FAQ}FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Lądowisko
Autor Wiadomość

Scarlet Witch 

No more...



Imię i nazwisko: Wanda Maximoff
Pseudonim: Scarlet Witch
Data urodzenia/Wiek: 1 październik 1989/24 lata
Zdolności: - manipulacja prawdopodobieństwem, tworzenie pól siłowych, teleportacja ludzi i przedmiotów, zdolność latania
Dołączyła: 21 Sty 2014
Posty: 1229
Wysłany: Sob 24 Maj, 2014 22:42   Lądowisko
   GXRA 2015






 
 

Deadpool 

Teeeeeheeeee!




Imię i nazwisko: Wade Wilson
Pseudonim: Deadpool
Data urodzenia/Wiek: 1945
Zdolności: Czynnik leczący, nadludzka zwinność, siła, refleks, wytrzymałość, znajomość sztuk walki, poliglota, niewrażliwość na choroby i ataki mentalne
Znaki szczególne: Spandexowe czerwono-czarne wdzianko
Wiek: 27
Dołączył: 02 Lip 2009
Posty: 186
Wysłany: Pon 12 Sty, 2015 17:42   
   GXRA 2015


// z Hard Rock Cafe

Pojazd zanurzył się w chmurach, a Deadpool przykleił się do szyby gapiąc się jak pięcioletnie dziecko na mgłę która spowijała pojazd. Po chwili odkleił się i spojrzał na kierownicę, za którą siedział kierowca.
- Dacie mi poprowadzić? BŁAGAM! - rzucił błagalnym tonem i uniósł ręce w proszącym geście.
"Przecież wiesz, że ci nie pozwolą latać."
- Cicho! Każdy może mieć marzenia! - odpowiedział do siebie Deadpool, gapiąc się na fotel pasażera przed nim.
"A jak ładnie poprosimy?"
"Prędzej spodziewałbym się kuli w skroń."
"Będzie tak kolorowo!"
Pojazd wynurzył się z chmur, a oczom Wade'a i reszty ukazała się olbrzymia platforma szybująca ponad ich poziomem.
Deadpool otworzył oczy szerzej i chłonął widok, myśląc o ilości uzbrojenia, strażnikach, rozstawieniu dział i pojazdów, wszystkim. Widział już gdzieś to miejsce... A może i już tu kiedyś był. Cholera wie, pamięć miał miejscami dziurawą jak ser szwajcarski.
- Jaaaa.... Zaraz zaraz, widziałem to gdzieś. Czy to nie tu dowodzi ten murzyn co kiedyś był biały? - zapytał Deadpool. - jak on miał... Michael Jackson?



Pain, please forgive my ignorance.
My master.

 
 
 

Forge
[Usunięty]



Wysłany: Pon 12 Sty, 2015 22:14   

Forge wysiadł godnie z samochodu i skrzyżował ręce na piersi, patrząc na Deadpoola zachowującego się jak podekscytowane dziecko. Nawet wzmiankę o Michaelu Jacksonie przyjął ze spokojem.
Wiatr rozwiewał jego włosy, czyniąc go podobnym Meduzie.
- To Helicarrier.- Rzekł, przekrzykując powietrze.- Witaj w siedzibie S.H.I.E.L.D. A teraz zejdźmy na dół, zanim nas stąd zdmuchnie.-
Forge gestem polecił najemnikowi, by udał się w kierunku nadbudówki, stanowiącej wejście wgłąb wielkiej maszyny. Do swoich dwóch stróżów powiedział zaś.
- Vincent, Griffin, jesteście wolni. Możecie powiedzieć staremu jednookiemu, że wróciłem do domu jeśli chce ze mną pogadać.
Agenci kiwnęli niepewnie głowami i odmaszerowali. Tymczasem Forge podążył za Deadpoolem, by wprowadzić go wgłąb Helicarriera, do swojego królestwa - warsztatu.

//zt do warsztatu
 
 

Hawkeye 





Imię i nazwisko: Clint Barton
Pseudonim: Hawkeye
Data urodzenia/Wiek: 07-01-1971 / 42 lata
Zdolności: Strzelec wyborowy
Dołączył: 14 Sty 2015
Posty: 58
Wysłany: Wto 24 Mar, 2015 19:22   

Z/T z Nowy York » Kościół Św. Antoniego
Niewątpliwie urokliwą pogodę do lądowania wykorzystały śmigłowce SHIELD, które jeszcze dosłownie chwilę temu były zaangażowane w skromny incydent, gdzieś tam, na dole, wśród śmiertelnych i nieuświadomionych istot.
Piloci proces autoryzacji przechodzili szybko. Mieli na pokładzie może nie rannego, ale dobrze, kto wie, może i za dobrze śpiącego Agenta no i... właśnie. Mutanta. Cała załoga śmigłowców składała się z ludzi śmiertelnych. Dobrze wyszkolonych, dobrze uzbrojonych, przygotowanych psychicznie na mniej lub bardziej uciążliwe starcia, ale śmiertelnych. Oczywiste więc, że facet który potrafi sobie ot tak latać, wzbudzał w nich pewien niepokój.
Śmigłowce usiadły jeden obok drugiego, otworzono drzwi, wypadła załoga, przybiegła obsługa i obstawa płyty. Zrobiło się tłoczno. Zaczęli wynosić zapakowanego na rozkładane nosze Clinta. Na Peruna tylko patrzono z delikatnym uśmiechem. Kapitan w czynnościach miał szczerą nadzieję, że zaraz ktoś przyjdzie i powie mu, co dalej robić.
 
