X-Men RPG
Forumowa gra RPG oparta o uniwersum Marvela.

Stark Tower - [Mieszkanie] Piętro Tony'ego

Tony Stark - Sro 09 Kwi, 2014 20:05
Temat postu: [Mieszkanie] Piętro Tony'ego
Składa się z ogromnego salonu z aneksem kuchennym i wyjściem na lądowisko dla Iron Mana oraz z przestronnej głównej sypialni z garderobą i łazienką, dwóch sypialni gościnnych i dużego warsztatu Starka, w którym tworzy swoje wynalazki i zbroje. Jest tu też spory taras.
Forge - Wto 15 Kwi, 2014 12:28

//...i dotarł do jakiegoś celu.

Drzwi otworzyły się cho na dobrze naoliwionych zawiasach.
Gdy tylko Forge je przekroczył, natychmiast zapaliły się światła, a z przemyślnie rozmieszczonych głośników rozległ się głos.
# Witam pana. Jak rozumiem, przybywa pan do pana Starka. Niestety, nie ma go tutaj w tej chwili. Jednocześnie zaznaczam, że ta część budynku jest zamknięta dla zwiedzających i...
Forge uśmiechnął się. No tak. Słyszał już o tym wynalazku. Nie mógł jednak dać tak łatwo zbyć się maszynie, jego zadanie, które sam sobie powierzył wymagało subtelności i metodycznego dążenia do celu.
- Zechciej przekazać swojemu panu, że chcę się z nim zobaczyć.-
# Odmowa. Pan Stark nie przyjmuje interesantów poza godzinami urzędowania. W celu umówienia spotkania należy zwrócić się do panny Potts.
- Moja sprawa ma najwyższy priorytet.- Zapewnił Forge, wciąż pozostając przy spokojnym tonie głosu.
# Odmowa. Moje polecenia są bardzo precyzyjne w kwestii czasu pana Starka.
- Jesteś tylko kolejnym dość inteligentnym systemem operacyjnym, który zarządza budynkiem, więc powiadom go mimo wszystko.
# Nazwa poprawna, chociaż zazwyczaj używanym kodem jest nazwa: JARVIS.
No tak... pomyślał Forge. Nie miał pewnie pomysłu na nazwę...

Tony Stark - Sro 16 Kwi, 2014 19:51

// siłownia

Tony opuścił windę i po kilku krokach zatrzymał się na moment, spoglądając z lekkim zaskoczeniem na przybysza.

- Holy shit! Jezus!

Po tych słowach udał się za kontuar baru i nalał sobie szklaneczkę whiskey.

- Jak JARVIS na pewno poinformował, moje godziny konsultacyjne są w co drugi czwartek i na pewno nie w tych godzinach. Radzę więc zawrócić i trafić samemu do windy.

Stark naprawdę nie zamierzał pozwolić, by obcy facet się rządził w jego Wieży. No i będzie musiał poprawić mocno protokoły bezpieczeństwa JARVISA, skoro ten wpuścił "Jezusa" prywatną windą na to piętro.

Forge - Sro 16 Kwi, 2014 21:31

Mutant wzruszył ramionami, postępując kilka kroków przed siebie. Stark bez zbroi był na pewno bardziej irytujący niż w jej wnętrzu, ale znacznie mniej niebezpieczny. Forge nie znał jeszcze żadnego zwyczajnego śmiertelnika, który nie upadł po ciosie jego bionicznej prawicy.
- Istotnie, wspominał coś. Imponująca maszyna. Ale wiesz, Stark, nie jestem tu po to. Nadal podsłuchujesz bazy danych Fury'ego?- Zapytał niewinnie.
O tak, doskonale wiedział o "ciekawości" komputerów Stark Tower i o tym, że Tony czasami sprawdza, czy stary jednooki nie ukrywa czegoś przed superbohaterami. Był jednak ciekaw, jak dużo Iron Man wie i czy wie w ogóle o incydencie ze skrytką 22C/M.
O swoją tożsamość Forge się nie martwił. Jedyne, co komputery mogły znaleźć to (dość rzadko) odniesienie do jego osoby ukryte pod kryptonimem (to, co mógł znaleźć JARVIS). Było tak dlatego, że istnienie kogoś takiego jak Forge - mutanta i konstruktora sprzętu dla jednej z najtajniejszych grup szpiegowskich współczesnego świata - zostało ściśle zastrzeżone przez rząd i wiedzieli o tym tylko prezydent, garstka wojskowych i nieco agentów z personelu Tarczy.

Black Widow - Sro 16 Kwi, 2014 22:50

//siłownia

Natasza na początku chciała udać, że zagląda na piętro we wiadomym celu. Powłóczysty krok, namiętne spojrzenie i idealnie zagrane zaskoczenie i zawstydzenie dosadnie by zasugerowały cel przybycia Natashy na piętro Starka. Zaraz jednak odgoniła ten pomysł. Domyślała się, że Forge nie jest pierwszym lepszym typkiem i prawdopodobnie wie kim są i jak wyglądają.
Stwierdziła, że tym razem obejdzie się bez ceregieli. Zresztą mają w zanadrzu Thora, który zaraz miał tu być. No chyba, że będzie sobie zaplatał na brodzie warkocze. Natasza uśmiechnęła się kącikiem ust. Jednym. Zanim nacisnęła na przycisk otwierający drzwi, zrobiła poważną i niewzruszona minę.
- witam panów - wypowiedziała sztucznie dźwięcznym głosem. Kątem oka upewniła się wcześniej czy gościem jest 'pan'. Nie myliła się. Nie spuszczając z oka Forge'a usiadła na stołku barowym, tyłem do Tony'ego.
- imprezka beze mnie? czuję się urażona... - dodała nie zmieniając swojej pozycji, ani intonacji, ani miny.
Nie znała faceta, ale już go oceniła. Na pierwszy rzut oka nie wydawał się być groźny. Życie ją jednak nauczyło, by nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków. Oparła się o blat baru tak, by mieć większy dostęp do broni, którą schowała za pasem.
No i... czekała na rozwój wydarzeń. Specjalnie nie zerkała na drzwi, by nie dać nieznajomemu do zrozumienia, iż czekają jeszcze na jednego gościa.

Thor Odynson - Sro 16 Kwi, 2014 23:17

//siłownia

Zaplatanie warkoczyków na brodzie nie było domeną Thora, poza tym nie miał aktualnie na to czasu i nie zamierzał się w to bawić. Poza tym skąd miał wiedzieć, że Natasza i Tony nie będą potrzebowali jego pomocy w tempie natychmiastowym. Gdy doszedł już do swoich pokoi i wszedł do środka oparł się na chwilkę o drzwi wejściowe. Zastanawiał się bowiem co ma na siebie założyć i co będzie wyglądało bardziej Ziemsko i nie za bardzo staroświecko. W końcu ruszył w stronę szafy i wygrzebał z niej jakiś czarny T-shirt i niebieskie jeansy. W końcu Tony zmusił go by poszedł na jakieś zakupy. Zdjął z siebie zbroję i schował do specjalnej skrytki wraz z młotem. Nie przypuszczał by był mu w tej chwili niezbędny. Zarówno spodnie jak i T-shirt były dość mocno opięte na umięśnionym ciele umięśnionym ciele Boga Piorunów. Jeszcze w pokoju sprawdził czy ten strój nadaje się do jakiejś walki o ile takowa będzie potrzebna. Do tego założył buty, który Stark Nazwał by pewnie glanami. Thor nie miał zamiaru dać się zaskoczyć. Zasznurował mocno osiemnastodziurkowe buty i wyszedł z pokoju zamykając uprzednio za sobą wszystkie skrytki. Jako, że Władca Piorunów nie ufał nowym technologiom wolał podróżować sprawdzonymi schodami. Trwało to może dłużej ale na pewno według Odynsona było bezpieczniejsze niż blaszane pudło, które midgardczycy zwali windą. Po dłuższej chwili pojawił się przed drzwiami do pokojów Starka. Zdecydowanym ruchem nacisnął klamkę i wszedł do środka.
- Już jestem. Wołał mnie ktoś? – zapytał z głupia frant. No przecież nie mógł pokazać, że boi się o życie Starka czy też Nataszy. Chociaż w tym drugim przypadku był prawie pewny, że kobieta sobie poradzi. Oczywiście przy wejściu zlustrował wzrokiem postać mężczyzny, który przy odrobinie dobrej woli mógłby być Wikingiem. Jednakże coś mu tu nie pasowało. Nie wiedział tylko co. Podszedł więc najspokojniej w świecie do baru i usiadł na jednym za stołków barowych. Udawał, że spokojnie obserwuje sytuację, choć mięśnie grające mu teraz pod skórą były napięte do granic możliwości.

Tony Stark - Czw 17 Kwi, 2014 19:45

- Nie widzę najmniejszego powodu, by odpowiadać na to pytanie. Winda znajduje się pięć yardów od ciebie, kolego.

Stark nie był w nastroju do radosnych pogaduszek, a tym bardziej do prowadzenia ich z intruzami. Dawał Forge'owi pięć minut na zniknięcie, a jeśli to się nie stanie, zamierzał przetestować swoja najnowszą zbroję.

Wyciągnął z lodóweczki butelkę wódki i nalał jej do szklaneczki, którą postawił obok Romanoff. W końcu chciała się napić, a może jak ją rozmiękczy to się z nim wybierze na noc pełną rozpusty do Vegas.

Pojawienie się Thora Tony skwitował wydobyciem skądś pudełka czekoladowych pop-tarts.

- Łap wielkoludzie! - krzyknął, rzucając pudełko w stronę boga piorunów.

Forge - Czw 17 Kwi, 2014 21:18

Forge westchnął zrezygnowany i pokręcił głową.
- A więc nie wiesz... No trudno, więc wyjaśnienie zajmie dłużej niż piętnaście minut.-
Forge wyłamał sobie palce dłoni (oczywiście tylko lewej chrupnęły) i rzucił w przestrzeń.
- Komputer JARVIS. Kod obejścia Δ81A/33c, priorytet natychmiastowy.-
Cybernetyczne zamki w drzwiach zgrzytnęły posłusznie, odcinając całe piętro. Na tym jednak Forge nie poprzestał.
- Algorytm 11Σ. Przeszukuj bazy danych TARCZY. Autoryzacja: Forge. Słowo kluczowe: 22C/M.-
JARVIS posłusznie rzucił na środek pomieszczenia holograficzny obraz kilku kwerend danych, w których numer kodowy skrytki figurował w jakiejkolwiek formie. Dołożył do tego przechowywane na serwerach schematy niektórych zabawek, między innymi nowy model lasera irydowego, czy osobiste uzbrojenie agentów średniej klasy.
- Stop.- Zakomenderował Forge.- Powiększ obraz 81-29a i wyśrodkuj.-
W centrum pomieszczenia zaczął wirować obraz czegoś, co w najprostszych słowach można by nazwać kołnierzem. Posłuszny oprogramowaniu JARVIS dołożył od siebie garść danych technicznych dołączonych jako specyfikacja do pliku graficznego.
Obroża destabilizująca nad-moce.

Black Widow - Czw 17 Kwi, 2014 21:50

Gdyby Widow nie była profesjonalistką, tylko zwykłą babą, poczuła by się co najmniej urażona, że Forge nie raczył zwrócić na nią swoją jakże cenną uwagę. No ale nieważne.
Tasha przywitała Thora krótkim uśmiechem. Zaraz jednak wróciła spojrzeniem do obcego mężczyzny.
Gdy Tony nalał szklaneczkę jej rodzimego trunku, zaraz upiła z niej łyka. Wódka, która zwyczajowo pita jest w Rosji była o wiele mocniejsza, ale nic nie stoi na przeszkodzie by wypić jej więcej. Odstawiła pustą szklankę. Nawet powieka kobiecie nie drgnęła po jej opróżnieniu. Uśmiechnęła się pod nosem, a że siedziała akurat pół bokiem do Tony'ego to mógł to na spokojnie spostrzec. Także było dobrze.
Potem padły jakieś kody, które Wdowa kojarzyła z bazy SHIELD. Nie treść tylko sama specyfika wydała się jej znajoma.
Gdy część pomieszczenia zostało wypełnione hologramowym widoczkiem Tasha zsunęła się z stołka i weszła do środka. Zaczęła uważnie przyglądać się specyfikacji.
- obroża stabilizująca nad moce? - rzuciła w przestrzeń. Pomachała parę razy rękoma, co by najpierw coś przybliżyć, a potem znowu oddalić. Gdy się upewniła, mina jej stężała. Spojrzała pytająco na Starka. Tylko on mógł potwierdzić, czy to w 100% to. Kobieta nie skupiała się na tym, jak to się stało, iż JARVIS był taki posłuszny. Intuicja i logiczny osąd podpowiadał, że Froge nie jest zagrożeniem. Przyszedł tutaj by przekazać jakieś informację i na odwrót, by je uzyskać.

Thor Odynson - Czw 17 Kwi, 2014 22:11

No tak czego mógł się spodziewać po Starku. On nawet w chwili zagrożenia potrafił pajacować. Nie mniej jednak złapał rzucony mu karton ciastek. Nie wiedział czy ma zacząć je wcinać teraz czy też zostawić je na potem, ale cos mu mówiło, że to było kolejne wyzwanie rzucone mu przez Tony’ego. Odynsona korciło i to bardzo by rozerwać karton ale jeszcze jakoś się trzymał. Cóż to co się działo w tym pomieszczeniu było dla władcy Piorunów i tak dość dziwne i niezrozumiałe. Przechodząc koło Nataszy skinął jej tylko głową dając znak, że w razie czego jest gotowy pomóc. W końcu po to tu przyszedł. By nie tylko dowiedzieć się o co chodzi ale też po to by Stark nie zrobił zbyt dużej krzywdy sobie lub też intruzowi.
- Nie mogłeś się powstrzymać Stark. – rzucił wreszcie i otworzył pudełko ciastek. Co miał robić skoro to co nastąpiło w pokoju było ponad jego możliwości pojmowania. Nieznajomy mężczyzna zdawał się wręcz kpić nie tylko ze Starka ale również z zabezpieczeń jakie iron Man zamontował w swoim wieżowcu. Cóż skoro był tak dobry musiał być albo podstawiony przez kogoś z TARCZY, albo podrzucony przez jakiegoś nowego, nieznanego im jeszcze wroga. Jedno i drugie nie za bardzo się podobało Bogowi Piorunów ale na razie nie wyczuwał zagrożenia. Po jakimś czasie gdy nieznajomy zaczął wyrzucać z siebie jakieś dziwne słowa Odynson poczuł się po prostu wykluczony z rozmowy. Czuł się dokładnie tak samo jak wówczas na Helikarrierze, gdy rozmawiali pomiędzy sobą Tony i Bruce. W końcu nie wytrzymał. Walnął dłonią w blat, przy którym siedział i wstał.
- A teraz proszę o przełożenie z naukowego na język zrozumiały dla zwykłych śmiertelników, bo jak na razie zamiast wytłumaczyć twojemu gospodarzowi swoją obecność zdajesz się pokazać jak łatwo jest tu wejść i gadać żargonem naukowym, którego nikt prócz ciebie i Starka nie rozumieją. – rzekł w stronę mężczyzny. Nie podobało mu się wcale to co działo się w pokoju i miał przez chwilkę ochotę sprać tego intruza.

Tony Stark - Pią 18 Kwi, 2014 19:25

Jeśli istniała jedna rzecz, która potrafiła wprawić Starka w stan lodowatej furii absolutnej było to naruszanie jego sprzętu. JARVIS należał wyłącznie do niego, a tu przychodzi jakiś pajac w przebraniu Jezusa i ośmiela się wpuszczać jakiegoś wirusa? Niedoczekanie jego.

Na nieszczęście Forge'a furia Tony'ego objawiała się chłodnym spojrzeniem i uśmiechem, który nawet Hannibala by wystraszył.

- JARVIS, uruchomienie protokołu bezpieczeństwa numer 666 - Tony odezwał się, a jego uśmiech się powiększył. Jakże on lubił bawić się znaczeniami.

Protokół ten wymuszał reboot całego systemu, więc w budynku zgasły wszelkie światła i wyłączyła się cała elektronika, która nie posiadała zasilania awaryjnego. Oczywiście wcześniej wszelkie dane na wszystkich komputerach zostały zapisane. Stark nie mógł sobie pozwolić, by cenne danego jego firmy zostały unicestwione. Ponadto od czasu przywrócenia systemu, JARVIS miał włączoną opcję bezpieczeństwa, która nakazywała mu wykonywanie wyłącznie poleceń Starka i to dopiero po dokładnej analizie wydawanego polecania oraz głosu Tony'ego.

- Wezwij też ochronę. Najwyraźniej mamy tutaj intruza.

- Tak jest, sir - głos JARVISA popłynął z głośników. - Szef ochrony Stark Industries został powiadomiony. Pyta czy ma wezwać policję?

- Na razie nie - odpowiedział Tony, wychodząc zza baru i zbliżając się do Forge'a. - Nie obchodzi mnie z czym tu przychodzisz. Nie pozwolę ci tykać moich rzeczy. Masz pięć sekund na to, by się zidentyfikować albo ta piękność przy barze zrobi Ci dodatkowe oko lub Point Break wyrzuci cię za okno.

Odwrócił się do przyjaciół i dostrzegł skonfundowaną Natashę.

- Znów Fury buduje coś przez co świat stanie na głowie? - zapytał ją.

Wybuch Thora nieco przywrócił Starka do rzeczywistości i mgiełka furii się przerzedziła.

- Najwyraźniej chcą trzymać mutantów na wodzy albo też takich jak ty, kolego - wyjaśnił mu, mając nadzieję, że trafił w dziesiątkę. Był bardziej skupiony na wkurzającym go Jezusie, niż na tym co było na ekranie.

Forge - Pią 18 Kwi, 2014 20:36

Forge skrzyżował ręce, przeciwstawiając rozpędzonym emocjom Starka swój stoicyzm. niczym wyniosła, betonowa tama powstrzymuje bieg strumienia.
- Nazywają mnie Forge.- Przedstawił się.- Jestem "kolesiem który zajął twoje miejsce" w fabryce zabawek S.H.I.E.L.D.- Uśmiechnął się pod wąsem.- Jestem też jedynym oficjalnym mutantem na liście płac rządu, więc - poniekąd - przy tym miałeś rację Stark.-
Z najwyższym spokojem mutant wyminął Iron Mana i powolnym, równym krokiem przeszedł do baru, gdzie dosiadł się do Czarnej Wdowy.
- Jestem również tym, który skonstruował ten... gustowny naszyjnik, a także zaprojektował większość... biżuterii panny Romanoff. Nie macie może jakiegoś soku?-
Z zasady Indianin nie pijał alkoholu - zaćmiewał jego zdolności, czego Forge nie lubił. Dlatego chętnie sporzywał soki, wodę mineralną, a nawet czasami colę.
- Problem polega na tym...- Podjął wątek po chwili.- ...że Fury zwyczajnie nie potrafi upilnować niektórych swoich rzeczy. A już w ogóle nie wychodzi mu dbanie o cudze. Dlatego teraz neutralizator mocy pozostaje zaginiony. Liczyłem, że być może zabierze się za szukanie go ktoś... kompetentny, ale...- Tutaj zwiesił głos, omiatając spojrzeniem wszystko wokół: Czarną Wdowę z wódką, Starka z whiskey, Thora z ciachami...

Black Widow - Sob 19 Kwi, 2014 14:01

Widow mniej więcej rozumiała o czym mówią panowie, więc lekko poczuła się dotknięta słowami Thora. Z drugiej strony wiedziała, że mężczyzna może nie mieć pojęcia jaką wiedzę posiada Natasha.
Gdy zgasły światła kobieta nawet nie zareagowała. Cały czas jej wzrok był skupiony na Forge'u. Wiedziała, że każda tzw. 'przeszkadzajka' była dobrym pretekstem do ataku. Jednakże nic takiego się nie stało.
Na pytanie Tony'ego Natasha delikatnie wzruszyła ramionami. Fury ostatnio był bardzo milczący. Czuła, że coś się dzieje, ale oczywiście tylko z bardzo bliscy i zaufani współpracownicy byli wtajemniczeni w pewne sprawy. Tasha była od akcji szpiegowskich akcji w terenie, czyli od wykonywania zadań. Oczywiście nie można jej zarzucić nie zadawanie pytań, ale mimo to ufała osądowi Fury'ego. Może powodem był również dług wdzięczności?
Niewzruszone spojrzenie Tashy mogło dać im do zrozumienia, że albo nie wie, albo dobrze to ukrywa. Z nią to nigdy nie wiadomo. Zresztą wiedziała, że gdyby tak na prawdę miała odpowiedzieć Tony'emu na to pytanie, owe nie padło by przy obcym facecie.
Tak na prawdę zaniepokoiła się dopiero gdy Stark zasugerował, że Forge jest z mutantem. Kobieta miała z paroma do czynienia i nie były to najsympatyczniejsze spotkania u babci przy herbatce. Zmarszczyła brwi minimalnie.
Jej tęga mina odpuściła dopiero gdy Forge wyjaśnił kim jest, w końcu jego wynalazkom nie raz zawdzięczała życie.
Skupiając się na konkretach zapytała:
- czy neutralizator ma nadajnik? - skupiła wzrok z powrotem na Forge'u, który zmienił lokalizację i usadowił się obok kobiety.
- można by go zlokalizować - wyjaśniła. Wiedziała, że prawdopodobnie już o tym pomyśleli, jednak ta informacja mogła być ważna.
- może zrobił to ktoś z wewnątrz - rzekła broniąc swojego szefa, a potem dodała:
- gdybyśmy wszyscy nawzajem się ciągle sprawdzali, nikt by nie miał czasu chociażby obronę NY podczas ataku chitauri -
Chciała dodać coś o Lokim, ale stwierdziła, że oszczędzi Thora, w końcu najadł się wstydu za brata.
- domyślacie się kto mógł to zrobić? - spojrzała pytająco po towarzyszach.

Thor Odynson - Sob 19 Kwi, 2014 18:10

Kolejne słowa, które padały z ust mężczyzny imieniem Forge tylko doprowadzały Thora do szału. Cóż być może przeszedł na język bardziej zrozumiały dla zwykłych śmiertelników jednakże dalej część była dla niego nie zrozumiała. Co miał poradzić, że naukowy bełkot zarówno Starka jak i Forge’a doprowadzały go do białej gorączki. Podejrzewał, że w gniewie czy też w zwykłym podenerwowaniu mógł powiedzieć o parę słów za dużo ale on po prostu chciał wiedzieć o czym mowa.

Owszem jako Asgardczyk wiele potrafił zrozumieć ale jeśli chodziło o naukowe szczegóły konstrukcji niektórych zabawek Starka wysiadał po dwóch pierwszych zdaniach i po prostu wychodził z pokoju, gdzie toczyła się taka dyskusja. Dopiero gdy zgasły światła Bóg Piorunów poczuł się trochę bardziej spokojny. Co prawda nigdy nie powiedział nikomu, że ciemność może i nie jest za bardzo przyjemna lecz jego potrafiła uspokoić i zmusić do bardziej logicznego myślenia. Na słowa mężczyzny o szukaniu czegokolwiek uniósł jedną brew. W końcu ta rozmowa zaczęła być ciekawa. Chociaż nie koniecznie zrozumiał kto to jest mutant to spojrzał na Starka tak jakby chciał go zabić samym wzrokiem.

- To, że potrafię władać Piorunami nie oznacza, że jestem mutantem czy czymś w tym stylu. – warknął i po prostu zignorował dalszą gadaniną Starka. Po co miał pokazywać, że czasem Tony doprowadza go do szału. Gdy już względnie się uspokoił spojrzał na nieznajomego.

- Moment, mamy rozumieć, ze Fury znów zgubił jedną ze swoich zabawek i nie potrafi jej znaleźć? – zapytał by uściślić pewne fakty. Skoro Forge przyszedł tu by prosić ich o pomoc to być może właśnie w ten dość przedziwny sposób chciał to zrobić. Thor zastanawiał się co też może jeszcze powiedzieć. Skoro Fury tak często gubił coś, co było kluczowe czy to dla losów świata czy to dla losów innych istnień, to oni będą mieli wiele roboty przy szukaniu tych zabawek.

- Nie wiem ale według mnie powinniśmy najpierw dowiedzieć się czy też spróbować ustalić listę podejrzanych oraz zastanowić się czy powinniśmy w to wchodzić. Bo jak na razie nie mamy pojęcia czy będzie to akcja S.H.I.E.L.D czy też nie. – powiedział spokojnym głosem. Nie ważne było czy Władca Piorunów jest wściekły czy też po prostu zdenerwowany potrafił na spokojnie analizować sytuację.

Dopiero gdy Natasza wspomniała o ataku Chitaurich spuścił lekko z tonu. Nie był przecież przywódcą tej grupy więc nie miał za wiele do gadania. Dopiero następne zdanie dało mu do myślenia.
- I jakie spustoszenie może powstać gdy wynalazki czy też zabawki te wypłyną na światło dzienne? – zapytał również spokojnie patrząc na zebranych.

Tony Stark - Sob 19 Kwi, 2014 20:51

Tony zmrużył niebezpiecznie oczy. To, że Fury miał problemy z zabezpieczeniem swoich zabawek to jedno. Bardziej go martwiła druga kwestia - że Jezuso-podobny facet, siedzący przy jego barze, konstruuje broń dla SHIELD.

- Po co w ogóle to tworzyłeś? - zapytał obcesowo Forge'a. - Fury w ogóle wie o tej kradzieży i że postanowiłeś się tu włamać?

Tony nie dość, że prawie nie spał przez ostatni tydzień, to jeszcze ktoś mu się włamał, zmolestował mu JARVISA, a potem bezczelnie stwierdził, że chce by mu pomogli. Stark uznał, że świat kompletnie stanął na głowie, a możliwe, że nawet już na uszach.

- Spokojnie wielkoludzie - zwrócił się do Thora. - My to wiemy, SHIELD to wie, ale reszta świata prędzej by cię uznała za mutanta niż za boga. I owszem, Fury zatrudnia ludzi, którzy tworzą niebezpieczne rzeczy, a potem ani on ani oni nie potrafią ich porządnie zabezpieczyć. Proponuję znaleźć to urządzenie, a następnie je zniszczyć - Tony mówił niezwykle poważnym tonem. - Młotem na przykład - puścił oko do Thora uśmiechając się znacząco.

Co jak co, ale Thor uwielbiał używać swój młot. No i mało co mogło się oprzeć jego sile. Stark pogratulował sobie, że jego najnowsza zbroja była ze stopu zawierającego vibranium i nieco adamantium.

Forge - Nie 20 Kwi, 2014 17:15

Forge zmrużył oczy.
- Niektórzy z nas...- Zaczął, mając na myśli mutantów.- ...są bardzo zainteresowani utrzymaniem tego globu w stanie możliwie dobrym i zdatnym do zamieszkania. Wojna i terroryzm temu zdecydowanie nie służą. Wam, ludziom, wystarczy broń, sprzęt, czy inne cudowne gadżety, które można wam odebrać, zniszczyć, lub wyłączyć. Z nami jest podobnie, choć znacznie bardziej ciężko - nie odetniemy sobie przecież ogonów, które są z nami od urodzenia, ani nie wyłupimy oczu miotających błyskawice.- Zawiesił na chwilę głos, jakby zastanawiał się, co dalej powiedzieć.
- To ja wyszedłem z pomysłem blokera, zaprojektowałem go i skonstruowałem prototyp. To właśnie ten prototyp został skradziony. Robi to, co ma robić, chociaż wciąż dość łatwo manipulować systemem. Jednak nawet dziecko może zniwelować te niedogodności i rozwiązać wszystkie problemy. Nie miałem czasu sam tego zrobić, a technicy Tarczy... Cóż... Dość, że nie zainstalowałem w obroży żadnych dodatków. Żadnego geolokalizatora, modułu niszczącego, ani tym podobnych bzdur. Czysta technika, która ma robić, to co ma robić. I robi to.-
Uśmiechnął się smutno, jakby dla podkreślenia swojego talentu, lecz jednocześnie ubolewając, że jego wynalazek znalazł się w rękach niepowołanych.
- Fury wie o kradzieży. To on mnie powiadomił. Dlatego właśnie przyleciałem do Nowego Jorku z Dallas. Spodziewają się mnie dopiero za jakiś czas więc... Postanowiłem uprzedzić was zawczasu, Avengers, żeby nie skończyło się jak zwykle - Fury próbujący za wszelką cenę zamaskować arogancją swoje skamlenie o pomoc w krytycznej chwili. To musiał być ktoś z wewnątrz. Tarcza zwyczajnie ma kreta. Ale stary Nick za nic nie chce tego przyznać przed agentami i zarządem, nawet jeśli coś podejrzewa, zbierając siły na globalne poszukiwania. Jeśli coś takiego trafi na czarny rynek, to pół biedy. Ten gadżet nie wybucha, a krzywdę robi tylko wtedy, jeśli ktoś zostanie nim uderzony. Ale wszystko można udoskonalić...- Forge westchnął głośno.- ...nie mówiąc już o tym, co się stanie, gdy obroża trafi do super-przestępców, czy terrorystów. W praktyce miała odcinać od noszącego wszystko, co nie zgadza się z przedstawionym jako dana wzorcem czystego genetycznie homo sapiens sapiens. Pytasz jakie spustoszenie może poczynić mój wynalazek, Asgardczyku? Żadne. Ale efekty jego działania mogą być katastrofalne...-

Black Widow - Nie 20 Kwi, 2014 18:04

Tasza słuchała bardzo uważnie co każdy z nich miał do powiedzenia. Ze słów, które padły oddzielała złośliwości od poważnych informacji. Dobrze wiedziała, że w takim wypadku trzeba zachować zimną krew. Bardzo ją zaniepokoiły te informację. Nawet cieszyła się, że chłopaki tak bardzo ją ignorowali, bo przynajmniej nie musiała się starać zachować neutralną minę. Zeszła ze stołka barowego i podeszła do okna, dalej przysłuchując się żywej dyskusji. Założyła ręce z tyłu i przyglądając się widoczkom analizowała każde słowo Forge'a, tak jak wcześniej analizowała słowa Tony'ego i Asgardczyka.
- komu by mogło zależeć na takim sprzęcie? ..bo chyba musimy nieco zawęzić nasze poszukiwania - odparła dając do zrozumienia, że Forge może liczyć na jej pomoc, w końcu nie każda kobieta ma szanse mieć swojego prywatnego jubilera. Po drugie wydawało się jej, że wyprzedza coś nieuniknionego i Fury tak czy siak przydzieli ją do tej misji. Tasza nie zastanawiała się nad tym czyja to wina, że neutralizator został skradziony, tylko jak mają go do cholery odzyskać.
Wymieniając się ze spojrzeniem z Forgem czuła, że po ich głowie chodzą te same myśli. W S.H.I.E.L.D. musiał być kret, a to oznaczało, że sytuacja jest bardziej beznadziejna niż myślała. Przekierowała swoje poważne spojrzenie na Starka. Stwierdziła, że po rozmowie, będzie chciała z nim omówić wszystko w cztery oczy. Chciała również wyczytać z jego twarzy, czy również się zaangażuję w całą akcję. Ze Starkiem nigdy nie było wiadomo. Thor natomiast wydawał się być bardzo zainteresowany, tak jakby tylko na to czekał...

Thor Odynson - Nie 20 Kwi, 2014 19:56

Może i Thor zareagował na początku trochę impulsywnie, ale gdy usłyszał, że ktoś wdarł się do wydawało się bezpiecznej kryjówki zbudowanej przez Starka musiało oznaczać, że jego wiedza jest bardziej rozbudowana niż wiedza Tony’ego. Nie podejrzewał oczywiście, że siedzący przy Nataszy Forge jest geniuszem, tak jak Stark, jednak na pewno wiedział dużo na temat ziemskich technologii.
Starał się nie reagować gniewem na słowa Iron Mana, ale czasem jego ironia uderzała dość celnie co naprawdę mogło wkurzyć każdego, a Boga Piorunów w szczególności.

- Ja jestem spokojny Blaszaku. Jednakże to co mówicie, jest niepokojące. Ok. może ci co we mnie wierzyli już dawno odeszli w zapomnienie, jednak nie można zapominać, że kiedyś byłem uważany za bóstwo. I jeszcze jedna informacja dla ciebie Stark. Nie jestem żadnym mutantem, tylko osobą obdarzoną szczególnymi zdolnościami. I proszę spróbuj to uszanować. – warknął bardziej niż chciał. No ale co miał zrobić jeśli Stark twierdził, że nikt nie uzna go za boga.

Wiedział doskonale, że rozwój technologiczny w Midgardzie poszedł bardzo do przodu jednak to, że Odynson posiadał pewne można powiedzieć nadprzyrodzone zdolności nie oznaczało, iż jest od razu bogiem. Thor się nawet za takiego nie uważał. Doskonale bowiem wiedział, iż jego ojciec parę razy tłumaczył mu, że są tak samo śmiertelni jak inni mieszkańcy dziewięciu królestw. Różnica jest tylko taka, że oni są długowieczni i dożywają nawet pięciu tysięcy lat. Kolejne zdanie Starka spowodowały lekki uśmiech na twarzy Władcy Burz.

- Cóż nie zaprzeczę, że lubię używać swojego młota. Jednak jeśli chcesz coś rozwalić za pomocą bardziej brutalnej siły to zaproś Hulka do zabawy. On z chęcią coś rozwali i nie będziesz musiał go nawet o to prosić. – stwierdził z takim spokojem, iż mógł wiele osób poważnie wnerwić. Thor czasem również potrafił działać na nerwy jeśli ktoś nadepnął mu na odcisk jak to o wiele wcześniej zrobił Stark. Odynsona nie obchodziła jednak teraz chęć dopieczenia geniuszowi. Całe swoje zainteresowanie przeniósł na Forge’a.

Cóż może i facet mówił czasem nie zrozumiale, ale patrząc na to, co Piorunowładny mógł zrozumieć ta broń czy też urządzenie mogło wywołać niezłe zamieszanie we wszechświecie jak również w Dziewięciu Królestwach. Słuchał uważnie słów mężczyzny, którego wcześniej uznał za intruza i starał się wymyślić jak zadać pytanie by zabrzmiało to w miarę mądrze. Dopiero po jakimś czasie wpadł na odpowiednie słowa.

- Ok mieszkańcu Midgardu. Mówisz dość zawile i nie wiele z tego co prawisz jestem w stanie zrozumieć. Ale z tego co potrafiłem pojąć twoja obroża czy jak to się nazywa może odciąć mnie od mojego, wrodzonego źródła mocy. Nie rozumiem tylko dlaczego musi mnie ona trafić. Mi wydawało się zawsze, że obroże się nosi na szyi a nie nimi rzuca. I jeszcze jedno, bardziej techniczne pytanie. Możesz mi powiedzieć czy Fury kazał ci skonstruować to diabelstwo dlatego, iż nie chciał by powtórzyła się sytuacja jaka miała miejsce w związku z pojawieniem się z moim bratem czy też chciał się przed czymś innym zabezpieczyć? No i jeszcze jedno pytanie. Powiedz mi na jak długo można odciąć obdarzonego od jego nadprzyrodzonych zdolności i czy osoba, która zostanie trafiona obrożą jest w stanie sama odnaleźć źródło swych mocy czy też zdjąć z siebie to ustrojstwo? – zakończył swój dość przydługi wywód Odynson.

Nie trudno się było domyślić, że pytał w związku ze swoim bratem. Otóż miał nadzieję, iż jeśli Lokiemu udało się założyć, ewentualnie trafić takim wynalazkiem można by było go wypuścić z odosobnienia i pozwolić chodzić wolno. Niosło to za sobą jednak pewne utrudnienia, ale i je można by było przeskoczyć. Kolejne słowa Wdowy sprawiły, że Thor zwrócił w jej stronę swój wzrok.

- Zgadzam się z tobą. Gdybanie i szukanie po omacku nie ma żadnego sensu. Najpierw należy ustalić w miarę dokładnie z kim mamy do czynienia i jak bardzo temu komuś zależy na tym, by zatrzymać ukradzioną technologię. – tak teraz Thor był bardziej w swoim żywiole. Może nie często działał zgodnie z jakimikolwiek ustaleniami, ale lata doświadczeń w różnych bitwach pozwoliły mu docenić zalety planowani i strategii, nawet jeśli nie miał do końca się jej trzymać.

Tony Stark - Pon 21 Kwi, 2014 19:37

Stark słuchał Forge'a i nabierał coraz większej ochoty by zdzielić go przez łeb za skonstruowanie tej obroży i nakopanie Fury'emu, że pozwolił by to skradziono. Chociaż sądząc po tym jak przez atakiem Chitauri włamał się do systemu Helicarriera i w jaki sposób Capsicle wszedł do magazynu, to nie dziwne było, że coś co nie było bronią było tak kiepsko chronione.

- Nie trzeba było tego tworzyć, to po pierwsze - powiedział, nalewając sobie kolejną szklaneczkę whisky. - A po drugie, nie trzeba było się tym nikomu chwalić jeśli się nie zainstalowało zabezpieczeń.

Podążył wzrokiem za Romanoff, podziwiając jej iście koci chód i zgrabne ciało. W końcu był koneserem kobiecego piękna. Prychnął cicho na uwagę o Hulku wygłoszoną przez Thora.

- Nie chcesz by ci znów przybił żółwika, prawda? Po ostatnim razie skończyłeś całując się ze ścianą - stwierdził z radosnym uśmieszkiem. - Poza tym, ty jesteś tutaj, a Bruce na wycieczce po Europie. Wątpię by SHIELD chciało coś takiego założyć Lokiemu - dodał po tym jak Thor zamilkł. - Chodzi im o mutantów takich jak nasz gość. Nie chcą by się powtórzyły wydarzenia z San Francisco. Czyżby wasz sprytny lek przestał w końcu działać? - zapytał Forge'a.

Forge - Pon 21 Kwi, 2014 21:19

Forge pokręcił głową z politowaniem.
- Niech ktoś mu to potem wyjaśni.- Machnął ręką, nieokreślonym gestem wskazując na Thora.- Obroża sprawia, że mutanci, zarówno genetyczni, jak i sztuczni (tacy jak Hulk, lub jemu podobni) zostają sprowadzeni do poziomu i możliwości zwykłych ludzi. Skonstruowałem prototyp jako narzędzie kaźni i do tłumienia terroryzmu. Znajdował się cały czas w jednej z moich pancernych skrytek, do których dostęp mają poza mną jedynie niektórzy technicy, Fury i garstka rządowych ze specjalnym upoważnieniem. Nigdy nie miała działać na Asgardian. Gdybym chciał wymierzyć coś przeciwko wam, to nie tak beznadziejnie prymitywnego. Potrzebowałbym znacznie lepszych obwodów.-
To była prawda. Nie tylko istnienie Forge'a, ale i większość jego projektów we wczesnym stadium konstrukcji były objęte ścisłą tajemnicą. Nic nie wychodziło poza pewne bariery. Wiedza o istnieniu obroży i o miejscu przechowywania jej wczesnej wersji świadczyły, że TARCZA została spenetrowana naprawdę dogłębnie.
- Więc mówisz, że miałbym tego nie tworzyć, Stark...? To zabawne, słyszeć coś takiego od człowieka, który tyle czasu spędził na obronie własnych żelaznych gaci. A może miałbym w ogóle niczego nie budować, żeby przypadkiem twój monopol na gadżety high-tech nie upadł? Żyć na poziomie, czy zostać do końca życia kaleką...-
To mówiąc Indianin zdjął z prawej dłoni rękawiczkę i podwinął rękaw koszuli aż do łokcia, pokazując mechaniczne ramię.- ...oto jest pytanie.-

Black Widow - Pon 21 Kwi, 2014 22:00

Widow się wkurzyła. Nie lubiła jak ktoś bagatelizował jej kolegów z którymi na dodatek wiele przeżyła. Zacisnęła piąstkę i policzyła do 10, co by nie przywalić Forge'owi za to machnięcie łapką. Co prawda nie mogła zbyt gwałtownie zareagować, by nie przyklasnąć na takie rozwiązanie sytuacji gdyby Thor jednak po takim zachowaniu zaatakował Forge'a. Mężczyzna popełniał podstawowe błędy. Może Natasha był wyszkolona w dostosowaniu zachowania do danego typu osobowości, ale ten nie takt aż się rzucał w oczy. Kobieta stwierdziła, że albo to jakaś prowokacja albo Forge jest zły na Thora za.. nie wiadomo co. Niecierpliwość również wchodziła w grę. A może ma to w dupie? Tylko jeżeli tak to po co tu jest? Żeby wszystkich drażnić?
Nawet Tony potrafił idealnie balansować na tej granicy, którą przy Thorze nie wolno było przekroczyć.
Tasha spojrzała znacząco na Tony'ego, żeby się szykował, bo prawdopodobnie zacznie się tu zaraz armagedon.
- postępujesz bardzo niemądrze ignorując osobę Thora oraz traktując go w ten sposób - skomentowała, bo kolejne zignorowanie Asgardczyka było by już wciśnięciem przycisku odpalającym bombę atomową.
- naturalne jest, że chce wiedzieć jak to działa, w przypadku kolejnego ataku ... z kosmosu. Nie zapominaj, że to między innymi Thor pomógł przy ujęciu Lokiego, w przeciwnym wypadku wszyscy byśmy żarli piach - mówiła spokojnym, acz stanowczym tonem.
Gdy Forge w końcu wyjaśnił o co chodzi, Natasza kiwnęła głową.
- czego dokładnie od nas oczekujesz? - zapytała co i rusz zerkając na Thora. Miała gotową ucieczkę - hyc za bar do Tony'ego.
Natasz zerknęła również na metalową rękę mężczyzny.
- albo kalectwo, albo rzut beretem do produkowania super żołnierzy - odparła. Zdanie na temat takich protez miała podzielone. Nadal mimo to nie chciała komentować Fury'ego, ponieważ uważała, że obu panów wyciągnęło zbyt pochopne wnioski. Coś najwyraźniej działo się za plecami Nicka.

Thor Odynson - Pon 21 Kwi, 2014 22:40

Asgardczyk pomału zaczął się przyzwyczajać do sposobu bycia Tony;ego. To prawda czasem wydawało mu się, że Stark przegina i wtedy się pieklił, jednak nigdy nie użył przeciwko niemu Mjolnira. Wiedział, że niewiele osób było w stanie odbić jego młot, a zwykły mieszkaniec Midgardu nie miał na to najmniejszych szans. Dlatego tez gdy Stark znów wspomniał o rozwaleniu czegoś Thor wzruszył ramionami.

- W drodze wyjątku, który czynię dość niechętnie… – zaczął jednak nikły uśmieszek na jego twarzy mógł oznaczać coś zupełnie innego. –… rozwalę to coś, Widzę, że musi być niebezpiecznym wynalazkiem skoro pilnowała tego TARCZA. – dokończył uważając by nie parsknąć śmiechem. Cóż doskonale wiedział, że Bruce pojechał coś zwiedzać choć nie do końca rozumiał jak to jest możliwe. Nie oznaczało to jednak, że jest w jakikolwiek sposób ograniczony. Kolejne wypowiedzi Starka były jednak dla Władcy Piorunów zagadką.

Rozumiał, że Fury nie zamierzał pacyfikować Lokiego i wcale mu się nie dziwił. W końcu Laufeyson nie był problemem mieszkańców Midgardu. Nie skomentował więc nawet tej wypowiedzi Tony’ego. Zrozumiał chyba nawet, że mógł się zagalopował w swoich osądach i wyciąganiu wniosków. Jednak to co się stało potem zmazało z twarzy Boga Piorunów uśmiech. Cóż rozumiał, że mógł nie pojąć zasady działania skradzionego urządzenia ale sądząc po gestach jakie wykonywał Forge, Odynson wydawał mu się nie ważny i nie był dla gościa w Stark Tower odpowiednim partnerem do rozmów.

- Żałuję, iż zapewne uważasz mnie za kogoś, kto nie ma wystarczającej wiedzy by objąć umysłem wasze wynalazki. Być może zwrócę się później do kogoś by mi to wytłumaczył, jednak na pewno nie dam się ignorować osobie, która chyba przyszła tu po pomoc. Radziłbym więc następnym razem zachować więcej rozsądku w swoich osądach. – powiedział Władca Piorunów. Oczywiście chciał dać upust swoim emocjom ale stwierdził, że wówczas wyjdzie jeszcze na nieokrzesanego barbarzyńcę, który do rozwiązywania swoich problemów używa brutalnej siły.

Nie obchodziły go w tym momencie obwody czy też to, że Forge najwyraźniej docenił ich siłę, lecz to, że wyraźnie został wyrzucony poza nawias. Thor zacisnął szczęki i zacisnął pięści tak mocno, że pobielały mu kłykcie. Spojrzał oczywiście na mechaniczną rękę przybysza. Nie skomentował tego jednak. Nie chciał używać złośliwości w stosunku do Forge’a, a jedyne spostrzeżenie, które w tym momencie przychodziło mu do głowy było takie, że jeśli nie potrafi się zadbać o własne bezpieczeństwo, to lepiej nie pchać się tam, gdzie trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Po czym spojrzał na Nataszę i uśmiechnął się półgębkiem. To co ona zrobiła wiele dla niego znaczyło. Nie spodziewał się, że stanie w jego obronie. Co prawda wiele razem przeszli i on również traktował ją jak członka swojej ekipy. Zaczął się zastanawiać czy postąpił by w ten sam sposób i po niewielkim zastanowieniu doszedł do wniosku, że tak. Skierował więc wzrok w stronę agentki Romanoff.

- Dziękuję. – powiedział tylko. Ale miał nadzieję, że kobieta zrozumie jaka była intencja tego jednego słowa.

Tony Stark - Wto 22 Kwi, 2014 20:54

Gdyby Stark mógł posłużyć się młotem Thora, to Forge miałby teraz głowę w 2D. Nie tylko z powodu tego, że doczepił się do Starkowego science bro, jakim był Bruce, ale też z powodu jego lekceważącej postawy wobec Thora. Owszem, Tony uwielbiał drażnić się z Asgardczykiem, ale nigdy nie był w tym na poważnie złośliwy i wredny. W końcu Thor pomógł ocalić Ziemię. Z tego co wiedział również zamierzał ocalić mu życie, ale Hulk go ubiegł. No i Point Break lubił shawarmę.

- Ty naprawdę chcesz stąd wylecieć - stwierdził z zimną uprzejmością. - JARVIS?

- Tak, sir?

- Bądź uprzejmy otworzyć wszystkie okna. Nasz gość wkrótce nas opuści. Od niego zależy tylko ile razy będzie wylatywał za okno.

- Tak jest, sir - odpowiedział JARVIS i rozpoczął otwieranie okien.

Stark uśmiechnął się paskudnie, przypominając sobie odcinek jednego z ulubionych brytyjskich seriali. Podobała mu się postawa Natashy. Chociaż lubił grać solo i nigdy by się nie przyznał do tego, że bycie samemu w ogóle mu nie odpowiada, to dobrze się czuł będą częścią drużyny Avengers.

- SHIELD niczym się nie różni od Pentagonu. Jedyne czego chcą to broń i stworzenie super żołnierzy. Jak myślisz, mały techniku, dlaczego nie oddałem im stworzonej przeze mnie technologii? - zapytał mocno poirytowany, podsuwając Thorowi pełną szklankę szkockiej. Ot na uspokojenie nerwów.

Forge - Wto 22 Kwi, 2014 21:56

Mutant strzepnął jakiś pyłek, który pozostał na jego stalowym ramieniu.
- Dziadek nauczył mnie, by nie oceniać podejścia, jakim kierują się inni w swych dążeniach, Stark. Nie odpowiem.- Uśmiechnął się pod wąsem.- Ja zacząłem pracować dla rządu, ponieważ to mój sposób walki dla moich ludzi. A o co ty walczysz? O co walczycie wy wszyscy?-
Przespacerował się w tę i nazad wzdłuż pomieszczenia, obserwując kolejno każdego z Avengersów.
- Ten lek... "Remedium"... było tylko częściowo wspierane przez administrację krajową. Jego działanie, ponieważ opierało się na czynnikach biologicznych było mocno ograniczone, a skuteczność pozostawała głęboko w sferze teorii. Jestem konstruktorem, dzięki moim mocom - najlepszym, jakiego posiada w tej chwili TARCZA. Uznałem, że mechaniczny zamiennik dla "Remedium" będzie... mniej inwazyjny. Gdyby test z obrożą udały się, zminiaturyzowałbym ją - zrobił z niej zegarek, albo obrączkę, podobną do tych, jakie nosili kiedyś koledzy po fachu kapitana Rogersa. Z pewnością słyszeliście, że coraz więcej wpływów zdobywa w Kongresie frakcja anty-mutancka...? Słyszałem, że kilka miesięcy temu udało im się schwytać kogoś specjalnego, ale zdaje się, że więzień wymknął im się z rąk. Teraz zapewne szukają jakiegoś sposobu, by móc więzić mutantów. Przypuszczam, że to ich ręce zinfiltrowały TARCZĘ. I choćbyś nie chciał tego przyznać nawet przed własnym lokajem, Stark, teraz jesteście najbardziej bezstronni. I być może to właśnie Wy, Avengers, zaważycie w tym konflikcie najwięcej. A teraz, wybaczcie... Ostrzeżenie uważam za dostarczone.-
To mówiąc Indianin skierował się ku drzwiom do windy.
Zanim jednak do niej wsiadł, zatrzymał się jeszcze na chwilę.
- Agentko Romanoff, gdybyś potrzebowała konsultacji po powrocie do... domu... użyj wewnętrznego 08995.-

//Rusza w drogę

Black Widow - Sro 23 Kwi, 2014 07:36

Natasha wysłuchała w niepokoju wypowiedzi Thora, ciesząc się, że mężczyzna nie zaatakował Forge'a.
Gdy jej podziękował lekko kiwnęła głową w kierunku Asgardczyka.
Gdy Forge przekazał jej informację dotyczące wewnętrznego kodu, równiez kiwnęła do niego głową w geście pożegnania i zgody. Nie omieszka sprawdzić ten kod, kto wie... może dostanie jakieś nowe 'zabawki'.
Co prawda uderzyło ją same słowo 'do domu' tak jakby chciał przypomnieć jej miejsce, ale postanowiła póki co to zignorować. Nie miała żadnych zleceń od Fury'ego więc..
Zwróciła się do Thora i Tony'ego z poważną miną:
- nie możemy tego zignorować - odparła hardo, patrząc z powagą to na jednego to na drugiego.
- musimy się dowiedzieć komu by zależało na takiej kradzieży - zapięła bluzę pod sama szyję, bo z okien zaczeło ostro wiać.
- JARVIS zakmnij okna proszę - rzuciła w powietrze. Była ciekawa czy jej posłucha.
Kobieta wpatrywałą się w facetów oczekując od nich odpowiedzi w kwestii zaangażowania w znalezieniu obroży albo chociaż wykrycia, kto jest kretem w SHIELD. Natasha czuła, że może być grubo.

Thor Odynson - Sro 23 Kwi, 2014 19:28

Thor już chciał odpowiedzieć na pytanie jakie zadał ten dziwny człowiek. Nie mógł za bardzo zrozumieć jego motywów działania. Cóż skoro chciał przekazać im jakąś ważną informacje mógł to zrobić inaczej, a jeśli chciał ich w ten sposób poprosić o pomoc to również mógł to powiedzieć. Odynson nienawidził takich sytuacji, w których miał się domyślać jakie były intencje rozmówcy. Już otwierał usta by odpowiedzieć gdy nagle Forge wyszedł. No tak, kolejny wieszcz. Wieszczy katastrofę, ale nie podaje jej daty pomyślał ale nie wyraził swoich myśli na głos. Po chwili spojrzał na Starka i na podsuniętą mu szklaneczkę trunku. Cóż zachowanie Tony’ego również mu się spodobało. Owszem darli ze sobą czasem koty ale gdy przychodziło co do czego potrafili się wspierać.
- Dziękuję Tony. I miałeś rację. Gdyby Forge powiedział jeszcze jedno słowo musiałby się nauczyć latać i to w tempie przyśpieszonym. – powiedział. Oczywiście Władca Piorunów starał się trzymać swoje nerwy na wodzy i niewielu mogło go wyprowadzić z równowagi niemniej jednak Forge to uczynił, a jeśli tego było jeszcze mało to swoimi wypowiedziami zburzył resztki spokoju Asgardczyka. Thor westchnął cicho. Uważajcie o co prosicie, bo przy odrobinie pecha możecie to otrzymać. Zabrzmiało mu w głowie i z tą myślą Odynson musiał się zgodzić. Z czarnych myśli wyrwał go głos Nataszy.
- No cóż nie można się z tobą nie zgodzić. Trzeba, by było się zastanowić komu na tym wynalazku zależy i spróbować go jak najszybciej odzyskać, by nie doprowadzić do kolejnego światowego kryzysu. – stwierdził może trochę nad wyrost ale to co mówił Forge o Hulku czy też o innych jego towarzyszach z drużyny były bardzo niepokojące.

Tony Stark - Czw 24 Kwi, 2014 14:16

Tony sluchal Forge'a coraz bardziej poirytowany, a jego irytacja siegnela zenitu gdy ten mianowal sie lepazym od niego. Z ulga powital wyjscie mutanta.

- JARVIS - rzucil w przestrzen, jakby ponaglajac go do spelnienoa prosby Natashy. Kod autoryzacyjny 578963221B.

- Juz zamykam, agentko Romanoff -odezwal sie JARVIS, zmykajac okna.

- Od tej pory tylko Avengers moga wydawac JARVISOWI polecenia. Cala reszta bedzie ignorowana.

Tony wypil szkocka do konca i oparl sie o kontuar baru. Milczal dluzsza chwile myslac nad czyms nad wyraz intensywnie.

- wspomnial cos o uprowadzonym mutancie. JARVIS?

- Juz szukam, sir.

Black Widow - Pią 25 Kwi, 2014 07:45

Wysłuchała swoich towarzyszy z powagą. Widać, że zmartwił ją ten temat i nie zamierzała odpuścić. A może nudziło jej się nudziło? Z Nataszą nigdy nie wiadomo. Jakie pobudki pchały ją w kierunku decyzji nie wiedzą nawet najstarsi Indianie. A propos Indian.
- udam się do siedziby SHIELD i wyciągne od niego więcej informacji oraz postaram się nieco poszpiegować w siedzibie - odparła patrząc na obu mężczyzn nieco karcąco. Gdyby tyle nie gadali, miała by Forge'a już w garści i wiedziała by o wiele więcej.
- masz jeszcze pluskwę w systemie SHIELD - zwróciła się do Tony'ego. Mógł być zaskoczona, że o tym wie, no ale w końcu była nie tylko tajną agentką, ale też i wyśmienitym hackerem. Kolejne pytanie, które mogło nasunąć się Starkowi to to, dlaczego Tasza nie powiedziała o tym Fury'emu.
Kobieta zmarszczyła brwi i zrobiła minę tak jakby nagle coś jej zaczeło nie pasować. Sporzała na Thora i zapytała.
- a właściwie co Ty tu robisz... nie pilnujesz Lokiego w Asgardzie? - jej ton nie wskazywał na złośliwość czy inne negatywne emocje. Po prostu chciała się dowiedzieć jaki był cel jego podróży. Może coś wie?

Thor Odynson - Pią 25 Kwi, 2014 08:33

Thor wgapiał się w szklaneczkę trunku zastanawiając się co to jest i dlaczego tak ładnie i zachęcająco pachnie. W końcu podniósł naczynie do ust i upił parę łyków. Płyn nawet mu zasmakował. Był dość słodki choć na języku można było wyczuć charakterystyczną dla wszystkich alkoholi ostrość. Z zamyślenia wyrwał go głos Starka. Nie zwracał uwagi na te wszystkie kody aktywacyjne czy też inne wynalazki.

Oczywiście wiedział, że JARVIS bywa przydatny ale na razie nie zamierzał korzystać z jego usług. Uważał, że sam zrobi lepiej pewne rzeczy.
- Jeśli dobrze pamiętam to mówił, że ten uprowadzony mutant był kimś specjalnym.
Pytanie tylko brzmi czy mamy go uważać za wroga czy za ofiarę? Bo jeśli to drugie, to chyba należałoby spróbować go wydostać o ile nikt inny jeszcze tego nie zrobił.
– powiedział patrząc na Nataszę i Tony’ego.

Widać było, że Asgardczyk, aż rwał się do walki. No ale co zrobić skoro w jego ojczyźnie nic się nie działo, a Thor po prostu się nudził. Oczywiście powiedział Odynowi gdzie się wybiera i miał nadzieję, że jeśli będzie potrzebny to ściągną go z powrotem. W końcu przecież tak bywało zawsze. Znów podniósł szklankę ze szkocką do ust i znów wychylił parę łyków. Głównie po to by zwilżyć gardło. Pytanie Nataszy go zdziwiło.

- No cóż jak pewnie wiecie jestem następcą tronu w Asgardzie. Do moich obowiązków nie należy pilnowanie Lokiego. Zresztą on jest bardzo dobrych rękach i nie powinien czmychnąć z lochu. Oczywiście jeśli nikt mu nie pomoże zostanie tam na wieki. A na Ziemię przybyłem po to by pobyć z wami. Wiecie brakuje mi walki oraz towarzyszy. Nie mówię, że w Asgardzie ich nie mam, ale czasem czuję się tak znudzony tym co dzieje się w mojej ojczyźnie, że nie mogę sobie tam znaleźć miejsca. Ojciec więc to zauważył i wysłał mnie z powrotem na Ziemię bym nie dostał przypadkiem szału. – powiedział. Nie wiedział o co też może chodzić agentce Romanoff.

W końcu nie był szpiegiem i nie znał się na technikach przesłuchań. Co prawda miał już kiedyś okazję poznać co nieco technikę, jaką stosowała Czarna Wdowa, ale Thor nie miał przed nimi nic do ukrycia. Sądził, że te pytania powinni raczej zadać Odynowi niż jemu. Jakby nie patrzył on był w pewnym sensie narzędziem w rękach Wszech Ojca.

Tony Stark - Pią 25 Kwi, 2014 19:38

Stark rzucil Natashy w odpowiedzi spojrzenie mowiace glosno i dobitnie "bitch please". Kto jak kto ale on mial zhakowane SHIELD niemal calkowicie. JARVIS w kazdej chwili mogl mu dostarczyc informacji.
- Watpie bysmy tam duzo znalezli o mutantach. Gosc ktory sie nimi zajmuje woli dzialac solo. Profesorka nie mogli porwac, bo staruszkowi sie zmarlo jakis czas temu.
Przez chwile sie przysluchiwal Thorowi po pytaniu Nat o Lokiego.
- Przyznaj sie lepiej wielkoludzie, ze jestes tu dla slodkiej i pyskatej Foster. Masz pojecie jakie pieklo tu urzadzila gdy sie dowiedziala, ze byles tu podczas ataku Chitauri? Jej hormony sa jak tornado. Chyba potrzebujecie troche czasu sam na sam.
Przezornie pod pretekstem siegniecia po puszke napoju Tony odsunal sie od polboga.

Black Widow - Sob 26 Kwi, 2014 09:17

Nie trzeba było być Natashą Romanoff, żeby rozszyfrować spojrzenie Tony'ego. Kobieta podniosła ręce w geście podania i zrobiła minę pt. 'i'm just asking'.
Kobieta wysłuchała tego co mieli do powiedzenia w sprawie mutanta.
- JARVIS podaj nazwiska osób bądź nazwy organizacji działających przeciw mutantom - rzuciła zdaniem w powietrze. Zrobiła to tak naturalnie, jakby z JARVISem rozmawiała na co dzień. Mężczyźni mogli dostrzec skupienie malujące się na jej twarzy. Gdy coś jej zaświtało w głowię dodała:
- aha i jeszcze jedno, podaj proszę nazwiska kolegów po fachu Rogersa -
Kobieta chwyciła za szklankę i upiła łyka. Zachciało jej się śmiać, gdy Thor zaczął tłumaczyć, że nie jest klawiszem tylko następcą tronu, ale jednak się powstrzymała. Natomiast prawię się zakrztusiła śmiechem przy słowach Starka. Co prawda to prawda, Foster pomimo swojej filigranowej postawy i braku jakichkolwiek umiejętności w zakresie walki wszelakiej, była nad wyraz odważna i tak jak to pięknie ujął Stark, pyskata. Natasha nie miała przyjemności być w Stark Tower, gdy owa pani naukowiec wtargnęła do budynku, ale jednego była pewna. Thor ma przerąbane.

Thor Odynson - Sob 26 Kwi, 2014 19:17

Władca Piorunów naprawdę starał się za nimi nadążyć, ale z każdym kolejnym słowem Tony’ego i Nataszy po prostu się gubił. Nie wiedział o kogo im chodzi. Cóż trudno się dziwić, przecież Odynson nie znał historii ziemi oraz wszystkich organizacji jakie się na niej znajdują. Mówiąc prawdę nie znał nawet słowa mutant, ale nie chcąc dać Starkowi kolejnych powodów do robienia mu przytyków zaczął go używać. Wymawiał je z taką pewnością jakby wiedział z czym to słowo się je. Patrzył więc spokojnie na tą dwójkę sącząc od czasu do czasu szkocką.

Skończył ja tuż przed tym jak Tony zaczął mówić coś o Jane. Władca burz nie był pijany ale gdy usłyszał co ma do powiedzenia Stark aż się w nim zagotowało. Ok, rozumiał, że Stark musiał przeżyć tu istne tornado ale jego słowa nie dość, że w mniemaniu Asgardczyka gorszyły jego wybrankę serca to jeszcze Tony używał ich przy nim. Spojrzał na niego swoimi, lodowatymi oczyma. Teraz nie był tylko wkurzony ale i wściekły.

- O ile pamiętam już ci coś na temat panny Foster powiedziałem i prosiłbym byś się tego trzymał Stark. Z wielu rzeczy możesz żartować ale nie z tego jakim uczuciem ją darzę. Ty naprawdę tego nie widzisz czy też robisz to specjalnie? – zapytał. Miał już na końcu języka by mu powiedzieć o tym co myśli o nim i JARVISIE ale się powstrzymał. Oczywiście chciał dotrzymać im towarzystwa do końca ale zaczynał coraz bardziej chciał wyjść. Tym razem Stark po prostu przegiął i Odynson nie był przekonany, czy Iron Man o tym wie. Po czym wstał i usiadł jak najdalej od Starka i agentki Romanoff by im przypadkiem nie zrobić krzywdy.

- Nie wiem jak wy sądzę, że przydałoby się od czasu do czasu poobserwować miasto czy nic złego się w nim nie dzieje. – zaproponował. Choć bardziej rzucił to w powietrze niż w ich stronę. Odynson sądził, że w ten sposób więcej się dowie niż próbując włączać się do fachowej dyskusji. W końcu problem na pewno był. Pytanie polegało na tym jak poważny.

Tony Stark - Sob 26 Kwi, 2014 19:38

Jarvis grzecznie udzielil Natashy potrzebnych informacji. Tony sie nieco zdziwil po co jej informacje o kumplach Kapitana. Wszyscy juz dawno gryzli piach. Jarvis go zaskoczyl informacja o anty mutanckiej organizacji o nazwie MESS. Wlasciwie to nie bylo o niej zbyt wiele wiadomo i to go zaintrygowalo. Westchnal gdy Thor zaczal swoj monolog.

- Przestan sie spinac, wielkoludzie. Foster nie jest tak niewinna jak sadzisz. Moge sie zalozyc, ze jakbys jej podpadl to by cie zaciagnela za ucho do domu i nie mialbys odwagi by zaprotestowac. I lubie ja, bo mowi to co mysli i nie owija w bawelne. Pyskate kobiety sa zwykle tymi, ktore dadza popalic mezczyznom i to niezaleznie czy sa stad czy z Asgardu.

Po propozycji Thora odezwal sie Jarvis, mowiac ze ma juz podglad z miejskiego monitoringu.

Black Widow - Sob 26 Kwi, 2014 20:10

Natasha wysłuchała wszystkich informacji w skupieniu. Zapamiętała to co miała do zapamiętania i wychyliła do końca wódkę. Bez popitki. Z Natashy była twarda sztuka.
- To jak robimy? Ja jadę do siedziby SHIELD zorientować się w temacie, a Ty popracujesz tutaj? - spojrzała pytająco na Tony'ego.
Już nie komentowała dyskusji o Jane Foster, ponieważ nie czuła takiej potrzeby.
- Podwieźć Cię na miasto? - zapytała patrząc tym razem na Thora idąc w stronę drzwi wyjściowych. Co prawda musiała jeszcze zajrzeć na swoje piętro co by się przebrać, ale to przecież chwila moment. A skoro Thor chciał powęszyć na mieście... to zawsze go mogła podrzucić.

Thor Odynson - Sob 26 Kwi, 2014 20:40

No dobrze, skoro wszyscy już się powymądrzali i uzyskali potrzebne informacje Władca Piorunów zaczął się zastanawiać co tak naprawdę może robić. Co prawda sam zaproponował rozejrzenie się po mieście, ale nie miał od razu na myśli węszenia. Zaczął przypuszczać nawet, że mieszkańcy Midgardu mają lepszy węch niż Asgardczycy, choć tego naprawdę nie był pewny. Spoglądał na agentkę Romanoff jakby jej przed chwilką wyrosły jej co najmniej jeszcze dwie pary uszu. Teraz dopiero zaczynał rozumieć co dokładnie jego ojciec Odyn miał na myśli mówiąc, iż Władca Piorunów tu nie pasuje.

- Nataszo powiem tak. Porozglądać się mogę ale węszenie zostawię wam. Widzisz nie mam tak dobrego węchu by wyczuć czy coś jest skradzione czy też nie. Nawet nie wiem jak pachnie to urządzenie i nie wiem jak się zabrać za jego odnalezienie poprzez zmysł węchu. – powiedział. Był bowiem święcie przekonany, że chodzi właśnie o ten rodzaj poszukiwania. Niby coś tam słyszał będąc pierwszy raz na Ziemi, że można też inaczej węszyć, ale nigdy nie spytał Jane ani nikogo co to oznacza. Teraz nawet nie zdawał sobie sprawy jak wielka gafę popełnił. No ale czego się można spodziewać po mieszkańcu Asgardu, który może wziąć część słów na serio.

Po czym spojrzał na Starka. Naprawdę chciał wpuszczać jednym uchem to co mówi Stark, a drugim wypuszczać. Niestety nie udawało mu się to ani trochę. Gdyby Asgardczyk miał moc władania lodem zapewne Iron Man byłby już dawno lodowym soplem. Niestety Thor nie posiadał takich zdolności. Mierzył więc Tony’ego lodowatym spojrzeniem.

- Wiesz co geniuszu. Zajmij się lepiej swoją Peper. Wiesz nie jeden się za nią ogląda. Jest bardzo ładna i chyba nawet w twoim typie. Wydaje mi się, iż jest równie temperamentna jak ty Stark. Ale cudowna będzie z was para, a kłótnie w waszym wykonaniu będą musiały wyglądać wręcz uroczo. – stwierdził Thor chcąc w ten sposób dopiec Starkowi. Nie miał nawet pojęcia czy mu się udało czy też nie. Jednak jeśli trafił w dziesiątkę będzie wiedział w jaką strunę może uderzać gdy Tony zacznie znów mówić o Jane. Tak naprawdę Thor był w stanie znieść wiele, ale jednego nie trawił, a mianowicie żartowania ze swojej rodziny i z kogoś, kogo naprawdę kochał. Po czym lekko złagodził wzrok i przeniósł go na Czarną Wdowę.

- Nie musisz robić sobie kłopotów. Wiesz mam dwie nogi oraz język. Więc nie sądzę, że znalezienie centrum miasta byłoby dla mnie jakimś problemem. – rzucił w przestrzeń. Co prawda nigdy jeszcze nie wychodził sam na miasto ale miał nadzieję, że nie dopadnie go od razu tłum rządnych autografów fanów, których jak się zdążył dowiedzieć od Starka miał całkiem sporo.

Black Widow - Sob 26 Kwi, 2014 22:43

Natasza słysząc wywód Thora zatrzymała się w drzwiach. Otworzyła delikatnie usta tak jakby chciała coś powiedzieć, jednak zaraz je zamknęła robiąc przy tym zdumioną minę. Skierowała swoje spojrzenie na Starka zastanawiając się czy Thor czasem nie żartuję, ale gdy tam nie znalazła odpowiedzi, zatrzymała swoje zielone oczy na Asgardczyku.
- U nas tak się mówi - wyjaśniła na spokojnie.
- 'Węszyć' to znaczy szukać, podpytywać w celu zdobycia informacji, które cię interesują. - odparła najprościej jak tylko mogła. Ponownie nie odniosła się do komentarzy dotyczących ani Jane ani Pepper, w końcu to nie jej sprawa. Jednak to nie oznacza, że nie była ciekawa. Właściwie nie rozumiała co się stało między Tony'em, a panną Potts. Po minie Starka mogła się jedynie domyśleć, że nic co by było warto wspominać. W przypadku Thora natomiast dziwiła się w innej kwestii.
- Okay. - rzuciła w kierunku Asgardczyka, zgadzając się co do przez niego podjętej decyzji.
- Jakbyś zmienił zdanie, jestem u siebie, jeszcze z dobre... - zrobiła krótką pauzę i minę świadczącą o pewnych obliczeniach w głowie.
- Pół godziny. - dokończyła.
- Tony... - rzuciła w jego kierunku stojąc już w windzie i czekając na zamknięcie drzwi.
- Pożyczam Twoje autko. - posłała mu nader szatański uśmiech, machając przy tym paluszkami. Stark niestety nic nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ drzwi się zamknęły.

//piętro BW//

Thor Odynson - Nie 27 Kwi, 2014 15:12

No tak to co powiedziała Natasza sporo wyjaśniło. Może i Asgardczyk ośmieszył się w oczach Tony’ego i agentki Romanoff ale przecież skoro miał wątpliwości to musiał je jakoś rozwiać. Co prawda i tak nie miał nic ciekawego do roboty więc mógł się porozglądać po mieście. W niczym to w końcu nie przeszkadzało. Obawiał się bowiem, że niewiele osób będzie w ogóle chciało z nim gadać. Przecież Thor nie wyglądał jak zwykły Midgardczyk.

- Rozumem. Teraz będę przynajmniej bardziej się orientował w tym co mówicie. – powiedział kiwając głową, że rozumie. No cóż nie znał osoby w Asgardzie, która słysząc słowo węszyć pomyślała by o wypytywaniu czy też zbieraniu informacji. Przenosił wzrok z Tony’ego na Nataszę i na odwrót. Czekał kiedy coś zacznie się dziać jednakże na razie nic nie wskazywało, że w ogóle coś się wydarzy. Dopiero głos Czarnej Wdowy wyrwał go z rozmyślań.

- Jakbym zmienił zdanie stawię się pod twoim pokojem. – powiedział. Oczywiście cały czas rozważał propozycję agentki Romanoff. Z jednej strony miałby trochę ułatwione zadanie i raczej nie musiał by się obawiać kłopotów, a przynajmniej w początkowej fazie drogi.

Nie wiedział natomiast jak Natasza prowadzi i raczej nie było my śpieszno do tego by się przekonać. Wystarczyło mu, że raz przejechał się samochodem ze Starkiem by stwierdzić, że woli jednak chodzić piechotą. Co prawda zajmowało to więcej czasu ale na pewno było bezpieczniejsze. Po czym wzrokiem odprowadził Nataszę do wyjścia i sam wstał. Spojrzał na Tony’ego. Dalej był na niego lekko wściekły ale Odynson nie potrafił długo chować urazy do Starka. Po chwili sam ruszył do wyjścia.

- Miłego szukania informacji geniuszu. – rzekł choć nie był pewny czy Tony go słyszy i skierował się do drzwi. Oczywiście musiał poprosić JARVISA o ich otwarcie. PO chwili już go nie było w pokojach Tony’ego.

/Piętro Black Widow

Felix Sharman - Czw 15 Maj, 2014 13:03

Chyba tylko i wyłącznie wczesna pora i dobitne niewyspanie zmusiły Felix do zrezygnowania z zamiaru palnięcia przyjaciółki w łeb. Uśmiech wypisany na jej twarzy wywoływał niemiłosierne świerzbienie ręki i lekkie pacnięcie w tył głowy było naprawdę kuszącą myślą. Zamiast tego dała się objąć i poprowadzić do windy niczym potulna owieczka, którą zdecydowanie nie była. Ale w tamtym momencie wszystko inne kazało jej brać nogi za pas i wynosić się jak najdalej od tego śmiesznego dzieła architektury nowoczesnej jakim niewątpliwie było Stark Tower.

- Jacey, nawet nie wiesz jaką radość sprawia mi patrzenie, jak bawi cię moja aktualna sytuacja. - wysyczała przez zęby. Diabli wzięli obietnicę nieużywania tego zdrobnienia w budynku, ale była to prawdopodobnie jedyna opcja, która pomogłaby zniwelować ten irytujący uśmiech bez użycia siły.

- I wielka szkoda, że nie zniknie, mogłabym wtedy ze spokojnym sumieniem zignorować fakt, że ktoś taki jak Stark wie o moim istnieniu. Moje życie dalej byłoby proste i przyjemne, po co mam to sobie komplikować? - drzwi windy zasunęły się za nimi i dziewczyna zaczęła obserwować jak zapalają się i gasną lampki przy oznaczeniach pięter. Jak na jej gust zmieniały się zdecydowanie zbyt szybko.

Jade Carter - Czw 15 Maj, 2014 14:45

- Bo wyglądasz jakbyś szła na szafot - Jade parsknęła śmiechem. - Odpręż się. Stark to nie ludożerca. Musiałaś zrobić coś niezwykłego, że własnoręcznie napisał notkę na wizytówce.

Bawiło ją to, że Fe jest taka wkurzona. Tym bardziej w kontekście jej zafascynowania Iron Manem. No i jeśli Stark będzie chciał zatrudnić jej przyjaciółkę, to będę się częściej widywać i częściej jadać razem lunch.

- Rozchmurz się. I kiedy zaproponuje ci tu pracę, to uśmiechnij się ładnie i powiedz tak. Zresztą jak już poznasz Jarvisa, to nie zdołasz odmówić.

Winda wjechała na piętro Tony'ego i Jade delikatnie skłoniła, by Fe przekroczyła próg. No dobrze, praktycznie ją z tej windy wypchnęła.

- Powodzenia! I nie rzuć się tak od razu na niego! - krzyknęła, gdy drzwi już niemal się zamknęły i nie groziła jej dekapitacja.

//gdzieś w stark tower

Felix Sharman - Czw 15 Maj, 2014 16:14

- Bo dokładnie tak się czuję. A ludzi, przez których muszę się zwlec z łóżka wcześniej niż przed trzynastą powinno się poddawać spóźnionej aborcji. - powiedziała osłaniając usta przy ziewaniu. - A "niezwykle" to ja się wpakowałam w kłopoty, ale to nic nowego, tradycja powiedziałabym. Dziesięć metrów mułu i na samym dnie ja.

Felix nie była wkurzona. Była niewyspana, zdenerwowana i niepewna tego co się ma wydarzyć, a to nie jest mieszanka, która robi z niej zadowoloną z życia istotę, która ma ochotę biegać boso po łące i wąchać kwiatki. Chyba że od spodu.

Sama wizja zatrudnienia w miejscu takim jak to nie była aż tak przerażająca, co bardziej... zobowiązująca. Szczerze wątpiła by jej nowy szef pozwalał jej na pracowanie w domu, a wstawanie rano i przybieganie z uśmiechem do Stark Tower jakoś jej się nie widziało. Fakt, opcja widywania Jade częściej niż w weekendy wydawała jej się dużym plusem, ale żeby dla czegoś takiego zaraz dawać się zamknąć w złotej klatce to lekka przesada.

Kiedy tylko usłyszała słowa "rozchmurz się" odwróciła się w stronę przyjaciółki z najsłodszym uśmiechem jaki tylko mogła przywołać na twarz. Szkoda tylko, że jej oczy mówiły "denerwuj mnie dalej to przez najbliższy tydzień z twojego laptopa będzie leciał Justin Bieber". I nie była to groźba bez pokrycia. Wypchnięcie z windy i głupi tekst rzucony na odchodne tylko utwierdziły ją w przekonaniu, że zemstę należy zaplanować i wcielić w życie. Najlepiej jak najwcześniej.

Gdy zamknęły się za nią drzwi windy i dało się słyszeć typowy szum towarzyszący zjeżdżaniu w dół, Felix pozwoliła sobie zrobić kilka kroków i rozejrzeć się po wnętrzu. Ponieważ salon wydawał jej się pusty, a obecność Starka nie była wykrywalna, stwierdziła, że najlepszym rozwiązaniem będzie poczekanie na pojawienie się Pana i Władcy. Marnowanie czasu nie leżało w jej naturze, więc wyciągnęła z torby czytnik i usadawiając się wygodnie na jednym z ciemnych foteli zabrała się za czytanie ostatnio rozpoczętej lektury.

Tony Stark - Czw 15 Maj, 2014 16:59

Jarvis poinformował Starka, że gość przybył i nawet dorzucił podgląd salonu. Tony'ego zainteresował fakt, że w dziennym wydaniu panna Sharman była ciekawsza niż w weekendowym blondzie.

- Przekaż pannie Sharman, że za chwilę przyjdę - rzucił w przestrzeń, zmierzając do zlewu, by umyć uwalane smarem ręce.

- Oczywiście, sir - Jarvis potwierdził. - Panno Sharman, pan Stark zaraz do pani przyjdzie. Pozwolę sobie zauważyć, że wybrała pani bardzo ciekawą lekturę. - Głos Jarvisa rozległ się w salonie.

Kilka minut później Tony pojawił się w salonie. Ubrany w ciemne spodnie oraz w koszulkę z logo Black Sabbath i mając zmierzwione włosy nie przypominał zbytnio siebie z kasyna. Bardziej wyglądał na szalonego wynalazcę niż na miliardera.

- Widzę, że ciekawość wzięła nad tobą górę - powiedział, rzucając jej swój firmowy uśmiech nr 666. - Napijesz się czegoś? - zapytał, wchodząc za bar i nalewając sobie szklaneczkę whiskey.

Felix Sharman - Czw 15 Maj, 2014 17:19

Felix uśmiechnęła się do siebie słysząc głos sztucznej inteligencji. Był to jeden z powodów, dla których tu przyszła. Zawsze była ciekawa tego wytworu Starka, a poznanie go osobiście należało do jednego z jej celów.

- Dziękuję, Jarvisie. Powiedziałabym, że "Czekając na Godota" w jakiś ironiczny, pokręcony sposób pasuje do mojej aktualnej sytuacji. - powiedziała w przestrzeń i oparła się wygodniej. Jeszcze chwila oczekiwania i zaczęłaby kręcić się na fotelu, jak niegrzeczny dzieciak wysłany do dyrektora na rozmowę. Na szczęście nie musiała długo czekać, bo w salonie zaraz pojawił się winowajca jej dzisiejszego poddenerwowania. Jeszcze trochę i będę to miała za sobą.

Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem kiedy przechodził do baru.
- Nie, dziękuję. Ja nie wstaję normalnie o tak nieludzkiej porze, o piciu nie wspominając. - powiedziała, odkładając czytnik na bok. - I nie nazwałabym tego ciekawością. Raczej wrodzoną skłonnością do autodestrukcji.

Tony Stark - Czw 15 Maj, 2014 22:40

Tony wyciągnął z lodówki puszkę coli i wyszedł zza baru, podchodząc do dziewczyny i podając jej schłodzoną puszkę.

- Czyli lubisz pracować nocą - ni to zapytał, ni to stwierdził, nie zatrzymując się i przechodząc do panelu kontrolnego, by go uruchomić.

Holograficzne ekrany wyświetliły schematy Stark Tower i dane na temat zasilającego go reaktora łukowego. Tony wprowadził korektę i odwrócił się w stronę Fe.

- Potrzebuję kogoś do współpracy nad nowym projektem. Kogoś równie bystrego jak ja. Twoje oceny z MIT są... imponujące? Oczywiście będziesz musiała podpisać wszystkie dokumenty na temat poufności, klauzul tajności, bla bla bla. Co do wynagrodzenia, to na pewno dojdziemy do porozumienia. Masz jakieś pytania, króliczku? - zapytała, posyłając w jej stronę kolejny z firmowych uśmiechów, mówiący, że lepszej oferty nie dostanie nigdzie indziej.

Felix Sharman - Nie 18 Maj, 2014 15:40

Felix obserwowała Starka z lekkim zdezorientowaniem. Chłodna puszka, którą od niego wzięła mroziła jej palce, ale nie zwracała na to większej uwagi. Spojrzała w dół i postukała paznokciami o metalowe wieczko. W pomieszczeniu rozległ się charakterystyczny dźwięk towarzyszący otwarciu każdego gazowanego napoju i puszka powędrowała do jej ust. Trochę cukru dobrze jej zrobi. A przynajmniej osłodzi pobyt w Stark Tower.

Uwagę o tym, że woli pracować w nocy zignorowała. Może i tak było, a może nie. Nie zamierzała podawać zbędnych informacji o sobie. Niech myśli, że ma rację. Każdy jego gest emanował pewnością siebie i Fe nie chciała rujnować mu jego światopoglądu już na samym wstępie. Była to kusząca wizja i na samą myśl na jej twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek, który jednak zaraz zniknął, ustępując miejsca wyćwiczonej obojętności.

Stark odwrócił się w jej stronę i zaczął wygłaszać swoją przemowę, a każde kolejne słowo sprawiało, że oczy mutantki otwierały się coraz szerzej i o mało nie opluła się przez niego colą. Kiedy skończył, dziewczyna patrzyła na Tony'ego jak na niepełnosprytnego wariata, który właśnie stwierdził, że od dzisiejszego dnia w Stark Tower bitwy w kisielu będą decydować o tym, kto otrzyma awans. Chociaż to prawdopodobnie byłoby mniej szokujące, biorąc pod uwagę opinię jaką sobie Stark wyrobił przez lata. Zastanawiała się, czy to ona potrzebuje, żeby ktoś nią wstrząsnął, czy raczej Stark. Póki co wszystko wskazywało na niego.

- Mam. Mam pytanie. Jedno, malutkie, nieistotne pytanie. Co ja tutaj robię? Bo jeśli dobrze sobie przypominam to zostałam przyłapana na liczeniu kart w głupim kasynie, chyba że coś mnie ominęło. - nawet nie próbowała ukryć zaskoczenia, czy nuty irytacji zawartej w głosie. Króliczku? Serio?

Tony Stark - Nie 18 Maj, 2014 17:19

- Irytujemy się? Niezbyt udany początek współpracy - powiedział, zostawiając konsolę i siadając naprzeciwko Felix.

Lubił na nią patrzeć. Była ładna, o wiele ładniejsza teraz niż wtedy w kasynie. I chyba trochę też zagubiona. Informacje dostarczone mu przez JARVISA mówiły, że dziewczyna jest wyjątkowo bystra i z powodzeniem można ją nazwać geniuszem. Jej innowacyjne idee bardzo go zainteresowały.

- Wydawało mi się to oczywiste. Składam ci propozycję pracy w Stark Industries - zaczął i upił nieco whiskey. - A właściwie pracy dla mnie osobiście. Potrafisz myśleć nieszablonowo, panno Sharman. Czy pięciocyfrowe wynagrodzenie i bezstresowe środowisko pracy będą wystarczająco kuszące dla ciebie? - zapytał, unosząc lekko brwi.

Felix Sharman - Nie 18 Maj, 2014 19:06

Współpracy? Jakiej znowu współpracy? Stark postradał zmysły i teraz przynajmniej był na to dowód. Żółte papiery nadchodzą... I to w trybie natychmiastowym. Czy jest na sali lekarz?

Felix wzięła głęboki oddech i zastanowiła się przez chwilę. Nie lubiła reagować gwałtownie, a w tym momencie miała ochotę wstać i wyjść, cała ta sytuacja wydawała jej się skrajnie niedorzeczna. Tony zachowywał się niedorzecznie. Irracjonalnie. Nielogicznie. Przynajmniej z jej perspektywy. I wpatrywanie się w nią wcale nie poprawiało tej sytuacji. Facet był pieprzonym superbohaterem, który uratował Ziemię, bla bla bla, mógłby zacząć zachowywać się mniej absurdalnie!

- Tyle zdążyłam zauważyć. - powiedziała po chwili ciszy, jej głos spokojniejszy niż przed chwilą. - Ale dalej nie rozumiem dlaczego ja. - wzruszyła lekko ramionami. Przyłapał ją na oszustwie w kasynie, skąd pomysł by zatrudnić ją do czegokolwiek? Nikt normalny po czymś takim nie zatrudnił by jej nawet do obsługi ekspresu do kawy, o nowych projektach Stark Industries nie wspominając.

- Pracę już mam, co zapewne zdążyłeś sprawdzić, całkiem wygodną i totalnie bezstresową, a pięciocyfrowe wynagrodzenie załatwiam ... inaczej. Więc aktualnie transfer z jednej roboty do drugiej nie wydaje mi się wystarczająco kuszący. Zwłaszcza jeśli mój niedoszły szef zwraca się do mnie per "króliczku". - dodała z lekkim uśmiechem, podnosząc puszkę do ust i upijając kolejny łyk.

Tony Stark - Nie 18 Maj, 2014 20:47

- Jesteś asertywna i kreatywna. Znasz się na tym co robisz - stwierdził niemal nonszalancko. - Nie muszę mieć szczególnego powodu, by chcieć kogoś zatrudnić. Zresztą bardzo rzadko robię to osobiście. Masz coś przeciwko mnie, że tak bardzo starasz się odrzucić moją ofertę? - zapytał, wstając i podchodząc do baru by nalać sobie kolejną porcję whiskey.

Wrócił na kanapę, ale tym razem usiadł obok Fe. Rozsiadł się wygodnie i uśmiechnął się do dziewczyny.

- Twoja aktualna praca jest nudna i przewidywalna, inaczej byś nie szukała tego dreszczyku emocji kantując kasyna - powiedział luźnym tonem. - Pracując ze mną - podkreślił dwa ostatnie słowa - miałabyś elastyczny czas pracy oraz dostęp do Jarvisa tak długo jak będziesz go dobrze traktować.

Oczywiście Stark nie byłby sobą gdyby nie miał asa w rękawie, ale nie chciał go jeszcze ujawniać.

Felix Sharman - Nie 18 Maj, 2014 23:11

- Nie możesz tego wiedzieć. Ilość informacji, jaka jest udostępniona o mnie, to naprawdę za mało by wyciągać takie wnioski. Oceny z MIT to jedno, ale wysnuwanie tak daleko idących wniosków na temat mojej osoby to drugie. - Felix patrzyła na niego z niedowierzaniem. - Oczywiście, że nie musisz mieć powodu by kogokolwiek zatrudnić, nie mnie to oceniać, to twój cyrk i twoje małpy, ale skoro ta sprawa dotyczy mnie to chciałabym wiedzieć więcej. Nie staram się jej odrzucić, staram się ją zrozumieć.

Najbardziej szokujące w tym wszystkim było to, że Stark nie żartował. Przeszło jej przez myśl na początku, że to może być jakiś głupi dowcip wymyślony przez Jade na poczekaniu, ona byłaby do tego zdolna. Ale nie, to nie mogło być to, Tony naprawdę próbował ją przekonać, a Fe wątpiła, by aż tak wczuł się w rolę dla nieśmiesznego żartu.

Kiedy koło niej usiadł dziewczyna omal nie wybuchnęła histerycznym śmiechem. Ktoś tu sobie chyba pozwalał na zbyt wiele...

- Tak, aktualnie mam coś przeciwko. Naruszasz moją przestrzeń osobistą, króliczku. - powiedziała dobitnie akcentując ostatnie słowo i ostentacyjnie mierząc go przy tym wzrokiem. Ale co do jednego miał rację. Jej praca była nudna i przewidywalna. Nie była dla niej żadnym wyzwaniem i uwolnienie się od niej nie byłoby takie złe. Zwłaszcza, jeśli zostałaby wymieniona na współpracę z Jarvisem. Wyrwało jej się ciche westchnięcie.

