{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Mount Sinuai Hospital
Autor Wiadomość

Captain America 

Not a perfect soldier but a good man




Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1918 roku / 94 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i startegiczne, przyspieszony metabolizm (co za tym idzie szybsza regeneracja i odporność na trucizny, m.in. na alkohol)
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 236
Wysłany: Pon 05 Cze, 2017 11:29   

Próbował osłonić siebie i Jamesa, a pośrednio także lekarza. Niemniej, Barnes był jego priorytetem aktualnie. Już i tak go skrzywdził, czego miał nie zrobić, do cholery. Kiedy był po wszystkim, spojrzał na potwora, który... Był człowiekiem? Martwym, paskudnie poranionym ale... Człowiekiem? Nie mógł w to uwierzyć w żaden sposób. Jak człowiek mógł przyjąć taką postać? Zdecydowanie przerastało go to wszystko. Dwudziesty pierwszy wiek był trudny i dziwny.

- Tak myślę. -odpowiedział Carter i zaraz spojrzał na swojego towarzysza z poczuciem winy wymalowanym na twarzy. Rogers był jak otwarta księga w której każdy może wyczytać jego intencje, strach czy niepewność. Teraz na jego twarzy malowała się oprócz wyrzutów sumienia, także pewna nuta smutku. Zawiódł go znowu, znowu dopuścił do tego, że James został ranny.
- Przepraszam. - powiedział cicho, zaraz patrząc na ciała leżące wokoło i na rannych pacjentów. Trzeba im było pomóc.




 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 996
Wysłany: Pon 05 Cze, 2017 20:35   

Wydawało się, że cała czwórka, nie licząc doktora Woodlow, była cała i zdrowa. No, nie licząc także żeber Jamesa, ale znalazło by się wiele osób twierdzących że mu się należało. Jade i Bucky, po krótkiej wymianie spojrzeń i wskazań wzrokiem, zgodnie stwierdzili że doktorowi nie pozostało wiele czasu. Jakieś pięć minut, maksymalnie dziesięć.

Do tego jeszcze ranni i okaleczeni pacjenci na podłodze. Niektórzy łkający z bólu i strachu, inni próbujący wyjaśnić głosom w głowie że to one powinny wiedzieć co się stało. Głównie jednak było wycie i strach. Ci ludzie potrzebowali pomocy, a Steve nie był w stanie udzielić im jej im wszystkim.

Usłyszeli też jak parę osób w ciężkich butach biegnie w ich stronę i zobaczyli promienie latarek. Najprawdopodobniej biegła tutaj ochrona, ale równie dobrze mogli to być inni kultyści. A jeśli oni także potrafią się zmienić w to beztwarzowe monstrum to sytuacja będzie beznadziejna.

A do tego usłyszeli huk w jednym z gabinetów, a po chwili kolejny. W błysku laterek dostrzegli wypadające ze środka ciało i zakrwawionego upiora ze strzelbą. Długi, lekarski kitel powiewał mu w przeciągu z rozbitego okna, a jego żuchwa była rozerwana. Lekko łysiejący człowiek pod sześćdziesiątkę chciał powiedzieć coś w filmowym stylu, ale eweidentnie całą samokontrolę i siłę poświęcił na zastrzelenie mężczyzny. Brak żuchwy zapewne także mu w tym przeszkodził.

Ordynator White, jak mogli odczytać z przekrzywionej tabliczki na dziurawych drzwiach, miał słuchawki na uszach i wyraz totalnego wkurwu na twarzy. No, na tym jej fragmencie który nie zwisał w dwóch kawałkach, chlapiąc krwią i bujając kawałkami skóry.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 300
Wysłany: Sro 07 Cze, 2017 21:04   

- Steve! - krzyknęła do Rogersa, prostując się. - Weź Jamesa ze sobą i zabierzcie doktora na chirurgię, izbę przyjęć, gdziekolwiek, gdzie mu uratują życie. Nie mamy wiele...
Urwała, gdy usłyszała łomot taktycznego obuwia, a w jej ręce od razu znalazł się jej pistolet. Sprawdziła stan magazynka i poklepała się po kieszeni, by się upewnić, że akurat w tej ma zapasowy magazynek. Chwilę później stała na wprost czegoś, co trudno było w tej chwili nazwać człowiekiem. W pierwszym odruchu miała ochotę wpakować temu strzępowi ludzkiej osoby kulę w łeb i zakończyć jego niechybne cierpienie, ale najpierw musiała pozbyć się stąd rannego Woodlowa oraz dwójki towarzyszy. Nie była pewna, czy widzieli co zrobiła z granatem, który zabił demoniczne monstrum, ale nie zamierzała się nikomu reklamować ze swoją kulo-przepuszczalnością.
- Szybciej! - krzyknęła do nich ponaglająco, nie odrywając wzroku od ordynatora.
- Doktorze White - zwróciła się do zombie. - Niech pan rzuci strzelbę na ziemię i założy ręce za głowę! - rozkazała tonem, który wyraźnie świadczył, że nie zawaha się pociągnąć za spust.