 

Perun
[Usunięty]



Wysłany: Wto 24 Mar, 2015 20:30   

Lot mijał czarnowłosemu spokojnie. Było coś urzekającego w locie w tej metalowej puszce. Wrażenie było inne niż gdy robił to za pomocą swoich mocy. Choć sam kiedyś marzył aby latać jak ptak, to świadomość dachu nad głową i ścian wokół była dziwnie...pokrzepiająca. W świadomości Gromisława kołatała się myśl, że może to być instynkt zwierzęcy, nakazujący szukać małej, ciasnej, ale własnej nory, dający poczucie bezpieczeństwa z faktu, że jest się gdzieś samemu.
Tyle, że Perun nie był tu sam. Bez trudu wyczuwał na ramionach ukradkowe, lub wręcz otwarte spojrzenia żołnierzy Tarczy. Nie wiedział czy powoduje je strach, czy ciekawość, ale nie przypuszczał aby chcieli mu zagrozić.
Nie, gdy były jedynym z nich mogącym latać, gdyby coś się stało ze śmigłowcem.
Dlatego pozwolił sobie zrelaksować się, gdy stalowy owad niósł go na spotkanie z najniebezpieczniejszą agencją na świecie...

Hellcarier wyłonił się z chmur nagle, niemal tuż pod nimi. Mimo, że WSI uprzedziły go o jego istnieniu, widok latającego lotniskowca był ogromnie imponujący. Gromowładny mimowolnie przysunął się bliżej okna aby mu przyjrzeć i chłoną ten widok niczym dzieciak, gdy śmigłowce opadały na płytę.
Gdy tylko drzwi się otworzyły, wyskoczył na zewnątrz . Wicher potargał mu włosy, załopotał peleryną. Nawet pomimo swojej grubej skóry poczuł jaki panuje tu ziąb.
Przeszedł kilka kroków aby umożliwić innym wyjście, zwłaszcza sanitariuszom z Hawkeyem. Kiedy zajmowali się mocowaniem go do właściwych noszy, Perun podszedł do krawędzi płyty i popatrzył z góry na miasto. Zdziwił go brak barierek ani innych zabezpieczeń. Widać Tarcza nie dbała o pracowników aż tak bardzo...albo po prostu nikt o tym nie pomyślał. Ciekawe ile mają tu zgonów rocznie od tego jak ktoś wypadnie, albo zwieje go podmuch wiatru? pomyślał zwłaszcza, że pewnie podoficerowie najwięcej roboty mają z pilnowaniem szeregowych aby nie sikali na przechodniów...
Śmigłowce zaczęły wygaszać silniki, dzięki czemu usłyszał, jak sanitariusze ruszają do wnętrza lotniskowca. Poprawiając futro na ramionach, Perun ruszył za nimi...
 
 

Mistrz Gry





Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 855
Wysłany: Wto 24 Mar, 2015 21:03   

Agent Mike Lee pojawił się na lądowisku zaledwie parę minut po tym jak śmigłowce SHIELD dotknęły kołami podłoża. Piloci w trakcie lotu powiadomili bazę, że słynny Hawkeye się przypadkowo uśpił, tak więc Lee podążał szybkim krokiem za biegnącymi w stronę nieprzytomnego Bartona sanitariuszami. Wzrok agenta natychmiast wyłowił w zamieszaniu obcego, co nie było zbyt trudne zważywszy na jego łopoczącą pelerynę. Przygądał się wielkoludowi, jak ten podchodzi do krawędzi i zerka w dół. Mike wiedział, że widok zapiera dech w piersiach, ale trzeba było być szaleńcem-samobójcą, by być tam, gdy Helicarrier był w powietrzu, w dodatku na takiej wysokości.

Jego rozważania przerwało klepnięcie w ramię. Spojrzał za siebie i dojrzał jednego z sanitariuszy.
- Nic mu nie jest! - krzyknął niższy od Lee mężczyzna, wskazując na nosze z Hawkeyem. - Obudzi się sam za parę godzin.
- To zabierzcie śpiącą królewnę do ambulatorium - polecił.

Przepuścił sanitariuszy w drzwiach i poczekał aż nieznajomy mężczyzna w futrze podejdzie bliżej.
- Idziemy do ambulatorium. Wszyscy - rzucił do Peruna, patrząc mu prosto w oczy.
Ton jego głosu był neutralny, chociaż stalowa nuta w nim się pojawiająca sprawiała, że jego słowa brzmiały niczym polecenie przełożonego.
- Standardowa procedura - dodał, dalej utrzymując spokojny wyraz twarzy, aczkolwiek tylko dzięki temu, że czuł pod marynarką swoje pistolety.

//Ambulatorium - wszyscy
 
 

Thaddeus Ross 

Most fun I've ever had with my clothes on!




Imię i nazwisko: Thaddeus E. Ross
Pseudonim: Red Hulk
Data urodzenia/Wiek: 64 lata
Zdolności: Zamiana w Red Hulka i wszystko co się z tym wiąże.
Znaki szczególne: Wydaje mi się, że wielki czerwony potwór, który niekiedy staje w płomieniach i nic sobie z tego nie robi jest całkiem charakterystyczny.
Urazy: Zmarła żona, świadomość unieszczęśliwiania córki w przeszłości.
Dołączył: 15 Sty 2015
Posty: 101
Wysłany: Nie 14 Cze, 2015 16:15   

//Sala Odpraw

Rulk po chwili znalazł się na wietrznym lądowisku Hellicariera. Wyłaniając swoją czerwoną sylwetkę z wnętrza statku, stanął za progiem i rozejrzał się za czymś bądź kimś kto miał go oświecić co tutaj robił.
 
