X-Men RPG
Forumowa gra RPG oparta o uniwersum Marvela.

Domy - Sanctum Sanctorum

Dr. Strange - Czw 16 Lut, 2017 22:54
Temat postu: Sanctum Sanctorum


Sanctum Sanctorum, miejsce zamieszkania, dom, praca i jedno z najważniejszych miejsc na całym świecie dla Doktora Strange. Budynek, który, gdyby mu się dokładnie przyjrzeć, nie specjalnie pasuje do okolicy. Jednak z jakiegoś powodu niewiele osób zdaje się go zauważać, przyglądać się mu. Za to zupełnie niewielu zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny jest ten budynek, a prawie nikt, co znajduje się w środku.

Główna siedziba Strange'a jest nie tylko kamienicą. Budynek położony jest na skrzyżowaniu linii lei, w miejscu, gdzie magia jest skumulowana i silna. Ten dwupiętrowy dom skrywa wiele tajemnic, jedną z bardziej oczywistych, gdy już się wejdzie do niego, jest to, że jest większy, niż wydawałoby się patrząc z zewnątrz. Na parterze, poza foyer, znajduje się również biblioteka, kuchnia wraz z jadalnią oraz salon. Na pierwszym piętrze znajduje się gabinet doktora, jego sypialnia, sypialnia Wonga oraz wiele pokoi gościnnych. Drugie piętro skrywa prawdziwe Sanctum Sanctorum, razem z salą medytacji, mistyczną biblioteką oraz miejscem, w którym przechowywane są potężniejsze artefakty. Tutaj również umiejscowione jest Okno Śiwatów - okrągłe, wielkie okno, będące jednocześnie Pieczęcią Vishanti. Jedną z trzech pieczęci chroniących świat przed zagładą, a jednocześnie chroniących samo Sanctum Sanctorum przed wpływem z zewnątrz.




Dr. Strange - Czw 16 Lut, 2017 23:18

Doktor Strange siedział w swojej pracowni i czytał. Przyglądał się również staremu, drewnianemu globusowi. który w środku skrywał Kulę Agamotto, potężny artefakt, pozwalający odnaleźć istoty pozaziemskie, pochodzące z innych wymiarów i światów. Do tej pory panowała na Ziemi względna równowaga. Ostatnimi czasy pojawiło się jednak tutaj stanowczo zbyt wiele istot, które nie powinny się tu znajdować.

Loki, Thor, Sif, przybysze z kosmosu, a wśród nich, co zabawne, jeden ziemianin, a do tego potężne istoty, które chciały ten świat zniszczyć. Lub uratować. Nie pozostawały jednak obojętne na bieg historii.

Doktor rozważał, zastanawiał się, z kim porozmawiać najpierw. Na tą chwilę odrzucił Thora i Lady Sif. Gdyby Loki zaczął coś kombinować, posiadanie tej dwójki na miejscu powinno pozwolić go opanować. Postanowił odnaleźć pozostałych przybyszów. Okazało się, że znajdują się poza Nowym Jorkiem, ale w niedużej odległości. Może warto z nimi porozmawiać? Dowiedzieć się, czemu tu są i po co przyjechali...

Jak to powiedział filozof, "nie ma czasu nad teraźniejszość", po czym wsunął na palec pierścień, wykonał kilka kolistych ruchów ręką, a przed nim otworzył się błyszczący na złoto portal. Strange ruszył przed siebie.

//zt. park w Instytucie Xaviera

Dr. Strange - Pią 07 Kwi, 2017 22:23

//zt. Park w instytucie Xaviera

Strange pojawił się na swoim piętrze jak zwykle, nie używając drzwi. Wong nie wchodził do pracowni Doktora, więc tutaj miał spokój. Trochę wtopa w sumie z tym statkiem. Z drugiej strony, spodziewał się po tym miejscu nieco więcej, a tym bardziej po tych ufoludkach znacznie więcej. A tu... zakochana parka, która udaje, że się nawet nie lubią, duże, bardzo duże i silne dziecko, dodałby jeszcze, że niedorozwinięte dziecko, ale to mogłoby być za dużo powiedziane i do tego drzewo. Skoro jednak Stark postanowił im pomóc, nie było sensu się wtrącać. Poradzą sobie.

Strange sięgnął po jedną z ksiąg, której jeszcze nie czytał i zatopił się w lekturze. W pewnym momencie naszła go myśl, jak skontaktować się ze Starkiem, ale to może jutro. Musiał się przygotować.

Mistrz Gry - Pią 21 Kwi, 2017 21:05

Gdy doktor uznał już iż ciało potrzebuje odpoczynku i przeszedł do czytania w formie astralnej stało się coś, czego się nie spodziewał. Najpierw poczuł iż jego globus, artefakt zdolny wykryć istoty spoza Ziemi, uruchamia alarm. Co samo w sobie było niezwykłe, jako że nie posiadał on takich możliwości. W następnej chwili Stephen stanął naprzeciwko samego siebie. Przy czym ten drugi był w stanie krytycznym. Liczne rany, które zdolnemu chirurgowi już na pierwszy rzuto oka kojarzyły się z torturami, nadal krwawiły.

Oboje znajdowali się w lustrzanym wymiarze, co także było dość niepokojące. Niemniej wszystkie zmysły wskazywały iż doktor ma okazję porozmawiać ze starszym sobą. "Jaki wyjdzie z tego paradoks?" zdążyło mu przemknąć przez myśl zanim ranny doktor rzucił zaklęcie. Umysł współczesnego czarnoksiężnika zalały wizje. Chaotyczne obrazy, zarówno nie mające jeszcze najmniejszego znaczenia jak i od tej chwili będące kluczowe dla przyszłości świata, przelewały się przez jego teraźniejszość, skutecznie uniemożliwiając mu jakąkolwiek reakcję.


Widział cierpienie. Ból, który zadawano dla przyjemności, także jemu. Bezlitosnej, okrutnej przyjemności patrzenia na agonię. Widział setki, jeśli nie tysiące, śmierci zwykłych ludzi. Ktoś... Nie, nawet jeśli skryta w przyszłości istota, odpowiedzialna za takie cierpienie, była człowiekiem to nie zasługuje na ten tytuł. To było COŚ. Coś skryte się w cieniu, co nagle wychynęło na światło dzienne, zaskakując nawet doktora Dziwago..

Widział starca w kajdanach, niezdolnego do rozerwania ich, choć powinien zrobić to z łatwością. Jednak nawet on został złamany w przyszłości, przed którą Stephen ostrzegał sam siebie, ryzykując niewyobrażalną katastrofą. Nawet Magneto, pan żelaza, ugiął się pod naporem Mistrza, który już nadszedł.

Widział magazyny pełne ludzi w pajęczych kokonach, trzymanych niczym zabawki na półkach. Poukładani, ponumerowani. W bezradnym przerażeniu obserwujący mechaniczne ramię, którym COŚ, bo na pewno nie człowiek, wyjmuje sobie kolejną zabawkę do dręczenia.

Widział wojnę atomową. Blask śmierci, obejmujący miliony niewinnych aby tylko dać szansę miliardom. Nieskutecznie.

Widział armię tego CZEGOŚ, ludzi dobrowolnie wykonujących rozkazy swojego nowego mistrza. Widział ich strach, widział ich nadzieję: przeżyć jeszcze dzień. Nawet oni nie liczyli na długie życie. Służyli ze strachu o swoje rodziny, ze strachu przed tym, co zrobi im ich nowy mistrz.

Widział człowieka, który pokonał śmierć aby powrócić do swoich podopiecznych. Był przebity dziesiątkami igieł i sztucznych żył, które utrzymywały go w pionie. Profesor X nie był w stanie powstrzymać nadchodzącego mistrza. Nawet jego umysł został strzaskany w nadchodzącej wojnie.

Widział rozlewającą się falę nienawiści, pochłaniającą serca i umysły, przekształcającą ludzi na wzór nadchodzącego władcy. Widział jak zatruwa on świat samą swoją obecnością, jak, kawałek po kawałku, okalecza miłość i przyjaźń, nie dając nikomu najmniejszych podstaw aby podejrzewać jego istnienie.

Widział Scarlet Witch, z głową przybitą do ściany. Żyła jeszcze, ale mogła czuć już tylko ból. Nie była w stanie zwyciężyć nadchodzącego mistrza.

Widział siebie samego, jak ostrzega młodszego siebie przed nadciągającym mistrzem.Mimo to nie był w stanie przygotować się na nadejście mistrza i poległ, trafił do niewoli.

W tym krótkim momencie teraźniejszość zetknęła się z przyszłością. Dzięki temu Mistrz spojrzał na przeszłość. Wiedział już wszystko.

– Oko pogrążyło nas w tym właśnie momencie. – wymamrotał starszy doktor, krwawiąc z dziur, które miał zamiast oczu. Mroczny cień, echo Mistrza, pojawiło się w lustrzanym wymiarze, roztrzaskując jego fragmenty. Stephen z przyszłości zdołał rzucić ostatnie w swoim życiu zaklęcie.

Uwiązał się na wieczną walkę z fragmentem Mistrza, osłabiając go. Prawdopodobnie.

Doktor zerwał się, już w świecie rzeczywistym i w swoim własnym ciele. To, co właśnie przeżył, nie było wróżbą. To było jedno z najbardziej ryzykownych zastosowań jego mocy, jakie mógł wymyślić. Ale skoro zdecydował się na coś takiego... Ten potwór, ten Mistrz musi być niesamowitym zagrożeniem. Jeśli te wizje są prawdziwe...

Dr. Strange - Sro 16 Sie, 2017 14:59

Stephen potrzebował czasu, żeby dojść do siebie. Na jego własne nieszczęście fotograficzna pamięć powodowała, że każdy moment tej wizji miał przed oczyma. Jeśli "mistrz" był tak potężny, jak się wydawało, trzeba było przekazać tą informację dalej.

Ponownie użył globusu, tym razem jednak świadomie, wyszukując konkretnych osób. Gdy tylko znalazł pierwszą, przeteleportował się do niej.

//zt. Stark Tower / Mieszkanie Bannera

Lady Sif - Sob 02 Wrz, 2017 21:18

// Stark Tower - Mieszkanie Bannera

Strange ją zaskoczył i tylko dzięki temu zdołał ją przeciągnąć przez portal. Inaczej by się zaparła i prędzej by sobie ramię wyrwał niż ją ruszył z miejsca. W końcu pochodziła z Asgardu i była wytrenowaną wojowniczką.

- Oszalałeś? - zwróciła się do Stephena, kiedy portal się zamknął. - Widziałeś, że stawał się spokojniejszy. Co, na Odyna, sobie myślałeś, zostawiając go tam samego?!

Sif była wkurzona zachowaniem czarodzieja i gdyby ten posiadał różdżkę, to by mu ją wsadziła w wiadome miejsce. Zdawała sobie doskonale sprawę z tego z jakim ryzykiem wiąże się dzielenie tej samej przestrzeni z Bannerem. Wątpiła by ją chciał zaatakować, a wiedziała, że zachowanie spokoju może pomóc uspokoić Hulka i pozwolić Bruce'owi na powrót.

- Otwórz z powrotem ten portal - zażądała stanowczo, ledwie zauważając, że lustrzane odbicia są inne niż przed chwilą, ale nie interesowało ją miejsce w jakim się obecnie znajdowali, a to z którego została zabrana.

Dr. Strange - Pią 08 Wrz, 2017 20:45

Strange uśmiechnął się do Asgardki.

- Z czego mi wiadomo, napady pana Bannera potrafią zająć nieco czasu. Być może Pani oraz jej brat jesteście w stanie wytrzymać uderzenie zielonego kolosa, ale ja, proszę wybaczyć, mam jedynie szansę na unik. Przy słabym szczęściu, skończę na OIOMie, a przy dużym, 2 metry pod ziemią, a moi przyjaciele będą zmuszeni szukać nowego Najwyższego Czarnoksiężnika. Tej przykrości nie chciałbym im sprawić.

Co nie zmienia jednak faktu, że wyciągnął dłoń i po chwili portal stał otworem. Sam z resztą przez niego przeszedł. Portal prowadził jednak do prawdziwego świata.

- Zapraszam na kawę i poważniejszą rozmowę. Pan Banner, gdy się uspokoi, dołączy do nas. Zadbam o to, proszę się nie martwić. W lustrzanym wymiarze jest nieszkodliwy, nic nie zniszczy, a co najważniejsze, nie jest w stanie zranić nikogo. Podejrzewam, że uspokoi się dość szybko. Naprawdę, walka z panem Bannerem to nie jest to, na co miałbym w tej chwili ochotę, zwłaszcza, jeśli istnieje lepsze wyjście.

Gdy tylko znalazł się po drugiej stronie przejścia, krzyknął jeszcze

- Wong, bądź tak miły i przygotuj herbatę, jakieś ciasteczka i owoce. Mamy iście królewskiego gościa!

Lady Sif - Sob 09 Wrz, 2017 19:55

Nie podobało jej się to ani trochę. Obejrzała się w stronę, z której przyszli, martwiąc się o Bruce'a, ale podążyła za Strange'em do - jak przypuszczała - jego siedziby. Skrzywiła się, kiedy usłyszała jak ją nazwał. Nie należała do królewskiej rodziny, była wojowniczką.

- Lubi pan być dramatyczny - stwierdziła, powracając do oficjalnej formy zwracania się do mężczyzny. - Chociaż wiem, że jest to niemożliwe, to jednak mogłabym zapytać, czy nie jest pan czasem spokrewniony z Kolekcjonerem. Obaj lubicie się popisywać przed innymi.

Rozglądała się wokół, zauważając kilka przedmiotów wystawionych w szklanych gablotkach. Na szczęście nie było to nic żywego jak w siedzibie Tivana.

- Ta wizja - zaczęła, przerywając na moment, by przypomnieć sobie szczegóły - wyglądała jak coś, co ktoś już próbował raz powstrzymać i poniósł porażkę, więc próbuje kolejny raz. O ile jest ona wiarygodna i nikt nie próbuje zrobić z pana wariata, doktorze Strange.

Dr. Strange - Czw 14 Wrz, 2017 19:32

Strange poczekał, aż nieco zbyt poważnie, ale dość pociesznie wyglądający Wong przyniósł tacę z jedzeniem i kilkoma napojami do wyboru.

- Strange, masz szczęście, że mamy gościa, inaczej zupełnie inaczej byśmy rozmawiali o podawaniu jedzenia. - Wong spojrzał na kobietę i dodał - Ale nawet ja czasami robię wyjątki.

Strange uśmiechnął się nieco zakłopotany. Wong miał ogromny talent do psucia wizerunku.

- Dziękuję Ci Beyonce, cóż zrobiłbym bez ciebie?! - Zadał retoryczne pytanie, po czym wrócił do Lady Sif.

