X-Men RPG
Forumowa gra RPG oparta o uniwersum Marvela.

Stany Zjednoczone - Minnesota - Kilkenny - Hotel Kilkenny

Charles Xavier - Wto 04 Wrz, 2018 22:25
Temat postu: Minnesota - Kilkenny - Hotel Kilkenny


Ten stylowy, czterogwiazdkowy hotel, jest idealną bazą wypadową dla każdego, kto chce zwiedzić Kilkenny.

Przybyszy wita przestronna recepcja, gdzie uśmiechnięci pracownicy służą pomocą.

Jade Carter - Wto 11 Wrz, 2018 18:06

//Minnesota - Minneapolis - Port lotniczy Minneapolis-St. Paul

Zatrzymała auto przy chodniku przed skrzyżowaniem, przy którym mieścił się hotel i wyłączyła silnik. Budynek wydawał się spory chociaż nie widziała go w całości i tylko front mógł wydawać się tak masywny.
- Więc z jaką historią tam idziemy? Nie wiem czy kit o nowożeńcach przejdzie, zważywszy na fakt, że żadne z nas nie nosi obrączek. No chyba że będziemy się dzielić z recepcjonistką intymną informacją o bliźniaczych tatuażach w miejscach, których się nie pokazuje publicznie.
To ostatnie to była podpowiedź od jej wyobraźni, rzuca w sumie by po to, aby rozluźnić napiętą atmosferę.

Winter Soldier - Wto 11 Wrz, 2018 19:39

- Gdybym ja pracował na recepcji i wciąż miał chęć zwracać uwagę na takie pierdoły, bardziej zastanowiłoby mnie to, że nie mamy sporo wcześniejszej rezerwacji, bo w tych czasach planuje się to chyba z większym wyprzedzeniem, tak sądzę - powiedział, wyciągając wciśniętą do kieszeni spodni rękawiczkę. Było chłodno, więc fakt, że miał rękawiczkę na dłoni, którą przytrzymywał pasek torby, nie wzbudzał raczej żadnego zainteresowania. - Pierścionek zawsze można załatwić, choć wątpię, żeby kradzież lub mała pożyczka wchodziła teraz w grę? - Zerknął na nią, mając nadzieję, że dobrze po nim widać, że nie planuje tutaj włamu. - Zawsze można po prostu załatwić to tak. - Złapał jej lewą dłoń, obejmując ją własną tak, że żadnego niedoboru pierścionków nie szło zauważyć. - Proste rozwiązanie czasem jest najlepsze. Nikogo nie powinno zdziwić to, że nowożeńcy się do siebie kleją - zauważył, bo po co utrudniać sobie życie, jeśli można je ułatwić.
Puścił jednak jej dłoń, bo lewa ręka mimo wszystko nie była czymś, co lubił wykorzystywać do tego typu kontaktów. Nawet w rękawiczce. Od tego wolałby mieć prawą. I będzie mógł mieć, zważywszy na to, że musiałby zasłaniać lewą dłoń Jade.

Jade Carter - Wto 11 Wrz, 2018 20:59

- Zdziwiłbyś się jak bardzo są ci ludzie spostrzegawczy, chociaż niekoniecznie da się z nich te informacje wydobyć. - Rzuciła mu znaczące spojrzenie odnośnie kradzieży biżuterii. Nie żeby była święta, ale to by była lekka przesada, poza tym jeśli miała mieć wsuniętą na palec obrączkę to chciała by było to naprawdę, a nie na niby.
- Geniusz - powiedziała z uśmiechem, pochylając się by dać mu całusa w policzek. Równie dobrze show mogło już teraz się zacząć. - A co do braku rezerwacji, to zawsze możemy powiedzieć, że postanowiliśmy pozwiedzać kraj bez żadnego planowania i pilnowania dat, zatrzymując się tam gdzie znajdziemy miejsce do spania. Masz ze sobą jakiekolwiek prawo jazdy? Nie wiem czy koniecznie będą chcieli nas oboje wylegitymować przy meldowaniu, czy wystarczą im tylko moje dokumenty i karta kredytowa.
Myśl o tym, że będą się trzymali za ręce, osładzała tylko sytuację, chociaż w tym układzie będzie ciężko nakłonić recepcjonistkę do powiedzenia, w którym pokoju jest Steve. Zamierzała coś na poczekaniu wymyślić.

Winter Soldier - Wto 11 Wrz, 2018 21:20

Zerknął na Jade z może i nazbyt widoczną nutą zdziwienia w spojrzeniu, ale... Ciężko było przyzwyczaić mu się do wszelkich czułości, okej? Odwykł od tego, nie miał tego w zwyczaju, a fakt, że wszelkiego nagłego kontaktu nie kwitował lewym sierpowym był już ogromnym postępem, więc to zdziwienie to w sumie nie było takie najgorsze.
Ale i tak wiedział, że powinien je w sobie zdusić, rozluźnić, zachować się normalnie. Dlatego po prostu postanowił skupić się na kolejnym z jej pytań.
- Och, tak. Jasne, mam. - Wykonał gest, jakby chciał sięgnąć do kieszeni, ale odpuścił w połowie drogi i coś sobie przypomniał, co oznajmił pstryknięciem palcami. - Z tysiąc dziewięćset trzydziestego piątego, ujdzie? - spytał i odsunął się tak o mały kawałek, jakby bał się, że za swój ton i minę zaraz dostanie przez łeb. Nie dostał, przynajmniej jeszcze nie, więc mógł wrócić na poprzednią pozycję. - Nie były mi potrzebne, bo potrafiłem przemieszczać się tak, żeby nie przechodzić przez żadne kontrole. Wolałem nie ryzykować zgubieniem czegoś, co ma w sobie moje zdjęcie - wyjaśnił, bo tak, jasne, mógł załatwić sobie fałszywki, ale... To mogło przynieść mu więcej problemów niż korzyści. - Ze wszystkiego da się jakoś wyłgać. - Wzruszył ramionami, kwitując w ten sposób problemy z dokumentami.

Jade Carter - Wto 11 Wrz, 2018 21:33

Patrzyła na niego przez kilka sekund z miną pod tytułem "Seriously?!", a potem zwyczajnie parsknęła śmiechem. Nie bardzo wiedziała czy to z powodu tego co powiedział, czy po prostu już sytuacja zaczęła ją przerastać.
- Jak to się skończy, to załatwię ci nieco nowsze dokumenty.
Wbrew pozorom, Carter nie była kryształowo czysta i miała kontakty w paru dość ciemnych miejscach, między innymi z kolektywem hakerskim, który potrafił załatwić jej nie tylko fałszywe dokumenty, ale też inne rzeczy, z wyjątkiem dostępu do SHIELD. Tego stanowczo odmówili. Co prawda pewnie będzie musiała zrobić coś idiotycznego by ich zadowolić, ale była na to gotowa.
- Dobra - powiedziała, wyciągając kluczyki ze stacyjki. - Show time.
Wysiadła z auta i wyjęła plecak, przerzucając paski przez oba ramiona po uprzednim sprawdzeniu zawartości i czy jest porządnie zapięty. Był trochę wypchany przez zmianę ubrania, które tam upchnęła z tego co udało jej się znaleźć w domu Starka. Resztę miejsca zajmowały pociski. Poczekała aż Bucky zgarnie swoje rzeczy, zamknęła auto i chwyciła jego prawą rękę, momentalnie splatając ich palce, tak jak to zrobił z jej dłonią, kiedy jeszcze byli w aucie. Po chwili ruszyli do hotelu.

Winter Soldier - Wto 11 Wrz, 2018 22:07

- Jakbym chciał dokumenty, to bym je sobie załatwił. Wbrew wszelkim pozorom, to ja naprawdę potrafię się sobą zająć - powiedział, unikając jednak jakiejkolwiek pretensji w głosie. Wiedział, że momentami naprawdę sprawiał wrażenie kogoś, kto nie bardzo ma jakiekolwiek pojęcie o tym, co powinien wokół siebie zrobić i uczepiał się pierwszej dostępnej osoby, za którą mógł łazić. - A prawka to ja nawet nigdy nie zrobiłem - mruknął, przyznając się do tego małego braku. No bo po co mu było? Miał ważniejsze sprawy na głowie, ważne, ze wiedział co i jak.
Teraz właściwie robił to samo. Był szkolony do tego, żeby być duchem. Gdyby miał załatwić tę sprawę sam, nigdy nie wszedłby frontowymi drzwiami, nie podawał swoich danych, nie dawał zauważyć się komukolwiek. Miał być doskonałym skrytobójcą, który załatwia sprawę szybko, sprawnie i po cichu, nie szpiegiem, który bawi się w podchody. Ale kiedy trzeba... To po prostu trzeba.
Przerzucił sobie jedno z ramiączek plecaka przez prawe ramię, zanim przewiesił przez nie i pasek torby, którą przytrzymał dłonią. Tak, żeby wszystko się trzymało, ale i tak, żeby w razie w mieć wszystko pod ręką.
Pierwszy otworzył drzwi do hotelu, mając wystarczająco czasu na szybkie przeczesanie lobby wzrokiem, zanim przepuścił Jade w drzwiach i znów zrównał się z nią, ponownie łapiąc jej dłoń.

Jade Carter - Wto 11 Wrz, 2018 23:07

- Mam kontakty w DMV. Możesz dostać prawko, które jest w stu procentach legalne. I wiem, że potrafisz, ale czasami warto przyjąć pomoc oferowaną całkowicie bezinteresownie - powiedziała, wzruszając lekko ramionami. - I może to i lepiej, że nie zrobiłeś. Nie jeździsz jak wariat - zażartowała, nie ukrywając rozbawienia. - Uśmiechnij się trochę - dodała zbliżając usta do jego ucha, by wyszeptać parę propozycji łóżkowych.
Musiała wywołać w nim odpowiednią do sytuacji reakcję. Jak mają grać, to powinni grać na całego. A czy te fantazje są wymyślone na potrzeby ich scenki, czy też prawdziwe, tego nikt nie wie poza Jade.
Kiedy podeszli do recepcji, Carter oderwała wzrok od Bucky'ego i spojrzała na osobę znajdującą się po drugiej stronie lady.
- Dzień dobry, chcielibyśmy wynająć pokój z dużym łóżkiem na jedną noc.

Mistrz Gry - Sro 12 Wrz, 2018 16:03

Za ladą stała urocza murzynka, której maniery i słownictwo przywodziły na myśl uniwersytet. Co pasowało do jej wieku.
– Ależ oczywiście, mamy dziś kilka wolnych pokoi. – odpowiedziała już po wszystkich uprzejmościach.
– Och, przykro mi, pomyliłam się. Wszystkie nasze pokoje zostały zarezerwowane na najbliższe trzy dni. Choć to wygląda na błąd systemu. Mam nadzieję, iż zechcą państwo zaczekać chwilę, postaram się to rozwiązać. – uśmiechnęła się do nich, widocznie zdezorientowana, i przez dłuższą chwilę sprawdzała czy system działa poprawnie.

– James. Jade. – usłyszeli w pewnym momencie beznamiętny głos Steve'a tuż za swoimi plecami.
– Proszę nie szukać, ci państwo nie zamierzają tutaj zostać. – powiedział recepcjonistce, która przez chwilę patrzyła zdezorientowana. Szybko jednak ogarnęła sytuację, pożegnała ich i wróciła do sprawdzania systemu. Kapitan rzucił na głos numer swojego pokoju, po czym tam poszedł, nie oglądając się na nich, pewien iż zamierzają z nim pójść.

Pokój 209.
Drugie piętro, pokój narożny, z oknami prowadzącymi na zachód i południe, z balkonem na zachodniej ścianie. Sam apartament składał się z jednego pokoju oraz sypialni. Poza laptopem i starannie złożonymi ubraniami w szafie, nie było tutaj niemal żadnych śladów czyjejś bytności. Wszędzie panował wzorowy, wojskowy porządek. Dopiero w pokoju odezwał się do nich.

– JARVIS wszystko mi pokazał. I was, i... atak na Avengersów. Słucham, co macie do powiedzenia. – kapitan nie tyle zapytał, co uznał fakt. Siadł na kanapie, na której zmieściliby się wszyscy, tuż obok dwóch wygodnych foteli.

Winter Soldier - Sro 12 Wrz, 2018 18:57

Naprawdę miał ochotę coś rozwalić. Tak, wspaniale, tutaj też awaria, może to wszystko przylazło za nimi aż tutaj, no bo co, nie może być przecież zbyt łatwo, zbyt kolorowo, zbyt wspaniale, prawda? Oczywiście, że nie. Wszędzie, gdzie tylko się pojawił, coś musiało iść nie tak.
Przyzwyczaił się już do tego, naprawdę. Do tego, że jak coś wydaje się iść zgodnie z planem, to koniec końców, wcale tak nie będzie.
I chyba głównie przez samo to przyzwyczajenie, nie przez opanowanie, poszedł za Steve'm tak spokojnie i bez szemrania, dopiero za zakrętem korytarza puszczając dłoń Jade. Wolał mieć wolne dłonie, żeby w razie problemów móc sięgnąć po wszystko, co trzeba.
Z tego samego powodu nie siadał nigdzie w zajmowanym przez Steve'a pokoju, a jedynie odłożył torbę na jedno z krzeseł, jakby chciał mu w ten sposób pokazać, że okej, dobra, odkłada broń. Część broni. On zawsze był uzbrojony i tylko kompletny idiota mógłby uważa inaczej, ale odłożył chociaż to, więc... To już coś, prawda?

- Mam spowiadać ci się alfabetycznie, chronologicznie czy jak, bo trochę tego wszystkiego by się znalazło? - odezwał się chwilę po tym, jak Rogers zamilkł. - A ty coś zaskakująco mocno wierzysz AI po całej akcji z SHIELD - dodał, może całkiem niepotrzebnie, ale... po prostu chciał się przyjrzeć każdej mikroreakcji na twarzy Steve'a. - Nie wierzyłbym zawirusowanym komputerom, wiesz?

Jade Carter - Sro 12 Wrz, 2018 21:32

Spięła się cała, kiedy usłyszała głos Rogersa za plecami i po odwróceniu się zobaczyła go we własnej całej i zdrowej osobie. Jego nastrój za to był iście grobowy. Bez słowa podążyła za Steve'em, ramię w ramię z Buckym. Spodziewała się ataku, jak tylko zaczęli się zbliżać do pokoju, ale nic takiego nie nastąpiło. Idąc za przykładem Barnesa, zsunęła paski plecaka z ramion. W przeciwieństwie jednak do swojego towarzysza zanim ostrożnie postawiła go na podłodze, użyła swoich mocy by wyjąć jeden z "granatów" i wsunąć go do kieszeni kurtki, którą rozpięła by ukryć fakt, że ma cokolwiek schowanego, poza tym było tu ciepło.

- Kiedy to niby zaatakowaliśmy Avengers? - zapytała, mrużąc oczy. - Zaraz po tym jak wyleciałeś obrażony z domu Starka pojechaliśmy szukać tego cholernego kardynała pod Bostonem. Thor zaświadczy jeśli nam nie wierzysz. Nikogo poza nim i Tobą z Avengers nie widziałam odkąd ta cała afera się zaczęła.

Mistrz Gry - Sro 12 Wrz, 2018 22:07

Bucky widział, jak nieprzyjemne dla Stevea było wspomnienie problemów z SHIELD, choć ten prawie zdołał powstrzymać się przed jakąkolwiek reakcją.
– Nie wierzyłbyś także zawirusowanym mógzom. – powiedział nieprzyjemnie spokojnie kapitan.
– Ale ty nie wierzyłbyś nikomu, prawda? – to był już drugi, tak poważny zarzut ze strony Stevea, w ostatnim czasie, w stronę Jamesa. I nawet to, że było widać stres, w jakim znajduje się Rogers, nie było wystarczającym usprawiedliwieniem dla jego zachowania. Zarówno Jade, jak i James, zauważyli że kapitan siedzi nieco starzej? niż zwykle. Ciężko było wskazać palcem o co chodzi, ale wydawał się bardzo zmęczony, niemal przygięty problemami do ziemi.

– Was oraz atak na Avengers, nie wasz atak na Avengers. Poza tym – spojrzał na nich wzrokiem zmęczonego, zbitego szczeniaka – cała ta afera zaczęła się... zacznie się? – wziął parę głębokich oddechów i sięgnął do kieszeni, gdzie trzymał batonik energetyczny.

– Wybaczcie, jestem wyczerpany, a jest jeszcze tyle do zrobienia. O co chodzi? –

Winter Soldier - Sro 12 Wrz, 2018 23:20

- Ale ty byś wierzył - powiedział, krzyżując ramiona na piersi. - Masz swoją definicję bohatera, a ja mam swoją. Jednak bez względu na to, nie zaliczam się do żadnej z nich - w pewnym sensie przyznał mu rację, na powrót opuszczając ręce luźno wzdłuż boków, może nieco aż nazbyt luźno. Po prostu upewniał się, że wszystko jest na miejscu, kiedy robił krok w przód. Nie podniesie karabinu, nie chce mieć go pod ręką. Bo nie ufa sobie wystarczająco, by wierzyć, że skończyłoby się to dobrze. Jego umysł wciąż był zawirusowany. Czy chciał się do tego przyznawać, czy nie. - Ale czy tego chcę czy nie, będę musiał pieprzyć się w walce z piekielną siłą, co wręcz z definicji można uznać za misję samobójczą. Co nie bardzo mi się widzi, bo z nas dwóch to ja jestem większym tchórzem... - przerwał na krótki moment, starając się przywołać z pamięci jakieś sensowne zdanie, które mogłoby.... - Ale wiem, co robię. Wiem, że będą gotowi rozszarpać mnie na strzępy i jestem gotowy podjąć to ryzyko. Wtedy to nie samobójstwo, to poświęcenie - przywołał niemal słowo w słowo to, co kiedyś od niego usłyszał, wiedząc, że Steve musiałby to pamiętać. Steve pamiętał wszystko, a on po prostu...
Można powiedzieć, że chwytał się jego taktyki. Widział przecież, nie był ślepy, wszystko... Potrzebował po prostu zobaczyć w jego oczach to, czy wie. Tak, jak wcześniej potrzebował tego Steve. To było głupie. Tak, wiedział to. Ale najwidoczniej wciąż byli tą samą parą durni, którzy nie potrafili mówić o wszystkim wprost, zamiast tego siedząc obok siebie i gapiąc sobie w oczy. Przynajmniej nie zachowywali się już jak para na randce, jak wtedy, w... dawno temu.
- Chcemy ci pomóc - powiedział po chwili. - Zanim się zacznie. Razem wszystko szło nam zawsze sprawniej, prawda?

Jade Carter - Pon 17 Wrz, 2018 17:17

Chyba nie tylko Steve był wyczerpany skoro tak opacznie zrozumiała jego słowa. Ale co się dziwić, skoro ostatnio korzystała ze swoich mocy częściej niż przez ostatnie miesiące.
Trzymając blisko siebie plecak, klapnęła mało elegancko na kanapę na przeciwnym końcu niż Rogers. Czy to z ostrożności czy też po prostu robiąc miejsce dla Bucky'ego, tego nikt nie wiedział, chyba nawet nie ona sama. Ale miała dość stania i zdecydowanie nie podobały jej się słowa "misja samobójcza" i "poświęcenie", które wyszły z ust Barnesa.
- Kardynał jest jednym z nich - powiedziała odchylając głowę na oparcie. - Nie wiem czy ten skurwysyn jeszcze żyje, ale mam nadzieję, że trafił go szlag. Thor zaś stwierdził, że czeka nas wojna i Asgard szykuje armię po czym poleciał do Stark Tower. A propos, od kiedy to JARVIS robi dla ciebie takie przysługi, jak wstrzymywanie informacji? - zapytała, przekręcając głowę by spojrzeć na Steve'a. - Aha, i pewnie będziemy musieli rozwalić kościół w Bostonie - dodała to tonem jakby mówiła o pogodzie.

Mistrz Gry - Sro 19 Wrz, 2018 11:51

Bucky widział, że Steve pamięta. Nie pasowało mu to, bolało go to wspomnienie, ale równocześnie był pod wrażeniem faktu, iż on także to zapamiętał.
– James, spóźniliśmy się. – odpowiedział, wyrzucając opakowanie po batoniku do śmietnika. Otworzył butelkę z wodą i pił przez chwilę, słuchając Jade.

– Będziemy mieli wsparcie Asgardu? To powinno dać nam szansę. Okazuje się, że JARVIS ma więcej sekretów, niż Tony mógłby zapamiętać. Na przykład taki, że istnieją hasła, które zna kilka osób, a które to hasła oznaczają coś w stylu "przeciwko Avengers ruszył telepata poziomu Omega". I które to hasła te osoby natychmiast zapomną, gdy dostaną się pod czyjąś kontrolę? To dzięki temu JARVIS mnie krył. – Steve pokręcił głową, nadal będąc pod wrażeniem szczegółowego planowania Starka i jego przyjaciół.

– Mamy ważniejszy cel, niż zniszczenie jakiegoś budynku. Musimy uratować profesora Xaviera. To on przekazał mi hasło i streścił sytuację. Tak myślę, nie pamiętam dokładnie ostatnich kilku dni, jestem wyczerpany. To nawet mógł nie być on. JARVIS miał dowiedzieć się czegoś o napastnikach, ale sam też nie jest pewien, czy nie znajduje się pod wpływem wroga. Więc... Musimy chyba poczekać na informacje od JARVISa, że Avengers są bezpieczni. –

Winter Soldier - Sro 19 Wrz, 2018 19:01

Musiał przyznać, że… po prostu odetchnął. Tak odrobinę.
Tak, wiedział, że teraz powinien przejmować się raczej innymi rzeczami, czymś ważniejszym, w końcu świat i cały ten syf, zwłaszcza w obliczu tego, co właśnie wyrecytował, ale… To miało dla niego tak naprawdę mniejsze znaczenie. Z lekka egoistyczne, tak chyba mógłby to określić, ale w swoim życiu zawsze prędzej lub później, nieustannie tak właściwie, dochodził do wniosku, że Steve… Steve zawsze stał za tym, że podejmował decyzje, które później kończyły się źle. Ale… Żył w przekonaniu, że było warto. Nieważne, czy kończyło się to dla niego złamanym nosem, czy… Tym, że tu stał.
I dlatego właśnie, przez ten fakt, że żył, że był tutaj, po prostu musiał upewnić się, że Steve wie.
Nie pierwszy i nie ostatni raz gdzieś się spóźniamy – powiedział po chwili. – Ale koniec końców, nawet sporym kosztem, jakoś udało nam się to naprawić. Głównie to tobie – cóż, musiał to przyznać. – Ale musisz wbić sobie do łba, że takie ucieczki nic nie dadzą, bo to razem jesteśmy najsilniejsi. Dlatego od tej pory trzymamy się razem. Czy ci się to podoba, czy nie – zaznaczył. Tu nie było żadnego miejsca na dyskusje. Co to, to nie. Choćby miał się do niego przykuć, nie zgubi go więcej. – Tygrysie – dodał nieco ciszej, z lekkim uniesieniem kącika ust, nie przejmując się tym, jak może przy tym brzmieć i co może przebrnąć Jade przez myśl. Po prostu chciał zapewnić Steve’a, że wie, że pamięta, że można mu zaufać. Pamiętał nawet takie bzdurne chwile, jak zaloty Steve’a. To było okropne, naprawdę.
Jaką masz pewność, że był to Profesor? – Zerknął na Jade, zanim znów przeniósł spojrzenie na Steve’a. – Pamiętasz akcję w szpitalu, nie wiem, czy tylko mi wtedy odbiło i dostałem dziwacznych majaków, ale to, problemy ze współpracownikami Jade, cały ten pseudo kościół i demoniczne monstra… Nie masz żadnej pewności co do tego, że to tylko nie ich umysłowe gierki, które miałby odciągnąć naszą uwagę od tej sprawy – zauważył, chwytając się tej nuty niepewności, do której przyznał się Steve. – Nie jestem specem od zabezpieczeń Avengers, ale równie dobrze mogli to skądś wyciągnąć, skoro wdarli się do umysłów ochrony… Nie, żeby wizja spędzenia czasu na gonieniu za jakimś zaginionym telepatą, albo ta o wysadzaniu jakiegoś budynku nie była naprawdę wspaniała, to lepsze niż jakakolwiek kolacja i aż nie wiem, co chciałbym wybrać… – wrócił do swojego zwyczajnego, normalnego tonu, bo naprawdę chciał udawać, że jest normalnie. Nie było. Oczywiście, że nie. To by było zbyt wspaniałe. – A to nie są raczej sprawy, w których można rzucić monetą, wybierając to, co można olać. – Splótł ramiona na piersi, naprawdę pozostawiając wybór każdemu, ale nie sobie. Naprawdę. Obojętnie któremu z nich. Byleby on nie musiał tego robić.