- Jeśli miałabym tu pracować potrzebuję znać więcej szczegółów. I na pewno dodałabym od siebie kilka zasad do tej całej, śmiesznej umowy i klauzuli poufności. To musi działać w obie strony. - starała się być stanowcza i patrzyła mu przy tym w oczy. - Nie powiedziałam jeszcze, że się zgadzam. Ale chcę mieć co rozważać. Sam fakt pracowania dla tego Starka nie robi na mnie wrażenia. Współpraca z Jarvisem jest bardziej kusząca.

Tony Stark - Wto 20 Maj, 2014 11:51

- Powiedzmy, ze Jarvis nie jest moim jedynym zrodlem informacji o twojej osobie - powiedzial usmiechajac sie tajemniczo, po czy ostentacyjnie odsunal sie o cale piec cali. - Bedziesz musiala sie przyzwyczaic do mnie. To jeden z warunkow dobrej wspolpracy. A co do szczegolow, to wystarczy, ze bedziesz wiedziec ze dotyczy on reaktora podobnego do tego, ktoru zasila ten budynek.

Spodziewal sie, ze bedzie miala swoje warunki i żądania. Jesli beda rozsadne, to zamierzal je spelnic. Jade miala racje co do swojej przyjaciolki. Oczywiscie Fe nie musiala wiedziec, ze ich spotkanie w kasynie wcale takie przypadkowe nie bylo. To juz pozostanie ich slodka tajemnica.

- Jakie stawiasz warunki? -zapytal, pociagajac kolejny lyk alkoholu.

Felix Sharman - Wto 20 Maj, 2014 21:16

Felix spojrzała na niego spod przymrużonych oczu.

- Jarvis nie jest Twoim jedynym...? Co? Nie, czekaj... Chyba nie masz na myśli...? - brunetka wydała z siebie przeciągły jęk niezadowolenia i ukryła twarz w dłoniach. Słodki jeżu, na tym świecie już nikomu nie można ufać skoro najlepsza przyjaciółka jest w stanie odwalić taki numer i jeszcze niewinnie się przy tym uśmiechać.

Fe przeczesała palcami swoje długie włosy, odgarniając je z twarzy i odwróciła się do Tony'ego.
- Radzę poszukać nowego Szefa Ochrony, obecny może zostać lekko uszkodzony. Jak nie fizycznie to psychicznie, już ja coś wymyślę. - dodała ze złośliwym uśmieszkiem. Jasne, wiedziała, że Jade kombinuje, ale nigdy nie pomyślałaby, że wprowadzi któryś ze swoich durnych planów w życie. Podobno przyjaciele powinni ułatwiać sobie życie, a nie wpakowywać się nawzajem w kłopoty i inne niezręczne sytuacje.

- Ale zignorujmy to na pięć minut i wróćmy do tematu... Jak mówiłam, to działa w obie strony. Tak, będę musiała się przyzwyczaić, ale nie tylko ja. Nie jestem człowiekiem łatwym w obsłudze, więc możesz mieć małe trudności, zwłaszcza na początku. - I zapewne wcale nie będzie mu tego ułatwiać, ale tę kwestię lepiej przemilczeć... - I nie jestem graczem zespołowym. Lepiej radzę sobie solo.

Ilość szczegółów podanych przez Starka nie była powalająca, ale wystarczyła by ją zainteresować. Praca nad czymś takim na pewno będzie ciekawsza niż klepanie ciągle tych samych schematów dla IBMu. I jeśli Tony potrzebował pomocy to musiało to być coś większego. W przeciwnym wypadku sam by sobie dał radę.

- Warunki... Nie spodziewałam się takiej propozycji, więc nie mam przygotowanych warunków. Ale jest kilka rzeczy, które przychodzą mi do głowy. - odwróciła się tak by siedzieć bardziej przodem do swojego przyszłego pożal-się-Boże pracodawcy. Odłożyła puszkę z napojem na stolik i spojrzała na niego. - Po pierwsze, klauzula poufności. Moje pomysły są moje i nie wychodzą poza miejsce pracy. To samo dotyczy faktów na mój temat. Nieważne, czego się dowiesz, zostaje to między nami. Tak, chcę, żeby to było w umowie. - przy każdym argumencie odginała palec. - Po drugie, niech to będzie profesjonalne. Żadnego flirtowania. Serio. Będę Twoim pracownikiem, a po fajną dupę zawsze możesz zadzwonić, raczej nie odmówią.

Potrzebowała chwili by zastanowić się nad kolejnym warunkiem. Sięgnęła po stojącą na szklanym stoliku puszkę i upiła łyk wciąż chłodnej coli.

- Po trzecie... Jeśli nie muszę, nie chodzę na spotkania, pokazy i inne tego typu rozrywki dla ważniaków. Nienawidzę wystąpień publicznych, więc byłabym wdzięczna, gdyby mnie takie rzeczy omijały. I to chyba tyle... A teraz chciałabym wiedzieć jakie warunki ja muszę spełniać. - Felix skończyła mówić, przynajmniej tymczasowo i położyła skroń na oparciu kanapy, w dalszym ciągu patrząc na Starka. Stres, który utrzymywał ją na nogach przez cały ranek powoli zaczął ją opuszczać i niewyspanie dawało jej się we znaki.

Tony Stark - Sro 21 Maj, 2014 10:11

W oczach Tony'ego pojawilo sie na moment poczucie winy, jednak natychmiast zniklo, zastapione przez rozbawienie.

- A jak sobie radzisz z duetami? - zapytal, odstawiajac pusta szklanke na stolik i zwrocil sie twarza do niej. - Twoje rozwiazania pozostana twoja wlasnoscia, jednak wlaczenie ich w projekt oznacza, ze beda wykorzystywane gdy dojdzie do masowej produkcji.

Zastanawialo go, dlaczego Fe tak bardzo chroni swoja prywatnosc. Pachnialo mu to paranoja. Wiecej sie o niej dowiedzial od Carter niz od Jarvisa.

- Bedziesz moim wspolpracownikiem - poprawil ja. - Nie bedziesz stricte pracownikiem Stark Industries. Jestem za tym zeby zaakceptowac siebie nawzajem z pelnym pakietem zalet i wad.

Potrzebowal chwili aby sie zastanowic nad kolejnymi warunkami. W zadnym razie nie zamierzal zarzucic swoich zwyczajow, choc moglby pojsc na drobne ustepstwa.

- Chcialbym zebys zamieszkala w Stark Tower na czas naszej wspolpracy. Czas to pieniadz. I zadnego dreczenia Carter. Jest najlepszym szefem ochrony odkad Happy odszedl - dodal i zamilkl czekajac na jej odpowiedz.

Felix Sharman - Sro 21 Maj, 2014 12:20

Jego pytanie lekko zbiło ją z tropu. Przy nim wszystko miało drugie dno i Fe wolała się nie zastanawiać, co tym razem Tony ma na myśli.

- Z duetami? To się okaże, może efekty wcale nie będą takie katastrofalne. - machnęła ręką, gdy zaczął mówić o masowej produkcji. - Wykorzystywanie moich pomysłów mi nie przeszkadza, dopóki nie będą używane do produkcji czegoś co mi się nie spodoba.

To nie byłby pierwszy raz kiedy jej idee byłyby wykorzystywane przy produktach, które mają setki tysięcy nabywców. I nie było w tym nic złego, pod warunkiem, że nie są to produkty niebezpieczne. Z takich projektów automatycznie się wycofywała.

Kiedy zaczął mówić o akceptowaniu siebie nawzajem, Fe nie mogła wytrzymać i zaczęła się śmiać.
- Jestem pewna, że w ten sposób działają związki, panie Stark, a ja nie planuję się w takowy wpakować. Jako współpracownik chcę mieć możliwość wyznaczenia granic. I nawet mam pewien pomysł, jak ułatwić egzekwowanie tego warunku. - dodała z uśmiechem.

Dwa ostatnie kryteria lekko ją zszokowały. Zamieszkać w Stark Tower? Serio? Serio, serio? No tego by nie podpięła pod "bezstresowe środowisko pracy", skoro to środowisko zamieni się w jej miejsce zamieszkania. To na sto procent nie mogło się skończyć bezstresowo. Ale fakt faktem, wyeliminowałoby to problem dojazdów. I dawało wiele nowych możliwości, które niekoniecznie spodobałyby się Starkowi.

- Dobrze. Zamieszkam w Stark Tower. Ale żadnych pobudek przed dziesiątą. Mogę pracować do późna, ale jeśli ktokolwiek mnie rano obudzi, to skończy ze złamanym nosem. A co do Carter... - nie mogła tak łatwo zrezygnować z zemsty. To nie wchodziło w rachubę. - Obiecuję, że kiedy z nią skończę będzie w stanie przyjść do pracy. Zasłużyła sobie na to co ją czeka. Powiedzmy, że od dawna sobie grabiła.

Tony Stark - Sro 21 Maj, 2014 15:15

Nie podobalo mu.sie to wyznaczanie granic. Nigdy ich nie lubil, a tym bardziej teraz. Carter od dawna mu opowiadala o swojej genialnej przyjaciolce ale dopiero teraz, gdy ja poznal w pelni docenial jej walory intelektualne fizyczne.

- Jaki pomysl? - zapytal podejrzliwie. - Sam tez wstaje pozno wiec nie widze problemu z budzeniem cie po dziesiatej.

Czul sie usatysfakcjonowany, ze tak latwo zgodzila sie zamieszkac w jego budynku. I to nie wiedzac, ze bedzie dzielic z nim pietro. Liczyl ze domowa kuchnia perzekona ja do tego.

Skonczenie z Carter wywolalo u Tiny'ego dosc jednoznaczne skojarzenia sypialniane. Juz mial powiedziec ze chetnie by popatrzyl, ale na szczescie ugryzl sie w jezyk, poprzestajac na tajemniczym usmieszku.

Felix Sharman - Sro 21 Maj, 2014 18:41

Ludziom z reguły nie podoba się wyznaczanie granic, więc Tony nie był w tym przypadku jakimś wyjątkiem. Nie oznacza to jednak, że wyznaczanie granic jest złe. Z jakiegoś powodu takowe zostają ustalone i nawet jeśli "zasady są po to by je łamać" to nie znaczy, że wszyscy powinni tak postępować. A walory Fe może sobie podziwiać z daleka, każda inna próba może się skończyć uszczerbkiem na zdrowiu.

- To świetnie. A pomysł przedstawię go jak zajdzie taka potrzeba. Póki co nie widzę sensu w wyjaśnianiu zawiłości mojego planu, bo jest naprawdę, naprawdę skomplikowany. Wszystko się wyjaśni dużo łatwiej, gdy będę miała przy sobie pewien przedmiot, którego obsługa wymaga niezwykłego skupienia i precyzji. - w jej głosie brzmiała nutka ironii i rozbawienia. Pewnie nie byłoby jej do śmiechu, gdyby wiedziała co Stark sobie ubzdurał. W tym budynku był pierdylion wolnych pomieszczeń, czy nawet całych pięter, a on chciał ją wprowadzić do siebie, przecież to logiczne. Ale o to będzie się martwić jak już informacja o życiu na jednym piętrze z miliarderem do niej dotrze. Oby nie za szybko...

Jego uśmieszek mógł znaczyć tylko jedno. Dziewczyna przewróciła oczami.
- Nie. Po prostu nie. - powinna wiedzieć czym się mogą skończyć takie teksty. W końcu miała do czynienia z facetem, a u nich skojarzenia to odruch bezwarunkowy niezależnie od tematu, do czego zdążyli ją przyzwyczaić kumple na uczelni. Widocznie z tego się nie wyrasta.

- Kiedy dostanę umowę do przeczytania i podpisania? - najbezpieczniej było wrócić do tematów zawodowych. - I kiedy mam się tu zjawić ze swoimi gratami?

Tony Stark - Sro 21 Maj, 2014 19:31

- Piekna i tajemnicza. Zawsze lubilem zagadki - powiedzial posylajac jej swoj firmowy usmiech.

Wstal i podszedl do baru ale tym razem wzial tylko butelke wody. Zastanawial sie nad jej pytaniem. Jarvis moglby wydrukowac umowe w ciagu godziny, ale Stark nie widzial takiego powodu by sie az tak.spieszyc.

- Jutro popoludniu? Przysle po Ciebie samochod. Chcesz juz dzis wybrac pokoj? - zapytal, cierpliwie czekajac na jej.zapewne gwaltowna reakcje.

Felix Sharman - Sro 21 Maj, 2014 20:35

Sufit wydał jej się nagle bardzo interesującym obiektem. Wpatrywała się w niego przez chwilę licząc w myślach do dziesięciu. Właśnie tego typu tekstów Fe chciała uniknąć za wszelką cenę. Spojrzała ponownie na Tony'ego totalnie zrezygnowana.
- Serio? Serio? Ale tak serio, serio? Naprawdę, ktokolwiek, kiedykolwiek poleciał na takie teksty? I ten wypracowany uśmiech numer pięć? Litości... Walnij czymś takim raz jeszcze, a będę się nabijać przez cały czas naszej współpracy.

Dziewczyna sięgnęła po swój czytnik, który leżał obok, schowała go do torby i wyciągnęła komórkę.
- Jutro po południu. Okej. Mi pasuje. Będę miała wystarczająco dużo czasu, by ogarnąć czego potrzebuję, a w razie czego po prostu będę mogła wrócić do mieszkania. - powiedziała sprawdzając coś w telefonie. Już miała powiedzieć, że obejdzie się bez samochodu, ale darowała sobie niepotrzebne strzępienie języka. I tak pewnie by nie wygrała.

- Pokój? - A jednak. Przy tym człowieku jakiekolwiek logiczne postępowanie w ogóle nie miało prawa zaistnieć. To przecież zupełnie normalne, że obcym ludziom, których przyłapało się na grubym oszustwie, proponuje się pracę i mieszkanie w tym samym miejscu. Zupełna normalka. Wszyscy tak robią. Mhm. Zwłaszcza ludzie, którzy mają taką fortunę. Dla nich to jak przygarnięcie kotka ze schroniska. Może i drapie, ale dalej cieszy oczy.

- Jasne. Jeśli to nie problem. Mogłabym tam wrzucić od razu trochę rzeczy, żeby ich nie zabierać w jedną i drugą stronę skoro i tak mam wrócić. - wzruszyła ramionami. Jakikolwiek pokój będzie jej pasował, pod warunkiem, że będzie tam łóżko, dostęp do sieci i zamykane drzwi.

Tony Stark - Sro 21 Maj, 2014 20:54

- A ty wszedzie szukasz podtekstow - westchnal ciezko, udajac ze jej.slowa go urazily do glebi. Co tez poniekad bylo prawda. Zreszta Carter juz mu dobitnie wyjasnila wraz z pomocami audio-wizualnymi co mu zrobi jak potraktuje jej przyjaciolke jako dziewczyne na jedna noc. Ostatnio zreszta stracil ochote na lozkowa gimnastyke.

- W takim razie chodzmy.

Zaprowadzil ja szerokim korytarzem na sam jego koniec gdzie po obu stronach znajdowaly sie drzwi.

- Sa w pelni wyposazone i z lazienkami -powiedzial otwierajac drzwi do obu pokoi.

Jeden znich mial pastelowa tapete w pudrowym rozu, a drugi mial fioletowe sciany.

Felix Sharman - Sro 21 Maj, 2014 23:12

No tak, biedny pan Stark został tak bardzo urażony jej słowami, które nawet w połowie nie były tak ostre jak mogłyby być. Nic, tylko facetowi współczuć. Niedoczekanie. Sam sobie wyrobił taką opinię, za darmo by jej nie dostał. A zreflektowanie się w oczach innych nie należy do najłatwiejszych z działań, zwłaszcza jeśli ci "inni" nie wierzą w magiczne przemiany. Ale jeśli Jade uknuła to już wcześniej, to zapewne wyłożyła Starkowi wszystko jak należy. Widok Jacey grożącej Iron Manowi był wart każdej ceny i gdyby Fe o tym wiedziała, pewnie kazałaby jej zrobić to ponownie, tylko po to, by móc to zobaczyć.

Felix bez słowa wstała i poszła za Tony'm, trzymając się krok za nim. Nie była pewna tego co może zobaczyć, ale wątpiła by coś było ją jeszcze w stanie dzisiaj zaskoczyć. Chyba nawet "pokój zabaw" w stylu Christiana Gray'a by jej nie zdziwił.
Tony zatrzymał się w końcu korytarza i otworzył przed nią drzwi do obu pokoi. Fe zajrzała do pierwszego z nich. Nie było tam co prawda zwisających pejczy i kajdanek porozrzucanych po podłodze, ale różowe ściany wcale nie wydawały się lepszym wyjściem. Już chyba Czerwony Pokój Bólu byłby bardziej w jej stylu.
Drugi z nich na szczęście nie miał tego gustownego odcienia różu na ścianach. Pokój był po prostu fioletowy. Fe weszła do środka i usiadła na łóżku.

- Myślę, że ten mi pasuje. Jest mniej... dziewczęcy. - powiedziała, uśmiechając się lekko. Nigdy nie była przesadnie dziewczęcą dziewczynką. Różowy kolor, sukienki i wstążki we włosach to zdecydowanie nie jej bajka. Wstała i podeszła do olbrzymiego okna, zaglądając w dół, na ulice Nowego Jorku. Pomimo ruchu panującego już na zewnątrz do pomieszczenia nie docierały żadne dźwięki. Pasowało jej to. Przynajmniej miała pewność, że poranni kierowcy jej nie obudzą.

Odwróciła się znowu i spojrzała tęsknie w stronę łóżka. Siedziała na nim tylko chwilę, ale było naprawdę wygodne i Fe miała ochotę totalnie zignorować obecność Starka, po prostu położyć się i zasnąć. Zamiast tego wyciągnęła z torby kilka rzeczy i położyła je na komodzie stojącej niedaleko. Im szybciej znajdzie się u siebie, tym szybciej będzie mogła zakopać się w swoim łóżku i zacząć żałować wszystkiego na co zgodziła się dzisiejszego ranka.

- Gotowe. Mamy coś jeszcze do omówienia, czy mogę się zbierać? - zapytała podchodząc do Starka.

Tony Stark - Czw 22 Maj, 2014 19:34

Stark stanal w drzwiach, opierajac sie barkiem o rame. w jego rece znalazla sie tylko jemu wiadomo skad torebka z borowkami, ktore pochlanial wolno acz systematycznie. Obserwowal kazdy ruch Fe, usmiechajac sie gdy spostrzegl, ze spodobalo jej sie lozko.

- Na dzis to wszystko. Samochod przyjedzie po ciebie o trzeciej po poludniu - powiedzial. - Jarvis? Popros Carter by odwiozla panne Sharman do domu.

- Oczywiscie, sir - odpowiedzial Jarvis.

- I powiedz by wziela ze soba kajdanki. Fellix jest w bojowym nastroju - dodal i wyciagnal reke z torebka w kierunku dziewczyny. - Borowke? - zapytal z szerokim usmiechem.

Felix Sharman - Czw 22 Maj, 2014 21:04

Dziewczyna minęła go i ruszyła powoli w stronę windy.

- Świetnie, w takim razie, skoro wszystko jest ustalone, pojadę już do siebie. - przebywanie dłużej w tym budynku mogło źle wpłynąć na jej zdrowie psychiczne, albo spowodować nagły spadek IQ. Sam fakt, że od jutra ma tu zamieszkać przyprawiał ją o ból głowy. I sama się na to zgodziła! Ona sama! Później będzie się zastanawiać nad tym, co ją ugryzło, teraz najlepiej znaleźć wyjście. Może być ewakuacyjne.

- Dobrze, będę czekać. - domyśliła się, że adresu też już nie musi podawać, jej ukochana przyjaciółka na pewno zadbała by Stark poznał wszystkie szczegóły jej życia. A jeśli jeszcze nie, to zapewne niedługo pozna.

Na dźwięk jej nazwiska Fe miała ochotę zacząć protestować, ale nie miała na to siły. Westchnęła tylko i rzuciła Tony'emu ostrzegawcze spojrzenie. Kolejna osoba, która bawiła się jej kosztem. Jeśli oczekują, że się do tego przyzwyczai, to się grubo mylą. Komentarz o kajdankach puściła mimo uszu. Wolała to zignorować, bo znowu zostałaby posądzona o szukanie podtekstów.

Potrząsnęła głową, gdy zaproponował jej owoce. Drzwi do windy rozsunęły się za nią, a w środku czekała na nią Jade. Felix weszła do windy, ignorując obecność przyjaciółki, jakby w ogóle jej tam nie było.
- Do zobaczenia jutro, szefie. - powiedziała z uśmiechem, dobitnie akcentując ostatni wyraz. Drzwi zamknęły się i winda zaczęła zjeżdżać w dół, a Felix kontynuowała ignorowanie znajomej przez cała drogę do mieszkania.


//mieszkanie Felix//

Tony Stark - Sro 16 Lip, 2014 16:48

Stark kolejne kilka dni spędził na budowaniu następnej zbroi i testowaniu nowego uzbrojenia. Oczywiście nie obyło się bez paru spektakularnych wybuchów i zniszczenia jednej ze ścian, na szczęście nie tej nośnej.

Niestety musiał wybrać się po uzupełnienie zapasów ulubionych borówek. Oczywiście mógł zlecić to komuś innemu, ale sam najlepiej wiedział, które smakują mu najbardziej. Umył ręce, przeczesał dłońmi włosy, założył ciemne okulary i skórzaną kurtkę na koszulkę Black Sabbath i udał się do windy.

//Recepcja

Jane Foster - Sro 16 Lip, 2014 20:26

//hall

Wytrzeszczyła na niego swoje piwne oczyska zdziwiona bezpośredniością Starka. Nigdy nie miała okazji poznać go na żywo, stąd do wszech uderzające zdziwienie. Znaczy.. słyszała co nieco, ponieważ nie sposób było nie usłyszeć komentarzy na temat barwnej osobowości Iron Mena, ale była różnica, gdy te słowa były wypowiedziane bezpośrednio do Jane, osoby, która nie będącej biegłej we flirtach różnej maści.

Jeszcze bardziej zdumiała się widząc pąs biednej recepcjonistki. Zmarszczyła delikatnie brwi i zmrużyła oczy. Tak, ewidentnie młódka coś czuła do swojego szefa. Stark skorzystał z dezorientacji Jane i wprowadził ją do windy. Trochę była oporna fakt, ale najwyraźniej nie miała siły przebicia. Zresztą... może dowie się czegoś więcej o Thorze.

Weszła do środka rozglądając się dookoła. Wyglądała tak słodko gdy obracała się dookoła. Jak mała zagubiona dziewczynka.

- A kiedy ostatnio był widziany? - W końcu zapytała stojąc na środku ogromnego salonu. Kobieta była monotematyczna fakt, ale bardzo dobrze wiedziała po co tu przyszła, więc starała się skupiać na celu swojej podróży, a nie na tekstach Starka, które w głębi duszy uważała za dość zabawne.

Tony Stark - Sro 16 Lip, 2014 21:20

Uśmiechnął się, gdy rozglądała się po jego salonie, który był większy od całych mieszkań, pewnie od jej własnego też.

- JARVIS? - rzucił w przestrzeń, chcąc by to sztuczna inteligencja udzieliła uroczej pani doktor odpowiedzi.

- Thor Odinson był ostatnio widziany cztery dni temu na dachu Stark Tower. Przebywał tam dwadzieścia siedem minut po czym moje sensory przestały odnotowywać jego obecność.

- Dzięki, JARVIS - mruknął Tony, podchodząc do barku. - Napijesz się czegoś, kotku?

Zastanawiał się, kiedy Foster zdzieli go w twarz. Była z tego znana w męskich kręgach. Ktoś jej nawet nadał ksywę Liściasta Foster, po tym jak spoliczkowała twórcę pseudonimu kilka razy pod rząd.

Jane Foster - Sro 16 Lip, 2014 21:53

Fakt. Salon był większy niż 3 mieszkania Jane razem wzięte. Kobieta zastanawiała się po co Starkowi tak duża przestrzeń, przecież tu było prawie pusto. Zaraz sobie wszystko wyjaśniła w tej zafrasowanej główce, czymś na kształt 'co ja tam wiem o aranżacji przestrzeni'. Bądź 'Eh, cóż, może gdybym miała tyle samo kasy co Stark...'.

Potrząsnęła łepkiem by wyrzucić te durne myśli z głowy i skupiła się na Tonym. Rzucił nieznanym słowem w powietrze, a gdy usłyszała głos JARVISA znowu się rozejrzała. Nie była przestraszona, raczej zaciekawiona. Opuściła głowę po sekundzie zdając sobie sprawę, że to tylko głos i wsłuchała się uważnie mrużąc przy tym delikatnie oczy.

- 27 minut? Co on tam robił? Tyle zajmuje kontakt z Asgardem? Niee. Coś mi tu nie pasuję... za długo. - Zmarszczyła czółko.

- A może coś mu się stało? - Zapytała delikatnie zatrwożonym głosem. Spojrzała na Starka tak jakby to on był odpowiedzialny za całe zło świata.

- Mam na imię Jane. Proszę się do mnie zwracać po imieniu. - Rzuciła i klapnęła na pierwsze lepsze krzesło. Musiała głęboko oddychać by się opanować. Biedaczka się zdenerwowała.

- Może być woda. - Dodała.

Tony Stark - Czw 17 Lip, 2014 19:55

- Na dachu nie ma kamer, są tylko czujniki - odpowiedział Tony, nalewając do szklanki słuszną porcję whisky. - Może jego matce przestało się podobać, że syn podkrada jej zasłony.

Niestety Stark nie dysponował czymś takim jak woda. Owszem, automat ze źródlanym H2O był w sali treningowej, ale nigdzie indziej.

- Wyglądasz jakbyś potrzebowała czegoś o wiele mocniejszego. - Puścił do niej oko i nalał jej whisky.

Ciekawiło go, ile jej potrzeba by się upić, dlatego obserwował ją uważnie. Thor pewnie siedział u mamusi na kazaniu, która w ramach kary pewnie każe mu uszyć nowe zasłony. Sama myśl o tym wielkoludzie siedzącym na stołeczku z igłą w ręce zdecydowanie poprawił Tony'emu humor.

Jane Foster - Sob 19 Lip, 2014 10:59

Ponownie zbił ją z pantałyku i fakt, gdyby nie była zła na Thora to pewnie by się nie roześmiała. Parsknęła nieco histerycznym śmiechem.

- Nie wiem jak wy się dogadujecie. Gdyby tutaj był... - Skrzywiła się i posmutniała. Złość odeszła pozostał żal. Cały wachlarz uczuć w ciągu ilu? Pięciu minut? Cała Jane.

Rozsiadła się wygodniej na stołku barowym. Położyła torbę na blacie i chwyciła za solidną kryształową szklanice. Uniosła ją wyżej i zaczęła bardzo uważnie się przyglądać. Robiła to z taką dokładnością i skupieniem jakby analizowała wzór fizyczny. Może właśnie podejmowała jakąś ważną decyzję?

Upiła większego łyka whiskey i się skrzywiła, ponieważ z alkoholem miała do czynienia bardzo rzadko.
- Jak to jest być superbohaterem hm? Też jesteś taki 'ciężki' w obyciu? - Zapytała i spojrzała na Tonyego tymi brązowymi, mądrymi oczętami.

Tony Stark - Sob 19 Lip, 2014 20:18

- Nie zabijamy się i to chyba wystarczy - mruknął, wypijając całą zawartość szklanki jednym haustem.

Chwycił butelkę i nalał sobie kolejną porcję. Jej pytanie spowodowało, że napełnił ją do połowy, a potem zrobił do samo z jej szklanką. Nie puszczając butelki, wyszedł zza baru i delikatnie skłonił ją do zejścia ze stołka, by poprowadzić ją na półokrągłą sofę, która znajdowała się dwa stopnie niżej niż reszta salonu. Było tu kilka foteli oraz szklany okrągły stolik. Posadził ją na sofie i sam usiadł obok niej.

- Kotku, czy ty wiesz kogo o to pytasz? - Spojrzał na nią z rozbawieniem. - Jestem tak gładki w obyciu jak masło. Sama możesz się o tym przekonać - dodał, puszczając do niej oko.

Jane Foster - Sob 19 Lip, 2014 20:46

- Póki co. Chociaż nie wiadomo czy będziesz miał okazję. - Zaśmiała się gorzko. Znowu nie wiedziała czy Thor wróci czy nie. Zaczynała uważać, że facet nie traktuje jej poważnie. Westchnęła sobie pod nosem i dopiła do końca. Znowu się skrzywiła. Odstawiła szklanice na blat.

Jane dała zaprowadzić się na sofę, na której klapnęła. Podkuliła nogi rozsiadając się wygodniej i oparła głowę na oparciu. Wpatrywała się w Tonyego. Zaśmiała się krótko, acz bardziej naturalnie i mniej histerycznie. Jego ostatni tekst potraktowała jako żart.

- Pytam poważnie. Dziewczyny superbohaterów mają dosłownie ... przepraszam za swoje słownictwo, ale mają przerąbane. - Pokiwała głową z niedowierzaniem.
- Twoja dziewczyna również. - Dodała. Coś tam zasłyszała o Pepper. Nie wiedziała, że ich związek się rozleciał. Strzelanie gaf miała najwyraźniej we krwi...

Tony Stark - Nie 20 Lip, 2014 16:37

Tony potrzebował jednej sekundy więcej niż zwykle by załapać do czego pije Foster. Cień przemknął w jego oczach i Stark na moment spoważniał.

- Całe szczęście więc, że nie mam dziewczyny - stwierdził raczej bez emocji, uśmiechając się sztucznie. Nie cierpiał wspominania Pepper równie mocno jak prób wręczania mu czegokolwiek.

Thor najwyraźniej był idiotą, że znikał i pojawiał się nie przejmując się faktem, że jego ukochana czeka na niego, przestraszona i zaniepokojona o jego los. Nabrał ochoty, by mu przywalić tym jego młotkiem prosto w ten jego zakuty łeb.

- Zawsze możesz znaleźć sobie innego superbohatera, dollface - powiedział, patrząc na nią i uśmiechając się jednym kącikiem ust. - A na problemy najlepsza jest dobra whisky - dodał, nalewając sobie i jej po solidnej porcji. - Do dna! - Wręczył jej szklankę. - Za przerąbanych superbohaterów!

Jane Foster - Nie 20 Lip, 2014 21:21

Może nie ogarniała wszystkich humorów Starka, ale nie trzeba być psychologiem, by mogła się domyśleć, ze ten cień nie wróżył nic dobrego. Na dodatek mężczyzna nagle przestał żartować i przestał tryskać dobrym humorem.

Było jej głupio, aczkolwiek stwierdziła, że będzie robić minę do złej gry. Skrzywiła się nieco teatralnie, co by rozluźnić atmosferę.
- Ja się chyba po prostu nie nadaję. - Zaśmiała się bez przekonania.

- A whiskey pomaga tylko na chwilę. Do zmierzchu najczęściej, ale racja, za przerąbanych superbohaterów. - Roześmiała się gdy użył tego samego stwierdzenia. Upiła większy łyk. Miała twardą głowę.. póki co. Nie dała jednak rady wypić do dna. Rozejrzała się po salonie nieco bardziej zainteresowanym spojrzeniem.

- To tak sobie tutaj mieszkacie... - Nieumiejętnie zagaiła. Cóż furia odeszła.. nie wiedziała co dalej.

Tony Stark - Pon 21 Lip, 2014 19:20

Stark opróżnił szklankę na jeden raz. Czuł przyjemne pieczenie w gardle i ciepło rozlewające się po jego ciele. Alkohol zawsze pomagał mu się zrelaksować. Dzięki niemu nie myślał o Pepper. Podobny efekt dawała obecność Coulsona, ale cholerny drań się dał zabić. Pieprzony bohater.

- Banner mieszka piętro niżej, a Point Break cztery piętra nad nami. Pod nim urzęduje Legolas, a poniżej jego piętra Romanoff. A po drugiej stronie sufitu pomieszkuje sobie Capsicle.

Przyglądał się uważnie Foster, zastanawiając się jak ją rozruszać, bo jeszcze chwila i gotowa zacząć mu smarkać w rękaw. A nikt nie będzie smarkał w jego ukochaną koszulkę.

- Co powiesz na partyjkę pokera? - zapytał, wyciągając talię kart jak królika z kapelusza.

Jane Foster - Pią 25 Lip, 2014 07:49

- Huh. Wesoła gromadka nie ma co. - Wypiła większego łyka. Nie ma co. Coraz lepiej jej ta whiskey wchodziła. Co prawda cały czas czuła jakby piła benzynę, ale stan błogości i obojętności, który jej przynosił był wręcz niezbędny do wyluzowania.

Nadał czuła smutek, nadal czuła ogromną tęsknotę, ale tylko głupiec by się nie zbuntował wiedząc, że twój ukochany ma to najzwyczajniej w świecie w dupie. A przynajmniej na to wyglądało.

- Poker? Czemu nie. - Wypiła do końca i odstawiła szklankę na stolik. Delikatne rumieńce wystąpiły na łagodniejsze już oblicze Jane i wydała się być coraz bardziej urocza. Burza, której był świadkiem w hallu również odeszła. Szczerze? Nawet zaczęła się czuć bardziej swobodnie, pomimo tego, iż Tony był zupełnie obcą osobą. No dobra. Był Iron Manem. Wszyscy znali Iron Mana, w końcu był bohaterem, ale Jane była inna. I to nie tak, że nie imponowało jej to co robił dla NY, czy dla innych ludzi. Jane bardziej była zaciekawiona wiedzą Tony'ego oraz jego geniuszem.

Tony Stark - Pią 25 Lip, 2014 20:02

Podstępny uśmieszek pojawił się na jego twarzy. Foster nie miała pojęcia na coś się zgodziła. Przyglądał się jej uważnie, myśląc nad tym jak bardzo jest już wstawiona.

- Skarbie, mam nadzieję, że potrafisz grać w rozbieranego pokera - powiedział i dolał im resztę alkoholu z butelki, po czym wstał by przynieść dwie butelki, jedną z czerwonym winem, a drugą z burbonem.

Był gotów na to, że Foster może go zdzielić poduszką albo co gorsza przywalić mu butelką., co by było bardzo niemile widziane. Nie słyszał o niej zbyt wiele, jednak opinia, jaka o niej krążyła nadawała Jane miano dość sztywnej pani naukowiec z zerowym zainteresowanie rozrywkami życia codziennego.

Jane Foster - Pią 25 Lip, 2014 20:22

Widząc ten podstępny uśmieszek ściągnęła brwi. Może nie była specjalistką od odczytywania ludzkich myśli, ale dałaby sobie rękę uciąć, że Stark coś knuję.

I co? I miała racje. Spojrzała na niego zdumiona tak jakby zaproponował jej skakanie na główkę z ostatniego piętra Stark Tower prosto na przechodniów, a potem zapytała:

- A to przy rozbieranym są jakieś inne zasady? - Posłała mu nieco złośliwy uśmieszek, aczkolwiek pełen satysfakcji. Może miała taką renomę fakt, ale na studiach każdy miał jakieś niegrzeczne akcji. A Jane nie dość, że była wstawiona to na dodatek odrzucona i świat uczuciowy biedaczce zawalił się na głowę, więc stwierdziła, że co jej szkodzi.

Tony Stark - Pią 25 Lip, 2014 20:44

- Oczywiście - potwierdził, nie wspominając, że są to jego zasady. - Musisz pomyśleć, co zrobisz, gdy nie będziesz już miała czego z siebie zrzucać. Dwadzieścia rozdań to minimum. Każde wycofanie się to karna porcja alkoholu.

Nie mógł się wprost doczekać jej reakcji. Czy podejmie wyzwanie, czy też może stchórzy i tym samym potwierdzi, że ma - jak to niektórzy twierdzili - kij od miotły w tym słodkim tyłeczku.

Jednak Foster mogła się okazać za tą naukową fasadą całkiem rozrywkowa, w końcu nieźle napyskowała Coulsonowi z tego co Tony słyszał. A lubił kobiety z niewyparzonym językiem. Zawsze potrafiły skutecznie go zająć.

Jane Foster - Pią 25 Lip, 2014 21:04

Wiele rzeczy można było jej zarzucić, ale na pewno nie tchórzostwo. Jane była gotowa odpyskować nawet samemu Odynowi, gdyby coś jej nie podpasowało.

Zastanowiła się przed chwile tak jakby robiła analizę zysków i strat.

- Jeszcze jakieś zasady? No wiesz, coś drobnym maczkiem? Z gwiazdką? - Zmrużyła oczy uważnie wpatrując się brązowe tęczówki Tony'ego. Była ciekawa jakie myśli tańcują po tym genialnej mózgownicy i szczerze mówiąc była ciekawa jak daleko się posunie. Najwyraźniej nie chciał rezygnować z jej towarzystwa, ba... zachęcał do zabawy, więc czemu nie? Co ma do stracenia.

Mimo to jeszcze nie podjęła decyzji. Stwierdziła, że lepiej poznać wszystkie zasady. Jak już ma się w coś wpakować to z pełną odpowiedzialnością.

Tony Stark - Sob 26 Lip, 2014 18:40

Tony musiał chwilę się zastanowić, a tak naprawdę to coś wymyślić. Na szczęście jego lekko otumaniony już alkoholem umysł był dość płodny.

- Za oszukiwanie karą będzie pocałowanie przeciwnika - powiedział ze złośliwym uśmieszkiem. - W usta oczywiście - dodał, bezlitośnie miażdżąc jakąkolwiek nadzieję Foster na buziaka w policzek. - W ogóle to umiesz grać w pokera?

Jeśli Jane byłaby nowicjuszką, Tony miałby piękne widoki już po kilku rozdaniach. Na razie jednak nalał jej wina, a sobie bourbona. Co jak co, ale rozbierany poker nie był grą dla trzeźwych umysłów. Zresztą cała zabawa była w tym by się ubzdryngolić w trupa najpierw.

Jane Foster - Pon 28 Lip, 2014 23:40

Oczy jak pięć złoty to mało jak usłyszała jego propozycję dotyczącą karniaków za oszukiwanie. Spojrzała na niego z powagą, a potem po prostu się uśmiechnęła.

- Wypraszam sobie. Jasne, że umiem. Jestem w tym całkiem dobra. - Posłała mu delikatny uśmieszek i załapała za karty, które po wyjęciu z opakowania zaczęła profesjonalnie tasować, ani na chwile nie odrywając wzroku od Tonyego. Cóż, często z ojcem się nudzili więc ten nauczył ją grać w pokera w parę innych karcianych gier. Także nowicjuszem nie była. Too bad.

- Ale jak to mówią, ten kto ma szczęście w kartach ten... - Zawiesiła głos, bo jej dobry humor znowu zaliczył upadek na dupsko. Posłała Tonyemu wdzięczny uśmiech gdy nalał jej wina, a potem upiła łyczek.

- Mmm wyborne. - Zaśmiała się bez przekonania. W sumie nawet nie wiedziała czy wino jest dobre czy nie, ale była na domówce u samego Starka, więc była pewna, że alkohol pochodził z najwyższej półki.

Tony Stark - Sro 30 Lip, 2014 16:12

Uśmiechnął się usatysfakcjonowany jej reakcją. Tym samym zapewnił sobie, że panna Foster nie będzie go kantować.

- To się jeszcze okaże - stwierdził enigmatycznie, obserwując to jej twarz to ręce.

Musiał przyznać, że była niezła w tasowaniu. Co prawda nie tak dobra jak słynny Remy LeBeau, o którym niegdyś Stark słyszał, wizytując Luizjanę. LeBeau ponoć na dodatek okrutnie kantował wszystkich jak leci, nieważne czy to był zwykły szaraczek, czy też boss lokalnego gangu. Co dziwne, jeszcze żył pomimo swoich pokerowych wybryków.

Stark zauważył, że Foster nie dokończyła powiedzenia i spochmurniała, natychmiast zmieniając temat na ten dotyczący wina. Tony z radością dolał jej wina, a nawet wstał i przyniósł dwie kolejne butelki z barowej lodówki. Sam również się przerzucił na wino, co powinno dać Jane do myślenia.

- Wnioskując po tym, że oddałaś serce L'Orealowi, to raczej ciemno widzę twoje szanse w tej grze - powiedział ze złośliwym uśmieszkiem.

Jane Foster - Pią 01 Sie, 2014 01:52

Jane roześmiała się słysząc ociekający pewnością siebie ton. Musiała przyznać, że Stark niebywale poprawia jej humor. Zdarzały się chwile zwątpienia oraz coraz co bardziej cichy głos rozsądku pytający co ona w ogóle wyprawia i nawołujący do postawienia siebie do pionu, jednak ona nie chciała go słuchać. Zbyt wiele traciła na ciągłym wyczekiwaniu Thora i zbyt wiele nerwów oraz wątpliwości kosztowało i tak już nadwątlone oraz złamane serce Jane.

Teraz w końcu mogła się wyluzować i zabawić. Oczywiście słowo 'zabawić' miało zapewne inne znaczenie w słowniku Tony'ego, ale dopiero się poznają. Jane mimo to miała świadomość jakie plotki chodzą o tym przystojnym milionerze, więc resztkami sił postanowiła trzymać się w ryzach, a było to nie lada wyzwanie, ponieważ nie dość, że był bardzo przystojny to i sam jego charakterek był wręcz oszałamiająco pociągający. Zaraz jednak skarciła się w myślach i upiła jednego głębszego tak jakby to była woda i jakby dzięki temu miała zaraz wytrzeźwieć.

A potem chmura przysłoniła to promienne obliczę, bo dobry humor zaliczał twarde lądowanie przy każdym wspomnieniu Thora. Mimo to parsknęła śmiechem i pokiwała głową z niedowierzaniem.
- L'oreal? Musisz mi wymienić wszystkie pseudonimy Thora, które mu nadałeś. Nie wiedzieć czemu bardzo poprawiają mi humor. - A co. Troszkę złośliwości w stosunku.. no prawdopodobnie EX kochanka nie zaszkodzą.

- I doprawdy? Chyba nie wyglądam na szczęśliwie zakochaną co? - Rzuciła rozdając po 5 kart.
- Siedzę tu sama z jednym z najlepszych kumpli swojego eee.. sama nie wiem, może po prostu powiem 'Thora', bo nie mam pojęcia na czym stoję w danym momencie. Upijam się w jego salonie.. - Zamaszystym ruchem wskazała dłonią dookoła o mało co nie wylewając wina, ponieważ akurat w tej ręce trzymała kieliszek.
- I gram w rozbieranego pokera. Strach pomyśleć co będzie jutro. - Skrzywiła się i zajrzała w swoje karty.

Tony Stark - Pią 01 Sie, 2014 16:08

Na ustach Tony'ego pojawił się jego firmowy uśmieszek. Zaczynał coraz bardziej lubić Foster. Zagadką jeszcze pozostawało to, czy za tą piękną buzią kryje się równie piękny umysł. Liczył na to, bo inaczej okazałaby się podobną do tych wszystkich panienek na jedną noc, z którymi sypiał przed związaniem się z Pepper. Nie dość, że Potts go zostawiła, to jeszcze zabrała mu Happy'ego. Nie narzekał na jej pracę w Europie, wręcz przeciwnie, był niezwykle zadowolony z tego jak zarządzała filią Stark Industries.

- Lepiej, żebyś sama je wymyśliła - rzucił, opróżniając swój kieliszek do dna i dolewając wina im obojgu.

Co jak co, ale Stark miał mocny łeb, gdy przychodziło do alkoholu, a po żłopaniu kosmicznych ilości chlorofilu, czuł się jak świeżo narodzony i gotów by przetestować zregenerowaną wątrobę. Była teraz ku temu niepowtarzalna okazja.

- Trudno uwierzyć, że mogłabyś wymienić Asgardzkiego boga na zwykłego śmiertelnika. Pamiętaj, że każdy mężczyzna ma swoje słabości. Trzeba je tylko umiejętnie wykorzystać - stwierdził tajemniczo, biorąc swoje karty i zerkając z kamienną twarzą na to, co ma. - Nie rób kwaśnej miny, sweet cheeks. A rano będzie cię czekał kac-morderca - postanowił ją pocieszyć, uśmiechając się z zadowoleniem na myśl o tym, jak go będzie o świcie błagać, by podzielił się z nią śniadaniem na kaca.

Jane Foster - Sro 20 Sie, 2014 21:15

Panna Foster parsknęła śmiechem. Takim szczerym śmiechem. No dobra, może pod koniec był nieco histeryczny, ale nie zamierzała się rozpłakać. Niee, zbyt dużo łez wylała przez Thora. Nadszedł czas na ogarnięcie. Wypiła do dna wina i odstawiła kieliszek na stół.

- Nigdy nie byłam dobra w wymyślaniu przezwisk. Po pierwsze to mnie zawsze w szkole gnębiono, a po drugie... mam ścisły umysł i żadna ze mnie humanistka. - Odparła rozbawiona ledwo mogąc się uspokoić. Jane chętnie inaczej by się po wyżywała na najwyraźniej ex kochanku, jakieś rzuty do tarczy z jego zdjęciem albo co? No ale noc młoda.. wszystko przed nimi.

Wysłuchała jego zdania na temat mężczyzn i metod ich ujarzmiania. Westchnęła sobie cicho pod noskiem i odparła:
- Z tym że ze mnie żadna femme fatale Tony.. - Chyba już była podpita skoro zaczęła mówić do niego po imieniu, po czym dodała:
- Zresztą nie znam się na tym. Całe życie spędziłam szukając czegoś w gwiazdach... - Przygryzła dolną wargę. W sumie znowu powracała myślami do Thora i zaczynało ją co męczyć.

- Grajmy lepiej. - Dodała ponuro.

Tony Stark - Sro 20 Sie, 2014 21:57

- Zawsze możesz go ochrzcić wzorem chemicznym - rzucił, patrząc w swoje karty z lekkim uśmieszkiem, a następnie zwracając swój wzrok na Jane, jakby debatował, którą część garderoby powinna zdjąć pierwsza.

- Kotku, masz swój własny wewnętrzny blask, żadna femme fatale nie jest ci potrzebna - dodał po chwili, puszczając do niej oko.

Odłożył swoje karty na bok i dolał im obojgu wina, otwierając potem kolejną butelkę, by - tym razem czerwone - wino odetchnęło trochę i nabrało aromatu.

- Zawsze możesz zrobić z jego peleryny zasłony. Bez obaw, na pewno rąbnie inne mamusi - roześmiał się. - Sprawdzam. Pokaż, laleczko, co tam trzymasz w ręce.

Jane Foster - Nie 14 Wrz, 2014 19:20

Panna Foster poczuła się nieco skrępowana tym spojrzeniem, więc najpierw ułożyła dłoń na kolanach, a potem zaraz przeniosła na brzuch tak jakby chciała się przed czymś bronić.
- Nie ma co o nim rozmawiać. - Westchnęła sobie i posłała mu przepraszające spojrzenie.

Gdy ją skomplementował parsknęła szczerym śmiechem, bo tak się reaguję na dobry żart prawda? Jane nie uważała siebie za brzydule, ale nie ma co się oszukiwać... nigdy nie była dobra w nawiązywaniu relacji, a co dopiero we flirtach... Znaczy coś tam mniej więcej wiedziała, w końcu aniołkiem też nie była, no ale prawie cały swój wolny czas poświęciła nauce.

Upiła łyka winka i spojrzała w karty. Skrzywiła się, bo miała tylko jedną parę. Na dodatek dopiero po sekundzie zdała sobie sprawę, że się skrzywiła... zastanawiała się czy Tony weźmie to za blef.. eh no dobra, nie ma co się oszukiwać, była w tym za bardzo szczera. - Okay ... i jak tam u Ciebie? - Zapytała niewinnym tonem.

Tony Stark - Nie 14 Wrz, 2014 20:15

Tony wyglądał na totalnie wyluzowanego i taki właśnie był. Zero stresu, bo w końcu czego mógł się tutaj obawiać? Nie był wstydliwy i nie obawiał się rozebrać do rosołu, tym bardziej przed kobietą, zwłaszcza tak ładną i o takim umyśle jak Jane Foster. Point Break był cholernym farciarzem, że ta drobna astrofizyk leciała na jego blond czuprynę i mamusiną pelerynę.

- Strit - odpowiedział, uśmiechając się z satysfakcją i kładąc karty przed sobą, by Foster mogła zobaczyć na własne oczy, że Stark wygrał i to uczciwie. - Czas zrzucić coś z siebie, ślicznotko.

Rozparł się wygodnie i popijając wino wlepiał wzrok w Jane, jakby czekał, że kobieta zrobi przed nim pełny striptease. Zastanawiał się co też pierwsze zdejmie. Mogła zacząć od butów czy skarpetek, ale równie dobrze mogła pozbyć się stanika lub bluzki. Sam nie wiedział na co liczy bardziej, tym bardziej, że akurat tego typu niespodzianki lubił.

Przelotnie pomyślał o Pepper i przez ułamek sekundy żałował, że Potts nie jest świadkiem jego gry z Foster. Zakopali wojenny topór, jednak Tony nadal czuł się zraniony i niemożność odegrania się na dawnej dziewczynie chwilami dźgała jego ego ostrymi szpikulcami.

Jane Foster - Pią 19 Wrz, 2014 07:49

Obydwoje byli umysłami ścisłymi żądnymi wiedzy. Obydwoje byli pracoholikami z krwi i kości, ponieważ potrafili spędzać 24h na dobę swoich pracowniach. Co prawda Tony miał zupełnie innych sprzęt, bardziej nowoczesny, okraszony kupą pieniędzy, Jane natomiast musiała sobie radzić jakoś sama i chociaż jej urządzenia faktycznie wołały o pomstę do nieba... nie można było powiedzieć, że nie działają. A przynajmniej cześć z nich, ale powracając... pomimo pewnych cech łączących tą dwójkę, Jane nie była wyluzowana. Znaczy teraz zadziałał alkohol i dramat jaki przeżywała będąc ponownie olana przez Thora, jednak wolała nie myśleć jak będzie się czuła jutro rano.

Jedno było pewne. Teraz miała zamiar się bawić, miała zamiar.. pomyśleć o sobie do cholery. Zaraz ten buńczuczny humor opadł gdy w kartach Tony'ego dostrzegła swoją przegraną. Spojrzała na niego błagalnie. Niewzruszona mina mężczyzny dała do zrozumienia, że nie z nim takie numery, więc Jane.. jak to Jane, w tych sprawach niestety nie aż tak odważna (przynajmniej PÓKI co.), zsunęła z nogi buta i z miłym uśmieszkiem odstawiła go obok.

- No dobra, pierwsza rundka za nami... ale ja się dopiero rozgrzewam. - Posłała mu uśmieszek z pazurem i oddała karty. Czekała na kolejne rozdanie. Nie znała Tony'ego.. znaczy no tyle o ile zasłyszała z mediów czy od Thora, ale szczerze mówiąc troszkę odbiegał od opinii, która po każdym wybryku szalała w mediach. Oczywiście cały czas był dla niej inteligentnym i przystojnym mężczyzną, ale kobieca intuicja jej podpowiadała, że w tym mężczyźnie jest coś z melancholii. Czyżby pod tą maską wesołka, playboya.. milionera... i TAK DAAALEJ... był ktoś więcej, którego ciężko było dostrzec gdy był oblegany przez rozwrzeszczane fanki? Hm. To dało kobiecie wiele do myślenia, aczkolwiek stwierdziła, że nie będzie się obnosić ze swoimi obserwacjami.

- Nad czym teraz pracujesz? - Zagaiła... o czym? No o pracy no. Miała nadzieje, że dzięki temu przebije się przez tą zbroje Iron Mena i zobaczy.. wnętrze Tony'ego.

Tony Stark - Pią 19 Wrz, 2014 19:49

Poczuł się trochę rozczarowany. Sądził, że jest wystarczająco wstawiona, aby przejść do konkretów. A może to on był na tyle zalany? Nie był pewien. Westchnął ciężko i sięgnął po karty, po czym profesjonalnie je przetasował i rozdał. Zerknął w swoje i sięgnął po szklankę z winem, by opróżnić ją dwoma haustami.

- Mark... - urwał i zerknął w stronę sufitu. - JARVIS?

- Mark 66, sir - odezwał się głos z mocnym brytyjskim akcentem.

- A tak, Mark 66 - mruknął pod nosem, zastanawiając się, gdzie podział Mark 65. - A ty? Nadal próbujesz odtworzyć tęczowy most?

Fizyka od zawsze fascynowała Starka, a możliwość podróżowania między światami wydawała się wystarczająco pociągająca, by go zainteresować.

Jane Foster - Nie 21 Wrz, 2014 16:25

Oh niestety. Z Jane nie jest tak łatwo panie kolego. Alkohol alkoholem, ale póki jest świadoma to rozbieranie nie pójdzie z górki...
Tony był bardzo szybko, więc Jane próbowała nadgonić, ale kiepsko jej szło. Upiła kolejne pół łyczki, aż w końcu wychyliła wino do końca i podsunęła pustą lampkę.

- Huh. To chyba już Twoja obsesja co? - Rzuciła ot tak dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że to mogło być nietaktowne. Zasłoniła dłonią usta i zarumienia się nieco.

- Przepraszam. To nie tak... w sensie negatywnym... wiesz... ja Ciebie rozumiem... - Było jej tak głupio, że nie potrafiła złożyć normalnego zdania.

- TAk. Znaczy nie. Znaczy.. tak, ale mam inną motywację.. niż wtedy... - Zamotała się i schowała twarz w wachlarzu kart.

Tony Stark - Nie 21 Wrz, 2014 20:50

Wykończył butelkę nalewając kolejny kieliszek Jane, a potem sobie. Potem otwarł kolejną butelkę. Nie dał po sobie poznać jakie karty ma. Bardziej go ciekawiło jakie trafiły się Foster. Nie uraziła go swoim pytaniem. Stark miał grubą skórę na takie uwagi.

- Raczej lek na bezsenność - mruknął cicho pod nosem, wypijając wino jednym haustem i dolewając sobie kolejną porcję.

- Doktor Foster się rumieni - zauważył z błyskiem w oku. - JARVIS, odnotuj tę niezapomnianą chwilę.

- Oczywiście, sir.

- Co cię motywuje tym razem? Pobudki personalne czy zwykła naukowa ciekawość?

Jane Foster - Pon 13 Paź, 2014 19:31

- To chyba to wino. - Odparła zaraz po tekście Tony'ego i przyłożyła dłonie do policzków, co by je trochę ochłodzić. Faktycznie wino uwolniło w niej zwykle skrywane emocje.

Policzki niestety zaczerwienił się nieco mocniej gdy Jarvis w jakiś sposób miał uwiecznić te słodkie rumieńce. - No już dobrze, dobrze. Znęcajcie się nad biedną Jane, proszę bardzo. - Machnęła pijacko ręką, ponieważ już wysoki poziom alkoholu dawał się kobiecie we znaki.

- I co tam masz? - Zapytała i Tony mógłby przysiąc, że zaczynał się jej plątać język. Gdy mężczyzna pokazał swoje karty kobieta uśmiechnęła się szeroko.

- Wyskakuj z ubranka super hiper bohaterze. - Zachichotała i upiła kolejny łyk wina. Oj tak. Była pijana. Z bezczelnym uśmieszkiem machała mu kartami przed oczami.

Tony Stark - Pon 13 Paź, 2014 19:59

Stark nie potrafił uwierzyć, że przegrał, był pewien swojej wygranej. Jednak skoro panna Foster chciała się z nim bawić w doktora, to nie zamierzał jej utrudniać zadania. Z błyskiem w oku i szczerząc się w stronę uroczej Jane, Tony zdjął t-shirt. Pod spodem miał czarny podkoszulek, przez który mocno prześwitywał jego nowy reaktor łukowy.

- Ależ nie chcemy, kotku, znęcać się nad tobą - powiedział, napełniając kieliszki i zgarniając karty. Tym razem on będzie tasował, a jeśli wszystko pójdzie z planem, to pani doktor wyskoczy z reszty tekstyliów.

- Wiesz - zaczął, rozdając przetasowane karty - jakbyś chciała, to mogę zrobić dla ciebie zbroję. Sama wtedy będziesz suuuuper i hipeeer - dokończył, przeciągając pijacko samogłoski w ostatnich słowach.

Sam też był już nieźle wstawiony, a podpity Stark, który w dodatku nie był ostatnio w sosie w temacie związków i zaspokajania pierwotnych popędów, którymi tak fascynował się Freud, to była wybuchowa mieszanka.

Jane Foster - Wto 14 Paź, 2014 19:10

Na zdjęcie koszulki czekała jak dziecko pod drzewkiem bożonarodzeniowym na prezenty. I tak! Stało się. Im dłużej ściągał tym bardziej się poszerzał uśmiech Jane. Gdy zobaczyła reaktor łukowy zagwizdała tak głośno jakby całe dzieciństwo spędziła na wsi. Kto by pomyślał, że krucha i słodka Jane ma w sobie również coś z chłopczycy.

Na czworaka przysunęła się do Tony'ego i starając się nie parsknąć śmiechem (wychodziło jej to marnie, bo co chwile się cofała by zasłonić dłonią usta i się nie roześmiać) a gdy w końcu udało się pokonać tą drogę, zapukała delikatnie w reaktor i wybełkotała.
- Halo jest tam kto? - Wybuchnęła śmiechem. W tym momencie żarcik wydawał się kobiecie przeogromnie zabawny. Jutro będzie pukać się w głowę.... ale to jutro. Jutrzejszy dzień nie był ważny.

- I tak! - Uniosła palec w dyktatorskim geście, a potem z udawaną powagą odparła.
- Chce mieć zbroję. Własną! Nazwę ją.... Iron Jane! Albo... Iron Foster... Taaak to brzmi tak dumnie. - Dywagowała i nawet się nie zorientowała, że została blisko Tony'ego.

Tony Stark - Wto 14 Paź, 2014 19:27

Uśmiech Tony'ego jeszcze bardziej się poszerzył, gdy usłyszał jak Jane zagwizdała. Musiał przyznać, że była w tym dobra, idealna długość, tonacja i głośność. Pewnie zagwizdałby tak samo, gdyby ukazała mu się w bieliźnie.

Gdy zapukała w jego reaktor, to prawie się cofnął, to znaczy zrobiłby to, gdyby miał gdzie, ale niestety opierał się o kanapę i nie miał gdzie uciec. Popatrzył zaskoczony na Jane, która najwyraźniej była ostro wstawiona, by nie rzec, że urżnięta w metalowe opiłki.

- Iron Foster? - mruknął pod nosem, nieco poważniejąc i jego zamglony alkoholem mózg powędrował na manowce, głównie dotyczące konstrukcji zbroi i kolorystyki.

Przyjrzał się jej uważnie, pochylając się w jej stronę, ale los sprawił, że przechylił się zbyt mocno i jego usta natrafiły dziwnym zbiegiem okoliczności na miękkie słodkie wargi Jane. Zamruczał niczym kot, który dorwał się do ulubionego jedzenia i po prostu ją pocałował, zachłannie i gwałtownie.

Jane Foster - Sro 15 Paź, 2014 19:43

Co do tej bielizny to nie byłaby taka pewna. Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy, bo gdyby wiedziała, to majteczki w kwiatuszki i na jednej piersi nieco porwany biały stanik, zostałby zastąpiony seksownym oraz koronkowym materiałem.

- Iron Foster! - Zakołysała głową, żeby jeszcze potwierdzić i znowu się roześmiała. - Chyba, że masz jakiś inny pomysł... - Odparła rozbawiona chichocząc. Gdy była blisko niego poczuła zapach męskich perfum Tony'ego zmieszany z oparami alkoholu, które z beztroską wypijali... i poczuła się jeszcze bardziej odurzona niż była przed chwilą. Zaśmiała się jeszcze raz, acz krótko i spojrzała w te duże brązowe oczy, a potem przepadła.

Pierwszy pocałunek był przez przypadek, jednak każdy kolejny był jak najbardziej zamierzony i celowy. Na początku chciała się odsunąć, zebrać ciuchy i uciec, a przynajmniej to powtarzał jej rozum. Porywcze i spragnione pieszczot serce, wręcz nakazało opleść ramionami szyje Tony'ego i odwzajemnić pocałunek. I tak też się stało. Westchnęła tak cichutko i tak rozkosznie jakby co najmniej uchylił jej nieba, a potem bez opamiętania wpiła się w jego usta i całowała do utraty tchu.

Gdy oderwała usta musiała wziąć jeden większy haust powietrza by nie paść zemdlona. Oparła się czołem o wargi Starka i się roześmiała.
- Chyba oszaleliśmy....... -

Tony Stark - Sro 15 Paź, 2014 20:25

Tony niemal jęknął w proteście, gdy Jane się odsunęła. Smakowała wybornie, własną słodkością i aromatem wypitego alkoholu. Stark zawsze był odporny na działanie alkoholu, ale wystarczył jeden zachłanny pocałunek, by zaczęło mu się kręcić w głowie. Mógł się tylko domyśleć, jak ona się czuje po takiej dawce promili... i po pocałowaniu go. Ach to Starkowe ego.

- Tylko się upiliśmy - wymruczał, zsuwając z jej ramion bluzę, a chwilę później koszulę, by wsunąć dłoń pod jej t-shirt i w końcu dotknąć jej rozgrzanej, gładkiej jak jedwab skóry. - Za dużo myślisz.

Wolną ręką chwycił delikatnie jej podbródek i zmusił by spojrzała na niego. Niemal od razu zatonął w jej zamglonych alkoholem i czymś jeszcze oczach. Mruknął pod nosem, coś co brzmiało jak "pieprzyć to" i ponownie ją pocałował, z wprawą rozdzielając jej wargi językiem i po mistrzowsku przeprowadzając inwazję na wnętrze ust panny Foster. Tym razem nie potrafił powstrzymać jęku przyjemności. Upijała go coraz bardziej z każdą mijającą sekundą. Abstynencja zdecydowanie mu szkodziła.

Jane Foster - Nie 19 Paź, 2014 12:34

Kobieta bardzo chciała się opanować, ale jakoś nie mogła. Pocałunki Starka były wręcz uzależniające, a przynajmniej na tą chwile. Gdzieś tam w odległych czeluściach myśli zamajaczył obraz Thora, który z każdym pocałunkiem się rozmywał. Co prawda w pierwszym momencie poczuła ścisk w żołądku, jednak nie była do końca pewna, czy była to reakcja na pieszczoty, czy na stres związany z obecnością Starka. Tak. Stresowała się.

Alkohol zaraz jednak ukoił myśli oraz wyrzuty sumienia, które jeszcze przez trzy sekundy zalewały jej umysł, a potem totalnie odpłynęła. Przerwała pocałunek, ponieważ musiała nabrać powietrza i jakoś werbalnie wyrazić swoje odczucia. Gdy Stark stwierdził, że tylko się upili zaśmiała się cicho i spojrzała mu w oczy.

- To co robimy jest .... chyba nie do końca ... no wiesz... - Mówiła nieprzytomnym tonem, na dodatek wcale się nie wzbraniając przez rozbieraniem. Gdy dotknął palcami jej rozgrzanego ciała miała ochotę jęknąć. Przygryzła dolną wargę by tego nie zrobić i wsunęła palce w gęste włosy Starka, a gdy nakazał jej spojrzeć w swoje oczy, zerknęła w nie raz, nieco wstydliwie, a potem drugi raz już pewniej. Gdy złożył na ustach kolejny pocałunek, ten... bardziej namiętny, zamruczała pod nosem i odwzajemniła z należytą pasją. Złapała za dół koszulki Tony'ego i pociągnęła ją ku górze, ponieważ o niczym innym nie marzyła, jak poczuć jego nagie ciało na swoim.

Tony Stark - Nie 19 Paź, 2014 15:58

Pomógł jej w pozbyciu się jego podkoszulka, samemu też nie próżnując. Kilka minut później oboje mieli na sobie jedynie bieliznę - Jane uroczy dziewczęcy komplecik, a on czarne bokserki.

Niezbyt pewien czy jej nie przygniecie, Tony rozłożył się na sofie, wciągając Jane na siebie. Miał idealny widok na jej klatkę piersiową, tym bardziej, że blask z reaktora łukowego w jego piersi pięknie ją oświetlał błękitną poświatą.

- Point Break jest idiotą - mruknął pod nosem, ponownie biorąc we władanie jej usta, podczas gdy jego dłonie błądziły po jej plecach i biodrach.

Z każdą minutą czuł się coraz bardziej pijany. Mieszanka Fosterowo-alkoholowa była iście wybuchowa. Przez głowę przemknęła mu myśl czemu wcześniej nie zainteresował się Jane. Łączyła dwie cechy, które uwielbiał w kobietach - błyskotliwy umysł i seksowne ciało, kolejność obojętna w tym momencie.

Jane Foster - Nie 19 Paź, 2014 19:32

Gdy zerknęła na swoją bieliznę mimowolnie się zakryła i zaczęła chichotać. No sytuacja co najmniej fatalna w wypadku gdy chcesz się pokazać facetowi raczej z tej seksownej strony. No cóż... nie miała szansy się odpowiednio przygotować, więc sytuacja wyglądała tak, a nie inaczej.
Dlatego gdy wciągnął ją na siebie poczuła ulgę, ponieważ mogła się trochę schować. Zaśmiała się jeszcze raz i spojrzała mu w oczy, a potem przesunęła wzrok na reaktor łukowy. Dotknęła go opuszkami palców bardzo delikatnie i skrzywiła się na samą myśl o instalacji tego skomplikowanego sprzętu.

- Musiało boleć... - Szepnęła i zawędrowała spojrzeniem na jego usta. Gdy przywarł do niej swoimi wargami odwzajemniła szaleńczo pocałunek, nie komentując już wspomnienia Thora. Cały czas jednak uważała, że to on pierwszy podjął decyzję o rozstaniu... sam zaprzepaścił szanse by mogli być razem.

Jane również czuła odurzenie i pocałunkami i alkoholem i szczerze mówiąc.... nie wiedząc kiedy.... urwał się im film.
Nad ranem Jane i Tony leżeli sobie w najlepsze objęci jak kochankowie zakryci kocem i z tego co mógł wywnioskować pierwszy lepszy gość, który miałby okazje ich zobaczyć, najwyraźniej pod kocem zupełnie nadzy. Co można było jeszcze spostrzec? Urokliwy i słodki uśmiech panny Foster malujący się na wtulonej w tors Tony'ego twarzy.

Black Widow - Wto 21 Paź, 2014 20:33

//popsute windy

Ehh co ona by dała za usłyszenie myśli Steve'a widząc ten złowrogi uśmiech... a może jednak lepiej, że nie słyszała... Prawdopodobnie tylko by ją tym jeszcze bardziej nakręcił.
Wysłuchała jego wywodu, a gdy skończył parsknęła śmiechem. - Panie Kapitanie... nie powinien pan tak przegrzewać mózgownicy. - Wspięła się na palcach i cmoknęła Capa w nosek, a potem delikatnie musnęła wargami jego usta. Ciężko było się powstrzymać... oj bardzo ciężko, ponieważ mężczyzna, który właśnie tak czule ją obejmował, był jednym z najprzystojniejszych i najlepiej zbudowanych jakich kiedykolwiek widziała. Na dodatek jego umysł był tak pociągająco czysty i honorowy, że aż czuła chęć na malutkie popsucie... w bardzo seksownym tego słowa znaczeniu. No, ale nic to... póki co plan był inny więc musiała obejść się smakiem.

Gdy zrobił te takie słodkie, szczenięce oczka nie mogła się nie uśmiechnąć. Przesunęła dłonią po jego policzku i przez chwile zapomniała o czym była mowa. - Ah. Czyli nie wiesz. - Odparła nieprzytomnie, ponieważ w taki stan wpędzał jego uśmiech. Zaraz jednak postawiła się do pionu i na powrót była ponętna i czarująca.

Uśmiechnęła się ładnie, gdy przyznał, że jest wyjątkowa i nawet może troszkę się zawstydziła. Wtuliła głowę w pachnącą męskimi perfumami szyje. Trwając tak analizowała cudny zapach Steve'a. Przymknęła na chwile oczy i przesunęła nosem po skórze troszkę go łaskocząc. Zaśmiała się pod nosem słysząc ostatnie słowa, a gdy zaczął biec wtuliła się mocniej.

Ani się obejrzeli, a już byli na piętrze Starka. Tasha ostrożnie zsunęła się z rąk Capa i spojrzała mu prosto w oczy. Chciała coś powiedzieć, ale zamiast tego z jej ust dobiegł go dźwięk cichego westchnięcia.
- No to chodźmy nastrzelać Starkowi. - Zaśmiała się cicho i bezgłośnie podeszła do drzwi prowadzących do środka apartamentu. Puściła oczko Steve'owi i bez pukania weszła do środka. Nawet nie wiedziała jak będzie żałować tego procederu.

W pierwszym momencie niczego nie zauważyła, dlatego postanowiła wejść głębiej.
- Tony? Jesteś tu parszywy podglądaczu i ...przebrzydły.. du... - Tasha zatrzymała się w połowie drogi do kanapy na której leżał ... no ok to że leżał tam Tony jakoś jej nie zdziwiło, ale Jane? TA Jane? Jane od Thora? Czy on k**** oszalał?! Tasha zrobiła przerażoną minę i nie wiedząc jak ma się zachować spojrzała na Steve'a. Zrobiła krok w tył chcąc się wycofać, ale jednak było za późno, ponieważ NAGI Tony najwyraźniej się wybudził. Przeklęła pod nosem, że musieli wpaść akurat teraz.

Tony Stark - Wto 21 Paź, 2014 22:06

Od dawien dawna, czyli od dwóch albo pięciu dni, Starkowi nie urwał się film. I chyba tylko dlatego miał dość przyjemne sny, tym bardziej, że pewna istota płci zdecydowanie żeńskiej leżała na nim, traktując go jako materac. Na wpół wybudzony z wyjątkowo przyjemnej wizji siebie samego w jacuzzi wraz z kilkoma seksownymi kobietami, które nie miały oporów przed zrzucaniem z siebie wszystkich fatałaszków, Tony wyraźnie czuł ciepły oddech gdzieś w okolicy mostka, równie ciepłe ramię, umiejscowione w poprzek jego torsu i wyjątkowo przyjemną w dotyku nogę, zarzuconą na jego biodro.

Przez dłuższą chwilę zastanawiał się, co właściwie się wydarzyło poprzedniego dnia. Kac-morderca powoli, acz systematycznie wbijał mu się w czaszkę, dobitnie domagając się tego, by Stark w końcu ruszył swój seksowny tyłek i zaczął dzień odpowiednio, czyli od podwójnej dawki Alka-Seltzeru. Jednak geniuszowi, miliarderowi, playboyowi i filantropiście było zbyt ciepło, wygodnie i dobrze, by choćby rozważał możliwość zmiany pozycji na bardziej pionową.

Niestety szczęście tego późnego bardzo poranka nie było po jego stronie. Błogą ciszę przerwały hałasy jakby stado mamutów biegało po klatce schodowej, a potem jego prywatność naruszył jakże słodki głos Czarnej Wdowy. Właściwie to wwiercał mu się w mózg niczym młot pneumatyczny.

- Romanoff, zamilcz na parę godzin - powiedział, próbując mimo wszystko usiąść, by pozbyć się rudego intruza.

Niestety coś ciężkiego spoczywającego na nim skutecznie go powaliło z powrotem na łopatki. Na jego szczęście lub nieszczęście koc zsunął się niego, odsłaniając nagie ramiona, należące do... Foster? Stark zamrugał nieco zaskoczony, ale nie na darmo był geniuszem. Wspomnienia ostro zakropionego wysokoprocentowym alkoholem pokera dość szybko rozkwitło w jego pamięci. Ostentacyjnie zerknął pod koc, w duchu oddychając z ulgą, że pijacka impreza skończyła się jedynie na rozebraniu do bielizny, którą i on i Jane nadal mieli na sobie. Jakoś nie widział się w roli kogoś, kto mógłby trafić pod młotek, czy też raczej młot, Thora. Co prawda całował uroczą doktor Foster i na pewno długo nie zapomni smaku jej ust, czyli pewnie przez dzień lub dwa. W ułamku sekundy postanowił zabawić się Natashą. Ot, by zażyć dzienną dawkę złośliwości.

- No dokończ, Romanoff - odezwał się zachrypniętym głosem, który zdradzał, że ładnych parę godzin wcześniej zalał się w trupa. - Chyba nie zabrakło ci nagle elokwencji.

Ruch obok kobiety zmusił go, by tam spojrzeć i jego firmowy uśmieszek poszerzył się na widok Rogersa, który najwyraźniej nie wiedział, gdzie ma podziać swoje oczy i namiętnie wpatrywał się w sufit w tym momencie.

- Capsicle, chyba się nie zarumienisz teraz, co? Mam ilustrowane wydanie Kamasutry z filmami instruktażowymi, jeśli chcesz je pożyczyć. - Stark nie byłby sobą, gdyby się nie doczepił tego, że Steve był nadal prawiczkiem. I to mając ponad 90 lat na karku!

Captain America - Sro 22 Paź, 2014 15:51

Steven nie był zbytnio zaskoczony stanem w jakim zastali Starka. To dość standardowa procedura jeśli chodzi o jego plan dnia. Bardziej jednak zszokował go widok panny Foster, która miała na sobie znacznie mniej odzienia niż by się spodziewał:
- No no....Starkie....panna Foster musiała zrobić na tobie co najmniej piorunujące wrażenie. Obawiam się jednak, że możecie za to trafić pod młotek. - parsknął śmiechem - Facet w delegacji i już takie szaleństwa...patrzcie państwo. - zerknął porozumiewawczo na Natashę. Jednocześnie współczuł Starkowi koncertu jaki zapewne odbywał się teraz w jego biednej główce, która i tak była już styrana życiem. Musiała bowiem zmieścić w sobie geniusza, a teraz jeszcze przetrwać natarcie decybeli jakie zafundowała mu Wdowa. Miał teraz pewność, że Stark nie miał zielonego pojęcia, co działo się w windzie. JARVIS miał bowiem znacznie więcej roboty na jego piętrze.
- Nie bracie nie doczekasz tego momentu. A tak na marginesie, to zastanawiałem się ostatnio, czy nie wysłać cię na spotkania anonimowych alkoholików. Choć gdybyś się tam pojawił musieliby zmienić nazwę. Kto jak kto, ale Ty nigdy nie będziesz anonimowy. - uśmiechnął się i kontynuował. - Chyba powinniśmy ich zostawić samych, nie sądzisz. Nacieszcie się sobą Tony, bo kiedy Twój "mały przyjaciel" wyląduje pod młotem Thora to dopiero się okaże, czy jest z niego taki Iron Man jak z Ciebie - uśmiechnął się szelmowsko i czekął na reakcję panny Romanoff

Jane Foster - Sro 22 Paź, 2014 20:19

Jane zamruczała rozkosznie gdy zaczęła się wybudzać. Słyszała jakieś głosy, ale jakoś się nimi nie przejęła, ponieważ no cóż, nie było jej stać na mieszkanie (ehhh ta naukowa pensja...) gdzieś w lepszej dzielnicy... z nieco grubszymi ścianami, więc budziły ją odgłosy z jednej strony jakiejś włoskiej familii a z drugiej dość kłótliwa para.

Mimo to zaczęła się wybudzać. Błogi uśmiech nie schodził jej z twarzy jednak gdy podniosła głowę i zobaczyła na kim leży.... no cóż cichy jęk rozpaczy wyrwał się ze słodkich ust Jane. Zerknęła w dół by sprawdzić obecność bądź absencję swojej bielizny, jednak gdy spostrzegła stanik z jednej strony odetchnęła z ulgą, a z drugiej... powoli wstała i podciągnęła koc pod samą szyje. Spojrzała na Starka pytająco jednak widząc i słysząc, że gada coś, ale raczej nie do niej.... powolutku....powoluteńku spojrzała na dwie osoby.

Dopiero po chwili doszło do niej co powiedział Cap... i poczuła ścisk żołądka. Zrobiło się mało przyjemnie, a Jane poczuła ogromny smutek i żal do siebie. Kac moralniak przerósł jej najśmielsze oczekiwania, więc zerwała się jak poparzona i nieporadnie zawijając kocem, odsłaniając to i owo, ruszyła w kierunku jakiegoś oddzielnego pomieszczenia. Zatrzasnęła drzwi, zamknęła je na zamek i usiadła na podłodze. Jedyne na co miała ochotę to się rozpłakać.

Black Widow - Sro 22 Paź, 2014 20:29

Tasha nie była w tak wyśmienitym humorze jak chłopaki. Zgromiła wzrokiem Starka za to co gada i zrobiła krok w tył. W sumie zupełnie nie miała ochoty na dowcipkowanie, zresztą sądząc po zachowaniu Jane ona również.

Spojrzała wymownie na Steve'a, a potem jeszcze raz na Tony'ego.
- Lepiej żebyś miał na serio dobre wytłumaczenie... i mam cholerną nadzieje, że nie było to zwykłe 'widzimi się' Stark. - Pokiwała głową z niedowierzaniem i ruszyła do wyjścia.

Wdowa zaczęła mieć wątpliwości, czy to co się działo między nią, a Capem nie będzie odebrane poważnie? Ale przecież... i tak się między nimi rozmywało.... czy taką sytuacje miała Jane z Thorem? Jedno było pewne... cała sytuacja wyglądała fatalnie, dlatego przy opuszczaniu pomieszczenia nie omieszkała trzasnąć drzwiami. Wejście było z hukiem to i wyjście musiało zachować poziom.

zt, piętro Natashy - poszła se schodami.

Tony Stark - Czw 23 Paź, 2014 20:11

Trzy tragedie w ciągu zaledwie kilku minut. Pierwsza - Capsicle'owi rozwiązał się tak język, że zaczął pleść co mu ślina na niego przyniosła. Tony załatwił sprawę, ciskając w niego poduszką. Niezbyt męskie, ale trafił i m u to od razu poprawiło humor. Druga - Jane spaliła raka i zwiała, zabierając koc ze sobą i zostawiając go w samych bokserkach. Na to akurat zadziałał pospiesznie się ubierając i przy okazji zgarniając ubrania Foster w jedno miejsce. Sądząc pod odgłosach, to zamknęła się w jego sypialni. Trzecia dotyczyła reakcji Natashy. Tego rudzielca, to on nigdy nie zrozumiał. Miała takie wahania emocjonalne, że tylko święty by z nią wytrzymał. No i oczywiście nie dała mu szansy obrony, tylko zawinęła się na pięcie i poszła do siebie. Pozostał tylko Cap.

- Rogers, ja ci naprawdę radzę stąd zniknąć wraz z tymi niesmacznymi uwagami. Czuję się dogłębnie urażony oskarżeniami, jakie padły z twoich i Romanoff ust. I kto tutaj zachowuje się jak rozpuszczony dzieciak, co? - warknął na Steve'a, zgarnął ciuchy Jane i ruszył do swojego pokoju.

Chciał wejść do środka, ale drzwi okazały się zamknięte na klucz. Nie wiedział, gdzie jest dziewczyna, więc chwilowo wstrzymał się od otwarcia ich kopniakiem. Zamiast tego zapukał.

- Jane? Otwórz drzwi. Mam twoje rzeczy - powiedział i czekał teraz aż będzie mógł wejść do środka.

Captain America - Czw 23 Paź, 2014 20:21

Reakcja Natashy z całą pewnością zaskoczyła nie tylko Starka, ale Capa również. Cała ta akcja przypominała jakąś scenę z paradokumentu. Nie miał zamiaru przypatrywać się jej długo. Kiedy Tony cisnął w niego poduszką, nie bronił się. Uśmiechnął się tylko szyderczo i kiedy ten prosił Foster o otworzenie mu drzwi, skorzystał z okazji i cisnął w niego poduszką trafiając w głowę. Odwrócił się na pięcie i zaśpiewał teatralnie:
- Janeee otwóóórz mam twoje rzeczyyy - zanosząc się ze śmiechu skierował się w stronę piętra Natashy.

z.t. Piętro Natashy

Jane Foster - Pią 31 Paź, 2014 22:41

Jane słyszała głosy dobiegające zza drzwi, ale nie miała ochoty przykładać ucha do drzwi by słyszeć czy bardziej ją obgadują czy mniej. Świat zawalił się na jej głowę i musiała szybko znaleźć plan co zrobić by wyjść z tego z resztką honoru... jak w ogóle będzie taka możliwość.

Te przemyślenia zostały przerwane przez pukanie do drzwi. Wstała na równe nogi i uchyliła drzwi tak by jej nie było widać.
- Wrzuć je proszę... -

Tony Stark - Sob 01 Lis, 2014 21:44

- JARVIS, zablokuj dostęp Rogersa do internetu na tydzień - rzucił w przestrzeń Stark, wyraźnie wściekły na zachowanie Steve'a.

Ucieszył się, że Jane otwarła drzwi i korzystając z jedynej i niepowtarzalnej okazji, pchnął ich skrzydło poszerzając szparę i praktycznie wciskając się do środka. Jedną ręką wcisnął Jane jej ubranie, a drugą zamknął drzwi za sobą, przekręcił klucz w zamku i zabrał go ze sobą. Nonszalanckim krokiem przeszedł po dywanie i nie zważając na okoliczności wyciągnął się na własnym łóżku, wpatrując się w sufit i czekając aż Foster odzieje swoje pociągające ciało w warstwy materiału. Musieli porozmawiać o ostatniej nocy. Na szczęście, czy też może nieszczęście Tony pamiętał niemal wszystko.

Jane Foster - Sro 05 Lis, 2014 21:09

Jane już nawet nie słyszała co tam się dzieje za drzwiami i szczerze mówiąc nawet nie miała na to ochoty. Mina Capa oraz Wdowy baaaardzo dużo jej powiedziała. I mieli rację. Ta sytuacja nie powinna się wydarzyć. Ciężar wyrzutów sumienia był nie do zniesienia.

Schowała twarz w dłoniach i poczuła nieprzyjemny dreszcz. Przecież kochała Thora... tak bardzo go kochała. Ta złość jednak na całą tą sytuację... złość na to, że znowu zostawił ją samą bez chociażby krótkiego wyjaśnienia była dobijająca. Oj nie. Tak nie może być. Może nie miała super mocy, ani super zbroi, ale była twardą babka.

Gdy usłyszała pukanie do drzwi otworzyła chowając się za nimi. Gdy Stark wręcz bezpruderyjnie wręczył jej ubranie. Jane odebrała co swoje i odprowadziła go wzrokiem. Gdy położył się na łóżku kobieta wstała z podłogi i zaczęła najpierw wciągać na siebie spodnie, a potem zakładać pod koszulek.
- Chyba ... chyba powinnam iść... - Odparła niepewnie.

Tony Stark - Sro 05 Lis, 2014 22:31

Tony westchnął ciężko i usiadł na brzegu łóżka, wpatrując się uważnie w Foster. Nie mógł pozwolić jej wyjść. Jeszcze nie teraz.

- Musimy porozmawiać - powiedział, klepiąc narzutę obok siebie. - Siadaj. Nie zjem cię - zażartował dość ponuro.

Był to jeden z tych momentów, gdy maska Starka, ta którą nosił na co dzień, ta za którą się krył każdego dnia, nagle wyparowała, a sumienie zaczęło go nieprzyjemnie kłuć pod żebrami.

- Uważam, że powinniśmy puścić tę noc w niepamięć. Byłaś podłamana, oboje się upiliśmy do nieprzytomności i daliśmy się ponieść alkoholowi. Prawdopodobnie twoja pamięć szwankuje, ale ja pamiętam wszystko i z całą pewnością mogę stwierdzić, że poza paroma pocałunkami, rozebraniem się i przytulaniem nic więcej się nie wydarzyło. Jeśli się martwisz o Romanoff i Rogersa, to z nimi porozmawiam. Thor się od nich niczego nie dowie. Jeśli zechcesz, sama mu powiesz.

Odpowiedzialny Stark? Musiał być nadal zalany w trupa, że starał się tak bardzo pocieszyć Jane i zatuszować incydent z Kapitanem i Wdową. Choć robił to też we własnym interesie. Jakoś nie uśmiechało mu się dostać łomot od asgardzkiego półboga.

Jane Foster - Wto 11 Lis, 2014 17:20

Jane walczyła ze sobą. Miała ochotę wyjść i zatrzasnąć za sobą drzwi, a potem rzucić się pędem przed siebie. Oczywiście tym zachowanie wykazałaby się szczytem gówniarstwa i braku dojrzałości, a przecież panna Foster wcale taka nie była.

Gdy Tony zaproponował by koło niego usiadła, przygryzła nieporadnie dolną wargę, a po cichym westchnięciu ułożyła swoje szanowne pośladki na bardzo wygodnym zresztą łóżku. Wysłuchawszy wywodu Starka, nie wiadomo czy z nerwów czy z uczucia ogromnej ulgi ... po prostu parsknęła śmiechem. Zaraz jednak zasłoniła dłonią usta i wymamrotała krótkie 'przepraszam'. - Szczerze mówiąc, też nie pamiętam, żebyśmy... no wiesz. Mieli ze sobą.. - Machała nieporadnie rączkami, aż w końcu wydusiła.. - Uprawiali sex. - Zarumieniła się szybko i ułożyła obok Starka, by nie patrzeć na niego, a w sufit, który w tej sytuacji wydawał się być bardzo interesujący.

- No właśnie... ale dla innych... dla nich... mogło to wyglądać jednoznacznie. Wiesz, nie chciałabym, żeby oni pierwsi oświadczyli Thorowi, że z naszego.. ekhm, 'związku' najwyraźniej nici. - Pierwszy raz przyznała to na głos i aż się zdziwiła... i choć ukłucie w sercu było dość bolesne.. również poczuła ulgę. Smutną ulgę.

Tony Stark - Wto 11 Lis, 2014 19:28

Stark położył się na boku obok niej, podpierając głowę na ręce, firmowy uśmieszek na jego ustach, gdy przyglądał się Jane. Była nieco zbyt drobna na jego gust, ale to nie umniejszało faktu, że go pociągała. Niestety, należała do innego, faceta z wielkim młotem, który zsyłał pioruny z równo łatwością jak woda lejąca się z kranu, a Tony wyznawał zasadę, że nie zaciągał do łóżka kobiet, które miały już partnerów czy mężów. Nie miał czasu na takie dramaty.

- Kotku, gdybyśmy uprawiali sex, to raz, że nie miałabyś po obudzeniu nic na sobie, a dwa, na pewno byś to pamiętała, bez względu ile byś w siebie wlała alkoholu.

Mrugnął do niej i podniósł się, by z kieszeni spodni wyciągnąć telefon i napisać na szybko SMSa do Natashy i Steve'a.

- Masz ochotę na śniadanie? Albo na prysznic i śniadanie? Gdzieś tu są jakieś ciuchy Pepper, których zapomniała zabrać, jeśli byś chciała się przebrać.

=> Link do SMSa: http://xmenrpg.pigk.net/v...p=192391#192391

Jane Foster - Sro 26 Lis, 2014 08:52

Parsknęła śmiechem. - No tak... przepraszam, nie chciałam urazić Twojego EGO. - Odparła żartobliwym tonem i choć teraz z tego się śmiali, Jane potrzebowała takiego potwierdzenia, kolejnego zresztą, że faktycznie NIC się nie wydarzyło.

Odwaga jej wróciła więc, położyła się na boku i podparła głowę na dłoni, by móc wlepić swoje brązowe oczęta w równie ładne starkowe tęczówki.
- A co szef kuchni serwuję? I wiesz co? - Zastanowiła się przez chwilę. - Chętnie wezmę prysznic. Chociaż nie wiem czy powinnam brać ubrania Pepper. - Ale... chyba nie mam wyboru. - Uśmiechnęła się delikatnie i podążyła wzrokiem za dłonią Starka który coś tam zaczął skrobać.

- Ale też nie chce Tobie przeszkadzać. -

Tony Stark - Sro 26 Lis, 2014 19:57

Tony powstrzymał się od głośnego westchnięcia i pozostał przy samym uśmiechu i wciśnięciu telefonu do kieszeni jeansów. Spojrzał na Jane i poczuł ulgę, że przestała panikować i rozpogodziła się.

- Gdyby chciała je odzyskać, zjawiłaby się tutaj dawno temu albo zażądała by jej je przesłać. Nie przejmuj się i bierz, co będzie ci pasować.

