{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
[C] Salon
Autor Wiadomość

Iceman 





Imię i nazwisko: Robert 'Bobby' Drake
Pseudonim: Iceman
Data urodzenia/Wiek: 23.03.1989 r. / 21 lat
Zdolności: Manipulacja zimnem i lodem.
GXRA 2015
Wiek: 37
Dołączył: 21 Kwi 2013
Posty: 396
Skąd: Kraków
Wysłany: Sro 21 Mar, 2018 12:28   

Ice pozostał milczący. Wchodzili w teren, które dla niego były zupełnie obce i nieznane. Sam fakt "wchodzenia" do czyjejś głowy był dziwny i niezbyt przyjemny, a wchodzenie do głowy Rogue?

Z drugiej strony, chciał jej pomóc i nie zastanawiał się długo nad tym, co trzeba było zrobić.

- Zacznijmy - stwierdził, mimo, że było widać obawy w jego oczach i pewien brak przekonania w głosie.

Gdy przenieśli się do wspomnień Rogue... widok, który ukazał się Ice'owi był dość niecodzienny. Z drugiej strony, to, co zobaczył pozwoliło jemu także lepiej zrozumieć z czym boryka się Anna. Póki co był jedynie obserwatorem. Na działanie przyjdzie jeszcze czas.



Pyro: You're in over your head, Bobby. Maybe you should go back to school.
Iceman: You never should have left.

 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1126
Wysłany: Pią 30 Mar, 2018 00:42   

"Ekipa Ratunkowa" samodzielnie podzieliła się na dwie drużyny. Według Ortez ten podział był... Dziwny. Nauczycielka była pewna, że dzieciaki i dorośli trochę inaczej rozdzielą swoje role. No bo jakoś nie widywała, żeby Sam i Rouge były w wyjątkowo dobrych stosunkach. Już prędzej spodziewała się, że Gambit rzuci się w wir tej "zabawy". Dużo lepiej pasowało to do takiego awanturnika bawidamka, niż do spokojnej i opanowanej, wręcz bojącej się własnych mocy Quake. Z drugiej strony, parę osób wspominało coś, że Laura jakoś wyjątkowo nie ucieka na drugi koniec pomieszczenia, gdy zjawia się tam Remy. Więc kto wie, co ta dwójka między sobą... A chyba jedyną osobą, której Posesser nie chciała wysyłać na plan astralny była X-23. Jeżeli dziewczyna była choć trochę podobna do swojego "ojca", jeżeli ona też wierzyła tylko w to, co odbiera zmysłami, to lepiej, że nie idzie do miejsca, gdzie to mózg tworzył rzeczywistości.
-Gambit, X-23. Skoro zamierzacie tu zostać, będziecie moimi guardaespaldas*. Niby mogę z wami rozmawiać... Ale na pewno nie będę w stanie skupić się na czym więcej.
***

Na to czekali tyle czasu. Te dni... Tygodnie... Miesiące powołanie rosnącego napięcia. Emocji, które właśnie teraz, za chwilę miały znaleźć ujście.
Anna pochyliła się nad Codym, pocałowała go... I dziwnie się poczuła. Nie wiedziała czemu, ale wiedziała, że nie tak powinna czuć się podczas pocałunku.. Otworzyła oczy i zobaczyła swojego chłopaka. Nie, nie jego. Jego ciało.
Rozpacz I strach przejęły miejsce niecierpliwości i namiętności. Przerażona dziewczyna rozejrzała się wokół siebie, choć wiedziała że nie ma tu nikogo... Zaraz, co tu robią tamci ludzie? Przecież ich nie powinno tu być.
Co tu robi Samantha i Bobby?! I skąd Rouge wiedziała, jak oni mają na imię? Przecież nigdy wcześniej ich nie widziała! I... I skąd wie, że mówią na nią Rouge?

Obraz... Nie, RZECZYWISTOŚĆ zafalowała. Pokój, kawałek po kawałku rozlatywał się. Po chwili pozostało tylko troje X-Menów i Cody na łóżku.
-Ej, ej, ej! Silenciosamente mi tam! - Głos Ortez dochodził... Zewsząd. Dosłownie, z przodu, tyłu z lewej, prawej, z wnętrza i z zewnątrz mutantów. - Nie rozpędzajcie się tak. Ja wiem, że to trudne, ale postarajcie się zostawić naszej Ann jakieś wspomnienia.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Samantha Craven 

Queen rocks!




Imię i nazwisko: Samantha Craven
Pseudonim: Quake
Data urodzenia/Wiek: 2 czerwca 1992 / 21 lat
Zdolności: Połączenie z ziemią (szybsze leczenie ran, zwiększona odporność), manipulacja i kontrola nad ziemią i minerałami, trzęsienie ziemi;
GXRA 2017
Wiek: 27
Dołączyła: 02 Cze 2016
Posty: 281
Wysłany: Pią 30 Mar, 2018 19:41   

Scena, której byli świadkami z Bobbym zaskoczyła dość mocno Sam, ale nie skomentowała tego. Nie znała Rogue na tyle dobrze, by znać jej historię, właściwie ona i Anna były jedynie przelotnymi koleżankami, które czasem miały wspólne zajęcia. Teraz jednak Craven siedziała w jej głowie chcąc jej pomóc z problemem jej własnych mocy. Sama znała to aż za dobrze, jej własne umiejętności nie raz i nie dwa wymykały się spod kontroli, choć ostatnimi czasy robiła duże postępy. Może przez to, że przestała wreszcie zaniedbywać treningi? To znaczy, przestała ich unikać, może tak. Mimo to nadal się obawiała, ale nie zamierzała by ten strach ją paraliżował. Zresztą tu nie o nią chodziło, a o Rogue.
Spojrzała na Bobbiego, nie bardzo wiedząc, co robić dalej i co właściwie oni mieli w tym momencie uczynić. Anna zdawała się być nieświadoma ich obecności, ale do czasu. Jej krzyk, a potem spojrzenie, w którym widać było przerażenie. Potem wszystko zaczęło się rozpadać kawałek po kawałku. Sam drgnęła, nie tylko z tego powodu, ale i przez głos nauczycielki, który pojawił się znikąd. A mówiąc konkretnie dochodził zewsząd, co też nie było przyjemne.
- Ale... ale co mamy robić? Jak?
Nie była pewna co dalej i jakie prawa tutaj działają. Mają tylko obserwować? A może szukać czegoś konkretnego? Sam nie chciała ingerować we wspomnienia koleżanki, nie mówiąc już o tym by je burzyć, zresztą, nie po to zdecydowali się na tę wyprawę. Szkoda tylko, że jedynie ona i Iceman się na to zdecydowali. Nie była to "ekipa ratunkowa" najwyższych lotów, ale musiała wystarczyć.