Jade Carter - Czw 20 Wrz, 2018 15:57

Otworzyła usta by wyrazić na głos jak bardzo zamierza Starkowi skopać tyłek, że nic jej o tych hasłach nie powiedział, kiedy Steve zrzucił kolejną bombę.

- Xaviera? - Nagle była w pełni wyprostowana, gotowa do działania, a zmęczenie dostało kopa za okno. - Co dokładnie powiedział? Czy szkoła wie o tym? - zasypała Rogersa pytaniami. - Możemy skorzystać z MAI, nie jest podłączona do Stark Tower i to ona nam pomogła cię znaleźć. Użyj mojego telefonu - podała mu wyciągniętego z kieszeni smartfona.

Spojrzała na Barnesa, który dobrze kombinował, ale niekoniecznie w dobrym kierunku, ale tego nie zamierzała mu mówić wprost.
- Bucky, profesor Xavier jest najpotężniejszym telepatą na tej planecie. Fakt, że został porwany przez te demony powinien dać nam sporo do myślenia. On jest w stanie swoim umysłem zabić setki ludzi ot tak - pstryknęła palcami. - Nie wiem jak mogli go pochwycić, ale to znaczy, że są albo bardzo sprytni albo potężni i szczerze mówiąc wolę pierwszą opcję. Jeśli podłączą Xaviera do jakiegoś nadajnika, to możemy liczyć się z końcem ludzkości.

Steve był zmęczony, Bucky odmówił podejmowania decyzji, więc pozostawała tylko ona, by to zrobić.

- Najpierw Xavier, potem zrobimy demolkę w ich gniazdku. Za długo tu już siedzą. Steve, czy profesor przekazał ci jakiekolwiek informacje dotyczące miejsca, w którym go przetrzymują?

Captain America - Pon 01 Paź, 2018 22:35

Westchnął ciężko, wzrok skupiając na butelce, którą trzymał w dłoni. Był zbyt zmęczony, by się o to teraz kłócić, by się tłumaczyć, nawet jeśli rozumiał, iż sytuacja musiała być dla nich równie frustrująca. Na tego tygrysa uniósł nieznacznie brwi, ale nie skomentował. To nie był dobry moment na wspominki.
- To nie takie proste, ale wierz mi - spojrzał mu w oczy, by dodatkowo zaznaczyć jak bardzo jest poważny - nigdzie się nie wybieram.
Sam uważał, że współpraca przyniesie lepsze rezultaty. Na pewno ułatwi planowanie - co dwie głowy to nie jedna a trzy to już w ogóle bogactwo. Gdy Jade się odezwała, przerzucił wzrok na nią.
- Nie jestem w stanie przytoczyć wszystkiego, co powiedział, słowo w słowo - przyznał zmieszany - ale zaatakował ich Mistrz i... cholera... - na samo wspomnienie przeszedł go zimny dreszcz - nie jest dobrze. Jest źle. Bardzo źle, z tego, co przekazał mi Xavier. Mistrz będzie dążył do zniewolenia i systematycznego wyniszczenia całej ludzkości, w bólu i nędzy, dla swojej własnej sadystycznej przyjemności - pokręcił głową, jakby tym ruchem mógł wytrząsnąć tę wizję ze swojej głowy. - Ciężko opisać to słowami - musielibyście sami zobaczyć - stwierdził w końcu, zrezygnowany. - Wspomniał też, że ma być nas czworo, ale nie kojarzę dokładnie o kogo mu chodziło. Mógł nie wyjaśnić a mogę też sam nie pamiętać. Jak mówiłem, ostatnie kilka dni zlewa mi się w jedną wielką plamę. Ale ma sens, że Thor byłby tym czwartym.
Słuchając Buckiego i Jade upił kolejny łyk wody nim zakręcił butelkę i odstawił ją na pobliski stolik.
- Pewności nie mam - stwierdził po chwili wahania - ale nie sądzę, żeby podszywanie się pod Xaviera i ostrzeganie nas o niebezpieczeństwie miało pomóc komukolwiek ze złymi zamiarami, tak strategicznie na to patrząc. A co do miejsca... Widziałem piramidę. Nie jestem pewien jej znaczenia, ale może wam to coś mówi.
Spojrzał na nich wyczekująco. Doceniał praktyczne i bezpośrednie podejście Jade bardziej niż byłby w stanie wyrazić słowami. Oddanie sterów w jej ręce pozwalało mu na chwilę wytchnienia, której w tym momencie bardzo potrzebował. Wytchnienia i jakiegoś solidnego, normalnego posiłku, ale wszystko w swoim czasie.

Winter Soldier - Wto 02 Paź, 2018 10:32

- Tak, domyślam się, że to nie jest jakiś-jakiś telepata. – Może odrobinę zamotał, ale fakt, że cała jego wypowiedź zabrzmiała dość… lekceważąco, nie świadczył o tym, że podchodzi do tego w ten sposób. On po prostu tak brzmiał. Nie pierwszy i nie ostatni raz. – Gdyby chodziło o pierwszego lepszego typa, nie byłoby całego tego zamieszania. Dlatego… Dlatego właśnie sugeruję, że może istnieć całkiem spore prawdopodobieństwo, że ktoś po prostu postanowili wykorzystać ten fakt. To może być nic więcej, jak zwykła podpucha. – Może i dopatrywał się kantu tam, gdzie go nie było, ale jakoś taka była już jego natura. – Istnieje w końcu szansa, że wykorzystali tylko jego zniknięcie, żeby odwrócić uwagę od Bostonu, w którym naprawdę będzie kroić się akcja, i skierować ją innym kierunku. I dlatego właśnie Xavier… lub ktokolwiek inny, kto się za niego podał, skontaktował się akurat ze Steve’m, a nie kimś… – Zamachał krótko ręką, szukając najwłaściwszego, nikogo nieobrażającego określenia. – Bliższym. I o nieco większym… polu manewru – dodał wreszcie, zanim pozwolił sobie na lekkie westchnięcie i ponowne opuszczenie rąk luno wzdłuż ciała. Nigdy nie wiedział, co robić z rękami, kiedy przychodziło mu stać tak bezczynnie. – Ale świat i tak kiedyś wyginie – powiedział już bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego, bo jakoś tak miał zwyczaj snucia czarnych wizji. – Ale mamy Jade z granatami, sukces murowany – mruknął, opadając jednak wreszcie na fotel obok którego stał, i zgarbił się, wspierając łokcie na kolanach. I bardzo słusznie, bo naprawdę słuchając wszystkich tych rewelacji, miałby problem z ustaniem na nogach z pieprzonego wrażenia. A chciał po prostu znaleźć Steve’a, mieć chwilę świętego spokoju… Ta. Tak się właśnie kończy ułatwianie sobie życia. Ale powinien się przyzwyczaić, zawsze tak było. Z deszczu pod rynnę, spod rynny wprost do bagna.
- Może od razu Wojna, Zaraza, Głód i Śmierć, co? – prychnął pod nosem, jednak bez krzty humoru w głosie. – Niezbyt to pokrzepiające, biorąc pod uwagę, że zapowiadali nadejście Antychrysta i apokalipsy. Ktoś tu lubi symbolikę – mruknął. Chociaż sam się pewnie tego dopatrywał przez swoje zakłamane teorie, tak idealnie przecież pasujące do Antychrysta, fałszywego naśladowcy Jezusa… I właśnie przypominał sobie, jak za dzieciaka nienawidził nabożeństw i całej reszty. – Ten Thor w ogóle ma jakiś komunikator, czy wzywa się go przez jakieś pogańskie modły? – spytał, zwracając się bardziej do Jade niż do Steve’a. – A kontakt z ludźmi Xaviera?

Jade Carter - Wto 02 Paź, 2018 16:12

- Kardynał mówił o niej - mruknęła pod nosem, wpatrując się w ścianę. - Czy to możliwe, że za tym stoi więcej niż jeden czło... - urwała by się szybko poprawić - jedna istota?

Pytanie było czysto retoryczne, a i ona sama chyba wolała na razie nie znać odpowiedzi. Rzuciła tylko spojrzenie na Bucky'ego, który nie pomagał ani trochę, ale wcale go za to nie winiła. Wpakował się w to gówno przez to, że Rogers w szlachetnym odruchu chciał jej pomóc. Żadne z nich nie miało pojęcia w co tak naprawdę wdeptują. I teraz miała przed sobą dwóch wymęczonych weteranów, którzy powinni cieszyć się wolnością i życiem, a nie kolejny raz ratować świat i ryzykować życie nie dostając nic w zamian poza odznaczeniami, z których większość i tak pewnie zostanie utajniona. I wszystko wskazywało na to, że kolejny raz ona musi stanąć na czele. I tylko żałowała, że jej zdolności nie są dużo bardziej ofensywne. W Instytucie poznała kilka osób, które mogłyby jednym ruchem palca zrównać z ziemią całe dzielnice.

- Po pierwsze, obaj musicie zjeść porządny posiłek - odezwała się po dłuższym milczeniu. - Ja w tym czasie skontaktuję się ze Instytutem i Thorem, który ma telefon komórkowy, kiedy jest tutaj. I żaden z was nie chce go wzywać przez Asgard. Trudno będzie wytłumaczyć ogromną dziurę od dachu aż tutaj albo i niżej. Steve, byłbyś w stanie narysować tę piramidę? MAI spróbowałaby dopasować rysunek do istniejących budowli.

Wstała i podeszła do okna. Nie próbowała dzwonić do Thora, najpierw wysłała mu wiadomość tekstową. "Thor, jesteś nam potrzebny. Sytuacja się skomplikowała po Bostonie. Zadzwoń do mnie jak tylko odbierzesz tę wiadomość."

Potem wybrała numer do Instytutu licząc, że ktoś tam odbierze. Porwanie Xaviera mogło wprowadzić tam niezły chaos.

Captain America - Sro 03 Paź, 2018 01:10

Wywrócił oczami w odpowiedzi na pesymistyczne stwierdzenie Buckiego. No przy takiej postawie - niewątpliwie.
- Jak ma wyginąć to przynajmniej nie za mojego życia - odparł zwięźle, pragnąc dać tym samym do zrozumienia, że nie ma zamiaru choćby rozważać poddania się. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że stwierdzenie było kompletnie zbędne - kiedy wszyscy umrą, to on też bo pomimo wszelkich cudów i dziwów, których doświadczył albo był świadkiem, nadal mieścił się w zbiorze o nazwie "wszyscy". Ale do diabła z tym, świat zmierzał właśnie ku zagładzie a Steve nie pamiętał ostatniego razu kiedy był wyspany czy najedzony i rozdrabnianie się w tym momencie o semantykę byłoby najzwyklejszym w świecie pedantyzmem. Powinien był skupić się bardziej na obmyślaniu planu działania.
- Żebyś nie wykrakał... - skwitował teorie Zimowego Żołnierza, tonem zadziwiająco swobodnym jak na temat ich rozmowy bo tak naprawdę nie wierzył, żeby jeźdźcy apokalipsy czy antychryst też się pofatygowali. Nie byli przecież prawdziwi. Prawda? Nie chciał, nie mógł sobie pozwolić na to, by się teraz nad tym zastanawiać.
Słysząc uwagę Jade, zawiesił się na chwilę.
- Może Mistrz to kobieta...? - zaproponował, ale słyszalnie bez przekonania.
To by bardzo ułatwiało sprawę, ale jakie były na to szanse? W innym razie musieliby użerać się z dwoma problemami na raz i znając ich szczęście, to właśnie ich czekało.
Chciał zaprotestować, że posiłek może poczekać dopóki nie dokończą odprawy, ale dokładnie w tym momencie jego żołądek przypomniał sobie, że nie ma nic do roboty i zaburczał (zdrajca jeden...) i Steve zrezygnował. Tu się nie było z czym kłócić. Wstał.
- Mogę - stwierdził od razu, widocznie pocieszony tym, że pomimo kalibru sytuacji, do którego zdecydowanie nie był przyzwyczajony, nadal miał się do czego przydać. Nie codziennie nad głową wisiała mu zapowiedź końca świata, ale Steve mógł nadal zrobić coś, by przybliżyć ich do uniknięcia tego losu, miał się czym zająć zamiast martwić się rozmaitymi niewiadomymi i to mu w tym momencie najwyraźniej starczyło do szczęścia.
Pozornie mniej zmęczony, niż był jeszcze kilka minut temu, kiedy prowadził ich do apartamentu, podszedł do szafki nocnej, na której stała mała lampka i z szuflady wyciągnął notatnik i długopis. Siadając z powrotem na kanapie, przerzucił kilka stron, by znaleźć jakąś niezapisaną, nim zaczął szkicować.

Mistrz Gry - Czw 04 Paź, 2018 16:02


Winter Soldier - Nie 07 Paź, 2018 10:01

- Och, wybacz, że jakoś nie pałam optymizmem – mruknął do Steve’a. Po prostu ratowanie z tobą świata nie kończy się dla mnie dobrze dodał w myślach. Taki był po prostu fakt. Obaj właściwie poświęcili życie, żeby Hydra nie wygrała, Tesseract nie stał się bronią i… Co z tego wyszło? Hydra przez siedem dekad miała się znakomicie, wciąż miała Tesseract, który prawie sprowadził na Nowy Jork zagładę, a on sam… Cóż, szkoda gadać. Ciężko było mu więc wykrzesać z siebie choć krztę optymizmu, bo zamiast myśleć o tym, co może zrobić, myślał raczej o tym, jak źle się to dla niego skończy. Ale lepiej oberwać niż ginąć w przeświadczeniu, że nie zrobiło się nic, prawda?
- Z naszej trójki dodatkowe doładowanie baterii najbardziej przyda się chyba tobie – zauważył, odprowadzając Jade wzrokiem, i mówiąc to, naprawdę nie miał niczego złego na myśli. On sam przeciągnął osiemnaście miesięcy wojny na racjach zwykłego żołnierza, nie super-żołnierza, Hydra też nie słynęła z odpowiedniego karmienia go, sam jakoś też w głównej mierze olewał dbanie o siebie tak długo, jak tylko mógł, więc… Jakoś wyrobił sobie nawyk długiego ciągnięcia na rezerwach i to na najwyższych obrotach. - I mocna kawa – rzucił jeszcze, bo może i nie bardzo wiedział co, gdzie i kiedy powinien mówić i robić, ale miał jakieś tam dobre chęci. Jakieś. Po prostu był w tym wyjątkowo… cóż, do niczego. Jak w większości międzyludzkich kontaktów.
Docisnął opuszki palców do skroni, masując je okrężnymi ruchami, kiedy próbował przyswoić wszystkie informacje od MAI. Tak, to było proste, rzeczowe, nic, czego nie byłby w stanie pojąć, ale… on naprawdę dostanie jakiejś migreny od tych wszystkich rewelacji o demonach, kościołach, piramidach i całej, pieprzonej, reszcie…
- Istnieje jakieś prawdopodobieństwo, że mamy do czynienia z jakimś… kosmitą czy coś? - sam nie bardzo wiedział, które z nich dokładnie pyta. - Wasz kumpel Thor też długo robił za boga, któremu stawiano świątynie, ale raczej nim nie jest tak…? – Pomasował skroń. – Więc to też może być jakiś obcy? Nie jak ci, którym dupska Steve kopał w Nowym Jorku, ale jednak? Zanim Schmidt przekuł kult Hydry… – urwał na moment, pocierając krotko brodę, zanim znów opuścił rękę na kolano. – Skoro Hydra kiedyś czciła jakiegoś kosmicznego mutanta, czy Bóg jeden wie co, to kościół z popieprzonym klechą na czele mógł utworzyć się po prostu wokół jakiegoś starożytnego mutanta, tak? – Znów zerknął na Jade, choć ta akurat zaczynała być zajęta rozmową. – Jeśli Mistrz, ta kobieta, ktokolwiek, byłby mutantem, może Instytut albo ktoś, z kim mogliby się skontaktować, miałby jakieś rzetelniejsze informacje na ten temat? Cokolwiek poza jakimś boskim pieprzeniem kościoła, co dałoby informacje o tym, dlaczego zniknęła na tak długo? Jakiś mutant przejmujący kontrolę nad innymi? Naciągane, ale... Jakoś wolałbym tę opcję.

Captain America - Czw 11 Paź, 2018 00:02

Już miał odpowiedzieć coś cwanego kiedy zachciało mu się ziewać. No i nici ze zgrywania Rambo, twardziela i ogólnie chodzącej demolki. Zacisnął szczękę próbując stłumić ziewnięcie nim odpowiedział.
- Żeby jeszcze kofeina na mnie działała - odparł.
MAI wskazała Piramidę Księżyca. Wyglądała dokładnie tak samo jak w jego wizji. Przynajmniej było to prawdziwe miejsce a nie jakaś rozbudowana wizualna metafora. To tam musiał znajdować się Profesor, Steve był tego pewien.
Zaraz jednak spojrzał znów na Buckiego, jakby przelotnie obawiał się, że lada moment znów go straci. Że chwila przeminie i James znowu go zapomni, albo odwrotnie - że przypomni sobie o zadaniu wyznaczonym mu przez HYDRĘ. Oczywiście, nawet gdyby się tak stało, Steve nie zamierzał spisać go na straty, ale co, gdyby nie dało się zrobić nic? Co jeśli Bucky przepadł był na zawsze i jedynym co po nim pozostawało była marionetka HYDRY jedynie wyglądająca jak on?
I w końcu zdał sobie sprawę z tego, że się gapi. Odchrząknął nerwowo i zaraz przemówił.
- Thor jest... Kosmita to chyba najtrafniejsze określenie jakie przychodzi mi teraz do głowy - stwierdził, chociaż był niemal pewien, że Bucky doszedłby do tego samego wniosku sam. - Jak się teraz nad tym zastanawiam... wydaje mi się, że Mistrz również musiałby być nie stąd. Inaczej... na co miałby czekać tyle czasu z użyciem swoich mocy? Prędzej pochodzi skądinąd, może z innej planety, albo innego wymiaru, albo... cholera, nie jestem naukowcem, Stark albo Banner pewnie mieliby i kilka własnych teorii, ale rozumiesz, o co mi chodzi, nie?
Zebrał notatnik z rysunkiem piramidy, przyglądając się mu w zamyśleniu.
- Chociaż zapytać w Instytucie pewnie też by nie zaszkodziło.

Thor Odynson - Czw 11 Paź, 2018 01:59

//z.t. piętro Tony'ego

Thor wbrew pozorom pamiętał o zachowaniu ostrożności i pojawieniu się w hotelu "w cywilu". W dużym mieście było o wiele łatwiej się ukryć, a w takiej dziurze, jaką okazało się miasteczko, nic się nie ukryje. Cóż. Na szczęście bardzo blisko miasteczka znajdował się duży park, a może niewielki las. Tam przynajmniej jest jakaś szansa, że nie zostanie zauważony.

Mężczyzna wylądował w lesie i (ta przemiana zachodziła na szczęście cicho!) wyszedł z niego już jako Donald Blake. Skromy ubiór, drewniana laska w dłoni, uczesane włosy. Zupełnie jak nie on. Gdyby nie ta laska w dłoni mógłby spokojnie uchodzić za byłego gracza footballu i łamacza damskich serc. W sumie dalej mógł uchodzić za łamacza damskich serc. Nie do końca wiedział tylko, co zrobić z tarczą Kapitana. Ta nie uległa przemianie. W końcu uznał, że po prostu będzie ją niósł.

Spacer po lesie dobrze mu zrobił. Przypomniały mu się te krótkie chwile spokoju, polowań i biesiad pod niebem Asgardu. Na tych rozmyślaniach również droga do hotelu minęła mu szybko. Po drodze udało mu się znaleźć karton, w który zapakował tarczę. Lepszego opakowania nie dało się tutaj znaleźć. Gdy tylko zbliżył się do budynku, wysłał Jade Carter krótką wiadomość. Wszedł do hotelu, zręcznie minął recepcję i udał się prosto do baru. Zamówił piwo i usiadł przy stoliku czekając. aż ktoś po niego przyjdzie. Pakunek z tarczą położył na podłodze pod stolikiem i oparł na nim nogi. Przynajmniej paczka w ten sposób powinna zostać zamknięta.

Jade Carter - Czw 11 Paź, 2018 16:59

Spojrzała krzywo na Bucky'ego kiedy wspomniał o tym, że to ona powinna się podładować. A wystarczyłoby, że z kogoś by wyssała trochę energii, tudzież z windy, przejeżdżającego samochodu, czy dwóch lejących się po mordach kretynów. Nic nie powiedziała, bo akurat kończyła rozmowę ze Storm. A zaraz potem oddzwonił Thor.

- Rozmawiałam ze Storm. Szkoła została zaatakowana przez jakieś kosmiczne robale. Dwa zniszczyli, za trzecim poleciał Stark. A Thor powiedział, że ten cały Mistrz zaatakował ich w Stark Tower i mają tam jakichś magów, którzy pracują nad sprawą. Podobno nawet oddział z Asgardu się zjawił. Mam nadzieję, że ten Mistrz też jest wrażliwy na światło, bo chętnie wepchnęłabym mu w gardło cały wagon granatów błyskowych.

Padła na kanapę obok Steve'a i przymknęła oczy, powtarzając sobie w myślach, że jeśli przeżyje, to weźmie najdłuższe wakacje w swoim życiu i wyjedzie gdzieś, gdzie nie będzie nikt niczego atakował, no może poza posiłkiem na talerzu.

Niedługo potem jej telefon zadzwonił i odczytała z ekranu wiadomość od Thora. Szybki jest.

- Zamówcie coś do jedzenia dla nas wszystkich i dla Thora - powiedziała wstając i podając swój telefon Rogersowi. - Ostatni numer jaki wybrałam jest do Instytu jeśli chcesz pogadać ze Storm. Pójdę zgarnąć Thora.

