X-Men RPG
Forumowa gra RPG oparta o uniwersum Marvela.

Stany Zjednoczone - New York State - Środek Lasu

Alex - Sro 18 Lut, 2015 16:14
Temat postu: New York State - Środek Lasu
Duży, gęsty las tylko kilkanaście mil od drogi nr 87. Można tu spotkać wiele z rzadkich kwiatów, dlatego część lasu należy do 'Stanowego Parku Harriman'. Jest to także idealne miejsce dla wielbicieli oglądania ptaków, których całe gromady przelatują non stop nad głowami.
Alex - Sro 18 Lut, 2015 16:24

Było popołudnie, Alex zatrzymał się by wypocząć i najeść się niedawno upolowaną zdobyczą... Zebranie drewna na ognisko nie zabrało dużo czasu. Rozsiadł się przy dopiero co rozpalającym się ogniu i rozpoczął prace przy upolowanej sarence. Trzeba było w końcu zdjąć futerko, które można później sprzedać.
Ah i znowu się trochę zmarnuje, nie zjem przecie całej sarny... Szkoda, że nie mam dzisiaj żadnych przypraw... Znów będzie samo pieczone mięsko...

Ognisko zaczynało już miło ogrzewać powietrze wokół mężczyzny, zachęcając go tylko do dalszej pracy...

Mary Jane Watson - Sro 18 Lut, 2015 17:00

//liceum

Mary Jane po tym jak wypełniła wszystkie swoje domowe obowiązki, postanowiła udać się na krótki spacer. Pogoda była idealna więc odpuściła ona sobie zakupy, wolała spędzić kilka chwil na świeżym powietrzu. Mary Jane potrzebowała spędzić trochę czasu w samotności. Nie miała ochoty na kawę z lodami czy też plotki. Oczywiście mogła by przyjąć zaproszenie swoich przyjaciółek, jednak z Mary Jane nie było by żadnego pożytku. Dziewczyna wybrała wygodny strój. Planowała krótki spacer, jednak po pewnym czasie plany Mary uległy zmianie. Zaczęła biec ona powoli przed siebie coraz bardziej oddalając się od centrum. Po czterdziestu minutach Mary Jane była już w lesie. Dziewczyna myślała że jest tu zupełnie sama, ponieważ nie dostrzegła Alexa. Po tym biegu dziewczyna usiadła pod drzewem po czym oparła głowę o pień i zamknęła oczy.

Alex - Sro 18 Lut, 2015 17:16

Alexowi sprawnie udało się oprawić zwierzę, już miał je wrzucić nad ogień, gdy usłyszał kroki. Zaczął na szybko gasić płomienie Ah! przez co niestety się poparzył... Jedynie silna wola i doświadczenie pozwoliły mu pozostać cicho. Ujrzał biegnącą młodą dziewczynę. Zaczął się jej przypatrywać...
Uff... Nic co może mi zagrozić... Zara sobie dalej pobiegnie, rozpalę jeszcze raz ogień i...
Dziewczyna jednak usiadła niedaleko pod drzewem, oparła się o pień i przymknęła oczy...
Co ona może tu robić? Nie wygląda jakby mnie tu szukała...
Alex wyciągnął nóż i zaczął podkradać się do dziewczyny...
Gdy był bliżej spytał ze spokojem w głosie:
- Kim jesteś? Co tu robisz? Nie za późno dla takiej dziewczyny jak ty, tak daleko od domu, hę?

Mary Jane Watson - Sro 18 Lut, 2015 17:28

Niestety Mary Jane nie miała za dużo czasu aby pozbierać wszystkie myśli. Miała nadzieję że chociaż tutaj będzie mogła być sama, niestety myliła się. Ledwo co zdążyła usiąść i zamknąć oczy, a tu pojawił się nieznany jej mężczyzna. Wszystko było by dobrze gdyby nie ten nóż, który trzymał w ręce. Mary szybko wstała po czym zrobiła krok do tyłu. Wystraszyła się i to nie na żarty. Po pierwsze nigdy wcześniej nie widziała tego mężczyzny a po drugie ten nóż. W głowie dziewczyny zaczęły rodzić się różne scenariusze. Niestety te najgorsze. Mary poczuła dziwny dreszcz na plecach oraz ścisk w żołądku. Był to strach, ogromny strach który w każdej chwili narastał.
- To raczej nie Twoja sprawa - powiedziała szybko. Chciała udawać, że się nie boi Alexa jednak nie wiedziała czy daje to zamierzony efekt. Po chwili Mary zrobiła dwa kroki do tyłu, po czym potknęła się o korzeń i poleciała na plecy...

Alex - Sro 18 Lut, 2015 17:36

Alex przyglądał się panicznie wycofującej się dziewczynie, w końcu ujrzał jak upada ona na plecy po potknięciu się...

Przymocował nóż z powrotem do pasa i zaczął się śmiać... Śmiałby się tak przez wieczność, gdyby sobie nie przypomniał o obecności dziewczyny... Podszedł do niej, wyciągnął w jej kierunku dłoń i z szarmanckim uśmiechem zapytał:
- Pozwolisz, że pomogę? -


Pomimo tego 'przedstawienia' ze strony dziewczyny, wciąż rozglądał się wokoło czy nie czają się tu jacyś przeciwnicy... Może i dziewczyna wyglądała na bezbronną, lecz nie uśpiło to jednak czujności Alexa... Wciąż miał się na baczności i spoglądał szybkimi ruchami oczu na prawo i lewo, starając się mieć dziewczynę wciąż na widoku...

Mary Jane Watson - Sro 18 Lut, 2015 20:38

Mary Jane poczuła lekki ból pleców, jednak był on do zniesienia. Do tego śmiech Alexa wyprowadził ją z równowagi. Nie przyjęła jego pomocy i sama wstała z ziemi.
- Nie chce Twojej pomocy - warknęła, było widać że jest bardzo zdenerwowana. Chciała być zupełnie sama i miała nadzieję że las będzie idealnym miejscem. Jak widać Mary Jane miała dziś pecha.
Po tym jak wstała spojrzała na nóż, który teraz znajdował się za pasem mężczyzny. Teraz kiedy była tak wściekła, cały strach jakby wyparował. Dziewczyna nic nie mówiła, tylko stała i patrzyła na Alexa. Patrzyła tak jakby to on stanął jej na drodze. Nie robiła żadnego kroku ani do przodu, ani do tyłu. W końcu przebiegła tu niezły kawałek aby móc odpocząć i nie miała zamiaru się wycofać. Mary Jane zawsze była dość uparta i teraz tak łatwo nie można by było jej wypędzić. W tej chwili mogła bardziej przyjrzeć się Alexowi...

Alex - Sro 18 Lut, 2015 22:03

Alex nie obruszony, że dziewczyna nie przyjęła jego pomocy spytał:
- Jak masz na imię? I co robisz tak późno, tutaj, w lesie? -

Potem przechylił tylko z zaciekawieniem głowę, zastanawiając się jak tym razem zareaguje ta kobieta... Dotychczasowe reakcje go nieźle rozbawiły, może nie będzie to taki nudny, monotonny wieczór jakby się spodziewał...
No tak, wieczór... Przydałoby się w końcu coś zjeść...
Alex ponowił rozpalanie ogniska, wciąż z zaciekawieniem wpatrując się w dziewczynę...

Mary Jane Watson - Sro 18 Lut, 2015 22:25

Mary Jane przez dłuższą chwilę nic nie mówiła tylko patrzyła na Alexa. W tej chwili już się nie bała, a raczej czuła obojętność. Pytanie mężczyzny nieco ją zaskoczyło, bowiem myślała, że pójdzie on w swoją stronę.
- Jeżeli myślisz, że odpowiem Ci teraz na te pytania to jesteś w błędzie - odparła zakładając niesforne pasemko włosów za ucho. Rudowłosa oparła się o konar drzewa po czym spojrzała w innym kierunku. Miała zamiar spędzić tu trochę czasu i jak po chwili zauważyła Alex również. Poprostu przez te chwile musieli oni jako tako siebie tolerować. Mary Jane nie musiała z nim rozmawiać ani też na niego patrzeć. No może to drugie było bardziej trudne do wykonania, ponieważ mężczyzna był bardzo przystojny.

Alex - Sro 18 Lut, 2015 22:53

- Rób co chcesz, mnie i tak rano tu już nie będzie... - Alex z obojętnym wyrazem twarzy wzruszył ramionami i zabrał się do przygotowania posiłku... Gdy oczekiwał aż sarenka się trochę podpiecze widział, jak dziewczyna mu się przygląda...
- Czy... - Alex urwał w pół zdania, przypominając sobie jak poprzednim razem ona mu odpowiedziała... Nastała lekko krępująca cisza...
Mężczyzna po niedługim czasie zdjął sarnę z nad ogniska i zaczął dzielić mięso na mniejsze porcje...
- Poczęstujesz się? - spytał ponownie dziewczynę wyciągając jedną porcję w jej kierunku - Może to nie fast food, ale też jest smaczne - Alex wyszczerzył zęby w uśmiechu

Mary Jane Watson - Czw 19 Lut, 2015 09:43

Mary Jane nigdy wcześniej nie widziała aby ktoś tak "gotował" w lesie. Jak już to takie sytuacje występowały ale w filmach. Dziewczyna nie obawiała się tego, że zaraz mogłaby zostać tutaj kompletnie sama. Kolejne pytanie Alexa również ją zaskoczyło.
- Nie dziękuję, jadłam przed wyjściem - odpowiedziała cicho po czym usiadła na ziemi przyciagając do siebie kolana i opierając na nich brodę. Mary Jane nie patrzyła już na Alexa. Po dziesięciu minutach milczenia Mary Jane wstała z ziemi i podeszła bliżej do ogniska.
- Czemu jesteś tutaj sam i jesz w takich warunkach - zapytała patrząc uważnie na Alexa.

Alex - Czw 19 Lut, 2015 10:30

Alex wziął sobie jedną z porcji i zaczął jeść. Mięso było smaczne, tak jak mówił... A może przyzwyczaił się do takich warunków?
Po chwili dziewczyna znów na niego spojrzała zadając pytanie... Alex chwilę nie odpowiadał, przyglądając się dokładniej kobiecie...
- Takie mam życie, tak mi lepiej... Nauczyłem się żyć bez ludzi... Tak mi po prostu lepiej... - Odparł w końcu Alex. Zdziwił się, że ktoś go o to pytał. Była to dla niego już taka norma, że nawet się już dawno nie zastanawiał czemu właściwie wybrał takie życie - Nie czuję potrzeby spotykania się z ludźmi, po prostu... tak już żyję... Od... Od zawsze - Alex znów się uśmiechnął i zaczął dalej jeść świeżo upieczone mięso...

Mary Jane Watson - Czw 19 Lut, 2015 14:45

- A może poprostu wmawiasz to sobie - powiedziała cicho patrząc przed siebie.
- Smacznego - dodała a na jej twarzy dosłownie na dwie sekundy zawitał uśmiech. Nie wiedziała czy Alex był w stanie go dostrzec. Zaczęła zastanawiać się czy mężczyzna naprawdę woli życie w pojedynkę czy stara się poprostu w to uwierzyć.
- Przecież każdy potrzebuje drugiej osoby, tak aby móc czasem porozmawiać - powiedziała dość pewnie spoglądając na Alexa. Gdyby mężczyzna upierał się jednak przy swoim zdaniu, Mary Jane zapewne odpuściła by sobie ten temat.