 
 
 

Rogue 





Imię i nazwisko: Anna Marie D'Ancanto
Pseudonim: Rogue
Data urodzenia/Wiek: 1991/22
Zdolności: Absorpcja energii życiowej
Znaki szczególne: rękawiczki
GXRA 2015
Wiek: 28
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 6557
Wysłany: Czw 12 Kwi, 2018 00:37   

Rogue na szczęście nie miała czasu, żeby zastanawiać się nad tym kto wchodził w skład misji ratunkowej. Widziała Bobby'ego, i to jej wystarczyło. Jedna z drugiej strony, gdy uświadomiła sobie, czego właśnie był świadkiem, to nieprzyjemny dreszcz przebiegł jej po plecach.
I nie zdązyła nawet dokończyć myśli, gdy zobaczyła kilka sytuacji ze swojej przeszłości, które mignęły jej w bardzo szybkim tempie.
Najpierw zobaczyła samą siebie, siedzącą w barze, kiedy to po raz pierwszy spotkała Logana. Ale już ostatnia, ta na której się zatrzymała...
Wolverine spał w pokoju, który został mu przydzielony w Instytucie. Anna usłyszała jego krzyki, przez sen, i postanowiła sprawdzić co się dzieje. Kolejne wydarzenia nastąpiły tak szybko, że dopiero teraz, patrząc na nie z boku, jako obserwator, mogła zorientować się, co tak naprawdę się dzieje.
W momencie, gdy przestraszony Logan wbił jej szpony w klatkę piersiową, prawdziwa Rogue przymknęła oczy. Dobrze wiedziała, co się teraz stanie. Zabierze mu jego moc. I to w takiej ilości, że gdyby nie Healing Factor, którym się szczycił, to nie byłoby go już na świecie.
Anna wróciła, do swoich wspomnień. W pokoju pojawili się Scott, Jean i Ororo. Oraz cała masa uczniów, zwabionych dziwnymi odgłosami.
I Bobby...
Wiedziała co teraz będzie. Wiedziała co jej umysł pokaże teraz. Kolejne wydarzenie, które miało olbrzymi wpływ na jej życie.
Raven przebraną za Bobby'ego.
Rozejrzała się dookoła i podeszła do nocnego stolika Logana. Leżało na nim na wpół wypalone cygaro.




 
 
 

Iceman 





Imię i nazwisko: Robert 'Bobby' Drake
Pseudonim: Iceman
Data urodzenia/Wiek: 23.03.1989 r. / 21 lat
Zdolności: Manipulacja zimnem i lodem.
GXRA 2015
Wiek: 37
Dołączył: 21 Kwi 2013
Posty: 396
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 19 Kwi, 2018 22:44   

Bobby był co najmniej tak samo zagubiony jak Sam. Gdy usłyszał jej pytanie zadane na głos, jedynie kiwnął głową. Sam również nie miał pojęcia jak ich akcje wpłyną na Rogue.

Gdy zobaczył Logana atakującego Annę, przyszła mu nietypowa myśl do głowy. A gdyby tak powstrzymać Logana... gdyby, przynajmniej w jej głowie nic takiego się nie wydarzyło. Czy zmieniłoby to samą Rogue? A może wpłynęło na jej "skradzione" osobowości? Ile takich kontaktów trzeba by przerywać, jak wrócić do tego, który już się pokazał... Ewidentnie czekał na jakiś punkt zaczepienia, bo do tej pory czuł się jak w jakimś futurystycznym kinie...



Pyro: You're in over your head, Bobby. Maybe you should go back to school.
Iceman: You never should have left.

 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1126
Wysłany: Sob 21 Kwi, 2018 23:23   

Rzeczywistość znowu zawirowała, zafalowała... i rozleciała się. Ani Bobby, ani Sam nie mieli za bardzo jak zareagować. Cała ta sytuacja była poza ich kontrolą... i jak się okazało, poza kontrolą Rouge.

Jedynym, co nie zniknęło, było cygaro. Unosiło się mniej więcej półtora metra nad ich stopami. Może... czy to możliwe, że to właśnie Cygaro jest Totemem, o którym wspominała Posseser? A nawet, jeżeli tak... to co mieli z nim zrobić? Wypalić? Dać do wypalenia Rudej... a właśnie. Gdzie jest Ruda?

Ekipa Ratunkowa nie musiała długo szukać odpowiedzi na ostatnie pytanie. Wystarczyło się rozejrzeć. No bo trudno przegapić wielkie tornado, w którym wirują fragmenty rzeczywistości i wspomnień. Wokół oka cyklonu stało multum postaci. Był tam chłopak, którego dopiero co widzieli... ale byli i inni. Pyro. Collosus. Xavier. Mistique. To właśnie przybrana matka Rouge wyciągnęła rękę i "przyzwała" cygaro.
-Ona jest moja! To JA tu rządzę! I dokończę to, co zaczęłam lata temu!

-¡Mierda! - Krzyknęła zewsząd Ortez. - Tego się serio nie spodziewałam. Młodzi... czy jesteście pewni, że chcecie brać w tym udział? Bo to ostatnia chwila, żeby was stamtąd wyciągnąć. Nie mam zielonego pojęcia, jak pomóc Ann. To... to MNIE przerosło.
W głosie nauczycielki było słychać rezygnację, rozpacz, porażkę. stało się oczywiste, że się poddała. Że według niej, nie ma ratunku dla D'Ancanto.
-Ona... ona się rozpada. - Kontynuowała Posseser - Od środka. Tych jaźni jest za dużo! To już nie chodzi o przekazanie totemu odpowiedniej "osobie". Oni... oni przytłaczają ją swoją ilością. Swoimi mocami. Swoimi osobowościami! Ja na prawdę nie wiem, jak ich wyłączyć!



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Samantha Craven 

Queen rocks!




Imię i nazwisko: Samantha Craven
Pseudonim: Quake
Data urodzenia/Wiek: 2 czerwca 1992 / 21 lat
Zdolności: Połączenie z ziemią (szybsze leczenie ran, zwiększona odporność), manipulacja i kontrola nad ziemią i minerałami, trzęsienie ziemi;
GXRA 2017
Wiek: 27
Dołączyła: 02 Cze 2016
Posty: 281
Wysłany: Pią 04 Maj, 2018 16:30   

Robiło się mało przyjemnie, żeby nie powiedzieć, że wręcz niebezpiecznie, choć Sam niestety nadal nie wiedziała, do czego to zmierza i co oni mieliby w zasadzie zrobić. Póki co byli wyłącznie biernymi obserwatorami, którzy nie mieli żadnego wpływu na to, co się wokół niech działo, a obrazy przewijały się raz za razem, ukazując kolejne fragmenty wspomnień Rogue.
Sam starała się w tym odnaleźć, ale nie było to łatwe, sama miała wrażenie jakby była bliska szaleństwa. Potem zniknęła im z oczu Anna, ale pojawienie się tornada nie zwiastowało niczego dobrego. Mnóstwo postaci, do tego to tajemnicze cygaro i postać Mistique, która zaczęła im grozić. Czyżby to był objaw, wizualizacja mocy Rogue i tego wszystkiego, co przez lata nazbierało się w niej samej? Nie wyglądało to dobrze i słowa nauczycielki jeszcze to potwierdziły.
- A co mamy robić Pani profesor? Zostawić ją tak po prostu i pozwolić, by ją pochłonęło? Stracimy nie tylko Rogue, ale stanie się ona zagrożeniem dla nasz wszystkich! - spojrzała na Icemana. - Trzeba coś zrobić, ale co? Nie można się jakoś pozbyć tych obcych jaźni? "Wyrzucić" ich z jej głowy? Na pewno coś da się zrobić! Skoro się tu znalazły, można się ich też pozbyć!
Tylko jak to zrobić? Nauczycielka miała rację - jaźni było bardzo dużo, zdecydowanie zbyt dużo na ich dwójkę, więc ich nie pokonają. Może dobrze byłoby pobudzić samą Rogue do podjęcia walki? To jej głowa, jej moce, jej jaźń. Obawiała się, że sama z Bobbym niewiele wskóra, o ile cokolwiek. Ale poddawać się? Tak po prostu bez walki? Liczyła na to, że na professour zapewni im w razie czego ucieczkę, ale wycofanie się bez spróbowania byłoby oddaniem rękawicy jeszcze przed podjęciem walki. Porażka na całej linii, a przecież możliwe, że ich sytuacja nie była aż tak tragiczna.






