{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
New York State - Flat Rock State Forest
Autor Wiadomość

Jane 

#TeamIronAmerica




Imię i nazwisko: Jane Weller
Data urodzenia/Wiek: 14.07.1988, 25 lat
Zdolności: Przejmowanie mocy przez krew, manipulacja molekularna, telekineza
GXRA 2017
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 9409
Wysłany: Czw 11 Maj, 2017 08:59   

- Musimy - powiedziała z takim naciskiem, że w tle pobrzmiewała nuta groźby. Nie dopuszczała myśli, że Gruv miałby umrzeć. Na śmierć zasługiwali tylko ci, którzy byli winni temu wszystkiemu. - Skontaktuj się z Kurtem, niech sprowadzi weterynarza czy kogokolwiek, kto może Gruvowi pomóc.
Lepiej dla wszystkich było, żeby niedźwiedź przeżył. Nikt nie był w stanie powiedzieć, co ból i wściekłość zrobi z Jane i jej mocami. No może poza Julianem, który był świadkiem jak bardzo emocje uwalniają zdolności Weller.
Nie chciała zostawiać Gruva samego i już samo to doprowadzało ją do irytującego stanu frustracji.
Gruv, wytrzymaj jeszcze trochę. Proszę.
- Ode mnie oberwie pierwsza - rzuciła do Kellera, mając na myśli to, że Orlovnej się dostanie za odciąganie ich od rannego. - Odsuńcie się - poprosiła obu mężczyzn, a gdy to zrobili, zaczęła telekinetycznie wyważać drzwi, uważając na miejsca, w których napięcie było największe i zmieniając ich strukturę molekularną. Wyobrażenie, że konstrukcja zmienia się w coś o konsystencji rzadkiej galaretki pomagało w zadaniu. Tak samo jak to, że Gruvowi ucieka czas, więc muszą znaleźć Lenę jak najprędzej.



See the world in a grain of sand

Łapacz snów od Profesora
Sukienka na galę

 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 997
Wysłany: Wto 16 Maj, 2017 19:34   

Są TAKIE dni. Takie dni, że nic Ci nie wychodzi.
Dni, w których nie chcesz wyjść z łóżka... A zniecierpliwiony pies domaga się wyjścia na dwór. Wstajesz, zakładasz łapcie... Które z niewyjaśnionych powodów były dla twojego pupila aż nadto podobne do hydrantu.
Dni, w których idziesz do piekarni, stoisz dobre 20 minut w kolejce... A wredna sąsiadka kupuje ostatni bochenek chleba przed tobą.
Dni, w których zapominasz biletu miesięcznego i po raz pierwszy od trzech lat wpadasz na kanara.
Dni, w których ściana, przez którą chcesz przejść jest obłożona polem siłowym. - No i na taki dzień trafiła właśnie Alena Orlovna. Dzień, w którym ktoś na górze stwierdził, "nie ma takiego fazowania". Ale po kolei.

Lenka próbowała uciec. Pobiegła do ściany, już prawie w niej była... Ale znowu i po raz kolejny dzisiaj wylądowała tyłkiem na podłodze, po tej samej stronie ściany. Widać prądnica nie napędzała jedynie śmiercionośnych pułapek, ale też system "wspomagania treningu".
I to jest chyba ten moment, w którym kawaleria wkracza na swych rączych rumakach, prawda? No cóż, życie to nie bajka. Zamiast tego Lenka dokonała zaskakującego odkrycia. Każda z pułapek była "jednorazowa". Filar nie opadł, miotacz płomieni nie wrócił na swoje miejsce... Może o to w tym chodziło? Może to porostu jakaś głupia "piaskownica" nawiedzonego psychopaty typu Arcade, czy Jigsaw? Tylko... Jak przeżyć spotkanie z serią z tego miniguna, który właśnie pojawił się nad głową dziewczyny?

Gruv Chyba rozumiał, w jakim stanie się znajduje. A przynajmniej takie sprawiał wrażenie w oczach Doktora. W końcu jako naukowiec przywyknął do patrzenia na wszystko chłodnym okiem naukowca, na nie angażowanie się emocjonalne. Pewnie dlatego dostrzegł pewne szczegóły, które umknęły Jane i Julianowi.
Ściany z tej strony drzwi były praktycznie idealnie gładkie. Nie było nic, co by mogło być jakąś dźwignią czy guzikiem. No cóż, czasem potęga intelektu musi ustąpić potędze umysłu.

Ściana poddała się woli Jane i zmieniła się w jakieś galaretowate coś. Coś, co po chwili rozlało się po podłodze, jak nie ścięta żelatyna.
-Wiesz, że mogłem to rozwalić bardziej... Efektownie? - Zapytał Julian, kładąc rękę na ramieniu swojej dziewczyny. - I jak na razie, Lenka jest moją rodziną, nie twoją. Chyba, że o czymś nie wiem? - Spojrzał na wyciągniętą przed siebie dłoń, jakby szukał na niej obrączki.
-Mniejsza z tym, ruszamy. Profesorze McCoy, nie posiada Pan przypadkiem jakiegoś źródła światła? Albo nie wiem, nie jest Pan w stanie stworzyć jakiejś latarki z mchu, porostów i tej brei? - Zapytał, wchodząc w korytarz.

Gdy tak szli i szli... Jane natrafiła na coś. A dokładniej, na brak czegoś. Brak ściany. Widać, korytarz rozdzielał się na skrzyżowaniu w kształcie obalonej litery T. Na wprost coś delikatnie brzęczało... Czy raczej pomrukiwało? Z prawej... Tam chyba jest jakieś źródło światła. A może ta ciemność tak zmęczyła naszych herosów, że mają zwidy?



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Alena Orlovna 





Imię i nazwisko: Alena Orlovna
Pseudonim: Dreamcatcher, Lena
Data urodzenia/Wiek: 1.04.1995 / 18 lat
Zdolności: fazowanie, telekineza, podmuch energetyczny
GXRA 2017
Dołączyła: 03 Lis 2015
Posty: 261
Wysłany: Nie 21 Maj, 2017 13:26   

- AUCZ. - skrzywiła się, lądując na podłodze. ZNOWU. Zaczynała powoli wychodzić z założenia, że ta zdolność jednak jest do chrzanu. Potrzebowała chwili do wymyślenia planu. Dobrego planu, jak się stąd do wszystkich diabłów wydostać. Na pomoc reszty nie miała co liczyć, skoro komunikacja mówiąc delikatnie padła.
- No chyba sobie żartujesz... - wydusiła na widok miniguna i zerwała się błyskawicznie, starając się uniknąć kul. Jeszcze tego brakowało...
Dość szybko jednak zorientowała się w drobnym haczyku. Wszystko działało tu naprzemiennie. Na twarzy dziewczyny pojawił się lekki uśmiech, gdy za pomocą telekinezy zmieniła położenie miotacza ognia, by po prostu rozwalił wkurzający przedmiot, jakim był minigun.
- Jedno z głowy... - kusiło, żeby skierować ogień na ściany, ale znając jej szczęście nie skończyłoby się to zbyt dobrze. Rozmasowała skronie, ból głowy zaczynał być coraz większy. Ukatrupi misia z wielką chęcią, jeśli tylko przeżyje... Ogoli mu futro, cholera jasna.



Weź dobry rozpęd, a ściana sama cię znajdzie.