//Steve & James - bierzcie doktora pod pachy i ocalcie mu tyłek//
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 96 lat
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 128
Wysłany: Czw 08 Cze, 2017 10:29   

Wciąż czuł się nieco... oszołomiony, jeśli tak mógł to nazwać. Przez ból głowy, wstrząs i wybuch. Wiedział jednak, że nie ma czasu na użalanie się nad sobą i nad tym, że jego życie to jakiś chory żart, a Bóg musi być jakimś sadystycznym p... Nie, lepiej nie kończyć. Bóg i tak nie wybaczy mu za grzechy. Jeśli istnieje.
Spojrzał na Steve'a w sposób, który - miał nadzieję - dał mu do zrozumienia, że o przeprosinach i wzajemnych bolączkach będą rozmawiać zdecydowanie kiedy indziej, bo to zdecydowanie nie są na to najlepsze miejsce i czas.
Spojrzał też na Carter, mierząc ją wzrokiem od stóp po czubek głowy. Zdecydowanie będzie musiał później spróbować wyciągnąć ze Steve'a jakieś informacje nie tylko na temat samej Jade, ale też reszty ochrony Stark Tower. Zaskarbił sobie już raczej odrobinę jego zaufania.

Skinął głową, słysząc polecenie Carter i ruchem dłoni dał znać Steve'owi, że ma zająć się doktorem. Sam zdecydował się wycofywać za nim, osłaniając jego plecy. Czuł się jak, nie ugrzeczniając, gówno, ale wciąż był w stanie strzelać i celnie. W miarę celnie, jeśli dręczyły go też zawroty głowy, które uderzały w niego od czasu do czasu.

Nienawidził, kiedy mieszano mu w głowie.
 
 

Captain America 

Not a perfect soldier but a good man




Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1918 roku / 94 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i startegiczne, przyspieszony metabolizm (co za tym idzie szybsza regeneracja i odporność na trucizny, m.in. na alkohol)
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 236
Wysłany: Pią 09 Cze, 2017 23:14   

Miał coś powiedzieć, cokolwiek. Zareagować jakoś na to co się działo, kiedy zobaczył kolejnego dziwnego lekarza, przypominającego potwora z jakiejś gry video marnej jakości. Przełknął ślinę, zaraz biorąc na ręce rannego psychiatrę i zerkając na Jamesa. Wierzył, że Jade sobie poradzi. Ich priorytetem było ratować życie umierającego mężczyzny. Unikał trupów i rannych, aby nikogo bardziej nie uszkodzić, kiedy niósł lekarza do chirurga.
- Nie planowałem takich rewelacji. - stwierdził cicho, informując o tym Jamesa. Miał nadzieję, że mkze brunet mu wybaczy, w końcu nie chciał go zranić, to wyszło przypadkiem i było spowodowane sporym niefartem, którego ostatnio Steve miał po dziurki w nosie. Dostrzegł kogoś w białym kitlu w dalszej części korytarza.
- Potrzebujemy pomocy! - Zawołał, licząc że to ktoś kompetentny.




 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 996
Wysłany: Sob 10 Cze, 2017 11:42   

Steve i James przeszli parę metrów zanim zostali otoczeni przez ochronę, jednak ci szybko zorientowali się w sytuacji i pchnęli ich dalej, do ratowników czekających z noszami i bandażami. Było widać, że szpital miał dobre procedury reakcji na atak terrorystyczny. Co w sumie dopiero teraz uświadomiło im jak krótko trwała cała ta akcja. Minutę, może dwie, a wydawało się że minęła cała wieczność.

Ktoś zajął się oględzinami Steve, ktoś inny zajął się Jamesem, a jeszcze inni zabrali doktora Woodlow. Powoli świat wracał do normalności, jeśli nie liczyć krzyków ochrony, która właśnie natknęła się na rannych i umierających pacjentów oddziału psychiatrycznego. Ktoś dał im po kawałku czekolady, ktoś wyjaśniał im że zostaną zabrani na inne piętro, gdzie będą mogli odpocząć i zajmą się nimi lekarze. Co, zwłaszcza Jamesowym żebrom, wydawało się całkiem dobrym pomysłem. Mimo to z przenosinami ludzie czekali na decyzję legendarnego Kapitana Ameryki.

---

W tym czasie Jade została sam na sam z zombie-ordynatorem. Ten spojrzał na pistolet dzierżony przez kobietę i zrobił dwa kroki w tył, gdy kazała mu ona opuścić broń. Tego nie zrobił, jedynie oparł strzelbę o ramię jednej ręki, a drugą wyciągnął z kieszeni jakąś strzykawkę. Miał zby przytomny wzrok jak na ranę, którą widziała. Normalni ludzie tracą przytomność, a w najlepszym razie zwijają się z bólu. Nie zabijają ludzi, nie rozumieją co się do nich mówi. A tymczasem ordynator White zdecydowanie przestraszył się pistoletu.