Po tych słowach opuściła pokój i zeszła do baru na parterze hotelu. Wypatrzenie Thora nie było trudne, nawet kiedy udawał tego całego Donalda. Sama nie wiedziała czemu akurat wybrał tak niepasujące do niego imię. Bez pytania przysiadła na wolnym krześle naprzeciwko niego. W przeciwieństwie do towarzysza, który wyglądał świeżo niczym szczypiorek na wiosnę, ona miała zgarnięte w kucyk włosy, które po rozpuszczeniu wymagałaby co najmniej godziny traktowania grzebieniem, jej ubranie był wygniecione, a w oczach było widoczne zmęczenie. Rzucał się też w oczy brak jakiegokolwiek makijażu, chociaż to akurat nie był nic niezwykłego w przypadku Carter.

- Tarcza Steve'a? - zapytała, szturchając lekko nogą karton. - Jak bardzo mamy przerąbane? - dodała po chwili, jej oczy wpatrujące się w Thora ze śmiertelną powagą.

Winter Soldier - Czw 11 Paź, 2018 19:53

- To akurat nie było do ciebie, Rogers - mruknął, pozwalając sobie na lekkie wywrócenie oczami zanim spojrzał na Steve'a, a właściwie złapał spojrzenie, jakim ten go obdarzał. To nie był ani pierwszy, ani ostatni raz, kiedy siedzieli i jak ostatni idioci gapili się sobie w oczy, ale... Steve był jedną z tych niewielu rzeczy, które przypomniał sobie niemal w pełni, które pamiętał przez całe ten czas od momentu, w którym... odzyskał świadomość, Steve był... Gdyby nie Steve, fakt, że był, że chciał do niego dotrzeć, palnąłby sobie w łeb już drugiego dnia po Waszyngtonie. Pamiętał Steve'a lepiej niż samego siebie i... Domyślał się chyba, co chodzi mu po głowie. A przynajmniej sądził, że się domyśla. W końcu to też mogłoby się zmienić...
Odwrócił spojrzenie, na krótki moment zerkając na Jade. Szybko jednak tego pożałował, bo cóż, tak, kto by się spodziewał, znów powiedział i zrobił coś nie tak, jak powinien. Nie była to jednak żadna nowość. Dlatego ostatecznie znów wbił wzrok we własne nogi, słuchając tych wszystkich, wspaniałych rewelacji. Jakby już gorzej być nie mogło...

- Kosmiczne robale, mutanci, bogowie z kosmosu, magowie... - mruknął chyba bardziej do siebie niż do Steve'a, kiedy zostali w pokoju sami. Miał wrażenie, że dawno nie był z nim sam na sam, choć przecież od ostatniego razu minął, ile, tydzień? - Jak bardzo byłbyś zły, rozczarowany i zawiedziony, gdybym teraz to pieprznął i uciekł w diabły...? - Przetarł brodę, na krótki moment podpierając ją na dłoni, kiedy zerkał na Steve'a. Po prostu... Całym sobą czuł, że nie powinno go tutaj być. Nie pasował tu, to nie była jego bajka. On był po prostu typem, który potrafił trafić do celu, który wciąż nie pozbierał się do kupy, a żeby było wspanialej, wciąż istniała szansa, że mógł zmienić się w morderczego cyborga, jeśli ktoś namąci mu w głowie labo odpowiednio mocno pieprznie go ktoś w łeb... Tego bał się najbardziej. Śmierć, nawet na polu piekielnej bitwy nie byłaby taka zła. Poznał gorsze rzeczy... - Albo lepiej nie odpowiadaj. - Pokręcił głową, żałując, że w ogóle palnął coś takiego. Dezaprobata ze strony Steve'a była ostatnim, czego teraz potrzebował. - Ile w ogóle je Asgardczyk...? - spytał, wiedząc, że to tylko marna wymówka, coś na zmianę tematu. - Będę improwizował - rzucił, wstając z miejsca. Musiał rozprostować kości, złożyć to pieprzone zamówienie, chociaż ostatnią rzeczą, której teraz chciał, było patrzenie na jedzenie.

Captain America - Nie 14 Paź, 2018 01:12

Było mu może trochę głupio z powodu swojej pomyłki, niewątpliwie aroganckim było uznanie, iż wszystko, co powiedziane w jego pobliżu było skierowane właśnie do niego, ale szybko odrzucił tę myśl. Spojrzał na Jade, której udało się dowiedzieć czegoś przydatnego. W odpowiedzi na relację z niedawnego "pola walki" skinął jedynie głową.
Na samo wspomnienie o jedzeniu jeszcze bardziej zgłodniał. Wziął od niej telefon.
- Czasem tęsknię za latami, kiedy podobne rzeczy nadal wzbudzały we mnie zaskoczenie - wymamrotał niepoważnie w odpowiedzi, wstając.
Podszedł do półki na której widział wcześniej jakieś ulotki z informacją i numerami telefonów, pozostawione przez obsługę hotelową. Nim jednak zdążył na nie spojrzeć, usłyszał kolejne pytanie i aż nie mógł nie obejrzeć się na Buckiego, wyraźnie zaskoczony.
- Misja, która przed nami stoi, niewątpliwie zapowiada się na niebezpieczną, więc nie mógłbym cię winić, gdybyś nie chciał się w to pakować, jednak coś mi mówi, że nie o to ci chodzi.
Martwienie się o stan ich przyjaźni to jedno, ale słyszenie potwierdzenia tych obaw z jego własnych ust to co innego. Z jednej strony może to dobrze, że wyjaśnią sobie wszystko teraz, ale z drugiej, ten od razu zaczął się wycofywać.
- Bucky, nie, stop. O czymkolwiek teraz myślisz, możesz mi o tym powiedzieć. Jeśli chcesz się wycofać, to jeszcze zdążysz to zrobić, ale może znajdziemy lepsze rozwiązanie. No wiesz, razem.
Zamówienie jedzenia... będzie musiało zaczekać. Steve był pewien, że jeśli pozwoli teraz zamknąć temat, to już nigdy do niego nie wrócą i Bucky zrobi coś głupiego.

Thor Odynson - Pon 15 Paź, 2018 21:32

Thor uśmiechnął się na widok Jade. Doceniał jej poświęcenie i waleczność. Gdyby nie urodziła się tutaj, byłaby zapewne wspaniałą Walkirią. Sprytna, inteligentna, a do tego umiejąca wykonywać rozkazy.

Donald Blake był tak różny od Thora. W przeciwieństwie do niego mówił cicho, spokojnie, wyważonym tonem. No i nie miał tego rubasznego, niosącego się śmiechu.

- Dzień dobry, Jade Carter. Cieszę się, móc znowu Cię zobaczyć. - Spojrzał na pudełko pod nogami - - Coś musiałem z nią zrobić. W końcu jak mam pozostać incognito, nosząc to ze sobą otwarcie. A przecież nie dopuszczę do tego, żeby tak zacny oręż pozostał gdzieś poza zasięgiem moim lub właściciela. A co do tego, jak bardzo trudna będzie to misja, powiem tylko, że bardzo trudna. Widziałem jak szybko działają Midgardzcy magowie, wiem na co stać moich wojów, a to nie była łatwa bitwa. A mówię bitwa, bo sama wojna się moim zdaniem jeszcze nawet nie zaczęła. Ot, drobne poszturchiwania tam, gdzie nie udało się po cichu. Żałuję też, że mamy mało czasu, ale liczę na to, że ekipa w Stark Tower poradzi sobie przynajmniej z częścią problemów. No i nie jesteśmy sami. Czuwa nad nami Heimdall. Jest Lady Sif. Każdy coś od siebie doda. Walka jednocześnie będzie o wszystko. Wspomniałaś zdaje się o czwórce. Gdzie pozostali i kim są?

Winter Soldier - Pon 15 Paź, 2018 22:05

Oczywiście, że nie chcę! – rzucił, chyba aż nazbyt szybko. Powinien się w końcu nad tym zastanowić, tak? Tylko… Cóż, tylko, że on już się nad tym zastanowił i to dawno temu. – Steve, to… – zamilkł, nie bardzo wiedząc, co miałby powiedzieć. Nie chciał tu być, oczywiście, że tego nie chciał. Był tu dla Steve’a, po Steve’a, na to się zgodził, a cała reszta… Uznano, że ma się bawić w ratowanie świata i tyle. Przywykł do tego, że ktoś podejmował za niego jego własne decyzje, do tego, że musi robić coś, czego nie chce. Nie chciał walczyć. Steve chciał, wybrał SHIELD, wybrał Avengers, wybrał cały ten syf. A on po prostu… – Dobrze wiesz, że już lata temu pogodziłem się z myślą, że mogę nie wrócić z wojny żywy… I nie wróciłem. – Pozwolił sobie na tak cierpki uśmiech, na jaki tylko było go stać, wciąż stojąc jednak jedynie bokiem w stronę Steve’a. – Ale nigdy nie pogodziłem się z tym, że ty możesz zginąć. Tylko dlatego tu jestem – przyznał, znajdując w sobie wreszcie tyle odwagi, żeby spojrzeć mu w oczy. – Wciąż jesteś moim bratem i cie kocham. Bez względu na to, jak pedalsko to brzmi odkąd nie mamy już dziesięciu lat – parsknął krótko, choć daleko było temu jednak do rozbawienia. Po prostu… – I właśnie dlatego… Steve, wszystko, co wsadzili mi do głowy, wciąż tam jest – przypomniał mu o tym, a może uświadomił, sam nie był pewien. Nie wiedział, jak bardzo na tym polu Steve żył złudzeniami, jak bardzo wierzył w to, że Bucky to Bucky. Nie był… Nie potrafiłby być taki, jakim był wcześniej. Próbował, ale… – I może wyjść w każdej chwili, zwłaszcza teraz, kiedy… – Wzruszył ramieniem, bo chyba tylko na to było go teraz stać. Nie wiedział, jak miałby pokazać to wszystko, co siedzi mu w głowie. – Nie mam żadnej gwarancji, że kolejna wizja nie przestawi pstryczka w mojej głowie i znów nie spróbuję cię zabić… – Na moment wbił spojrzenie w swoje stopy, zanim wrócił do stolika tylko po to, żeby wciągnąć z plecaka notes i długopis, i na wyrwanej kartce zapisać jedno, krótkie słowo. SPUTNIK. Złożył ją kilkukrotnie, nie chcąc patrzeć na to cholerstwo, i wrzucił swoje śmieci z powrotem do plecaka, zanim znów wrócił do Steve’a, wyciągając w jego stronę rękę z tą popieprzoną karteczką. – Zapamiętaj to, za cholerę nie czytaj na głos, a potem się tego pozbądź – polecił. – To na wszelki wypadek. Nie zabije mnie – zapewnił. – Ale skutecznie obezwładni i zadziała wystarczająco szybko, żebym nie zdążył zareagować.
Captain America - Wto 16 Paź, 2018 01:12

Steve nie brał, nie chciał brać takiej możliwości pod uwagę. Niestety, zdawał sobie sprawę z tego, że manipulacje HYDRY w przypadku jego najlepszego przyjaciela musiały sięgać głęboko, aby stał się ich bronią i cóż, zapomniał o całym swoim życiu do tamtej pory, włącznie ze Stevem. Chciał wierzyć, że kiedy raz Bucky przypomniał sobie kim jest, nie zapomni tego znowu tak nagle. Najwyraźniej jednak się mylił. Przynajmniej tak wierzył sam Bucky.
- Jeśli nie jesteś tą samą osobą, nie pozostaje mi nic innego jak poznanie nowego ciebie. Bo chyba nie spodziewasz się, że tak po prostu spiszę cię na straty - stwierdził, patrząc wprost na niego, nim dodał poważniej - Już raz myślałem... obawiałem się, że nigdy więcej cię nie zobaczę - podrapał się po potylicy, zmieszany swoją własną wylewnością. - Raz na stulecie mi wystarczy.
Dla Steve'a nie było innej opcji. Już raz myślał, że go zawiódł. Nie miał zamiaru powtarzać tego doświadczenia ani swoich błędów. Tym razem będzie pilniejszy.
- Czas zmienił nas wszystkich. Mogłeś nie zauważyć, ale tymi czasy nie tak łatwo mnie zabić - rzucił, starając się włożyć w to stwierdzenie trochę humoru, ale z marnym skutkiem. Żeby tylko Bucky przestał się o niego martwić.
Steve nie był tym samym chuderlakiem co kiedyś, potrafił się o siebie zatroszczyć a poza tym, biorąc pod uwagę rezultat ich ostatniej walki, podejrzewał że i tym razem, w ten czy inny sposób, udałoby mu się do Buckiego dotrzeć. Coś by wymyślił, okej? Najważniejsze było to, że to on był Kapitanem Ameryką i to jego obowiązkiem było martwienie się o innych. W drugą stronę było to dziwne, perwersyjne i zdecydowanie nie na miejscu. I tyle.
Wziął od niego kartkę, ale nawet nie spojrzał na jej treść.
- Jesteś tego pewien? - spytał ostrożnie, nie zabierając ręki, nie rozkładając kartki, gotów w każdej chwili po prostu podrzeć ją i wyrzucić bez patrzenia.
Rozumiał motywacje i ze strategicznego punktu widzenia podzielał jego decyzję, ale jednocześnie widział coś solidnie niewłaściwego w posiadaniu tego typu kontroli nad swoim, było nie było, przyjacielem. To nie było w porządku, nawet jeśli wiedział, co będzie musiał uczynić.

Jade Carter - Sro 17 Paź, 2018 16:13

- Boston był niewypałem - powiedziała prosto z mostu. - W przenośni, bo dosłownie to wypaliło wszystko - dodała, a na jej ustach pojawił się pełen satysfakcji uśmiech. - Chociaż gdyby nie Bucky, to pewnie nie siedziałabym tutaj z tobą.

Pomasowała kark i oparła ręce na blacie stolika, by pochylić się w stronę Thora. Wolała aby nikt postronny nie usłyszał ich rozmowy.

- Te same stwory, które spotkaliśmy w szpitalu, dopadły nas w tamtym lesie. Jeśli ordynator miał rację, to źródło tej zarazy gnieździ się pod Trinity Church w Bostonie. Jeśli mamy zmiażdżyć wroga, to musimy myśleć o wielokierunkowych atakach na jego pozycje. Odcięcie tej hydrze głów nie zadziała jeśli odbędzie się to bez przyżegania kikutów. Granaty błyskowe to zbyt mało, by pozbyć się gniazda w Bostonie. Zawalenie kościoła też nic nie da poza zwróceniem niepotrzebnej uwagi. Trochę o tym myślałam i sądzę, że detonacja jednego lub kilku strategicznie rozmieszczonych reaktorów łukowych mogłoby pomóc w wyczyszczeniu tamtej lokalizacji. Do tego potrzebny jest Stark, jego wiedza i sprzęt. Wątpię by chciał ze mną gadać po tym bajzlu jakiego narobiłam, a już na pewno po zabraniu jednego z firmowych samolotów.

Nie chciała o tym myśleć, ale w głębi ducha wiedziała, że nie ma dla niej odwrotu po tym co się stało. W ESSE i w szpitalu były kamery. Nie była pewna, czy aby na pewno nikt nie widział jak podawała zabójczy zastrzyk ordynatorowi i zabierała coś z miejsca zbrodni. Wiedziała, że jego koszmarnie zdeformowana twarz będzie ją prześladowała przez lata. Ale lekarz wyznaczył ją na kontynuatorkę jego misji i nie mogła się wycofać. Musiała bronić tych, na których jej zależało za wszelką cenę, czy im się to podobało czy nie. Bez względu na to co się z nią stanie.
Tato, czy ty też to czułeś? Czy dlatego pojechałeś na tę misję? Czy zginąłeś dlatego, że kogoś chroniłeś?

- Steve i Bucky są na górze. Xavier skontaktował się z Rogersem, a ten postanowił się ulotnić z Nowego Yorku, by chronić informacje, które otrzymał. Jeśli to co dostał jest prawdziwe, to być może czeka nas wycieczka do Meksyku. - Wyprostowała się i potarła zmęczone oczy. - My albo on... - westchnęła patrząc na swoje dłonie. - Mam walczyć, a czuję się bezsilna - wyznała nieoczekiwanie. - Oni nie będą walczyć wręcz, będą stosować te swoje sztuczki. Jak mam ich pokonać? - zapytała, unosząc głowę i spoglądają w oczy Thora z bezsilnością wypisaną na jej twarzy. - Po co mi moce, które nie są przydatne do atakowania?

Po raz pierwszy od wielu lat czuła, że nie da rady, że nie ma więcej sił, że do niczego się nie przyda, że ludzie tylko przez nią giną. Chciała by się to skończyło. Ojciec pragnąłby aby się nie poddawała i dalej walczyła, ale Jade nie była pewna, czy jest w stanie to zrobić.

Winter Soldier - Sro 17 Paź, 2018 18:56

Sądziłeś, że jestem martwy. Jak wszyscy. — Nie mógłby mieć mu tego za złe, oczywiście, że nie. Steve nie mógł wiedzieć, nie mógł nawet sądzić, że ten upadek był czymś, co można było przeżyć. To on… To on milczał przez blisko dwa lata. Po prostu… Był chyba zbyt wielkim tchórzem, żeby przyznać się przed samym sobą, że coś było z nim nie tak, że to, co zrobił Zola… Nie chciał wierzyć, że go zmieniło. Ale zmieniło. Bardziej, niż wtedy sądził. — I sam… Ja wiem, że musiałeś się za mną stęsknić, ale rozbijanie samolotu w ocenie to już było zbyt wielkie przedramatyzowanie, nawet jak na ciebie. Żadni z nas Romeo i Julia — spróbował jakoś zażartować, pociągnąć ten nędzny żarty Steve’a. Ta, normalnie obaj tryskali znakomitym humorem, nic, tylko wysłać ich na jakiś stand-up…
Jakbym nie był pewien, nie dałbym ci tego, nie? — Wzruszył ramieniem. — Nawet jakbyś wyskoczył mi teraz z nowiną, że jesteś tylko marionetką w rękach szatańskiego pomiotu… To i tak byłoby lepiej, żebyś to miał. — Wysilił się na uśmiech. — Wolałbym strzelić sobie w łeb niż znowu prawie posłać cię na drugą stronę, a… W gorszym bagnie, niż byłem, już chyba nie wyląduję. Ciężko by było — parsknął, jakby chciał się zaśmiać, ale skończył szybciej, niż zaczął. To było… Nie wiedział, jak ma rozmawiać na ten temat. Nie lubił tego robić, ale… No, w sumie, to jak miałby lubić, skoro nawet nie miał z kim o tym rozmawiać? Ostanie miesiące spędził głównie w swoim własnym towarzystwie. I tak było lepiej. — Okej, dobra — Klepnął go w ramię. —Zamów lepiej to żarcie, bo dostaniemy od Jade żołnierski opierdol… Znowu… — dodał nieco mrukliwiej ostatnie słowo. — Ale wiesz, dzięki temu, to prawie jak za dawnych czasów. Ty chcesz robić coś bohaterskiego, ja za cholerę nie chcę tu być, a agentka Carter rozstawia nas po kątach i opieprza… Ale tym razem obędzie się bez rozstań na siedem dekad, co? — Zerknął na niego nieco poważniej.

Captain America - Sob 20 Paź, 2018 00:31

Słysząc przytyk, przewrócił oczami.
- Ciekaw jestem jak sprawnie sam byś wylądował na niedziałających silnikach - odparł, ale bez cienia złości, jedynie odrobinę zażenowany.
Zrobił co musiał. Gdyby nie rozbił się sam, to rozbiłby się i tak w Nowym Jorku gdzie zginęłoby o wiele więcej ludzi. Nie mógł na to pozwolić.
Westchnął ciężko i rozłożył kartkę. SPUTNIK. W ostatniej chwili powstrzymał się przed wypowiedzeniem hasła na głos. Spojrzał znów na Jamesa.
- Gdyby... erm... - długą chwilę dobierał słowa, nadal mieląc w głowie fakt, iż Bucky podał mu kod dostępu do własnej głowy. - Gdyby się tak zdarzyło, żeby HYDRA miała się o ciebie upomnieć, to mam jednak nadzieję, że obejdzie się bez śmierci któregokolwiek z nas.
Podarł kartkę z hasłem na drobne kawałki i wyrzucił do śmietnika.
- Już, już... zamawiam...
Dał się pogonić do telefonu. Spojrzał na leżącą obok kartkę z informacją, szukając właściwego numeru telefonu.
- Hej, wypełniam tylko swój patriotyczny obowiązek. Każdy zrobiłby to samo na moim miejscu.
Podniósł słuchawkę i wybrał numer, żeby złożyć zamówienie. Włącznie tyle jedzenia, ze starczyłoby dla dziesięciorga normalnych osób, więc może wystarczy dla ich czwórki.

Winter Soldier - Nie 21 Paź, 2018 20:40

Słysząc o Hydrze, po prostu się uśmiechnął. I wiedział, że teraz, kiedy stoi tutaj w tej durnej granatowej bluzie Steve’a, z włosami związanymi w jakiś popieprzony koński ogon, z którego włosy wyślizgiwały się jak u jakieś panienki, z tą swoją młodą, śliczną gębą, to ten uśmiech przekazuje jednak wszystko, co w nim siedziało. A siedziała zgniła sympatia do starych, dobrych, brutalnych metod, które pozwalały mu załatwić to, czego potrzebował. Nie bawił się w bohatera, nie chronił cywili własną piersią, heroicznie nie poświęcał własnego życia w imię większego dobra. Przynajmniej nie z własnej woli. Nie planował tego zmieniać, nie w najbliższym czasie. Planował raczej… Wtedy, w DC, obiecał sobie, że będzie polował na nich jak gończy pies, aż nie dorwie każdego z nich i nie rozerwie ich na strzępy, kawałek po kawałku, dbając o to, żeby poczuli choć marną cząstkę bólu, który musiał znosić każdego, pieprzonego dnia. A później… Nie chciał już walczyć, chciał wreszcie odsapnąć, ale… Najwyraźniej życie miało wobec niego inne plany i w najbliższym czasie i tak nie wchodziło to w grę. Nie mógł być pewien, co zrobi, co będzie, do czego znów będzie gotów się posunąć, jeśli przekroczy linię.
Zdusił w sobie jednak chęć iście teatralnego odchrząknięcia i zadbał o to, żeby jego uśmiech znacznie znormalniał, stracił tę z lekka niepokojącą nutę, o to, żeby w żaden sposób nie pokazać po sobie, że odebrał słowa Steve’a jako przytyk.
- Nie wszyscy są tak wspaniali i idealni, jak ty – rzucił, opadając na kanapę. Ściągnął gumkę z włosów, śledząc Steve’a wzrokiem, kiedy na powrót je związywał, tworząc na głowie coś, co miało być ciasnym kokiem. Pozbędzie się ich, jak tylko dostanie do ręki maszynkę. – Wiesz, może od razu trzeba było powiedzieć, że mają tu przywieźć wszystko, co tylko mają – parsknął, słysząc treść składanego przez Steve’a zamówienia. – Chociaż twój kumpel może być zawiedziony z braku pieczonego na ognisku dzika – dodał, nie bardzo wiedząc, czy powinien milczeć, czy jednak nie, czy… Cisza mogła być o wiele mniej komfortowa niż dawniej. A to do szczęścia zdecydowanie nie było mu potrzebne.