Alex - Czw 19 Lut, 2015 15:42

- Wmawiam czy nie, nic nie mogę zrobić by to zmienić... Bo i po co? - odparł Alex i zamyślił się przez chwilę...
Z rozmyślań oderwał go znowu jej głos. Powiedziała 'Smacznego'. Tak dawno nie słyszał tego słowa. Przyjrzał się jej, ona miała teraz odwrócony wzrok... Otworzył lekko usta jakby przypominając sobie jak na to odpowiedzieć...
- Dz- Dziękuję - w końcu odpowiedział
Przez chwilę jadł w milczeniu, nie wiedąc co powiedzieć,gdy dziewczyna znów przemówiła.
- To nie jest tak, że nie rozmawiam z nikim... Czasem zajdę do sklepu czy spytam kogoś o drogę... - mówił mężczyzna...
Czuł sę lekko zagubiony... Dawno z nikim nie rozmawiał... O sobie... Właściwie to od czasów licealnych... Pomimo, że wiedział, że nie powinien za długo zostawać w jednym miejscu... Przy tej dziewczynie jakby... Czuł się dobrze... Może nie bezpiecznie, instynkt zawsze mu podpowiadał 'to pułapka, uciekaj. Zakończ tą rozmowę i idź w swoją stronę. To tylko przypadkowe spotkanie o którym niedługo zapomnisz...'
Coś jednak mówiło mu, by został i zobaczył co jeszcze ma do powiedzenia ta dziewczyna...
Wybrał drugą opcję i pomimo, że nie był już głodny a instynkt krzyczał by tego nie robił... Wziął kolejny kawałek mięsa i z zaciekawieniem wpatrywał się w dziewczynę...

Mary Jane Watson - Czw 19 Lut, 2015 16:02

- To nie chodzi o to że raz po raz wejdziesz do sklepu i powiesz komuś dzień dobry lub do widzenia. To za mało. Czasami potrzeba usiąść z drugą osobą z kubkiem gorącej herbaty i opowiedzieć o tym jak minął Ci dzień, o tym jak się czujesz. Czasami wystarczy tylko obecność drugiej osoby, to że ona nas wysłucha - Mary Jane doskonale wiedziała o czym mówi. Często miała takie dni kiedy potrzebowała rozmowy z kimś bliskim.
- Przestraszyłeś mnie na początku, szczególnie ten nóż - dodała po chwili patrząc cały czas na Alexa.
- Myślałam, że będę tutaj kompletnie sama - westchnęła cicho przyglądając się temu jak mężczyzna spożywa posiłek.

Alex - Czw 19 Lut, 2015 16:44

- Ha! A co jeśli byłbym wrogiem? Wtedy by Cię zaskoczył... A jeśli to ty byłabyś wrogiem... byłbym przygotowany... Poza tym... Skoro przyszłaś bo chciałaś być sama... Nie zaprzecza to temu, co mówisz? - westchnął Alex nie rozumiejąc o co jej chodzi...
- Na co komu takie gadanie? Przecież nic nie wyniknie z takiej rozmowy...- mówił dalej - 'No to dziś byłem tu i tu, zjadłem to i to' - udawał Alex.
- I na co to komu? - spytał mężczyzna
Skończył jeść i przysunął się do ogniska jako, że zaczynało sę robić chłodno...

Mary Jane Watson - Czw 19 Lut, 2015 16:55

- Tak, chciałam być sama. Jednak jak już tu jesteś to mogę posiedzieć z Tobą - mruknęłą wzruszając ramionami.
- Może i uważasz to za dziwne ale jestem pewna, że nawet Ty potrzebujesz z kimś porozmawiać. Możesz zaprzeczyć ale w głębi serca przyznasz mi rację - Mary Jane w tym momencie była bardzo pewna siebie.
- Albo poprostu potrzebujesz czasu aby to zrozumieć - spojrzała na Alexa po czym skierowała swoje spojrzenie na ognisko. Dziewczyna już nic więcej nie powiedziała. Przebiegła tu dość spory kawałek i miała zamiar zostać tutaj dłuższą chwilę. Potrzebowała tego. Miała czasami dosyć tego wielkiego miasta i chciała uciec gdzieś od tego całego zgiełku.

Alex - Czw 19 Lut, 2015 18:09

Alex uważnie patrzył, jak dziewczyna mówi... Ha! I ona myśli, że potrzebuję rozmowy... Dobre bardzo...
Mężczyzna wpatrywał się chwilę w ogień, słuchał budzącego się nocnego życia, starał się wyczuć lekkie powiewy wiatru... Zastanawiał się nad tym co powiedziała mu ta dziewczyna... Czy rzeczywiście potrzebuję zwykłej... Rozmowy... Do tego by normalnie funkcjonować? Nie wydaje mi się... Tyle lat przetrwałem... Bez niepotrzebnych... Rozmów...

- To... Hmmm... Jak Ci minął dzień? -zapytał niepewnie Alex

Mary Jane Watson - Czw 19 Lut, 2015 20:06

Mary Jane podeszła do ogniska, po czym kucneła przy nim i wyciągnęła ręce w stronę ognia tak jakby chciała ogrzać sobie ręce. Co jakiś czas spojrzała na Alexa. W tym momencie nie bała już mężczyzny, przecież gdyby chciał ją skrzywdzić to już dawno by to zrobił. Zastanawiała się o czym teraz myśli i bardzo żałowała, że nie umie czytać w myślach. W sumie dopiero teraz Mary Jane zaczęła się zastanawiać czy Alex jest zwyczajnym człowiekiem
Niestety mogła jedynie snuć jakieś domysły w swojej głowie, ponieważ nie zapytała by go o to wprost. Jego pytanie nieco ją zaskoczyło, jednak nie była pewna czy pyta bo naprawdę chcę z nią rozmawiać czy zapytał od tak, od niechcenia. Tak czy siak postanowiła odpowiedzieć.
- Od rana siedziałam w domu tak więc bez większego szału - powiedziała i w tym momencie na twarzy Mary Jane pojawił się uśmiech. Teraz Alex mógł go dostrzec, ponieważ MJ wlepiła w niego swoją zielone oczy...

Alex - Czw 19 Lut, 2015 20:21

Alex patrzył w piękne, zielone oczy dziewczyny i dopiero po chwili odpowiedział:
- Nie nudno tak w domu? Nie lepiej byłoby wyjść, pobiegać? To o wiele ciekawsze, pożyteczniejsze... Gdzie mieszkasz?

Rozmowa... Wydawała się ciekawa... Ciekawsza niż się Alex spodziewał... Przyjemnie mu się tu siedziało, przy ognisku, z dala od ludzi, z tą dziewczyną... Zaraz, zaraz... Z dala od ludzi? Czy ona w ogóle jest człowiekiem? Czy także posiada jakieś nadzwyczajne zdolności, jak ja?


- Hmmm... Co sądzisz o mutantach? - Alex zapytał wprost nie czekając na odpowiedź na poprzednie pytanie. Nigdy nie miał żadnych ani tematów tabu ani niczego co by go od czegoś powstrzymywało... Był wolny.

Mary Jane Watson - Czw 19 Lut, 2015 20:32

- Miałam kilka obowiązków, które musiałam wypełnić. Najczęściej popołudniu mam czas dla siebie - odparła, nie mówiąc Alexowi gdzie mieszka. To, że zaczął z nią rozmawiać nie oznaczało że powie mu gdzie obecnie mieszka. Bądź co bądź ale znała go bardzo krótko. Kiedy usłyszała pytanie odnośnie mutantów poczuła dziwne mrowienie na plecach.
- Chciałeś zapytać czy się ich boje oraz czy jestem przeciwko nim. Więc odpowiem Ci tak, że to też są ludzie, którzy chcą nam pomóc. Nie widzę w nich zagrożenia - odparła patrząc cały czas na Alexa. Po chwili spojrzała w ogień i zamilkła.
- Mary Jane. Jestem Mary Jane - przedstawiła się.

Alex - Czw 19 Lut, 2015 20:43

- Hm, Mary Jane, chcą nam pomóc? - powiedział Alex - I w czym taki przykładowy mutant mógłby Ci pomóc, hę? Znasz jakiegoś? -

Czyli albo jest człowiekiem, albo dobrze się kryje ze swoją odmiennością... W końcu powiedziała "nam" pomóc...

- Mi dotychczasowo żaden nie pomógł. Tułam się po świecie, choć nie mówię żeby mi to przeszkadzało, ale jakoś żadnego jeszcze nie spotkałem, a już tym bardziej takiego, który mógłby a tym bardziej chciałby mi pomóc... -

Alex nie był pewien czemu nie przyznał się do swoich mutacji... Może to przez przeżycia z lat młodości? W końcu to on był tym... odmieńcem...?


- Jestem Alex - Dopowiedział na końcu i skinął głową w kierunku dziewczyny

Mary Jane Watson - Czw 19 Lut, 2015 21:14

- Słyszałam kilka razy o takich którzy pomagali - odparła krótko. Jakoś nie miała ochoty kontynuować tego tematu. W końcu po coś wyrwała się z centrum NY.
- Miło mi - powiedziała po tym jak Alex się przedstawił. Dopiero po chwili dostrzegła jego krótkie pazurki u rąk, jednak nie skomentowała tego w żaden sposób. Uważała, że jeżeli Alex będzie chciał jej coś powiedzieć to po prostu to zrobi. Mary Jane nigdy nie lubiła wyciągać z kogoś informacji. Nigdy też nie chciała być wścibska. Po chwili ognisko zaczęło powoli gasnąć, tak więc Mary wzięła kilka gałązek i dołożyła je do paleniska.
- Nigdy nie rozpalałam ogniska - dodała po chwili.

Alex - Czw 19 Lut, 2015 21:24

Najpierw Alex wybałuszył oczy na Mary Jane, potem tylko otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć i ponownie tego wieczoru wybuchł głośnym, szczerym śmiechem... Ta kobieta naprawdę odmieniła ten wieczór, może rzeczywiście potrzebne mi takie rozmowy? No, teraz mam chociaż kogoś... Z kim mógłbym porozmawiać... Alex uśmiechnął się do swoich myśli...
Znów spojrzał na dziewczynę... I nie wytrzymał i jeszcze raz zaczął się śmiać...
Coś, co dla niego było naturalne jak oddychanie, coś co musiał robić by przetrwać... Było dla Mary Jane jak czarna magia...
- Jak to nigdy nie rozpalałaś ogniska? - Alex znów wyszczerzył zęby w jej kierunku, ale tym razem opanował śmiech - Nigdy nie jeździłaś na jakieś biwaki, nie ciągnęło Cię do natury, by na... trochę dłużej oderwać się od ludzi? - kontynuował rozbawiony mężczyzna - Mogę Cię nauczyć jak to się robi, to nie jest trudne... Wyglądasz na taką, co szybko załapie o co chodzi... - i znów na twarzy Alexa pojawił się uśmiech - Chętna by się czegoś nauczyć?

Mary Jane Watson - Czw 19 Lut, 2015 21:39

Kiedy Alex zaczął się śmiać, Mary Jane sprzedała mu lekkiego kuksańca w ramię, po czym odwróciła się napięcie. Było to pół serio i pół żartem. Przez chwilę dziewczyna nie odwracała się udając iż jest obrażona. Jednak nie trwało długo i ponownie spojrzała na Alexa.
- Widzisz nie każdy jeździ na obozy - odparła. Mary Jane nigdy nie była na żadnym obozie. W sumie teraz zaczęła żałować, może dzięki temu nauczyła by się wielu rzeczy. Propozycja mężczyzny nieco ją zaskoczyła. Z jeden strony chciała się nauczyć czegoś nowego, a z drugiej nie chciała wyjść na idiotke. No cóż, ostatecznie postanowiła przyjąć propozycje Alexa.
- Zobaczymy czy dobry jest z Ciebie nauczyciel - powiedziała podnosząc się z ziemi.

Alex - Czw 19 Lut, 2015 21:53

Alex pomimo ciągłego uśmiechu na twarzy, lekko się zaniepokoił gdy dziewczyna się odwróciła do niego plecami...
Czemu zacząłem się przejmować tym, czy ona się odwróci do mnie czy nie, co się dzieje??!!
Chwilę był zdezorientowany, jednak uspokoił się gdy Mery Jane skierowała znów twarz w jego kierunku...
Kim ona jest? Czyżby umiała panować nad emocjami innych? Chyba powinienem być bardziej ostrożny...

