FAQ}FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Podjazd
Autor Wiadomość

Kurt Wagner 




Imię i nazwisko: Kurt Wagner
Pseudonim: Nightcrawler
Data urodzenia/Wiek: 16.03.1989r/24 lata
Zdolności: Nadludzka zwinność, Przyczepianie się do powierzchni (ścian itp),Zdolność teleportacji,wybitny szermierz, Niewidzialny w ciemności
Znaki szczególne: Liczne znamiona na plecach, żółte oczy, ciemnoniebieska skóra, po dwa palce u nóg, trzy u rąk, kły, ogon.
Urazy: Niechęć do swojego naturalnego wyglądu.
GXRA 2017
Dołączył: 09 Mar 2013
Posty: 285
Wysłany: Pią 19 Sie, 2016 10:00   

Alice wyglądała teraz na podekscytowaną z powodu swojej mocy ... cóż miła odmiana. Później wszedł Matt który jak widać nie przepadał za zapachem siarki. Już miał coś powiedzieć ale wyprzedziła go panna Carter.
- Bardzo chętnie ale zbyt się wyróżniam
Kurt zrobił dwa koki w tył i opuścił głowę, Miał rację, każdy zwróci uwagę na osobę z ogonem i niebieską skórą. Nie wspominając nawet o zdolności teleportacji i przyczepiania się do ścian. Później do trójki mutantów dołączył ... szop, do tego gadający. Wagner przetarł oczy ale dziwne zjawisko nie znikło.
-O jakiej reszcie mówisz?




 
 

Alice Carter 

Indestructible



Imię i nazwisko: Alice Jessica Carter
Pseudonim: AC [Ejsi]
Data urodzenia/Wiek: 01.10.1996r. / 16 roczek skończony 17 się zbliża :)
Zdolności: Regeneracja, Leczenie, Pamięć mięśniowa
Znaki szczególne: Płomiennorude kłaki
Urazy: Nie lubi samochodów
Dołączyła: 30 Maj 2015
Posty: 182
Wysłany: Sob 20 Sie, 2016 17:26   

Alice zrobiła kwaśną minę na słowa Kurta. Szkoda, chciała, żeby i on poszedł z nimi. Nim jednak zdążyła powiedzieć co wymyśliła, by ten jednak się skusił pojawił się Rocket jak zwykle coś do siebie mamrocząc.
-Cześć Rocket. - Przywitała kosmitę. -Jak tam idzie naprawa statku? - Zapytała z lekkim uśmiechem. Cała gromada Strażników Galaktyki była całkiem spoko. Drzewiec był słodki, Drax wymiatał, a zakochana parka niech robi do siebie maślane oczy. Szop z całego tego towarzystwa jakoś najmniej podobał się rudej. Nie to, że go nie lubiła czy coś... ciężko żeby AC kogoś nie lubiła. Może chodziło o specyficzne wypowiedzi, poczucie humoru i sposób bycia Rocketa. To w końcu przez niego ostatnio Drax wybił dziurę w ścianie, a potem było na nią, że go prowokuje.
-Nie widziałam tu nikogo ze Strażników. W zasadzie to ostatnio... w ogóle. Pochowaliście się gdzieś i was nie widać. - Odpowiedziała po chwili namysłu. Faktycznie, coś się porozchodziła ekipa, a szkoda. Kto wie czego mógł ją nauczyć Drax!!!

-Kurt. Nie marudź. Mam pomysł. Nie możesz cały czas siedzieć przecież w Instytucie jak w jakiejś klatce. Zdziczejesz nam tu. Słuchaj, jak się nie teleportujesz to nie ma dymu, ani zapachu siarki. Ogon możesz owinąć ciasno wokół pasa prawda... nie będzie go pod ubraniem widać dzięki temu. A zamiast płaszcza włóż bluzę z kapturem i gotowe. W najgorszym wypadku ktoś weźmie Cię za chudego, ciemnoskórego dresa. Zimno jest, nikogo nie zdziwi widok osoby idącej w dzień z kapturem naciągniętym głęboko na głowę. No i "cześć" też nikomu nie musisz dawać. - Zwróciła się znowu do Kurta wyrzucając z siebie niemal jednym tchem rozwiązanie by Diablik mógł też iść, a nie siedzieć tu sam jak palec.
- Jak nie masz bluzy z kapturem to pożyczę Ci którąś z moich. Nie jesteś wielkoludem więc powinna któraś pasować, mam małą kolekcję dużych, cieplutkich, czarnych bluz z kapturem. idealne na chłodne wieczory do herbaty i książki. - Chyba rudzi załączył się słowotok. No co, cieszyła się młoda na wyjście z kolegami, a tu jeden mówi, że za bardzo rzuca się w oczy. Trzeba było dać mu kompa w tyłek na zachętę.



Avki: ~1~~2~~3~~4~~5~~6~~7~~8~~9~

 
 

Little Boy
[Usunięty]



Wysłany: Sob 20 Sie, 2016 21:40   

Podczas, gdy jedni chcieli ze szkoły wyjść, inni chcieli do niej wrócić. I to bo po nie byle jakiej, bo po trzymiesięcznej nieobecności.
Podczas rozmowy na podjeździe pojawił się samochód, z którego wysiadły trzy osoby - niski, szczupły blondyn i dwoje dorosłych - najprawdopodobniej jego rodzice. Ci ostatni wysiedli tylko na chwilę, żeby uściskać syna - widocznie na pożegnanie. Potem po prostu odjechali, a nastolatek został na pojeździe sam, z walizką w ręku.
Nie czekając długo skierował swoje kroki do grupki zebranej przed bramą i lekkim niepokojem stwierdził, że zna dwie spośród zgromadzonych osób - kosmicznego pracza i... niestety Alice, które była jednym ze świadków jego eksplozji. Chłopiec miał nadzieję, że nie będzie musiał tak szybko gadać ze starymi (prawie) znajomymi, ale jak mus to mus. Ostatnie kilka miesięcy domowa psychoterapia przygotowywała go na takie spotkania, więc czuł, że chyba bardziej gotowy i tak nie będzie.

- Cześć wszystkim. Jestem Chris - powiedział podając dłoń do każdego oprócz Alice, po czym wziął wdech i z nią także się przywitał - cześć Alice, pamiętasz mnie? To ja wybuchłem w zeszłym roku na boisku szkolnym. Wróciłem do szkoły.
Może nie było to mistrzostwo świata w takcie, ale jak na upośledzonego społecznie trzynastolatka nie wypadło chyba tak znowu najgorzej. Przynajmniej taką nadzieję miał Chris.
 