 
 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 104
Wysłany: Nie 21 Maj, 2017 19:34   

Musiał być z nią szczery, nawet jeśli później miałaby go znienawidzić, zwyczajnie nie mógł skłamać. Stan Gruva nie był najlepszy, był wręcz beznadziejny i przy pomyślnych wiatrach zostało mu kilkanaście godzin, może dzień lub dwa, ale czasu spędzonego w takich męczarniach nie życzyłby nawet największemu wrogowi. Trzeźwo spoglądając na sytuację Hank powiedziałby jednak, że to kwestia czasu i niedźwiedź wkrótce umrze.
- Dobrze wiesz, że gdybym mógł to zrobić, to poskładałbym go do kupy. – naprawdę nie lubił rozmawiać o tych rzeczach, stracił tylu przyjaciół, tylu ludzi zginęło na jego oczach, a temat śmierci nadal pozostaje dla niego czymś trudnym. – Widziałaś w jakim jest stanie. W ogóle nie drgnął, gdy podawałem mu lek, a uwierz mi, że to nie jest normalna reakcja. Jest wyczerpany, w jego oczach widać zmęczenie i ogromny ból. Znasz mnie i wiesz, że w tej kwestii bym cię nie okłamał. Nie zostało mu wiele czasu, dlatego szybko znajdźmy Lenę, być mogła jeszcze się z nim pożegnać. – to zawsze było dla niego czymś ważnym. Możliwość pożegnania się z umierającą bliską osobą, której kilkukrotnie nie doświadczył, a co sprawiało, że przez długi czas z tego powodu nosił w sobie wyrzuty sumienia.
Z podziwem przyglądał się działaniom Jane mającym otworzyć przed nimi tajemne przejście znajdujące się w jednej ze ścian. Widział działanie tych mocy wielokrotnie, lecz za każdym razem zaskakiwały go coraz to nowsze sposoby, na które kobieta je wykorzystywała. Doskonale sobie radziła ze swoimi zdolnościami, zawsze też zaskakiwała go czymś nowym.
- Oczywiście, że posiadam. – odparł Julianowi wyciągając z wewnętrznej kieszeni swojej kamizelki niewielką latareczkę własnej konstrukcji. Nie dawała wiele światła, a przynajmniej nie tyle, by w pełni oświetlić ciemny korytarz, ale nie mogli przecież narzekać. Przynajmniej nie pozabijają się o jakieś ewentualne przeszkody leżące na podłodze. Wykonał ledwie kilka kroków, gdy latareczka zaczęła mrygać po kilku chwilach całkowicie gasnąc.
- Gratulacje, Hank. Zapomniałeś o bateriach. – co może było mało śmieszne, ale jakże zgodne z prawdą. Głupi błąd zdecydował o tym, że będą musieli dalej brnąć w całkowitych ciemnościach. Chyba powinien się już przyzwyczaić do tego, że odkąd tu przybyli nic nigdy nie idzie po jego myśli. Nie lubił tego miejsca.
- Mam nadzieję, że lubicie ciemności? – dla niego było to większym problemem. W związku z naturą swojej mutacji po ciemku widział trochę lepiej od pozostałych, a w razie czego mógł też nieco wspomóc się innymi zmysłami. Ruszył, Lena nie dawno tu była, czuł to całkiem wyraźnie. Oby nie stało się jej nic złego. Charles nie odpuściłby mu, gdyby na jego warcie jednej z uczennic stała się jakaś krzywda. – I nie kłopoczcie się ustalaniem kolejności w jakiej ukarzecie dziewczynę. Jako prawa ręka Chucka i człowiek z wieloletnim doświadczeniem mam w tej sprawie pierwszeństwo. Nawet przed członkami rodziny. – korzystając z tego, że ani Jane, ani Julian nie mogli dostrzec wyrazu jego twarzy szeroko się uśmiechnął.
 
 
 

Jane 

#TeamIronAmerica




Imię i nazwisko: Jane Weller
Data urodzenia/Wiek: 14.07.1988, 25 lat
Zdolności: Przejmowanie mocy przez krew, manipulacja molekularna, telekineza
GXRA 2017
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 9409
Wysłany: Nie 21 Maj, 2017 20:27   

- Faceci... - mruknęła w reakcji na komentarz Juliana. - Będziesz mógł się popisać podczas transportu Gruva i szukając lekarza dla niego. I naprawdę sądzisz, że tylko rodzina może karać nieposłuszne małolaty? - zapytała, mijając go w wejściu.
Weller tylko zgrzytnęła zębami, kiedy Hank skończył mówić. Wolała się nie odzywać, bo wtedy powiedziałaby coś, czego później by gorzko żałowała.
- On nie umrze dopóki ja mam coś do powiedzenia w tej sprawie. - Nie wytrzymała i się jednak odezwała wbrew zdrowemu rozsądkowi.
Zdaje się też, że Lena wpakowała się w niezłe kłopoty, bo kolejka, by jej włupać na tyłek za niesubordynację rosła w zastraszającym tempie.
- Sprawdźmy tamtą stronę, gdzie światło jest - powiedziała, gdy doszli do rozwidlenia. - Wątpię by tam gdzie trafiła długo była cisza.



See the world in a grain of sand

Łapacz snów od Profesora
Sukienka na galę

 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 997
Wysłany: Pon 29 Maj, 2017 17:00   

Drużyna ruszyła korytarzem. Długim, ciemny... Ale chyba bezpiecznym. Przynajmniej na razie.
Odgłos buczenia cichł z każdym ich krokiem. Z kolei światło jakby dalej tam było, ale go nie było. Może na prawdę to miejsce doprowadza do jakiś stanów paranoi... I to nie tylko Jane?
W pewnym momencie Profesor McCoy na coś trafił. Dokładniej jego noga.
Hank omal nie wyrżnął orła. Tylko swojej nadludzkiej zwinności i refleksowi zawdzięczał to, że miał wciąż wszystkie zęby. Po niespełna sekundzie, po której odzyskał równowagę, mógł uśmiechnąć się do siebie. Znalazł schody. Schody z dobrze wypolerowanego metalu. Pewnie musiały odbijać jakieś światło, czy nawet poświatę... Ale mniejsza z tym.
Schody prowadziły na górę, do jakiegoś pomieszczenia. Pomieszczenia wypełnionego komputerami, konsolami sterującymi... Jakiegoś centrum dowodzenia nie, raczej nie "centrum dowodzenia" per se - jedną z ścian stanowiła wielka szyba, zdaje się z jakiejś formy lustra weneckiego, czy ciekłych kryształów. Za szybką, kilka metrów na dole był ktoś.

Szczęście znowu (albo w końcu) uśmiechnęło się do Lenki. Serwomechanizm sterujący miotaczem płomieni nie miał blokady. Dało się nim w miarę łatwo manipulować. Gorzej, że czujniki starały się utrzymać cel w polu rażenia. Z drugiej strony karabin nie wystrzelił pełną serią. Niewypał? Może tych "parę" miesięcy, które minęły od wyprowadzenia się stąd wojskowych doprowadziły do jakiś uszkodzeń? Tak czy siak, Lenka przeżyła, a minigun został unieszkodliwiony. W końcu trudno strzelać, mając stopniową lufę.

Na górze, z któregoś dobrze ukrytego głośnika, odezwał się komputerowy, pozbawiony emocji głos.
-Obiekt zaliczył program C17/84. Analiza wskazuje, iż obiekt reaguje na adrenalinę ucieczką. Zaleca się dalsze negatywne wzmocnienia. Czy rozpocząć test E38/H49? Oczekiwanie na decyzję... Oczekiwanie na decyzję... Brak decyzji. System uruchomi test E38/H49 za 30 sekund. Odliczanie...

Alena coś zobaczyła. Tam, na górze... Czy ktoś tam jest "w ścianie"? Nie, to chyba tylko jakieś przewidzenia...
Cóż, dziewczyna nie miała czasu dokładniej się temu przyjrzeć. Ledwo odetchnęła po ostatniej pułapce, a już zbliżało się kolejne zagrożenie. Trzy roboty. Każdy wyposażony w jakiś rodzaj broni białej. Powoli zachodziły ją od przodu i boków, starając się przyszpilić ją do muru.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Alena Orlovna 





Imię i nazwisko: Alena Orlovna
Pseudonim: Dreamcatcher, Lena
Data urodzenia/Wiek: 1.04.1995 / 18 lat
Zdolności: fazowanie, telekineza, podmuch energetyczny
GXRA 2017
Dołączyła: 03 Lis 2015
Posty: 261
Wysłany: Pon 29 Maj, 2017 20:30   

