać bezczynnie i liczyć, że Rocket, Quill i Gamora wyjdą z tego cało. Jasne, wierzył w nich, ale musiał im pomóc. A zawsze potrafił się do czegoś przydać. Nie zważając na słowa kobiety i zdziwione spojrzenia dzieciaków, zaczął iść w stronę instytutu. Obejrzał się jedynie, żeby się upewnić, czy Drax idzie za nim. W końcu jego też nie powinien gubić. Znowu.

Alex Rossa - Nie 06 Maj, 2018 19:47

- Poczwarek? - Zabiję. Zabiję, poćwiartuję i usmażę na grillu, a potem nakarmię psy.
No, nie był zadowolony z nowej ksywki i było to dość wyraźnie widać na jego twarzy, kiedy pomagał Blance wygramolić się z krzaków. Kto by pomyślał, że można aż tak nie umieć przeskoczyć na rośliną, tylko wpaść prosto w nią... No dobra, on sobie pomógł nieco wiatrem, ale jednak.
W milczeniu za to podążył za dziewczynami na podjazd, gdzie zebrała się chyba jedna z dziwniejszych ekip jakie widział. Postanowił nie pytać o zebranych i starał się też nie gapić na bardzo-realistycznego-enta, bo na ulicy za gapienie się można było zebrać niezły łomot, a to mu się nie wiedziało w obecnej chwili.
A co do enta, co on najlepszego właśnie odwala?
- Ej, czekaj! Porąbało cię? Tam gdzie dym, tam ogień, a ty jesteś z drewna, idioto. Spłoniesz zanim dojdziesz do hallu - zawołał za Grootem, bardziej dla zasady niż z nadziei, że ten go posłucha. Zrobił więc jedyną rzecz, jaka przyszła mu do głowy, czyli postarał się o wytworzenie bariery między szkołą a entem. Może nie była zbyt silna i musiał się nieźle wysilić żeby w ogóle zaistniała, ale może przez te kilka sekund ktoś łaskawie ogarnie i mu pomoże zatrzymać idiotę. Byłoby miło.

Jane - Wto 08 Maj, 2018 20:05

Julian zrobił jedyną sensowną w tym momencie rzecz, a mianowicie stanął za panną Lee i zwyczajnie jej zatkał dłonią usta. By mieć pewność, że krewka pannica mu niczego nie odgryzie dodał telekinetyczną barierę pomiędzy jej niewyparzoną buzią a jego dłonią. Za to otrzymał pełen wdzięczności uśmiech Jane.

- Coś jest w szkole... - Nie zdążyła powiedzieć nic więcej, bo Groot zaczął się pchać do środka. Na szczęście jakiś blondyn, a może blondynka (nie potrafiła zgadnąć płci po twarzy) próbował drzewca zatrzymać. Tyle wystarczyło, by Weller zdążyła go przyciągnąć do siebie. - Groot, to nie czas by zgrywać herosa. Nikt nie może wejść do środka, aż się nie upewnimy, że jest tam bezpiecznie. I bez obaw - zwróciła się do pozostałych. - Nie ma pożaru. To tylko sam dym. Musiałam wyciągnąć z budynku tyle osób ile się dało. Powinniśmy chyba odejść dalej.
Gestem dała Jeremy'emu sygnał by zabrał resztę dzieciaków z bezpośredniego otoczenia budynku.

Jubilee - Sro 09 Maj, 2018 15:59

No z deszczu pod rynnę! Jubs wiedziała, że nie zawsze i nie wszyscy potrafili wytrzymać jej towarzystwo (zrzucała to na karb normiaków. Po prostu nie potrafili za długo wytrzymać w obecności takich pokładów zajefajności, jakie posiadała mutantka. No i musieli uciekać gdzieś, gdzie można jakoś pozamulać). Ale ten tu drzewiasty? Przecież praktycznie nikt nie uciekał od razu na widok Jubs! Chyba, że to jakiś nerdo-geek... tylko jakoś tak nie pasował do pana "Patrz, mam Klatę". Tacy byli zazwyczaj swoimi zaprzysięgłymi wrogami.