- Przepraszam, ale Kolekcjoner? To nie jest żaden ze znanych mi demonów, a z czego wiem, moi rodzice byli w 100% ludźmi. Co się zaś tyczy wizji - mam wrażenie, że miała ona pokazać mi ogrom możliwych zniszczeń. Znając siebie, jeśli oczywiście to pierwsza iteracja w tej linii czasu, w pierwszej kolejności utrzymywałem wszystko w tajemnicy i uznałem, że poradzę sobie sam z zagrożeniem. Podejrzewam również, że podobnie myślały pozostałe grupy na tym świecie, w tym i Avengers oraz mutanci. Skoro alternatywna wersja mnie z przyszłości pokazała mi te wizje, zakładam, że taka taktyka była błędna i dlatego postanowiłem skontaktować się z Wami. A mając możliwość kontaktu bezpośrednio z Avengers oraz z przedstawicielką dumnego rodu Asgardczyków, skorzystałem z tej opcji. Może w Waszych opowieściach wiadomo coś o tym "Mistrzu", może jesteście w stanie pomóc wiedzą i doświadczeniem. Od Avengers oczekuję współpracy zarówno ze mną, jak i z X-Men, z którymi będę się kontaktował... niedługo.

Wziął dzbanek z herbata i nalał filiżankę Sif oraz sobie. Sif bardzo dobrze widziała, jak zniszczone i dosłownie przeorane bliznami dłonie miał Strange. Była również pewna, że ręce Doktora nalewającego herbatę drżały. Do wyboru natomiast była jeszcze woda, kufel (co zaskakujące) zimnego piwa oraz nieotwarta butelka wina. Do zjedzenia natomiast... ciasteczka owsiane i owoce.

- Chyba, że masz ochotę towarzyszyć mi w podróży do X-Menów?

Strange podniósł dłonie, zupełnie jak podczas tworzenia portali... tym razem jednak portal miał co najwyżej 20 centymetrów średnicy.

- O! Widzę, że pan Banner powoli wraca do siebie! Dajmy mu jeszcze parę minut i możemy zaprosić go nas.

Lady Sif - Sob 16 Wrz, 2017 16:30

Sif postarała się nie okazać rozbawienia wymianą zdań pomiędzy Doktorem a Wongiem. Zdecydowanie byli dobrymi przyjaciółmi, że tak sobie przyjacielsko dokuczali. Posłała za to temu ostatniemu uśmiech.

- Taneleer Tivan - odpowiedziała, biorąc filiżankę z herbatą, której aromat kusił ją bardziej od innych oferowanych napojów. Piwo także kusiło, ale zważywszy na obecną sytuację, to wolała mieć całkowicie trzeźwy umysł. - Kolekcjonuje wiele rzeczy, bardzo niespotykanych. Wnoszę po twoim pytaniu, że tutaj jest nieznany. Z całą pewnością nie jest też demonem, raczej - jak to nazywacie - antyczną postacią. - Napiła się nieco herbaty i sięgnęła po najmniej podejrzanie wyglądające ciastko. - Nigdy nie słyszałam o tym Mistrzu, lecz jako wojowniczka spędzam czas na polach bitew i na placach treningowych, nie w bibliotekach, lecz z pewnością Heimdall będzie mógł przekazać twoją prośbę o przeszukanie naszej biblioteki do archiwistów.

Odstawiła do połowy pustą filiżankę i spojrzała na Stephena, zastanawiając się, czy pomimo wszystko powinna jednak mu zaufać. Nie bardzo podobało jej się jego "oczekiwanie" współpracy, które bardziej brzmiało jak jakiś nakaz niż prośba. Ale Sif nie była częścią Avengers, była tu gościem i to gościem z własną misją. Owszem, mogła przekazać prośbę wyżej, do Asgardu, ale jej zadaniem było odnalezienie Lokiego.

- Niestety, ale moje aktualne zobowiązania trzymają mnie w tym mieście. Jakkolwiek jednak będę pośredniczyć w przekazywaniu informacji z i do Asgardu. Jako obrońcy wszystkich dziewięciu królestw Yggdarasil jesteśmy zobowiązani je chronić.

Nie dodała też, że wolała zostać z Bannerem gdyby ten postanowił po raz kolejny pokazać swoją bardziej zieloną stronę.

Dr. Strange - Pon 02 Paź, 2017 15:52

Strange wzruszył ramionami na dźwięk imienia kolekcjonera. - Nie znam człowieka. Może kiedyś poznam, chociaż nie przepadam za zbieraczami. - Nawet mu przy tym kłamstewku brew nie zadrżała. W końcu sam niegdyś szczycił się pokaźną kolekcją zegarków, a teraz jeszcze pokaźniejszą artefaktów magicznych.

Po chwili ponownie stworzył portal, zajrzał przez niego i...
- Myślę, że możemy ściągnąć doktora Bannera do nas. Może najpierw do wymiaru lustrzanego tutaj, w Sanctum Sanctorum, a gdy okaże się, że jest bezpiecznie, a scenografia z wizji nie doda nam kłopotów, wrócimy do herbaty, dobrze?

Lady Sif - Wto 03 Paź, 2017 15:18

Sif uniosła nieco prawą brew, rozglądając się przez chwilę wokół siebie nim jej wzrok ponownie spoczął na Stephenie.
- Pozwolisz, że będę miała odrębne zdanie w tej kwestii - powiedziała, dopijając herbatę i odstawiając filiżankę, by zerknąć w powstały właśnie portal. - Przy całej twojej magii jesteś ostrożny aż do przesady. Czyżbyś miał złe doświadczenia z osobami pokroju Hulka? Thor opowiadał, że temperament Hulka mieści się w skrajnie gorących temperaturach, ale nie sądzę by atakował bez powodu jeśli nie miesza się w jego zielonej głowie - dodała, prostując się i czekając na to co miało nastąpić.

Bruce Banner - Pią 06 Paź, 2017 12:12

///Stark Tower - Mieszkanie Bruce'a

Znalazł się w pomieszczeniu wyglądającym jak to z wizji. Wciąż przebywał w tak zwanym lustrzanym wymiarze. Rozejrzał się dookoła i dostrzegł zarówno Strange’a, jak i towarzyszącą mu Sif. Widział ich, lecz nie był w stanie wejść z nimi w żadną interakcję. Zrozumiał, że byli po drugiej stronie. Nie byli pewni jego reakcji na to miejsce. Częściowo to rozumiał, ale miał już najprawdziwszą ochotę wrócić do prawdziwego świata. Może i wierzy w magię oraz inne wymiary, ale nawet dla niego tyle wrażeń w tak krótkim czasie to za wiele. Coraz bardziej utwierdzał się w przekonany, że czary i związany z nimi mistycyzm nigdy nie staną się obiektem jego uwielbienia. Wolał naukę i rzeczy, które można w ten sposób wytłumaczyć.

Dr. Strange - Pią 06 Paź, 2017 16:42

Strange przyglądał się Bannerowi, a gdy zobaczył, że wszystko jest w porządku, otworzył kolejny portal. W trakcie rzucania czaru, stwierdził tylko

- Cenię sobie zebrane tu artefakty, bo odtworzenie ich byłoby w wielu przypadkach niemożliwe. Poza tym, to nie tylko ostrożność, ale raczej kwestia doświadczenia. Jak mogę sobie pozwolić na ostrożność, robię to.

Gdy tylko Banner pojawił się w portalu, Strange podniósł się z krzesła i wskazał siedzenie doktorowi.

- Proszę mi wybaczyć, doktorze. Nie znamy się aż tak dobrze, bym mógł przewidzieć każde zachowanie pańskiego alter ego. Pewnie przyda się panu coś do ubrania. A poza tym? Coś do jedzenia? Napije się pan czegoś, zanim przejdziemy do rozmowy, co z tym całym "Mistrzem" zrobić?

Spojrzał na Sif i uśmiechnął się w taki standardowy, wyuczony sposób.

- Dla mnie najważniejszą sprawą jest uprzedzenie jak największej ilości osób, które są w stanie stawić jakikolwiek opór tej istocie. Ufam, że moja wizja pokazywała jakiś aspekt prawdy. Nie wiem, co to drugie "ja" zrobiło inaczej. Nie wykluczam również, że zrobił dokładnie to samo, co robimy w tej chwili. Możliwe jest wszystko, a alternatyw przyszłości z każdą sekundą więcej. Będe musiał jeszcze nad tym popracować, może uda mi się znaleźć bardziej prawdopodobny wariant przyszłości. Nie obiecuję jednak niczego. Jedno, czego jestem pewien to to, że nie robienie niczego zazwyczaj pozbawia nas nawet najmniejszej szansy na sukces.

W trakcie tej ostatniej wypowiedzi, ponownie otworzył portal i wyciągnął przez niego szlafrok, który podał Bannerowi.

Lady Sif - Nie 08 Paź, 2017 17:15

Sif również wstała ze swojego miejsca, kiedy Bruce pojawił się już w normalnym wymiarze. Na jej twarzy odmalowała się ulga, że naukowcowi nic się nie przydarzyło złego, kiedy jego alter ego postanowiło się im przedstawić. Posłała mu uśmiech, starając się nie wlepiać wzroku w jego nagi tors. Na szczęście Strange pomyślał o szlafroku dla Bannera.

- Może zacznijmy od zebrania wszystkich faktów, skupiając się na wydarzeniach poprzedzających tragiczny finał. Powstrzymanie ich może prowadzić do tego, że najgorsze się nie będzie miało miejsca lub też będzie łatwiejsze do zaduszenia w zarodku - zaproponowała. - Wspomniałeś o oku, które zawiodło walczących w przyszłości. Co miałeś na myśli? - zwróciła się do Strange'a, czekając aż wyjaśni, co miała jego starsza wersja na myśli.

Bruce Banner - Wto 10 Paź, 2017 17:43

- Ja też nie. – krótko i raczej cicho odniósł się do kwestii trudności przewidzenia czynów Hulka. Bruce także nigdy nie był pewny tego co się wydarzy, gdy już przemieni się w zielonego potwora. Zwłaszcza, gdy dochodziło do tego w sposób przez Bannera niekontrolowany. Zajął wskazane mu przez Stephena miejsce.
- Woda. Woda w zupełności wystarczy. I nie ma pan za co przepraszać, doktorze. Przyzwyczaiłem się już do nadzwyczajnych środków bezpieczeństwa stosowanych niemal wszędzie, gdzie tylko się pojawię. – nikt nie chciał mieć do czynienia z Hulkiem. To jak najbardziej zrozumiałe. Często męczące, ale zrozumiałe. Nie mógł nic zrobić z tym, że ludzie się go obawiali. Zresztą, co mógłby zrobić, skoro nawet on sam się boi? Ale to nie czas, by roztrząsać ten akurat temat. Mieli coś ważniejszego do przedyskutowania. Coś co dotyczy losów całego świata. Uważnie przysłuchiwał się wszystkiemu o czym mówił Strange. Wydaje się mieć większe pojęcie ogólnie o czasie, przyszłości i związanych z wizją tajemnicach. Bruce uznał, że nie warto mu przerywać.
Odebrał szlafrok od mężczyzny i szybko go na siebie założył. Wciąż słuchał, milczał, analizował. Odezwał się dopiero, gdy Sif skończyła swą wypowiedź.
- Lub wręcz przeciwnie. Próbując manipulować przyszłością ostatecznie doprowadzimy do tego, że wersja zdarzeń, z którą będziemy musieli się zmierzyć, będzie gorsza niż ta pokazana w wizji. Istnieje wiele różnych teorii na temat wpływu działań z teraźniejszości na wszystko co będzie miało miejsce później. Według jednej z nich, już sam fakt, iż znamy przynajmniej jedną z możliwych wersji przyszłości, wpływa na ten konkretny wariant, ale i wszystkie pozostałe. Niekoniecznie w pozytywny dla nas sposób. – pomysł Lady Sif na pierwszy rzut oka wydawać by się mógł oczywistym i najlepszym rozwiązaniem. Bo przecież wiedząc co nastąpi, mogą wszystkiemu krok po kroku zapobiec. No ale właśnie… Było tak wiele niewiadomych i wcale nie mogli mieć żadnej pewności, że w ten sposób osiągną odpowiednie rezultaty. Z drugiej strony, nie mogą sobie pozwolić na bezczynność, bo w ten sposób na pewno niczego nie zmienią. Muszą jakoś przygotować się na to co ma nadejść, lecz w jaki sposób powinni do tego podejść, by ostatecznie to oni wyszli zwycięsko ze starcia z nieznaną siłą?
- Powiadomimy naszych sojuszników. Poszukamy też nowych. Potrzebna będzie każda dostępna para rąk. Ale wszystko w swoim czasie. Najpierw powinniśmy przeanalizować poszczególne fragmenty wizji. W tej kwestii zgadzam się więc z Lady Sif. – może dzięki temu dowiedzą się co dokładnie chciał im przekazać Doctor Strange z przyszłości. Nie chodziło tylko o ostrzeżenie o zbliżającym się zagrożeniu. Bruce był pewien, że kryło się za tym coś jeszcze.

Dr. Strange - Nie 15 Paź, 2017 00:46

Strange podniósł się z siedzenia i zaczął spacerować. Tak było mu łatwiej zebrać myśli.

- Wizja jest chaotyczna, przekazuje mnóstwo bólu i cierpienia, ale również pokazuje konkretne osoby, osoby których nie znam, ale są moim zdaniem ważnymi elementami tej układanki. Kobieta w czerwieni, ten łysy mężczyzna. Trzeba ich znaleźć. Czy znacie te osoby?

Spojrzał na Lady Sif i uśmiechnął się.

- Oko Agamotto to jeden z najpotężniejszych artefaktów, które posiadamy. Poprzedni Najwyższy Czarnoksiężnik, Przedwieczny, napisał nawet o nim jedną z ksiąg. Oko posiada wiele zdolności, jedną z najważniejszych, dzięki której poznaliśmy tą wizję, jest władza nad czasem. Są jeszcze inne aspekty jego działania. Nie do końca rozumiem, co miały oznaczać moje słowa o oku, pogrążającym nas w tym właśnie momencie, podejrzewam jednak, że istota jest w stanie powstrzymać, albo zmienić moc Oka. To czyni ją jeszcze bardziej niebezpieczną. Oczywiście możliwe jest też, że w jakichś okolicznościach straciłem Oko, natomiast z czego wiem, niewiele istot jest w stanie choćby otworzyć Oko, nie mówiąc już o korzystaniu z jego mocy.

Strange nie wiedział, co sądzić o Sif i jej zainteresowaniu Okiem. Jego moc prawdopodobnie była znana w Asgardzie. Możliwe nawet, że sam Odyn wiedział o tym, gdzie się znajduje. W końcu w ciągu ostatnich setek lat było niejednokrotnie w użyciu. Skoro jednak Sif nie wiedziała czym jest Oko, prawdopodobnie tak miało pozostać.

Lady Sif - Nie 15 Paź, 2017 14:25

Banner mówił z sensem i nie miała jak się z nim nie zgodzić, tym bardziej, że miał rację. Co jeśli spróbują powstrzymać wydarzenia z wizji Strange'a, skoro swoimi akcjami wymuszą nową linię czasową? Sprawią jedynie, że przyszłość znów stanie się jedną wielką nieznaną.

- Zatem powinniśmy zidentyfikować osobnika, który mianuje się Mistrzem i skupić się na powstrzymaniu jego niecnych działań - zaproponowała, kiedy Bruce skończył przedstawiać zawiłości zmiany przyszłych zdarzeń przez samo ich poznanie wcześniej. - Znajdując go już teraz powstrzymamy wszystko, co wydarzyło się już w przyszłości oraz to, co może się wydarzyć, gdy znamy te wydarzenia. Z wizji nie wynikało, że Mistrz potrafi przewidzieć co się wydarzy.