 
 
 

Rogue 





Imię i nazwisko: Anna Marie D'Ancanto
Pseudonim: Rogue
Data urodzenia/Wiek: 1991/22
Zdolności: Absorpcja energii życiowej
Znaki szczególne: rękawiczki
GXRA 2015
Wiek: 28
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 6557
Wysłany: Pon 07 Maj, 2018 22:54   

Kiedy tak kolejne fragmenty z jej życia przewijały się przed jej oczami, przed oczami Samanthy, Bobby'ego i profesor Posseser, Rogue nie myślała już o niczym. Sama nie była pewna czy to co się teraz dzieje jest prawdą, czy tylko kolejnym psikusem, który płatał jej zmęczony umysł?
I prawdę mówiąc... Niewiele ją to teraz obchodziło. Poczuła się zmęczona. Śmiertelnie zmęczona. I zrezygnowana. Miała ochotę machnąć na wszystko ręką i krzyknąć, żeby wszyscy zostawili ją w spokoju. A gdy usłyszała Mystique, zamknęła oczy, osunęła się na kolana i ukryła twarz w dłoniach.
Wiedziała, że musi coś zrobić, ale nie miała na to siły. Ani ochoty. Jednak wiedziała,że musi zrobić coś, by Mystique przestała rządzić. By ją odsunąć na dalszy plan. A zaraz za nią pozostałych...
Rogue odsunęła dłonie od twarzy i spokojnie wstała. Gdy otworzyła oczy można było zobaczyć jakim ogniem pałają. Wzrok utkwiła w swojej przybranej matce. Musiała zrobić coś, co zaskoczy Zmiennokształtną. A zaskoczona Mystique, to wytrącona z równowagi Mystique.
-Nie! - jej głos zabrzmiał równie głośno jak głos Profesor Posseser. I tak samo jak jej słowa, słowa wypowiedziane przez Rogue odbijały się echem od tej dziwnej, zamkniętej przestrzeni. - To nie Ty tutaj rządzisz. Nigdy nie rządziłaś.
Annie wydawało się, że już pojęła o co tutaj chodzi. Że chyba... CHYBA musi rozliczyć się z każdą postacią ze swojej przeszłości. Odciąć się od niej grubą kreską. Ale czy to faktycznie był dobry trop? Bo wśród obecnych był Xavier, Collossus, Pyro...
Cicho westchnęła, i spokojnym krokiem zbliżała się do Mystique.
-Mogłaś próbować robić ze mną co chcesz. Ale nigdy więcej Tobie na to nie pozwolę. - każde słowo wypowiadane ostrym tonem, coraz bardziej zbliżało Annę do matki.
A gdy była już całkiem blisko, znikąd pojawił się mocny podmuch powietrza, który zawirował wokół Raven. Przeciąg? Tutaj? Jednak nawet jeśli ktoś chciał zadać sobie jeszcze jakieś pytanie, to nie zdążył.
Podmuch, który narastał na sile, wirował wokół Mystique coraz szybciej, coraz mocniej, aż straciła równowagę, wypuszczając cygaro z dłoni, które niemal natychmiast zostało pochwycone przez Rogue. Na twarzy dziewczyny zabłysnął triumfalny uśmiech.




 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1126
Wysłany: Nie 27 Maj, 2018 19:38   

Tornado jakby się uspokoiło. Pojedyncze fragmenty wspomnień trafiały na swoje miejsce. Czyżby fakt, że Rouge w końcu stanęła do walki z swoimi "demonami" sprawił, że zaczęła odzyskiwać kontrolę nad swoim umysłem?

Konfrontacja z Mistique, nawet jeżeli słowna, przyniosła pewne efekty. Wokół "Matki" Rouge powoli wyrastał mur? Płot? Klatka? Chwilowo ciężko stwierdzić, ale na pewno coś się działo. Coś pozytywnego.

-Widzicie to? - Zapytała Posseser. - Może to jest wyjście? Może dało by się to jakoś wykorzystać?
-Pamiętacie, gdzie jesteście? I jakie tu panują zasady? Spróbujcie to wykorzystać. Może nie uda wam się zamknąć jaźni w klatkach... ale jakieś rozproszenie ich powinno pozwolić Rouge zwyciężyć!

-Słuchaj Ann. - Zwróciła się Ortez bezpośrednio do właścicielki umysłu. - Musisz walczyć. Jesteśmy tu, żeby ci pomóc, ale to twoja walka. I twój teren. Twój Plan Astralny. Ty tu rozdajesz karty! Ty tu ustalasz zasady. Skup się i wygraj!

W tym momencie spośród jaźni wyleciała jakaś kobieta. Dosłownie wyleciała. Młodzi mutanci ledwo zdążyli nawet zareagować, gdy kobieta wystrzeliła w ich kierunku strumień jakiejś energii. Strumień fotonów? I ten czarny kostium... To dość mocno wskazywało, z kim będą mieli do czynienia... tak samo jak słowa napastniczki.
-Zostawcie ją w spokoju! Teraz ja tu będę! Odzyskam moje życie! To mi obiecała Mistique!



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Samantha Craven 

Queen rocks!




Imię i nazwisko: Samantha Craven
Pseudonim: Quake
Data urodzenia/Wiek: 2 czerwca 1992 / 21 lat
Zdolności: Połączenie z ziemią (szybsze leczenie ran, zwiększona odporność), manipulacja i kontrola nad ziemią i minerałami, trzęsienie ziemi;
GXRA 2017
Wiek: 27
Dołączyła: 02 Cze 2016
Posty: 281
Wysłany: Czw 31 Maj, 2018 17:53   

Nie wiedziała co robić i niewiele z tego wszystkiego rozumiała, ale dochodziła do wniosku, że obecność jej i Bobbiego ograniczy się raczej tylko do bycia i ewentualnie do słownego wspierania Rogue w jej własnej mentalnej walce. Może to i lepiej nawet, choć w sumie czuła, że będę musieli się mieć na baczności. Umysł potrafi być pokręcony, szczególnie umysł w którym bytowało tak wiele różnych bytów. Ucieszyło ją za to, że Anna zaczęła walczyć, że zdała sobie sprawę z tego, co się wokół niej dzieje i co może to oznaczać. To już był pierwszy krok.
- To znaczy, co mamy robić? Zagonić je jak stado owiec? To trochę wygląda tak, jakby Rogue musiała stawić czoła każdej z jaźni, a to może potrwać...
Nie wiedziała jak zrobić to masowo, ale może ten pierwszy mur był dobrym początkiem? Może potem pójdzie wszystko lawinowo? Może. Nie bardzo wiedziała jak się tutaj poruszać i co robić, jak wspomniała profesor, to był umysł Rogue, jej własny teren, a dla Sam teren nieznany. To co widziała w jej mniemaniu nie zawsze miało jakiś sens.
- Rogue! Powiedz, co mamy robić, jak ci pomóc...!
Nie dokończyła, bo pojawiła się kolejna postać. To może się ciągnąć w nieskończoność, a że myli na planie mentalnym, Sam nie wiedziała nawet jakie ma tutaj możliwości. Sam zacisnęła szczękę i stanęła na lekko rozchylonych nogach, jakby szykując się do walki, ale nic poza tym. To była bitwa Rogue, ona i Bobby mogli być jedynie wsparciem.