 

Star-Lord 

I'm half-Terran




Imię i nazwisko: Peter Jason Quill
Pseudonim: Star-Lord
Data urodzenia/Wiek: 4.02.1980 || 33 lata
Zdolności: walka, strzelanie, pilotaż, kradzieże || zwiększona wytrzymałość
Znaki szczególne: kilkudniowy zarost, czarujący uśmiech, zawsze ma przy sobie walkmana
Urazy: kilka siniaków oraz otarć, skaleczenie na czole
Dołączył: 23 Sty 2016
Posty: 83
Wysłany: Nie 21 Sie, 2016 17:06   

Peter podążał za małym futrzastym tropicielem śladów chodzącego drzewa. Słyszał skrzypiące w śniegu kroki Draxa za swoimi plecami. Już miał się odgryźć na kąśliwą uwagę Rocketa, kiedy trafili na małe zgrupowanie na podjeździe. Quill co prawda tropicielem nie był, ale po kilku krokach potrafił już odróżnić wielkie ślady Groota od innych i aż wewnętrznie się skrzywił, kiedy zobaczył, że prowadzą one poza bramę. Zachciało im się wycieczek. Jak ich rząd złapie, to w ogóle stąd nie odlecimy, pomyślał kwaśno.
- Sorry, ale nie mamy czasu na kurtuazyjne pogaduszki. Macie tutaj jakieś pojazdy do pożyczenia? Samochód? Duży najlepiej. Van na przykład.
Cholera wie czym teraz Terranie jeździli. Coś tam mgliście mu przebłysnęło na temat posiadania, czy też w jego przypadku braku prawa jazdy, ale był przekonany, że ogłuszenie z blastera będzie wystarczającym dowodem dla tutejszego Nova Corps, że skoro potrafi latać statkiem kosmicznym, to żaden papierek na terrańskie pojazdy mu nie jest potrzebny.




 
 

Kurt Wagner 




Imię i nazwisko: Kurt Wagner
Pseudonim: Nightcrawler
Data urodzenia/Wiek: 16.03.1989r/24 lata
Zdolności: Nadludzka zwinność, Przyczepianie się do powierzchni (ścian itp),Zdolność teleportacji,wybitny szermierz, Niewidzialny w ciemności
Znaki szczególne: Liczne znamiona na plecach, żółte oczy, ciemnoniebieska skóra, po dwa palce u nóg, trzy u rąk, kły, ogon.
Urazy: Niechęć do swojego naturalnego wyglądu.
GXRA 2017
Dołączył: 09 Mar 2013
Posty: 285
Wysłany: Pią 26 Sie, 2016 13:56   

Kurt parsknął śmiechem, wyobraził sobie siebie jako "ciemnoskórego dresa" niestety musiał na to przystać bo AC nie dałaby mu spokoju. Dziewczynie chyba załączył się słowotok bo nie mogła przestać mówić. Uśmiechnął się do niej.
-Niech będzie, pójdę z tobą.
Później pojawił się jakiś chłopak, wyglądał na trzynaście/czternaście lat. Przedstawił się jako Chris i chyba znał Alice. Wspomniał też coś o wybuchaniu na boisku, oby tego nie powtórzył tutaj.
-Kurt Wagner - przedstawił się chłopakowi
Pojawiła się też kolejna osoba, mężczyzna który od razu zażądał samochodu. To był jeden z piątki która rozbiła się ostatnio w ich ogrodzie. Gość albo nie grzeszył kulturą albo mu się gdzieś bardzo śpieszyło.
-Samochód? Spytaj Logana, ja z nich nie korzystam.
Zaczynało się tu robić ciasno więc złapał Alice za rękę i zniknął. Musiał się przebrać a później zabrać AC do Nowego Yorku.


//zt do pokoju Kurta




 
 

Alice Carter 

Indestructible



Imię i nazwisko: Alice Jessica Carter
Pseudonim: AC [Ejsi]
Data urodzenia/Wiek: 01.10.1996r. / 16 roczek skończony 17 się zbliża :)
Zdolności: Regeneracja, Leczenie, Pamięć mięśniowa
Znaki szczególne: Płomiennorude kłaki
Urazy: Nie lubi samochodów
Dołączyła: 30 Maj 2015
Posty: 182
Wysłany: Pon 29 Sie, 2016 11:54   

Na podjeździe wręcz zaroiło się os ludzi. Najpierw pojawił się Szop, potem Quill, a tu ni z tego ni z owego pojawia się Chris. Odpowiedzią Peterowi zajął się ktoś inny... ona z resztą nie byłaby w stanie mu pomóc. Raz - nie lubiła samochodów i nie wiedziała czy w Instytucie są takie do "wypożyczenia" a dwa całą jej uwagę na tą chwilę zabrał Little Boy.
Chłopiec przywitał się i bardzo bezpośrednio przypomniał jak ostatnio widział się z Alice. Jak mogłaby zapomnieć. Nastolatek, który jak reaktor jądrowy rozgrzał się i otoczenie do czerwoności zwiastując rychły wybuch. Chyba nigdy nie zapomni tego jak nauczyciel zrobił coś w rodzaju kokonu w koło chłopaka, jak przestraszył go tym ostatecznie i jak oboje wylecieli w powietrze metr przed jej twarzą.

AC uśmiechnęła się szeroko. Po raz pierwszy od dłuższego czasu, promiennie i szczerze, z prawdziwą radością. Przytuliła chłopaka. Ten gest chyba wyrażał więcej niż tysiąc słów. Młody wspominał, że się po takim wybuchu zregeneruje, ale minęło tyle czasu... Alice traciła nadzieję, że Chris faktycznie jest w stanie przeżyć coś takiego, a tu nagle! Proszę bardzo! Cały i zdrowy wysiada z auta, żegna się z rodzicami i wraca do Instytutu. Ruda naprawdę się cieszyła.
-Dobrze Cię widzieć w jednym kawałku. - Przywitała się i ona, kiedy w końcu go puściła.

Nim zdążyła cokolwiek więcej powiedzieć Kurt złapał ją za rękę i w gęstym obłoku oboje zniknęli.

<zt za Kurtem>



Avki: ~1~~2~~3~~4~~5~~6~~7~~8~~9~

 
 

Matthew Redman 

Mów do mnie Dom




Imię i nazwisko: Mattew Redman
Pseudonim: Świetlik, Matt
Data urodzenia/Wiek: 17.02.1995/ 17 lat
Zdolności: Manipulacja Świetlikami (małymi kulami ognia)
Dołączył: 07 Lut 2015
Posty: 791
Skąd: Mysłowice
Wysłany: Wto 30 Sie, 2016 21:41   

Matt bywał bezpośredni? No cóż, w bidulu trzeba często walczyć o swoje. Między innymi będąc boleśnie szczerym. Zresztą, w tak dużej "rodzinie" ukrywanie braku sympatii nie przejdzie. Za dużo dzieciaków, za mało miejsca. Zresztą, tamtejsze dzieciaki rzadko brały do siebie różne przytyki. Więc taka szczerość była dla niego kompletnie naturalna.
-Aaa...to siarą tam wali! No cóż, to dużo wyjaśnia. Wiesz, ja tam od dłuższego czasu w inny sposób bawię się zapałkami. Myślisz, że skąd moja ksywka?


-Świetny pomysł! Im nas więcej tym lepiej! - Przyklasnął propozycji dziewczyny.

-Reszty? Jakiej resz... - Nie dokończył chłopak widząc, kto ich zaczepił. Szop Pracz, chodzący na dwóch nogach i ubrany w brązowy kombinezon. Szara, wielka góra mięśni. I jakiś facet. - Yyy... Zaraz, to TO gada?