No, ale na szczęście był Poczwarek, któremu wyjątkowo udało się uratować sytuację, a nie ją do końca rozwalić! Brawo on! Ale takie ciche brawo on. Bo jeszcze usłyszy i w jakieś piórka obrośnie czy coś...

Gdy dama jest łapana od tyłu, uderza napastnika obcasem w stopę. Jubs nie miała obcasów. Źle się w nich biegało, nie pasowały do okularów ani płaszcza... no i nie dało się w nich biegać. I połowa facetów chciała się z nią wtedy umawiać. Szkoda, że ta gorsza połowa. A Jubilee się szanowała. I dlatego nie zadawała się z byle kim. Nie licząc Poczwarki. Ale z niego z czasem może wyrosnąć jakiś... No dobra. Na motylka to to nigdy nie wyrośnie. Ale może jakaś ćma.
No więc Jubilee nie miała obcasów. Co nie znaczy, że była bezbronna, o nie! Miała swoje fajerwerki i wiedziała, jak ich użyć, żeby bolało, ale nie zrobiło krzywdy! Czy tam nie uszkodziło ubrań.
No więc Jubs użyła fajerwerek. Wycelowała w stopę Julka i Puf-Puf-Puf! Zaraz też odskoczyła licząc na to, że zdezorientowany i obolały mutant straci koncentracje i knebel sam się zdejmie. No i miała rację. Jak zazwyczaj.
-Ej! Nie wolno tak zaczepiać Damy! Jane, weź sobie go jakoś wychowaj! No prawie mnie nową fryzę zniszczył! Ja wiem, że takie kudły jak twoje, to to się w 3 sekundy czesze... w sensie jak je ewentualnie kiedyś czeszesz... no ale są też takie fryzury, jak Moja. I takie włosy. I o nie trzeba dbać, a nie! Wiesz, ile teraz kosztuje dobry fryzjer? Szczególnie, jak ma się zablokowane kieszonkowe przez najbliższe 3 lata do przodu?

Dziewczyna w końcu poprawiła płaszcz i po krótkiej chwili potrzebnej na ogarnięcie całej sytuacji, kontynuowała.
-Jak to "tylko dym"? Że niby to jakaś nasza sprawka, czy coś w tym klimacie? W sumie... Nasz Ulubiony, Niebieski Geniusz odłączył czujki od systemu wzywania straży, czy za jakieś parę minut będzie tu ekipa próbująca zalać nam dom?

Groot - Pią 11 Maj, 2018 22:24

Kolos nie zamierzał długo czekać na Draxa. Jeśli zechce pójść, to na pewno trafi, a jeśli nie, to przynajmniej jest bezpieczny. Nie zważał na słowa młodego Terranina. Zrobił kolejny krok w stronę budynku i nagle odbił się od niewidzialnej ściany. Przekręcił głowę i spojrzał przed siebie z nierozumnym wyrazem twarzy. Wyciągnął badylastą rękę i pacnął parę razu o dziwne w dotyku pole siłowe. Podczas swojego długiego życia miał już do czynienia z niejedną barierą. Ta nie wydawała się zbyt silna. Już się zamachnął, żeby użyć więcej siły i ją rozbić, ale w tym momencie niespodziewanie uniósł się kilka cali nad ziemią i został odciągnięty. Spojrzał na kobietę, która to najwyraźniej stała za przerwaniem jego akcji ratowniczej.
- I am Groot? - zapytał niepewnie.
Mieszkańcy tej planety byli nietypowi. Choć wszyscy wyglądali podobnie, to każdy potrafił zupełnie coś innego. Nigdy nie wiadomo, czego się po nich spodziewać. W każdym razie ta gromada wydawała się mieć dobre intencje. Tylko stanie w miejscu i czekanie aż reszta wyjdzie z budynku to za mało. Zupełnie nie w jego stylu.
- I am Groot! - krzyknął na dorosłą część towarzystwa i wskazał sękatym palcem na instytut. Rozumiał, że chcieli chronić uczniów, ale on tej ochrony nie potrzebował. Za to Rocket, Gamora, Quill - kto wie?