 
 
 

Iceman 





Imię i nazwisko: Robert 'Bobby' Drake
Pseudonim: Iceman
Data urodzenia/Wiek: 23.03.1989 r. / 21 lat
Zdolności: Manipulacja zimnem i lodem.
GXRA 2015
Wiek: 37
Dołączył: 21 Kwi 2013
Posty: 396
Skąd: Kraków
Wysłany: Sob 02 Cze, 2018 20:31   

Bobby był gotowy na wszystko. W prawdzie póki co był jedynie biernym obserwatorem, ale w końcu, zwłaszcza, gdy został zaatakowany, doszedł do wniosku, że należy się przeciwstawić jaźniom, czy też istotom, które tu były i pomóc Rogue w walce.

Gdy tylko strumień fotonów poleciał w ich stronę, Bobby wykonał dwie rzeczy. Po pierwsze, zmienił położenie swojego ciała, by uniknąć ataku, a po drugie, sam stworzył barierę z lodu. Nie wiedział na ile działają tu jego moce i co się wydarzy, dlatego wolał jednocześnie unikać. Jeśli okaże się, że jego moce działają i jest w stanie z nich w pełni korzystać, przystąpi do kontrataku i postara się jak największą liczbę jaźni, nie będących Rogue zamrozić. Nie miał pojęcia jaki będzie efekt, ale to jedyne, co przyszło mu do głowy. Unieszkodliwić te postacie. Zwłaszcza, że w sumie żadna z nich nie jest realna i jego własnym zdaniem raczej chodzi o to, by zniwelować wpływ tych jaźni na samą Rogue. A co może być lepsze, niż pozostawienie ich w głowie Rogue, ale zamrożonych na kamień...

- Trzymajcie się dziewczyny, zaraz zrobi się tu... chłodno. - Ostatnie słowa wypowiedział, gdy oczy iskrzyły mu już lodem.



Pyro: You're in over your head, Bobby. Maybe you should go back to school.
Iceman: You never should have left.

 
 

Rogue 





Imię i nazwisko: Anna Marie D'Ancanto
Pseudonim: Rogue
Data urodzenia/Wiek: 1991/22
Zdolności: Absorpcja energii życiowej
Znaki szczególne: rękawiczki
GXRA 2015
Wiek: 28
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 6557
Wysłany: Pon 11 Cze, 2018 10:14   

Marie ze zdumieniem obserwowała to, co działo się dookoła. Chyba pojawił się promień nadziei, że jednak dadzą sobie z tym wszystkim radę. Że jednak postaci, które z nią walczą, wreszcie odpuszczą.
Zwłaszcza, że Mystique chyba już się poddała... A może nie? Jednak widok zmiennokształtnej w klatce sprawił, że na twarzy Rogue pojawił się szeroki uśmiech.
Jeden - zero dla nas!

Rogue na słowa Profesor Posseser skinęła tylko głową.

Oczywiście, ze będzie walczyć. W końcu od tego zależało jej życie. I tak bardzo jak kilka chwil temu chciała się poddać, tak teraz rezultaty które przynosiły działania, sprawiły że znów poczuła się silna. Tylko co zrobić, żeby ochronić Bobby'ego, Sam i ją siebie, w starciu z postaciami, które są tak silne? Które miały dość mocy na to, by zawładnąć jej umysłem, mimo że były tylko fragmentem osobowości prawdziwych osób? Nie zamierzała się jednak poddać. Wiedziała, że to od niej wszystko zależy. To jej walka. I jej życie.

I gdy już myślała, że pokonanie reszty postaci to tylko kwestia chwili, pojawił się ktoś, kogo Rogue najmniej by się spodziewała.
Atak Captain Marvel na pewno nie będzie bezpieczny dla Bobby'ego i Samanthy. Musiała więc zrobić coś, co im pomoże...
Wyciągnęła obie dłonie przed siebie, a w kilka sekund później, całkiem niespodziewanie, tuż przy jej boku pojawiłą się Jean Grey.
Anna uśmiechnęła się nieznacznie, zerkając na rudowłosą kątem oka.
-Dobrze Cię widzieć... - wyszeptała, gdy z dłoni jej i Grey wydobyła się fala mocy, która zachowała się jak tarcza w starciu z Captain Marvel. Wszystkie ataki Danvers odbijały się od niewidzialnej bariery, którą Rogue stworzyła wraz z Phoenix. - Potrzebuję Cię, Jean...

-Bobby... - odwróciła głowę w kierunku chłopaka. - Zmroź Carol. Niech to jej zrobi się chłodno...




 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1126
Wysłany: Czw 14 Cze, 2018 23:25   

-W sumie, to nie jest taki zły pomysł Sam! - Odpowiedziała Ortez odrobinę rozbawionym głosem. - Jeżeli przez to rozumiesz zajęcie czymś jaźni, to jak najbardziej! Tylko wymyślcie sobie jakieś ładne caballos* wyczarujcie.

Owszem walka mogła ciągnąć się w nieskończoność. W końcu praktycznie nikt nie wiedział, z iloma osobami miała fizyczny kontakt Rouge. Z drugiej strony - gdyby tak się dokładniej przyjrzeć, to tylko Mistique i obecnie Carol Darvens zdawały się walczyć. Reszta jaźni była... bierna. Tak jakby coś, czy raczej ktoś kazał im czekać... a może zbierał z nich moce do jednego decydującego ataku?

Moce mutantów działały. Chyba nawet lepiej, niż w realnym świecie. Bobby zauważył, że ma zdecydowanie lepszą kontrolę nad swoją mocą. Tak jakby... nie używał mocy, ale samym umysłem kształtował rzeczywistość. Może to o to chodziło Posseser, gdy mówiła o zasadach, planach astralnych i kształtowaniu rzeczywistości umysłem?
Ściana, którą postawił Iceman, była wyjątkowo gruba, a jednocześnie wręcz idealnie przejrzysta. To jednak nie zatrzymało Darven... a przynajmniej nie do końca. Kobieta z ogromnym impetem wpadła w lodową konstrukcję, rozbijając ją na miliardy drobinek. Jednak uderzenie ewidentnie ją spowolniło, a może nawet chwilo zdezorientowało.

Mroźne powietrze uderzyło z precyzją inteligentnego pocisku. Dosłownie było widać, jak podmuch manewruje i zmienia kierunek, by dostać się do określonych jaźni. Drake powoli wyłączał z ewentualnej walki Colosusa, Pyro, tego chłopaka, z którym całowała się Rouge. Dziwne tylko, że jakoś żadna jaźń nie próbowała nawet się bronić.

Im bardziej Rouge wierzyła w siebie, tym była silniejsza... a obce jaźnie w jej umyśle słabsze. Nie, nie na tyle, żeby zniknąć, ale wciąż.

Jean uśmiechnęła się do przyjaciółki tym swoim ciepłym, przyjaznym uśmiechem. Przez chwilę nikt nie mógł mieć wątpliwości, czemu Logan i Scott tak zawzięcie walczyli o względy dziewczyny. Potem jednak oczy rudowłosej zapłonęły żywym ogniem. Jean uwolniła siłę wszechpotężnej istoty, która żyła z nią w przedziwnej symbiozie. Uwolniła Moc Phoenixa.

Capitan Marvel powoli dochodziła do siebie. Intensywnie potrząsnęła głową i rzuciła Ekipie Ratunkowej wściekłe spojrzenie. Z ogromną prędkością wzbiła się wysoko w powietrze i niczym jakaś postać z bajki, uformowala ogromną kulę energii, którą cisnęła w kierunku Bobby'ego i Samanthy.
Jednak nie było żadnego wybuchu. Nie było żadnej fali uderzeniowej. Nie było nawet błysku! Kula uderzyła w delikatnie czerwonawo-żółtą, przezroczystą ścianę energii tyle. Carol z wściekłością odwróciła się w kierunku Rouge i Phoenix, i znowu spadła w dół, niczym jastrząb polujący na króliki. A do roli królików ewidentnie przeznaczyła Bobby'ego i Sam.