Zdziwień nie było końca. Z słów Alice wyglądało, że zna tą ekipę. I że to jacyś "Strażnicy"... Kolejni mutanci? Nie wyglądali jak reszta w szkole. Nawet ten cały Kurt wyglądał normalniej niż oni.

Kolejna osoba się zjawiła... I kolejne zdziwienie.
-Zaraz... Co to znaczy" wybuchnąłem? - przeniósł zdziwione spojrzenie z młodego na AC... Która właśnie zniknęła w chmurze dymu i smród. - No to tyle z tłumaczenia... Chris, tak? Powiesz mi, o co chodzi? Bo ja już się gubię. Gadający Szop, znikający wśród siary niebieski stworek, "wybuchowy" chłopak... O co kaman?

W tym momencie po okolicy rozległ się dźwięk muzyczki towarzyszącej śmierci Mario. Tak, tego z Super Mario Bros. To SMS do Matta.
-Nie wiem, jak u ciebie, ale u nas to auta trzyma się w garażu. A w cosplaye bawi się na konwrntach, albo w lasach, a nie w szkole. - Odpowiedział na pytanie Quilla - A co tam znajdziesz? Nie wiem, ja i tak pewnie na stopa jadę. A właśnie. Nie ma ktoś chęci przejechać się do Wielkiego Jabłka? - To pytanie było skierowane do Malucha. Matt i tak za długo w szkole siedział. Plus Margo udało się Aleksandra wyciągnąć... No cóż, trzeba było się ruszać.
  
 
 

Little Boy
[Usunięty]



Wysłany: Wto 30 Sie, 2016 22:06   

Reakcja Alice bardzo ucieszyła Chrisa. Przed powrotem do szkoły ciągle się bał, że jak wróci, to zrobi się dziwnie. Czasem nawet miał koszmary. Często śniła mu się Lucy, która witała się z nim, potem zamieniała się dinozaura i odgryzała mu głowę. Albo witała się z nim, zamieniała się w dinozaura i przegryzała go na pół. Albo witała się z nim, zamieniała się w dinozaura i odgryzała mu obie nogi. W sumie, to miewał niemal wyłącznie sny, w których Lucy się z nim witała, zamieniała się dinozaura i odgryzała mu coś. Nie były to miłe sny.
Ale Alice trochę go uspokoiła. Ucieszyła się na jego widok, więc istniała szansa, że nikt nie miał zamiaru odgryźć mu głowy.
Kiedy go przytuliła, od odwzajemnił uścisk i zdołał powiedzieć tylko:
- Dzięki - a Alice zniknęła gdzieś z Kurtem.

Potem zrobiło się troszkę mniej miło. Chris nie bardzo wiedział jak reagować na bezpośrednie zachowanie Matta. Little Boy był zamknięty - i to nie "raczej zamknięty" - był po prostu pozamykany na 4 spusty i nikogo nie wpuszczał (ale miał plan to zmienić). Od wybuchu minęło już bardzo dużo czasu, a po wizycie w domu czuł, że podobne wydarzenia już nie będą miały miejsca.
- No nie wiem, jak nazwać to inaczej. Jakaś dziewczyna na boisku zmieniła się w dinozaura i ryknęła mi prosto do ucha. No i wtedy się przestraszyłem i eksplodowałem i w sumie gdyby nie ten pan, który zamienił się w metal i zrobił wokół mnie taki płaszcz, to pewnie napromieniowałbym szkołę i całą okolicę, bo wtedy nie kontrolowałem nawet emisji, więc pewnie było radioaktywnie.
Ale ostatecznie chyba nic się nie stało. Znaczy nawet nie wiem, bo potem leżałem kilka miesięcy na boisku w cząstkach i się składałem, a potem rodzice zabrali mnie do domu, żeby mnie trochę lepiej przygotować do życia z ludźmi
- rozgadał się Chris, ale zaraz zdał sobie sprawę, że przesadza, więc uśmiechnął się i odpowiedział na pytanie Matta:
- Ale teraz? Musiałbym zostawić bagaż, ale wydaje mi się, że mogę się przejechać. Tylko czy to nie jest zakazane?
 
 

Matthew Redman 

Mów do mnie Dom




Imię i nazwisko: Mattew Redman
Pseudonim: Świetlik, Matt
Data urodzenia/Wiek: 17.02.1995/ 17 lat
Zdolności: Manipulacja Świetlikami (małymi kulami ognia)
Dołączył: 07 Lut 2015
Posty: 791
Skąd: Mysłowice
Wysłany: Pon 05 Wrz, 2016 12:45   

Jeżeli Młody już czuł się nie pewnie w towarzystwie Matta, to jest dla niego jedna drobna rada. "Zabieraj nogi za pas". Świetliki miał swoje własne podejście do życia, świata i ludzi. Był otwarty, często szczery do bólu, nie przejmował się zbytnio konwenansami (zresztą, jakby ktoś go spytał o konwenanse, to pewnie odpowiedział by coś w stylu "Nie, dziękuję, nie lubię chińskiej kuchni"). Często bywał też egoistą. Liczyło się przede wszystkim dobra zabawa i wolność. A reszta? Reszta była na dalszym planie.

-Dziewczyna zmieniła się w dinozaura... Nie będzie to Lussy? W sensie Zwierzak? W sensie ten dinozaur nie był czasem cały czarny? Musisz jej wybaczyć. Ma swoje poczucie humoru i bankowo nie chciała cie przestraszyć... No dobra, nie, że przestraszyć. Nie chciała ci nic zrobić.... No dobra, nie, że nic zrobić. Chciała się tylko powygłupiać.
-A co do radioaktywności... To nawet szkoda. Pewnie by budę zamknęli na kilka dni, mielibyśmy wolne i brak zajęć czy zadań domowych.
- Cały Matt. Po co widzieć złe konsekwencje, jak można założyć różowe okulary i udawać, że świat jest w kolorach tęczy?

-No jak nie teraz, to kiedy? Z tego co wiem, to oni - wskazał ruchem głowy kosmitów - Nie są z kadry, zresztą zaraz gdzieś lecą... Znaczy się jadą. Innych belfrów tutaj nie ma... A czego oko nie widzi, tego sercu nie żal. Zresztą, widzisz tu gdzieś tabliczkę "zakaz wyjścia"? No ja też nie. A co nie jest zabronione, jest dozwolone. A co zabronione, to dozwolone, póki cie nie złapią. Więc leć na górę z rzeczami, wskakuj szybko w dres i idziemy do parku biegać. Poznasz tam parę fajnych ludzi. Pomóc co z tą teką? - Ponaglił chłopaka, nie mogąc się doczekać opuszczenia murów szkoły. Nie, żeby mu się tu wybitnie nie podobało, ale to była SZKOŁA. A jak wszem i wobec wiadomo, szkoła to zło i smuty i nudy, i nie ma wolności i krzyczą, jak skaczemy z drugiego piętra na trawę.
 