I ten gest, gdy go lekko szturchnęła... To było dziwne... Ale zarazem... Miłe...

Nie, nie nie! Co się dzieje, otrząśnij się, Alex!

Chwilę bił się ze swoimi myślami, gdy zauważył, że Mery Jane zadała mu pytanie a on prawie minutę jej nie odpowiadał...

- Ok, skoro chcesz możemy coś spróbować zrobić... - odparł spokojnie Alex - Tylko najpierw przydałoby się zebrać trochę nowego opału... Czyli tego drewna, którego użyjemy jako paliwo w naszym ognisku - zażartował mężczyzna

Nie znał tej kobiety zbyt długo, ale czuł się dość zrelaxowany...

Nie, nie nie! Alex, ogarnij się!

Mężczyzna tylko szybko potrząsnął głową i wskazał na ciemny już las - to jak, idziemy? - spytał - To drewno co było na tej niewielkiej polance już wypaliłem, a po gałęzie nie ma co sięgać... Trzeba się przejść kawałek dalej... - Alex uśmiechnął się i wskazał na linię drzew opodal. Miał nadzieję, że dziewczyna ruszy przodem, nie chciał mieć nikogo za plecami... Zwłaszcza kogoś, kto mógł stanowić dla niego zagrożenie... Pomimo uprzejmości dziewczyny, instynkt wypracowany przez wiele długich lat wciąż przypominał mu: "Masz przetrwać! Masz żyć!"... Dlatego Alex nie miał nigdy znajomych... Ciężko zdobyć jego zaufanie...
Choć mężczyzna musiał przed sobą przyznać, że ciężko mu było uwierzyć, by Mery Jane stanowiła dla niego realne zagrożenie...

Mary Jane Watson - Pią 20 Lut, 2015 13:59

Mary Jane szła powoli przed siebie, jednak co jakiś czas oglądała się do tyłu, tak jakby chciała sprawdzić czy Alex wciąż za nią idzie. Dziewczyna od tamtej chwili nic nie mówiła. Cóż miała chyba taki dzień gdzie nie nadawała jak katarynka. Po drodze kilka razy potknęła się kilka razy o wystające korzenie, jednak nie zaliczyła żadnego upadku.
- Czyli mieszkasz tutaj - zapytała
O ile można nazwać to mieszkaniem- dodała w myślach. Po pięciu minutach drogi zatrzymała się i spojrzała na Alexa.
- Czy my aby przypadkiem się nie zgubiliśmy - zadała kolejne pytanie.

Alex - Pią 20 Lut, 2015 14:10

Alex spojrzał na dziewczynę, trzymając już w rękach trochę chrustu... a ona tylko idzie, naprawdę nie wie po co my tu przyszliśmy...

- Nie, nie mieszkam tutaj. Nigdzie nie mieszkam, ale zarazem cały świat jest moim domem... Każdego dnia jestem gdzie indziej... Urodziłem się się przy granicy z Mexykiem, a teraz wiatr przyniósł mnie tutaj, do Nowego Yorku... - mężczyzna zaśmiał się, tym razem krótko, serdecznie - Po co się przywiązywać do jednego miejsca, skoro można żyć gdzie się chce... A gdyby mi się spodobał bardziej jakiś krajobraz to zawsze mogę dłużej zostać w jednym miejscu... Jeśli coś mi się znudzi to jeszcze tego samego dnia mogę pójść gdzieś indziej... To się nazywa wolność... - tłumaczył powoli Alex - Ale przy tej wolności trzeba też przetrwać, a bez ognia jest ciężko... Nie zbierzesz trochę drewna? - mutant znów się zaśmiał

Szedł dalej za nią, przypatrując się jak idzie, jak się potyka...
Taka bezbronna...

Po kilku minutach zatrzymała się i spojrzała uważnie na Alexa...
- Zgubić się? - mężczyzna uśmiechnął się ironicznie - Ja się nigdy nie gubię... Nawet gdyby tak się zdarzyło... To przecież wszystko zawsze mam przy sobie, nie obciąża mnie dom czy cokolwiek innego... Mogę iść tak przed siebie w nieskończoność i nigdy się nie zgubię... -


Nie chciał jednak, by Mery Jane czuła się jakoś niespokojnie... Poprowadził więc ją z powrotem, w kierunku miejsca gdzie się spotkali. Tym razem szedł trochę bliżej dziewczyny...

Mary Jane Watson - Pią 20 Lut, 2015 15:28

Mary Jane pierwszy raz spotkała taką osobę, która uważała że nie potrzebuje stałego miejsca zamieszkania. Dla niej było to coś niewyobrażalnego, jednak postanowiła nie komentować tego w żaden sposób. Po chwili zebrała kilka gałązek. Śmiech Alexa nieco ją denerwował, jednak już nie aż tak bardzo jak na początku ich spotkania. Wyszła z założenia, że mężczyzna ma już taki styl bycia i się tego nie zmieni.
- No widzisz, ja kilka razy się zgubiłam i od tamtego czasu mam uraz - odparła idąc przed siebie. Zauważyła, że Alex znajduje się teraz bliżej niej, jednak starała się zachować spokój. Mary Jane było już trochę zimno, na szczęście wiedziała iż zaraz ponownie będzie obok ogniska.

Alex - Pią 20 Lut, 2015 15:40

- Ha! Przy mnie się nie zgubisz! - Alex posłał dziewczynie szarmancki uśmiech

- No, to teraz przydałoby się Ciebie nauczyć jak się rozpala ognisko... - powiedział mężczyzna, rzucając drewno obok siebie
Zaczął jej tłumaczyć, co zrobić, by poprawnie i szybko rozpalić ogień z tego, co ma się pod ręką. Mówił o tym z wielką excytacją widząc, że ktoś chciał nauczyć się czegoś od niego!

Za każdym razem gdy Mary Jane coś nie wychodziło, pomagał jej i tłumaczył co źle zrobiła... Był dumny. Dumny i... Szczęśliwy? Gdy dziewczyna się uczyła, cały czas się uśmiechał...

- Co o mnie sądzisz? O moim... Stylu życia? - zapytał Alex. W głowie zaświtał mu ciekawy pomysł... Ale to wszystko zależało od odpowiedzi dziewczyny...

Mary Jane Watson - Pią 20 Lut, 2015 16:09

Dziewczyna uważnie słuchała każdej wskazówki, którą dawał jej Alex. No cóż na początku było ciężko. W pewnym momencie Mary Jane miała ochotę rzucić to wszystko w diabły. Była ona zawsze bardzo niecierpliwa, a takie zadanie wymagało czasu. Po pierwszym razie kiedy udało rozpalić się ognisko Mary Jane usiadła na ziemi z uśmiechem na twarzy. Była z siebie bardzo zadowolona. Kiedy Alex zadał jej pytanie Mary musiała przez chwilę zebrać myśli.
- Pierwszy raz spotykam taką osobę, wyjątkową na swój sposób. Wszyscy moi znajomi mieszkają z Nowym Yorku, mają stały dom. Ważne że jesteś szczęśliwy, bo jesteś szczęśliwy, prawda - spojrzała na Alexa.

Alex - Pią 20 Lut, 2015 16:31

- Oczywiście, że jestem szczęśliwy, inaczej bym nie prowadził takiego życia już od... Długiego czasu... - odpowiedział Alex. Był pewien tego co mówi. Z drugiej strony, wiedział, że dzisiejszy wieczór nie będzie trwał wiecznie, a naprawdę przyjemnie spędzało mu się czas z Mary Jane.
Uznał, że czas spróbować wcielić swój plan w życie...

Spojrzał niepewnie na dziewczynę, chwilę zastanawiał się jak by tu sformułować pytanie...
- Chciałabyś może się do mnie dołączyć? Zacząć żyć tak jak ja? - mówił Alex - Nauczyłbym Cie tego co umiem... Pomógłbym... Jeśli co Cię trzyma w mieście, zawsze możesz do tego wracać, nie byłabyś do tego jednak... Na stałe przywiązana - Alex z całych sił próbował pokazać, że towarzystwo w podróży Mary Jane, jest jak najbardziej pożądane...

Mary Jane Watson - Pią 20 Lut, 2015 21:39

Mary Jane było totalnie zszokowana propozycją Alexa. Jeszcze jakiś czas temu miała wrażenie, że nie znajdą wspólnego języka a teraz on zaproponował jej takie coś. To utwierdziło Mary Jane w tym, że Alex jest bardzo samotny, jednak nie chce się do tego przyznać.
- Wiesz...ja mam swoje obowiązki, szkołę. Nie mogę tego wszystkiego zostawić, nie teraz - odpowiedziała patrząc na Alexa.
- W moim domu jest jeden wolny pokój, może tak by było łatwiej - odparła patrząc na ognisko.
- Miałbyś swoje cztery kąty, łóżko w którym mógłbyś spać - dodała wyciągając ręce w stronę ognia.

Alex - Sob 21 Lut, 2015 09:32

Nie - Alex odrzucił propozycję Mary Jane - nie zamierzam wracać do czegoś od czego uciekłem.
Mężczyzna siedział jeszcze przez chwilę, wpatrując się w ogień.
Po chwili wstał, spojrzał na dziewczynę...
- Bywaj Mary Jane - powiedział po prostu Alex.

Odwrócił się do niej plecami i ruszył w kierunku ciemnej ściany lasu. Dał się znowu porwać szumowi wiatru, cichym odgłosom lasu... Szedł tak długi czas, do momentu w którym był pewien że Mary Jane go nie widzi. Zmienił się w wilka, swoją ulubioną postać zwierzęcą, i pobiegł. Dopiero kilka godzin później poczuł prawdziwe zmęczenie...Gdy zasypiał to myślał tylko o jednym.
Jestem wolny.

//zt ? Jeśli MJ nie zatrzymuje Alexa w jakis sposób to myślę, że tak

Bruce Banner - Sob 12 Mar, 2016 21:09

// Podjazd w instytucie

Podróż z instytutu była długa, więc kiedy na horyzoncie pojawiła się linia drzew robiło się powoli ciemno. Kiedy zaś droga została otoczona drzewami jedynym światłem było to wydobywające się z lamp SUV.
- I jak ja mam Ciebie tu znaleźć? - zapytał sam siebie. Thaddeus został mu wybitnie szczegółowe wskazówki. Mruknął coś obraźliwego pod adresem wojskowych.
Postanowił skręcić w las w miejscu, w którym stara, zardzewiała tablica informowała o miejscu namiotowym. Mapa okolicy jaka była na ekranie komputera wbudowanego w auto pokazywała, że jest to jedyne miejsce postojowe przy tej drodze. Pomyślał więc, że to tam będzie na niego czekać Ross.
Nie czekał. A przynajmniej nikogo nie zauważył, kiedy wjechał na polanę z dwiema próchniejącymi ławkami. Postanowił jednak nie jechać dalej tylko poczekać. A nuż widelec marchewka zdecyduje się tutaj przyjechać? Na wszelki wypadek jednak wysłał mu smsa koordynaty spisane z GPSa.
Zostało mu teraz jedynie czekać. Z włączonymi światłami.