*Caballos - Konie



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Samantha Craven 

Queen rocks!




Imię i nazwisko: Samantha Craven
Pseudonim: Quake
Data urodzenia/Wiek: 2 czerwca 1992 / 21 lat
Zdolności: Połączenie z ziemią (szybsze leczenie ran, zwiększona odporność), manipulacja i kontrola nad ziemią i minerałami, trzęsienie ziemi;
GXRA 2017
Wiek: 27
Dołączyła: 02 Cze 2016
Posty: 281
Wysłany: Sro 20 Cze, 2018 18:22   

Zaczynało się dziać coraz więcej, ale Sam była zdezorientowana i szczerze mówiąc nie bardzo wiedziała, co mogłaby robić w tym momencie. Bobby nie miał tych wątpliwości tylko zaczynał od razu działać, nie zważając na nic. Jego moce działały w świecie jaźni, a nawet chyba były nieco ulepszone. Odetchnęła wiedząc, że nie może być taka bezczynna. Póki co jednak zdawało się, że wszystko szło w dobrym kierunku, choć taka walka mogła trwać wiecznie.
Sam stanęła prosto i opuściła dłonie w kierunku ziemi czy cokolwiek to było. Skupiła, nie mając pewności, czy jej własna moc zadziała, ale uznała, że jeżeli ma coś zrobić, to musi mieć pewność tego, co chce zrobić i w jaki sposób. Widząc atak ze strony Capitan Marvel, zareagowała instynktownie. Uniosła w górę ręce w nagłym geście, z zamiarem stworzenia ściany, która powstrzyma atak. Nie zdążyła, ponieważ kula energii się rozproszyła. To jednak nie był koniec.
Postaci jaźni Rogue było mnóstwo, ciężko było wszystkich rozpoznać, ale walka z nimi była praktycznie... żadna. Za to Marvel nie odpuszczała. Właśnie pikowała w ich kierunku, na co Sam postanowiła zareagować, wysyłając w jej stronę ziemne pociski. W sumie nie miała innego wyjścia, bo niestety nie miała też jak uciec. Wóz albo przewóz jednym słowem. Ze wsparciem Bobbiego o coraz silniejszą i pewniejszą Rogue, jakoś dadzą radę.






 
 
 

Iceman 





Imię i nazwisko: Robert 'Bobby' Drake
Pseudonim: Iceman
Data urodzenia/Wiek: 23.03.1989 r. / 21 lat
Zdolności: Manipulacja zimnem i lodem.
GXRA 2015
Wiek: 37
Dołączył: 21 Kwi 2013
Posty: 396
Skąd: Kraków
Wysłany: Sro 04 Lip, 2018 19:22   

Bobby miał plan! Znaczy... sam nie był tak serio pewien, na ile pomysł, który miał można nazwać planem, ale gdzieś czytał, że bohaterowie zawsze mają plan, a skoro miał zostać bohaterem swej wybranki serca, plan musiał mieć!

Do tej chwili wszystko szło zgodnie z tym planem, a może nawet ciut lepiej, bo Rogue zdawała się odzyskiwać kontrolę i przez to siłę! Jak to jednak mówią, co się polepszy... I tu właśnie weszła do gry Captain Marvel i jej lot koszący. W sumie bić kobiet nie wypada, a z drugiej strony, czy wytwór jaźni jest kobietą? To przekonało Bobbiego, że cokolwiek tu się wydarzy, nie będzie i tak odzwierciedleniem tego, co działoby się w świecie rzeczywistym.

Podczas, gdy Sam próbowała skupić sie na podłożu, Ice kumulował energię. Pragnął skupić się jak najbardziej na uzyskaniu jak najzimniejszego podmuchu. Dążył do zera absolutnego, chociaż miał świadomość, że to granica, której właściwie nie da się osiągnąć. Przynajmniej nie w realnym świecie. Tu możliwe było wszystko. I gdy wydawało się, że nic nie robi, że nie zamierza podjąć walki i czeka na to, co zrobi Sam... zaatakował. Chociaż, jak przystało na chłopaka, jego atak przewidywał uniki, prędkość przeciwnika, więc coś takiego jak podmuch zimna byłby za prosty. Zawsze mógł nie trafić.

Gdy uwolnił w końcu energię lodu, ta stworzyła coś na kształt odwróconego parasola i ciągle się rozszerzając pomknęła na przywitanie pikującej na nich jaźni. Bobby miał świadomość, że w realnym świecie coś takiego zamroziłoby wszystko na swojej drodze. Nawet Pyro, czy Human Torch prawdopodobnie spadliby w postaci zmrożonej i to na poziomie komórek. Dziwne, ale świadomość, że tutaj nie ogranicza go rzeczywistość, dodawała chłopakowi siły i wręcz zdumiewającej dla niego samego pewności siebie i chęci podejmowania ryzyka, naciągania barier i testowania możliwości jego własnych wyobrażeń o potencjale swojej mocy.



Pyro: You're in over your head, Bobby. Maybe you should go back to school.
Iceman: You never should have left.

 
 

Rogue 





Imię i nazwisko: Anna Marie D'Ancanto
Pseudonim: Rogue
Data urodzenia/Wiek: 1991/22
Zdolności: Absorpcja energii życiowej
Znaki szczególne: rękawiczki
GXRA 2015
Wiek: 28
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 6557
Wysłany: Nie 15 Lip, 2018 17:26   

Rogue widziała, że ich działania przynoszą rezultaty. Z każdą chwilą jej pewność siebie rosła. Wiedziała już, co ma robić. I co sprawi, że wygrają nie tylko tę bitwę, ale i całą wojnę.
Gdy tylko zobaczyła zmasowany atak na Carol, uśmiechnęła się. Jeśli tylko będą dzialać razem, to przetrwają. Tak jak w prawdziwym życiu.
A świadomość, że nie jest sama, tylko dodawała jej sił.
Ziemne pociski Sam, lodowe uderzenie Bobby'ego i fala wytworzona przez nią i Jean, sprawiły że Danvers jakby oklapła, a jej ataki osłabły. Jednak Marie nie zamierzała spocząć na laurach. Wiedziała, że ma w rękawie jeszcze kilka asów, które może wykorzystać.
Zerknęła w kierunku Grey, która stała obok, zupełnie tak, jakby istniała naprawdę. A Rogue kątem oka ujrzała strumień lasera, skierowany w Capitan Marvel. Uśmiechnęła sie i odwróciła głowę, a jej spojrzenie natrafiło na Scotta, który ubrany w swój tradycyjny strój Xmena, stanął z nimi ramię w ramię, chcąc wspomóc w walce.
Gdzie Jean Grey, tam i Scott Summers.
Rogue nawet w swojej podświadomości nie zamierzała ich rozdzielać.
Postanowiła jednak, że nie ma co przedłużać ten rozgrywki.
Przymknęła na chwilę oczy, i skupiła się na całej mocy pochodzącej od Carol i Jean Grey, jaką w sobie miała.
-Czas na ostateczne starcie, Carol. -szepnęła i poczuła jak po chwili unosi się nad ziemią, by już po chwili zrównać z Danvers.
-Tonie Ty tutaj rządzisz. - powiedziała cicho. - Może i jesteś silniejsza, ale to ja mam po swojej stronie wsparcie, ktore Ciebie pokona. Poddaj się.
Głos Rogue brzmiał pewnie i dość ostro. Wiedziała, że Capitan Marvel nie podda się tak łatwo.