 

Little Boy
[Usunięty]



Wysłany: Pon 05 Wrz, 2016 19:52   

W sumie chłopak był w pewnym sensie podobny do Chrisa - też gadał trochę bez ładu i składu. Tylko Krzyś gadał rzadko, a Matt zdawał się nie zamykać. No i Little Boy nie należał do osób, które realizowały wszystkie pomysły, które wpadną mu do głowy - raczej myślał o czymś, a potem wydawało mu się to tak szalone, że się tego bał. Ale chciał się zmienić. Pani psycholog mówiła mu, że musi podejmować ryzyko. Więc zdecydował, że to zrobi.

- No to chyba Lussy - odpowiedział chłopiec, chciał jeszcze dodać, że szkołę mógłby napromieniować nawet teraz, ale obawiał się, że Świetlik weźmie jego żart zbyt poważnie.
Jak mógłbyś mi pomóc, to byłoby fajnie. Tylko, że ja chyba najpierw muszę iść do pana Xaviera, żeby dał mi jakiś pokój albo coś, bo raczej mój został wyczyszczony, no i ktoś powinien wiedzieć, że tu jestem. Bez sensu tak włazić i nikomu nie mówić, prawda? - spytał malec. Trochę się obawiał, że Mattowi nie będzie chciało się czekać i pójdzie bez niego, a to byłoby raczej smutne, znaczy nie chodziło o to, że Chris był jakimś buntownikiem i szaleńcem, ale perspektywa wyjścia na miasto bez rodziców (w sumie bez nikogo odpowiedzialnego blisko) przerażała go tak bardzo, że chciał spróbować.
"Już nie wybucham, więc chyba nic BARDZO złego nie może się stać"
- To zaprowadzisz mnie do pana Xaviera, czy nie masz ochoty? - spytał starając się, żeby jego mina wyglądała tak żałośnie, żeby Świetlik pomógł mu z czystej litości ("No co? Mały, chudy blondynek z wielkimi smutnymi oczami wzruszą każdego.")
 
 

Rocket 





Imię i nazwisko: 89P13
Pseudonim: Rocket Raccoon, Rocket, Creepy Little Beast, Ranger Rick, Vermin, Rodent, Hamster
Data urodzenia/Wiek: nieznany
Zdolności: ponadprzeciętna siła, zwinność i intelekt | strzelec wyborowy | spec od sprzętu wielorakiego | multilingwista
Znaki szczególne: wygląda jak cholerny SZOP
GXRA 2017
Dołączył: 23 Sty 2016
Posty: 63
Wysłany: Pią 09 Wrz, 2016 19:55   

- No... reszcie. Zielonoskóra kobieta i chodzące drzewo - uściślił, orientując się, że właściwie nikt oprócz Alice nie spotkał ich wcześniej. W roztargnieniu całkiem zapomniał o tym szczególe. Trudno, Gam i Groot pewnie wymknęli się tak, by nikt nie zauważył, pytanie było wręcz zbędne.
- Cześć ruda, dość opornie - odparł machinalnie Rudej. Myślał o czymś całkiem innym, jak na przykład ile kilometrów mogła przejść już Zielona. Bo, że Drzewiec, mimo wyglądu, potrafił poruszać się nadzwyczaj szybko, wiedział od dawna.
- Garaż? - To słowo zwróciło jego uwagę. - Super, wiem gdzie to. Może nawet uda się uruchomić któregoś z tych gruchotów! - krzyknął, biegnąc już do wspomnianego miejsca. Jeśli dzięki temu szybciej odnajdzie przyjaciela, to nie zamierzał czekać aż Quill załatwi formalności.


zt// Garaż
 
 

Matthew Redman 

Mów do mnie Dom




Imię i nazwisko: Mattew Redman
Pseudonim: Świetlik, Matt
Data urodzenia/Wiek: 17.02.1995/ 17 lat
Zdolności: Manipulacja Świetlikami (małymi kulami ognia)
Dołączył: 07 Lut 2015
Posty: 791
Skąd: Mysłowice
Wysłany: Sob 10 Wrz, 2016 16:43   

No bez przesady... Mattowi zdarzało się nie odzywać! I to nawet nie tylko podczas snu! Zazwyczaj trzymał język za zębami, gdy stawał oko w oko z wielkimi, łysymi "karkami", którym nie odpowiadało jego luźne podejście do życie i "trzeba go naprostować". W końcu łatwiej się ucieka, gdy nie wygłaszasz monologów, co nie?

-Do Łysego? A niby po co? Po pierwsze primo, jak Ci wysprzątali pokój, to chyba nawet dobrze, co nie? Się do świeżego pokoju wprowadzasz. Po drugie primo, jak Ci nie pasuje, to u mnie panuje "swojski porządek". Po trzecie secundo: ja wiem, że jesteś. Al i ten niebieski też. I Strażnicy wiedzą. Jak Strażnicy wiedzą, to chyba już nikt więcej nie musi wiedzieć! - No bo przecież po co się czymkolwiek przejmować? A przynajmniej tak rozumował Świetliki. - No... Więc dawaj walize i mów, gdzie idziesz. Do siebie czy do mnie.

-Tje! Obcy! Jak będziecie nas mając, to załapiemy się na podwozkę? Czy nie koniecznie? - Rzucił za odchodzącym Rocketem, lecz zaraz odwrócił się do Quilla, jakby podświadomie wyczuwając, że to od niego najszybciej doczeka się odpowiedzi.
 
 

Little Boy
[Usunięty]



Wysłany: Sob 10 Wrz, 2016 17:35   

- Eee, no to może na razie rzeczywiście zostawię walizkę u Ciebie, a jak wrócę, to porozmawiam z panem Xavierem - podjął dezycję Krzyś, chociaż postawa Matta wydawała mu się dalece odbiegająca od norm i budziła w nim niepokój.
"Co się może stać? To tylko miasto, a w razie czego chyba zawsze można pójść na policję albo coś. Przecież ktoś chyba pilnuje tych wszystkich ulic."

Tak więc Krzysio wziął swoją walizkę i zaczął ją toczyć do ośrodka mając cichą nadzieję, że jednak jakiś nauczyciel go zobaczy. Bał się, będzie miał problemy za to, że nikomu nie zgłosił swojego powrotu.

- Prowadź - rzucił tylko, a potem ruszył do szkoły za Mattem cały czas mając przeczucie, że to może skończyć się słabo.

// do pokoju Matta razem z Mattem zresztą
 
 

Sway 





Imię i nazwisko: Sara Wayland
Pseudonim: Sway
Data urodzenia/Wiek: 25 grudnia 1981, 31 lat
Zdolności: Uzdrawianie, manipulacja pamięcią, niewidzialność
Dołączyła: 22 Lip 2007
Posty: 1472
Skąd: Tucson, Arizona
Wysłany: Pon 10 Paź, 2016 22:03   

// Ulice NY

Zaparkowała na podjeździe, ale bliżej garażu, by nie zastawiać nikomu drogi. Zgasiła silnik i przez chwilę siedziała w aucie myśląc o szalonym wieczorze i nocy. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżyła i trochę żałowała, że się skończyło i że na pewno już nie spotka Niesamowitego Klausa, jak to w myślach ochrzciła. Zresztą jak mogłaby nazwać kogoś, kto miał tak piękny głos? Westchnęła i wysiadła. Odruchowo zamknęła samochód i udała się do swojego pokoju przebrać się zanim przepatrzy lodówkę za czymś do zjedzenia. Alkohol zdecydowanie wzmagał jej apetyt.