Thaddeus Ross - Sob 12 Mar, 2016 22:06

// SHIELD

Owszem, Ross nie był zbyt konkretny w określaniu miejsca ich spotkania. Głównie ze względu na swoją paranoję. Wolał nie określać dokładnych koordynatów a wypadek gdyby mieli być podsłuchiwani. Co prawda jeżeli ktoś chciałby śledzić Bannera to nie miałby z tym najmniejszych problemów, w końcu doktor nie był przeszkolony w zakresie wychwytywania ogonów.
Dlatego Ross siedział ukryty między drzewami od dobrych kilku godzin i czekał na swojego zięcia. Przykryty swego rodzaju narzutą, która imitowała runo leśna sprawiała że był on praktycznie nie do odróżnienia od mchów i roślin gołym okiem. A skoro już o oku mowa, Ross obserwował okolicę poprzez lunetę karabinu snajperskiego.
Przez około 30 minut od przyjazdu Bannera, generał ani drgnął. Czekał, obserwował czy nikt nie podążał za nieświadomym Brucem. Dopiero kiedy przeskanował okolicę w noktowizji i termowizji kilka razy, upewniając się o nieobecności ,,ogona", Ross podniósł się z ziemi pozwalając narzucie zsunąć mu się po plecach. Pakując ją do plecaka, oraz karabin do futerału na gitarę (nieco cliche, ale w końcu Ross jest starej daty) Thaddeus spojrzał w niebo. To z niego, mogło ich obserwować czujne oko Wielkiego Brata.
Gdy generał skończył pakowanie, wyjął z kieszeni latarkę i zamrugał nią kilka razy w kierunku auta Bannera. Korony drzew powinny dać im wystarczającą ochronę przed wścibskimi oczami.
W czasie gdy Banner miał wysiąść z samochodu, Ross usiadł na pobliskim pieńku. Odziany w wojskowe buty i spodnie, skórzaną kurtkę i czapkę z daszkiem wyglądał nieco na myśliwego, ale to nie było istotne. Istotnym było to co spoczywało w futerale na gitarę. Plany Obroży i Pola Obroży.
Kilka kartek papieru, ale ciążyły mu niczym drugi karabin wyborowy, złożony już i zapakowany.
Ross nigdy nie ujawnił tajemnicy państwowej, a te dokumenty które teraz miał przekazać Bruce-owi z pewnością miały taką klauzulę. To miał być pierwszy raz kiedy złamie tą zasadę.
W głębi duszy wiedział, że postępuje prawidłowo. Że daje mężczyźnie, który wycierpiał przez niego bardzo dużo szansę na normalne życie. Jednak są rzeczy, które tak głęboko zakorzeniły się w Twoim jestestwie że nie tak łatwo je wyrwać. Napewno nie bezboleśnie.
Ale to był drugi plan ich spotkania. Nie bez powodu Ross wybrał takie odludzie na ich spotkanie. By omówić kwestię Obroży będą potrzebowali dostępu do komputerów czy innych przedstawicieli najnowszej technologii, której z pewnością nie można było znaleźć w środku lasu.
Nie, to miejsce było przeznaczone na rozmowę między Rossem a Hulkiem. Thaddeus dotrzymywał słowa i pamiętał co obiecywał Hulkowi w Kompleksie.

Bruce Banner - Sob 12 Mar, 2016 22:36

Brucey czekając na Thaddeusa prawie zasnął. Powieki powoli mu opadały. Jednak twardo się trzymał i za każdym razem, kiedy broda niebezpiecznie blisko zbliżała się do mostka, Banner szybko się wybudzał, jakby ktoś go ukuł igłą. Uchylił okno, by zimne powietrze wleciało do środka i go nieco otrzeźwiło. Raz też spoliczkował sam siebie. Przez to wszystko prawie nie zauważył sygnału nadawanego przez Rossa.
Westchnął ciężko. Opatulił się mocniej kurtką i wyszedł z auta. Ostatnie parę lat uciekał przed wojskowymi, co mu naprawdę dobrze wychodziło. Albo przynajmniej myślał, że mu wychodziło, bo jak się okazała S.H.I.E.L.D. ciągle miało go na oku. Wiedział jak się wtopić w otoczenie. Teraz jednak wybitnie się z niego wybijał. Wyglądał pasował raczej jako biurwa a nie myśliwy.
Powoli szedł w kierunku generała. Nie robił tego dlatego, by go zdenerwować tylko by pomyśleć. Musiał zebrać myśli. Za dużo rzeczy zdarzyło się w ciągu ostatnich dni. To wszystko go niepokoiło. Był też podekscytowany tym, że prawdopodobnie w końcu znalazł coś do zwalczenia Hulka.
Kiedy stanął przed mężczyzną przyglądał mu się chwilę. Myślał, że on ma paranoję, ale Thaddeus trochę przesadzał. Przynajmniej jego zdaniem. Chociaż z drugiej strony... Przydałoby się parę zabawek Starka...
- Obroża działa - powiedział zamiast standardowego przywitania. - Tam w siedzibie MESS, jak znalazłeś mnie i tę dziewczynę... Jakoś odtworzyli działanie obroży na większy obszar - wyjaśnił pokrótce.
- Wiesz, że ciągle go słyszę w głowie? Czuję jego emocje? - zadał pytanie retoryczne. Wiadomo też było o kogo chodzi. Spojrzał w górę, na drzewa. - Wtedy go nie czułem. Byłem tylko... ja.
W jego głosie można było usłyszeć... nadzieję. Kto wie? Może jakby się 'wyleczył' to mógłby wrócić do Betty? Kochał ją. Nawet po tylu latach. Mógłby wrócić do swojej pracy naukowej. Mógłby normalnie żyć.

Thaddeus Ross - Sob 12 Mar, 2016 23:07

Ross też myślał czekając na Bannera. Zastanawiał się czy robi dobrze, czy nie będzie z tego większej szkody niż pożytku. Jak zareaguje Hulk gdy dowie się co chce zrobić Ross. Generał wątpił, że będzie tylko siedział bezczynnie i się przyglądał jak jego nosiciel go w pewien sposób zabija.
Jednak w przeciwieństwie do swojego zięcia, Thunderboltowi było daleko do snu. Czuł się jakby był środek dnia. Serce wybijało lekko przyśpieszony rytm, jednak Ross zachował zimny umysł. Jak zawsze. Wiedział co ma robić.
Z zaświatów ściągnęła go gałązka, która z cichym trzaskiem złamała się pod butem Bruce-a. Ross nie wstał z pieńka, uniósł jedynie wzrok do tej pory wlepiany w jakiś bliżej nieokreślony punkt na ziemi i spojrzał mężczyźnie w oczy. Pozwolił Bannerowi przełamać milczenie.
Ross powędrował wzrokiem w kierunku, w który zapatrzył się naukowiec.
- Wiem, Laura mówiła. - odparł również darując sobie przywitanie. Kolejnym słowom Bruce-a dał wybrzmieć i zniknąć w głuszy lasu. Ross zamyślił się, słuchając słów Bannera, starał się wyobrazić co musiał czuć.
I wtedy poczuł ogromny ciężar na piersi. Jakby ktoś wsadził jego tors w imadło, jakby ktoś złapał go za serce i mocno ścisnął. Generał poczuł... winę. Jakby na to nie patrzeć, to przez Thaddeusa powstał Hulk. To przez działania generała pozbawił człowieka, który stał przed nim możliwości na normalne życie z ukochaną przez niego osobą. Zarówno przez niego jako Bannera i samego Rossa.
- Przepraszam. - wyszeptał. Nie wiedział czy zrobił to wystarczająco głośno, by jego słowa dobiegły uszu naukowca. Od momentu wypadku Ross odpychał od siebie te myśli, nie dopuszczał do siebie świadomości że mógł zniszczyć czyjeś życie. To przecież była jego decyzja by przetestować to serum na sobie, Ross go do niczego nie namawiał.
Jednak wiedział jaką presję na nim wywierał. Generał podejrzewał, że Banner chciał mu po prostu zaimponować, co miałoby go przekonać do pobłogosławienia związku jego i Betty.
A jeżeli nadinterpretował, to zadaniem Thaddeusa było dopilnowanie bezpieczeństwa każdego pracownika tamtej feralnej placówki.
Nad Operacją Hulk nawet nie będę się rozwodził.
Generał nagle ożywił się, wstał energicznie z pieńka i potrząsnął głową chcąc odpędzić te myśli. Takie rozczulanie się nad sobą nie było w jego stylu.
- Wiem, że działa. Osobiście dostarczyłem ją Fury-emu. - powiedział bez ogródek, uświadamiając Bannerowi w ten sposób zawartość tajemniczego sejfu. Postanowił być z nim szczery, nie chciał go już okłamywać.
Natomiast jak naukowiec miał zareagować na informację, że lekarstwo na jego odwieczne nieszczęście przeszło mu pod nosem miało dwie opcje. Obie były na rękę Rossowi.
- Ale mam coś lepszego. Mam plany Obroży. - powiedział po chwili nie przerywając kontaktu wzrokowego z Brucem.
- Ale najpierw chcę dotrzymać danego słowa. Daj mi z nim porozmawiać. - powiedział prostując się i szykując do ewentualnej przemiany.

Bruce Banner - Nie 13 Mar, 2016 17:19

Pokręcił głową, kiedy generał przeprosił. Banner nie widział powodu, by go przepraszał. Sam się zdecydował na wzięcie serum. Może Thaddeus go naciskał, ale Brucey należał do tych ambitnych naukowców, chcących wyniki szybko. I to najlepiej by były one nawet lepiej niż po jego myśli. Przynajmniej należał. W czasie przeszłym. W ciągu ostatnich lat nauczył się pokory i cierpliwości. Nauka swoją drogą, a plany swoją. Nie można niektórych rzeczy przyspieszać. Jednak by się o tym przekonać musiało wylać się mleko. Zielone, radioaktywne mleko.
Przez sekundę jego krew zawrzała, kiedy usłyszał, że Fury ma obrożę. Świetnie. Już teraz kompletnie zostanie na jego łasce. Jednak wiadomość o planach obroży uspokoiła go. Ale tylko na sekundę.
Zamrugał parę razy, jakby nie mógł uwierzyć, co właśnie powiedział Thaddeus. Nie, zdaje Ci się Brucey. Śnisz. A mężczyzna stojący przed Tobą, jest tylko wytworem Twojej wyobraźni. Nie, nie zdaje Ci się. Naprawdę Ross poprosił Cię o przemianę w Hulka.
- Zwariowałeś? - zapytał się z niedowierzanie w głosie. - Nie ma mowy. Ty może panujesz nad przemianą i nad Rulkiem, ja nie. O ile przemiana w Hulka nie jest trudna o tyle powrót do własnego ciała może zaowocować zrównaniem tego lasu z ziemią. W najlepszym wypadku.
Odwrócił się na chwilę w stronę wozu. Zaczął padać śnieg. Przez myśl mu przeszło, by wrócić do auta i odjechać.
- Poza tym nie minęła nawet doba, a ja przemieniłbym się trzeci raz. Tak, nim trafiliśmy do siedziby MESS miałem przyjemność zHulkować pewne działo. A transformacje są wykańczające - powiedział, po czym dodał już po cichu, bardziej do siebie niż do mężczyzny: - Do tego nie mam rzeczy by się przebrać.
Znowu się odwrócił w kierunku wozu i powoli ruszył do niego. Nie, nie zamierzał zrobić wszystkiego dla tej obroży. Przemiana stanowiła zbyt duże niebezpieczeństwo. Chociaż z drugiej strony, czy dalsza obecność Koksa też nie jest niebezpieczna na dłuższą metę?
- Hulk nie ma tu nic do gadania. Wierz mi, wszystkim będzie lepiej bez niego.
Brucey nie dodał, że Hulk nigdy nie zniknie. Hulk to on, a on to Hulk. Ktoś kiedyś mu powiedział, że Zielony to jego ucieleśnienie złości, żalu i wszystkich negatywnych emocji, które zbierały się w nim przez lata.
- Jedziesz ze mną do Stark Tower by odczytać plany?
Wiedział, że Thaddeusa też ciekawiło jak ona działa, a bez naukowca nie odczyta tych planów. Zresztą, szedł o zakład, że nie są to plany w formie papierowej tylko w zakodowanych plikach, a JARVIS jest idealny do łamania zabezpieczeń. A nawet jeśli w papierowej... Zawsze można zrzucić na komputer, którego super oprogramowanie będzie w stanie zebrać wszystko w logiczną całość.