 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1126
Wysłany: Pią 20 Lip, 2018 14:41   

Sam nie czuła ziemi. Jednocześnie, gdy wykonała ruch ręką, ziemia stworzyła gubą, chyba nawet na kilkanaście centymetrów, łukowatą ścianę. Ok, może wybuchu atomowego by nie powstrzymała, ale na pewno poradziła by sobie z pociskiem rzuconym przez Carol Darvens.
Obrana przed Capitan Marvel powiodła się. Carol, zmuszona do laiwrowania między niekończącą się salwą ziemistych pocisków musiała się wycofać do góry i przemyśleć swoją taktykę.
-Na co czekasz! - Wykrzyczała Mistique - Atakuj ich! Musimy ich na nowo rozdzielić!

Jaźnie, których Iceman nie zdążył jeszcze zamrozić, uniósły ręce. Nad każdą z nich pojawiła się kula energii. Tak samo zresztą, jak nad posągami lodowymi. Kule, przeróżnych rozmiarów poleciały w kierunku Darvens. Ta z kolei zasymilowała część z nich, a z pozostałych stworzyła wokół siebie tarczę.
Równie pewna siebie jak wściekła znowu rzuciła się w dół, by zaatakować Bobby'ego i Quake.

W połowie drogi w dół spotkała się z czymś, czego się nie spodziewała. Podmuch niesamowicie zimnego powietrza ewidentnie spowolnił Kapitan. Ta jednak nie zrezygnowała. Przez chwilę pojedynek był bardzo zacięty i wyrównany. Co prawda Carol zdawała się powoli, lecz nieustannie zbliżać się do Bobby'ego i Samanthy, ale "parasol" Icemana z każdą sekundą robił się grubszy I jakby domykał się wokół agresywnej jaźni.

Przywołanie kolejnej jaźni odrobinę osłabiło Rudą, jednak nie na tyle, by odebrać jej światłość umysłu. Skoncentrowanie się na energii Marvel pozwoliło Rouge przejąć ją i ukierunkować tam gdzie chciała. Czyli w chwili obecnej na siebie.
Gdy dziewczyna znalazła się nad Carol, ta odwróciła się I bez ostrzeżenia posłał ku niej strumień fotonów... Który został bez większego problemu odbity laserem z oczów Cyclopa.
-Walcz! My zapewnimy ci ogień zaporowy! - Krzyknął Scott, parując kolejny atak Kapitan Marvel. - Hej! Wy tam! Dajecie sobie radę?



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Samantha Craven 

Queen rocks!




Imię i nazwisko: Samantha Craven
Pseudonim: Quake
Data urodzenia/Wiek: 2 czerwca 1992 / 21 lat
Zdolności: Połączenie z ziemią (szybsze leczenie ran, zwiększona odporność), manipulacja i kontrola nad ziemią i minerałami, trzęsienie ziemi;
GXRA 2017
Wiek: 27
Dołączyła: 02 Cze 2016
Posty: 281
Wysłany: Czw 26 Lip, 2018 12:39   

Przeciwników nie ubywało, a Sam siłą rzeczy musiała w tych warunkach dowiadywać się, na co ją stać i co może zrobić, w końcu nie było tutaj ziemi, którą potrzebowała, wszystko działo się na płaszczyźnie mentalnej, nie rzeczywistej. Mimo to, dawało to jakieś możliwości, bo jednak jej moc działała. Nie czuła ziemi, nie miała jej w pobliżu, a jednak działało. Było to zaskakujące, ale i pocieszające, przynajmniej nie była bezbronna. Dawała z siebie wszystko atakując ile tylko się da i na szczęście przynosiło to skutek.
Starała się trzymać blisko Bobbiego i wspierać go w swoich działaniach. Z biegiem czasu stała się pewniejsza, a jej ataki bardziej celne i precyzyjne. Oswajała się z obecną dziwną sytuacją, nieco testując też własne możliwości, na co raczej nie pozwoliłaby sobie normalnie, uważając że będzie to zbyt ryzykowne.
Pojawiło się więcej jaźni i szczerze mówiąc Sam nie wiedziała ile to jeszcze potrwa i czy w tych warunkach męczą się tak samo, jak w rzeczywistości. Póki co jakoś szło, no i Kapitan Marvel zmieniła kierunek, przestając na nich napierać jak taran. Obrona Icemana byłą bardzo skuteczna, gdyby nie to, pewnie dawno by ich dorwała. To jednak nie był koniec.
Na szczęście mieli sojuszników. Niektóre jaźnie ich nie atakowały, tylko chciały udzielić pomocy, wesprzeć ich. Dlaczego? Skąd się to brało, że część jaźni, przeważającą część można było uznać za "złą", a inne za "dobrą?". Nie miała pojęcia, ale na razie inne sprawy były pilniejsze. Trzeba było odeprzeć kolejną falę ataków ze strony jaźni. Sam zaczynała się rozkręcać, potrząsnęła rękami i gwałtownie wypchnęła je przed siebie, kierując strumień odłamków skalnych w stronę przeciwników. Tupnęła nogą w podłoże, wywołując skupiony miejscowy wstrząs. Nigdy tego nie próbowała, bo nad tym nie panowała, ale teraz liczyło się, aby pozbyć się nadmiernej ilości niechcianych jaźni i dać szansę Rogue, by mogła stoczyć swoją własną walkę.
- Dajemy! - odkrzyknęła, nawet nie patrząc w stronę Scotta.
Mogłaby powspominać, mogłaby powiedzieć coś więcej, albo jakoś inaczej zareagować, ale prawda była taka, że choć dawali radę, nie było to łatwe i trzeba było się skupić. Ona i Bobby toczyli swoją bitwę, Rogue swoją. Ich rolą było tylko wsparcie.






 
 
 

Iceman 





Imię i nazwisko: Robert 'Bobby' Drake
Pseudonim: Iceman
Data urodzenia/Wiek: 23.03.1989 r. / 21 lat
Zdolności: Manipulacja zimnem i lodem.
GXRA 2015
Wiek: 37
Dołączył: 21 Kwi 2013
Posty: 396
Skąd: Kraków
Wysłany: Pią 27 Lip, 2018 23:19   

Widząc, że pozostałe jaźnie wspierają zarówno samą Rogue, jak i ich w tej zaciekłej walce, postanowił podjąć ryzyko. Kapitan była spowolniona, otoczona przez "wrogów", a także skoncentrowana na samej Rogue.

Wobec tego, Ice uniósł się w powietrze, tworząc pod sobą podest z lodu, oraz wykorzystując to, że już się "rozgrzał" i był w stanie wywołać tak przeraźliwe pokłady zimna, gdy znalazł się bliżej wroga, posłał w jej stronę jeden lodowy pocisk. Coś na kształt lodowej włóczni, skumulowanej energii zimna, która miała zadanie przebić przeciwnika i, przynajmniej w prawdziwym świecie taki byłby efekt, zabić go. Bobby podejrzewał, że gdyby zrobił coś takiego w rzeczywistości, na ziemię spadłaby bryła lodu i roztrzaskała się na drobne kawałki, bo uwięzione we włóczni zimno po zetknięciu z ciałem, oddałoby swą energię. Tu jednak można było spodziewać się dosłownie wszystkiego.



Pyro: You're in over your head, Bobby. Maybe you should go back to school.
Iceman: You never should have left.