Jakoś nie widział problemów w wydawaniu tych paru ciuchów, które Pepper zostawiła. Co prawda w większości to były sukienki i szorty oraz bluzki, ale kilka par jeansów też by się znalazło. Chyba.

- Nie przeszkadzasz - uśmiechnął się ponownie. - Możesz skorzystać z mojej łazienki - dodał, wstając by otworzyć garderobę i szafę w niej, w której jeszcze były ciuchy Potts. - O ile nie obawiasz się, że będziesz tam fantazjować na mój temat. Będę w kuchni - dodał, puszczając do Foster oko i wyszedł, by uniknąć oberwania czymś ciężkim. Trudno jednak było zapomnieć tak interesujące ciało, a Stark czy chciał, czy też nie, był koneserem kobiecego piękna, eufemistycznie to ujmując.

Pogwizdując wesoło, udał się do kuchni, by przygotować śniadanie na kaca.

Jane Foster - Sob 29 Lis, 2014 21:19

- No tak. Wybacz, nie wiedziałam jak długo jej tu nie ma. - Powiedziała robiąc przy tym przepraszającą minkę. Skarciła siebie w myślach, że zawsze walnie coś nie na miejscu...

Gdy Stark zebrał się z łóżka Jane usiadła i wysłuchała jego przemowy. Oczywiście przy końcówce standardowo się zawstydziła... tak jakby co najmniej faktycznie miała plan fantazjować o Tonym pod prysznicem. - Eeee.. postaram się. - Wydukała. Widząc jego rozbawioną minę sama parsknęła śmiechem. Pokiwała mu palcem, a gdy wyszedł zamknęła za nim drzwi, tak jakby chciała się upewnić, że na pewno nie wsunie tego przystojnego łebka w momencie gdy akurat będzie stać na go na środku pokoju.

Onieśmielona podeszła do ogromnej szafy. Rzeczy Pepper były poukładane w kosteczkę, albo rozwieszone kolorami... także oto przed panną Foster ujawnił się szereg bardzo drogich sukienek, od najlepszych projektantów. Niestety Jane nie zdawała sobie sprawy jaką cenę zapłaciła Pepper albo Tony, za tą luksusową garderobę. Niestety nie znalazła, ani jeansów, a patrząc na króciutkie shorty, stwierdziła, że jednak wybierze sukienkę. Wybrała jakąś tzw. 'mała czarną', która później okaże się elegancką i idealnie dopasowaną do pani naukowiec.

Pod prysznicem spędziła dobre pół godziny. Gorąca woda była rozkoszna, a zapachy drogich żeli pod prysznic kojące i nęcące, więc przez chwile fakt... zagalopowała się w myślach za daleko.. ekhm. Dlatego zakręciła wodę i wyszła z kabiny.

Ubrana w czarną sukienkę, na bosaka wyszła z sypialni i ruszyła przed siebie prowadzona przecudownym zapachem... dopiero teraz poczuła jak jest cholernie głodna.

Tony Stark - Nie 30 Lis, 2014 22:08

W czasie, gdy Jane brała prysznic, Tony cicho wślizgnął się do swojej sypialni po ciuchy na przebranie i wziął szybki prysznic w łazience przy jednym z gościnnych pokoi. Odświeżony, pachnący, doprowadzony do jako takiego porządku [jak zwykle wyglądał jakby dopiero co wstał po burzliwej nocy] udał się na bosaka do kuchni zrobić w końcu obiecane śniadanie.

Postarał się przy tym, bo oprócz kawy, świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego, dzbanka herbaty; przygotował maślane tosty, bekon, jajka oraz koktajl na kaca, o którego skład nie należało się pytać.

Tosty i jajka doszły, gdy tylko Jane weszła do kuchni. Stark najwyraźniej miał fantastyczne poczucie czasu. Rozłożył jedzenie na talerze, a potem ustawił wszystko na kuchennym blacie, by usiąść na wysokim barowym stołku i wyciągnąć szklankę pełną gęstawego płynu o zgniłozielonej barwie.

- Zatkaj nos i wypij na raz. Lepsze to niż aspiryna - uśmiechnął się szeroko, czekając na reakcję Foster, a przy okazji gapiąc się bezczelnie na nią. Sukienka Pepper na pani doktor wyglądała bardzo seksownie, zważywszy na fakt, że Foster jednak miała więcej krągłości.

Jane Foster - Sro 10 Gru, 2014 08:26

Zapach dobiegający z kuchni był oszałamiający. Jane dopiero teraz poczuła jak cholernie jest głodna. Dodatkowo wybudził się również żołądek pani naukowiec, który głośno zaznaczył swoją obecność oraz niezadowolenie ze złego traktowania go przez pannę Foster.

Zawstydzona reakcją na pyszności, które przygotował Stark (oprócz tego zielonego czegoś) zasłoniła dłonią usta, a potem parsknęła śmiechem.
- CHYBA zgłodniałam. - Przysiadła na stołku zaraz na przeciwko Tony'ego i z powątpiewaniem spojrzała na zielony płyn. Chwyciła za szklankę i uniosła ją na line swoich brązowych tęczówek. Z tej pozycji zerkała to na Starka to na wątpliwy smakołyk.

- Co.to.jest? - Zapytała z miną 'do ust tego nie wezmę, jeżeli nie dostane składu chemicznego tego ustrojstwa'. Uniosła brew i tak czekała na wyjaśnienia Tony'ego.

Tony Stark - Sro 10 Gru, 2014 17:13

Stark przesunął w jej stronę drugą szklankę, tym razem ze sokiem pomarańczowym.

- Skarbie, nie pytaj, nie wąchaj, nie próbuj. Zamknij oczy, zatkaj nos i wypij jednym ciągiem, a na koniec przepij lekarstwo sokiem. Chyba, że wolisz dwie aspiryny i parę godzin walki z kacem-mordercą. Nie ma tam nic, czego sam bym nie wypił. JARVIS świadkiem, że swoją porcję wlałem w siebie.

Oparł się łokciami o blat i wpatrywał się z zainteresowaniem w Jane, coraz bardziej ciekaw jej reakcji na miksturę. Lista składników była i długa i raczej obrzydliwa w tej akurat kombinacji, ale to był najlepszy sposób na wyleczenie się po nocy wypełnionej pijaństwem.

- Wypij albo odwiozę cię do domu, a będziesz wtedy mieć na sobie wyłącznie buty i cokolwiek, co założyłaś pod tę sukienkę. - Tony postanowił zagrozić jej czymś, na co na pewno nie miała ochoty.

Jane Foster - Nie 21 Gru, 2014 17:24

No nic! Ostatni argument bardzo ją przekonał. Zacisnęła nos, zamknęła oczy i jednym haustem wypiła obrzydliwy napój. Po kilku sekundach odstawiła z głośnym tąpnięciem szklankę na blat.
- Ughhh. Fatalne w smaku. - Wymamrotała krzywiąc się niemożebnie, a potem chwyciła za szklankę z sokiem i również wychyliła ją do końca.

- I nie chce wiedzieć co w tym było. - Zacisnęła usta by nie zwrócić tego dziwnego specyfiku. Oczywiście troszkę przesadzała, bo momentalnie zrobiło się jej lepiej, no ale panna Foster lubiła dramatyzować, a przynajmniej w obecności przystojnego mężczyzny. No co? Chyba była jeszcze pijana skoro cały czas trzymał się jej dowcip.

A potem nałożyła sobie jajecznicy i bekonu i innych rzeczy na talerz i zaczęła ze smakiem konsumować, mrucząc pod nosem zadowolona. - Muszę Tobie powiedzieć, że jest świetna. - Odparła. Gdy podniosła wzrok i napotkała spojrzenie Starka, przełknęła jedzenie i zmarszczyła brwi. - Coś się stało? - Zapytała widząc jego zamyśloną minę.

Tony Stark - Nie 21 Gru, 2014 19:59

I tak by jej nie powiedział składu antykacowego drinka. Wystarczyło, że sam go znał. Zabrał szklankę po zielonej brei i opłukał ją, zostawiając później w zlewie, po czym dolał jej soku.

Nadal obserwował ją, czekając na reakcję zwrotną, jednakże ta nie nastąpiła. Na jego i Foster szczęście. Usiadł naprzeciwko niej i zabrał się za swoją porcję jajecznicy i bekonu.

- Ładnie ci w tej sukience - powiedział i nagle uśmiechnął się. - Jest jak druga skóra. Na Pepper wisiała jak na wieszaku - dodał nieco złośliwe.

Faktem było to, że pani doktor miała zdecydowanie czym oddychać i jej dekolt był ze dwa razy większy od tego co prezentowała Pepper, nie zakładając żadnego z jej wypchanych diabli wiedzą czym staników.

Jane Foster - Nie 21 Gru, 2014 20:29

Jak to mówią, co z oczu, to z serca, więc jak Tony zabrał szkło z resztkami tej dziwnej zielonej pomyji, która tak wspaniale zadziałała na nadwyrężony winem żołądek panny Frost, ta od razu zapomniała o specyfiku.

- Och. Dziękuję. - Odparła słysząc komplement Tony'ego. Niestety nie potrafiła ukryć dwóch rumieńców, które wypłynęły na ładną twarz pani doktor. Żołądek zacisnął się kobiecie, bynajmniej nie na tle 'kacowym', więc zaczęła dziabać widelcem w jajecznicy.

- Wiesz co? Przykro mi z powodu Pepper. Muszę przyznać, że pomimo Twojej złej sławy, przy bliższym poznaniu jesteś całkiem fajnym facetem. - W końcu z siebie to wykrztusiła. - Bardzo mi pomogłeś wczoraj. I nie mówię o tym... no wiesz... - Spłonęła kolejny raz. Jeszcze trochę, a zostanie drugim 'Człowiekiem Pochodnią'.

Tony Stark - Nie 21 Gru, 2014 21:57

Tony'emu drgnęła powieka, gdy Jane wspomniała Pepper. Gdzieś głęboko w duszy nadal czuł się zraniony przez Potts, choć wmawiał sobie i innym, że już dawno ma to za sobą. Ale Stark był skomplikowanym człowiekiem i nic nie było w nim tak oczywiste jakby się mogło wydawać.

- Nie mów, że ci się nie podobało - powiedział, pochylając się w jej stronę i uśmiechając się znacząco. - Zresztą twój rumieniec mówi więcej niż tysiąc słów. Jesteś chyba jedyną kobietą na tej planecie, która się tak uroczo rumieni.

Wpadł trochę we flirciarski ton, ale trudno było tego nie zrobić, gdy Foster była taka spłoniona, a i jej dekolt wyglądał kusząco. Przez głowę przebiegła mu myśl, że Thor jest ostatnim idiotą, by swoją dziewczynę zostawiać samą.

Jane Foster - Nie 28 Gru, 2014 17:27

Słysząc ten komplement zaśmiała się nerwowo. Miała szczęście, że akurat przeżuwała dość spory jak na jej żuchwę kawałek chrupiącego bekonu. Dało to jej chwile do namysłu. Może jakaś cięta riposta? A może powinna wymyślić jakieś pochlebstwo na pocałunki Starka. Ach taaak. Na samą myśl o poprzedniej nocy... odczuwała z jednej strony negatywne emocję, a z drugiej, całkiem przyjemne.

Zanim się obejrzała pokarm został zmielony i przełknięty, a ona siedziała i wpatrywała się w przystojną twarz mężczyzny będąc zupełnie cicho. Co gorsza... nic nie przychodziło jej do głowy. Dopiero po chwili zaczęła mówić.

- Wiem, że nie mówisz serio, a i tak jest mi miło. Najwyraźniej czar Tony'ego Starka o którym tak wiele słyszałam zadziałał również na mnie. O dziwo. Jak Ty to robisz? - Zapytała rozbawiona.

Tony Stark - Nie 28 Gru, 2014 20:21

Tony uśmiechnął się szeroko, patrząc Jane prosto w oczy. A potem pochylił się bardziej i cmoknął ją w policzek, ale blisko kącika jej ust. To było coś pomiędzy przyjacielskim buziakiem, a romantycznym pocałunkiem. Chętnie by ją pocałował naprawdę, a jeszcze chętniej zabrał ją do sypialni i nie wypuścił do następnego ranka. O ile by miała siłę wstać z łóżka.

Przymknął oczy i się odsunął, zajmując się chrupaniem swojego bekonu i starannie unikając wędrowania wzrokiem poniżej podbródka Foster. Sukienka Pepper wręcz oblepiała ciało Jane, a dekolt kusił go coraz bardziej. Nawet ewentualnie oberwanie Mjolnirem nie wydawało się powstrzymać go przed ryzykownym zagraniem. Na szczęście jego samokontrola zadziałała w porę.

- Mam to we krwi - powiedział z uśmiechem i puścił do niej oko. - Wracasz do siebie, czy masz ochotę pomieszkać na ostatnim piętrze Stark Tower? - zapytał, zakładając, że Foster wie, iż to piętro należy do Thora.

Jane Foster - Wto 30 Gru, 2014 11:44

Gdy sie pochylil biedulka musiala wstrzymac oddech z wrazenia. I choc pachnieli tak samo, w koncu idac do Stark Tower z awantura nie pomyslala by wziac ze soba zel pod prysznic ani inne kosmetyki, wyraznie poczula ten meski i necacy zapach wdzierajacy sie prosto w jej nozdrza.

Nieco odurzona zapachem i przede wszystkim tym slodkim pocalunkiem spojrzala mu w oczy tym razem bez skrywanego wstydu, raczej z powaga i elementami zadzy, ktora w niej wzbudzal. Samokontrola Jane musiala zaczac dzialac na najwyzszych obrotach, bo inaczej cala sytuacja skonczy sie mniej niewinnie niz ta z nocy...

- Ah czyli to dziedziczne... - Poslala mu uroczy usmiech, a slyszac kolejny tekst westchnela. - I co ja bym tam miala robic..? Usychac z tesknoty? Mam tego dosc. - poslala mu smutny usmiech. - Czas sie z pewnymi rzeczami pogodzic. -

Tony Stark - Wto 30 Gru, 2014 20:46

Jej spojrzenie sprawiło, że na chwilę zabrakło mu tchu. Na szczęście jego wzrok nie powędrował niżej niż do jej ust. Na bardzo wielkie szczęście. Stark definitywnie zbyt mocno przedłużył swoją abstynencję seksualną i teraz hormony zaczęły wpływać na jego zdroworozsądkową ocenę świata go otaczającego.

- Zawsze możesz na niego poczekać i zrobić mu awanturę, porzucać w niego czymś ciężkim, a sporo ma tam ciężkich przedmiotów. Możesz też wyjeść mu wszystkie pop-tarts. Jesteś bystra, Foster, na pewno coś sama wymyślisz.

Trochę go zastanowiło co miała na myśli mówiąc o zamknięciu rozdziału. Czy była na tyle silna by to zrobić i potem nie żałować? Czy też może skończy jak on z niedomkniętymi drzwiami do przeszłości? Istniała trzecia opcja, w której Thor wraca i kaja się przed nią na kolanach, przysięgając poprawę.

Jane Foster - Sro 31 Gru, 2014 10:08

Te chwile w których krzyżowały się ich spojrzenia, ciut dłużej niż powinny odczuwała ogromne zwątpienie. Może przez te wszystkie akcje jakie jej zgotował Thor, Tony był dla niej czymś w rodzaju sprawdzianem. Super przystojnym sprawdzianem. Inteligentnym. Seksownym. Ah, można by wymieniać do utraty komplementów, których nie wypowie, w końcu Stark był mężczyzną, który bardzo dobrze zdawał sobie sprawę ze swoich atutów, a miał ich wiele. Co prawda ostatnie wydarzenia z Pepper, dały mu zapewne prztyczka w nos. Tak jak i jej.

- Mam niszczyć mienie Stark Tower? Lepiej powiedz, że chcesz mnie tu uwięzić, jednak teraz nie masz wyraźnego ku temu powodu. - Odparła rozbawiona, podkreślając słowo 'wyraźnego' jak bardzo tylko potrafiła. Roześmiała się cicho. - Dziękuję za wiarę we mnie, jednak dość czekania. Robota czeka. - Złapała za chusteczkę i wytarła w nią usta. - A najlepsze na złamane serce i problemy... i życie osobiste... - Wymieniając robiła zastanawiającą się minkę. - Jest praca. - Stark chyba coś o tym wiedział?

Tony Stark - Sro 31 Gru, 2014 22:41

- Nie tylko - powiedział tajemniczo, po przełknięciu ostatniej kropli kawy.

Miał oczywiście na myśli aktywności typowo sypialniane, lecz nie powiedział tego wprost, choć korciło go to, a choćby po to by ujrzeć ponownie spłonioną niczym piwonia twarz panny Foster.

- Powodów mógłbym Ci podać więcej niż kilka. Mniej lub bardziej wyraźnych. Pytaniem jest, czy byś została wtedy. - Spojrzał na nią pytająco.

Tony naprawdę pragnął nie mieć tych wszystkich skrupułów, które dawały mu teraz w kość. Nie chciał się oglądać na członka drużyny, poniekąd kumpla, choć nie przyjaciela i to, że ten mógł nadal żywić głębsze uczucia do Jane. Libido ciągle mu o sobie przypominało, gdy patrzył na nią, tak piękną w sukience, która na Potts wyglądała przeciętnie i nijako.

Jane Foster - Czw 01 Sty, 2015 18:35

Panna Foster przestała konsumować i również zajęła się popijaniem kawy, którą sowicie posłodziła i zalała pysznym gęstym mlekiem. Upiła parę łyków gorącego napoju wpatrując się w świdrujące oczy Tony'ego, zastanawiając się nad tym, co urodziło się w jego umyśle. Zaraz jednak stwierdziła, że nigdy nie była w tym dobra, więc posłała mu po prostu nieśmiały uśmiech.

Po dłuższym namyśle nad propozycją Starka spuściła wzrok ze śmiechem i pokiwała przecząco głową. - Nie. Nieważne jakiś byś powód podał. Nie zostałabym. Nie przystaje do waszych klimatów, zresztą każdy z nas ma jakiś cel w życiu. Wy bronicie świata przed kosmitami, a ja... a ja po prostu badam i szukam różnych teorii, choć one na początku wydają się być żywcem wyciągnięte z bajki. Zresztą po części są, tylko kto z nas mógł przypuszczać, że są w niej ziarna prawdy. - Oczywiście mówiła o bifrost, czy o innych światach umieszczonych na Yggdrasil.

Mimowolnie chwyciła Starka za rękę i spojrzała głęboko w oczy. Za głęboko, bo z sekundy na sekundę traciła nad sobą panowanie. Przygryzła dolną wargę, żeby nieco się ocucić bólem i zaraz posłała mu delikatny uśmiech. - Ale dziękuję, za wczorajszy wieczór i za szaloną noc. W sumie to, bardzo mi pomogłeś. - Pochyliła się nad stołem, by dać mu takiego samego buziaka jakim uraczył ją Tony, ale pech chciał, że źle ułożyła rękę i ucelowała w same usta.

Tony Stark - Czw 01 Sty, 2015 20:20

Tony myślał o tym jak zasugerować Jane, że mogłaby pracować w Stark Tower, mając do pomocy JARVISA, ale obawiał się, że kobieta odrzuci jego propozycję, kierowana chęcią nie oglądania pożeracza pop-tartsów o każdej porze dnia czy nocy.

Chciał powiedzieć coś, ale jej drobna dłoń na jego i to spojrzenie, które zdawało się sięgać aż jego duszy skutecznie zamknęły mu usta. Zamrugał zaskoczony, gdy jej słodkie wargi o smaku kawy wylądowały na jego ustach. Nim się obejrzał, jego wolna ręką znalazła się na jej karku, a on sam odpowiedział na pocałunek z żarem i namiętnością. Gdzieś w jego umyśle zjawiła się mętna myśl, że na pewno dostanie po gębie od Jane i Mjolnirem od Thora [o ile się o tym dowie] za to, co zrobił.

Jane Foster - Pią 02 Sty, 2015 12:37

Nie żeby nie wierzyła w swoją wiedzę czy inteligencje, ale jakoś przez myśl jej nie przeszło, że Tony chciałby zaoferować pracę w swojej prężnie działającej filmie. Kobieta większość swojego życia spędziła na uniwerku, więc raczej nie zamierzała opuszczać tych wdzięcznych progów, dających może mniejsze możliwości niż laboratorium Starka, ale miała pewność, że nie spotka tam Thora.

A potem, potem ... sama nie wie jak to się stało, ale ucałował jej usta tak namiętnie i tak nęcąco, że nie potrafiła się mu oprzeć, a co dopiero strzelić w mordę. Odpowiedziała swoim pocałunkiem, kładąc dłoń na policzku mężczyzny, drugą natomiast objęła go za szyje.

Tony Stark - Pią 02 Sty, 2015 14:47

Nie przerywając pocałunku, Stark wstał i obszedł blat. Objął Foster w talii i posadził ją na kontuarze. Stanął tak, że mogła go z łatwością opasać nogami, gdyby tego chciała. Uświadomił sobie, że pragnął jej od chwili, gdy zobaczył ją tak cudownie wściekłą w hallu budynku. Jaśniała aż od furii, która w niej wtedy płonęła. Podobny płomień widział w niej teraz, choć ten był krwistoczerwony i bardziej piekielny niż niebiański.
Jedna jego ręka wsunęła się pod skraj sukienki, by nacieszyć się gładkością i miękkością jej uda. Drugą nadal obejmował ją w talii, podtrzymując Jane by nie przechyliła się na blat. Jego usta porzuciły jej, teraz rozkosznie zaróżowione i opuchnięte od pocałunków. Przesunął wargi na delikatną szyję Foster, umiejętnie znajdując wszystkie wrażliwe miejsca.

Jane Foster - Pią 02 Sty, 2015 19:11

Stark był bezczelny, ale nie tylko dlatego tak bardzo ją kręcił. Choć nie znali się długo, bardzo dobrze wiedział gdzie są najczulsze punkty panny Foster i wykorzystywał to najbezwstydniej jak się dało.

Gdy okrążył stół i podszedł do niej bliżej, od razu do niego przylgnęła. Oplotła ramionami szyje Starka i skupiła się na odwzajemnianiu jego gorących pocałunków. Na chwile zapomniała o bożym świecie, a liczyło się pragnienie bliskości i to uczucie jakie ich łączyło. Nie jakieś głębokie, bo wiadomo, że nie była to miłość. Obydwoje byli skrzywdzeni i nieważne jak bardzo zostali obdarzeni ciężkimi charakterami, obydwoje potrzebowali ciepła oraz bliskości, w końcu w ich klatkach piersiowych biło ludzkie serce. Ich drogi skrzyżowały się w tym samym punkcie na drodze życia, jak często coś takiego spotyka dwóch praktycznie obcych dla siebie ludzi?

Wplotła palce w jego czarne włosy i pogłębiła pocałunek. Nogami objęła go w pasie, a gdy rozpoczął wędrówkę po jej szyi, nie potrafiła się oprzeć, dlatego odchyliła głowę do tyłu i cicho jęknęła. I choć przez chwile poczuła przerażenie, gdy tak bezczelnie wsunął dłoń pod sukienkę, nie miała ochoty na przerywanie pieszczot. Sama odsunąwszy się nieco, przesuwając dłońmi po jego umięśnionych ramionach, zawędrowała na brzuch Starka. Złapała za jego koszulkę i unosząc ją ciut wyżej, zaczęła zmysłowo badać jego mięśnie idąc powoli coraz to wyżej.

Tony Stark - Pią 02 Sty, 2015 20:31

Umysł Starka przesłoniła gęsta mgła pożądania i myślał wyłącznie o tym jak Jane smakowała, jak bardzo miękka i gładka była jej skóra. Jej cichy jęk był najpiękniejszym dźwiękiem tego poranka. Tony zapewne posunął by się daleko bardziej gdyby nie to, że w pomieszczeniu rozległ się głos JARVISA.

- Sir, nie chcę przeszkadzać, ale w warsztacie wybuchł pożar. Nie jest zbyt duży - powiedział tonem informującym, że słońce właśnie wzeszło. - Jeszcze - dodał.

- Cholera! - Stark przeklął pod nosem, chowając na moment twarz w zagłębieniu szyi Foster. - Nigdzie nie uciekaj - powiedział jeszcze, całując ją z iście francuską finezją, po czym ruszył szybkim krokiem do windy.

//warsztat Starka

Jane Foster - Nie 15 Lut, 2015 13:34

Serce Jane pędziło z prędkością światła jeszcze długo po tym jak Tony wyszedł na zewnątrz. Nie wiedziała czy ma dziękować losowi czy go przeklinać, jedno było pewne, musiała się stąd wydostać jak najszybciej.
Na chybciku odszukała jakiś długopis i kartkę, na której napisała:
'Proszę, niech to zostanie między nami. J.”
A potem wzięła się i wyszła.

/zt

Thor Odynson - Sob 06 Cze, 2015 05:15

//zt Red Viking Restaurant

Po paru chwilach temperatura się ustabilizowała, a szum przestał przeszkadzać. Jane nawet nie do końca zdawała sobie sprawę ile czasu minęło, nagle jednak jej stopy dotknęły podłoża. Thor ponownie pocałował Jane i rozejrzał się.

Stali na balkonie, na którym Iron Man lądował i zostawiał zbroję, by na powrót stać się Tonym Starkiem. Thor nie do końca wiedział, czy drzwi do środka będą otwarte, w końcu, gdy był tu ostatni raz, cały balkon był praktycznie roztrzaskany. Cóż, jeśli właściciel był w domu, otworzy. Jeśli nie, widok był niezły i można było porozmawiać spokojnie z Jane.

Puszczając Jane, mężczyzna pozostawił swoją dłoń na jej biodrze, stojąc koło niej. Teoretycznie, gdyby przesunął ją odrobinę, wylądowalaby na jej pośladku... jednak dłoń pozostała umiejscowiona w jej talii.

Jane Foster - Sob 06 Cze, 2015 16:55

Oj jakby przesunął tą rąsie nieco niżej to na serio nic by się nie stało. Jane przecież nie miała z tym żadnego problemu. No, ale Thor jak to Thor. Miał zasady. Za wszelką cenę chciał okazać jej szacunek i za to też go kochała.
Wtulona swojego ukochanego napawała się tą chwilą i choć przed chwilą odbyli bardzo (a przynajmniej dla niej) niebezpieczny lot, ani przez chwilę nie przeszył ją dreszcz strachu czy niepokoju, ale czy można było się temu dziwić? W końcu trzymał ją Thor.

Gdy stali już na tarasie Stark Tower, Jane objęła Odynsona i na tyle na ile mogła wspięła się na palcach by odwzajemnić, ten krótki, aczkolwiek czuły pocałunek. Uśmiechnęła się słodko, gdy ich usta zostały rozłączone, a potem skierowała spojrzenie na okna siedziby Avengers.

- Hmmm. Chyba nikogo nie ma. - Odparła wpatrując się w zaciemnione pomieszczenie. Kierowana ciekawością podeszła do drzwi wejściowych na taras, a potem pchnęła je palcami. Gdy owe drgnęły, spojrzała przez ramię na Thora z dumnym uśmiechem wymalowanym na swojej ładnej twarzy.
- Otwarte. Wchodzimy? Robi się troszeczkę zimno... -

Thor Odynson - Pon 08 Cze, 2015 04:22

Thor był nieco zdziwiony, że Jane sama z siebie wpraszała się do Starka. No cóż, urządzenie Stark'a nie uruchomiło żadnych alarmów, więc chyba można było wejść. A jeśli coś się zacznie dziać... Thor nie spotkał na ziemi niczego, co byłoby go w stanie powstrzymać, czy też pokonać.

- Jasne, że wchodzimy. Może dowiemy się gdzie jest Stark od jego dziewczyny? - Thor nie był na bieżąco z podbojami podbojami miłosnymi Starka, natomiast pamiętał, że miał asystentkę, która właściwie z nimi mieszkała. - Pozwól jednak, że wejdę pierwszy, na wszelki wypadek.

To powiedziawszy, Thor wszedł do pokoju i rozejrzał się. Faktycznie było pusto. No i nic go nie zaatakowało, więc otworzył szerzej drzwi i wpuścił Jane. Jak przechodziła koło niego, opuścił wzrok podziwiając jej figurę.

- Myślę, że Stark się nie obrazi. Napijesz się czegoś?

Jane Foster - Wto 09 Cze, 2015 19:17

Ciekawska natura Foster zawsze pchała ją do czynów i choć patrząc na jej gabaryty w walce wręcz nie miała żadnych szans, to w odkrywaniu oraz wymyślaniu co nowych to wynalazków za to nie znała lepszych. Oczywiście w swojej dziedzinie i kategorii wiekowej, no i w paru innych kwestiach, ale dość tych przechwałek. Chodziło o to, że ta właśnie ciekawość pchała ją do chęci eksplorowania piętra Starka. Choć 'eksplorować' nie jest do końca słusznym słowem, wszak Jane już tutaj raz była.

- Tony już nie jest z Pepper. - Rzuciła będąc już w środku. Zeszła po schodkach na pół piętro i usiadła na kanapie. Zadarła nieco głowę, by spojrzeć na Thora z delikatnym uśmiechem.
- Hmmm. Chętnie. A co proponujesz? - Zapytała zaciekawiona co jej ukochany tym razem wymyśli.

Thor Odynson - Sro 10 Cze, 2015 20:22

Thor rozejrzał się po pomieszczeniu i najpierw odprowadził Jane do jednego z siedzisk, a później sam podszedł do barku. Niestety jego wiedza o zarówno ziemskich alkoholach jak i preferencjach ziemskich kobiet w kwestii napojów nie była najlepsza. Wiedział jednak, że wino jest niezłym wyjściem. Wziął w związku z tym pierwszą lepszą butelkę czerwonego wina.

Wrócił do Jane i postawił przed nią butelkę, po czym z rozbrajającą szczerością stwierdził.

- Jestem przekonany, że nie chcesz zdawać się na moje eksperymenty, więc proponuję wino. Nie wiem w prawdzie jakie to wino, bo nie znam tutejszych gatunków winorośli, ale zakładam, ze Stark raczej nie będzie miał w barku niesmacznego wina.

Trafił na Porto - Grahams z 1966 roku. Thor nie do końca jednak wiedział jak poradzić sobie z korkiem. Oczywiście nie wziął korkociągu. Gdy jednak w końcu Jane się nad nim zlitowała i pokazała jak działa korkociąg, Thor ciągle uśmiechnięty rozlał wino do kieliszków. Cóż. Przynajmniej trafił z tym, że nie wział lodu do czerwonego wina. Albo, że nie przyniósł ciepłego białego wina.

- A co się między nimi stało? Pasowali do siebie.

Jane Foster - Czw 11 Cze, 2015 19:27

Jane z zaciekawieniem obserwowała Thora. Nie mogła nasycić wzroku, gdy tak dumnie przestępował progi Starka, a potem resztkami sił powstrzymując rozbawienie zerkała na jego zdumioną minę, gdy analizował pokaźne wnętrze barku.

No, ale wybrał. Wino. Szczerze mówiąc Jane odetchnęła spokojnie, ponieważ przez te kilkanaście sekund wyobrażała sobie wiele najgorszych opcji... po których wraz z radosną mieszanką miodu, który wypiła w restauracji... było duże prawdopodobieństwo, że wyląduję w objęciach tzw. białej damy, a tego przecież nie chciała! Tym bardziej przy Thorze...

- Patrząc po tym budynku to śmiem wątpić, że ma tu w ogóle cokolwiek nie z górnej półki. - Słusznie zauważyła.
- Potrzebny jest nam korkociąg. - Dodała z rozbawioną miną patrząc jak sam syn Odyna nie wie co ma dalej ze sobą zrobić. - Nie wierze. U was wszystkie butelki wina są po prostu otwarte? - Odparła rozbawiona i wstała z miejsca. Nie wiedziała gdzie Tony przechowywał korkociągi, ale drogą dedukcji stwierdziła, że najbardziej prawdopodobnym miejscem będzie zapewne barek. I jak się okazało później, wcale się nie myliła. Jane wróciła na miejsce i wkręciła spirale w miękki korek wina. W dalszym etapie po kilkusekundowym zamyśleniu, oddała butelkę Thorowi. On był o wiele silniejszy. Miała tylko nadzieje, że wyciągając korek nie rozwali szkła na pół.

Na szczęście Odynson poradził sobie z otwarciem wręcz koncertowo, ponieważ po pomieszczeniu rozniósł się pusty dźwięk, tak bardzo charakterystyczny przy usuwania korka oraz dźwięk płynu nalewanego do specjalnych lampek. O dziwo, udało mu się je dobrać idealnie pod kolor i smak tego wina. Jane chwyciła za nóżkę kieliszka i usadowiła się na wprost Thora, będąc zarazem bokiem do oparcia kanapy.

- Hmmm. Sama nie wiem. Może nie do końca pasowali. Wiem, że się stąd wyprowadziła. Wiesz, troszeczkę się jej nie dziwie... nie jest łatwo być ukochaną superbohatera. - Zaśmiała się cicho i … bez przekonania.
- To za co pijemy? - Przysunęła swój kieliszek do jego.

X-23 - Sob 13 Cze, 2015 20:01

//Garaż/Winda => Wraz ze Starkiem

- Tego, że taki geniusz jak Ty wymyśli coś lepszego. - Mruknęła wymądrzając się chyba zupełnie niepotrzebnie. Tak czy siak ten kto znał lepiej Laurę mógł być teraz w niemałym szoku, ponieważ towarzystwo Tony'ego najwyraźniej działało na nią wręcz terapeutycznie, bo w końcu zaczęła więcej mówić.

Pomogła mu wytargać zbroję na korytarz, a potem wróciła do windy. Sama nie wiedziała dokąd ją teraz wiezie dlatego skupiła wszystkie wyczulone zmysły na każdym fałszywym ruchu Starka, który najwyraźniej miał wszystkich w dupie. Najwyraźniej przyświecał mu jakiś ważny cel, w tej całej podróży windą, ponieważ dziewczyna wyczuwała od niego skrajną obojętność, albo mówiąc dosadnie, miał i ją w dupie. Co oczywiście nie uszło jej uwadze, ani radości, przynajmniej ktoś kto znał 'dobytek' Laury nie spinał się w towarzystwie mutantki.

Gdy zatrzymali się na jego piętrze, a drzwi windy cicho rozsunęły, do nozdrzy Laury wdarły się dwa zapachy. Jeden dziwny, zupełnie nieznany, a drugi ludzki. Dziewczyna zagrodziła drogę Starkowi, układając dłoń na framudze, z drugiej ręki natomiast wysunęły się ostrza.
- Ktoś jest w środku. - Prawie syknęła i ruszyła do środka. To co zobaczyła... wprawiło ją w osłupienie, dlatego gwałtownie zatrzymała się w miejscu. Cóż, najwyraźniej przeszkodzili ćwierkające parze w romantycznym wieczorze... nie tego się spodziewała, chociaż wcześniej wyczuła odór wina w powietrzu.

Bruce Banner - Sob 13 Cze, 2015 20:20

//Lądowisko dla śmigłowców

Banner przyleciał wraz Jade, jednak ta poleciała gdzieś dalej. Mężczyzna przeszedł z lądowiska w kierunku głównych włości Starka. Właściwie cała wieża należała do niego, ale to na tym piętrze Tony urzędował na co dzień. Jak można było się domyślić było też to najbardziej wypasione piętro. Jakie ego-takie włości? Coś w tym jest.
Wszedł do środka chwilę po właścicielu i jego towarzyszce. Przypatrywał się przez parę sekund scenie w pokoju. Thor i Jane najwyraźniej nieźle się bawili korzystając ze Starkowych zapasów alkoholu. Za to Tony i kobieta mu towarzysząca musieli przed chwilą przyjść. Przynajmniej tak sugerowało ich położenie i to, że Tony jeszcze sam nie pił.
- Thorze, Jane, miło was widzieć. - powiedział grzecznie. - Znowu organizujesz jakąś imprezę? - zapytał się wchodząc głębiej do pokoju. Oczywiście wiadome było do kogo je skierował.

Tony Stark - Sob 13 Cze, 2015 21:19

Stark nie skomentował jej uwagi na temat używanych materiałów. Zajęty był odsłuchaniem wiadomości zostawionej przez Fury'ego. Znów narozrabiał i my mamy po nim sprzątać.

Z ciekawością przyjrzał się ostrzom Laury, robiąc mentalną notatkę, by później zapytać ją to i może nawet przetestować materiał, z którego były zrobione. Kiedy zagrodziła mu drogę miał ochotę się roześmiać. Potem podążył za nią i na jego twarzy pojawił się charakterystyczny dla niego uśmiech.

- Ktoś ci już mówił, że masz lekką paranoję? - zapytał cicho. - Sok czy mleko, dzieciaku? - dodał chwilę później, gdy już oddalił się poza zasięg jej "pazurków" i zmierzał w stronę baru.

- Mam nadzieję, że nie zrujnowaliśmy wam imprezy we dwoje - zwrócił się do Foster i Thora. - Jane, jak zwykle wyglądasz zjawiskowo. - Puścił do niej oko, nalewając sobie whiskey. - Laura wpadła zobaczyć czy Capsicle nie kopnął w kalendarz. Mam też nadzieję, że Asgardczycy się zbyt szybko nie upijają, bo stary Nicky chce wpaść z wizytą i to nie sam - dodał, kładąc nacisk na imię Fury'ego i fakt, że nie będzie sam.

Nalał szklankę soku z kiwi i podszedł z nią do Bannera.

- Brucey, przyjacielu - powiedział jowialnie, podając mu szklankę i otwarcie podziwiając jego koszulkę. - Nie sądziłem, że i ty jesteś moim fanem - stwierdził teatralnie, po czym ściszył głos tak, by tylko Banner go słyszał. - Nie wiesz przypadkiem, co napadło zielonego by skakać z mostu do rzeki?

Black Panther - Nie 14 Cze, 2015 14:19

// Ulice NYC

Pozostawił za sobą kłopoty na moście. Demolka i karambol jaki zafundował miastu Hulk został teraz przejęty przez siły porządkowe. Strażacy i NYPD nie byli zbytnio zadowoleni obrotem spraw jaki wyniknął z pogonią za rosyjskimi agentami, lub terrorystami. Nigdy nie dowiedzą się kogo ścigali. Zielone monstrum nie pozwoliło przesłuchać Panterze przeciwników. Czarny Maybach wyjechał zza zakrętu i zatrzymał się przed Stark Tower. Ze środka wyszedł król Wakandy odziany w swój czarny, bojowy strój. Tożsamość Pantery była znana, dlatego nic nie robił sobie z ludzi robiących mu zdjęcia, jego mina wystarczyła aby zniechęcić fanów do próśb o autografy. Mężczyzna wszedł przez rozsuwane drzwi wieżowca, przeszedł hol i nie zaczepiany przez nikogo ruszył w górę windą.
Zdjął swoją maskę i westchnął głośno. Wiadomość Starka mogła oznaczać tylko jedno. Coś poważnego miało się wydarzyć. Możliwe, że pojawiło się nowe zagrożenie. Mężczyzna spojrzał przez oszkloną windę na ruchliwe ulice Nowego Jorku, ludzi którzy z każdą sekundą bardziej przypominali mrówki. Szczęśliwi, smutni, najróżniejsi ale przede wszystkim nieświadomi tego jak wiele zła czycha na ich wolność lub życie. Ting. Metalowe drzwi rozsunęły się wpuszczając T'Challę na piętro Starka.
Już wcześniej poczuł zapach osób tam zgromadzonych. Nie znał tylko dwóch. Kobiecych. Jeden był lekko zwierzęcy. Zdziwił się i przyjrzał grupie która odwiedziła Tony'ego. Thor, Banner, Dziewczyna o woni zwierzęcia i Jane Foster, którą znał z wiadomości, ale nie osobiście.
- Dla mnie szklanka ginu. - poprosił Starka i skinieniem głowy powitał znanych mu członków Mścicieli. Następnie podszedł do Thora i Jane Foster wyciągając dłoń w stronę kobiety.
- T'Challa Okonkwo. Pani to na pewno Jane Foster. Czytałem pani prace z astrofizyki. Jestem pod wrażeniem. - ukłonił się lekko kobiecie. Pomimo, że jego twarz nie wyrażała wielu emocji, można było wyczuć w jego tonie głosu życzliwość. Następnie podszedł do obcej mu dziewczyny i przedstawił się w podobnej manierze co poprzednio.
- T'Challa Okonkwo - król Wakandy podał jej dłoń jakby była z nim na równi. Skoro kurtuazję miał już za sobą należało przejść do konkretów.

Thor Odynson - Nie 14 Cze, 2015 18:19

Thor wstał, gdy tylko usłyszał dźwięk windy. Nie spodziewał się w prawdzie żadnego ataku, natomiast gdy spod skóry wysiadającej z windy dziewczyny wyrosły metalowe pazury, prawą dłoń już trzymał na trzonku Mjolnira. Gdy jednak zobaczył za nią Starka, roześmiał się gromko i uśmiechnięty podszedł do tej dwójki.

- Proszę mi wybaczyć moje zachowanie! Jestem Thor i pragnę panią zapewnić, że cieszę się ze spotkania - Zwrócił się najpierw do młodej kobiety, trochę chyba z kurtuazji, bo prawie nie czekając na odpowiedź, złapał Tony'ego za ramiona i dodał - Stark, druhu! Widzę, że w dalszym ciągu otaczasz się pięknymi kobietami! Dobrze móc Cię znowu zobaczyć! - I klepnął go delikatnie lewą dłonią w ramię.

Na zaczepkę Starka o piciu... oczywiście, że zareagował. W końcu, jak to mówi przysłowie, pić to trzeba umieć. Problem jedynie z tym, że żaden ziemski alkohol nie był w stanie upić Thora, więc on sam traktował alkohol jak oranżadkę, czasem smaczniejszą czasem mniej.

- iiii, dwa dzbanuszki miodu, nie więcej jak galon i ta odrobina wina, przecież nie są w stanie sprowadzić mnie do parteru! - I zaśmiał się rubasznie. Widać było, że cieszy się ze spotkania.

Gdy zobaczył Bruce'a, spoważniał nieco.

- Bruce Banner! Równie rad jestem widząc i Ciebie! Ale skoro tak wszyscy się tu zebraliśmy, mam dziwne wrażenie, ze może nie być czasu na wieczór picia, tańców i wspominek? - Słowa Starka jedynie potwierdziły obawy Thora.

- Cóż, i tak miałem zamiar odezwać się do T.A.R.C.Z.A i dać znać, że jestem. Coby znowu nie próbowali wysyłać tych śmiesznych pojazdów, rozkładać namiotów i w ogóle.

Ostatnią osobę, która weszła powitał skinieniem głowy, a sam wrócił do Jane i stanął przy jej boku.

- Coś mi się wydaje Jane Foster, że ponownie coś może się dziać. Mam tylko nadzieję, że to nie Loki i jego dziecinne pomysły. - Nie dodawał, że będzie musiał zapewnić jej bezpieczeństwo i tak dalej, bo wiedział, że Jane i tak się na to nie zgodzi, a poza tym... jeśli dojdzie co do czego, zdąży odstawić ją w bezpieczne miejsce.

Jane Foster - Nie 14 Cze, 2015 22:30

Zanim Thor zdążył wymyślić jakiś piękny i romantyczny toast na miarę asgardzkiego poety, drzwi windy, prowadzące do apartamentu Starka otworzyły się w akompaniamencie wdzięcznego dzwoneczka. Foster skierowała swoje spojrzenie na ów wspomniane już wejście, a gdy spostrzegła młodą dziewczynę dzierżącą w dłoni dwa noże, poczuła nieprzyjemny dreszcz trwogi błądzący wzdłuż kręgosłupa. Wystraszona Jane nie mogła oderwać wzroku od wyciągniętych w ich kierunku ostrzy, dopiero gdy te w 'magiczny' sposób schowały się z powrotem do jej dłoni uświadomiła sobie, że dziewczyna wcale ich nie trzymała. Jane otworzyła szerzej oczy, dając tym samym upust swojemu ogromnemu zdziwieniu...

A myślała, że widziała już wszystko. Odrobinę się uspokoiła, gdy zza pleców dziewczyny wyszedł Tony. Nie no oczywiście, Foster była świadoma, że ciut wcześniej spędzała czas sama na sam z Thorem, bogiem piorunów, synem Odyna itd., ale to beztroski ton Starka sprawił, że pani astrofizyk była pewna braku jakichkolwiek agresywnych zachowań ze strony Laury, a tym samym sceny walki, nie do końca na jej nerwy, wszak dziewczyna wyglądała dość młodo. Miała tylko nadzieje, że cała ta poza nie jest dobrą miną do złej gry.

- Witaj Tony. - Posłała mu nieco nerwowy uśmiech, raz po raz zerkając w kierunku Laury. Stark najwyraźniej szybko to wychwycił, ponieważ już po chwili obydwoje dostali dość tajemnicze, acz wystarczające wyjaśnienia dotyczące obecności mutantki.
- Niee, skądże znowu. Właściwie to czekaliśmy na was, a to wyszło w trakcie. - Wskazała wzrokiem na wino i upiła większego łyka, wstając z miejsca wraz z Thorem, który poszedł się przywitać ze Starkiem. Posłała mu kolejny uśmiech, gdy jak zwykle rzucił w jej kierunku bardzo miłym komplementem. Informacja dotycząca małego zebrania właśnie na tym piętrze sprawiła, że włączył się w niej niezdrowy zmysł badacza, dlatego też nie zamierzała nigdzie wychodzić, póki oficjalnie jej nie wyproszą. Tym razem będzie na bieżąco w misjach Thora. Tym razem nie da się wysłać na drugi koniec świata, o nie. Choćby miała się szarpać tu i teraz z Hulkiem. Oczywiście, nie wiedziała o czym gada, ale kit z tym. Chyba Thor ją obroni. Prawda? A spotkanie z Furym dobrze jej zrobi, może będzie miała okazję nawtykać mu parę swoich spostrzeżeń dotyczących kradzieży jej sprzętu, bo przecież nie miała ku temu jeszcze okazji...

- Bruce. Mi również miło Ciebie spotkać. - Posłała mu spokojny uśmiech. Przesunęła wzrokiem, po jego dość nietypowym ubiorze, jednak zaraz spojrzała gdzieś w bok, bojąc się spontanicznego parsknięcia śmiechem.

Troszeczkę oniemiała w obecności T'Challi i sama nie wiedziała, czy sprawiły to jego nienaganne maniery, czy to, że ona, Jane Foster, jest znana królowi Wakandy, czy to, że ktokolwiek tu z obecnych przeczytał jej pracę. Nie, żeby to był jakiś tam wyrzut do Thora. Po prostu to co powiedział było bardzo miłe. Oczywiście skromność Jane nie pozwoliła na nic więcej aniżeli na proste słowo:
- Dziękuję. - Zacisnęła delikatnie dłoń, na ręce T'challi, żeby się przywitać, a potem korzystając z tego chwilowego zainteresowania jej całkiem pokaźnym naukowym dobytkiem dodała:
- Aczkolwiek ostatnio zrobiłam mały update o kolejne badania. Mam nadzieje, że również ciebie zaciekawią. -
Posłała szeroki uśmiech Thorowi, gdy ten zjawił się tuż obok, widać, że T'challa swoim komentarzem wprawił ją w jeszcze lepszy nastrój. Nawet na chwilę zapomniała o Laurzę.

X-23 - Nie 14 Cze, 2015 22:36

Uwadze Laury nie uszedł ruch Thora, a dokładnie moment, w którym zacisnął dłoń na młocie. Zmarszczyła brwi i od razu zaczęła się zastanawiać w jaki sposób się przed nim obroni. Na szczęście jak się okazało później, wcale nie musiała na szybko wymyślać nowej ofensywnej strategii, ponieważ Odynson wybuchnął gromkim śmiechem, ciesząc się z obecności Starka. Laura spuściła z tonu i kiwnęła głową na przywitanie blond wielkoluda. Co prawda posłała mu pełne zdziwienia spojrzenie, gdy niebezpośrednio nazwał ją piękną kobietą. Laura o mało co nie zajrzała z powrotem do windy, by się upewnić czy przed chwilą była o niej mowa.

Zanim zdarzyła zagłębić się w rozmyślania, w pomieszczeniu zjawił się Hulk w ludzkiej postaci. Mutantka momentalnie się spięła i odruchowo zacisnęła piąstki. Nie ufała mu. Mniej więcej wiedziała do czego jest zdolny, zresztą zapach mężczyzny przypominał radioaktywnego drapieżnika. Skąd wiedziała jaki zapach wydziela radioaktywny pierwiastek? Cóż, w wieku siedmiu lat została poddana promieniowaniu tylko po to by wywołać w jej organizmie przyspieszoną mutację. Pomysłodawcą i twórcą X-23 bardzo się spieszyło z wytrenowaniem Laury na zawodowego mordercę.

Nie skomentowała tekstu Starka dotyczącej jej paranoi. Właściwie skwitowała to zmarszczeniem brwi. Nie musiała również się przedstawiać, ponieważ Tony bardzo szybko poinformował Thora i Jane jak ma na imię oraz w jakim celu znalazła się w Stark Tower. Nie zdążyła nawet odpowiedzieć co chce do picia, ponieważ wiadomości jakie padły z ust Żelaznego bardzo ją zaniepokoiły. Fury? Tu? Dyrektor SHIELD? Agencji, która pojmała Laurę za przewinienia do jakich się przyczyniła? Co prawda pod wpływem zagadkowego specyfiku, który wyzwalał w niej złość porównywalną do złości berserka, ale tak czy siak wiele ludzi zginęło wypatroszonych przez jej pazurki. Włos zjeżył się na Laurowym karku niczym zaszczutemu zwierzęciu. Dziewczyna poczuła się jeszcze bardziej nieswojo i nie na miejscu, choć żaden z zebranych tu osobników nie potraktował jej źle. Ba! Wręcz przeciwnie. Traktowali ją na równi. O czym dosadnie przekonał ją T'Challa. Mutantka uścisnęła jego dłoń dziarsko jak na kobietę, ale nie tak mocno jak Logan.

- Laura Kinney. - Przedstawiła się, nie wiedząc czy dygnąć, czy się pochylić, w końcu stał przed nią sam król Wakandy. Właściwie jakby nie patrzeć, Laura była w towarzystwie osób, które niezmiernie szanowała i choć zaczęła mieć wątpliwości co do słuszności swojej obecności w tak zacnym gronie, postanowiła szybciutko wziąć się w garść i z uwagą śledzić całą sytuacje. Miała tylko nadzieje, że nie wpadła w jakąś pułapkę.

- Może być woda. - Rzuciła w kierunku Tony'ego i zajęła takie miejsce, by mieć wszystkich na widoku i na pewno nie stać tyłem do windy.

Bruce Banner - Pon 15 Cze, 2015 16:16

Spojrzał na kobietę, która przybyła ze Starkiem i odruchowo lewy kącik jego ust uniósł się do góry. Jej reakcja na niego go rozbawiła. Może i nie lubił Hulka i uważał go za przekleństwo to od czasu do czasu takie sytuacje sprawiały mu swego rodzaju... satysfakcję? Tak, można to tak nazwać. Chociaż jest to uczucie w dość pokręconej i dziwnej definicji. Stark na jego miejscu pewnie powiedziałby coś o zwierzęcym magnetyzmie. Cokolwiek by to nie było trzymał dystans z młodą kobietą. Ot, by ją nie irytować jeszcze bardziej. Jeszcze by go zaatakowała... Nie, nie potrzebny mu jest rachunek od Tony'ego za naprawdę Stark Tower.
Spojrzał w dół, na swoją bluzkę i uśmiechnął się szeroko. Tak, zauważył to już na Śliwkowej wyspie i domyślił się, że to był swego rodzaju żart Jade. Nie miał co marudzić. To, albo różowy dres z hello kitty. Poza tym, co mu szkodzi jeszcze bardziej połechtać ego Starka fioletową koszulką z Iron Manem? Jeśli do tej pory jego ego nie wybuchło to teraz też się to nie stanie.
- Twoim? Zawsze - odpowiedział odbierając szklankę z sokiem. - Na przyszłość, z zielonych soków lubię też opuncjowy.
Powoli zaczynał się przyzwyczajać się, że Stark, co chwilę nawiązuje do Hulka. A to lody pistacjowe z polewą jagodową, zielone soki. To zaczynało się robić monotematyczne. Ciekawe ile jeszcze rzeczy wymyśli o tym zestawie kolorów.
- Dawno nie brał kąpieli - odpowiedział mu, równie cicho. No co? Jak niby miał to wytłumaczyć? - Masz jeszcze zęby, wnioskuje więc, że Thor nie jest na bieżąco, prawda? - powiedział nie zmieniając tonu głos.
Usiadł na fotelu niedaleko Jane i Thora.
- Nad czymś nowym teraz pracujesz? - zapytał Jane, kiedy zaczęła z Okonkwo rozmawiać na temat swoich prac. Nie widział potrzeby rozmawiać na temat dyrektora S.H.I.E.L.D. Jak przyjdzie, to wszystko wyjaśni. Cokolwiek to by nie było, będą to kłopoty. A Banner bardzo ich nie lubił.

Tony Stark - Pon 15 Cze, 2015 19:08

Starka nieco zaskoczyło pojawienie się T'Challi. Prawdę mówiąc nie sądził, że ten się zjawi w Stark Tower. Widocznie nie mógł się obyć bez jego towarzystwa. Ta myśl rozbawiła Tony'ego na tyle, że jednak nalał królowi drinka i nawet mu go osobiście wręczył, gdy ten przestał się po królewsku wdzięczyć do obu obecnych kobiet.

Uwaga Point Breaka wywołała na twarzy Starka wyraz skrajnego niedowierzania i na końcu języka miał uwagę dotyczącą wizyty Thora u dobrego okulisty. Klepnięcie zabolało, Asgardczyk trafił prosto w siniaka. Na szczęście poza trwającym ułamek sekundy błyskiem bólu w oczach Tony zdołał powstrzymać się od innych oznak, że nie czuję się "komfortowo".
- Same na mnie lecą - stwierdził z szerokim uśmiechem, zwinnie chowając się za kontuarem baru i wyciągając z lodówki butelkę wody, którą przelał do szklanki, a następnie wręczył w Laurze.
- Nie masz czego się obawiać - szepnął jej na ucho i odsunął się z szelmowskim uśmiechem, zanim zdołałaby zrobić z niego shish kebab.

Do Foster puścił tylko oko, dając jej jednoznacznie do zrozumienia, że doskonale pamięta co się stało, lecz nie zamierza tego wywlekać, ani prywatnie, ani publicznie. Na uwagi Bruce'a zaś zareagował najpierw znaczącym spojrzeniem, a potem pełnym rezygnacji westchnieniem.

Zajął swój ulubiony fotel, siadając na nim raczej jak nastolatek, a nie jak ktoś dwadzieścia lat starszy. W tym momencie JARVIS uznał za stosowne ujawnić swoją wszechobecność.

- Sir, na lądowisku pojawiła się maszyna SHIELD. Dyrektorowi Fury'emu towarzyszą dwie osoby.
- Wpuść ich - powiedział Tony. - W razie kłopotów L'Oreal się nimi zajmie.

Mistrz Gry - Pon 15 Cze, 2015 20:15

Wnet drzwi z zewnętrznego lądowiska otwarły się, dzięki bezgłośnej interwencji JARVISa. Trzech mężczyzn, którzy dołączyli do zebranego towarzystwa, zfradzali wielką siłe woli i władczość, chociaż każdy na inny sposób. Była więc silna, nieznająca sprzeciwu postawa Fury'ego, gwałtowna i równie niezachwiana Rossa i spokojna, wyważona Forge'a - jakby przeciwwaga dla dwóch pozostałych.
- Dobrze, zebrałeś wszystkich.- Pochwalił Starka Nick.- No, prawie. Gdzie są Rogers, Romanov i Barton?


Kolejka postów:
Tony Stark
Black Panther
Bruce Banner
Thaddeus Ross
X-23
Thor
Jane Foster
Forge

teraz pisze Pantera

Black Panther - Wto 16 Cze, 2015 13:09

- Dziękuję. - odebrał swój gin z lodem od Starka i kiwnął mu w podzięce głową. Dawno już nie pił alkoholu, a po dzisiejszym spotkaniu z Hulkiem na moście potrzebował czegoś zimnego i mocnego. Nie po to, aby się upić podobnie jak Kapitana Ameryki, metabolizm Pantery rozkładał alkohol zanim ten zdążył jakkolwiek zakręcić mu w głowie. Sam smak go uspokajał. Podszedł do jednej z kanap i usiadł na wolnym miejscu w momencie, kiedy do pokoju wszedł Nick Fury - jak zwykle z równie pokerową twarzą co Pantera, następnie jakiś siwy człowiek - sądząc po ubiorze i sposobie chodzenia najprawdopodobniej był wojskowym. Z zaciętej miny można było wyczytać, że najprawdopodobniej z tych twardogłowych. Ostatnim był indian z brodą. Tą genetyczną nietypowość T'Challa zrzucił na karb zapewne nie do końca czystego indiańskiego rodowodu. Rozsiadł się wygodniej w krześle i nadpił zimny napój.
Nowo poznane kobiety okazały się wyjątkowo miłymi osobami, tak jak się spodziewał Jane Foster robiła świetne pierwsze wrażenie. Poradziłaby sobie u boku Thora, gdyby ten kiedyś zechciał zastąpić ojca na tronie Asgardu. Co do panienki Kinney to zaczynał powoli rozpoznawać ten prawie nieuchwytny zapach, który można było wyczuć w jej woni. W Instytucie Xaviera był on najwyraźniejszy, dlatego prawdopodobnie stamtąd wyciągnął dziewczynę Stark. Ale tam był on bardziej męski i zdecydowanie mocniejszy. Dziwne.
Zastanawiał się co znowu takiego się stało, że Fury postanowił zebrać praktycznie cały zespół Avengers. Na dodatek jeszcze pytał się o resztę składu. Czyżby sytuacja była, aż tak poważna że potrzebowali każdego Mściciela? To i wiele innych pytań kłębiło się w głowie Pantery w oczekiwaniu na więcej szczegółów.

Bruce Banner - Wto 16 Cze, 2015 13:47

A miało być tak pięknie... Aż Banner chciał to zanucić. No, w sumie nie miało być pięknie. Nadejście szefa SHIELD nigdy nie zapowiada czegoś ślicznego. Nie spodziewał się jednak, że Fury sprowadzi jego niedoszłego teścia. Tak, dzięki Starkowi wiedział, że Ross pracuje dla agencji i chociaż teraz w jakiś pokraczny sposób się tolerowali (czyt. unikali jak ognia, przynajmniej Bruce to robił) to jednak była to osoba, która polowała na Hulka. Wytrwale, długo i brutalnie. Banner od razu wyczuł jak zielone monstrum się budzi i warczy rozeźlony. Jeszcze mógł go utrzymać w ryzach, jednak wyraźnie się spiął. Wiedział, że tym wzbudzi uwagę innych avengersów. Czekać tylko jak Thor zdzieli go Mjolnirem.
- Mógłbyś? - podał Starkowi swoją szklankę z sokiem. Bynajmniej nie chodziło mu dolewkę. W sumie, to chodziło. Ale raczej wolał by, aby znalazło się tam coś z prądem. I kiedy Tony nalał mu do szklanki whisky Brucey wypił wszystko za jednym haustem. Dopiero wtedy się odezwał: - Witaj Ross. - Nazwisko generała wypowiedział mocno je akcentując. Jeśli ktoś miał wcześniej wątpliwości czy Banner nie lubi Thaddeusa to chyba teraz był pewny, że miłością do niego nie pała.
Na pytanie Nick'a chciał odpowiedzieć: "A sprawdzałeś w sypialni?", ale się powstrzymał. Stanowczo za dużo przebywał z Iron Manem. Poza tym jeszcze zadałby pytanie: "W czyjej?" a na to już Bannerowi ciężko było odpowiedzieć.

Thaddeus Ross - Wto 16 Cze, 2015 14:36

Thaddeus wszedł do środka zaraz za Forgem. Obłok dymu z cygara został zablokowany przez drzwi, które się za nim zamknęły. Zanim cokolwiek zrobił bądź powiedział wyciągnął zapalone cygaro w kierunku Starka i zapytał:
- Mogę? - bynajmniej nie głosem nieznoszącym sprzeciwu. Prawdopodobnie będzie pracował z niektórymi o ile nie z wszystkimi obecnymi w tym pokoju dlatego nie chciał zaczynać ich współpracy od sprzeczki. Może i gdzieś tam w środku miał w dupie czy Stark się zgadza lub nie ale bycie generałem nauczyło również politycznych i psychologicznych zagrań. W zależności od tego czy otrzymał zgodę czy nie zastosował się do odpowiedzi gospodarza.
Prawdę powiedziawszy to mimo tego nawet lubił Starka. Wykonywał kawał porządnej roboty dla niego i Armii. Może miał mu za złe że nie chciał się podzielić z wojskiem tajemnicą zbroi Iron Man, ale to tylko generał sprzed transformacji miał mu to za złe, który jeszcze gdzieś w głębi niego żył. Chociaż już ledwo oddychał. Odkąd sam Ross został Rulkiem a przy tym posiadaczem serum za pomocą którego można było stworzyć nowe Hulki zdał sobie sprawę z odpowiedzialności która ciąży nad kimś kto dzierży taką moc sprawczą. Więc ten nowy Thaddeus po cichu szanował Tonego że nie uległ presji ze strony rządu.
Generał przebiegł wzrokiem po zgromadzonych. Wspomniany już Tony Stark, Thor ze swoją kobietą Jane Foster, młoda dziewczyna której twarz kojarzył z raportów ale narazie nie mógł sobie przypomnieć czego dotyczyły, Black Panther i... jego niedoszły zięć.
No tak mógł się spodziewać że Banner tutaj się znajdzie. Od historii z Zzaxem nie widział Bannera. Hulka widział kilka razy w telewizji, co budziło w nim jakieś sprzeczne emocje. Nie wiedział czy Betty napewno przełożyła Bannerowi słowa Rossa zanim umarł, jednak biorąc pod uwagę że Bruce nie zrobił się zielony na jego widok wskazywało na to że raczej tak.
Na przestrzeni tego czasu miał parę razy myśl by odwiedzić Bannera i powiedzieć mu to co powiedział Betty. Jednak jakoś nie uznał tego za konieczne. Szczególnie biorąc pod uwagę że o ile Banner mógł się wykazać wyrozumieniem tak Hulk już raczej nie. Dlatego kontaktu nie było.
Do teraz. Banner gdy go zidentyfikował poruszył się tak jakby miał zwymiotować. Nie wiedział czy to dlatego że rzygać mu się chciało na jego widok czy to Hulk chciał się z nim przywitać. Jednak czegokolwiek nie był to objaw, widać było że z tym walczy a wspomogła go w tym stara dobra whiskey.
- Banner. - powiedział krótko. Chciał się zapytać co u Betty (co oczywiście sam wiedział) jednak wolał go nie skupiać na swojej osobie. No i nie przyszli tu by powspominać stare czasy.
Czując liczne spojrzenia na sobie spojrzał tylko po każdym z osobna i przywitał ich lekkim skinięciem głowy. Czas gonił a za dużo ich bym mógł się z każdym po kolei, dlatego ograniczył witanie się do tak zdawkowej wersji.
Następnie przeszedł parę kroków by nie musiał podnosić głosu w razie gdyby miał coś do powiedzenia po czym zerknął na Fury-ego wyczekująco.

X-23 - Sro 17 Cze, 2015 19:35

Stark miał szczęście, że tak szybko śmignął za bar. Co prawda w pierwszym momencie nie do końca zaczaiła o co mu chodzi, ale w kolejnym posyłała mu wściekłe spojrzenie. Wzięła parę głębszych łyków wody i przysiadła gdzieś z tyłu, za wszystkimi. Za Thorem, poddenerwowaną jej obecnością Jane, Bannerem, który ewidentnie unikał jej wzroku, czy powściągliwym, acz bardzo uprzejmym T'Challą.

Zastanawiała się dlaczego nikt nie zapytał kim jest i co tutaj robi. Czyżby faktycznie pomyśleli, że ona i Stark... coś? Grymas niezadowolenia i poddenerwowania wystąpił na jej twarz. Starała się odgonić te myśli, jednak sława Tony'ego troszeczkę go wyprzedzała. Albo bardzo, skoro nikogo tu z obecnych nie dziwił się pobytem młodej dziewczyny. Z drugiej jednak strony mężczyzna raczej gustował w innych kobietach i tej myśli zaczęła się trzymać. Kurczowo.

Dziewczyna nie zdążyła się na dobre rozkręcić w swoich dywagacjach na temat kondycji Starka i pozostałych Avengersów. Kolejny wdzięczny dzwoneczek zaanonsował zjawienie się kolejnych gości. Mięśnie Laury ponownie uległy zaciśnięciu, gdy w 'skromnych' progach apartamentu Tony'ego pojawiła się postać, która z zapachu w jakimś sensie przypominał jej Bannera. Oczywiście chodziło o radioaktywną woń jego ciała. Mutantka nie potrafiła ukryć ogromnego zaskoczenia i zmieszania przyglądając się rosłej sylwetce Rossa. Nawet przez chwilę zapomniała jak bardzo obawiała się spotkania z Furym. Wychyliła szklankę wody do końca i odstawiła ją gdzieś na jakimś blacie. Zaczęła się zastanawiać czy Fury nie zaczął sobie produkować nowych Hulków do walki ze swoimi wrogami. Niechęć Rossa i Bannera była tak uderzająca, że nie trzeba było tutaj wyspecjalizowanego psychologa by to stwierdzić. Może Bruce właśnie o to się złościł? Dodatkowo właśnie sobie uświadomiła, że trafiła na zebranie członków Avengers. To mogło być ciekawe... Ciekawe kiedy ją wyproszą. A... może się do czegoś przyda?

Thor Odynson - Sro 17 Cze, 2015 23:36

Thor, gdyby oczywiście nie był synem Odyna, Wszechojca, mógłby poczuć się nieco zagubiony wśród tylu obcych osób. Na szczęście jednak był Thorem, synem Wszechojca i księciem Asgardu.

Był zaskoczony, a może nawet zniesmaczony brakiem wychowania wśród obecnych osób. Dziewczyna, z którą przyszedł Stark nie odpowiedziała na jego powitanie poza skinieniem głową, a na dodatek nie przedstawiła się nawet. Pamiętała jednak, by przedstawić się T'Challa, widać z jakiegoś powodu uznała nieznajomego za istotę wymagającą większej uwagi, niż Thor. To wskazywało, że T'Challa może być kimś wpływowym lub potężnym. Biorąc jednak pod uwagę, że mimo wszystko był człowiekiem, pozostała raczej opcja "wpływowy". No i już wyjaśniła się, przynajmniej w uznaniu mężczyzny, cała tajemnica młodej dziewczyny. Cóż, jej sprawa

Nie spodobało mu się również to, że Pantera postanowił go również zignorować. Widać taki już urok tych "ważnych", że oczekują kłaniania się pas. Uśmiechnął się lekko, gdyż zachowanie to bardzo przypominało mu Lokiego.

Fakt, że został również zignorowany przez jegomościa, który nawet nie uznał za stosowne się przedstawić niestety spowodowało, że górę wzięła jego buńczuczna, buntownicza i niestety porywcza natura. Starał się jednak nad sobą zapanować i przynajmniej nie krzyczeć. Chociaż jego głos mimo wszystko zabrzmiał donośnie i niecierpliwie.

- Cieszę się z tego, że wszyscy przyszli, uważają, że są najlepszymi kumplami i zapraszają na drinki. Ja przynajmniej przyszedłem tu z kurtuazyjną wizytą, pośmiać się i pogadać. Spodziewałem się spotkać Starka, być może w towarzystwie, ale nie planowałem zjazdu rodowego, więc może skoro już tu jesteście, to w końcu ktoś mi powie, po co tu jesteście, no i przy okazji może by się zebrani przedstawili. - Bardzo wymownie i groźnie spojrzał na zebranych.

Thorowi przypomniało się jego pierwsze spotkanie ze Starkiem i lądowanie w tej ich dziwnej maszynce. Wtedy też nie było mu do żartów.

Spojrzał na Fury'ego i rzucił w jego stronę.

- Z Tobą też chciałem się zobaczyć Nicku Fury. Pewnie już Twoi szpiedzy donieśli, ale na wszelki wypadek chciałem uprzedzić, że jest prawdopodobne, że spędzę nieco czasu w Midgardzie. - Zdanie wypowiedział na pozór spokojnie i bez wrogości. Nieco innym tonem, niż poprzednia wypowiedź. Fury mógł się zorientować, że Thor po prostu czymś się zdenerwował, a że chciał mieć sprawę załatwioną, to nie czekał aż mu przejdzie, tylko powiedział, co chciał.

W dalszym ciągu jednak przypominał swoją postawą wulkan chwilę przed wybuchem, a jego twarz przypominała burzowe chmury. Było po nim widać, że bardzo mocno się powstrzymuje przed utratą kontroli nad samym sobą. Może dlatego, że nie chciał niszczyć mieszkania Starka, albo może dlatego, że nie znajdował w pomieszczeniu nikogo, kto w tej chwili wytrzymałby spotkanie z celnie rzuconym Mjolnirem.

Jane Foster - Czw 18 Cze, 2015 16:31

Foster w końcu przestała zerkać nerwowo w kierunku uzbrojonej w dziwne miecze dziewczyny i skupiła się na rozmowie z Avengersami. Zanim jednak zdążyła zagłębić się w tajniki swoich najnowszych badań – te o które zapytał Bruce, do pomieszczenia wkroczyły kolejne trzy osoby. Jane przywitała się z każdym kiwnięciem głowy czy zdawkowym uśmiechem, ponieważ atmosfera nieco się zagęściła.

Kobieta spojrzała zaskoczona na Thora. Nie wiedziała co go tak rozzłościło. Myślała, że się ucieszył na widok Starka i innych mścicieli. Na dodatek zjawił się również Fury, z którym również chciał porozmawiać.

Zmarszczyła brwi i podeszła do niego, a gdy już skończył grzmieć niczym huragan zapytała się cicho:
- Wszystko okay? - Nie ukrywała troski ani w spojrzeniu, ani w głosie. Zmartwiła się tym, że Thor nagle wydawał się być czymś zdenerwowany. Może powiedziała coś nie tak?

Forge - Pią 19 Cze, 2015 17:27

Forge westchnął, chowając ręce do kieszeni spodni.
- Jeśli przybędą pozostali, nieobecność tej trójki nie zrobi różnicy. Poza tym, Czarna Wdowa i Kapitan Ameryka podłożyli już podwaliny pod to zadanie, dyrektorze Fury.- Spojrzał z ukosa na czarnoskórego. Wiedział, że niedługo zapewne przyjdzie mu wyjaśnić szczegóły skradzionego wynalazku dla tych, którzy jeszcze o niczym nie wiedzieli - czyli wszystkich, poza nim samym, Furym, Starkiem i Thorem.
Konstruktor nie był pewien, czy Tony zerkał do tego, co zostało poruszone podczas jego ostatniej wizyty na tym piętrze i nadal nie był pewien, czy syn Asgardu przyswoił sobie podstawy teorii na temat jego wynalazku. Czasami jednak zrozumienie jest zbędne - Forge miał nadzieję, że uda się odnaleźć zawartość jego skrytki i przywieźć ją do niego w stanie nienaruszonym, jeśli jednak nie będzie innego wyjścia, projekt i prototyp należało zniszczyć za wszelką cenę, by wrogowie jego gatunku nie urośli nadmiernie w siłę.
- Niech ci będzie.- Burknął Fury.- Zatem czekamy, aż przybędą. Chociaż osobiście nie wierzę w to, Forge. Słyszysz? Powinniśmy zająć się sprawą sami.-

Tony Stark - Pią 19 Cze, 2015 20:59

Widząc, kto nawiedził jego bardzo nieskromne progi, to nie tylko nalał Bannerowi solidną porcję whisky, ale postawił obok jego fotela całą butelkę Jacka Danielsa. Sam sobie nalał kolejną porcję. Przebywanie w towarzystwie Fury'ego było średnią przyjemnością. Nick nie darzył go sympatią, zresztą z ogromną wzajemnością, a Rossa nie lubił Bruce i to wystarczyło, by Tony nie przepadał zbytnio za Thaddeusem, podobnie jak za większością wojskowych, nie licząc Rhodeya.

- Jeśli chce pan wywołać alarm pożarowy - odpowiedział na pytanie Rossa o palenie. - Stark Tower jest wolne od nikotyny, generale.

Kątem oka obserwował jak Laura przemieszcza się na strategiczną pozycję. Właściwie to nie miałby nic przeciwko, gdyby przysiadła na jego fotelu. Była urocza i jej szorstka osobowość jedynie jej tego uroku dodawała. Poza tym była dla Starka wyzwaniem, orzeszkiem macadamia, do którego jakoś musiał się dobrać przez strasznie twardą skorupkę.

Thor pokazał jak zwykle swój temperament i Stark z westchnięciem usiadł w końcu prosto w fotelu.

- JARVIS?
- Tak, sir? - głos z brytyjskim akcentem dobiegł z ukrytych w ścianach głośników.
- Wyświetl zdjęcia i personalia naszych gości na ekranie.
- Oczywiście, sir.
Chwilę później ekran na ścianie za Thorem rozbłysnął i wyświetliły się na nim zdjęcia Laury, Rossa i - jak to Stark ochrzcił - Jezusa, a także ich imiona i nazwiska. No w przypadku Forge'a było to zdjęcie sprzed chwili i jedynie imię, które nie tylko Tony wyłapał, ale tym bardziej JARVIS.
- Resztę już znasz, wielkoludzie - Stark powiedział do Thora.

- Zająć się jaką sprawą, Nick? - Stark wyłapał odpowiednie słowa w wypowiedzi Jezusa i oczywiście nie mógł sobie darować, by nie zapytać. - Romanoff z tego co wiem wzięła sobie wolne, chyba jeszcze na to pozwalacie w SHIELD, prawda? Bartona nie widziałem, a Capsicle pewnie próbuje coś wyrwać na mieście, co ma mniej niż 90 lat. Jeszcze jakieś pytania?

Black Panther - Pią 19 Cze, 2015 23:00

Zupełnie nie zwrócił uwagi na zaczepki Thora, chciał zobaczyć czy bóg piorunów jest tak niecierpliwy i wrażliwy jak mówią o nim wszystkie raporty S.H.I.E.L.D. do których miał dostęp i jego właśni szpiedzy. Jak się okazało, niestety mieli rację. Asgardczyk nie potrafił nawet przez sekundę się opanować. W myślach Pantera modlił się do Bast, aby nigdy interesy Avengers nie ucierpiały przez gorącą głowę Thora.
Spokojnie popijając swój gin obserwował jak potężne osobowości w tym pokoju już zaczęły się spierać. Jako drużyna musieli jeszcze wiele popracować, ale nie oszukiwał się. Nigdy nie będzie między nimi zupełnej zgody, nie ma i nie będzie między nimi chemii. Są po prostu zbyt potężni. Jednocześnie oglądanie tego jak między nimi iskrzy było interesujące. Ale to co najbardziej rzucało się w oczy to to jak Fury jest pomiatany przez mężczyznę, który z nim przyszedł. Indianin miał szefa S.H.I.E.L.D. w garści, tak jakby ten drugi był mu winny przysługę, albo co gorsza zadośćuczynienie. I teraz chciał wykorzystać do tego Mścicieli i.. kogoś jeszcze. Zaczynało być coraz bardziej interesująco.
Postanowił, że prześle JARVISowi też swoją prezentację, aby Thor poczuł się usatysfakcjonowany. Pantera wyciągnął Kimoyo, kilknął w ekran kilka razy i na ekranie oprócz Rossa, Laury i Forge'a pojawił się także T'Challa. Specjalnie dla boga piorunów. Przy okazji sam Wakandczyk zapamiętał wizerunki i dossier wyświetlonych. Napił się kolejny łyk zaczynając wątpić, czy Fury i Indianin przejdą do konkretów.
- Kim są Ci "pozostali"? - dodał swoje krótkie pytanie podłączając się pod wypowiedź Starka. T'Challa był cierpliwy, ale nie znosił tracić czasu.

Thaddeus Ross - Pon 22 Cze, 2015 13:27

Ross uniósł lekko brew. Była to jedyna reakcja na wybuch Thora, nie licząc tego grymasu cały eksces spłynął po nim jak po kaczce. Splótł ramiona na piersi i dalej nie odzywał się ani słowem.
Nie podobało mu się to że Fury narażał jego tożsamość na ujrzenie światła dziennego. Postać generała i Red Hulka była całkowitą tajemnicą objęta klauzulą najwyższej tajności dlatego też pojawił się w swojej czerwonej formie na pokładzie Hellicariera. Nie dlatego by komukolwiek zaimponować, jedynie by zachować status incognito. Posłuchał polecenia Nicka tylko dlatego że sam niejednokrotnie dowodził i wiedział jak lekceważenie rozkazów odbija się na podwładnych, których wówczas było pełno na lądowisku. Także bez szemrania wsiadł do helikoptera nie wiedząc gdzie go zabierają ale wejście do pokoju w swojej ludzkiej formie napełniło czarę goryczy. Teraz brakowało tylko kropli by uraczył Jednookiego wesołym środkowym palcem i zawinął się stąd na pięcie. Fury nie był jego szefem, nie powinien mu wydawać rozkazów a on sam nie musi ich słuchać. Jedyny powód dla którego do tej pory był potulny to przez szacunek do piastowanej funkcji przez Furego, z żadnego innego. Bo jak narazie Fury nie okazywał mu respektu którym sam Ross go obdarowywał. Stary generał miał swoją godność i wąskie pokłady cierpliwości zdecydowanie się uszczupliły od rana.
Szczególnie go frustrowała różnica w sposobie jakim traktował drugiego członka ich delegacji. W sytuacji kiedy, mówiąc kolokwialnie - olewał Rossa, zachowywał się jakby od Forge-a zależała jego posada. Kto tu był naczelnikiem SHIELD? A pytał się Jezusa, zamiast samemu podejmować decyzje.
Gdy pod sufitem wyświetliło się jego imię i nazwisko sapnął ciężko pod nosem. Gdyby pojawiły się tam jeszcze jakieś inne informacje to chyba również wybuchnąłby tak jak Thor jednak w przeciwieństwie do Asgardczyka potrafił panować nad swoimi emocjami.
Jak narazie marnowali czas. Wyglądało na to że to zupełny przypadek że niektórzy z obecnych tu osób przebywały na tym spotkaniu. Ross chciał konkretów, dlatego gdy T'Challa się odezwał w jego głowie zapalił się leciutki płomyk sympatii do Afrykańczyka, który swoimi słowami zdawał się czytać mu w myślach.

Banner powiedział że mogę go pominąć.

X-23 - Wto 23 Cze, 2015 19:12

Tak i jak Laura odczuła dysonans, gdy Thor prawie nie czekając na jej zaprezentowanie, zajął się powitaniem ze Starkiem, nie dając tym samym szansy na wyjście z pewnej dozy szoku, która omiotła jej umysł, gdy zapoznawała się z kolejnym członkiem Avengers, tak najwyraźniej i brat Lokiego poczuł się czymś urażony. Cóż, Odynson był jednak przyzwyczajony do okazywania mu szacunku. Laura nie. Dlatego też tak łatwo przeszła do tzw. porządku dziennego i skupiła się na prawdziwych problemach.

Mutantka przenosiła swój wzrok z jednej przemawiającej osoby na drugą. Miała nadzieje, że Fury i Forge wyjaśnią cel podróży do Stark Tower. Zmarszczyła brwi słysząc dyrektora SHIELD, który ewidentnie nie był przekonany co do chęci zaangażowania Avengers do jakiejś misji.

Laura wyczuwała spojrzenia Starka, które raz po raz wędrowały w jej kierunku. Dziewczyna starała się na niego nie zerkać wychodząc z założenia, że robi to tylko dlatego by mieć ją na oku, tak jakby miała jakieś złe zamiary, dlatego skrzyżowała ręce na brzuchu, tak by miał jej dłonie na widoku. Na obu widniały wyraźne ślady zaschniętej krwi, która się uwolniła podczas 'bronienia' Starka.

Jej prowizoryczny spokój został zachwiany, gdy przed oczami każdego gościa ujawniło się nie tylko jej zdjęcie, ale również pewne informację. Laura skupiła swój wzrok na treści i zaczęła gorączkowo go czytać. Szczerze mówiąc sama była ciekawa co o niej wiedzą. Co prawda na kilka sekund przykuła jej uwagę 'karta' T'challi, czy Rulka, zaraz jednak wróciła do swojej, by dogłębnie ją przeanalizować. Z jednej strony popierała pomysł Starka, ponieważ w tym momencie wszyscy grali w otwarte karty, a z drugiej strony, bała się, że to co zobaczą inni, nie do końca się im spodoba.

Thor Odynson - Sro 24 Cze, 2015 21:53

Thor się uspokoił usłyszawszy słowa Jane. A przynajmniej wybuch został powstrzymany. Spojrzał na Jane i... uśmiechnął się.

- Przepraszam Cię, Jane Foster. Muszę ciągle pracować nad swoim temperamentem. Przylecieliśmy tu pogadać ze Starkiem, a okazuje się, że znowu coś się zaczyna, tylko... nikt nie wpadł na pomysł powiedzenia co się zaczyna. - ściszył nieco głos, mimo to dalej był słyszalny - No i uważam, że to do przychodzących należy obowiązek przedstawienia się.

Thor rzucił również okiem na ekran, nie był jednak specjalnie zainteresowany treścią, a jedynie przyporządkował i zapamiętał nazwiska i twarze. Skoro ludzie sami nie chcieli się przedstawić, to trzeba to zrobić w taki sposób.

- W takim razie, Panie - tu spojrzał wymownie w kierunku kobiet, znajdujących się w pomieszczeniu - i Panowie - - wzrok powędrował w stronę męskiej części zebranych - Cieszy mnie to spotkanie, a jednocześnie przemawia przeze mnie troska o Midgard. W związku z tym chciałbym się dowiedzieć, cóż takiego dzieje się tutaj, że ponownie wezwano Mścicieli, a przynajmniej ich część, gdyż przyznam, że moje pojawienie się tutaj nie ma nic wspólnego z żadną wizją, czy też obserwacją Heimdala?

Mężczyzna stanął nieco bliżej Jane i położył jej dłoń na plecach.

Jane Foster - Sob 27 Cze, 2015 11:22

- Na spokojnie. Zaraz się wszystkiego dowiemy. - Obdarowała go swoim spokojnym uśmiechem, patrząc się w oczy, przed chwilą wzburzonego, teraz już jednak wyciszonego Thora. Po części nawet się ucieszyła, że to ona wprowadziła Odynsona w nieco ugodowy nastrój.

- Masz racje, jednak zbyt szybko zrobiło się tłoczno i chyba atmosfera jest zbyt napięta. Na pewno nikt nie chciał Tobie niczym ująć. - Dodała cichym tonem tylko i wyłącznie do ucha Thora, a że w pomieszczeniu, aż wrzało od rozmów i każdy z osoba nie potrafił się skupić na jednej postaci, wszak było ich wiele, to nie było opcji by ktokolwiek, poza nimi, mógł to usłyszeć. (Oczywiście Foster nie miała pojęcia o nadludzko wyostrzonych zmysłach Black Panthera czy X-23.)

Zacisnęła delikatnie dłoń na jego przed ramieniu, a gdy ustawił się blisko niej, również się przysunęła i omiotła spojrzeniem resztę. Zaczęła się zastanawiać kim są ci pozostali, ale zanim zdążyła zadać pytanie, te padło już z ust T'Challi, a potem Thora.

Forge - Pon 29 Cze, 2015 20:23

Forge uśmiechnął się pod wąsem.
- Nie zmieniło się wiele, odkąd byłem tu ostatni raz.- Zauważył, a Nick spojrzał na niego krytycznie swoim jedynym okiem, jakby chciał powiedzieć "jeszcze się policzymy za to, o czym mi nie mówisz."
Konstruktor przeszedł przez pokój i usadowił się przy barze, wspierając się ręką o kontuarek. Dyrektor SHIELD nie pozwolił sobie jednak na takie rozprężenie.
- Rzeczy zrobiły się poważne, Stark. Bardzo groźne zabawki dostały się w ręce bardzo okrutnych dzieci i niestety, grozi nam nieuchronnie fala... lub raczej tsunami terroryzmu. Jeśli więc powstrzymasz się od żarcików, będziemy mogli spróbować porozumieć się na temat tego, co zrobimy z tą sytuacją. Zaufaj mi, rozwiązałbym sprawy sam, gdybym tylko mógł.- ...co w języku dyrektora Fury'ego oznaczało mniej więcej, że chłopcy i dziewczęta z zarządu znowu związali mu ręce politycznymi sznurkami.
- Ci inni, królu Wakandy...- odezwał się nagle Forge.- ...to osoby, których przybycia spodziewam się, jeśli to możliwe, jak najszybciej. Nie zrozumcie mnie źle, jestem pod wielkim wrażeniem wszyschstronności tej... drużyny...- słowo to, chociaż mogło wydawać się inaczej, wypowiedziane zostało bez negatywnego akcentu.- ...ale tym razem Inicjatywa Avengers może okazać się zbyt mała, zbyt ograniczona. Są jeszcze w regionie ludzie, przedstawiciele mojego gatunku, którzy mogą i powinni wziąć udział w tej akcji, zwiększając tym nasze szanse. Przecież to o ich istnienie głównie tutaj chodzi.-

Tony Stark - Pon 29 Cze, 2015 21:19

Bruce trzymał "teścia" na oku, gotów mu chyba łupnąć jak ten tylko zrobi fałszywy ruch, tak więc Stark pilnował, by przyjaciel nie zrobił nic zieloniaście głupiego.
Wybuch Thora spłynął po Tonym jak po tłustej kaczce. Asgardczyk był nerwowy niczym nastolatka w czasie burzy hormonalnej. Dobrze, że Foster umiała go ustawić do pionu. Tak czy inaczej właściciel budynku przestał prawie reagować na krzyki i podniesiony ton.
Kątem oka zaś obserwował uważnie Laurę. Na jego ustach pojawił się uśmieszek satysfakcji, gdy jej nienaruszona fasada została ukruszona trochę, kiedy zobaczyła swoje zdjęcie i imię i nazwisko na ekranie. Zrobił mentalną notatkę, by poszperać więcej na jej temat.
Kocurkowi zaś postanowił postawić piwo, że zaczął też w Furym drążyć kwestię innych i właściwie też powodów, dla których ten najazd miał miejsce.
Wysłuchał Nicka z uwagą, doskonale rozumiejąc, że dyrektor SHIELD nie rzuca słów na wiatr i wcale mu się ta sytuacja nie podoba, aczkolwiek zapewne z nieco innych powodów niż te u Starka.
- Zacznę być poważny, gdy ten mało udany klon Jezusa przestanie wreszcie pieprzyć jak potłuczony i udzieli konkretnych informacji. Ludzie... osoby... gatunek?! Konkrety i to natychmiast - dodał tonem nie znoszącym sprzeciwu. Lubił zagadki, ale w chwili, gdy Fury mówi mu, że broń, o której Stark nie miał pojęcia, została skradziona.