 

Forge
[Usunięty]



Wysłany: Nie 14 Cze, 2015 20:04   

//skądinąd

Pierwszy osobnik, który się zjawił, nie należał do jakoś szczególnie imponujących. Broda i długie włosy nadawały mu wygląd niechlujny, a jednak zachowywał się tak, jakby drzemała w nim wielka, ukryta moc, która powstrzymuje nieznacznym tylko wysiłkiem, gotów wyzwolić ją w największej potrzebie.
Stanął sobie spokojnie, w pewnym oddaleniu od Czerwonego Hulka, złożył ręce na piersi i zamknął oczy.
Wyglądał, jakby drzemał, ale również, co oczywiste, na coś oczekiwał.
Być może na to samo, co i sam Rulk.
 
 

Mistrz Gry





Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 855
Wysłany: Nie 14 Cze, 2015 20:17   

Ostatnim, jeśli nie najważniejszym, który przybył, był sam Wielki - Nick Fury, dyrektor TARCZY. Kroczył dumnie, od wyjścia spod pokładu, a porywisty wiatr rozwiewał jego ciężki płaszcz. Wśród młodszych agentów krążyły pogłoski, że płaszcz ten jest jak magiczna peleryna bohatera z komiksów - pozwala Fury'emu przybierać dowolne kształty, czyni go kuloodpornym, a także umożliwia przenikanie przez ściany. Po dłuższym czasie szkolenia dowiadywali się jednak, że to nie z powodu peleryny Nich Fury jest niedoścignionym liderem szpiegostwa amerykańskiego.
'Stary Jednooki' ustawił się mniej więcej pomiędzy Rulkiem i Forgem, zawiązując cała ich trójkę w swoisty układ.
- Przestań się wygłupiać, 'Thunderbolt'. Zrzucaj tą czerwoną piżamę, bo mi się nóż w kieszeni otwiera, jak na ciebie patrzę. Mamy robotę.-
Mniej więcej w tym czasie winda z podziemnego hangaru wyniosła do poziomu pasa startowego śmigłowiec transportowy. Była to potężna, dwywirnikowa bestia, nieco większa od standartowych modeli, wyposażona również w broń krótkiego i średniego zasięgu. Generał Ross, jako stary wojskowy, znał się doskonale na broni i wyposażeniu armii, a jednak nie był w stanie rozpoznać w tej maszynie żadnego konkretnego modelu.
- Ładujcie się, panowie!- Rozkazał Fury do obu swoich towarzyszy. Czeka nas krótki lot do siedziby idola nastolatek.

//zt na lądowisko w Stark Tower
 
 

Thaddeus Ross 

Most fun I've ever had with my clothes on!




Imię i nazwisko: Thaddeus E. Ross
Pseudonim: Red Hulk
Data urodzenia/Wiek: 64 lata
Zdolności: Zamiana w Red Hulka i wszystko co się z tym wiąże.
Znaki szczególne: Wydaje mi się, że wielki czerwony potwór, który niekiedy staje w płomieniach i nic sobie z tego nie robi jest całkiem charakterystyczny.
Urazy: Zmarła żona, świadomość unieszczęśliwiania córki w przeszłości.
Dołączył: 15 Sty 2015
Posty: 101
Wysłany: Nie 14 Cze, 2015 22:28   

Wysoki wzrost ułatwiał Rulkowi obserwowanie pokładu dlatego bez kłopotu wyłowił żółtym wzrokiem Indianina, który bezsprzecznie wyróżniał się spośród mrowia identycznie odzianych agentów Tarczy. Wyglądał conajmniej dziwnie.
Po chwili dołączył do nich również sam naczelnik. Ross zmarszczył brwi słysząc jego słowa. Lekko się zagotowało słysząc w jaki sposób się do niego odnosi. Znali się od wielu lat a ponadto Thad nie był byle szeregowcem, był zasłużonym generałem Armii Stanów Zjednoczonych i znacznie starszy od Fury-ego. Nie oczekiwał od jednookiego żeby rozwijał przed nim czerwony dywan, ale trochę szacunku mu się należało.
Thunderbolt ruszył w kierunku Nick-a zmieniając swoją postać aż w końcu zatrzymał się przy nim odziany jedynie w czarne spodnie, które w tajemniczy sposób z niego nie zwisały.
- Nie zapominaj się Fury. Nie jestem Twoim podwładnym. - warknął i ruszył w stronę helikoptera który w ogóle nie zrobił na nim wrażenia. Czy to dlatego że był zły czy po prostu się spodziewał że nie zobaczy niczego znajomego na pokładzie Hellicariera - nie wiadomo.
- Rozumiem że przyzwyczaiłeś się do szefowania ale nie zapominaj o kulturze. - dodał już wewnątrz śmigłowca po czym zerknął na jednego z agentów.
- Daj mi jakieś ciuchy.
z/t
 
 

Thaddeus Ross 

Most fun I've ever had with my clothes on!