TAK! Udało się! Żyła! I to było z tego wszystkiego najważniejsze. Minigun miał lagi, ale tym lepiej dla niej, miała więcej czasu, żeby załatwić go ogniem. I gdy już myślała, że może będzie mogła w spokoju odetchnąć i wymyślić, jak stąd zwiać, odezwał się głos w głośniczku. Na twarzy Rosjanki pojawił się wyraz czystego oburzenia.
- A może miałam dać się zatłuc, co?! - pogroziła pięścią głośnikom na hasło, że postanowiła salwować się ucieczką. A co, może miała stać i czekać, aż ją zamordują? No chyba że po prostu miała po kolei rozwalać te sprzęty...
Roboty za to sprawiły, że po prostu ręce jej opadły. I mniej więcej w tym momencie szlag jasny ją trafił.
- Мы так не будем играть, сукинсыну.* - powiedziała uprzejmie, aczkolwiek z irytacją dość dobrze słyszalną w głosie.
Posłusznie cofała się do momentu, w którym roboty były dość blisko siebie i jej.
- Давайте сыграем.** - mruknęła mściwym tonem, biorąc głęboki oddech i lekko się pochylając. Wszystko po to, by móc gwałtownie odbić się od ściany, następnie od kolana pierwszego robota, klatki piersiowej drugiego i w końcowym efekcie od głowy trzeciego robota, zrobić malownicze salto, wylądować na własnych nogach, odwrócić się przodem i w końcu posłać podmuch energetyczny w stronę robotów. Niech żyje nauka akrobatyki i parkouru.
Nawet gdyby nie trafiła, to w końcu jej moc miała spory skutek uboczny - rozwalała każdą elektronikę. Pa pa, komunikatorze. Pa pa, komórko. Cóż, komórkę kupi sobie nową. Zamaszystym gestem otarła krew spływającą z nosa, czego mogła się zresztą spodziewać i z wkurzoną miną czekała na kolejne "pomysły" tego ustrojstwa. Żałowała tylko, że jest zbyt nisko, żeby móc sprawdzić, co jest kilka metrów nad nią. Może właśnie tam było sterowanie, które mogłaby rozwalić... No ale niestety nie miała się jak tam dostać.



*Tak się bawić nie będziemy, sukinsynu.
**Zagrajmy.



Weź dobry rozpęd, a ściana sama cię znajdzie.



 
 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 104
Wysłany: Wto 30 Maj, 2017 16:07   

Nie dyskutował dłużej z Jane, gdyż ta najzwyczajniej w świecie nie zamierzała ustąpić. Rozumiał to. Oczywiście, że rozumiał, ale wewnętrzny naukowiec podpowiadał mu jednak inne, bardziej realistyczne scenariusze, i musi się z nimi liczyć. Nikt nie mówi, że nie wydarzy się nic niespodziewanego, co to to nie, ale też nie należy nastawiać się tylko i wyłącznie na pozytywne rozwiązania. Kobieta sama to zrozumie. Być może już rozumie, lecz więź która łączy ją z Gruvem odsuwa na bok część racjonalnych myśli. W każdym bądź razie marsz kontynuował już w całkowitej ciszy.
Omal nie krzyknął z bólu, gdy trafił stopą w jakiś twardy i niespecjalnie chcący się przesunąć przedmiot. Do tego wiedziony siłą pędu omal nie udał się na spotkanie twarzą w twarz z podłogą.
- Nie, nie, nie, nie… - powtarzał z niesłychaną gracją starając się zapobiec upadkowi. Kilka manewrów ciałem, seria modłów skierowana ku wszelkim bogom i stało się. A raczej nie stało się, ponieważ udało mu się uniknąć tak wielkiego upokorzenia jakim w tej chwili byłoby spotkanie z podłożem.
- Bardzo dobra, choć niezbyt przyjemna dla mnie wiadomość. Znalazłem schody. Uważajcie. – odezwał się natychmiast po tym jak tylko znów twardo stał na nogach. Po czym ostrożnie stawiając kolejne kroki powoli pokonywał kolejne stopnie. Nie miał zamiaru znów przywalić w coś stopą. Nie znosił tego. Dzieje się tak zawsze, gdy najmniej się tego spodziewa i przysparza niewiarygodnego bólu. To doprawdy nieprawdopodobne, że przypadkowe nadepnięcie na LEGO, uderzenie po ciemku o kant jakiegoś mebla boli bardziej niż najpoważniejsze obrażenia odniesione podczas starcia. Ale to nie czas na tego typu rozważania. Musi skupić się na odnalezieniu Leny.
- Ha! – wesoło zakrzyknął, gdy wreszcie znalazł się na szczycie schodów. To co zauważył było czymś z czym ewidentnie mógł pracować. Gdyby tylko wiedział co do czego służy, ale i na odkrycie tego przyjdzie odpowiednia chwila. Pierwszym co przykuło na dłużej jego uwagę była ściana złożona wyłącznie z czegoś na kształt wielkiej szyby. Ciekawiło go co się za nią kryje. Podszedł więc bliżej, by móc się przyjrzeć, a to co zobaczył wprawiło go w stan osłupienia.
- W coś ty się dziewczyno wpakowała. – mruknął pod nosem odrywając od niej wzrok i przeskakując do komputerów. Wpadła do jakiegoś pokoju szkoleniowego, i na jej nieszczęście nie był to taki zwyczajny pokój treningowy. Budziło oczywiste skojarzenia z ich Danger Room, lecz nie było tak zaawansowane technologicznie. Zupełnie jakby ktoś starał się odtworzyć tu tamto miejsce, ale skąd w ogóle miałby o nim pojęcie? Jego istnienie nie jest czymś powszechnym, więc może mają do czynienia z podobnymi koncepcjami, ale w żaden sposób ze sobą niepowiązanymi? Być może, ale znów nie można niczego stawiać pewnikiem.
Szukał czegoś czym mógłby wyłączyć obecnie działający program. Widać było, iż działał w pośpiechu, był lekko poddenerwowany, ale nie miał innego wyjścia. Poza tym w takich warunkach pracował najlepiej. Miał jednak nadzieję, że uda się to załatwić szybko i sprawnie. Upływający czas zdecydowanie nie działa na ich korzyść, zwłaszcza w przypadku Leny.
 
 
 

Jane 

#TeamIronAmerica




Imię i nazwisko: Jane Weller
Data urodzenia/Wiek: 14.07.1988, 25 lat
Zdolności: Przejmowanie mocy przez krew, manipulacja molekularna, telekineza
GXRA 2017
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 9409
Wysłany: Sro 31 Maj, 2017 21:11   

- Co u diabła...? - odezwała się, patrząc przez weneckie lustro na salę poza taflą szkła. - Skąd mieli plany Danger Room? - zapytała, odwracając się by spojrzeć na Hanka.
Co jak co, ale ani McCoy ani Xavier nie byli typem osób, które udostępniają plany własnych projektów osobom trzecim. I na dodatek kuzynka Kellera wpakowała się w sam środek morderczej symulacji, którą jakiś idiota nie zabezpieczył przed przypadkowym uruchomieniem.
- Hank, dasz radę zatrzymać to cholerstwo? Czy Julian i ja mamy to zrobić po naszemu?
Nie miała wątpliwości, że Hellion z radością by to wszystko rozpieprzył w drobne kawałeczki przy udziale fajerwerków i fanfar. Weller zaś chciała bezmyślną smarkulę wyciągnąć ze śmiertelnej pułapki i uratować Gruvowi życie. Jedno było pewne, gdy zabiorą zawartość archiwum, zamierzała to miejsce zniszczyć do samych fundamentów. I zrobi to nawet jeśli nikt nie zechce jej pomóc.



See the world in a grain of sand

Łapacz snów od Profesora
Sukienka na galę

 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 997
Wysłany: Czw 08 Cze, 2017 21:13   

Cóż, Alena miała problemy z dosłyszeniem komputera. W końcu znajdował się dość wysoko. I daleko. J za grubą ścianą. A na salę treningową nie wychodziły żadne głośniki. A może jej się tylko wydawało, że coś słyszy? A może Młoda Rosjanka stała się kolejną ofiarą nastroju kompleksu? Może powoli traciła zmysły, nie zdając sobie z tego sprawy?