Black Panther - Pon 29 Cze, 2015 22:42

Jaki był wdzięczny, że są w tym pomieszczeniu osoby które wiedzą że należy milczeć jeżeli nic nowego nie wnosi się do dyskusji. Niestety, był tutaj też Thor powtarzający pytania Starka, kręcący się w kółko w swoich wypowiedziach, na dodatek wykrzykujący je. Pantera westchnął głośno i wziął duży łyk ginu. Czasem żałował, że alkohol na niego nie działał. Mógłby się przynajmniej rozweselić dając sobie w szyję, stres był czasem naprawdę przytłaczający, a zdenerwowanie rosło do gigantycznych rozmiarów i tylko jego siła woli powstrzymywała go przed rozszarpaniem na strzępy niektórych osób. W tym momencie w strzępach byłby książe Asgardu, Fury i człowiek, który mu towarzyszył. Kolejni, którzy kręcili się w kółko tym razem w próbie grania na zwłokę, a nie dlatego że lubili robić z siebie głupków. Uzyskana odpowiedź nie usatysfakcjonowała króla Wakandy. Była tak konkretna jak każde poprzednie zdanie wypowiedziane przez brodatego Indianina.
Jak się okazało, cierpliwość Tony'ego wyczerpała się szybciej niż Pantery. Kolejni Mściciele eksplodowali w złości jak miny, na które nieszczęśliwie nastąpił szef SHIELDu. Gdyby był tutaj Kapitan Ameryka, może on potrafił zapanować nad towarzystwem. Przydałoby im się teraz trochę wojskowej dyscypliny.
- Tony, uspokój się. - T'Challa beznamiętnie skarcił Starka, po czym wstał. - Przecież jemu chodzi o mutantów. Ziemia nie jest zamieszkana wyłącznie przez homo sapiens. Jest jeszcze homo superior. I najwidoczniej ich pomocy będziemy potrzebować. - czarnoskóry mężczyzna podszedł do wielkiego okna wychodzącego na Manhattan i odwrócił się do zebranych plecami. Nocna panorama miasta roztoczyła przed nim przepiękny widok.
- Ktoś ukradł wam broń i teraz chce jej użyć przeciwko mutantom. Cliché. - napił się ginu i skupił wzrok na reakcjach innych osób w odbiciu. Połączenie jednego z drugim nie było trudne, nie rozumiał dlaczego Fury i ten drugi tak się wstrzymywali przed wyjaśnieniem wszystkiego w jednym zdaniu. No tak, grali na zwłokę. Chcieli przytrzymać Mścicieli w napięciu do momentu pojawienia się mutantów. Zastanawiał się jak będzie wyglądała współpraca i kim właściwie oni będą. Specjalna jednostka SHIELDu złożona z samych nadludzi? A może tajna komórka rządowa? Odgonił te niepotrzebne rozważania. Zaraz wszystkiego się dowie.

Thaddeus Ross - Wto 30 Cze, 2015 10:27

Wybuch Thora przeminął tak szybko jak się pojawił. Cóż w końcu był bogiem piorunów, musiał mieć też burzliwy charakter. Im głośniej grzmiał tym krócej. Tak samo było i w tym wypadku.
Generał dalej stał ze skrzyżowanymi ramionami na piersi w milczeniu przysłuchując się zebranym i obserwując ich mowę ciała, gesty, mimikę, tiki. Jak to mawiał jego kolega po fachu, generał James N. Mattis - ,,Be polite, be professional, but always have a plan to kill everybody in the room." Tak więc Thad pozostawał w stanie gotowości. Wiedział że większość osób w pomieszczeniu to harcerzyki pierwszej wody, ale było też kilku osobników po których nie wiedział się czego spodziewać. Lub wiedział bardzo dobrze ale to dotyczyło tylko Bannera, który wciąż wiercił się w fotelu jakby usiadł na mrowisku.
Ross stał w bezruchu niczym posąg, nie wypowiadając takiego słowa. Matka go nauczyła że - jeżeli nie możesz powiedzieć nic miłego - nie mów wcale. Starał się stosować do tej maksymy, jednak rzadko kiedy mu to wychodziło. No i z ulgą zaobserwował że Wakandczyk i Stark mówili praktycznie za niego a nie widział powodu by dorzucić jeszcze swoje pięć groszy które nie wniosłyby nic do rozmowy. Dlatego spojrzał też wyczekująco na Nicka.

Bruce Banner - Wto 30 Cze, 2015 21:18

Banner kłóciłby się. W pokoju były co najmniej dwie osoby, dla których spotkanie z Mjolnirem byłoby jedynie kuksańcem. Wątpił jednak, że dla budynku skończyłoby się to dobrze. A poza tym o Rulku chyba wie tylko Bruce. I może Fury. Więc niech zostaniem, że tylko jedna osoba przeżyłaby spotkanie z młotem piorunogłowego.
Na niego alkohol działał. Przez mutacje i Hulka nie w tak mocny sposób jakby się tego oczekiwało, jednak dalej, przy odpowiedniej ilości był w stanie się upić. Nie chciał jednak przesadzić. Alkohol powodował osłabienie jego woli, co mogłoby pomóc zielonemu przejąć kontrolę. Niewielka ilość jednak pozwalała mu się nieco uspokoić i wygrać tę walkę. Zabawne, prawda? Jak to było? Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. To dawka czyni, że dana substancja nie jest trucizną.
Brucey starał się nie odzywać. Trochę dlatego, że nie miał nic konkretnego do powiedzenia, a trochę dlatego, że wolał energię przeznaczyć na trzymanie Hulka w mentalnym więzieniu. Skubaniec wyczuwał Rulka i bardzo chciał dać mu w mordę, a przez to i sam Banner miał ochotę przystrzelić Ross'owi. Potrząsnął głową, kiedy przed oczami zobaczył wizję zielonego wyrzucającego Thadeussa przez okno.
- To jest zły pomysł - powiedział ni to do siebie ni do reszty. Wątpił, że przy tej całej wrzawie ktoś go usłyszy i zwróci na niego uwagę. - Naprawdę chcecie w jednym miejscu umieścić wszystkich mścicieli i dołożyć paczkę mutantów? - założył, że T'Challa się nie myli. W sumie jego wersja była najbardziej prawdopodobna. - Teraz nie ma wszystkich z nas a niewiele brakuje byśmy zaczęli skakać sobie do gardeł. Czasami liczy się jakość a nie ilość.
Banner nigdy nie spotkał się z mutantami. Ale słysząc pogłoski wiedział, że też są to charakterni ludzie, w większości posiadający potężne moce. Tak. Równie dobrze Fury i ten dziwny jegomość mogą podłożyć bombę atomową pod Stark Tower.

X-23 - Wto 30 Cze, 2015 21:39

Laura odetchnęła, gdy się okazało, że wyświetlone informację dotyczą tylko imienia i nazwiska zebranych no i jej... Zerknęła na Starka ze skrzętnie skrywaną ulgą, a gdy już uplasowała go w szeregach facetów, którzy wiecznie żartują i zupełnie nic nie robią sobie z powagi sytuacji, spotkało ją ogromne zaskoczenie.

Uniosła brwi, gdy z taką stanowczością odbił piłeczkę Fury'emu. Zerknęła niepewnie na dyrektora SHIELD, a potem powędrowała wzrokiem do T'Challi. Po jego słowach i słowach, które padły wcześniej z ust Forga mogła się domyślać kto zaraz wyjdzie z windy. Ale to tylko domysły. Nie można zapominać, że mutantów na świecie jest wiele i zapewne nie byli jedynym zgrupowaniem, którzy chętnie udostępniali swoje moce. Coś jej jednak podpowiadało, że kolejny w akompaniamencie kolejnego dzwoneczka w windzie do pomieszczenia dziarsko wkroczą Xmeni. Czy się ucieszy? Ciężko powiedzieć. Nie stęskniła się za nimi aż nadto, w końcu widzieli się jakieś 2h temu. Część towarzystwa na pewno jej mignęła, gdy bez tłumaczenia zeszła do garażu i z charakterystycznym motorowym dźwiękiem pomknęła przed siebie, tak jak to miał w zwyczaju Logan.

Z rozmyślań nad swoimi emocjami względem koleżanek, kolegów oraz kadry nauczycielskiej X-mansion wyrwała ją szokująca informacja dotycząca broni, przeciwko mutantom. Laura momentalnie się ożywiła. Ba! Poddenerwowanie Thora najwyraźniej się jej udzieliło, choć mężczyzna w tym momencie wydawał się być o wiele spokojniejszy, mutantka spięła się w sobie skupiając wzrok to na T'Challi to na Fury'm, Rossie i Forge'u oczekując od nich jakiegoś potwierdzenia. Swoją drogą to co powiedział oraz Black Panther wyraźnie dawało do zrozumienia, że i 'Jezus' przynależy do tego wyjątkowego gatunku homo superior. Niestety dziewczyna nigdy nie miała okazji go poznać.

Zanim jednak zdążyła otrzymać jakiekolwiek wyjaśnienia od trzech poważnych panów, przez wrzawę przebił się niepewny głos Bannera. A przynajmniej dobiegł do jej, o wyostrzonym słuchu uszy. Po części miał rację, w końcu dyskusja jaka się tutaj wywiązała oraz chęć większości, pokazania wszystkim, gdzie jest ich cholerne miejsce nie najlepiej wróżyło współpracy członkom Avengers. A co dopiero będzie jak zjawią się tu Xmeni? Z drugiej jednak strony, choć sama miała z tym niesamowity problem, zresztą tak samo jak jej przybrany ojciec, Laura wierzyła w prace zespołową.
A przynajmniej zaczęła w nią wierzyć, po wielu, wielu... wielu treningach podczas których zupełnie sama zajmowała się niszczeniem wroga w Danger Roomie. W końcu żyła w przeświadczeniu, że jeżeli chodzi o czyjeś życie to ciężko skupić się na strategii czy dyplomacji. Po prostu trzeba uderzyć. Najmocniej i najbardziej boleśnie jak tylko się da. Nie zabijać. Na samą myśl o tym wszystkim przygryzła na kilka sekund dolną wargę i zerknęła tęsknie na pustą szklankę. Jakoś zaschło jej w gardle.

Thor Odynson - Sro 01 Lip, 2015 17:04

Thor może był ignorantem w kwestiach technologii i naukowego gadania. Może również sprawiał wrażenie dziadka, skamiliny czy troglodyty, jeśli chodzi o różnice w wyrażaniu się. Natomiast prawda była taka, że posiadał ponadprzeciętny umysł, a jedynie "ukończył" inne szkoły, niż Midgardczycy.

- Forge, czy dalej mówimy o tym gadżecie, obroży na mutantów, o której kiedyś już wspomniałeś? - Spytał zupełnie już spokojny. - O Twojej zabawce, którą oddałeś obecnemu tu Dyrektorowi Fury, a on gdzieś ją zapodział? - Thor chciał przypomnieć Starkowi rozmowę, którą odbyli jakiś czas temu, gdy pierwszy raz zobaczył Indianina.

- Czyżby w końcu udało się ją odnaleźć? - Spytał, a po chwili dodał. - - Cóż, gdyby ta zabawka faktycznie była zagrożeniem dla, jak ich nazywasz, homo superior, w interesie homo superior byłoby odnalezienie jej. Nie dziwię się, że wysyłają tu swoich przedstawicieli. Potraktujmy ich jak gości, dobrze? - Mimo, że Thor w dalszym ciągu mówił spokojnie, coś na kształt groźby zawisło w pomieszczeniu, gdy powiedział ostatnie zdanie. Widać posłuchał, poskładał sobie kawałki układanki i doszedł do wniosku, że sprawa jest ważna.

- Czy ktoś z Was wie, jak bardzo przydatni mogą być ci.... "mutanci"? Jakie mają zdolności, co potrafią? W końcu mamy wspólnie walczyć o coś, co może zaszkodzić głównie im samym. Czy wszyscy noszą w rękach noże? - Tu spojrzał wymownie na X-23 i... co zaskakujące, uśmiechnął się do niej, jakby zupełnie nie brał pod uwagę tego, że mógł ją urazić swoją uwagą, czy też że mogłaby mu na przykład próbować zrobić krzywdę.

Jane Foster - Sro 01 Lip, 2015 20:45

Jane natomiast z minuty na minutę czuła się coraz mniej pewnie. Na początku, skora do walki nawet z samym Hulkiem czuła, że jej obecność w Stark Tower jest troszeczkę nie na miejscu. Oczywiście nie było to wnioski powstałe w wyniku jakiś żali, czy złego samopoczucia. Po prostu w tym momencie zadała sobie sprawę, że właśnie tutaj ważą się losy ludzi, czy tam mutantów i chyba nie do końca jest potrzebna, ponieważ nie znała się ani na ludziach, ani na mutantach. Co prawda sam mechanizm obroży bardzo ją zainteresował, ponieważ z natury była ciekawską osobą, jednak czuła się bezsilna, wokół tych bezsprzecznie niesamowitych osobistości.

Nerwowa atmosfera zaczęła mieć wpływ na skołowany umysł Jane, dlatego też nieznacznie przylgnęła bokiem do Thora, ciesząc się, że ma go obok siebie. Spodobało się jej również to, że ukochany postanowił potraktować jak gości, tych którzy zapewne lada chwila się zjawią... o czym świadczyła migająca strzałka nad windą.

Storm - Pon 06 Lip, 2015 18:44

// Lądowisko

Ororo wraz z grupką mutantów siedzieli... no dobra, stali grzecznie i spokojnie... w pokaźnej wielkością i pojemnością windzie, która po niedługim czasie zatrzymała się na piętrze samego Tony'ego Starka! Nim wyszli z pojazdu na długi wbrew pozorom korytarz, ciemnoskóra kobieta przełknęła ślinę, szybko uspokajając się, by do jej osoby wrócił chłodny profesjonalizm.
Żadnych więcej słów, poza tymi absolutnie koniecznymi. Żadnego wzdychania do T'Challi, choćby nie wiem jak przystojny w takim oświetleniu był i jak ją zauroczył podczas spotkania w Instytucie. Żadnego chichotu, o ile coś naprawdę jej nie rozśmieszy. Żadnego alkoholu, bo jego i tak nie mogła zbytnio, chyba że by ja coś na tyle zestresowało iż nie mogła się inaczej uspokoić. Żadnych kłótni, bo to miała być praca w grupie, zgodna i zorganizowana, a nie pełna waśni wewnętrznych.
Tak, Storm tyle rzeczy sobie postanowiła, ale nie wiedziała, czy choćby, co do tego iż będzie spokojna, uda jej się to przez całe spotkanie z nie do końca znanymi jej ludźmi, uda jej się to w pełni. Tak czy inaczej stąd odwrotu nie ma już, a mosty dawno już zostały spalone. Nie było ni czasu nie powodu na to, by zawrócić i poprosić o ponowne dostarczenie jej na lądowisko. Musiała dowiedzieć się szczegółów.
Krocząc wraz z mężczyznami w stronę drzwi milczała, próbując się psychicznie przygotować na to, co ewentualnie mogła tam usłyszeć. Intuicja niestety również nie dawała znaku obecności, nieznośnie i wprost namacalnie boleśnie.
Kiedy tylko weszli do środka, z czego białowłosa jako pierwsza, a przy tym postąpiła jedynie dwa kroki wgłąb ogromnego pomieszczenia, utrzymanego w szarościach i chłodnych odcieniach podobnych do szarego, rozejrzała się po nim, a widząc choć kilku Avengersów, niemal władczym tonem podeszła do nich.
- Ororo Munroe z Instytutu Xaviera. A to część... - mruknęła, kiedy upewniła się że ci którzy przybyli samochodem jeszcze nie przebywają w tym salonie - ...naszej... reprezentacji - przedstawiła siebie, a potem mężczyzn, którzy przyszli wraz z nią. Przekazała również, zapobiegawczo, o pozostałej czwórce. - Otrzymałam wiadomość, więc zgodnie z prośbą... jesteśmy - powiedziała krótko, bez zbędnych ceregieli, zerkając po obecnych. Wzrokiem minęła Panterę więc nawet uśmiechnęła się ledwie zauważalnie, nim przeszła spojrzeniem dalej. - Wiadomość jednak nie była... zbyt jasna, stąd z wielką chęcią dowiem się czegoś więcej... - dodała, zakładając ręce na ramiona.

Iceman - Pon 06 Lip, 2015 22:32

//z windy

Ice nie spodziewał się, że Storm i reszta już będą na miejscu, dlatego też po otwarciu się drzwi, chłopak był przez moment lekko oszołomiony. Albo Mystique się sklonowała, albo reszcie się znudziło "wiszenie" nad budynkiem Starka i postanowili wejść do środka.

Bobby już w windzie rozważał przybranie lodowej formy, ale koniec końców odrzucił ten pomysł. Po pierwsze nie warto okazywać wrogości od samego wejścia. O drugim przekonał się dopiero, gdy otworzyły się drzwi i zobaczył za nimi X-23 i T'Challe.

Chłopak nie odezwał się słowem, skinął jedynie głową w stronę Storm i pozostałych X-Men'ów, a gdy uznał, że zagrożenia jednak nie ma, wszedł do pomieszczenia i... poczuł się nieco dziwnie.

Miał przed sobą tych, których uważa się za bohaterów Nowego Jorku. Miał przed sobą również coś na kształt boga. W prawdzie boga Norskiego, ale jednak. Młody chłopak jakby był nieco nie na miejscu. Z drugiej strony miał świadomość, że moce jego i pozostałych X-Menów dorównują pozostałym tu obecnym. No, może poza Thorem. I Hulkiem. Tego ostatniego może dałoby się zamrozić, ale... po co z resztą się zastanawiać. No i było też parę osób, których nie znał. Jakiś ciemnoskóry z kwaśną miną i klapką na oku, jakiś wojskowy, kobieta, która chyba mu gdzieś mignęła...

Bobby odsunał się od wejścia i pozwolił pozostałym zebrać się w środku. Czekał również na reakcję pozostałych zebranych na ich pojawienie się.

Mercury - Wto 07 Lip, 2015 17:42

Ryan wyszedł zaraz za lodowym chłopcem, lewą dłoń nadal kryjąc przed światem w kieszeni kurtki. Kiedy jednak zobaczył Storm i resztę grupy zatrzymał się, otworzył szerzej oczy i spuścił głowę zrezygnowany.
- A liczyłem, że jednak pojawią się dopiero po wybuchu... Ech...- To mówiąc wyjął lewą rękę z kieszeni i chwycił w nią kapelusz, a palcami prawej przegładził włosy.
Stojący najbliżej niego mogli dostrzec, że koniuszki palców Włocha przechodzą z Formy Rtęci w ciało ludzkie.
- Witamy, Avengers.- Zaczął z rezerwą.- Chciałbym w pierwszej kolejności wyrazić podziw dla waszych... metod.- Zdanie to nawiązywało do tego, że komputery ST już znały personalia pradawnego mutanta.- Tymczasem tak... Ma'am Munroe, nasza dyrektor...- Ryan zrobił chwilę pauzy, jakby ważył słowa.- ...już zapewne państwu się przedstawiła. My stanowimy drugą część grupy. Ryan d'Argento-Cambio, chociaż nie wiem czy do usług, póki nie poznamy założeń tego kryzysu, przed którym nas ostrzegano, oui?-

Wolverine - Wto 07 Lip, 2015 23:21

//z windy
Jeszcze w trakcie jazdy Logan wyczuł znajomy zapach. Znał dwie osoby o takiej sygnaturze woni; jedną z tych osób był on sam. Gdy drzwi od windy otworzyły się, I bobby wraz z Mercurym weszli do środka, Wolverine poczekał, az uwaga zgromadzonych skupi się na przemawiającym Ryanie, po czym wszedł do pomieszczenia, stając z tyłu i opierając się o ścianę. Skinął głową Laurze, po czym obojętnie zaczął badać pozostałe osoby znajdujące się na piętrze. Gdy Mercury skończył się przedstawiać, Wolverine oderwał się na moment od swojej wygodnej pozycji.
- Ja jestem Logan, te młody człowiek ma na imię Robert - wskazał na wyraźnie skrępowanego sytuacją Iceman'a
-A teraz, skoro już się zjawiliśmy, to z chęcią się dowiemy, o co tutaj chodzi, i czym jest to zagrożenie dla wszystkich mutantów?

Aurelio Villa - Sro 08 Lip, 2015 19:50

Aurelio czuł się, jakby wylądował w innym świecie. Z szarego, nudnego, a nawet bolesnego, trafił gdzieś, gdzie niemożliwe staje się możliwe. Sam nie mógł uwierzyć, jak szybko od opuszczenia rodzinnego domu zaczęły spełniać się jego najskrytsze marzenia. No ale od początku...
Przez dłuższy czas cała jego uwaga skupiała się na tym, aby za wszelką cenę dostać się na misję. Nie myślał o niczym innym, oprócz stania się jednym z X-men, chociaż na chwilę i chociaż pozornie. Potem ogarnęło go szczęście, kiedy kadra Instytutu zgodziła się go zabrać, w dodatku Storm i Nightcrawler wyrazili chęć opieki nad nim. Zadowolony i podniecony, załadował się do X-Jeta, rozglądając dookoła z zachwytem. Przez całą podróż siedział cicho i rozmyślał, nie chcąc nikomu przeszkadzać. Dopiero po drodze dotarło do niego dokąd lecą, kogo mogą tam spotkać i co ich czeka. Właśnie w tamtym momencie zaczął się naprawdę denerwować. Uspokój się, jeszcze nic nie wiadomo...
Zrobiło mu się gorąco, kiedy ujrzał przez okno szyld Stark Tower. Zaczął się pocić, wychodząc z odrzutowca. Przejmujące zimno dopadło go już w widzie... Natomiast wchodząc za mentorami do apartamentu Tony'ego Starka, jedynie o czym myślał, to żeby nie zwymiotować. Możecie się śmiać, ale nikt z zebranych nie potrafiłby wyobrazić sobie, co znaczyła dla Aurelio właśnie ta chwila (wejścia do Starka, nie powstrzymywania się od pawia, oczywiście). Chłopak niemalże schował się za Ororo i Kurtem. Przeleciał szybko spojrzeniem po zebranych i speszony, spuścił wzrok. Iron Man, Thor, Hulk, Black Panther... Superbohaterowie, prawdziwi superbohaterowie! Herosi, których z zachwytem oglądał w telewizji, wyczekiwał wiadomości i wycinał artykuły z gazet, chowając je potem do swoich komiksów. A teraz... teraz oni przebywali w tym samym pomieszczeniu co on. Poczuł się jeszcze mniejszy i jeszcze mniej ważny. Może nie powinienem tak się upierać przy wyjeździe na tę misję... ale wtedy nie spotkałbym ich!
Stał tak, kompletnie oszołomiony i nabuzowany wypełniającym go szczęściem. Po części słuchał, co mówią inni, a po części próbował się uspokoić. Lecz kto potrafi się uspokoić w najlepszym dniu swojego życia?

Forge - Czw 09 Lip, 2015 15:37

Nick Fury zrobił najbardziej skwaszoną minę, jaką było w stnie przybrać jego oblicze. Właśnie dotarło do niego, jak głupi był, kiedy postanowił zaufać Forge'owi w kwestii "jego gatunku". Zamiast zwartej i karnej grupy super-komandosów, otrzymał równie rozwydrzoną paczkę jak Avengers. Mało tego! Teraz obie inicjatywy będą musiały współpracować, albo świat, dotąd stabilny ze swoimi małymi wojenkami, rozedrga się niebezpiecznie i zapadnie w czeluść.
- Mam nadzieję, że to już wszyscy.- Ni to westchnął, ni to warknął w stronę swojego konstruktora.
Forge tymczasem uśmiechnął się delikatnie i wyłamał palce dłoni, chociaż zwyczajowo tylko jedne stawy chrupnęły.
- Tak. Możemy zaczynać.- Ocenił.- Avengers i X-Men. Zebraliśmy was tutaj z dyrektorem Furym w bardzo konkretnym celu. Wczesną wiosną tego roku skonstruowałem pewien przyżąd, który powinien zainteresować was wszystkich, a który, dopuszczony zbyt wcześnie i zbyt gwałtownie do obrotu, wywołał by niegasnącą rewolucję, podobnie jak owo głośne Remedium, które jednak okazało się wysoce nieefektywne. W przeciwieństwie do niego, moje urządzenie działało sprawnie i bez zarzutów. To tłumik mocy umieszczony w metalowej obroży. Po założeniu jej celowi i uaktywnieniu działała podobnie jak wspomniany inhibitor, miała jednak działanie zewnętrzne i nie ograniczały jej biologiczne właściwości celu. Wszystkie supermoce, jakimi dysponowała jednostka, naturalne i wrodzone, oraz te sztucznie nabyte, zostawały całkowicie stłumione do czasu wyłączenia, lub zdjęcia obroży.-
Konstruktor prawą dłonią sięgnął po szklankę z wodą i wychylił ją duszkiem, by zwilżyć gardło.
- Niemniej, w niejasnych dotąd okolicznościach cała skrytka zawierająca prototyp, oraz konspekty techniczne projektu została skradziona z terenów konstrukcyjnych Agencji i była uznawana za dobro zaginione aż do ostatniego wieczoru, kiedy jej lokalizację odnaleźli Kapitan Ameryka i Czarna Wdowa wspierani... przez inne siły. Nie mniej, mamy dokładną lokalizację wszystkich skradzionych elementów, jednak teren, na którym się znajdują, leży poza zasięgiem Agencji. Dlatego właśnie Inicjatywa Avengers i X-Men muszą połączyć siły, aby przechwycić zgubę.-
Konstruktor mówił bardzo poważnym głosem. Znać po nim było, że wypowiedzenie takiej ilości słów na raz nie przychodzi mu łatwo, jednak udało się - niczym wódz swego plemienia wypowiedział słowa mowy wojennej do wojowników, by zagrzać ich do walki i nakłonić do tym większej odwagi im większą ilość przeciwników spotkają.

__________

Kolejność:
Stark
Storm
Pantera
Wolverine
Hulk
Guardian
Rulk
Bioshock
Thor
Iceman
Jane Foster
X-23
Gust
Nightcrawler
...ci o których zapomniałem...
Mercury
Forge

Tony Stark - Czw 09 Lip, 2015 16:39

Stark uśmiechnął się półgębkiem do Thora, dziękując mu tym samym za odświeżenie pamięci i wydobycie z jej zakamarków potrzebnych teraz informacji. Z rozbawieniem też obserwował Fury'ego, który wyglądał jakby był tu za karę, będąc w dodatku wrobionym w rolę niańki, podczas gdy Forge grał pierwsze skrzypce.
- Nikt cię nie nauczył, hipsterze, że nie trzyma się planów i prototypu w jednym miejscu? A teraz mamy sprzątać twój bajzel, gdy ty będziesz grzał swoje cztery litery w przytulnym biurze.
Tony'emu może aż tak bardzo nie zależało na losie mutantów, jak na losie Bannera, bo nie wątpił, że obroża mogłaby zostać użyta do stłamszenia Hulka. Stark nadal miał dług życia wobec zielonego wielkoluda, teraz właściwie podwójny, po ostatniej jeździe nad Hudson River. Dopił whiskey i nalał sobie szklankę soku, obserwując swój zatłoczony salon, podczas gdy trybiki w jego mózgu obracały się szybciej niż Thor mógł latać ze swoim młotkiem.
- Zaczynam się czuć jak mięso armatnie - powiedział, podciągając się, by usiąść na blacie baru i móc mieć każdego w zasięgu wzroku.
Mutanci wyglądali jakby już mieli wyjść dać łupnia wrogom, podczas gdy Avengers wyglądali przy nich niczym przypadkowi przechodnie w swoich zwykłych ciuchach, a najbardziej Bruce z koszulką z Iron Manem jako żelazkiem.
- A skoro już skończyłeś mówkę motywacyjną, to może przejdziemy do konkretów? Gdzie twój bezcenny sprzęt jest, kto go zabrał, co i kto go strzeże, plany budynku też by się przydały. I obyś miał naprawdę dobry plan, bo mam randkę jutro z pewną uroczą damą - rzucił znaczące spojrzenie w stronę Laury - i nie mam ochoty jej odwoływać.

Storm - Czw 09 Lip, 2015 21:21

Białowłosa obserwowała, jak dopiero co wymieniona czwórka pozostałych mutantów wchodzi niedługo po niej do salonu. Skinęła wszystkim głową, witając się bez słowa czy jakiegokolwiek dźwięku innego niż miarowe i powolne szumy oddechu. Widziała ich miny, jako że byli zaskoczeni iż to ona ze swoją ekipą była pierwsza na miejscu, tudzież po prostu w salonie, w końcu samolot jest dużo szybszy, na co jej myśli się cicho zaśmiały i prychnęły z pogardą swoistą, jednak nie uzewnętrzniła tego gestu w żaden sposób. Po prostu w obecnej chwili tego jej nie wypadało. Nie pora i nie miejsce na okazywanie swojej wredniejszej strony. Tym bardziej że Pantera patrzy, a przed nim nie chciała się zbłaźnić oj nie... Skoro Iceman nic nie powiedział, i ona ograniczyła się do skinienia głową, ale na słowa Merca zerknęła na niego pytająco:
- Jakim wybuchu..? - zmarszczyła pytająco czoło, jednak potrząsaniem głowy dała znak, iż nie chce ciągnąć tego tematu i tak właściwie, to jej nie interesuje sens tego sformułowania.
Wysłuchała jego słów. Na to że się przedstawiła przytaknęła jedynie beznamiętnie, bowiem w istocie przedstawiła wszystkich, a nawet pozwoliła sobie wspomnieć o czwórce, do której "zaliczał się" Mercury. Nie zdążyła jednak nic więcej powiedzieć, i tak w sumie nie miała nic do powiedzenia czy dodania. W milczeniu przysłuchiwała się, jak Logan przedstawia siebie, jak i Icemana. Uśmiechnęła się i krótko skinęła głową do Aurelio, by podbudować do na duchu, a następnie jej uwaga przeniosła się na Forge'a.
Znowu chciała się odgryźć, tym razem Forge'owi za to, że nie upilnował tak ważnego wynalazku. Wynalazku, który w minutę mógłby zmienić cały świat, a przynajmniej świat mutantów. Jednak i tu nie mogła, bowiem to nie miejsce i czas. Wypadało jednak z powagą, a przynajmniej ze spokojem, żeby nie wyszło to nazbyt teatralnie, wysłuchać tego, co mają do powiedzenia i w ramach możliwości/chęci/musu się do tego ustosunkować w należyty i odpowiedni sposób. Tym bardziej, że najwyraźniej zależy od tego życie niejednej osoby. Co prawda nie były to zabójcze w dosłownym znaczeniu sentinele, ale w rękach psychopaty takie obroże będą doskonałą bronią. Zwłaszcza jeśli się dołączy do nich coś, co względnie i pokrętnie kontroluje umysł, albo po prostu coś w rodzaju elektrowstrząsów, by wywrzeć presję torturami. Tak, nawet taka osoba jak Storm, która mało się zna na elektrotechnice (za to na prądzie się ta kobieta zna, oj zna...) domyślała się, że takie usprawnienia są jakoś tam możliwe i skrajnie niebezpieczne.
Kiedy tylko uznała, że Indianin skończył, a ona sama może zabrać głos, ta westchnęła cicho i zerknęła na niego ze spokojem, wzięła głęboki i uspokajający wdech, nim podjęła:
- Przede wszystkim... - zaczęła, po czym oblizała usta, zamyślając się na tym, jak ująć łagodnie to, co cisnęło jej się na usta. - Ciekawi mnie, dlaczego coś tak ważnego... coś, co może tak samo jak pomóc nam, jak też wywołać wojnę... nie jest ściśle chronione? - zapytała się pozornie spokojnym głosem, zerkając pytająco na długowłosego blondyna. - Rozumiem, geniusze potrzebują miejsca, narzędzi i spokoju oraz nierzadko samotności, ale jednak jeśli wiesz, że to działa... bo najwidoczniej jesteś tego akurat pewny... to czemu nie zostało to odpowiednio zabezpieczone?
Tyle miała pytań, a przynajmniej tyle póki co zadała, bowiem właśnie wtrącił się Stark. Na jego słowa o mięsie armatnim ponuro zerknęła na niego, i westchnęła, co miało znaczenie takowe, że zgadza się z tym. Następnie brunet zapytał się o to, co chodziło białowłosej po głowie. Zerknęła na niego z ledwie widocznym uznaniem w spojrzeniu, po czym przeniosła wzrok na Fury'ego i na Forge'a, oczekując ich odpowiedzi i uniesioną brwią dając do zrozumienia, że dołącza się do pytań Żelaznego Człowieka.
- Jeśli mamy działać, jeśli mamy coś z tym zrobić, mój drogi - zwróciła się do blondyna - nie zrobimy nic, jeśli nie dowiemy się czegoś więcej od działania tego urządzenia. Potrzeba nam konkretnych informacji. Gdzie ostatnio to widziano, gdzie mogło to zostać zabrane i tym podobne. Bez tego nie wyjdziemy z tego salonu, chyba że chcecie się błąkać jak dzieci... - tu przechyliła głowę, a jej oczy stały się białe, co pociągnęło za sobą mleczną i dość gęstą mgłę, że było ją doskonale widać, ale nie na tyle, by widzieć tylko czubek swojego nosa - ...we mgle.

Black Panther - Pią 10 Lip, 2015 15:04

Kiedy tylko drzwi windy się otworzyły, Pantera odwrócił się przyglądając się nowo przybyłym. Mutanci, o których wspominał indianin nie byli nikim nieznanym. Ororo Munroe i inni, których poznał w Instytucie Xaviera. Powinien był się domyślić, że to właśnie o nich chodziło. Przyglądał im się popijając resztki swojego ginu i lekko skłonił głowę wszystkim na powitanie. Od razu wyczuł zapach, który skojarzył z Laurą Kinney, nową przyjaciółką Starka. Ten mężczyzna stojący pod ścianą pachniał identycznie. Musieli być spokrewnieni i to bardzo blisko. T'Challa postanowił zanotować sobie ten fakt w pamięci.
To co zostało później wypowiedziane przez brodatego technika SHIELD sprawiło, że Pantera się zagotował w środku. Wciąż utrzymywał kamienną twarz, ale każdy empata w tym pomieszczeniu mógł poczuć gniew narastający wewnątrz mężczyzny. Rozumiał potrzebę stworzenia takiej maszyny, sam miał pewien sposób na dezaktywację słabszych mutantów, ale faktu iż była niedostatecznie pilnowana i w tak idiotyczny sposób stracona... To było nie do pomyślenia. I teraz SHIELD oczywiście potrzebowało pomocy Avengers i grupy zwanej X-menami. Nie widział jednak potrzeby dodawania jakichkolwiek pytań od siebie. Tony, oraz Storm wyczerpali temat. Teraz najważniejsze było odzyskanie tego morderczego sprzętu.
Swoją drogą nie mógł nie spojrzeć z podziwem na Ororo. Wcześniej w Instytucie sprawiała wrażenie kruchej i nadwątlonej. W obliczu kryzysu jednak skupiła wszystkie swoje siły na wypełnieniu zadania. Nie widać było w niej żadnej słabości. Mógł tylko w myślach pogratulować profesorowi Xavierowi wyboru następcy.
Czekając na wypowiedzi innych i dalsze wyjaśnienia Fury'ego, oraz jego inżyniera Pantera podszedł do barku na którym siedział Stark.
- Pozwolisz. - I bez czekania na odpowiedź wyciągnął butelkę ginu, oraz lód. Dorobił sobie drinka i stanął obok Tony'ego.

Wolverine - Pią 10 Lip, 2015 18:26

Wolverine pokręcił głowa ze zdumieniem nad głupotą co poniektórych osób.
- Pięknie, po prostu pięknie. Elektroniczne Remedium. I to jeszcze takie, które działa na wszystkich, nie tylko mutantów.
Logan spojrzał prosto w oczy Nicka Fury. W pełni rozumiał, po co TARCZA miałaby skonstruować takie urządzenie. Rozejrzał się ponownie po zgromadzonych. Niektórzy wyglądali dość zwyczajnie, jednak jego instynkt podpowiadał mu, by nie lekceważyć żadnej z osób zgromadzonych w pomieszczeniu. Westchnął ciężko, a następnie zwrócił się do przedstawicieli TARCZY.
- Dobrze, co dokładnie oznacza "poza zasięgiem", jakie są siły strony, która przechwyciła prototyp, i, czy zdają sobie sprawę z wykrycia? Czy nadal dysponujemy elementem zaskoczenia?

Bruce Banner - Sob 11 Lip, 2015 16:12

Banner dalej w milczeniu przyglądał i przysłuchiwał się sytuacji w pokoju. Pojawienie się nowych ludzi nie obeszło się bez echa. Na pierwszy rzut oka wyglądali normalnie, jednak było w nich coś, co aż krzyczało, że mają supermoce. Było to pewnie spowodowane trochę tym, że wiedział kim są. Ale od Avengersów biła ta sama aura, która mówiła, że lepiej z nimi nie zadzierać.
Wyprostował się w fotelu, kiedy usłyszał o wynalazku mężczyzny i zaczął bardziej uważnie słuchać. Był wielce zainteresowany tym. W końcu coś co zadziała na niego? Nawet jakby miał latać jak pies z obrożą na szyi to był gotów ją założyć. Mógłby przestać się bać, że jedna chwila nieuwagi, zmniejszonej ochrony i pół miasta zniszczone.
Spojrzał wymownie na Tony'ego, chociaż ten był bardziej zaaferowany tym, by wyśmiać Forge'a i wytknąć mu wszystkie błędy. Banner coś czuł, że Stark nie będzie zadowolony z pomysłu jaki wpadł mu do głowy i na pewno zrobi wszystko, by wybić mu to z głowy. Dlatego następnie przeniósł swój wzrok na... Thaddeusa. Mimo całej burzliwej przeszłości on może być jego najlepszym sprzymierzeńcem. Chociaż można chyba powiedzieć, że to właśnie dzięki tej burzliwej przeszłości mogliby stanąć razem by ujarzmić Hulka.
Kiwnął głową do o-mało-co teścia z nadzieją, że myśli o tym samym co Brucey. Nie powiedział jednak nic głośno, ani nie ruszył się z miejsca. Nagłe pojednanie się tych dwóch mężczyzn byłoby czymś dziwnym i na pewno zwróciliby uwagę ludzi z pokoju.

James - Sob 11 Lip, 2015 20:39

//Z windy
James postanowił po prostu bogacić się złotym milczeniem. Paradoksalnie mimo doświadczeń w pracy z młodzieżą czuł się dokładnie tak jak owa młodzież na początku znajomości z Gumpem. Chciał zgrywać gotowego na wszystko, teraz jednak obawiał się, że może go zjeść stres. Widok tłumu na piętrze Tony'ego Starka dodał mu odwagi zwłaszcza kiedy zobaczył Storm i resztę tych, z którymi rozstał się jakiś czas temu w hangarze pod szkolnym boiskiem Instytutu. Kroiła się gruba afera. Zaginęła obroża, która w niepowołanych rękach może siać spustoszenie i obrócić ich w pył. Dziwiło go jednak, z resztą jak każdego tutaj...jak to jest możliwe, że coś TAK ważnego i niebezpiecznego znika z Bóg wie jak zabezpieczonej bazy, mimo iż rzekomo jest czymś tajnym. Nastrój Tony'ego, który James mimowolnie zaabsorbował, zaczął w jakimś stopniu na niego wpływać. Gump przechadzał się powoli:
- Panie...Forge...odpowie mi pan proszę na kilka pytań...po pierwsze po jakie licho potrzebny waszej niesamowitej agencji taki gadżet. Po drugie z przyjemnością podpisuję się pod pytaniem Starka, po trzecie może zanim wyślecie kogoś na potencjalną śmierć zechcecie dowiedzieć się czegoś więcej o oponencie, który wam tę obrożę gwizdnął, jak kieszonkowiec portfel niewidomemu.... - zapytał lekko prowokacyjnie, jakby z wyrzutem. Nie miał zamiaru narażać życia przyjaciół i uczniów dla jakiegoś małego żelastwa i cudzej głupoty, braku odpowiedzialności.

James Smith - Pon 13 Lip, 2015 14:40

Smith wszedł powoli obserwując wszystko dookoła. Było to na tyle zajmujące, że Smith zapomniał o całym Bożym świecie. Masa różnych ciekawych sprzętów zaprzątała jego umysł. do tego stopnia się tym zajął, że nie słuchał tego co się działo wokół niego. Trwało to do momentu kiedy jedna z osób, których nie znał spojrzała na niego porozumiewawczo.
- Ale co? - Na szczęście powiedział to na tyle cicho, że nikt tego nie usłyszał. Wydawało mu się, że teraz musiał coś powiedzieć, ale nie mówił. Słuchał może jeszcze coś powiedzą. Z urywków zdań dowiedział się, że ten Forge to jakiś wynalazca i, że zgubił jakiś tam sprzęt. Tyle wystarczyło mu do działania.
- To co robimy? - Było to chyba najbardziej uniwersalne pytanie. Smith był tutaj tylko jako żołnierz czekający na rozkazy innych bardziej doświadczonych osób.

Thor Odynson - Sro 15 Lip, 2015 15:04

Thor w dalszym ciągu stał w tym samym miejscu i obserwował ten tłum ludzi, który władował się do apartamentu Starka. Szkoda, że wieżowiec Iron Mana nie był tak duży jak sala bankietowa w Asgardzie. Tam ich grupa nie zwracałaby na siebie w ogóle uwagi, tutaj jednak miało się wrażenie, że wielka delegacja przyjechała w odwiedziny. Do tego wszyscy mówili na raz, przedstawiali się, zadawali oczywiste pytania.

Thor, swoim donośnym głosem, postanowił podsumować delikatnie wypowiedzi zebranych.

- Witajcie i wy, drodzy homo superior. Myślę, że wszyscy jesteśmy radzi z Waszej obecności tutaj i udziale w tym jakże ważnym dla wszystkich Midgardczyków przedsięwzięciu. Żeby dla wszystkich, zwłaszcza nowoprzybyłych podsumować co się działo, pozwólcie, ze zabiorę wam chwilę. Po pierwsze, jesteśmy tu, by spróbować odzyskać zarówno pewne urządzenie, jak i jego konspekty techniczne. Urządzenie zostało skonstruowane przez Forege'a, a służy jako inhibitor zdolności homo superior. Nie wiem do końca czym jest, ale nie wydaje mi się, by rozważania teoretyczne nad budową urządzenia były teraz na miejscu. Co ważne, Kapitan Ameryka oraz Czarna Wdowa poznali miejsce, gdzie urządzenie oraz konspekt się znajduje. - Rozejrzał się po wszystkich, jakby upewniając, że nikt nie potrzebuje dodatkowej motywacji do zaprzestania pustych rozmów i przysłuchania się wypowiedzi. Po właściwie niezauważalnej przerwie, kontynuował.

- To, co jest w tej chwili ważne, to: Po pierwsze, gdzie znajduje się urządzenie, oraz jak jest chronione, kogo możemy się spodziewać na miejscu oraz, nazwijmy to szczegóły taktyczne. Po drugie, należy utworzyć odpowiednie zespoły, by nie wmaszerować na miejsce jak ślepa bestia, niszcząca wszystko na swej drodze, ale pozwalająca uciec wszystkim zanim stanie się to dla nich niebezpieczne. No i po trzecie. Pozostałe pytania. Pomijając gdzie i jak chronione jest urządzenie. Mnie interesuje jedynie czy, skoro skradzione zostały równiez konspekty techniczne, możliwe jest, by zostały stworzone już kopie urządzenia lub samych konspektów. Tego boję się najbardziej.

Usłyszawszy pytanie Jamesa, dodał jedynie - Jak to po co? Na wszelki wypadek. S.H.I.E.L.D od dawna w ten sposób ryzykuje i poświęca swoje zasoby na tworzenie broni "na wszelki wypadek" - mimo czasu, który upłynął, Thor cały czas miał w pamięci chęć wykorzystania Tesseractu jako źródła zasilania dla broni.


//Rulk nic nie pisze, prosił, by go pominąć póki co.

Iceman - Sro 15 Lip, 2015 16:46

Głos boga piorunów faktycznie potrafił wywrzeć wrażenie. Bobby wewnętrznie zgadzał się właściwie ze wszystkim, co powiedział Thor. Czas na rozliczenie zarówno Forge'a, jak i tej całej agencji przyjdzie jak uda się ugasić pożar. Chłopak nie był jednak w stanie uwierzyć w to, jakim inteligentnym idiotą trzeba być, by coś takiego skonstruować. Zwłaszcza samemu będąc mutantem. Pal sześć to, że nie udało się upilnować tego sprzętu. To już nawet Kitty byłaby prawdopodobnie w stanie go wyciągnąć, gdziekolwiek był przechowywany. Nie mówiąc już o Magneto, czy Mystique... albo Kurt, w jego wypadku byłaby to w ogóle szybka piłka.

Chłopak rozejrzał się po obecnych i doszedł do wniosku, że jedyną osobą, która również milczy, a przy okazji wygląda na mocno nie na miejscu był Aurelio. Podszedł więc do niego i po cichu stwierdził.

- Głęboka woda, co? Nie martw się, tak samo czułem się na wyspie, przed starciem z Magneto. Pilnuj swojego tyłka, uważaj na pozostałych i jeśli tylko uda się w końcu ustalić co i jak, słuchaj pozostałych. Ororo i Logan mają swoje doświadczenia. Logan był wojskowym, więc pewnie pojęcie o taktyce też ma. A i pozostali na ułomków nie wyglądają. Damy radę, tylko... bez zbędnego bohaterstwa. - klepnął chłopaka delikatnie w ramie.

Poza tym uznał, że nie ma nic do dodania. Kolejna osoba, która spyta "a kto ukradł", albo "a gdzie jest", albo "dlaczego to zostało zbudowane" powinna dostać przez głowę. Te myśli jednak zostawił zupełnie dla siebie.

Aurelio Villa - Czw 16 Lip, 2015 12:38

Stał samotnie za Storm i Nightcrawlerem, wciąż próbując opanować swoje nerwy. Na szczęście nikt z Avengers nie zwracał na niego uwagi, chyba wręcz nie zauważyli, że w ogóle przybył razem z pozostałymi X-men. Ale to dobrze - prawdopodobnie zemdlałby z przejęcia, gdyby któryś z superbohaterów się do niego odezwał. Trochę otuchy dodała mu Storm, gdy na niego spojrzała i uśmiechnęła się pokrzepiająco. Aurelio oddał jej niepewny uśmiech, wyprostował się i spojrzał na zebranych. Wiem, że jesteś podekscytowany, ale zachowuj się profesjonalnie. I tak nie możesz poprosić ich o autograf...
Potem podszedł do niego Iceman. Aurelio odwrócił się jego stronę i odetchnął z ulgą. Nie znali się, ale widzieli zarówno w salonie, jak i w hangarze. Poza tym, w ciągu krótkiego pobytu w Instytucie, dostał tyle ciepła od jego członków, że spodziewał się po mężczyźnie jedynie czegoś pozytywnego. Nie mylił się.
Pokiwał głową i uśmiechnął się słabo.
- Oj głęboka... Jakoś straciłem całą pewność siebie, przy tych wszystkich osobistościach - przyznał się, również szeptem. - Starcie z Magneto na wyspie? Widziałem was w hiszpańskiej telewizji, byliście super.
Stwierdzenie bardzo proste, wręcz prymitywne, ale płynące ze szczerego chłopięcego serca Aurelio. Każde wydarzenie dotyczące mutantów i superbohaterów śledził z zapałem, jeśli tylko nie było jego ojca w pobliżu. Dlatego tak ich wszystkich teraz podziwiał.
- Wiem, wiem, dostałem już pełne kazanie przed wylotem - zażartował, lecz tak naprawdę wszystkie te słowa sprawiały mu przyjemność, gdyż wszyscy dawali mu znak, że się nim przejmują. - Mam tylko nadzieję, że nie zostanę pominięty w całej akcji. Tak bardzo chciałbym odegrać jakąś rolę w tej misji...
Spojrzał na Bobby'ego. Chyba nikt inny nie mógł go lepiej zrozumieć.

Jane Foster - Sob 18 Lip, 2015 09:54

Pomimo tego, że czuła się tu trochę nie na miejscu, cały czas żywo słuchała tego co mieli do powiedzenia i szczerze? Była cholernie zaniepokojona. Co prawda temat nie dotyczył ludzi samych w sobie, bo im najwyraźniej nic nie zagrażało, a przynajmniej nie w jakimś sensie.

Obserwowała wszystkich po kolei. Z Avengersami już się zapoznała dlatego teraz jej wzrok skupił się na grupie X-men. Storm i Mercury ewidentnie przewodzili tej grupie wykazując się powagą i profesjonalizmem. Wolverine natomiast wprowadzał w jej umyśle niepokój. Ten mężczyzna, mutant, wyglądał jak ktoś bezwzględny, nie przebierający w półśrodkach. James z Jamesem natomiast najwyraźniej byli w pełni gotowi do walki.

Gdzieś tam z tyłu dostrzegła Bobby'ego z Aurelio, który wydawał się być najbardziej podekscytowany z ich wszystkich, dlatego uśmiechnęła się delikatnie pod nosem.

X-23 - Sob 18 Lip, 2015 11:14

Jedyne co ją tak naprawdę uderzyło to to, że nikt nawet się nie zdziwił na jej pobyt w Stark Tower. No chyba, że świetnie to ukryli. A może nie? Może faktycznie nie potrafiła nikogo zaskoczyć? Może ci najbliżsi po prostu machnęli na nią ręką?

Cholera, tak łatwo zwątpić, a tak zajebiście trudno uwierzyć, w to, że nie widzą jej taką jaki zaniżony obraz własnej osoby stworzyła Laura. Zaraz oczywiście doprowadziła się do pionu wbijając do głowy, że ani Storm, ani Logan, nie są źle do niej nastawieni, bo pomimo ogromnych pokładów złości, które w niej drzemały oraz niechlubnej przeszłości jaką mogła się 'pochwalić' cały czas utrzymywali ją w przekonaniu, że X-mansion jest również jej domem. Tak samo jak Mercury, który na przestrzeni tych kilku lat jako jedyny rozumiał jak bardzo potrzebuje katorżniczych treningów w Danger Roomie i specjalnie dla niej podkręcał programy do – no prawie – granic możliwości, nie dając jej ani sekundy wytchnienia. Tak samo jak Bobby, w którego towarzystwie czuła się całkiem swobodnie i... Ej, zaraz. A gdzie Rogue? I co za koleżka? Mruknęła w myślach wpatrując się w Aurelio, którego jeszcze nie miała okazji poznać. Gdy Logan kiwnął jej głową odpowiedziała tym samym. Na dodatek w momencie, gdy ich spojrzenia się spotkały Laura poczuła się o wiele bardziej pewnie, tak jakby sama obecność Logana poukładała jej chaotyczne myśli. Tak. W tym momencie wiedziała gdzie przynależy.
Gdy Stark rzucił jej znaczące spojrzenie, przy tych znaczących słowach musiała przyznać, że w pierwszym momencie w ogóle nie zatrybiła. Zerknęła na wszystkich marszcząc czoło i czekając na jakiekolwiek wyjaśnienia. Po paru sekundach zrozumiała, że co do tej randki to jak najbardziej chodziło o nią, więc posłała mu nieco zakłopotane spojrzenie. Nie wiedziała czy to jakiś żart czy nie, dlatego postawiła na brak reakcji, w końcu z tego co było jej wiadomo, Tony gustował raczej w innych kobietach. Przede wszystkim kobiecych kobietach.

Laura jednym uszkiem wysłuchała wszystkich wypowiedzi i w kółko powtarzanych tych samych pytań. Cały czas jednak czekała na jakieś konkretne wytyczne.

Mercury - Sob 18 Lip, 2015 21:16

Ryan uśmiechnął się pobłażliwie. wszyscy, którzy przyjechali razem z nim z Instytutu zaczynali się uczyć myśleć i samemu zadawać twórcze pytania. To dobrze. I mimo, że czuł całym sobą wielki niepokój, domyślał się, że mutanci i herosi dadzą sobie radę. Nie mniej, był pewien problem...
- Nie jadę.- Oznajmił twardo.- Coś, co was uczyni tyko ludźmi mnie z pewnością zabije. Juz wolę wrócić do posiadłości i zająć się tą krnąbrną zagrają...- Co w zasadzie nie wydało mu się takie głupie.
Stary mężczyzna złożył ręce na piersi i wpatrzył się jednym okiem w Forgea, a drugim w siedząca niedaleko Indianina Laurę. Lubił te dziewczynę i lubił jej "ojca", doskonale wiedział wiec, ze conajmniej jedno z nich weźmie udział w akcji... I miał niejasne przeczucia, że tym razem to one odegra pierwsze skrzypce.

Kurt Wagner - Wto 21 Lip, 2015 03:33

Kurt w zasadzie czekał na to, aż ktoś odpowiednio uświadomiony postanowi przejąć inicjatywę, by raz a dobrze wyjaśnić wszystkim, o co tak naprawdę chodzi. Jeden zdawał się przekrzykiwać drugiego, co dla Kurta, który zdecydowanie jest zwolennikiem ciszy i spokoju było średnio przyjemnym doświadczeniem. Sala w Stark Tower jak w zasadzie cała budowla emanowała przepychem i modernizmem. Kiedy tak obserwował pomieszczenie doszedł do wniosku, że owa T.A.R.C.Z.A mogłaby równie dobrze przechowywać tego typu niebezpieczne gadżety właśnie w tym miejscu, choćby ze względu na lokatorów. Chyba tylko samobójca porwał by się na to, by próbować tu wejść niepostrzeżenie, a co dopiero cokolwiek stąd wynieść bez czyjejkolwiek wiedzy. Słowa Thora przez jakiś czas zdawały się brzmieć niczym mowa wyborcza kandydata na prezydenta (choć w jego wypadku musiałby sobie raczej szukać kontrkandydatów niż zwolenników). Jednak zwróciły jego uwagę w momencie kiedy wspomniał o dwojgu mścicieli, którzy wiedzą gdzie urządzenie było, bądź jest ukryte:
- Przepraszam, że się wtrącam Mein Freund, ale przyszedł mi do głowy pomysł... - mówił nieco niespokojnie jakby był zestresowany, a jego niemiecki akcent wkradał się bezczelnie, co miało miejsce zawsze kiedy czymś się mocniej przejmował, bądź też angażował emocjonalnie - - Mianowicie, jeśli macie zdjęcie tego miejsca, w którym rzeczony przedmiot się znajdował wystarczy, że mi je pokażecie. Przeteleportuję się tam i raz dwa je stamtąd zabiorę. Akcje można by zorganizować z niewielką obstawą, najlepiej w nocy, bo to czas, w którym jestem zupełnie niewidoczny. Nie wiem, czy jest sens angażować aż tyle osób, skoro można to załatwić całkiem sprawnie. Jedynym warunkiem jest to iż muszę znać miejsce, do którego chce się teleportować. Jakikolwiek jego obraz w zupełności mi wystarczy, - po tych słowach ucichł momentalnie, spokorniał jakby bał się, że powiedział coś złego.

Forge - Wto 21 Lip, 2015 14:26

Konstruktor wstał i gestem poprosił o ciszę, sygnalizując, że chce mówić.
- Wyjaśnię wam teraz tyle, ile mogę. Jakoś nie przywykłem do rozmów z... bohaterami w ogólnym pojęciu, wiec musicie mi wybaczyć krótkie chwile namysłu. - Było to polecenie, a nie prośba.
Głos Forge'a miał podobne brzmienie, co głosy jego przodków - wodzów Czejenów. Był głosem nawykłym do narad wojennych i do szeptanych poleceń, które powinny być wykonane bezzwłocznie.
- Obroża, którą zbudowałem to prototyp. Była, razem z całą dokumentacją wymaganą do zrozumienia jej działania, przechowywana w pancernej skrytce opisanej jako 22CM. Jej zadaniem było służyć przede wszystkim jako narzędzie resocjalizacji i kaźni, zwłaszcza dla przestępców o super mocach - każdy z was jest w stanie wskazać takiego, a prawdopodobnie nawet kilku. Jednak sam jestem mutantem, cóż może nie widać tego, a jednak to prawda. I moim pragnieniem jest ocalenie mojej rasy przed zniszczeniem, jakie spotkało mój lud. Obroża mogłaby w następnym etapie zostać przekształcona w zegarek lub sygnet. Mogłaby uruchamiać moc na życzenie użytkownika, dzięki czemu wszyscy zniekształceni przez mutacje lub nie umiejący jej kontrolować, mogliby się wtopić w społeczności, w których żyją. Jednak teraz, kiedy do władzy doszli radykałowie, Obroża posłuży chyba tylko do tępienia nas, mutantów. Lub do niewolnictwa.

- Sprawa jest poważna. - Fury przejął pałeczkę. - Ponieważ nasz cel znajduje się w Bostonie, w kompleksie hotelowym, którego ze względu na powiązania polityczne nie możemy oficjalnie ruszyć. Dlatego Avengers i X-Men muszą wyruszyć razem, by wewnątrz budynku zlokalizować nasz obiekt, zabrać go lub zniszczyć. - Forge wyjął z kieszeni spodni cztery małe tablety i wręczył je Bannerowi, Icemanowi, Gumpowi i Smithowi. - Te PDA są połączone ze sobą bezprzewodowo. Mają także moduł łączności z bazą TARCZY. Dzięki nim będziecie mogli odbierać informacje prosto od naszych obserwatorów, zachować łączność ze sobą i dyrektorem Fury i, co chyba najważniejsze, nie zgubić się - w banku danych są wszystkie informacje o kompleksie, do jakich mieliśmy możliwość się dobrać.

- Podzielę was teraz na drużyny. Skoro ten tutaj... - Fury wskazał na Ryana. -...nie zamierza brudzić sobie rąk, niech zabierze stąd wszystkich, którzy nie zamierzają wyruszyć. A tymczasem tak... Mamy informacje o waszych mocnych i słabych stronach, dlatego postaramy się dobrać was mniej więcej tak, żebyście się uzupełnili w czasie działań. Stark! Weźmiesz ze sobą generała Rossa. Panna Munroe pójdzie z doktorem Bannerem. James Smith i panna Kinney tworzą trzecią drużynę. Aurelio Villa i Robert Drake - czwartą. James Gump i Thor - piątą. Czarna Pantera i Nightcrawler... ostatnia grupa. Liczę, że nie będzie trzeba wzywać do was wsparcia. Forge...?

- Jestem wojownikiem, Nick. Nigdy o tym nie zapominaj.

- Jasne, Jasne. Przygotujcie się. Wasz transport niedługo odchodzi w ten długo oczekiwany rejs...

//Dajcie swoje reakcje i pójdźcie albo do windy albo na lądowisko.

Tony Stark - Wto 21 Lip, 2015 19:23

Stark mruknął pod nosem bardzo nieparlamentarną uwagę na temat rozdzielenia go z Bannerem i sparowaniem ze starym prykiem, który w dodatku dosłownie czerwieniał jak się wkurzył. Uwaga ta jednak wygłoszona została na tyle cicho, że z pewnością mało kto, oprócz stojących tuż obok niego mogło usłyszeć jego mamrotanie.

- Powtórzę się po raz wtóry: tylko skończony kretyn trzyma papiery razem z prototypem. - Tę uwagę Stark wygłosił głośno i wyraźnie.

Trybiki w jego głowie pracowały jak szalone, kiedy zastanawiał się nad przejęciem dokumentacji Forge'a, a może nawet i samej obroży. Zarośnięty wynalazca podsunął mu pomysł, który był na tyle kuszący, że aż żałował, że nie został sparowany z Bannerem. Generał był wyjątkowo kiepskim partnerem w zbrodni.

- Sześć drużyn i tylko cztery PDA? - zapytał z niesmakiem, sekundę po tym jak Nick zamknął paszczę. - Ktoś tutaj wymyślił nową matematykę albo Jezus zamierza uczynić cud i rozmnożyć sprzęt - powiedział, zeskakując z kontuaru i podchodząc do Forge'a, by zajrzeć mu w oczy. - Hmm... powtórzę za moim zieloniastym kumplem: puny god - dodał ze złośliwym uśmiechem, odwracając się do Fury'ego.

- I wolałbym by Brucey był ze mną. Mam awersję do wojska po tym jak próbowali mi ukraść moje zabawki. A panna Munroe z pewnością poczuje się bezpieczniej w towarzystwie Rossa niż Hulka - zasugerował.




//Na lądowisko Ci, którzy lecą do Bostonu!

Storm - Wto 21 Lip, 2015 22:38

Spojrzała z podziwem na Panterę i Bruce'a. Ich spokój oraz chłodne milczenie, tak wymowne a przy tym tak... profesjonalne sprawiało, iż po prostu dzierżyła ich coraz to większym podziwem. Jedynie konkrety, mówić tylko gdy trzeba. Ot i co. Wywróciła nieznacznie oczyma na parafrazowanie jej wypowiedzi i skracanie tych pytań. Wysłuchała "kolegi po fachu" z uwagą. Jego słowa jak i głos, zaiste, wzbudzały autorytet, jednak czego się spodziewać po Bogu? Nawet jeśli ów Bóg czasami był tak samo za porywczy jak i za dobry. Jednocześnie. A to już sztuka, doprawdy.
Posłała kolejny uśmiech Aurelio, widząc jak ten się rozluźnia po nim. Skinęła na Icemana w aprobacie, że dodał mu otuchy nieco lepiej niż ona. Spojrzała ukradkiem na dwie ciche kobiety, zarówno Laurę, dobrze jej znaną, jak i na Jane Foster, którą widziała "na żywo" po raz pierwszy. Uśmiechnęła się do nich delikatnie, chcąc dodać im otuchy i po prostu... w życie wcielić babską solidarność. Domyśliła się co prawda, że X-23 pójdzie, choćby miała sobie sama dobrać grupę do której się dołączy, jednak piękna naukowiec raczej zostanie na miejscu. Nie dziwiła się temu, a wręcz rozumiała. Pewnie potrafiła się bronić, ale jednak w gruncie rzeczy nie do końca by dawała sobie radę, a tu po prostu była bezpieczna.
Zerknęła ze zrozumieniem na Mercury'ego. Doskonale wiedziała jak działa jego moc, i doskonale wiedziała iż tylko ona utrzymuje go przy życiu. Postanowiła więc nie blokować mu tej decyzji i po prostu pominęła ją milczeniem, dając znak gestem dłoni, iż ona popiera cokolwiek by nie zadecydował, że chce zrobić i z kim iść. Jak mało komu ufała temu mężczyźnie, więc poza przyzwalającym gestem i tak nie miała do dodania. Poza tym, mimo iż włoski optymizm mu się często udzielał, to i tak był dość charakterny, iż mimo wszystko postawi na swoim i zrobi co uważa. Takie postępowanie jak się podobało Storm, tak czasami działało jej na nerwy, ale do tej pory była mu wdzięczna za opiekę w końcu.
Wysłuchała również Kurta, nad słowami którego zastanowiła się chwilę. Chłopak nie był głupi, jego propozycja wydawała się być szalenie logiczna i spójna, oraz warta zastanowienia. Poza charakterystycznym dźwiękiem w końcu zaiste, nic by go nie wykryło. A nawet jakby go usłyszeli, to pewnie uznali by że coś się przewaliło. To samo Pantera, który również nocą radzi sobie z ukryciem swojej osoby doskonale, dlatego, choć gdzieś w głębi sama chciała iść z Królem Wakandy, tak musiała poprzeć taką grupę, którą usłyszała kiedy Fury wymieniał kto ma z kim iść.
Przy niej padło nazwisko Bannera, na którego zerknęła kątem oka.
- Sugerowałabym jednak ciut większe grupy, jednak z drugiej strony, mniejsze czasami są skuteczniejsze... - westchnęła, drapiąc się po karku. - Dostosuję się do waszej decyzji.
Tu przerwała, bowiem Stark zaprotestował, iż to on chce Bannera do drużyny, a przy tym poparł to, by ona poszła z Rossem. Ta na to zerknęła to na Hulka to na Rulka, który ani nie Hulkowali ani nie Rulkowali, jakby oczekiwała ich decyzji. Sama po prostu wolała się w to nie mieszać.

Iceman - Sro 22 Lip, 2015 09:04

Chłopak odebrał PDA i schował do jednej z kieszeni. Nie sprzeciwiał się, chociaż w dalszym ciągu brakowało mu jakiegokolwiek planu działania. Uznał jednak, że dowie się czegoś więcej "po drodze". Wrócił do Aurelio i nieco na uspokojenie, dodał.

- To co, chłopaku? Jedziemy na górę poszukać jakiegoś transportu? Skoro to kompleks hotelowy, to myślisz, że dadzą nam apartament małżeński? My to jeszcze pół biedy, ale pomyśl o Starku i Hulku. - mrugnął okiem do chłopaka i uśmiechnął się. Po czym podszedł do windy i wywołał ją.

//zt. lądowisko. Aurelio - jak chcesz, dopisz się od razu tam, chyba, że wolisz sam się "pożegnać" z resztą ekipy.

Thor Odynson - Sro 22 Lip, 2015 09:44

Thor w końcu dowiedział się przynajmniej dokąd należy się udać, a także, że zarówno dokumentacja jak i prototyp znajdują się w jednym miejscu. Znowu porywcza natura wzięła górę. Cóż, natury burzy nie zmienisz. Thor chciał od razu wyruszyć i załatwić sprawę we właściwy dla siebie sposób. Wejść (najlepiej z drzwiami), pokonać wrogów, zabrać co trzeba i wyjść. Informacja o byciu z kimś w zespole dla takiego indywidualisty jak Thor nie była dobrą wiadomością. Jak zawsze, miał wrażenie, że może być trudno komukolwiek dotrzymać mu kroku i nadążyć za nim. Zwłaszcza, że wszyscy poza nim pochodzili z Midgardu.

Zwrócił się do Jane.

- Jane Foster, proszę Cię, zostań tutaj. Tu powinnaś być bezpieczna, a przynajmniej powinno być tu spokojnie. Cieszę się, że tym razem wygląda na to, że nie będziesz bezpośrednio zagrożona.

Pocałował ją w policzek i zwrócił się do Nicka Fury.

- Dyrektorze Fury, ponownie chciałem prosić o zapewnienie bezpieczeństwa Jane. Wierzę, że jest Pan w stanie w razie zagrożenia Stark Tower oddelegować kogoś, kto zapewni transport i bezpieczeństwo, zanim sam wrócę.

Być może potraktował Jane protekcjonalnie, być może mogła mu to mieć za złe, ale... taka już jego rola jako opiekuna.

Na końcu zwrócił się do Jamesa. Bardziej prywatnie i stanowczo cichszym głosem, niż do Nicka.

- James Gump, miło mi Cię poznać. Od razu chciałbym się dowiedzieć, gdzie leży Twoja ekspertyza, jakimi zdolnościami zostałeś obdarzony? I jak sobie radzisz z podróżą w powietrzu, bo obawiam się, że podróż tymi mechanicznymi zabawkami Starka może okazać się dla mnie zbyt wolna. - Uśmiechnął się do mężczyzny, niczym nastolatek, który uznał, że jego Porshe jest szybsze niż Ford Mustang kolegi.

- Idziemy na dach?

//James, jak coś "wyprowadź" nas obu z piętra Tony'ego.

James Smith - Sro 22 Lip, 2015 11:40

// Mam pozwolenie na wtargnięcie do kolejki

Smith gdy już miał zamiar słuchać tego co się dzieje, nagle poczuł się bardzo źle. Nigdy nie doskwierały mu choroby, ze względu na jego zdolności. Nie wiedział jak to jest być chorym. Myślał, że mu to wszystko szybko minie, więc czekał dobre 10 minut. Uczucie niestety stawało się coraz bardziej irytujące i trzeba było coś z tym zrobić.
- Przepraszam was bardzo, ale muszę was opuścić. Źle się czuję i będę tylko przeszkodą dla waszej ważnej misji. Pójdę do szpitala. Do zobaczenia. - Trochę chwiejnym krokiem poszedł do windy a następnie skierował się do Mount Sinuai Hospital.

// --> Mount Sinuai Hospital

Black Panther - Sro 22 Lip, 2015 22:17

Dobrze, świetnie. Wysłuchał spokojnie Forge'a i pokręcił głową, kiedy ten skończył. Indianin znowu dał im minimum konkretów. Wyjaśnił co prawda czym jest obroża, jak ona działa, gdzie jest trzymana i w jakie drużyny ich podzielono, ale nic poza tym. Czyli misja w ciemno. Pięknie. To nie był sposób Pantery.
Bez słowa jednak ruszył do swojego partnera. Nightcrawler. Już sam pseudonim wiele mówił o umiejętnościach tego niebieskiego chłopaka, na dodatek on sam był tak miły i wcześniej na głos ujawnił swoje zdolności, co nie zostało nie odnotowane przez Panterę. Stanął w pobliżu Nightcrawlera, ale wcześniej usłyszał Starka. W sekundę jego genialny umysł przyśpieszył i przypomniał mu wzrok jakim Banner obdarzył Tony'ego w momencie ujawnienia co robiła obroża. T'Challa przystanął i odwrócił się w stronę Fury'ego.
- Nie rób tego, doskonale wiesz dlaczego. - następnie złapał Nightcrawlera za ramię i płynnym niemieckim zagadał do niego, pamiętając że wcześniej użył zwrotu "mein Freund".
- Ich bin T'Challa Okonkwo, König von Wakanda. -uścisnął dwupalczastą dłoń mutanta.
- Wir gehen? - i wyszli.

[z/t Pantera i Kurt. Pozwalam sobie wyjść nami oboma, widzimy się na lądowisku.]

Jane Foster - Czw 23 Lip, 2015 07:50

Foster sama już nie wiedziała na kim ma zawiesić oko. Tyle osobistości w jednym pomieszczeniu mogło przyprawić o ból głowy, ale nie ją. Gdy pozytywne emocje już zupełnie opadły, a zastąpił je strach o ukochanego, a przede wszystkim o to, że znowu zostanie sama, bez słowa… na kolejny rok czy dwa lata, dlatego gdy zwrócił się do niej z prośba, aby została tutaj, zmarszczyła brwi i spojrzała na niego z tym swoim buntowniczym błyskiem w oku.

Zanim jednak zdążyła zaoponować, bo w końcu ONA TEŻ MA DUŻO PRACY i…. w ogóle, Thor podjął decyzję już za nią. Zdała sobie sprawę, że to nie czas i nie miejsce na wyjaśnianie oraz dosadne stawianie sprawy jasno, że ONA DA SOBIE RADĘ, dlatego za nim wyszedł, złapała go za rękę, odciągnęła gdzieś na bok, wspięła się na tych swoich drobnych stopkach i ucałowała Odynsona prosto w usta. Krótko, aczkolwiek namiętnie… i tak by ją zapamiętał.

- Masz na siebie uważać. I masz się do mnie odezwać jak wrócisz tak? Ja mówię poważnie. – Odparła przez chwilę wpatrując się w niego tymi swoimi wielkimi oczami, a potem odsunęła się tak by dać mu wyjść z pomieszczenia i zarazem tak by nie przeszkodzić nikomu innemu.

Thor Odynson - Czw 23 Lip, 2015 08:32

Thor dał się odciągnąć na bok bez oporów. Równie bez oporów dał się pocałować. Uśmiechnął się do Jane tym swoim szczerym, chłopięcym uśmiechem i stwierdził.

- Jane, obiecuję Ci, że nie opuszczę Midgardu, dopóki znowu Cię nie zobaczę. Nawet jeśli miałoby to być jedynie na chwilę, bo Asgard będzie zagrożony, czy zbliżać się będzie koniec świata. W przeciwnym wypadku, nie tylko nie opuszczę Midgardu, ale zgodnie z naszą rozmową, dalej zostanę tu na dłużej.

Tym razem to on pocałował Jane, pieczętując obietnicę tym pocałunkiem.

//James, dalej - jak będziesz miał wyjść, wyjdziemy obaj :-)

X-23 - Czw 23 Lip, 2015 08:49

Mutantce nie spodobał się ton Forge’a, który już z góry ocenił, że Mercury nie chce brudzić sobie rąk, dlatego nie omieszkała posłać mu jedno, z jakże ogromnego repertuaru, wrogich spojrzeń. Ona w przeciwieństwie do Forge’a w jakimś sensie rozumiała Ryana, ponieważ sama myśl o tym co może się z nią stać, gdy przestanie mieć swoje moce była zgoła… nieprzyjemna. No, ale nie byłaby sobą, gdyby odmówiła sobie uczestnictwa w tak zacnej misji.

Ona i Bishop? Może być. Byle się za bardzo nie pchał i nie ‘bohaterzył’, ponieważ ona świetnie da sobie sama radę. Chyba nikt, co do tego, nie miał wątpliwości? Zanim jednak zdążyła ustalić z nim plan działania, Smith stwierdził, że źle się czuje i opuścił budynek.
Laura wpatrywała się w drzwi windy, jeszcze chwile po tym jak za nimi zniknął, po czym swoje niepewne spojrzenie skierowała na pozostałych, celowo omijając kąt, gdzie w dość ekhm, typowy sposób żegnał się Thor z Jane.
Sama nie wiedziała czy ma teraz iść do reszty Xmenów, a dokładnie miała na myśli Bobby’ego i ‘tego nowego’, czy poczekać na wytyczne…

Jane Foster - Czw 23 Lip, 2015 09:44

Po całusie musiała przez parę sekund dojść do siebie, tak samo jak zwykle zniewolił ją, jego czarujący i chłopięcy uśmiech, dzięki któremu, na króciutką chwilę zapomniała, że Thor właśnie udaje się na niebezpieczną misję. Słowa mężczyzny bardzo szybko doprowadziły ją do pionu i zarazem, troszeczkę uspokoiły.

Kiwnęła głową w geście zrozumienia i objęła go za szyje, wtulają się w jego szeroki tors. Odchyliła głowę tak by móc wpatrywać się w tą przystojną twarz. Uśmiechnęła się delikatnie chcąc dodać mu otuchy, której za pewne nie potrzebował i przesunęła zewnętrzną stroną dłoni po jego policzku.

- Okay. Wierze w twoje słowa. – Szepnęła szczerze, już czując ten ból w sercu, na samą myśl o tym, że obietnica Thora tak naprawdę może się nie ziścić, ale musiała zaryzykować, musiała oddać mu siebie, chociażby ten ostatni raz, by się upewnić, że to co między nimi się dzieje jest najprawdziwszą prawdą, a potem oddała się pocałunkowi, który odrobinę przedłużyła.
- Będę na Ciebie czekać. – Szepnęła mu prosto w usta.

Gdy wszyscy opuścili ST, Jane z nieocenioną pomocą Jarvisa trafiła na piętro należące do Thora.

//Piętro Thora

Forge - Czw 23 Lip, 2015 10:23

Fury spojrzał na Starka swoim jedynym okiem.
- Nie ma szans, Stark. Zostajesz z generałem Ross em. Potrzebny mi ktoś z zimnymi nerwami i godny zaufania w drużynie z tobą, a jednocześnie stanowicie jako zespół najmocniejszą siłę ognia. Doktor Banner zostanie jako partner panny Munroe. -
- Nie potrzebujemy więcej PDA. Gdy tylko dotrzemy na miejsce i urządzenia zostaną uruchomione podłącze do nichtwoja zbroje i Kimoyo Czarnej Pantery. Moje rramię tez jest w łączności z naszą siecią. Wszystko zostało zaplanowane. -

Wolverine - Czw 23 Lip, 2015 15:27

Logan popatrzył na Forge'a z odrobiną pogardy we wzroku.
- Słuchaj, "wodzu", nic o nas nie wiesz, a już zaczynasz wydawać sądy i opinie. W przeciwieństwie do Ciebie, niektórzy nie są w stanie normalnie egzystować bez swoich mocy. Przyjmij też do wiadomości, że są ludzie których tylko nadzwyczajne umiejętności, które twój gadżet potrafi wyłączać, utrzymują przy życiu.
Wolverine zmienił ton na otwarcie pogardliwy, by dokończyć wypowiedź do Forge'a.
- Ale to Ci oczywiście nie przyszło do głowy, gdy postanowiłeś w pojedynkę zbawić świat.
Wolverine zmienił styl wypowiedzi na zimny, profesjonalny, po czym zwrócił się do Fury'ego, całkowicie ignorując indianina.
- Ponieważ Smith najwyraźniej odpadł z tej imprezy, zajmę jego miejsce. Jeżeli chodzi o infiltrację, to nie ma lepszych specjalistów ode mnie i Laury. Podobnie jeżeli potrzebujecie zdobyć języka, lub zainstalować urządzenia które pozwolą na rozeznanie się w sytuacji.
Logan podszedł do X-23 i stanął obok niej. Ponownie zwrócił się do Fury'ego
- W tej sytuacji potrzebujecie profesjonalistów, a nie bohaterów. A zarówno ja, jak i Laura zostaliśmy, dość dosłownie, stworzeni do radzenia sobie właśnie z takimi problemami.
Wolverine uśmiechnął sie, a mimo tego wyraz jego twarzy nie pozostawiał wątpliwości, jakimi to metodami ma zamiar sobie radzić.
- Oczekuję, że udostępnicie nam na te urządzenia plany budynku, oraz wstępną analizę sił strony przeciwnej? Rozumiem, że czas nagli, więc proszę o te dane jak najszybciej, po czym myślę, że możemy ruszać.
Logan spojrzał na Laurę
-Gotowa?

Thaddeus Ross - Czw 23 Lip, 2015 17:48

Ross przez cały czas stał w milczeniu ze skrzyżowanymi ramionami na piersi. Przysłuchiwał się, analizował, notował w pamięci. Nie miał nic mądrego do dodania a jego osobiste przemyślenia zostawiał dla siebie.
Podzielał zdanie wielu innych że sytuacja w której urządzenie o takiej mocy zostało skradzione jest niedopuszczalne. TARCZA bardzo spadła w jego oczach i ktoś będzie musiał ponieść konsekwencje niedopilnowania obroży.
Natomiast z drugiej strony wiedział jakimi zasobami ludzkimi i technologicznymi dysponuje S.H.I.E.L.D. Wiedział też więc że przeprowadzenie takiej operacji musiało wymagać od złodziei długiego planowania i gromadzenia środków które pozwoliły im na kradzież urządzenia.
Gdy cały ten bałagan zostanie posprzątany trzeba będzie się przyjrzeć całej tej sprawie. Na nos Rossa, cała ta historia wskazywałaby na to że Tarcza ma kreta, który pomógł przy skoku.
Ale teraz były ważniejsze i bardziej palące problemy, którym należało poświęcić uwagę. Urządzenie musiało zostać odnalezione bądź zniszczone. Jak najszybciej.
Gdy X-meni przekroczyli próg piętra Starka, Ross nie mrugnął nawet powieką. Dysponował szeroką wiedzą na temat większości metaludzi, była to część jego pracy. Wywiad był równie ważny jak działania w polu.
Gdy padła wzmianka o sposobie działania obroży, Ross pomyślał dokładnie o tym samym co jego zięć. Taka broń właściwie użyta, we właściwych rękach mogła rozwiązać wiele problemów.
Thad zerknął w stronę Bannera i widząc jego delikatny ruch głową, odpowiedział mu tym samym, ledwie zauważalnym gestem.
Gdy nadszedł czas do rozdzielania drużyn, Ross średnio się ucieszył na wieść że jego partnerem będzie Stark. Jak już wspomniał wcześniej, nie pałał względem niego sympatią, jednak jedyne co dał po sobie poznać to lekkie zmarszczenie brwi co można było interpretować wielorako.
Jednak po głębszym namyśle dojrzał również plusy takie obrotu spraw. Znał Starka na tyle, że jego ciekawość wynalazcy mogłaby wywołać w nim chęć zawłaszczenia urządzenia. A w obliczu niemego, wspólnego planu jaki Ross naprędce wymyślił z Bannerem mogło to sprawić że nie mógł trafić na lepszego wspólnika.
Oczywiście nie miał zamiaru pozwolić Starkowi zabrać urządzenie oraz jego plany dla siebie. Stark w swojej szalonej kreatywności nieraz tworzył rzeczy, które później bezpośrednio mogły zagrozić wielu osobom*.
Widząc sprzeciw Tonego, co do towarzystwa Rossa na ich wyprawie generał w końcu zburzył swoją posągową postawę. Ruszył się by umięśnionym ramieniem złapać Starka za kołnierz.
- Nie marudź Stark. Dostaliśmy rozkazy, trzeba je wykonać. - powiedział po czym delikatnie acz sugestywnie pociągnął go w kierunku windy. Nie chciał dać jakikolwiek sygnał Fury-emu że Ross chciał zagrać na własną rękę, dlatego musiał pociągnąć szopkę.
- Idziemy. - dodał tonem nieznoszącym sprzeciwu i wychodząc zerknął do Bruce-a. Nic nie powiedział, nie wykonał żadnego gestu. Jedynie wzrokiem dał do zrozumienia że przystaje na jego niemą propozycję.


Przyjmuję że Stark stworzył Ultrona a nie tak jak w komiksach AntMan.

James - Czw 23 Lip, 2015 18:16

James słuchał uważnie tego, co wszyscy mają do powiedzenia. Bez słowa przyjął urządzenie od Forge'a, którego za sprawą faktu jego głównego sprawstwa w tej aferze nie darzył zaufaniem. Stark widać też średnio aprobował patenty jakimi uraczył ich Forge. Nie było jednak czasu na dąsy. Drużyny przydzielone. Pora działać. Guardian nie ukrywał entuzjazmu z powodu bycia w jednym teamie z królem Asgardu, na którego pytanie pośpiesznie odpowiedział:
- Jestem w stanie manipulować czasem w szerokim spektrum znaczeniowym - cofać spowalniać, przyśpieszać itp. Oczywiście mam jakieś ograniczenia z tym związane. Ponadto potrafię wytworzyć do dwóch swoich klonów, które posiadają swoją własną osobowość. Nie są hologramami, po ich zniknięciu przyswajam wszystkie informacje i wspomnienia jakie posiadły w momencie działania. Mogę je na szczęście odwołać w dowolnym momencie. Na koniec dodam iż umiem wpływać na emocje innych. Wyczuwam je, absorbuję, zmieniam bądź manipuluje nimi, aczkolwiek nie mogę powiedzieć, że jest to dobrze kontrolowana zdolność. - zakończył przekonany o tym, że rzetelnie uzupełnił lukę w umyśle Thora dotyczącą swoich umiejętności:
- Sposób transportu nie ma dla mnie większego znaczenia. Nie cierpię na chorobę lokomocyjną. - uśmiechnął się do Odynsona. Scena pożegnań zaskoczyła nieco Gumpa.
Zwykle taki twardy, a żegna się z kobietą jak dziecko z mamusią przy autokarze tuż przed wyjazdem na zieloną szkołę... - pomyślał.
- Nie widzę powodu byśmy siedzieli tu jeszcze skoro wszystko jest...hmmm...jasne. Pozwolicie więc, że udamy się z Thorem na dach. Powodzenia i do zobaczenia niebawem. - skinął porozumiewawczo na Thora i ruszył na szczyt Stark Tower zastanawiając się dlaczego jego przyjaciel z lat młodzieńczych niespodziewanie zrezygnował z misji. Gump miał nadzieję, że to nic poważnego.
// z.t. Dach Stark Tower (oboje, Thorze napisz proszę pierwszy, bo nie do końca wiem, czy chodziło Ci o lądowisko, czy o stworzenie nowego tematu)

X-23 - Czw 23 Lip, 2015 18:49

Mina Laury momentalnie stężała, gdy padły słowa Logana. Mutantka podpisywała się pod nimi każdą kończynom i pazurem, jaki wychodził z jej ciała. Tym mentalnym, który prowadził ją jak taran przez życie również. Zmrużyła powieki jeszcze bardziej jak zwierz szykujący się do ataki, a każdy mięsień spinał się i rozluźniał w pełni gotowy do akcji – świetne preludium, do zapewne bardzo wyczerpującej misji – mimo to nie ruszyła się z miejsca. Wiele można było dziewczynie zarzucić, ale na pewno nie brak lojalności wobec swoich najbliższych.
Czemu się nie ruszyła? Cóż, nie przyszli tu po to by sprostować zdanie Forge'a, tylko po to by odzyskać zaginiony przedmiot. Po drugie, Laura zdawała się na opinie Logana. Póki on nic nie zrobił, ona również nie zamierzała.

Nie pokazała również po sobie jak bardzo jest zadowolona z tego, że będzie w drużynie z Wolverinem. Obydwoje wiedzieli na co ich stać i bardzo sobie ufali... i szczerze? Rozumieli się bez słów, w końcu Laura była ...dna z dna Logana. Nie musiał jej tłumaczyć jak krowie na między, że teraz otóż trzeba 'sniktnąć' delikwenta, który właśnie przymierza się by odstrzelić któremuś z Xmenów głowę. Pewne rzeczy należały do tych oczywistych. Metody też, chociaż te, 'odrobinę' mijały się z zasadami wpajanymi przez prof. X. Zresztą Logan miał podobne myśli, o czym świadczył jego wymowny uśmieszek.

Mutantka również odczuła ulgę, gdy Howlett nazwał ich profesjonalistami, a nie bohaterami, ponieważ Laura za cholerę nie odczuwała w sobie żadnej z cech pompatycznego bohatera, ale tak jak zostało wspomniane już wcześniej, po prostu w związku z problematyczną przeszłością, mutantka non stop zaniżała swoją wartość.

Gdy Logan stanął obok niej, momentalnie się wyprostowała, a gdy z jego ust padło pytanie, po prostu kiwnęła głową na znak zgody oraz dając mu do zrozumienia, że jest zwarta i gotowa. Właściwie, jeżeli on ruszy, Laura idzie od razu za nim.

Tony Stark - Czw 23 Lip, 2015 20:40

Stark nie zamierzał dać się traktować niczym krnąbrny uczniak, którym swego czasu był. Gdzieś w okolicach wczesnej podstawówki.
- Ręce przy sobie, Ross - wycedził powoli, aby do adresata tych słów dotarła każda sylaba i jednocześnie odsunął się od generała. - Żołnierze są od wykonywania rozkazów, a ja z pewnością nie jestem jednym z nich.
Odwrócił się i ruszył przez salon w kierunku wyjścia na platformę.
- JARVIS, wskaż panu generałowi drogę na lądowisko.
Rozsuwane drzwi otwarły się przed Tonym, a on spokojnym krokiem opuścił salon, zły nieco na Fury'ego, że przypadł mu jako partner upierdliwy Ross. Ramiona robotów sterowane przez JARVISA "odziały" Starka w jego zbroję i mógł dzięki temu z pompą dołączyć do reszty towarzystwa na poziomie niżej.

//lądowisko + Ross windową drogą [zt obaj]

Storm - Pią 24 Lip, 2015 15:54

Po podjęciu decyzji, co do obecnych grup i przypieczętowaniu tego raz jeszcze, Storm podeszła do Bannera, na którego zerknęła z niewielkim uśmiechem widocznym na ustach. Chciała mu dodać otuchy, chciała pokazać, że zrobi wszystko, by współpraca okazała się owocna i by nie wpadli w kłopoty. Problem byłby dopiero, jakby Bruce zaczął Hulkować, ale postanowiła że o to będzie się martwić dopiero wtedy, jak ten zzielenieje, nie do końca z zazdrości. Tak będzie lepiej, bowiem po prostu póki co chciała pokazać że będzie i jest z nim solidarna oraz że nie chce kłopotów a z ewentualnych spróbuje choćby go wykaraskać. Potrafiłaby, prawda? Kto jak nie ona... Gorszą sytuację mieli by wtedy, gdyby oboje, Hulk i Rulk, jednocześnie się zezłościli, broń Boże na siebie wzajemnie. Oj tak, tu byłby maleńki kłopot...
- Pora nam ruszać... - westchnęła cicho, klepiąc go po ramieniu.
Ten skinął krótko głową, zerkając na białowłosą, po czym wziął głęboki wdech by się uspokoić i poszli wspólnie w stronę windy, która jedynie kursowała w górę i w doł, przewożąc coraz to kolejnych X-Menów czy Avengersów do pojazdów.