Imię i nazwisko: Thaddeus E. Ross
Pseudonim: Red Hulk
Data urodzenia/Wiek: 64 lata
Zdolności: Zamiana w Red Hulka i wszystko co się z tym wiąże.
Znaki szczególne: Wydaje mi się, że wielki czerwony potwór, który niekiedy staje w płomieniach i nic sobie z tego nie robi jest całkiem charakterystyczny.
Urazy: Zmarła żona, świadomość unieszczęśliwiania córki w przeszłości.
Dołączył: 15 Sty 2015
Posty: 101
Wysłany: Czw 28 Sty, 2016 22:37   

//z Park poza murami

Wagnera udało się opatrzeć stosunkowo szybko. Ross zastanawiał się przez chwilę czy wszyscy mutanci mają czynnik samoleczący. Gorszy lub lepszy, było to napewno coś czym warto by się zainteresować w przyszłości.
Generał nie interesowało co się dzieje z resztą drużyny z kilku powodów. Miał teraz zadanie opatrzeć rannych, ograniczyć straty których już było za dużo. Poza tym nie chciał za bardzo oddalać się od sejfu. Wolał go mieć na oku, gdyby coś się miało teraz z nim stać to cała misja byłaby już kompletnie spudłowana. No i w końcu byli herosami, nie potrzebowali żeby Rulk ich niańczył. Chociaż patrząc na to w jaki sposób przeprowadzili powierzone im zadanie, można by się nie zgodzić z tym stwierdzeniem.
Kiedy prowizorycznie opatrzył głowę T'Challi i usztywnił jego ramię, podchodził do kolejnych, wchodzących do X-Jeta bohaterów i sprawdzał w jakim są stanie. Zauważył że Logan utykał, gdy się zbliżył do Thaddeusa zauważył ranę postrzałową w kolanie lecz tkanki zrosły się na oczach Rossa. Tak samo jak u Laury, którą obrzucił badawczym spojrzeniem. Niewątpliwie coś łączyło tą dwójkę, widać to było gołym okiem po zachowaniu, podobnej mowie ciała ale niemal identyczne zdolności wskazywały na coś więcej niż tylko wieloletnią współpracę, która tłumaczyłaby taką swobodę operacyjną w swoim towarzystwie. Kolejna rzecz warta uwagi.
Gdy w końcu wystartowali, Ross popytał się bardziej kontaktujących członków drużyny co się działo w kompleksie kiedy nie było go z resztą grupy. Ledwo powstrzymał głośnego facepalma gdy zorientował się, że tak w zasadzie to nikt prócz niego nie zrobił nic pożytecznego. Prócz oczywiście zabicia Scatesa, co było skrajnie lekkomyślne. Zamiast zabrać go na przesłuchanie, Thor potraktował go jak traktował większość stworzeń które napotykał. Brutalną siłą zamiast chłodnym umysłem.
Czuł wewnętrzne ssanie by wygarnąć mu w twarz jego głupotę, zresztą jak całej reszcie jak dali się zwabić w pułapkę Pola Obroży, ale zwyczajnie nie miał już siły. Bycie Rulkiem jedno, nie chodziło o zmęczenie fizyczne. Bardziej psychiczne, czuł się jak nauczyciel matematyki klasy maturalnej, która oblała egzamin z zadania, które było wałkowane przez cały rok. Ręce opadywują można powiedzieć.
Co do sytuacji związanej ze Starkiem, generał sam nie wiedział jak się czuł. Przyzwyczajenie że nie zostawiamy swoich na placu bitwy dawało o sobie znać, jednak wiedział że nie zdążyliby mu pomóc. Ross zdecydował się więc zignorować ten fakt i zostawić głębsze przemyślenia na dalszy termin.
Resztę podróży spędził w milczeniu, z głową opartą o chłodny metal kadłuba X-Jeta. Nie rozmawiał już z nikim, bał się że jeżeli dowie się jeszcze czegoś to jego dłonie mogą przebić podłogę odrzutowca.
Na komunikat Fury-ego nie zareagował w nijaki sposób. Nie westchnął, nie mrugnął, po prostu przyjął to do wiadomości.
Gdy wylądowali u Starka, generał ubrany machnął na jednego z Tarczowników obsługujących helikopter, który miał ich zabrać do siedziby S.H.I.E.L.D. by przeniósł sejf do ich taksówki. Nie spuszczał swojej zdobyczy z oka ani przez chwilę, ani podczas obu podróży ani podczas przeładunku. Dopiero na pokładzie śmigłowca dostał jakieś ciuchy by nie latać z gołą klatą. Nie odzywał się ani do Laury ani do Thora. Jedynie gdy mijał go Banner, wchodząc do wieżowca klepnął go lekko w plecy pocieszająco. Reszcie nie miał nic do przekazania.
Ross wyszedł z helikoptera jako ostatni. Przed nim wyłonił się agent tarczy, wioząc na swego rodzaju wózku widłowym sejf wciąż przykryty narzutą. Przez całą podróż Thaddeus zastanawiał się czy obroża, która była w środku była prawdziwa. Gdzieś przez skórę generał czuł, że była to tylko podróbka mająca ich zmylić.
Na szczęście nie była to jedyna rzecz, którą Rossowi udało się wywieźć z Kompleksu ale za to jedyna którą zamierzał się podzielić.
 