 
 

Rogue 





Imię i nazwisko: Anna Marie D'Ancanto
Pseudonim: Rogue
Data urodzenia/Wiek: 1991/22
Zdolności: Absorpcja energii życiowej
Znaki szczególne: rękawiczki
GXRA 2015
Wiek: 28
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 6557
Wysłany: Sob 25 Sie, 2018 10:00   

Rogue również czula się coraz pewniej. Widziala wsparcie jakie otrzymała zarówno od Bobby'ego i Sam, jak również od Jean i Scotta.
Wiedziała co ma robić, wiedziała co najlepiej uderzy w Carol.
Przez chwilę jednak przypatrywała się temu, co robią Drake i Craven. Uśmiechnęła sie lekko widząc zamieszanie jakie u Danvers wywoływały ich ataki. Captain Marvel chyba nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś się jej sprzeciwia. Jednak Rogue nie zamierzała się poddać. Wręcz przeciwnie. Mimo że dobrze wiedziała, że przywołanie kolejnego sojusznika będzie kosztowało ją wiele wysiłku, to wiedziała że gra jest warta świeczki.
Odpuściła więc na chwilę atak, pozostawiając wolną rękę Sam i Bobby'emu, którzy wspierani byli przez Jean i Scotta.
Marie wiedziała, że to co zamierza zrobić, może być kontrowersyjne. Sama zastanawiała się, czy to dobry pomysł. Jednak jeśli chciała wygrać, musiała podjąć ryzyko.
W ferworze walki obecni w glowie Rogue mogli nie zauważyć, jak niemalże bezszelestnie pojawił się profesor Xavier, a tuż za nim, z mroku przyleciał nie kto inny a Magneto.
Rogue miała nadzieję, że pojawienie się tych dwóch postaci spowoduje zwrot o 180 stopni, na ich korzyść. Co prawda Magneto równie dobrze mógł zwrócić się przeciwko nim, jednak teraz znajdują się w głowie Rogue, i to ona tutaj rozdaje karty.
Po przywołaniu Erica i Charles'a, Rogue potrzebowała chwili odpoczynku. Odsunęła się więc na bok, wcześniej jednak zacisnęła dłoń na ramieniu Profesora.
-Potrzebuję pomocy... - wyszeptała tak cicho, że tylko on mógł to usłyszeć. Nie zamierzała się poddawać. Wiedziała jednak że potrzebuje bardzo silnych sojuszników. A tych najsilniejszych właśnie przywołała.
Spojrzała w kierunku Sam, której małe trzęsienie ziemii wywołało zamieszanie u przeciwników, oraz Bobby'ego, którego niekończące ataki kierowane ku Marvel wyraźnie ją oslabiały.




 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1126
Wysłany: Sro 29 Sie, 2018 00:39   

Sam tupnęła nogą. I to jak tupnęła! Ziemia pod nią zatrzęsła się. Fala poszła do przodu, tworząc wybrzuszenia przypominające stalagnaty. Cóż, jakby ktoś próbował teraz szarżować, będzie musiał zrezygnować z tego pomysłu. Sama Capitan Marvel? Chyba chwilowo stwierdziła, że "ziemne szrapnele" nie są tak niebezpieczne, jak lodowe pociski Bobby'ego.
Póki Sam nie pomyślała o zmęczeniu, nie odczuwała go. Dziewczyna opadła z sił nagle, jakby ktoś rzucił jej na plecy worek 50 kilo. No, może przesadzone. Owszem opadła z sił... ale na tyle, na ile zmęczona była by, gdyby skorzystała z takiego zakresu i mocy swoich zdolności.
Z drugiej strony, Iceman wyglądał, jakby... wrócił z krótkiego spacerku. Pełny energii, wypoczęty...
Jednak, gdy Quake odsunęła od siebie myśli o zmęczeniu, a skoncentrowała się na kolejnym ataku, zmęczenie jakby zniknęło. A może to po prosu kop adrenaliny?

A właśnie, jak mowa o Drake'u...
Chłopak szybko i sprawnie "wspiął się" mniej więcej na poziom Darven. Rzucił włócznie... która minęła panią Kapitan dosłownie o włos. Ta z kolei uśmiechnęła się i po raz kolejny wystrzeliła promień fotonów.
Sytuacja zaczęła wyglądać tak, jakby jaźń Darvens znowu stawała się silniejsza.

Rouge skoncentrowała się, chcąc przywołać kolejne jaźnie. I już już prawie się udało... gdy przed nią, jak spod ziemi, wyrosła Mystique.
-NIE! - Krzyknęła i szarpnęła mutantkę za rękę. - Nie pozwolę ci! Nie mogę... nie chcę. - W jej głosie pojawiła się jakby delikatna nutka smutku... czy strachu?



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Samantha Craven 

Queen rocks!




Imię i nazwisko: Samantha Craven
Pseudonim: Quake
Data urodzenia/Wiek: 2 czerwca 1992 / 21 lat
Zdolności: Połączenie z ziemią (szybsze leczenie ran, zwiększona odporność), manipulacja i kontrola nad ziemią i minerałami, trzęsienie ziemi;
GXRA 2017
Wiek: 27
Dołączyła: 02 Cze 2016
Posty: 281
Wysłany: Pon 03 Wrz, 2018 19:37   

Dziwne rzeczy się z nią działy, ale czego mogła się spodziewać po tym, jak znajdowała się w świecie mentalnym, a nie rzeczywistym? Tutaj zapewne prawa fizyki funkcjonowały zupełnie inaczej, nie żeby ona się na tym jakoś szczególnie znała. Poza tym teraz miała inne rzeczy na głowie, niż naukowe rozważania. Po chwilowym zmęczeniu, które zresztą szybko minęło, dalej atakowała z zaciekłością, odpierając kolejnych przeciwników. Jej moce tutaj były nieporównywalnie większe, a co co istotne, zdecydowanie lepiej nad nimi panowała niż w rzeczywistości. W świece realnym pewnie już dawno obróciłaby w perzynę co najmniej pół Manhattanu. Tutaj działała na ograniczonym niewielkim polu ściśle go kontrolując. To było... niezwykłe uczucie.
Szczególnie Kapitan Marvel nie dawała za wygraną. Powoli zaczynało ją to irytować. Zamachnęła się dłońmi, jakby próbowała zgarnąć coś naprawdę dużego. Ziemia wystrzeliła falą, jakby nagle z gruntu stała się czymś płynnym. Ta płachta ziemi była nie tylko chwilową osłoną przed jej atakami, ale i czymś więcej. Zaczęła lecieć w stronę Kapitan, w dość oczywistym celu - chciała ją pochłonąć i zamknąć. Zaraz za płachtą unosiły się niewielkie kamyki i coraz większe i większe. Płachta to nie było wszystko, to miała być skorupa. Dziewczyna nie zamierzała się poddawać, ani dawać za wygraną. Panował istny impas i choć z Icemanem dawali z siebie wszystko, ba wychodzili na wyżyny swoich możliwości, zdawać by się mogło, że walki nie ma końca.
Kątek oka dostrzegła, że również sama Rogue nie jest w najlepszej sytuacji, ale w tym momencie nie mogli nic zrobić. Jedynie co należało teraz wykonać to ich własna robota i odciągnięcie innych jaźni od osobistej walki Rogue. Lepszy jeden przeciwnik, niż cała jego chmara.






 
 
 

Iceman 





Imię i nazwisko: Robert 'Bobby' Drake
Pseudonim: Iceman
Data urodzenia/Wiek: 23.03.1989 r. / 21 lat
Zdolności: Manipulacja zimnem i lodem.
GXRA 2015
Wiek: 37
Dołączył: 21 Kwi 2013
Posty: 396
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 03 Wrz, 2018 22:09   

Cóż, mówią, że facet powinien trafiać, a tu takie pudło. Z drugiej strony, cel do trafienia szczęśliwy, więc martwić się nie ma czym i próbować trzeba dalej. Strumień fotonów? W tej rzeczywistości? Bobby zaczął chyba dawać się ponieść sytuacji. Przecież to łatwiejsze, niż spacer po parku w letnie popołudnie! Tutaj mógł wszystko!