Alex Rossa - Nie 13 Maj, 2018 21:14

Widząc lewitującego w tył enta Alex stwierdził, że chyba polubi tę całą Jane. A prznajmniej nie będzie przeszkadzał, bo się dziewczyna w tańcu nie pierdzieli. Tylko mogła chyba wymyślić lepszy sposób na wyciągnięcie ludzi z budynku... Ale to już nie jego sprawa, prawda? Chociaż może i trochę jego skoro miał zamiar tu zostać. Jeśli będzie gdzie.

Alex zrobił mentalną notatkę żeby przy najbliższej okazji wyświadczyć brunetowi przysługę w zamian za uciszenie Amobinacji. Nawet jeśli tylko na chwilę. Litościwie nie skomentował pokazu mocy Jubs, choć pewien w tym udział miała desperacka próba nie ryknięcia śmiechem. Serio, fajerwerki?
- Zamknij się wreszcie i słuchaj kiedy inteligentniejsi od ciebie mówią, to może się czegoś wreszcie nauczysz. Na przykład liczenia do dwudziestu - skwitował, kiedy już się nieco uspokoił. Matko, Alex wprawdzie miał swoje za uszami, ale ta panna biła go na głowę.

- A ten co, zaciął się? - spytał niepewnie. Ciekawe czy ent... nie ent, jak ona go nazwała, Groot? Ciekawe czy Groot potrafi jednak powiedzieć coś więcej niż jedno zdanie. Byłoby dobrze gdyby tak.
- Stary, jestem pewien, że po kogokolwiek chciałeś tam wejść, zaraz sam wyjdzie. Jeśli nie drzwiami to przez okno. Albo coś. - No dobra, może i blondyn nie za bardzo umiał w relacje z żywymi drzewami, ale starał się uspokoić wielkoluda, byleby tylko nie sprawiał kłopotów.

Jane - Pon 14 Maj, 2018 21:13

- Damy? - Juliana aż zgięło w pół od śmiechu. - Z tą niewyparzoną buzią, Jubilation, to możesz co najwyżej być-
Nie dokończył, bo Jane strategicznie zatkała mu gębę ręką, momentalnie go uciszając.
- Później sobie dokończycie wymianę zdań.

- Straż pożarna nie wpadnie, upewniłam się co do tego. - Uspokoiła Jubs i zwróciła się do Groota. - Są z dyrektorką. Widziałam jak wchodzili do gabinetu Profesora. Nic im nie będzie.
Co prawda nie widziała nigdzie futrzastego członka drużyny, ale on zdaje się powinien być przy naprawach statku z tego co ostatnio jej się obiło o uszy.

- Z tego co zauważyłam, to Groot nie zna więcej słów w naszym języku. A właściwie to kim jesteś? Nie przypominam sobie byś był na którejś z list uczniów?

Pozostawiła Alexa w niepewności, czy go objedzie, czy też zadowoli się jego odpowiedzią i nie będzie więcej dociekać. A może nawet pochwali, że kazał się Jubs uciszyć. Jubi bywała słodka, ale czasem Jane miała ochotę założyć jej knebel.

Sunshine - Nie 20 Maj, 2018 22:02

Sun chciała się dowiedzieć co jest grane bo... No kurcze, coś było nie tak! I to nie tylko przez ten dym! A że "tylko wtajemniczeni" wiedzieli co jest grane to na pewno była to jakaś grubsza sprawa. Jak zawsze z resztą.
Nie była zadowolona wymijającą odpowiedzią Jane. "Coś" jest? To znaczy co? W sensie, że pożar? Dzikie zwierze? Mały smok rodem z seriali? Czy jeszcze coś innego? Zmarszczyła nos rozglądając się za kolejnymi osobami opuszczającymi budynek. Ile ich w ogóle było? Czy ktoś miał zamiar sprawdzać listę obecności? Albo chociaż wyjaśnić im, ale dokładnie co się dzieje?! I dlaczego ten cały Groot chce skończyć jak wielkie ognisko?!