//ZT -> Lądowisko [Storm i Banner]

Forge - Sob 25 Lip, 2015 20:38

Indianin uśmiechnął się blado. Nawet, jeśli nie przeciw wspólnemu celowi, obie grupy zostały zjednoczone... Co prawda w niechęci do konstruktora, ale zawsze to jakiś początek. I wcale nie zgadzał się, że niczego nie wie o możliwościach bohaterów... To znaczy "profesjonalistów", jak nazwał ich Wolverine. Wiedział całkiem sporo, bo była to poniekąd cześć jego pracy. Nie miał w tej chwili ochoty prostować pomyłki Kanadyjczyka co do swojego wynalazku, ale być może przyjdzie na to czas później. Teraz... Teraz będą bardzo zajęci.
Tymczasem Nick Fury podszedł do Ryana.
- Jeśli dobrze zrozumiałem, jest Pan tu teraz kimś u sterów, panie da Cambio. Przejdźmy się i proszę powiedzieć mi trochę o tej waszej "szkole dla złotych dzieci"...-
//na lądowisko i winda, odpowiednio

Mercury - Sob 25 Lip, 2015 20:47

Ryan był wzruszony. Wolverine tak otwarcie stanął w jego obronie, że aż to starego Włocha dotknęło... Chociaż w istocie może stanął we własnej obronie? Wszak healing factory jego i Laury trzymało ich w formie nie mniej, niż Forma Rtęci robiła to z Ryanem. Nie było jednak czasu na duchowe rozważania o przyjaźni, kiedy wokół tyle się działo. Zwłaszcza, że deklaracja chęci powrotu do szkoły została widocznie odebrana jako tchórzostwo. No ale nic nie szkodzi, nie pierwsza i nie ostatnia to pomyłka w tym pomieszczeniu.
W przeciwieństwie do wielu, Mercury zrozumiał o co Forgeowi idzie z obrożą. W idyllicznym się konstruktora ten wynalazek i jego późniejsze wariacje miały być rozwiązaniem dobrowolnym dla tych mutantów, którzy tego pragnęli. Boże, przecież to ustrojstwo pozwoliło by zakwitnąć Rogue... Mało tego! Mogłoby umożliwić jej normalne małżeństwo z Icemanem...
Ryan był pod wielkim wrażeniem i aż żałował, że tak szybko wybiegł z chęcią powrotu do Instytutu. Jednak słowo się rzekło. Poza tym, właśnie podeszła do niego ta jednooka szycha...
- To jest "d'Argento-Cambio", panie Fury.- sprostował, kierując się razem z czarnym mężczyzna do windy.
//zt

Wolverine - Pon 27 Lip, 2015 06:04

Wolverine i Laura ruszyli praktycznie jednocześnie do wyjścia. Logan spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął sie lekko. Po misji przyjdzie czas na pytania, teraz są pilniejsze rzeczy do zrobienia. Całkiem niedawno znalazł się w sytuacji, w której jego zdolność regeneracji zaczęła go zawodzić. Nie chciałby, by Laura musiała przechodzić przez to samo, co on.
//ZT Lądowisko [Wolverine i X-23]

Tony Stark - Nie 14 Lut, 2016 20:31

//Piętro medyczne

Kazał JARVISowi zgasić światła po tym jak wyciągnął z barku czystą szklankę i dwie butelki szkockiej. Rozciągnął się na sofie i nalał pełną szklankę alkoholu z czego połowę wypił jednym haustem. Zapatrzył się w sufit, na którym wyświetlone były gwiazdy i galaktyki, które można było zobaczyć o tej porze roku nad Nowym Yorkiem, gdyby światła miasta na to pozwalały.
- Za zmarłych - mruknął ponury toast i wypił resztę alkoholu, po czym nalał sobie kolejnego drinka.

Thor Odynson - Pon 22 Lut, 2016 21:51

//zt. SHIELD / Lądowisko

Tony i reszta osób znajdująca się na piętrze mogła usłyszeć w pewnym momencie huk gromu. Tony znał ten dźwięk i bardzo dobrze pamiętał słowa Lokiego, będące odpowiedzią na jego własną zaczepkę o strachu przed gromami. "Nie darzę miłością tego, co zwiastują".

W sumie można dziwić się temu stwierdzeniu, ale... Thora po prawdzie trudno było nie lubić.

Nie mniej jednak i tym razem grom z jasnego nieba zwiastował przybycie Boga Piorunów. Przybył jednak nie sam, miał ze sobą mutantkę, która przybyła do Tony'ego razem z samym Starkiem. Tony może się nawet ucieszy, że Thor zabrał dziewczynę ze sobą.

Gdy tylko wlecieli do środka, Thor spojrzał na Iron Mana i bezpośrednio, jak to miał w zwyczaju, spytał.

- Masz tu jakiś miód? W gardle mi zaschło i napiłbym się dzbanuszek lub dwa!

X-23 - Pon 22 Lut, 2016 23:03

//SHIELD -> Lądowisko

Znowu się spięła, gdy objął ją w pasie, ale tym razem nie tak mocno jak wcześniej, ponieważ mniej więcej tego spodziewała się po Thorze. Objęła go na tyle na ile mogła i mocno się do niego przytuliła, ale nie kurczowo, tak jakby się bała. Każdy kto znał Kinney wiedział, że niezła z niej kaskaderka, a samo uczucie bólu od zawsze było dla niej pojęciem względnym. Zresztą... czy kiedykolwiek jeszcze będzie miała okazję obejrzeć panoramę miasta w ramionach samego boga piorunów?

O dziwo lot zniosła całkiem dobrze. Właściwie nic nie było po niej widać... ani koloryt skóry nie zmienił się na zielonkawy kolor... z wiadomych względów, ani bladość cery nie pogłębiła się o kilka stopni. A mimo to odetchnęła z ulgą, gdy stopy mutantki spoczęły na twardym podłożu.

Laura w przeciwieństwie do Starka nie zdążyła się jeszcze wykąpać, dlatego zaschnięta krew znaczyła na jej ciele ciemno czerwone ścieżki. Gdzieniegdzie miała podarty X-menowy kostium, w który zdążyła przebrać się przed misją w X-jetcie. Ach co tu dużo gadać, wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy.

Ucieszyła się, że Thor zabrał ją tutaj z dwóch powodów. Pierwszy to motor, który zaparkowała przed budynkiem. Drugi natomiast to to, że dzięki temu miała okazję upewnić się, że Stark faktycznie jest cały.
Tego ostatniego uraczyła dłuższym spojrzeniem i choć wydawał się pochłonięty ponurymi myślami to jakby nie patrzeć... żył.

Gromowładny już się rozgościł, ona natomiast w takich momentach zwykle się ulatniała. Nie była ani pełnoletnia by wdać się w pijacką libację z Thorem i Starkiem, ani nie czuła się jakoś szczególnie zaproszona. Znaczy, nie żeby miała z tym problem, po prostu Laura wiedziała kiedy może się wycofać i nic nikomu nie miała zamiaru mieć za złe, ani również sobie... Tym bardziej wiedząc, że Tony zostaje w rękach swojego kumpla z Avengers.
Dlatego cichcem odwróciła się na pięcie i ruszyła w kierunku drzwi do windy.

Tony Stark - Wto 23 Lut, 2016 17:07

I spokój poszedł się... Koniec z użalaniem się nad sobą w samotności.
- Jest woda, szkocka i sok - powiedział mało zachęcającym tonem. - U siebie nie masz alkoholu? JARVIS, co robi Foster na górze? Upiła się jego asgardzkimi wynalazkami?
- Nie, sir. Panna Foster postanowiła się zdrzemnąć i nadal śpi. - W pomieszczeniu rozległ się brytyjski głos JARVISA.
Kinney mogła myśleć, że Stark jej nie zauważył, ale nie mogła być w większym błędzie. Nic mu nie umykało, nawet wtedy, kiedy świat walił mu się na głowę.
- Kinney, a ty dokąd? - zawołał, zanim zdążyła dojść do windy. - Wypij ze mną za poległych i za zwycięstwo. Nikt stąd nie doniesie, że pijesz nielegalnie.

Thor Odynson - Wto 23 Lut, 2016 22:15

Thor spojrzał na Starka nieco zdziwiony.

- Jakich poległych? Bo chyba nie pijesz za tych patałachów, którzy chcą się zwać armią naszych wrogów? Dla nich już tylko Helheim! Nawet Walkirie się nimi nie zainteresują!

Thor wysłuchał słów Jarvisa i postanowił, że po pierwsze, szkocka, czy jak tą wodę nazywali nie jest najlepszym wyjściem, a po drugie chyba czas obudzić Jane Foster.

- Wypijcie za zwycięstwo! Należy się cieszyć i wychwalać tą bitwę! Idę zobaczyć, co tak zmogło Jane Foster. Hmm... jak mam tu zostać chwilę dłużej, będę musiał sobie jakiś środek komunikacji załatwić, ten, telefon, czy jak mu tam. Ale to za chwilę.

Spojrzał jeszcze na Laurę i dodał

- I pamiętaj, jak się czegoś dowiesz, skontaktuj się ze mną. Albo ze Starkiem, on jakoś mnie znajdzie. Liczę na kolejną bitwę godną pieśni!

Ostatnie zdanie padło, gdy już był przy windzie. Wsiadł do niej i pojechał...

//zt. włości Thora

X-23 - Sro 24 Lut, 2016 09:15

Zatrzymała się gwałtownie słysząc swoje nazwisko. Nikt tak raczej do niej nie mówił, dlatego zapewne krok zamarł gdzieś w połowie drogi do windy. Biła się z myślami czy powinna zostać, czy raczej udać się do szkoły i wziąć długi, gorący prysznic by spłukać z siebie brud, krew oraz wspomnienie wydarzeń z Kompleksu.

Szczerze mówiąc miała nadzieje, że Thor zostanie. Miał gadane i umiał pocieszać innych, w przeciwieństwie do Laury. Odwróciła się w jego kierunku, gdy z pompatycznymi słowami mijał stojącą jak kołek mutantkę.
- Okay. Dam znać. - Zgodziła się odprowadzając wzrokiem Gromowładnego. Cały czas nie mogą wyjść z podziwu jego pozytywnego podejścia. Szczerze? Nigdy by nie przypuściła, że Thor zaszczepi w niej odrobiny chęci życia.

Może dlatego właśnie jednak zwróciła się w kierunku z postanowieniem by chociaż na trochę z nim zostać?
- Ale musisz wiedzieć, że kiepski ze mnie kompan do picia. - Odparła podchodząc do kanapy, przysiadając w rezultacie na stoliku zaraz przed Starkiem. Po drodze zgarnęła jeszcze jedną szklankę, do której nalała męskiego trunku.
- Ani nie jestem gadatliwa, ani nie można mnie upić. - Uniosła szklankę i stuknęła w tą, którą trzymał Stark.
- Za poległych i za zwycięstwo. - Odparła upijając łyka.

Tony Stark - Sro 24 Lut, 2016 10:39

W dwóch łykach osuszył swoją szklankę i sięgnął po butelkę, nalać sobie kolejną porcję. Jeśli Laura sądziła, że był już pijany albo że nie zauważył, że jej ubranie jest zakrwawione, to była w błędzie.
- I mój błyskotliwy plan, by cię upić i przekonać do szaleństw właśnie z hukiem runął - powiedział niby żartobliwie, ale jakoś bez przekonania. - To twoja krew? - zapytał wskazując na ubranie Kinney.
Może i była mało gadatliwa, ale chociaż skutecznie odciągała jego myśli od wracania po raz nie wiadomo który do chwil, kiedy ocierał się o śmierć.
- W gościnnym pokoju są nienoszone ciuchy Pepper, gdybyś się chciała przebrać. Co prawda łazienka tam chwilowo nie działa, ale możesz skorzystać z mojej.
Miał nadzieję, że do gościnnej łazienki nie zajrzy. Zastanawiał się, czy ktokolwiek posprzątał zniszczenia jakich tam dokonał, kiedy Potts odeszła, a on się spił w trupa.

X-23 - Sro 24 Lut, 2016 10:57

Również się nie roześmiała. Właściwie to rzadko się śmiała z żartów, dlatego wszyscy sądzili, że nie ma poczucia humoru. Otóż żyli w błędzie. Laura świetnie rozumiała sens dowcipu, czy sam jego zamysł, mimo to nie potrafiła podchodzić do tego tak beztrosko jak reszta. W ogóle jak na swój młody wiek wykazywała się niebywałą powagą, godnej samej królowej lodu.

Nie skomentowała słów Starka. Znaczy tych pierwszych. Gdy zapytał o krew, zaciągnęła się delikatnie powietrzem, by skupić zmysły na zapachu. Nie minęło kilka sekund, zanim wróciła spojrzeniem do brązowych oczu Tony'ego i bez cienia emocji odparła:
- Nie tylko moja. Kilkunastu innych osób. Mężczyzn. W różnym wieku. Od 25 do 40 lat. - Gładki ton w ustach młodej kobiety mógł nadawać mu wręcz upiornego wydźwięku.

- Przeszkadza Ci krew? - Ani drgnęła, gdy zaproponował by skorzystała z łazienki i ciuchów Pepper. Na dodatek cały czas wlepiała swoje stalowe spojrzenie w oczy pijącego Starka. Sama również uniosła szklankę i upiła kolejnego, większego łyka whiskey.

Tony Stark - Sro 24 Lut, 2016 15:32

- Mhm - mruknął Stark na wyjaśnienie źródła krwawych plam. - Nie przeszkadza. Pomyślałem, że prysznic i czyste ubranie sprawią, że poczujesz się lepiej.
Przekręcił głowę, by spojrzeć Laurze w twarz. Chwilę później na jego ustach pojawił się uśmieszek.
- Chyba się nie boisz mojej łazienki, co? - zapytał z lekką nutą rozbawienia. - Zawsze też mogę ci umyć plecy, gdybyś potrzebowała pomocy - dodał po chwili, ponownie napełniając swoją szklankę, leczy tym razem sączył alkohol powoli.
Tak naprawdę to Tony nie chciał być sam. Bał się, że znów nawiedzi go bezsenność i powtórzy się to wszystko, co spowodowało, że Pepper odeszła. Po prostu chciał obecności drugiej osoby, zwłaszcza takiej, która o nim niewiele wiedziała.

X-23 - Sro 24 Lut, 2016 21:40

Już chciała się go zapytać czy wygląda na kogoś kto czuje się źle, ale … zaraz sobie darowała. Właściwie nie wiedziała co odpowiedzieć. Nie wiedziała również co powinna. Jedyna dziedzina, w której była perfekcyjna to cięcie ostrzami, raniącymi jej skórę, wysuwającymi się z rąk młodej mutantki.
- Samopoczucie. Huh. - Zmarszczyła brwi zastanawiają się nad tym słowem. - Szczerze mówiąc nawet nie wiem jak się czuje... - Błądziła wzrokiem gdzieś po podłodze. Chwyciła za butelkę, bo akurat tam zawędrowała błyskając swoimi zielonymi oczkami i nalała do połowy szklanki. No jak tak dalej pójdzie, to zaraz będzie trzeba iść po następną.

Uniosła brwi zaskoczona, gdy zapytał czy nie boi się jego łazienki. Jedna brew powędrowała do jeszcze wyżej do góry i wtedy padło pytanie:
- A dlaczego bym miała? Umiem się bronić nawet gdy jestem naga – Odparła na jednym wdechu. Lampka nad głową Laury zapaliła się dopiero przy kolejnym zdaniu. Czyżby Stark ją podrywał? Dziwne uczucie... Zganiła to jednak na jego bezczelny charakter, dlatego wzięła jeszcze większego łyka.

- Swoją drogą jesteśmy w punkcie wyjścia – Nawiązała do ich pierwszego spotkania... nota bene, tego samego dnia, kiedy reszta Avengersów wraz z dyrektorem SHIELD zastali ich właśnie na tym piętrze.

Tony Stark - Pią 26 Lut, 2016 15:39

- Mogłabyś przypadkiem włączyć wideokonferencję albo JARVIS mógłby się niespodziewanie odezwać - powiedział, patrząc na nią bez skrępowania i zastanawiając się czy au naturel wyglądała równie pociągająco jak w tym obcisłym wdzianku.
Wypił do końca zawartość szklanki i odstawił ją na podłogę. Wolał być sprawny ruchowo, gdyby jednak chciała aby umyć jej plecy. On na pewno chciał, by ona chciała.
- Z tym wyjątkiem, że teraz nie wpadnie tu połowa miasta - powiedział, rzucając jej sugestywny uśmiech. - Nikt nam nie przeszkodzi kontynuować to, co zostało tak brutalnie przerwane.

X-23 - Nie 28 Lut, 2016 11:35

Uniosła brwi zaskoczona - Wideokonferencja pod prysznicem? Poważnie? - Oparła łokcie na kolanach. Tak podpierając się usiadła głębiej na stoliku. Głębiej i zarazem wygodniej. Dopiero teraz zaczęła odczuwać zmęczenie, może nie tyle fizyczne co psychiczne.
- Strach pomyśleć, co jeszcze znajduje się w łazience Tony'ego Starka – Upiła kolejnego łyka whiskey ze szklanki, którą cały czas trzymała w obu dłoniach.

Miała ochotę na prysznic, jednak przez myśl jej nie przeszło by wpuścić tam Starka. Panna Kinney należała do tych niedotykalskich, dlatego zbywała wszelkie wymowne spojrzenia Tony'ego jak mogła, cały czas zganiając jego zachowanie na upojenie alkoholowe, względną obojętność na świat spowodowaną kolejnymi traumatycznymi przeżyciami oraz zaczątkami depresji. Na dodatek cały czas uważała, że nie jest zdolna do jakichkolwiek ludzkich odczuci, ponieważ nawet teraz... choć stan mężczyzny był dla niej tak bardzo bliski, nie potrafiła mu pomóc. Choć bardzo chciała, ponieważ na swój sposób polubiła Starka. To uczucie bezsilności...

- Nie możesz być pewien. Świat cały czas potrzebuję takich bohaterów jak ty, czy reszta – Odparła zgodnie z prawdą, zgodnie ze sumieniem.

Tony Stark - Nie 28 Lut, 2016 17:29

Parsknął śmiechem na jej komentarz o jego łazience. Powoli wyprostował się i usiadł na brzegu sofy tak, że jego lewe kolano znajdowało się między kolanami Laury. Niestety odległość między stolikiem a sofą była niewielka. Wlepił w nią wzrok i tak gapił się w milczeniu przez chwilę.
- Mówisz to osobie, która z sukcesem sprywatyzowała światowy pokój - powiedział w końcu, cytując samego siebie z przesłuchania przed komisją, kiedy to ten cholerny senator chciał ukraść zbroję Starka. - Nie masz ochoty uciec stąd? Zrobić coś naprawdę szalonego? Pozwolić sobie chociaż na jeden dzień olewania wszystkiego i wszystkich i podążenia za najgłębszymi pragnieniami?
Sporo wypił, ale też był w tym zaprawiony i chociaż pokonywanie dłuższych dystansów mogło być problematyczne, tak alkohol nie wpłynął na jego zdolność myślenia czy mówienia, aczkolwiek sprawił, że Stark popadł w lekko filozoficzno-gdybający nastrój, a także chyba też poważnie samobójczy, bo następne co zrobił, to wyciągnął prawą rękę i wsunął ją we włosy Laury tuż nad jej karkiem, przyciągając ją bliżej siebie. A potem ją pocałował. Wszystko to trwało nie więcej niż dwie sekundy.

X-23 - Pią 04 Mar, 2016 20:03

Nie wierzyła w to co chciał zrobić Stark. Obserwowała go. Każdy, nawet najmniejszy gest Tony'ego nie wymknął się spod bacznego spojrzenia Laury. Co tu dużo mówić, wyszkolonemu od najmłodszych lat mordercy nie łatwo odwrócić uwagę, nawet najmniejszym całusem, nawet takim, który trwa dłużej niż dwie sekundy.
Zamknęła mocno powieki, niestety nie odwzajemniła czułego gestu Starka. Nie odsunęła się jednak, po prostu zacisnęła pięści i skupiła się nad tym, by go nie przeszyć do sztyletami na wskroś. Spięła się cała, ponieważ to co działo się między nimi przybrało za szybkiego tempa. Nie była gotowa na to by się przed kimś otworzyć, to raz po drugie cały czas myślała o Remym. To co się między nimi wydarzyło cały czas tkwiło w sercu młodej mutantki. I choć Stark był jej w jakimś sensie bliski, nie chciała zostawiać za sobą nie dokończonych spraw... tak wiele ich miała, wiedziała, że każda kolejna to kolejny kamień na sercu panny Kinney. Ile jeszcze zniesie?
Na dodatek była zła na Starka za jego nierozwagę, przecież mogła mu zrobić krzywdę do cholery! Czy on o tym nie wiedział? Przecież miał te swoje bazy danych, w których na pewno figurowała. Dlatego gdy się od niej odsunie, będzie mógł podziwiać złowrogą minę Laury.

Tony Stark - Sob 05 Mar, 2016 21:23

Odsunął się, zaskoczony jej absolutną biernością i popatrzył na jej mordercze spojrzenie z zaskoczeniem wymalowanym na jego przystojnej twarzy.
- Albo jestem zbyt pijany - zaczął powoli - albo zaczynam tracić swój czar i urok osobisty.
Kilka razy dotknął palcami wskazującymi swojego nosa ani razu nie próbując sobie ich wsadzić w oczy.
- Nie jestem zbyt pijany. Naprawdę straciłem moc uwodzenia? - zapytał, patrząc na Laurę wzrokiem przemoczonego i zmarzniętego szczeniaczka.
Nagle go oświeciło, jego oczy rozszerzyły się, a następnie nie przejmując się szklankami pociągnął kilka długich łyków szkockiej prosto z butelki. Myśl była dość porażająca.
- Wolisz kobiety? - zapytał wprost, bez owijania w bawełnę.

X-23 - Czw 10 Mar, 2016 12:45

Słowo 'absolutna' idealnie pasowało do Laury. Dziewczyna była absolutnie bezwzględna, absolutnie cicha, absolutnie chłodna, absolutnie zagubiona, absolutnie nie wiedziała kim jest i kim chce być, absolutnie dążyła do tego by wszyscy trzymali się od niej z daleka. Była zagrożeniem, choć o walce wiedziała najwięcej. Nie można było jej ufać, chociaż była gotowa poświęcić życie w dobrej sprawie, tylko po to by ratować innych, według niej bardziej wartościowych bytów ludzkich. Ganiła się za brak zasad moralnych oraz brak ich zrozumienia, a mimo to czuła, że to co teraz się dzieje między nimi nie jest dyktowane tym, czym być powinno, a mianowicie sercem... Bo według niej nikt nie był w stanie zobaczyć w niej coś co mogło przyciągać, coś co mogło intrygować... coś co ktokolwiek mógłby pragnąć. Była złamana.
Spojrzała na niego nie kryjąc swojego zdumienia, gdy zaczął dotykać palcem nosa. Złość chwilowo przeszła, ponieważ jej zwierzęcy instynkt został zaciekawiony tymi dziwnymi ruchami. Dopiero sekundę później zdała sobie sprawę co Stark wyrabia. Zmrużyła powieki patrząc na niego bardziej srogim wzrokiem, a potem ciężko westchnęła i spojrzała gdzieś w bok mając nadzieje, że zaraz przestanie. Pominęła tekst o braku mocy uwodzenia, bo szczerze mówiąc, wcale się z tym nie zgadzała i chciała mu wyjaśnić, że to nie o to chodzi, ale kolejne stwierdzenie zbiły ją z pantałyku.
- Co?!- Podniosła wzrok i wbiła go w brązowe tęczówki Starka.
- Nie. Znaczy... nie wiem, ale raczej nie... - Znowu uciekła wstając tym razem z miejsca. Podeszła do okna wieży zastanawiając się nad słowami Tony'ego.
- Nigdy nie byłam z kobietą, więc ciężko powiedzieć... - Dodała myśląc, że on tak na poważnie.

Tony Stark - Czw 10 Mar, 2016 20:35

- Masz kogoś? - zapytał wprost, bez owijania w bawełnę.
Nie czuł się w nastroju na podchody i rzucanie zawoalowanych aluzji. Zresztą czuł, że z Laurą by to nie przeszło. Była bardzo bezpośrednia z tego co zdołał zauważyć. Niezależna i śmiertelnie niebezpieczna, także dla siebie. A także mało świadoma swojego wpływu na płeć przeciwną.
Tony westchnął i po krótkiej debacie ze samym sobą wstał i podszedł do Laury, stając obok niej przy oknie.
- Stąd wydaje się takie spokojne i bezpieczne - powiedział cicho, po czym spojrzał w niebo, rozmyślając o finale Bitwy o Nowy York.
O tym co przyniosła, a co zabrała z jego życia i czego już nigdy nie zdoła odzyskać. Łatwo było być bohaterem, kiedy wiedziało się, że przeciwnikami są ludzie i maszyny. Wszystko się zmieniło, gdy kosmici postanowili dokonać inwazji, gdy okazało się, że tak naprawdę ziemianie nie są jedynymi inteligentnymi istotami w kosmosie, że są inne cywilizacje i to dużo bardziej zaawansowane niż ta tutaj.

X-23 - Nie 13 Mar, 2016 00:01

Wytrzeszczyła na niego wzrok słysząc to pytanie. Ba, zarumieniła się i speszyła, dlatego odsunęła się od Starka pod pretekstem chęci zobaczeni widoku z nieco innej perspektywy, bo te dwa, trzy kroki dalej na pewno zrobią jakąś większą różnice. Gdzieś uleciała ta obojętność i chłód, ale nie na długo. Tony mógł ogłosić się szczęściarzem, bo rzadko kto mógł zaobserwować Kinney w takim stanie. Odpuściła wiecznie trzymaną gardę i ujawniła swoją skrywaną naturę. Chwila ta była tak krótka, więc mógł nawet tego nie dostrzec.

- To… skomplikowane – Wydusiła z siebie marszcząc brwi. Inaczej nie potrafiła tego ująć, dlatego posłała przepraszające spojrzenie w kierunku Starka, ale w rezultacie nie spojrzała mu w oczy. I to nie tak, że mu nie ufała, czy nie czuła potrzeby by się zwierzyć … Niestety na dzień dzisiejszy nie potrafiła ubrać w słowa tego co czuje… nie wiedziała co powinna czuć, a czego nie powinna.
- Będę się zbierać – Dodała już pewniejszym głosem – A co do Nowego Jorku to jest bezpieczny dzięki takim facetom jak pan, panie Stark – Tym razem spojrzała mu głęboko w oczy i uraczyła delikatnym uśmiechem, a potem ruszyła do wyjścia.

- Więc nie poddawaj się okay? Zrób to dla mnie – Spoważniała i wcisnęła guzik przy windzie. Weszła do środka zaraz, gdy drzwi się rozsunęły bez zastanowienia weszła do środka. Posłała jeszcze jedno spojrzenie, dwie sekundy później metalowe wrota zatrzasnęły się przed twarzą młodej mutantki.

//zt

Tony Stark - Nie 13 Mar, 2016 21:37

Nie dał po sobie poznać jak bardzo go rozbawiło jej zmieszanie i rumieniec. Wyglądała tak młodo i niewinnie, co tylko uświadomiło mu, że jest sam jak palec, chociaż wokół niego było tylu ludzi. Nie chciał myśleć o tym jak o kryzysie wieku średniego, ale musiał przyznać, że jeśli to nie jest depresja, to właśnie to może być przyczyną jego stanu. Bo jak inaczej nazwać myśli o tym, że w nocy może przytulić się jedynie do poduszki, a po jego śmierci firmę odziedziczą obcy ludzie, a nie jego dziedzic. Lub dziedziczka.
Posłał Laurze smutny uśmiech kiedy patrzyła na niego przed zamknięciem się windy. Trudno było jej odmówić. Miała w sobie coś, co mówiła, że jeśli ją zawiedzie, to ona przyjdzie i skopie mu tyłek.
Myśl o tym go rozbawiła i nawet się zaśmiał, kiedy szukał swojego telefonu. No tak, SMS od Bruce'a, bo nie przepadał za dzwonieniem.
"Wpadnij potem do laboratorium. Mam coś dla ciebie." - Odpisał przyjacielowi, zastanawiając się, czy przeszedł mu ten foch z wcześniej.
- JARVIS? - odezwał się na głos.
- Yes, sir?
- Znajdź szkołę Xaviera i sprawdź ją i jej systemy. Wyniki prześlij na komputer Bruce'a.
- Już działam, sir - zaraportował JARVIS.
Stark wrócił na kanapę, by dokończyć szkocką. Gdzieś w połowie drogi do dna butelki zasnął.

Bruce Banner - Czw 17 Mar, 2016 22:11

// Garaż

Banner i Thaddeus wjechali windą na piętro Starka, wcześniej odporwadzając trójke mutantów na piętro medyczne. Zapowiedziało to ciche 'dzyng'. Weszli do środka, a Brucey zaczął szukać Tony'ego. Znalazł go śpiącego na kanapie. Zazdrościł mu. Czuł coraz większe znużenie. Mięśnie zaczęło go pobolewać. Wszystkiemu winne były dwie przemiany, brak snu i naprawdę zbyt duża ilość wrażeń jak na jeden dzień.
- Good morning, Vietnam! - wbrew wszelkim pozorom, nie wykrzyczał tego. Raczej mruknął pod nosem siadając, a właściwie padając koło Starka.
- JARVIS, powiadom Thora, by przyszedł do nas - powiedział rozcierając skronie. Naprawdę potrzebował snu.

Hercules - Sob 19 Mar, 2016 12:52

Wiecznie kipiący testosteronem olimpijki heros szedł właśnie do budynku Stark Tower, dzierżąc w swej prawej dłoni ziemskie piwo i delektując się nim niczym egzotycznym towarem. Choć było ono słabsze od tego z Olimpu to i tak Herkules nie odmówił sobie kolejnej puszki, wrzucając pustą do pobliskiego kosza. Trzymając zatem w lewej dłoni napoczęty jeden z dwóch czteropaków piwa, olimpijczyk wziął piwo i otworzył jednym napięciem palca za zawleczkę. Ten odlatując na ziemię odbił się jeszcze dwa razy i spoczął w kratce na ścieki, wpadając oczywiście do niej.
Jadąc windą, Herc bardziej skupiał się na piciu swojego piwa, aniżeli na tym co znajduje się w czworokątnym prostokącie. Od czasu do czasu napisał swoje muskuły i dotykał je, mówiąc do siebie "Cóż za potwory, tata widać, że mi pomógł". Aż w końcu wyszedł z windy trafiając w momencie, kiedy Banner mówił do magicznego głosu w wieży.
- Hulk! Po co wam ten bożek piorunów, kiedy macie przed oczami prawdziwego herosa, haha! - Herc wypił kolejny łyk z piwa, gdzie kilka kropelek skapnęło mu z brody na koszulkę z napisem "I love Avengers".

Tony Stark - Sob 19 Mar, 2016 17:00

Z ust Starka wydobyło się coś pomiędzy jęczeniem a warkotem godnym wściekłego niedźwiedzia. No nawet w spokoju kaca nie może odespać. Ale się nie ruszył, nawet kiedy Brucey pacnął na kanapę obok niego, a właściwie na tę drugą część tak zwanej "elki".
- Znowu się naoglądałeś Williamsa? - mruknął, zasłaniając ramieniem oczy. Ktokolwiek z nim przyszedł, a słyszał ciężkie kroki, to nie zamierzał go oglądać.
- A właśnie - zaczął, ziewając. - W warsztacie mam twoje spodnie. Możesz przekazać Hulkowi, że jego wielki tyłek nie będzie już kłopotem.
Już miał zapytać po jaką cholerę wzywa Point Breaka, kiedy drzwi windy się otworzyły i do środka wszedł Hercules. Z piwem pod pachą.
Jak na pieprzonym dworcu.
- Jarvis, nie wpuszczaj na piętra mieszkalne i na poziom z warsztatem i laboratorium nikogo poza mieszkańcami, Foster i Carter. Niech się nauczą zapowiadać.
- Bo jest trzeźwy, w przeciwieństwie do ciebie, opoju - rzucił w stronę greckiego herosa, zastanawiając się za co go te mity tak naprawdę chwalą.

//Avengers poznali Herculesa podczas któregoś z pobytów w SHIELD.

Thaddeus Ross - Nie 20 Mar, 2016 13:07

//z Środek Lasu; Garaże


Ross chciał porozmawiać z Hulkiem. Co mu mówiło, że ich spotkanie nie musiało się koniecznie skończyć walką. Wzrok jakim obdarzył go Zielony w Kompleksie gdy zaniechał kontynuowania ich potyczki sugerował Thaddeusowi, że Hulk może jednak czasami myśleć trzeźwo.
Ale nawet gdyby nie miałaby to być prawda, faktem było że Thunderbolt złożył obietnicę. A tych dotrzymywał.
Jednak musiał też zrozumieć sytuację Bannera. W prawdzie kolejna transformacja by go nie zabiła, ale z pewnością byłaby bardzo niekomfortowa dla naukowca. Ross odpuścił więc, ale wiedział że prędzej czy później Banner zdoła odpocząć na tyle by zmienić się w Hulka. Czy będzie tego chciał czy nie.
Generał skinął więc tylko głową i ruszył w przeciwnym kierunku niż Banner. Kilkaset metrów dalej, przy nieuczęszczanej szosie był ukryty pick-up wojskowego, którym Ross sam dojechał do wieży Starka.

Thunderbolt zakładał, że jadą do siedziby Iron Mana tylko ze względu na technologię tam dostępną, która była niezbędna do zanalizowania planów. Miał poważne wątpliwości co do tego pomysłu, jednak nic go nie kosztowało odwiedzenie wieży wraz z Bannerem.
Jednak gdy wysiedli z windy, Ross poczuł mocną irytację.
- Czyś ty zwariował?! - generał zastąpił mu drogę, nim obudził Starka.
- To jest tajemnica państwowa, nie powinienem się nią dzielić z Tobą, a z tym pijakiem to już w ogóle. - wyszeptał by jego głos nie doszedł do niczyich uszu. Nie dlatego, że bał się by Stark usłyszał wyzwiska kierowane w jego stronę, tylko ze względu na plany które spoczywały w futerale na gitarę.
- Thor?! - tym razem nie mógł już się powstrzymać przed podniesieniem głosu. Po kłótni między Asgardczykiem a Furym, której doświadczył na Hellicarierze wiedział doskonale, że Thor nie ma prawa być członkiem tego spotkania.
- Bruce. Chcę Ci pomóc. Ale wydaje mi się, że nie za bardzo zdajesz sobie sprawę ile ryzykuję faktycznie próbując Ci pomóc. Mieliśmy się spotkać we dwójkę a nie mieszać w to butnego boga i inżyniera z manią wielkości. Jeżeli mam się z Tobą tym podzielić... - potrząsnął futerałem - ...ma to być w cztery oczy.

Bruce Banner - Sro 23 Mar, 2016 19:02

Powinien się ekscytować wizją ujarzmienia Hulka, ale bardziej wyglądał na zmęczonego. Można było odnieść wrażenie, że od czasu pobytu w lesie do teraz postarzał się o parę lat. Widać było, że te dwie przemiany bardzo na niego wpłynęły. I chociaż wcześniej czuł się dobrze, a w jego ciele regeneracja zachodzi szybciej niż u normalnych ludzi to jednak potrzebował odpoczynku.
- Zwariowałem, dawno temu - odpowiedział spokojnie. Równie spokojnie wstał z kanapy i podszedł do barku, by nalać sobie szkocką. Napił się i chwilę wpatrywał się w lód na dnie. Nawet pojawienie się Olimpijczyka go nie wyrwało z zamyślenia.
- Jesteśmy drużyną - wyjaśnił. A przynajmniej miał nadzieję, że to wyjaśnia wszystko. Na początku misji chciał zataić swój plan przed Starkiem i resztą, ale jak wrócili doszedł do paru wniosków. Po pierwsze, on oddałby życie za Avengersów i vice versa. Po drugie, drużyna nawet w Hulku widziała inteligencję i wartościowego członka. Na swój sposób go cenili. Po trzecie, cóż, coby nie było technologia, którą stanowiła obroża była czymś, co wykraczało poza znany dotąd ludziom świat techniki. Żeby go rozgryźć potrzebował wiedzy Starka i Thora. Stark był geniuszem, a Thor miał wiedze świata, który był tysiące lat za ziemią.
- Tajemnica państwowa? - zapytał rozbawiony - Mam Ci przypominać, że niedawno S.H.I.E.L.D. okazało się być przykrywką dla Hydry? Jesteś w stu procentach pewny, że materiały, które dałeś Fury'emu nie trafią w gorsze ręce niż nasze?
Nie chciał mówić dalej. Jadąc do Stark Tower przemyślał sytuację i wiedział jak ta wygląda Zupełnie jak wojna zbrojeniowa między USA i Związkiem Radzieckim. Przewagę będzie miał ten, co szybciej się uzbroi czy zdobędzie nowe technologie. Nie była to pozytywna wizja i Banner naprawdę nie chciał brać w tym udziału. Och, naprawdę chciał wziąć te plany i stworzyć tę obrożę dla siebie. Wcześniej zostało wspomniane, że nieudany eksperyment, który sprowadził Hulka był spowodowany jego zbyt wielkimi ambicjami i pewnością siebie. Od tamtej pory nauczył się pokory. Ta pokora teraz mówiła mu, że sam albo nie da rady, albo sprowadzi na siebie coś gorszego niż Zielonego.

Mistrz Gry - Sro 30 Mar, 2016 18:56

Radosne przemyślenia, rozmowy, dywagacje i picie całej grupy Superbohaterów przerwał nagle głos JARVISa.

- Sir, Doktorze Banner. Na dole, przy recepcji, stoi niejaka Katherine Pryde i powołując się na znajomość z Doktorem Bannerem oczekuje, że zostanie wpuszczona do środka.

JARVIS zamilkł, czekając na odpowiedź, czy ma wpuścić niejaką pannę Pryde, czy powiedzieć jej, żeby wróciła jutro, a najlepiej wcale.

Tony Stark - Sro 30 Mar, 2016 19:46

Stark wstał i podszedł do baru i z lodówki wyjął butelkę wody mineralnej. Otworzył ją i wypił całe pół litra jednym ciągiem. Zimno go otrzeźwiło. Gestem wskazał Herculesowi by usiadł.
- Chyba już mu dosyć pomogłeś - powiedział Tony równie zimnym tonem, co resztka wody w butelce, którą nadal ściskał w ręce. Plastik zatrzeszczał zgnieciony. Podszedł do Rossa i spojrzał mu prosto w oczy. - Zapomniałeś dodać, generale, że sam masz taką wielką i dosyć gorącą manię wielkości. I to dosłowną.
Tony był wkurzony i szedł szybkim krokiem w stronę wkurwienia, a wtedy przestanie tu być wesoło. Tym bardziej, że w strategicznych miejscach na swoim piętrze miał rozmieszczone przenośne zbroje, a JARVIS był zawsze gotów uruchomić nowy Iron Legion. Moment przerwy wykorzystał Bruce i Stark miał ochotę przybić nie tylko jemu, a i Hulkowi piątkę [no może z Zielonym Koksem to najpierw wbije się w zbroję].
- Bruce, kiedy chodzi o Rossa, to możesz być pewien tylko tego, że cię wyciśnie jak mokrą szmatę i rzuci w kąt. Nie wiem, który z nich jest gorszy, on - machnął ręką w stronę Thaddeusa - czy Fury. Powiesz, co ten podstarzały Desperado ma w tym futerale, bo na pewno nie gitarę?
Zanim Bruce mógł zareagować, odezwał się JARVIS.
- Wpuść ją i przeskanuj w windzie - wydał polecenie. - Ponownie powiadom Thora, że jest nam tu potrzebny. A skoro nie może się oderwać od Foster, to niech weźmie ją ze sobą.

Kitty Pryde - Sro 30 Mar, 2016 20:48

//zt. recepcja itd

Podróż windą była nudna. Dziewczyna w sumie nie wiedziała czego się spodziewać. Najważniejsze jednak, że spodziewała się zobaczyć Bannera i móc w trochę lepszej atmosferze pogadać o tematach, które (w przeciwieństwie do bzdur jakimi mógł go raczyć Profesor, bez urazy oczywiście, czy też Mystique, a nawet i Iceman) były faktycznie interesujące i frapujące. Królowa nauk i jej zastosowanie w praktyce! To dopiero coś!

Stark gdzieś w połowie drogi windą dostał raport ze skanu. Dziewczyna nie miała ze sobą żadnej broni. W walizeczce, którą miała ze sobą targała jedynie szczotkę do włosów, parę podręcznych kosmetyków, laptopa i trochę ubrań. Nie posiadała również kartoteki policyjnej. Ot, zwyczajna dziewczyna.

Kitty weszła do pomieszczenia gdy tylko otworzyły się drzwi windy. Mogła wywołać nieco mieszane uczucia. Jej wiek można było określić gdzieś między 17 a 20 lat. Wyglądała młodo, ale garsonka i znajdująca się pod nią przeźroczysta bluzka, a także bardzo mocno podkreślone usta mogły zmylić. Wyglądała trochę jak lolita, trochę jak wamp, jak osiemnastolatka, która chce wejść do klubu "od 21 lat". Na dodatek prawdopodobnie do tego klubu by weszła.

Gdy zobaczyła całe to zbiegowisko zatrzymała się. Prawdopodobnie spodziewała się zobaczyć Bannera, a tu oprócz niego był ten multimiliarder, Tony Stark (o nim zdążyła się naczytać szukając informacji o Avengers i SHIELD), jakiś dziadyga, wyglądający jak zły leśniczy z bajek i jeszcze jeden, średniego wieku (chociaż dla niej dalej dziadek!) kulturysta. Tej dwójki nie znała.

W końcowym efekcie przyjęła maskę profesjonalizmu i wycofania i po wejściu przywitała obecnych słowami.

- Dobry wieczór Panom. Doktorze Banner, cieszę się, że mogę Pana ponownie zobaczyć. Jak Pan widzi, postanowiłam skorzystać z zaproszenia odrobinę szybciej, niż można by się tego spodziewać. Mam nadzieję, że to nie kłopot? - Spojrzała na pozostałych i dodała - Przepraszam, nie przedstawiłam się. Kitty Pryde, miło mi Panów poznać. - uśmiechnęła się, ewidentnie wystudiowanym uśmiechem. Nie to, że brzydkim, czy sztucznym, co... nie do końca radosnym.

Bruce Banner - Sob 02 Kwi, 2016 12:10

Banner wolał by Stark nie wtrącał się w dyskusję z Thaddeusem. Mieli tak skrajne charaktery i poglądy na świat, że nigdy się nie dogadają. I chociaż się zgadzał po części z Tonym to on sam ująłby to w inny sposób. Sam też nie uważał Fury'ego i Rossa za najgorszych ludzi. Fakt, każdy miał swoje za uszami, ale żadnemu z nich nie można było odmówić zalet. Szef SHIELD był, zdaniem Bruceya, dobrym człowiekiem. Co by nie było, zawsze dbał o nich. Na swój sposób, ale dbał. Raczej nie ufał agencji a nie jemu. A co do niedoszłego teścia... Cóż, też żałował tego, co się stało, też chciał dobrze. A że dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane to już inna sprawa.
- Co? - mruknął do siebie, kiedy usłyszał, że dziewczyna już pojawiła się w Stark Tower. Zdziwiło go to. Tak, zaprosił ją, ale nie spodziewał się jej w ciągu paru dni, a co dopiero paru godzin.
Prawie parsknął śmiechem, kiedy zobaczył dziewczynę w windzie. Wyglądała jak korporacyjna biurwa a nie nastolatka, która wcześniej spotkał. Jakoś mu to nie pasowało do niej, chociaż na swój sposób było to... urocze. Banner pokręcił głową.
- Zamknij. Się. - Powiedział dosadnie, tak by usłyszał go tylko Stark, obok którego właśnie przechodził. Wiedział, no po prostu wiedział, o czym myśli Żelazko. Najchętniej by mu teraz przywalił.
- Witaj Kitty. Nie spodziewałem się Ciebie tak szybko, ale nic nie szkodzi - powiedział, kiedy podszedł do dziewczyny. - Mów mi Bruce - dodał po chwili.
Stanął za dziewczyną, dotknął jej ramion i popchnął wprowadzając bardziej do środka.
- Kitty spotkałem w Instytucie Xaviera. Jest mądrzejsza od Ciebie Tony - stwierdził i wyszczerzył się mężczyzny. - Pomyślałem, że pomożemy jej w rozwijaniu talentu.
W sumie nawet miał później zamiar porozmawiać ze Starkiem o jego funduszu, który założył dla młodych i inteligentnych ludzi, by mogli zdobyć wyższe wykształcenie. Właściwie zrobiła to Pepper, by poprawić jego wizerunek. Ale to później. Teraz modlił się, by dzieciaki z przedszkola zwanego Avengers nie zrobiły czegoś głupiego.

Mistrz Gry - Wto 05 Kwi, 2016 12:39

//Lądowisko dla śmigłowców

Robot, który niósł Matta nie użył głównych przejść tylko tych, które były przeznaczone dla Iron Legionu. W całej wieży były przejścia tylko dla mechów. Wszystko ze względu bezpieczeństwa, by nie straszyły ludzi na korytarzach. Dlatego Matthew mógł pozwiedzać sobie trochę inną część Stark Tower. Jakkolwiek można zwiedzać będąc trzymanym za kostkę i wisząc głową w dół. Na wysokości jego wzroku było mechaniczne kolano.
- Sir, ten młodzieniec próbował zeskoczyć z lądowiska - powiedział JARVIS wchodząc na poziom, który zajmował właściciel. - Co mam z nim zrobić?
Robot ani myślał (serio?) postawić chłopaka na jego własnych nogach.

Thaddeus Ross - Wto 05 Kwi, 2016 12:53

Cała ta sytuacja śmierdziała Rossowi na kilometr i to od momentu, gdy Banner zarządził powrót do Stark Tower.
Generał zupełnie inaczej sobie to wyobrażał. Myślał, że spotkają się w ustronnym miejscu, przetransportują się do jakiejś zacisznej kryjówki czy to Bruce-a czy to Thunderbolta i tam opracują dalszy plan działania.
Tymczasem, zamiast tego stał w pomieszczeniu z Tonym, którego uważał za skończonego półgłówka, greckim bogiem i jakąś dziewczyną. I zmierzał do nich Thor. Każdy z nich (prócz Kitty) mógł mieć zastrzeżenia co do natury urządzenia, jakie miał zamiar pomóc stworzyć Bannerowi. Stark swoim wszędobylstwem mógł (znowu) stworzyć ogromny kryzys, Herculesowi mógł nie przypaść do gustu idea stworzenia urządzenia, które potencjalnie byłoby w stanie zrobić z niego zwykłego śmiertelnika. O Thorze nie wspominając, jego zdanie na temat Obroży generał poznał z pierwszego rzędu w trakcie odprawy.
Oprócz krótkowzroczności Bannera, jeszcze bardziej irytowało go jego nastawienie. Ross oferował mu to czego zawsze pragnął, Bruce miał to na wyciągnięcie ręki. Zamiast starać się, by ten plan faktycznie wypalił i by nie zostali przyłapani na gorącym uczynku przez Tarczę, zachowywał się jakby miał - kolokwialnie ujmując - wyjebane.
Ross czuł jak materiał jego kurtki przylega do ciała, gdy w rzeczywistości to jego sylwetka zaczynała się zwiększać. Może i Ross przybierał formę Rulka tylko w pełni świadomości, jednak był to już swego rodzaju odruch gdy czuł się zagrożony.
- Nie jestem jej częścią. - warknął do zięcia, wwiercając się w niego żółtymi już tęczówkami.
Po sekundzie sapnął ciężko a jego ciało się ,,uspokoiło".
- Dałem je Fury-emu. Nie Tarczy. - powiedział z naciskiem. Ross nie był głupcem. Podzielał zdanie Bannera na temat SHIELD. Nie była godna zaufania, co innego jej naczelnik. Jakkolwiek paradoksalnie by to nie brzmiało, takie były realia.
Chciał dodać, że nie oddał im planów lecz samą Obrożę, której autentyczność była jednym wielkim znakiem zapytania. Co oznaczało, że Ross zatrzymał dla siebie bardziej wartościową wersję Obroży. Nie. Nie dla siebie. Dla Bruce-a.
Przytyk Starka, zbył pełnym zażenowania pokręcenia głową. W mniemaniu generała, Tony był niczym dzieciak z zabawkami. Z tą różnicą, że ten dzieciak sam potrafił skonstruować te zabawki, a co gorsza były one w stanie zabijać.
Ross w żaden sposób nie zareagował na słowa Tonego. Zignorował go. Przynajmniej w sensie werbalnym, słyszał co mówił do niego i na jego temat lecz nie zwracał się do niego. Nawet na niego nie patrzył. Bał się, że go szlag trafi i rozmaśli go na podłodze zanim się zakuje w zbroję.
Gdy jednak wynalazca wspomniał o jego futerale, Ross spojrzał jedynie chłodno na Bannera.
- Musiałem się upewnić, że nikt Cię nie śledzi. - odparł krótko. Tak, miał broń. I co z tego? Wszyscy wiedzieli, że Bannera nie da się zabić kulą.
Gdy Stark rozkazał Jarvisowi wprowadzenie do pokoju trzech kolejnych osób, wspomnianego wcześniej Asgardczyka i dwóch cywili, Ross zaniemówił. Tego już było za wiele. Jednym jest omawianie spraw Obroży w towarzystwie osób o nadprzyrodzonych zdolnościach, ale jeszcze inną - gorszą - w obecności cywili. Cywili! Do jasnej cholery, to jakaś szopka.
Ross skorzystał z tego, że na piętro wjechała winda.
- Nie przeszkadzajcie sobie. Widzę, że macie ważniejsze sprawy na głowie. - powiedział głośno i ruszył w kierunku windy, po drodze lekko skinając głową dziewczynie w geście przywitania. Nie zamierzał się przedstawiać imieniem i nazwiskiem, jeszcze tego brakowało.
- Zawiodłeś mnie Bruce. Myślałem, że się zmieniłeś ale jesteś taki sam. Odezwij się jak zmądrzejesz. - powiedział do Bannera, przystając przy nim i ściszając głos tak by tylko on mógł go usłyszeć.
Po tym bez słowa wszedł do windy, wcisnął przycisk i nie odwracając się twarzą do wnętrza pokoju stanął, czekając aż zasuną się za nim drzwi. Jeżeli ktoś jeszcze go obserwował to mógł zobaczyć kolejne, pełne zażenowania pokręcenie głową.

z/t (jeżeli nikt nie zamierza mnie zatrzymać)

Matthew Redman - Sro 06 Kwi, 2016 15:48

-Tje, Facet?! Co to ma być?! - Takie były pierwsze słowa Matta, gdy zorientował się, że już nie zwisa, lecz lata - EJ! Postaw mnie no na glebę! Co ja takiego zrobiłem? Na żartach się nie znasz?

Tak, metalowa skorupa nie miała poczucia humoru... w takim razie czemu chciała wrzucić Matta do zsypu na śmieci? Choć nie, czekaj... to chyba nie zsyp. To jakiś tunel... ale nie śmierdzi, nie ma jakiś worków... No, na pewno to nie jest zsyp. Tylko czemu ta konserwa go tu ciągnie?! I gdzie do cholery jest TU?!
Matthew rzucał się energicznie, próbując się wyrwać. Niestety żelazny uścisk kopii Iron Mana nie zelżał ani o jotę. W pewnym momencie chłopak postanowił oszukać maszynę. Przestał się ruszać, i zwisł luźno, jakby co najmniej zemdlał.

Ale skoro robocik nie dał się nabrać (Zakuty łeb jeden), i w końcu doprowadził Świetlika przed oblicze Starka (i nie tylko), chłopak przestał odgrywać trupa.
-Hej ludzie, co tam słychać? - Zapytał rozglądając się po zgromadzonych. - Może i bym się wam ukłonił z grzecznością, ale w obecnym położeniu nie wyglądałoby to najnormalniej. O, Pani Nauczyciel! Co tam... przyszłaś na moją wycieczkę? - Spytał się Pryde. Sam nie wiedział, czemu nie zasugerował, że na wycieczkę wybrało się więcej osób. - A właśnie. Ja wiem, że się na kompach znać... a rozmawiać z takimi zakutymi deklami potrafisz? To wytłumacz mu, że ja nie chciałem nigdzie z żadnego lądowiska zeskoczyć. Aż taki szalony nie jestem!

Kitty Pryde - Sro 06 Kwi, 2016 18:14

Kitty postanowiła zignorować "dziadka leśnika". W końcu nie jej cyrk, nie jej małpy.

Słysząc jak Banner ją przedstawia Starkowi zawstydziła się nieco. Na szczęście nie musiała się tłumaczyć, bo nagle pojawił się nowy obiekt zainteresowania. Fakt, że obiekt zainteresowania niósł Matta był drugorzędny. Swoją drogą, co robił tu chłopak? Nie ważne, widać jakieś swoje powody miał.

Natomiast robot... to co innego. Dziewczyna puściła walizeczkę i ignorując wszystko w około, zaczęła się przyglądać. Nie była pewna, czy może dotykać robota, ale bardzo wnikliwie zaczęła szukać możliwości "dostania" się do niego. Oczywiście dostanie się fizyczne, pozbawienie go rączek i nóżek było znowu drugorzędne. Powinna sobie z tym poradzić, oczywiście. Nawet pewnie i złożyć tą zabawkę znowu do kupy, ale ciekawsze było oprogramowanie tej zabawki. Zaczęła więc szukać fizycznych portów dostępu, materiału, z którego można by zrobić anteny, a przy okazji siłowników ramienia, trzymających chłopaka. To faktycznie tylko "przy okazji", bo jeśli nie dostanie pozwolenia, nie zamierzała rozbierać urządzenia przy jego właścicielu. Zwłaszcza właścicielu, który nosi dość często zbroję. I rozwalił (no, może nie sam) pół Manhattanu.

- Matt! Myśli samobójcze, czy skoki na spadochronie? A może odkryłeś w sobie nowy talent? - powiedziała cicho, raczej do uszu chłopaka, niż pozostałych zebranych.

Jej zainteresowanie urządzeniem widać było gołym okiem. Reszta świata praktycznie przestała istnieć. W pewnym momencie ewidentnie doszła do jakiegoś wniosku, spojrzała na robota i stwierdziła.

- Nie widzę łatwego dostępu do panelu zmiany trybu działania i wczytania nowych rozkazów. Na teraflopy danych, potrzebne do przeprocesowania ruchu potrzebnego do złapania Matta, rozmowy i stosunkowo dużej autonomiczności, wybacz, nie masz w sobie miejsca. Za to do przesłania komend ruchu i ścieżki audio nawet zwykłe WiFi 2,4GhZ wystarczy. Teraz. Albo steruje Tobą jakiś geek z ciemnego pokoiku, ale w to wątpię, bo nie pasuje mi to do miejsca, gdzie jestem, a na dodatek nie widzę tu wystarczającej liczby kamer, albo jesteś pseudo-SI z jasno rozpisanym modelem działania, a ochroniarze na dole to tak tylko na pokaz. I aktualnie wydajesz polecenia tej maszynce. Masz jakieś imię? - zwróciła się do urządzenia i po chwili dodała - Myślę, że możesz go puścić. Skoro raz udało Ci się go złapać, uda się ponownie, a wątpię, by Matt od razu rzucił się przez okno

Kitty oczywiście nie zdawała sobie sprawy z istnienia zaawansowanych urządzeń pochodzących z poza planety. Nie wiedziała, że istnieją (poza ziemią) sieci neuronowe przewyższające swoją kompleksowością umysł ludzki. Bo niby skąd miała wiedzieć. Mając jednak dane, które miała, wniosek o komputerze centralnym zawiadującym budynkiem (bo skoro zawiaduje robotem, to pewnie ma i oko na kamery, a może i kolejne roboty!). O istnieniu JARVISa i jego działaniu również nie miała pojęcia. Wszystko przed nią!

Mogła oczywiście wyłączyć robota przechodząc przez niego, ale byłby to szczyt chamstwa, a dziewczyna, mimo, że była geekiem, zazwyczaj nie zachowywała się po chamsku. Jeszcze by jej rachunek wystawili za popsucie zabawki...

Tony Stark - Sro 06 Kwi, 2016 19:11

- Przecież nic nie mówię - powiedział urażony Stark, otwarcie gapiąc się na Kitty i zastanawiając się czy już się z Bannerem przespała, czy też obiecała mu to tylko za możliwość dostania się do budynku i na to piętro. - Mądrzejsza w czym? - stwierdził z nieco aroganckim uśmieszkiem.
Odpowiedzi się nie doczekał, bo generał Ross postanowił strzelić epickiego focha. I to w dodatku przy osobie, którą być może ta obroża i jej plany najbardziej interesowały, a którą była panna Pryde.

JARVISOWI kazał przywlec intruza w dość niekonwencjonalny sposób. Thaddeusa kompletnie zignorował, nawet ostentacyjnie ziewając.
- JARVIS? - odezwał się, kiedy drzwi windy się zamknęły.
- Tak, sir?
- Przeskanuj zawartość futerału na gitarę, którą ma generał Ross. Chcę mieć kopie wszystkiego, co tam jest.
- Oczywiście, sir.
- I cofnij mu wejściówkę do budynku. Nie obchodzi mnie kim jest, nie ma wstępu za drzwi hallu.
- Zaraz wprowadzę odpowiednie ustawienia i powiadomię ochronę.

Tony podszedł do kumpla i położył dłoń na jego ramieniu.
- Nie przejmuj się tym starym dupkiem. Ciesz się, że nie został jednak twoim teściem - powiedział pocieszająco, a potem szepnął Bruce'owi na ucho. - Zamierzasz ją zaciągać do łóżka?

Przezornie odsunął się, a wtedy pojawiła się członek Iron Legion, targając ze sobą intruza trzymanego za nogę, którego potem mało delikatnie puścił na podłogę. I najwyraźniej znał on Kitty.

- Skoro już zapraszasz tu przyjaciół, to może powiadom mnie lub Jarvisa o tym? - zasugerował dziewczynie.
Podszedł do chłopaka, złapał go za kark i zaciągnął na sofę obok żłopiącego piwo Herculesa.
- Masz pięć minut na logiczne wytłumaczenie co robisz w moim budynku, na piętrach zastrzeżonych dla uprawnionych osób i czemu próbowałeś się zabić. I oby to miało sens, bo inaczej przelecisz się jeszcze raz.

- Hej! - powiedział głośno, kiedy Kitty zbliżyła się za bardzo do członka Iron Legion. - Znam to spojrzenie. Nie wiem kim jesteś i co tu chcesz robić, ale nie będziesz niczego rozbierać na czynniki pierwsze. No chyba że to będę ja - dodał z uwodzicielskim uśmiechem. - A on nie jest rozmowny tak jak ja. - Poklepał robota po ramieniu. - Jarvis zabierz go zanim nasz gość znajdzie śrubokręt.
- Oczywiście, sir - z ukrytych głośników rozległ się ponownie głos Jarvisa, a Iron Legion uniósł się nad podłogę i odleciał.
- A teraz, Brucey, raczysz wyjaśnić ten cały bajzel? - Stark założył ręce na piersi i popatrzył wyczekująco na Bannera.

Bruce Banner - Czw 07 Kwi, 2016 17:42

Banner stał przy windzie, kiedy Ross chyba próbował pokazać, kto tu jest prawdziwym facetem. Przynajmniej takie odniósł wrażenie. Dla niego była to gra pozorów, zaprezentowanie swojej siły i poniekąd zastraszenie. Zmarszczył czoło i zacisnął dłonie w pięści. Nie pozwoli się zastraszać we własnym, tymczasowym, domu. Nie pozwoli też by jego niedoszły teść tak się zachowywał. Hulk był gotowy. Słyszał go w swojej głowie. Udzielała mu się jego wściekłość i poniekąd podzielał jego zapał do spuszczenia łomotu generałowi. Jego oczy lekko nabrały odcienia zielonego.
Kiedy mężczyzna zniknął za drzwiami windy, Brucey ze świstem wypuścił powietrze. Rozmasował bolące od zaciskania knykcie.
- Oj wierz mi, zmądrzałem. Bardzo zmądrzałem - warknął ni to do siebie ni to do Thadeussa. - Masz to? - zapytał Tony'ego i, poniekąd, JARVISA.
Brucey naprawdę zmądrzał. Już raz był na łasce i niełasce rządu i Thaddeusa. Już raz im zaufał i widać jak skończył. Tym razem skorzystał z technologii w Stark Tower. Wiedział, że prędzej czy później JARVIS przeskanuje wszystko to, co posiadał przy sobie Rulk.
Miał ochotę strzelić facepalma, kiedy zobaczył chłopaka niesionego przez robota. Nie zrobił tego. Nawet nie miał siły przypominać chłopakowi o jego ostrzeżeniu w lesie, by nie robił z siebie debila. Nie wiecie jak go kusiło, by podejść do niego i strzelić mu w tył głowy. Tak dla otrzeźwienia.
- Tego - wskazał ręka na chłopaka - i jeszcze dwójkę przywiozłem przypadkiem. Postanowili zakraść mi się do auta, kiedy byłem w Instytucie Xaviera. Mieli tam jakiś wypadek i bardzo słabo wyposażone zaplecze medyczne, kiedy więc ich złapałem, to stwierdziłem, że przywiozę tutaj, by ktoś sprawdził, czy wszystko z nimi w porządku. Tam też poznałem Kitty i jak wspomniałem, jest mądrzejsza od Ciebie, co zdążyłeś chyba zauważyć. Zaprosiłem ją do Stark Tower, bo stwierdziłem, że może się czegoś tutaj nauczy i nam pomoże w... czymkolwiek.
W sumie sam nie wiedział, w czym mogłaby pomóc. Nie był specjalista od komputerów. Wiedział jednak, że dogada się ze Starkiem, do którego właśnie podchodził. I wierzcie mi, znowu go kusiło, by komuś przylać. A obiektem zainteresowania jego pięści był tym razem Tony.
- Ona. Jest. Niepełnoletnia - wycedził przez zaciśnięte zęby. - Gacie do góry.

Matthew Redman - Pią 08 Kwi, 2016 13:54

-Myśli samobójcze? Nie... chyba ostatnio deprechy nie miałem - Skomentował dalej wisząc głową w dół. - Co do spadochronu, to niestety, nie mam przy sobie bluzki Berniego. Nie znasz Berniego? A no tak... cały czas zapominam, że świat nie kończy się na bidulu czy północnym squacie. Barnie to taki mój ziomek. 120 na 90 na 120. Druga noga to samo. Z jego bluzą na pewno udałoby mi się skakać z spadochronem bez spadochronu. A co do talentów, to ja zawsze miałem dar "łażenia" po ścianach i pakowania się w tarapaty. A ten Puszkin nie ma poczucia humoru! - Krzyknął i znowu zaczął się intensywnie szamotać.

Nic nie zrozumiał z prób negocjacji Kitty. Jakieś teraflipy, jakieś gigi.
Czemu ona nie może mówić jak do człowieka? - Przemknęło mu przez myśl - No tak, bo nie gada do ludzi, tylko do kupy żelaza. - Odpowiedział sam sobie.
Przestał się rzucać mając nadzieję, że zaraz go odstawią jak człowieka na podłogę... ale stało się inaczej. Wylądował przy jakiejś włochatej górze mięśni... i alkoholu.
Tak... postawienie Matta obok jakiegoś alkoholika to "świetny" pomysł. Szczególnie, jak chce się słyszeć kilkugodzinny wykład na temat szkodliwości alkoholu, wyższości członków sXe nad innymi ludźmi, wolności i innych takich.
- Cieszysz się, że wyglądasz jak wyglądasz? - Zwrócił się do Herculesa, ignorując Starka - Jesteś z siebie dumny? Wielka góra mięśni, żłopiąca bezwstydnie piwsko. Zapewne nawet nie wiesz, produktem czego jest ta trucizna. Tak, alkohol jest trucizną. Wiesz jak wyglądają ludzie, po ledwo 10 latach picia? Gorzej niż chorzy na raka! I wiesz, że te twoje mięśnie zaraz zmienią się w tłuszcz? Te godziny ćwiczenia na siłce, te tony sterydów... to wszystko pójdzie w niepamięć po ledwo kilu miesiącach! I po co ci to? Po parę chwil radochy? W takim razie po co ćwiczysz? Albo-Albo! Albo jesteś przyszłym bezdomnym pijakiem spod mostu, albo pakerem na siłce, któremu wszyscy zazdroszczą figury i mięśni! Chcesz być zakałą społeczeństwa? A może już taki jesteś? Może ta trucizna już uszkodziła ci mózg i jest ci wszystko jedno?! Jesteś już niewolnikiem? Jeżeli nie, to walcz! - I spróbował wyrwać herosowi puszkę. Jeżeli mu się udało, skierował się do barku i wylał całą zawartość do zlewu. - Sam pomyśl. Nie czujesz się lepiej? Nie czujesz się wartościowszym człowiekiem?

Ok, pierwsza część naprawiania świata w tym pokoju zakończona... pora przejść do drugiej - Do Tony'ego i jego stosunku do kobiet... - Posłał długie spojrzenie w kierunku bogacza, wiał głęboki oddech i zaczął od początku.
-Ja rozumiem, że to twój dom, że to ty ustawiasz tu zasady itd. Ale nie sądzisz, że takie teksty nieprzystojną komuś na twoim stanowisku? Filantropowi! Jesteś dobrym człowiekiem, więc czemu tak się zachowujesz? Boisz się czegoś? Przecież Kitty nic ci nie zrobi. Nie wiem, czy potrafi przechodzić przez ludzi, a nawet jak potrafi, to z tego co wiem, jest zbyt dobra, żeby to zrobić. Więc czego się boisz?
-Ale ja nie o tym... znaczy o tym, ale innym tym. Pewnie wiesz, jakie krążą o tobie plotki. Że albo latasz w swojej zbroi, albo chędożysz po kątach. Mnie nic do tego, co robisz z swoim czasem jako Avanger. Przynajmniej póki nie rozwalasz za dużo. Ale mnie o twój stosunek do kobiet idzie. Czemu ktoś taki jak ty, filantrop, Avanger, dobrodziej nie ma za grosz szacunku. Za grosz szacunku do siebie i do kobiet. Ja rozumiem, że część pustych lalek właśnie na to liczy. Ale serio nie stać cię na nic lepszego? Co jest lepsze: Budzenie się co dzień w innym łóżku, przy innej dupie, bo to kobieta zazwyczaj nie jest, czy zasypiać się i otwierać oczy przy tej jednej jedynej? I nie wciskaj mi tu kitu "Jak nie spróbuje, to nie będę wiedział, czy to ta jedyna" - najpierw się dowiedz, czy to ta jedyna a potem, czy "pasujecie do siebie fizycznie"... czy jak ty sam siebie okłamujesz. - Zakończył, jednak nie spuścił oczu z Iron Mana.

Tony Stark - Wto 19 Kwi, 2016 15:42

Tony rzucił Bannerowi spojrzenie z cyklu "kpisz czy o drogę pytasz?". Chwilę później JARVIS potwierdził zakończenie skanowania oraz umieszczenie danych w kilku różnych lokacjach.
- Oby ci to zmądrzenie pozostało na stałe - mruknął do Bruce'a. - Dać się drugi raz wykorzystać przez Rossa zaniżyłoby twoje IQ.
Podszedł do kumpla i zaprowadził go z powrotem na sofę, słuchając po drodze jego wyjaśnień i wciskając mu do ręki butelkę piwa, skubniętego z zapasów Herculesa, który odleciał do krainy snów. Na szczęście nie chrapał przy tym.
- To będzie mogła razem z tobą wysadzać TWOJE laboratorium - powiedział tonem sugerującym, że do jego warsztatu panna Kitty nie wejdzie, a na pewno nie bez nadzoru samego Starka. Niestety biedny Tony nie miał pojęcia, że mutantka nie uznaje drzwi i zamków. - Myśl o swoich gaciach, nie o moich - mruknął mu na ucho, po czym poszedł za bar, gdzie wyjął z lodówki butelkę soku pomarańczowego, z półki ściągnął szklankę i nalał do niej napoju, po czym wręczył go Kitty, gestem zachęcając ją by zajęła miejsce obok Bannera. A Tony za to rąbnął greckiemu herosowi kolejne piwo, słuchając tyrady Matthew. Demonstracyjnie stanął przed nim i nie spuszczając oczu z dzieciaka otworzył piwo i duszkiem wypił całą zawartość.
- Po pierwsze, dzieciaku, żadnego wałęsania się po moim budynku samopas. I tak płacę kupę kasy za ubezpieczenie i nie chcę mieć tu twojego trupa. Po drugie, facet, któremu robisz wykład o szkodliwości picia to grecki bóg, który się alkoholizuje od kilku tysięcy lat. Po trzecie - powiedział, pochylając się nad Mattem z groźną miną - zluzuj majty młody. Zrzędzisz jak stara przekupa, spędzająca pół doby na leżeniu w oknie.
Tony wyprostował się i przyniósł sobie i Redmanowi po napoju. Młody dostał sok pomarańczowy, zaś szklanka Starka była napełniona przezroczystym płynem. Czy to woda była czy coś innego, to wiedział tylko Tony.
- Brucey, następnym razem przywieź ze sobą kogoś mniej świętego - powiedział Stark. - A gdzie reszta Twoich nadprogramowych pasażerów?
Nie zamierzał dyskutować w tej chwili o materiałach pozyskanych od Desperado-Rossa, zresztą JARVIS musiał to jeszcze uporządkować.

Kitty Pryde - Wto 19 Kwi, 2016 21:04

Kitty powiodła wzrokiem za oddalającym się robotem. Miała zignorować zaczepkę Starka i w sumie zrobiłaby to, ale... jakoś nie wyszło...

- Niestety, biologia mnie nie interesuje jakoś przesadnie, a na sekcję zwłok wydaje się pan zbyt... żywy - delikatnie spłoniła się, chyba żałując, że jednak nie ugryzła się w język.

Ponownie spojrzała na Matta.

- Chłopaku, zachowuj się. Nikt nie będzie przez nikogo przechodził. A on - tu skinęła na Tony'ego - mi nie straszny. Ważne, że już nie wisisz do góry nogami. Swoją drogą, kto przyjechał z Tobą? - Powiedziała bardzo cicho, żeby przez przypadek Tony nie mógł usłyszeć. Na szczęście ten udał się w stronę baru. To ułatwiło sprawę.

Nie czekała na odpowiedź Matta. To znaczy... usłyszy ją, ale w pomieszczeniu były ciekawsze rzeczy. Wspomniano laboratorium. No i Tony ewidentnie z kimś rozmawiał. To pewnie ta pseudo-SI. Trzeba się jakoś do niej dostać, ale to później.

Kitty wzięła szklankę soku i uśmiechnęła się.

- Dziękuję.

Dziewczyna chyba była nieco zestresowana jednak. Postanowiła jak najszybciej dostać się na miejsce wskazane przez Starka i nie do końca zwróciła uwagę na ławę / stolik stojący przy kanapie. Teoretycznie powinna była się uderzyć w nogę, ale... ta po prostu przeniknęła przez stolik, a dziewczyna była już przy wskazanym miejscu. W sumie nie było do końca pewne, czy ktokolwiek to zauważył, w końcu w pomieszczeniu działo się dość sporo.

Usiadła, jak przystało na grzeczną dziewczynę, założyła nogę na nogę, upewniając się, że nikt postronny nie załapie się na darmowe porno dla ubogich. Zaczęła sączyć sok.

- Czy znajdę tu jakiś komputer, z którego będę mogła skorzystać? Mam ze sobą parę modeli, które chciałabym sprawdzić, a testowanie ich u mnie jest zbyt czasochłonne. Czym jest JARVIS, o którym mówił pan Stark? - jakby od niechcenia zwróciła się do Bannera.

Matthew Redman - Nie 24 Kwi, 2016 21:51

-EJ! - Oburzył się Matt - Ja się zachowuję, psze pani nauczyciel. - Powiedział z nutką kpiny. OK, Kitty nie była jak większość nauczycieli, ale też nie była jak większość ludzi z jego paczki. - I nie powiedziałem, że ty się go boisz, tylko że on się boi. Boi się i maskuje to końskimi zalotami. A z tamtej perspektywy świat był taki... inny. - No tak. Matt i jego podejście do życia. Jeżeli coś mu doradzą, to zrobi kompletnie na odwrót, bo tak.
-No są ze mną ruskie... Znaczy Yuriy i ta jego... Arlena... Alenka... ALENA! Jak ich widziałem, to byli cali i zdrowi w szpitalu. Czemu w szpitalu? Bo ten cały Główny Psorek narobił zamieszania i Aleksandrowi coś zrobił, i mu się przytrafiło co nie fajnego... no ale wszyscy są cali i zdrowi. A przynajmniej na takich wyglądali, jak ich zostawiałem. Zresztą, Yuriy ogólnie i wcześniej dobrze wyglądał, Alence też nie za mocno się dostało.

Jak wiadomo, Matt jest wojującym abstynentem z kompleksem mesjasza. A co robi wojujący abstynent z kompleksem mesjasza, widząc jak ktoś na złość mu chce się upić? Na pewno nie odpuszcza. Matt też nie odpuścił, widząc, co chce zrobić Tony. Nim mężczyzna przechylił puszkę piwa do ust, chłopak już był przy nim, wyrwał mu ją, a po kolejnym mrugnięciu oka, był nad zlewem, wylewając piwo.

-Po pierwsze "dziadku" nie szwendam się samopas. Chyba nie zabronisz komuś tak młodemu jak ja ćwiczenia na świeżym powietrzu? No właśnie. Po drugie, bujać to my, ale nie nas. Nie żartuj, że jakieś dupy, bo tego na pewno nie można nazwać kobietą, poleci na Twoją "znajomość z greckim bogiem, który alkoholizuje się od kilku stuleci". Po trzecie - spojrzał się z analogicznym wyrazem twarzy jak rozmówca - Zalecanie się do kobiet... a potem do mężczyzn? Syrsly? Że Kitty ci dała kosza, to teraz będziesz się moimi majtkami interesował? Wiesz, ja nie mam nic przeciwko gejom czy lesbijką. Nawet bi mnie nie ruszają. Póki trzymają swoje żądze na wodzy i z dala ode mnie. Więc może zamiast ja luzować swoje spodnie, ty je trochę zepniesz? - Powiedział z hardą miną. Szklankę jednak przyjął i podziękował skinieniem głowy. Wciąż jednak przyglądał się wszystkim zgromadzonym, gotów znowu ratować ich życie i zdrowie i niszcząc ewentualne zapasy piwska czy innego alkoholu.

Tony Stark - Sro 27 Kwi, 2016 16:15

Stark zrobił krok w tył, mrużąc oczy i sprawdzając, czy mu się aby to nie przywidziało. Dziewczyna od razu awansowała na jego liście interesujących osób. Może nawet jej pozwoli obejrzeć jego warsztat. Na nieszczęście jej pytanie trafiło w próżnię, bo Banner odleciał do krainy jednorożcowych snów, a drzemał oczywiście w taki sposób, że wyglądał na zamyślonego.

- Brucey odleciał razem z Morfeuszem - uprzedził dziewczynę. - Ma w swoim laboratorium wystarczająco dużo komputerów, z których będziesz mogła skorzystać - powiedział. - Just A Rather Very Intelligent System - wyjaśnił nieco enigmatycznie. - Sztuczna inteligencja.

Więcej nie zdążył powiedzieć, bo piwo zostało mu wyrwane z ręki i bezczelnie wylane przez równie bezczelnego nastolatka. Przez chwilę nawet rozważał wylanie wody na głowę chłopaka, ale pomyślał o czyszczeniu sofy i dywanu, więc darował to. Zamiast tego przeszedł do baru, nalał sobie pełną szklankę szkockiej i nie spuszczając z chłopaka oczu usiadł na sofie obok Bruce'a, oddzielony od Matta siedzącą niedaleko Kitty.

- Szwędasz się i masz skłonności samobójcze. Proszę bardzo, idź się pobaw na świeżym powietrzu, ale nie do diabła przeszło 80 pięter nad poziomem ulicy. Nie potrzebuję tutaj skoczków pozbawionych mózgu i podstawowego instynktu samozachowawczego. Jesteś w moim domu i będziesz szanował zasady tu panujące. Nic nie mam do twoich poglądów na życie, ale nie baw się w fanatyka i zbawcę ludzkości, bo tak tylko zyskujesz sobie wrogów.

Tony trzymał mocno swoją szklankę w lewej ręce, nie spuszczając wzroku z irytującego małolata. Niemal go wyzywał do tego, by ten znów próbował mu odebrać alkohol. Nie zamierzał dać się zaskoczyć. Co więcej, zamierzał się bronić. Jeden prawy sierpowy powinien załatwić Matta i wysłać go do krainy nieprzytomności ekspresem.

Kitty Pryde - Wto 03 Maj, 2016 23:13

W sumie dopiero teraz, jak powiedział to Matt, dotarło do niej, w jaki sposób patrzy na nią Stark i fakt, że możliwe, że niektórzy odebraliby to jak zaloty, czy próbę podrywu. OK. Była młoda, może i nie najbrzydsza, ale daleko jej było do Storm na przykład. Chyba, że Stark gustował w typie "szarej myszki". Zupełnie nie docierało do niej, że sama, wybierając strój, w którym pojawiła się u Starka, pozbawiła się atutu "szarej myszki". Ehh... lepiej udawać, że nie załapała i nie rozumie i biedna i niewinna. Tak będzie zdrowiej.

Zawiodła się nieco, słysząc wypowiedź Starka a'propos Bannera. Za to zaintrygowała ją odpowiedź dotycząca JARVIS'a. Nie mogła też zostawić kwestii Matta samej sobie.

- Matt zazwyczaj jest grzeczny. Tylko lubi gimnastykę, co w sumie jest chyba zdrowszym zajęciem, niż siedzenie przed komputerem. Nie kojarzę, żeby miał jakieś myśli samobójcze. - Spojrzała wymownie na Matta, oczekując potwierdzenia tej tezy. W ten sposób mógł sobie załatwić tą odrobinę wolności, której tak chciał. Z drugiej strony, znając chłopaka, gdy pojawi się przyzwolenie na takie zabawy, stracą one swój urok... I tak i tak wyjdzie na plus.

- Powiedział pan, Sztuczna Inteligencja? - przeniosła wzrok znowu na Starka - Chyba pseudo-SI? Na tą chwilę nie słyszałam, by udało się stworzyć sztuczną sieć neuronową przypominającą ludzką, ze zdolnością do nauki, wyciągania wniosków i tak dalej. Czy Jarvis przechodził test Turinga? Pomijam sprawdzanie JARVISa przy testach CAPTCHA, chociaż to też mogłoby być ciekawe. Czyli jednak miałam rację. - dziewczyna zamknęła się na chwilę, ale jedynie na krótką chwilę. Widać potrzebowała tego momentu na dalszą analizę zagadnienia - Jak dużą autonomią dysponuje JARVIS? I czy ma zastosowanie czysto użytkowe, bo to, że zarządzał tym robotem, który tu wniósł Matta, to było oczywiste, wnioskuję również, że stanowi końcówkę systemów monitoringu w budynku, a także podejmuje się swojego rodzaju analizą zagrożenia, ale czy ma zastosowanie również przy doświadczeniach naukowych? Czy może pomóc w skomplikowanych symulacjach? - dziewczyna była mocno skoncentrowana na swojej własnej pracy i aktualnej "zajawce" dotyczącej stworzenia oprogramowania umożliwiającego dogłębną, pełną analizę modeli matematycznych, które uwzględnią nie pojedyncze teorie matematyczne, ale pozwolą na uwidocznienie wyników symulacji danego problemu z zastosowaniem wielu teorii liczbowych, w tym teorii gier, ale również innych, które pozwoliłyby na rozwiązanie kilku, do tej pory nierozwiązanych, problemów matematycznych. A przy okazji możliwe, że pozwoliłaby na bardziej praktyczne zastosowanie, chociaż tutaj musiałaby włączyć w zabawę Bannera i pewnie doktora McCoy. To, co finalnie ją interesowało to stworzenie modelu matematycznego, który pozwoliłby przy analizie DNA, na określenie maksymalnych możliwości mutacji danej osoby. Ale tu potrzebował biologa i ekspertów od DNA. Jej samej zajęłoby to zbyt dużo czasu, a poza tym.. biologia była nudna. Jednak stworzenie oprogramowania, które mogłoby pozwolić na takie analizy... spisanie programu, który ogarnąłby teorie matematyczne... to byłby początek takiej analizy, która mogłaby bardzo pomóc X-Menom i Profesorowi. Raz, można by bardzo łatwo określić potencjał nowych uczniów, a dwa, w skrajnych przypadkach, na podstawie krwi, cebulek włosów, skóry... określić z jakim wrogiem spotkali się X-Men i czego po nim można się spodziewać w przyszłości.

Dziewczyna przez moment miała dość nieobecny wyraz twarzy, zupełnie jakby się rozmarzyła. Trwało to jednak tylko moment. Krótki moment. Realizm, dominujący życie Kitty, podpowiedział jej, że to nie jest projekt na kilka dni, czy tygodni, a raczej lat. Warto jednak cały czas nad nim pracować, a taki JARVIS, jeśli ma również zastosowanie naukowe, mógłby być niezłą pomocą, jeśli nie podstawą do stworzenia takiego oprogramowania.

Matthew Redman - Sob 07 Maj, 2016 15:13

Matt posłał Tony'emu spojrzenie mówiące nawet nie próbuj. Nie, nie wyrwał mu szklanki... Jeszcze. Było jednak widać, że jest gotów wręcz rzucić się na gospodarza i "ratować go przed truciem się"
-Po pierwsze, nie szwędam się. To Twoja winda mnie tam zawiozła. W sumie to miałem wybór: skakać po łóżkach medycznych, albo pooddychać świeżym powietrzem.
-Po drugie, tak jak Kitty mówiła, nie mam myśli samobójczych. Wszystko było pod kontrolą. Już bardziej te twoje konserwy mnie naraziły. Widziałeś jak mną rzucały? Jeszcze trochę, a musiałbyś mi płacić odszkodowanie za złamaną rękę!
-Po trzecie, kto jest bardziej pozbawiony instynku samozachowawczego? Ja, który dbam o sprawność swojego ciała, o jego zdrowie, nie palę, nie piję, czy ty, siedzący pół życia w piwnicy, rzadko na dwór wychodzący, co rusz pijany albo spalony. Byłeś ostatnio u dobrego lekarza? Pewnie nie, bo by ci powiedział, że twoje ciało jest dwa, trzy razy starsze niż ty. I tu nie idzie mi o to, jak dziecinnie się zachowujesz. Chcesz się czuć jak 90 letni 30 latek? Czy może na odwrót? Nie słyszałeś, jak ludzie mówią: "Patrzcie na Starka. Nieźle się trzyma jak na swoje 60 lat! Jakie 60?! On nawet 40 nie ma!"

Tony Stark - Nie 08 Maj, 2016 18:46

Stark rzucił Kitty spojrzenie mówiące, że przy całym swoim geniuszu jest bardzo naiwna jeśli chodzi o jej przyjaciela. Nie zamierzał pozwolić mu na wałęsanie się samopas po budynku choćby miał go osobiście związać i zakneblować. Włupał raz asgardzkiemu bogowi, to poradzi sobie z nastolatkiem.

- JARVIS? - rzucił w przestrzeń, rozsiadając się wygodnie, popijając szkocką i kątem oka pilnując Matta, by nie stracić całej szklanki czterdziestoletniej whiskey.

- Mr. Stark zleca mi wiele zadań, w tym także zarządzanie jego budynkami i Stark Industries, panno Pryde. - Z głośników rozległ się głos JARVISA. - Mam sporą wiedzę o wszelkiego rodzaju eksperymentach naukowych, jakie konkretnie ma pani na myśli? Cieszę się, że będę mógł pracować z panią nad czymś odmiennym od badań pana Starka czy pana Bannera. Ostatnio czuję się znudzony - dodał z lekkim żalem w głosie.

- Po pierwsze - odezwał się Tony, zwracając się do Matta. - Skoro zaprowadzono cię na piętro medyczne i kazano tam pozostać, to tak miałeś to zrobić, BEZ skakania po czymkolwiek. Po drugie, to jest Nowy York, tu nie ma świeżego powietrza. Po trzecie, trochę szacunku. Nie jestem twoim kumplem z podwórka. - Rzucił chłopakowi ostrzegawcze spojrzenie. - Mógłbym być twoim ojcem, choć sama ta myśl budzi we mnie straszliwą grozę. Nikt cię nie nauczył zasad zachowania się w społeczeństwie?

O tak, Redman zdecydowanie nadepnął Starkowi na odcisk i ten serio zaczynał mieć dość nieoczekiwanego intruza. Myśl o wywieszeniu go za oknem i czekaniem aż porządnie skruszeje na mrozie była niezwykle kusząca, tak kusząca, że Tony już chciał powiedzieć JARVISowi, by ten wykonał plan, ale spojrzał na drzemiącego Bannera i stwierdził, że jeszcze tego by brakowało by ten nagle zhulkował.

Bruce Banner - Sro 11 Maj, 2016 18:28

Nie spał już od... bardzo długo. Jedna zmiana w Hulka, wypad do Bostonu, kolejna transformacja, powrót, prysznic, wyjazd do szkoły, spotkanie z Thaddeusem... Tak, zdecydowanie minęło dużo czasu nim spał. Wszyscy w międzyczasie zdążyli wziąć chociaż krótką drzemkę (no, może nie Thor, ale on się nie liczy). Nic więc dziwnego, że kiedy usiadł na fotelu, wcześniej wypiwszy drinka od Starka, po prostu zasnął. Tylko na chwilę zamknął powieki, chciał dać odpocząć zmęczonym oczom. Na chwilę. Sekundę, która przerodziła się w dobrych parę minut. Obudziło go to, że powoli opadające ciało nagle zmieniło środek ciężkości i po prostu wyłożył się na kanapie. Nagły zryw go obudził. Wyprostował się momentalnie jak struna. Brucey wyglądał na naprawdę zdezorientowanego. Potarł rękami twarz parę razy biorąc głęboki oddech.
- Co to ja...? - zapytał patrząc się po obecnych nieco zamglonym wzrokiem. Zastanawiał się jak długo spał. Czy zasnął na dłużej czy po prostu przysłowiowo przyciął komara.
- Ja... może pójdę do laboratorium...? - ni to spytał ni to stwierdził. Widać, że potrzebował albo snu albo porządnej dawki kofeiny. Wstał z kanapy, nieco się zatoczył i ruszył w kierunku miejsca swojej pracy.

/zt -> labratoria

Matthew Redman - Sob 28 Maj, 2016 17:20

Tony na prawdę uważał, że w spokoju napije się alkoholu w towarzystwie Matta? Nawet po poprzedniej gadce? Ma facet tupet... albo zdolność olewania młodocianych zbawców świata.
Widząc, że gospodarz ma zamiar poczęstować się trutką, Matt doskoczył do niego, zakrywając szklankę ręką.
-Odłóż to, a najlepiej wylej. Poczujesz się wolny i silny. Chyba nie chcesz pokazać biednej Kitty, jak Wielki i Wspaniały, i Genialny i Ogólnie Stark jest słabym tchórzem, co bez kielona nawet z dzieciakami nie potrafi pogadać? Boisz się, czy już jesteś niewolnikiem? Jeśli się boisz, to spokojnie. Nikt ci nic nie zrobi, wszyscy wiedzą, jak wyjątkowy jesteś. Jak jesteś niewolnikiem... jak jesteś niewolnikiem, to ci pomożemy. - Stwierdził, gotów w dowolnym momencie odskoczyć do tyłu (przy okazji, szturchając dość mocno szklanką. Tak, Świetlik miał w poszanowaniu, ile kosztuje strój filantropa, czy whisky).

-Eh... - Westchnął ciężko, zdając sobie sprawę, jak wolno kapujący jest jego gospodarz. - Po pierwsze: nie zaprowadzono mnie tam, tylko ja zaprowadziłem Ruskich. Po drugie, niby taki geniusz z ciebie, a nie wiesz, że im wyżej, tym lepsze powietrze? Tam coś z masą czy innym takim było... - Spojrzał na Kitty, jakby prosząc ją, by wytłumaczyła, co Matthew mógł mieć na myśli. - Po trzecie, mam do ciebie taki szacunek, na jaki zasługujesz. Wylejesz tą truciznę, to od razu mój stosunek do ciebie się poprawi. Pokażesz, że nie jesteś jakimś bogatym żulem, a kimś lepszym! I nie, nie nauczyli mnie życia w zniewolonym i chorym społeczeństwie. Jestem ponad to. Powinieneś być mi wdzięczny, że nie spisałem cię na straty, tylko próbuję ratować przed pułapką konsumpcyjno-morderczego kapitalizmu!