Thor Odynson - Pon 22 Paź, 2018 20:31

Donald, mimo, że bardziej wyważony i spokojniejszy, dalej jednak był bardzo podobny do Thora. Przynajmniej jeśli chodzi o nastawienie i... mentalność. Nie mnożył problemów. Było zadanie, to trzeba było je wykonać. Oczywiście na jego charakter składało się ładnych parę stuleci doświadczeń. I to doświadczeń w prostszych czasach. W tych jednak również potrafił się odnaleźć. Nie robił problemów, tam, gdzie ich nie było.

- Jade Carter, czeka nas więc przygoda! I to w doborowym towarzystwie! - Donald ewidentnie się ucieszył, chociaż nei wydrał się tak, jakby to zrobił Thor. Słychać było entuzjazm i ekscytację w głosie mężczyzny, widać było po jego zachowaniu ogromny optymizm.

- Nie do końca wiem, co to te cośtam łukowe, ale Tony musi chwilę odpocząć. Jak go zostawiłem, był nieco poturbowany. Nie sądzę jednak, by było to nam potrzebne teraz. Jedna, bardzo bardzo ważna rzecz. Mistrz posiada gigantyczny potencjał magiczny. Stwory, jakiekolwiek by nie były to tylko jego słudzy. On sam może być poza naszym zasięgiem, przynajmniej dopóki nie odnajdziemy miejsca, gdzie się ukrywa. Przydaliby się nam magowie. Frigga wiedziałaby, co zrobić. Może nawet Loki byłby w stanie coś wymyślić. Po naszej stronie jest jednak dwójka utalentowanych magów z Midgardu i chce wierzyć, że może nawet jeśli nie będą w stanie nas obronić, to przynajmniej wskażą, gdzie ukrywa się ten cały Mistrz. Poczekaj chwilę.

Donald uśmiechnął się do kobiety. Była śmiertelna, a mimo to ryzykowała. To były cechy wojownika. Wojownicy jednak żyją walką, a ją ewidentnie opuszczały siły. Na tą chorobę jest wiele środków, żaden jednak nie sprawdza się tak dobrze, jak biesiada zakończona odpowiednią ilością snu. Donald wstał, zamówił skrzynkę piwa i trzy butelki mocnego, słodkiego czerwonego wina. Gdy tylko otrzymał swoje zamówienie, zapłacił (zabawne, ale Donald Blake posiadał nawet gotówkę!) i spojrzał wymownie na kobietę.

- Chodź, potrzebujesz odpocznyku. A najpierw czegoś, co pozwoli Ci spać bez koszmarów. I żadnych wymówek, wojowniku! Zmęczony woj, to martwy woj! - Powiedział cicho, a jednak straszliwie stanowczo. Oczywiście dopiero jak wrócił do stolika ze skrzynką w jednej dłoni, a butelkami wina w drugiej. Wyszedł z niego przywódca. Ton nieznoszący sprzeciwu miał w pełni opanowany.

- Prowadź!

Jade Carter - Pon 22 Paź, 2018 21:24

- Czasami się zastanawiam, czy to ta wasza nieśmiertelność sprawia, że jesteście tacy chętni do skakania na główkę prosto w paszczę potwora - mruknęła pod nosem na tyle cicho, że pewnie jej nie usłyszał.

- Więc zamiast macek powinniśmy szukać gdzie jest łeb tej hydry i go ściąć - dodała po wysłuchaniu Thora, zanim postanowił na chwilę zniknąć.

Kiedy wrócił, ze skrzynką piwa i winem spojrzała na niego jakby wyrosła mu druga głowa.

- Jestem całkiem pewna, że to powiedzenie brzmi "Pijany lub skacowany woj, to martwy woj" - stwierdziła równie cichym głosem. - W przeciwieństwie do ciebie, Steve'a i Bucky'ego mój organizm reaguje na alkohol dość normalnie.

Rozkazujący ton przypomniał jej sierżanta Kowalskiego z unitarki i przez ułamek sekundy miała ochotę zdzielić Thora, skoro Kowalskiego nie było pod ręką. Zamiast tego westchnęła cierpiętniczo, wydobyło karton z tarczą spod stolika i ruszyła do wyjścia z baru, a następnie schodami na piętro, gdzie był pokój Rogersa. Nie musiała patrzeć czy Thor za nią podąża, nawet w midgardzkim przebraniu jego kroki były ciężkie, jak u kogoś, kogo waga jest sporo większa niż przeciętnego mężczyzny.

Kiedy dotarła do drzwi, to uświadomiła sobie, że nie ma karty by je otworzyć, więc poczekała aż Thor zasłoni widok kamerom z jego strony korytarza, a tym z drugiej zastawiła pole widzenia kartonem podczas gdy jej wolna ręka przeniknęła przez drzwi, by otworzyć je przez naciśnięcie klamki po wewnętrznej stronie. Otworzyła i weszła pierwsza do środka.

- Mam tarczę z gwiazdą pośrodku. Kto pierwszy, ten ją dostanie - zażartowała, wchodząc głębiej i dając miejsce Thorowi, by się wbił do środka z płynnym zaopatrzeniem.

Captain America - Wto 23 Paź, 2018 23:00

Odłożył słuchawkę, kompletnie nieświadom, iż czymś mógł go urazić.
- W takim wypadku nie miałby szczęścia - dzika nie było w menu - odparł, odwracając się na powrót ku niemu.
Spuścił wzrok na telefon Jade.
- Pewno powinienem spytać o to wcześniej, ale w końcu nie zadzwoniliśmy do instytutu. Jest coś o co chciałbyś ich zapytać?
Spodziewał się i tak odpowiedzi negatywnej, ale chciał być pewien. Sam z kolei był zbyt zmęczony żeby w ogóle zastanawiać się nad całą sprawą, więc nie miał własnych pytań.
W końcu drzwi otworzyły się. Steve obejrzał się w ich stronę, trochę zaskoczony bo spodziewał się, że Jade raczej zapuka, ale tak długo, jak byli po tej samej stronie, takie drobne włamanie do pokoju mu nie przeszkadzało.
- Zajmę się nią - odrzekł od razu, zadowolony, że ma ją z powrotem, jednak zbyt zmęczony na jakiekolwiek żywsze wyrazy radości. To jednak była tarcza a nie dawno zaginiony bez wieści członek rodziny (o tobie mowa, Bucky).
Skinął też głową do Thora.
- Dobrze cię znowu widzieć.

Winter Soldier - Sro 24 Paź, 2018 16:05

- Szpanerka - mruknął, dostrzegając przechodzącą przez drzwi dłoń. Nie musiał nawet zastanawiać się nad tym, czy to na pewno oni, bo nawet gdyby Jade otworzyła drzwi jak każdy normalny człowiek, nie sposób byłoby nie usłyszeć, że to właśnie oni nadchodzą. A zwłaszcza Thor. - Prędzej dorzuciłbym do niej dziesięć dolców, byleby nie musieć pokazywać się z nią publicznie. - Skrzywił się w aż nazbyt teatralny sposób, zerkając krotko na Steve'a. - Nie każdy lubi taką patetyczną tandetę... Przynajmniej nie ktoś z choć odrobiną dobrego gustu - dodał już ciszej, konspiracyjnym niemal szeptem, choć oczywiście tak, żeby zostać dobrze zrozumianym. Kim by był, gdyby odpuściłby sobie możliwość skrytykowania choć części tego munduru? I cóż, tak, teraz chyba jednak nie był dobry moment, żeby pytać, czy Steve przypadkiem nie ma jakiegoś normalnego ubioru taktycznego. Jeszcze wcisnąłby mu ten koszmarek, w którym uwieczniono go na zdjęciach w Nowym Jorku...
- I wiesz co, Carter. Nie wypada tak wpadać bez pukania. - Rozciągnął się nieco, żeby wesprzeć krańce podeszw o brzeg stolika. Niezbyt zgodne z jego dobrym wychowaniem, a przynajmniej jego resztkami, ale tak po prostu było mu wygodnie. - Mogłaś nam w czymś przerwać. - Mrugnął do Steve'a tak kokieteryjnie, jak tylko potrafił. Nic nadzwyczajnego, to było raczej dość typowe, nie raz i nie dwa zdarzyło się uderzyć w te bardziej żałosne niż zabawne nuty. - Chociaż jemu to raczej we śnie - dodał już o wiele poważniej. - Powinieneś się przespać, Steve, przyda ci się to bardziej niż kilka asgardzkich toastów. - Wskazał kciukiem w stronę Thora. - Zjesz coś, a potem się prześpisz, nie ma dyskusji. Jestem starszy, masz się słuchać - przypomniał, wytykając go palcem, zanim opuścił dłoń. Steve'owi zdecydowanie potrzebny był sen, zanim się stąd ruszą. Stara, dobra wojenna zasada mówiła, żeby spać i jeść, póki tylko się może, bo nigdy nie wie się, kiedy będzie na to kolejna okazja.

Thor Odynson - Czw 25 Paź, 2018 22:32

Donald uśmiechnął się na widok tej dwójki. Lubili się, to było widać. Byli przyjaciółmi, to też było bardzo dobrze widać. O dziwo nie przejęli się specjalnie alkoholem przyniesionym przez niego. Może i dobrze, będzie więcej dla niego i Jade.

- Panowie, cieszę się widząc was całych i zdrowych - powiedział cicho, zupełnie jakby to nie Thor mówił. - Wszyscy wyglądacie, jakbyście potrzebowali dobrego snu. Proponuję wypić za zdrowie Odyna, oczyścić duszę i pozwolić odpłynąć w niebyt. Będę Was pilnował. Porozmawiać, ocenić sytuację i zaplanować następne kroki jeszcze zdążymy!

Powiedział, co wiedział, odstawił wino na jakimś stoliku, a ze skrzynki wyciągnął po piwie i wręczył po butelce każdemu z panów. Następnie otworzył wino i zaczął rozglądać się za jakimś naczyniem, do którego można by przelać część zawartości butelki.

Jade Carter - Pią 26 Paź, 2018 16:09

Wyciągnęła tarczę z kartonu i podała ją Rogersowi. Po raz pierwszy w sumie dotykała jego cennej własności i chociaż nie była lekka, to dla niej nie była też ciężka. Jej organizm musiał przewidująco pobrać energię z baru.
- Trochę za późno na skromność - mruknęła do Bucky'ego w odpowiedzi na jego uwagę o przeszkadzaniu. - Poza tym - dodała sięgając do skrzynki po piwo i odkręcając kapsel - wiedziałeś, że idę po Thora na dół i zaraz wrócę z nim.
Usiadła na kanapie obok Bucky'ego, odchylając się na chwilę mocniej, by zerknąć na jego związane włosy. Wolała go w kucyku albo w rozpuszczonych, ale taki koczek też był niezły, tym bardziej, że Barnes miał gęste włosy. Niemniej jednak świerzbiły ją dłonie by zsunąć tę gumkę i wsunąć palce w te miękkie pasma.
- Zobacz w tamtej szafce, powinno tam być jakieś szkło - powiedziała, widząc, że Thor szuka szklanek. Sama pociągnęła łyk piwa z butelki. Ich Asgardzki towarzysz potrzebował jeszcze nieco edukacji na temat tego, co midgardzkie kobiety lubią wypić.
- Steve, Bucky ma rację. Długo nie pociągniesz bez snu, a już zaczynasz przypominać zombie. Albo dobrowolnie pójdziesz spać albo Thor położy na tobie Mjolnira więc tak czy siak poleżysz do rana.
W sumie to liczyła na to drugie, było zabawniejsze i miałaby okazję pstryknąć fotkę. Przy okazji przypomniała sobie o swoim telefonie i odszukała go wzrokiem, by go podnieść i wysłać do MAI wiadomość, by sprawdziła, czy ktokolwiek znajduje się w tej piramidzie w Meksyku. Któryś z wojskowych satelitów na pewno dysponował skanerami termicznymi. Kosmita czy nie, jakąś formę energii musiał wydzielać.

Captain America - Sob 27 Paź, 2018 00:05

Aż się odsunął od Buckiego. Jak śmiał obrażać jego piękność, jego miłość życia zaraz po Peggy!? No dobra, może nie aż tak, ale jednak darzył ten kawałek metalu sporym sentymentem i nie widział nic złego w kolorach, poza może tylko tym, że ciężko było się z nimi ukrywać
- To nie tandeta. To klasyk! - sprostował od razu, odbierając wspomniany element swojego ekwipunku z rąk Jade z czcią godną religijnego artefaktu.
Na mrugnięcie odpowiedział jedynie uniesieniem brwi, nie rozumiejąc o co Buckiemu chodzi. Może był po prostu zbyt zmęczony. Tak, sen zdecydowanie by tu pomógł. Gdyby nie zbliżający się koniec świata, pewnie dawno by spał.
- Dobrze mamo.
A jednak zanim pójdzie lulu, musiał zapytać.
- Ile wiesz o sytuacji? - spytał Thora, biorąc od niego butelkę i natychmiast zapominając o jej istnieniu.
On i Jade z pewnością rozmawiali. Miał nadzieję, że Jade poinformowała go o wszystkim, czego się razem do tej pory dowiedzieli. Słysząc jednak jej uwagę natychmiast się zmieszał. Spojrzał na nią.
- Zjem i pójdę spać.
Jakby na ten znak, rozległo się pukanie do drzwi. Steve'owi zajęło moment przypomnienie sobie, że coś zamawiał.
- Proszę!
Do pokoju weszła pracownica obsługi, pchając przed sobą wózek z jedzeniem - rozmaitymi ciepłymi, smakowicie pachnącymi daniami w ilości dużej.

Winter Soldier - Sob 27 Paź, 2018 14:38

- Cali może tak, zdrowi na umyśle już nie bardzo – mruknął, bo cóż, tak, taka właśnie była prawda. Jakby byli zdrowi na umyśle, nie wplątywaliby się w to gówno. Ale Steve zawsze był pieprznięty, to było chyba najlepsze określenie na to, że nieustannie, wciąż i wciąż wplątywał się w jakieś bagno, które w najlepszym przypadku kończyło się obitą gębą. A on nie był lepszy, bo zawsze właził w to bagno za nim… I ta obita gęba nie raz i nie dwa była jego własną…
Podrzucił butelkę z piwem tak, jak zazwyczaj robił to z nożem, patrząc na Thora dość sceptycznie. Choć w tej sytuacji mógł mieć jednak rację. I tak byli w dupie, więc czy będą usilnie próbowali zaplanować coś teraz czy za kilka godzin przeznaczonych na sen, niczego tym już nie ugrają. Raczej wręcz przeciwnie, mogliby później pożałować zmarnowanej szansy na odpoczynek. A ten był potrzebny, zwłaszcza Steve’owi. I chrzanił to, że wychodził teraz na matkę kwokę.
-Dobrze, niech ci będzie, teraz to klasyk. Tandetny klasyk. Za naszych czasów to była tylko tandetna tarcza strzelnicza na twoich plecach. – Posłał mu uśmieszek, który miał potwierdzić całą jego niechęć do tego przedmiotu. Bo może i było to nieco zabawne, ale on gdzieś tam, w środku, wciąż kochał Steve’a Rogersa tak, jak lata temu. Wciąż byli w końcu braćmi, chciał tego przynajmniej. Ale… Kapitan Ameryka wciąż był dla niego czymś, co kiedyś zabije Steve’a. A tarcza, która była jego nieodłącznym kompanem w szarży na wroga, była tego idealnym symbolem…
Zerknął na Jade, kątem oka dostrzegając jej utkwione w nim spojrzenie. No, może nie tyle konkretnie w nim, co w jednej części jego ciała…
- Wiedziałem, nie wiedziałem, czasem trzeba chwytać się każdej chwili i możliwości – skwitował, obracając w dłoniach wciąż zamkniętą butelkę. - Ale cóż, pozostaje mi się chyba cieszyć z twoich wątpliwości co do tego, że rozegrałbym sprawę tak szybko – dodał, sięgając do karku tylko po to, żeby krótko go pomasować, a po chwili ściągnąć gumkę z włosów. – I Steve, bracie mój kochany, bądź na tyle miły i jednak nie idź spać. Twoja zabawa z młotkiem Thora może być czymś, co zdecydowanie umiliłoby wieczór. – Wyszczerzył się nieco w jego stronę, podważając kapsel metalowym kciukiem. Łuski protezy naprawdę potrafiły być całkiem niezłym otwieraczem.
Nie upił jednak ani łyka, zamiast tego spoglądając w stronę drzwi, zza których dobiegło pukanie. Wróg nie puka, przynajmniej nie w taki sposób.
- Tarcza – rzucił, dobrze wiedząc, że ze swoim refleksem Steve zdąży zabrać ją z zasięgu wzroku hotelowej obsługi. I na pewno było to lepszą opcją niż dramatyczne rzucenie się, żeby zrzucić ją na podłogę. Bez zwolnionego tempa nie wyglądałoby to tak efektownie, żeby było warto.

Thor Odynson - Czw 01 Lis, 2018 17:12

Widząc, że Jade wzięła piwo, odstawił otwartą butelkę i samemu również sięgnął po piwo. Nie był to może miód Asgardzki, ale od biedy dało się pić.

Spojrzał na Rogersa i kiwnął głową.

- Co wiem, czy czego się domyślam? I o czym konkretnie? Bo o sytuacji tutaj wiem tyle, że zostaliście zaatakowani w lesie przez kolejne stwory. Wiem, że porwano jakiegoś Xaviera i że chcecie go odbić. Star Tower w międzyczasie została zaatakowana przez samego Mistrza oraz jego sługi, w tym samego Starka, który prawdopodobnie był pod wpływem magii Mistrza. Na szczęście w Stark Tower przebywała w tym czasie dwójka Midgardzkich magów i, może nie bez problemów, ale udało im się opanować sytuację. Wiemy, że Mistrz to istota o wysokim potencjale magicznym i silny telepata, zdolny do przejęcia kontroli nad umysłami. Wiem również, że to nie pierwsza planeta i nie pierwsza cywilizacja, którą zaatakował i zniszczył. Natomiast w tej chwili chcecie odbić tego całego Xaviera. Czy mógłby mi ktoś w końcu powiedzieć, kim ten cały Xavier jest?

Ledwo zdążył skończyć zdanie, w drzwiach pojawił się wózek i całkiem sporo jedzenia. Pominął również milczeniem jakieś zakusy pozostałych do wykorzystania Mjolnira, który swoją drogą zupełnie nie przypominał w tej chwili młota, do pacyfikowania Steve'a. Sięgnął po jakieś jedzenie i powoli zaczął się opychać, czekając na wyjaśnienia i na to, aż w końcu ekipa pójdzie spać.

Jade Carter - Czw 01 Lis, 2018 18:08

Jade otworzyła usta, by odpowiedzieć na pytanie Thora, ale w tym momencie obsługa przywiozła jedzenie, więc po prostu pociągnęła łyk piwa i poczekała aż pracownik hotelowy się ulotni. Oczywiście Thor pierwszy dobrał się do zawartości wózka. Sama też poczuła ssanie w żołądku, nie mogąc sobie przypomnieć kiedy ostatnio jadła i to coś porządnego, więc sięgnęła po talerz i widelec i nałożyła sobie solidną porcję, mając nadzieję, że Bucky nie wyleci z jakąś głupią uwagą z cyklu "bo pójdzie ci to w biodra/tyłek/uda". Miała to szczęście, że jej życie zawsze było aktywne plus jej metabolizm był z tych szybszych, nie mówiąc już o tym jak przyspieszył, kiedy jej zdolności się aktywowały.
- Charles Xavier to mutant, potężny telepata i założyciel szkoły dla mutantów niedaleko Nowego Yorku. Rozmawiałam ze Storm zanim po ciebie zeszłam do baru. Ten cały Mistrz najwyraźniej wysłał do nich jakieś robale. Być może jeden z nich zaatakował Tony'ego, który tam był podczas ataku na szkołę. Starkowi nic nie jest? - zapytała z troską w głosie.
W końcu to był jej szef, chociaż nie wiedziała jeszcze na jak długo, sądząc po tym, że od wielu dni jej nie było w miejscu pracy, a nawet jak była, to nie po to by wykonywać swoje obowiązki. Dyscyplinarkę mam jak nic.
- Nie wiem czy Charles będzie w stanie pokonać tego Mistrza, skoro nie zdołał się obronić wcześniej, ale jeśli ci czarodzieje, magowie czy kim oni są, pomogą Profesorowi, to możemy mieć jakieś szanse w tym starciu. Problemem jest to, że Mistrzunio jest jak ośmiornica i ma wiele macek.

Winter Soldier - Wto 06 Lis, 2018 18:32

Wsunął palce we włosy, próbując rozplątać jakoś pokokowe splątanie co dłuższych pasm. Po prostu miał już takie dziwactwo, że grzebanie przy włosach było dla niego w jakiś sposób… uspokajające? Dlatego mimo wszystko nie obciął ich w cholerę dobrych kilka miesięcy temu. A uspokajać to się zdecydowanie musiał i to częściej, niżby chciał. Zdecydowanie… Bo naprawdę chciałby teraz usłyszeć choć jedną znajomą rzecz. Boże, nie przypuszczał, że nadejdzie moment, w którym zatęskni za starą, nędzną wojną, za karabinem w dłoni, za jasnym celem, znajomym wrogiem… A teraz wolałby zaczołgać się na front, nawet wschodni, ku chwale Mateczki Rosji, byleby nie musieć iść i brnąć w to gówno.
Chyba czas się przekwalifikować – mruknął do Steve’a. – Masz jeszcze ten zestaw małego magika? Co, ponuraku? – Cóż, jemu samemu także nie było do śmiechu, zdecydowanie nie. Po prostu… Kiedy był dzieciakiem, zwykłym gówniarzem, który musiał radzić sobie z przeprowadzką, ojciec nauczył go, jak zakładać maskę. Uśmiech. To była jego pierwsza maska. A kiedy już raz ją założył, chcąc ukryć to, jak przerażony i samotny naprawdę się czuł, nie zdejmował jej przez naprawdę długi czas. I chyba nie zrobił tego po dziś dzień. I to… Cóż, to była chyba doskonała decyzja. Inaczej już dawno podjąłby się chyba skoku z dachu zarobaczonego Stark Tower. Bo momentami, jak tego wszystkiego słuchał, to naprawdę żałował, że tego nie zrobił… Zapowiadało się na znacznie boleśniejsze zakończenie sprawy…. Zdecydowanie zbyt często myśli o skakaniu skądś. Raz, a dobrze. I to ze Stark Tower, które nadawało się już chyba tylko do tego, bo nie było już bezpieczną przystanią, której potrzebował.
Stark ma naprawdę chuja wartą o… te zabezpieczenia – przekręcił zdanie w połowie, zerkając na Jade. I to nie było jeszcze to najgorsze, bo ta nieudolna część zaczęła się dopiero po chwili, kiedy z gracją słonia w otoczeniu porcelany, spróbował jakoś zmienić temat, uznając, że lepiej nijak nie trzymać się tematu bardziej zawodowego. A jednak mógł się go trzymać. – Gdzie ty to mieścisz, co? – palnął, pijąc do zawartości jej talerza. – Nie boisz się, że w boczki pójdzie, bo wyżej to raczej nie ma… – znów urwał, ale zamiast jakkolwiek próbując znów przekręcić sens wypowiedzi, po prostu asekuracyjnie przesunął się o ten cal, czy dwa w bok. Cóż, to była rozmowa damsko-męska na poziomie Steve’a Rogersa…

Captain America - Czw 08 Lis, 2018 14:14

Spojrzał znów na Buckiego.
- To vibranium, mogą sobie w to strzelać do woli - stwierdził niespeszony.
W ostatniej chwili oparł tarczę o łóżko od strony która nie była widoczna dla pokojówki. Kryzys zażegnany.
- Dziękuję, ma'am - podziękował służącej, która po chwilowym zdziwieniu, uśmiechnęła się lekko, skłoniła głowę i opuściła pomieszczenie.
Steve nie przerywał Jade w wyjaśnianiu Thorowi, na czym stoją. Sam był ciekaw, co z Tonym. W międzyczasie sięgnął po talerz i zabrał się za jedzenie. Nie miał pojęcia, że był aż tak głodny, ale porcja zniknęła dość szybko. Po wszystkim, nie był do końca pewien, jak smakowała. Sięgnął po dokładkę.
Słysząc uwagę Jamesa, uniósł brwi w górę.
- Spodziewasz się, że Mistrz spanikuje i ucieknie, jak mu wyciągniesz monetę zza ucha? - zwrócił się do niego.
Odłożył pusty talerz. W sumie... położyłby się. Przysiadł na łóżku i zaraz wyciągnął się jak długi na pościeli, zaplatając dłonie za głową.
- Przynajmniej mamy już jakąś wskazówkę co do tego, gdzie go szukać - dodał do wypowiedzi Jade, mając na myśli piramidę ze swojej wizji. - Powinniśmy wyruszyć z samego rana - zadecydował.
Przysłuchiwał się z uwagą dalszej części rozmowy, jednak w pozycji leżącej zmęczenie było coraz trudniejsze do zignorowania. Jego powieki wydawały się coraz cięższe, więc postanowił je przymknąć. Tylko na krótką chwilę. Zaraz z powrotem by je podniósł.
Nie podniósł. Przysnął tam, gdzie akurat leżał. Nawet cicho pochrapywał.