Alena Orlovna - Nie 13 Mar, 2016 19:37

Cały czas próbowała jakoś dowiedzieć się, gdzie u diabła ciężkiego ciągnie ją Yurik. Niestety nic z tego, chłopak najwyraźniej uznał, że nie ma najmniejszej potrzeby wyjaśniania blondynce, gdzie na wszystkich bogów ją wlecze. Coś zaczęło jej się kołatać w głowie, gdy zaciągnął ją do garażu. Nawet próbowała się bronić, bo jak to tak, wiać z Instytutu? Co ten chłopak sobie myśli! No ale co tam po jej protestach, została zwyczajnie wepchnięta do środka samochodu i to jeszcze z przykazaniem, że ma nie dawać znaku życia. Tak pozginana czuła jeszcze większy ból niż wcześniej, więc cały czas tylko łypała gniewnym wzrokiem na kolegę. W wyrazie całkowitej dezaprobaty nawet popukała go gniewnie w czoło i skrzyżowała ręce na piersiach, strzelając tak zwanego focha.
Jazda sama z siebie nie była zła. Amortyzujący kokon z powietrza był świetnym pomysłem, chociaż dziewczynie wciąż doskwierał ból płynący z ran od cierni. Do tego zaczynała być głodna, ale niestety - zerowa możliwość poinformowania o tym kogokolwiek. Westchnęła bezgłośnie. Samochód stał bez ruchu naprawdę długi okres czasu. Słyszała, jak ich kierowca rozmawia z kimś innym... Ale nie słyszała słów. W sumie ledwo co słyszała, że są tam jakieś dwie osoby. I tyle. Czuła się coraz gorzej, zaczynało jej się robić słabo...
W końcu nie wytrzymała. Klapa SUVa nagle się otworzyła, a obolała blondynka wyskoczyła z niego. Oparła się o bok samochodu, gwałtownie łapiąc powietrze. Zapewne musiała wyglądać dosyć dziwnie, w zbyt dużych, męskich ubraniach, blada jak ściana i z bandażami wystającymi tu i ówdzie. Kręciło jej się w głowie i siłą się powstrzymywała, aby znów nie stracić przytomności. Oj ile by dała za chociaż kilka łyków wody. Przeważnie pomagało na mdłości. Do tego czuła się coraz słabiej, w końcu nikt nie uzupełnił jej ubytków krwi, a ona od rana nic nie jadła.

Yuriy Morozov - Nie 13 Mar, 2016 21:30

- Rany, że też nie możesz siedzieć na miejscu! – chłopak syknął tylko wyskakując za dziewczyną. Nie było najmniejszego już powodu tam tkwić.

Zły – w końcu prawie goście skończyli w niezrozumiałą co prawda z powodu odległości – rozmowę. I najwyraźniej zabierali się znowu do odjazdu.
Nie wziął tylko pod uwagę coraz bardziej zirytowanej blondynki. Tak czy siak, trudno, diabli wzięli całą maskaradę – pomyślał tylko, obrzucając okolicę.

- Ale wygwizdów… dobrze wydawało mi… – rzucił zaskoczony. Trzepało wystarczająco, więc myślał, że zjechali na jakiś czy lokalną uliczkę, może Banner zamierzał odwiedzić jakiegoś znajomego. Diabli wiedzą.

- E.. znaczy się dzień dobry. To jest zaraz wszystko wytłumaczę! - zamachał lekko przestraszony rękoma, orientując się, że środek lasu to pewnie nie rzecz, która powinna go zajmować w pierwszej kolejności
- Ale można ją wsadzić normalnie do auta proszę pana? Byłby lepiej. – dorzucił, uznając, że chyba najprościej przejść do sedna, patrząc na bladą koleżankę.

Miał nadzieję, że nie przegiął tym razem. W instytucie ledwie mu starczyło czasu, żeby wymyślić jak wyciągnąć ją z ambulatorium, niespecjalnie opracował sobie plan przemowy na potem.
A bardzo nie chciał zostać z pokiereszowaną (i pewnie wściekłą) Leną w środku jednego wielkiego… niczego. Która pewnie zaraz się wścieknie jeszcze bardziej, jak dotrze do niej całe znaczenie tej hecy i to, że chłopakowi w gruncie rzeczy – ostatnie co po głowie żarty chodziły.

- Bo mówił pan o tym bogatym jak pasza Starku. Nie? I że tam ma prawdziwych lekarzy i w ogóle. Wtedy, na dole w ambulatorium. I pewnie szpitalu, nie? Mógłby Lenę obejrzeć taki? Ten cały lekarz. Może pan potem zadzwonić do instytutu czy w ogóle co tam uważa, jeśli to problem…

Cóż. Miał nadzieję, że te niekompletne i dosyć zdawkowe wyjaśniania pozwolą wykorzystać tą chwilę zaskoczenia, zanim się wścieknie i ewentualnie – na spokojnie porozmawiać. Siła rzeczy – pominął teraz większość rzeczy – musiało być krótko, żeby gość się nie zdążył wściec.
A do tego nie znał tego drugiego. I zwyczajnie nie wiedział, ile przy nim można powiedzieć. Chociaż – gdyby miał zgadywać – to pewnie wszystko, wnioskując z podsłuchanej rozmowy.

Przestąpił wyczekująco z nogi na nogę.

// Edit: bo się okazało, że z auta nie słychać o czym gadają. Mój błąd.

Matthew Redman - Pon 14 Mar, 2016 19:03

Matt całą drogę siedział skulony za jednym z siedzeń. I nie, nie była to najwygodniejsza pozycja. Pewnie dlatego, gdy tylko auto zatrzymało się, a drzwi od strony kierowcy trzasnęły, chłopak wyszedł z pojazdu.
-Cholerka... gdzie ja jestem? - Mruknął do siebie, przeciągając się i rozciągając zastałe mięśnie. - O cholerka... Yuri i Alena! - Prawie krzyknął, widząc, kto się z bagażnika wydostaje. A potem jeszcze Banner do nich doszedł... robiło się tłoczno.

-Yyy... Heja. Którędy na ComicsCon? - Powiedział, wychodząc zza auta. Sam nie wiedział, czemu w ten sposób się zachował... może znudziło mu się siedzenie tuż przy zadku Bannera? Albo miał dość tej przejażdżki? Zresztą, co mu zrobią? Chyba nie zostawią nieletniego na środku nie-wiadomo-gdzie lasu? Nie zostawią?

-Yuri... co tu się dzieje i gdzie my są? - Zapytał, gdy Rosjanin przestał się tłumaczyć - A ten dyrektorek to kto? Nasz szofer? Panie kierowco? Gdzie dzisiaj? - Ostatnie dwa zdania skierował do Bannera. A że pewnie przekreślił swoje szanse na podwiezienie? No cóż - żyje się tylko raz i to trochę za mało, żeby się przejmować czymś takim, jak szacunek dla starszych.

-Stark, Stark... Kuchnia, pamiętam to nazwisko... Czy to nie ten... Tak! To ten Playboy, co się za Żelazko przebiera! - Wciął się w rozmowę, nie pozwalając dojść Bannerowi do słowa. - Ty jesteś jego szoferem? Tak, weź nas do niego! Alena potrzebuje pomocy... a ja sobie z twoim szefem pogadankę zrobię. Na jaki temat? Na temat tego, gdzie powinien zainwestować, jak chce serio pomóc ludziom.

Bruce Banner - Czw 17 Mar, 2016 21:29

Banner był w szoku widząc trójkę nastolatków wyskakujących z jego auta. Z jednej strony wyglądało to komicznie. Wyskakiwali jak króliki z kapelusza. Był parę metrów od auta, kiedy z bagażnika wyskoczyła dziewczyna. Zatrzymał się jakby nagle wyrosły mu korzenie. Po sekundzie wyskoczyła kolejna osoba. I kolejna. Spojrzał na całą trójkę, po czym odwrócił się w kierunku niedoszłego teścia, znowu spojrzał na nastolatków i znowu Ross. I tak parę razy. Nie za bardzo wierzył swoim oczom.
Jesteś zmęczony Brucey. To Ci wszystko się śni. Znowu. Takie senne psikusy.
Nie, nie śniło mu się. Ze zgrozą pomyślał, co by się stało, jakby doszło do wypadku. Albo jakby zmienił się w Hulka. Dzieciaki nie miałyby szans.
A propos Hulka. Wpierw był zadowolony, że nie zdecydował się na prośbę Thaddeusa. Nawet nie chciał myśleć, co by się stało z tymi dzieciakami. Z drugiej strony, słysząc szczególnie słowa Matta, stwierdził, że może nauczyliby się nie chować w czyimś samochodzie. Poza tym widział, co nastolatkowie z Instytutu Xaviera potrafili zrobić. Pytanie tylko, jak bardzo ta trójka panuje nad swoimi mocami. I w sumie, jakie mają moce.
- Czy wyście oszaleli?! - ryknął na nich wściekle, kiedy w szybkim tempie zbliżył się do auta. Trzeba powiedzieć, że wyglądał groźnie jak na laboratoryjnego nerda. Szczególnie mogła się obawiać Alena, do której podszedł. Dotknął jej, o dziwo delikatnie i zaczął oglądać. Nie wyglądała najlepiej. Rosjanin nie kłamał, dziewczyna potrzebowała lekarza.
- Mogliście mnie zapytać, a nie narażałeś ją na niebezpieczeństwo - warknął na chłopaka i delikatnie wpakował dziewczynę do auta. Sięgnął do schowka miedzy siedzeniami i wyjął z niego butelkę wody. Jako, że to SUV Starka schowek był mini lodówkę, więc woda była chłodna. Podał ją dziewczynie.
- On jest głupi czy udaje? - zapytał spoglądając złowrogo to na Matta to na Yoriy'ego. - Jeśli to drugie to radzę Ci szybko zaprzestać. Bo nie ręczę za siebie. - Miał ochotę zagrozić zostawieniem w lesie, ale nie jest tak paskudny. Mimo Hulka w głowie jest dobrodusznym Bannerem.
- Wsiadajcie, wszyscy - zadecydował. Nie zostawi ich tutaj. Szybciej było do Stark Tower niż do Instytutu. A poza tym... Uważał, że u Tony'ego dostaną odpowiednią opiekę.Nie podobało mu się to, co spotkał w szkole. Dlatego, kiedy wszyscy wpakowali się do auta skierował się do siedziby Avengersów.

//zt WSZYSCY -> Garaże w Stark Tower

Wybaczcie, przyspieszam.

Yuriy Morozov - Pią 18 Mar, 2016 09:23

Przekleństwo które zmiął w ustach gdy się okazało, że przy okazji Matt wpadł na ten sam pomysł – zdecydowanie nie nadawało się do powtórzenia ani głośno. Ani nawet po rosyjsku. Zresztą, niezależnie, jak bardzo Rosjanina denerwował – był teraz najmniej ważnym problemem.
Przez moment tylko zwyczajnie musiał złapać oddech albo dwa żeby nie strzelić Matta prosto w pysk. I poprawić z nogi, jeśli nie dotarło.

Pewnie gdyby mógł to by się trochę cofnął – tyle że miał za sobą maskę samochodu. Musiałby więc z powrotem wejść do auta.

- Kazali by nam zostać, Xavierowi wyraźnie się nie podobał ten pomysł – rzucił do naukowca.

- A pan by pewnie musiał naszych opiekunów poinformować, inaczej byłoby to porwanie, nie? Nie zgodziliby się, by pojechać z panem. – dorzucił, przypominając sobie reakcję profesora na propozycję Bannera w ambulatorium.
Przy okazji zdradzając, że od początku zamierzał postawić Bannera przed faktem dokonanym. I nie specjalnie dać mu wybór.

Mimo trójki na tylnej kanapie auta było wygodniej.