By uniknąć strumienia, jedną ręką stworzył coś na kształt parasola, a drugą zjeżdżalnię, by na wszelki wypadek nie zostać jednak trafionym. Już zastanawiał się, jak dalej zaatakować Kapitan, a tu Sam podsunęła mu nie lada pomysł!

Gdy tylko ziemia zaczęła okalać Kapitan, Bobby dołączył się do tej zabawy. Piasek na wydmach ma niewiele wody w sobie, za to taka dobra, lepka i, nomen omen, mokra ziemia, to coś zupełnie innego. A przecież każdy robotnik wie, że w zimie się dołów nie kopie, bo zmarznięta ziemia jest twardsza niż kamień. Gdy tylko grudy ziemi zaczęły formować kulę wokół przeciwnika, Bobby zaatakował kolejną falą zimna. Teraz jednak nie samą Kapitan, ale zniewalającą ją pokrywę. Zmrozić. Scalić tą kulę, a na koniec pokryć jeszcze warstwą lodu i jeszcze bardziej zmrozić. Niby w ziemiance można przetrwać mrozy, ale nie takie, jakie był w stanie zafundować on. Zwłaszcza on w tym świecie bez granic.

To dziwne, ale w jakiś sposób akurat tutaj Bobby nie miał hamulców. Był wręcz pewien, że gdyby nawet ktoś go rozczłonkował, byłby się w stanie scalić ponownie. Miał wrażenie, że mógłby całą okolicę zamrozić. Być lodowym centrum wszechświata i zatrzymać całą okolicę w jednym, pięknym, białym, nieruchomym obrazie. W prawdziwym świecie bałby się. Tu jednak, w tym miejscu i czasie, zarówno Rogue jak i Sam miały okazję zobaczyć mutanta poziomu Omega w akcji bez ograniczeń narzucanych mu przez jego własną jaźń.



Pyro: You're in over your head, Bobby. Maybe you should go back to school.
Iceman: You never should have left.

 
 

Rogue 





Imię i nazwisko: Anna Marie D'Ancanto
Pseudonim: Rogue
Data urodzenia/Wiek: 1991/22
Zdolności: Absorpcja energii życiowej
Znaki szczególne: rękawiczki
GXRA 2015
Wiek: 28
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 6557
Wysłany: Czw 04 Paź, 2018 21:31   

Gdy Samantha użyła swojej mocy, Rogue stanęła w lekkim rozkroku - w końcu głupio byłoby się teraz przewrócić, prawda? Jednak gdy zobaczyła słabnącą dziewczynę, spięła się. Walczyła sama ze sobą, czy nie podbiec do niej, nie sprawdzić czy jest wszystko w porządku. W końcu to oni tutaj kreują rzeczywistość.
Na szczęście Bobby wyglądał na kogoś, kto nie boi się niczego. I właśnie o to chodzi!
I mimo że Carol nie odpuszczała, to Anna nie miała zamiaru się poddawać. Tak naprawdę pierwszy raz w swoim życiu nie chciała ratować się ucieczką, która zawsze jest najprostszym rozwiązaniem.
Tym razem wiedziała, że walka toczy się o nią. O jej własną wolę. Miała ze sobą wsparcie i nie zamierzała się poddawać.
A kiedy mowa o wsparciu...
Kiedy Bobby zaatakował Danvers, a ona się obroniła - Anna zaklęła szpetnie pod nosem. Cóż. koniec zabawy w kotka i myszkę.
Teraz gdy po jej stronie stoi Jean, Scotta i resztę pora na ostateczny atak.
Jednak nie zdążyła zareagować. Ciszę przerwał okrzyk Mystique.
Przymknęła oczy tyko na chwilę, ale w tym czasie Raven zdążyła się przed nią pojawić. Rogue poczuła jej dłoń, ściskającą jej rękę, i przez jej głowę przemknęła myśl "o co ci chodzi tym razem?!".
Już sam dotyk zmiennokształtnej spowodował dreszcz, który przebiegł po plecach Anny.
Odwróciła głowę, patrząc w kierunku Sam, która nie ustawała w swoich działaniach. Zauważyła też Bobby'ego, który zdążył zmienić swoją formę, i atakował Carol pełną siłą.
Zmusiła się do tego, by odwrócić głowę w kierunku Mystique.
-Nie pozwolisz mi na co? - słowa zabrzmiały zimno i twardo. - Chyba jesteś ostatnią osobą która mogłaby mi czegokolwiek zakazać.




 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1126
Wysłany: Sro 17 Paź, 2018 15:29   

Bobby i Sam zaczęli współpracować. W sumie nic dziwnego - uczniowie Xaviera są niemal codziennie katowani wielogodzinnymi sesjami w Danger Room, gdzie współpraca to jedyna droga do wyjścia z tego w jednym kawałku. X-Meni po prostu mają wręcz wryte w podświadomość, że kto nie współpracuje, ten ginie. Automatycznie dążą do współpracy... nawet, jeżeli są pierwszy raz w takim zestawieniu.
A że co dwie głowy to nie jedna, a czasem 1+1=3, zyskiwali przewagę.

Caroll, zbytnio skoncentrowana na Icemanie, nie zauważyła zbliżającej się do niej ziemnej płachty. W sumie wątpliwe, czy nawet będąc świadomą zagrożenia z strony Quake, dała by radę go uniknąć.
Tak czy siak, Capitan Marvel nie zdążyła zareagować, gdy nagle znalazła się wewnątrz kuli z ziemi, kamieni i minerałów. Na pewno nie będzie jej łatwo wyrwać się z tej pułapki... A jak doda się do tego mróz.
Iceman zamroził sferę, tworząc kilka warstw. W sumie dobry pomysł - jeżeli każda z warstw będzie mrożona w wyższej temperaturze, więzienie będzie coraz bardziej wytrzymałe. W końcu, gdy ktoś chce użyć mitycznego, lodowego naboju do colta, lepiej, żeby mroził go przez nawet kilka dni w temperaturze niewiele niższej niż 0 st. Celsiusza, niż zalał ciekłym azotem. Różnica w rozmiarze kryształów lodu i ich wytrzymałości...

Tak czy siak Ekipa Ratunkowa wyszła z opresji cała i zdrowa. Sukces!... przynajmniej chwilowy.

Co zaś się tyczy Rouge... u niej sytuacja wyglądała zgoła inaczej.

-Tak, wiem. - powiedziała Mystique, a w jej głosie było słychać skruchę? A może nawet smutek? - Zawiodłam cię. Zawiodłam jako kobieta, zawiodłam jako przyjaciółka, zawiodłam jako matka. Nie było mnie wtedy, gdy mnie najbardziej potrzebowałaś. Stanęłyśmy też po przeciwnych stronach barykady.
-Właśnie dlatego nie możesz mnie zniszczyć, ani uciszyć. Chcę... muszę ci pomóc. Jestem twoją matką! Jestem za ciebie odpowiedzialna!
-Nie słuchaj jej! - Głos Ortez rozbrzmiał prawie nad uchem Marie. - Ona na pewno coś kombinuje! To za pewne przez nią znalazłaś się w takiej, nie innej sytuacji!



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
The Avengers Hogwart Dream Black Butler Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal Riverdale
Dragon Ball Another Universe Mortis Valor Eclipse Bleach OtherWorld

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018