Jade Carter - Czw 08 Lis, 2018 15:33

Carter zacisnęła zęby, by nic nie powiedzieć na uwagę o jakości jej pracowników. Niech no tylko zachce mu się sparingu, to mu tyłek za to spiorę jak nic. A chwilę później jeszcze dowalił uwagę na temat tego, że je jak normalna osoba, a nie koścista modelka.

- Nie ma więcej miejsca? - zapytała ze słodkim uśmiechem, palcami jednej ręki odchylając brzeg bluzki i zerkając w swój dekolt. - Nie jestem Larą Croft, by paradować z podwójnym D w staniku. Poza tym przypominam ci, że przeleciałam przez dobrze ponad osiemdziesiąt pięter i to razem z tobą. Mam tak doskonałą przemianę materii, że mogłabym się trzy razy dziennie stołować w najtłustszym fast-foodzie i nie przytyłabym ani grama.

Chciała jeszcze dodać coś, że Bucky miał okazję naocznie i namacalnie się przekonać, że nie ma ona zbędnych kilogramów, ale w tym momencie Steve postanowił zasnąć, więc okazja do zawstydzenia Barnesa przepadła. Odłożyła pusty talerz na dolną półkę wózka i spojrzała na Thora.

- Zostaniesz ze Steve'em czy wolisz mieć własny pokój? Mam kartę służbową, Stark chyba jeszcze jej nie zablokował, więc koszty to nie problem.

Kilkoma łykami dokończyła piwo i odstawiła pustą butelkę do skrzynki. Była najedzona i zaspokoiła pragnienie, więc pomimo wczesnej pory poczuła się znużona. Tym bardziej, że Rogers pochrapywał sobie cicho na łóżku. Westchnęła, wstała i narzuciła na chlubę Ameryki ciepły koc znaleziony w jednej z szaf.

Thor Odynson - Wto 13 Lis, 2018 23:48

Thor widział, że pozostali są wycieńczeni. Może byli super ludźmi, ale jednak daleko im do wytrzymałości Asgardczyków. No i tradycyjnie, zjedzą, popiją i pójdą spać.

Thor w postaci Donalda Blake'a był nieco inny, niż w swej naturalnej formie. Spokojniejszy, bardziej wyważony. Był również lekarzem.

Wysłuchał opowieści o Xavierze. Skinął głową, dziękując za wyjaśnienia.

- Czyli Xavier może być jednym z tych, którzy są w stanie przeciwstawić się temu Mistrzowi. Macie rację, trzeba go odzyskać. Nie wiem tylko, czy będziemy w stanie złamać klątwę, którą go obłożył. Nie wykluczałbym doprowadzenia tego mutanta do nieprzytomności i zabrania ze sobą. Ziemscy czarodzieje poradzili sobie ze Starkiem, powinni też poradzić sobie z Xavierem.

Po chwili niezobowiązującej rozmowy, jakichś zaczepnych komentarzy Zimowego Żołnierza zobaczył, że Steve odpłyną już w niebyt.

- Nie rozdzielajmy się. Prześpijcie się tutaj. Polecenie doktora! Ja będę czuwał. Obudzę was jutro. Sugerowałbym również przebranie się przed snem, ale to już wasza sprawa.

Wstał, podszedł do szafki, przesunął ją w stronę drzwi. Podparł również klamkę, a gdy tylko zabarykadował wstępnie pokój, sam stanął przy oknie i wyglądał przez nie. W tym samym czasie planował również przemyśleć kilka spraw.

Winter Soldier - Sro 14 Lis, 2018 14:04

Wiedział, że powinien wreszcie wmusić w siebie jedzenie, bo ile można ciągnąć na zjedzonych kilka godzin temu batonach proteinowych, ale… Po prostu odechciewało mu się na samą myśl o jedzeniu i najwidoczniej potrzebował jeszcze dłuższego rozpędu, żeby wreszcie się do tego zmusić. Po prostu nie miał zbyt wielkiego zaufania do jedzenia, które przygotował mu Bóg jeden wie kto. Ale skoro nikt inny po tym nie umarł… Nałożył sobie wreszcie coś na talerz. Zerknął jednak na Jade, znów nie bardzo wiedząc, o kim ona dokładnie mówi, a miał wrażenie, że powinien znać tą całą Croft. Ale kim, do cholery, była Lara Croft i dlaczego, do diabła, powinien znać wielkość jej stanika? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi…
Chciałem powiedzieć coś nieco odmiennego, ale tak, twoja wersja jest lepsza. – Tak, to zdecydowanie była lepsza wersja i powinien cieszyć się, że nie dokończył tego, tak, jak w pierwszym odruchu chciał. Wtedy najpewniej już by oberwał. Po prostu czasem lepiej nie żartować, że czegoś brak. – I cóż… brawo? Wiesz, jak wszystkie pozostałe osoby w tym pomieszczeniu, a zwłaszcza on. – Wskazał kciukiem na Thora, słysząc o metabolizmie. Bo cóż, kiedy ktoś chwali się tym w pomieszczeniu osób, które także mają go podkręconego na maksymalny poziom, nie brzmi to aż tak wspaniale. A sam metabolizm… Cóż, osobiście częściej go po prostu przeklinał niż się z tego cieszył. – I nie znam żadnej Lary… – mruknął jeszcze.
Odprowadził Steve’a wzrokiem i odruchowo chciał zaprotestować, powiedzieć Jade, że broń Boże ma nie narzucać na niego czegoś, co może być siedliskiem kurzu, że Steve nie powinien leżeć na plecach, bo wtedy w nocy może… Zanim jednak otworzył usta, zorientował się, że to wszystko nie ma już żadnego znaczenia, bo Steve nie jest już tym małym kurduplem, którego może zabić kłębek kurzu. Ale mimo wszystko uśmiechnął się lekko do tego wspomnienia.
Używanie kart Starka jest bezpieczne? – Przeniósł spojrzenie na Jade. Dzięki kartom płatniczym łatwo można było w końcu kogoś odnaleźć. - Może Thor ma racje? - Nie to, żeby nie chodziło mu głównie o to, żeby nie spuszczać Steve'a z zasięgu wzroku. Nie lubił go gubić.

Jade Carter - Czw 15 Lis, 2018 17:16

O ile on w ogóle jest w tym całym cholernym Meksyku.

- Czy ktoś z Asgardu nie mógłby, nie wiem, zerknąć co się w tej piramidzie dzieje? - zapytała Thora, patrząc jak barykaduje apartament. - Przydałby się nam wywiad lepszy niż to co już mamy. Tym bardziej, że przeciwnik lubi nas robić w kosmicznego balona przy każdej nadarzającej się okazji. I wolę kiedy przeciwnicy mnie nie zaskakują gdy jestem w bieliźnie i boso - dodała na koniec w odpowiedzi na sugestię, że z Buckym powinni wskoczyć w piżamki.

I tyle z sam na sam z Buckym.

- Tej którą mam na pewno. Zwinęłam ją jak byliśmy w Tower. Stark używa jej, kiedy nie chce by jakieś wydatki zobaczył ktoś z księgowości. Używałam jej już kilka razy, więc znam piny i inne kody potrzebne do potwierdzania transakcji. Paliwo do samolotu też musimy jakoś opłacić, a wątpię by ktokolwiek z nas chodził z kilkunastoma tysiącami zielonych ukrytych w butach. No może poza księciem przy oknie, ale wątpię, by ktokolwiek przyjmował asgardzką walutę.

Po tych słowach cofnęła się do szafy i wyciągnęła z niej dodatkowe poduszki i kilka koców. Bez dalszych wyjaśnień zsunęła dwa fotele na tyle, by Thor mógł się w nich wygodnie wyciągnąć pomimo przerwy jaka między nimi była ze względu na jego wzrost. Zgoniła tez na chwilę Bucky'ego z sofy i ją rozłożyła.

- Jednak z buciorami na nogach głupio się na te meble ładować - zauważyła po chwili spoglądania to na obicie sofy to na swoje buty. - A tobie będzie niewygodnie w mundurze - powiedziała do Bucky'ego.

Winter Soldier - Czw 15 Lis, 2018 21:33

- Nie macie tam gościa, co widzi wszystko, każdego, czy jak to leciało? - rzucił, bo może i specem od mitologii nie był, a większość tego typu informacji okazałaby się zapewne zwykłym bajdurzeniem, to coś wiedział po wszystkich tych informacjach na temat Nowego Jorku i kompanów Steve'a, z którymi się spotkał. - Jeśli to nie ta część historii, która zalicza się do mitologicznych bajek, to nie mógłby jakoś pomóc? Skoro i tak Asgard się w to wplątuje? - On naprawdę zaczynał tęsknić za okopami. Wszystko byłoby lepsze od tego gówna... - I wiesz, daj mi dwa kwadranse i zezwolenie na kilka małych zapożyczeń, a da się zorganizować... - rzucił, licząc jednak, że Jade odbierze tekst o kradzieży jako żart. Choć kiedy wszystko wypowiadało się jednym tonem, często było się nie odbieranym do końca tak, jak trzeba...
Wiedział też, że niezbyt na miejscu jest też sterczenie jak ten durny kołek, zamiast zaproponować Jade choć jakąś pomoc, ale miał wrażenie, że lepiej nie wtrącać jej się w to, co robi, uznając, że najlepszym pomocą będzie po prostu zejście jej z drogi i pozwalanie ustawiać się tak, jak zechce. Ale bycie rozstawianym, niekoniecznie po kątach, przez kobiety miał jednak całkiem nieźle opanowane.
- Och, czyli ciebie nie mogą nakryć w bieliźnie, ale mnie to już tak? - Uniósł lekko brew w nieco sceptycznie pytającym geście, choć dobrze wiedział, że nie o to chodzi. - Sypiałem w gorszych warunkach, więc jeśli chcesz skłonić mnie do zdjęcia go - zaczął, mając na myśli mundur, zanim znów przysiadł na tym razem rozłożonej już sobie - znajdź lepszy powód. - Pozwolił sobie na jakiś uśmiech.

Thor Odynson - Czw 15 Lis, 2018 23:07

Donald nie odwracał się. Niech się dogadają kto z kim i w czym będzie spał. Ich broszka. Biorąc pod uwagę, co on wiedział o armii w USA, przyjmowano do niej również kobiety i te, przynajmniej zazwyczaj, nie miały problemów ze swoim ciałem, a widok którejkolwiek w bieliźnie w koszarach nie stanowił problemu.

Gdy Bucky wspomniał o Heimdallu, Donald uśmiechnął się do siebie. Tak, jemu też przyszedł ten pomysł do głowy. Podobnie jak wykorzystanie Strange'a do odnalezienia Xaviera. Między innymi to właśnie rozważał. W końcu Loki również umiał się ukrywać przed wzrokiem Strażnika. Cóż. Spróbować można było.

Donald spojrzał w sufit. Nie odwrócił się. Wyglądał, jakby zupełnie ignorował pozostałych.

Heimdallu! Przyjacielu! Czy widzisz gdzieś Xaviera, tego mutanta władającego mocą panowania nad umysłami innych? I czy wydarzyło się coś nowego, coś o czym powinienem wiedzieć? - Powiedział spokojnie, do sufitu. Co najzabawniejsze, wyglądał jakby spodziewał się odpowiedzi!

Czekając na odpowiedź, ponownie zaczął wyglądać przez okno.

Jade Carter - Pią 16 Lis, 2018 20:32

- W innych okolicznościach bardzo chętnie - powiedziała lekkim tonem - ale nie powinniśmy ściągać na siebie zbyt wiele uwagi. I miałam na myśli górę od twojego munduru, ale nie mam nic przeciwko byś się rozebrał do bielizny - dodała cichym głosem, rzucając Bucky'emu psotny uśmiech niegrzecznej dziewczynki.

O tak, Carter zdecydowanie flirtowała z Barnesem i to całkiem bezwstydnie. Chociaż na to miał wpływ fakt, że Thor odpłynął na chwilę gdzieś myślami i nie zwracał na nich uwagi.

Zrzuciła z nóg buty i rozebrała się do koszulki jeśli chodzi o górę, zostawiając jeansy, bo nie zamierzała paradować przed asgardzkim księciem w koronkowej bieliźnie.

Przygryzła lekko dolną wargę i uniosła lekko prawą brew siadając Bucky'emu na kolanach, przodem do niego. Położyła mu dłonie na ramionach i pochyliła się o jego lewego ucha, niemal muskając je wargami, kiedy zaczęła szeptać.

- W tej chwili od mojej nagiej skóry dzielą cię oprócz twojego munduru tylko mój cienki t-shirt i delikatna francuska koronka pod spodem. Zrzuć swoje, to będziesz mógł moje sam ściągnąć.

Nie dodała, że miałoby się to odbyć pod osłoną koca, ale odnosiła wrażenie, że jest to aż nazbyt oczywiste.

Winter Soldier - Sob 17 Lis, 2018 19:28

Przez chwilę po prostu siedział bez słowa, gapiąc się na Thora. A potem zamrugał raz i drugi, zanim wreszcie zwrócił się do Jade:
On tak zawsze, czy po prostu robi sobie właśnie ze mnie jaja? – Zerknął na nią, pytając bardzo poważnie, bo cóż, tak właśnie to dla niego wyglądało. Rozumiał, że jego niedoinformowanie mogłoby być doprawdy zabawne, ale… Cóż, nie oznaczało to, że jakoś szczególnie mu to odpowiadało. Bo nie było mu do śmiechu.
Przesunął się nieco w głąb sofy, odchylił w tył i starał się zachowywać w pełni normalnie, kiedy Jade postanowiła zawitać do jego i tak nadszarpniętej przestrzeni osobistej. To mógł jednak jakoś znieść bez szczególnie wielkiego narzekania…
O tak, wręcz marzę, żeby znów rozbierać kobietę, mając Steve’a za plecami – mruknął, choć i tak miał wrażenie, że czegokolwiek jakkolwiek nie powie, każdy i tak będzie mógł to usłyszeć. Czy tego chce, czy nie. Minus doskonałego słuchu. Mógł wręcz przysiąść, że słyszy to pieprzone skrzypienie łóżka dwa pokoje dalej… – Nie, jednak nie tęskniłem za nim aż tak bardzo, żeby chcieć przypominać sobie młodzieńcze lata. – Odsunął nieco głowę, tak, żeby patrzeć choć na bok twarzy Jade. – Nie zdejmę, rozepnę. Moje ostatnie słowo – dodał jeszcze, uznając, że to już i tak pewne pójście na kompromis. – Rewanż będziemy mogli rozegrać kiedy indziej. Tym razem może się odegrasz. – Pozwolił sobie na krótkie, zwykłe cmoknięcie Jade w skroń, tuż pod linią włosów, zanim wsunął dłonie między ich ciała, chcąc zająć się rozpinaniem tego cholernego munduru. Poszło mu to całkiem zręcznie, więc już po chwili po prostu położył się na plecach, ciągnąc Jade za sobą. A raczej na siebie, ale to tylko szczegół, prawda? – Rączki grzecznie na kocyku i spać. – Klepnął lekko jej bok.

Jade Carter - Sob 17 Lis, 2018 19:50

Zerknęła na Thora i przez głowę przeleciała jej myśl, że asgardzki następca tronu stoi tak pod tym oknem jak nawiedzony gapiąc się w sufit.
- Oni mają jakiś dziwny system komunikacyjny z Asgardem. Nie pytaj mnie jak to działa, bo nie mam zielonego pojęcia. Jakaś telepatia czy inne cholerstwo.

No niestety, utknęli tutaj z dwójką towarzyszy, którzy byli teraz niczym piąte i szóste koło u wozu. Cóż poradzić na to, że wystarczyło raz zasmakować Bucky'ego Barnesa by się od niego uzależnić i chcieć więcej?
- To tobie będzie niewygodnie - powiedziała, odchylając się lekko, by mógł sięgnąć do tych wszystkich zapięć. - To obietnica? Bo za taką ją biorę - dodała, kiedy na nim wylądowała i zdecydowanie za bardzo jej się to spodobało. Pochyliła się jeszcze do jego ucha. - Ja mogę obiecać, że wtedy przyniosę kajdanki i to więcej niż jedną parę.
Uniosła odrobinę głowę i musnęła wargami jego policzek, kierując się do ust Barnesa. Lekko musnęła koniuszkiem języka jego dolną wargę, a potem lekko go pocałowała.
Sięgnęła koc i naciągnęła go na nich oboje nim się z niego ześlizgnęła, łapiąc przy tym za lewą rękę Bucky'ego i pociągając go za sobą, aż leżeli oboje na tzw. "łyżeczkę", a bioniczne ramię Barnesa spoczywało na biodrze i brzuchu Carter. Wykorzystała do tej małej sztuczki resztę nadmiaru energii, dzięki czemu mogła spokojnie zasnąć.

Winter Soldier - Pon 19 Lis, 2018 16:33

Jakaś telepatia, jeszcze lepiej – mruknął pod nosem, bo tak, chyba już wolał opcję z robieniem sobie z niego jaj. Tak, zdecydowanie wolał. Nawet inne cholerstwo brzmiało o wiele lepiej niż to, czymkolwiek miałoby być. On po prostu nie lubił telepatii w żadnym, nawet najlżejszym wydaniu. Dlatego raz jeszcze łypnął okiem w tamtą stronę, jakby miało mu w czymkolwiek pomóc.
Choć z podobnym niezrozumieniem, tym razem jednak jakoś maskowanym, przez chwilę patrzył na Jade. Po prostu… Nie bardzo wiedział, jak powinien odebrać wspomnienie o kajdankach. Tak, oczywiście, zdążył już się zorientować, że tematy tabu zmieniły się od czasów jego świetności - choć wtedy większym tabu było chyba mówienie o seksie niż uprawianie go, a przynajmniej w tym drugim miał jakoś większe doświadczenie… - ale nie znaczyło to, że od razu cudownie zyskał umiejętności odpowiadania na takie rzeczy i wyzbył się tego nieznośnego problemu, który momentami sprawiał, że jego umiejętności rozmowy z kobietami spadały na poziom Steve’a Rogersa. Nie powiedział więc nic, uznając, że lepiej czasem nic nie mówić. Tak, lepiej.
Choć pozwolił sobie na lekkie, delikatne zasugerowanie, że To chyba nie jest najlepszy pomysł, kiedy Jade objęła się jego ramieniem. Nie chodziło mu o to, że będzie jej niewygodnie, bo jak już by chciała, żeby jej było niewygodnie, to proszę bardzo, ale raczej o to, że… Przypadkiem mógł zrobić coś nie tak. Wystarczyłby przecież całkowicie bezwolny skurcz mięśni.
Ale… Wiedział, że jeśli będzie myślał o tych wszystkich bzdurach, to nie miał żadnej szansy na sen. Ale przynajmniej wtrącanie się w tryb czuwania wychodziło mu jeszcze całkiem nieźle.

Jade Carter - Wto 20 Lis, 2018 23:49

Carter zasnęła dość szybko. Sen był ostatnio dla niej towarem ekstremalnie deficytowym, więc korzystała z każdej nadarzającej się okazji by mózg i ciało mogły odpocząć i się zregenerować. Bioniczne ramię Bucky'ego może i trochę ją przygniatało, ale to było właśnie coś, czego potrzebowała - gwarancja bezpieczeństwa chociaż na te kilka godzin. No i pewność, że będzie jej pewien przystojny facet ogrzewał plecy ciepłem własnego ciała.
Grzanie grzaniem, ale chyba trochę było tego za dużo, bo gdzieś w połowie czasu, który przespali Jade przekręciła się na drugi bok, objęła Bucky'ego w pasie i po wymamrotaniu czegoś co brzmiało podejrzanie jak "Ale jesteś cieplutki, misiu" wtuliła się w jego tors i spała spokojnie dalej.

Mistrz Gry - Sro 21 Lis, 2018 20:26

Thor długo czekał na odpowiedź. Na szczęście, doczekał się. Tym razem Heimdall ograniczył się do fascynującej gry światła, okalającego Thora tęczą. Cóż, nawet bogowie potrzebują chwili wytchnienia. A nikt nie może zaprzeczyć, że Strażnik Mostu spędził ostatnie dni na wytężonej pracy.
– Wybacz panie, że musiałeś czekać. Odnalazłem dla Ciebie Charlesa Xaviera, którego poszukujesz. Jest przetrzymywany w podziemiach Doliny Królów, w Egipcie. Strzeż się, gdyż nie widzę tam nikogo więcej, żadnej posiadającej duszę istoty. Odkryłem także, że w ostatnich miesiącach porwano także wielu potężnych mutantów, między innymi tego, którego zwą Magneto, czy Gambit. Wrócili już oni do swoich. Ponadto Wszechojciec osobiście dowodzi poszukiwaniom zaginionej walkirii. Sprawy... nieco się skomplikowały, lecz nie jest to nic, co zmusiłoby Twego ojca do ściągnięcia Cię do Asgardu, książę. –

Po paru sekundach na kolanach Thora pojawiła się mapa, na której zaznaczono miejsce pobytu Xaviera.