- Jest durniem. - Rzucił sucho, przez moment zerkając na Matta, pozwalając potem błądzić myślom swobodnie

//zt -> Garaże Stark Tower

Mistrz Gry - Sob 23 Wrz, 2017 21:10

Droga z centrum do lasu nie trwała aż tak długo. Nixon zadbał o to, by Samantha nie wynudziła się za bardzo, starając się zabawić ja rozmową. Opowiadał trochę o sobie, o swojej pracy, ale też spróbował zdobyć kilka informacji o swojej towarzyszce.
Tak czy siak, nim dziewczyna obejrzała się, dziennikarz zatrzymał auto przy jednej z ścieżek prowadzących w głąb lasu.

-Dalej chyba nie wyjedziemy. - Powiedział, wysiadając z auta i zabierając nieduży plecak z tylnego auta. - Według informacji, meteoryt rozbił się nie dalej niż 3 kilometry w głąb... Na jednej z polan.
-W sumie, to nawet dziwne, prawda? Meteoryt spadający na polane. Trochę tak, jakby to nie bezmyślna skała, a jakiś... Pojazd kosmiczny?

//Sam, jak możesz, daj na końcu postu krótką rozpiskę, co zabrałaś z sobą.

Samantha Craven - Nie 24 Wrz, 2017 16:28

//Joe's Pizza

Nixon był specyficzny, ale może dlatego tak działał na otoczenie i dlatego Sam tak szybko nawiązała z nim kontakt i postanowiła się podjąć tej szalonej misji. Przez chwile nawet zastanawiała się czy to rozsądne, czy może jednak nie powinna kogoś zawiadomić, albo wezwać pomoc? Wiedziała jednak jak się to by skończyło - zakazem działania i pozostawanie tego bardziej doświadczonym osobom. Tyle że liczył się czas, a tego mogło nie być aż tak wiele.
Zaraz po rozmowie w pizzerii, w czasie której Nixon raz za razem popisywał się elokwencją i co ciągnął potem w podróży autem, Sam miała nieodparte wrażenie, że pakuje się w kłopoty. Nie umiała widzieć przyszłości tak jak jej kuzynka, ale w środki, w jej wnętrzu coś się kotłowało, jakby na coś wyczekując.
W czasie jazdy Sam niewiele się odzywała i też niewiele o sobie zdradziła. Tylko tyle, że nie mieszka z rodzicami, że nie jest NY, ale jest jej dobrze ani nawet w okolic, ale nie może narzekać, ma dach nad głową i wielu znajomych i to było chyba tyle. Nie wdawała się w szczegóły i unikała tego. Nawet częste komplementy Nixona tego nie zmieniły, choć sam fakt, że z nim podążyła do lasu (jakby nie było z obcym mężczyzną) o czymś świadczył.
Wysiadła z samochody, gdy się zatrzymali i zgarnęła swoje rzeczy. Nie miała ich wiele, a w niewielkim plecaku było tylko kilka jej zdaniem istotnych rzeczy, choć nigdy nie można było wszystkiego przewidzieć. Miała latarkę, trochę liny, zapalniczkę i zapałki, jakiś ręcznik, pudełko, nożyczki, trochę sznurka, nóż, jakiś ciuch i chyba tyle. Nie planowali przecież wielkiej wyprawy, chcieli zbadać jedną rzecz i wracać, takie było założenie. W kieszeni miała telefon, do alarmowego kontaktu.
- Nie mam pojęcia, choć gdyby to był statek kosmiczny, to pewnie zaraz wszystko byłoby tu otoczone wysokim płotem. Może to ani statek, ani meteoryt? No nic, dowiemy się, jak tylko dojdziemy na miejsce, 3 km to niedużo, powinniśmy tam dojść w 30-40 minut.
Uśmiechnęła się lekko, poprawiając plecak na ramionach i ruszyła przed siebie. Nabrała powietrza w płuca i poczuła przyjemne mrowienie pod stopami. Jej moc byłą specyficzna i odczucia z nią związane zależne były od miejsca w którym się znajdowała, w mieście zawsze czuła się przytłoczona, las i bezpośrednia styczność z ziemią to co innego, dlatego tak bardzo lubiła mieszkać w Instytucie.

Mistrz Gry - Czw 28 Wrz, 2017 23:40

Tak, Adam potrafił oddziaływać na swoje środowisko. Może to sposób w jaki mówił, może to to, co mówił... albo jak wyglądał... Tak czy siak, Nixon potrafił zachęcić ludzi w swoim otoczeniu do podążania za nim, czy spełniania jego mniejszych czy większych próśb. No i to wykorzystywał. Tylko... czy taka osoba jak On może być zimnym i wyrachowanym egoistą? Nie, to raczej wątpliwe. Ktoś taki nie mógł być zły! Nie mógł, prawda?

Nixon nie ciągnął za język, nie nalegał, by Sam się przed nim otworzyła. Uszanował jej tajemnice - w końcu sam ukrywał przed nią swoje źródła informacji. On po prostu tylko zapewniał rozrywkę dziewczynie. A widząc (czy raczej słysząc) jej niechęć do mówienia o sobie, szybko zmieniał temat na bardziej neutralny.

Dziennikarz po chwili dołączył do Sam. Teraz miał z sobą plecak wojskowy, przy pasie jakiś nóż... I pewnie coś jeszcze.
-A więc... - Poczęstował dziewczynę jednym z swoich najpiękniejszych uśmiechów - Ruszajmy! Na przód, przygodo!

Nasi bohaterowie dłuższy czas spacerowa po lesie. Teren powoli i delikatnie piął się w górę. W uszach rozbrzmiewał śpiew ptaków. Gdzieś chyba dojrzeli daniela. Ale przecież nie poszli do lasu nacieszyć zmysłów pięknem natury! Wędrowali dalej, teren dalej się wznosił. W pewnym momencie trafili na jakąś polanke.
-Hmmm... Czyżby to tu? - Zdziwił się Nixon, wyjmując z kieszeni spodni urządzenie... Chyba telefon. - Według GPSu powinniśmy iść jeszcze kilkaset metrów... Chyba, że astronomii-amatorzy źle coś obliczyli?

Samantha Craven - Pią 29 Wrz, 2017 17:29

No tak, rozmowna nie była zbytnio, a przynajmniej nie w związku z opowiadaniem o sobie. W innych przypadkach chętnie nawiązywała konwersację, choć i tak była znacząco oszczędna w słowach. Być może spowodowane było to tym, że już mentalnie przygotowywała się do misji i do tego, co być może będzie ich czekać, choć miała nadzieje, że do najgorszego nie dojdzie. Cały czas chciała o tym myśleć jako o małej wycieczce do lasu, jednak to stwierdzenie strasznie ją gryzło. Do tego wolała być ostrożna i choć Nixon miał w sobie to coś, to jednak Sam wolała być na baczności. Jeżeli czegoś nauczyła się w instytucie i w trakcie różnych lekcji to tego, że zawsze trzeba mieć oczy szeroko otwarte, bo nigdy nie wiesz z kim masz styczność.
Ruszyli więc do lasu, a Sam szła obok Adama, poruszając się całkiem swobodnie. Piesze wycieczki nie były jej obce, a z początków swojego pobytu a szkole bywała na kilku biwakach, na większości dosyć niechętnie. Musiała jednak przyznać, że było to przydatne i pozwoliło jej zaadaptować się do otoczenia. No i była ziemia. Gorąca i pulsująca.
- Jestem ciekawa co i czy w ogóle coś znajdziemy. I na ile twoje źródło było wiarygodne.
Nie szli nawet zbyt długo, gdy trafili na jakąś polanę. Nawet względem jej własnych pobieżnych obliczeń zdawało jej się, że coś za blisko. Ale w sumie pomyłka zawsze mogła nastąpić.
- Astronomowie-amatorzy. - poprawiła go, choć jako dziennikarz powinien wiedzieć jak się wymawia i pisze takie słowa. - A może to inna polanka? Może gdzieś dalej jest kolejna? Tu przecież nic nie ma, wygląda... normalnie.
Sam zrobiła krok na przód i zaczęła się ostrożnie rozglądać. Nie chciała za bardzo wchodzić wgłąb, nie bardzo wiedząc co o tym wszystkim myśleć. Czego oni w ogóle szukali? To nic nie było. Albo zostało nie było to to miejsce, albo zostało ukryte, cokolwiek tu było, albo to pułapka. Mogło być też połączenie tych dwóch ostatnich rzeczy.
Przykucnęła i dotknęła ręką ziemi. Mogło to wyglądać dziwnie, jakby nagle chciała chwilę odpocząć, ale nie o to jej chodziło. Chciała sprawdzić drgania ziemi, zbadać najbliższą strukturę i budowę, żeby dowiedzieć się, czy gdzieś tutaj znajduje się coś nietypowego. Jeżeli było - wyczuje to tak, jakby sama tego dotykała.

Mistrz Gry - Wto 03 Paź, 2017 19:33

-Ja też... - Odparł dziennikarz, nie oderwująć oczu od mapy. W końcu wzruszył ramionami i poszedł w głąb lasu.

Słysząc, jak dziewczyna go poprawia uśmiechnął się... Z politowaniem? Chyba tak można było odczytać ten wyraz twarzy... Jakże atrakcyjny wyraz pięknej twarzy... Ale wróćmy do rzeczywistości!
-Nie, to na prawdę Astronomii. Internetowe forum, zrzeszające miłośników patrzenia na gwiazdy. Tak się nazwali... Niby, żeby odciąć się od ewentualnych humanistów. Wiesz, "prawdziwi fani, nie to co ci casualowce", poczucie wyższości, przynależność do "elitarnej" grupy...
-Nie dowiemy się, jak nie sprawdzimy.

Nixon ruszył na polane. Szukał czegoś i szukał... Ale ciężko znaleźć igłę w stogu siana... Nie wiedząc, jak igła może wyglądać. Na szczęście była Samantha. Samantha, wyczuła coś dziwnego w tutejszej ziemi. Gdzieś... Gdzieś tam! Zniekształca układy warstw gleby. Coś kształtu... Jajka? Ale jakiegoś dużego. Strusie? Tylko... Skąd tu mogło się wziąć strusie jajko?
Tyle dobrze, że to coś nie zostało zbyt głęboko zakopane. Nie będzie problemu z wzięciem "jajka" i przyjrzeniu mu się bliżej.

Samantha Craven - Sro 04 Paź, 2017 19:04

No cóż, zwróciła mu uwagę, ale jak widać i na to był przygotowany. Gdy wyjaśnił o co konkretnie chodzi, zrobiła trochę głupią i zaskoczoną minę, a potem się uśmiechnęła i pokręciła głową. To miało sens i poniekąd świadczyło i pewnym idiotyzmie grupy, która się tak nazwała.
Wracając jednak do chwili obecnej, oboje zaczęli powoli badać teren, każde na swój własny sposób. Sam nie wiedziała czego może się spodziewać, więc wolała zachować najwyższą ostrożność. Prawie zaprotestowała, gdy Nixon wystrzelił na środek polany, mruknęła jedynie coś w stylu: "Uważaj, tam może być pułapka", a jako że nic się nie stało, skupiła się na swoim własnym sposobie poszukiwań. Jak uważała, będzie to o wiele skuteczniejsze i od razu powinno jej powiedzieć czy rzeczywiście coś tu jest, czy może jednak zostali wystawieni do wiatru, a cała ich wycieczka zakończy się fiaskiem. Rzecz jasna poza faktem mile spędzonego czasu i przyjemnego towarzystwa.
Szukali na ślepo, bo nawet nie wiedzieli, czego szukać. To miejsce nawet nie wyglądało na takie, gdzie coś mogło upaść, nie mówiąc już o upadku z kosmosu, czy w ogóle z jakiekolwiek wysokości. Było tu normalnie, trawa rosła, nie było krateru, połamanych krzewów ani gałęzi drzew. Polana jakich wiele, ale...
Oczy Sam rozszerzyły się gwałtownie. Ziemia, ciepła, przyjemna, miło pulsująca ziemia właśnie wskazała jej ślad. Dziwny ślad. Jajo?
Dziewczyna wyprostowała się przeszła kilkanaście kroków w stronę skąd wyczuła dziwny przedmiot. Nie był daleko i już po chwili ponownie kucała wśród wysokich traw.
- Adam! Znalazłam coś! - zaczęła już delikatnie odgrzebywać ziemię, która przykrywała dziwne jajo.
Skąd tutaj jajo? Wprawdzie ornitologiem ani biologiem nie była, ale jej wiedza była na tyle wystarczająca, by wiedzieć, że raczej żadne z tutejszych zwierząt nie składałoby takich jaj, do tego w takim miejscu. W ogóle nie wiedziała jaki gatunek zwierzęcia mogłoby takie jajo złożyć. A może to nie jajo, tylko coś na kształt jaja? Tylko co? Z mocno bijącym sercem powoli rozsuwała palcami ziemię wyczuwając, że coś tu jest. Mogła się oczywiście mylić, ale najwyraźniej wyjdzie na głupią - mówi się trudno, będą się potem z tego śmiać, ale na razie... na razie była cała spięta z oczekiwania.