//pokój Sway




 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 889
Wysłany: Sob 15 Paź, 2016 06:33   

//z t. Flat Rock Forest. Jane i Helion

Podróż powrotna odbyła się bez niespodzianek. Nikt ich nie gonił, nikt do nich nie strzelał, nikt nie próbował pocałować Jane (a przynajmniej nikt jej nie zbudził pocałunkiem... Jeszcze).
Julian prowadził pojazd szybko, pewnie i bezpiecznie. Nawet pomimo tego, że kierować uczył się od Wolverina, który jak wiadomo ma specyficzne podejście do kwestii bezpieczeństwa.

Jane, ewidentnie wykończona wrażeniami sposobem, w jaki wykorzystała moc, nie obudziła się nawet wtedy, gdy ich czarny SUV zatrzymał się na podjeździe przed szkołą. Także słowa jej "przyjaciela" nie zdołały wyrwać dziewczyny z objęcia Morfeusza.
-Hej, Słonko. Pobudka. No nie mów, że jesteś taką księżniczką, że trzeba cie do łóżka zanieść! Eh... Mam nadzieję, że zobaczy nas na tyle dużo osób, że nie będziesz miała wyjścia i będziesz musiała mi się odwdzięczyć. - Powiedziała Helion, wziął Jane na ręce i zaniósł do pokoju. Jednocześnie korzystając z swoich zdolności telekinetycznych zajął się odpowiednio ich ekwipunkiem.

/z.t. Pokój Jane



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Asmo
[Usunięty]



Wysłany: Pią 09 Gru, 2016 15:09   

Poczekał aż nauczycielka usiądzie na ławce, by chwilę później spocząć tuż obok niej, delektując się świeżym powietrzem jakie mieli tutaj mieszkańcy instytutu. Wciąż myślał, jak wytłumaczyć wszystko profesorowi, wszak jego pomysł był szalony, ale czy geniusz nie ociera się o szaleństwo? Warto sprawdzić tą tezę, w szczególności że od tego zależą życia niektórych mutantów.
-Myślę że z miłą chęcią zostanę przy tym Jess. Mi możesz mówić Asmo, by nie recytować tej jakże długiej całości. Bardzo mi miło Jess. - Odparł uprzejmie.
-Czym się tutaj zajmujesz, jeśli mogę wiedzieć?- Zapytał, by jakoś pociągnąć konwersacje.
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 889
Wysłany: Pią 09 Gru, 2016 17:14   

- Asmo - wypowiedziała jego imię jakby było słodką czekoladką, którą się delektuje, a może i był, bo któż wiedział, co kobiecie mogło chodzić po głowie, a znana była z oryginalności.
- Uczę chemii oraz biologii. Zajmuje się też ogrodem z uwagi na moje zdolności - odpowiedziała. - A także otwieram drzwi tajemniczym przystojniakom o niezwykłych imionach - dodała bez cienia zażenowania z nim flirtując.
Była w końcu Szkotką, nie będą więc jej jakieś dziwne konwenanse pętały. Doskonale zresztą była świadoma faktu, że jej niewyparzony jęzor odstrasza mężczyzn, a zwłaszcza nadmierna i bardzo bezpośrednia szczerość.
- A ty? Co porabiasz na co dzień? - zapytała, autentycznie zainteresowana odpowiedzią.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Storm 

The Goddess of Weather




Imię i nazwisko: Ororo Munroe
Pseudonim: Storm
Data urodzenia/Wiek: 14.02.1975 / 38 lat
Zdolności: Atmokineza, lewitacja i widzenie oraz swoiste panowanie nad energią (dzięki atmokinezie). Ponadprzeciętna siła. Odporność na zdolności telepatów.
Znaki szczególne: Białe włosy sięgające ramion
GXRA 2015
Dołączyła: 20 Lip 2007
Posty: 4013
Wysłany: Pią 09 Gru, 2016 21:52   

// z cerebro

Miała teraz trochę rzeczy na głowie. Charles mocno ją zaskoczył swoimi postanowieniami. Nadal miała być dyrektorką? Nie chciała tego stanowiska, ale pełniła je ze względu na niego, bo jak mogłaby odmówić przyjacielowi, szczególnie teraz, gdy rzeczy miały się tak kiepsko? Nie potrafiła przejrzeć zamiarów Xaviera, a czuła, że ten nie mówił jej wszystkiego. Musiała w niego wierzyć, jak zawsze. Jeżeli jej zadania są w stanie pomóc w wykonaniu przez niego misji, to była na to gotowa, choć wolałaby, aby Charles się nie narażał, nie chciała go znów stracić.
Teraz jednak zmierzała w stronę podjazdu, bo w pierwszej kolejności chciała zająć się osobą Asmo. Dwóch członków bractwa w Instytucie? Trzech licząc Pietro, ale go jego obecności mogła jeszcze przywyknąć, sytuacja jednak robiła się nieciekawa, albo z Bractwem było już naprawdę źle. Wolała jednak zachować ostrożność. Szybkim krokiem zbliżała się do dwójki siedzącej na ławce, rozpoznając z kobiecie Jessmine, uśmiechnęła się lekko i skinęła głową.
- Ty zapewne jesteś Asmo? Ororo Munroe, dyrektorka Szkoły dla Utalentowanej Młodzieży. Profesor poprosił mnie, żebym z tobą porozmawiała. - zerknęła na Jessmine. - Możesz nas zostawić, wszystko jest w porządku, Jess.
Chyba. Mam taką nadzieje. Odetchnęła lustrując mężczyznę. Charles prosił, by była wyrozumiała, ale nie mogła pominąć faktu, iż jako dyrektorka byłą odpowiedzialna za bezpieczeństwo rezydentów, a to, co ostatnio się działo w Instytucie było co najmniej niepokojące. Nadal też była w trakcie przystosowania się po wybudzeniu ze śpiączki i choć powiedziała Charlesowi, że wszystko jest w porządku, wiedziała, że potrzebuje jeszcze czasu. Najlepsze do tego było jednak działanie i na tym się skupiła.
- Co sprowadza tutaj Bractwo? Czyżby kłopoty?
Nie chciała być ironiczna ani niemiła, niestety nie mogła się powstrzymać przed lekką uszczypliwością. Jej podejrzliwość była jednak uzasadniona, przynajmniej do momentu, aż Asmo nie udowodni, iż Ororo o nic martwić się nie musi z jego strony.


//dopisek MG//

Kiwnęła głową Storm, że rozumie. Zresztą krótka rozmowa z Asmo przekonała ją, że nie jest zagrożeniem.
- Jakbyś potem mogła trochę podlać ogródek warzywny, to będę wdzięczna - powiedziała do Ororo i odwróciła się do Asmo. - Miło było poznać.
Uśmiechnęła się do niego i wróciła do inspekcji bluszczu na murze.