Wróciła myślami do wizji, by odszukać w pamięci osoby, o których Stephen wspomniał. Była pewna, że łysego mężczyzny nigdy wcześniej nie widziała. Podobnie jak kobiety w czerwieni.

- Niestety, nie znam żadnej z tych osób, ale... - urwała, przypominając sobie, co Catseye mówiła o swoim człowieku. - Spotkałam bardzo rozmowną kotkę, która mówiła coś o potężnej wiedźmie, więc może powinniśmy ją znaleźć i poprosić o pomoc. Przydałoby się też znaleźć brata Thora - dodała, zerkając na Bruce'a i celowo nie używając imienia Lokiego, by nie wywołać Hulka z lasu. - Odyn chce go w Asgardzie, ale myślę, że w obecnych okolicznościach pozostanie marnotrawnego syna w Midgardzie nie będzie problemem.

Wsłuchała się w opis Oka, jaki dostarczył im Strange. Brzmiał on znajomo, chociaż nazwa była jej raczej obca. W tym momencie żałowała, że nie poświęcała więcej czasu na naukę i czytanie ksiąg w asgardzkiej bibliotece. Miałaby większą wiedzę, ale wiedziała, że Heimdall ich widzi i słyszy, więc z pewnością już przekazał wiadomość odpowiednim osobom.

- Mogę je zobaczyć? - zapytała, chcąc się upewnić, co do swoich podejrzeń odnośnie artefaktu.

Bruce Banner - Nie 15 Paź, 2017 17:33

Bruce miał w pamięci tylko urywki wizji. Z oczywistych względów nie miał prawa widzieć wszystkiego. Od chwili, gdy przemienił się w Hulka wszystko co działo się dalej pozostaje dla niego nieco większą zagadką. Ma przed sobą raczej strzępki obrazów, z których trudno ułożyć coś co miałoby jakikolwiek sens. Tak działo się, gdy przemiana była nagła i Banner nie miał żadnej kontroli nad poczynaniami bestii.
- Nie widziałem całości. Nie mogę więc być pewien co do pierwszej wspomnianej przez ciebie osoby, ale o mężczyźnie mogę coś powiedzieć. Zdaje się, że to Profesor Charles Xavier. Z pewnością słyszałeś o nim lub założonym przez niego Instytucie dla utalentowanej młodzieży. – odpowiedział czarodziejowi. Był niemal pewny tego, że osoba, którą widział w wizji to Xavier. A skoro się w niej znalazł, to jego rola w przyszłych wydarzeniach musi być istotna. Przez długi czas uważano go za zmarłego, tymczasem całkiem niedawno okazało się, że to nie do końca prawda. To przynajmniej chciano im wmówić w oficjalnej notce prasowej, choć w pewnych kręgach wokół tego wydarzenia wciąż istniało mnóstwo wątpliwości.
Myślę, że zorganizowanie z nim spotkania nie będzie problemem. Jeśli zaś chodzi o tę kobietę… - właśnie teraz zdał sobie z tego sprawę. Czy możliwym był tak duży zbieg okoliczności? Trochę za dobrze, by to dla nich wyglądało, ale prawdę mówiąc nie mógł wykluczyć czegoś tak prostego. – Scarlet Witch, wiedźma o której myślisz… - zerknął na Sif – …nie mam pewności, lecz istnieje cień szansy, że to właśnie o nią chodzi. – z tego co wiedział, to czerwień była jednym z jej znaków rozpoznawczych, więc była odpowiednią kandydatką. Z drugiej strony, to kolor dość popularny wśród płci pięknej i stwierdzenie „kobieta w czerwieni” może odnosić się do wielu innych dam. – To raczej czysty strzał, ale jak wspomniałaś, tak czy siak warto byłoby ją zaangażować w tę sprawę. – na wspomnienie o Lokim Bruce na krótką chwilę przyjął nieco bardziej rozdrażnionych wyraz twarzy. Persona ta nie budziła u niego najmilszych wspomnień, nawet jeśli sam Hulk ucieszyłby się, gdyby raz jeszcze mógł pokazać samozwańczemu bożkowi jego miejsce w szeregu. Ale miała rację. Jeśli Thor mógłby doprowadzić swojego brata do porządku, to jego zdolności byłyby przydatne. Banner poradziłby sobie jakoś z tą współpracą.
Uważnie przysłuchiwał się też rozmowie Sif i Strange’a o tym tajemniczym artefakcie. Choć tu raczej się już nie odzywał. Magiczne przedmioty nie są jego specjalnością, nie posiada na ich temat żadnej wiedzy, więc nie miał też czego do dyskusji dodać. Był jednak typem człowieka, który nie stał w miejscu i poszerzał swoje horyzonty. Dlatego też w obliczu tego wszystkiego, nie zamierzał lekceważyć niczego co mogłoby im w jakiś sposób pomóc.

Dr. Strange - Pią 27 Paź, 2017 21:33

- Powinniśmy wobec tego odnaleźć tą kotkę, o której mówisz, Lady SIf. Czy da się ją odnaleźć w miarę standardowy sposób?

Gdy Banner dodał swoje kilka słów w temacie poszczególnych osób, Strange zareagował dość żywiołowo.

- Och! Poznałem dyrektorkę tego instytutu! Ororo Munroe jeśli mnie pamięć nie myli! Czyli tutaj będę pewnie mógł sam iść i z nim porozmawiać. Jego możemy chyba odhaczyć, chyba, że chcecie Państwo udać się ze mną?

Na dźwięk przezwiska Wiedźmy nieco pokręcił nosem.

- Tak, ktoś z nas ją chyba obserwował, coś do mnie dotarło. Nie wiedziałem jednak, że ten szkarłat bierze tak dosłownie. Ma duży potencjał, jednak jest absolutnym naturszczykiem. Brakuje jej doświadczenia, wiedzy i opanowania. Talent jednak jak najbardziej posiada. Jeśli nie jest możliwe odnalezienie tego kota, będzie trzeba jej poszukać w inny sposób.

W pierwszej chwili pominął zupełnie prośbę Sif o obejrzenie Oka. Nie chciał jednak, by poczuła się urażona jego brakiem reakcji, uciął więc rozmowę na ten temat dość szybko.

Droga Lady Sif, artefakty, zwłaszcza tak potężne nie lubią być oglądane. To trochę tak, jak z mieczem samuraja. Jeśli ktoś go wyciągnie, musi posmakować krwi. Wolałbym jednak nie ryzykować przerwania ciągłości czasoprzestrzennej naszego wymiaru. Korzystamy z Oka jedynie w ostateczności. Myślę również, że mamy teraz ważniejsze sprawy na głowie. Co z panem Xavier? Idziemy razem, czy rozdzielamy się i jednocześnie poszukamy również Szkarłatnej Wiedźmy?

Lady Sif - Sob 28 Paź, 2017 19:49

- Kotka, o której wspomniałam jest obecnie w łazience na piętrze doktora Bannera. Tym samym, z którego zostaliśmy tu zabrani - odpowiedziała Strange'owi. - Jednakże nie jestem pewna, czy nie będzie agresywna po przymusowej kąpieli.

Sprowadzenie Scarlet Witch mogło też się przydać. Wnioskując z jej przydomku, mogła to być zarówno kocia wiedźma, jak i kobieta, którą widzieli w wizji Stephena. Jeśli to była jedna i ta sama osoba, to mogła im się przydać. Czary często bywały równie skuteczne co miecz i Sif o tym wiedziała.

- Wątpię, by pańskie Oko, doktorze Strange, zachowywało się jak Aether i domagało się ofiary za samo obejrzenie go. Nie zamierzam korzystać z tego artefaktu, chcę jedynie uzyskać zaprzeczenie lub potwierdzenie moich podejrzeń. - Rzuciła czarnoksiężnikowi wyzywające, ostre spojrzenie licujące jej jako bogini wojny i najlepszej wojowniczce Asgardu. Nie zamierzała na nim niczego wymuszać siłą. O ile nie zostanie do tego skłoniona oślim uporem rzeczonego doktora.

Bruce Banner - Nie 29 Paź, 2017 15:51

- To przecież kot. Znajdziemy sposób, by przekonać ją do współpracy. Jeśli się nie uda, to postaramy się odnaleźć Scarlet Witch bez pomocy naszego zwierzęcego gościa. Zajmie to trochę dłużej, ale prędzej czy później będziemy wiedzieć gdzie można ją spotkać. – mają kilka swoich sztuczek, znajomości w SHIELD także mogą tu się przydać. W ten lub inny sposób wszystkiego się dowiedzą. Przy okazji będą mogli rozmówić się z pozostałymi Avengersami i ewentualnie rozesłać wieści o zbliżającym się zagrożeniu do najbliższych sojuszników. Wszyscy powinni zacząć przygotowania, by później w odpowiedniej chwili połączyć siły i zażegnać niebezpieczeństwo.
Przysłuchując się dalszej dyskusji Asgardki i Czarodzieja na temat magicznego artefaktu, Bruce analizował wszelkie za i przeciw rozdzielenia się i prowadzenia dalszych poczynań dwutorowo oraz pozostania w jednej grupie i poszukiwania kolejnych osób z wizji wspólnymi siłami. Ostatecznie doszedł do wniosku, że w ich obecnej sytuacji druga z opcji nie ma większego sensu i więcej zdziałają jeśli każde zajmie się tym na czym zna się najlepiej.
- Jeśli Lady Sif nie ma nic przeciwko, to uważam, że najrozsądniej będzie się rozdzielić. Jeśli chcemy przygotować się na wydarzenia, które ujrzeliśmy w wizji, powinniśmy korzystać ze wszelkich okazji do zdobycia nowych sojuszników. Pan ma z pewnością większe predyspozycje do rozmów ze wspomnianą dyrektor Munroe oraz profesorem Xavierem. My natomiast zajmiemy się sprawą naszej wiedźmy. Kimkolwiek ta ostatecznie się nie okaże, jej pomoc może być nam potrzebna. – zerknął na Sif chcąc sprawdzić, czy ta uważa tak samo. Przed momentem nie zdecydowała się podjąć tego tematu, więc Bruce nie był pewien czy kobieta zdaje się w tej kwestii na niego, czy może chciała poczekać ze swoją opinią na to co powie Banner.

Dr. Strange - Pią 10 Lis, 2017 23:11

Strange nieco wbrew sobie samemu, a może nawet odwrotnie, właśnie dokładnie zgodnie ze swoją naturą po prostu uznał sprawę Oka za zamkniętą. Zignorował więc zaczepkę dotyczącą wewnętrznej potrzeby Lady Sif do potwierdzania, czy zaprzeczania jej teoriom i skoncentrował na sprawie ważnej.

- Przyznam, że chętnie poznałbym Scarlett Witch osobiście. A skoro kotka jest w pana mieszkaniu, Doktorze Banner. Proponuję niezwłocznie się tam udać.

Wstał, skoncentrował się, wykonał typowe okrężne gesty, które obydwoje mieli już okazję widzieć i... jak to za każdym poprzednim razem, w powietrzu pojawił się złoto-czerwony krąg, przez który widać było mieszkanie doktora.

- Panie przodem

//zt. myślę, że wszyscy - Lady Sif może spokojnie zacząć pisać w domu Bannera tak sobie myślę.

[ Komentarz dodany przez: Jane: Nie 12 Lis, 2017 15:48 ]
Z uwagi na to, że Cats podreptała na piętro Starka, Sif zamierza opisać, że kota nie znaleźli, ale Jarvis miał potrzebne informacje, więc od razu da posta na piętrze Starka.

Dr. Strange - Nie 10 Lut, 2019 19:55

//zt. Stark Tower / piętro Starka

Droga do Sanctum Sanctorum przebiegła spokojnie. To znaczy, na standardy Nowego Jorku spokojnie. Bardzo niewiele osób zwracało uwagę na strój Strange'a, a w metrze nikt nie próbował ich okraść. Cóż - Nowy Jork miał to do siebie, że przyciągał różnej maści świrów, a ci poprzebierani zazwyczaj byli najmniej niebezpieczni. Przynajmniej w oczach mieszkańców.

W trakcie podróży Stephen zabawiał Wandę rozmową o wszystkim i niczym. Gdy chciał, potrafił być bardzo szarmancki. Opowiadał jej o dalekim wschodzie, o Himalajach, o tym jak zupełnie inni ludzie tam żyją. Prosto, bez zbędnych przedmiotów, otaczając się zwykłymi przedmiotami, a jednocześnie wierzący w magię i demony. Ot, takie sobie gadanie.

Gdy dotarli do budynku, Wanda mogła poczuć jego moc. Jednocześnie mogła zostać absolutnie zaskoczona tym, że do tej pory nie zwracała na niego uwagi. Ot, budynek, jak budynek. A mimo to w spektrum astralnym była to twierdza.

Drzwi jednak otworzyły się zupełnie normalnie. Po wsadzeniu w zamek klucza i przekręceniu go. W środku panował półmrok, a wnętrze wyglądało raczej jak muzeum, a nie mieszkanie. Wszędzie jakieś gablotki z różnymi przedmiotami, mnóstwo rzeczy wiszących na ścianach. Dziwny dom. Było również cicho.

- Cóż, Wong pewnie wyszedł po coś. Widać będziemy musieli sobie sami poradzić z jedzeniem i napojami.

A tak serio, Strange był bardzo ciekaw reakcji Wandy na dom. I domu na Wandę. W końcu magia, która tu działała była dziełem samego Agamotto.

Scarlet Witch - Sob 16 Lut, 2019 14:02

Gdyby nie cała sytuacja jaka ich zastała i w jaką zostali - może też troszkę na własne życzenie wmanewrowani Wanda zupełnie by zapomniała jak wiele pracy ich jeszcze czeka, a przede wszystkim zapomniałaby, że to jeszcze nie koniec, że gdzieś tam... może w nieznanym wymiarze czyha na nich Mistrz, który chce zawładnąć światem, który sądząc po tym co robił za nic miał życie ludzkie, który władał tajemniczą i niebezpieczną siłą. Bała się. Ogarniała ją trwogą na samą myśl, że będą musieli się z nim zmierzyć, ale nic, a nic tego po sobie nie pokazywała, za sprawą swojej wewnętrznej siły trzymała się w kupie, ale również za sprawą Strange'a.
Mężczyzna umiał poprowadzić interesującą rozmowę z kobietą tak by ta się zaciekawiła i zaśmiała. Przez te kilkanaście minut dała się nawet pochłonąć beztroskiemu uczuciu lekkości danej im chwili, ale niestety, podróż dobiegła końca. Początkowo sięgała wzrokiem bacznie się przyglądając czy Strange budzi zainteresowanie współpodróżnych, ale większość z nich albo była zatopiona w swoich ponurych myślach, albo w ekranach smartfonów.
Zanim weszli do budynku Wanda zatrzymała się na schodach prowadzących do drzwi. Zadarła głowę do góry i omiotła wzrokiem fasadę.
- Tyle razy tędy przechodziłam i zawsze czułam, że z tego miejsca emanuje jakaś zastanawiająca siła, ale... wstyd przyznać, nie wiem czemu nigdy tego nie skojarzyłam z tym budynkiem - Wspięła się na sam szczyt i weszła do środka. Po schodach wkroczyła dość szybko, a po przekroczeniu progu zwolniła ruchy. Poczuła jak coś ją pochłania, jak coś wciąga, a ona nie potrafiła się przed tym obronić. Nie chciała się bronić. Poczuła się bezpiecznie, jak nigdy, choć przecież była tu pierwszy raz. I dość odważnie jak na pierwszą wizytę zaczęła się przechadzać między gablotami, każdej z kolejna poświęcając kilka sekund, przez co Strange mógł poczuć się zaniedbany.
- A Wong to... twój... bardziej utalentowany kulinarnie współlokator? - Zapytała i w końcu skierowała spojrzenie na twarzy Strange'a.