Winter Soldier - Pon 26 Lis, 2018 12:29

Nie spał właściwie od momentu, w którym Jade postanowiła jeszcze bardziej zmniejszyć odległość pomiędzy nimi i nieco urozmaicić sobie senną pozycję, wtrącając go przy tym tryb czuwania i zawieszenia w półśnie. Ale cóż, dowiedział się przynajmniej, że nie tylko on cierpi tutaj na chronicznie zimne dłonie, wiec nie ma tego złego…
I właściwie nie wiedział, czy to on po prostu był tak wyczulony przez ogrom swoich dziwactw i małych paranoi, czy to raczej Thor zbytnio przesadził z urozmaicaniem sobie czasu i robieniem… Bóg jeden, ten prawdziwy, wie czego. Ale najwyraźniej znów zaczął przysypiać, wciąż jednak będąc na tyle wybudzonym, żeby jego zaalarmowany umysł zmusił go do poderwania się do siadu, strącenia Jade, wyrwania broni z pochwy za pasem i wymierzenia w… Cóż, nie do końca wiedział, w co dokładnie mierzy, bo chyba w tęczowego Thora, a to… Tak, powinien przyzwyczaić się do tych wszystkich, popieprzonych dziwactw.
Ale jedynie opuścił broń, mamrotając pod nosem.
Ja jebu… Szto ty dziełajesz, ty bliackij… – nie bardzo jednak wiedząc, czy mówi do siebie, czy do Thora. Chyba raczej to pierwsze.... – Co tu się znowu dzieje, do cholery? – tym razem bezsprzecznie zwrócił się już do Thora, zerkając jednak przy tym w stronę Jade.

Captain America - Wto 27 Lis, 2018 21:45

Steve obudził się o świcie.
Nie pamiętał nawet, kiedy zasnął, ale wciągu nocy zdołał wpełznąć pod kołdrę i zwinąć się w pozycję płodową. A przysiągłby, że zamknął oczy tylko na kilka sekund.
Nie śnił, ale plus tego był taki, że przynajmniej nie miał też koszmarów. Zawsze coś. Kładąc się na plecach i mrużąc oczy rozejrzał się po pomieszczeniu, szybko przypominając sobie, gdzie był. Jego uwagę przyciągnęła jedna samotna postać. Steve przetarł nadgarstkiem prawe oko.
- Thor...?
Uznając, że snu mu już wystarczy, podniósł się do pozycji siedzącej.
- Jakie wieści?
Zrzucił nogi z łóżka. Nie pamiętał kiedy ostatnio brał prysznic i ten fakt go martwił.

Jade Carter - Sro 28 Lis, 2018 20:22

No nie taką sobie pobudkę Carter wymarzyła. Nie dość, że została odepchnięta, to jeszcze sturlała się w połowie na podłogę. Odepchnęła się od niej i po dwóch sekundach, których potrzebowała do zarejestrowania, że Barnes w coś celuje i że tym czymś jest "tęczowy" Thor, uspokoiła się i położyła rękę na przedramieniu Bucky'ego, naciskając na nie, by opuścił broń.
- Nie masz halucynacji - powiedziała do niego, drugą ręką przecierając oczy. Królestwo za prysznic. - To tylko to ich asgardzkie hokus-pokus. Zresztą patrz, kto się obudził - ruchem głowy wskazała na drzwi sypialni i siedzącego na łóżku Rogersa.
Steve miał idealny widok na skąpanego w kolorowych światełkach Thora. Z tym, że w przeciwieństwie do Bucky'ego, był przyzwyczajony do kontaktów z innego świata.

Thor Odynson - Pią 30 Lis, 2018 20:23

Thor miał sporo czasu, by przemyśleć sobie sytuację. Zastanowić się nad tym, co robić i skąd może przyjść następny atak. Obawiał się tylko, że ich przeciwnik miał dokładnie tyle samo czasu na planowanie następnego ataku. Nie mniej jednak należało zaryzykować i spróbować ściągnąć Xaviera.

Gdy w końcu nadeszła odpowiedź od Heimdalla wbrew wszystkiemu uśmiechnął się. Nie bacząc na pozostałych, znowu podniósł głowę i odpowiedział.

- Dziękuję Ci, przyjacielu! Wieści o tym, że w sprawę włączył się mój ojciec z jednej strony wskazują na powagę sytuacji, z drugiej dają wiele nadziei!

Po chwili dotarło do niego, że łomot, który usłyszał, to Jade spadająca z łóżka. Cóż, nie znał aż tak dobrze tutejszych rytuałów, ale przysiągłby, że takiej dziewczyny żaden facet nie powinien wyrzucać z łóżka. Zwłaszcza dosłownie.

Gdy wszyscy już się przebudzili, odwrócił się do nich, trzymając w ręku mapę.

- Charles Xavier znajduje się w Egipcie. W podziemiach Doliny Królów. Heimdall był tak przewidujący, że zostawił nam nawet mapę. Dobrą lub złą wiadomością jest to, że nie pilnuje go nikt, kto posiadałby duszę. Co oznacza, że albo jest pod absolutnym wpływem Mistrza i nie potrzebuje dozoru, albo pilnuje go coś innego.

Odwrócił się od okna i rozłożył mapę na stole, by się jej lepiej przyjrzeć. Należało zaplanować atak, zwłaszcza, że nie posiadał ze sobą armii Asgardzkich wojów, a jedynie czwórkę Midgardczyków. Uzdolnionych, potężniejszych, ale dalej posiadających pewne ograniczenia. No i w sumie każdy z nich przez te lata nauczył się walczyć po cichu.

- Pomysły? - Sam zaczął rozważać taktykę natarcia. Można widzieć w nim jedynie nadpobudliwego wojownika, Thor jednak grzecznie odrabiał lekcje podczas nauk strategii i taktyki wojennej.

Winter Soldier - Pią 30 Lis, 2018 22:40

Chyba jednak wolałbym halucynacje – skwitował po chwili, umieszczając wreszcie broń na miejscu. Tak, zdecydowanie wolałby halucynacje… Jego mózg nie był jednak aż tak popieprzony i zdecydowanie w ramach halucynacji podesłałby mu raczej nieco bardziej krwawe, prześladującego go widma, a nie tęcze i światełka. Jeśli tak, zdecydowanie zacząłby się o siebie martwić…
Ale akurat martwił się nie tylko o siebie, dlatego zerknął w stronę sypialni, przyglądając się Steve’owi z uwagą, której przed laty nie powstydziłaby się sama Sarah Rogers, chcąc upewnić się, że na pewno wszystko jest w porządku, i dopiero wtedy znów wrócił spojrzeniem do Jade. Tak, jasne, powinien był raczej zacząć od przeprosin, tak w końcu wypada, nawet jeśli nie zrobił czegoś umyślnie. To był po prostu odruch. Ale mimo wszystko spróbował jakoś to poprawić i znów złapał za jej głowę, przyciągając ją do siebie na krótki moment, żeby pocałować jej skroń, zanim znów się odsunął, śledząc wzrokiem Thora.
Żaden ze mnie spec od mutantów i sił nieczystych – zaczął po chwili i choć przyzwyczaił się do działanie w głównej mierze w pojedynkę, to wiedział, że to nie jest odpowiednia taktyka na takie starcie. – Ale nie lepiej byłoby skontaktować się ze Starkiem i tymi jego magami, albo spróbować ściągnąć wsparcie z Instytutu? Szukają Xaviera, więc jeśli podrzucie im informację o miejscu jego pobytu, może podesłaliby pomoc? Każde wsparcie w takiej sytuacji będzie istotne… Zwłaszcza, jeśli miałby pomóc ktoś bliski Xavierowi? Jeśli namotali mu w głowie, to mogłoby jednak sporo pomóc. – Wzruszył ramieniem. Nie znał się na dem ocznych stworach ani na magii, bo tego to zdecydowanie nie wpakowano mu do głowy, ale jeśli miał cokolwiek wyciągnąć z doświadczenia, to właśnie to, że mając magiczny młotek, kawał blachy i Jade z błyskotkami, powinni chwytać się wszystkiego. – A Stark…? Jeśli już znormalniał, mógłby pomóc. Nie tylko zbroją, ale i samymi informacjami o tym, jak udało mu się wyrzucić szatański pomiot z głowy. Więc może pora spróbować przedzwonić do szefa? – zwrócił się do Jade.

Jade Carter - Pon 03 Gru, 2018 20:10

Okay, tego nie przewidziała i Bucky mógł zobaczyć na jej twarzy wyraz czystego zaskoczenia, bardzo pozytywnego, ale jednak zaskoczenia. Nie miała zbyt wielu mężczyzn w swojej przeszłości, a związki z nimi zwykle trwały krótko, głównie z jej winy, bo nie potrafiła dostosować się do ich wymagań. Żaden jednak nie zachowywał się tak jak Bucky i miała na myśli jego gesty wobec niej. To było dla Carter całkowicie nowe i nieznane terytorium.

- Oni tam mają jakieś zamieszanie - odezwała się, wstając i rozciągając się przed tym jak sięgnęła po telefon. - I nie wiem czy jeśli Profesora więzi jakiś telepata, to lepiej by nie było mieszać jego uczniów w to. Wolałabym nie zostać usmażona na węgiel przez pioruny Storm.
Okazało się, że ma wiadomość tekstową od... Starka.

- Co to za Szop? - wymamrotała do siebie, wklepując kolejne słowa odpowiedzi. - I racze się nie dodzwonię, skoro ktoś inny najwyraźniej ma jego telefon. Thor, kto tam jest ze Starkiem? - zapytała blondasa pochylając się nad mapą. - Jak głęboko jest to miejsce? Może byłabym w stanie przeskoczyć do pomieszczenia, gdzie jest Profesor i go zgarnąć stamtąd w parę minut, może nawet w mniej jeśli pokręcisz wystarczająco Mjolnirem bym mogła się doładować. Pozostaje też pytanie jak zamierzamy się tam dostać. Lot samolotem sporo potrwa to raz, a dwa, nie będzie tam tak łatwo wylądować, bo Egipcjanie mają świra na punkcie bezpieczeństwa. Może Heimdall mógłby zrobić te swoje czary i nas przerzucić?

Co jak co, ale taka metoda podróżowania byłaby najbardziej efektywna. Z miejsca na miejsce w kilka chwil. Żadnych papierów, kontroli, paszportów czy wiz.

Winter Soldier - Sro 12 Gru, 2018 21:44

A jaką masz pewność, że to Thor nie pieprznie cię piorunem, bo to cholerstwo wlezie mu do głowy? Albo tobie? – spytał dość sceptycznie, śledząc Jade wzrokiem. Tak, coraz bardziej utwierdzał się w swojej niechęci do wszelkiej maści telepatów, a wizja zmierzenia się dodatkowo z otumanionym Thorem… Cóż, nie była zbyt.. Była do dupy, co tu dużo mówić. – Czegokolwiek nie zrobimy, to i tak jesteśmy głęboko w dupie, bo wszystko może pójść nie tak i nie mów, że nie – skwitował, sięgając po jedno z przyniesionych przez Thora piw. Na niewiele mu się to zda, ale kiedy tak słuchał o tym wszystkim, o Egipcie, telepatach, szopach i magicznych podróżach, to chyba jak nigdy brakowało mu teraz możliwości urżnięcia się w trupa…

Och, Boże przenajświętszy, każdy, który go słuchał… On wręcz nie mógł doczekać się podróży z Thorem. Tak, to była tak wspaniała wizja, że próba zduszenia jej przez opróżnienie pierwszej butelki wręcz duszkiem, nijak nie pomogła. Nijak.

Mutanci, nordycki bożek i szop… Wiesz, zaczynam tęsknić za czasami, w których twoim najbardziej popieprzonym znajomym – poza mną – był cholerny Dugan – mruknął, zerkając na Steve’a. Tak, zdecydowanie za tym tęsknił. Przez to wszystko to on zaczynał tęsknić za czymkolwiek, co nie było tym gównem.

Naprawdę nabawi się przez to wszystko migreny.

Jeśli tam wpadniesz, załóżmy, że prosto w pułapkę tego cholerstwa, które wybiło ci współpracowników, wlazło doktorowi do głowy… i nam przy okazji też do niej zajrzało – przypomniał. – To jak brzmi wspaniały plan awaryjny, o mistrzowie strategii? – Obrócił butelkę w dłoniach. I tak nic mu to nie dało. – Lepiej mieć i to kilka – mruknął. Tak, lubił czarne scenariusze. Głównie stąd, że zazwyczaj wszystko szło cholernie nie tak i wykorzystywał niejeden ze swoich planów awaryjnych.

Jade Carter - Sro 19 Gru, 2018 22:47

- Zawsze może wszystko się posypać, ryzyko zawodowe - wzruszyła ramionami. - A naładować może mnie zanim się tam zbliżymy. Doceniam, że się o mnie martwisz, ale dam sobie radę.

Westchnęła głośno po kolejnej uwadze odnośnie swojego bezpieczeństwa. Jak nie Thor miałby być dla niej zagrożeniem to to, co siedziało pod ziemią i pilnowało Xaviera. Przeszła przez pokój i podniosła swój plecak, by go położyć obok rozłożonej mapy. Sięgnęła do środka i wyciągnęła jeden z granatów błyskowych.

- Kto powiedział, że zamierzam tam wpaść bez planu awaryjnego i nieuzbrojona w coś, co odstrasza to świństwo? - zapytała, stawiając granat na mapie. - Jeśli Asgard ma jakąkolwiek broń, która wydziela jasne, oślepiające światło, to byłoby dobrze się w nią zaopatrzyć.

Zostawiła jeden z grantów na stole i chwyciła za pasek plecaka.
- Nie wiem jak wy, ale ja zamierzam się odświeżyć przed zwizytowaniem egipskich piasków.
Po tych słowach rzuciła spojrzenie Bucky'emu i udała się do łazienki. Przymknęła tylko drzwi, nie zamykając ich na klucz i zaczęła z siebie ściągać ubranie, zaczynając od butów. Wcześniej odkręciła wodę, by się nagrzała i ogrzała również łazienkę. W międzyczasie znalazła też czyste ręczniki. Westchnęła z przyjemnością kiedy po wejściu do kabiny stanęła pod strumieniem wody.

Winter Soldier - Sro 19 Gru, 2018 23:32

- Będąc szczerym, to moje zmartwienie się niestety nie kończy się na tobie. - Zerknął na Jade, pilnując, żeby nie zabrzmieć źle, bo znając jego szczęście, to nie zdziwiłby się, gdyby z tonu wypowiedzi przypadkiem wyszło mu coś brzmiącego jak "chrzanię ciebie, boję się o własną dupę". Nie taki był zamysł. Chociaż tak, oczywiście, o własną dupę to się bał, dawno - niestety - minął mu etap całkowitego olewania troski o własne zdrowie i życie. Ta część Zimowego Żołnierza przydałaby mu się czasem jak nic innego... - I nijak nie sugerowałem, że jesteś tak durna, żeby iść tam bez broni i planu - mruknął jeszcze, nijak nie przejmując się tym, czy jest wystarczająco głośny i zrozumiały. Wolał słuchać niż mówić. Co prawda teraz miał wrażenie, że każdy w tym pomieszczeniu podzielał jego zdanie, bo żaden z mistrzów strategii nie był zbyt skory do podzielenia się swoimi wspaniałymi planami.
No, poza Jade. Ale coraz bardziej przywykał do tego, że mówi mu, co ma robić, jak ma robić, gdzie i kiedy... I coraz bardziej przekonywał się do tego, że to wcale nie było takie złe. Albo po prostu wciąż nie udało mu się wrócić do pełni decydowania o sobie, bo prawie każda jego decyzja kończyła się źle jak cholera i to... W ten sposób... Zawsze mógł obwiniać kogoś innego?

Złapał spojrzenie Jade, odprowadził ją wzrokiem w stronę łazienki, ale przez chwilę... Sam nie wiedział, czy przez dłuższą, czy przez krótszą, ale jednak przez chwilę... Po prostu siedział, dalej gapił się w ścianę i nie robił nic. Najpierw nie myślał o niczym, uznając, że będzie to najlepszym rozwiązaniem, ale później...
Powinien? Nie powinien? Wypadało? Czy w tej sytuacji cokolwiek wypadało lub nie? Nie był tego pewien i wiedział, że uniwersalnej, dobrej odpowiedzi nie ma i nie będzie, nikt mu więc jej nie udzieli. Dlatego przestał pytać, a jedynie podniósł tyłek i ruszył za Jade, uznając, że najwyżej co... Dostanie w pysk? Nie pierwszy raz. A do tego tym razem istniała szansa, że cios przez niego przeleci.

Wiedział, że może i porusza się wystarczająco cicho, żeby zakraść się do Jade bez najmniejszego problemu, ale... Uznał, że byłoby to nieco niewłaściwe. Pełne zaskoczenie. Dlatego przekluczył drzwi szybko i głośno, postawił kilka głośniejszych kroków, zsuwając z ramion rozpięty mundur. Rzucił go na szafkę w taki sposób, żeby klamry zderzyły się z drewnem, a po krótkiej chwili w jego ślad poszła cała reszta.
Wsunął się do kabiny, przez krótką chwilę wpuszczając do niej nieco chłodniejszego powietrza, przysunął się do Jade, pilnując, żeby nie dotykać rozgrzanej skóry zimnym metalem. Tak, prawa ręka była znacznie lepszym wyborem. Dlatego to nią dotknął jej brzucha, przytrzymać ją w miejscu, kiedy pochylał się wystarczająco, żeby jakoś wesprzeć czoło na jej ramieniu. Przez chwilę. Przez krótką chwilę, właśnie tak.

Jade Carter - Czw 20 Gru, 2018 17:34

Szum wody zagłuszył skutecznie otwieranie i zamykanie drzwi, nawet przekręcenie zamka. Dopiero trzask metalu o drewno uświadomił jej, że nie jest sama. Odchyliła głowę, pozwalając by woda z deszczownicy umieszczonej pośrodku sufitu kabiny spłynęła po jej włosach. Skłamałaby, gdyby stwierdziła, że nie ma ochoty popatrzeć na rozbierającego się Barnesa, nawet wtedy gdyby przez mleczne szkło kabiny miałaby widzieć jedynie zarys jego ciała.

Zadrżała, kiedy wchodząc wpuścił chłodniejsze powietrze. Na ustach Carter pojawił się lekki uśmiech, gdy Bucky wtulił się w jej plecy. Przez kilka sekund stała nieruchomo. Zapewne ku jego zaskoczeniu sięgnęła po jego lewą rękę i dołączyła ją do jego prawej. Wbrew pozorom metal nie był aż tak zimny, a ona chciała mu dać znać, że nie ma nic przeciwko jego bionicznej ręce. Powoli okręciła się w jego objęciach, unosząc ręce, by objąć Bucky'ego za szyję i wtulić twarz w jego bark.

Jade również tego potrzebowała, kontaktu z nim, siły jego ramion, po prostu jego obecności. Nawet ona miała swój limit bycia twardą, nieustępliwą, brawurową i wkurzoną. Przez ponad połowę swojego życia jechała na adrenalinie, na poczuciu tego, że nie może się zatrzymać, że musi ciągle przeć do przodu, pokonywać kolejne przeszkody, być ciągle w ruchu, aby nie dać się złapać temu, co czyhało w mroku nocy.

- Boję się - wyszeptała nieoczekiwanie. - Chciałabym od tego uciec, ale wiem, że nie mogę.

Winter Soldier - Czw 20 Gru, 2018 19:29

Drgnął, bo – cholera – naprawdę nie cierpiał, kiedy tak robiła. Nie zabrał jednak ręki. Palce drgnęły, łuski zderzyły się ze sobą z cichym, mechanicznym brzdękiem, ale nie zabrał jej. Właściwie nie poruszył jej nawet o milimetr, usilnie utrzymując ją w miejscu, w którym położyła ją Jade, drugą przesuwając w górę, między jej barki. A później znów w dół, i w górę, i w dół, zanim zaczął lekko pocierać skórę w okrężnych ruchach.

- Czasem… – zaczął, nie bardzo wiedząc, co tak właściwie chciałby powiedzieć. – Nawet nie zastanawiamy się nad tym, jak się boimy czy jak zagubieni jesteśmy, aż nie dzieje się coś, co boleśnie nam to uświadamia. Czasem… – urwał. – Kiedy jest już tak źle, że mój popieprzony umysł wręcz krzyczy, że… gorzej już być chyba nie może, przypominam sobie, jak wygląda trajektoria mojego życia. Za każdym razem wszystko sypie się tylko po to, żeby po chwili zacząć się stabilizować. A potem coś się wydarza… I wszystko znów się niszczy, znów myślę, że gorzej już być nie może. Aż znów przychodzi moment, w którym coś złego zaczyna być czymś normalnym. A potem wszystko zaczyna się od nowa. Teraz… – Złapał za jej głowę, unosząc ją tak, by mógł patrzeć jej w twarz. – Teraz jestem na etapie stabilizowania. Więc nie może być źle – zapewnił z takim przekonaniem, że aż sam się sobie dziwił. – Wszystko się uda, okej? Jest nadzieja – Nie, żeby sam w pełni w to wierzył. Po prostu już lata temu nauczył się kłamać, zapewniać wszystkich wokół, że będzie dobrze, że musi być dobrze. Bo może i sam bał się jak jasna cholera, to… Zawsze jak ten ostatni dureń chciał, żeby inni nie musieli tego czuć. Czasem z marnym skutkiem. Ale choć odwracał uwagę. Na krótki moment. – Bo zaczęłaś oswajać sobie takiego jednego durnego, zagubionego żołnierza. I nie można tego przerwać w połowie.

Jade Carter - Czw 20 Gru, 2018 20:48

Brzmiało to jak jakieś błędne koło i Carter wiedziała, że zrobi wszystko co w jej mocy, by go z niego wyrwać. Nikt nie powinien być w takiej sytuacji, a tym bardziej Bucky. Po tym wszystkim co przeszedł zasługiwał na coś więcej, na coś lepszego, na spokój. Jade w tym momencie poczuła się winna temu, że go w to wszystko wciągnęła, nawet jeśli na nic nie nalegała, nawet jeśli to był Rogers, który go przyprowadził wtedy do garażu.

- Nadzieja... - powiedziała cicho, opierając swoje czoło o jego. Chciała wierzyć, że wszystko się uda, jak sam jej powiedział, ale pozostawała jej tylko nadzieja, że tak się stanie, bo bała się wiary w sukces. Wiara oznaczała coś pewnego, że to się wydarzy, że pójdzie wszystko po myśli i nie stanie się nic niespodziewanego.

- Na pewno nie durnego, lecz uzależnionego od adrenaliny - odezwała się po chwili milczenia, a jej usta wygięły się ku górze w nieco rozmarzonym uśmiechu. - Nie zamierzam z ciebie rezygnować - dodała z niezachwianą pewnością w głosie. - Nie teraz, kiedy cię odnalazłam - dodała z rozpędu i nie zdając sobie sprawy, że wypowiedziała te słowa na głos.

Zależało jej na Buckym, bardziej niż na jakimkolwiek mężczyźnie, który pojawił się w jej życiu. Barnes sprawiał, że czuła się inaczej, bardziej żywa niż do tej pory, bardziej świadoma wszystkiego. Dawał jej siłę i odwagę, by dokończyć zadanie, które przed nimi stało, chociaż całą sobą pragnęła po prostu chwycić go za rękę i uciec z nim gdzieś daleko, gdzie nie dosięgną ich żadne zawirowania i burze. To przez niego chciała coś więcej od życia niż do tej pory.

Winter Soldier - Czw 20 Gru, 2018 21:54

Wiem, że nie podzielasz mojej wiary w to, że to wszystko, nieważne jak popieprzone, ma jakiś sens… – A ta wiara naprawdę nie pozwalała mu oszaleć. Gdyby nie to, strzeliłby sobie w łeb w momencie, w którym odzyskał choć część zmysłów. – Więc nadzieja chyba brzmi nieźle…? – A jeśli nie nadzieja, nie wiara, to… To co pozostawało, kiedy wszystko szło źle, kompletnie nie tak? Teraz… Nie było jeszcze tak tragicznie. Więc istniał jeszcze jakiś cień szansy, że nie wszystko pójdzie się pieprzyć. Gdyby nie ta nadzieja, ciężko byłoby mu wytrzymać w miejscu, nie uciekając przy którejś z okazji. Znaczy… Jeszcze ciężej.