 

X-23 

I'm a clone without soul




Imię i nazwisko: Laura Kinney
Pseudonim: X-23
Data urodzenia/Wiek: 29.07.1992/20lat
Zdolności: Healing factor, nadludzko wrażliwe zmysły, nadludzka zwinność, adamantowe pazury (po 2 w dłoniach, po 1 w stopach)
Znaki szczególne: zielone oczy i ponura mina
Urazy: Wiele mentalnych.
Dołączyła: 31 Paź 2014
Posty: 259
Wysłany: Sob 30 Sty, 2016 12:07   

//Park poza murami

Laura chciała się wyrwać z uścisku Iron Widow. Wyciągnęła pazury i ugodziła zbroje gdzieś nad ręką, krzycząc przy tym głośno i wściekle. Zamachnęła się jeszcze raz, chcąc wycelować w bardziej newralgiczne miejsce, jednak... pierwszy raz się poddała. Wiedziała czym kierowała się Żelazna Kobieta. Wiedziała, że ktoś z nich musiał zachować rozsądek, dlatego posłała ostatnie spojrzenie w kierunku kompleksu. Może jednak ...coś tam drgnie. Może gdzieś tam spomiędzy gruzu wysunie się żelazna ręka i zamacha do nich dając znać, że wszystko jest przecież w jak najlepszym porządku, chociaż tak naprawdę nie jest? Stark do cholery. Jeden sygnał i wracamy... Żachnęła się w myślach, ale na nic się to nie zdało. Cały czas jednak uważała, że nie powinni byli go zostawiać. Przecież nie rozpłynął się jak kamfora... Tony musi gdzieś tam być, prawda?

Nawet nie spojrzała na kobietę, gdy ta postawiła ją na ziemi, by Laura o własnych siłach mogła wejść z powrotem do X-jeta. Była wściekła. Na cały świat. Na siebie. Na całą tą misje przygotowaną najwyraźniej w 5 minut. Nie taki miał być finisz. Stracili za dużo swoich. Kategorycznie za dużo.
Usiadła gdzieś obok Thora i z naburmuszoną miną wpatrywała się na początku w okno, a później w podłogę. Może raz na jakiś czas zerknęła na Rossa, który opatrywał T'Challe i Kurta, ale jakoś bez większego zainteresowania. Sama również na pierwszy rzut oka nie wyglądała najlepiej. Zaschnięta krew na uszach oraz szyi. Gdzieniegdzie podarty kostium czy przestrzelony kulką, którą oberwała. Mimo wszystkich tych elementów Laura zdawała się w ogóle tym nie przejmować. Dopiero pod koniec podróży poniosła wzrok i przesunęła nim po wszystkich po to by skupić się na Rossie, który usilnie wgapiał się w żeliwny sześciościan przykryty narzutą. Najwyraźniej był dla niego ważny. Zresztą jego zachowanie po lądowaniu utwierdziło ją tylko w tym przekonaniu. Ba. Najwyraźniej nie wszyscy z kompleksu uciekli z gołymi rękoma.

Jedyne na co miała ochotę to wrócić do szkoły, zamknąć się w pokoju, wziąć prysznic i iść spać. Na bardzo długo. Niestety póki co nie będzie jej to dane. Po komunikacie Fury'ego posłała zaskoczone spojrzenie Loganowi. Spodziewała się, że raczej go wezmą na spytki. Zmarszczyła brwi i z odrobiną dozą niepewności zerknęła na Rossa. Może i tam szukała potwierdzenia słów Nicka... zastanawiając się czy czasem nie zaszła jakaś pomyłka, ale najwyraźniej nie. Dlatego zmieniła samolot na helikopter, a gdy byli już w siedzibie SHIELD wyszła za Rossem i Thorem, czując się odrobinę dziwnie pomiędzy bogiem piorunów, a postawnym wojskowym, którym samym spojrzeniem potrafił postawić do pionu niejednego rzucającego się delikwenta, a przede wszystkim po tym pokazie jaki dał im Rulk w kompleksie.
 
 

Thor Odynson 

God of Thunders




Imię i nazwisko: Thor Odynson
Data urodzenia/Wiek: Kilka tysięcy lat
Zdolności: Moc władania gromami i błyskawicami, nadnaturalna siła, możliwość dzierżenia młota Mjolnira.
Znaki szczególne: Dużo cięższy, niż wskazywałaby na to jego budowa ciała
Wiek: 36
Dołączył: 12 Kwi 2014
Posty: 189
Skąd: Kraków
Wysłany: Sro 03 Lut, 2016 11:25   

Bóg Piorunów postanowił, że jeśli Fury nie będzie miał za dużo do gadania, to on sam ruszy się na gruzowisko rozejrzeć i poszukać Starka, a także zobaczyć, co zostało z całego kompleksu. W końcu kto go zatrzyma? Miał również nieodparte wrażenie, że Ross, czerwony "brat" Bannera, wolałby, żeby obroża, jak i osoba, która podobno rozpracowała jej działanie pozostały całe i żeby dało się je wykorzystać. I znowu Midgardczycy myślą jedynie o tym, żeby się dozbroić, znowu nie widzą, że są we wszechświecie istoty, które nic sobie nie robią z takich gadżetów, a na dodatek, potraktują je jak próba zbrojenia się i przygotowania do wojny.