Nie mógł mówić, tylko bulgotał coś, gdy krew spływała mu do krtani. Jeżeli to zwykły człowiek, to trzeba mu postawić pomnik za tę niezłomność. Nie to, co ochroniarzowi, który jako pierwszy przybiegł na miejsce rzezi. On nie zdążył nawet wykrztusić standardowego "O kurwa!", gdy zgiął się wpół i zaczął wymiotować. Niemniej kolejni uczynili zadość tradycji, klnąc i niedowierzając swoim oczom. Ordynator-zombie opuścił broń. W ogóle, co za psychol trzyma strzelbę w szpitalu?



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 300
Wysłany: Nie 11 Cze, 2017 21:19   

Gdyby nie to, że wolała nie odrywać wzroku od zombie-lekarza, to pewnie by przewróciła oczami na widok ochroniarza, któremu ukazał się ponownie ostatnio spożyty posiłek. Obserwowała White'a i to co robi z bronią, a także strzykawkę, którą wyciągnął z kieszeni.
Na szczęście James i Steve byli już z dala od tego bałaganu. Ochroniarzom gestem pokazała, że mają się na razie nie zbliżać, co chyba ich zadowoliło ze względu na to jak wyglądał korytarz.
- Doktorze White - zaczęła znowu, widząc, że chyba coś próbuje powiedzieć. - Potrzebuje pan czegoś do pisania? - zapytała, mając nadzieję, że ma on przy sobie jakiś bloczek i choćby ołówek. - Co jest w tej strzykawce? Proszę sobie pozwolić pomóc.
Miała nadzieję, że doktor jej posłucha. Nie wiedziała czy ma jakieś szanse na przeżycie, ale chyba wszystko było lepsze od stanu w jakim się obecnie znajdował.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 96 lat
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 128
Wysłany: Pon 12 Cze, 2017 13:48   

Bucky nie dopuścił do siebie żadnego z sanitariuszy, wykręcając się od jakichkolwiek interakcji z nimi, jak tylko zdołał. Połamane żebra nijak nie dorównywały większości największych obrażeń, z którymi kazano mu pozostawać na polu walki, i nie zagrażały jego życiu. Dlatego nie zamierzał dać się im badać. Każdy lekarz zauważyłby przecież, że jest z nim coś bardzo nie tak. A nawet jeśli nie udałoby im się zorientować się na pierwszy rzut oka, że nie jest zwyczajnym człowiekiem, to nawet ślepiec zorientowałby się, że ma kawał żelastwa przyspawany do ciała, a pozostała ilość znajdowała się wewnątrz niego. Lekarze uśmieliby się, gdyby wysłali go na rezonans magnetyczny...
Trzymał się jak najbliżej Steve'a, niemal przykleił się do jego pleców, wiedząc, że jeśli będzie blisko Kapitana Ameryki, nikt nie będzie robił mu większych problemów. A przynajmniej taką miał nadzieję.

I co dalej? — mruknął do Steve'a, uważnie rozglądając się wokół. — Mamy tak to zostawić? Nie wezwiesz wsparcia? — Stark Tower było narażone - choć, o ironio, Steve twierdził, że ufa tym ludziom i nie będzie powtórki z DC - więc Steve mógł nie wiedzieć, komu może ufać.
 
 

Captain America 

Not a perfect soldier but a good man




Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1918 roku / 94 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i startegiczne, przyspieszony metabolizm (co za tym idzie szybsza regeneracja i odporność na trucizny, m.in. na alkohol)
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 236
Wysłany: Pon 12 Cze, 2017 22:26   

Steve grzecznie ale stanowczo podziękował za pomoc medyczną. Nic mu nie było, a ranni czekali na ratunek. Od razu wysłał sanitariuszy dalej, biorąc tylko od jednego bandaż elastyczny. Spojrzał na Jamesa uważnie, wiedząc, że ten nie da się zbadać, nie chciał nawet zgadywać z czym musi się to kojarzyć jego druhowi. Uznał więc, że najbezpieczniej dla nich będzie jeśli pozwolą medykom działać z tymi, którzy naprawdę ich potrzebowali.
- Zajmijcie się rannymi, tylko niech nikt nie dotyka podejrzanych kryształów. - wydawał polecenie, czekając przez moment aż zostanie wykonane zanim zerknął ponownie na Barnesa.
- Musimy poczekać i lepiej nikogo nie wzywać. To się może skończyć gorzej z czyjąkolwiek pomocą z zewnątrz. Zaufanie jest towarem deficytowym, Bucky. Zwłaszcza teraz. - powiedział cicho, zastanawiając się co właściwie ma wspólnego atak na Stark Tower z tym...incydentem. Żałował, że nie grał z Clintem w Resident Evil, przynajmniej miałby doświadczenie z zombie.
- Trzeba zająć się twoimi żebrami, mogą utrudniać...wszystko, a nie wiemy co jeszcze nas tu spotka. -zasugerował po chwili. Zawsze martwił się o towarzyszy.