Tak, jasne. Adrenaliny – parsknął. Naprawdę łatwo byłoby mu zrezygnować z całej tej adrenaliny, gdyby tylko miał szansę. Był zmęczony ucieczką, walką, zmęczony wojną, z której nigdy nie zdołał powrócić do domu. Wojna zżerała go od środka. A przynajmniej tę resztkę, która jeszcze z niego pozostała… I to… – Najwyraźniej… – zaczął po chwili, patrząc na Jade może nazbyt długo, nazbyt… – Najwyraźniej nie jestem tutaj jedynym durnym, zagubionym żołnierzem, który nie potrafił odnaleźć drogi do domu. Dlatego tak błądzi. – Kącik jego ust drgnął lekko, bo może i brzmiał, jakby gadał od rzeczy, ale… Czasem nie potrafił ująć prostymi słowami tego, co siedzi mu w głowie, powiedzieć tego wprost. Dlatego tak krążył, szukał kolejnej maski, licząc, że jakimś cudem jego słowa zostaną odebrane właściwie. – Ale da się coś z tym zrobić. – Nie oznajmił tego. Postanowił. Może niezbyt wielka różnica, ale… Kiedy już miał odwagę podejmować decyzję rzutujące nie tylko na niego, to… To było ważniejsze, niż ktoś mógłby przypuszczać. Znacznie ważniejsze.

Jade Carter - Czw 20 Gru, 2018 22:39

- Nie podzielam - przyznała. - Ale wierzę w ciebie - dodała zaraz, pocierając lekko nosem o nos Barnesa.
Uśmiechnęła się, kiedy nazwał ją zagubionym żołnierzem. W sumie miał rację, była zagubiona aż do chwili, w której los splótł ich ścieżki.
- Znajdźmy więc ją razem - zaproponowała bez chwili zastanowienia jak to może brzmieć dla niego. Nie chciała naciskać czy być nachalna, ale jednocześnie chciała jednak wiedzieć na czym stoi. Jeszcze nigdy przedtem nie musiała się gryźć w język, by nie powiedzieć mężczyźnie zbyt wiele odnośnie swoich uczuć wobec niego. Może jednak więc Bucky był tą iskierką, która na nowo wznieciła w niej wiarę w miłość w momencie, w którym położyła krzyżyk na tym aspekcie swojego życia.

Winter Soldier - Pią 21 Gru, 2018 18:04

Cóż, to chociaż ktoś – parsknął, bo cóż, jemu samemu akurat daleko było do wiary w siebie. Dobrze, może i wierzył w to, że wygrzebie się w każdego bagna, bo te resztki Zimowego Żołnierza, które jeszcze w nim tkwiły, wyciągną go z problemów, choćby trzymając swoją odciętą nogę w zębach, ale cała reszta… To już była inna bajka. Zdecydowanie inna. – I zrób tak jeszcze raz, a odwołam. Wszystko odwołam – zagroził, wyraźnie marszcząc noc, kiedy zaczęła ocierać się o niego własnym. To był… dziwny gest. Choć może to po prostu była wina tego, że... Był odzwyczajony. Zdecydowanie był odzwyczajony…

- Dobrze, kapitanie, twoje słowo jest dla mnie rozkazem – mruknął sięgając po mydło ponad jej ramieniem. – Ale nie licz, że będę mówił tak do ciebie w łóżku. Miałbym Steve’a przed oczami… – Skrzywił się z tak wyraźną odrazą, że aż mógłby go tym chyba urazić, ale mimo całej swojej miłości do Steve’a, zdecydowanie nie chciał oglądać jego nagiego tyłka częściej niż to konieczne.
Tylko dlaczego on myśli teraz o jego cholernym tyłku…?

Namydlił nieco dłoń, burcząc przy tym nieco pod nosem na to, że znów będzie godzinami suszyć tą pieprzoną protezę, zanim zabrał się za może aż nazbyt powolne, zbyt… masujące mycie ramion i pleców Jade. Całą resztą zajmie się później.

Jade Carter - Pią 21 Gru, 2018 20:52

Parsknęła śmiechem, nie potrafiła się powstrzymać.
- Tylko byś spróbował. Też bym go miała przed oczami. To by było zbyt straszne.
I to pewnie pouczającego nas odnośnie tego co robimy albo marudzącego o przeklinanie.
- Myślę, że będę mogła pomóc z jej wysuszeniem - wymruczała, zabierając mu mydło i namydlając swoje dłonie, by zabrać się za mycie ramion, torsu i brzucha Bucky'ego. A właściwie to "mycie", bo jej dłonie błądziły po jego skórze jak palce ślepca, zapamiętując każdą wypukłość i zagłębienie stworzone przez mięśnie. Nie potrafiła powstrzymać cichego jęku, kiedy jego palce natrafiły na wrażliwe miejsce w dole jej pleców. Nie wiedziała czy to przypadkiem czy celowo, ale rezultat końcowy był bardziej niż zadowalający. Chociaż jak tak dalej pójdzie, to może się okazać, że prysznic zajmie im jeszcze sporo czasu.

Winter Soldier - Pią 21 Gru, 2018 22:33

Nie marudź, Carter. Wyszłabyś na tym widoku znacznie lepiej niż ja – skwitował. – Nie mam racji, kapitanie, mój kapitanie? – niemal zanucił, używając tego określenia z pełną premedytacją. Bo czasem był trochę dupkiem. Zwłaszcza żartując. – Zaśpiewałbym ci nawet, ale jeśli Steve zdołałby usłyszeć dobiegające stąd „Star Spangled Man”, uznałby mnie za jeszcze bardziej niepoczytalnego i chorego na umyśle… Sam bym się uznał… – przyznał, pamiętając jednak, że kiedyś pamiętał to cholerstwo całe i niejednokrotnie śpiewał, doprowadzając Steve’a do szewskiej pasji. To było takie okropne… -- Ale znajdę rozwiązanie dla tej pokusy – mruknął, uznając, że skoro i tak niezbyt skupiają się na głównym celu, to może odsunąć go jeszcze nieco bardziej. Bo kiedy skupiał się na całowaniu Jade, przynajmniej nie pieprzył bzdur, a ona zostawiała jego nos w spokoju…

Czuł jej palce na bliznach wokół protezy, okalających miejsce, w którym ciało łączyło się z metalem, czuł jej dłonie na grubych bliznach przecinających udo i lewy pośladek, na każdej mniejszej lub większej, starszej i nowszej, mniej czy bardziej wyczuwalnej bliźnie. Myślał głównie o nich, choć dobrze wiedział, że w jego oczach są bardziej wyraziste niż w rzeczywistości.
Przesuwał dłońmi po plecach Jade, po kręgosłupie, pocierał nimi boki, pilnując, żeby ucisk obu dłoni był jednakowy, żeby żadna ostra, twarda krawędź nie zraniła skóry. Dotykał bioder, ud, tali, zanim objął ją ramionami, przysunął się bliżej, odsunął lekko nosem przyklejone do skroni mokre włosy, żeby lekko musnąć skórę ustami, podrażnić ją zarostem. Wiedział, że… Wiedział, że może przesadza, ale miał wrażenie, że chce zapewnić w swojej delikatności bardziej siebie niż Jade. Ufał sobie mniej.

Jade Carter - Pią 21 Gru, 2018 23:14

- Nie masz racji - powiedziała bez cienia zawahania się. - To by było jak zobaczenie rodzonego brata nago.
Rogers był napakowany, atrakcyjny, dobrze wychowany, staromodny w pewnych aspektach, co czyniło go atrakcyjnym dla wielu kobiet, ale dla Carter nigdy nie był on obiektem jakichkolwiek fantazji, a już zwłaszcza nie seksualnych. Chociaż czasem wyobrażała sobie jakby to było, gdyby Steve był jej starszym bratem. Jak bardzo jej życie by było inne mając kogoś na kim mogłaby się oprzeć po śmierci ojca.
- Gdybym się przyłączyła do śpiewania, to chyba mnie uznałby za bardziej szaloną, ale zanim podchwycisz ten zwariowany pomysł, to jednak wolałabym być wtedy ubrana, w razie gdyby zdecydował wyważyć drzwi i...
Urwała, czując usta Bucky'ego na swojej skórze, nie wspominając gdzie jego ręce wędrowały po jej ciele. Przysunęła się bliżej aż jej piersi zetknęły się z jego namydlonym torsem. Zadrżała, czując jakby przebiegła przez nią wyjątkowo przyjemne elektryczna iskra. Czuła jak bioniczne palce dotykają blizny zaczynającej się na prawym biodrze i ciągnącej się w dół do jednej trzeciej uda. Pamiątka po tym jak została zestrzelona i się katapultowała, a fragment myśliwca uderzył w nią rozwalając fotel, który wbił się w jej nogę i biodro. Miała szczęście, że konstrukcja przyjęła na siebie większość impetu i skończyło się tylko na dość głębokim rozcięciu, bez złamanych kości i przerwanych tętnic. Blizna była mało widoczna, ale wyczuwalna pod palcami. Carter nie była pewna na le są bioniczne palce Bucky'ego wrażliwe, czy wyczuje tę skazę, czy też nie, ale na wszelki wypadek delikatnie przesunęła jego dłoń nieco wyżej.
- Igra pan z ogniem, panie Barnes - wyszeptała odchylając nieco głowę. - I to takim, który woda nie potrafi ugasić.
Pragnęła go i było to niezaprzeczalne, jednak to Bucky decydował jak daleko pozwolą by ta sytuacja się rozwinęła. Była świadoma tego, że przez lata ktoś decydował za niego i jak ważne było by mógł sam podejmować decyzje dotyczące jego osoby. Skłamałaby, gdyby stwierdziła, że jej się to nie podoba. Zawsze była tą aktywną stroną, dominującą, a teraz? Z radością oddawała kontrolę mężczyźnie, który ją w tej chwili obejmował, ufając mu w pełni, bo jak mogła mu nie ufać, kiedy jej serce twierdziło, że powinna to zrobić?

Winter Soldier - Sob 22 Gru, 2018 12:55

Znów przesunął dłoń niżej, dużo niżej, garbiąc się wystarczająco, żeby złapać Jade tak stabilnie, żeby ją unieść, przyszpilić do ścianki prysznica, bez problemu dobierając taki kąt, żeby woda spływała Jade głównie po szyi, nie twarzy. To by było irytujące.
Pocałował kącik jej ust, jej szczękę, zanim jego wargi zsunęły się niżej, skubiąc rozgrzaną skórę długiej szyi. Złapał dłonią jej talię, cały czas utrzymując ją w miejscu, kiedy sam zsuwał się coraz niżej. Przygryzł lekko jej obojczyk, pozostawiając na nim ledwo widoczne, płytkie ślady zębów, zanim zaczął przesuwać się w dół, kąsając lekko skórę, aż dotarł wreszcie do prawej piersi, spoglądając przy tym w górę, na Jade nieco spod rzęs. Nie ukrywał tego, że nie tylko dla upewnienia się, że wszystko jest w pełni w porządku, ale też dla lekkiego podrażnienia się. Wbrew pozorom, to całkiem lubił to, jak drażniąca Carter momentami była z tymi swoimi kąśliwościami, komentarzami i całą resztą, która jeszcze nie tak dawno temu doprowadzała go niemal do szału. Jak wiele rzeczy. Ale gdyby nie to, nic nie byłoby przecież takie samo. A już na pewno nie to, jak ustawiła go do pionu, zatrzymując przy sobie.
Przerwał muskanie jej skóry, na moment spoglądając w oczy Jade aż nazbyt wyzywająco, zanim na moment postawił ją tak stabilnie, jak tylko mógł, i osunął się w dół, na kolana, pozostawiając kilka mokrych pocałunków, kilka przygryzień na jej brzuchu i udach, zanim jedno z nich znalazło się na jego barku, a jego dłoń zawędrowała pod jej pośladek.

Teraz sobie ponuć – mruknął, przez dłuższą chwilę powstrzymując się przed zrobieniem czegoś zbyt szybko, zbyt gwałtownie. Korciło, ale był twardy. Aktualnie w więcej niż jednym tego słowa znaczeniu. Ale zamierzał wykorzystać ten długi prysznic nieco inaczej...

Jade Carter - Sob 22 Gru, 2018 17:21

Chwyciła się armatury prysznicowej, by utrzymać jako taką równowagę. Chciała żeby przejął kontrolę, by stał się dominującą stroną i najwyraźniej ktoś tam na górze był w humorze na spełnianie jej życzeń. I jeszcze to jak zerkał na nią, sprawdzając jak reaguje. Wkurzało ją to, a jednocześnie pobudzało. Może wyglądał równie niewinnie jak Steve, kiedy przychodziło do kobiet, ale w jego wnętrzu był wyrafinowanym diabłem, stworzonym po to, by sprawiać, że kobiety będą mdlały w jego ramionach.
- Och, Bucky! - wyrwało się jej i to nieco głośniej niż by chciała, ale w tej chwili miała absolutnie gdzieś czy ją ktokolwiek inny poza Barnesem usłyszy.
Jej palce zaciskały się na rurce do prysznica z taką siłą, że kostki były niemal białe. Aż dziw, że niczego nie zniszczyła, ani nie przeniknęła przez nic.
- Zobaczymy jak ty teraz zaśpiewasz - wymruczała, kiedy nie potrafiła już utrzymać się na nogach i zsunęła się po ścianie prysznica, popychając Bucky'ego do tyłu.

Nie miała pojęcia ile czasu minęło, może kwadrans, może pół godziny, ale woda nadal się lała i chociaż nie była już tak gorąca jak na początku tak nadal była wystarczająco ciepła. Carter siedziała oparta o szklaną ścianę, próbując złapać oddech i siłę w drżących kończynach. Zaśmiała się krótko, widząc na pokrytych parą ściankach ślady zsuwających się dłoni i palców.
- To jest najlepszy prysznic w moim życiu - powiedziała leniwie, uśmiechając się do Bucky'ego. - Najdłuższy też - dodała, a ton jej głosu sugerował coś więcej.

Winter Soldier - Sob 22 Gru, 2018 20:01

Nie każ mi tego robić na ostatnią chwilę przed lądowaniem albo nie poganiaj pod prysznicem, a pokażę ci, co jeszcze potrafi serum super-żołnierza – mruknął, samemu nie wiedząc, czy bardziej grozi czy jednak obiecuje. Ale pewne było to, że serum sprawiała, że nie tylko żył dłużej… Przekonał się o tym już dawno temu, kiedy nawet nie był pewien co do tego, co tak dokładnie się w nim zmieniło. Ale zmiany widział i odczuwał. W niektórych przypadkach nie tylko on. – Chyba że taka jest twoja strategia, bo boisz się, że na dłuższym dystansie być wymiękła, Carter – rzucił jeszcze, od tak, na zakończenie, jako kropkę, zanim zabrał się za kolejne, tym razem znacznie szybsze namydlanie Jade, bo raczej poprzednie mycie poszło się pieprzyć. I to dosłownie. A to trochę mijałoby się z celem.
Nie czuł się wyczerpany, przynajmniej nie fizycznie. A właściwie powinien powiedzieć, że „nie fizycznie”, bez przynajmniej. W końcu psychicznie także nie czuł się wyczerpany. Raczej… Nie bardzo wiedział, jak powinien to nazwać. Był… nieco zrelaksowany? To zawsze oczyszczało mu umysł. Choć na chwilę.

Chcesz umyć mi włosy, żeby się zrelaksować? – rzucił bardziej dla żartu niż na poważnie, spłukując jej ramiona. – Przyda ci się, tak na zaś – dodał i… Cóż, chyba było w tym całkiem sporo prawdy, bo kiedy tylko stąd wyjdą… Nie będzie już tak wesoło. Zdecydowanie nie tak wesoło….

Jade Carter - Sob 22 Gru, 2018 22:09

- Trzymam cię za słowo - powiedział, rzucając mu nieco flirciarskie spojrzenie. - Barnes, nie próbuj nawet mnie wyzywać na pojedynek, kto dłużej wytrzyma, bo to się skończy twoją przegraną.
Mówiła to lekkim tonem, ale była jak akumulator, który mógł się podłączyć do niemal wszystkiego i czerpać z tego energię. Mógł mieć super wytrzymałość, ale nawet jego baterie mają określoną pojemność.

Przyklęknęła, by miał łatwiejszy dostęp. Z przymkniętymi oczami zwyczajnie się delektowała jego dotykiem. Był przyjemnie relaksujący, jak masaż w jakimś salonie spa. Kiedy skończył, przesunęła się pod strumień wody, by się opłukać. Potem sięgnęła po szampon i przemieściła się za plecy Barnesa.
- Poprosiłabym o zwrócenie tej przysługi - zaczęła nieco tajemniczym tonem, rozprowadzając szampon na jego włosach - ale wtedy nie wyszlibyśmy stąd przez kolejną godzinę. Nie wiem dlaczego, ale masaż tyłu mojej głowy zaliczam do tych erotycznych.
Jednocześnie rozpoczęła masaż skóry głowy Bucky'ego, ciekawa, czy też odczuwa nacisk w pewnych miejscach jak ona.

Winter Soldier - Sob 22 Gru, 2018 23:27

A kto powiedział, że chodzi tu o samą wytrzymałoś, hm? – pozwolił sobie na głębokie, mrukliwe wyszeptanie tego wprost do jej ucha. – Ze wszystkim da się wygrać, trzeba tylko wiedzieć jak… A nawet jeśli przegram, to i tak doskonale na tym wyjdę – zauważył, ostatnie zdanie wypowiadając już w pełni normalnym tonem. No bo będąc poważnym, niech ktoś mu da jeden powód do bycia niezadowolonym do przegrania w akurat takim starciu? Właściwie w tym konkretnym przypadku byłaby to całkiem miła odmiana…

Proszę cię. – Zerknął na nią przez ramię, pozwalając sobie na tak typowe uniesienie jednej z brwi. – Którą część twojego ciała musiałbym teraz dotknąć, żebyś tego tak nie zaliczyła…? – Nie to, żeby zaliczał się do tej grupy mężczyzn, która jest tak przekonana o własnej wspaniałości, że liczy na omdlewające z rozkoszy kobiety po samym pstryknięciu palcami, zdecydowanie nie. Nigdy nie miał aż tak wielkiego ego. Po prostu po nabytych doświadczeniach był już skory posunąć się do stwierdzenia, że dałby radę zająć Jade na kolejne godziny nawet masażem palców u stóp. Jakby nie tylko on był na tak długim detoksie.
Pokornie pochylił głowę, pozwalając Jade zająć się splątanymi włosami. Wiedział, że na zewnątrz jego głowa nie jest tak poraniona, jak wewnątrz, ale pomniejsze blizny i tak musiały być wyczuwalne pod palcami. Doskonale znał położenie każdej z nich i…
To zdecydowanie nie była najbardziej spragniona dotyku część jego ciała. Nie lubił, kiedy ktoś dotykał jego głowy, kiedy ktoś zbliżał się do jego głowy, a wizja odwiedzin u fryzjera wpędzała go w panikę, ale… To dało się znieść. Tak, całkiem dało...

Jade Carter - Nie 23 Gru, 2018 21:48

- Wiedziałam, że jest w tym ukryty haczyk - powiedziała z rozbawieniem. - Ale i tak zamierzam przyjąć to wyzwanie.
Byłaby głupia, gdyby tego nie zrobiła. Z Buckym przeżywała najlepsze chwile swojego życia, czy to oddając się przyjemnością, czy to walcząc z armią demonicznie wyglądających potworów. Nie zamierzała rezygnować z tego, no może wykluczając armię demonicznych tworów, bez tego jej życie by było o wiele łatwiejsze.

- Podeszwy stóp? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Mam tam okropne łaskotki, które z łatwością niszczą romantyczny nastrój.
Delikatnie masowała skórę jego głowy. Wyczuwała blizny, ale kto ich w końcu nie miał, zwłaszcza żołnierz. Dawały doświadczenie i niezbyt przyjemne wspomnienia, ale człowiek nie składał się tylko z tych rzeczy. Chwyciła słuchawkę prysznica i przełączyła wodę tak, by nadal leciała z deszczownicy u góry, ale też przepływała przez słuchawkę. Odchyliła lekko głowę Bucky'ego do tyłu i zaczęła spłukiwać pianę z jego włosów pomagając sobie palcami drugiej dłoni.
- Gotowe - wymruczała mu na ucho nim wstała i nie zaczęła szybko myć swoich włosów.
Nie żartowała z tym, że jej skalp był niezwykle wrażliwy na masaż i jeśli Barnes nie chciał rundy numer dwa...

Winter Soldier - Nie 23 Gru, 2018 22:28

Cóż, mimo wszystko utwierdził się w tym, że zdecydowanie, ale to zdecydowanie nie odpowiada mu to, że ktoś dotyka jego głowy. Jade mogła nie lubić dotykania stóp, a on tego. Zdecydowanie tego nie lubił. Ale nie było tego złego, przynajmniej nie musiała się martwić, że jednak pobiegnie do fryzjera przy pierwszej lepszej okazji. Zdecydowanie nie.
Nie musiała się też martwić, że zacznie pchać się z łapami tam, gdzie teraz nie powinien, bo w końcu rozkaz kapitana to rozkaz kapitana, prawda? Ostatecznie pomógł więc jedynie w spłukaniu piany z włosów Jade, dotykając samych pasm, nie skóry głowy, bo nie widziało mu się oberwanie po łapach za nadgorliwość. Nie pomagał więc jej też w wycieraniu głowy, jedynie podając jej jeden z hotelowych ręczników, kiedy opuścił prysznicową kabinę. Głównie po to, żeby jakkolwiek się osuszyć, przerzucić ręcznik przez ramię – bo i po co miałby się nim zakrywać skoro Jade i tak widziała wszystko doskonale i to nie raz…? – i zabrać się za osuszanie protezy. A to nie było wcale takie proste, nawet mimo tego, że usilnie starał się utrzymywać złączone łuski.

Wiedział więc, że będzie wyglądał jak ostatni idiota, ale niczego sobie z tego nie robiąc, odłączył protezę i zawinął ją na moment w jeden z puchowych ręczników, przez chwilę trzymając ją w ręku niemal jak niemowlę w beciku. Odłożył ją na blat, żeby przyjrzeć się samemu gniazdu protezy w lustrze, przy okazji, niby całkowitym przypadkiem, kilkukrotnie zerkając w stronę Jade.
Możesz podziwiać – mruknął. – Bardziej nagi już nie będę. – Uśmiechnął się nieco krzywo, ocierając krańcem przewieszonego przez ramię ręcznika jeden z głównych bolców mocujących.