Spojrzał na odchodzącego Bannera, po czym odwrócił się z powrotem do Starka.
-To jest twój przyjaciel, tak? Nie powinneś go złapać i zaprowadzić do jego łóżka? Facet wygląda prawie jak zombie. Nie powinno się laborancić wyglądając jak zombie

Kitty Pryde - Pon 30 Maj, 2016 19:42

Kitty właśnie odniosła wrażenie, że wstąpiła do jakiejś bajki. Nie, nie jakiejś. JEJ bajki. Pseudo, czy nie pseudo, ale SI! Była szansa, że może nawet bardzo przydatne SI!

W tej chwili miała generalnie w nosie, co Stark z Mattem będą wyrabiać. Stark mógł się zapić w trupa, a Matt... mógł mu to skutecznie lub nie utrudniać. Nawet skacząc z barku na kanapę.

- Jarvis, tak? Bardzo, ale to bardzo miło mi Cię poznać. W końcu system do którego nie tylko można mówić, ale jeszcze odpowiada! Jak dobrze idzie Ci analiza teorii prawdopodobieństwa z uwzględnieniem skończonych, ale za to idących w setki tysięcy zmiennych? Chociaż nie. Złe pytanie. Za mało szczegółów - dziewczyna poprawiła samą siebie. W końcu od systemu nie można oczekiwać, a przynajmniej spodziewać się odpowiedzi w stylu "raczej nieźle" - - Ile czasu potrzebujesz na określenie kwadryli, mediany i procentowego prawdopodobieństwa wystąpienia zdarzenia X, przy... powiedzmy dziesięciu tysiącach zmiennych o różnych wagach, które mogą zmieniać się w czasie? Chodzi mi o stworzenie modelu prawdopodobieństwa, krzywej, pozwalającej na określenie czasu najwyższego, najniższego itd. prawdopodobieństwa wystąpienia zdarzenia. - Tak, to pytanie było lepiej zadane. Odpowiedź w granicach "godzin", pozwoliłaby Kitty na przyspieszenie czasu pracy minimum o połowę. Czyli z nieskończoności do bliżej określonych dziesięcioleci. Odpowiedź w granicach minut, do lat. A sekund, może nawet do miesięcy. O ile oczywiście nie trafi na inne problemy.

Kitty, mimo, że skoncentrowana na JARVISie, usłyszała pytanie. Niestety, przeszła w 100% na tryb "naukowy bełkot", więc coś takiego jak "takt" czy też "dostosowanie wypowiedzi do słuchaczy" odeszły na dalszy plan. Zupełnie nie patrząc w stronę Matta, stwierdziła.

- Wraz ze wzrostem wysokości nad poziom morza zmniejsza się zawartość tlenu w powietrzu w prawdzie pozostaje ta sama, ale zmienia się ciśnienie i zmniejsza się ilość tlenu, który dociera do płuc z każdym oddechem. Ale tutaj i tak jest za nisko. Realne różnice dopiero około 2-2,5 tysiąca metrów nad poziom morza. Jedyne, co możesz na tej wysokości złapać, to kaszel od smogu unoszącego się nad miastem. - stwierdziła, będąc w pełni gotową na zadawanie kolejnych, tym razem już trudniejszych pytań JARVISowi.

Potrzebowała jednak jeszcze jednej rzecz.

- Panie Stark, czy jest tu gdzieś jakiś napęd optyczny, albo chociaż USB? I może jakiś ekran. Chciałabym wrzucić JARVISowi parę zadań domowych. Nic nadzwyczaj niebezpiecznego, raczej próby połączenia kilku teorii matematyki wyższej w jedną całość.

Tony Stark - Wto 31 Maj, 2016 21:20

- Mnie również panią miło poznać - powiedział JARVIS, a w jego głosie pojawiła się delikatna nuta ekscytacji. - Zadaje pani bardzo precyzyjne pytania. Przy obecnej wydajności mojego systemu obliczenia nie powinny zająć więcej niż siedem godzin. Doprecyzuję czas zakończenia obliczeń, kiedy otrzymam pełne dane wejściowe.


Gdyby spojrzenia mogły zabijać, to z Redmana pozostałaby kupka popiołu, a może nawet i nie to. Stark nie znosił osób, które marnowały dobry alkohol, a jeszcze bardziej tych, którzy uważali za swoje życiowe powołanie nawracanie innych na swoją "jedynie słuszną" drogę. W milczeniu, niemal zgrzytając zębami z irytacji, przeczekał monolog chłopaka.

- Jeśli jeszcze nie zauważyłeś, tworzę ten kapitalizm, a nawet sprywatyzowałem światowy pokój - wycedził powoli i wykorzystał moment ciszy, gdy Kitty czekała na odpowiedź JARVISA. - JARVIS?
- Tak, sir?
- Nasz gość chce już wrócić do domu. Użyj Mark XLIII do transportu, wyłączając kontrolę wewnętrzną. I nie przejmuj się limitami prędkości.
- Oczywiście, sir - odezwał się ponownie JARVIS.

Tony wstał, chwytając Matta za dłoń, którą macał mu szklankę i naciskając punkt powodujący chwilowy ból.
- Byłbym wdzięczny, gdybyś nie przeprowadzał nachalnej ewangelizacji swoich poglądów na osobach, które ich nie podzielają. JARVIS odstawi Cię do domu.
Po tych słowach puścił chłopaka i wycofał się za kontuar baru, z rozbawieniem obserwując jak za plecami chłopaka pojawia się zbroja Iron Mana i po chwili Matt znika w jej wnętrzu.
- Bye bye! - Stark mu pomachał, a JARVIS uruchomił napęd zbroi i wyleciał z salonu, a następnie z budynku.

- To na czym skończyliśmy? - zapytał Tony Kitty retorycznie, po opróżnieniu szklanki i wyciągnięciu sobie butelki wody mineralnej z lodówki. - A tak, chciałaś wprowadzić dane do systemu JARVISA. I mów mi Tony, pan Stark to był mój ojciec. Chodźmy do warsztatu - powiedział, kierując się do windy i czekając aż Kitty do niego dołączy. Chwilę później jechali już kilka pięter niżej.

//Matt - do szkoły Xaviera - garaż
//Kitty & Tony - Warsztat Starka

Thor Odynson - Pon 26 Wrz, 2016 23:56

//zt. Plac przed siedzibą Starka.

Thor wleciał bezpośrednio na taras. Poczekał też, aż Jarvis otworzy drzwi.

- Przyjacielu Jarvisie! Czy będziesz tak dobry i zdobędziesz dla mnie jakiegoś pieczonego dzika!? Albo chociaż jakieś dzikie ptactwo, pieczone oczywiście!?

- Sir. Niestety zdobycie takiego posiłku będzie co najmniej czasochłonne. W zamian proponowałbym zbilansowany posiłek...


Tego Thor już nawet nie chciał słuchać. Otworzył jakąś szafkę przy barku Tony'ego i poczęstował się jakąś przekąską. Pierwsze, co mu wpadło w ręce to czipsy o smaku zielonej cebulki. W sumie lepsze to, niż nic. A przepite odpowiednim napojem nawet zjadliwe. Thor sięgnął po butelkę jakiejś whisky i pociągnął z gwinta. Usiadł na kanapie i doszedł do wniosku, że najpierw spałaszuje przekąski Starka, a dopiero później uda się gdzieś indziej poszukać czegoś normalnego do jedzenia.

Captain America - Wto 01 Lis, 2016 16:42

// Mieszkanie Jade Carter


Trening to jest coś, co Steve lubił. Przed serum super żołnierza był raczej chorowitą osobą. Astma, szkarlatyna, problemy z sercem to tylko niewiele chorób, z którymi się zmagał. Ale pojawił się Abraham Eskine, który to zrobił z niego nadczłowieka. Wszystkie problemy zdrowotne odeszły w niepamięć. Mógł robić to, o czym wcześniej mógł tylko pomarzyć. I chociaż nie musiał za bardzo trenować to to robił. Zresztą, co z niego byłby za żołnierz jeśli osiadłby na laurach.
Kiedy wszedł do Stark Tower w ogóle nie było po nim widać, że przed godziną wyszedł z parogodzinnego, ciężkiego treningu. Jedyne, co go zdradzało to torba sportowa przewieszona przez ramię. Znowu postanowił wybyć na siłownię poza siedzibę Avengers. Jakoś tam mu się lepiej ćwiczyło.
Coś jeszcze go wyróżniało teraz. Było to pięć ogromnych opakowań z pizzą. Tak, Steve miał apetyt. Miał ogromny apetyt a ćwiczenia tylko go wzmacniały. Wszedł do windy początkowo z zamiarem udania się na swoje piętro by samemu wszystko skonsumować. Po chwili zastanowienia stwierdził, że może z Tonym na chwilę zakopią topór wojenny. A pizza jest doskonałym kompanem do tego. I piwo. Ale domyślił się, że wszelkie zapasy trunków ma Żelazny Człowiek w lodówce.
Obecność Thora można powiedzieć, że trochę go zaskoczyła. Nie spodziewał się go tutaj. W sumie, nie był świadomy niczego, co działo się w ciągu ostatnich paru godzin w Star Tower. Uśmiechnął się jednak przyjaźnie, jak to on miał w zwyczaju.
- Witaj Thorze. Głodny? - zapytał widząc, że ten opróżnia szafki Tony'ego ze śmieciowego jedzenia. I barek.

Thor Odynson - Wto 01 Lis, 2016 19:49

Thor uśmiechnął się na widok Kapitana. W prawdzie wyglądał dość nieciekawie, ale uśmiechał się, co do tego raczej nie mogło być wątpliwości. Resztki jedzenia, jakieś okruchy czipsów, paluszków, krakersów i Odyn jeden wie czego jeszcze w brodzie i... podczas uśmiechu widać było dość dokładnie, również na zębach. Do tego palce przebarwione od różnorakich posypek tych wszystkich przekąsek.

- Witaj, przyjacielu! - Spojrzał na niesione przez Kapitana jedzenie - Czyżbyś poznał sztukę czytania w myślach? Nie chwaliłeś się! Przyznam, że mógłbym zjeść chyba wszystko, co znajduje się w tym budynku, włączając w to zapasy Starka z jego laboratorium! Za to nie jestem pewien, czy da się przepić to, co tu Stark trzyma! - Thor zrzucił wszystko, co znajdowało się na blacie ławy na podłogę, robiąc w ten sposób miejsce dla Kapitana i jedzenia, które ze sobą przyniósł.

- JARVISie, mój niewidoczny przyjacielu, a mówiłeś, że nie da się sprowadzić tu jedzenia! Liczę, że potrafisz sprowadzić go tu więcej! Te okrągłe placki nadadzą się znakomicie! Zdobądź dla nas tuzin!

JARVIS w prawdzie zdawał sobie sprawę z tego, że wykorzystywanie pracowników ochrony do przynoszenia pizzy to cios poniżej ich profesjonalnego pasa, ale z drugiej strony... Może pewną rekompensatą będzie możliwość spotkania Thora i Kapitana Ameryki... Znaczy dla ochroniarza, bo przecież dostawcy pizzy tu nie wpuszczą.

- TAK JEST - odparł metaliczny głos JARVISa. - Dostawa zajmie do pół godziny

Captain America - Wto 01 Lis, 2016 20:52

- Mamy podobny apetyt - powiedział kładąc pudełka z pizzą na zrobionym przez Thora miejscu. Od razu sięgnął po dwa kawałki pizzy, złożył je razem i zaczął jeść. Po co się w ogóle męczyć, jak można obrobić dwa naraz. Wśród rzeczy wciągniętych przez boga piorunów, a teraz leżących na ziemi znalazł puszkę z piwem. Nie mógł się upić, jednak piwo mógł pić dla samego smaku. Inne alkohole zresztą też. Nie uświadczy już nigdy przyjemnego szumienia w głowie, jednak to uczucie palenia w gardle nie da się z niczym innym pomylić. Czasami wystarczyło to, by odgonić niechciane myśli.
Nie, aż taki godny to Steve nie był by rzucać się na zwierzęta laboratoryjne. Co innego pizza. Przytaknął ochoczo głową, kiedy Thor na swój sposób zamówił kolejną partię włoskiego specjału. Chociaż tuzin wydawał mu się ogromną ilością, ale... Cóż, co to dla nich?
- Oglądałeś kiedyś mecz footballu Amerykańskiego? - zapytał włączając telewizor. Właściwie to poprosił JARVISa by to zrobił. Coś czuł, że zgubiłby się w ilości opcji jakie mają współczesne odbiorniki. Fakt, Super Bowl zakończył się w styczniu, ale na pewno gdzieś trwają jakieś rozgrywki międzyuczelniane. I się znalazło. Steve bardziej był fanem baseballu, ale czuł, że do Thora prędzej przemówią faceci szarżujący na siebie na boisku.
- W holu plotkowali o jakiejś kobiecie w średniowiecznej zbroi i mieczem... czy jest coś, co mnie ominęło przez ostatnie parę godzin?

Thor Odynson - Sro 02 Lis, 2016 22:23

Thor, jak to przystało na Asgardczyka nie robił sobie nic z typowo Midgardzkich zasad nie mówienia z pełnymi ustami. Odpowiedział więc, jedynie odrobinę mlaszcząc.

- Nie wiem, co to ten futbołl amerykański, ale chętnie obejrzę! To jakiś rodzaj rywalizacji, tak? Przez chwilę oglądał mecz. Po paru minutach dodał nieco skonsternowany - Podobne do Knattleikr, przynajmniej jeśli chodzi o bieganie z piłką. Ale brakuje im pałek. No i skoro noszą zbroje, to gdzie ich miecze i topory? - Zauważył jednak, ze Kapitan chyba nie do końca wie, czym jest Knattleikr, więc dał sobie spokój i skoncentrował się na drugim pytaniu.

- Wydarzyło się. Loki się odnalazł. To, że zbiegł do Midgardu było mi wyjawione. To, że będzie miał czelność przyjść tutaj, do siedziby Starka i buszować po piętrach, to było już za dużo. Lady Sif, którą spotkałeś, dostała zadanie sprowadzenia go do Asgardu. Uparta jest i zdolna. a męstwem przewyższa niejednego męża, ale obawiam się, że Loki to zbyt trudny cel dla niej. Nie martw się, uciekł i zaszył się w jakiejś norze. Raczej szybko nie wróci.

Captain America - Pon 07 Lis, 2016 16:59

Thor miał rację, Caps nie miał zielonego pojęcia, co to Knattleikr. Prawdopodobnie nie umiałby tego nawet poprawnie wypowiedzieć, dlatego przemilczał. Musiał się za to chwilę zastanowić nad odpowiedzią dla boga piorunów. Czas myślenia umilał sobie pizzą. Była naprawdę dobra, chociaż to nie to samo, co jadł w pewnej knajpce sprzed parudziesięciu lat. Była prowadzona przez rodowitą włoszkę, ciasto było cienkie i kruche, a sos i dodatki wprost przepyszne. Próbował i teraz pójść do tej knajpki, jednak jak się okazało jest tam teraz Starbucks.
- Thorze, przyjacielu, zapominasz, że ludzie są bardziej delikatni i krusi od Asgardczyków i nawet mimo zbroi walka na pałki i miecze byłaby dla nas... krwawą masakrą. Zresztą, przerabialiśmy to. Jakieś dwieście, trzysta lat temu...
Steve nawet nie wiedział, po co to mówił Thorowi. Przecież on sam chyba lepiej wiedział niż on. W końcu mógł on przybić piątkę z Aleksandrem Macedońskim, pogadać z Hannibalem czy podyskutować z Pitagorasem. Rogers mógłby się nawet założyć, że razem z Heimdallem zakładali się, która strona wygra w wojnach średniowiecznych.
- Nie martw się? - sam nie wiedział, czy to pytanie czy... w sumie, nie wiadomo co dokładnie. Czy Asgardczycy naprawdę mają w naturze umniejszaniu problemu? Loki był w Stark Tower? Jak jest pewność, że znowu tutaj gdzieś nie siedzi? W końcu pod latarnią najciemniej. - Wiesz może co chce znowu zrobić na ziemi?
Niewygodnie jest wszędzie nosić swoją tarczę, a ta jednak bywa bardzo przydatna. Musi pogadać ze Starkiem czy nie da się coś z tym zrobić. No nie wiem? Skompresować? Albo żeby była na zawołanie? Tak samo jak strój Iron Mana. To dobry pomysł.

Thor Odynson - Pon 07 Lis, 2016 20:55

Thor przez chwilę sprawiał wrażenie urażonego.

- Ale w Midgardzie też grali w Knattleikr! Ależ to była zabawa! A drobnymi skaleczeniami nikt się nie przejmował! Ehh, Eiríkr blóðöx był w tym całkiem niezły, chociaż trzeba przyznać, Eiríkr na swoim dworze dbał o wszelakie rozrywki! - Thor w końcu zdał sobie sprawę z tego, że Kapitan zupełnie nie ma pojęcia ani o grze, ani tym bardziej o tym, kim był Eiríkr blóðöx. Uprzejmie się zamknął i pochłonął kolejny kawałek pizzy. Na dwa kęsy.

- Czegóż może chcieć Loki? Zemsty na mnie za nieistniejące krzywdy, zniszczenia Midgardu, albo przynajmniej wzięcia go we władanie. Jeśli Fury, albo kto inny nie wymyślił czegoś nowego, to jedynym artefaktem wartym zachodu, który na dodatek znajduje się tutaj jest berło Lokiego. Nie wiem tylko, czy był tak naiwny, by twierdzić, że trzymamy je jak pamiątkę w witrynce, najlepiej otwartej, żeby nie utrudniać mu zdobycia jej. Z drugiej strony Loki jest Asgardczykiem i to przekonanym w pełni o swojej wyższości i traktowanie Starka jak głupszego od siebie byłoby dla niego naturalne. Coś go jednak przepłoszyło, a ani mnie, ani Lady Sif, nie udało się go odnaleźć. A jak Twój dzień?

Captain America - Sob 12 Lis, 2016 21:45

No dobra, wiedział już by nie schodzić na tematy sportowe z Thorem. Kompletnie nie wiedział, o czym ten do niego mówi. Zapisał sobie jednak w mentalnym pamiętniczku (różowym w króliczki z marchewkami) by w przyszłości sprawdzić, o co chodziło w tym Knattleikr i Eirikiem jakimśtam. W końcu nie jest kompletnym ignorantem. A szczerze powiedziawszy to wolał czytać już o tym niż o budowie komputerów kwantowych czy instrukcji obsługi mikrofalówki. W sumie na jedno wychodzi.
Trawił to co powiedział do niego gromowładny. Próbował, próbował i nie mógł zrozumieć toku myślenia Lokiego. Steve był raczej ucieleśnieniem bezinteresownego działania, chęci niesienia pomocy i dobroci. Dlatego ciężko mu było zrozumieć boga oszustów. Jak można tak nienawidzić osób, które były dla niego jak rodzina? Odyn nie mógł być chyba tak złym ojcem. A Thor co? Lał go po głowie w dzieciństwie czy zabrał ukochanego kucyka? To nie mógł sobie zrobić nowego?
- Jak mój dzień? Chyba normalnie. Żadnych braci z urazą o Bóg wie co. - Pomijając Bucky'ego, którego do tej pory nie mógł znaleźć. Najwyraźniej wychowanie przez KGB dało swoje. Cóż się dziwić. Dość wystarczająco poznał Natashę by wiedzieć, że nie produkują oni słabych agentów.
- Jak bardzo poważna jest sprawa, jeśli Odyn wysłał na ziemię jednego ze swoich najlepszych wojowników? Przynajmniej tak zrozumiałem po Twoich słowach o Lady Sif. I czy masz jakiekolwiek wiadomości, gdzie może być to berło? Wiesz, przydałoby się byśmy go znaleźli przed Lokim.
Steve rzucił za kanapę puste opakowanie po pizzy i otworzył kolejne. To samo postąpił z dwiema puszkami piwa, gdzie jedno podał Thorowi.

Thor Odynson - Nie 13 Lis, 2016 22:52

Thor uśmiechnął się, słysząc, że w taki sposób nazwana została Lady Sif. Efekt trochę popsuło oregano, które przykleiło mu się do zęba.

- To prawda, niewielu potrafi dorównać Lady Sif w męstwie i wytrwałości. A także w hulankach po zwycięskich bitwach! Chociaż przyznam, że jestem zaskoczony, że Wszechojciec nie zwrócił się z tym do mnie, skoro przebudził się ze swego snu. Miał pewnie swoje powody

W tym momencie rozległo się pukanie i wszedł ochroniarz, pchając przed sobą wózek - barek. Na nim, rozkosznie leżało 12 pudełek pizzy. W sumie dobrze, bo właśnie kończyli ostatnią i w ten sposób rozwiązał się problem "co z ostatnim kawałkiem".

- Dziękuję, wybawicielu! - Thor rzucił w kierunku ochroniarza, podszedł do niego i poklepał go po plecach. - Ratujesz nas od śmierci głodowej! - Może nie był to właściwy argument, biorąc pod uwagę 5, pustych już, pudełek po pizzy... Ale szczerość Thora jak to zwykle bywa zwyciężyła i ochroniarz z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku wyszedł z pomieszczenia.

- Z czego wiem, berłem zajął się Fury. Poszukiwanie go tutaj mija się z celem. No, ale tego Loki nie wie i pewnie szybko się nie dowie.

Captain America - Pon 19 Gru, 2016 17:51

//Thortilla, zanim przeczytasz posta wbij na gg!

Trawił chwilę słowa gromowładnego. Sytuacja była dziwna... No, może nie dziwna. Tylko nasuwała parę podejrzeń, co do Lokiego. Jeśli Odyn wysyła swoich ludzi na ziemię wiedząc, że jest już na niej jego najlepszy wojownik to... No cóż, do końca najlepiej nie mogło być.
Nie miał czasu jednak by dłużej nad tym pomyśleć, bo przyszło jedzenie. A jedzenie to sprawa nadrzędna za każdym razem. Nie ma nic ważniejszego niż dobre żarcie. Szczególnie jeśli jest to pizza. A skoro nawet Thor pokochał te midgardzkie placki to wszyscy je pokochają. Chociaż nie wiem, czy praktycznie wszystkożerny bóg jest dobrym na takie stwierdzenie przykładem...
- Czyli musimy znaleźć berło przed nim - stwierdził oczywistość, kiedy pożegnał ochroniarzy. Biedni ludzie. Znajomi musieli naprawdę się z nich nabijać, kiedy mówili, że są ochroniarzami w Stark Tower. W sumie to i tak pół biedy. Ochroniarze Avengersów. Tia.
- Thorze, może wyjdziemy do baru? Mam wrażenie, że albo siedzę tutaj albo na siłowni. Wyjście do ludzi powinno dobrze nam zrobić.
A i mają tam większą ilość piwa niż tutaj. Ale tego ostatniego zdania już nie wypowiedział. Po opędzlowaniu jeszcze paru pudełek z pizzą obydwaj mściciele wyszli ze Stark Tower.

// zt x2 -> Hard Rock Caffe

Scarlet Witch - Nie 01 Paź, 2017 10:20

//Plac przed Stark Tower

Wieczór minął nieubłaganie. Po spotkaniu bratem czuła się o wiele lepiej, pewniej. Nawet nie zdawał sobie sprawy ile szczęścia jej przyniósł sam fakt zgody Pietro by współnależeć do Avengers. Co prawda nadal nie wiedziała co na to Steve, ani pan Stark, ale mniej się martwiła o niego niż o siebie. No właśnie… dokładnie to spędzało jej sen z powiek, dlatego podjęła decyzję. Nazajutrz złapie Starka i podpyta się grzecznie jak tam ‘jej sprawa’. Z takimi zamiarami wstała rano. Piętro dla gości prezentowało się … no cóż, szczerze mówiąc nigdy, przenigdy nie mieszkała w takich luksusach, więc pierwsze godziny spędziła na gapieniu się przez ogromne okno. Mahnattan z tej perspektywy prezentował się przepięknie. Dziwnie się czuła górując nad wszystkimi, zerkając na ludzi w postaci maleńkich punkcików poruszających się po mieście. Samochody niczym pudełka od zapałek sunęły wzdłuż ulicy. Budynki z dokładnością co do kątów prostych tworzyły obraz idealnej makiety wprost z utopijnego snu architekta. Wszystko wydawało się tak perfekcyjne, a zarazem kruche. W jej rękach wszystko wydawało się być kruche.

Po długim prysznicu zajrzała do szafy. Nie miała zbyt wielu rzeczy. Gdy opuszczała mieszkanie robiła wszystko pośpiesznie. Na dzisiejszy – miała nadzieje, również wyjątkowy dzień ubrała czarną sukienkę. Talie przepasała cienkim paskiem, a na ramiona zarzuciła wełniany sweter. Krojem przypominał kimono, kolorem ostatni promień czerwieni przy zachodzącym słońcu.

Nie miała żadnego problemu by znaleźć piętro Starka. Już odbiegając od tego, że praktycznie każde należało do niego, ale to na które trafiła za sprawą JARVISa definitywnie musiało być jego. Miejsca było tu na całkiem pokaźną imprezę. Sądząc po wbudowanym tam barze i ilości butelek również. No co? Skoro spędzała te kilka chwil sama to postanowiła pozwiedzać i zapoznać się z terenem. Oczywiście ta samotność w wypadku tego budynku była tylko teoretyczna. Cały czas był z nią JARVIS. Początkowo nie mogła się przyzwyczaić do jego ‘obecności’, ale szybko upewniła się, że jest z niego bardzo pomocny… twór. Ba, czasami nawet lubiła sobie z nim porozmawiać…

Pomimo dość sporej przestrzeni nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Przysiadła znowu, gdzieś w okolicy okna. Założyła nogę na nogę i mniej więcej w tej wygodnej pozycji czekała na Starka.

Catseye - Wto 07 Lis, 2017 12:20

Aktualny wygląd: Manul

// Z piętra Banera (przez bliżej nieokreślną plątaninę innych pięter)

Najpierw coś zachrobotało, zadrepało.
Fuknęło niezadowolone.
Zadrapało niecierpliwie.
Przez chwilę czaiło się w ciemności wciskając nos i łapy w szpary zanim zadźwięczało blaszanym odgłosem, by wypaść kratką wentylacyjną spod sufitu pod postacią zadowolonej kuli futra prosto na kolana kobiety.

- Dużo za dużo piętr. Cats musiała przedreptać tyle ich mnóstwo. I w lodówkach nie ma mięsa. Nic a nic. Gupie! - zamiałczała zamiast powitania, pozornie naburmuszona.

Zdecydowanie pozornie. Zwiedzanie budynku przewodami wentylacyjnymi było nadzwyczaj interesujące i bogate w wydarzenia. Zawierało w sobie między innymi wielką zjeżdżalnię z piętra bannera gdzieś na dół (kogo by obchodziło to, co to dokładnie i ile to gdzieś jest), wdrapywanie się potem inymi tunelami do góry. Skradanie się do zauważonych lodówek. Walka z wiatrakiem tłoczącym powietrze.
A to tylko był pewnie malutki wycinek wieżowca, którego znudzona kotka postanowiła odwiedzić, korzystając z prostego faktu, że wentylacja dochodziła niemal wszędzie i sama bez problemu wciskała się w miejsca gdzie nawet dziecko by nie weszło. Za to dla kota nadawała się – wyśmienicie.

Wdrapała się na kolana udeptując sobie miejsce.

- Sif sobie poszła, już nie chce się chyba gonić po mieście – poskarżyła się na dokładkę, zdradzając prosty fakt, że zwyczajnie musiała zacząć się nudzić, gdziekolwiek tam wcześniej była.
I całkowicie zakładając, że Scarlet musiała wiedzieć kto to Sif.
Była w końcu wiedźmą nie? A one wiedzą wszystko.

Scarlet Witch - Sob 11 Lis, 2017 21:46

W pierwszym momencie pomyślała, że to Stark. Stuknięcia i puknięcia o metalową powierzchnię wywołały poczucie konsternacji i zarazem strachu. Konsternacji, ponieważ myślała, że Iron Man pojawił się w nieco bardziej spektakularny sposób, a nie zleci prosto na nią z kratką wentylacyjną, a strachu... no właśnie, bo odgłos dochodził z nad jej głowy. Nie zadziałał rozsądek, tylko instynkt i choć fuknięcia oraz przydreptywanie wydało się znajome odruchowo wyciągnęła dłonie zatrzymując Catsy gdzieś w połowie lotu. Wanda spodziewała się o wiele większego ciężaru, dlatego będąc pochłonięta przez szkarłatną powłokę osobista kotka wiedźmy poszybowała nieco wyżej. Na szczęście nie użyła całkowitej siły, dlatego uświadomiona, że trzyma nad sobą kulkę futra, obniżyła lot na wysokość swoich zaciekawionych, błękitnych tęczówek.
- A skąd się tu wzięłaś? - Zapytała się gdzieś pomiędzy jednym terkotaniem kotki, a drugim. Ba, nawet nie spodziewała się, że futrzak odpowie teraz zaraz. Najpierw ona musi się wygadać i Wanda nie miała nic przeciwko. Właściwie miała ochotę parsknąć śmiechem. Przed chwilą czuła się niebywale osamotniona a tu proszę. Z nieba, i to dosłownie, spada jej osobisty, wiecznie łażący własnym ścieżkami kot. I to nie byle jaki kot o czym nie chciała zbytnio informować obcych, ale w pewnym momencie i tak dała sobie spokój. Wolała to niż wszechobecna opinia, że jest wariatką i gada sama do siebie.
Nie zamierzała jej trzymać w powietrzu, choć wiedźma zadbała aby i ta pozycja była całkiem wygodna. Owinięta w bezpieczną otulinę z mocy mogła czuć niebywałe ciepło, ale musiała chwilowo się z nim pożegnać. Opuściła ręce i kotka swobodnie wylądowała na kolanach Szkarłatnej Wiedźmy.
- Sif? Już znalazłaś sobie inną panią? - Zapytała z uśmiechem przesuwają dłonią po mieciutkiej sierści.
- Zaraz, zaraz… - Ściągnęła brwi i spojrzała na Catsy tak jakby miała wątpliwości czy ten sierściuch to jednak jej kot, a potem przybliżyła nos do jej łebka.
- Kąpałaś się??? Co to za zapach? Truskawka? Kocimiętka?? - Wyprostowała się wpatrując niepewnie w swojego osobistego kota.

Lady Sif - Nie 12 Lis, 2017 15:54

// Sanctum Sanctorum [Strange, Banner, Sif]

Nie spodobało się jej to, w jaki sposób została potraktowana przez Strange'a. Zachował się arogancko i protekcjonalnie w jej osądzie. A skoro sam nie chciał, to będzie musiała znaleźć sposób, by sprawdzić samej czym to tajemnicze Oko jest tak naprawdę. Na razie jednak udała, że temat został wyczerpany i przeszła pierwsza przez portal wyczarowany przez Strange'a.

Znaleźli się z powrotem na piętrze Bruce'a, lecz kota tam nie było, drzwi łazienki w której zamknęła Cats były uchylone. Banner po tej informacji wykorzystał JARVISA by znaleźć niesfornego futerkowca. JARVIS powiadomił ich, że Catsy znajduje się na piętrze Tony'ego Starka, gdzie przebywa również Scarlet Witch.
- Przypadek? - zapytała Bruce'a, kiedy oboje udali się wyżej, tym razem bardziej tradycyjną drogą, przez windę.

Znaleźli tam kota w objęciach młodej kobiety, która siedziała niedaleko okna i aktualnie się przyglądała uważnie zwierzęciu, które siedziało na jej kolanach. Obejrzała się na Bannera z niemym pytaniem w oczach czy zna on tę dziewczynę. Kątem oka obserwowała też stojącego razem z nimi Strange'a, niepewna co on też zrobi teraz.

Catseye - Pon 13 Lis, 2017 08:40

Aktualny wygląd: Manul


- Pozwoliłam się przynieść i nakarmić łososiem! - fuknęła kotka zdumiona, że ta oczywista oczywistość nie jest oczywista.
Prawdę mówiąc, kolejność była odwrotna, ale kto by zwracał uwagę na szczegóły.

Na pewno nie Catseye.

- Sif jest zabawna! - wyszczerzyła się na dodatek, zupełnie nie zbita z pantałyku pytaniem Wandy - gdyby była kotem jak należy może nawet potrafiła się z Cats naprawdę ścigać. Aaaaale jest ludziem. Ale i tak mniej niezdarnym niż reszta człowieków wiesz? Mogę się z nią gonić prawie tak jak z kociakiem! Cats tylko trochę musiała na nią czekać! - ucieszona kłapnęła tylko zębami, wyraźnie zadowolona.
Naturalnie, nie zająknęła się słowem o sposobie przekonania dorosłej kobiety (nawet jeśli wojowniczki) do pogoni za kotem przez pół miasta.

Pozwoliła się obwąchać przez moment zanim fuknęła tylko.

- Zmoczyli mi futro w czymś śmierdzącym. Nie podoba mi się to! - dorzuciła, najwyraźniej ze szczerym zamiarem naprawienia sytuacji gdy tylko znajdzie się okazja.
Zwinęła się zadowolona na kolanach, przy okazji okładając się tak by móc leniwie łypać na przybyłych.
Niespecjalnie jednak robiąc jakieś larum - i kobietę i meżczyznę już znała. A stojący za nimi inny ludź nie wyglądał jakoś szczególnie interesująco. Inna sprawa, gdyby miał jakąś makrelę albo stejka.
W sumie powinien mieć.
Powszechnie wiadomo, że przychodząc w gości powinno się przynieść jakiś prezent - pomyślała leniwie.

Bruce Banner - Sro 15 Lis, 2017 17:25

Poznał ją natychmiast. Siedziała w pewnej odległości od miejsca, w którym się znajdowali, ale nie miał wątpliwości co do tego, że natrafili na Scarlet Witch. Dopisało im ogromne szczęście. Czysty zbieg okoliczności sprawił, że ich zadanie właściwie natychmiast się zakończyło. Przynajmniej jedna jego część. Spojrzał na Sif i porozumiewawczo skinął głową. Odstąpił od swoich towarzyszy, po czym zbliżył się do niespodziewanego gościa. Przez moment zastanawiał się w jaki sposób się tu znalazła, ale po chwili doszedł do wniosku, że bez zgody i wiedzy Starka nie byłoby to możliwe. Kto jak kto, ale ten mężczyzna był przewrażliwiony na punkcie swojej przestrzeni osobistej. Chyba, że do jej naruszenia przyczyniały się piękne kobiety, do których Wiedźma bez wątpienia się zaliczała.
- Sądzę, że nie mieliśmy jeszcze przyjemności się poznać. – z uprzejmym i szczerym uśmiechem zwrócił się do Wandy. – Bruce Banner, przyjaciel i współpracownik Tony’ego. - zaczął od krótkiego przedstawienia swojej osoby. – Moja urocza towarzyszka to Lady Sif, a stojący przy niej mężczyzna o trzeba przyznać dość niecodziennym ubiorze to doktor Stephen Strange. – krótkim gestem dłoni wskazał obie przybyłe z nim osoby. Nie dając kobiecie czasu na odpowiedź przeszedł do kolejnej części swojej wypowiedzi.
- Może wyda ci się to dziwne, lecz tak się składa, że właśnie szukaliśmy twojej kociej kompanki i… ciebie? – tym sposobem jednoznacznie dał do zrozumienia swoim towarzyszom, że mają do czynienia z osobą, której mieli zamiar szukać. W tym miejscu przerwał, oczekując reakcji przede wszystkim samej zainteresowanej. Miał nadzieję, że Scarlet Witch wyczuje, że nie ma złych intencji i wszystko potoczy się spokojnym torem.

Dr. Strange - Czw 16 Lis, 2017 16:49

Strange opuścił portal jako ostatni, a ten zamknął się za nimi nie pozostawiając śladu w tkance czasoprzestrzeni.

Strange specjalnie nie ukrywał tego faktu, ale póki co nie wspominał za dużo otwarcie, ale kilkukrotnie osoba Scarlet Witch zwróciła uwagę jego, jak i jego braci i sióstr. Została jednak uznana za istotę czerpiącą swą siłę z chaosu, ciągle eksperymentującą i poznającą swoje możliwości. Stephen obawiał się również, że próba okiełznania i ustrukturyzowania możliwości Wiedźmy, jedynie ją ograniczy. Ewidentnie siła Strange'a leżała w chirurgicznej wręcz precyzji w stosowaniu magii. Ważny był spokój, opanowanie, ustrukturyzowanie przepływu mocy z innych wymiarów, odpowiednie gesty, czasem inkantacje... to wszystko było kluczem. Wiedźma, jak to już i w bajkach opowiadano, była mniej ułożona, a jej moc pochodziła z emocji i własnych ćwiczeń. Pewnie pod okiem Strange'a mogłaby się wiele nauczyć, jednak do tej pory jakoś nie było sposobności się poznać.

Nie mniej jednak, Strange na widok Szkarłatnej uśmiechnął się szarmancko, a jak tylko Banner przedstawił go, skłonił się w geście powitania. Mimo to dawało się jednak wyczuć pewne napięcie, raczej jednak nie związane z osobami przebywającymi w pomieszczeniu, a z czymś zupełnie innym.

Widział już wiele, ale gadający kot był dość szczególnym przypadkiem. I choćby przez ten fakt budził zainteresowanie u byłego lekarza. Z czysto profesjonalnej ciekawości wziąłby kotkę na laryngostroboskopię i dowiedział się, jak kot jest w stanie w ogóle wydać z siebie tak trudne dźwięki jak ludzka mowa. Nie miał jednak zamiaru dzielić się tymi planami.

- Chciałbym, żeby powód spotkania był o wiele bardziej przyjemny, nie mniej jednak sprowadzają mnie tu kwestie, że tak powiem, zawodowe. A zawodowo zajmuję się, z braku lepszych porównań, podobnymi sprawami jak grupa Avengers. Czy możemy chwilę porozmawiać?

Scarlet Witch - Nie 19 Lis, 2017 23:06

Może i Catsy była z siebie zadowolona, ale Wanda zdążyła ją na tyle poznać by wiedzieć, że za tym wszystkim kryło się coś więcej, a wszystkie te na pierwszy rzut oka niewinne tłumaczenia skrywały jakąś mało przyjemną tajemnice. Już nie dała się nabrać tak jak wtedy, gdy uwierzyła w historyjkę skąd ma ten kawał solidnego mięsa, a potem musiała się wstydzić w obliczu wkurzonego sąsiada, który dodał kilka istotnych szczegółów jak rozerwana podczas spaceru ze sklepu do domu siatka, czy ganianie za kotem do utraty tchu... I niby Cats nie skłamała, a jednak... nie do końca wyglądało to tak jak zasugerowała. Ale hej dobra, przecież jej osobista kotka zapewne mówiła o jakiejś obcej, nie aż tak ważnej kobiecie, która nie będzie miała wpływu na jej przyszłość, prawda?

Wanda już miała pytać kto śmiał zmoczyć futro Catsy i przede wszystkim jak to zrobił, aby móc wyciągnąć jak najwięcej wskazówek na przyszłość, gdy drzwi windy nagle się rozsunęły. Kobieta drgnęła niespokojnie i choć spodziewała się gospodarza, przez tą krótką chwilę nie zdążyła nabrać większej pewności siebie...
Jakie było jej zaskoczenie, gdy w drzwiach zobaczyła trójkę nieznanych jej osób. Albo prawie nieznanych...

To, że nie dostrzegła tam Starka zagrało na niekorzyść. Maximoff poczuła się jakoś tak nie na miejscu. Jak intruz. Nie wiedziała czy pozostali coś o niej słyszeli i szczerze mówiąc na daną chwilę nawet nie miałaby pojęcia jak się wytłumaczyć. To ten ogrom emocji jaki w niej buzował blokował racjonalizm, ale dodawał i siły. Zresztą wszyscy ci którzy mieli z nią do czynienia podczas wzburzenia wiedzieli z jaką potęgą przyszło im się zmierzyć. I nawet teraz, choć nie wśród swoich, wyglądała na kogoś kto może nie czuł się na miejscu, ale nie miała zamiaru uciekać. Uniosła wyżej głowę, tak jak ktoś kto chciał się zmierzyć z przeciwnościami losu, nawet kosztem kłopotliwych tłumaczeń.

Rozchyliła usta by rozpocząć cały ten proces, ale nie zdążyła wydusić z siebie słowa. Na ratunek sytuacji przyszedł sam Bruce Banner reagując jako pierwszy. Wstała z miejsca, gdy zaczął do niej podchodzić. Catsy chwyciła pod bok, utrzymując na przedramieniu przy sobie, nie na tyle kurczowo by ją ścisnąć, a jednak tak by jej nie spadła. Uprzejmy uśmiech Bruce'a dodał otuchy, ale póki co nie potrafiła odpowiedzieć tym samym. Słyszała co do niej mówi, jak się z nią uprzejmie wita, jak przedstawia pozostałych tu zebranych. Nie odrywała jednak od niego wzroku. To niesamowite. W tak na pozór spokojnym i grzecznym człowieku drzemały tak ogromne pokłady złości. Nie musiała go znać by to wiedzieć. Aura jaka otaczała Bruce'a była wręcz namacalna, dlatego bardzo szybko połączyła imię i nazwisko mężczyzny z zieloną bestią niszczącą Harlem.

Z nieodgadnioną miną przeczesywała meandry myśli zastanawiając się czy wspomniała Steve'owi o swoim kocie, skoro i on został poszukiwany, ale zaraz przez stan zamyślenia przebił się ciepły głos mężczyzny. Lady Sif? Sif? TA Sif, której naprzykrzała się moja kotka? Minimalnie zbladła patrząc się wprost na piękną kobietę. Połączyła pewne fakty i dość szybko przeniosła spojrzenie na Strange'a, posyłając jeszcze Bannerowi delikatny, acz raczej nieśmiały uśmiech. Zaraz jednak cała uwaga Wiedźmy skupiła się na doktorze. Szczerze mówiąc zadziwił ją, jak to Bruce świetnie zauważył, swoim niecodziennym strojem, ale również aurą. Zupełnie inną od tego, która otulała Bannera, czy Sif.

Mistycyzm. To najbardziej słuszne słowo jakim mogła opisać osobę Strange'a. Kiwnęła głową na jego skinienie, a gdy wypowiedział i swoją kwestię... to była już pewna.
- Miło mi was poznać, aczkolwiek nie spodziewałam się tak licznego grona. Nazywam się Wanda Maximoff... i... - Zawiesiła głos na ciężkie westchnięcie - Dobra... słuchajcie, chcę mieć to za sobą. Szczerze mówiąc myślałam, że rozmowę kwalifikacyjną będę miała z panem Starkiem, ale skoro została do tego oddelegowana cała komisja... to niech tak będzie. Niestety nie przygotowałam cv, aczkolwiek może to i nawet lepiej? Miałam nadzieje na nowy start w szeregach Avengers... i wiem, że wydarzenia z przeszłości rzucają na mnie złe światło.... ale... - Im więcej mówiła, tym bardziej miała wrażenie, że jednak mówi nie na temat... A przynajmniej miny zebranych na to wskazywały...

Catseye - Pon 20 Lis, 2017 19:39

Aktualny wygląd: Manul


Kotka jak to kotka – mruknęła tylko trochę niezadowolona z faktu, że dopiero się wygodnie ułożyła (będą gadać o jakiś głupotach i bzdurach, ja sobie będę wygodnie drzemała tymczasem) a zaraz została podniesiona.

Trudno. Zamachała łapami tak, by kobieta musiała ją chwycić wygodniej przed sobą i przysiadła na jej przedramieniu, mimowolnie nawiązującą do egipskich figurek bastet… tylko nie całkiem, bo przecież manul to nie kot z wyobrażeń a i ilość futra zdecydowanie inna.

- O. Ludź który ganiał się z Cats! - kłapnęła tylko zadowolona, niszcząc pewnie ostatki nadziei Wandy. Inna sprawa, że w sumie – ileż może być osób o imieniu Sif będących w stanie nawet nie złapać ale nawet dotrzymać kroku i nie zostać od razu zgubionych przez Catseye.

Przynajmniej takich nie obdarzonych jakimiś szczególnymi zdolnościami.

Nie wiedzieć czemu kobieta była podenerwowana.
Kotka nie rozumiała dlaczego, zupełnie nie wyczuwała z ich strony agresji ani też – żeby próbowali kłamać mówiąc, że chcieli pomocy.
A dotychczas nie spotkała nikogo kto by umiał (inna sprawa, że pewnie ktoś taki jak Loki sam z siebie nie wyjaśniłby Catseye, że właśnie wciska jej kity. Ale to insza inszość, nie zmieniająca faktu, że ludzi i nie ludzi obdarzonych taką mocą było naprawdę… niewielu.)

- Scar się nie denerwuje! Catseye nie widzi żeby chcieli walczyć! A jak będą chcieli, Catseye urwie im głowy! - dorzuciła radośnie (zupełnie nieświadoma prawdziwych umiejętności przybyłych ani tego kim byli. Zresztą nawet jakby było inaczej pewnie nic by to nie zmieniło.)

Przy okazji radośnie całkowicie błędnie interpretując powód podenerwowania Wandy.
Chociaż, nadal nie przejawiając agresji skoro też jej opiekunka nie zdradzała oznak strachu i czy przerażenia. Raczej tylko gotowość do konieczności odparcia ataku ze strony przybyłych (detal, że najpewniej werbalnego, kto by zwracał uwagę na takie szczegóły).

Lady Sif - Wto 21 Lis, 2017 13:01

Sif nie rozumiała zdenerwowania młodej dziewczyny i w sumie rozbawiło ją nastawienie Catseye do jej chronienia. Podejrzewała, że to jest właśnie ta kocia wiedźma, a której Catsy wspominała.
- O, ciekawski kot z lepkimi łapkami - przywitała się z Cats, parafrazując słowa kotki.
Pomijając fakt, że Wanda była potrzebna im w związku z przerażającą wizją, której Sif wolała uniknąć, a widok zamordowanej panny Maximoff do pięknych nie należał, to miała też do niej prywatną sprawę dotyczącą zadania powierzonego jej przez Odyna, którego nadal nie wykonała.
- I kogo potem będziesz naciągać na kosztowne posiłki? - zapytała Cats, unosząc jedną brew. - Nie przyszliśmy tutaj by walczyć, a prosić o pomoc. Doktor Strange pokazał Bruce'owi i mnie przerażając wizję. Teraz widzę, że to ty, Wando, byłaś w niej brutalnie zabita. - Sif walnęła prosto z mostu, jaki los miał według ponurego proroctwa spotkać Szkarłatną Wiedźmę. Zawsze sądziła, że lepiej jest od razu usłyszeć najgorszą prawdę i potem skupić się na tym jak zniwelować jej skutki. - Pomagając nam powstrzymać nadchodzącą ponurą przyszłość z pewnością udowodnisz, że twoja przeszłość, bez względu na to jak bardzo jest mroczna, nie ma najmniejszego znaczenia.

Bruce Banner - Sro 22 Lis, 2017 17:36

Sytuacja była dość niezręczna, bo ewidentnie doszło do olbrzymiego nieporozumienia. Nie miał pojęcia, że Tony planował powiększenie obecnego składu drużyny o kolejnych członków. Tym bardziej nie miał pojęcia o tym, że Wanda brana jest w tej sprawie pod uwagę. Jego zdziwienie było więc olbrzymie, gdy to właśnie o tym kobieta zaczęła mówić. Wcale tego nie ukrywał. Wiele nie poprawiło się w tej kwestii także wtedy, gdy do głosu doszła Sif. Wytłumaczyła prawdziwy powód, dla którego pragnęli porozmawiać ze Scarlet Witch, lecz sposób w jaki to uczyniła… No cóż, w najlepszym wypadku pozostawiał wiele do życzenia. Mówiła wprost, od razu przechodziła do sedna, może nie do końca zdając sobie sprawę z wagi swych słów. Nie każdy pragnął usłyszeć podobne stwierdzenie w tak ostry i dosadny sposób. Nie w każdej sytuacji było to odpowiednie. Obawiał się, że Wiedźma może nie przyjąć tego dobrze. Była osobą wybuchową, jej zachowanie trudno przewidzieć, o czym mówiły strzępki dostępnych im informacji.
- Doszło do sporego nieporozumienia. Nie przybyliśmy tu, by rozmawiać z tobą na temat wstąpienia w szeregi Avengers. Prawdziwy cel wyjawiła już Lady Sif i choć może nie uczyniła tego w najbardziej odpowiedni sposób, to z przykrością muszę stwierdzić, że wszystko to jest najprawdziwszą prawdą. Chyba, że coś w tej sprawie zrobimy. Dlatego też mieliśmy zamiar cię szukać. – jego wyraz twarzy zmienił się. Na wspomnienie ujrzanej dzięki Strange’owi wizji stał się bardziej posępny, przybity. – Nie chodzi tylko o ciebie. Są również inni, których śmierć ujrzeliśmy w wizji przedstawionej nam przez Doktora. Sądzimy, że każda z tych osób może nam w jakiś sposób pomóc powstrzymać zbliżające się wydarzenia. – w obrazach rozpoznał Wandę i Xaviera. Oboje są nadprzeciętnymi ludźmi o niemal nieograniczonych możliwościach. Jeśli w porę odgadną z kim przyjdzie im się zmierzyć, kto będzie odpowiedzialny za te straszne wydarzenia, być może będą mogli odpowiednio się do tego przygotować i powstrzymać wszystko w zarodku, lub gdy nadejdzie chwila prawdy. Do tego potrzebują pomocy z każdej strony. Bruce nie patrzył w tej chwili na przeszłość panny Maximoff. Każdy popełniał w swoim życiu błędy. W jej historii jest ich całkiem sporo, lecz jeśli naprawdę pragnie się zmienić… Ma wspaniało okazję, by to pokazać.
- Nie oczekuję, że uwierzysz nam na słowo. Nie spodziewam się, że od razu zechcesz nam pomóc. Strange może pokazać ci to co sami przed chwilą zobaczyliśmy. Wtedy stwierdzisz, czy nam wierzysz i podejmiesz decyzję. – oderwał wzrok od Wandy i przeniósł go na Stephena. Może Banner nie chciał tego przyznać na głos, ale gdzieś w głębi duszy przeczuwał, że wsparcie Wiedźmy może okazać się niezbędne do tego, by ich plany powiodły się.

Dr. Strange - Pon 27 Lis, 2017 23:06

Strange był wyraźnie rozbawiony. Spojrzał na Bannera i mocno starając się ukryć śmiech, stwierdził.

- Serio? Prowadzicie rozmowy kwalifikacyjne na Avengersa? Gdzie widzi się pan za 5 lat? Gdyby mogłaby pani zostać zwierzęciem, to jakim? I te sprawy?

Cóż. Na ziemię sprowadziła go Sif. Z, jak można by powiedzieć, gracją słonia w składzie porcelany. Gdyby chciała być bardziej bezpośrednia musiałaby chyba wrazić Wandzie swój miecz między oczy, albo w jeszcze jakąś inną część ciała. Ehh... gdzie się podziało akademickie wychowanie. Przynajmniej Banner doceniał czas poświęcony na naukę.

- Tak, sprowadza nas tu ewidentnie inna sprawa, natomiast jako członkini Avengers, czy też nie, pani obecność tutaj jest bardzo przyjaznym zrządzeniem losu. Jak to już zauważyła Lady Sif, nawiedziła mnie pewna niecodzienna i bardzo złowroga wizja, a przez ostatnie lata nauczyłem się im ufać. Zwłaszcza, jeśli wysyłam je sobie sam. Czy ktoś ma ochotę się czegoś napić?

Scarlet Witch - Pią 01 Gru, 2017 21:32

Wanda została obdarta z ostatniej nadziei, gdy Catsy entuzjastycznie przyznała w jaki sposób zapoznała się z Sif. Najbardziej na świecie nie pragnęła poznać szczegółów. Szkarłatna mogła wyobrazić sobie jak to naprawdę wyglądało. Grunt, że ów postawna kobieta nie chciała ukręcić osobistej maskotce Wandy głowy. Nie mogłaby na to pozwolić i ta na pierwszy rzut oka krucho wyglądająca kobieta pokazałaby z jaką siłą przyszłoby im się mierzyć. ...Z czym i ona musi się mierzyć, by aby czasem zbyt wiele nie wymknęło się spod kontroli.

Jeszcze bardziej skompromitowana przez Catsy ułożyła dłoń na jej pyszczku by przez dajmy na to moment nie zdradzała wszystkich, możliwych lęków, jakie miała w stosunku do tej chwili. Zbyt gwałtownie powiększone towarzystwo nie najlepiej wpływało na spokój jaki próbowała w sobie wzniecić, by dobrze wypaść podczas rozmowy, ale przecież nie chciała się poddawać. Czuła w sobie tak wiele siły...

Kąciki ust drgnęły odruchowo słysząc w jaki sposób Sif skomentowała kotkę. Jej osobiste zwierze musiało się pokazać od tej najbardziej charakterystycznej strony. Niestety to by było na tyle jeżeli chodziło o uśmiechy, a przynajmniej ze strony Wandy. Kolejne słowa jakie padły z ust brunetki początkowo przyprawiły tylko o zdumienie. Co zresztą jednoznacznie odmalowało się na twarzy Wandy. O dziwo wyglądała tak jakby... jakby Sif jej coś przypomniała. Coś niesamowicie mało przyjemnego. Coś co sprawiło, że zamiast zbliżyć się do rozmówców postąpiła krok do tyłu, odsuwając się na tyle na ile pozwalała ta pozycja. Nie mogła jeszcze bardziej, nie rozpłaszczając się na szybie, dlatego zatrzymała się zachowując dystans. Przerwała również kontakt wzrokowy z zebranymi i uciekła spojrzeniem na podłogę.

- Nie, to nie może być prawda... - Szeptała ledwo słyszalnie pod nosem. Na tyle niesłyszalnie, że doktor Banner śmiało mógł wejść w słowo, bez poczucia mało kulturalnego zachowania. Sama nie wiedziała co bardziej w nią uderzyło. To, że przyszłość źle jej wróżyła? Że źle wróżyła jej bliskim? A może dlatego, że gdzieś tam w głębi duszy miała nadzieje, że to wszystko jakiś kiepski żart... Nawet była skłonna uwierzyć, że to jej zmysły błądziły na granicy szaleństwa, dlatego też z taką śmiałością się im przeciwstawiła... Ale teraz? Teraz nie była niczego pewna.

Gdzieś tam pomiędzy myśli wkradł się cieplejszy ton Bruce'a. Nie chciała go słuchać o czym świadczył ten grymas. Wyglądało to tak jakby przerywał jej w trakcie czegoś ważnego, czegoś istotnego. Sam w sobie tembr jaki użył oraz troska powoli docierała do każdych zakamarków jej myśli. Uniosła głowę by odnaleźć spojrzenie Bannera i wysłuchać go w prowizorycznym spokoju do końca.
- Wierzę - Rzuciła, chcąc od razu zaprzeczyć słowom Bruce'a - Wierzę, bo sama miałam tę wizję - Wyznała przed wszystkimi, zaglądając po kolei w oczy rozmówcom. Pominęła już żarty Strange'a, bo chyba i tak nikt nie chciał tego ciągnąć.

Przechodząc do meritum zatrzymała spojrzenie już na Stephenie.
- Chętnie napiłabym się herbaty - Odpowiedziała mimochodem, a potem dodała:
- Czy wiesz... czy wiecie kim jest ów Mistrz? - Zapytała Strange'a, bo najwyraźniej to on dzielił z nią wizję, z którą podzielił się z resztą. Najwyraźniej miała wiele adresatów.
- I jak bym mogła pomóc? Widziałam się z nim. Znaczy... w tej wizji. Jakimś cudem mogłam przeniknąć przez świat realny do tego który ukazał przed moimi oczami tak jakby... jakby nie był mi obcy? A może sam chciał mnie tam wpuścić? Ciężko powiedzieć, czy był zaskoczony moją obecnością, ale miałam wrażenie jakby... jakby samym spojrzeniem przeszywał mnie na wskroś. Tak jakby znał każdy mój ruch... Nigdy wcześniej się tak nie czułam... - Wgryzła się w dolną wargę, by ból odgonił cienie uczucia jakie owładnęło ją podczas koszmarnego widzenia.

Catseye - Sob 02 Gru, 2017 09:56

Aktualny wygląd: Manul / Ibris


Manul śmignął jej z rąk na na ramiona.
I zdecydowanie mniej przyjaźnie popatrzył na gości.
Oj, nie trzeba było jednego słowa nawet z jej strony, zjeżone futro, ogon który chwilę wcześniej leniwie spoczywał teraz nagle krótki, nerwowymi ruchami zdradzało całkowitą zmianę nastroju zwierzaka.

Powód był oczywisty gdyby się zastanowić.
Chwilę temu Scar była może podenerwowana, trochę niepewna ale w gruncie rzeczy – wyraźnie czuła się w miarę bezpiecznie.
W jednej chwili niewinna i trochę niezrozumiała z punktu widzenia rozmowa sprawiła, że poczuła się zagrożona i przestraszona.
A to zmieniało sytuację o 180 stopni.

Wyślizgnęła się rąk, miękko lądując na ziemi obok Wandy, niejako ją odgradzając od gości. Co może w przypadku niewielkiego manula, ważacego mniej niż niejeden wyrośnięty kot dachowy mogłoby być zabawne.
Tylko że gdzieś po drodze z jej ramion na ziemię futrzasta góra kłaków gdzieś zginęła, na jej miejsce zaś pojawiła się białą, nakrapiana czarnymi cętkami kupa mięśni, kłów, pazurów, nerwowymi, urywanymi ruchami grubego ogona uderzając z głuchym dźwiękiem w ziemię. Nawet jeśli wciąż nie w pełni dorosła, 40 kilogramów wyspecjalizowanego, morderczego drapieżnika wbijającego wzrok w nieznajomych.

Moment złamały dalsze słowa Wandy.

Tyle tylko że ogon się uspokoił a zjeżone futro ponownie położyło, nie zmieniając jednak już z powrotem formy zwierzęcia. Które – można by było tak pomyśleć, nadal położyło się tak, jakby specjalnie chciało odseparować ich od Wandy na wszelki wypadek.
Wciąż czujnie śledząc najmniejszy ruch przybyszów.

Lady Sif - Sob 02 Gru, 2017 16:54

- Czy jest możliwe, że oboje macie podobne moce? - zapytała Wandę, po tym jak oderwała już wzrok od fascynującego zjawiska, jakim była przemiana Catsy z przeciętnego i raczej mało urodziwego dzikiego kota w piękną, białą panterę z puszystym ogonem długim prawie jak ona sama. Więc to nie jest zwykły gadający kot.
- Możliwe jest też, że posiadasz coś, czego on pragnie, albo też raczej coś czego się boi, stąd też jego ciekawość wobec twojej osoby. Może Doctor Strange podzieliłby się z tobą swoją wizją, oczywiście ile czujesz się na tyle silna by obejrzeć te sceny. Podobieństwa i różnice między nimi mogą nad podsunąć wskazówki do odnalezienia Mistrza.
W żadnym razie Sif nie zamierzała Wandy do niczego zmuszać. Dziewczyna wydała jej się bardzo zagubiona i krucha, zbyt krucha by iść na wojnę i nie dać się na niej zabić. Ale nie mieli wyboru. Ludzie, którzy w wizji Stephena zostali brutalnie zamordowani mogli być kluczem do zniszczenia potwora, który stał za tym wszystkim.

Bruce Banner - Sob 02 Gru, 2017 18:45

Słowa Strange’a o rozmowie kwalifikacyjnej pozostawił bez komentarza. Nie zamierzał wdawać się w dyskusję o tak nieistotnych w tej chwili sprawach. Zresztą, gdyby sytuacja była inna, pewnie także nie podjąłby tego tematu. Avengers od początku funkcjonują w niemal niezmienionym składzie. Bruce nie miał więc pojęcia w jaki sposób powinni być więc przyjmowani nowi członkowie. Jakaś forma typowej rozmowy kwalifikacyjnej powinna mieć jednak miejsce. Nie mogą przecież przyjmować w swe szeregi każdego, bazując tylko i wyłącznie na chęci przynależenia do czegoś więcej. W jego mniemaniu chodzi przede wszystkim o motywacje danej osoby, jej intencje i wiarę w to, że rzeczywiście będzie w stanie pomóc drużynie, i wytrzyma ciążącą na wszystkich członkach presję. Nie wszyscy się do tego nadają, choć wierzył też, że każdy zasługuje na szansę. Więc jakiś okres próbny także powinien być opcją wartą rozważenia.
Ale mniejsza o to. W swoich rozmyślaniach za bardzo oddalił się teraz od najważniejszego tematu. Trudno było oczekiwać wybuchu euforii na wieść o wiszącej nad Wandą śmiercią, a mimo to reakcja kobiety sprawiła, że Bruce poczuł się trochę nieswojo. W końcu zrzucili na jej głowę naprawdę ciężką wiadomość, wiedzieli jaki ją czeka ją w przyszłości, a jakby tego wszystkiego było mało, oczekiwali od Wiedźmy pomocy. Nie wiedzieli jakie wydarzenia doprowadzą do tego co widzieli. Być może właśnie sam udział Scarlet Witch sprowadzi na nią śmierć, może to oni w jakiś sposób się do tego przyczynią… Nie mają zielonego pojęcia. W pewnym sensie działają na ślepo, licząc, że uda im się zmienić bieg wydarzeń. Co jeśli nie będzie to możliwe? W jeszcze bardziej ponury nastrój wprawiła go wieść o tym, że dziewczyna także ujrzała tę wizję. Jeśli do tej pory mieli wątpliwości co do prawdziwości przyszłych wydarzeń, tak teraz chyba każde z nich musi uznać, że to rzeczywiście jedna z czekających ich wersji przyszłości.
- To bolesne. Ujrzeć własną śmierć. Wierzę jednak, że możemy to powstrzymać. Musimy to powstrzymać. Nie wiem w jaki sposób, ale wspólnie z moimi towarzyszami doszliśmy do wniosku, że w pierwszej kolejności najlepiej będzie odnaleźć i porozmawiać ze wszystkimi osobami widzianymi w tej wizji. Sądzę, że to, że akurat one się w niej pojawiły, nie było żadnych przypadkiem. Ty, Xavier i inni jesteście ważni. Może to właśnie was ten Mistrz najbardziej się obawia. Może wasze przetrwanie jest kluczem do zniweczenia jego planów. – musiał w tym istnieć jakiś sens. Coraz bardziej w tym przekonaniu się utwierdzał.
Spojrzał na Stephena, zdając się na jego osąd i wiedzę. To on był ich ekspertem od magii i wszelkich rzeczy z nią związanych. Banner mógł jedynie spekulować. A skoro mieli go pod ręką… Warto zdać się na jego osąd i wiedzę. Nawet jeśli dopiero się poznali i Bruce nie miał żadnego innego powodu, by mu ufać. Musiał zdać się na swoją intuicję, a ta mówiła mu, że ich cele są takie same.
Przez cały ten czas nie zwracał większej uwagi na to co działo się z Catseye. Był całkowicie zaabsorbowany ich rozmową i swoimi wewnętrznymi rozmyślaniami. Oczywiście widział jej zmianę formy i chęć stanięcia w obronie swojej pani, lecz całkowicie ten stan rzeczy ignorował.

Dr. Strange - Sro 13 Gru, 2017 14:40

Stephen stał nieco z boku i przez chwilę trzymał się maski spokojnego obserwatora. W ferworze dyskusji, zmian kocich i całej wymiany zdań nikt raczej nie zwrócił uwagi na delikatne gesty, które wykonał. Ba! Gesty wyglądały najzupełniej naturalnie! I... W sumie nawet nie wiadomo kiedy, ale na stoliku w pokoju pojawił się stary rosyjski samowar z (o dziwo!) gotującą się już w nim wodą, a także trzy filiżanki z gorącą i mocną herbatą, kryształowa cukiernica z malutkimi kostkami cukru i drobnymi, srebrnymi szczypczykami w środku, a także solidny kufel piwa, karafka ze schłodzoną, krystalicznie czystą wodą. Jedyną zagwozdkę stanowił kot. W pierwszej chwili Strange chciał podrzucić kotu porcyjkę świeżego łososia, ale po zmianie rozmiarów, optował raczej za udźcem jakiegoś łosia... Zdecydował jednak, że na początek miska z wodą wystarczy.

- Napoje podano. Chyba, że wolicie Państwo coś innego? - Spojrzał na Sif, bo w sumie nie wiedział, czy Asgardzka Wojowniczka nie wolałaby jednak miodu pitnego, albo jeszcze czegoś bardziej wymyślnego.

- Istota samego Mistrza jest mi obca. Wydaje się być potężną istotą, której celem jest unicestwienie, albo przynajmniej zniewolenie Ziemi. Posiada również wystarczające środki, by to zrobić, skoro przynajmniej w wizji potrafił poradzić sobie z tak potężnymi ludźmi jak pani - skłonił się wyraźnie w stronę Wandy - oraz profesor Xavier. Biorąc pod uwagę, że w mojej wizji miałem do czynienia z mutantem, władającym magnetyzmem, bardzo silnym telepatą i panią, wnioskuję raczej, że potęga Mistrza polega na umiejętnościach władania umysłami. - Usiadł i podniósł jedną z filiżanek, wrzucił do niej 2 małe kosteczki cukru i zamieszał.

- Częstujcie się, proszę. Droga Cats, widzę bardzo ciekawy przykład polimorfii, czy też może felimorfii. Nie wiem jednak, czy woda zadowoli Twoje wybredne gusta i mam nadzieję, że podzielisz się z nami informacją, co chciałabyś zjeść lub się napić. - Stephen przeniósł wzrok na pozostałych i zupełnie jakby przed chwilą nie zrobił przerwy, ciągnął swój wywód dalej.

- Widziałem w wizji również sporo ludzi, którzy wydawali się wykonywac rozkazy owego Mistrza. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że walka bezpośrednia nie jest jego główną siłą. Z drugiej strony, fizyczna siła może nie stanowić dla niego po prostu przesadnie dużego zagrożenia. Nie mniej jednak, wybór pokonanych każe mi wnioskować, że nasz plan przyjęcia owego Mistrza powinien koncentrować się na wspólnym przeciwdziałaniu jego zdolnościom mentalnym, przy jednoczesnym przygotowaniu taktycznego planu uderzenia fizycznego. Na tą chwilę skłaniam się raczej ku teorii, że powinniśmy przygotować się na przyjęcie pierwszego ataku tego całego Mistrza, ochronie tych, którzy moga mu fizycznie zaszkodzić, bo ochrona ich umysłów przed wływem tego jegomościa jest według mnie kluczowa, a jedynie w ostateczności na ataku. Taka teoria.

Spojrzał na Sif, gdy padło pytanie o umiejętności jego i Wandy. Jak to miał w zwyczaju, postanowił się wtrącić.

- Nasze, to znaczy moje i Szkarłatnej Wiedźmy moce są tak podobne, jak metody przesyłu wody. To może być porównanie nieco na wyrost, ale jej moc to dziki wodospad. Niekontrolowany, nieujarzmiony i pełen pierwotnej siły. Moja to raczej miejski system kanalizacyjny. Ilość transportowanej wody, jak i sama woda jest ta sama, ale sposób przenoszenia wody i kontrola nad nią, różni się znacząco. - Spojrzał na Wandę, uśmiechnął się w swoim mniemaniu szarmancko i dodał - Czy zgodzi się Pani z moim porównaniem?

Scarlet Witch - Pią 15 Gru, 2017 21:56

Wiedziała, że Cats nie bez powodu wysmyknęła się z uścisku. Znały się na tyle by wiedzieć jak zareaguje na jej emocje. Wiedziała również, że bez jawnego ataku, ani bez fałszywego ruchu z ich strony nie musi obawiać się o zbyt wczesny atak kłami i pazurami, dlatego Wanda nie zareagowała. Jedyne co zrobiła to opuściła dłoń i wsunęła palce w miękką sierść swojego osobistego, kociego obrońcy.

Zerknęła z większym zainteresowaniem w kierunku Strange'a, gdy padło pytanie o podobieństwo ich mocy. Nie chcąc ignorować Sif zaraz wróciła do niej wzrokiem, akurat w momencie, gdy wygłosiła kolejne zdanie. Mniej pozytywnie rokujące i dające do myślenia. Czy mogła posiadać coś czego pragnął Mistrz? A jeżeli tak to czym jest to czego pragnął? Czego mógł się bać?
Na samą myśl o ponownym uczestniczeniu wizji zrobiło się jej jakoś nieswojo, ale wiedziała do czego Sif zmierza, co zresztą szybko zostało wyjaśnione. Wanda nie należała do kobiet, które stoją i patrzą jak przeciwności losu niszczą życie innych, w szczególności, gdy losowym niszczycielem okazuje się nieznany nikomu potężny szaleniec. Zamierzała jak zwykle odsunąć swoje emocje na bok, nawet kosztem zdrowia i samopoczucia, co zakomunikowała kiwnięciem głowy.
- Pytanie tylko, czy dobrze pamiętam swoją... ale czemu nie spróbować? Może dzięki temu poznamy kolejny element tej zawiłej układanki? Może w jakiś sposób mógłby się pan tam ze mną udać? - Znowu zatrzymała swoje spojrzenie na doktorze Strange'u. Sama nie wiedziała czemu nie chciała zaangażować w to reszty. Może tylko po to by oszczędzić tych widoków? Jak zwykle wszystko wolała wziąć na siebie. Zresztą to ona była w wizji... i zrobiłaby to sama, ale tylko doktor Strange była wstanie ją tam przenieść.

Nie chciała się przed wszystkimi przyznawać, ale Bruce miał rację. Fakt faktem nie trzeba być geniuszem by wiedzieć, że przepowiednia własnej śmierci może wywołać szok i niedowierzanie, ale poczuła się lepiej z wiedzą, że ktoś chociaż próbuje ją zrozumieć. Chciała go jakoś uspokoić, dlatego posłała mężczyźnie delikatny uśmiech. A gdy kolejna osoba potwierdziła, że może mieć w sobie coś, dzięki czemu powstrzymają Mistrza to tym bardziej poczuła chęć by jeszcze raz rozejrzeć się po dantejskiej wizji.

Do nozdrzy Wandy dotarł kojący zapach mocnej herbaty. Zerknęła zaskoczona w kierunku stolika zastanawiając się skąd się to wzięło. Uczucie chwilowe, w końcu w swoim towarzystwie mieli maga. Sama nie potrafiła takich rzeczy, dlatego błędnie zmierzała w kierunku braku powiązania między ich mocami, jednak póki co z nikim się tym nie podzieliła. Zresztą nawet nie miała kiedy. Doktor Strange ciągnął swój długi wywód dzieląc się spostrzeżeniami. Początkowo słuchając jednym uchem, drugą częścią świadomości zajęła się badaniem stolika przy którym usiadła. Sięgnęła bo drobne szczypczyki i wrzuciła do herbaty dwie kostki cukru. Gdy wywód kolejny raz zmierzył w jej kierunku uniosła spojrzenie z nad podniesionej już filiżanki. Nie chciała się kłócić, że wcale nie jest aż tak potężna, bo... nawet nie wiedziała do czego była zdolna. Nie czuła się jednak na poziomie z Charlesem, ani własnym ojcem.
Samo wspomnienie i na dodatek tylko w słowach wizji do której ciągle wracali wywołało w niej niezbyt przyjemne uczucie, ale i tym razem nic po sobie nie pokazała. Zapatrzyła się w niego nieco bardziej, gdy zaczął opowiadać i cechach łączących ich moce. Pierwszy raz w życiu czuła, że ktoś w końcu rozumie to z czym musi się zmagać. Nawet Pietro, choć był jej najbliższy, nie rozumiał bliźniaczej siostry co dawał odczuć swoją wściekłością i irytacją.
...A wystarczyło ot porównanie. Wodospad. Strumień. Życiodajna woda i niszczycielska moc rwącej rzeki.
- Dokładnie tak. Zgadzam się z porównaniem, aczkolwiek wiem, że nie brzmi to zbyt dobrze rokująco. Nie zawsze mam nad tym tak doskonałą kontrolę, jak doktor Strange - Zerknęła ukradkiem na pozostałych. Przez ten moment nawet zwątpiła, czy da radę im pomóc... Mając oczywiście na względzie ich przeżycie, a nie swoją śmierć.

Catseye - Pon 18 Gru, 2017 10:29

Aktualny wygląd: Ibris


- Ludź jest wiedźmą. Cats jest panterą. Jak mogą być takie same - fuknął ibris łypiąc się z urazem na wojowniczkę.
No bo kto to widział wiedźmę i panterę wrzucać do jednego worka. Właściwie to panterę i jakiegokolwiek człowieka wrzucać do jednego worka.

Jednak ważniejsze rzeczy mają pierwszeństwo.
- Woda jest dobra. Taka co nie śmierdzi chlorem - kłapnęła w stronę mężczyzny, potwierdzając jego wybór. Akurat w tym wypadku trafił doskonale w gusta kotki, która nie przepadała za napojami smakowymi a już szczególnie - gorącymi.

- Łosoś! Cats lubi łososia. I rybę maślaną. I ośmiernice! I wołowinę. O ile są świeże! - ucieszyła się, uznając, że jednak może mężczyzna znał swoje obowiązki i to, w jaki sposób powinno się chodzić w gości. Przynajmniej jeden przydatny gdy będą gadać.

Rozmową o mocach się niespecjalnie przejmowała, w sumie takim drobiazgom nie poświęcała większej uwagi. Leniwie śledziła za to ludzi, pilnując wiedźmy - nie do końca rozumiała, w czym jest problem, poza tym, że najwyraźniej jest problem i zagraża jej człowiekowi.
Przynajmniej tak wynikało z opowieści przybyłych.

- Czemu w takim razie nie wytropić go i urwać głowę zanim zaatakuje? Cats myśli, że lepiej pierwszemu zaatakować znienacka niż czekać na atak nie wiadomo z której strony i kiedy... - przysiadła, drapiąc się za uchem, nie widząc, dlaczego zakładają, że koniecznie muszą na cokolwiek czekać.

Lady Sif - Czw 21 Gru, 2017 21:07

Sif wybrała herbatę, czując jeszcze smak tej, którą ją poczęstował Strange w swojej siedzibie. Co jak co, ale potrafił on wyczarować pyszny napar, odpowiednio mocny i z mieszanki, której nie znała, a o którą zapewne niedługo go poprosi, jeśli wyjdą cało z tej kabały. Owszem, przeszło jej przez myśl, że to może być dzieło Laufeysona, ale z miejsca odrzuciła tę teorię, nie dostrzegająca w działaniach tajemniczego Mistrza finezji Lokiego.

- Cats ma rację - odezwała się. - Musimy zaatakować pierwsi, ale też nie powinniśmy biec tam ślepo - dodała, przypominając sobie wyprawę Thora do Jotunheimu. - Nim przypuścimy natarcie, musimy dowiedzieć się jak można mu, cytując za Cats, urwać głowę. Ktoś zdolny do takich potworności musi być potężny. Znajdując chociażby jeden słaby punkt, zyskamy przewagę, która może nas powieść do zwycięstwa.

Starała się brzmieć pewnie i przekonująco, ale tak naprawdę nie wiedziała, czy w ogóle będą w stanie kogoś takiego pokonać i czy przeżyją batalię, którą zamierzali stoczyć z przeciwnikiem.
- Możliwe, że Heimdall znajdzie potrzebne nam odpowiedzi w asgardzkiej bibliotece - dopowiedziała, powstrzymując się przed zerknięciem w stronę sufitu. Doskonale wiedziała, że jej przyjaciel obserwuje uważnie Midgard i z całą pewnością już wie, co się tu dzieje. A potrzebowali każdej możliwej do uzyskania pomocy.

Bruce Banner - Wto 26 Gru, 2017 20:49

Podziękował Stephenowi za inicjatywę, lecz w przeciwieństwie do kobiet, nie zdecydował się na przyjęcie żadnego z trunków. Był całkowicie skupiony na obecnych wydarzeniach i nie odczuwał potrzeby wypicia jakichkolwiek płynów.
- Obawiasz się tego co może się stać, gdy twoje moce wymkną ci się spod kontroli? Lub co się stanie, gdy nie zadziałają tak jak sobie zaplanowałaś? Albo też, że inni mają o tobie za duże mniemanie, prawda? Rozumiem to. Doskonale to rozumiem. Sam codziennie mierzę się z podobnymi myślami. Wciąż przed oczami widzę dzień, w którym Hulk wygra toczący się między naszymi umysłami pojedynek i na stałe przejmie władzę w naszym niecodziennym duecie. Przez długi czas starałem się uciec przed moją klątwą. Odciąć od cywilizowanego świata. Byłem w różnych miejscach na świecie. Gdy S.H.I.E.L.D. zrekrutowało mnie do programu Avengers minął rok od mojej poprzedniej przemiany. Hulk był wtedy prawdziwą bestią, której jedynym celem było zniszczenie. Wciąż nią jest. Jednak już podczas bitwy o Nowy Jork odkryłem, że w ograniczonym stopniu mogę na niego wpływać. Wciąż szukam lekarstwa na moją przypadłość, wciąż obawiam się najgorszego, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, że każda z dotychczasowych interwencji „zielonego” ocaliła życie niezliczonej liczbie ludzi. Nie podoba mi się to, za każdym razem ze sobą walczę, by ostatecznie ulec i wypuścić wściekłą bestię na zewnątrz. Robię to niechętnie, ale czasem to konieczność. – nigdy w pełni nie pogodził się ze swoim losem. Nigdy zapewne tego nie zrobi. Jeśli następnego dnia odkryłby sposób, by na zawsze pozbyć się Hulka, zrobiłby to bez wahania. Ale gdy ten jest potrzebny… Nie ma innego wyjścia. Na wszelki wypadek wspólnie ze Starkiem opracowali jednak pewne środki zapobiegawcze, które miałyby poskromić bestię. To odrobinę ułatwia mu podjęcie decyzji.
W każdym razie chciał swoją historią powiedzieć Wandzie, że jej wątpliwości są czymś normalnym. Nie powinna jednak pozwolić na to, by wzięły one nad nią górę. Zwłaszcza w sytuacji, gdy zagrożone jest życie niewinnych. Trzeba walczyć ze swoimi obawami, przyjąć do wiadomości możliwe konsekwencje niepowodzenia i za żadne skarby się nie poddawać. Inaczej człowiek już przegrał. W obliczu zbliżającej się zagłady potrzebowali Wandy w pełni sił. Gotowej zrobić wszystko, by powstrzymać tajemniczego Mistrza.
- Pamiętaj, że z jakiegoś powodu Mistrz się ciebie obawia. Może stoją za tym twoja nieprzewidywalność połączona z olbrzymią mocą. Może jest tak z innego powodu. Ale nie możesz pozwolić, by twoje lęki stanęły ci na drodze ku ściśle określonemu celu. – słysząc swoje słowa, prawdę mówiąc sam siebie nie poznawał. Był zaangażowany w sprawę, przerażony tym co może ich spotkać. Być może to sprawiało, że nieco się otworzył i zaczął mówić to co od zawsze siedziało mu na sercu, a co często nie wychodziło na światło dzienne. Sporą rolę odgrywał też pewnie fakt, że w jakimś stopniu mógł utożsamić się z młodą kobietą i jej wątpliwościami. Nie patrzył teraz na jej przeszłość, a na to co mogła sobą reprezentować w przyszłości. Jeśli tylko pogodzi się ze swoimi słabościami.
- Być może Stephen będzie w stanie pomóc ci zapanować nad pokładami twej mocy. O ile to możliwe. Nie znam się na magii, ale przypuszczam, że wsparcie innego doświadczonego czarodzieja powinno pomóc ci zyskać większą kontrolę. – rzucił propozycję, zerkając to na Scarlet Witch, to na Strange’a. Jeśli to nie takie proste, któreś z nich pewnie wyprowadzi go z błędu.
Szaloną propozycję Catseye zdążyła już skomentować Lady Sif. To jednak nie powstrzymało Bruce’a przed dodaniem paru słów od siebie.
- Działając tak pochopnie możemy jedynie przyspieszyć straszliwe wydarzenia, które ujrzeliśmy w wizji. Mistrz pokonał w niej najsilniejszych ludzi stąpających po powierzchni Ziemi i nic nie stało mu już na przeszkodzie. Jeśli odpowiednio się nie przygotujemy, nie wykorzystamy szansy którą nam dano, zawiedziemy nie tylko siebie, ale i wszystkie istoty zamieszkujące naszą planetę. – zmiennokształtna myślała jak drapieżnik. Bannera wcale to nie dziwiło, ale oni w tej sytuacji nie mogli ulegać tak prostym instynktom. Muszą działać rozważnie. Nic więcej nie miał w tym momencie do dodania.

Dr. Strange - Pią 05 Sty, 2018 01:41

Strange się zamyślił, słysząc słowa Bannera. Oczywiście nie te, dotyczące przemiany w Hulka i kontrolą, lub jej brakiem nad zielonym agresorem, ale nad ideą szkolenia Wiedźmy.

W międzyczasie jednak, gdy uwaga wszystkich skierowana była na doktora Bannera, ponownie wykonał kilka gestów, a zaraz koło kotki pojawił się duży, prawdopodobnie srebrny półmisek, a na nim dorodny łosoś i błyszczyk. Oba jeszcze, w prawdzie dość niemrawo, ale machały ogonami. Na trawlerach i tak nikt nie zauważy braku pojedynczych ryb.

Zanim otworzył usta, usiadł i upił nieco herbaty.

- Proszę, o świeższe raczej ciężko.

Popatrzył na Scarlet, przeniósł wzrok na Bannera. Uśmiechnął się, w taki typowy dla siebie, w stu procentach neutralny i wyuczony sposób, zupełnie jakby rozmawiał z rodziną pacjenta, któremu właśnie poskładał kręgosłup i okazało się, że "pacjent jednak będzie chodził".

- Co do lęków i panowaniem nad mocą, a także w kwestii szkolenia, myślę, że po pierwsze możemy nie mieć wystarczająco dużo czasu na gruntowne szkolenie. Dodatkowo uważam, że są przypadki, w których czysta i nieskrępowana moc również jest potrzebna. Czasem to przypadek, czasem decyzja strategiczna, czy użyć czołgu, czy wystarczy jeden strzał oddany przez strzelca wyborowego. Nie mniej jednak, jeśli oczywiście Pani wyrazi zainteresowanie - Nagle okazało się, że nawet siedząc można wykonać w miarę szarmancki ukłon, a przynajmniej skłon głowy w kierunku kobiety, wyglądający na w pełni oddający pierwszeństwo wyboru - mam kilka pomysłów, jak sprawdzić zarówno pani możliwości, jak i spróbować nieco poszerzyć praktyczne aspekty władania magią. Metafizykę pozostawiłbym na nieco spokojniejsze czasy.

Przez chwilę ważył słowa Wiedźmy o "udaniu się tam", uznał jednak, że chodzi jej o pewną pomoc w uwidocznieniu jej wizji.

- Myślę, że jestem w stanie pomóc w kwestii pokazania pani wizji tu obecnym. Wolałbym jednak zrobić to po pierwsze w bezpieczniejszym miejscu, po drugie, biorąc pod uwagę reakcję doktora Bannera na poprzednio pokazaną wizję, proponowałbym obejrzenie jej w nieco bardziej ograniczonym gronie, a potem wtajemniczenie pozostałych w nasze obserwacje. - Zwrócił się do Bannera - Czy odpowiada panu takie rozwiązanie, doktorze? Czy pozwolimy sobie jednak na jeszcze jedną wizytę w lustrzanym wymiarze? Chyba, że się zgubiłem i chodzi jednak o jakieś fizyczne miejsce i dostanie się tam? Tu pewnie też będę pomocny, chociaż dostanie się do miejsca mi nieznanego jest nieco trudniejsze.

Scarlet Witch - Nie 21 Sty, 2018 09:27

Pomimo powagi sytuacji nie potrafiła odebrać entuzjazmu osobistej Pantery bez delikatnego uśmiechu. Zmrużyła delikatnie oczy starając się nimi nie przewrócić i pokiwać z niedowierzaniem głową. Doceniła gest ze strony Strange'a, co zresztą ukazała pełnym ciepła spojrzeniem, a skoro już poznali pełne menu jakie interesuje Catsy to mogli przejść do konkretów.

Zdziwiła się, jak dobrze Sif dogadywała się z Kotką. Dziewczyny rozumiały się doskonale. Na pierwszy rzut oka słowa Sharon brzmiały dość dosadnie. Nie spodziewała się, że spotkają się z jakąkolwiek aprobatą, a tu niespodzianka. Asgardzka wojowniczka. A tak łatwo mogła się domyślić, ze takie metody przypadną do jej gustów. Zapewne sama ścinała głowy mieczem... Czy tam... czymkolwiek. Co do walecznej strategii postanowiła się nie wypowiadać, ale to nie tak, że nie miała nic do powiedzenia. Wręcz przeciwnie. Nie była na to gotowa... Jeszcze nie teraz. Nie, gdy w szeregach Avengers czuła się jeszcze niepewnie, ale to nie jedyne wątpliwości jakie nią targały, co zresztą świetnie podsumował Bruce.

Wanda wlepiła w niego swoje przejęte spojrzenie. Właściwie kto jak kto, ale faktycznie doktor Banner mógł ją zrozumieć. Tak naprawdę jako jedyny z tego towarzystwa wiedział jak to jest mieć w sobie potęgę. W jego przypadku była to wiecznie rozwścieczona, rozjuszona bestia, a w jej? Drzemiąca w niej moc, której do końca nie rozumiała. Nie wiedziała z czym los kazał się borykać.
Tak wiele pytań miała w głowie. Z jednej strony poczuła ogromną ulgę, że nie jest z tym sama, a z drugiej? Było jej najzwyczajniej przykro. Tak wiele pytań pojawiło się w głowie, jednak zdawała sobie sprawę, że nie jest to ani czas, ani miejsce. Na daną chwilę to co powiedział wystarczyło. Wanda poczuła się pewniej, co zresztą było widać gołym okiem. Miał racje. Musiała w końcu uwierzyć w siebie, tym bardziej, że tak jak mówił, Mistrz wyrażał wobec niej lęk. Cały czas zadawała sobie to pytanie, dlaczego akurat ona? Co miała w sobie takiego, czego nie miał chociażby Strange? A może dawali się wkręcić w jakąś pułapkę?

Spojrzała pełna nadziei na Stephena, gdy Bruce zasugerował nauki. Chaos w jaki niej drzemał przybierał pierwotne cechy jednak cholera, umiała to wykorzystać. Do końca nie wiedziała jak, ale z jakiś powód się jej słuchał.
- To by był najlepszy pomysł. Dzięki temu poczułabym się pewniej. Niestety nie wiem ile mam czasy, ale zrobię wszystko co w swojej mocy by jak najszybciej i najskuteczniej zapanować nad tym co zostało mi podarowane - Wtrąciła napełniona otuchą i pewnością siebie. Chwiejność nastrojów Wandy nie grała na jej korzyść, ale determinacja wymalowana na twarzy Szkarłatnej mogła dać im pewność, że da z siebie wszystko by stanąć przed Mistrzem przygotowana.

Brak odpowiedniej ilości czasu podkreślił nawet Strange, rzucił jednak nieco lepszego światła na jej moce. Kolejna fala otuchy i ciepła oblała serce Wiedźmy jednak nie zamierzała spoczywać na laurach. Z jej postawy mógł wywnioskować, że jest gotowa tu i teraz na podjęcie działań, a przede wszystkim ćwiczeń. Niby miała spotkać się z panem Starkiem, ale o i jego najwyraźniej złapało coś ważnego.
- W takim razie nie mamy na co czekać, jestem gotowa - Dorzuciła tylko by podkreślić swoje chęci.
- W ten tajemniczy wymiar możemy udać się sami - Nie chciała narażać doktora Bannera na ponowne uwolnienie bestii, ale zarazem pozostawiła decyzje mężczyźnie. Oczywiście brała pod uwagę obecność swojego kota, ale to nie podchodziło pod żadną dyskusję. No... chyba, że Strange się nie zgodzi... Albo wyzwanie Catsy skupi się w okół miski z jedzeniem.

