{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
[Mieszkanie] Piętro Tony'ego
Autor Wiadomość

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1126
Wysłany: Sro 27 Cze, 2018 13:09   

Portale, które na krótką chwilę pojawiły się w pomieszczeniu, faktycznie sprawiły że Thor znalazł się zupełnie gdzie indziej. Nie zajęło mu wiele czasu zorientowanie się w sytuacji, jednak przejście w które wpadł zdążyło się już zamknąć.

Zaklęcia Wandy powstrzymały ostrzał i uziemiły Tonyego, który w wyniku szoku stracił przytomniść, dokładnie jak zakładał Strange. W tym czasie gdy czarownik ścierał się z istotą skrytą w pancerzu. Potwór, był pewien że nie walczy z człowiekiem, zdołał stawić mu opór! To było niesamowite, choć przerażające: oto bowiem coś okazało się zdolne walczyć z Najwyższym Czarnoksiężnikiem. Co prawda przez krótką chwilę i tracąc moc niezbędną do poruszania swoją marionetką, lecz mimo to wyczyn wzbudzał szacunek. Doktor zrozumiał jeszcze jedno - jego przeciwnik był wspierany przez dwie inne istoty, które z jakiegoś powodu właśnie umierały. Tak samo jak ten, który poświęcał całego siebie, umierając aby tylko powstrzymać kontrzaklęcia Stephena.

Jednak moc potwora okazała się niewystarczająca. Tylko skąd na sali te wszystkie latające oczy...? Mrożące krew w żyłach spostrzeżenie na krótką chwilę zatrzymało serca magów, którzy przed chwilą mieli nieprzyjemność zetknąć się z demonem oczu.

Mistrz wrócił.


Ta, która została wygnana i która zostanie wygnana, dziś powróciła łamiąc jutrzejszy czar który wczoraj ją uwięził! Czas nie ma dla niej granic! usłyszeli fanatyczny, ekstatyczny krzyk telepaty. Widzieli jak przez portal przelatują kolejne oczy, czuli narastającą w nich nienawiść do wszystkiego co obce, do wszystkiego co nie jest takie jak pragnie ich Mistrz. Czyli cierpiące. Nienawidzili siebie, nienawidzili swoich przyjaciół. Bruce miał szczególne trudności w opanowaniu się, nienawiść którą czuł powoli stawała się także emocją Hulka. Nie agresja, nie siła, nie wściekłość. Nienawiść.

Mistrz patrzył.


Poprzez sam fakt znajdowania się w okolicy odzierał ich z człowieczeństwa, narzucając im sadyzm i pogardę. Demon przedostał się przez portal doktora Strange, równocześnie deprawując go, wypaczając i destabilizując jego strukturę, co groziło że odetnie Stephena i Wandę od świata, przynajmniej na parę chwil potrzebnych na otwarcie nowego portalu. Kto wie jakie potworności zdąży uczynić w tym czasie?

Mistrz planował.


Demon bez granic był wolny, jego słudzy zdołali zmanipulować niezliczonych i potężnych bohaterów aby otworzyć mu przejście. Wojna o powstrzymanie właśnie stała się walką o przetrwanie. Na szczęście Ziemia posiadała wielu sojuszników, między innymi Heimdalla, który otworzył Bifrost aby pojawić się na sali wraz z Thorem i oddziałem asgardzkich wojowników.

Mistrz nie poświęcił im swojej uwagi.


Odszedł, w mgnieniu oka przeniósł się gdzie indziej. Gdzieś, gdzie jego słudzy i niewolnicy przygotują kolejną zatrważającą intrygę. Wanda wyczuła jak zaklęcia Mistrza atakują wisior nieświadomego tego faktu Strange'a. Nienawiść, która opanowała ich wszystkich, zaczęła powoli zanikać. Jak po dłuższej chwili mogli zauważyć magowie wcześniej poddani wpływowi Mistrza, tym razem wszyscy pozostawali pod jej wpływem dużo dłużej.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Thor Odynson 

God of Thunders




Imię i nazwisko: Thor Odynson
Data urodzenia/Wiek: Kilka tysięcy lat
Zdolności: Moc władania gromami i błyskawicami, nadnaturalna siła, możliwość dzierżenia młota Mjolnira.
Znaki szczególne: Dużo cięższy, niż wskazywałaby na to jego budowa ciała
Wiek: 37
Dołączył: 12 Kwi 2014
Posty: 217
Skąd: Kraków
Wysłany: Sro 18 Lip, 2018 13:09   

Thor był przez chwilę absolutnie skonfundowany. Najpierw zaatakował Starka, potem nie wiadomo jak i kiedy znalazł się na świeżym powietrzu, by w sekundę później znaleźć się znowu w pomieszczeniu, tym razem w towarzystwie Heimdalla oraz oddziału Asgardczyków. Na szczęście zauważył, że... po pierwsze, nie specjalnie ma kogo bić, a po drugie, że atak miał jednak mniejszą siłę rażenia i że ktoś inny rozwiązał, przynajmniej tymczasowo, istniejący problem.