 
 

Asmo
[Usunięty]



Wysłany: Nie 11 Gru, 2016 01:04   

-Często miewasz takich tajemniczych gości, o niezwykłych imionach? - Twarz zgięła mu się w radosnym uśmiechu, pokazując śnieżnobiałe zęby. Założył nogę na nogę, starając się wciąż ignorować delikatne pieczenie na jego ramieniu, które mimo wszystko upodobał sobie Artho. A może ptak robił to specjalnie, by francuz pamiętał o priorytecie sprawy, z którą przyszedł?
-Bacząc na moją wiedzę i doświadczenia zawodowe, można śmiało stwierdzić że jestem Alchemikiem.- Chyba nawet spodziewał się wyśmiania, ponieważ dziedzina ta była już dawno zapomniana. Można powiedzieć że chemia i biologia była jej dziecmi. Cóż za zbieg okoliczności. -Hobbystycznie jestem obserwatorem. - Już nawet nie zamierzał mówić o lepkich rękach, które tak naprawdę były jego jedynym zródłem zarobku.

Gdy Storm podeszła do nich, stanął na równych nogach i wyciągnął w geście przywitania rękę, by ewentualnie za jej zgodą obdarować skórę jej dłoni dżentelmeńskim podarunkiem.
-Asmodeusz Christopher du Paris. - Wskazał na swoje ramie, gdzie siedziała biała papuga. - I Artho. Mój towarzysz. - Z twarzy francuza nie schodził ten serdeczny uśmiech, a żaden uczeń patrząc na jego twarz, nie śmiałby zarzucić że ten, jest członkiem jakże złego bractwa Mutantów. -Oh droga panienko Ororo, z racji kultury nie oznajmię że twoje przedstawianie jest na daremno... Czyż Charles nie uprzedził Cię, że znam Cię od momentu w którym próbowałaś go okraść*? Lub nie patrzył tak głęboko w me myśli. Na jego miejscu też odczuwał bym dyskomfort, przeżywając tyle stuleci w jedną chwilę.- Mówił o przeżywaniu stuleci, a jednak głos nawet mu nie zadrżał, co mogło oznaczać tylko że jest świetnym kłamcą, lub rzeczywiście przeżył tyle, na ile nie wygląda. Mogło być to zdziwieniem, spoglądając na to że Logan był najstarszym mutantem w szkole.
-Tak Jess, ja również uważam że wszystko jest w porządku. Gdyby coś miało nie być w porządku, profesor by mnie zatrzymał, prawda? - Już z nutką większej powagi dopowiedział. Tajemnicą było, jak zachowują się ludzkie umysły, kiedy czas przestaje istnieć, ale więź, która łączyła członka bractwa z prawdziwym dyrektorem szkoły, uprzedziła by poczynania Asmodeusza nim ten wszedł by na teren ośrodka.
-Cóż sprowadza tutaj Bractwo? A skądże ja to mam wiedzieć panienko? Jako swoja skromna osoba, mogę wiedzieć tylko o swoich zamiarach. Skłamałbym jednak, mówiąc że żaden problem nie naciska na me barki, a wizyta jest stricte towarzyska. Potrzebuję wsparcia w swoich badaniach, a na dobrą sprawę potwierdzenia tezy - by móc stawić czoła kosmatemu w postaci Sinistra. - Jej uszczypliwość została zignorowana. Będąc cierpliwą osobą, o ile nie jedną z najcierpliwszych na globie ziemskim, nie miał w zwyczaju nawet zwracać uwagi na tak "karygodne" jego zdaniem zachowania. Nawet ciche westchnięcie nie wyrwało się z jego ust, by przypomnieć Ororo jak dziecinnie zachowała się, bacząc na aktualnie reprezentowaną funkcję w Istytucie. Jego głos był lekki, spokojny, a nawet można określić że kojący zmysły.


*Asmodeusz jako obserwator wykazuje się niebywałą wiedzą o niemalże każdej postaci kanonicznej.
 
 

Storm 

The Goddess of Weather




Imię i nazwisko: Ororo Munroe
Pseudonim: Storm
Data urodzenia/Wiek: 14.02.1975 / 38 lat
Zdolności: Atmokineza, lewitacja i widzenie oraz swoiste panowanie nad energią (dzięki atmokinezie). Ponadprzeciętna siła. Odporność na zdolności telepatów.
Znaki szczególne: Białe włosy sięgające ramion
GXRA 2015
Dołączyła: 20 Lip 2007
Posty: 4013
Wysłany: Nie 11 Gru, 2016 14:47   

Jej niezbyt przychylne podejście do Asmodeusza było do przewidzenia. Nie znała go, a był on członkiem Bractwa, to oczywiste, iż zachowywała daleko idącą ostrożność, nawet pomimo słów profesora, by Ororo była wobec niego wyrozumiała. Ufała Charlesowi, ale czasem nie pojmowała jego łatwowierność i fakt, jak bardzo chciał każdemu zaufać. To jednak przez wzgląd na słowa przyjaciela postanowiła mimo wszystko odnieść się do przybysza na tyle uprzejmie, na ile było to możliwe, z delikatnym zaznaczeniem, iż nie do końca jest przekonana co do jego niezapowiedzianej wizyty. Jeżeli przekona ją, że jest inaczej, z pewnością zmieni nastawienie.
Asmo jak widać był zwolennikiem staromodnych manier i choć Storm nie zamierzała się poddać temu urokowi dżentelmeńskiego zachowania i tak była pod wrażeniem kultury jaką reprezentował.
- Miło mi poznać. - powiedziała uprzejmie, choć sama nie wiedziała ja ile "miło" rzeczywiście będzie.
Dość specyficzne imię posiadał, ale na razie nie zamierzała w to wnikać, bo nie to było tu sprawą najważniejszą. Jego kolejne słowa wprawiły ją jednak z konsternację i zakłopotanie. Nie ukrywała tego.
- Co? Skąd ty...? - patrzyła na mężczyznę ze zdziwieniem na twarzy. - Charles nic mi nie mówił.
Była zakłopotania? Oczywiście że tak. Asmo ją zaskoczył takim szczegółem z jej życia, o którym raczej nie wiedział praktycznie nikt. To mogłoby wytrącić z równowagi każdego. Był jasnowidzem jak Margo? A może kimś innym? Ciężko było jej powiedzieć. Otrząsnęła się i spojrzała na mutanta uważniej.
- Profesor obecnie jest poza zasięgiem niestety. Z racji, iż pełnię rolę dyrektorki tej szkoły, odpowiadam za nią i za jej mieszkańców. Jeżeli jednak twoja wizyta rzeczywiści nie zagraża nikomu, a Charles ci w jakiś sposób ufa, jestem gotowa wysłuchać, co też sprowadza się do nas.
Na wzmiankę o Sinisterze jej zdziwienie jeszcze mocniej wzrosło. Czyżby Bractwo wpadło w kłopoty?
- Sisnister znów zrobił jakiś ruch? - zacisnęła mocno usta tłumiąc negatywne emocje. - Dobrze, chętnie wysłucham cię w jakiś dogodniejszych warunkach, a jak wróci profesor to przekażę mu informację, albo ty to zrobisz. I proszę mówi mi Ororo.
Tak na koniec tylko dodała, bo nazywanie ją "panienką" było co najmniej dziwne. Trzeba powiedzieć, że Asmo zwrócił już jej uwagę. O ile nie przepadała za Bractwem to Sisnister też nie miał zbyt dobrej opinii i zagrażał każdemu, choć niestety Storm nie wiedziała o nim wiele. Teraz jednak ciekawiło ją, co za problem przywiał aż tu członka Bractwa.