Mistrz Gry - Pon 09 Paź, 2017 21:23

Czy idiotyźmie? Nixon zapewne nie był tego samego zdania. Wręcz przeciwnie. On wolał o nich myśleć, jak o bohaterze pasty "O ojcu fanatyku wędkarstwa". Elitaryzm, elitaryzm i wieśniactwo. Ale nie idiotyzm.

Nixon czasem zachowywał się "lekkomyślnie". Z tym, że nie działał bez żadnego planu. On po prostu czasem kierował się planem, w którym było dużo miejsca na improwizacje. Tak było i tym razem. Niby Adam rzucił się wprost w paszcze lwa... A jednak nie koniecznie. Gdyby przyjrzał się sposobowi, w jaki Nixon wpadł na polane zobaczyła by, że dziennikarz szybko, ale dokładnie ocenia miejsce, w którym ma postawić stopę. A w momencie, w którym znalazł się na środku polany, rozejrzał się uważnie szukając jakiś wskazówek.

Im dłużej Samantha przyglądała się jajku, tym bardziej było ono jajkiem. Odrobinę ciepłym w dotyku (ewidentnie cieplejszym niż temperatura ziemi). Miało szary kolor i było upstrzone zielonymi plamkami. Było też cięższe, niż mogło się na pierwszy rzut oka wydawać. Skorupa była dość szorstka... Ale nie wiadomo, czy to nie przez resztki ziemi.

-Słucham? Hej! Czekaj! - zawołał za Sam dziennikarz i pobiegł w jej kierunku. - Pokaż, co znalazłaś?
-Hmmm... Nie wygląda to na coś "typowego". Ornitologiem nie jestem... Spece od jaszczurek też nie... Ale na prawdę nie wiem, co mogło to tu zostawić. Mogę? - Zapytał wyciągając ręce w kierunku dziwnego czegoś. Jednocześnie Sam poczuła, jakby jakiś ruch w jajku. A może jej się tylko zdawało?

Samantha Craven - Sro 11 Paź, 2017 15:54

No cóż, Sam coś znalazła. Ciężko było jej jednak powiedzieć, co to jest. Powoli odgarniała ziemię, aż wydobyła niezwykłe jajo. Nie było głęboko i w sumie nawet nie trzeba byłoby go długo szukać. Niestety nie była w stanie stwierdzić co to było za jajo i czego. Miało swoją wagę oraz specyficzny kolor, na tyle, na ile mogła go ocenić, bo jak zaraz potem wspomniał Adam i musiała mu tu przytaknąć, ornitologami ani nikim takim nie byli. Sam nie była więc na ile dziwne było to jajko w stosunku do innych - zwyczajnie się na tym nie znała. W jej ocenie jednak było w nim coś dziwnego. Nie była pewna, ale może ten ciężar, kolor i ogólne odczucia o tym świadczyły. Nie mogła mieć pewności czy się nie myli.
- Jest dosyć ciężkie i nie mam pojęcia jakie zwierzę mogło je zostawić i to jeszcze na środku polany w lesie. Nietypowe miejsce na gniazdo, zresztą zobacz - wskazała na miejsce skąd wyciągnęła jajo - To nawet nie jest gniazdo.
Tylko jak mogło się tam dostać? Miejsce znaleziska nie wyglądało nietypowo. W ogóle wszystko tutaj wyglądało... zwyczajnie. Aż zaczynała się zastanawiać nad tym czy nie popada w paranoję i nie doszukuje się niezwykłości tam, gdzie jej nie ma.
- hmm.. chyba coś się w nim poruszyło. - wstała podnosząc jajo ze sobą i pokazując Adamowi, nie byłą pewna czy powinna mu je dawać, ale może on coś zrozumie. - Jak się zaraz z tego coś wykluje to będzie najdziwniejsze zostanie rodzicami na świecie. - spróbowała zażartować, ale jej mina byłą dość nietęga.
Na tej polanie totalnie nic nie było, poza tym dziwnym jajkiem. Sam poczuła ciarki na plecach. Coś jej nie pasowało i to ewidentnie, tylko nie wiedziała co. Jej wewnętrzny alert dawał o sobie znać, jednak jak to w jakiś sposób dobrze zareagować, jak nie dzieje się nic?
- To tutaj był ten człowiek? I stąd zaczęli go ścigać? Tutaj nic nie ma. Zwykła polana, drzewa, trawy, wiatr i typowe dźwięki lasu i okolicznej zwierzyny. Niby normalnie, ale... dziwnie. Zważywszy na okoliczności i naszą wiedzę.
Liczyła na cokolwiek. Wrak. Bazę. Obóz. Jakieś ludzi. A tu nie było nic, nie tego się spodziewała po tych wszystkich rewelacjach. Oczywiście poza jajkiem. Tajemniczym jajkiem.

Mistrz Gry - Sob 14 Paź, 2017 21:55

-Nie wiem... - Stwierdził Adam, przyglądając się jajku - Może to legwana z Komodo? Wiesz, skoro mamy krokodyle w ścieżkach, to czemu nie legwana w lesie? - Stwierdził pół żartem pół serio. - I w takich chwilach żałuję, że na lekcjach biologii spałem.

-Tak... Na to wychodzi... - Odpowiedział mężczyzna na pytanie Sam. - I mnie to też się nie podoba. Tu jest... Za normalnie!

Oboje wypowiedzieli się o typowości otoczenia w złym momencie. Może nie tyle otoczenia, co sytuacji... Ale do rzeczy.
Tym razem coś w jajku na pewno się poruszyło. Na samej powierzchni skorupy wystąpiły pęknięcia. Ani Samantha ani Adam nie zdążyli jednak zareagować. Jajko otworzyło się w momencie przekazania, a z jego wnętrza z prędkością kąsającej żmija, zaatakowało COŚ. Adam został opryskany jakimś zielonym pyłem i mazią, które pokryły jego twarz i tors. Samantha na szczęście uniknęła rozprysku.
-Fuj! - Skrzywił się dziennikarz. - Co to jest? Nie masz jakiejś szmatki, czy ręcznika? - Zapytał, próbując zetrzeć z siebie to coś.

Nagle, bez ostrzeżenia, Nixon stanął i spojrzał się tępo gdzieś nad drzewa na południu. Stał tak dłuższą chwilę, a następnie odwrócił się z powrotem do Sam. Jednak coś w nim było nie tak. Jego oczy... To nie były jego oczy!
-Możesz czuć się wyróżniona. Zostałaś wybrana by dołączyć do roju. Albo pójdziesz ze mną, albo cie zabije. - Powiedział nie swoim głosem. Głosem w którym było coś obcego. Dosłownie, jakby nie z tego... Nie z tej planety? Sam sama nie wiedziała skąd wzięła takie porównanie, ale idealnie pasowało do sytuacji.

Samantha Craven - Pon 16 Paź, 2017 18:35

Zdecydowanie cała ta sytuacja była mocno dziwna i podejrzana. Rozumiała, że czasem informacje od informatorów mogą się mylić, ale żeby aż tak? Adam był święcie przekonany, że to jest własnie to miejsce, a rozglądają się wokół nie widzieli niczego niezwykłego. Pułapka? A może po prostu fakt, iż nie znali przyczyn sprawiał, że nie dostrzegali czegoś bardzo istotnego? To zresztą miało zostać lada moment zweryfikowane.
Potem z jajkiem coś zaczęło się dziać. Pękło... czy może raczej się otworzyło, jednak Sam nie była w stanie czego niezwykłego dostrzec. Sam odruchowo odskoczyła, nie kryjąc zdumienia malującego się na jej twarzy. Już w głowie miała dwie rzeczy - sprawdzić jajko oraz pomóc Nixonowi w ogarnięciu się, gdy nie zdążyła zrobić ani jednej z tych rzeczy z powodu dziwnego zachowania mężczyzny.
- Adam? - spytała się niepewnie, dostrzegając, że coś jest nie tak. - Adam, wszystko w porządku?
Podświadomie czuła, że nic nie jest w porządku i właśnie COŚ się stało. COŚ niedobrego i strasznego. I nie pomyliła się. Omal się nie zachłysnęła powietrzem, gdy mężczyzna ponownie na nią spojrzał. To nie był on, to nie był ten czarujący i dowcipny mężczyzna, który najwyraźniej wcześniej ciągle do niej zarywał. Adam zniknął, pojawiło się COŚ.
- Kim jesteś i co zrobiłeś z Adamem?! - cofnęła się jeszcze dwa kroki.
Czyżby to jajko nie było jajkiem, a czymś w rodzaju grzyba? Pasożytem? Zarazą czy jakimś wirusem? Sam przełknęła głośno ślinę. Było źle.
- Nigdzie nie idę, a ty oddasz mi Adama w tym momencie!
To nie mógł być głupi żart z jego strony, prawda? Ciężko było jej sobie jakoś wyobrazić, by Nixon tak się bawił jej kosztem, tak samo jak ciężko było jej sobie wyobrazić to, że miała do czynienia z kosmiczną napaścią. Choć może powinna, szczególnie, że w ogródku Instytutu wylądowali kosmici. Ale ona nie była zwykłym przedstawicielem rasy ludzkiej, była kimś więcej. Do tego znajdowała się w idealnym miejscu, wszędzie wokół miała ziemię. Pytanie tylko brzmi, jak miała powstrzymać Nixona? Jak go obezwładnić, nie zabić i do tego jeszcze mu pomóc? A może powinna się zgodzić i pójść z nim, żeby dotrzeć do źródła? Na tę myśl aż się wzdrygnęła, nie, nie mogła się na to zgodzić, bo to pewnie wiązało się z tym samym opętaniem, tego nie chciała.
Przyjemne drżenie ziemi dało jej znać, że nie była tutaj sama, że miała pomoc i towarzystwo znacznie potężniejszej siły. Jeżeli obcy myślał, że była słabą ziemianką - mylił się.

Mistrz Gry - Nie 22 Paź, 2017 08:48

Adam uśmiechnął się złowrogo
-Królowa Matka zabronił stosować przemocy... Chyba, że będzie to niezbędne by zdobyć nowe inkubatory dla Roju. Nasza technologia pozwoli Ci "przeżyć" nawet, jeżeli cię zabije. Więc dalej... Daj mi tą przyjemność i stawiaj opór. - Powiedział Już-Nie-Nixon. W tym momencie brzmiał trochę jak połączenie Obcego i Predatora.

Mężczyzna stał chwilę, jakby zastanawiając się nad odpowiedzią.
-W waszym prymitywnym języku nie ma dźwięków, które opisały by moje imię. Ale możesz mówić Bracie Kar'Sharv. Wkrótce poznasz resztę Roju. Chyba, że najpierw cię zabije. - Znowu ten psychopatyczny uśmiech, upodobanjący Nixona do Hanibala Lectera.
-Na prawdę nie masz się czego bać. Twój chłopak przechodzi transformację w jednego z Broodów. I jak widzisz, nie narzeka.