 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 996
Wysłany: Wto 13 Cze, 2017 16:14   

Ordynator zombie oparł strzelbę o ścianę, widząc ochronę i to że nikt nie chce już go zaatakować. Wyciągnął do Jade dłoń ze strzykawką, drugą ręką wskazując miejsce na swojej twarzy. No, na tym co z twarzy mu zostało. Następnie sięgnął do jednej z kieszeni swojego kitla i wyciągnął z niej notatnik z długopisem. Cokolwiek się z nim działo on jakoś niespecjalnie się tym przejmował. Niezależnie od tego czy Jade wzięła strzykawkę czy nie, ordynator White wrócił do swojego gabinetu, zostawiając drzwi otwarte.

Jade mogła rzucić okiem na krwawą scenę w środku. Trzy ciała, z czego tylko jedno miało ślady po strzelbie, a pozostałe dwa miały zmiażdżone kości. Choć zauważając krwawe ślady na broni ordynatora można powiedzieć że oni także umarli w wyniku ran wywołanych strzelbą... Ordynator podszedł do biurka, po drodze kopiąc leżące ciało, i zaczął pisać gdy tylko usiadł w swoim fotelu.

Ochroniarze byli zdezorientowani, na szczęście znalazł się ktoś zdolny nimi dowodzić, więc akcja ratunkowa zaczęła w ogóle istnieć.

---

Ratownicy uszanowali słowa kapitana, pozostawiając tę dwójkę w spokoju. W porównaniu do niedawnego piekła uporządowany chaos działań ratowniczych był niemalże spokojny, a na pewno przewidywalny.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 300
Wysłany: Wto 13 Cze, 2017 20:28   

Za cholerę nie wiedziała co się tam działo, ale nieco opuściła broń, kiedy lekarz odłożył strzelbę. Na ile zrozumiała jego gest ze strzykawką, było w niej znieczulenie i to musiało być w dawce na mamuta. Jednak pozostała czujna i ostrożna, kiedy brała strzykawkę w swoje palce, bardzo uważając aby nie zniszczyć zawartości albo nie "poczęstować nią" siebie lub kogoś postronnego. Dopiero co wysadziła w powietrze pieprzonego demona. Powoli podążyła w stronę wejścia do gabinetu, oglądając się na Rogersa i Barnesa.
Zanim weszła do środka, klepnęła w ramię jednego z ochroniarzy, by zwrócić jego uwagę na siebie.
- Nie dotykajcie niczego, co nie jest żywym człowiekiem. Martwi nigdzie nie odejdą, a gdyby próbowali to kula w łeb bez zastanowienia się, chyba że pragniecie zamienić się w takie poszarpane żywe trupy. To samo dotyczy się dotykania jakichkolwiek kamyków, mazi i innych świństw. I niech ktoś załatwi mi szczelny litrowy pojemnik, izolowany najlepiej oraz szczypce. W ostateczności może być szufelka i zmiotka. I niech ktoś sprowadzi lekarza i pielęgniarkę z opatrunkami do White'a, ASAP!
Po tych słowach weszła do gabinetu tak, jakby wchodziła do pomieszczenia spodziewając się ataku z każdej strony. Zbliżyła się do biurka, widząc że lekarz pisze coś zawzięcie. Trzy trupy nie zrobiły na niej już wrażenia, no może poza tym, że lekarz był w stanie przeżyć grupowy atak.
- Musi pana ktoś szybko opatrzyć - zwróciła się do lekarza, rozglądając się, czy w gabinecie są opatrunki. Poza tym brak szczęki mężczyzny sprawiał, że czuła się bardzo niekomfortowo. - Co jest w tej strzykawce? - zapytała.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 96 lat
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 128
Wysłany: Sro 14 Cze, 2017 09:43   

Bucky wiedział, że mogą wyglądać podejrzanie mrucząc coś do siebie, ale w tej chwili miał to gdzieś.

Mówiłem ci to już — wypomniał mu, śledząc wzrokiem oddalających się sanitariuszy, którzy wreszcie zaczynali zajmować się tym, czym powinni, a nie tracili go na - za przeproszeniem, jak powiedziałby Rogers - pierdoły, czyli kręcenie się wokół tych, którzy pomocy nie potrzebują. — Ale ty upierałeś się, że powtórka z Waszyngtonu nie będzie mieć miejsca. I co? — Spojrzał na niego z nutką politowania. — Już nie jesteś chyba taki pewnych twoich przyjaciół.

Chciał powiedzieć, że równie dobrze Carter mogła chcieć wywieźć go tutaj, żeby się go pozbyć, ale ugryzł się w język. Dobijanie Steve'a nie sprawiało mu przyjemności, wręcz przeciwnie, więc postanowił zachować dla siebie całą resztę uwag, jakie cisnęły mu się na język.
Dlatego zerknął jedynie na niego kątem oka i prychnął, mówiąc:

Ostatnim razem, kiedy miałem połamane żebra, przepłynąłem z tobą pół Potomaku — przypomniał mu, choć nie lubił wracać do akcji z DC. — Więc możesz mi wierzyć, że dam sobie radę. — Wiedział, że nie powinien tego lekceważyć, bo może skończyć z przebitym płucem, jeśli będzie zbytnio szarżował, ale... Nie takie rzeczy się znosiło i lekceważyło, a wciąż żył. — To nic takiego. Nie znasz mnie, jeśli sądzisz inaczej.
 