Dr. Strange - Pon 25 Lut, 2019 22:43

Strange uśmiechnął się, gdy usłyszał, że Wiedźma wyczuwała budynek. Taaak... wyczuć, że tu coś jest, a skojarzyć co, to dwie, zupełnie różne rzeczy. Przynajmniej w wypadku Sanctum Sanctorum.

- Widzisz, budynek jest chroniony arcypotężnymi zaklęciami. Takimi, których po jego twórcy, pierwszym najwyższym czarnoksiężniku, nikt nie umiałby stworzyć. A przynajmniej takimi, których nie udało się nikomu powtórzyć. Tu powinniśmy być bezpieczni, skoro nawet Dormammu nie może się wedrzeć do środka drogą magiczną. Oczywiście fizycznie da się tu wejść. Więc w pełni bezpieczni nie będziemy, ale sytuacja ze Stark Tower nie powinna się powtórzyć.

Strange mówił to i obserwował kobietę z zaciekawieniem. Poruszała się między wystawkami, a jego na równi interesowała reakcja kobiety na zebrane tu przedmioty, jak i reakcja przedmiotów na kobietę. Wiedział bardzo dobrze, że część przedmiotów z tego pomieszczenia ma swoje własne "ja".

Gdy usłyszał pytanie o Wonga, zaśmiał się. Krótko, ale nie brzmiało to wymuszenie.

- Och nie! Wong to jeden z czarodziejów, oficjalnie moich uczniów, a prawdę powiedziawszy bibliotekarz naszego... hmm... naszej grupy wspólnych zainteresowań. Ale sam zgłosił się do pracy ze mną, dbając o to, żebym głupot nie robił. - Uśmiechnął się, bo Wong nie raz sprowadzał doktora na ziemię i jako jeden z niewielu znał go na tyle, by wiedzieć, że trafić do jego zakutego łba jest dość ciężko i czasem jedynie droga bezpośrednia się sprawdza. Nie dodał, że Wong był również jednym z Mistrzów. Nie było po co.

- Ale dość już. Wróci, to wróci. Jeśli nie, trudno, poradzimy sobie sami.

Zaprowadził Czarownicę do kuchni, gdzie dość sprawnie radził sobie z przygotowaniem przekąski. Wstawił również wodę na herbatę, podał zarówno mleko, jak i cukier i cytrynę. Sam sięgnął po filiżankę i napił się mocnej, gorącej herbaty. Bez dodatków.

Teraz, gdy byli sami, mógł powiedzieć Wandzie nieco więcej.

- Widzisz, miejsce w którym się znajdujemy jest jednym z trzech na świecie. Zostały stworzone, by chronić Ziemię przed atakami istot nie z tego wymiaru. Jest ich więcej, niż można by przypuszczać, a moja... hmm... organizacja od tysiącleci chroni naszą cywilizację. Staramy się być przy okazji niewidoczni. Pozostawać w ukryciu. W przeciwieństwie do grup walczących fizycznie, X-Men, Avengers... my nie dbamy o rozgłos. Z resztą fakt istnienia magii... gdyby się ludzie dowiedzieli.. ehh.. nawet myśleć nie chcę. Wybacz, muszę powiadomić innych o ostatnich wydarzeniach. Przekazać, czego się dowiedzieliśmy, gdyby... gdyby okazało się, że popełniliśmy błąd. To jedna z nudniejszych powinności.

Wszedł po schodach, nawet nie sprawdzając, czy Wiedźma idzie za nim. Nie miał nic przeciwko, zwłaszcza, że powinność faktycznie była nudna. Po prostu zaczął spisywać, fakt, dość szybko, wizję, spotkania, wydarzenia... tak, jak je zapamiętał. Zajęło to kilkanaście minut. Potem podszedł do jednego z portali i przekazał papiery komuś pilnującemu przejść. Ten zapewne skopiuje je i przekaże dalej. Od tej pory wiedza, którą zdobył mogła zostać przeanalizowana i nie pozostawała już tylko w jego głowie.

Podszedł do Sfery Agamotto. Po raz kolejny postanowił zaufać artefaktowi i spróbować odnaleźć zagrożenia na Ziemi. Siedliska obcej magii, mogącej zaszkodzić naszemu wymiarowi. Nie liczył, że znajdzie Mistrza, chociaż i to było niewykluczone.

Zanim jednak zagłębił się w medytację nad kulą, zawołał Wandę.

- Gdyby zaczęło się dziać ze mną coś... nietypowego. Odciągnij mnie proszę od tego artefaktu. Nie spodziewam się w prawdzie niebezpieczeństwa, ale Mistrz może chcieć mimo wszystko spróbować zaatakować. Nie powinno mu się to udać, ale... strzeżonego itd.

Kula nie działała w obie strony, a chronił ją sam Agamotto. Strange nie wierzył w to, by istniał potężniejszy mag, niż sam Agamotto. Co nie znaczy, że Mistrz nie spróbuje...

Scarlet Witch - Sob 16 Mar, 2019 12:28

- A ty? Potrafiłbyś stworzyć takie zaklęcia? - Zapytała badając grunt z kim dokładnie ma do czynienia. Wanda powoli łączyła fakty, a zarazem z uwagą rozglądała się po pomieszczeniu dając sobie chwilę przy każdej gablocie.
- I właściwie... kim jest... Dormammu? - Zapytała niepewnie wymawiając nieznane słowo, sądząc po wypowiedzi Stragne'a, będące najwyraźniej nazwą własną. Czyżby mężczyzna miał już do czynienia z kimś tak potężnym jak Mistrz? Ta myśl napełniła jej serce jeszcze większą nadzieją.
- Wybacz tę fale pytań, ale mam kolejne - Wychyliła się zza kolejnej gabloty i powolutku ruszyła w stronę Strange'a. Dała mu nawet chwilę na to, by mógł się jakoś wybronić, zaznaczyć, że dość pytań, że nie chce być odzierany z tajemniczości, ale z drugiej strony, czy to nie kolejny krok ku związywaniu nici zaufania? Nie znali się dobrze, właściwie nie było czasu na to by miała okazję poznać się również z członkami Avengers, dopiero teraz przyszła chwila spokoju, więc nieszczęśliwie pytaniami została obsypana osoba, która stała najbliżej, aczkolwiek intuicja podpowiadała, że wszystko się działo nie bez powodu.
- Jak to się stało, że zostałeś magiem? Jakoś trudno mi uwierzyć, że po prostu wrzuciłeś cv do skrzynki na drzwiach tego budynku - Bo tak, nawet coś tak prozaicznego i wtapiającego się w codzienność zaobserwowała Wanda. Zadając to pytanie już siedziała przy kuchennym stole. Przez myśl jej przeszło, żeby pomóc, ale mężczyzna radził sobie ze wszystkim lepiej niż doskonale, dlatego odpuściła i przyglądała się mu z uśmiechem. Sięgnęła po filiżankę z herbatą, skradła również plasterek cytryny, który sowicie zasypała dwoma łyżeczkami cukru.
- Ilu was tu mieszka? Miejsce wydaje się być takie ciche i spokojne, tak jakbyśmy nie znajdowali się w centrum Manhattanu - Jeszcze raz zerknęła w kierunku drzwi, a potem już z nad filiżanki spojrzała na Stephena. Z całą odpowiedzialnością mogła się przyznać, że uwielbiała go słuchać. Potrafił w dość krótki, acz bardzo zrozumiały dla laika sposób przedstawić obraz tego czym się zajmuje i jaki to ma wpływ na świat, co oczywiście zrodziło nowe pytania, ale nie zdążyła ich zadać, ponieważ Stephen oznajmi o swoich powinnościach.
Nie od razu za nim ruszyła. Dała sobie kilka chwil na odsapnięcie i poukładanie informacji oraz... skosztowania najlepszej herbaty jaką kiedykolwiek piła. Nie wiedziała czy to sposób parzenia czy może jakość listków, ale mój boże. Zjawiła się dopiero pod koniec, gdy już przekazywał poprzez portal zwoje papieru.
- Nie lepiej mailem? - Zażartowała podchodząc do Strange'a, ale nie zabawili w miejscu zbyt długo. Gdy wkroczyli do pomieszczenia w którym to pozostawiony sam sobie spoczywał potężny artefakt Wanda jakby... zwolniła nieco kroku. W stanie spoczynku emanował siłą, a co dopiero podczas medytacji Strange'a? Mimo to podeszła bliżej i zapytała.
- Myślisz, że w takim wypadku zwykłe odciągnięcie wystarczy? - Niepewność od niej biła, ale kiwnęła głową, dając tym samym do zrozumienia, że jest gotowa.

Dr. Strange - Sro 20 Mar, 2019 20:27

Strange wręcz mimowolnie odpowiadał. Zdawał się być w pełni szczery, a jednocześnie... jakby też nie mówił wszystkiego. Być może uznawał, że wiedzę należy dostarczać powoli, by uczeń w pełni docenił jej wagę i zapamiętał.

- Czy ja bym potrafił? Nie wiem. Myślę, że zmuszony do ostateczności mógłbym coś podobnego wymyślić. Ale co by z tego wyszło, to... - Zawiesił głos - to przekonalibyśmy się dopiero na samym końcu. Moim lub adwersarza. - nie uśmiechnął się, po raz kolejny uświadomił sobie z kim mają do czynienia w tej chwili. Podobnie jak z Dormammu, jak z Kaeciliusem... Dziewczyna oczywiście musiała zapytać o demona. Ech... co zrobić.

- Dormammu to coś na kształt demona. Istota z innego wymiaru, której celem jest przenikanie do innych wymiarów, spowodowanie połączenia się ich i... włączeniem do jego własnych włości. Niestety Dormammu jest władcą absolutnym, żywiącym się cierpieniem swoich podwładnych i nietolerującym żadnej formy indywidualności. Spotkałem się z nim raz i przypłaciłem to wielokrotną śmiercią. Jak jednak widać, udało mi się wyjść z tego cało. Jak będziemy mieli nieco więcej czasu, z chęcią opowiem Ci jak ten pozorny paradoks da się jednak rozwiązać

Stephen był cierpliwy. Jednocześnie doceniał wytrzymałość jego własnego Mistrza. Czy każdy uczeń jest tak trudny? Tak... upierdliwy, niecierpliwy i bezczelny? Przypomniał sobie swoje początki, okradanie biblioteki, łamanie zasad... tak, chyba jednak każdy. Uśmiechnął się sam do siebie, powodując pewnie delikatne zaskoczenie u Wiedźmy - ot, śmieje się jak głupi do sera.

- Widziałaś moje dłonie, prawda? Kiedyś byłem lekarzem. Z resztą, DOKTOR Stephen Strange to nie jakiś tytuł honorowy. Jestem chirurgiem, a przez wypadek straciłem dłonie. Po długich poszukiwaniach znalazłem jednak coś innego i zrozumiałem parę rzeczy. To długa opowieść, łączy się z nią również Dormammu. Może kiedyś. Jest to jednak historia upadku, a nie bohaterskich czynów i świetlanej przyszłości. Jak historia większości z nas. Mam na myśli oczywiście magów. Każdy z nas coś stracił, coś zyskał i podjął pewne decyzje, które sprawiają, że jest, tam gdzie jest. Coś za coś. - fakt, w ten sposób można mówić godzinami. Strange nie miał ochoty opowiadać swojej historii. Taka zajawka to i tak za dużo. Póki co postanowił posiłkować się truizmami. Przynajmniej w ramach odpowiedzi na pytania o jego własną przeszłość.

Na szczęście Wanda zmieniła temat i zaczęli rozmawiać o Sanctum Sanctorum. \

- Tutaj? W Sanctum Sanctorum? Ja i Wong. Wbrew pozorom aplikacji na stanowisko czarnoksiężnika nie ma wielu, a i nie każdego przyjmujemy. Jest nas oczywiście więcej, kilkudziesięciu. Ale większość mieszka w Kamar-Taj. To nasza... hmm.. główna siedziba. W razie co, jesteśmy w stanie podróżować dość szybko, miejsce jest tylko zmienną, nad którą można zapanować.

Na pytanie o korzystanie z emaila nie odpowiedział. Niektóre rzeczy warto robić po staremu. Poza tym, tak przekazanej wiadomości nikt nie przechwyci. Przekazana z rąk do rąk. Kontakt osobisty.

Gdy rozpoczynał medytację, usłyszał jeszcze pytanie Wandy i dodał

- Tak, powinno wystarczyć, by przerwać kontakt i rozproszyć skupienie. A to wystarczy do zerwania więzi z artefaktem.

Pominął to, że miał na sobie w dalszym ciągu pelerynę, która w wypadku niebezpieczeństwa też swoje zrobi. Nawet jeśli miałoby to oznaczać trzaśnięcie nim o ścianę...


//Dałem znać Charliemu, że tu podglądactwo uprawiamy. Albo coś da znać i się wydarzy, albo popiszemy dalej "bo nic się nie dzieje"

Mistrz Gry - Sob 30 Mar, 2019 12:53

Strange i Wanda:


Stephen skupił się na poszukiwaniach, aby po zaskakująco krótkiej chwili odnaleźć chmarę oczu Mistrza. Mógłby prowadzić swoje badania, sprawdzić kilkadziesiąt innych, pomniejszych zagrożeń i poświęcić czas na znalezienie tych, które próbowały ukrywać się przed mocą Oka, tylko że...

Głupio byłoby zignorować chmarę oczu, otaczających budynek Sanctum.

Czarnoksiężnik przeraził się nie na żarty, gdy spora część oczu w tym samym momencie spojrzała na portal, jaki został otwarty tuż u stóp schodów schronienia.

Wanda zobaczyła jak doktor wykrzywia twarz w strachu, więc odciągnęła go od artefaktu, przerywając rytuał akurat w chwili, gdy Stephen zobaczył jak na przed schodami pojawiła się dwójka gości: obcy mężczyzna i kobieta, która chyba mignęła mu kiedyś podczas wizyty w szkole Xaviera.

Po chwili wszystkie oczy skupiły się na przybyszu.

Loki i Sway:


Tremor albo nie zdążył przejść, albo nie miał najmniejszej ochoty na magiczne krainy i podziwianie widoków.

Kamienica wyglądała jak typowy dom bogatych ludzi, ale poza tym nie zwracała na siebie uwagi. Przechodnie także nie zauważali portalu, choć nieświadomi jego istnienia, zawsze robili parę kroków w bok, aby przypadkiem weń nie wpaść. Typowa okolica NY.

Lokiego przeszedł zimny dreszcz.