Nagle "Nixon" chwycił Sam za ramię. Zrobił to tak szybko, że dziewczyna ledwo zarejestrowała ruch jego ręki. Dopiero, gdy poczuła jak wręcz miażdży jej przedramię, zrozumiała, co się stało.
-No dalej! Królowa Matka nie będzie czekać! - Warknął z niecierpliwością.

Samantha Craven - Pon 23 Paź, 2017 16:51

To zdecydowanie nie było normalne i Sam doskonale wiedziała, że sprawa zrobiła się o wiele poważniejsza, niż mogłaby przypuszczać, przede wszystkim, o wiele niebezpieczniejsza, niż coś, w czym sama mogła uczestniczyć. Co innego śledzić rządowych dupków, a co innego mieć styczność z nieznanym kosmicznym najeźdźcą. Ale czy to naprawdę byli kosmici? Może coś innego? Czymkolwiek to było, na pewno nie żartowało. Sam widziała to doskonale. To ją przerastało. Poczuła silne ukłucie strachu, zwłaszcza że kolejne słowa tego czegoś, tylko potwierdzały w jakim bagnie się znalazła. Królowa Matka? Rój?. To nie brzmiało dobrze. To brzmiało fatalnie.
Chciała się cofnąć, ale Nixon-nie Nixon był szybszy niż mogłaby przypuszczać. Przeraziła się i to nie na żarty, a strach potęgowany przez adrenalinę w wielu przypadkach dawał niesamowite efekty, szczególnie gdy dotyczyło to kogoś zmutowanego jak ona. Ziemia pod ich stopami zaczęła się trząść, z każdą chwilę coraz silniej i mocniej. Nagle fragmenty skał i ziemi oderwały się z dużą prędkością i pomknęły w stronę napastnika, jednocześnie tuż pod stopami Nixona ziemia rozstąpiła się i zaczęła pełznąć ku górze, zgarniając stopy, kostki, sięgając łydek...
- Nigdzie nie idę! - kobieta szarpnęła się, chcąc się wyrwać z uścisku.
Musiała uciekać. I wezwać pomoc. Ale najpierw uciekać. Zdecydowanie to było na pierwszym i najważniejszym miejscu. Nie wiedziała z czym ma do czynienia, ale nie zamierzała pozwolić na to, by ją zgarnęli. I tak już zrobiła głupotę, że zdecydowała się na tę misję, dobrze przynajmniej, że powiadomiła o tym Mirage... tyle, że to na nic, skoro nie może przesłać kolejnych informacji.
Nie zamierzała dać się pochwycić, za nic w świecie nie pozwoli na to.

Mistrz Gry - Sro 25 Paź, 2017 21:43

Nixon-Potwór na początku nie zauważył, czy może zignorował wstrząsy. Dopiero skała wyrastająca spod ziemi zmusiła go do reakcji. Reakcji charakteryzującej się nadludzką szybkością.
Adam doskoczył w tył na ułamek sekundy przed kontaktem z skałą. Spojrzał się na dziewczynę z wściekłością.
-Jak... Jak śmiesz! Właśnie podpisałaś na siebie wyrok! - Krzyknął... Nie, ryknął na cały głos.

Przez krótką chwilę Adam i Sam mierzyli się wzrokiem. Wtem, Nixon złapał się za boki, jakby coś go ogromnie bolało... Jednak na jego twarzy pojawił się uśmiech... Triumfu? Opadł na kolana, a jego ręce... Jego ręce zmieniły się w coś przypominającego owadzie nogi, zakończone małymi, ale na pewno silnymi szczypcami. Ogólnie całe ciało dziennikarza pokryło się czym... Jakby chityniwym pancerzem.
-Mówiłem, nie prowokuje mnie. Ale wy, ludzie jesteście zbyt uparci. To dobrze... Nie będzie problemu z podbiciem was i dołączeniem do naszej armii!

Samantha Craven - Sob 28 Paź, 2017 07:43

Zamanifestowała swoje zdolności, ale takiej reakcji się nie spodziewała. Miała nadzieje na zaskoczenie, a ten się wściekł jeszcze bardziej, jakby fakt, że w ogóle próbowała coś pokazać było największą możliwą obrazą. Najwyraźniej sytuacja była naprawdę poważna, a Sam kończyły się pomysły związane z dalszymi krokami. Nie udało jej się uziemić stwora i wątpiła, by dała radę po raz drugi, szczególnie teraz, gdy wiedział do czego była zdolna. Choć nie, nie wiedział, bo nie pokazała wszystkiego, ale to mało istotne.
To już nie był Nixon, nie miły, przystojny reporter, który flirtował na każdym kroku. Teraz to był dziwny pokraczny stwór, który chciał ją zabić. Była zła, nie na niego, tylko na siebie i na to, jak nieostrożna była. Znaczy starała się być ostrożna, ale było to niewystarczające.
- Jestem kimś więcej niż zwykłym człowiekiem. - mruknęła, a potem... dała nogę.
Nie zamierzała walczyć z tym czymś, co najwyraźniej posiadało zdecydowanie nadludzkie zdolności. Zdążyła to zauważył: niezwykła szybkość i duża siła. Co jeszcze? Nie chciała się przekonywać i choć mogła uważać, że da radę go pokonać... nie chciała tego próbować. Musiała zwiać i wrócić do instytutu, żeby o wszystkim powiedzieć. Coś się działo i to coś wielkiego, tylko nie wiedziała co.
I co wspólnego miała z tym tamta agencja? Przecież człowiek na moście nie wyglądał na kogoś zarażonego jak Nixon. Może mówiąc "oni" miał na myśli te stwory, a nie agentów? Nie wiedziała i nie miała czasu na rozmyślania. Biegła najszybciej jak tylko mogła, chowając się między drzewa. Tylko czy da radę mu uciec jak jest taki szybki?
O tak, wpadła na pomysł, żeby go spowolnić. Zanim opuściła polanę w biegu machnęła ręką, ziemia zadrżała, a między nią a stworem wyrosła skalna ściana na wysokość około 3 metrów i rozciągała się na prawie całą szerokość polany. Albo uda jej się dobiec do samochodu, do którego miała kilka kilometrów, albo będzie kiepsko.

Mistrz Gry - Sro 01 Lis, 2017 17:59

Quake miała po prostu pecha. Przecież normalnie ta sztuczka z skałą zakończyła by całą tą historię. No ale nie, przecież wszystko musiało pójść nie tak. I Nie-Nixon, zamiast zostać spacyfikowanym, zmienił się... W to Coś. Coś, co ewidentnie nie zamierzało być mile dla mutantki.

-Kimś więcej? - Zakpił Stwór - Na tej podrzędnej skale nie ma nic znaczącego. Więc możesz być kimś więcej dla swoich. Dla Roju dalej jesteś Stworzeniem Drugiej Kategorii.
Humanoidlany owad nie ruszył od razu za Samanthą. Stał tak, wpatrzony gdzieś w dal... Jakby słuchał jakiegoś komunikatu. Dopiero po chwili ruszył za uciekającą dziewczyną... Od której odgrodził go wielki, skalisty mur.

Sam uciekła. Nie mogła być pewna, czy zbliża się do samochodu, którym tu przyjechali, ale to nie miało znaczenia. Trzeba było uciekać. Jak najdalej stąd. Jak najdalej od tej maszkary.
Nagle las się skończył. Sam stanęła przed jakąś drogą... Może autostradą? Spojrzenie w lewo - pusto. Spojrzenie w prawo... Tak! Coś tam jest! Jakiś czarny samochód... SUV... Ej, czy to nie jedno z aut Departamentu X?
Samochód zatrzymał się tuż przed nią. Drzwi otworzyła Agentka Toad.
-Wsiadaj! - Krzyknęła, wracając na swoją pozycję przed kierownicą. - Już! Nie mamy czasu!

Samantha Craven - Sro 01 Lis, 2017 19:20

Nie oglądała się za siebie tylko uciekała. Miała gdzieś to czy stwór się zamyślił, czy nie. Po prostu biegła, a przedtem stworzyła mur, żeby dać sobie większe szanse i spowolnić pościg. Zawiązywanie walki z tym czymś nie miało sensu, bo nie znała jego możliwości, a to, co już pokazał kazało jej sądzić, że mógł znacznie więcej. Nie była na to przygotowana i nie wiedziała, jak mogłaby go pokonać. Boleśnie zdawała sobie sprawę z tego, że jej zdolności wymagają lepszego doszlifowania.
Nie wiedziała ile biegła, ale kojarzyła mniej więcej drogę, którą przeszli wcześniej. Mimo wszystko w którymś momencie musiała coś pomylić bo wybiegła na drogę, a w pobliżu nie widziała samochodu, którym Nixon ich tu przywiózł. Chciała zakląć, ale w tym momencie zauważyła zbliżającego się SUVa. Od razu go rozpoznała, co wywołało u niej odruch ucieczki. Z deszczu pod rynnę?
Już chciała zwiać, kiedy auto się zatrzymało i wychyliła z niego znajoma twarz agentki spotkanej na moście. Zastanawiała się przez chwilę co zrobić. Miała wątpliwości co do tego, jaka decyzja będzie najlepsza. Obejrzał się za siebie, nie dostrzegając pościgu, ale nie wątpiła, że jest blisko. Zresztą drgania ziemi doskonale ją o tym informowały, potrafiła w ten sposób wyczuć kto jest w okolicy, jak również fakt czy ktoś biednie, idzie czy jedzie.
- Szlag!
Pociągnęła drzwi samochodu i wsiadła. Może popełniła błąd, może właśnie wpadła w kolejne kłopoty, nie wiedziała, ale to się lada moment okaże. Może właśnie dobrowolnie wsiadła do samochodu swojego wroga. Teraz to już jednak nie miało znaczenia. Uderzyła dłonią w siedzenie kierowcy i zatrzasnęła gwałtownie drzwi.
- Jedź!

Mistrz Gry - Pon 06 Lis, 2017 22:21

Ucieczka przez las... obcy las, w którym poluje jakiś dziwny potwór. Obcy las i Potwór. Nie, to nie mogło zakończyć się dobrze. I dziewczyna powinna cieszyć się, ze się "tylko" zgubiła i wpadła "tylko" na przedstawicielkę Departamentu X. W końcu... tak niedawno wizyta w lesie zakończyła się spotkaniem z wilkołakiem. No, ale nie uprzedzajmy faktów.

Agentce Toad nie trzeba było nic mówić. Ruszyła, gdy tylko Sam wsiadła do auta, nie czekając ani na zapięcie pasów, ani nawet na zamknięci drzwi.

Pierwszy, spory fragment drogi minął w milczeniu. Pracownica Departamentu była skupiona tylko i wyłącznie na drodze (którą z resztą pokonywała z gracją i prędkością kierowcy rajdowego), ignorując ewentualne uwagi pasażerki.
Dopiero po dłuższym czasie agentka zabrała głos.
-Nie wiem, czy gratulować ci odwagi, czy ochrzanić za głupotę, Młoda. Masz szczęście, że nasi coś podejrzewali... i że wystąpiły te anomalie z trzęsieniem ziemi. Byliśmy pewni, że to coś jest tylko pasożytem... ale wychodzi na to, że posiada jakieś inne zdolności, niż tylko przemiana ciała swojej ofiary.

-Przy okazji... Co powiesz na kubek gorącego kakao? Ja "stawiam". - Powiedziała Toad i delikatnie się uśmiechnęła. Nie przyjmując odmowy (kto ma kierownicę, ten ma władzę), zawiozła obydwie gdzieś w głąb Miasta.

//z.t -> Nowy Jork -> Siedziba Departamentu X


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group