 

Captain America 

Not a perfect soldier but a good man




Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1918 roku / 94 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i startegiczne, przyspieszony metabolizm (co za tym idzie szybsza regeneracja i odporność na trucizny, m.in. na alkohol)
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 236
Wysłany: Sro 14 Cze, 2017 22:58   

Fakt, czasem zbyt bardzo ufał ludziom w swoim otoczeniu, łatwo przychodziło mu nazywanie ich znajomymi, chociaż ukrywali przed nim paskudne fakty. Ufał przecież agentom, w tym Brockowi, którzy okazali się zdrajcami, pracującymi ciągle dla cholernej Hydry. Podejrzewał, że takiego nieprofesjonalizmu ani nie zapomni mu szybko Bucky ani Natasha. Obydwoje przecież byli tymi bardziej dojrzałymi agentami, którzy nie udało obcym, wychodząc z założenia, że muszą być dobrzy, bo przecież pracują dla dobrej organizacji.
- Wiem co mówiłem i wiem jak to wygląda. Nie planowałem tego survivalu, problemów ze Stark Tower czy czegokolwiek innego. Chciałem tylko... - przerwał, ciężko wzdychając. Chciał tylko normalności, szansy na zwyczajną rozmowę z kimś, kogo powinien był uratować w czasie wojny ale tego nie zrobił.
- To nie jest pieprzony wyścig zbrojeń ani konkurs na wytrzymałość. Dobrze wiesz jak może się to skończyć, więc przestań pierdolić i daj sobie pomóc. To nie jest Waszyngton.- zmrużył oczy, patrząc na niego uważnie. Sytuacja musiała być poważna, skoro Cap używa brzydkich słów. Niech to ktoś zapisze, to niemal jak święto narodowe.




 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 996
Wysłany: Czw 15 Cze, 2017 15:42   

Ordynator-zombie tylko zabulgotał coś w odpowiedzi na słowa Jade, kontynuując notatkę. Niestety, parę razy musiał coś przekreślać i poprawiać, jako że chlapał swoją krwią po kartce. Z bliska Jade mogła z całą stanowczością stwierdzić, że są rzeczy gorsze niż brak szczęki. Na przykład spojrzenie, jakim doktor White poczęstował jedno z ciał. Gdyby wzrok mógł spalać, to tutaj byłaby dziura której nie powstydziłby się Cyklop.

Powoli jego ruchy stawały się lekko chaotyczne i przerywane, ale wyciągnął swój komputer z szafki przy biurku i wypiął zeń dysk twardy. Wcisnął go w ręce Jade, a właściwie po prostu go jej oddał, jako że siły także zaczęły go opuszczać. Zabulgotał coś, pieniąc krew w krtani, równocześnie wskazując na strzykawkę, a po chwili na hipnotyzującą dziurę w jego twarzy.

Ordynator zapisał:
Cytat:
D:\MSH\Medical Records\2013\PsychWard\Patients\Walker\[hidden:{police reports (vixenrestontable1762), autopsy R.jr (s3r0t0n1ndoeseverything), MRI (woodlowyoupooridiot), EEG (kozieleckiwashere), toxicology (inakingdomofblinds), pri-det (freudwatsonskinnerkalatpiaget), creature (whatthefuckdidisawthere), notes (iamwaytosmartformyowngood)}]


---

W tym czasie obok Jamesa i Stevea przebiegała cała parada ratowników z koszmarnie poranionymi ludźmi na noszach. To było niemal jak na wojnie, jak po jakiejś bitwie. Zupełnie jakby złudzenie kapitana było prawdą, ludzie wyglądali jakby dostali się pod ostrzał ciężkiej broni maszynowej. Z drugiej strony na oddział psychiatryczny właśnie biegła grupka w białych kombinezonach i przezroczystych maskach. Chyba ktoś wpadł na pomysł kwarantanny. Może i naoglądał się filmów o zombie, ale ciężko byłoby teraz odmówić racji bytu niewielkiej paranoi.





Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 300
Wysłany: Czw 15 Cze, 2017 18:47   

Z zaskoczeniem przyjęła wciśnięty w dłonie dysk twardy. Ostrożnie wsunęła go do wewnętrznej kieszeni kurtki. Zabraną z biurka kartkę schowała do innej kieszeni.
- Jest mi naprawdę przykro, że to pana spotkało, że coś tak potwornego miało miejsce - powiedziała, obchodząc biurko i trzymając strzykawkę w lewej ręce, z prawej nie wypuszczając broni. - Jest pan bohaterem - dodała, stając za jego plecami i ostrożnie zerkając w stronę wybitego okna, nie wiedząc, czy coś stamtąd nie wylezie. - I takim pana zapamiętają, obiecuję to - powiedziała wbijając mu igłę w szyję i wciskając tłoczek strzykawki do samego końca.
Wyciągnęła igłę z ciała lekarza i od razu odsunęła się na bezpieczną odległość i od niego i od okna, nie mając pojęcia co się wydarzy. Przypuszczała, że w strzykawce była śmiertelna dawka jakiegoś leku. Odsuwając się w stronę drzwi, pospiesznie skrajem bluzki wytarła swoje odciski palców ze strzykawki, rzucając ją potem w kąt. Wolała aby policja nie skojarzyła ją ze śmiercią White'a. Ciężko by było wyjaśnić, że sam ją poprosił o to.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 96 lat
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 128
Wysłany: Pią 16 Cze, 2017 11:26   