Co zaś tyczy się Danger Room, wyjścia są dwa. Szpieg, albo koło. Przez szkołę przewinęło się naprawdę mnóstwo uczniów i nie tylko. Niektórzy, jak Callisto i jej Morlocki nie koniecznie byli dobrze nastawieni do samej idei Szkoły dla Mutantów, czy marzenią Xaviera o pokojowym współistnieniu ludzi i mutantów. Owszem, nie każdy miał dostęp do podziemnej części kompleksu... Ale też nikt nie szpiegował byłych uczniów, gdy ci zakończyli edukację. Przed dołączeniem też nie. Już raz źle to się skończyło dla Mercury'ego... Ale to opowieść na inny moment.
Historia nie wspomina, kto pierwszy odkrył koło. I to nie dlatego (a na pewno nie tylko dlatego), że imię tego zapomnianego odkrywcy zginęło gdzieś w odmętach najstarszej historii. Po prostu tego odkrycia dokonano wielokrotnie i w wielu różnych miejscach. Za każdym razem niezależnie. Może i tym razem tak było? Może Stryker, czy nawet jego poprzednicy sami stworzyli coś takiego? W końcu sam koncept "sali do treningu, wyposażonej w ogromną ilość śmiercionośnej machinerii i sterowanej przez wysoce zaawansowane skrypty" idealnie pasuje do wiecznie wściekłych rasistów z dostępem do ogromnego zaplecza finansowego i pokaźnej armii naukowców.
Która wersja jest prawdziwa? Na szybko bardzo trudno stwierdzić. Szczególnie, że za tym wszystkim może kryć się jeszcze coś innego. Albo ktoś? Same zagadki, żadnej odpowiedzi.

Hank I Lenka działali jednocześnie. On na górze starając się przejąć kontrolę nad robotami, ona na dole, próbując pokonać swoich oprawców. I mimo, że droga do celu była tak różna u każdego z nich, swoje starania ukończyli niemal jednocześnie.
Sam system operacyjny imitacji DR nie był zbyt skomplikowany. A na pewno nie dla kogoś, kot ma kilka tytułów doktorskich, profesorskich i PhD. Jednocześnie.
Roboty, mimo iż stworzone do walki wręcz nie były zbyt ruchliwe. Po prostu nie były w stanie nadążyć za "ninja sztuczkami" młodej Rosjanki.
Gdy Dreamcatcher wylądowała i posłał podmuch telekinetyczny w roboty, te były już o krok od wyłączenia. Można powiedzieć, że Alena wyprzedziła McCoy's o jedno, czy dwa stuknięcia w klawiaturę. Tylko... Jeden z protokołów, które wyłączył Profesor Futerko, dotyczył ataków psionicznych.

W tym momencie szyba odzielająca Obserwatorium od Sali pękła. Jednak zamiast zasypać którąś z stron ostrymi odłamkami, kawałki szkła lewitowały, unosząc się wewnątrz delikatnej, zielonkawej poświaty. Takiej samej, jak obecny kolor oczu Heliona. Po krótkiej chwili, szkło zaczęło latać po DR i Centrum, wbijając się w broń i komputery.
-Wybaczcie, po prostu mam tego już dość. - Powiedział bez cienia skruchy Keller. - A ty, "Młoda Damo" - Stanął w futrynie i zerknął w dół na Alene. - Masz szlaban.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Alena Orlovna 





Imię i nazwisko: Alena Orlovna
Pseudonim: Dreamcatcher, Lena
Data urodzenia/Wiek: 1.04.1995 / 18 lat
Zdolności: fazowanie, telekineza, podmuch energetyczny
GXRA 2017
Dołączyła: 03 Lis 2015
Posty: 261
Wysłany: Pią 09 Cze, 2017 13:32   

Nawet jeśli zaczęła świrować, to nie miała nic przeciwko. Była za bardzo wkurzona na cały ten syf dookoła. A zwłaszcza idiotę, który to coś zaprogramował. Na całe szczęście okazało się, że robociki były wrażliwe na jej podmuch energetyczny i zwyczajnie padły. Teraz mogła więc odetchnąć, przynajmniej do momentu, w którym nie uruchomi się coś jeszcze. Słysząc pękającą szybę odruchowo zasłoniła się rękami, przygotowując się na przenikanie kawałków szkła.
Kiedy nic takiego jednak nie nastąpiła, a do tego kawałki zaczęły rozwalać w drzazgi broń, której nie załatwiła Lena za pomocą miotacza ognia... Dziewczyna uniosła głowę, opuszczając ręce i podejrzliwie wpatrzyła się w zbite szkło. A tę zielonkawą poświatę to już w ogóle znała... Keller, we własnej, wkurzającej osobie. No tak, nie byłby sobą, gdyby jeszcze jej nie dowalił... Jakby fakt, że stoi wśród szczątków broni, usmażonych robotów, a z nosa dość mocno cieknie jej krew nic nie znaczył. W sumie to na tę chwilę była bardziej wkurzona niż zmęczona, do tego stopnia, że chwilowo miała w poważaniu ból głowy. Na hasło "szlaban" zwyczajnie pokazała mu gest Kozakiewicza. I to z takim poważnym rozmachem i wkurzoną miną.
- Nie jestem damą. A zamiast pieprzyć głupoty i mnie wkurwiać lepiej byś mnie stąd wyciągnął - mogłaby jeszcze dodać kilka słów na temat tego, co o tym myśli, ale nie miało to sensu. Ponownie otarła krew z nosa, ewidentnie tym nieprzejęta.
Bo to pierwszy raz przegięła ze zużyciem mocy... Trzeba rozwijać swoje zdolności i poszerzać granice, tak? A z dwojga złego wolała w ten sposób niż przy pomocy Kellera. Miała ochotę także dorzucić, że przydałoby się znaleźć jakiś samochód na powrót, bo nie wsiądzie w samolot, a zwłaszcza pilotowany przez kuzyna, ale wolała z tym poczekać, aż znajdzie się poza tym pomieszczonkiem. Wprawdzie McCoy raczej by wiedział, jak to wyłączyć, ale mimo wszystko ten kompleks źle na nią działał. Zaczynała dostawać świra. I nie pogardziłaby jedną czy dwiema rundkami czymś szybkim, żeby rozładować emocje.
 
 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 104
Wysłany: Nie 11 Cze, 2017 15:36   

- Język, młoda damo! – krzyknął na przekór Lenie słysząc w jaki sposób dziewczyna się wyraża. Rozumiał jej zdenerwowanie, lecz i tak nie mógł na to pozwalać. Przynajmniej dopóki formalnie wciąż znajduje się pod ich opieką. – Chyba, że chcesz dotrzymać towarzystwa naszej uroczej Jubilation, gdy ta będzie odbywać swoją karę? – wychylił się przez zniszczone okno udając wściekłą minę. Pomijając wkład Juliana, musiał przyznać, że dziewczyna poradziła sobie nawet nieźle. Popełniła błąd oddalając się od grupy bez ich wiedzy, ale koniec końców nie odniosła poważnych obrażeń i, być może, zdobyła całkiem ciekawe doświadczenie. Poza tym pokazała im, że wcale nie muszą martwić się o nią na każdym kroku. Nie mógł tego jednak powiedzieć tak wprost i to zaraz po tym jak na własne życzenia się w to bagno wpakowała. Musiał udawać wściekłego nauczyciela, z czym miał nadzieję radził sobie całkiem dobrze.
- Jak się czujesz? Potrzebujesz lekarza? Bo mogę po jakiegoś zadzwonić, jeśli jest taka potrzeba. – wolał się mimo wszystko upewnić co do stanu zdrowia dziewczyny. Nawet jeśli sam na pierwszy rzut oka nie dostrzegał niczego poważnego. – Pochyl głowę lekko do przodu i zaciśnij nos. To powinno powstrzymać krwotok z nosa. – widywał coś takiego dość często. Częste i intensywne korzystanie z mocy na niektórych tak właśnie działało. Włożyła sporo wysiłku w walkę, nic groźnego. Po krótkim odpoczynku poczuje się o wiele lepiej.
- Jane, Julian. Któreś z was może ją tu przenieść? Postarajcie się nie poturbować jej za bardzo. Wrócimy tą samą drogą, którą przyszliśmy. Mam dość tego miejsca. – i było to słychać w jego głosie. Im więcej czasu tu spędzali, tym więcej rzeczy odkrywali. Rzeczy, które coraz bardziej mu się nie podobały. – Sprawdźmy co z Gruvem i zabierajmy się stąd. – był stanowczy. Jego zapał, gdzieś uleciał. Widać było, że naprawdę nie ma ochoty dłużej tu przebywać. Nawet z czystej ciekawości, jako naukowiec. A to mówiło już naprawdę dużo.
 