- Jane... Kto z psorów jest w środku? Nie powinni już wyjść? - wymamrotała trochę zmartwiona i zaraz zatrzepotała rzęsami jakby się nagle ocknęła ze snu.
- To jest... Nasz nowy znajomy! - kiwnęła głową posyłając spojrzenie Jub, później Alexowi. - Dostałam już troche czasu temu pozwolenie na rekrutowanie nowych uczniów... I to nie wcale dlatego, że psor nie miał innego wyboru, ale! Dzięki temu pojawiają nam się nowe talenty! - uśmiechnęła się szeroko. Ah, duma ją rozpierała, trzeba było przyznać. Może nie była najlepsza w te klocki, brakowało jej wiedzy, doświadczenia i wszystkiego ale dobre chęci... To była jej siła napędowa, która załatwiała całą sprawę!

Mistrz Gry - Wto 22 Maj, 2018 18:09

Najpierw usłyszeli huk, potem zobaczyli Iron Mana, wylatującego ze szkoły w miejscu gdzie nie było ani drzwi ani okna. Była tam za to dziura. Iron Man poleciał, strzelając parę razy w powietrze i wywołując niewielką eksplozję zanim zniknął w chmurach, gdzieś w kierunku Nowego Yorku.
Jubilee - Sob 26 Maj, 2018 17:55

Widząc gest ręką/gałęzią Groota I tłumaczenie Jane Jubs stwierdziła, że trzeba mu jakoś coś powiedzieć.
-Po entowemu nie umiem... Ale na głupiego nie wyglądasz. - Powiedziała, stając przed drzewcem. - No więc... My Ziemianie. My nie groźni. Twoja bezpieczny z nami. - Mówiła jednocześnie mocno gestykulując. Na tyle mocno, że nawet jakby Groot nie rozumiał po angielsku, to zrozumiał by po gestowemu. - Twoja towarzysz też bezpieczna. Zaraz wyjść. I dołączyć do twoja i nasza. Twoja spokojna.
-Poczwarek! Choć no tu... Ty masz podobny poziom, to się z nim lepiej dogadasz. A jak się nie dogadasz, to weź Króla. On też na takim samym poziomie jest. - Stwierdziła. A duma ją rozpierała! Nie pokazała języka Julkowi, mimo, że w pełni na to zasłużył!

-O, to ty znasz aż taką dużą liczbę? - Odpłaciła Alexowi taką samą monetą. - Jestem z ciebie dumna. Ale lizaczka dostaniesz, jak będzie można wrócić do Szkoły dobrze?

-Znaleźliśmy go gdzieś w porcie - Uzupełniła wypowiedź Sunny. - W sensie się gdzie indziej pałętał, ale Słońce nasze stwierdziła, że tam mu się przedstawi I przedstawi mu co i jak.

No a potem był huk. I Iron Man wylatujący przez dziurę, której nie było. I salwa. I kolejny huk.
-Ten to ma wyjście... Ej zaraz... Jane! Czemu mi nie powiedziałaś, że mamy TAKICH gości?! Jak moje włosy? Hej! Stark! Co tam u ciebie?! - Krzyczała machała ręką bożyszcza kobiet.
Gdy tamten nie zareagował, Jubs posmętniała.
-Ja to mam pecha... Laurek ostatnio się z nim szlajała, teraz pewnie któraś inna... A kiedy ja dostanę okazję spotkania swojego Księcia na Białym... W Metalicznym Rumaku?