Sway - Sob 30 Mar, 2019 20:15

Powinna się już do tego sposobu podróżowania przyzwyczaić, ale nadal te portale były dla niej fascynujące i kusiły by je zbadać i dotrzeć do sedna ich działania. Obejrzała się po przejściu przez ramię i zobaczyła tylko fragment twarzy Tremora, który został w pokoju. Ucieszyła się, że zabrała ze sobą swój laptop. Wątpiła coraz bardziej w prawdomówność ich gościa. To już nawet nie jest wdepnięcie w gówno, a wpadnięcie w wielkie szambo.
Spojrzała w górę fasady kamienicy i zrobiła krok w tył, by lepiej się przyjrzeć niezwykłemu okrągłemu oknu na ostatnim piętrze budynku. Przypominało jej dziwne oko wycelowane w niebo.
- Wszystko w porządku? - zapytała, widząc, że Matt dziwnie zesztywniał.
Chwyciła jego dłoń w swoją, nie bardzo samej wiedząc, czy chciała go zapewnić, że nie jest sam, czy w razie czego nie zostać z nim rozdzieloną.

Loki - Pią 05 Kwi, 2019 21:12

W duchu to się nawet ucieszył, że Tremor im nie towarzyszy. Im mniej osób, tym mniej wyjaśniania sytuacji magowi, choć ten pewnie już wszystko wie. Pieprzona wróżka.
Czym prędzej zamknął portal i zabezpieczył kilkoma pieczęciami, tak dla pewności. Nie chciał powtórki z rozrywki. Miał też to nieprzyjemne uczucie, że coś jest bardzo nie w porządku. Bardzo bardzo. Nawet wściekły Thor nie przyprawiał go o takie odczucia.
- Tak, wszystko w porządku - odparł, starając się rozluźnić, choć wszystkie lampki alarmowe sygnalizowały coś zgoła innego. Nie zwlekając pociągnął za sobą midgardkę i zapukał do drzwi licząc, że ktoś tam w środku nie bawi się znowu 'artefaktami' i otworzy. Zresztą, nie chciał też tłumaczyć Sway dlaczego nie on sam nie może, ot tak jak normalny człowiek, wejść do środka.

Dr. Strange - Nie 07 Kwi, 2019 14:37

Strange nie potrzebował czasu na "otrząśnięcie" się. Jego umysł pracował.

- Hmm... Po pierwsze, Mistrz bardzo interesuje się Sanctum Sanctorum, jednak pradawne zaklęcia wydają się utrzymywać go poza tym miejscem. Po drugie, mamy gości.

Ostatnie zdanie padło w momencie, w którym dało się usłyszeć ciche dość pukanie.

- O wilku mowa. I to dość dosłownie. Z drugiej strony, interesujący zbieg okoliczności, biorąc pod uwagę, że proszono nas o znalezienie właśnie osoby pukającej do drzwi. To będzie... interesujące spotkanie. - stwierdził tajemniczo, odwrócił się i zapraszając gestem Wandę, udał się w stronę drzwi wejściowych, które od razu, bez sprawdzania, kto znajduje się za nimi, otworzył.

- Bardzo miło mi powitać szanownego gościa z Jotunheim. Zaprszam do środka, musimy poważnie porozmawiać. - w tym momencie spojrzał na kobietę i dodał - Panią również miło mi powitać, chociaż nie mieliśmy okazji wcześniej rozmawiać. Doktor Stephen Strange, a to panna Wanda Maximoff. Bardzo mi miło - Wskazał Wandę, stojącą nieco z tyłu, a sam odsunął się nieco, robiąc miejsce, by obydwoje weszli do środka.

Scarlet Witch - Sob 13 Kwi, 2019 17:56

Pomimo chęci uspokojenia Wandy, że odepchnięcie go od artefaktu wystarczy panna Maximoff nadal odczuwała niepewność. Wiedziała, że ma przed sobą niebywale potężny przedmiot i tak jak w sprawie swoich mocy tak i przed nim bała się, że nie zapanuje nad jego potęgą, gdy przyjdzie taka potrzeba. Nie zamierzała jednak się poddawać i w pełni skupiona wlepiła wzrok w twarz Stephena by wyczekiwać i wyglądać każdej reakcji, która wyda się jej podejrzana.
Zareagowała od razu, gdy zobaczyła przerażenie na obliczu mężczyzny. Złapała go za boki brzucha i przyciągnęła w swoim kierunku ani na moment nie odrywając spojrzenia od jego oczu. Miała obawy, czy tak gwałtowna reakcja nie sprawi mu bólu, ale przez te kilka sekund dostrzegła tylko strach. Wanda nie musiała widzieć obrazów, które miał okazje przeglądać Strange, by poczuć to samo w swoim sercu.
- Wszystko dobrze? - Zapytała nie skrywając troski w głosie. Zabrała dłonie by mężczyzna nie czuł się mało komfortowo, ale on zdawał się nie zwracać na to uwagi. Wiadomość jaką ją uraczył poprawiła samopoczucie o tyle, że wiedziała, że tu faktycznie mogą czuć się bezpieczni i nie skryła swojego zaskoczenia, gdy w tym samym momencie co słowa Strange'a padło pukanie do drzwi.
Wanda udała się z mężczyzną do drzwi frontowych i stojąc kilka kroków za nim zwróciła swoje zaciekawione spojrzenie ku przybyłym. Wyglądała jak zaciekawiona dziewczyna, która właśnie ma okazję zobaczyć prawdziwego jednorożca, a zarazem nie wie jak się przy nim zachować. Póki co raczej była nieufna i powściągliwa, dlatego przywitała ich kiwnięciem głowy.
- Loki brat Thora? - Zmierzyła go ukradkiem szepcząc do Strange'a. Jakoś inaczej sobie go wyobrażała. Bardziej... bardziej...
- Witajcie - Posłała delikatny uśmiech przybyłym.

Sway - Nie 14 Kwi, 2019 20:11

Kopalnia informacji! A nawet wulkan i to taki w trakcie erupcji. Sara nie mogła się doczekać chwili, w której będzie mogła je wykorzystać by znaleźć coś więcej na temat Matta, a właściwie to Lokiego, skoro Wanda była tak skora to podzielenia się tym nie wystarczająco cicho.
Wciągnęła Lokiego do środka. Raz, by nie stać jak taka sierotka po drzwiami, a dwa, aby pozbyć się tej dziwnej atmosfery, która pojawiła się, kiedy tu trafili.
- Wystarczy Sway, doktorze - zwróciła się do Strange'a starając się aby przypadkiem nie wypsnęło jej się nic w nawiązaniu do słynnego powiedzonka Królika Bugsa albo też będącego żartem z jego nazwiska, do czego pewnie już przez swoje życie przywykł. - Chociaż nie powiem, nie specjalnie mi dobrze brzmi stwierdzenie o poważnej rozmowie. Zwykle zwiastuje jeszcze więcej kłopotów niż te, w które już się wpakowało.
- Cześć - uśmiechnęła się do Wandy, mając nadzieję, że dziewczyna doktora nie potraktuje ich jako zagrożenie, którego należy się jak najszybciej pozbyć.
Na razie jednak przyglądała się ekscentrycznemu strojowi Strange'a i równie osobliwemu wnętrzu, w którym się znaleźli.

Loki - Sro 24 Kwi, 2019 22:57

No i, jak zawsze, nasza kochana wróżka nadal nie potrafi ugryźć się w język. Niekoniecznie chciał żeby Sway dostała wszystkie informacje o jego osobie jak na tacy, to za proste przecież.
- Przyzwyczaj się, gdzie byś ze mną nie poszła, tam ktoś będzie chciał "poważnie porozmawiać" - zaakcentował ostatnie słowa charakterystycznym gestem, który mógł oznaczać 'a przez rozmowę rozumiem kopanie mojego tyłka'. A jakby tego było mało, to jeszcze towarzyszka doktora postanowiła wbić mu szpilę w najczulsze miejsce.
- Tak, brat Thora, Wando. Dziękuję, że mi przypomniałaś o jego istnieniu, już prawie miałem dobry nastrój - syknął i zgromił ją wzrokiem. Pewnych nawyków nie da się jednak wykorzenić tak łatwo. Zresztą, kto by się nie wkurzył, gdy stara się jak może, a i tak jest tylko bratem blondyny z młotkiem. Odetchnął głęboko. Nie było sensu brnąć w ten dół, z którego przecież próbował wypełznąć. Kobieta nie była przecież winna, że ktoś ją źle poinformował.
- Czy, jak już się wszyscy znają, możemy przejść do tej rozmowy - spytał Strage'a, w międzyczasie zrzucając iluzję. Tu była i tak już niepotrzebna. - Bo, jeśli moje przypuszczenia są słuszne, to wszyscy obecni na tej planecie mają duży problem i muszę to zwyczajnie skonsultować zanim podeślę Starkowi nową zabawkę do rozgryzienia.

Dr. Strange - Wto 07 Maj, 2019 22:00

Strange uśmiechnął się. Reakcja Lokiego rozbawiła go, chociaż nie tak bardzo jak reakcja Sway. Jej oblicze, gdy padło miano Lokiego, rozświetliło się, a radości w oczach nie dało się ukryć. Cóż, być może Loki miał powody, by się ukrywać. Ba, Strange był pewien, że miał i to wiele. Reakcja jednak była wręcz zbyt cudowna, by nie zanotować jej w pamięci. W sumie i tak by ją zanotował...

Strange zaprosił wszystkich do saloniku, wskazał miejsca i jak na dobrego gospodarza przystało, zaproponował herbatę, kawę, a nawet ciasteczka. W końcu rozmowa była poważna, a te prowadzi sie dużo lepiej przy ciasteczkach.

Gdy wszyscy usiedli, Stephen sam sięgnął po jedno z ciasteczek, zachęcając również pozostałych do posilenia się.

- Tak, dobrze przypuszczasz - zaczął Strange, jakby zupełnie nie zwrócił uwagi na to, że jednak chwila już minęła od wypowiedzi Lokiego - Wszyscy na tej planecie, a obawiam się, że nie tylko na niej mają poważny problem - cóż, z całej ich małej grupki, tylko połowa zdawała sobie w pełni sprawę z ilości gatunków i istot rozumnych we wszechświecie.

- Co już wiesz, czego się domyślasz i co mogę zrobić, żebyś chciał z nami współpracować w walce z Mistrzem? - Strange nie owijał w bawełnę, jeśli nie wymagała tego kurtuazja. Wiedział również, że przy Lokim lepiej trzymać się faktów. Póki co pominął rolę Sway, był pewien, że będzie miała do odegrania swoją rolę. Nie mniej jednak, z ich czwórki, najmniej wiedziała właśnie ona. Dla niej może to być szokujące, ale... dla każdego ten moment musi kiedyś przyjść.

Scarlet Witch - Sob 18 Maj, 2019 13:01

Nie musiała być empatką by wyczuć podekscytowanie kobiety co wprawiało Wandę w bardzo dobry nastrój. Taka osobowość była przydatna w tak napiętej atmosferze tajemniczości, gdy nigdy nie wiadomo czego się spodziewać. Ani nie znała Sway, a o Lokim nie wiedziała nic poza wspominkami Thora, jego postawą wobec brata i... notkami wszem i wobec dostępnej mitologii.
- Cześć - Odpowiedziała na beztroskie przywitanie dziewczyny i delikatnie się uśmiechnęła. Posyłałaby zapewne więcej zaciekawionych spojrzeń, ale spieszyli się do rozmowy, więc po prostu spoważniała, co zresztą ułatwił jej Loki gromiącym spojrzeniem. Chciała mu odpowiedzieć w swój charakterystyczny, wybuchowy sposób, ale darowała sobie już komentarze tylko dlatego, że Strange był obok i nie chciała mu się pokazać z tej... mało dojrzałej strony.
Wanda zajęła miejsce po prawej stronie Stephena i poprosiła o ziołową herbatę. Początkowo wysłuchiwała w spokoju tego co mówił Strange, jednak z czymś nie mogła się zgodzić. Zwróciła swoje spojrzenie w kierunku mężczyzny robiąc przy tym zdziwioną minę.
- "Co możesz zrobić?" Nie sądzisz, że w tym momencie jest to dla dobra nas wszystkich? - Zapytała siląc się na spokojny ton i delikatne słowa, bo troszkę inne pojawiły się w jej głowie.

Sway - Sob 25 Maj, 2019 17:21

Sway jedynie poczęstowała się ciasteczkiem, chociaż najpierw postarała się się je delikatnie obadać. W końcu diabli wiedzą, czy doktor w dziwnym stroju nie postanowi ich nagle odurzyć, a właściwie to jej, bo Loki najwyraźniej był odporny na takie rzeczy, skoro macanie kamienia go nie ruszyło. Herbatę sobie darowała z uwagi na trzymany na kolanach laptop.
- Brzmi to teraz jak negocjacje o zakładników - mruknęła pod nosem, na tyle głośno by może tylko Loki ją usłyszał.
- Mistrzem? - zapytała lekko zaskoczona. - Gość siebie sam tak na serio nazywa? Bo jeśli tak, to samo to sugeruje, że ma on dość porządnie rozdęte ego. A w takich wypadkach zawsze jest sposób by wbić w nie szpilę.

Loki - Sob 25 Maj, 2019 21:17

Wyglądało na to, że mają remis. Po obu stronach tej rozmowy znajdował się jeden mężczyzna o galopującej manii wyższości, czy też przekonaniu o posiadaniu potężniejszej magii niż ten drugi, oraz kobieta o niewyparzonym języku. Różnica polegała na tym, że Oszust doskonale zdawał sobie z tego sprawę i naprawdę pilnował się, żeby nie dać się wciągnąć w grę w ustalanie alfy.

Komentarz Sway litościwie zignorował. To nie był moment na tłumaczenie jak bardzo adekwatne było to porównanie i że właściwie przyszłość całej ludzkości może zależeć od tego, jak potoczy się ta rozmowa. Ale przyjaciółki maga, Wandy, już po prostu nie zdzierżył. Zanim odpowiedział na pytanie Strange'a spojrzał jej prosto w oczy i, zachowując poważny wyraz twarzy, przesłał telepatycznie:
- Nie mam żadnego obowiązku wam pomagać. To nie mój świat, nie mam żadnego obowiązku go ratować ani się nim przejmować. Mogę zostawić was na śmierć. Mogę oddać odłamek Królowej lub sam zanieść go do Egiptu i otworzyć więzienie Mistrza, oddać mu pokłon i pozwolić abyście wszyscy umierali w powolnej i bolesnej agonii razem ze swoim światem. Mogę po prostu znaleźć sobie inną bezpieczną przystań, do której tych dwoje dotrze za dobre kilkadziesiąt lat. Mogę pozwolić się pojmać i wrócić do Asgardu, gdzie spędzę dłuuugi czas w bezpiecznej celi nie myśląc o midgardzie. Jestem na tym świecie o wiele, wiele dłużej od ciebie. Twoja impertynencja i przekonanie, że o niczym innym nie można marzyć jak o poświęcaniu życia w imię rasy, którą Odyn z braćmi stworzyli z nudów, są po prostu irytujące.

Dopiero po chwili skierował spojrzenie na czarnoksiężnika.
- Hm... Domyślam się, że potężna starożytna istota budzi się w Egipcie oraz, że inna potężna persona próbuje tę istotę uwolnić. Wiem, że Królowa nie spocznie dopóki nie osiągnie swojego celu, zaś walka z obojgiem może pochłonąć tysiące istnień, jeśli nie miliardy, a mimo to nie daje gwarancji powodzenia - podsumował gładko tym samym niesamowicie spokojnym głosem, jaki Sway mogła już słyszeć wcześniej, a który nie zwiastował nic dobrego. Znaczyło to tyle, że albo Jotuńczyk jest niesamowicie wściekły, albo bardzo chce żeby waga jego słów dała się odczuć.