 
 

Asmo
[Usunięty]



Wysłany: Wto 13 Gru, 2016 22:31   

Z trudem pohamował chęć poklepania Storm po ramieniu, w reakcji na jej dezorientację. Westchnął tylko ciężko i klepnął swoimi obwieszonymi biżuterią dłońmi o swoje uda.
-Ororo, czy też Dyrektorko Ororo... Gdybym chciał zniszczyć instytut, to czy byłbym tutaj? Jestem pewien, prawie pewien że profesor uprzedził Cię lepiej, niż twierdzeniem: Idz do tego gościa.- Wpatrywał się w nią swoimi błękitnymi oczyma, a kamienna twarz mało co zdradzała. Czyste ucieleśnienie spokoju. Tylko ptak na jego ramieniu wykonywał delikatne ruchy, czując się niepewnie w tym miejscu.
-Rozumiem twoje zmartwienie, choć jest całkowicie niepotrzebne. Charles wie, jakimi umiejętnościami dysponuję, a w czym jestem lichy.- Zaraz po jego wypowiedzi czas stanął, a kobieta w całym swoim majestacie nie mogła zrobić już nic. Cierpliwie przeczesał jej włosy palcami, a następnie zrobił zwyczajnie długi warkocz i stanął przed nią, by na powrót wrócić świat do normalności.
-Spójrz. Gdybym chciał coś zrobić, nie pozwoliłbym Ci zareagować, a byłabyś pierwsza jako ważna osoba tutaj. Prawda?- I choć wiedział że może tym spowodować nawet napad agresji ku jego osobie, zwyczajnie puścił jej oczko, by ta miała czas na zorientowanie się, o co chodzi staremu francuzowi. -Chciałbym się podzielić tym tylko z profesorem, tudzież osobą, którą wyznaczy po przez rozmowę ze mną. Nie miej mi tego za złe, a przede wszystkim, nie martw się o rezydentów. Pomógłbym im z taką samą zawziętością, z jaką ty byś to zrobiła, czy każdy inny mentor. - Uśmiechnął się szeroko. -Pozwól że znajdę sobie miejsce i nie będę przeszkadzać. Masz obowiązki. - Powiedział i pokłonił się, idąc w stronę budynku.
Szkoda że Margo tutaj nie ma, przecież musi się dowiedzieć, czemu śnieg jest biały.

zt

* Jakbyś nie godziła się na zt , a Storm chciałaby powstrzymać Asmo - napisz PW :D
 
 

Storm 

The Goddess of Weather




Imię i nazwisko: Ororo Munroe
Pseudonim: Storm
Data urodzenia/Wiek: 14.02.1975 / 38 lat
Zdolności: Atmokineza, lewitacja i widzenie oraz swoiste panowanie nad energią (dzięki atmokinezie). Ponadprzeciętna siła. Odporność na zdolności telepatów.
Znaki szczególne: Białe włosy sięgające ramion
GXRA 2015
Dołączyła: 20 Lip 2007
Posty: 4013
Wysłany: Czw 15 Gru, 2016 16:45   

Jej nieufność była jak najbardziej na miejscu i Asmo nie mógł mieć jej tego za złe, po prostu wypełniała swoje obowiązku. Obowiązki, które zlecił jej profesor i powierzył na jej barki. W końcu to on prosił ją, aby nadal pełniła funkcję dyrektorki i reprezentowała zarówno szkołę, jak i jego samego, gdy w tym czasie on będzie miał czas na inne rzeczy. Tak jak w tej chwili, gdy poleciał na misję. Miała na głowie więc cały instytut wraz ze wszystkimi jego niespodziankami.
Wsłuchiwała się w słowa mężczyzny, nie czują się już aż tak pewnie, jak kilka chwil temu. Nadal stała za tym, by bronić szkoły i uczniów, ale powoli dochodziła do wniosku, że ten mutant, choć jest członkiem Bractwa, nie stanowi bezpośredniego zagrożenia, a do tego najwyraźniej Charles mu ufa w jakiś sposób. Szkoda tylko, że wcześniej jej o niczym nie uprzedził. Gdy mężczyzna postanowił, że odejdzie, stwierdziła, że nie może tak tego zostawić.
- Zaczekaj! - postąpiła krok naprzód i wyciągnęła w jego stronę rękę. - Charles prosił mnie, żebym z tobą porozmawiała, a także wspominał, żebym nie była względem ciebie zbyt negatywnie nastawiona. Wyznaczył mnie jako swojego zastępcę i reprezentantkę, więc jeżeli masz do niego sprawę, ja mogę mu ją przedstawić jak wróci. Obecnie udał się na misję, ale niebawem powinien wrócić...
Spojrzała na niego piwnymi oczami, zastanawiając się jednocześnie, czy dobrze robi. Wiedziała jednak, że Xavier mógłby być zawiedziony, gdy choć nie spróbowała.
- Jeżeli zechciałbyś mi powiedzieć o co chodzi, z pewnością mu wszystko przekażę.
Nie wiedziała czy zatrzyma Asmo albo czy dowie się od niego cokolwiek. Po coś tu w końcu przyszedł i choć Charles'a nie było, to nie wątpiła, że jest jego bezpośrednią reprezentantką w każdej sprawie.




 
 

Asmo
[Usunięty]



Wysłany: Pią 16 Gru, 2016 23:28   

Na słowa, które wydobyły się z ust Storm, zareagował tak, jak postąpiła by większość. Przystanął w drodze do budynku, spoglądając na białowłosą kobietę - z pięknym warkoczem, który zrobił. Cofnął się o przebytą odległość, tak by nie musieli konwersować z sobą, używając wyższego tonu niż potrzeba. Asmodeusz raczej nie lubił, gdy ktoś wyciąga zbyt dużo z konwersacji, którą prowadzi. Pomińmy już hipokryzję, której dopuszcza się za każdym razem, nasłuchując nawet najmniejszego westchnięcia gdy używa mocy.
-Myślę że posiadam wystarczająco czasu, więc "niebawem" mnie nie zbawi. - Zaśmiał się, przysłaniając dłonią swoje malinowe usta. Warto wspomnieć, że podczas całej rozmowy jego oczy nie uciekały wcale na boki. Błękitne tęczówki prawie cały czas zawieszone były gdzieś na jej twarzy, mniej więcej na poziomie nosa, a jedyny ruch, którego się dopuszczał to sporadyczne przemiecenie spojrzeniem jej twarzy, w celu rozszyfrowania emocji.
-Ludzie są niezwykle przywiązani do swoich żywotów. Nie mogę zaprzeczyć że ja do nich nie należę... Jednak nie wyjawił bym nikomu tego co mam w głowie.- Przerwał na chwilę, by swobodnie podnieść dłoń do swych ust, subtelnie cmokając w sygnet z rubinowym oczkiem. Oznaka zdenerwowania?
-Wiem że jesteś odpowiedzialną osobą. Znam cały twój życiorys... Może prawie cały, a jednak nie chcę przekazywać Ci tej wiedzy. Wolałbym podzielić się nią z Profesorem. - Westchnął zrezygnowany. -Mogę uchylić tylko rąbka tajemnicy, że chodzi o zastosowanie technologi, w aspekcie walki z pewną gałęzią mutacji. -
 