Po tej chwili wytchnienia poczuł w sobie silne uczucie, miał jednak świadomość, przynajmniej ułamek świadomości, że to nie jest jego własna wola, że nie on steruje tymi uczuciami. Walczył, by nie wzięły góry, by nie dał się ponieść temu atakowi, bo... miał również świadomość, że targany nienawiścią i bez opamiętania byłby zdolny nawet do zniszczenia całego Midgardu. A to było wykluczone. W końcu przysięgał, a ta przysięga dawała mu teraz siłę.



Thor: Once I retrieve Mjolnir, I will return to you the items they stole from you. Deal?
Jane Foster: No. You think you're gonna just walk in and walk out?
Thor: No. I'm gonna fly out.



 
 

Dr. Strange 





Imię i nazwisko: Stephen Strange
Pseudonim: Dr. Strange
Data urodzenia/Wiek: 18 listopada 1973 | 40 lat
Zdolności: Magia, uzdolniony wojownik, dostęp do artefaktów
Znaki szczególne: Specyficzny ubiór
Wiek: 45
Dołączył: 15 Lut 2017
Posty: 44
Wysłany: Sro 18 Lip, 2018 13:33   

Strange był zmęczony. Jeden za drugim, ataki jednak miały wpływ na Maga. Jednocześnie sam również coraz lepiej poznawał Mistrza, jego możliwości i słabości. Na pierwszy atak nie był przygotowany. Drugi, tym razem nie dotyczył jego, a Starka. Tu było łatwiej, tu mógł się skupić i zmodyfikować czary ochronne. Przy trzecim wiedział, że jest w stanie jeszcze bardziej dostosować ochronę do specyfiki magii Mistrza. Jednocześnie, efekt nie był tak piorunujący, bo istot do ochrony było o wiele, wiele więcej.

Uderzyła go świadomość, że Mistrz może chcieć korzystać z lustrzanego wymiaru, by posłać więcej swoich sług, zrobił więc jedyną słuszną rzecz i gestem dłoni przeniósł Wandę do właściwego wymiaru, a sam po prostu przeleciał przez portal, zanim zostanie zniszczony. Gdyby jednak wytrzymał, ten powinien zamknąć się sam.

Pierwszą rzeczą, którą zrobił Strange, gdy tylko Mistrz ich opuścił, było uwolnienie świata z pętli czasu i zamknięcie Oka. W tym momencie również coś go natchnęło.

- Dzień dobry wszyskim, których nie miałem jeszcze okazji poznać - dźwięk jego głosu wskazywał na sporą dozę negatywnych uczuć, nad którymi ewidentnie próbował zapanować. Nie byłby jednak sobą, gdyby, pomijając oczywiście szczegóły drogi, którymi podążały jego myśli, nie wypalił.

- Potrzebuję dostępu do metali szlachetnych, hematytu, cytrynianu, bursztynu oraz sodalitu, a przede wszystkim kilkunastu chalcedonów. Przydałoby się również coś wytrzymalszego. Nie sugeruję tu adamantium czy vibranium, ale przynajmniej dobrej jakości stal chirurgiczna. No i wyposażone miejsce do pracy. Jeszcze jeden, czy dwa takie ataki, a samo nagromadzenie negatywnej energii wysadzi ten budynek w powietrze

Strange miał plan. Sam nie był w stanie powstrzymać Mistrza i jego wpływu na tyle osób. A ten miał możliwość właściwie rozszczepienia swojej jaźni i rozproszenia zakresu działania na wiele umysłów. Należało wspomóc siebie i pozostałych, którzy mogli coś zdziałać i stworzyć amulety. Jak to lata temu powiedział Mordo, niektóre zaklęcia są zbyt potężne, by je podtrzymywać i dlatego nasycamy nimi przedmioty, by te przejęły napięcie, którego my byśmy nie utrzymali. Cel Strange'a był jeden. Stworzyć kilka amuletów, chroniących umysł przed wpływem Mistrza. Wanda, on sam, Thor, Banner i kilka innych osób muszą mieć możliwość utrzymania swojego umysłu pod swoją własną władzą.