Fury już raz, a nawet dwa razy miał przykład tego, co dzieje się, gdy Midgardczycy zaczynają bawić się technologią, która nie jest im pisana i na którą nie są gotowi. Taaa... Pewnie znowu zaczną gadać coś o możliwości obrony i przygotowaniach na atak i jeszcze pewnie o poznaniu wroga, a żadne z nich nie pomyśli o tym, że posiadając taką broń ściągają na siebie nie tylko inne ugrupowania, które mogą chcieć ją posiąść, ale także wszystkich, którzy poczują się zagrożeni. To, że ci tak zwani X-Men brali udział w akcji wcale nie znaczy, że nikt z nich nie będzie chciał wykorzystać takiej okazji, albo zniszczyć tych, którzy posiadają tą technologię. A z czego Thor zdążył się zorientować, mutanci posiadają tak unikalne zdolności, że nawet SHIELD sobie z nimi nie poradzi. Ba, nawet Avengers mieliby problemy z poradzeniem sobie z całą "bandą" takich. A przecież usłyszał, że mówią o jakiejś szkole. Czyli jest ich więcej. Nie tylko ta mała, kilku osobowa grupa, ale potencjalnie nieokreślona liczba osób posiadających najróżniejsze zdolności. Chłopak, dziecko prawie, który siłą woli potrafi wezwać wiatr, którego on sam by się nie powstydził. Inny, niczym Lodowe Giganty z Joutenheim odporny na mróz, ale przeważający większość z nich, bo posiadający zdolność zamrażania wszystkiego w okół siebie. No i oczywiście znajdująca się z nim w helikopterze dziewczyna. Młoda, wyglądająca na przestraszoną i zagubioną, ale... W trakcie walki, razem z tym starszym jegomościem, orientująca się w terenie za pomocą węchu, posiadająca ostre jak diabli pazury, świetne bojowe przeszkolenie i zdolności regeneracji prawdopodobnie przerastające umiejętności leczenia samego Thora. Niezależnie od wszystkiego z nimi nie powinno się zadzierać, a jeśli Fury albo Ross byli na tyle głupi, żeby próbować... Thor był zadowolony z przebiegu sytuacji i miał nadzieję, że mżonki chłopaków z SHIELD o posiadaniu takiej technologii zostaną porzucone tak samo, jak ich chęć posiadania tesseract'u, czy któregokolwiek z Kamieni Nieskończoności. Nie są na to gotowi, a sam fakt, że tego nie rozumieją, potwierdza tylko tą teorię.

Mężczyzna wracał zupełnie spokojny, uśmiechnięty i wyglądający na zupełnie beztroskiego.

- Walczysz niczym Walkiria! Opowieści o Twoich czynach roznoszą się w tej chwili po całym Helheim! - Thor z typowym dla siebie patosem, ale także nieukrywanym zachwytem w głosie zagadnął dziewczynę, pragnąc dodać jej nieco otuchy i przy okazji uzmysłowić, że może być z siebie dumna.



Thor: Once I retrieve Mjolnir, I will return to you the items they stole from you. Deal?
Jane Foster: No. You think you're gonna just walk in and walk out?
Thor: No. I'm gonna fly out.



 
 

Mistrz Gry





Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 855
Wysłany: Czw 04 Lut, 2016 17:03   

Gdy trójka superbohaterów w końcu znalazła się na pokładzie Helicarrier zaraz podbiegł do nich jakiś agent S.H.I.E.L.D.
-Pani i Panowie, generał Fury zaprasza! Za mną! - Starał się przekrzyczeć wiatr i ryk silników statku-samolotu oraz helikoptera - O pański sejf proszę się nie obawiać, Generale Ross. Zaniesiemy go do pańskiej kajuty! - Dodał i skierował się do nadbudówki, a potem pod pokład.

Agent prowadził ich dość wąskimi i zatłoczonymi korytarzami. Laura i Thadeus nie mogli być pewni, czy czasem nie idą na około tylko po to, żeby stracili orientację. Thor też nie był pewien, czy ich przewodnik wybiera najkrótszą drogę.

Gdy w końcu weszli do jednego z pomieszczeń, przywitał ich sam Nick Fury... jak zwykle w nie najlepszym humorze.
-No na reszcie... coś się wam te wakacje przedłużyły. Siadajcie. - Wskazał im krzesła po drugiej stronie swojego biurka i zaczął przechadzać się po kajucie z rękoma założonymi z tyłu. - No... meldujcie. Co tam się do pioruna stało?! Czemu żeście wysadzili ten przeklęty hotel? Mało wam było ostatnio w Nowym Jorku? Gdzie jest ta cholerna Obroża? Tylko nie mówcie mi, że została w kompleksie. Nie będę w stanie wysłać tam ludzi przez najbliższych kilka dni! No chyba, że chcecie sami się tłumaczyć, czemu tajna, międzyrządowa agencja wywiadowcza sprząta po Mutantach i Avangersach. Tak Generale - Pana też zaszufladkują jako Avangersa. Chyba to nawet lepiej... nie będą Pana łączyć z wojskiem Stanów Zjednoczonych... Czego chcieli ci wariaci z MESS? I czemu nas szpiegowali? W ogóle... Wiecie czemu posiadali dostęp do kodów agentów 5-poziomu?

//z.t Kwatera Fury'ego - cała trójka



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

  
 
 

Thaddeus Ross 

Most fun I've ever had with my clothes on!




Imię i nazwisko: Thaddeus E. Ross
Pseudonim: Red Hulk
Data urodzenia/Wiek: 64 lata
Zdolności: Zamiana w Red Hulka i wszystko co się z tym wiąże.
Znaki szczególne: Wydaje mi się, że wielki czerwony potwór, który niekiedy staje w płomieniach i nic sobie z tego nie robi jest całkiem charakterystyczny.
Urazy: Zmarła żona, świadomość unieszczęśliwiania córki w przeszłości.
Dołączył: 15 Sty 2015
Posty: 101
Wysłany: Czw 04 Lut, 2016 20:07   