- A jeśli już pytasz co mógłbyś dla mnie zrobić, to zostałem niejako ze względów bezpieczeństwa odcięty od własnej pracowni, a potrzebuję zabezpieczyć umysł tej tutaj - wskazał na Sway - i stworzyć zabezpieczenie pewnego odłamka, który jest potrzebny naszym przeciwnikom. - Wysunął przed siebie dłoń i stworzył iluzoryczny obraz kamienia. - Na razie znajduje się on w najbezpieczniejszym miejscu jakie zdołałem znaleźć, ale nie jest aż tak bezpieczne jakbym chciał. - Skoro już mag wykładał karty na stół, to nie zamierzał być dłużny. Zresztą, był to najlepszy i najszybszy sposób prowadzenia negocjacji, a także było mu to na rękę, więc tym bardziej nie było potrzeby tego komplikować.

- Sway... Mówimy tu o istocie antycznej, która mimo zamknięcia przez kilka tysięcy lat nadal żyje i ma wystarczającą moc, żeby próbować mnie zabić z twoją pomocą i obalić pieprzony budynek. I to wszystko na sporą odległość. Ma wszelkie prawo nazywać siebie jak tylko chce - wytłumaczył pokrótce, nie bawiąc się w ładne słowa. - Twoje stwierdzenie to jakby powiedzieć, że Kapitan Ameryka każe się tak nazywać tylko dlatego, że jest obywatelem tego kraju, a naprawdę jest starym łysym idiotą przesiadującym w barach.

- Przy okazji, Strange - zwrócił się do gospodarza - Nie masz wiadomości o szalonej walkirii, która na mnie poluje? I nie, nie mówię tu o Lady Sif.
Dopiero po tym pytaniu zainteresował się ciastkami i herbatą, swoją drogą całkiem niezłymi biorąc pod uwagę zasoby midgardu.

Dr. Strange - Sob 25 Maj, 2019 23:04

Strange bardzo uważnie słuchał tego, co mają do powiedzenia wszyscy. Po tym, co powiedziała Wanda jedynie kącik ust powędrował mu delikatnie do góry. Taki... wyuczony grymas stanowiący wstęp do uśmiechu, nie przechodzący jednak w niego.

- Moja Droga - zwrócił się bezpośrednio do Wandy - Zaufaj mi, obecny tu książe Jotunheim ma moim zdaniem wystarczająco wiele powodów, by zarówno nam pomóc, jak i przeszkadzać. Mógłby również opuścić znane nam okolice i udać się w jakieś inne miejsce, pozostawiając nas absolutnie samopas. I o ile ostatnie rozwiązanie w normalnych okolicznościach byłoby mi jak najbardziej na rękę - tu skłonił głowę w kierunku Lokiego, którego imię swoją drogą, nie padło ani razu z ust Doktora - o tyle obawiam się, że bez jego wieloletniej praktyki i kunsztu magicznego, pozostawieni sami sobie, stanowczo zmniejszymy nasze szanse na przetrwanie.

Może to nie był najlepszy moment na naukę negocjacji, a patrząc obiektywnie takie odkrywanie kart przez księciem kłamstwa było kiepskim posunięciem, Strange robiłm to w pełni świadomie. Nie miał pod ręką Thora, który w razie co, wybiłby (dosłownie!) głupie pomysły z głowy brata. Nie miał również Hulka, który zrobiłby pewnie to samo. Loki, mimo swojej przebiegłości i niesamowitej inteligencji, przynajmniej w ocenie lekarza, był bogiem próżnym. Delikatne połechtanie jego ego wbrew pozorom mogło wzmocnić ich pozycję w rozmowie. No i, co pokazał już wcześniej, nie zależało mu na absolutnym zniszczeniu Ziemi. Na złość bratu chciał wybić część mieszkańców, chciał wziąć we władanie całą planetę, ale nie chciał jej zniszczyć. Strange miał swoją własną teorię dlaczego tak było, nie było jednak ani okazji ani czasu, by się jej przyglądać.

Zwrócił się ponownie do Lokiego

- Zaproponowałbym przechowanie odłamka tutaj, obawiam się jednak, że nie będzie to możliwe z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, sam się na to pewnie nie zgodzisz, bo takiego atutu nie oddaje się za bezdurno, a po drugie, spowodowałoby to, że ten budynek stałby się celem numer jeden na liście przeciwników, a że ma on swój własny cel istnienia, nie mogę do tego dopuścić. - Słowa Lokiego o Królowej, próbującej uwolnić Mistrza (albo na odwrót, Mistrza próbującego uwolnić Królową... Strange jednak scalając, co usłyszał od Thora, czego sam się dowiedział i co powiedział teraz Loki skłaniał się ku pierwszej opcji) dodały nieco światła do obrazu, który istniał aktualnie w głowie Maga.

- Uważam jednak, że jestem w stanie pomóc z ukryciem odłamka, jeśli zajdzie taka potrzeba. Możliwe jest oczywiście również włączenie w całą sprawę Lady Sif albo Twojego brata, bo jak pewnie się domyślasz, obydwoje znajdują się teraz na Ziemi. Co się tyczy panny Sway, to powinno jej przynajmniej chwilowo pomóc - sięgnął do kieszeni i podał dziewczynie wpinkę w kształcie dwunastoramiennej gwiazdy. U szczytu każdego z ramion znajdował się jakiś półszlachetny kamień. Dla dziewczyny, ot, blaszka, którą można kupić w dowolnym sklepie spirytystycznym. Może trochę lepiej wykonana, niż przeciętne badziewie za parę dolców. No i wpinka wyglądała na złotą. Niech będzie, 200$ w sklepie. Dla Lokiego - całkiem zręcznie wykonany amulet, którego jedynym celem jest ochrona umysłu właściciela. Na dłuższą metę pewnie nie zapewni ochrony, ale da czas. No i przy okazji powinien rozpraszać również podstawowe iluzje.

- Na więcej nie mieliśmy z Wandą czasu. Jeśli jednak chcesz skorzystać z mojego laboratorium, jestem w stanie je udostępnić.

Coś mówiło Doktorowi, że ostatnie pytanie, zupełnie nieważne, rzucone ot tak, było najważniejszym pytaniem i prośbą ze wszystkich, które do tej pory padły. Niby nic, a jednak...

- Heimdall wspominał, że ma wieści o Walkirii. Niestety, przekazał je bezpośrednio Sif i Twemu bratu. Oczywiście mogę się spróbować dowiedzieć czegoś więcej, ciekaw jestem jednak, co skłoniło ją do zaatakowania Księcia Asgardu? - pytanie również padło mimochodem. Być może Strange mógłby się nauczyć mnóstwa rzeczy od Lokiego, najpewniej Loki wiedział, że Strange wie, że Loki... itd. A co zrobić, skoro gry słowne dalej są tak wspaniałą zabawą!

Scarlet Witch - Nie 16 Cze, 2019 10:09

Sądziła, że będzie to rozmowa dorosłych osób, ale sromotnie się zawiodła. Wanda bardzo szybko uświadomiła sobie, że zamiast z bogiem kłamstw miała do czynienia najzwyczajniej w świecie z rozwydrzonym bachorem, któremu nic nie można powiedzieć, bo położy się na podłodze i zacznie wierzgać nogami. I nawet by to zniosła, ukojona słowami Doktora Strange'a, wzbudziłaby w sobie ogromne pokłady wyrozumiałości, ale słowa Stephena zostały zakłócone przez głos, który pojawił się w jej głowie. I to był błąd.
Loki niestety popełnił kilka dodatkowych błędów, które mogła mu wybaczyć i jeden... karygodny, poprzez który wezbrały w niej emocje, a skoro zadziałały emocje to i potęga drzemiąca w Wandzie zaczęła się wybudzać. Groźby jakie padły w głowie Szkarłatnej Wiedźmy nie mogły pozostać bez odzewu.
...A potem wszystko wydarzyło się jakoś tak, szybko. Wanda nagle wstała i wyciągnęła dłonie w kierunku Lokiego. Ani się obejrzał, a dwie, poplątane wiązki szkarłatnej mocy wbiły się w jego skronie. Nie robiła mu krzywdy, a przynajmniej nie fizycznej.
- Ostatni raz mi grozisz - Mogło to być zaskoczenie dla pozostałej dwójki, ale cóż mogła poradzić, skoro Loki wykazał się taką odwagą i groźby przekazał jej telepatycznie.
- A skoro w życiu brakuje ci miłości to poczuj ją na własnej skórze - Skumulowała magię ze źródeł jakie tylko miała pod ręką. Chciała by poczuł coś więcej, żeby w jego sercu zalęgło się nieco więcej uczucia, a skoro Sway siedziała zaraz obok to największe ognisko padło na jej dusze, z którą związała Lokiego... ciężko powiedzieć na jak długo, ponieważ Wanda czuła jak traci przytomność. Zemdlona opadła miękko na fotel.

Sway - Nie 16 Cze, 2019 21:06

- Ta ma imię i jest tu obecna - wycedziła przez zaciśnięte zęby zaczynając powoli żałować, że go w tej cholernej Japonii jednak nie poddusiła mocniej. Może i nie była obeznana z tym o czym rozmawiali, ale nie zamierzała pozwolić by traktowali ją jak dziecko, nawet jeśli wedle metryki Lokiego i standardów świata, z którego pochodził była takowym.

- Co i tak nie zmienia faktu, że ma on o sobie zbyt wielkie mniemanie - mruknęła pod nosem na wytłumaczenie swojego towarzysza odnośnie wielkości Mistrza i jego autonazewnictwie. Przez myśl jej przeszło nawet co by mogła zrobić gdyby jej moc wymazywania pamięci była większa i jakby wyglądało wymazanie pamięci istocie, którą z powodzeniem można nazwać antykiem. I nie, nie miała na myśli Laufeysona w tym momencie.

- ... dziękuję - wydusiła z siebie z lekkim przeciągnięciem pytającym, chociaż jej wypowiedź z całą pewnością była stwierdzeniem. Przyglądała się wpince i kunsztowi jej wykonania, chociaż wedle słów Strange'a została stworzona w pośpiechu. Zdecydowanie jednak nie wyglądała na jakąś tandetę ze sklepu z pamiątkami. Którekolwiek z nich, czy to Stephen czy Wanda, byli odpowiedzialni za jej wykonanie, mieli talent w swoich palcach.

Zastanawiała się właśnie, czy powinna ją przypiąć do koszulki czy też może schować do kieszeni, kiedy to Wanda podniosła się ze swojego miejsca i spojrzała na Lokiego, szkarłatne promienie niczym dziwne wyładowania łukowe wydobywające się z jej palców sprawiły, że szczęka Sway z lekka opadła, a w oczach pojawił się strach. Nie, nie bała się Wandy, ani nawet jej zdolności, jakiekolwiek by one nie były. Obawiała się, że to nie jest Wanda, że ta sama siła, która opętała ją samą w Japonii, teraz dopadła tę młodą kobietę i ta zaczęła atak od nasilniejszej/najstarszej obecnej tu osoby. Przez umysł Sway przebiegła myśl, że ona raczej zostanie zostawiona na koniec, ale marne to było pocieszenie.

Rozmyślania przerwały jej ostatnie słowa Wandy odnośnie miłości i Wayland szczerze mówiąc z lekka zgłupiała. Zdecydowanie nie było to czymś, co mogłoby się wydobyć z tajemniczego Mistrza. Nie wiedziała o nim wiele, ale na pewno nie karałby nikogo niechcianą miłością, albo i nawet chcianą, lecz spróbowałby ich zniszczyć albo chociaż zwrócić przeciwko sobie.

Kiedy Wanda opadła na swoje miejsce zemdlona, Sway nie wahała się ani sekundy. Laptop zsunął się z jej kolan, na szczęście na miejsce, na którym siedziała, a nie na podłogę, a ona sama w dwóch krokach znalazła się przy nieprzytomnej kobiecie, klęcząc obok niej. Jedną dłonią objęła nadgarstek Wandy, szukając pulsu, a drugą delikatnie dotknęła jej twarzy, skupiając myśli na uzdrawianiu.

Loki - Sro 04 Wrz, 2019 19:27

Ech, mógł się tego spodziewać. Zbytnio zawierzył, że znajduje się w otoczeniu osób w miarę rozsądnych, przy czym każde z nich posiadało umiejętność telepatii, i może się porozumiewać tak, jak gdy przebywał w Asgardzie. Wanda miała możliwości, tak, ale nie umiejętności. O ile jej pobudki nie do końca były jasne, bo przecież nie zagroził jej osobiście, a jedynie przedstawił rzeczywiste alternatywy, o tyle bardziej był ciekawy jaki cel chciała osiągnąć, więc pozwolił jej działać.
W sumie, po przeanalizowaniu formuły czaru i efektu musiał się powstrzymać, żeby się nie zaśmiać. Doprawdy, połączenie go z kobietą, która na przemian jest wkurzona, przerażona albo napalona, to jednak nie było najgorsze, co mogła zrobić. A co do "miłości"... Uznanie, że ktoś nie wie czym jest miłość tylko dlatego, że dba o własne interesy, jest oznaką czystej ignorancji.
- Dzieci. Stephen, powinieneś był nauczyć ją myślenia i panowania nad sobą zanim nauczyłeś ją czarów - podsumował, sięgając po kolejne ciastko. Hm, całkiem niezłe. - Jeszcze zrobi sobie większą krzywdę.

- Wracając do tematu, laboratorium byłoby dobrym wstępem do współpracy. - Co jak co, ale Strange trafnie pojął, że Oszust nie zgodzi się na pozostawienie odłamka w rękach... cóż, ludzkich. Wystarczająco dobrze wiedział jak kończy się pozostawianie potężnych artefaktów w rękach Avengersów i ich znajomków. Można od razu oddać za darmo wrogowi, mniej zniszczeń a efekt ten sam.
I tak, spodziewał się, że mag będzie drążył temat wojowniczki, skoro już wypłynął ze strony Jotuna.
- Przekazywała 'pozdrowienia' od Królowej. Tak się dzieje, kiedy nie przelicza się swoich ocalałych i martwych po walce, zawsze ktoś może wylądować na praniu mózgu - skwitował, nie zwracając już szczególnej uwagi na kobiety. Niech się zajmą sobą. I tak, był to przytyk do Burnes'a, tak właśnie rodzą się psychopaci bez zahamowań. - Myśl, do cholery, Strange. Czego mogła chcieć, skoro miałem coś, co bardzo chciała mieć jej pani?
- Sądzę, że lepiej dla twojego domu będzie, jeśli w tej sprawie skontaktujemy się z Sif.

Dr. Strange - Pon 23 Wrz, 2019 21:18

Strange zareagował szybko. Nie życzył sobie walki w Sanctum Sanctorum, więc swój czar zaczął tkać w momencie, gdy pierwsza wiązka ugodziła Lokiego. Gdy skończył, musiał podjąć tylko jedną decyzję. Dziewczyna jednak nie wyglądała, jakby robiła krzywdę Wandzie, więc postanowił ukierunkować swoją moc na obie kobiety.