Kaecilius: How long have you been in Kamar-Taj, Mister...?
Dr. Strange: Doctor!
Kaecilius: Mister Doctor?
Dr. Strange: It's Strange!
Kaecilius: Maybe, who am I to judge?

 
 

Bruce Banner 

Last time I was in NY I kind of broke Harlem




Imię i nazwisko: Robert Bruce Banner
Pseudonim: Hulk
Data urodzenia/Wiek: 18.12.1969 / 43 lata
Zdolności: Hulk Smash!
Znaki szczególne: Wielkie, kipiące testosteronem zielone monstrum
Urazy: Jedynie psychiczne
GXRA 2015
Dołączył: 22 Gru 2010
Posty: 325
Wysłany: Wto 24 Lip, 2018 13:29   

Banner miał coraz mniej do powiedzenia. Czuł jak jego wola słabnie, mocniej i mocniej ulegając emocjom napędzającym jego alter ego. Robił co mógł, by powstrzymać przemianę. Padł na kolana, dłonie zacisnął mocno na swojej głowie. Krzyczał, choć on sam nie do końca był tego świadom. Starał się odrzucać narastającą w nim nienawiść, próbował odciąć się od otaczającej go rzeczywistości, ale z każdą kolejną chwilą przychodziło mu to z większym trudem. Nigdy wcześniej nie czuł czegoś podobnego.
Bardziej uważni obserwatorzy mogliby dostrzec pierwsze oznaki zachodzącej transformacji. Skóra powoli zmieniała odcień na bardziej zielony, co widoczne było głównie w okolicy szyi mężczyzny oraz na jego dłoniach. Jego ciało stawało się coraz masywniejsze, mocno napinając jego ubranie. Jego głos też zdawał się brzmieć inaczej. Obco. Choć niektórzy mogli go kojarzyć. Proces ten jednak nie dokonywał się w pełni. Bruce wciąż walczył. Zdawał sobie sprawę z tego, że Hulk doprowadziłby do ogromnych zniszczeń i nawet dwójka magów mogłaby mieć problemy z jego zatrzymaniem. Wiedział, że ich wróg właśnie tego mógł chcieć. Zniszczenia, chaosu… Nie mógł na to pozwolić. Organizm Bannera wrócił do normy, by po kilku momentach znów poddać się wpływowi zielonego potwora, a następnie wrócić do normalności. Nim sytuacja została opanowana, a narastająca w nim do tej pory nienawiść zaczęła słabnąć, powtórzyło się to jeszcze kilkukrotnie.

Słyszał przemawiającego Strange’a, a przynajmniej tak mu się wydawało, ale nie był w stanie wyłapać wszystkiego. Pojedyncze słowa docierały jego świadomości, utrudniając mu wyłapanie kontekstu i zrozumienie czego tak naprawdę czarnoksiężnik chciał. Niektóre frazy były mu znajome. Domyślał się więc, że Stephen miał jakąś prośbę. Walka, którą przed chwilą stoczył Bruce była o wiele bardziej wyczerpująca niż zwykle. Trwała znacznie dłużej i z jednej i z drugiej strony napędzana była silnymi impulsami. Zdecydowanie było to po nim widać. Jego wyrazy twarzy przedstawiał człowieka zmęczonego, zarówno fizycznie, jak i psychicznie.
Podtrzymując się najbliższego mebla powoli zaczął się podnosić. Na końcu przysiadając na wspomnianym elemencie wyposażenia wnętrza.
- JARVIS? – ni to spytał, ni rzucił polecenie, ale nie powiedział nic więcej. Wiedział, że po tonie jego głosu AI zrozumie czego oczekiwał. Zakładając oczywiście, iż wciąż nasłuchiwał.
Dopiero teraz zaczynało też do niego dochodzić, że w jego mieszkaniu zrobiło się jakby trochę tłoczniej. Przeleciał wzrokiem po wszystkich zgromadzonych, na dłuższą chwilę zatrzymując się przy Tonym, a następnie przy Lady Sif. Zastanawiał się czy to koniec. Czy choć na moment będą mogli odetchnąć z ulgą.