 
 

Jane 

#TeamIronAmerica




Imię i nazwisko: Jane Weller
Data urodzenia/Wiek: 14.07.1988, 25 lat
Zdolności: Przejmowanie mocy przez krew, manipulacja molekularna, telekineza
GXRA 2017
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 9409
Wysłany: Nie 11 Cze, 2017 21:29   

Jane wcale nie dziwiło, że Julian się zniecierpliwił. Sama miała już tego miejsca i wszystkiego z nim związanego powyżej uszu. Gdyby nie to cholerne archiwum i ranny Gruv, to zrównałaby to miejsce do samych fundamentów bez mrugnięcia okiem i bez żadnych wątpliwości. Właściwie to powinna to zrobić zaraz po tym jak wykurzyli stąd Chaveza i jego bandę, zabierając niedźwiedzia w bezpieczne miejsce.
- Proponuję aby Jimmy kręcił się w ich pobliżu aby nie mogły korzystać ze swoich zdolności - mruknęła do Hanka, podsuwając mu pomysł jak jeszcze bardziej obu dziewczynom uprzykrzyć odbywanie kary.
Nie widziała co Jubs przeskrobała, a znając szaloną dziewczynę, to mogło być absolutnie wszystko, ale Alena za wpakowanie się w te kłopoty zasługiwała na porządną karę. Areszt domowy i prace w stajni z pewnością będą wystarczające.
- Nie tylko ty masz dość - westchnęła, wychylając się przez rozbite okno, zwracając się do stojącej na dole Leny. - Przykucnij i się postaraj nie ruszać - krzyknęła do niej. - Wolałabym nie obijać tobą tutaj niczego - dodała z nutą ironii.
Skupiła się na dziewczynie i ta po chwili znalazła się w centrum sterowania przeklętym klonem Danger Roomu.
- Wracajmy - rzuciła do reszty kompanów, zerkając czy Julian aby na pewno ma teraz Lenę na oku.
Pierwsza ruszyła w drogę powrotną, by znaleźć się jak najszybciej przy Gruvie.



See the world in a grain of sand

Łapacz snów od Profesora
Sukienka na galę

 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 997
Wysłany: Czw 15 Cze, 2017 17:43   

-Cóż... - Keller wzrószył ramionami i posłał Lence jeden z swoich firmowych uśmiechów - Skoro nie jesteś damą, ale jesteś młoda, będziesz traktowana jak gówniara. Którą ewidentnie jesteś. - Można było odnieść wrażenie, że chłopak spodziewał się, a wręcz oczekiwał takiej reakcji kuzynki.
Tak czy siak, zielona bańka objęła Alene i bezpiecznie dostarczyła ją na górę. Jednak to nie był koniec przeprawy Dreamcatcher z Helionem.
Gdy Rosjanka znalazła się na górze, a bańka zniknęła Julian przyjrzał się jej uważnie i szyderczo uśmiechnął.
-Skoro doszliśmy do wniosku, że mam cię traktować jak gówniare... Wiesz, jaki jest obecnie najnowszy krzyk mamuśkowej mody? Smycze dla dzieci. A Profesor Xavier kazał mi poćwiczyć trochę konstrukcje psionicznie. Co ty na to Jane? Beast? Staruszek pewnie mnie pochwali, prawda? - Mówiąc to, chłopak stworzył zieloną smycz i pasy, wykonane z jego psionicznej energii, które zaraz oplotły biedną Lenke. I na nic się zdały próby siłowego ich zerwania. Keller nie bez powodu bym nazywamy jednym z najsilniejszych psionów w historii.

-Hank, jesteś pewien, że dwie rozwydrzone nastolatki jednocześnie udające, że odbywają karę to dobry pomysł? - Zapytał Keller. - Nie lepiej tą tu upokorzyć i kazać jej przemaszerować w tym ślicznym, nowiuśkim dodatku do stroju przez całą szkołę?
Co zaś się tyczy "poradzenia sobie". Keller i McCoy mieli chyba odrobinę odmienne definicje tego słowa. A przynajmniej do takiego wniosku mógł dojść nauczyciel, patrząc na mimike ucznia.

-Jane, kochanie... - Odezwał się słodkim tonem Julian. - Jak widzisz, mam trochę... Zajęte ręce. Będziesz taka miła i zaopiekujesz się tą włochat... Naszym pluszowym "przyjacielem"? - Widać było, że chłopak walczy sam z sobą, żeby nie opisać dosadniej Gruva. Chyba wciąż miał mu za złe ich pierwsze spotkanie. Albo, jak każdy samiec alfa, z definicji nie lubił konkurencji do serca swojej samicy. Nawet, jeżeli to była rywalizacja Prawdziwego Mężczyzn z Przytulanką. - Tak czy siak, wychodzimy. Profesorze, czyń honory i wyprowadzić nas stąd.

Droga powrotna przebiegła bez większych problemów. Nie licząc wajchy na końcu korytarza... Którą jednak Hank dość szybko wymacał i w ten sposób otworzył tajne drzwi.
Gdy ekipa znalazła się z powrotem na parkingu, usłyszeli jakieś ciche pojękiwania... Czyżby stan niedźwiedzia się pogorszył?



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Alena Orlovna 





Imię i nazwisko: Alena Orlovna
Pseudonim: Dreamcatcher, Lena
Data urodzenia/Wiek: 1.04.1995 / 18 lat
Zdolności: fazowanie, telekineza, podmuch energetyczny
GXRA 2017
Dołączyła: 03 Lis 2015
Posty: 261
Wysłany: Pon 19 Cze, 2017 19:28   

Popatrzyła trochę ponuro na Beasta mając olbrzymią ochotę wzruszyć ramionami. On się jeszcze czepia takich słów i to w takiej sytuacji? Serio.
- Praszam... - takie dla zasady niż z autentycznej skruchy. Gorszego słownictwa zdarzało jej się używać, zwłaszcza po rosyjsku. No ale niech już im będzie. Hanka akurat lubiła, więc niech ma, jeśli go tu ucieszy. - Raczej bym zwariowała przy jej gadaniu... Co ucieszyłoby kilka osób. Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł. - w tej chwili była za to w takim stanie, że wszystko było jej obojętne. Zastanowiła się za to nad pytaniem mężczyzny. Czy wszystko było w porządku?
- Skoro nic nie próbuje mnie ukatrupić, wyjąwszy wzrok Juliana, to generalnie mogę stwierdzić, że przeżyję. Jeśli krew nie zacznie mocniej lecieć, to można chwilowo to zlekceważyć. Nie pierwszy raz się przeciążyłam. - no, w końcu po treningach z Julianem w 90% kończyła z krwotokiem z nosa... Więc serio nie było tak źle. Pomyślała też przez chwilę, czy dobrym pomysłem jest zostawianie tu swojego DNA, ale reszta się tym nie przejmowała... Porzuciła więc temat.
Odetchnęła z ulgą, gdy w końcu znalazła się poza pomieszczeniem. W innych okolicznościach zapewne chętnie by tam wróciła, teraz miała jednak ochotę zwyczajnie odpocząć. Zwłaszcza, że ból głowy wrócił ze zdwojoną siłą. Zerknęła na Kellera.
- Wiesz, jeżeli bycie Damą oznacza bycie żeńską wersją Ciebie, to podziękuję. Sztywniarą nie jestem. I młoda też nie jestem, ale tego nie powiedziałam, żeby nikomu nie wpadło do łba umieścić mnie w jednej grupie wiekowej razem z Tobą. - ale w jej głosie było słychać nutki zmęczenia. Potem będzie mogła mu mocniej odszczekać, teraz wolała po prostu odpocząć.
Ze "smyczy" za to wcale nie próbowała się uwolnić. Krzywy uśmieszek za to wskazywał, że kara nie udała się wcale. Nie była zachwycona, ale...
- O, wreszcie zacząłeś się troszczyć o rodzinę i ubezpieczasz mnie, żebym nie zleciała ze schodów? Kochany jesteś. - zakpiła sobie, schodząc ze schodów ze wszystkimi, chociaż jedyne, o czym marzyła to usiąść spokojnie i odpocząć. Najlepiej w towarzystwie przyjemniejszym i przyjaźniejszym od Kellera. Najlepiej w postaci pewnej Meksykanki i jej brata.



Weź dobry rozpęd, a ściana sama cię znajdzie.