Gdy agent wyraził zamiar zaprowadzenia sejfu do kajuty, generał jedynie pokręcił głową i wojskowym gestem powiedział, że ma podążać za nim. Powody były dwa, wiedział że w S.H.I.E.L.D. jest kret - istniała szansa że sejf pozostawiony bez ochrony przepadnie więc Ross nie zamierzał się z nim rozstawać. No i po drugie, musiał pokazać Furemu że nie wrócili z Kompleksu z pustymi rękoma.
To nie była pierwsza wizyta Thaddeusa w Hellicarierze, lecz mimo to czuł że nie widział nawet ćwierci co miała do zaprezentowania latająca baza Tarczy. Ross nie zamierzał więc próbować zapamiętać trasę jaką przebywał bo wiedział, że na nic mu się to nie zda biorąc dodatkowo pod uwagę, że ich przewodnik wyraźnie zamierzał im utrudnić to zadanie. Ross postanowił więc nie tracić energii na tak bezcelową czynność.
Przez całą trasę nie spuszczał z oczu swojego skarbu. Był na tyle paranoiczny, że kazał agentowi prowadzącego wózek iść przed nim. Odrywał wzrok tylko na chwilę, by odpisać na wiadomości od Bannera. Gdy dotarli na miejsce, wskazał jedynie palcem kąt pokoju w którym miał zostawić sejf po czym rzucił do niego krótkie ,,odmaszerować".
Gdy drzwi się zamknęły i zostali w pokoju w cztery osoby, Ross oparł się o ścianę i odpalił cygaro. Tym razem nie prosił o pozwolenie, miał gdzieś że komuś może przeszkadzać dym. Wrócił z cholernie śliskiej misji i miał prawo by się choć trochę odstresować. No i nikotyna łagodziła lekko uszczerbioną cierpliwość generała, która podpowiadała mu że fajnie by było dać Furemu w mordę.
Gdy Nick powiedział swoje, Ross spojrzał po reszcie przedstawicieli drużyny. Spojrzeniem dał im do zrozumienia irytację i zmęczenie jednocześnie.
Zaciągnął się lekko dymem z cygara, po czym kucnął przy sejfie.
- Gdzie Forge? - zapytał wstukując w klawiaturę hasło, które znalazł w Kompleksie.
- Ktoś musi potwierdzić wątpliwą według mnie autentyczność. - dodał po czym wyjął ze środka Obrożę i położył ją na stole.
Miał najwięcej do powiedzenia na temat informacji, które wyciągnęli z Kompleksu, jednak najpierw chciał dać zabrać głos Laurze i Thorowi. Wolał zakończyć raport konkretnymi informacjami, zamiast nimi zaczynać.
- Guradian nie żyje. Znalazłem go z Laurą z dziurą w piersi wielkości pięści. - powiedział uświadamiając po krótkiej chwili ciszy dyrektorowi i Asgardczykowi czym zostało obkupione wydostanie wynalazku zgubionego przez Tarczę. Krwią.
- Kurt i T'Challa są poważnie ranni, Aurelio i Storm nieprzytomni. - dodał tylko po czym nogą zamknął sejf i oparł się spowrotem o ścianę niemo udzielając głosu reszcie.
 
 

Thor Odynson 

God of Thunders




Imię i nazwisko: Thor Odynson
Data urodzenia/Wiek: Kilka tysięcy lat
Zdolności: Moc władania gromami i błyskawicami, nadnaturalna siła, możliwość dzierżenia młota Mjolnira.
Znaki szczególne: Dużo cięższy, niż wskazywałaby na to jego budowa ciała
Wiek: 36
Dołączył: 12 Kwi 2014
Posty: 189
Skąd: Kraków
Wysłany: Pią 19 Lut, 2016 23:03   

//zt. kwatera Fury'ego

Thor był trochę zły. Fury go irytował. Ross też. Obydwaj zapatrzeni w złudną przewagę, jaką może im dać "broń", której nie rozumieją. I żaden nie widzi całości obrazu. Nie widzą, że oprócz Thora, w wypadku poważnego konfliktu, pojawią się armie Asgardu, jak to już kiedyś miało miejsce w walce z Lodowymi Gigantami. Może przeciętni wojownicy Asgardu są słabsi, niż Thor, ale... są w dalszym ciągu Asgardczykami i posiadają siłę wielokrotnie przewyższającą Midgardczyków. A jeśli w całą dyskusję włączy się jeszcze Odyn... Ale nie, lepiej szykować się na klęskę na własne życzenie, tworząc broń, która osłabia ich samych.

Eh... nie ważne. Jak dojdzie co do czego, będzie trzeba po raz kolejny stanąć w szranki z kolejną armią wrogów, kolejnymi wojownikami i ich generałami. Ale ani Fury, ani Ross nie nauczą się, że popełniają błąd. Będą brnąć, uparcie próbując udowodnić, że to nie oni i że to świat się na nich uwziął i wypełniali rozkazy i "przecież trzeba być gotowym". Szkopuł w tym, że nie są i nie będą.

Thor obiecał, że nie będzie pokazywał swojej całkowitej siły, będąc w Midgardzie. Że nie wykorzysta całej mocy, jaką posiada. I nie zrobi tego. Zwłaszcza tylko po to, by udowodnić jakiemuś człowiekowi, że nic, co powstało w Midgardzie nie może równać się mocą z Księciem Asgardu. To byłoby poniżej jego godności. Zarówno Rossa jak i Fury należy traktować jak dziecko, pozwolić mu wziąć do ręki topór taty i spuścić go sobie na nogę, pilnując jedynie, bu upadł obuchem. Jedyny problem w tym, że oni nie chcą się uczyć.