You know what scares me the most?
When it happens, when it comes over me... and I totally lose control
I like it.

 
 
 

Lady Sif 





Imię i nazwisko: Lady Sif of Asgard
Pseudonim: Lady Sif, Goddess of War, Xena (Agent Garrett)
Data urodzenia/Wiek: X wiek || Ponad tysiąc lat
Zdolności: Nadludzkie: siła, szybkość, zręczność, wytrzymałość, odporność; Regeneracyjny Healing Factor; Długowieczność || Mistrzyni walki mieczem i wręcz
Znaki szczególne: Asgardzki akcent
Dołączyła: 05 Maj 2016
Posty: 105
Wysłany: Czw 26 Lip, 2018 10:05   

Miała się podnieść po ataku Starka, ale wtedy pojawił się demon i osunęła się na podłogę, bezskutecznie walcząc z jego wpływem. Jej własne myśli i pragnienia przerażały ją w tym momencie. Fala nienawiści była przerażająca, nawet dla niej, najlepszej wojowniczki Asgardu. Więc gdy demon odszedł pozostała na podłodze, opierając się o ścianę i oddychając głęboko. Dłonie zacisnęła w pięści, nie chcąc pokazać nikomu jak bardzo drżą. Zaskoczeniem było też ujrzenie Heimdalla z oddziałem Asgardczyków uzbrojonych po zęby.
- Wszystko z nim w porządku? - zapytała Bruce'a ruchem głowy wskazując na Starka.
Chwilę później zaczęła się podnosić, nieco chwiejnie, ale oparta ręką o ścianę podołała zadaniu, by w paru krokach znaleźć się przy Heimdallu.
- Bracie - przywitała go skinieniem głowy. - Czy biblioteka Asgardu była pomocna w znalezieniu informacji jak pokonać tego stwora?
Już nie mogła się doczekać chwili, w której rozczłonkuje to monstrum swoim mieczem.
Co do listy, którą wyrecytował Strange, to nie rozpoznała nazw, ale liczyła, że może reszta zgromadzonych osób będzie wiedzieć czego Mag potrzebuje. Zawsze też ktoś mógł dostarczyć coś z Asgardu, jeśli cokolwiek z tego jest w ich posiadaniu.




 
 

Scarlet Witch 

No more...




Imię i nazwisko: Wanda Maximoff
Pseudonim: Scarlet Witch
Data urodzenia/Wiek: 1 grudzień 1987/25 lata
Zdolności: - manipulacja prawdopodobieństwem, tworzenie pól siłowych, teleportacja ludzi i przedmiotów, zdolność latania
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączyła: 21 Sty 2014
Posty: 1329
Wysłany: Nie 29 Lip, 2018 15:22   

Gdyby miała okazję spojrzeć na to wszystko co tu się działo z boku, pierwsze o czym by pomyślała to to, że nie da rady. Hulk właściwie już witał się z gąską chcąc dać upust swojej złości, a dobrze wiedziała, z czym to się wiąże. Nie wiedziała jakie Stark ma środki zaradcze na taką sytuację, ale czy TERAZ mogli na nim polegać? Doktor Strange pomimo walki wyglądał na zmęczonego, czuła, że jeszcze trochę wysiłku mogło wpędzić mężczyznę w stan wycieńczenia. Lady Sif, sama jej mina podpowiadała jak z wielką udręką musi się borykać, by nie chwycić za miecz i nie rozpłatać ich ciał niebywale ostrym, asgardzkim orężem. Thor również prowadził zaciętą, wewnętrzną walkę z samym sobą. A pośród najznamienitszych bohaterów stała ona.
Patrząc na siebie czułaby przerażający strach. Bałaby się, że nie da rady pokonać nienawiści jaka rozprzestrzeniała się w tym pokoju. Pochłaniała ich. Pochłaniała ją. Ale tak naprawdę nie osłabiała. Dodawała jej sił. Czuła, że może wszystko. Czerpała z tych emocji o wiele więcej niż Mistrz mógł się spodziewać. Z magii jaką tu roztaczał również. Połączona z nią wyczuła, że ich oprawca przekierowuje największe zainteresowanie na potężny artefakt, a skoro Iron Man został unieszkodliwiony Wanda mogła zająć się czymś ważniejszym. Nie wiedziała jakie mogą być konsekwencje i jak zostanie odebrane to co zaraz zrobi, ale nie było czasu na pytania.
Dłońmi zatoczyła półokrąg i wycelowała magiczną wiązkę w kierunku oka. Nie zamierzała atakować kamienia. Wytworzyła wokół niego magiczną otulinę, która wyraźnie mieniła się czerwienią.
- Kamień nie jest bezpieczny - Tylko to zdążyła z siebie wydusić.
Jeżeli ochrona się uda, Wanda chcąc pomóc w planie Strange'a pobiegnie do gościnnego pokoju, w którym się zatrzymała, by przynieść szkatułę pełną babskich bibelotów. Na pewno znajdą tam wisiory obfite w bursztyny, bransolety przyozdobione hematytem i sodalitem również. Już po 5 minutach wróci do towarzystwa trzymając przed sobą całkiem sporej wielkości zdobione pudełko.