Groot - Sob 02 Cze, 2018 17:34

Drzewiec spoglądał kolejno na każdą osobę próbującą przemówić mu do rozumu. To zadziwiające, że jak jeden mąż usiłowali go zatrzymać. Chyba faktycznie przejmowali się jego losem. Albo zamknęli jego przyjaciół w pułapce i nie chcieli dopuścić, żeby im pomógł. Jednak Groot nie był na tyle podejrzliwy, żeby zakładać ten wariant. W sumie to w ogóle nie miał w sobie podejrzliwości, był nadmiernie ufny.
Długo się wahał, przemykając niepewnym spojrzeniem po gładkich twarzach Terran, jednak w końcu uśmiechnął się łagodnie i kiwnął głową.
- I am Groot - zgodził się.
Nagle z budynku coś wystrzeliło. Kolos przez chwilę myślał, że to Quill, ale po wnikliwszej obserwacji okazało się, że to ten człowiek-robot, którego spotkał przy statku. I być może jeszcze wcześniej... Liczył, że od niego dowie się czegoś więcej na temat położenia załogi, ale robot odleciał. Rozluźnił się i podszedł do jednego z krzewów ozdabiających podjazd, by zająć się obserwacją dalekiego krewniaka.
Dziesięć minut. Tyle zamierzał dać przyjaciołom na wyjście z budynku. I tyle powinno wystarczyć, żeby mutanci zajęli się rozmową na tyle, żeby nie zwracać na niego uwagi. Po tym czasie zamierzał się wymknąć i dostać do instytutu.

Alex Rossa - Sob 09 Cze, 2018 20:37

- Przynajmniej mowę ciała ma wyrazistą... - skwitował. Groot naprawdę był mocno nietypowym osobnikiem, ale przecież tylu nowojorczyków (i nie tylko) mówiło mniej wyraźnie od niego, a jednak udawało się ich zrozumieć, więc i na migowy z entem powinno się udać. Przynajmniej miał więcej inteligencji niż azjatka. Naprawdę żałował, że nie może wyczarować jej trwałego knebla na gębie.
- W sumie dziewczęta wszystko wyjaśniły... Jestem Alex i najprawdopodobniej będziecie musieli mnie znosić przez pewien czas. - Uściślił słowa Blanki, litościwie puszczając mimo uszu słowa Jubs, bo zwyczajnie zaraz by jej przyłożył. Co miał więcej powiedzieć, "jestem złodziejem i okazjonalnie pomagam w przemycie broni"? To raczej nie przyniosłoby mu korzyści, wręcz przeciwnie.
Nie wiedząc czy ma do czynienia z nauczycielami, czy studentami szkoły, wolał nie wychylać się zbytnio. Wpakował wreszcie łapki w kieszenie i zerkając w stronę szkoły czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Pomyślał nawet, że jest dobrze, bo przynajmniej nic nie wybuchło...
I wtedy właśnie jaśnie pan Stark postanowił się objawić, jak zawsze, z jebnięciem.
- Widzę, że nudno to tu nie jest... - mruknął, podążając wzrokiem za oddalającym się avengersem. - Okej, wiedziałem, że ten koleś nie jest normalny, ale że jest mutantem to bym nie powiedział. Co tu się odwala tak dokładniej, bo gdzie Iron Man, tam rozpierducha i trupy, a ja nie chcę zostać dzisiaj jednym z nich.
Swoją drogą, do czego on kurna strzelał? Nic nie zauważyłem...

Sunshine - Sro 20 Cze, 2018 23:17

Już chciała się znowu odezwać ale jej uwagę skutecznie odwrócił huk jaki się rozległ. Odruchowo zasłoniła głowę, zupełnie jakby chciała stworzyć coś na wzór parasola, jakby bała się, że zaraz coś ją może uderzyć. Dopiero po tym zauważyła zbroję Starka unoszącą się w górę.
Chwila... Czy coś ją ominęło?! I dlaczego Iron Man rozwalił im szkołę i... Strzelał w powietrze?! Co tu się właśnie działo?!