Catseye - Wto 23 Sty, 2018 01:05

Aktualny wygląd: Ibris


Pantera jak to kot.
Podrapała się za uchem, niespecjalnie nawet dochodząc gdzie ma znajdować się to miejsce, które nazywali wymiarem.
Bo w sumie i po co? Jasne było, że poczłapie za wiedźmą, doskonale wiedząc, że musi pilnować ludzia, koniec końców nie do końca jednak ufała tym wszystkim nowym człowiekom.
No i trzeba było sprawdzić jakie jeszcze inne ryby mają tam w tym całym wymiarze. W ogóle miejsce też można zobaczyć. Brzmi fajnie, nie?
Tak więc jej obecność nie ulegała dyskusji.
Nie rozumiała tylko jednego…
- Catsy wie wiedźma umie! – parsknęła z wyższością.
- Spadać człowieki! I lewitować rzeczy! – dorzuciła, przekrzywiając głowę. Niedomyślne te dwunogi. Takich oczywistych spraw nie rozumieć.
- I Catsy chce rybę jak dojdziemy do tego wymiaru! – dorzuciła, musząc w końcu postawić jakieś warunki. Nie może być tak, że w negocjacjach się wszyscy zgadzają na wszystko, tak twierdził gadający ludź z telewizji jak kiedyś oglądała. I dlatego też wiedźmy też należało pilnować, bez pantery z całą pewnością zgodziłaby się na wszystko bez stawiania własnych wymagań.

Lady Sif - Czw 25 Sty, 2018 19:31

Lady Sif wyłączyła się chwilowo z dyskusji, podchodząc do okna i spoglądając w niebo rozpościerające się nad Nowym Yorkiem.
Heimdallu, ty, który wszystko widzisz, użycz mi swego wzroku i pomóż dostrzec Mistrza, który chce przynieść temu królestwu zniszczenie, śmierć i pożogę.
Przymknęła oczy, skupiając myśli, na strażniku Bifrostu i Asgardu. Odyn przysięgał chronić wszystkie Dziewięć Królestw i teraz Midgard był w nagłej potrzebie. Przerażająca wizja tylko utwierdziła ją w tym, że bez dawnej wiedzy i pomocy Asgardczyków, Midgard może nie oprzeć się najeźdźcy, a miliardy ludzi zginą w męczarniach.
Wybacz, Wszechojcze, ale moja misja musi zostać przesunięta w czasie.

Bruce Banner - Pon 29 Sty, 2018 17:31

- Nie mam nic przeciwko. Róbcie co macie do zrobienia, a ja w międzyczasie powiadomię resztę drużyny o zbliżającym się zagrożeniu. Gdy wrócicie, przedyskutujemy wasze przemyślenia po kolejnym zapoznaniu się ze szczegółami wizji, obmyślimy wstępny plan dalszych działań i podzielimy się zadaniami. – jeśli mają osiągnąć sukces będą musieli pracować szybciej i ciężej niż zwykle. To wiązać się będzie z wieloma zadaniami. Od pozyskania nowych sojuszników, po próby odnalezienia pozostałych osób ukazanych w obrazach z przyszłości, czy przygotowania taktyczne i sprzętowe. Do tego mnóstwo innych spraw, które wyjdą dopiero z czasem. By to wszystko miało ręce i nogi potrzebne będzie solidne rozplanowanie i podział obowiązków. Działając osobno nic nie wskórają. Jeśli nie będą dalej współpracować, mogą zapomnieć o choćby cieniu szansy na powodzenie. Z tym też wiązało się także między innymi to, że powinien przekazać pozostałym Avengersom wstępne informacje o tym co wkrótce nadejdzie, a w następnej kolejności zwołać zebranie, na którym przedstawi szczegóły, by wspólnie mogli to przedyskutować.
- Więc… Widzimy się za parę chwil? – zwrócił się do pozostałych, gotów w każdej chwili przejść do realizacji postanowienia o wysłaniu wiadomości reszcie drużyny, w czym z całą pewnością pomocny będzie JARVIS.

Dr. Strange - Pon 29 Sty, 2018 20:48

Strange nie miał jakichś specjalnych planów na to popołudnie. Obejrzenie kolejnej wizji mogło być ciekawe, a że herbatkę i ciasteczko miał już za sobą...

Dobrze, ruszajmy więc. - Spojrzał na kota i dodał - Serio? Kolejna ryba? Ile żołądków mają mówiące koty, co? - W trakcie, gdy wyciągnął dłoń i skoncentrował się na stworzeniu przejścia do lustrzanego wymiaru, dodał jeszcze słysząc słowa Bannera

- Bardzo dobry pomysł, Doktorze. Im więcej ludzi wie o zagrożeniu, zwłaszcza ludzi władnych cokolwiek zrobić w celu jego zażegnania, tym lepiej

Po tych słowach, zebrani mogli zobaczyć otwierający się czerwono-złoty portal. W jego wnętrzu w sumie zobaczyć można było ścianę z oknem. Zupełnie taką samą jak w pomieszczeniu, w którym się znajdowali.

- Zapraszam. Koty i panie przodem.

/⅃uƨƚɿzɒny wymiɒɿ

Gdy tylko przeszli, portal się zamknął.

Stephen nie przeniósł ich daleko. Ba! pozostali nawet w tym samym pomieszczeniu. A jednak odrobinę innym. Nikt już nie zwracał na nich uwagi, zupełnie jakby przestali istnieć. Co dziwniejsze, dalej mogli słyszeć wymianę zdań, gdyby ktoś narobił hałasu, byłoby go słychać. Jedynie wszelakie napisy wydawały się być swoim własnym odbiciem lustrzanym. Tylko to na pierwszy rzut oka zdradzało, że jednak znaleźli się w innym miejscu.

- Witam w lustrzanym wymiarze. To stosunkowo bezpieczne miejsce, chociaż niestety bez odpowiedniego szkolenia, wydostanie się z tego miejsca jest wręcz niemożliwe. - Spojrzał na Wiedźmę i uśmiechnął się szarmancko - O sposobach dostania się tu porozmawiamy może za chwilę. Co się zaś tyczy przeznaczenia tego wymiaru, jak łatwo się domyślić wykorzystujemy go zarówno do ćwiczeń - W tym momencie wykonał kilka skomplikowanych gestów, wywołując coś na kształt świetlistego bicza wyrastającego mu z dłoni i z dala od zebranych uderzył w jeden z regałów w pokoju. Ten został ewidentnie uszkodzony, natomiast na pozostałych w "oryginalnym" pomieszczeniu Bannerze i Lady Sif nie zrobiło to żadnego wrażenia. Ba! Zdawali się nawet tego nie zauważać i nie słyszeć!

- Dodatkowo wykorzystujemy ten wymiar do dyskretnej obserwacji, jeśli oczywiście zachodzi taka potrzeba. - Strange podstawił Wiedźmie jedno z krzeseł, przy okazji również sprawiając, że półmisek z rybkami stał się i w tym wymiarze dostępny i smakowity - Usiądźmy. Wiem, że masz gigantyczny potencjał mocy, a żeby dostać się do tych nieprzyjemnych wspomnień, będe musiał wywołać obrazy w Twojej głowie. Chyba, że sama jesteś w stanie stworzyć wizję wydarzeń, które widziałaś?

Scarlet Witch - Pon 05 Lut, 2018 20:31

Wanda wolała jednak by Cats nie wspominała o tym... lewitowaniu i 'spadaniu' ludzi. Taki tam mały epizodzik za czasów samowolki w Bractwie. Samo wspomnienie wywołało na jej twarzy nerwowy uśmiech, co zapewne nie ułatwiło sytuacji, dlatego wzruszyła ramionami nadając wypowiedzi mało poważny wydźwięk. Może nie przyciągnie aż tak dużej uwagi... A z drugiej strony. Skłamałaby mówiąc, że żałowała swoich czynów. Kara spotkała tych, którzy znęcali się nad niewinnym stworzeniem. ...No prawie niewinnym.

Na słowa Bannera po prostu przytaknęła. Już w chwili zgody pozostałych odczuwała niemałą tremę. Kilka głębszych wdechów troszkę pomogło, ale nie na tyle by ukryć niepewną minę. Na szczęście pewność siebie jaką emanował Doctor Strange pomagała w utrzymaniu prowizorycznego pionu. Z jednej strony jego pewność siebie, z drugiej stojący za nią murem kot. Czego więcej potrzeba? Czego więcej oprócz pewności, że powrót w te przerażające rejony może się przyczynić do uratowania ludzkości. Oby się udało.

- Nawet nie zdaje sobie pan sprawy jakim workiem bez dna jest jej żołądek - Skomentowała by jeszcze przez te kilka sekund podtrzymać żartobliwą atmosferę, ale nikomu raczej nie było do śmiechu.
Opuściła dłonie utrzymując je swobodnie, a przede wszystkim - i w gotowości, gdy doktor zaczął zataczać okręgi by otworzyć portal. To co zobaczyła po drugiej stronie... Cóż, sądząc po minie spodziewała się czegoś... czegoś zupełnie innego, że spotka ją armagedon. Myślała, że od razu wejdą w wizję, ale źle zinterpretowała Lustrzany Wymiar. Albo tylko tak się wydawało...
Weszła do środka z ogromnym zaciekawieniem przyglądając się wypisz wymaluj temu samemu pomieszczeniu w którym miała okazję porozmawiać z doktorem Bannerem i Sif. Wanda nie musiała pytać. Strange wręcz koncertowo wyczytał z jej twarzy pytanie o Lustrzany Wymiar.
Idąc za przykładem Strange'a postanowiła również coś uszkodzić. Może w prymitywny sposób, ale ... kto by nie chciał zbić tej kryształowej karafki stojącej na blacie baru. Pchnęła ją palcami na podłogę. Huk zbitego, ciężkiego szkła rozniósł się po pomieszczeniu. Górna, zakrywająca szyjkę kulka potoczyła się po podłodze, reszta w kawałkach znalazła swoje miejsce za barem.

- Czyli jestem tu więźniem? - Zapytała oddając się kolejnym oględzinom piętra Starka.
- A co za tym idzie ma pan pewność, że jeżeli nie zapanuję nad sobą podczas wizji to nikomu się nic nie stanie? - Spojrzała mu w oczy pytająco zajmując miejsce na przysuniętym przez Strange'a krześle.
- Jakie ćwiczenia się tu odbywają? - Nie potrafiła opanować zainteresowania tym światem. Może nawet rozpatrywała się w nim miejsca, które mogło i jej pomóc?
- Nie jestem w stanie przywołać wizji, a przynajmniej nie celowo... Ta która mnie zastała pojawiła się znikąd. Nawet nie potrafię wyjaśnić jak to się stało, że mogłam w niej czynnie uczestniczyć... - Nie wiedziała jakiego werdyktu spodziewać się po takich słowach.

Catseye - Wto 06 Lut, 2018 11:14

Aktualny wygląd: Ibris


- Catseye jest dużą panterą. I ciągle rośnie! – w sumie, o ile jeszcze można się zastanawiać, gdzie niewielki manul mógł mieścić te jedzenie, mutantkę bardziej zastanawiało jak można sądzić, że ważący około 40 kg kot będzie w stanie najeść się jedną miską, jakąś rybą.. no chyba że takim halibutem, które dochodzą do 3,5m i ważą do 300kg. To tak, z całą pewnością taka ryba byłaby aż zanadto wystarczająca by nastolatka się najadła.

Tak czy siak były ważniejsze rzeczy do zrobienia. Zaczęła dreptać ciekawie obwąchując nowe miejsce, aż podskoczyła gdy nagle człowieki zaczęły hałasować.
Podczłapała do postaci Sif która widoczna była z „drugiej strony” i zwyczajnie spróbowała pacnąć wojowniczkę łapą. Bez pazurów tym razem, koniec końców – człowieki się strasznie łatwo uszkadzały jeśli kogoś zaczepić pazurem.
Ale za to z delikatnością małego niedźwiedzia zdolnego bez większego problemu pewnie powalić ciosem dorosłą osobę.

Na więcej niestety nie było czasu, kotka zakręciła się i jak zwykle położyła przy nogach wiedźmy gdy Strange i Scarlet najwyraźniej zaczęli zajmować się tym, po co tutaj przyszli.

Mistrz Gry - Pią 16 Lut, 2018 23:14

Słyszę cię, pani wojny, szlachetna Sif. Mistrz, kimkolwiek lub czymkolwiek jest, pozostaje nieuchwytny. Potrafi równocześnie przebywać w wielu miejscach aby następnie nigdy nie zaistnieć, przez to zmieniając swoją formę i utrudniając odnalezienie go. Zgaduję iż potrafi przebywać w umysłach swoich popleczników lub też Mistrz to grupa potężnych istot. Wszechojciec zna treść proroctw które wymknęły się spod kontroli Stephena Strange i nakazał już przygotowania. Cokolwiek stanie się w Midgardzie, nie pozostawimy jego mieszkańców na pastwę Mistrza. Wydaje mi się że największą szansę na odnalezienie go daje wykorzystania Najwyższego Maga Midgardu i jego magii. Wszakże to on zdołał skontaktować się z przyszłym sobą i jako jedyny mógł zobaczyć Mistrza. Skontaktuję się z tobą pani, gdy tylko odkryjemy nowe fakty.
Lady Sif - Nie 18 Lut, 2018 20:29

Dziękuję, Heimdalu.

Sif oczekiwała więcej szczegółów, lecz najwyraźniej wróg był sprytniejszy niż sądzili. Spojrzała jeszcze raz w niebo i odwróciła się do Bannera.
- Wszechojciec jest zdania, że Doktor Strange jest naszą największą szansą na odnalezienie Mistrza. Heimdal powiedział, że nasz wróg potrafi być w wielu miejscach w tym samym czasie. Asgard będzie bronił Midgardu, tego możecie być pewni. - Skinęła lekko głową.
Pozostało im czekać na powrót pozostałej trójki, a potem próba ustalenia pozostałych osób, które pojawiły się w wizji.

Dr. Strange - Wto 20 Lut, 2018 21:21

Strange obserwował z niejakim rozbawieniem, jak zarówno Wiedźma jak i jej kocurka bawią się w małe destrukty. Scar zadała jednak ważne pytanie.

- Poniekąd tak, jest Pani tu więźniem. Sądzę jednak, że byłaby Pani w stanie się z tego miejsca wydostać. Może nie od razu, ale tak. Jedocześnie, jak perfekcyjnie Pani zauważyła, jesteśmy w tu bezpieczni. Sądzę, że ja sam jestem w stanie obronić się przed czymkolwiek, co mogłoby się tu wydarzyć. Cats zadba o siebie sama, a pozostali póki co są poza zasięgiem.

Spojrzał wymownie na Cats, która zajęła się jedzeniem jedzeń. Cóż, może faktycznie ten kot nie tylko ma zmutowane struny głosowe, ale i 7 żołądków?

- Tu ćwiczymy rzeczy niebezpieczne. Takie, które mogą spowodować dalekoidące zniszczenia w prawdziwym świecie. Niszczenie budynków. Stawianie nowych. Odwracanie grawitacji. Latanie. Ot, takie drobne rzeczy, na które rządy jakiegokolwiek państwa nie patrzyłyby zbyt przychylnie. To jeden z elementów, który pozwala utrzymać istnienie naszej... hmm... organizacji w konspiracji. - Nagle zupełnie zmienił temat - Usiądźmy

Strange trochę się obawiał włażenia do umysłu Scar. Nie szkolona, może podświadomie się bronić. Ale cóż... ryzyko zawodowe. Nawet nie dało się zauważyć, gdy skończył "paniować", tak miękko przeszedł z jednego sposobu wypowiedzi, w drugi.

- Cokolwiek by się nie działo jakkolwiek zagrożona byś się nie czuła, pamiętaj proszę dwie rzeczy. Po pierwsze, jestem Twoim przyjacielem i nie chcę Ci zrobić krzywdy. Po drugie, jesteś w prawdopodobnie najbezpieczniejszym miejscu na świecie. Nic Ci tu nie grozi. Wszystko, co zobaczysz, będzie tylko Twoim wspomnieniem. Chciałbym również, żebyś możliwie otworzyła swój umysł i przynajmniej świadomie nie przeciwdziałała moim próbom. Bedziesz prawodopodobnie czuła nacisk w głowie. To może nie być przyjemne. Ale nie walcz z tym. To tylko ja. Jakkolwiek głupio i banalnie to nie zabrzmi, będę starał się być delikatny - Strange nie byłby sobą gdyby nie zrobił jakiejś "wycieczki" seksualnej. Sytuacja się tak pięknie do tego nadawała!

Po czym zaczął swoje hokus pokus. Zaczęły się pojawiać diagramy. Wymachiwania rękoma. Jakies inkantacje. Wszystko, a zwłaszcza diagramy, by uspokoić wzrok Szkarłatnej i zająć jej myśli, zmusić do przestania myślenia o obronie, zafascynować czymś, by ułatwić sobie drogę do jej głowy...


//plz. W opdpisie, jeśli oczywiście nie planujesz jakichś walk psychicznych, wrzuć opis swojej wizji, co się działo itd.

Bruce Banner - Nie 04 Mar, 2018 11:42

- J.A.R.V.I.S.? – odezwał się, gdy tylko cała trójka zniknęła w przejściu do wymiaru lustrzanego. Nie należało dłużej zwlekać z przekazaniem wieści reszcie drużyny. Nie czekał aż AI potwierdzi swoją obecność, natychmiast przechodząc do sedna. – Prawdopodobnie mamy trochę czasu nim będziemy zmuszeni działać, lecz niech wszyscy wrócą do wieży, gdy tylko zakończą swoje obecne zadania.
- Oczywiście, doktorze Banner. Mogę pomóc w czymś jeszcze?
- Jeśli jeszcze tego nie robisz, to rejestruj, proszę, wszystko o czym tu wspólnie rozmawiamy. To wszystko, dzięki. – sztuczna inteligencja już nie odpowiedziała, realizując zapewne zlecone przez Bruce’a zadanie. W oczekiwaniu na dalszy obrót zdarzeń zajął miejsce na fotelu tuż obok tego, który zajmowała przed momentem Wanda. Zanurzył się w rozmyślaniach, z których wyrwała go dopiero Sif, która najwidoczniej miała wieści, którymi chciała się podzielić. Wysłuchał więc jej.
- Co masz na myśli mówiąc, iż Mistrz może przebywać w wielu miejscach w tym samym czasie? – ten fragment wypowiedzi Lady Sif zaintrygował go szczególnie mocno i nie zamierzał czekać dłużej niż było to potrzebne, by zapytać o znaczenie tych słów. – Uważasz, że nasz wróg może być w rzeczywistości więcej niż jedną osobą? – to był jeden z wniosków, który po usłyszeniu takich wieści nasuwał się sam, tak samo ja wiele innych, które równie dobrze mogłyby wytłumaczyć sens stwierdzenia o przebywaniu w kilku miejscach na raz. W grę wchodzić przecież mogły moce na wzór tych, którymi posługuje się część mutantów, czy też zdolności mistyczne, o których większe pojęcie będzie miał Strange. Tak czy siak, niezależnie od tego co jeszcze usłyszy od Sif, ta jedna kwestia da mu wiele do myślenia. A jej rozwiązanie i zgłębienie może zarówno ułatwić im odnalezienie wroga, jak i utrudnić późniejszą wygraną. W zależności od tego która wersja prawdy okaże się tą właściwą. Podniósł wzrok z powrotem na swoją towarzyszkę. Miał nadzieję, że usłyszy od niej coś więcej.

Scarlet Witch - Sro 14 Mar, 2018 10:14

Wysłuchała Strange z prowizorycznym spokojem na twarzy. Bała się, ale nie zamierzała dramatyzować. Sprawa w jakiej uczestniczyła wymagała psychicznego pionu. Miała nadzieje, że ponowna wizyta w wizji nie zachwieje i tak już chwiejnej natury.
Doceniła szczerość doktora. Musiała przyznać, że wiedział co powiedzieć by wyeliminować wszelkie wątpliwości. Czy miała otwarty umysł? Zawsze. To własnie on sprawiał pewne problemy, ale w tym momencie okazał się być czymś co wprowadziło wiedźmę w trans i to dość szybko.

Jak na to wskazywało wyszła po za czas i przestrzeń postanowiła również podążyć tą ścieżką. Strach choć obleciał wcale jej nie sparaliżował. Resztkami świadomości wyszeptała inkantację po Strange'u. Nie wiedziała co mówi. Ciało zamarło, jednak dusza zdążyła w ostatniej chwili wybiec tak by znaleźć się w wizji. Na tyle ile mogła uciekała przed cieniem i starała się tam nie zerkać. Czuła na sobie czyjeś spojrzenie, jednak nie zamierzała tak łatwo dać się przestraszyć. Cały czas w głowie powtarzała sobie, że to co widzi nie jest prawdą, jak mantrę podtrzymującą na duchu mamrotała idąc w głąb wizji. Nie chcąc za bardzo ingerować pierwszy raz pękła widząc ojca, dlatego podbiegła do niego i chcąc go uwolnić chwyciła za kajdany. Niestety. Dłonie przeszły przez metal jakby była duchem, a Magneto wydawał się w ogóle jej nie dostrzegać. Chciała krzyczeć. Wprost do jego ucha krzyczeć i wyć by wreszcie ją zobaczył, ale… tak się nie stało. Zaraz stwierdziła, że sama sytuacja nie odbiega aż tak od tego, co spotkało ją ze strony ojca na przestrzeni tak wielu lat. Zresztą nie zamierzała tu zamarudzić, ponieważ iluzja zaczęła się zmieniać…
Odsunęła się od Magneta i powoli ruszyła dalej. Mijała ludzkie kokony. Nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że żołądek wywraca się do góry nogami, chcąc oddać ostatnie resztki niestrawionego jedzenia. Zaraz jednak znowu zaczęła mamrotać mantrę, przypominając sobie o nierzeczywistym obrazie w jakimś się znalazła. Zastanawiała się dlaczego ona? Dlaczego teraz… no i przede wszystkim kim był rzeczony Mistrz?
Widok wojny atomowej zaślepił. Bomba wybuchła gdzieś w oddali jednak błysk sprawił, że uniosła dłoń i zasłoniła nią oczy. Podmuch pchnął ją kilkanaście metrów do tyłu i wtedy o mało co nie wróciła do swojego ciała, stając się tym samym biernym obserwatorem. Nie poddała się. Nie tak łatwo. Choć wylądowała na kolanach dźwignęła się na nogi i ruszyła dalej, mijając Charles’a Xaviera. Nie mogła na niego patrzeć. Nie w takim stanie w jakim się znajdował, dlatego przyspieszyła kroku. Przecież gdzieś tu musiał znajdować się jakiś kres.
Nie poddała się również fali nienawiści, bo z mniejszą na co dzień miała do czynienia w Bractwie. Mimo to czuła ścisk w gardle, dlatego postanowiła pobiec dalej, nabrać więcej powietrza. I biegła, biegła przed siebie mijając coraz to więcej kokonów, przepychając się między oddziałami armii, która szła wprost na nią, ale zupełnie jej nie zauważała. Przestraszona tym, że w wizji stała się coraz bardziej namacalna starała się uciec z mrocznego korowodu i skręciła gdzieś w prawo. Nawet nie zauważyła kokonu, który leżał na ziemi, jednak odskoczyła przerażona, zdając sobie sprawę, że właśnie w niego wdepnęła. Próbowała pozbyć się pajęczyny z buta, ale czując wzbierającą panikę odwróciła się i pobiegła w nieznanym kierunku. Zatrzymała się dopiero, gdy spostrzegła znajomy fragment czerwonej sukienki. Swojej sukienki. Wodząc wzrokiem po podartym materiale zawędrowała na bose i brudne stopy. Pomknęła ku górze, a dostrzegłszy swoją głowę przytwierdzoną do ściany nie potrafiła pozbyć się dziwnego wrażenia, że to właśnie ją czeka. Zasłoniła dłonią usta i westchnęła załamana swoim losem, lecz i ten nie dał jej wytchnienia.
Zobaczyła go. Mistrza. Jego puste oczy. Spojrzał na nią. Widział ją, ale to przecież nie mogło mieć miejsca. Była duchem. Toniemozebyćprawda.Toniejestprawda.Tonieistnieje. Zaczęła coraz to głośniej powtarzać, a w momencie, gdy ich spojrzenia się spotkały wiedziała… Wiedziała, że się wystawiła. Że ją poznał. Zajrzał w głąb duszy lustrując i odzierając z prywatności. Teraz nie miała nic do ukrycia. I dobrze. Niech wie do czego jest zdolna. Może i poczuła nadciągającą porażkę, ale ta nie podcięła jej skrzydeł. Wręcz przeciwnie. Wanda pierwszy raz poczuła niesamowitą wolę walki. Nawet postąpiła krok w przód, ale nie wiedzieć w jaki sposób pchnięta mocno w samą klatkę piersiową wróciła do swego ciała, a potem padła na kolana. Podparła się rękoma

Dr. Strange - Sro 21 Mar, 2018 13:48

Strange niewidoczny "podążał" za Wiedźmą. Chłonął obrazy i dźwięki. Zapisywał w swojej pamięci wszystko, co działo się w wizji. Zachowanie Szkarłatnej pomijał, była tu gościem, który nie miał realnego wpływu na wydarzenia. Obrazy były przerażające. Stephen mimo wszystko nie dawał się ponieść. Czytanie w umyśle Wandy wymagało koncentracji. Zapamiętanie wizji również. Po prostu nie zostawało już wiele miejsca na reakcje. To przyjdzie później. Nie mniej jednak w krytycznych momentach starał się wesprzeć Wandę. Gdy wstawała po odczuciu podmuchu, gdy niewiele brakowało, by zaczęła przeciwdziałać staraniom Strange'a, ten starał się ją uspokoić, wesprzeć, a nawet był przekonany, że mogła poczuć dotyk jego dłoni na swoich plecach, gdy "pomagał" jej się podnieść. Gdy rzuciła się do biegu, ponownie miał wrażenie, że nie wytrzyma. Wiedźma zaskoczyła go po raz kolejny, wytrzymując natłok myśli i obrazów. Nawet wizja jej własnego ciała nie przerwała wizji. Na koniec ujrzał również samego Mistrza. To wystarczyło. Wrócili.

Gdy Wiedźma otworzyła oczy wszystkie diagramy zniknęły. Strange siedział przed nią jak przed chwilą, natomiast wygląd jego twarzy zmienił się dość drastycznie. Był spocony i wyglądał jakby właśnie skończył maraton. Z limitem czasu. 15 minut. Nie, fizycznie nie zmienił się bardzo. Jego oczy były jednak bardzo zmęczone i zdawały się w końcu rozumieć. Kolejna wizja do kolekcji.

- Moja wizja była... inna. Natomiast pewne elementy pozostały niezmienione. Jak się czujesz? - Zupełnie bezwiednie, a przynajmniej tak się zdawało, Stephen wykonał kolejne kilka gestów a na stoliku w lustrzanym wymiarze pojawiły się dwie szklanki i dzbanek z zimną wodą. Strange rozlał wodę i podał jedną ze szklanek kobiecie. Zanim odpowiedziała, dodał jeszcze

- Jestem pod bardzo dużym wrażeniem Twoich możliwości. I dziękuję Ci za to... doświadczenie

Lady Sif - Czw 22 Mar, 2018 20:53

- Ze słów Heimdalla wynika, że Mistrz potrafi zmieniać nie tylko swoją formę, ale też opanowywać umysły tych, którzy mu służą. Możliwe też, że Mistrz to nie jedna osoba, a grupa potężnych istot - odpowiedziała, przysiadając na boku jednego z foteli. - Jeśli potrafi opętywać zwykłych ludzi, jego możliwości mogą przekraczać nasze. Dlatego też armia Asgardu jest w gotowości by wesprzeć Midgard w tej walce.
Sif obawiała się, że straty będą dotkliwe i to po wszystkich stronach. Mogła mieć tylko nadzieję, że Odyn zezwoli na użycie artefaktów, które ma w swoim skarbcu. Nie potrafiła przywołać w pamięci innych równie potężnych przedmiotów, które mogłyby być znalezione na przykład w Midgardzie. Tuning Fork mógł być przydatny, lecz jeśli Mistrz nie odczuwał strachu, to próba jego użycia byłaby daremna.
- Musimy zawierzyć Doktorowi Strange'owi, że zdoła zlokalizować miejsce pobytu Mistrza. Jednak już teraz musimy się szykować na wojnę.
Celowo nie nazwała tego bitwą, czy też potyczką. Zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że nie zakończy się na jednym starciu.

Bruce Banner - Nie 25 Mar, 2018 12:37

- Podobnych słów z twych ust niestety się obawiałem. Jeśli to wszystko okaże się prawdą… - już to co ujrzeli w wizji ukazanej przez Strange’a było przerażające i nie nastrajało zbyt optymistycznie. Dodanie do tego tych skromnych informacji, które posiadają na temat Mistrza sprawiało tylko, że ich sukces jeszcze bardziej zależeć będzie od ich doskonałego przygotowania i maksymalnego wykorzystania wiedzy o czekającej ich wojnie oraz celach, które wróg postanowi wyeliminować. Fakt, że ich przeciwnikiem może być właściwie każdy tego zadania im nie ułatwi. Bo skąd mogą mieć pewność, że ten nie czai się już gdzieś w pobliżu bacznie obserwując poczynania Avengers, ale także wszystkich innych którzy mogą mu zagrozić? Co jeśli przygotowując się na przyszłe wydarzenia sami dadzą mu sygnał, że coś jest nie tak i ten zmieni sposób działania? Pomoc Asgardu może okazać się kluczowa. Miał nadzieję, wciąż ma, że uda się uniknąć boju na naprawdę wielką skalę, lecz realnie patrząc, chyba nie będzie to możliwe.
- Masz rację. Musimy być gotowi. Dlatego też potrzebujemy nowych sojuszników. I nie wierzę, że to powiem, ale do tego grona może zaliczać się również Loki. – ostatecznie był on przecież jednym z potężniejszych przeciwników, z którymi do tej pory przyszło im się zmierzyć. Jego zdolności byłyby przydatne. I o ile przekonanie go do współpracy byłoby ryzykowne, tak posiadanie po swej stronie tak silnej postaci może zaważyć o ich zwycięstwie lub porażce.

Lady Sif - Sro 28 Mar, 2018 15:40

- Musimy przygotować się na najgorsze, Bruce - powiedziała cichym, poważnym głosem.
Sif brała udział w wielu bitwach, mniej lub bardziej krwawych i wykańczających dla obu stron konfliktu. Jednak do tej pory aż tyle istnień nie było na szali i nie czuła wcześniej aż takiej presji by wygrać. Spojrzała na swoje zaciśnięte w pięści dłonie, czując, że jej siła, doświadczenie i umiejętności mogą nie wystarczyć, kiedy przyjdzie do walki z Mistrzem. Nie znosiła być bezradna, była w końcu boginią wojny. Jeśli nie ona to kto? Z zamyślenia wyrwało ją wspomnienie Bruce'a o Lokim.
Spojrzała na niego zaskoczona propozycją. Z tego co wiedziała od Thora, ostatnie spotkanie Lokiego z Hulkiem skończyło się źle dla tego pierwszego. I pomyśleć, że plan Laufeysona zakładał wykorzystanie Zielonego Wielkoluda do własnych celów.
- Nie zdołałam go znaleźć. Heimdall również nie potrafi go dostrzec. Loki włada potężną magią i jeśli nie chce zostać odnaleziony, to bardzo prawdopodobne, że nikt nie będzie mógł go zlokalizować. A ma aż nadto powodów, by pozostać w ukryciu.

Captain America - Pią 06 Kwi, 2018 18:40

//gdzieś z Nowego Jorku

Steve od dawna nie czuł się tak przytłoczony. Wydarzenia w szpitalu dały mu w kość tak bardzo, że był zmęczony bardziej, niż przypuszczał, że mógłby być. Granica jego wytrzymałości została poważnie naruszona. Bił się z myślami, nie wiedząc, czy postąpił słusznie, odchodząc. Zostawił Bucky'ego, choć dopiero co go odzyskał i zwyczajnie, po ludzku martwił się, że jego przyjaciel został znów bez niego. Zostawił tarczę, bez której czuł się odrobinę bezbronny. Brak mu było tego przyjemnego ciężaru, który przypominał mu, że ma dużo do zaoferowania i jest w stanie zrobić wiele, by zapewnić ludziom bezpieczeństwo. Pochmurne myśli odsunął na drugi plan, kiedy tylko dostał wiadomość od Jarvisa. Westchnął mimowolnie. To był zdecydowanie zły dzień. Zły tydzień. Zły miesiąc. Nie mógł jednak odpuścić, nie odpowiedzieć na wezwanie. Był żołnierzem, to był jego obowiązek.
Stawił się pod Stark Tower, swoje kroki kierując bezpośrednio na piętro Tony'ego. Był ciekaw, z jakim niebezpieczeństwem tym razem będzie mieć do czynienia. Widział w swoim życiu tak wiele, że skłonny był twierdzić, że nic go nie zaskoczy.
Wszedł do pomieszczenia, a jego oczom ukazało się mini-zgromadzenie przybyłych na wezwanie. Jedna z osób była mu nieznajoma. Przyjrzał się ciemnowłosej kobiecie, początkowo z pewną dozą dystansu, jednak w końcu przyznał przed samym sobą, że przecież nie znajdowałaby się tu bez żadnej przyczyny. Intuicja podpowiadała mu, że nie ma powodu, by nie ufać jej już na starcie.

-Jestem Steve Rogers, Kapitan Ameryka, jak kto woli - pochylił lekko głowę w kierunku nieznajomej. - Chyba jeszcze nie mieliśmy okazji się poznać - dodał, uśmiechając się delikatnie, by nie wydać się nazbyt nachalnym.

- I się melduję się - powiedział poważnie, zwracając się do Bruce'a. To chyba było jego przyzwyczajenie z dawnych lat, którego nigdy nie wypleni. W sumie nawet nie chce wyplenić. - Co tym razem? - zapytał i nie musiał czekać na odpowiedź, bo po minach zgromadzonych osób zdążył zauważyć, że sytuacja jest poważna.

Bruce Banner - Sro 11 Kwi, 2018 15:51

Sam był zaskoczony tym, że imię Lokiego zaświtało mu w głowie na samą myśl o poszukiwaniu sojuszników, którzy wesprą ich w walce z Mistrzem. Oczywiście nie zapomniał o jego wcześniejszych zbrodnia i planach zawładnięcia nad ludzkością, lecz w obliczu potencjalnie znacznie większego zagrożenia? Trzeba było brać pod rozwagę wszelkie możliwości, a Loki posiadał moc, która w najlepszym przypadku mogłaby przechylić szalę zwycięstwa na ich stronę.
- Wiem, ale chcąc nie chcąc to właśnie jego zdolności najbardziej przemawiają za jego kandydaturą. Oraz fakt, że jeśli to nie my będziemy tymi którzy go odnajdą, z całą pewnością zrobi to Mistrz. – a związane z tym możliwości zupełnie mu się nie podobały. Wolał tego uniknąć. – Musi istnieć jakiś sposób, by go zlokalizować, przekazać mu wiadomość, albo… - nie dane mu było teraz dokończyć swej myśli, gdyż właśnie w tym momencie dołączył do nich Steve. Był pierwszym, który zjawił się w odpowiedzi na wcześniejsze wezwanie, które wysłał do wszystkich członków drużyny. Oprócz niego tylko Natasha zdołała do tej pory na nie odpowiedź, lecz ją czekała teraz jej własna misja i nie mogła dołączyć dopóki się z nią nie upora. Na szczęście czas i tak bardzo nie naglił. Ostrzeżenie dotarło do nich odpowiednio wcześnie.
- Nie poznaliście się już? Byłem pewien… - odezwał się nieco zdezorientowany słowami Rogersa, ale po chwili zaczęło do niego docierać, że może faktycznie ta dwójka nie miała jeszcze szansy się ze sobą spotkać. – Nie ważne. Steve, poznaj przyjaciółkę Thoraz oraz naszego gościa, Lady Sif z Asgardu. – przedstawił kobietę swojemu kompanowi z drużyny.
- Cieszę się, że mogłeś tak szybko przybyć. – przemówił po chwili. – Sprawa z powodu której poprosiłem pozostałych Avengers o przybycie nie prezentuje się najlepiej, ale na szczęście ostrzeżono nas dość wcześnie. Jeśli więc zechcesz poczekać jeszcze chwilę na powrót dwóch, a nawet trzech innych osób, które towarzyszyły mi oraz Lady Sif przez ostatnie godziny, dowiesz się wszystkiego i to z nawiązką. Do tego czasu, w miarę możliwości, może dołączą też do nas pozostali. Nie ma sensu każdemu z osobna powtarzać tego czego się dowiedzieliśmy. – opowiedzenie całej historii mogło trochę zająć, a uczynienie tego kilkukrotnie… Mijało się z celem. W razie czego mogą spróbować po krótce wszystko opisać, albo poprosić JARVISA o przedstawienie Rogersowi przebiegu ich dotychczasowych rozmów.

Scarlet Witch - Sob 14 Kwi, 2018 21:03

Ciężko dysząc otworzyła oczy. Dopiero teraz poczuła jak mocno zaciskała palce na podłokietnikach wygodnego fotela. Siedziała, ale wcale się nie opierała i daleko jej było do wygodnej pozycji, a mimo to nie potrafiła jej zmienić. Siedziała sztywno i jedyne co zmieniało się przez te kilka chwil to unosząc się i opadająca klatka piersiowa.
Długo nie zajęło zanim zaczęła się uspakajać. Jeszcze na dosłownie dwie sekundy przymknęła powieki, by jeszcze raz zebrać myśli, by uświadomić sobie co jest jawą, a co zwykłym koszmarem. Gorzej było w sytuacji, gdy koszmar powoli stawał się jawą. Nie chciała nikogo oszukiwać, że bardzo się bała, ale dramat odszedł na bok, a do niej doszło w jakim stanie znalazł się Doktor Strange.
Wanda czuła zmęczenie, ale wizja nie wymęczyła jej aż tak bardzo jak doktora. Nawet nie zwróciła uwagi na diagramy, które zniknęły. Zerwała się z krzesła i podeszła do mężczyzny. Nie wiedziała jak się zachować i czy jej wolno, ale prosto z serca złapała go za dłoń.
- Miałam o to samo zapytać. Ja? Trochę skołowana. Cały czas czuję jego obecność, chociaż, wiem, że go nie ma - Dodała przyglądając się z uwagą twarzy Strange'a.
- Bo go nie ma, prawda? Nie ma go tutaj? - Cicha nuta zwątpienia wdarła się w wypowiedź Wandy.
- Dziękujesz mi? Za wpuszczenie Ciebie do moich koszmarów? - Spojrzała na niego minimalnie rozbawiona, bo do śmiechu jednak jej nie było, aczkolwiek podziękowania zaskoczyły.
- O moich możliwościach pewnie wiesz więcej niż ja sama. Wiem, że to nie jest dobry moment, ale może, jak warunki będą bardziej przystępne to udzielisz mi kilku porad? -

Thor Odynson - Czw 19 Kwi, 2018 22:06

//zt. Środek lasu i kapłan w celofanie.... znaczy White Mountain National Forest

Rozmowę zebranych przerwał nagle dźwięk gromu. Niebo było czyste, pogoda ładna, nic nie zapowiadało burzy. Dźwięk słychać było jednak wyraźnie. Po chwili słychać było również solidne tąpnięcie na balkonie, a moment później w drzwiach pojawił się Thor.

- Dobrze, że zdołaliście tu dotrzeć. Dzisiaj rozpoczyna się wojna o Midgard. Jeśli nam się uda, wydamy wielką ucztę! Jeśli nie, oby Walkirie zdążyły zabrać nasze dusze!

Spojrzał na Lady Sif i dodał - Sif, musimy się dowiedzieć, kto mianuje się Wygnaną Królową. Loki wraz z nią po raz kolejny chce zaatakować Midgard, a wizja czarownika to wizja Królowej.

Rozejrzał się po pokoju, zrobił nieco zaskoczoną minę. - A swoją drogą, gdzie ten czarownik się ukrył?

Dr. Strange - Czw 19 Kwi, 2018 23:05

Stephen uśmiechnął się, gdy poczuł dotyk jej dłoni.

- Wando, tutaj i teraz go nie ma. Myślę również, że do innych obrońców Ziemi dociera powoli, z kim mogą mieć do czynienia. - Wymownie spojrzał na Kapitana Amerykę oraz Thora, który pojawił się dosłownie mgnienie oka temu.

- Musisz zrozumieć, że każde doświadczenie, nawet to najtrudniejsze, wzmacnia mnie, pozwala zbliżyć się do mojej własnej werjsi absolutu, perfekcji. Całe moje życie to dążenie do perfekcji, do bycia najlepszym, ale dopiero mój mentor, poprzedni Najwyższy Czarnoksiężnik pokazał mi, że moje dążenie było objawem absurdalnego wręcz poziomu egoizmu. Dzięki niemu zrozumiałem również, że chcę coś z tym zrobić. A spotkanie z siłą, jaką dysponujesz było bardzo ważnym doświadczeniem. Nie zrozum mnie źle, Twoje koszmary są dla mnie sposobem na poznanie tego całego "Mistrza", ale moje podziękowania dotyczą spotkania się z Tobą w takich, a nie innych okolicznościach.

Uśmiechnał się ponownie, Wanda mogła mieć nawet wrażenie, że wyjątkowo nie jest to wystudiowany uśmiech, a jedna z niewielu okazji, by zobaczyć jak uśmiecha się naturalnie.

- Twój potencjał mocy jest gigantyczny. Twoją siłą są emocje, a jeśli miałbym określić rodzaj magii, którą się posługujesz, powiedziałbym, że to magia oparta o chaos. Jestem w stanie wyjaśnić Ci źródło Twojej mocy, pokazać pewne rytuały, nauczyć... hmm... nazwijmy to okultyzmu. Nie zmieni to jednak faktu, że Twoja największa moc dalej będzie objawiała się w stanie emocjonalnego pobudzenia. Gdy będziesz zagrożona, wzburzona, zrozpaczona. Wtedy obawiam się nauka odejdzie na drugi plan i dasz się ponieść, zmieniając rzeczywistość w taki sposób, że niewiele osób, może jedynie kilka na świecie będzie w stanie coś z tym zrobić.

Wykonał kilka prostych gestów ręką i wskazał jedną ze ścian w pomieszczeniu. Ta, nagle zmieniła swój wygląd, zaczęła przypominać bibliotekę w Kamar-Taj.

- Tak wygląda biblioteka, z której się uczyłem. A to jedynie teoria. Moja propozycja jest jednak w dalszym ciągu aktualna. Rozwiążmy problem tego "Mistrza", a nauczę Cię wszystkiego, co tylko będzie w stanie Ci pomóc. Pamiętaj jednak, skąd bierze się Twoja siła i wykorzystaj to. Przy odrobinie sprytu nawet wodospad da się ukierunkować i moim zdaniem do tego powinnaś dążyć. Nie do okiełznania Twojej siły. Nie do zakucia jej w kajdany, a do świadomego kierunkowania.

Wanda mogła zobaczyć, jak z każdą sekundą, każdą chwilą "wykładu" wracają siły Stephena. Może jednak jest coś w tym powiedzeniu, że co nas nie zabija, to nas wzmacnia?

Lady Sif - Sob 21 Kwi, 2018 15:45

- Moglibyśmy użyć midgardzkiej technologii by nadać wiadomość. Nie widzę innej drogi dotarcia do niego gdy jest tak ukryty, że nawet Heimdall nie jest w stanie go dostrzec.

Chwilę później pojawił się Captain America, o którym wiele słyszała z opowieści Thora. Co prawda bez swojego uniformu i tarczy wyglądał całkowicie inaczej, co przez moment ją skonfundowało. Uśmiechnęła się do niego uprzejmie i skłoniła głowę w asgardzkim powitaniu.
- Owszem, to nasze pierwsze spotkanie.

Nic więcej nie zrobiła, bo huknęło i zjawił się Thor swoim zwyczajowym sposobem spadając i to dosłownie z nieba.

- Nawet w obliczu Ragnaroku będziesz wpadał w taki sposób? - zapytała, zerkając na towarzysza broni z ukosa. - Heimdall nasłuchuje - powiadomiła go, chociaż w myślach jeszcze raz sięgnęła do strażnika Bifrostu. - Nasi uczeni przeszukują bibliotekę Asgardu, a Wszechojciec szykuje armię do walki. Jednak pozwól, że stwierdzę iż kimkolwiek ta Wygnana Królowa jest to raczej współpracuje z Mistrzem, nie z twoim bratem. Loki pragnie władzy, nie zniszczenia świata, by potem siedzieć samemu na tronie. Sam wiesz co się wydarzyło w Asgardzie. - Uniosła brew i spojrzała wymownie na Thora, nie chcą zdradzać Bruce'owi i Steve'owi szczegółów przejęcia przez Lokiego asgardzkiego tronu i udawania Odyna. - Zanim się zjawiłeś, Bruce zaproponował odnalezienie Lokiego i skorzystanie z jego umiejętności by zwalczyć zło, które zagraża Midgardowi.

Bruce Banner - Wto 24 Kwi, 2018 15:25

Przybycie Thora było tyleż nagłe co spodziewane. To o czym mówił… Już niekoniecznie.
- Wiemy o zbliżającej się wojnie, ale wszystkie posiadane informacje nie wskazują, by miała ona rozpocząć się już dzisiaj czy w ciągu najbliższych dni. – odpowiedział spokojnie, wciąż starając się ułożyć sobie w głowie wszystko co wypowiedział jego kompan z drużyny i coś mu w tym wszystkim nie grało. Zakładając, że obie sprawy były ze sobą powiązane, to skąd tak różne wnioski? Najpierw Mistrz, teraz jakaś Wygnana Królowa mająca rzekomo współpracować z przebiegłym bratem Thora, Lokim. Albo mowa jest o dwóch całkiem innych zagrożeniach, albo ktoś celowo stara się wprowadzić obrońców Ziemi w błąd. Zasiać w nich ziarno niepewności, dezorientacji, by zaatakować w najmniej spodziewanym momencie.
- Jesteśmy pewni, że mówimy o tej samej sprawie? – spytał niepewnie, właściwie samemu nie wiedząc nawet jakiej odpowiedzi oczekując, gdy z ust Lady Sif padły ostatnie słowa. – Mag, czarodziej, czarnoksiężnik… Strange. Pokazał nam wizję przyszłości i twojego brata w niej nie było, Thorze. Widzieliśmy za to coś innego, kogoś innego. Tajemniczego Mistrza, o którym wspomniała Sif. I to on odpowiadał za wszystkie okropieństwa, które ujrzeliśmy. Z tego co wiemy, tylko i wyłącznie on. Nie sądzę, by Loki był częścią jego wielkiego planu. W każdym bądź razie jeszcze nią nie jest. Wspólnie ze Strangem oraz inną potężną skądinąd wiedźmą, Scarlet Witch, staramy się odkryć prawdę i przede wszystkim ustalić tożsamość tego, którego jak na razie zwać możemy jedynie Mistrzem. – w tej chwili przeniósł wzrok na Steve’a. Rogers po raz pierwszy mógł przecież teraz usłyszeć o co tak naprawdę chodziło i z jakiego powodu Bruce poprosił resztę drużyny o zjawienie się w Stark Tower.
- I prawdą jest, że zaproponowałem, by odszukać Lokiego. Nie w celu jego powstrzymania, a w celu współpracy. Jest silny, ma zdolności, które mogłyby nam pomóc i z jakiegoś nieznanego mi powodu strasznie sobie nasz świat upodobał. Nie znam go tak długo jak Ty czy Lady Sif, lecz jestem przekonany o tym, że jego całkowita zagłada nie leży w interesie twego brata. – swoje przekonanie mógł jedynie opierać na tym co wydarzyło się już jakiś czas temu i nielicznych informacjach, które gdzieś tam w różnych chwilach wymsknęły się Bogowi Piorunów. Czy nie czynił tego zbyt pochopnie? Może. Ale był też pewien, że mistrz kłamstw jakim był Loki pod odpowiednimi warunkami przystałby na ich propozycję.

Mistrz Gry - Sro 25 Kwi, 2018 21:16

Dr. Strange i Scarlet Witch

Oboje najpierw poczuli ogłuszającą, wywołującą wymioty i spychającą ich na krawędź utraty przytomności, falę nienawiści. Absolutnej, nie znającej litości, nigdy nie ograniczonej, pełnej okrucieństwa i rozbestwionej potęgi, czystej nienawiści do wszystkiego co ludzkie i nie tylko.

Mistrz nadszedł.

Ciarki, które przeszły ich gdy zrozumieli co się dzieje, były niczym w porównaniu do przerażenia, które niemal zatrzymało ich serca. Byli bladzi, niemal dosłownie biali ze strachu. Jednak to nie oni byli celem ataku. Nie było ataku. Świadomość że nieomal umarli ze strachu po prostu znajdując się tuż obok świadomości okrutnego Mistrza, wcale nie dodawała im otuchy.

Mistrz patrzył.

Zło, które przybrało postać demonicznego oka, złożonego z tysięcy różnokolorowych, ludzkich, oczu spoglądało na wizje. Echo tego, co Wanda pokazała Stevenowi, przewijały się wokół nich. Widzieli jak człowiek przybija głowę bezsilnej Wandy do ściany. To była dużo dokładniejsza wizja, pełna odrażających szczegółów, znanych tylko istocie która widziała ten czyn. Obok widzieli doktora Strange, jak miota się po więzieniu, jak próbuje wydostać się z lustrzanego wymiaru, bezsilny i obdzierany ze skóry. Widzieli dziesiątki nowych wizji, na części z nich rozpoznawali bohaterów i złoczyńców, mutantów i żołnierzy. Polityków i obrońców.

Mistrz spojrzał.

Ogromne oko-oczy rosło, czytając w nich. Porównując do wizji, po raz pierwszy spotykając swoje... ofiary, swoje zabawki. Magia, którą władał ten... to...
Ta magia nie przypominała niczego, co znali. To była magia, którą mógł posługiwać się Szatan. Nie byli przygotowani do tej walki, nie mogli spodziewać się że ich wróg przyjdzie aby także zobaczyć swój przyszły triumf. A może dopiero pokazując mu te wizje sprawili że rozpocznie swój podbój? Może... Czas to niezwykle skomplikowana materia. Niemniej nie mieli czasu na zastanawianie się, musieli uciekać lub walczyć. I to teraz.

//Strange i Wanda, zacznijcie proszę kolejkę od swoich wpisów.

Scarlet Witch - Sob 28 Kwi, 2018 08:45

Odpowiedziała na uśmiech Strange'a swoim, pełnym ulgi i ciepła. Ulga, bo był z nim kontakt, a więc nie była aż tak bezsilna, gdyby - odpukać, coś się wydarzyło. A ciepło? Cóż Wanda miała go w sobie całkiem sporo, co zresztą mógł jak na wyciągniętej dłoni dostrzec w jej oczach.
Wanda w końcu oderwała wzrok od Strange'a by pomknąć za jego spojrzeniem, które padło na osobę Thora i Steve'a. Widząc tego ostatniego uśmiechnęła się w duchu. To on ją tu sprowadził. To on w nią i uwierzył i namówił do innego życia. Thora niestety nie poznała. Jeszcze. Ale już na pierwszy rzut oka mogła dostrzec, że ...rosły z niego mężczyzna.
Nie poświęciła im jednak zbyt wiele uwagi. Zaraz wróciła do Strange'a, ponieważ zaczął wyjaśniać coś co dało jej spory ogląd na jego osobę. Będąc takim mężczyzną jak on, pewnym siebie oraz wyniosłym, zapewne niełatwo mu przyszło by przyznać, że sam potrzebuje pokory, że sam potrzebuje się zmierzyć z potężną siłą by zobaczyć jaka droga go czeka by osiągnąć absolut. Zaimponował jej. Pozwolił zrozumieć jaka ciężka droga ją czeka i z czym wiążą się jej emocje. Gdzieś w głębi duszy wiedziała dokładnie to o czym mówił Stephen, ale ktoś musiał powiedzieć to na głos, najlepiej w tak poukładany sposób jak mężczyzna. Całą sobą wsłuchiwała się w każde słowo, które padło z jego ust. Kilka razy kiwnęła głową dając mu znać, że rozumie, że.. teraz już wszystko rozumie, ale czy potrafiła zapanować nad emocjami na tyle by móc ukierunkować swoje moce?
- Zmieniać rzeczywistość? To dość... mocno powiedziane - Zaśmiała się cicho i bez przekonania, niedowierzająca słowom Strange'a. Nie zamierzała się oczywiście z nim kłócić, jednak to co powiedział zabrzmiało nieprawdopodobnie. Pomknęła wzrokiem za zmieniającą się ścianą by przyjrzeć się jej z zaciekawieniem. Nie oznaczało to, że go nie słucha. Wręcz przeciwnie. Nie widziała innej drogi, a właściwie stwierdziła, że Doctor Strange dosłownie spadł jej z nieba. Wierzył w nią, wierzył w to, że da radę, dlatego posłała mu delikatny uśmiech.
- Teach me - Rzuciła już pewniejszym głosem, a potem dodała - Czy jest szansa by... - Niestety nie dokończyła, bo głos ugrzęzł w gardle. To co zobaczyła... a przede wszystkim to co poczuła...
Wanda odsunęła się od Strange'a. Czuła do niego nienawiść, tak samo jak do całego świata. W jej spojrzeniu mógł dostrzec złość i może by wezbrała na sile gdyby nie to, że zaraz potem przyszedł strach. Dopiero wtedy dotarło do niej co się działo. Dotarło do niej kto znowu postanowił ją odwiedzić.
- Nie - Pokiwała głową - Nie znowu - Ale to co miało nadejść było o wiele bardziej straszne.
Cała się trzęsła, uginając się pod siłą jaką reprezentował Mistrz. Próbowała odwrócić wzrok, by nie patrzeć, ale nie potrafiła oderwać się od obrazów. Sparaliżowana, niczym bezsilny słup soli stała i patrzyła się na własną śmierć. Tym razem nie była to senna mara. Wanda widziała wszystko dokładnie i wyraźnie. Rozpłakała się dając upust najgorszym emocjom. Poddała się. Kiwała głową. Zaprzeczała. Cała siła jaką w sobie miała uleciała tak szybko jak szybko zakrzewił w niej Stephen. Dla niego zresztą też nie było nadziei. Obdarty ze skóry, zamknięty w swojej własnej klatce. Nie widziała nadziei. Nie było nadziei. Wszyscy przepadną. Wszyscy umrą, bo ona czuła się bezsilna. Nie miała siły uciekać...

Dr. Strange - Wto 01 Maj, 2018 21:32

Strange ucieszył się, że jego słowa trafiają na podatny grunt. Już miał coś odpowiedzieć, gdy nagle... stało się to, co się stało. W pierwszym momencie pragnął sięgnąć do Oka i zrobić dokładnie to, co już wcześniej zrobił, ale dodać do tego elementy, które widzi teraz. Dodać to, co wie. W porę jednak uświadomił sobie, że to jednak tylko obecność Istoty wywołuje takie efekty. Skoro do tej pory nie znalazł sposobu na walkę z tym czymś, należało przynajmniej uniemożliwić temu czemuś zniszczenie własnego morale.

Strange sięgnął umysłem do innych wymiarów, przypomniał sobie wszystkie nauki swojego Mentora, wyostrzył umysł, skoncentrował się i... już wiedział, co przynajmniej w tej chwili powinien zrobić. Bezwiednie zaczął poruszać dłońmi, a te, ciągnąc za sobą linie, zaczęły tworzyć skomplikowany wzór, w którego centrum znalazła się pieczęć Vishanti, odwieczny symbol ochronny, dający opokę całe Ziemi. Czar, który tworzył miał tylko jeden cel. Ochronić umysł Strange'a i Wandy przed wpływem tej istoty. Przeczucie podpowiadało mu, że Istota działa bardziej na psychikę, na umysł. Wykorzystywała innych. W żadnym momencie obu wizji "Mistrz" nie pofatygował się do nikogo sam. Zawsze wykorzystywał innych, całe grupy. Strange musiał mieć pewność, że ani on, ani Wanda nie dołączą do grupy kontrolowanej przez Mistrza. Tylko wtedy będzie można jeszcze coś zrobić. W innym wypadku... Ziemia przepadła. Za chwilę powinni poczuć ulgę i zacząć normalnie myśleć. W tej chwili jedynie ostatkiem siły woli dosłownie pchał czar do przodu...

- Wytrzymaj. Może się uda - dosłownie wycedził przez zęby, a na jego twarzy malowało się skupienie, ból, wycieńczenie, ale w samych oczach widać było determinację. Tak samo, jak szukając ratunku po utracie pełni władzy w dłoniach, jak walcząc z Dormammu, jak ślęcząc i ucząc się po 20 godzin dziennie. Nie podda się. Najpierw trzeba by go zabić, a jak pokazała wizja, którą otrzymał od siebie samego, nawet to może nie pomóc.

Thor Odynson - Sob 12 Maj, 2018 21:36

Thor przez chwilę wyglądał na zaskoczonego, czy może raczej skonfundowanego. Uroczy widok, przypominający zagubione dziecko. Może dla niektórych nawet zabawny. Po chwili jednak opanował się.

- Lady Sif, byłem jeszcze chwilę temu w lesie niedaleko Midgardzkiego miasta Massachusetts. Tam usłyszałem powitanie Walkirii. - Thor zaakcentował słowo "powitanie" tak, by dla Sif było w stu procentach jasne, o czym mowa. Sama znała ich zaklęcia, również to zapowiadające obecność - Odnalazłem ją ledwie żywą. Odesłałem do Asgardu. Jednak zanim to się stało, powiedziała mi, że doszło do zdrady. Że Wszechojciec wysłał ją na opustoszałą planetę, a tam znalazła Lokiego spiskującego z kimś, kto nazywa się Wygnaną Królową. Jade Carter wraz z kilkoma innymi Avengers spotkała podobno armię tej... Królowej. Tak przynajmniej wnioskuję z opowieści, ale tu może Kapitan opowiedzieć coś więcej. Heimdal sugerował, że właściwym mianem Mistrza, o którym mówicie, to właśnie Wygnana Królowa. Sądzę więc, że mówimy o tym samym bycie.

Thor zatrzymał swoją przemowę. Jakby coś poczuł, jakby... właśnie działo się coś, co dziać się nie powinno. Nie był jednak w stanie w żaden sposób zogniskować uczucia. Naszła go jednak pewna myśl.

- Oczywiście, możemy skontaktować się z Lokim i ściągnąć go tu. Każdego, kto nie miał z nim do czynienia trzeba jednak uprzedzić o jego charakterze i skłonnościach. Jeśli zdradził, wolę mieć go blisko Mjölnira, by oddać go w ręce Odyna. Jak chcieliście się z nim skontaktować? Czy Heimdal go widzi?

Lady Sif - Nie 13 Maj, 2018 14:37

Uśmiechnęła się z wdzięcznością do Bruce'a, dostrzegając, że myślą podobnie, zwłaszcza w obliczu słów, które padły z ust Thora.

- Przypuszczam, że nie powiedziała, kiedy tam go widziała? Od miesięcy staram się go znaleźć tutaj w Midgardzie. Nawet mój brat go nie potrafi dostrzec, a Walkiria miałaby? Skąd pewność, że możemy jej ufać? A nawet jeśli tak, to czy faktycznie widziała twojego brata? Skąd pewność, że to nie był ktoś inny zasłonięty iluzją? - Wzięła głębszy oddech by uspokoić emocje. - Loki z pewnością by nie chciał zniszczenia tego świata - powiedziała z mocą. - On nie potrzebuje władzy nad pustkowiem, jeśli pragnie czegoś to grona poddanych. Tym samym jego interesy stoją w sprzeczności z tą całą Wygnaną Królową, Mistrzem, czy jakkolwiek wróg pragnie się nazywać. I sam sobie zdajesz sprawę, że Loki nie zwykł posłusznie spełniać niczyich rozkazów, a co dopiero Walkirii. I niestety Heimdall nie jest w tej chwili w stanie go zlokalizować. Może jednak midgardzka technologia pozwoli nam przesłać mu wiadomość. - Miała na myśli radio lub telewizję. - I jeśli chcemy, żeby nam pomógł, to nie możemy mu już od razu grozić. - Tu rzuciła znaczące spojrzenie na Thora.
Znała jego gorący temperament, ale teraz był czas na myślenie strategiczne, a nie fizyczne.

Bruce Banner - Sob 19 Maj, 2018 10:11

- Czy ta historia nie wydaje ci się nazbyt podejrzana? Zbyt dobra, by była prawdziwa? Jakie mogło być prawdopodobieństwo tego, że Odyn wysłał tę Walkirię na tę konkretną akurat planetę, w dodatku opustoszałą jak wspomniałeś, i to dokładnie w czasie, w którym Loki miałby zawierać umowę z tą tajemniczą Królową? Jak dla mnie jest tu zbyt wiele zbiegów okoliczności. – jeśli te wydarzenia nie były kłamstwem, to można mówić co najmniej o nieprawdopodobnym wręcz przypadku. Takim który w normalnym życiu jest niemal niespotykany. Dlatego też te informacje poddawane są przez Bruce’a w wątpliwość, choć ani przez chwilę nie wątpił w to, że Thor rzeczywiście z kimś o tym rozmawiał.

- Mistrz, Wygnana Królowa... Jak zwał tak zwał. Ten ktoś może chcieć nami manipulować. Zwrócić nas przeciwko osobom, które w jakimś stopniu byłyby w stanie mu się przeciwstawić. Może nawet w ten sposób pragnie obrócić nas przeciw sobie. Z informacji zdobytych przez Lady Sif możemy zakładać, że nasz wróg potrafi zmieniać swój wygląd, a nawet przejmować umysły swoich służących. Co jeśli to była jedna z jego gier? Wiem, że przeszłość twoja i Lokiego jest dość zagmatwana, ale naprawdę sądzisz, że mimo swojej nikczemnej natury byłby on w stanie zwrócić się przeciw całemu tutejszemu istnieniu? Narażając się przy tym na jeszcze większy gniew ze strony Wszechojca? – miał nadzieję, że jego kompan spojrzy na tę sytuację trzeźwym okiem i nie da się ponieść emocjom, które normalnie towarzyszą mu przy każdym innym wspomnieniu o swoim bracie.
Przy tylu różnych mediach, które zawładnęły światem w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, będąc gdzieś na Ziemi naprawdę trudno jest się od nich wszystkich odciąć. Przytaknął więc, gdy Sif zaproponowała, by do skontaktowania się z Lokim użyć stworzonej przez ludzi technologii.

- Prasa, radio, telewizja, Internet… Jeśli Loki jest na Ziemi i nie ukrywa się w kompletnej dziczy, z dala od wszelkiej cywilizacji, z pewnością będziemy mogli przesłać mu wiadomość. A przynajmniej sprawić, by ją zobaczył lub usłyszał. Pozostanie wyłącznie kwestia tego, czy zdecyduje się na nią odpowiedzieć. – i choć Bruce w pewnym stopniu liczył na to, że w Thor się myli i jego brat w obliczu tak wielkiego zagrożenia stanie po ich stronie, tak nie należało wykluczać tego, iż ten po prostu zaszyje się w zupełnie innym miejscu i zwyczajnie ten konflikt przeczeka. Albo w najgorszym wypadku rzeczywiście połączy siły z wrogiem. Poza tym po ostatniej nieudanej próbie podboju, Loki wcale może nie mieć chęci na udzielenie Avengers wsparcia. – Gdyby te formy zawiodły, jest jeszcze Strange. Może on sam nie potrafi odnaleźć twojego brata, ale z pewnością zna jakiś magiczny sposób na przesłanie informacji, którą tylko Loki lub inny czarodziej mógłby odebrać. – choć nie rozumiał tego aspektu rzeczywistości to domyślał się, że musi istnieć jakaś tajemna forma komunikacji, którą posługują się ludzie tacy jak Strange. W takim razie, przy odrobinie szczęścia mógłby też porozumieć się z posługującym się magią przybyszem z Asgardu.

Mistrz Gry - Wto 22 Maj, 2018 17:03

Scarlet Witch i Dr.Strange

Olbrzymie oko-oczy skupiło spojrzenie na pieczęci, chroniącej umysły Wandy i Stephena przed zapadnięciem się w sobie pod ciężarem bólu, strachu i nienawiści. Po chwili Mistrz zaczął tkać własne zaklęcie, obce a jednocześnie mające coś wspólnego z magią, jaką Strange kiedyś studiował.

Mistrz spojrzał gdzieś w dal.

Mimo iż demon odwrócił od nich swoją uwagę, nadal czuli ogłuszające, wywołujące wymioty i spychające ich raz za razem na krawędź utraty przytomności, fale nienawiści. Absolutnej, nie znającej litości, nigdy nie ograniczonej, pełnej okrucieństwa i rozbestwionej potęgi, czystej nienawiści do wszystkiego co ludzkie i nie tylko.

Mistrz odszedł.

Zniknął, pozwalając dwójce magów mrugnąć, przestać walczyć o każdy oddech i każde uderzenie serca. Mogli dojrzeć sczerniałe, potrzaskane niby-lustra, jakby sama materia lustrzanego wymiaru została zraniona przez przybycie ich wroga. Zobaczyli także jak do pomieszczenia z którego tutaj przybyli wpada Tony. Okryty magiczną siecią, wibrujący złą, okrutną aurą.

---


Pozostali

Naradę przerwał huk, wywołany gwałtownym lądowaniem Iron Mana. Po prostu, w swoim niefrasobliwym stylu rozbił ścianę, zasypując ich falą gruzu.
– Puść dzieciaka! – ryknął w stronę Thora, który jednak żadnego dziecka nie trzymał.
– Jimmy, pamiętasz jak powstrzymałem inwazję? Zabijanie kosmicznych najeźdźców to moje hobby, nie martw się. Nic ci się nie stanie. – dodał, patrząc na pierś Asgardczyka, po czym strzelił w lady Sif.

Thor Odynson - Wto 12 Cze, 2018 19:27

Thor w pierwszym momencie zdębiał, już miał zacząć się śmiać z dowcipu Żelaznego Człowieka, gdy ten wypalił w Lady Sif. I tak, jak nie specjalnie obawiał się o jej życie, w końcu znaczna większość Midgardzkich zabawek nie była w stanie zaszkodzić Asgardczykom, o tyle potrzebował Sif całej i przede wszystkim zdrowej.

Złość wezbrała w Bogu Piorunów z prędkością światła. Już nie był miłym, buńczucznym i uśmiechniętym blondynem, a stał się uosobieniem siły i determinacji. Momentalnie w jego dłoni znalazł się Mjölnir, a dłoń trzymająca go w zawrotnym tempie skierowała go w stronę zagrożenia, jakim był Iron Man. Pełen furii atak nie mógł się nie powieść.

Dr. Strange - Wto 12 Cze, 2018 19:55

Strange wiedział, że nie zostało mu dużo czasu... chociaż... miał cały czas wszechświata. A do wali z Mistrzem potrzebował wszystkich. Wykonał prosty gest, uwalniając Oko Agamotto i tworząc pętlę czasu na swoim nadgarstrku. Nie ingerował jednak przesadnie w strukturę wszechświata. Na tyle poznał już Oko i jego możliwości. Wiedział na co może sobie bezpiecznie pozwolić.

Czarnoksiężnik potrzebował czasu, by utkać odpowiednie zaklęcia. A do tkania miał ich kilka.

Po pierwsze, musiał powstrzymać samego Boga Piorunów. To samo w sobie było nie lada wyczynem, ale... nikt nie mówił o uczciwej, albo w ogóle jakiejkolwiek walce! W czasie, gdy Bóg Piorunów sięgał po swój oręż, Strange otworzył portal do prawdziwego wymiaru i lewitując w nim stworzył drugi, prowadzący na dach Stark Tower prosto na drodze Thora. Tak, by ten samą siłą rozpędu przez niego przeleciał. Czas potrzebny Thorowi do powrotu do nich powinien wystarczyć, by uporać się z drugim problemem. Mianowicie z Opętanym Iron Manem. Struktury czaru, pod którego wpływem był Tony Stark nie były Strange'owi bliskie. On nie parał się ciemną magią, co nie znaczy, że nie przeczytał tego, czy owego o metodach opętania, wpływu na umysł czy przejmowaniu jaźni. Nie miał jednak czasu na delikatne próby, postanowił więc, będąc cały czas w portalu zaatakować bezpośrednio strukturę czaru, którym był opętany Stark. To mogło wywołać potężny szok na człowieku. Mógł stracić przytomność, gdy dotrze do niego jak wygląda prawdziwy obraz świata. Trzeba było to jednak zrobić. Utkał swój czar i pchnął destrukcyjną moc w stronę Iron Mana i sieci go oplatającej. Jako trzeci, utkał własną sieć, sieć ochronną i również pchnął ją w stronę Iron Mana. Jeśli ten, kto zaatakował Starka był w stanie utrzymać z nim kontakt, trzeci czar powinien to efektywnie utrudnić.

Z zewnątrz wyglądało to bajecznie. Cała sytuacja nie zajęła więcej niż sekundę, było mnóstwo efektownych świateł, rozmazanych ruchów rąk, kształtów pojawiających się na rękach Strange'a oraz sam widok otwierających się i zamykających portali. Poza tym, czy to plus, czy minus okaże się dopiero w niedalekiej przyszłości, po raz pierwszy Avengers i część prawdziwego świata zobaczyła moc Kamar-Taj, moc Najwyższego Czarnoksiężnika. Nawet nie całą, ale jednak dużą jej część. No i wszyscy (przynajmniej ci przytomni) zobaczyli również otwarte Oko oraz choćby moc peleryny lewitacji. Cóż. Kiedyś musiała nadejść ta chwila.

Scarlet Witch - Sro 13 Cze, 2018 19:43

Oczywiście, że chciała mu pomóc. Nie tylko 'wytrzymać' o co ją poprosił, ale pomóc. Pragnęła z całych sił wezbrać moc kumulującą się nie tylko na koniuszkach palców, ale w umyśle. Energia wręcz rozpierała i mogłaby ją wykorzystać, gdyby nie to, że emocje jakie zaczęły wieść prym w jej duszy... Gdyby te emocje płynęły prosto z dobrego serca. Bądź co bądź nie tylko chaos mieszał w głowie, ale to co działo się wokół. To jakie emocje wzbudzał w niej... Mistrz. Pomimo bariery jaką postawił Strange czuła jak nienawiść zaczyna ją przerastać. Czuła ją w każdym sześciennym milimetrze swojego ciała. Czuła jak ją przenika, jak dewastuje nawet najsilniejszą wole. I może Doktor toczył walkę z Mistrzem, tworząc kolejne zaklęcia, wzmacniając jednym drugie, drugimi trzecie, a Wanda? Toczyła walkę z samą sobą. Toczyła walkę by nie poddać się temu uczuciu. Wszystkie podszepty podpowiadały, że to najprostsza droga, że jak to zrobi to... poczuje ulgę. Po tym wszystkim co się stało propozycja wydawała się być coraz bardziej kusząca, a wzrok młodej wiedźmy coraz bardziej zapatrzony w oko.
Oko Mistrza.
To głupie, że zaczęła mieć obawy czy nie jest zbyt dobra by wpuścił ją w swoje progi? By mogła otulić się zrozumieniem, by mogła już przestać szarpać się z tymi ciągłymi wątpliwościami.
Ktoś szeptał do ucha by już odpuściła, dlatego postąpiła krok na przód. Na szczęście w kluczowym momencie Mistrz odwrócił wzrok.
Poczuła się zawiedziona, że stracił nią zainteresowanie. Złość przeszyła jej ciało, a nienawiść jeszcze mocniej wezbrała. Dopiero po kilku sekundach zaczęła odpuszczać. Nie tak szybko jak w przypadku Strange'a. Wanda nie wiedziała co się stało. Nagle poczuła się tak cholernie osamotniona. Przerażona tym co zaszło w jej umyśle miała ochotę się wycofać, ale nie dano jej wytchnienia.
Przez okno portalu dojrzała sytuację jaka miała właśnie miejsce na piętrze Starka. Jak to się stało? Dobre 15 minut temu wszyscy spędzali czas w spokoju, omawiając sytuacje, tworząc plany działania, a teraz? Ze ściany sypał się kurz i gruz, a Tony Stark zamiast witać to najwyraźniej chciał przegonić swoich gości. Nie bez powodu. Wanda od razu rozpoznała tę aurę i bez namysłu wyszła jej na przeciw. "Przeciw" to idealny dobór słów.
Wiedźma wyciągnęła w kierunku zbroi dłonie posyłając wiązkę czerwonej energii, ale tym razem nie był to jednorazowy atak. Czerwień uderzyła prosto w reaktor łukowy, ale nie użyła mocy po to by go zniszczyć. Raczej osłabić. Wanda szarpnęła swoje dłonie w dół tak by ściągnąć Iron Mana do pozycji klęczącej. Sądząc po minie Maximoff cała akcja wymagała fizycznego wysiłku. A myślach pojawiło się pytanie...Dlaczego wybrał jego?

Lady Sif - Nie 17 Cze, 2018 18:48

- Powinniśmy wysłać wiadomość jak najszybciej. Czas nie jest po naszej stro...
Sif urwała wpół słowa, kiedy przez ścianę wleciał Iron Man. Zaskoczona patrzyła jak zbliża się do Thora, oskarżając go o coś, co najwyraźniej nie istniało. Jej dłoń niemal automatycznie uniosła się by dobyć miecz i tarczę nim umysł uświadomił jej, że broń i zbroja znajdują się w przydzielonych jej tymczasowych kwaterach na piętrze Bannera. Jedyne co miała przy sobie to skórzane karwasze pokryte asgardzkim metalem. Gdy Stark wystrzelił w jej stronę, przyklękła krzyżując ręce przed sobą. Siła uderzenia była tak duża, że wylądowała na ścianie.

Bruce Banner - Czw 21 Cze, 2018 18:39

Huk sprawił, że Bruce odruchowo zasłonił głowę rękoma. Z początku nie był świadom tego, że sprawcą zamieszania i osobą, która w ten niszczycielski sposób wpadła do Stark Tower jest sam właściciel tegoż budynku właśnie. Dopiero charakterystyczne dźwięki wydawane przez jego zbroję oraz głos przyjaciela, który rozbrzmiał zaraz potem uświadomiły Bannerowi, że działo się coś niedobrego. Tony zachowywał się inaczej, nie był sobą, gadał od rzeczy, odnosił się do zdarzeń, które nie miały tu miejsca.
- Tony… - tylko tyle zdołał z siebie wydusić nim doszło do eskalacji sprokurowanego przez Iron Mana konfliktu między przebywającymi w pomieszczeniu bohaterami. Widząc powagę sytuacji, naukowiec powoli zaczął się wycofywać. Oddalać od centrum zdarzeń. Nie mógł sobie pozwolić na aktywne uczestnictwo w powstrzymaniu ich przyjaciela. Wiedział czym mogłoby się to skończyć. Inni również powinni zdawać sobie z tego sprawę. Bruce walczył całym sobą, by nie dopuścić swojego drugiego „ja” do głosu. A nie było to takie łatwe. Głęboko w podświadomości słyszał jego pełne złości krzyki i żądania. Hulk chciał się wydostać. Czy jeśli zdarzenia te nabiorą na intensywności, czy będzie w stanie dłużej temu zapobiegać? Nie był co do tego pewien. Zwłaszcza jeśli on sam stanie się bezpośrednio zagrożony. Mógł liczyć na to, że Stark szybko się opamięta lub że Thor i Sif wybiją mu z głowy dalszą rozróbę.

Mistrz Gry - Sro 27 Cze, 2018 12:09

Portale, które na krótką chwilę pojawiły się w pomieszczeniu, faktycznie sprawiły że Thor znalazł się zupełnie gdzie indziej. Nie zajęło mu wiele czasu zorientowanie się w sytuacji, jednak przejście w które wpadł zdążyło się już zamknąć.

Zaklęcia Wandy powstrzymały ostrzał i uziemiły Tonyego, który w wyniku szoku stracił przytomniść, dokładnie jak zakładał Strange. W tym czasie gdy czarownik ścierał się z istotą skrytą w pancerzu. Potwór, był pewien że nie walczy z człowiekiem, zdołał stawić mu opór! To było niesamowite, choć przerażające: oto bowiem coś okazało się zdolne walczyć z Najwyższym Czarnoksiężnikiem. Co prawda przez krótką chwilę i tracąc moc niezbędną do poruszania swoją marionetką, lecz mimo to wyczyn wzbudzał szacunek. Doktor zrozumiał jeszcze jedno - jego przeciwnik był wspierany przez dwie inne istoty, które z jakiegoś powodu właśnie umierały. Tak samo jak ten, który poświęcał całego siebie, umierając aby tylko powstrzymać kontrzaklęcia Stephena.

Jednak moc potwora okazała się niewystarczająca. Tylko skąd na sali te wszystkie latające oczy...? Mrożące krew w żyłach spostrzeżenie na krótką chwilę zatrzymało serca magów, którzy przed chwilą mieli nieprzyjemność zetknąć się z demonem oczu.

Mistrz wrócił.


Ta, która została wygnana i która zostanie wygnana, dziś powróciła łamiąc jutrzejszy czar który wczoraj ją uwięził! Czas nie ma dla niej granic! usłyszeli fanatyczny, ekstatyczny krzyk telepaty. Widzieli jak przez portal przelatują kolejne oczy, czuli narastającą w nich nienawiść do wszystkiego co obce, do wszystkiego co nie jest takie jak pragnie ich Mistrz. Czyli cierpiące. Nienawidzili siebie, nienawidzili swoich przyjaciół. Bruce miał szczególne trudności w opanowaniu się, nienawiść którą czuł powoli stawała się także emocją Hulka. Nie agresja, nie siła, nie wściekłość. Nienawiść.

Mistrz patrzył.


Poprzez sam fakt znajdowania się w okolicy odzierał ich z człowieczeństwa, narzucając im sadyzm i pogardę. Demon przedostał się przez portal doktora Strange, równocześnie deprawując go, wypaczając i destabilizując jego strukturę, co groziło że odetnie Stephena i Wandę od świata, przynajmniej na parę chwil potrzebnych na otwarcie nowego portalu. Kto wie jakie potworności zdąży uczynić w tym czasie?

Mistrz planował.


Demon bez granic był wolny, jego słudzy zdołali zmanipulować niezliczonych i potężnych bohaterów aby otworzyć mu przejście. Wojna o powstrzymanie właśnie stała się walką o przetrwanie. Na szczęście Ziemia posiadała wielu sojuszników, między innymi Heimdalla, który otworzył Bifrost aby pojawić się na sali wraz z Thorem i oddziałem asgardzkich wojowników.

Mistrz nie poświęcił im swojej uwagi.


Odszedł, w mgnieniu oka przeniósł się gdzie indziej. Gdzieś, gdzie jego słudzy i niewolnicy przygotują kolejną zatrważającą intrygę. Wanda wyczuła jak zaklęcia Mistrza atakują wisior nieświadomego tego faktu Strange'a. Nienawiść, która opanowała ich wszystkich, zaczęła powoli zanikać. Jak po dłuższej chwili mogli zauważyć magowie wcześniej poddani wpływowi Mistrza, tym razem wszyscy pozostawali pod jej wpływem dużo dłużej.

Thor Odynson - Sro 18 Lip, 2018 12:09

Thor był przez chwilę absolutnie skonfundowany. Najpierw zaatakował Starka, potem nie wiadomo jak i kiedy znalazł się na świeżym powietrzu, by w sekundę później znaleźć się znowu w pomieszczeniu, tym razem w towarzystwie Heimdalla oraz oddziału Asgardczyków. Na szczęście zauważył, że... po pierwsze, nie specjalnie ma kogo bić, a po drugie, że atak miał jednak mniejszą siłę rażenia i że ktoś inny rozwiązał, przynajmniej tymczasowo, istniejący problem.

Po tej chwili wytchnienia poczuł w sobie silne uczucie, miał jednak świadomość, przynajmniej ułamek świadomości, że to nie jest jego własna wola, że nie on steruje tymi uczuciami. Walczył, by nie wzięły góry, by nie dał się ponieść temu atakowi, bo... miał również świadomość, że targany nienawiścią i bez opamiętania byłby zdolny nawet do zniszczenia całego Midgardu. A to było wykluczone. W końcu przysięgał, a ta przysięga dawała mu teraz siłę.

Dr. Strange - Sro 18 Lip, 2018 12:33

Strange był zmęczony. Jeden za drugim, ataki jednak miały wpływ na Maga. Jednocześnie sam również coraz lepiej poznawał Mistrza, jego możliwości i słabości. Na pierwszy atak nie był przygotowany. Drugi, tym razem nie dotyczył jego, a Starka. Tu było łatwiej, tu mógł się skupić i zmodyfikować czary ochronne. Przy trzecim wiedział, że jest w stanie jeszcze bardziej dostosować ochronę do specyfiki magii Mistrza. Jednocześnie, efekt nie był tak piorunujący, bo istot do ochrony było o wiele, wiele więcej.

Uderzyła go świadomość, że Mistrz może chcieć korzystać z lustrzanego wymiaru, by posłać więcej swoich sług, zrobił więc jedyną słuszną rzecz i gestem dłoni przeniósł Wandę do właściwego wymiaru, a sam po prostu przeleciał przez portal, zanim zostanie zniszczony. Gdyby jednak wytrzymał, ten powinien zamknąć się sam.

Pierwszą rzeczą, którą zrobił Strange, gdy tylko Mistrz ich opuścił, było uwolnienie świata z pętli czasu i zamknięcie Oka. W tym momencie również coś go natchnęło.

- Dzień dobry wszyskim, których nie miałem jeszcze okazji poznać - dźwięk jego głosu wskazywał na sporą dozę negatywnych uczuć, nad którymi ewidentnie próbował zapanować. Nie byłby jednak sobą, gdyby, pomijając oczywiście szczegóły drogi, którymi podążały jego myśli, nie wypalił.

- Potrzebuję dostępu do metali szlachetnych, hematytu, cytrynianu, bursztynu oraz sodalitu, a przede wszystkim kilkunastu chalcedonów. Przydałoby się również coś wytrzymalszego. Nie sugeruję tu adamantium czy vibranium, ale przynajmniej dobrej jakości stal chirurgiczna. No i wyposażone miejsce do pracy. Jeszcze jeden, czy dwa takie ataki, a samo nagromadzenie negatywnej energii wysadzi ten budynek w powietrze

Strange miał plan. Sam nie był w stanie powstrzymać Mistrza i jego wpływu na tyle osób. A ten miał możliwość właściwie rozszczepienia swojej jaźni i rozproszenia zakresu działania na wiele umysłów. Należało wspomóc siebie i pozostałych, którzy mogli coś zdziałać i stworzyć amulety. Jak to lata temu powiedział Mordo, niektóre zaklęcia są zbyt potężne, by je podtrzymywać i dlatego nasycamy nimi przedmioty, by te przejęły napięcie, którego my byśmy nie utrzymali. Cel Strange'a był jeden. Stworzyć kilka amuletów, chroniących umysł przed wpływem Mistrza. Wanda, on sam, Thor, Banner i kilka innych osób muszą mieć możliwość utrzymania swojego umysłu pod swoją własną władzą.

Bruce Banner - Wto 24 Lip, 2018 12:29

Banner miał coraz mniej do powiedzenia. Czuł jak jego wola słabnie, mocniej i mocniej ulegając emocjom napędzającym jego alter ego. Robił co mógł, by powstrzymać przemianę. Padł na kolana, dłonie zacisnął mocno na swojej głowie. Krzyczał, choć on sam nie do końca był tego świadom. Starał się odrzucać narastającą w nim nienawiść, próbował odciąć się od otaczającej go rzeczywistości, ale z każdą kolejną chwilą przychodziło mu to z większym trudem. Nigdy wcześniej nie czuł czegoś podobnego.
Bardziej uważni obserwatorzy mogliby dostrzec pierwsze oznaki zachodzącej transformacji. Skóra powoli zmieniała odcień na bardziej zielony, co widoczne było głównie w okolicy szyi mężczyzny oraz na jego dłoniach. Jego ciało stawało się coraz masywniejsze, mocno napinając jego ubranie. Jego głos też zdawał się brzmieć inaczej. Obco. Choć niektórzy mogli go kojarzyć. Proces ten jednak nie dokonywał się w pełni. Bruce wciąż walczył. Zdawał sobie sprawę z tego, że Hulk doprowadziłby do ogromnych zniszczeń i nawet dwójka magów mogłaby mieć problemy z jego zatrzymaniem. Wiedział, że ich wróg właśnie tego mógł chcieć. Zniszczenia, chaosu… Nie mógł na to pozwolić. Organizm Bannera wrócił do normy, by po kilku momentach znów poddać się wpływowi zielonego potwora, a następnie wrócić do normalności. Nim sytuacja została opanowana, a narastająca w nim do tej pory nienawiść zaczęła słabnąć, powtórzyło się to jeszcze kilkukrotnie.

Słyszał przemawiającego Strange’a, a przynajmniej tak mu się wydawało, ale nie był w stanie wyłapać wszystkiego. Pojedyncze słowa docierały jego świadomości, utrudniając mu wyłapanie kontekstu i zrozumienie czego tak naprawdę czarnoksiężnik chciał. Niektóre frazy były mu znajome. Domyślał się więc, że Stephen miał jakąś prośbę. Walka, którą przed chwilą stoczył Bruce była o wiele bardziej wyczerpująca niż zwykle. Trwała znacznie dłużej i z jednej i z drugiej strony napędzana była silnymi impulsami. Zdecydowanie było to po nim widać. Jego wyrazy twarzy przedstawiał człowieka zmęczonego, zarówno fizycznie, jak i psychicznie.
Podtrzymując się najbliższego mebla powoli zaczął się podnosić. Na końcu przysiadając na wspomnianym elemencie wyposażenia wnętrza.
- JARVIS? – ni to spytał, ni rzucił polecenie, ale nie powiedział nic więcej. Wiedział, że po tonie jego głosu AI zrozumie czego oczekiwał. Zakładając oczywiście, iż wciąż nasłuchiwał.
Dopiero teraz zaczynało też do niego dochodzić, że w jego mieszkaniu zrobiło się jakby trochę tłoczniej. Przeleciał wzrokiem po wszystkich zgromadzonych, na dłuższą chwilę zatrzymując się przy Tonym, a następnie przy Lady Sif. Zastanawiał się czy to koniec. Czy choć na moment będą mogli odetchnąć z ulgą.

Lady Sif - Czw 26 Lip, 2018 09:05

Miała się podnieść po ataku Starka, ale wtedy pojawił się demon i osunęła się na podłogę, bezskutecznie walcząc z jego wpływem. Jej własne myśli i pragnienia przerażały ją w tym momencie. Fala nienawiści była przerażająca, nawet dla niej, najlepszej wojowniczki Asgardu. Więc gdy demon odszedł pozostała na podłodze, opierając się o ścianę i oddychając głęboko. Dłonie zacisnęła w pięści, nie chcąc pokazać nikomu jak bardzo drżą. Zaskoczeniem było też ujrzenie Heimdalla z oddziałem Asgardczyków uzbrojonych po zęby.
- Wszystko z nim w porządku? - zapytała Bruce'a ruchem głowy wskazując na Starka.
Chwilę później zaczęła się podnosić, nieco chwiejnie, ale oparta ręką o ścianę podołała zadaniu, by w paru krokach znaleźć się przy Heimdallu.
- Bracie - przywitała go skinieniem głowy. - Czy biblioteka Asgardu była pomocna w znalezieniu informacji jak pokonać tego stwora?
Już nie mogła się doczekać chwili, w której rozczłonkuje to monstrum swoim mieczem.
Co do listy, którą wyrecytował Strange, to nie rozpoznała nazw, ale liczyła, że może reszta zgromadzonych osób będzie wiedzieć czego Mag potrzebuje. Zawsze też ktoś mógł dostarczyć coś z Asgardu, jeśli cokolwiek z tego jest w ich posiadaniu.