Jade Carter - Nie 23 Gru, 2018 23:19

No, gdyby miała takie widoki do podziwiania, to by go już dawno zaciągnęła pod prysznic. Była wdzięczna, że chociaż hotel nie był sieciowy to dbał o swoich klientów i łazienka miała podłogowe ogrzewanie. Dużo czasu poświęciła by wykręcić wodę z włosów i osuszyć na tyle na ile się dało ręcznikiem, zanim nie sięgnęła po drugi, by się nim wytrzeć. Nic sobie nie robiła z tego, że stoi w takim miejscu, z którego Bucky ją doskonale widział w lustrze. Nie tylko ona dość dokładnie poznała jego ciało, on też już wszystko widział. Poza tym nie miała się czego wstydzić. Była w świetnej formie, brzuch miała płaski i z lekkim zarysem mięśni, piersi były sprężyste i jędrne, nogi smukłe, a talia z ładnym wcięciem. Wbrew wielu babskim opiniom wcale nie narzekała na zbyt wąskie biodra. Wręcz przeciwnie, była z nich bardzo zadowolona, bo wiele razy dzięki temu mogła się wcisnąć w takie miejsce, w które kobiety o obfitszych kształtach by nigdy się nie zmieściły, na przykład na unitarce na placu, po którym się czołgało pod drutem kolczastym, w błocie i podczas ostrzału.

- Och, podziwiam, podziwiam - wymruczała na tyle głośno by ją usłyszał, wrzucając drugi z ręczników do kosza na brudną bieliznę, a tym od włosów wycierając ich końcówki. Zrobiła kilka kroków w jego stronę, przystając na moment, by się przeciągnąć, całkowitym "przypadkiem" trafiając na moment, w którym akurat spojrzał w lustro i nie tylko się napatrzyć na nią, ale też zauważyć jak Carter oblizuje wargi wlepiając wzrok w jego kształtne i jędrne cztery litery. - Jeśli chcesz, to mogę pomóc z pozbyciem się wody ze środka - dodała już normalnym głosem, lokalizując wzrokiem suszarkę do włosów zawieszoną na ścianie.

Winter Soldier - Pon 24 Gru, 2018 15:59

Proteza była przystosowana do długotrwałego przebywania w kriokomrze. Prysznic i woda jej nie zaszkodzą. Osuszam ją głównie dlatego, że irytuje mnie cieknąca po niej woda. To daje kiepską przyczepność. – Wzruszył ramionami. Ramieniem, znaczy. – I od czasu do czasu lubię poczuć, jak waga w mgnieniu oka spada mi poniżej setki. Kręgosłup wręcz wrzeszczy z radości – mruknął, krzywiąc się, kiedy na powrót zamontował rękę na miejsce. Zawsze się krzywił, nawet jeśli niczego nie czuł. – Wyginaj się tak dalej, a co innego też zacznie. – Spojrzał na nią tak znacząco, jak tylko potrafił, bo ani głupi ani tym bardziej ślepy nie był, doskonale wiedział i widział, co i jak Jade robi.

Poruszał palcami, zakręcił nadgarstkiem, zgiął rękę w łokciu, przez chwilę próbując ją rozruszać, sprawdzić, czy wszystko właściwie się włączyło. Było jednak okej, wszystko działało jak trzeba, nie pieprznął go prąd, a to był już pewien sukces. Bo już zdarzyło się, że po prysznicu ten prąd lekko go jednak popieścił. I wcale nie było fajnie. Zwłaszcza, że on miał całkiem sporą awersję do bycia rażonym prądem…

Wiem, że jesteś tak wspaniała, że kule omijają cię rykoszetem, ale mam nadzieję, że masz coś solidniejszego niż to? – Skinął krótko głową w stronę jej ubrań, zanim sięgnął po własne, uznając, że wreszcie jest czas naciągnąć gacie na tyłek. – I musiałbym wyciągnąć coś od Steve’a, ale na samą myśl o paradowaniu w jego mundurze zapadam się pod ziemię z zażenowania – parsknął.

Jade Carter - Wto 25 Gru, 2018 00:28

Sięgnęła po suszarkę i włączyła ją. Zaskakujące było to jak cicho działała, kiedy suszyła sobie włosy, słuchając wywodu Barnesa.
- Nie kuś, jeśli nie zamierzasz dotrzymać teraz słowa - powiedziała, zerkając na wspomniane przez Bucky'ego części ciała. On się na nią otwarcie gapił, to ona też zamierzała. W końcu było to cholerne równouprawnienie, prawda?

- Właściwie to przelatują przeze mnie - skorygowała go, podając mu suszarkę, by wysuszył swoje włosy. Zauważyła podczas mycia ich, że niespecjalnie mu się to jednak podobało. Może kiedyś zaufanie wobec niej przeniesie się też na dotykanie jego głowy, na co bardzo liczyła. Baby steps. - Ale nie martw się. Pożyczyłam coś od Tashy. Technicznie to ukradłam, ale wątpię by miała coś przeciwko.

Sięgnęła do torby i wyciągnęła czarny, przylegający do ciała kombinezon, który Romanoff zwykle nosiła na misjach. Ten był zupełnie nowy.
- Ma warstwę kevlaru, więc jestem bezpieczna - dodała wyjaśniająco, nim wyciągnęła z torby skąpą bieliznę z cienkiego materiału i koronki. Zestaw zawierał sportowy stanik. Może Natasha lubiła paradować topless pod swoimi ciuchami, ale Carter jednak wolała mieć coś pod spodem. Chociaż przy tak cienkiej tkaninie, to i tak miała wrażenie, że jest kompletnie naga. Potem zaczęła powoli wciągać kombinezon, który pasował na nią jak lateksowa rękawiczka, przylegając do jej ciała niczym druga skóra. Podciągnęła w górę zamek, zabezpieczając go malutką haftką od środka by się nie rozpiął. W torbie jeszcze miała pasek.
- Dlaczego? Wyglądałbyś powalająco i mam na myśli jedynie pozytywne znaczenie tego słowa. I zdecydowanie badassowo - dodała, przesuwając językiem po górnej wardze.

Winter Soldier - Wto 25 Gru, 2018 13:57

Ta, zauważyłem – mruknął tylko, bo naprawdę nie trzeba było mieć sokolego wzroku i rozeznania, żeby zorientować się, jak ciała stałe zachowują się przy Jade. A raczej Jade przy ciałach stałych. Jasne, nie do końca wiedział, jak dokładnie działała ta moc, nie był specem, który na sam widok mógł ocenić, czy fazowanie opiera się na chwilowym braku molekularnej równowagi czy na Bóg jeden wie czym, bo kiedy w sąsiedztwie grasowali bożkowie i demony, wszystko mogło być możliwe…
I choć nie ukrywał tego, że patrzy na Jade, susząc te cholerne włosy, chociaż ten strój nie kojarzył mu się zbyt dobrze. Nie tylko dlatego, że należał do Natalii, bo może i kilkukrotnie o niemal ją zabił, to… Kiedyś przeprosi, okej? Nie chodziło też o to, że… Natalia mimo wszystko była jedynym dobrym wspomnieniem z czasów spędzonych w rosyjskim Red Roomie. Krótkim, ulotnym, ale jedynym, co przypomniało mu wtedy, choć na krótki moment, o tym, jak to jest być człowiekiem. Nie kochał jej, nie tęsknił, nie w tym rzecz. Po prostu… samo wspomnienie Natalii, pociągało za sobą wspomnienia Red Roomu, a to nie były rzeczy, które chciał sobie wspominać. Jak zdecydowaną większość życiorysu…
W sumie to całkiem niezła taktyka. Rozepnij nieco zamek, a może zdekoncentrujesz wroga wystarczająco, żeby sam się podłożył. – Odłożył suszarkę na miejsce, zanim sięgnął po spodnie, żeby skończyć ubierać się choć od pasa w dół. Dopiero po wciągnięciu na stopy butów, narzucił na ramiona mundur. – Spędziłem blisko dwa lata życia na wyśmiewaniu tego munduru na wszelki możliwy sposób. Pamiętam to. – A przynajmniej kojarzył, że tak było. W tym przypadku mógł to jednak ze sobą zrównać. A nie zawsze było to tak oczywiste… – Więc prędzej sam ukradnę Natalii kostium, niż włożę na siebie strój patriotycznego klauna. Tylko Steve wygląda w nim poważnie… Czasami. – Wciąż pamiętał te piękne plakaty z występów… Nie mógł się do siebie nie uśmiechnąć na to wspomnienie.

Jade Carter - Wto 25 Gru, 2018 22:17

- To samo mogę powiedzieć o Tobie, kotku. Rozepnij ten mundur, napręż muskuły, a nawet faceci zgłupieją na chwilę - stwierdziła, przeciągając palcem wzdłuż jego mostka. - Mnie na pewno by ten widok rozproszył - dodała jeszcze nim schyliła się, by wsunąć na stopy buty.

Z plecaka wyjęła jeszcze utility belt oraz rękawiczki bez palców i wyrzutnię mini-pocisków i paralizator na nadgarstki, które Natasha również zostawiła na piętrze Rogersa.

- Widziałam nagrania jak biegał w tych kostiumie z streczu, lycry czy co tam wtedy robili. Jego obecny mundur nie jest taki zły w porównaniu z tamtym. Ale fakt, wygląda jak chodząca amerykańska flaga, nawet gwiazdkę ma. Ty lepiej wyglądasz w czerni. Tajemniczo... - podeszła do Bucky'ego, kładąc prawą dłoń na jego barku, by lekko wspiąć się na palce. - I seksownie... - wymruczała z ustami przy jego wargach nim go pocałowała.

Pocałunek właściwie był dość niewinny. Słodki i przepełniony uczuciami, jednak nie pożądaniem. Co chciała przez to osiągnąć? Zachować wspomnienia o nim i tym jak jego usta smakowały w razie gdyby nie udało jej się powrócić? Carter nie była głupia, wiedziała, że ma co najwyżej pięćdziesiąt procent szans na wyjście z tego z życiem i mniej niż dwadzieścia procent szans na powrót do domu bez obrażeń. Ale i tak zamierzała to zrobić. Z brawurą i uśmiechem na ustach zasalutować Bucky'emu, Steve'owi i Thorowi, nawet gdyby w środku umierała ze strachu przed nieznanym. W końcu była córką swojego ojca.

Winter Soldier - Wto 25 Gru, 2018 23:03

Wywrócił tylko oczami, bo cóż, tak, powinien był się tego spodziewać. Ale rozsunął na moment mundur tak, że doskonale było widać wszystko, co potrzeba, i spiął te mięśnie, bo jeśli już, to zdecydowanie wolał rozpraszać Carter niż Rogersa i spółkę na polu walki... Szczerze, to wolałby nie rozpraszać nimi nikogo, ale już niech jej będzie.
Po chwili zabrał się jednak za zapinanie pasów munduru, patrząc na kolejne wyjmowane przez Jade przedmioty, chcąc zapamiętać co i gdzie umieszcza. Zatrzymał wzrok na dłużej dopiero na Wdowich Żądłach i pozwolił sobie na wyjęcie Jade jednej z bransolet.

- Trenowałem z Natalią, kiedy uczyła się ich używać... - powiedział, obracając Żądła między palcami. - Uczyła się bardzo skutecznie, bo raz prawie... powiedzmy, że jeszcze chwila i wykastrowałaby mnie elektrycznie. - Skrzywił się i to tak szczerze i wyraźnie, że... Po prostu niektóre wspomnienia bolą na samą myśl... A to spotkanie z paralizatorem było tak intensywne, że do teraz doskonale pamiętał, jak nastolatka powaliła go na deski. - Wiesz, jak z nich korzystać? - Oddał Jade Żądła, chcąc po prostu upewnić się, że w pełni zna broń, z której będzie lub nie będzie musiała skorzystać. Nie sądził, żeby Natalia zapewniła jej przeszkolenie, choć mógł się mylić. Wiele mogło się zmienić. To w końcu nie był już Red Room, nie trzeba było chronić wszystkich asów, które mogły zostać wykorzystane przeciwko nim. - Wierz mi, nie czym się zachwycać w tym mundurze. - Uśmiechnął się lekko. Ten mundur za bardzo nasiąknął krwią. I to nie tylko jego własną. Nie było czym się zachwycać. Nie było. I nie powinno.
Choć starał się o tym nie myśleć, naprawdę. Próbował skupić pełnię uwagi na Jade, na pocałunku, na jej ustach, dotknął jej twarzy dłonią... Prawą, prawdziwą dłonią, która pozwalała mu odczuwać pod opuszkami palców fakturę jej skóry, to, jak ciepła, miękka i delikatna była, naprawdę czuć, a nie tylko... Myślał o tym, trzymał się tego, nie pozwalał umysłowi... To było najlepsze wyjście. I zamierzał się go trzymać tak długo, jak mógł.

Jade Carter - Sro 26 Gru, 2018 17:24

Oblizała sugestywnie usta na ten widok. W tym momencie by dała wszystko za zobaczenie Bucky'ego robiącego striptease to jakiejś fajnej melodii.
- Wiem - wymruczała w odpowiedzi na wcześniejsze pytanie o broń Romanoff, kiedy zrobiła małą przerwę na oddech. Potem kontynuowała pocałunek aż ponownie zabrakło im tchu. Tym razem delikatnie się odsunęła, oddychając jak po długim biegu. Przechyliła jednak głowę w lewą stronę, rozkoszując się dotykiem ciepłych palców Bucky'ego.

- Jak to się skończy, to wybierzemy się na randkę, taką z kinem, kolacją i wszystkim co wtedy się robi - powiedziała, unosząc głowę, by spojrzeć mu w oczy.
Celowo użyła "jak" zamiast "jeśli", chociaż to drugie słowo grało jej głośno w głowie. Jeśli da radę. Jeśli będzie wystarczająco szybka. Jeśli wróg zostanie wzięty z zaskoczenia. Jeśli, jeśli, jeśli... Jeśli jest tam jakaś wyższa siła, która nad nami czuwa, to spraw, żebym mogła dotrzymać tej obietnicy.

Od śmierci ojca i od kiedy wiedziała co tak naprawdę robił, czyli jakichś osiemnastu lat, Carter nie przejmowała się zbytnio własnym losem. Owszem była ostrożna, ale jakoś nigdy przesadnie i podejmowała ryzyko o wiele częściej niż powinna. Żyła pełnią życia, jakby jutra miało nie być. Ale teraz... Teraz chciała wrócić, bo miała do kogo wracać, do kogo chciała wrócić, choćby musiała przejść po trupie samego diabła by tego dokonać.

Winter Soldier - Sro 26 Gru, 2018 19:59

Spróbował się tylko uśmiechnąć, uznając to za najlepszą odpowiedź. Nie miał jasnych planów co do tego… Nie wiedział, co z sobą zrobi, kiedy to wszystko wreszcie się skończy, bo jego pierwotny plan wziął w łeb i to skutecznie, kiedy w grę wchodziła jeszcze tylko mała infekcja Stark Tower, a nie całe to bagno z diabelskimi pomiotami, które… Cóż, jakoś brakowało mu w miarę cenzuralnych słów, żeby opisać to, jak cholernie pokrzyżowało mu to plany. Tych niecenzuralnych zresztą też. Czasem jakichkolwiek słów mu brakło, kiedy przychodziło mu opisywać to pieprzone...
Dopiero po chwili delikatnie, bo delikatnie, ale wreszcie odsunął od siebie Jade, uznając, że nie… Nie chciał po prostu myśleć o tym wszystkim. Często w ogóle nie chciał myśleć o przyszłości, ale teraz… Nie powinien się rozpraszać jeszcze bardziej. Później… Nie wiedział, co będzie później, nie myślał o tym, co będzie później, to… O tym będzie myślał później.
Trzeba w końcu wrócić – powiedział, bo może i mógł tego nie chcieć, jak zdecydowanej większości rzeczy w ostatnim czasie, ale w pewnym momencie trzeba było przywyknąć do tego, że zazwyczaj nie dostaje się tego, co się chce, a wręcz przeciwnie. W zdecydowanej większości przypadków. – Sierżant zarządza powrót, kapitanie.

Jade Carter - Sro 26 Gru, 2018 21:53

Uśmiechnęła się, kiedy poleciał z rangami. To było coś tak normalnego, że aż nierealnego. Coś co mogliby robić będąc razem, dzieląc ze sobą życie, bez niespodzianek z kosmosu próbujących zabić mieszkańców Ziemi.
- Yes, sir! - puściła do niego oko nawet nie próbując ukryć rozbawienia. - Chociaż mów mi tak dalej, a stąd nie wyjdziesz - dodała, odwracając się by schylić się i upchnąć w plecaku zdjęte wcześniej ciuchy, wyciągając na wierzch zmajstrowane przez siebie ładunki. Telefon i wszystko inne upakowała w kieszonkach przy utility belt w razie gdyby musiała porzucić plecak, co było wysoce prawdopodobne.
- Bucky? - powiedziała już z rękami na klamce i zamku, spoglądając na niego przez ramię. - Cokolwiek się stanie w Egipcie, pamiętaj, że Xavier jest priorytetem. On, nie ja.
Nie chciała psuć nastroju, nie chciała go martwić, ale musiała to powiedzieć. Właściwie to początkowo chciała aby jej przysiągł, że nie zrobi nic głupiego i nie będzie się pchał po to by ją wyciągnąć z łap wroga, ale uznała, że to nie byłoby właściwe zmuszać go do składania jakichkolwiek obietnic. Jej ojciec się poświęcił i zginął. Była córką swojego ojca. Wiedziała, że jeśli sytuacja ją do tego zmusi, poświęci się by ocalić czy to Xaviera, czy Bucky'ego, Steve'a, Thora. Szła na pierwszy ogień, wiedziała co jest na szali.
Wzięła głęboki oddech i przekręciła zamek otwierając jednocześnie drzwi. Za nimi Bucky nie będzie mógł jej zatrzymać, zmusić by go wysłuchała, by mógł jej przemówić do rozumu. Chociaż robiąc krok za drzwi chciała by to zrobił. Jej rozum i serce jeszcze nigdy nie były tak skonfliktowane.

Winter Soldier - Czw 27 Gru, 2018 11:05

Może i nie był mistrzem obcowania z ludźmi, bo już nie raz i nie dwa powiedział coś, czego nie powinien, tak teraz wiedział, że odpowiedź powinien zatrzymać dla siebie. Nie tylko dlatego, że pewnych rzeczy nie wypadało chyba teraz mówić, ale też dlatego, że nie zgadzała się z priorytetami misji. Siedem dekad żył przekonaniem, że misja to świętość, bez względu na koszta, bez względu na życie innych i – zwłaszcza – bez względu na własne życie, które znajdowało się na samym końcu listy priorytetów. W końcu łatwo było poskładać go do kupy, a jeśli czegoś w tej kupie brakowało, można było dorzucić coś syntetycznego. Ale już wtedy, na Helicarrierze, wszystko się zmieniło, a w jego umyśle na nowo otworzyła się klapka z „Chronić Steve’a Rogersa za wszelką cenę”. To był najważniejszy z celów, a cała reszta… Cóż, wiedział, że Steve Rogers będzie ratował świat za wszelką cenę, więc wszystko się wyrównywało, prawda? Steve będzie ratował świat, a on robił to, w czym kiedyś był najlepszy – chronił jego plecy z cienia, pozbywając się każdego, kto w jakiś sposób mu zagrozi…
Tak, chroniłby plecy Jade. To potrafił, taka była jego rola, ale… Szczegóły tego jak, kiedy i kiedy nie wolał zachować dla siebie. Tak po prostu było chyba lepiej. Tak sądził.
Dlatego jedynie posłał jej jeszcze jeno nieco dłuższe, uważne spojrzenie, stojąc przez krótką chwilę przed zamkniętymi już drzwiami łazienki, zanim znów ruszył za nią, żeby zająć swoje miejsce w pobliżu Steve’a. I plecaka. Zostawił go obok Steve’a, wierząc, że to najlepsze miejsce, bo nawet jeśli ten z jakiegoś powodu zdecydowałby się tam zajrzeć, nie czytałby przecież jego notatek. A nawet jeśli… Przeżyłby to jakoś.
I jak, olśniło cię? – rzucił do Steve’a, licząc, że nie usłyszy nic na miarę „hej, rozbijmy sobie samolot i zamarznijmy na siedem dekad, to ocali świat!”, bo umieranie za świat już zaliczył i nie było fajnie.

Thor Odynson - Czw 03 Sty, 2019 16:06

Dwójka ptaszków wyszła... podobno pod prysznic. Nie było ich strasznie długo, a mimo, że próbowali zachować względną ciszę, Thor i tak wyłapał wystarczająco dużo, żeby wyobrazić sobie, co się tam działo.

Jego to jednak specjalnie nie obchodziło. Postanowił jednak zabezpieczyć się na wypadek "wpadki". Ponownie zwrócił się do Heimdalla. Tym razem po cichu... wiedział, że jego druh i tak usłyszy.

- Bracie, będę potrzebował Twojej pomocy. Po pierwsze, będziemy potrzebowali transportu w okolice, gdzie przebywa Mutant. Po drugie i o wiele ważniejsze. Jeśli zobaczysz, że sprawy wymykają się spod kontroli, spróbuj nas wydostać, a jeśli nie będzie to możliwe, sprowadź do nas Midgardzkich magów. Oni już wiedzą z czym walczą, może będą w stanie przyjść z odsieczą.

Tak, Thor w prawdzie był wielkim wojownikiem, ale wiedział również, że bez wsparcia Friggi, albo przynajmniej Lokiego w starciu z potężnym magiem, kontrolującym umysły, jego szanse nieco maleją. Miał w prawdzie potężny umysł, umiał się przynajmniej częściowo bronić, ale nawet jego można było omamić. O pozostałych członkach wyprawy nawet nie chciał myśleć.

Czekając na odpowiedź, zaczął poprawiać paski zbroi i zastanawiał się, czy nie wrócić jeszcze po hełm.

Mistrz Gry - Czw 17 Sty, 2019 14:03

Kapitan stał w milczeniu, przez dłuższą chwilę wpatrując się w tarczę, zanim ją założył. Malujące się na jego twarzy wątpliwości i determinacja nadawały jej bardzo nieprzyjemny wyraz.
– Bucky – odezwał się dość cichym głosem do przyjaciela, który, jako jedyny, był w stanie dostrzec strach pod maską determinacji, którą można by malować plakaty propagandowe na wojnę – osłaniaj mnie. –
Steve wziął głęboki wdech, poprawił tarczę i zwrócił się do całej trójki:
– Gdybym nie wiedział lepiej, powiedziałbym, że mamy do czynienia z niepojętym demonem, ale widzieliście jak działa Mistrz. Jest przebiegły i potężny, ale nie jest niepokonany. Byliście w szpitalu, widzieliście jego nadejście w Stark Tower. Wszystko wskazuje na to, że jest tylko magicznym nazistą. Ale po stronie wolnego świata także stoją magowie, potężni i zdeterminowani aby, tak jak my, chronić spokój obywateli i zapewnić im bezpieczeństwo. Jednak samego Mistrza dopadniemy później. Najpierw odbierzemy mu to, co zdobył swoją intrygą: musimy uratować profesora Xaviera. W międzyczasie Tony i pozostali Avengers powstrzymają kolejne knowania Mistrza. Nie jesteśmy sami w tej wojnie, ale ta misja należy do nas. Więc uratujmy dobrego człowieka i skopmy tyłki potworom. –

Podczas przemowy kapitana w pokoju pojawiła się tęcza, znak gotowego do drogi Bifrostu.
– Będę miał na was baczenie, książę. – Heimdall zapewnił Thora, może nie gwarantując spokoju, ale na pewno nieco ułatwiając planowanie misji.

//Bifrost przeniesie was do Doliny Królów, jednak nie bez problemów.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group