Dość niepewnie opuściła ręce rozglądając się po podjeździe jakby zaraz znowu coś miało wylecieć w powietrze. Już nie wiedziała czego jeszcze się spodziewać. Serio. Bywało różnie w Instytucie, fakt. Czasem było wybuchowo, i to dosłownie, ale bez przesady. Pierw alarm, jakiś dym, teraz to? Co to miało być? Początek kolejnej apokalipsy?
- Nudno nie jest, ale ja nie wiem... Co tu się do jasnej cholery dzieje?! Czy ktoś coś powie?! - trudno było stwierdzić czy była zła, czy może przerażona, a to, że podniosła głos to było coś. Żeby wcześniej wiedziała, że takie atrakcje na nich czekają to może oszczędziłaby tego Alexowi i przełożyłaby rekrutację na, powiedzmy, tydzień później, chociaż może to będzie miało też swoje plusy. Ale na razie jakaś panika ogarnęła Słoneczko. Być może to przez niewiedzę, wizję, że może stracić swoje miejsce na Ziemi, a może komuś coś się stanie i co wtedy? Jakoś nie widziało jej się teraz uśmiechać i szukać plusów, w przeciwieństwie do Jub, która widocznie uradowana była widokiem wylatującego niewiadomoskąd Starka, nawet jeśli wyleciał i poleciał gdzieś tam, w górę. Sunny widziała w tym w tej chwili raczej rozwaloną ścianę (a może dach?) i ewentualne zagrożenie, no bo, raczej bez powodu by nie strzelał, nie? Chociaż kto go tam wie...

Jubilee - Nie 08 Lip, 2018 20:25

Groot wydawał się zajęty... wąchaniem kwiatków? No cóż, kto co woli. Oczywiście Jubilee lubiła kwiaty! No ale dostawać. Albo podziwiać, jak ją jakiś przystojniak na randkę do Różarni zabierze... No ale ostatnio za często się w towarzystwie Logana i Laury pokazywała... i poszła plota po mieście, że to jej rodzina. Znaczy nie, że plota, bo to jest jej Rodzina. I nie, że się ich wstydzi czy coś, ale wymagania co do chłopaków dla swoich córek, to Wolvie miał zdecydowanie przesadzone.
No, ale jak Groot lubił wąchać kwiatki, to mutantka nie będzie mu przeszkadzać.

-No cóż... nawet Stark nie jest idealny. - Odpowiedziała Alexowi. Nie od dziś wiadomo o "tajnym" crashu Jubi. Ale kto normalny nie ma odrobiny crasha na Starka? No właśnie! - Nie jest mutantem, ale mamy z nim dobre kontakty. Zresztą z innymi Avengersami też żyjemy w dobrej komitywie. A co tu robi? Pewnie na herbatę wpadł. - Stwierdziła takim tonem, jakby Mściciele na prawdę raz na tydzień przychodzili na herbatkę. Do najmłodszych wiekiem uczniów Szkoły. I pijali herbatkę z małych, plastikowych filiżanek, w towarzystwie gromadki lalek i pluszaków.
W sumie, to nawet do niektórych z nich pasowało. W końcu... Czy Capitan Ameryka potrafiłby odmówić herbatki jakiejś 5-6 letniej dziewczynce? A Czarna Wdowa? A jeżeli ta dziewczynka potrafiła by pstryknięciem palca wywołać wybuch atomowy, to już na pewno poczuli by się zaszczyceni zaproszeniem od samego Pana Misia!