Nie bez powodu mówi się, że piekło wybrukowane jest dobrymi chęciami, Rogers — podsumował, śledząc wzrokiem kolejne przesuwające się przed ich oczami nosze. Spędził część wojny w okopach, a w późniejszym czasie, działając już w szeregach Wyjącego Komanda widział wiele i choć mógł wmawiać sobie, że przyzwyczaił się do takich widoków, że nie mógł podchodzić do tego bez emocji, ale nie była to prawda. Nie do końca.

Dlatego odwrócił wzrok, wbijając go w Rogersa.
Uniósł nieznacznie kącik ust, słysząc, jak ten próbuje brzmieć... groźnie? Przekonująco? Nie wiedział o jaki dokładnie efekt mu chodzi, ale cóż, zdecydowanie go nie uzyskał.

Dlatego jedynie prychnął i powiedział:

Wierz mi, że jeśli zacząłbym pierdolić, to poszłoby ci to w pięty. — Zerknął na niego nieco pobłażliwie. — Nie potrzebuję badań, Rogers. — Może i odrobinę potrzebował, ale jego niechęć do lekarzy była silniejsza. — Zacznij martwić się sobą, nie mną.
 
 

Captain America 

Not a perfect soldier but a good man




Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1918 roku / 94 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i startegiczne, przyspieszony metabolizm (co za tym idzie szybsza regeneracja i odporność na trucizny, m.in. na alkohol)
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 236
Wysłany: Pią 16 Cze, 2017 17:20   

Zerknął na ludzi na noszach, automatycznie przypominając sobie okopy podczas Drugiej Wojny, tej do której miało nie dojść, przecież robiono wszystko aby uniknąć tego co miało się stać. Poczuł się winny, jak wtedy kiedy przynoszono rannych do punktów medycznych, kiedy ci niemalże byli martwi, ale nadal dopytywali o kolegów czy braci, którzy zniknęli im z oczu. To jednak nie była wojna, to był atak wręcz terrorystyczny. To było gorsze, bo ci ludzie nie wiedzieli na co się piszą, przychodzili tu szukając pomocy a skończyli w paskudny sposób. Westchnął, zaraz zerkając na Jamesa. Starał się wyglądać poważniej i groźniej, ale przytłoczony sytuacją bardziej przypominał kopniętego szczeniaczka.
- Nie mówię, że masz od razu oddawać się chirurgom, Barnes. Mówię, że mogę ci pomóc, chyba że mnie też nie ufasz. - nie żeby go to zdziwiło, James miał więcej powodów aby mu nie ufać niż tych aby jednak tym razem posłuchać Kapitana.




 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 996
Wysłany: Nie 18 Cze, 2017 11:09   

Jade zachowała czujność, co sprawiło że serce podeszło jej do gardła gdy jakiś ciekawski gołąb, latający szczur Nowego Yorku, zagruchał siadając na parapecie. Ale nie ma co się dziwić, że nerwy miała napięte jak struny. Ordynator White wzdrygnął się gdy wbiła mu igłę, zdecydowanie bardziej ze strachu niż bólu. Zwłaszcza, że potrafił strzelać z rozerwaną żuchwą.

Po chwili ten niezwykły człowiek zaczął się trząść, całą swoją siłą utrzymując się na fotelu. Dłoń, której ruchy przywodziły na myśl atak padaczki, wyciągał w stronę Jade, szukając oparcia drugiej osoby. Mimo że nigdy nie zamieniła z nim jednego słowa, może nigdy o nim nie słyszała, ale iała wrażenie że poznała go całkiem dobrze przez ostatnie chwile. Był wojownikiem, kimś kto walczył zarówno z wrogami jak i przeciw śmierci czy szaleństwu.

Jednak dziś jego bitwa musiała się zakończyć. Przekazał ją komuś innemu, komuś kto, jak miała nadzieję zarówno ona jak i on, będzie godnym następcą. Nie zmieniało to jednak tego, że nie chciał umierać w samotności.