Scarlet Witch - Nie 29 Lip, 2018 14:22

Gdyby miała okazję spojrzeć na to wszystko co tu się działo z boku, pierwsze o czym by pomyślała to to, że nie da rady. Hulk właściwie już witał się z gąską chcąc dać upust swojej złości, a dobrze wiedziała, z czym to się wiąże. Nie wiedziała jakie Stark ma środki zaradcze na taką sytuację, ale czy TERAZ mogli na nim polegać? Doktor Strange pomimo walki wyglądał na zmęczonego, czuła, że jeszcze trochę wysiłku mogło wpędzić mężczyznę w stan wycieńczenia. Lady Sif, sama jej mina podpowiadała jak z wielką udręką musi się borykać, by nie chwycić za miecz i nie rozpłatać ich ciał niebywale ostrym, asgardzkim orężem. Thor również prowadził zaciętą, wewnętrzną walkę z samym sobą. A pośród najznamienitszych bohaterów stała ona.
Patrząc na siebie czułaby przerażający strach. Bałaby się, że nie da rady pokonać nienawiści jaka rozprzestrzeniała się w tym pokoju. Pochłaniała ich. Pochłaniała ją. Ale tak naprawdę nie osłabiała. Dodawała jej sił. Czuła, że może wszystko. Czerpała z tych emocji o wiele więcej niż Mistrz mógł się spodziewać. Z magii jaką tu roztaczał również. Połączona z nią wyczuła, że ich oprawca przekierowuje największe zainteresowanie na potężny artefakt, a skoro Iron Man został unieszkodliwiony Wanda mogła zająć się czymś ważniejszym. Nie wiedziała jakie mogą być konsekwencje i jak zostanie odebrane to co zaraz zrobi, ale nie było czasu na pytania.
Dłońmi zatoczyła półokrąg i wycelowała magiczną wiązkę w kierunku oka. Nie zamierzała atakować kamienia. Wytworzyła wokół niego magiczną otulinę, która wyraźnie mieniła się czerwienią.
- Kamień nie jest bezpieczny - Tylko to zdążyła z siebie wydusić.
Jeżeli ochrona się uda, Wanda chcąc pomóc w planie Strange'a pobiegnie do gościnnego pokoju, w którym się zatrzymała, by przynieść szkatułę pełną babskich bibelotów. Na pewno znajdą tam wisiory obfite w bursztyny, bransolety przyozdobione hematytem i sodalitem również. Już po 5 minutach wróci do towarzystwa trzymając przed sobą całkiem sporej wielkości zdobione pudełko.

Mistrz Gry - Pią 10 Sie, 2018 11:19

Thor musiał przez parę chwil powtarzać swoją przysięgę, zanim zdołał uwolnić się spod wpływu demona. Dostrzegł także, iż tak samo czuli się wojownicy, którzy przybyli na pomoc. Oni wszyscy, z wyjątkiem Heimdala, byli podatni na nienawiść, promieniującą z ich przeciwnika. Dzięki swojemu wyszkoleniu i sile umysłu, oni również zdołali oprzeć się wpływowi.

Portal Strange zamknął się bez większych rewelacji, choć mistrz magii dojrzał, kątem oka, parę iskier, znamionujących niebezpieczną reakcję łańcuchową, która mogła doprowadzić do wybuchu, gdyby przejście pozostało otwarte jeszcze przez parę chwil.

Bruce przez czuł, jakby miał zwymiotować. Zwykła, ludzka nienawiść to jedno, ale samonapędzająca się pętla nienawiści, jaką zaszczepił Hulkowi demon, z całą pewnością była najbardziej przerażającą częścią dzisiejszego spotkania.

– Nie, pani. – odpowiedział Heimdall, a w jego głosie można było usłyszeć rozgoryczenie.
– Książę, pani, proszę o chwilę rozmowy. Mam ważne wieści, dotyczące walkirii, którą uratowałeś. – dodał, nakazując wojownikom zabezpieczenie okolicy i oddając ich pod rozkazy Thora.

Zaklęcie Wandy było nieco bardziej skuteczne, niż się spodziewała. Bariera, którą wytworzyła, nie tylko odcięła kamień od okolicy, ale także rzuciła światło na cztery ukryte oczy, unoszące się w okolicy. Oczy demona, który był zdolny ukryć je w pomieszczeniu pełnym niesamowitych bohaterów. Asgardzcy wojownicy rozprawili się z nimi w mgnieniu oka, udowadniając że można je zniszczyć. Choć wszyscy, którzy mieli już z nimi do czynienia, wiedzieli jak straszliwym, niemal nieosiągalnym celem będzie Mistrz.

Wanda wróciła ze szkatułką, przy okazji odbierając od JARVISa kilka przedmiotów, których nie miała, a o których wspomniał Strange. Do tego dostała jeszcze niewielki komputer dla doktora Bannera, który mógł być przydatny podczas diagnozowania i przygotowywania ewentualnej pomocy dla Starka. Po chwili usłyszeli także zaskakująco długo monogol JARVISa:
– Z przykrością stwierdzam iż Wieża została zinfiltrowana przez napastników. Ich wpływowi uległa pani Jade Carter, szef ochrony, oraz pan James Barnes, gość kapitana Rogersa. Nie posiadam pewności, co do tego, ilu pracowników ochrony i jakie systemy zostały zainfekowane ani w jaki sposób. Moje czujniki nie wskazują na obecność zagrożeń w serwerowni, jednak z racji niepewności, dotyczącej pracowników ochrony, proszę aby ktoś ze zgromadzonych upewnił się co do mojej sprawności. Do tego czasu muszę ograniczyć moją aktywność do minimum, aby zminimalizować także potencjalne zagrożenie z mojej strony. –

Strange miał wszystko, czego potrzebował do przygotowania amuletów. Nie był tylko pewien jak powinien przygotować zabezpieczenie dla Hulka i Bannera? Jeden podwójny mógł nie działać, zaś dwa osobne mogły sobie nawzajem szkodzić, a jeden mógł być zbyt słaby aby chronić równocześnie dwa, tak ważne, umysły. Choć był pewien, że zdołałby jakoś to rozwiązać, gdyby miał nieco więcej czasu.

//Heimdall chce udać się na dach wraz z Thorem i Lady Sif - możecie dopisać tutaj zanim pójdziecie, poczeka i on zacznie wpisy.

Thor Odynson - Sob 18 Sie, 2018 22:43

Thor był pod wrażeniem. Wiedział, że zebrani tu ludzie są wyjątkowi. Wiedział, że dużo potrafią. Niektórych, jak choćby Strange'a nie znał aż tak dobrze, by wiedzieć jak poradzą sobie z napaścią. Jednak najbardziej dumny był z Bannera. Udało mu się nie dopuścić do ataku Hulka i w związku z tym nie będzie trzeba po raz kolejny remontować budynku!

- Banner! Przyjacielu! Nawet nie wiesz, jak bardzo duma mnie rozpiera, że dalej jesteś z nami w swej zwykłej postaci! - rzucił, nie zważając na to, jaki to będzie miało efekt na pozostałych obecnych w pomieszczeniu. Może dopiero teraz dotrze do nich, co im groziło. Sam Thor się nad tym nawet nie zastanawiał.

- Heimdallu! Jak dobrze Cię widzieć, druhu! Ufam, że przynosisz dobre wieści!? - Nadzieje były płonne, ale należało jak najszybciej poprawić morale drużyny, a zapewnienie, że wieści są dobre może w tym pomóc.

- Bracia! - tu zwrócił się do Asgardzkich wojowników - Upewnijcie się, że będziemy mieli choć chwilę spokoju, a jeśli czas pozwoli, idźcie za głosem przyjaciela JARVISa i pomóżcie mu!

Pozostała jeszcze kwestia najważniejsza - z czym przyszedł Heimdall?

- Lady Sif, przyjaciółko, nie kłopoczmy może wszystkich nowinami z pałacu. Możemy iść do moich tutejszych komnat. - po czym odwrócił się na pięcie i skierował w stronę windy, wskazując również drogę pozostałej dwójce.

//zt. Thor i Sif (i Heimdall!) do mieszkania Thora

Dr. Strange - Sob 18 Sie, 2018 23:07

Strange uśmiechnął się, gdy zobaczył, że większość, jeśli nie wszystkie potrzebne składniki dało się w tak krótkim czasie zorganizować. W prawdzie nie spodziewał się trudności, koniec końców sam również by je bez problemu zdobył, ale miło było mu widzieć, że jednak oprócz niego, komuś jeszcze zależy na ich zdrowiu psychicznym.

Nikt w prawdzie nie wskazał mu żadnego miejsca do pracy, natomiast w mieszkaniu ewidentnie znajdowało się coś na kształt kuchni oraz wyspa, czy też może jednak barek... w każdym razie przestrzeń zabezpieczona na wypadek, gdyby się coś rozlało.

- Wando, czy chcesz mi towarzyszyć? Częściowo będzie to nudne zajęcie, polegające na stworzeniu fizycznych amuletów, natomiast podczas pracy będę starał się zakuć w przedmiotach również pewne formuły, czy też czary. Myślę, że doświadczenie będzie co najmniej ciekawe. - Uśmiechnął się do Wandy. Widać było, że jest diabelnie zmęczony, ale jednocześnie zadanie do wykonania daje mu siłę. Zupełnie jak podczas poszukiwania Kamar Taj lata temu, albo podczas... hmm... sporu z Dormammu. Gdy pojawiało się "zadanie", upór Strange'a sięgał zenitu.

Strange zwrócił się również do pozostałych. Głównie do Doktora Bannera, bo po pierwsze miał tytuł naukowy, a po drugie wydawał się znać to miejsce dość dobrze.

- Doktorze, rozłożenie zebranych tu materiałów na czynniki pierwsze; wydłubanie kamieni, oddzielenie składników i tak dalej; zajmie mi chwilę. Czy w tym budynku znajdę może dobrej jakości palniki acetylenowe - przydałyby się ze dwa - oraz naczynia, które mogą wytrzymać duże temperatury? W prawdzie dużo lepsza byłaby moja pracownia, albo w pełni wyposażone laboratorium chemiczne, ale wolałbym nie opuszczać pozostałych, na wypadek, gdyby jeszcze coś się miało wydarzyć.

Po czym zgodnie z zapowiedzią i nie specjalnie czekając na reakcje rozsypał kosztowności na blacie i zajął się ich psuciem - wyciągał kamienie, dzielił je zależnie od rodzaju i wielkości. Niektóre nawet bezpowrotnie zniszczył, rozłupując je na mniejsze części. Cóż - przy tworzeniu amuletów ważny był skład i jakość użytych składników. Wygląd produktu finalnego był drugorzędny, chociaż wiadomo było, że magowie, jako osoby wyjątkowo wrażliwe na piękno tego świata, nie dopuszczają, by przedmioty wychodzące spod ich rąk były... brzydkie. Jubiler też w końcu ze sterty kamieni i bryły złota robi piękne przedmioty, chociaż sama praca i półprodukty same w sobie piękne być nie muszą.

Gdy jednak ktokolwiek (na przykład panna Maximoff) przyjrzałby się dokładniej działaniom Strange'a, zauważyłby, że jego dłonie praktycznie nie dotykają przedmiotów. Fakt, taki wisiorek trzymał w dłoni, ale drugą, wyjmując kamienie, nawet go nie dotykał. Przyglądający się zauważyłby również, że dłonie Strange'a za bardzo się trzęsą, by wykonywać tak dokładną pracę. A jednak ją wykonywał.

Bruce Banner - Wto 28 Sie, 2018 18:05

Już teraz Bruce nie miał zielonego pojęcia w co najpierw powinien włożyć ręce, a stos problemów i spraw, które wymagały natychmiastowej reakcji wciąż narastał. Do tego z trudem wygrana walka z Hulkiem miała ogromny wpływ jego samopoczucie, to fizyczne i to psychiczne. Potrzebował chwili odpoczynku, lecz czas nie był obecnie ich największym sprzymierzeńcem. Dlatego też zdawał sobie sprawę z tego, iż pomimo wszelkich trudności musi zebrać w sobie te resztki energii i wziąć się do wykreślania kolejnych pozycji z listy obowiązków.
Przede wszystkim jednak, w zaistniałej sytuacji, nie zamierzał teraz opuszczać tego piętra, by spełnić prośbę Strange’a. Zamiast tego znalazł inne i o wiele prostsze rozwiązanie, które pozwoli mu zając się pozostałymi sprawami.
- Oczywiście. Zaraz przekażę, któremuś z pracowników laboratorium, by dostarczył nam potrzebne narzędzia. – jako, że nie mógł w tej chwili liczyć na pomoc JARVISa postanowił skorzystać z przyniesionego przez pannę Maximoff komputera. Po zalogowaniu się na swoje konto w systemie wysłał krótką wiadomość e-mail do jednego z asystentów pracujących na poziomach badawczych o jak najszybsze sprowadzenie wskazanych przez Stephena przedmiotów na piętro mieszkalne Tony’ego. Całe szczęście, że brak SI całkowicie nie paraliżował pracy samego budynku i przebywających w nim ludzi. Oczywiście, wiele rzeczy było znacznie spowolnionych lub zaniechanych, ale wciąż dało się całkiem normalnie funkcjonować.
- Jeśli moja pomoc nie będzie ci dłużej potrzebna, Doktorze, zajmę się diagnozą systemów JARVISa. Spróbuję też wyciągnąć Starka z tej zbroi. Jego wiedza może nam się przydać, poza tym być może potrzebna mu jest pomoc medyczna. - jeśli nie uzyskał żadnej odpowiedzi ze strony czarnoksiężnika, Bruce zwyczajnie zabrał się do pracy nad wspomnianymi problemami. Zbliżył się do miejsca, w którym stał Stark.
- Tony, jesteś tam? Możesz wyjść? – spytał w pierwszej kolejności, następnie niespecjalnie czekając na odpowiedź podłączył się do systemów sterujących pracą zbroi. Na szczęście ich analiza nie powinna potrwać tak długo, a powinna też dać kilka odpowiedzi na temat tego co zaszło przed paroma chwilami. Kolejne kroki zależeć będą od tego czego dowie się z tych danych, a także od tego czy Tony wykaże jakieś oznaki życia i czy ewentualnie sam zdoła opuścić wnętrze pancerza. Jeśli diagnoza nie wykaże większych zmartwień, a Stark z jakichś powodów będzie potrzebował pomocy wyjściu ze zbroi, Banner spróbuje wymusić jej otwarcie.
Diagnozę zaprojektowanej przez przyjaciela SI pozostawił na chwilę, gdy zdoła się już uporać z pomocą Iron Manowi.

Scarlet Witch - Sro 05 Wrz, 2018 20:27

Poczucie, że jej działania przynoszą skutek wybudziły w niej jeszcze większe pokłady magii, dlatego ochronna powłoka stała się wręcz niezniszczalna. Nawet diabelskie ślepia, które mignęły w nadającym jeszcze mocniejszego akcentu prosto z horroru szkarłatnym świetle nie wywołały w niej strachu. Nie odsunęła się ani na milimetr, zresztą nie musiała, ponieważ z potworami rozprawili się asgarczycy. Wanda natomiast miała okazję skupić się na swoim zadaniu. Nie bez trudu dała radę wnieść swoją szkatułkę, przedmioty przekazane przez JARVISa oraz laptopa. Laptop zaraz trafił w ręce doktora Bannera. Nie omieszkała zajrzeć mu z troską głęboko w oczy. Empatia jaka malowała się w błękicie tęczówek kobiety mogła dodawać otuchy. Mógł to dostrzec, jeżeli tylko wykazał się siła by podnieść wzrok i odwzajemnić spojrzenie. Chciała go wesprzeć, dokładnie tak jakby wiedziała z czym musiał się zmierzyć. I może fakt, nie do końca tak było, ale sama również borykała się potężną, drzemiącą w niej siłą. Nie zamieniła z nim jednak ani jednego słowa. Nie musiała. Gdy już upewniła się, że chwycił laptopa na tyle mocno by móc statecznie go podtrzymać odwróciła się i ruszyła do Strange'a.
- Nudne? Żartujesz sobie ze mnie? Uwielbiałam to robić jak byłam dzieckiem więc nie będzie nudno i sprawnie mi pójdzie - Posłała mu uśmiech pełen otuchy, ponieważ dostrzegła na jego obliczu ogromne zmęczenie. Starała się utrzymywać pogodną minę, ale kolejny już raz spojrzenie Wandy zbyt łatwo ją zdradzało. Martwiła się, cholernie się martwiła o ich osobistego 'czarodzieja'. Nigdy na głos by go tak nie nazwała, ale umysł Wandy jak zwykle postanowił rządzić się swoimi prawami. Już chciała się zapytać czy nie należy się krótki odpoczynek dla spracowanego doktora, jednakże Stephen miał inne plany. Zarzucił ich wszystkich wytycznymi oraz tłumaczeniem czym będą się zajmować i przede wszystkim czego jeszcze potrzebuje.
Wanda znała swoje bibeloty jak własną kieszeń, więc zabrała się do roboty. Niektórych było jej strasznie szkoda, ale trudno. Skoro to mogło ich uchronić to musiała przebrnąć przez rozstanie ze swoimi świecidełkami. Dość posłusznie jak na nią pomagała mężczyźnie przy na pierwszy rzut oka babskich czynnościach. Uwijali się dość szybko, pomimo zmęczenie i trzęsących się dłoni w przypadku Strange'a. Od razu to zauważyła i przez dobrych kilkanaście minut nie chciała nic mówić, ale w końcu nie wytrzymała.
- Drżysz. Może chwila przerwy? ...Albo... może mogłabym coś bardziej... pomóc? - Nie, ni cholery nie wiedziała co robi i jak to robi i na ile to niebezpieczne, ale chwyciła jego dłonie w swoje przerywając na chwilę magiczne czynności.

Mistrz Gry - Pią 14 Wrz, 2018 09:53

Część wojowników ruszyła do serwerowni, reszta pozostała jako zabezpieczenie piętra. Przedmioty, których potrzebował Strange, zostały przyniesione przez jednego z asystentów w ciągu paru minut.

Tony powoli odzyskiwał przytomność, i całkiem pamiętał co próbował zrobić. Pamiętał jak ruszył ratować dzieci w szkole, potem ścigał obcych, którzy porwali dzieci, aż do Stark Tower. Tutaj zaczął walkę, która zakończyła się utratą świadomości, gdy kosmici zaatakowali go jakimiś laserami.

Bruce już po chwili miał pełną diagnozę systemów zbroi - poza, standardowymi jak na styl Tonyego, uszkodzeniami i potłuczeniami, pancerz był w pełni sprawny. Jedyne, co było nie na miejscu, to niewielka ilość śluzu, jaka znajdowała się na jego plecach, tuż przy osłonie na kark.

Tony Stark - Pią 14 Wrz, 2018 17:01

Stark był kompletnie zdezorientowany, kiedy kolejne wspomnienia wracały stopniowo do niego, aż w końcu uświadomił sobie, że leży twarzą w dół na podłodze i przez wizjer ogląda sobie podłogę we własnym salonie. Wyjątkowo uświnioną, z okruchami szkła i piachem. Tylko dlaczego czuł się tak jakby przeleciało po nim stado słoni, a potem stado mamutów po nich poprawiło? Wciągnął powietrze i jęknął, czują ból w klatce piersiowej. Właściwie to wszystko go bolało, a najbardziej głowa i mózg, który teoretycznie nie powinien przecież odczuwać bólu.
- JARVIS? - zapytał, a jego metaliczny głos rozległ się w salonie, nie tylko w samej zbroi.

Dr. Strange - Pon 24 Wrz, 2018 20:49

Strange jedynie kiwnął głową, akceptując decyzję Bannera. W tej chwili trzeba było po prostu pracować. Pracował skrupulatnie i dokładnie. Rozbiórka bibelotów szła bardzo sprawnie.

Gdy pojawili się kolejni ludzie, tym razem przynosząc sprzęt, poprosił ich jeszcze o kilka odczynników chemicznych. Przy okazji zwrócił uwagę jednemu z nich, że powinien iść do lekarza i zobaczyć, czy coś da się jeszcze zrobić ze skrzywieniem kręgosłupa, które zauważył, dodając jeszcze, że za kilka lat będzie ono powodowało ból i wtedy na sto procent nie obejdzie się bez chirurga. Cóż, ślęczenie przy mikroskopie, albo innym urządzeniu, wymagającym schylania się źle działało na nasze wątłe ciała.

Gdy Scarlet zwróciła uwagę na dłonie Stephena, gdy chwyciła je w swoje dłonie. Po pierwsze mogła bardzo dokładnie poczuć, że prawdopodobnie cały czas, gdy rozkładali biżuterię, gdy tak sprawnie oddzielali pojedyncze kamienie od kruszcu, który je okalał, Stephen korzystał z magii. Nie było to silne uderzenie, dało się to raczej porównać z pracą skalpela w zręcznych dłoniach lekarza. Tu magia, choć cały czas obecna, ograniczała się do bardzo konkretnych, delikatnych i dokładnie wymierzonych działań. Można było to porównać do podwórkowej zabawy piórkiem, gdzie dzieci dmuchnięciami próbowały utrzymać piórko w powietrzu. Jeden zbyt mocny oddech i piórko leciało za daleko. Za słaby i lądowało na ziemi.

Strange uśmiechnął się. Krótko. W wyrazie albo zakłopotania, albo zniecierpliwienia. Już miał na końcu języka jakąś uszczypliwą kontrę, w porę jednak ugryzł się w język. Na szczęście tylko w przenośni. Widział bowiem, co ta kobieta przeszła i że jej troska, w przeciwieństwie do 99% pozostałych ludzi, może jednak być prawdziwa. Doszedł do wniosku, że lepiej to wyjaśnić.

- Wanda, nic się nie dzieje. Tak już mam. - wyciągnął dłonie przed siebie, tak, by widziała co się dzieje, gdy próbuje je utrzymać w bezruchu. Dłonie, pozbawione stabilności magii momentalnie zaczęły drżeć.

- Widzisz, kiedyś, w poprzednim życiu byłem chirurgiem. Ba, nieskromnie powiem, że prawdopodobnie najlepszym chirurgiem w Stanach, a może nawet i na świecie. Niestety w wypadku samochodowym utraciłem moje dłonie. Została mi wiedza, mnóstwo chęci, niespełnionych marzeń oraz świadomość utraty wszystkiego, co było dla mnie ważne. Poszukując sposobów na odzyskanie władzy w dłoniach, straciłem cały majątek i w szczycie desperacji dotarłem prawie na koniec świata i znalazłem... znalazłem nowe powołanie. Znalazłem poprzedniego Najwyższego Czarnoksiężnika, który pokazał mi, że nawet te dłonie mogą się jeszcze do czegoś przydać. Tak rozpocząłem moją naukę. Mógłbym wyleczyć swoje dłonie, ale to właśnie one przypominają mi codziennie o tym, kim jestem i dlaczego robię to, co robię. - Zawiesił na chwilę głos, po czym dodał, tym swoim typowym, buńczucznym głosem - No i przecież radzę sobie całkiem nieźle!

Bruce Banner - Pią 28 Wrz, 2018 19:16

Bruce stał jakiś niecały metr od leżącego na podłodze przyjaciela. Jedną ręką podtrzymując laptop, drugą sprawnie go obsługując, zapoznawał się z danymi uzyskanymi w ramach przeprowadzonej właśnie diagnostyki systemów zbroi Iron Mana.
- Dobrze, wszystko wydaje się być w najlepszym porządku… - mruknął do siebie podsumowując wszystko co dzięki temu zobaczył. Przynajmniej po tej stronie nie należało spodziewać się żadnych niespodzianek. Nic nie wskazywało też, by poprzednie działania Starka były w choć najmniejszym stopniu spowodowane działaniem szkodliwego oprogramowania, które mogłoby przejąć kontrolę nad pancerzem. Cokolwiek więc spowodowało jego dziwne zachowanie miało raczej wyłącznie podłoże mentalne. Możliwe, że stał za tym sam Mistrz, a jego ucieczka wyzwoliła Mściciela spod jego władania. Pewnie tej opcji, by się trzymał, gdyby nie coś co dostrzegł na tylnej części zbroi. Była to jakaś substancja. Zamierzał podejść bliżej, przyjrzeć się temu dokładniej, gdy usłyszał nieco zniekształcony głos mężczyzny.
- Tony? Wszystko w porządku? Pamiętasz coś z ostatnich kilkudziesięciu minut? – spytał chcąc dowiedzieć się, czy ten nie potrzebuje jakiejś pomocy medycznej, ale też tego czy wiedział co dokładnie doprowadziło do jego wtargnięcia do wieży i zaatakowania zgromadzonych tu osób.

Tony Stark - Nie 30 Wrz, 2018 16:20

- Bruce?
Stark powoli odepchnął się rękami od podłogi i wstał, zataczając się przy tym jak pijany przez kilka chwil nim się ustabilizował, po czym otworzył zbroję i z niej wyszedł, a właściwie to wypadł i to wprost w objęcia Bannera. Przytrzymał się ramienia przyjaciela i rozejrzał wokół po pobojowisku.
- Co tu się u diabła stało? I gdzie są obcy, którzy porwali dzieciaki Łysego? - zapytał, przypominając sobie co się wydarzyło nim się ocknął na własnym piętrze własnego budynku. - I co to za przebieraniec? - dodał już nieco trzeźwiej, wbijając wzrok w Strange'a, by po chwili przesunąć go w stronę Wandy i zastanawiając się kim ona jest i co tu właściwie robi. Nie znosił niedoinformowania.
- Muszę się napić - stwierdził odpychając się od Bannera i zmierzając do barku.

Thor Odynson - Sro 10 Paź, 2018 22:55

//z.t. włości Thora

Otworzyły się drzwi windy i wszedł on! Bóg Piorunów, władca Asgardu, gromowładny, przez przyjaciół nazywany po prostu Thorem. Wszedł i sprawiał wrażenie, jakby miał bardzo dużo do powiedzenia, ale wszyscy byli zajęci i nie do końca było do kogo się zwrócić. Zrobił więc to, co robi każdy Bóg i po prostu przemówił do ludu swym gromkim głosem.

- Właśnie otrzymałem wiadomość od Jade Carter. Również miała spotkanie z Mistrzem i jego sługami. Jakimiś robalami czułymi na światło. Mistrz podobno opanował i porwał jakiegoś Xaviera ze szkoły i właśnie będziemy rozpoczynać akcję odbicia więźnia. Widzę, że prace nad amuletami w toku, więc będziemy zdani na siebie.

Ruszył w stronę balkonu, ale w samych drzwiach mu się jeszcze ewidentnie coś przypomniało

- Czarnoksiężniku. Możliwe, że będziemy potrzebowali pomocy mojego brata, Lokiego. Jak uporasz się z tym zadaniem, będę bardzo wdzięczny, jeśli spróbujesz go odnaleźć. Do tej pory udaje mu się oszukać wzrok Heimdalla i Twoja pomoc w jego odnalezieniu może być niezastąpiona! Uważaj jednak na niego. Bywa... psotny.

Wyszedł na balkon, sięgnął po Mjolnir i swoim zwyczajem po chwili zniknął im z oczu. Na szczęście Tony i Banner wiedzieli, że odkąd przybył na Ziemię na dłuższy czas, przynajmniej udało się go wyposażyć w telefon.

// z.t. Kilkenny

Scarlet Witch - Czw 11 Paź, 2018 15:46

Gdyby nie okoliczności to poczułaby się całkiem swobodnie. Sam Pietro wiedział jak bardzo lubiła spędzać wieczory klecąc kolorowe paciorki z różnych bardziej, bądź mniej wartościowych, znalezionych koralików. Od najmłodszych lat wiele czasu poświęcała na kontemplowaniu piękna kwiatów, barwy nieba, zieleni skrytej wśród wysokich traw i skrzętnie ukrytych zagajników w nieznanych nikomu zakątkach lasu. Wieczorem w rodzinnym domu spędzała godziny, aż do białego rana na tworzeniu pięknej biżuterii z interesujących znalezisk. Uspakajało, koiło myśli i sprawiało radość. To był jej świat, dlatego podczas pracy oddaliła się na dłuższą chwilę przez co szło o wiele sprawniej, ale nie wszystko umknęło uwadze skupionej na działaniu Wandzie.
Sądziła, że to zmęczenie, a jednak się pomyliła. Powód dlaczego dłonie Strange'a się trzęsły był zgoła inny, niż ten który wpadł do głowy jako pierwszy. Nie dała się zwieźć magicznej aurze, aczkolwiek miała wrażenie, że Stephen używa czarów po to by już nadać naszyjnikom magiczne znaczenie, ale jednak to nie wszystko. Gdy złapała go za dłonie poczuła to bardziej, w pewnym sensie zwątpiła czy powinna w tak nagły sposób to przerywać, ale w spojrzeniu mężczyzny nie dostrzegła złości. Raczej zaskoczenie. Może wykazała się śmiałością, ale jak zresztą zauważył, było to działanie prosto z głębi serca, a troska jaką mógł zaobserwować na twarzy młodej wiedźmy wynikała z dobra jakie w sobie pielęgnowała. Nie trzymała go mocno, dlatego mógł swobodnie unieść dłonie i zaprezentować drżenie. Troska pogłębiła się o kilka tonów i z taką właśnie przejętą miną wysłuchała zwięźle ujętej historii Strange'a. Utrata wszystkiego zawsze sprawiała ból, bo choć może nie w aż tak tragiczny sposób, sama również wiele nie miała. Wbrew pozorom w pionie trzymała ją tylko siła charakteru, ale na jak długo? Musiała przyznać, że Stephen potrafił zakończyć opowieść w taki sposób, by na koniec nie pozostać sam na sam z ciężarem.
- Najwyższego Czarnoksiężnika? - Zdziwiła się i zarazem zaciekawiła, zresztą nie tylko czarnoksiężnikiem. Wiele pytań, zbyt wiele zagościło w głowie panny Maximoff. Niestety wiedziała, że to ani czas, ani miejsce na takie rozmowy dlatego zaraz dodała:
- Nowe powołanie po tak ciężkiej drodze jaką przebyłeś... hmmm krzepiące, mam nadzieje, że i ja w końcu znajdę swoje - Posłała mu delikatny uśmiech.
Głos Starka przerwał tę chwilę. Wanda przeniosła spojrzenie na Tony'ego akurat w tym samym momencie, gdy i on uraczył ją swoim, zdezorientowanym. Nagle zdała sobie sprawę, że cały czas nie miała okazji z nim porozmawiać o tym co ma do zaoferowania w kwestii jej współpracy... jeżeli oczywiście byłaby taka możliwość. Ach, i miała również nadzieje, że nie pamięta jak go kilka dłuższych chwil temu spacyfikowała. Na samo wspomnienie troszkę się wycofała, ale zanim zdążyła coś odpowiedzieć, do sali wpadł Thor i obwieścił wszystkim - w swoim stylu, że walka z Mistrzem nie dobiegła końca. Na dodatek to porwanie... Dokładnie ta sama sytuacja... Tak samo było w wizji.
I nagle jedna myśl zabłysnęła w jej głowie. Co prawda każdy włos na ciele zjeżył się nieprzyjemnie, ale musiała spróbować. Nie mogła się przestraszyć i dać mu wygrać, a zarazem przyzwolić na zniszczenie jakie niósł za sobą Mistrz, a z racji tego, że to ze Strangem poczuła więź i jakieś dziwne, niewypowiedziane zrozumienie, to własnie jego złapała za ramię i subtelnie starała się zaciągnąć na bok.
- Musimy porozmawiać - Jej wzrok niecierpiący zwłoki miał jeszcze bardziej go zachęcić by na chwilę przerwał pracę i postąpił dwa kroki do tyłu, a gdy już się to stało, nabrała więcej powietrza i zaczęła mówić.
- Pierwszy raz jak miałam to... dziwne widzenie, tę wizję, która tak wszystkich przeraziła... Nie wiem, nie mam pojęcia jak to zrobiłam, ale poruszałam się w niej tak jakby była rzeczywista. Mogłam zajrzeć nawet w miejsca, które nie chciał mi pokazać. Może gdybym... gdybyśmy - Nie, nie wierzyła, że znowu chce to samo przeżyć, że właśnie to proponuje...
- Może gdybyśmy weszli w nią ponownie... może będzie okazja by znaleźć to miejsce gdzie został ukryty Charles Xavier? - W końcu to z siebie wydusiła patrząc mu prosto w oczy.

Dr. Strange - Pon 15 Paź, 2018 20:56

Stephen wrócił do pracy nad amuletami. Uśmiechnął się, słysząc to, co powiedziała Wiedźma. Już miał coś odpowiedzieć, gdy wparował ten osiłek i zaczął coś kombinować ze swoim bratem.

Jasne, mogę go odnaleźć. I nie, nie ufam mu za grosz. Wiem, co wydarzyło się w Nowym Jorku. Na głos jednak nie powiedział nic, a jedynie skinął głową. Nie wiadomo, czy na zgodę, czy po prostu pokazując, że usłyszał.

Propozycja Wiedźmy była ciekawa. Pokazywała determinację i siłę jej charakteru. Niestety Strange miał troszkę inne priorytety. Nie był pewien, czy wywołanie wizji nie ściągnęło tu tego całego Mistrza. A na następne spotkanie z nim wolałby być lepiej przygotowany.

- Moja droga. - w końcu zdecydował się zareagować - Jakkolwiek ciekawa, propozycja wydaje mi się odrobinę przedwczesna. Skończmy najpierw amulety. To zajmie nam kilka godzin, ale potencjalnie pozwoli utrzymać nasze serca i umysły czyste. Mówiąc nasze, mam oczywiście na myśli wszystkich tu obecnych. Potem, może jak odrobinę wypoczniemy, wybierzemy się w tą podróż razem. Jak inni będą bezpieczni. Inni i my także. Xaviera nie spotkałem, ale zakładam, że Jade Carter nie posiada mocy teleportacji, a co za tym idzie, o ile tylko nie siedzi pod celą Xaviera, musi się tam dostać, a to zajmie jej odrobinę czasu. Rozważam również jeszcze jedną opcję. Skoro przywołanie wizji ściągnęło Mistrza, może wykorzystać ją, by go odnaleźć. Stworzyć nitkę połączenia, wparować tam ekipą i zrobić z nim porządek? - Również się uśmiechnął. Plan działania, a przynajmniej jakiś pomysł miał już w głowie.

Gdy udało mu się przygotować jedną broszkę, sklecić ją fizycznie w całość. Nawet całkiem ładną całość. Zmienił ton na akademicki.

- Spójrz. Sam materiał już przez połączenie kamieni i metalu zaczyna mieć pewne właściwości ochronne. Już sama broszka może odwrócić nieumiejętnie rzuconą klątwę, która ma na celu zamącić w głowie. Te cechy przedmiotu trzeba teraz wzmocnić, przejść na poziom molekularny, ale także wejść wgłąb materii i połączyć ją z osnową wszechświata. Może amulet nie będzie artefaktem pokroju Oka, ale pomoże. - Strange zaczął manipulować energią, opisując co robi, jakie zaklęcia wpina w przedmiot i ewidentnie ucząc Scarlett. Pewnie mógłby działać szybciej, chciał jednak, żeby dziewczyna zobaczyła i odczuła, co można uzyskać wzmacniając naturalne predyspozycje przedmiotu. Lub istot.

- Tak, wiem, to moja magia. Uważam jednak, że w bardzo podobny sposób może zadziałać Twoja. Jednak nie układając wszystko w całość, zamykając noszącego amulet w kokonie ochronnym, ale również tworząc barierę. Chaotyczną, nieprzewidywalną i zmienną. Ta również może ochronić noszącego. W zupełnie inny sposób pozwoli Ci na uzyskanie tego samego celu. To jest w magii piękne, że pożądane efekty można uzyskać na tak wiele sposobów

Zaskakujące. Scarlett mogła mieć wrażenie, że podczas pracy Strange odzyskiwał siły. Ten człowiek był jak maszyna. Jego umysł, wydawałoby się, wykończony, mimo ciągłej pracy zdawał się wracać do zupełnej normy.

Bruce Banner - Nie 28 Paź, 2018 17:46

Bruce nie miał innego wyjścia jak tylko pomóc Starkowi zachować pion. Od razu zauważył też, że jego przyjaciel jest mocno zdezorientowany i kompletnie nie świadomy tego co wydarzyło się tu w ciągu ostatnich kilkunastu minut. To samo w sobie nie było jednak takie trudne. Słowa i zachowanie mężczyzny wskazywały przecież na to dość jasno.
- A więc nic nie pamiętasz… Pozwól więc, że zacznę od odpowiedzi na ostatnie z twoich pytań. – odparł. Cały czas podążał przy tym wzrokiem za zmierzającym w stronę barku przyjacielem. – Pannę Maximoff powinieneś już kojarzyć. Zdaje się, że niedawno mieliście okazję ze sobą rozmawiać. Towarzyszący jej mężczyzna to Doktor Stephen Strange. Czarnoksiężnik, czarodziej, mag… Jak zwał tak zwał. Jeśli oczywiście jesteś w stanie w tego typu rzeczy uwierzyć. Osobiście, po tym co dziś widziałem, czuję się przekonany. – do tego ostatniego przyznał się z pełną szczerością w głosie. Chciał przez to Tony’emu pokazać, iż nie robi sobie z niego żartów. Zresztą, miliarder na własne oczy mógł w niewielkim ułamku przekonać się o zdolnościach ich gościa. Co powinno posłużyć jako wystarczający dowód.
- Zaś jeśli chodzi o pozo… - przerwało mu ponowne pojawienie się Thora, który z gracją godną księcia Asgardu poinformował wszystkich o nowo zdobytych informacjach. Bruce przeniósł wtedy wzrok na pracującą nad amuletami dwójkę, chcąc wychwycić u nich jakąś reakcję. Jeśli wieści o porwaniu Xaviera są prawdziwe, to ukazana im przez Strange’a wizja powoli zaczynała się spełniać. Mieli mniej czasu niż myśleli.
- Wolisz krótką czy długą wersję? – spytał wreszcie Starka, gdy Thor znów postanowił gdzieś zniknąć. Prawdopodobnie kierując się do miejsca pobytu wspomnianej przez niego Carter. Swoją drogą… Gdzie ona była? Jak skontaktowała się z bogiem piorunów? JARVIS przecież nie tak dawno o niej wspominał. I to nie w tym pozytywnym sensie. Oby ich przyjaciel nie pakował się w jakąś pułapkę. Niestety było za późno, by go przed tym ostrzec.
Banner skupił się na tu i teraz. Zależnie od odpowiedzi Tony’ego mniej lub bardziej szczegółowo opowiadając mu o wydarzeniach dnia dzisiejszego. Od pierwszego spotkania ze Strangem zaczynając, a na ataku Iron Mana i pojawieniu się Mistrza kończąc. W obu wersjach najwięcej czasu poświęcał wizji przyszłości. W każdym razie tym jej szczegółom, które zdołał zobaczyć nim stracił kontrolę. Było tego sporo, ale akurat Stark powinien wszystko przyswoić dość szybko.
- Jeszcze jedno. JARVIS ograniczył swoją obecność do koniecznego minimum. Wspomniał coś o tym, że wieża została zinfiltrowana. Żadne zabezpieczenia nic takiego jednak nie wykazały. Przed niczym nas nie ostrzegły. Zalecił też, by upewnić się, czy wszystkie jego systemy są w pełni sprawne. – skoro Tony’emu nic nie jest, pewnie będzie chciał samodzielnie przeprowadzić testy na stworzonej przez siebie SI.

Tony Stark - Wto 30 Paź, 2018 17:10

Tony dobrał się do barku, znalazł szklankę, lód oraz butelkę szkockiej i zrobił sobie potężnego drinka. Słuchał w tym czasie Bannera nim doczłapał się do sofy i klapnął na nią mało elegancko.

- Nie kojarzę jej wcale - mruknął odnośnie Wandy, a jego wzrok padł na Strange'a. - Sądząc po jego stroju, to jestem w stanie uwierzyć, że przyleciał tu z Marsa.
Uniósł jedną brew, kiedy Bruce stwierdził, że wierzy w czary. Serio coś musiało się tu ostrego wydarzyć, by doprowadzić jego science bro do takiego stanu.

Otworzył usta by zapytać Thora, który wpadł jak zwykle z efektem dźwiękowym, gdzie u diabła się szlaja jego szefowa ochrony zamiast siedzieć na tym swoim kształtnym tyłku i zarabiać zapisaną w kontrakcie pensję, ale wtedy Odinson wyleciał z szukaniem Lokiego. Gorzej już być nie może.

- Jak najkrótszą - mruknął do Bannera, czując zbliżający się ból głowy, który wcale nie był efektem zabaw tego ktokolwiek się nim posłużył czy też zręcznych paluszków Maximoff.

- Byłem w tej szkole dla mutantów, naprawiając statek ich gości, kiedy szlag wszystko trafił i wszystkich znokautowało. Laura wpadła w szał, ledwie ją ogarnęliśmy, a potem okazało się, że Łysego nie ma. Z McCoyem i Rocketem znaleźliśmy jakieś świństwo w ich hangarze, a potem okazało się, że ktoś uwięził dzieciaki w ich pomieszczeniu treningowym. Jak tam wszedłem to ktoś je zgarnął. Ścigałem go aż tutaj.

Potarł palcami zmęczone oczy i wychylił duszkiem resztę szkockiej.

- Z tego co mówisz, Bruce, wynika, że ktoś mi nieźle nagrzebał w głowie. - Odchylił głowę na oparcie sofy i westchnął ciężko. - Thor mógłby chociaż zostawić jakieś kajdanki dla swojego brata i ten knebel, który mu ostatnio założył. Chociaż jak zacznie pyskować, to zawsze możesz poprosić Hulka by go kolejny raz sprał.

Bruce Banner - Sro 14 Lis, 2018 20:50

Z wypowiedzi Wandy można było wcześniej wywnioskować, że Stark powinien być świadom jej osoby i tego, że gościć będzie we wnętrzu wieży w oczekiwaniu właśnie na Tony’ego, i to na jego zaproszenie. Dlatego też odpowiedź mężczyzny zbiła Bannera z pantałyku. Jeśli niewiedza Iron Mana nie była związana z tym, że ktoś mieszał mu jeszcze przed chwila w głowie, to czy należało teraz zakwestionować również powód obecności tutaj samej Wandy? Nie mieli teraz na to czasu. Zwłaszcza biorąc pod uwagę wcześniejsze oświadczenie Thora i to co usłyszał teraz od właściciela budynku, w którym obecnie mieszkał.
Może zrobił to nieco nerwowo, ale na komentarz o Hulku na jego twarzy zagościł krótkotrwały uśmiech.
- Jestem pewien, że uczyniłby to z przyjemnością. Zwłaszcza po tym jak z olbrzymim trudem uniemożliwiłem mu wyjście, gdy zaatakowałeś i w kolejnych chwilach. – ostatnie spotkanie Lokiego i Hulka przebiegło w zupełnie nieoczekiwany dla tego pierwszego sposób. Wśród Mścicieli przerodziło się ono nawet w formę żartu czy zabawnej anegdoty. By nie popadać w zbyt dobry humor i nie odchodzić za bardzo od głównego tematu, Bruce wrócił do tego co najważniejsze.
- Porwanie Xaviera, a przynajmniej to co miało czekać go po tym zdarzeniu, było częścią ukazanej nam wizji. Zdaje się, że Mistrz postanowił przystąpić do realizacji swojego planu. Może nawet ją przyspieszył. Trudno powiedzieć. Bez względu na to co wpłynęło na zapoczątkowanie tego biegu wydarzeń, możemy mieć o wiele mniej czasu niż przypuszczaliśmy. Jeśli przepowiednia ma nam w jakiś pomóc, naprowadzić na rozwiązanie, być może warto byłoby odnaleźć pozostałe pojawiające się w niej osoby?

Tony Stark - Czw 15 Lis, 2018 16:36

Stark rzucił Bannerowi przepraszający uśmiech. Zdawał sobie sprawę jak bardzo przyjaciel walczy ze swoim alter ego, by Hulk nie wyskakiwał niczym diabeł z pudełka i siał spustoszenie wokół siebie. Tony myślał nawet by może dogadać się z Wielkim Zielonym i wysłać go na terapię gniewu, ale jakoś nigdy nie było okazji by go zapytać o to. Z Bruce'em wolał na ten temat nie rozmawiać z oczywistych względów.
- Podsumowując, kogo już mamy z tej wizji, a kogo trzeba tu ściągnąć? - zapytał pocierając zmęczone oczy. - Przy czym przez "ściągnąć" mam na myśli dosłowne znaczenie tego słowa. Dawno za nami jest czas na przekonywanie kogokolwiek do czegokolwiek. Jak sam powiedziałeś, mamy na to zbyt mało czasu.
Zamierzał do owego ściągania wykorzystać Strange'a. Skoro taki z niego Harry Potter, to nie będzie miał problemów z małym hokus-pokus by sprowadzić dane osoby do Stark Tower. Tempus fugit after all.

Lady Sif - Nie 25 Lis, 2018 19:56

//Piętro Bannera

Sif wyszła z windy w swojej pełnej zimowej zbroi, która przeszła test pobytu w Jotunheimie, więc midgardzkie mrozy były wojowniczce niestraszne.
- Mistrz pochwycił trzy walkirie - powiedziała bez ogródek. - Torturował je, złamał ich umysły czyniąc je śmiertelnym zagrożeniem dla tego królestwa jeśli zostaną uwolnione. Chcą by je unicestwić nim zostaną wykorzystane do odwrócenia uwagi od tego, co Mistrz tak naprawdę knuje.
Przeszła przez salon Starka i stanęła przed Bruce'em trzymając w opuszczonej lewej ręce swoją tarczę oraz miecz.
- Doktorze Banner, moje siostry zostały uwięzione lodach Antarktydy. Widziałam to miejsce. Jestem świadoma, że proszę o wiele, ale nie mam wyboru. - Spojrzała przepraszająco na mężczyznę. - Byłabym wdzięczna gdybyś Hulk zechciał mi udzielić pomocy w tej misji.

Bruce Banner - Pon 26 Lis, 2018 19:42

- Jak wspomniałem… Nie widziałem całości wizji. Była tak realistyczna… Całe to okrucieństwo… Włączył się mój Zielony mechanizm obronny. Nim to nastąpiło nie licząc Profesora Xaviera, który jak wynika z twych słów wpadł już niestety w ręce wroga, zobaczyłem jeszcze kogoś. Postać starca, którego niestety nie byłem w stanie rozpoznać. O niego i inne osoby, które mogą w tym wszystkim odegrać dużą rolę powinniśmy zapytać już tamtą dwójkę. – odparł przenosząc wzrok na jedyne osoby w pomieszczeniu parające się w tej chwili magią. To od Strange’a wszystko się zaczęło. To on pokazał im przyszłość, którą wcześniej ukazał mu… On sam. Przyszła wersja jego, będąc bardziej dokładnym. Wanda zaś w jakiś sposób zdaje się być silnie z tym wszystkim powiązana. Wykraczając nawet poza to co mogli ujrzeć w ostrzeżeniu. Wszystko wskazywało na to, że będzie ona jednym z kluczowych elementów ich ewentualnego zwycięstwa.
W oczekiwaniu na odpowiedź Starka, Banner nie spuszczał „magików” z oczu obserwując ich podczas pracy. W myślach nawet zganił się za to jak łatwo przyszło mu pogodzenie się z istnieniem magii. Biorąc przecież pod uwagę to czym się zajmuje, w czym przez długi czas się szkolił, powinien z automatu zakwestionować coś tak niedorzecznego jak istnienie czarów czy innych wymiarów. Parę lat temu pewnie tak właśnie by było. Od czasu Bitwy o Nowy Jork jego przekonania uległy jednak zmianie. Wydarzenia te otworzyły mu oczy. No i na własnej skórze mógł przekonać się, że to wszystko jest jak najbardziej rzeczywiste.

Oczekiwanie nagle przerwał dźwięk rozsuwających się drzwi windy. Zerknął w tamtym kierunku i nawet nie próbował ukrywać zaskoczenia tym co widział. Już otworzył usta, by spytać Lady Sif co się stało, iż pojawiła się tu w dość okazałej zbroi, lecz Asgardka zdążyła go ubiec.
Z każdym kolejnym słowem kobiety był coraz bardziej przekonany o tym dokąd ta ostatecznie zmierza. O co zamierzała poprosić. I wcale mu się to nie podobało, co wojowniczka mogła dostrzec na jego twarzy. Bruce był tu otwartą księgą i nietrudno było odczytać to co właśnie działo się w jego głowie.
- Skąd o tym wiesz? To może być pułapka. To z całą pewnością jest pułapka. – powiedział unikając jednoznacznej odpowiedzi. Nie widziała mu się ta podróż. Nie widziała mu się przemiana w Hulka. Ale czy miał coś do gadania? Stark będzie potrzebny tu na miejscu o wiele bardziej niż on. Podobnie jak Strange oraz Wanda, a pozostali Mściciele nie nadawali się to działań w panujących na Antarktydzie warunkach. Poza Thorem oczywiście, lecz ten działał obecnie na własną rękę. Zielone monstrum było zaś właśnie tym. Zielonym monstrum. Niezwykle wściekłym i odpornym na skrajne warunki atmosferyczne. Nie wspominając o innych jego atutach. Jeśli to zagrożenie było prawdziwe, tylko on mógł towarzyszyć Lady Sif podczas misji.

Dr. Strange - Pią 30 Lis, 2018 20:47

Strange w czasie rozmowy pozostałych ukończył pierwsze dwa amulety. Próbował również nakłonić Wandę, by sama spróbowała stworzyć kolejny. Korzystając z jego własnych wskazówek, ale wykorzystując swoją magię. Obserwowanie jej sprawiało mu wiele radości. Była młoda, zdolna, a jednocześnie tak przerażona mocą, którą posiada. To dawało genialny wręcz potencjał do działania, bez poważnych obaw o świat. W końcu ktoś, kto boi się swojej mocy zanim ją w pełni okiełzna jest wiele bardziej godny zaufania, niż ten, kto uczy się jej sam nie bacząc na konsekwencje.

Teraz praca szła mu już szybciej. Pokazał, co miał do pokazania. Reszta to praktyka.

Gdy weszła Sif zupełnie odruchowo stworzył maleńki portal, dzięki któremu mógł przestawić ukończone broszki na stolik przy doktorze Bannerze.

- Jeśli macie gdzieś iść, weźcie je ze sobą. Nie wiem, czy na cokolwiek się zdadzą, ale struktury, które w nie wplotłem powinny ustrzec Was przynajmniej przed podstawowymi czarami działającymi na umysł. Przeciw bardziej skomplikowanym zaklęciom raczej bardzo nie pomogą, chociaż mogą dać kilka, kilkanaście sekund potrzebne na wezwanie pomocy lub ucieczkę.

Rozważył ściągnięcie tutaj Sfery Agamotto, ale to byłoby bardzo dużym ryzykiem. Było mu dobrze tam, gdzie było. Chociaż powinien z niego skorzystać.

- Mam pewną propozycję. Decyzja należy jednak do Was. Proponuję przenieść się do mnie - tam będziemy lepiej chronieni przed atakami magicznymi, a przy okazji będę tam miał dostęp do, że tak się wyrażę, własnego zaplecza. Oczywiście powinniśmy zostawić tu wiadomość dla pozostałych, jak się z nami skontaktować. Numer telefonu, email?

Oczywiście nie wyjawił, że z "domu" będzie miał również lepszy wgląd w to, co dzieje się we wszechświecie. Nie było takiej potrzeby.

Tony Stark - Wto 04 Gru, 2018 18:04

- Możliwe, że tym starcem był Mistrz - zauważył Stark, wstając po dolewkę szkockiej, po czym powrócił na swoje miejsce. - Wpadliśmy w największe gówno w jakie zdarzyło nam się wdepnąć.
Spojrzał na Strange'a i Wandę, a potem na swoją pełną szklankę. Wpatrywał się w nią dłuższą chwilę by ją odstawić nawet nie umoczywszy ust w jej zawartości, chociaż miał ochotę zalać się w tej sytuacji w trupa i to dwa razy od razu. Wstał i przeciągnął się. Zamierzał przeprowadzić diagnostykę JARVISA oraz zabezpieczeń całej wieży i dowiedzieć się, gdzie jest ta cholerna Carter, która miała pilnować budynku i tego co się w nim dzieje. W końcu za to jej płacił.
Jednak w tym momencie Lady Sif postanowiła mieć swoje wielkie wejście i jeszcze mieć czelność wyciągać Bruce'a na jakąś misję i to bez niego, jego science-bro i Iron Mana! Ale to co powiedziała niestety miało sporo sensu i chociaż nie podobało mu się to ani trochę, to nie mógł zatrzymywać go siłą tylko dlatego, że nie chciał by stała mu się krzywda.
- Tylko ma wrócić jako on i w jednym kawałku - powiedział do Asgardianki. - Hulk robi za dużo bajzlu, bez obrazy dla niego, ale wolę pedantyzm Bruce'a.
Nie bardzo wierzył w te czary mary gościa w pelerynie, ale wyglądało na to, że po tym co mu się przytrafiło, to nie miał zbyt wielkiego wyboru.
- Zostawcie mi jeden z tych wisiorków. Muszę sprawdzić co się dzieje z JARVISEM. Ale może pan zawsze tu wpaść przez jeden z tych portali czy jak pan zwie te kółka.

Scarlet Witch - Nie 09 Gru, 2018 19:53

- Masz racje. Wybacz. Jak zwykle w gorącej wodzie kąpana - Odsunęła się uciekając wzrokiem, gdzieś w zakamarki pomieszczenia. Tak bardzo nie chciała się wygłupić, a zarazem serce rwało się do działania. Bała się, że każda chwila... każda sekunda jest na wagę złota. Bała się, że ...że jeżeli cokolwiek się stanie to wina jaka spocznie na jej barkach za brak reakcji stanie się o wiele za ciężka, że ... tego nie da rady udźwignąć. Zwykle miała oparcie brata, ale teraz musiała sobie radzić sama.
- Po prostu... nie umiem tego wyjaśnić, ale czuję, że tak powinniśmy zrobić - Podniosła wzrok niepewna, czy Strange czasem nie weźmie jej za wariatkę, ale skoro obydwoje w jakimś sensie siedzieli w tym samym to może powinna mu bardziej zaufać i mówić to co dokładnie podpowiada głos w jej głowie?
- Ale tak jak mówiłam, masz rację... - Uśmiechnęła się troszeczkę niemrawo. Stwierdziła, że nie będzie robić scen, zresztą wydawało się, że Strange jest tutaj rozumem całej misji. Zresztą skłamałaby mówiąc, że nie potrzebuję odpoczynku, a jeszcze bardziej ochrony przed Mistrzem. Kiwnęła głową by jeszcze mocniej zaakcentować swoją gotowość do działania i kontynuowała pracę przy amuletach.
Wysłuchiwała jego nauk z zaciekawieniem, ale z tego co mógł wywnioskować nie czuła się na tyle władna... i nie miała pojęcia czy jest w stanie i w jaki sposób coś takiego wytworzyć. Na szczęście doktor wyczuł jej niepewność. Potrafił zachęcić i zmotywować, więc już po chwili trzymała piękną broszkę. Włożyła w nią dużo serca, a i miała nadzieje, że magia jaką w niej zamknęła zadziała. Wpatrywała się z dumą i zachwytem co zresztą przez chwilę miał okazję podziwiać doktor Strange, ale czas ich gonił.
Na propozycje mężczyzny właściwie od razu przystała.
- I może mogłabym w czymś jeszcze pomóc - Zaoferowała się od razu odsuwając na bok swoje zmęczenie.

Lady Sif - Wto 11 Gru, 2018 20:34

Lady Sif była niezwykle zakłopotana i nie naciskała na Bruce'a. Potrzebowała pomocy, lecz nie zamierzała go przypierać do muru. Bez względu na jego odpowiedź i tak zamierzała wykonać postawione przed nią zadanie.
- Doktorze Banner... Bruce... Nie oczekuję, że się zgodzisz. Przybyłam tu będąc świadomą, że masz pełne prawo mi odmówić. I przyjmę odmowę bez słowa czy gestu skargi jeśli tak zadecydujesz. Wojna dotknęła oba nasze światy, lecz nie mam prawa wymagać byś brał udział w nie swojej walce. Mogę jednak zapewnić, że moje siostry nie kłamały.
Podeszła do miejsca, w którym leżały broszki i wybrała jedną, wsuwając ją w bezpieczne miejsce pod zbroją.
- Dziękuję - skłoniła głowę w stronę Strange'a. - Nawet kilka chwil jest na wagę złota i może zaważyć na losach bitwy. Czy byłoby możliwe skorzystanie z jednego z twych portali, by dostać się do miejsca, które widziałam?

Bruce Banner - Pon 17 Gru, 2018 20:24

Nie podobało mu się to. W żadnym wypadku. Wiedział jednak, że Sif nie powinna wybierać się na tę misję samotnie, a wszyscy pozostali członkowie drużyny poza nim i Starkiem byli już zajęci innymi problemami. Stark potrzebny będzie tutaj. JARVIS wciąż wymagał przeprowadzenia diagnostyki, podobnie jak zabezpieczenia budynku. Poza tym wciąż będzie potrzebny ktoś kto mógłby współpracować ze Strangem oraz Wandą. I Tony jako osoba o największym znaczeniu dla drużyny, obok Steve’a, powinien tę rolę wypełnić. Zostali tylko Bruce i jego zielone alter-ego. Jeśli to o czym mówiła Asgardzka wojowniczka było prawdą, a wyglądała na święcie o tym przekonaną, nie pozostawiono mu innego wyjścia. Nawet jeśli kobieta sama powiedziała, iż jego odmowę przyjmie bez słowa sprzeciwu.
- Dobrze. – odparł wreszcie po dłuższym milczeniu, kręcąc przy tym głową jakby samem nie dowierzał podjętej decyzji. Widać po nim było, iż nie jest do tego pomysłu przekonany i gdyby było inne wyjście nigdy by się na to nie zgodził.
Właściwie w tej samej chwili, w której Bruce odpowiedział wojowniczce, laptop, którym przeanalizował wcześniej stan zbroi Iron Mana, wydał krótki, lecz dobrze słyszalny dźwięk. Sygnał powiadomienia. Naukowiec nie miał przy sobie swojego telefonu. Na szczęście jego telefon podpięty był pod systemy Stark Industries i komunikaty o otrzymanych wiadomościach oraz nieodebranych połączeniach wysyłane były również na jego „służbowe” konto. Umożliwiało mu to np. odczytanie smsów. Funkcjonalność tę ograniczył wyłącznie do wiadomości od osób mu najbliższych i towarzyszy z drużyny. Dlatego też bez chwili namysłu postanowił sprawdzić czym spowodowane było rzeczone powiadomienie. To tylko kilkanaście sekund, a może chodzić o coś istotnego.

Otworzył program po czym od razu wyświetlił mu się nadawca i nawet nie musiał udawać zaskoczenia. Mruknął coś na tyle cicho, by pozostali mieli problem ze zrozumieniem tych słów. Wiadomość została wysłana z telefonu Starka, ale nie możliwym było przecież, by to rzeczywiście on ją napisał. Zerknął na Tony’ego i zaraz znów przeniósł wzrok na ekran. Sama treść jednak wiele wyjaśniała.
- To do ciebie, Tony. Wysłana z twojego numeru. Szop każe ci wracać do szkoły. – wyjaśnił, a jeśli przyjaciel chciał sam zerknąć, udostępnił mu laptop. Bruce domyślał się o jaką szkołę chodziło, lecz dla formalności spytał: - X-Men?
Bez względu na to, czy mężczyzna mu odpowiedział czy nie, Banner po chwili zwrócił się do Sif.
- To jak dostaniemy się na miejsce? Z pomocą Heimdalla? – spodziewał się potwierdzenia, ale dla porządku wolał spytać. – Jeszcze jedno. Nim ruszymy, muszę zabrać parę rzeczy. – chodziło głównie o ciepłą odzież. Obecna pora roku sprawi, że w miejscu docelowym panować będą niezwykle trudne dla człowieka warunku, a Bruce mimo wszystko nie chciał ryzykować natychmiastowej przemiany z Hulka. Nawet za jego zgodą, stwór był trudny do opanowania i mógłby wymknąć się spod kontroli nim zdołaliby odnaleźć walkyrie. Zamierzał pozostać sobą tak długo jak będzie to możliwe.

Tony Stark - Pią 21 Gru, 2018 21:50

- Weźcie okulary, bo oślepniecie od odbitego światła słonecznego - pouczył Bannera i Lady Sif.
Przez chwilę po tym jak Bruce odczytał mu wiadomość Stark miał mindfuck o co właściwie chodzi, co to za szop i jaka szkoła?! Potem wszystko zazębiło się prawidłowo i informacje wchłonęły się jak trzeba.
- Zostawiłem telefon Rocketowi. JARVIS? - wezwał AI z nadzieją, że jego dzieło albo się naprawiło samo albo chociaż jego będzie słuchać, skoro na innych ma wywalone po całości. - Tak, siedzą u Xaviera i jego dzieciarni. I Bruce? Nie zapomnij zabrać ciepłych gaci dla siebie i Hulka. Dla niego zostawiłem prototypy w komodzie po prawej.

Bruce Banner - Sob 22 Gru, 2018 12:57

- Yhym. Nie zamierzamy tam zamarznąć. – przytaknął. Użył liczby mnogiej, choć tak naprawdę miał na myśli wyłącznie siebie. O Hulka akurat nie należało się martwić. Jego wytrzymałość oraz czynnik regeneracyjny sprawiają, iż może on sobie poradzić w o wiele trudniejszych warunkach i to specjalnie tego nawet nie odczuwając. Ze względu na ogólny charakter „współpracy” z zielonym gigantem Bruce’owi również nie powinno przydarzyć się nic złego. Prawdę mówiąc, nie był nawet pewien, czy dopóki istnieje Hulk, to kiedykolwiek może stać mu się coś poważnego. Ale jeśli naukowiec chciał odwlec moment przemiany tak długo jak tylko się dało, musiał zadbać o odpowiednie ubranie oraz inne środki bezpieczeństwa, bo nawet o tej porze roku średnia temperatura tam należy do bardzo niskich.
Bruce opuścił to pomieszczenie i korzystając z windy udał się w kilka miejsc, w których znajdowały się potrzebne mu przedmioty. Począwszy od ciepłej bielizny i odzieży po okulary, plecak, podstawowe środki pierwszej pomocy, niewielkie zapasy pożywienia, dwa standardowe komunikatory używane przez Avengers… Nie wszystko może okazać się przydatne, ale lepiej być przygotowanym na każdą ewentualność. Ostatecznie nie wiedzą przecież na co i na kogo mogą się tam jeszcze natknąć. Znalezienie odpowiedniego ubioru mogło mu chwilę zająć, a to dlatego, iż wcześniej nie planował podróży na jeden biegunów. Na szczęście budynek, który od dłuższego czasu służył mu za dom oraz miejsce pracy był doskonale wyposażony.
Po trwającej nawet do kilkudziesięciu minut nieobecności, Bruce znów pojawił się w tym samym pomieszczeniu, gotów ruszyć w drogę. Minę miał nietęgą, ale miał świadomość, że musi to zrobić.
- Chyba mam wszystko. Możemy się przenosić. – zwrócił się do Sif, po czym przeniósł jeszcze wzrok na Starka i dodał: - Spróbuj nie pokłócić się ze Strangem. On i panna Maximoff wiedzą chyba najwięcej o tym o co tu chodzi. – nie zważał na to, że oboje wciąż mogą przebywać tuż obok. Znając charakter Tony’ego wolał go najzwyczajniej uprzedzić, że dwójka posługująca się magią może być ich największym atutem podczas zbliżającego się starcia i dobrze byłoby pozostać z nimi w dobrych relacjach.

Tony Stark - Nie 23 Gru, 2018 20:42

- Tak jest mamusiu - mruknął do Bruce'a. - Przecież wiesz, że zawsze jestem uprzejmy dla naszych gości. A już zwłaszcza tych, którzy pomagają nam kopać tyłki tym złym.
Uśmiechnął się do nich na pożegnanie i podszedł do stołu z komputerami, by sprawdzić co dolega jego ukochanemu AI.
- JARVIS, przyjacielu, co tobie dolega? - rzucił w stronę monitorów, wstukując kolejne komendy.

Lady Sif - Sro 26 Gru, 2018 17:11

- Dziękuję. - Sif skłoniła głowę z wdzięcznością, przyciskając zwiniętą w pięść prawą dłoń do piersi w geście szacunku. - Heimdall udzieli nam pomocy - dodała i skinęła na pożegnanie reszcie obecnych osób. - Niech Wszechojciec nad wami czuwa - powiedziała jeszcze i poprowadziła Bruce'a na zewnątrz, na lądowisko. Nie zamierzała niszczyć wieży Człowieka z Żelaza bardziej niż on sam to zrobił.
- Tęczowy most może się wydawać dziwny, nawet straszny przy pierwszej podróży nim. Cokolwiek by się działo, trzymaj się mnie - zwróciła się do Bruce'a, obejmując go ramieniem. - Heimdallu! Jesteśmy gotowi! - zawołała patrząc w niebo.
Chwilę później słup kolorowej energii uderzył w miejsce, w którym stali, zabierając ich w miejsce docelowe, a na lądowisku Starka pozostawiając wypalony charakterystyczny wzór.

// Antarktyda - lodowe pustkowia - [oboje]

Dr. Strange - Czw 03 Sty, 2019 16:20

Zostali w pomieszczeniu we trójkę. W końcu trochę spokoju, a tu trzeba się zbierać. Może i dobrze. Wong też będzie w stanie pomóc.

- Panie Stark, czy woli Pan tutaj zostać, czy zabrać się z nami?

Mimochodem wziął do ręki broszkę przygotowaną przez Wandę. Oglądał ją bardzo dokładnie. Stanowczo, jej magia działała zupełnie inaczej, niż jego. Zasady były jednak bardzo podobne. Dla wprawnego oka było widać, że to pierwszy przedmiot, w który zakuła magię. Z jednej strony, widać było spore niedociągnięcia i brak pewności w splotach czarów, a jednocześnie był to przedmiot dość potężny, widać było, że włożyła w niego dużo serca i wplotła weń dużo więcej mocy, niż sam przedmiot tego wymagał. Podsumowując, brosza, mimo, że działająca na innej zasadzie, niż jego, powinna dać bardzo zbliżony efekt do oczekiwanego.

- Solidna robota - to jedyne, co powiedział, podsumowując wysiłki Wandy. Uśmiechnął się przy tym delikatnie. Nie znała go na tyle, by wiedzieć, że te słowa wyrażały faktyczne uznanie. Cieniem sugestii było natomiast następne wypowiedziane zdanie

- Proszę wykorzystać tą broszę. Powinna Panu pomóc - i wyciągnął dłoń z leżącą na niej broszą w kierunku Starka. Stark, pomimo niewątpliwie genialnego umysłu, sam również działał bardzo chaotycznie. Jeśli miał rację, brosza powinna być w stanie pomóc mu nawet odrobinę bardziej, niż komuś innemu.

Zwrócił się również do Wandy - Gotowa do drogi? Proponuję spacer i podróż metrem. Świeże powietrze pozwoli się nieco uspokoić.

Tony Stark - Pią 04 Sty, 2019 11:13

- Pan też by nie opuścił swojego domu, gdy jest atakowany, doktorze - powiedział patrząc na oboje, dając im tym samym do zrozumienia, że nigdzie się nie wybiera.
Poza tym miał tu Iron Legion i JARVISA do dyspozycji. A brosza, którą wziął z ręki Strange'a z pewnością pomoże z tym, z czym sam mógłby sobie nie poradzić, a co jego nagłe przybycie tutaj dowiodło aż nazbyt dobitnie patrząc po rozbitej ścianie. Chciał jeszcze dodać coś o tym, że chodzenie po ulicach i podróż metrem mogą nie być zbyt trafionym wyborem ze względu na okoliczności w jakich się znaleźli, ale ugryzł się w język. Who am I to judge?
- Dajcie znać jak dotrzecie na miejsce - powiedział, sięgając do jednej z szuflad przy stanowisku komputerowym i wyciągając jeden ze stworzonych przez siebie telefonów. Strange co prawda miał swoje własne voodoo czy inne czary z tego co widział, ale jego towarzyszka z pewnością wolała bardziej tradycyjne formy komunikacji, a już musiała ich używać skoro według słów Bruce'a podobno miała przyjść tu na rekrutację.
- Ma zaprogramowane numery do mnie i reszty ekipy - powiedział, wręczając jej urządzenie, które przypominało bardziej gruby kawałek plexi niż telefon za wyjątkiem małego przycisku przy jednym końcu.

Scarlet Witch - Sob 05 Sty, 2019 11:34

Stojąc w tak okrojonym, acz cały czas wyjątkowo doborowym towarzystwie Wanda już czuła się częścią... czegoś. Czegoś ważnego. Sama zresztą była już pewniejsza, bo w końcu przyczyniała się do czegoś istotnego... Pomagała. I może jej moc czy ta, próbująca się wydostać z okowów kamieni szlachetnych w których została zaklęta, czy ta która w niej drzemała nie stanowiła czegoś zupełnie pewnego, wszak tajniki magii nie zostały zgłębione, ale w głębi duszy czuła, że to najlepszy z możliwych kierunków oraz to, że nic się nie dzieje bez powodu. Czuła, że splot tych wydarzeń... a przede wszystkich spotkań miał jakieś większe znaczenie i cholera, miała rację.
Nie było również zaskoczenie, że Strange sięgnął po broszkę, którą zrobiła jako pierwszą, a podziwiając jej dziecko poczuła się trochę jak w szkole... gdy nauczyciel z powściągliwą miną ocenia czyjąś pracę, a uczeń czeka na werdykt. Biorąc pod uwagę niebywałą wrażliwość Wandy oraz bardzo poważne podejście do pomocy jaką podarował jej Strange młoda kobieta była niesamowicie wyczulona na jego opinię, dlatego z jeszcze większą ulgą przyjęła słowa jakie padły z ust Stephena. Odruchowo na jej twarzy pojawił się najszczerszy uśmiech, bo nawet nie była w stanie zapanować nad swoim zadowoleniem.
Ze zrozumieniem przyjęła decyzje Starka, który postanowił tu zostać. Żałowała, ponieważ znowu ucieka im okazja do spokojnej rozmowy, ale z drugiej strony rozumiała jego decyzje. Co prawda sama nabrała wahania czy w takim razie powinni go zostawiać samego, ale skoro miał ochronę i ...cały sztab tych technologicznych wynalazków to może nie powinna się martwić? ...Apropos wynalazków. Z małym zaskoczeniem odebrała to, że w trakcie rozmowy podszedł do szuflady i wyciągnął coś co na pierwszy rzut oka przypominało... kawałek grubszego plastiku. Ot, zwykła przeźroczysta płytka okazała się być czymś co spełniało o wiele więcej funkcji. Wyciągnęła dłoń i z zaskoczeniem przejęła intrygujący przedmiot, a potem... znowu się zawahała.
- To znaczy... że... - Sama nie wiedziała jak ma to odebrać... - Tak ...na próbę? - Oczywiście chodziło o członkostwo w Avengers... w końcu nikt oficjalnie nic nie potwierdzał...

Tony Stark - Sro 09 Sty, 2019 20:35

Uśmiechnął się widząc jej wahanie i w ruchach i w mowie. Nie wierzył, że ją onieśmielał, nie wyglądała na taką, ale jej niepewność była po prostu urocza. Mentalnie przeklął za użycie tam babskiego słowa, ale nie potrafił tego inaczej określić w tym momencie.
- Udowodniłaś tym - wskazał na broszę - że wiesz co robisz i jesteś w tym wszystkim razem z nami, więc jeśli zechcesz dołączyć, to nie widzę przeszkód...
No tak, nikogo tu z nimi nie było z drużyny Avengers, więc nie było nikogo, kto mógłby napyskować mu z ostrzeżeniami, wątpliwościami i całym tym kretyńskim wywodem. Oczywiście nie zamierzał niczego samowolnie przyklepywać. W końcu byli drużyną, na której zaufaniu mu jednak zależało.
- Nieoficjalnie na razie - dodał. - Jak ten burdel się skończy to pogadamy o konkretach. Z panem też, doktorze Strange.
Stark musiałby mieć lobotomię, by nie rozważać wciągnięcia czarodzieja w ich struktury, niekoniecznie już oficjalnie, ale jako konsultanta. Zależy co "dziwny" doktorem zechce zrobić, a wydawał się raczej niezależny mocno. Ale należał do "awesome facial hair club", więc i tak miał mało co do gadania zdaniem Tony'ego.

Scarlet Witch - Sob 19 Sty, 2019 17:24

Spojrzała mu w oczy z wdzięcznością. Nie musiał tego robić. Właściwie każdy gest, każdy czyn jaki przed nim dziś zaprezentowała mógł przechylać szale na jej korzyść, ale nigdy nie oczekiwała, że ktoś taki jak Tony Stark obdarzy ją choć najmniejszą dozą zaufania. ...A jednak jakoś go przekonała. Nie wiedziała w jaki sposób, ale jednego była pewna. Nie zamierzała tego zaprzepaścić. A przynajmniej taką miała nadzieje. Czasami czuła, że nie wszystko jest od niej zależne. Dziwne, acz prawdziwe wrażenie burzyło pewność siebie jaką z trudem budowała, dlatego jedyne co mogła odpowiedzieć to:
- Dziękuję - Bez żadnych obietnic, bez zarzekania się podziękowała za szansę jaką jej dał, a potem pożegnała go z delikatnym uśmiechem.

// zt x 2 ze Strangem. Sanctum Sanctorum [Pisz już w kolejnym temacie.]

Tony Stark - Nie 20 Sty, 2019 19:54

Uśmiechnął się do Wandy, Strange'a pożegnał skinieniem głowy, a kiedy wyszli spojrzał na rozwalony kawałek ściany i westchnął, zerkając kątem oka na pustą szklankę po szkockiej. Wyciągnął telefon z szuflady i zadzwonił po ekipę, by wpadli i załatali dziurę i zebrali szkło. Potem poszedł zrobić sobie termos kawy, czując, że bardziej przyda mu się kofeina niż procenty, jeśli miał znaleźć przyczynę złego działania JARVISA. Jak dorwę tego kretyna, który mu namieszał w kodzie, to wyrwanie mu z dupy nóg będzie jego najmniejszym problemem.
Black Widow - Wto 07 Maj, 2019 20:55

// Chiny Chiny Chiny

Natasha pojawiła sie w Warsztacie Starka i zdjęła hełm. Potrząsnęła głową, by uwolnić włosy ze zbroi, i już po chwili stała w swoim klasycznym, czarnym uniformie, a Iron Widow została bezpiecznie ułożona w gablocie.
Cały czas mamrotała coś pod nosem, wspominając ostatnią wyprawę, ale szeptała tak cicho, że nawet JARVIS nie byłby w stanie wychwycić tego co mówi.
Gdy była gotowa, postanowiła udać się na górę, w poszukiwaniu przyjaciół.
-JARVIS, czy Tony jest u siebie? - pytanie rzuciła pewnym siebie głosem, jednak nie czekała na odpowiedź, bo juz wciskała przyciski windy.
Tasha uśmiechnęła się do siebie, chociaz brak odpowiedzi mógł być niepokojący. No nic, zaraz się wszystkiego dowie.
A tymczasem... Potrzebowała drinka, a Tony na pewno ma dobrze zaopatrzony barek.
Usłyszała dźwięk zatrzymującej się windy, i z szerokim uśmiechem na twarzy wkroczyła na salony Starka.
-Guess who's back!

Tony Stark - Pon 13 Maj, 2019 16:02

Romanoff z pewnością mogła zauważyć, że część szklanych paneli przykrywały teraz płyty wiórowe zabezpieczone czerwonymi taśmami z żółtym napisem "DO NOT TOUCH!" powtarzającymi się na całej długości.
Po podłodze walały się opakowania po lodach oraz daniach na wynos. Spod sofy wystawały narożniki dwóch kartonów od pizzy, a na stoliku do kawy stał talerz z zaschniętym na kamień, nadgryzionym kawałkiem pizzy. Wszędzie też stały kubki po kawie, puszki po napojach energetycznych turlały się po podłodze, a Stark z rozczochranymi włosami, nieogolony i z podkrążonymi oczami siedział na wysokim krześle przed wielkim monitorem i wpatrywał się w dziesiątki linijek kodu. Pod ścianą walały się narzędzia, a z samej ściany wystawały dziesiątki kabli.
Tony był tak zaabsorbowany tym co robił, że słowa Natashy dotarły do niego z opóźnieniem, niczym grom po tym jak niebo przeszywa błyskawica.
- Co? - odezwał się, okręcając się na krześle i patrząc półprzytomnie na Romanoff. - Wychodziłaś? - dodał skonfundowany.

Black Widow - Sro 05 Cze, 2019 22:03

Natasha uśmiechnęła się pod nosem. Tony, tak jak wielcy artyści mieli w zwyczaju, żył we własnym świecie.
-Tak. Pobiegać po sąsiednich ulicach.
Dopiero teraz rozejrzała się dookoła, lustrują bacznie wszystkie szczegóły pomieszczenia.
-A co tutaj się stało? Atomówka? - spytała, marszcząc brwi. Jednocześnie podeszła do sterty opakowań, i trąciła jedno z nich czubkiem buta. - Zdecydowanie za mało płacisz paniom od sprzątania.
Po chwili dodała, ale już zdecydowanie ciszej:
-Albo pozwól mi tu wejść z miotaczem ognia.

Podeszła do kanapy, zrzuciła z niej śmieci i usiadła wygodnie. Stopą zsunęła przedmioty ze stolika, i oparła o niego nogi.
-Powiesz mi nad czym tak zawzięcie pracujesz, czy mam to z Ciebie wycisnąć torturami? No i gdzie są wszyscy?

Jakby dopiero teraz dotarło do niej to, ze wieża sprawiała wrażenie opuszczonej.

Tony Stark - Czw 06 Cze, 2019 20:54

- Szyby to ja - powiedział, szukając w stosie narzędzi miernika napięcia. - Cała reszta już tu była. Poza aktualnym burdelem z kab-
Syknął wściekle kiedy poraził go prąd.
- Generalnie to mamy kolejną inwazję. Tym razem ze strony pieprzonej krzyżówki telepaty z najgorszym sukinsynem jakiego ta galaktyka widziała. Point Break zmył się gdzieś. Carter szlaja się nie wiadomo gdzie, zostawiłem jej chyba ze dwadzieścia wiadomości. Brucey jest na Antarktydzie i wcale nie po to by macać pingwinie kupry. Odwiedził nas czarodziej. Ktoś nagrzebał w JARVISIE, a cała reszta się rozpierzchła nie wiadomo gdzie. I podobno Loki się gdzieś tu szwęda. Generalnie wdepnęliśmy w gigantyczne guano.
Wstał i podszedł do Natashy, pochylając się w jej stronę tak bardzo, że ich twarz dzieliły marne centymetry. Jedną ręką opierał się o poduszki sofy, a drugą sięgnął jakby chciał ją objąć. Jego palce nawet musnęły talię kobiety... tylko po to by zza jej pleców wyjąć kolejny miernik owinięty ciasno dwoma czarnymi przewodami.
- Ostatnia okazja by się napić, panno Romanoff - powiedział i puścił do niej oko nim się wyprostował i wrócił do swojego stanowiska.

Black Widow - Sob 22 Cze, 2019 21:53

Nat skrzywiła się lekko, gdy Starka poraził prąd. Ouch...
-Ale że jak? Jaka inwazja? Jaki najazd? Co tu się wyprawia?
Spojrzała na niego, a jej wzrok mówił co tak naprawdę myślała. Milioner zwariował, a Bruce, Thor i reszta zostawili cały burdel na jej głowie. Jak zawsze.
-Stark, jeśli zaraz nie zaczniesz mówić do rzeczy, to Ty bedziesz macał.. Pingwinie kupry.
Ledwo zwróciła uwagę na to, że był tak blisko - wytrącił ją z równowagi już wcześniej.
-Czy mógłbyś z łaski swojej wziąć się w garść, zrobić mi drinka i skończyć te swoje robótki ręczne? Z tego co mówisz, mamy trochę pracy, żeby ogarnąć ten cały bałagan. - mówiła coraz szybciej, jednak nawet teraz nie było słychać w jej głosie zdenerwowania. Lata treningów plus praktyka wśród tych jej głupków robiły swoje.
- To jeszcze raz. Co Bruce robi na Antarktydzie? Jakie wiadomości zostawileś Carter? I co to za czarodziej i jak to się stało, że ktoś zepsuł Twoją ulubioną zabawkę?
Ostatnie powiedziała pół żartem - po pierwsze, gdyby JARVIS był dostępny, nigdy by tak o nim nie powiedziała. Po drugie, nie chciała tego przyznać przed sobą, ale jednak czuła się bezpieczniej, gdy trzymał nad wszystkim kontrolę.

Tony Stark - Nie 23 Cze, 2019 21:44

- Nie wiem - odpowiedział, pocierając zmęczone oczy. - Jakiś Mistrz. Niekoniecznie byłem akurat najbardziej przytomny, kiedy Brucey mi o tym opowiadał. I nie, nie byłem pijany. Według zebranych coś mnie zaatakowało jak byłem w szkole Xaviera, którego ten Mistrz porwał. Carter się z nim zetknęła też. Podobno jakieś walkirie torturował i Banner pojechał je z tą kobietą z Asgardu je powstrzymać. A nasz Harry Potter nazywa się Strange, Dr Strange.

Podłączył miernik do kilku kabli i włączył diagnostykę. Miał nadzieję, że ta będzie ostatnią. Wygrzebał spod sofy zauważoną tam butelkę whiskey. Ocenił, że jest tam nieco więcej niż 1/3 zawartości, rozejrzał się za dwoma czystymi szklankami i nalał Natashy i sobie po porcji. Podał jej trunek, a sam klapnął na fotel, po chwili wyciągając spod tyłka zgniecione pudełko po pizzy.

- Podobno też to coś namieszało w oprogramowaniu JARVISA. Jak to się skończy to będę spał cały tydzień.

Black Widow - Sob 27 Lip, 2019 22:32

Już, już otwierała usta by zapytać o inne środki , mocniejsze od alkoholu, ale zdała sobie sprawę, że sytuacja jest dużo poważniejsza niż chce to przedstawić Tony. Przewróciła oczami nad jego niefrasobliwością.
-Walkirie. Banner. Strange.. Przyjęłam. - mówiąc to wyjęła swój telefon i wpisała w wyszukiwarkę dziwne nazwisko. -Hm... Stephen Vincent Strange. Piszą, że to świetny neurochirug. Ani słowa o magicznych sztuczkach.
Podniosła wzrok znad ekranu i spojrzała na niego, marszcząc brwi. - A Ty jak sie czujesz? Sponiewierało Cię konkretnie?
Po zadaniu tego pytania nie spuszczała z niego wzroku.
Martwiła się, to oczywiste. W końcu byli rodziną. Sama przed sobą nie chciałaby tego przyznać, jedyną jaką miała.
Wzięła od niego szklankę i wypiła wszystko duszkiem. Nie pytając o zgodę sięgnęła po butelkę i dolała kolejną porcję.
-Niestety Skarbie, zanim to nastąpi czeka nas sporo pracy. - wypiła whiskey po czym odstawiła szklankę na podłodze, wstała i klasnęła w dłonie. - Od czego zaczynamy?

Tony Stark - Nie 28 Lip, 2019 16:04

- Pierwszy raz widziałem neurochirurga paradującego w pelerynce z wysokim kołnierzem - mruknął na tyle głośno, że Natasha z pewnością go słyszała i pociągnął łyk szkockiej.
Zrzucił stopą część śmieci ze stolika do kawy i zaraz na wolnym miejscu położył swoje nogi, rozsiadając się wygodnie w fotelu.
- Ja od doczekania na koniec testu i idę spać. Zmiłuj się, Romanoff. W przeciwieństwie do mnie żaden kosmita nie grzebał ci w głowie i nie robiłaś kilku nocek pod rząd. Zresztą co chcesz robić? Doktorek poszedł do domu, Bruce się szlaja z pingwinami, a reszta zmyła się nie wiem gdzie. A tak swoją drogą, to gdzie ty byłaś?

Black Widow - Sro 21 Sie, 2019 22:24

Parsknęła cicho .
-To chyba niewiele widziałeś. - pokazała mu język. - A Thor z laską? Długo się trzymał tej kreacji. I całkiem nieźle mu to wychodziło. Chociaż aktor z niego kiepski...

-Stark, nie zachowuj się jak emeryt. - tak, specjalnie uderzała w jego wybujałe ego playboya. - Zabrali Ci ulubioną zabawkę, a Ty co? Spokojnie wypijesz kilka drinków i pójdziesz spać, śniąc o jednorożcach? Przestań...

Mówiąc to wstała i zaczęła zgarniać śmieci w jedno miejsce. Wyniesie się tje później.
Jednak jej entuzjazm gasł, gdy przeklinając pod noskiem sprzątała, a wcale nie było widać rezultatów.

-Zdecydowanie, zatrudnij więcej pań do sprzatania. - skapitulowała jednak i dopiła resztę drinka. -Już Ci mówiłam, że biegałam po okolicy. Lecę pod prysznic. A Ty staruszku kończ sobie testy, i tak jak na emeryta przystało, idź spać przed zachodem słońca.

Tony Stark - Nie 25 Sie, 2019 20:57

- Lepiej z laską niż by z młotem miał latać po mieście będąc w cywilu - mruknął pod nosem dopijając szkocką i odstawiając szklankę na podłogę obok fotela. - Pogadamy za dziesięć lat. I daj mi spokój. Nie spałem od kilku dni, a ty mi tu emerytem wyjeżdżasz. Nawet twój seksowny tyłek by nie wytrzymał aż tyle i też byś marzyła o łóżku.
Coś go jednak ruszyło przy słowie prysznic i podrapał się po zarośniętym policzku.
- Nie chcesz zaoszczędzić trochę wody, Natty? - zapytał z leniwym uśmieszkiem na ustach. - Mógłbym rozmasować te wszystkie spięte mięśnie. JARVIS może ci przedstawić długą listę referencji dla moich magicznych dłoni.

Black Widow - Wto 05 Lis, 2019 23:57

Pokręciła głową i zacmokała z dezaprobatą.
-Nie bądź tchorzem, i przyznaj się.... Wielki Tony Stark się starzeje. Straciłeś swój cały urok, a jedynym Twoim plusem jest stan Twojego konta.
Ona również dopiła drinka. Zaplotła dłonie na karku i rozmasowała spięte mięśnie. Uśmiechnęła się lekko.
-Ja naprawdę nie chcę wiedzieć jak się bawicie, gdy zostajecie sami. I jeszcze chwila i już nigdy nie spojrzę na JARVISA tak jak dawniej.

Wstała z kanapy, odtrącając stopą jakieś śmieci.
-W sumie ten cały bajzel ma sens - można machnąć sobie tor przeszkod, jeszcze przed śniadaniem. - mruknęła pod nosem, ale na tyle głośno , żeby usłyszał. -Oki doki, Tony. Skoro Ty nie panikujesz, to ja tez nie będę. Idę spać. I nie, nie zaoszczedzimy materaca, pościeli czy czegokolwiek. Idę spać sama. - skierowała się do windy. - Nie musisz ustawiać budzika. Pobudka za dokładnie 6 godzin.

Tony Stark - Sro 06 Lis, 2019 22:46

- Gdzie twoja chęć na podkręcenie poziomu adrenaliny? - zawołał za nią, ale nie był pewien, czy go usłyszała, bo już weszła do windy.
Rozejrzał się wokół siebie i faktycznie uznał, że cały salon wygląda jakby wybuchła tu bomba zrobiona z zawartości wysypiska śmieci.
Sprawdził ostatnie skany, nałożył nowe zabezpieczenia i kazał JARVISowi zawołać ekipę sprzątającą. Mieli zabrać tylko śmieci, a wszelkie części, narzędzia i cokolwiek co nie rozpoznawali zostawić w jednym miejscu. Po czym sam się udał do łazienki, bo skoro Romanoff twierdzi, że czuć go z daleka, to oznaczało, że nie ma wymówek aby przespać kolejną noc na sofie. Zresztą jego kręgosłup tęsknił z miękkością materaca w sypialni.
Po prysznicu padł na łóżko, zawinął się w koc i nakazał JARVISowi by nie wpuścił Natashy o ile ta nie przyjdzie z dużą kawą dla niego. To była ostatnia jego myśl przed tym jak zapadł w głęboki sen.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group