Widząc reakcję Sunny, Żółte Tornado Pozytywnej Energii przytuliła ją mocno.
-Nie martw się! Przecież nie ma takich trzech jak my dwie! Se damy rade z każdym i nikt nie może się nas ba... nie wróć. Za szybko... I nie musimy się nikogo bać!
-A że nie musimy się nikogo bać, to idziemy naszą Poczwarkę oprowadzić po Szkole! Może od razu znajdziemy mu jakiś pokój? Jak sądzisz... nada się na współlokatora Bobby'ego? Chłopak ma jakieś tam pojęcie o stylu... A albo ulokujemy go u Angela? Chociaż... - szybki, krytyczny zerk na Alexa - Nie, to zły pomysł. Worren ma fajny zwyczaj latania z gołą klatą. Dosłownie. Ale on ma czym się chwalić, więc wiesz... A ty się tan nie lump, tylko chodź z nami! - Nie zwracając uwagi na ewentualne protesty zaciągnęła Blanke i Alexa w kierunku Szkoły.

//z.t Parter->Korytarz

Alex Rossa - Pią 03 Sie, 2018 16:46

zt// Korytarz

- No dobra, to może teraz ktoś bardziej rozsądny powie co dokładnie się tutaj dzieje i o co chodzi ze Starkiem i, eee, Grootem? - Cóż. Raczej nikt nie powinien mieć wątpliwości, że Alex jest już na skraju cierpliwości.
Z dobrych wiadomości, Jubs nie powinna mu choć przez chwilę psuć krwi, więc może uda się mu złapać nieco oddechu i spokoju.

Jane - Czw 16 Sie, 2018 10:26

Jane wysłała Draxa z Hellionem by ocenili szkody i może nawet naprawili co się da, a przynajmniej by zabezpieczyli uszkodzenia, aby nikt sobie krzywdy nie zrobił. Zastanawiała się co zrobić z Grootem, którego aż ciągnęło do wnętrza budynku i było aż nazbyt widać jak się martwi o swoich kompanów.
- Jubilation cię przytłoczyła? - Jane nie mogła się oprzeć zadaniu tego pytania. Panna Lee miała tę "cudowną" cechę zrażania do siebie ludzi, którzy zaczynali dostawać alergii na jej zbyt radosne nastawienie do świata. W końcu ile można doświadczać fajerwerków.
- Coś zaatakowało szkołę i dostaliśmy ostrzeżenie, by lepiej opuścić budynek. Miałeś pecha, że akurat trafiłeś na taki moment. Ale i tak to jest lepsze niż bycie świadkiem jak ktoś rozwala kolejny raz szkołę w drobny mak. Fundusz remontowy potrafi nieźle wydrenować oszczędności.

Groot - Czw 30 Sie, 2018 02:44

Groot poczuł się oszukany widząc, jak trójka młodych Terran, która dopiero przekonywała go, żeby nie wchodził do budynku, sama przekracza jego próg. Zresztą, Drax też go zostawił i poszedł z Nie-Peterem! Zostawili za sobą tylko tę samicę, która miała niewidzialne ręce i siłą trzymała go z dala od przyjaciół. Nie mógł się oprzeć wrażeniu, że robią wszystko, żeby go powstrzymać przed ratunkiem załogi.
Już się zastanawiał, w jaki sposób zneutralizować kobietę, żeby jej przy tym za bardzo nie skrzywdzić, gdy wrócił jeden z uciekinierów. Wydawał się równie zdezorientowany co Groot. A skoro zagadał długowłosą, była to dobra okazja, żeby spróbować się wymknąć. Drzewiec podchodził do kolejnych roślin udając, że jest nimi głęboko zafascynowany, a w rzeczywistości oddalał się coraz bardziej...

/limbo

Alex Rossa - Nie 30 Wrz, 2018 19:18

- Jest uciążliwa i cierpi na przerost ego nad możliwościami - podsumował z ponurą miną. Nie dało się nie zauważyć, że Alex wprost wolałby być gdziekolwiek niż w pobliżu Abominacji.
- Okeej... - Spojrzał na Jane z wyrazem niepewności na twarzy. - To i tak lepsze niż spać w ściekach, tak myślę...
Ej, zaraz, a gdzie ten facet-drzewo? A zresztą...
Właściwie Alex nie wiedział co powinien powiedzieć lub zrobić w tej chwili, a podejrzewał, że skoro ta kobieta była w stanie zatrzymać wielkiego faceta, to jego tym bardziej i porzucił pomysł zniknięcia na trochę z zasięgu wzroku. Ale bardzo, cholernie bardzo, chciał wiedzieć więcej o tym miejscu.
- Więc, długo tu mieszkasz? Jest coś albo ktoś oprócz Jubilee, czego lepiej unikać?