---

Do kapitana i Jamesa podszedł mężczyzna, który wcześniej rozmawiał z doktorem Woodlow, a który jakoś zniknął w tym potwornym zamieszaniu. Wydawał się zbyt pewny siebie, jak na ostatnie wydarzenia, i to wzbudziło czujność u obu. Dlatego też mieli jakiś ułamek sekundy aby zerwać się na równe nogi, gdy skóra mężczyzny zaczęła pokrywać się białą warstwą, a on sam zaczął rosnąć.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 300
Wysłany: Pon 19 Cze, 2017 19:01   

Jade nigdy nie przypuszczała, że naczelny szkodnik Nowego Yorku może ją tak wystraszyć. Przez moment miała wrażenie, że serce jej wyskoczy z piersi.
Kiedy doktor wyciągnął do niej rękę zawahała się przez chwilę. Bała się tego, co tu się stała, bała się tego, co może ją spotkać. Żadne szkolenie nie przygotowało ją na to.
Chwyciła jednak rękę lekarza i ścisnęła ją mocno.
- Znajdę tych, którzy są za to odpowiedzialni - oświadczyła nieoczekiwanie, patrząc w oczy umierającego mężczyzny. - Zapłacą za to, co uczynili swoim życiem.
Miała teraz możliwości, wielkie możliwości by to uczynić i to nie pozostawiając śladu po swoich działaniach.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 96 lat
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 128
Wysłany: Wto 20 Cze, 2017 14:37   

Przez krótki moment patrzył na twarz Steve'a, zastanawiając się, jak delikatnie objąć w słowa to, że po... cóż, że po tym wszystkim trudno jest mu komuś w pełni zaufać. Nawet jeśli tym kimś jest Kapitan Ameryka, najszlachetniejszy ze szlachetnych, najbardziej honorowy i bohaterski z bohaterów.
A wiedział, że potrzebuje jeszcze czasu, żeby na nowo nauczyć się widzieć nie Kapitana Amerykę, a Steve'a Rogersa, tego upartego smarkacza, idioty, który nigdy nie potrafił się poddać. Obaj potrzebowali czasu na ponowne dotarcie się.

A teraz zdecydowanie go nie mieli.

Zamiast odpowiadać więc Steve'owi, szarpnął go za ramię w górę, odciągając od monstra, w jakie przeistaczał się ten podejrzany typ spod gabinetu Woodlowa.
Wycelował w niego broń, jednak nie pociągnął za spust, czekając na reakcję Rogersa. Choć wątpił, żeby potrafił wytłumaczyć mu, co tu się, do cholery jasnej, dzieje.
 
 

Captain America 

Not a perfect soldier but a good man




Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1918 roku / 94 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i startegiczne, przyspieszony metabolizm (co za tym idzie szybsza regeneracja i odporność na trucizny, m.in. na alkohol)
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 236
Wysłany: Wto 20 Cze, 2017 17:48   

Blondyn chciał coś powiedzieć, nawet otworzył usta, jednak zaraz je zamknął i spojrzał z przerażeniem na kolejne monstrum. Nie podobało mu się to. To było okropne i chciał aby koszmar się wreszcie skończył. Chyba po tym wszystkim wyląduje u psychologa albo w najlepszym razie na obserwacji SHIELD. Odruchowo osłonił tarczą siebie i Barnesa, cofając się o krok od mężczyzny.
- Atakuj tylko kiedy on zaatakuje. Może uda się to wyminąć i ostrzec Jade. - nawet jeśli nie mógł ufać wielu osobom, wolał jednak chociaż minimalnie zaufać Carter. Może słabość do nazwiska, a może fakt, że kojarzył ją jako honorową kobietę. Trudno powiedzieć co decydowało o ufności Steve'a. Na razie czuł się tak, jakby wpadł do koszmarnej gry, jakiegoś Resident Evil czy może Walking Dead. Wszędzie potwory i dziwne zombie. Nie pisał się na to, podejrzewał że Bucky i Jade też nie chcieli być w samym sercu koszmaru. Sięgnął do tyłu, upewniając się że James po prostu jest tuż obok. Potrzebował mentalnego wsparcia i bodźca do działania.




 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 996
Wysłany: Pon 26 Cze, 2017 18:59   

Jade, trzymając dłoń ordynatora, dłoń która na przemian wzmacniała uścisk i słabła, czuła się jakby właśnie umierał jej przyjaciel, ktoś niesamowicie jej bliski. Doktor White spojrzał kobiecie w oczy, a wzrok miał zmęczony. Widziała niemalże wszystkie lata jego walki w szpitalu. Był zmęczony, był dumny, ale był też przerażony.

Popatrzył na zdjęcie rodziny, żegnał się z życiem pozbawiony ich wsparcia. Żona będzie dziś czekać na powrót, który nie nastąpi. Synowie odbiorą telefon z krótką, bezduszną wiadomością. Wnuczęta jeszcze jeden, ostatni raz pójdą za dziadkiem na spacer, odprowadzając jego zamkniętą trumnę. Starszy mężczyzna opadł z sił, zwiotczał i wydał ostatnie tchnienie. Jego bezwładna już dłoń zaczęła wyślizgiwać się z rąk Jade.

Doktor White, ordynator oddziału psychiatrycznego Mount Sinuai Hospital, zmarł na stanowisku, broniąc pacjentów i walcząc z terrorystami.

---

Białawy potwór, w którego przeistoczył się podejrzany mężczyzna, ruszył z rykiem do ataku. Steve ledwie zdążył przyjąć postawę, dzięki której zablokował cały cios tarczą. Z jednej strony sprawiło to, że demon odbił się, lądując parę metrów od nich. Z drugiej, wybiło mężczyźnie powietrze z płuc. Miał pewność, że gdyby nie serum superżołnierza, to właśnie teraz, wraz z Jamesem, odklejaliby się po kawałku ze ściany, sprasowani potworną siłą napastnika.