W jednej sekundzie pojawił się portal, który dosłownie przeniknął przez kobiety, teleportując je gdzieś. Owym "gdzieś" było jedno z pomieszczeń, nieco bardziej chronionych w Sanctum Sanctorum. Przecież nikt nie zakładał, że pole ochronne było jedynym zabezpieczeniem tego miejsca!?

Gdy już zostali sami, czyli jakąś sekundę po tym, jak kobiety zniknęły, zwrócił się do Lokiego.

- Nie uczyłem jej czarować. I mam nadzieję, że Twoja przyjaciółka nie zrobi jej krzywdy. Mógłbym się wtedy nieco zdenerwować.

Gdy Loki ponownie wrócił do tematu, Strange tylko skinął głową.

- Wystarczy ciasteczek, chodźmy do laboratorium. Tam też możemy spróbować ustalić, gdzie aktualnie przebywa Lady Sif. - po czym wstał i zaprosił gestem Lokiego, wskazując mu drogę do laboratorium.

Loki - Wto 01 Paź, 2019 18:50

- Tak długo, jak cokolwiek chroni jej umysł przed Mistrzem, powinna być niegroźna. - Wzruszył ramionami. Bo i co mogła więcej zrobić? Sformatować Wandzie twardy dysk? W sumie może i by się przydało...
- Ech, daruj sobie już te uprzejmości i prowadź - mruknął. - Bez obaw, tylko Thor ma szansę na sztylet w plecy ode mnie, ty będziesz jeszcze potrzebny - dodał, delikatnie wypychając Strange'a przez drzwi. W końcu to było Sanctorum, raz źle skręcisz i nie znajdziesz wyjścia przez następne sto lat, a tego Loki ryzykować nie chciał. A czy z tym byciem potrzebnym żartował, czy deklarował, to już wolna interpretacja. Ledwie uniesione kąciki ust mogły sugerować odpowiedź, ale z nim nigdy nie wiadomo.

Sway - Nie 13 Paź, 2019 17:14

Zanim Sway zdążyła zaprotestować, to znalazła się wraz z Wandą w kompletnie innym miejscu. Na szczęście było tam łóżko i przy pewnym wysiłku udało jej się na nim umieścić Scarlet Witch. Trochę w ukos w poprzek no i ze stopami nadal opartymi mniej lub więcej o podłogę, ale jednak. Sama padła obok dziewczyny, zmęczona targaniem jej bezwładnego na tę chwilę ciała i wcześniejszą próbą uzdrowienia jej.
- Mam absolutnie dość bycia przepychaną z miejsca na miejsce - mruknęła pod nosem. - Żeby chociaż poinformował, że chce to zrobić, a nie bam! i po sprawie. A Loki to nawet nie próbował go powstrzymać. Faceci...

Dr. Strange - Nie 10 Lis, 2019 16:30

Strange poprowadził Lokiego po schodach na pierwsze piętro i pokierował go do Biblioteki. Nie miał zamiaru zabierać go na samą górę, a biblioteka sama w sobie była również czymś na kształt laboratorium. Z tym, że nie zawierającym przesadnie wielu zbyt potężnych artefaktów. Do pracy się jednak nadawała.

Rozważał jeszcze piwnice, tam też można by pracować, ale Strange miał pewną nadzieję, że zawirowania magiczne wywoływane przez księgi, w razie co utrudnią nieco Lokiemu możliwość jakichś niecnych zagrań. No i w książkach było mnóstwo przydatnej wiedzy, która w tym przypadku była ewidentnie przydatna.

Strange nie ufał Lokiemu za grosz. Był jednak gotowy na potencjalny atak, miał na sobie pelerynę, szanse na rzeczony sztylet w plecy były więc minimalne.

- Tu możemy pracować. Nie znam Twojego stylu magii, nie wiem wiec, co może Ci być potrzebne. Jeśli coś, czego tu nie ma, powiedz, a postaram się dostarczyć. Odradzam tylko sięgania po książki z tego regału - wskazał jeden z dość opasłymi tomami - Nie lubią, by dotykał ich ktoś obcy - Strange powiedział to nonszalancko, jakby byli w terrarium, a on pokazywał pojemnik z jadowitymi pająkami, zupełnie podobny do tego obok, a jednak z jakiegoś powodu wymagający dodania, żeby nie pchać tam rąk. Z drugiej strony, to przecież TYLKO książki...

Loki - Czw 14 Lis, 2019 19:44

Biblioteka, jak oryginalnie.
Dużo mówić, było to miejsce, w którym Oszust chciałby się znaleźć w bardziej sprzyjających okolicznościach. Tyle tomów, których nie znajdziesz jedynie w Sanctum, a które przybliżyłyby go do... Ale to nie zajęcie na teraz. Mógł jedynie westchnąć tęsknie do wskazanego przez Stephena regału, z daleka czuł magię tych ksiąg, lecz zaraz wrócił do tu i teraz.
- Na początek, jeśli masz jakiś szmaragd, który mógłbym zakląć, byłbym wdzięczny. I szczerze mówiąc liczyłem, że właśnie w tej bibliotece znajdę coś, co pomoże mi zabezpieczyć odłamek, o którym mówiliśmy. - Sięgnął po pierwszą z brzegu księgę, której tytuł sugerował znalezienie w niej pieczęci. I nie, nie z TEJ półki. - Niby mógłbym go wytransportować do Asgardu, ale za często sam wynosiłem stamtąd artefakty, żeby wiedzieć jak słabe są tam zabezpieczenia. Z drugiej strony ani Sanctum, ani tym bardziej Stark Tower nie są bezpiecznymi miejscami, obaj wiemy jak to się skończy. Jeśli masz jakiś pomysł, jestem otwarty - dokończył, nawet nie odrywając wzroku od przekładanych stron. Gdzieś tu musiało być coś na tyle potężnego by zatrzymać samą Królową lub wzmiankować potyczki z jej sługami w przeszłości. Jedno i drugie dałoby mu jakiś punkt zaczepienia do dalszego działania. I miło by było gdyby mag jednak miał ten kamień, o który prosił, bo jednak wolałby mieć Sway w pełni sprawną i do użytku. To zaklęcie było jednak wrzodem na dupie, stąd czuł że dziewczyna jest wkurzona.
I czy ta jego pelerynka pokazała mu gest "obserwuję cię"? The helheim, Strange.

Scarlet Witch - Pon 06 Sty, 2020 12:48

Zbyt wiele emocji wkradło się w umysł Wandy by bez uszczerbku na zdrowiu owładnąć taką potężna siłą jaką był chaos. Nie umiała się jednak powstrzymać i wcale tego nie żałowała. Sen, w który zapadła był ciężki, ale zarazem kojący. Zamknęła się przed światem i przez dłuższą chwilę nie zamierzała stamtąd wracać. Odnalazła spokój wśród natury, wśród rodzinnych krajobrazów. Nie czuła w sobie już nic z tej potęgi jaka mrowiła jej palce, nie czuła tej chęci zawładnięcia mistyczną siłą, którą tak ciężko okiełznać. Była po prostu sobą.
Letnia bryza koiła zmysły, ale nie na długo. Sielanka musiała się skończyć. Jakaś zła myśl ją naszła. Znikąd poczuła niepewność i lęk. Im dalej szła tym bardziej wchodziła na teren zniszczonej ścieżki. Wypalona trawa, przesuszone knieje wystające suchymi pałąkami ponad ziemię. Nie wiedziała co tu zaszło. Jedyne co pewne, że na horyzoncie dalej toczyła się walka. Chciała tam pobiec, ale wiedziała, że nie pomoże. Spojrzała na swoje dłonie i zdała sobie sprawę, że bez magii jest bezsilna, że najgorsze jest to poczucie bezsilności.
Obudziła się znienacka, łapiąc się na ostatnie słowa Sway, ale nie do końca je zrozumiała. Nie wiedziała czy mówi do niej i ...w ogóle co tu robi, a przede wszystkim...- Gdzie jestem? - Zapytała cicho starając się dźwignąć na łokciach do pozycji siedzącej, by rozejrzeć się po pomieszczeniu.

Sway - Wto 07 Sty, 2020 15:59

- Hej, powoli! - Sway zerwała się z podłogi i pomogła Wandzie usiąść na łóżku, obejmując jej ramiona. - Jak się czujesz? Zrobiłaś tam coś i straciłaś przytomność. I potem ten w pelerynce nas tu przeniósł ponoć dla naszego bezpieczeństwa, ale jak dla mnie, to chcą coś zrobić sami. Jak dorwę ich obu, to jedyne co będą pamiętać, to wściekle różowe jednorożce i siebie samych w skąpych strojach francuskich pokojówek z miotełkami wetkniętymi w tyłki.

No cóż, Sway potrafiła być nie tylko dość obrazowa, ale też mściwa jeśli ktoś z nią zadarł. Pytanie tylko czy Wanda cokolwiek zrozumiała z tego monologu, który Sara wygłosiła na jednym oddechu. Chociaż widok Lokiego w takim stroju, no bez tej miotełki, byłby interesujący. Sara, to nie czas na to! upomniała się w myślach potrząsając głową. Chociaż już mogło być za późno i przekaz mógł pójść gdzieś dalej w tym domu szaleństwa.

- Jeśli jesteś w stanie iść, to możemy spróbować wrócić tam skąd nas przenieśli. Sądząc po dekoracjach i widoku za oknem ciągle jesteśmy w tym samym budynku.

Dr. Strange - Wto 07 Sty, 2020 18:38

Strange przyjął pytanie i komentarz Lokiego grzecznie, jednak z wypracowanym przez lata dystansem. Zupełnie jak w szpitalu, gdy zmuszano go do rozmowy z rodziną jakiegoś idioty, który nie do końca rozumiał, że na strzelaninę nie przynosi się noża, a Christine po raz kolejny ściągnęła go do pomocy...

Podszedł do jednej z szafek, przejrzał jej zawartość, sięgnął do szuflady, przejrzał, co tam ma. Po chwili grzebania wyciągnął jednak średniej wielkości kamień i podał Oszustowi. Ciekawy dobór kamienia, chociaż nie wiedział, czym jest "odłamek", o którym mówił Loki, jakie ma właściwości i jak najlepiej zneutralizować "widoczność" takiego artefaktu. Bo co do tego, że wiedząc, czego szukać, da się go odnaleźć, nie miał wątpliwości.

Poszukiwania kamienia dały Doktorowi chwilę na zastanowienie.

- Możliwości mamy de facto trzy. Można spróbować zmniejszyć widoczność odłamka i w ten sposób ukryć go od wzroku poszukujących go istot. Do tego trzeba jednak dobrze poznać jego właściwości i działanie, chyba, że to już wiesz? - pytanie było rzucone od tak i zupełnie nie przerwało słowotoku Stevena. - Można ukryć go również fizycznie. Rów Mariański, księżyc, środek Mount Everest... opcji jest sporo, ale czy coś dadzą? Wątpię. Jeśli nie połączy się go z pomysłem pierwszym. No i można oczywiście mieć go przy sobie, albo oddać komuś, kto umie go wykorzystać przeciw Królowej. Przy okazji, czego szukasz? Pytam, bo większość z tych ksiąg przeczytałem, albo przynajmniej przekartkowałem, pewnie lepiej podrzucę kilka tomów. - o tym, że przekartkowanie w przypadku Strange'a to praktycznie to samo, co czytanie, nie było sensu wspominać.

Loki - Pią 10 Sty, 2020 19:44

Poczuł przypływ nie swojej złości. Czyli dziewczynie nic nie było, pocieszające. Z czystej ciekawości sięgnął do jej umysłu, żeby dowiedzieć się jaki jest powód i... cóż, ta wizja była dość ciekawa. Na tyle, że zatrzymał się w kartkowaniu kolejnej księgi, by zanalizować, co właściwie miało znaczyć to połączenie.
- Nosiłem gorsze rzeczy. - przekazał telepatycznie Sway. Niech się zastanawia, co miał na myśli.

- Powiedzmy, że wiem do czego służy - odparł nieco zbyt cicho i zbyt łagodnie niż powinien. Był przyzwyczajony do utrzymywania swoich własnych emocji głęboko w sobie, utrzymywanie wciąż wyciekających na zewnątrz cudzych uczuć było jednak o wiele trudniejsze. Z dwojga złego lepiej w tę stronę, jak sam stwierdził. Przećwiczył trzy głębokie oddechy zanim kontynuował. - To część o wiele większej całości, ale to powinieneś wiedzieć. Są na nim brakujące naszym wrogom znaki pozwalające na otwarcie więzienia Mistrza. Zrobiony jest z materiału, jaki nie występuje nigdzie na ziemi. To musi ci wystarczyć.
Bo nic więcej nie wiem sam.

- Czego szukam? Szukam własnie czegoś mocnego do zapieczętowania tego cholerstwa. Wzmianek z okresu starożytnego Egiptu, które mogą mieć związek. Informacji o tych, którzy przeżyli atak Królowej... I z czystej ciekawości, biblioteka Asgardu nie jest aż tak rozległa jakby się zdawało - wyjaśnił, nie odrywając wzroku od woluminu w rękach. W końcu odłożył go na półkę. Faktycznie, mógł tak szukać godzinami właściwego tomu i nie znaleźć nic, co by przyciągnęło jego uwagę.
- Jeśli kojarzysz coś takiego, chętnie skorzystam z pomocy. - Potarł nerwowo skronie. - Mam problem z ułożeniem priorytetów w tej chwili. Musimy ściągnąć Sif. To zaklęcie to wrzód na dupie - dodał już ciszej. Oby to zaklęcie nie było na wieki, bo mógłby jednak pozwolić sobie się wściec...

Jak to mówią, najlepiej skupić się w takich chwilach na czymś zajmującym. Więc Oszust się zajął. Usiadł po turecku pod regałem i zaczął powoli tkać i pieczętować zaklęcia w szmaragdzie. Nie miał zamiaru powtarzać zaklęć użytych w amulecie od Strange'a, więc były to już bardziej zaawansowane, znane mu z Asgardu. Miał nadzieję, że te dwa maleństwa w pełni ochronią jego towarzyszkę przed tym, co może nastąpić.

Scarlet Witch - Sob 08 Lut, 2020 09:54

Z zaskoczeniem odebrała ogromną troskę jaką ją obdarzyła Sway, dlatego nawet dobrze, że kobieta szybko podeszła do niej i pomogła usiąść, bo było spore prawdopodobieństwo powrotu do pozycji leżącej. Kobieta wpatrywała się w nią przez chwilę tak jakby nie doszło do zapoznania się sprzed kilku chwil, ale wrażenie zaraz minęło i Wanda, choć blado, posłała jej delikatny uśmiech. Cały czas jednak nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że Sway obdarzyła ją ogromnym zaufaniem i uczuciem sympatii i szczerze mówiąc, zastanawiała się czym sobie zaskarbiła tak wiele pozytywnych emocji. Nie żeby zamierzała narzekać... Ot przyzwyczaiła się raczej do nieufności wobec swojej osoby, nawet przez te, które nie do końca ją znały... a tu kolejny raz ktoś dawał jej szansę, aby w końcu mogła pokazać się z dobrej strony... i to na dodatek pomimo nie pohamowanej złości, którą skierowała wprost na Lokiego.