Jane - Pon 01 Paź, 2018 20:05

- Delikatnie powiedziane - prychnęła pod nosem o Jubilation, zastanawiając się jak Logan znosi tę nieznośną małolatę.
Przyjrzała się uważniej Alexowi, jego ubraniu, temu jak się poruszał, jak był czujny i miał oko na wszystko. Dzieciak wychowany na ulicy. Co do tego nie było wątpliwości. Nie miała pojęcia jak wpadł w sidła Jubs i Sunny, ale pewnie i tak niedługo się dowie i to z ust tej pierwszej. Dokładny raport od panny Lee był ostatnim co jej było potrzebne.
- Od prawie sześciu lat - odpowiedziała na pytanie chłopaka. - Chyba tylko Logana jak jest wkurzony, ale to widać z daleka, więc można mu się spokojnie usunąć z drogi. - Wzruszyła ramionami jakby wkurzony Wolverine był widokiem normalnym. - Jeśli potrzebujesz bezpiecznego miejsca, by odetchnąć i pomyśleć co dalej, to trafiłeś w najlepsze możliwe miejsce. To miejsce to nie tylko szkoła, ale i schronienie dla tych, którzy go potrzebują. Ale decyzja należy do ciebie i nikt cię nie będzie zmuszał, byś z nami został. No może poza Jubs - dodała, puszczając oko do chłopaka, a jej usta wygięły się w lekkim uśmiechu.

Alex Rossa - Nie 07 Paź, 2018 21:50

Jane miała w tej chwili bardzo uważnego słuchacza - Alex dokładnie przypatrywał się jej, jakby chciał zapamiętać jak najwięcej. A czy chodziło o informacje, czy o jej osobę, to już inna sprawa... Ale tak, zapamiętywał właśnie jej sposób mówienia, akcent, gesty, po prostu wszystko, co mogło mu się w przyszłości przydać gdyby chciał się pod nią podszyć. W obecnej chwili wydawało mu się to całkiem niezłym planem.
- Warte zapamiętania - odparł lekko przeciągając sylaby. Dla osoby, która go nie znała, ciężko będzie określić czy dotyczyło to informacji na temat szkoły, czy stosunku Jane do Jubilee.
Wcisnął łapki w kieszenie i jeszcze raz omiótł wzrokiem budynek szkoły. Jak na razie nic nie płonęło, wybuchało ani nie wrzeszczało w panice i bólu, więc chyba byli na dobrej drodze.
- Jeśli pozwolisz - mruknął, nie odwracając wzrok od budynku - chciałbym obejrzeć teren na zewnątrz. Przejdę się i niedługo wracam.

Jane - Czw 11 Paź, 2018 21:31

- Przejdę się razem z tobą - powiedziała natychmiast, używając tonu, który wskazywał, że nie ma tu miejsca na żadne dyskusje. - W razie gdybyś miał jakieś dodatkowe pytania - dodała, by nieco złagodzić swoją wypowiedź.
Zrobiła parę wolnych kroków w stronę lewego skrzydła i prowadzącej za jego narożnik ścieżki, zerkając przez ramię czy Alex za nią podąży.
Nie zamierzała młodego spuszczać z oczu, nie tylko dlatego, że mogło im nadal coś grozić, ale też dlatego, że Alex nie był jeszcze oficjalnie jednym z uczniów. A pozwalanie obcemu dzieciakowi na włóczenie samopas się po tym terenie, to był przejaw kosmicznej głupoty.

// ogród [oboje - zacznij]


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group