 
 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 104
Wysłany: Czw 22 Cze, 2017 15:15   

- Powiedz, gdybyś poczuła się gorzej. – zwrócił się jeszcze do Leny z troską, ale też stanowczo. Nie miał zamiaru pozwolić na to, by zignorowała ewentualne oznaki pogorszenia zdrowia tylko i wyłącznie dlatego, że chciała im pokazać, iż jest już „dorosła” i nie potrzebuje ich ciągłej opieki. Może jest to zwykłe przeciążenie, jak sama wspomniała, ale takie rzeczy, zwłaszcza jeśli ktoś regularnie doprowadza swe ciało i umysł do granic możliwości, potrafią doprowadzić do czegoś poważniejszego. Dopóki nie wrócą, będzie miał na nią oko. A i bliska obecność Juliana, i jego głupie pomysły, które Hank w obu przypadkach skwitował tylko pełnym politowania wzrokiem, chyba też nie będzie tym razem taka zła.
- Jestem raczej przekonany o tym, że doskonale się ze sobą dogadacie. Osobiście dopilnuję tego byście były skupione tylko i wyłącznie na odbywaniu swojej kary. W przeciwnym razie będziecie mogły liczyć na dodatkowe atrakcje. – kończąc wypowiedź duży nacisk położył na wyraźne zaakcentowanie dwóch ostatnich słów. Niech wyobraźnia dziewczyny zacznie pracować, niech zastanawia się nad tym co dokładnie miał na myśli. W Instytucie było wiele do roboty dla nieznośnych uczniów, a niektóre z tych najmniej przyjemnych obowiązków przypadały tym, którzy niespecjalnie przykładali się podczas kar.
Droga powrotna w żaden sposób nie stanowiła już dla nich problemu. Zwłaszcza, że poruszali się korytarzem, który przemierzyli ledwie parę minut temu. Doskonale pamiętał o wszelkich przeszkodach, dzięki czemu wszystko zajęło im o wiele mniej czasu. Dzięki temu już po chwili ponownie znaleźli się na parkingu, gdzie coś niemal natychmiast przykuło uwagę McCoya. Jakiś dźwięk, jakby pojękiwanie, miał wrażenie, że dochodzi z miejsca, w którym zostawili Gruva. A przynajmniej gdzieś z tamtej strony, chociaż nie można było wykluczyć, że jego źródło znajdowało się gdzieś indziej.
- Słyszycie? – spytał, raz jeszcze nasłuchując, i dochodząc do wniosku, że jednak się nie przesłyszał. Nie czekał na odpowiedź pozostałych, tylko z miejsca ruszył w tamtym kierunku. Wiedział, że i tak ruszą jego śladem. Osobiście domyślał się tego jaki widok mogą zastać. Z pewnością nie będzie to nic przyjemnego. Zwłaszcza dla Jane, która z nich wszystkich miała najsilniejszą wieź z niedźwiedziem.
 
 
 

Jane 

#TeamIronAmerica




Imię i nazwisko: Jane Weller
Data urodzenia/Wiek: 14.07.1988, 25 lat
Zdolności: Przejmowanie mocy przez krew, manipulacja molekularna, telekineza
GXRA 2017
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 9409
Wysłany: Nie 25 Cze, 2017 14:09   

Jane tylko przewróciła oczami na słowa Kellera. Wiedziała, że on nie dostrzega w niedźwiedziu tego, co ona widziała. Ale Julian nie padł ofiarą potwornych eksperymentów i nie miał takich doświadczeń jak ona. Co właściwie ją przygnębiało, bo tworzyło między nimi przepaść, o której nie było wiadomo, czy uda się ją przekroczyć lub zamknąć. Chciała być jak inni, chciała mieć dobre wspomnienia, ale to było niemożliwe. Nie mogła poprosić Charlesa by usunął lub ukrył jej przykre doświadczenia. Powodów było wiele - wiedza o tym jak to się źle skończyło dla Jean, brak wspomnień z pięciu lat życia czy prawdopodobny brak kontroli nad własnymi zdolnościami w tym także z pewnością ograniczenie ich działania. Była tym, kim ją stworzono. Musiała z tym żyć, czy tego chciała czy nie, nawet jeśli nikt poza nią nawet nie spróbuje tego zrozumieć.

- Postaraj się jej tym razem nie zgubić - powiedziała do Juliana nim nie zwróciła się do samej Aleny. - To było skrajnie nieodpowiedzialne i samobójcze. Wbij to do swojej blond głowy, że nie jesteś nieśmiertelna, a to miejsce zostało tak zaprojektowane by torturować i zabijać mutantów. To nie jest gra, to nie jest szkolny Danger Room, to jest prawdziwe życie. Tu jak umrzesz, to umierasz naprawdę.

Kiedy usłyszała pojękiwania, wyprzedziła Hanka, dobiegając do niedźwiedzia i padając na kolana przy nim.
- Gruv? - odezwała się, delikatnie dotykając jego łapę.



See the world in a grain of sand

Łapacz snów od Profesora
Sukienka na galę

 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 997
Wysłany: Pon 03 Lip, 2017 00:51   

Gdyby Alena miała połowę wiedzy na temat tego kompleksu połowę tego, co Jane, pewnie nie zwróciła by nawet uwagi na to, że zostawia tu swoje DNA. W końcu ludzie Strykera pracowali z nie takimi próbami. Wystarczy spojrzeć na moce Weller... I zdać sobie sprawę z tego, że nawet ona nie była szczytowym osiągnięciem tutejszych "naukowców".
-Ja? Sztywny? - Roześmiał się Keller. - Przecież ja mam teraz wyśmienitą zabawę. Ciekawe tylko, czy Profesor Xavier pozwoli mi trzymać takie zwierzątko, jeżeli obiecam mu, że będę się tobą opiekował, i karmił, i wyprowadzał na spacer... - I tak, Julian był w stanie to zrobić. A znając go, poczekał by z pytaniem, aż znaczna część szkoły zbierze się w jednym miejscu i wtedy przysporzy wstydu kuzynce. Dlatego, że mógł I dlatego, że Alena zaczynała go powoli denerwować.
-Wiesz, że się troszcze tylko o tych, którzy są zbyt słabi, żeby dali sobie radę bez mojej pomocy. Do tej pory, uważałem, że się do czegoś nadajesz... Ale widać jesteś typową "księżniczką w wielkiej wieży, która nic nie potrafi I tylko czeka na swojego księcia z bajki". Twój problem? Konik zgubił podkowe, a książę ugrzązł w zbroi i go przez bramki nie puścili. Więc sama musisz dać sobie radę... Ale jak nam wszystkim pokazałaś, nie jesteś w stanie tego dokonać. - Powiedział z miną ucinającą dalszą rozmowę Keller.

-Profesorze, nie uważa Pan, że pewne rzeczy powinny pozostać w rodzinie? - Zapytał Helion nieco dziwnym tonem. Trochę jakby... Jakby pozwolił od dawna ukrywanemu w sobie sadyście wreszcie wyjść na powierzchnię. - Obiecuję, że gówniara dostanie taką nauczkę, że nawet nie pomyśli o kolejnym wyskakuje przez najbliższe pięć lat. A przez kolejne cztery każdy ruch przemyśli wielokrotnie. Proszę. Ja na prawdę wiem, jak obchodzić się z takimi dziećmi. W końcu sam nie miałem najlepszej opinii... A na ludzi wyszedłem. - Fakt. Swego czasu Julian był uznawany za... Delikatnie mówiąc problematycznego. Bójki z innymi uczniami, wagary, ignorowanie poleceń nauczycieli... Pytanie tylko, czy "młodzieńczy bunt" już mu przeszedł, czy tylko lepiej się pilnuje?

Tak, Jane i Julian mieli inne podejście do Gruva. Ona traktowała go jako bratnią duszę, patrzyła na niego przez pryzmat eksperymentów, jakich była ofiarą. On widział w niedźwiedzi niebezpiecznego potwora, który może przejąć kontrolę nad nimi wszystkimi, gdy tylko przyjdzie mu na to ochota. W końcu sam był ofiarą takiej zachcianki Gruva. I omal nie skrzywdził swojej "dziewczyny". Kto wie, do czego mógł się jeszcze posunąć Gruv, by tylko pozostawiono go w spokoju?