Równie niepohamowanym, acz krótkim śmiechem parsknęła Wanda na ten obrazowy opis z jakim podzieliła się Sway.
- Uważaj, przy mnie słowa wypowiedziane mogą stać się prawdą... A wtedy już na pewno zostanę wyproszona z tego bajkowego domostwa - ...Już w myślach dodała, że i tak zapewne tak się stanie, skoro nie popisała się w rozmowie podczas której powinna zachować zimną krew i opanowanie.
- Powiedz mi... - Rozsiadła się wygodniej i troszkę ignorując słowa Sway zapytała - Kim jesteś? Nie pochodzisz z Asgardu to wiem na pewno... - Bardziej zaciekawiła się jej osobą niż zwiedzaniem terenu, aczkolwiek nie oznaczało, że przy kolejnej frazie nie wstanie i nie zacznie żywiej rozglądać się po pomieszczeniu w poszukiwaniu wyjścia.

Sway - Pon 10 Lut, 2020 17:15

Wzdrygnęła się widocznie, kiedy usłyszała głos Mat... Lokiego w swojej głowie. Nikt cię nie nauczył, że nie wchodzi się do cudzego umysłu bez pozwolenia? I akceptuje wyzwanie. Nie wiedziała, czy to do niego dotrze, czy nie, ale jeśli nie, to może nawet i lepiej, nie dowie się o jej planie na wciśnięcie go w coś znacznie gorszego od tych gorszych rzeczy, które miał na sobie.

- Poważnie? - Sway aż się oczy zachwyciły i patrzyła teraz na Wandę jak na najcudowniejszy prezent, jaki dziecko może znaleźć pod choinką. - Bo mam kilka ciekawszych pomysłów na stroje dla Lokiego, znacznie ciekawsze od tego, który opisałam. - Mrugnęła do towarzyszki niedoli.

No dobra, pomimo ostrożności w kontaktach z obcymi sobie osobami, Sara miała dziwne przeczucie, że może zaufać Wandzie, przynajmniej w podstawowych kwestiach. Tym bardziej, że obie wylądowały w tym pokoju i żadna z nich nie była tym specjalnie zachwycona.
- Chciałabym, przynajmniej bym od razu wiedziała kim jest facet, z którym mnie wysłano na drugi koniec świata. - Odruchowo rozejrzała się i zniżyła nieco głos jakby oczekiwała, że ktoś ich jednak podsłuchuje. - Jestem tylko mutantem i to takim, który raczej nie nadaje się na pierwszą linię frontu. Nie żebym się tam pchała z własnej woli. Za to Matt... to znaczy Loki, potrafi więcej. A co z tobą? Nigdy nie widziałam, żeby ktoś zrobił coś takiego co ty w tamtym pokoju.

Dr. Strange - Czw 13 Lut, 2020 18:38

Strange spojrzał na jedną ze ścian. Niee... przecież to nie mogło być tak proste. Ale? Czasami najprostsze rozwiązania są najlepsze! A przynajmniej warte sprawdzenia.

- Podsumowując. Potężny artefakt, na którym znajdują się ryty, znaki czy inne symbole, pozwalające na uwolnienie "Mistrza". Bez nich, rzeczonego nie da się uwolnić. Dochodzi nam wobec tego opcja czwarta i piąta. Zniszczenie artefaktu lub jego modyfikacja w taki sposób, by przestał być wartościowy. Próbowałeś coś takiego uzyskać?

Podszedł do globusa, stojącego w pomieszczeniu i zaczął mu się przyglądać. Poszukiwał Sif. W pierwszym momencie nie do końca uwierzył, że to ona. Nie miała na sobie zbroi, nie machała mieczem. Jadła jabłko. Cóż... mogło być gorzej.

- Zaraz wracam. Znaczy, częściowo. Aaaa.. i ostatnia półka, trzecia książka od lewej. Mam nadzieję, że radzisz sobie jako tako z hieroglifami. - powiedział, po czym otworzył portal wielkości swojej głowy i zajrzał do niego.

Lady Sif - Nie 08 Mar, 2020 19:51

//Stark Tower - Mieszkanie Bannera

Podróż przez portal była o wiele przyjemniejsza niż ta podczas wycieczki na Antarktydę. Sif nic nie mówiła, po przejściu przez niego, częściowo z powodu kiepsko skrywanego zachwytu wnętrzem domu Doctora, częściowo by nie spłoszyć Laufeyson, a częściowo dlatego, że akurat jej wzrok padł na siedzącego niczym niewinne dziecko Lokiego.

W końcu!

- Loki Laufeyson, na mocy rozkazu Odyna zostaniesz przeze mnie doprowadzony przed oblicze Wszechojca - oznajmiła oficjalnym tonem, nie bawiąc się w żadne powitania. - Zaraz po pokonaniu Mistrza - dodała zanim zdołałby jej przerwać. - Jeśli spróbujesz uciec, to przysięgam, że zaciągnę cię do Asgardu za włosy i jak wór kości rzucę cię u nóg twego ojca.

- Doctor Strange był uprzejmy mnie poinformować, że potrzebujesz mojej pomocy. W czym konkretnie? - zapytała już całkiem innym głosem, zaciekawionym, niemal rozluźnionym, chociaż jej oczy czujnie spoczywały na każdym ruchu Laufeysona.

Loki - Nie 05 Kwi, 2020 18:48

Podziękuj za to nowej koleżance. Nie lubię czuć nie swoich emocji, to źle robi na cerę...
Jeśli Oszust wiedział cokolwiek ze swojego doświadczenia z midgardczykami, to na pewno droczenie się z kobietami prowadziło do odrobiny dobrej zabawy, w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu, i nie zamierzał nie skorzystać z okazji. Zwłaszcza, że znał już możliwości tej jednej mutantki.

- Zawsze mogą próbować odtworzyć ten fragment, co osobiście uważam za mało opłacalne na obecną chwilę - wymamrotał w stronę maga, wciąż skupiając się na pieczętowaniu klejnotu. - I nie, nie próbowałem. Nie miałem zbytnio warunków na czasochłonne prace ani wystarczających narzędzi. Wspominałem już, że włamali mi się do pracowni? - spytał "niewinnie", choć można wyczuć w tym ostatnim zdaniu lekką irytację. OCZYWIŚCIE, że brałby pod uwagę te możliwości, gdyby miał na to czas i nie musiał martwić się faktem, że zarówno Asgard, jak i teraz pewnie ludzie Królowej, polują na niego, choć z różnych powodów. NIE MA SIĘ CZYM DENERWOWAĆ. Na szczęście zaklinanie pomaga w opanowaniu.
Za to wskazówkę co do lektury przyjął ze szczerą ulgą.
- Dzięki i nie martw się, uczą tego języka u nas. - Skierował się po wskazaną książkę. Oszust naprawdę nie lubił nie wiedzieć, jak na wyszkolonego asgardzkiego [s]szpiega[/s] arystokratę przystało. W końcu do tego go szkolono, jakby nie było, przez kilka dekad.
Wrócił na swoje miejsce na podłodze i zabrał do czytania, obserwując tylko co jakąś chwilę otoczenie, gdyby Doktorkowi wpadło coś głupiego do głowy.
Ale jak na razie to zamiast głowy pojawiła się cała Sif.
-Taa, ja też się stęskniłem. - Rzucił, jakby na odczepnego, sprawdzając reakcję.
- Cóż, po tym co usłyszałem mniemam, że posiadasz więcej informacji o ruchach Mistrza lub oczekujesz aż braciszek ci je przekaże. - Uśmiechnął się ledwie zauważalnie. - W obu przypadkach warto mieć cię w pobliżu. - Wrócił wzrokiem do księgi. W obecnej chwili niezbyt się spieszył z przewracaniem stron. Wiedział jak to drażni innych.

Dr. Strange - Sro 15 Kwi, 2020 09:22

Strange nie opuszczał Sanctum Sanctorum. Czuł się tu nad wyraz bezpiecznie, a przynajmniej miał świadomość, że jego obecność tutaj bardzo mocno utrudni, jeśli nie uniemożliwi zniszczenie budynku. A to, wbrew wszystkiemu, było arcyważne.

Obecność dwójki, jak zwał, tak zwał, bogów z Asgardu też drastycznie podnosiła zdolności bojowe okolicznych kilkudziesięciu metrów kwadratowych wręcz niebotycznie. Doktor nie zapominał również o Wiedźmie i jej nowo poznanej koleżance, której potencjału bojowego jeszcze nie miał możliwości ocenić. Cóż, jeszcze ze dwa bataliony wojska i można podbijać świat. No, a przynajmniej jakiś niewielki kraik.

Strange doszedł do wniosku, że przede wszystkim nie będzie się wtrącał w wewnętrzne sprawy Asgardczyków, a jeśli Sif pragnie zabrać z Ziemi Lokiego - fantastycznie, lepszej wiadomości przynieść mu nie mogła. Jeden problem potencjalnie z głowy. Należało się zająć tym drugim.

- Mogę spojrzeć na ten artefakt? - zapytał niewinnie

Lady Sif - Sob 18 Kwi, 2020 20:57

- Widzę jak bardzo tryskasz entuzjazmem i radością - oznajmiła bez cienia emocji w głosie, za to z lekkim uniesieniem lewej brwi. - Zacznę się martwić, kiedy zaczniesz mnie przytulać na powitanie.
Na wspomnienie Mistrza jej spojrzenie stwardniało, brwi się ściągnęły, a w oczach pojawiła się furia pomieszana ze sporą dawką nienawiści.
- Trzy walkirie, które doprowadził swoimi działaniami do szaleństwa miały się przebudzić i zaatakować Midgard. - Celowo nie wspomniała o tym, że ona i Hulk zrobili na Antarktydzie krwawą łaźnię i plan Mistrza poszedł się kochać. Niech Laufeyson chociaż części rzeczy domyśla się sam.
- Artefakt? - zapytała lekko skonfundowana, spoglądając najpierw na Strange'a, a potem na Lokiego. - Kogo znowu okradłeś? Jak na razie skutecznie uciekasz śmierci spod jej topora, ale zdecydowanie za bardzo kusisz los. - Rzuciła Laufeysonowi spojrzenie matki, która bardzo się zawiodła na swoim dziecku i nie wiedziała jak mu wbić do głowy chociaż odrobinę lekarstwa znanego jako "najpierw myśl, potem rób".

Scarlet Witch - Sob 09 Maj, 2020 22:33

- Wszystko okay? - Zaniepokoiła się wzdrygnięciem Sary. Wanda zachowywała względny spokój, ale prawda była zgoła inna. Bała się, że znowu moc wymknęła się spod kontroli, że znowu... stało się coś co wyszło od niej, ale zupełnie za jej plecami. Mimo to wpatrywała się w kobietę tak jak gdyby nigdy nic. Ot, zwykła troska, roztkliwianie się nad grymasem, kogoś kto wykazał się troską wobec niej.

Parsknęła śmiechem widząc ten błysk w oku Sway, jej minę oraz w ten równie zabawny sposób reagując na to co powiedziała. To dość nietypowe, bo zwykła mierzyć się ze strachem. Moc kobiety miała w sobie również coś złowrogiego. Nie bez powodu nieraz została nazywana "wiedźmą". Kiedyś wstydziła się tego przydomku, a teraz? Teraz nosiła go z dumą. Czyżby w końcu przestała uciekać od przeszłości? Nie tak łatwo o takie słowa, gdy u boku brakło kogoś kto zwykle był jej ostoją. Nie myślała o tym, dała ponieść się chwili, odsunęła to z jakimi spojrzeniami będzie musiała się zmierzyć po powrocie... no właśnie... dokąd? Wiedziała jak tam wrócić?

- Myślę, że i tak już przesadziłam... Mam nadzieje, że nie zmienił się w żabę... - Skrzywiła się, bo szczerze mówiąc nadal nie wiedziała jak się skończyły jej małe.. "czary-mary" stąd ta niepewność i niewypisane pytanie na obliczu Szkarłatnej. Może nie znały się jakoś dobrze, ale kobieca intuicja mogła podpowiedzieć, by Sway od razu potwierdziła, że absolutnie nie doszło do aż tak kuriozalnej sytuacji, wyjętej prosto z bajki, którą dawno temu uwielbiał czytać jej na dobranoc Pietro.
- "Tylko" przy byciu mutantem mi zupełnie nie pasuje... - Rzuciła również obniżonym tonem i z przerażeniem doszła do wniosku, że to tekst który by wypowiedział jej ojciec, dlatego zaraz łagodniej się uśmiechnęła.
- Na którą linię frontu zatem się nadajesz? - Zapytała zachęcona ciekawością ze strony Sway, bo skoro ona pyta o jej moc... to postanowiła zapytać o to samo.
- Gdybym tylko wiedziała. Na pewno emocję grają tu dużą rolę. Czasami pomyślę o czymś i o... już się dzieje. Czuję się wtedy... że mogę naprawdę wszystko...  - Posłała jej dość smutny uśmiech.
- ...Ale skoro widziałaś wiele innych "cudów" to zapewne masz kontakt z innymi mutantami? Dobrze jest trzymać się razem... w tych czasach...

Sway - Wto 12 Maj, 2020 17:11

- Yeah... Najwyraźniej Loki potrafi czytać mi w myślach. Nie wiem czy się cieszyć czy martwić. - Wzruszyła ramionami. - Nie, na szczęście nie stał się żabą.

Sway się wzdrygnęła. Niewiele rzeczy ją obrzydzało, ale żaby i ropuchy zaliczało się do tej wąskiej kategorii okropieństw, które unikała za wszelką cenę. A myśl o tym, że Wanda mogłaby zamienić Lokiego w płaza i na dodatek sprawić, że jego "odczarowanie" wymagałoby pocałowania go... Dość powiedzieć, że Sarze zrobiło się mocno niedobrze na samą myśl o tym.

- Na tę jak najbliższą domu - powiedziała żartobliwym tonem, otrząsając się z myśli o całowaniu żab. - Może jako szpieg wśród linii wroga jeśli uda mi się lepiej zapanować nad niewidzialnością. Lepiej mi idzie z uzdrawianiem.

Pominęła wymazywanie pamięci, bo z doświadczenia wiedziała, że to zwykle odstraszało od niej innych niż przyciągało, a podejrzliwości miała dosyć na bardzo długi czas. Wystarczył jej Loki i to aż na całą resztę życia.

- Jak to mówią "w grupie raźniej", ale to też ma swoje minusy, gdy na małej przestrzeni jest kilkadziesiąt osób z różnymi mocami. Konflikty są nieuniknione, a wtedy robi się nieciekawie. Zwykle Profesor stara się to łagodzić, jeśli nie słowem, to swoimi mocami, ale nie zawsze jest w pobliżu, zwłaszcza ostatnio, i musimy sobie radzić sami. Jeśli stwierdzisz, że masz dość tego przystojnego doktorka, to zawsze możesz po mnie zadzwonić.

Sara rozejrzała się po pokoju i po chwili poszukiwań znalazła papier i ołówek. Napisała na kartce "Sway" i poniżej numer telefonu.

- Dzwoń nie tylko wtedy gdybyś miała dość Strange'a. - Podała kartkę Wandzie. - A jeśli czujesz się już lepiej, to może sprawdzimy, co te dwie łajzy robią?


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group