Winter Soldier miał za sobą ciężki dzień, do tego cały czas rwało go w piersi. Dlatego odruchy i wieloletni trening wzięły nad nim górę. Strzelił trzy razy zanim demon zdążył wylądować, trafiając za każdym razem w jego beztwarzowy łeb. Parę sekund później ratownicy i lekarze rzucili się do panicznej ucieczki, zgodnie z zasadą iż pomagając nie można ryzykować swoim życiem. Co było o tyle rozsądne, że nie zmienią się w te okaleczone marionetki, z którymi kapitan i Bucky mieli wcześniej do czynienia.




Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 300
Wysłany: Pon 26 Cze, 2017 22:16   

Dla Carter był to pierwszy raz, kiedy patrzyła jak ktoś umiera, a nie po prostu ginie. Było to dla niej niezwykle emocjonalne i ciężkie przeżycie, przez co walczyła z łzami, które chciały pociec jej po twarzy i niestety przegrała, kiedy lekarz wydał ostatnie tchnienie. Delikatnie zamknęła jego nieruchome już oczy, czując jak słone krople ściekają jej po policzkach. Zrobiła krok w tył i pospiesznie otarła twarz wierzchem dłoni. Upewniała się, że dysk i kartka są bezpieczne, kiedy hałas z korytarza i przerażone krzyki zwróciły jej uwagę. Sprawdziła ile ma w magazynku nabojów, wychylając się ostrożnie na korytarz.

- You gotta be f*cking kidding me - mruknęła do siebie na widok kolejnego monstrum i pospiesznie wyszarpnęła telefon z kieszeni, wybierając numer Normana i mając nadzieję, że i on i Anthony są cali. - Odbierz, do diabła - powiedziała do słuchawki, wsłuchując się w kolejny powtarzający się sygnał.
  
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 96 lat
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 128
Wysłany: Wto 27 Cze, 2017 08:58   

Zróbmy coś dobrego, pomagajmy ludziom, Bucky. Będzie fajnie — burczał pod nosem, jednocześnie pocierając pierś i upewniając się, że ze Steve'm wszystko jest w porządku i pewnie stoi na nogach. Wiedział, że Rogers to już nie to chuchro, co kiedyś, ale wciąż był jednak upartym gówniarzem z upośledzonym instynktem przetrwania, którego lepiej trzeba było mieć na oku, żeby nie zrobił niczego głupiego. Jak rozbicie samolotu ze sobą w środku i zamarznięcie na siedem dekad. No idiota, no. — Gówno prawda — skwitował jeszcze na sam koniec. Chociaż tyle dobrego, że to on skończył połamany, nie Steve.

Spojrzał ponad ramieniem monstrum, dostrzegając Carter.
Cała ta sytuacja była wyjątkowo patowa, a po tym krótkim zerknięciu na jej twarz doszedł do wniosku, że nie udało jej się dojść do żadnego planu, który mógłby ich stąd wyrwać, jednocześnie nie narażając personelu na starcie z... tym czymś, co cholera jedna wie, czym naprawdę było. Był jednak pewny tego, że następnym razem, kiedy Steve zaproponuje mu podobna fajną wyprawę, by pomóc ludzkości, będzie się przed tym wzbraniał rękami i nogami. Nigdy więcej.
 
 

Captain America 

Not a perfect soldier but a good man




Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1918 roku / 94 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i startegiczne, przyspieszony metabolizm (co za tym idzie szybsza regeneracja i odporność na trucizny, m.in. na alkohol)
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 236
Wysłany: Wto 27 Cze, 2017 15:38   

Jęknął głośno, kiedy powietrze opuściło jego płuca i zaraz spojrzał na Jamesa uważnie, upewniając sie, że wszystko z nim w porządku. Nie darowałby sobie gdyby coś mu się stało, no nie ma takiej opcji, przecież nie chciał zabić swojego przyjaciela. Najlepszego i jedynego. Dopiero co odzyskanego. Gdyby wiedział jak to ma wyglądać, sam by przyszedł do tego szpitala, bo nie mógł sobie wybaczyć narażania Jade jak i Jamesa. Steve był okropnym przyjacielem jak na razie. Wpakował ich w bagno i nie umiał uratować, tak przynajmniej myślał. Potrzebował chwili, aby zastanowić się nad tym co dalej, jakiś plan już się tworzył w jego głowie, ale ważniejsze jest tylko jedno. Obrona swoich przyjaciół, a najlepszą jest atak. Złapał mocniej tarczę i naparł na demona, aby go odepchnąć i może uszkodzić. Miał nadzieję, że go uszkodzi.




 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
The Avengers Hogwart Dream Black Butler Dysharmonia Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal
Lucid Dreams Veneficium Riverdale Horizon Beyond Undertale Dragon Ball Another Universe Stray Dogs Król Lew

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2017