 

Storm 

The Goddess of Weather




Imię i nazwisko: Ororo Munroe
Pseudonim: Storm
Data urodzenia/Wiek: 14.02.1975 / 38 lat
Zdolności: Atmokineza, lewitacja i widzenie oraz swoiste panowanie nad energią (dzięki atmokinezie). Ponadprzeciętna siła. Odporność na zdolności telepatów.
Znaki szczególne: Białe włosy sięgające ramion
GXRA 2015
Dołączyła: 20 Lip 2007
Posty: 4013
Wysłany: Sob 17 Gru, 2016 19:52   

Mogła pójść za nim, choć jak widać wydawał się być wyjątkowo pewny siebie i czuł się całkiem swobodnie zarówno na tym terenie, jak i towarzystwie. To wprawiało Storm trochę w zakłopotanie połączone z niepewnością. Nie była przyzwyczajona do podobnych zdarzeń, ale jako osoba jak sądziła rozsądna wiedziała, że powinna wszystko to przyjąć na chłodno. Mimo wszystko spoglądała na mężczyznę wyraźnie niepewnie, nie do końca będąc w stanie go odczytać. Musiała jednak zdać się na instynkt, a ten mówił jej, że Asmo naprawdę nie stanowi zagrożenia i rzeczywiście przyszedł tu w ważnej sprawie, podać pomocną dłoń lub samemu szukać pomocy, s tej nigdy się nikomu nie odmawia.
- Oczywiście. Będziesz naszym gościem. Mam nadzieję, że Charles w miarę szybko się uwinie.
Naprawdę miała taką nadzieje, ale tak po prawdzie to nie wiedziała ile zejdzie jego misja, tym bardziej, że zabrał całkiem liczną drużynę, jakby spodziewał się kłopotów. Przymknęła na moment oczy, na szybko analizując sytuację. Chyba dobrze robiła, choć słowo "chyba" było tu niewłaściwe. Odpowiadając za cały instytut nie było miejsca na "chyba". Była to dla niej kłopotliwa sytuacja i zdecydowanie niecodzienna, ale starała się dostosować.
Ciężko było jej nadążyć za tokiem rozumowania mężczyzny, ale najwyraźniej będzie musiała do tego przywyknąć i nauczyć się pewnych rzeczy.
- Rozumiem. Możesz poczekać na profesora i osobiście mu powiedzieć o sprawie, z którą przyszedłeś... jeżeli to naprawdę ważna sprawa, nie wątpię, że twoja wiedza może być bardzo przydatna.
Pewna gałąź mutacji? Ororo nie wiedziała o co może chodzić, ale Asmo był wyjątkowo tajemniczy i wiedziała już, że niewiele z niego wyciągnie czy to prośbą, czy też groźbą. Trzeba uzbroić się w cierpliwość, a poza tym. To jej jednak przypomniało, że francuz nie jest jedynym członkiem Bractwa, który do nich zawitał niedawno i tą sprawą też będzie musiała się szybko i pilnie zająć.
- W takim razie zapraszam do środka. Możesz rozgościć się w salonie i poczekać, w razie czego, będę do twojej dyspozycji.
Tym razem już oboje skierowali kroki w stronę budynku. Ororo była pełna wątpliwości i obaw, może niekoniecznie bezpośrednio związanych z osobą Asmo, jednakże te tliły się w jej głowie. Starała się tego jednak nie pokazywać na zewnątrz i zachowywała to dla siebie.

// z/t Asmo i Ororo -> salon bądź inna część instytutu




 
 

Alice Carter 

Indestructible



Imię i nazwisko: Alice Jessica Carter
Pseudonim: AC [Ejsi]
Data urodzenia/Wiek: 01.10.1996r. / 16 roczek skończony 17 się zbliża :)
Zdolności: Regeneracja, Leczenie, Pamięć mięśniowa
Znaki szczególne: Płomiennorude kłaki
Urazy: Nie lubi samochodów
Dołączyła: 30 Maj 2015
Posty: 182
Wysłany: Pią 10 Mar, 2017 13:09   

->> nowy start

I znów ta sama bajka. I znów ruda nastolatka wysiada z żółtej taksówki, by pociągnąć za sobą spakowaną walizkę i stanąć raz kolejny w murach Instytutu.
-To już trzy miesiące?... Trzy?... - Westchnęła zatrzymując się za bramą i patrząc na budynek. Opuściła szkołę i wróciła do domu z matką, gdy ta odzyskała przytomność w ambulatorium. Potrzebowały siebie nawzajem by zregenerować rany... nie te fizyczne, a psychiczne zwłaszcza. Obu zostały głębokie, ledwo zasklepione blizny po porwaniu i koszmarze na Kubie. Musiały dojść do siebie i ułożyć na nowo życie bez ojca i męża, który popełnił samobójstwo, a który okazał się być nie tym kim przez tyle lat się ukazywał.

Matka dziewczyny została okaleczona i może już nigdy nie wziąć w dłonie skalpela. Alice zaś musiała poradzić sobie z koszmarami i traumą. Minęły miesiące, a ona wciąż nie potrafiła ocenić jak to na nią wpłynęło, jak to ją zmieniło. Jedyne co ją pocieszało, że jej mama trzyma się lepiej niż mogłaby przypuszczać ruda. Silna wola kobiety i pomoc telepatów pomogły odzyskać jej równowagę i właściwe wspomnienia. Była oparciem dla Alice, która dzięki mniej postanowiła wreszcie wrócić do szkoły i spróbować raz jeszcze zacząć żyć wśród ludzi. Cztery ściany jej pokoju mało jej służyły. Matka wciąż powtarzała, że AC potrzebuje "powietrza". Towarzystwa i wiatru, który przewieje jej troski ból. Musiała zrobić tylko ten pierwszy krok.

-Mamo... to dla Ciebie. - Powiedziała dodając sobie odwagi. Tej jej zazwyczaj nie brakowało, a teraz bała się i prawię trzęsła na myśl, że zaraz otoczy ją hałaśliwy tłum dzieciaków i koledzy, których przecież zostawiła bez słowa wyjaśnienia. Przygryzła wagę i poprawiła kwiecistą, delikatną sukienkę, w którą była ubrana. Ciekawe z kim przyjdzie jej się zmierzyć na początek... a może nie będzie tak źle jak się obawiała?
...

<zt -> pokój AC>



Avki: ~1~~2~~3~~4~~5~~6~~7~~8~~9~

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
The Avengers Hogwart Dream Black Butler Dysharmonia Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal
Lucid Dreams Veneficium Riverdale Horizon Beyond Undertale Dragon Ball Another Universe Stray Dogs Sol Oriens

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi. Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2017