Jane pierwsza dobiegła do "przyjaciela", a tuż po niej zjawił się Beast i Helion z Dreamcatcher na smyczy. Niedźwiedź z kolei... Niedźwiedź wyglądał na prawdę strasznie. Wykrzywione w grymasie bólu szczęki, mocno zamknięte oczy, nierówny, płytki oddech. Nie, to na pewno nie wróżyło nic dobrego. Wątpliwe, by nawet mając do dyspozycji całe zaplecze medyczne Szkoły Xaviera, Stark Industries I SHIELD, dało się go odreagować. A biorąc pod uwagę, że tutaj nie mieli praktycznie nic... A powrót do domu zajmie przynajmniej kilkadziesiąt minut...
-Nie mieliśmy szans. - Stwierdził z smutkiem Keller, kładąc rękę na ramieniu Jane. - Widziałaś, w jakim był stanie. Chyba nawet cały nasz sprzęt w ambu by mu nie pomógł. Nie wiem, czy ktokolwiek w Szkole byłby w stanie mu pomóc...



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Alena Orlovna 





Imię i nazwisko: Alena Orlovna
Pseudonim: Dreamcatcher, Lena
Data urodzenia/Wiek: 1.04.1995 / 18 lat
Zdolności: fazowanie, telekineza, podmuch energetyczny
GXRA 2017
Dołączyła: 03 Lis 2015
Posty: 261
Wysłany: Wto 04 Lip, 2017 10:59   

Wiedzy nie miała i może to i lepiej. Miała dosyć swoich problemów, żeby przejmować się przy tym i tym dziwnym kompleksem. Chociaż co prawda to prawda, chętnie by się stąd wyniosła.

Zerknęła na Kellera, a z jej ust wydobyło się ciche prychnięcie. W sumie. Miała dosyć już tej całej sytuacji. Była zmęczona i padnięta, a ten jeszcze dowalał.
- Nie, Julian. Ty się troszczysz tylko o tych, od których możesz coś dostać. Reszta nie ma dla Ciebie najmniejszego znaczenia. - powiedziała cicho, kręcąc głową. - I przeklinam dzień, w którym wpadłam na tak debilny pomysł, żeby poprosić Cię o pomoc. - nawet na niego nie spojrzała, tylko stanęła gdzieś z boku, pocierając skronie. Nie prosiła o pomoc nikogo, wlazła w bagno, więc wypadało, żeby sama sobie dała radę. To, że zdecydowali się jej pomóc, i Julian i Beast, było tylko i wyłącznie ich decyzją. Nie prosiła o to, ale tego chyba jej szanowny kuzyn nie zauważał. Jak zwykle, zauważał tylko to, czego sam chciał.
Słysząc za to jego prośbę prawie strzeliła facepalma. On chyba wciąż nie zajarzył.
- To, że łączą nas więzy krwi nie znaczy, że jesteśmy rodziną. - poinformowała go trochę ironicznie. - Bo nie jesteśmy, pamiętaj o tym. - i nie obchodziło jej wcale, co sobie pomyśli cała reszta. Jak dla niej jej jedyną rodziną była matka, bo ojciec w końcu się jej wyparł.

Obrzuciła wzrokiem niedźwiedzia i miała ochotę walić głową w ścianę. Świetnie, to też pewnie zwalą na nią, że to jej wina. No genialnie po prostu. Nawet się nie zamierzała odzywać, to nie miało sensu. Usiadła na ziemi, zamykając na chwilę oczy, szukając w sobie sił na powrót do Instytutu.



Weź dobry rozpęd, a ściana sama cię znajdzie.



 
 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 104
Wysłany: Wto 04 Lip, 2017 15:24   

Głęboko westchnął. Słuchając kolejnych wypowiedzi Helliona pragnął zapaść się pod ziemię. Doprawdy, czasami przekraczał wszelkie granice głupoty.
- Odpuść, Julian. Lena wie, że popełniła błąd i jestem przekonany o tym, że następnym razem postara się uniknąć podejmowania równie nieodpowiedzialnych decyzji. – żarty Kellera stawały się coraz mniej śmieszne, o ile kiedykolwiek takie były. Może nie sprawiał już takich problemów jak w przeszłości, lecz jego charakter się nie zmienił. Wciąż uważał, że jest jakimś wzorem do naśladowania i wciąż irytuje tym bardziej im dłużej pozwala mu się mówić. To niesamowite, że ktoś, znaczy się Jane, potrafi z nim przez dłuższy czas wytrzymać. Hank już miał dość, zrezygnował nawet z pomysłu zaproponowania mu dołączenia do reaktywowanego składu X-Men. Jego obecność w drużynie zwyczajnie prowadziłaby tylko i wyłącznie do kolejnych niesnasek.
- A teraz proszę cię, przestań się wygłupiać. Sytuacja jest poważna, czas na głupie pomysły już się skończył. I nie martw się. Leny kara z pewnością nie ominie. Z drugiej strony jestem w stanie stwierdzić, że to w co się wpakowała jest w równym stopniu naszą winą, jak jej. – jakby nie patrzeć to oni nie dopilnowali dziewczyny, ona tylko wykorzystała okazję. Był jednak coraz bardziej podirytowany zachowaniem dawnego podopiecznego, co widać i słychać było w sposobie mówienia i wyrazie twarzy.
Gdy dotarli do rannego zwierzęcia… Cóż. Znaleźli dokładnie to czego mógł się spodziewać, choć musiał przyznać, że pogorszenie stanu zdrowia nastąpiło szybciej niż myślał. Było mu przykro, głównie z powodu Jane, która musiała oglądać znajdującego się w tym stanie przyjaciela. Nie reagował, nie podejmował żadnych działań w sprawie Gruva. Nie miał to już najmniejszego sensu.
- Przykro mi, Jane… - w takich chwilach wyjątkowo ciężko jest dobrać odpowiednie słowa, zamilkł więc nie mówiąc nic więcej. W chwili obecnej nie byli w stanie pomóc niedźwiedziowi. Mogli tylko ulżyć mu w cierpieniu, nic więcej, i dać kobiecie chwilę na pożegnanie. To koniec.
 
 
 

Jane 

#TeamIronAmerica




Imię i nazwisko: Jane Weller
Data urodzenia/Wiek: 14.07.1988, 25 lat
Zdolności: Przejmowanie mocy przez krew, manipulacja molekularna, telekineza
GXRA 2017
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 9409
Wysłany: Wto 04 Lip, 2017 19:14   

Nie mieliśmy szans...
Przykro mi...


Gruv, proszę. Nie możesz umrzeć. Musi być jakiś sposób, by ci pomóc. Może ten płyn ze zbiornika. Albo wiesz, gdzie jest jakiś lek schowany. Jane myślała gorączkowo nad czymkolwiek co mogłoby uratować niedźwiedzia przed ostatecznym losem. To była jej wina. Powinna wrócić wcześniej. Powinna wcześniej zacząć szukać tego miejsca. Być może uchroniłaby to piękne zwierzę od tego okropnego losu.
- Muszę go uratować - powiedziała nabrzmiałym od emocji głosem, odtrącając rękę Helliona.
Nie mogła się teraz poddać. Nie chciała. Ona przetrwała potworności, jakie działy się w tym miejscu, Gruv też musiał przetrwać. Sama myśl, że mógłby umrzeć powodowała napływ czarnych jak węgiel emocji, emocji, które aktywowały jej zdolności na poziomie groźnym dla otoczenia. Reszta mogła odczuć i zobaczyć jak drobiny ziemi leżące na posadzce zaczynają drżeć.



See the world in a grain of sand

Łapacz snów od Profesora
Sukienka na galę

 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 997
Wysłany: Sob 08 Lip, 2017 23:51   

-Oh nie! Przejrzałaś mnie! Myślę tylko o swoim czubku nosa i patrzę na świat przez okulary "co mogę jeszcze otrzymać"! Co ja teraz biedy zrobię!? - Zakpił Julian. Może Lenka miała rację... Ale jeżeli sądziła, że takimi tekstami zmusi kuzyna do zmiany... Przecież on nic by na tym nie zyskał, więc po co miałby się starać? Po co miałby marnować czas i energię, które mógł lepiej spożytkować. Na przykład ćwicząc I rozwijając swoje moce. Albo zdobywając nowe, wpływowe znajomości.
Czy uderzenie głową o mur, gdy niedawno ciekła krew z nosa to dobry pomysł? Wątpliwe. I tu nie chodzi o guza. Lence zaraz zaczęło kręcić się w głowie. A po chwili ziemia uciekła jej spod nóg i dziewczyna osunęła się na kolana i ciężko usiadła. A i z myśleniem w tym stanie nie było najprościej.