X-23 mogła dostrzec, że Thor przez całą drogę nic nie mówił, a jego uśmiech i pogodna twarz gdzieś się ulotniła. Nie był wściekły, bo to byłoby bardziej widoczne. Był... niczym zachmurzone niebo. Może się zarówno rozpogodzić jak i delikatnie skropić deszczem. Może też jednak zapowiadać wielką nawałnicę, trąby powietrzne i huragany.

Gdy dotarli w końcu na lądowisko, pogoda w duszy Asgardczyka jednak się rozpogodziła. Wracał do Jane, problem, z którym się miał zmierzyć został na tą chwilę rozwiązany. Można było się przynajmniej w tej chwili cieszyć. Wyciągnął więc zza pasa Mjolnir i zwrócił do Laury.

- Gotowa do podróży? - nie, nie stali przy żadnym śmigłowcu, czy innym samolocie.



Thor: Once I retrieve Mjolnir, I will return to you the items they stole from you. Deal?
Jane Foster: No. You think you're gonna just walk in and walk out?
Thor: No. I'm gonna fly out.



 
 

X-23 

I'm a clone without soul




Imię i nazwisko: Laura Kinney
Pseudonim: X-23
Data urodzenia/Wiek: 29.07.1992/20lat
Zdolności: Healing factor, nadludzko wrażliwe zmysły, nadludzka zwinność, adamantowe pazury (po 2 w dłoniach, po 1 w stopach)
Znaki szczególne: zielone oczy i ponura mina
Urazy: Wiele mentalnych.
Dołączyła: 31 Paź 2014
Posty: 259
Wysłany: Sob 20 Lut, 2016 15:58   

// Kwatera Fury'ego

Złość Thora stała się tak namacalna, że na spokojnie mogła ciąć ją adamantowymi pazurami. Szła cicho obok niego, próbując mu nadgonić kroku. Gdzieś tam w głębi duszy miała nadzieje, że zły humor Asgardczyka się na niej nie skrupi. Nie zamierzała mu przerywać, zresztą nie ma co się oszukiwać, mistrzynią konwersacji to ona nie była. Bardzo rzadko zagadywała pierwsza. Zwykle spędzała czas gdzieś obok pochłonięta swoimi ponurymi myślami. Teraz natomiast układała sobie w głowie co by mogła zrobić, gdyby faktycznie została zaatakowana przez Thora, czy przez agenta. Oczywiście, proszę nie traktować tego zbytnio osobiście... Laura często robiła to „dla sportu”.

Wiatr zawiał w jej długie włosy, mierzwiąc kruczoczarną czuprynę. Obydwoje byli już na zewnątrz. To tam pożegnał ich agent, dlatego w końcu zostali sami. Nie zerkając za siebie odprowadziła mężczyznę nasłuchując oddalających się kroków.

No dobra skoro to mają z głowy... Mutantka rozejrzała się po otwartej przestrzeni w poszukiwaniu jakiegoś transportu, ale póki co nic nie spostrzegła. Przekierowała swoje chłodne spojrzenie na Thora, który zaproponował dość niekonwencjonalną metodę lotu z powrotem na Ziemie. Obniżyła wzrok by spojrzeć na Mjolnira, a gdy go z powrotem podniosła z odrobiną obawy zapytała:
- A czy mogę odpowiedzieć, że nie wiem? - Była gotowa.
 
 

Thor Odynson 

God of Thunders




Imię i nazwisko: Thor Odynson
Data urodzenia/Wiek: Kilka tysięcy lat
Zdolności: Moc władania gromami i błyskawicami, nadnaturalna siła, możliwość dzierżenia młota Mjolnira.
Znaki szczególne: Dużo cięższy, niż wskazywałaby na to jego budowa ciała
Wiek: 36
Dołączył: 12 Kwi 2014
Posty: 189
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 22 Lut, 2016 21:40   

Thor zaśmiał się w głos.

- Oczywiście, że możesz! Nigdy nie będziesz pewna, dopóki się nie przekonasz! - Podszedł do Laury i objął ją w pasie lewą ręką. - Trzymaj się mocno, może nieco wiać. - puścił do dziewczyny oko i zakręcił Mjolnirem.

Wizg wiatru, potężne przyspieszenie, dość utrudniające oddychanie zimno... Nie wiadomo, co było najmniej przyjemne, ale następnym razem może warto chociaż coś ciepłego na siebie założyć.

Thor jednak obniżył lot do jakiejś sensownej wysokości, by dziewczyna nie traciła oddechu, a także, by temperatura nie była zabójcza. W tym momencie lot już był przyjemniejszy.

Po dość niedługim czasie pojawiła się przed ich oczyma panorama miasta.

//zt. Piętro Starka.



Thor: Once I retrieve Mjolnir, I will return to you the items they stole from you. Deal?
Jane Foster: No. You think you're gonna just walk in and walk out?
Thor: No. I'm gonna fly out.



 
 

Mistrz Gry





Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 855
Wysłany: Pon 13 Mar, 2017 20:44   

//zt. z kwatery Fury'ego - Maria Hill

Helikopter był gotowy do podróży. Teoretycznie na miejscu był jedynie pilot i jeden dodatkowy członek załogi. Hill miała jednak świadomość, że za nimi wyruszy również jeden lub dwa lepiej uzbrojone i zapakowane ludźmi pojazdy. Mimo to... w tej chwili poczuła się nieco "sama".



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
The Avengers Hogwart Dream Black Butler Dysharmonia Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal
Lucid Dreams Veneficium Riverdale Horizon Beyond Undertale Dragon Ball Another Universe Stray Dogs Sol Oriens

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi. Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2017