-Czy wie, czy nie... Mam nadzieję, że nie będziemy musieli się przekonywać. - odpowiedział nauczycielowi Keller. - Może Xavier zamknie ją w szkole na najbliższe 5 lat?
Widać młody mutant nic sobie nie robił z tonu głosu współtowarzyszy. Był on... I długo, długo nic. A przynajmniej takie sprawiał wrażenie.

-Cholera. - Mruknął cicho Helion, spoglądając na ziemię wokół Jane. - Wynosicie się. Już! - Rozkazał Dreamcatcher i Beast, uwalniając tą pierwszą z "smyczy". Na próby ewentualnego przemówienia do rozumu powtórzył tylko rozkaz. Młodzieńcza fantazja brała górę i Julian był przekonany, że tylko ON da sobie radę z opanowaniem Weller.
-Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. - Powiedział, stając między dziewczyną a martwym zwierzęciem. Jednocześnie utworzył wokół nich pole siłowe, które miało powstrzymać ewentualną manifestacje mocy. - Wiem, jak się... Nie, to głupie. Nie wiem, jak się czujesz. I nie będę ciebie okłamywał. Nie ciebie. - Przytulił mocno Jane. - Ale sama pomyśl. Co możesz teraz zrobić? I czego oczekiwał by Gruv? Sądzisz, że on chciałby, żebyś pozabijała wszystkich w kompleksie? Ja wiem, że te wszystkie zwierzęta stąd są jego niewolnikami. Sam nim byłem. Ale czy misiek chciałby, żeby jakiś jego "niebieski kuzyn" zginął, bo Samica nie potrafi się kontrolować? Czy pochwalił by to, że zabijesz Lenke? Że sama się pogrzebiesz żywcem pod ruinami tego budynku? A może chciałby, żebyś przeżyła i znalazła sposób, żeby to wszystko się nie powtórzyło? Twierdzisz, że jesteście podobni. To czego on by chciał? No słucham?



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Alena Orlovna 





Imię i nazwisko: Alena Orlovna
Pseudonim: Dreamcatcher, Lena
Data urodzenia/Wiek: 1.04.1995 / 18 lat
Zdolności: fazowanie, telekineza, podmuch energetyczny
GXRA 2017
Dołączyła: 03 Lis 2015
Posty: 261
Wysłany: Nie 09 Lip, 2017 10:58   

Mówiąc szczerze na tym etapie miała kompletnie w czterech literach, co będzie dalej z Kellerem. Jak dla niej mógł się nawet zaprzedać za więcej korzyści, co ją to obchodziło. I też miała kompletnie gdzieś, czy się zmieni, czy nie. To jego problem, nie jej. Ona nie zamierza utrzymywać z nim więcej kontaktów niż będzie to absolutnie konieczne.
Westchnęła cicho pod nosem, starając się ustabilizować cały świat wokół. Najbardziej miała ochotę znaleźć się w ciepłym łóżku. I chociaż pierwotnie po prostu szukała tu jakiegoś samochodu, którym mogłaby wrócić do Instytutu, tak teraz mogła nawet wsiąść do Blackbirda. Przestała nawet zwracać uwagę na to, kto co mówi. Liczyło się zachowanie świadomości, a i przy okazji delikatny odpoczynek.
Widząc, co się dzieje, tylko uniosła brwi. Nie, że zamierzała tu chociaż chwilę zostawać. Teraz byłaby zbyt słaba, żeby cokolwiek przeniknąć. A skoro Julian chciał zginąć, to jego sprawa. Przeniosła się kawałek dalej i tam usiadła z powrotem. Wciąż jednak mogła słyszeć Juliana i prychnęła pod nosem. Taaaa, teraz się o nią martwił, jasne. Bzdury. W życiu w to nie uwierzy. Jednak nie miała sił ruszyć się z miejsca, przynajmniej w tej chwili. W razie zagrożenia będzie w stanie uciekać.



Weź dobry rozpęd, a ściana sama cię znajdzie.



 
 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 104
Wysłany: Pią 14 Lip, 2017 16:57   

Pragnął już wrócić do Instytutu, do swojego laboratorium, by choć na chwilę odpocząć od tej ciągłej paplaniny Juliana. Naprawdę… Gęba nie zamyka mu się chyba ani na moment, ciągle gada i gada, i gada… Okazuje się, że może to doprowadzić do granicy wytrzymałości nawet taką osobę jak Hank, który na co dzień jest przecież istnym wcieleniem dobroci i oazą spokoju. Nie komentował już słów Helliona, nie zamierzał bardziej zagłębiać się w tą bezowocną dyskusję. Zwłaszcza, że sama sytuacja, w której się znaleźli, nie należała już do najprzyjemniejszych. Jeśli kiedykolwiek było inaczej.
Jane była blisko związana z Gruvem, domyślał się przyczyn tego stanu rzeczy. Rozumiał, że chciała za wszelka cenę go uratować, ale nie było to już możliwe. Musi to zrozumieć, nie może pogrążyć się w tym pragnieniu, a niestety na to właśnie się zapowiadało. Obawiał się tego co może dokonać pod wpływem emocji, zwłaszcza tak silnych. Nie powinno dochodzić do takich sytuacji, zawsze czuł się źle widząc przyjaciół w takim stanie. Na szczęście w nieszczęściu miała przy sobie Helliona. Kto jeszcze kilkadziesiąt sekund temu pomyślałby, że ten młodzieniec może się przydać? A może nawet więcej, okazać tym który powstrzyma Jane przed przekroczeniem pewnej granicy? Podbiegł do Leny, która wprawdzie w pewnym stopniu posłuchała się rozkazu kuzyna i nieco oddaliła, lecz wciąż znajdowała się dość blisko i wciąż mogło grozić jej niebezpieczeństwo.
- Biegnij do samolotu i spróbuj nawiązać kontakt z kimś ze szkoły. Proszę, chociaż spróbuj to zrobić. – dodał widząc zmęczenie na twarzy dziewczyny. Wcześniejsze zmagania z zagrażającymi życiu systemami i ogólnie długi dzień zdecydowanie dawały jej się we znaki. Nie mogła tu jednak zostać, a Beast nie chciał zostawiać Juliana i Jane. Może jednak nie mieć innej możliwości, jak tylko zdać się na to, że Keller niczego nie pogorszy. W takim razie weźmie dziewczynę na ręce i zaniesie ją na pokład Blackbirda.
 
 
 

Jane 

#TeamIronAmerica




Imię i nazwisko: Jane Weller
Data urodzenia/Wiek: 14.07.1988, 25 lat
Zdolności: Przejmowanie mocy przez krew, manipulacja molekularna, telekineza
GXRA 2017
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 9409
Wysłany: Pią 14 Lip, 2017 19:23   

Drobinki ziemi drżały to mniej, to bardziej, wskazując na brak stabilizacji mocy Weller, która miała ochotę po prostu uwolnić to wszystko co wrzało w niej, pozwolić aby jej moc zrównała to miejsce z powierzchni ziemi. By cały ten kompleks wyparował, pozostawiając po sobie ogromne doły w ziemi.
Czego by oczekiwał Gruv?
Po raz ostatni dotknęła futrzastej łapy niedźwiedzia, którego życie było tak trudne i pełne bólu. Zsunęła dłoń na posadzkę i przymknęła oczy, wtulając twarz w pierś Helliona. Powietrze wokół ciała Gruva zgęstniało, wymieszane z ziemią, która zaczęła go otulać niczym gipsowy odlew. Chwilę później cały swój ból i żal włożyła w to, aby wierzchnia warstwa zmieniła się w adamantium. Telekinezą odnalazła przewody elektryczne wysokiego napięcia, które jeszcze działały i podłączyła je do utworzonego grobowca. Czymkolwiek był potwór, który zabił niedźwiedzia, jeśli jeszcze raz go dotknie, zginie.
- Gruv chciałby, żebym zabiła to, co jego zabiło - wyszeptała do Juliana zanim straciła przytomność z wyczerpania.



See the world in a grain of sand

Łapacz snów od Profesora
Sukienka na galę

 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
The Avengers Hogwart Dream Black Butler Dysharmonia Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal
Lucid Dreams Veneficium Riverdale Horizon Beyond Undertale Dragon Ball Another Universe Stray Dogs Król Lew

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2017