Strój na gale

 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1126
Wysłany: Pią 10 Sie, 2018 12:19   

Thor musiał przez parę chwil powtarzać swoją przysięgę, zanim zdołał uwolnić się spod wpływu demona. Dostrzegł także, iż tak samo czuli się wojownicy, którzy przybyli na pomoc. Oni wszyscy, z wyjątkiem Heimdala, byli podatni na nienawiść, promieniującą z ich przeciwnika. Dzięki swojemu wyszkoleniu i sile umysłu, oni również zdołali oprzeć się wpływowi.

Portal Strange zamknął się bez większych rewelacji, choć mistrz magii dojrzał, kątem oka, parę iskier, znamionujących niebezpieczną reakcję łańcuchową, która mogła doprowadzić do wybuchu, gdyby przejście pozostało otwarte jeszcze przez parę chwil.

Bruce przez czuł, jakby miał zwymiotować. Zwykła, ludzka nienawiść to jedno, ale samonapędzająca się pętla nienawiści, jaką zaszczepił Hulkowi demon, z całą pewnością była najbardziej przerażającą częścią dzisiejszego spotkania.

– Nie, pani. – odpowiedział Heimdall, a w jego głosie można było usłyszeć rozgoryczenie.
– Książę, pani, proszę o chwilę rozmowy. Mam ważne wieści, dotyczące walkirii, którą uratowałeś. – dodał, nakazując wojownikom zabezpieczenie okolicy i oddając ich pod rozkazy Thora.

Zaklęcie Wandy było nieco bardziej skuteczne, niż się spodziewała. Bariera, którą wytworzyła, nie tylko odcięła kamień od okolicy, ale także rzuciła światło na cztery ukryte oczy, unoszące się w okolicy. Oczy demona, który był zdolny ukryć je w pomieszczeniu pełnym niesamowitych bohaterów. Asgardzcy wojownicy rozprawili się z nimi w mgnieniu oka, udowadniając że można je zniszczyć. Choć wszyscy, którzy mieli już z nimi do czynienia, wiedzieli jak straszliwym, niemal nieosiągalnym celem będzie Mistrz.

Wanda wróciła ze szkatułką, przy okazji odbierając od JARVISa kilka przedmiotów, których nie miała, a o których wspomniał Strange. Do tego dostała jeszcze niewielki komputer dla doktora Bannera, który mógł być przydatny podczas diagnozowania i przygotowywania ewentualnej pomocy dla Starka. Po chwili usłyszeli także zaskakująco długo monogol JARVISa:
– Z przykrością stwierdzam iż Wieża została zinfiltrowana przez napastników. Ich wpływowi uległa pani Jade Carter, szef ochrony, oraz pan James Barnes, gość kapitana Rogersa. Nie posiadam pewności, co do tego, ilu pracowników ochrony i jakie systemy zostały zainfekowane ani w jaki sposób. Moje czujniki nie wskazują na obecność zagrożeń w serwerowni, jednak z racji niepewności, dotyczącej pracowników ochrony, proszę aby ktoś ze zgromadzonych upewnił się co do mojej sprawności. Do tego czasu muszę ograniczyć moją aktywność do minimum, aby zminimalizować także potencjalne zagrożenie z mojej strony. –

Strange miał wszystko, czego potrzebował do przygotowania amuletów. Nie był tylko pewien jak powinien przygotować zabezpieczenie dla Hulka i Bannera? Jeden podwójny mógł nie działać, zaś dwa osobne mogły sobie nawzajem szkodzić, a jeden mógł być zbyt słaby aby chronić równocześnie dwa, tak ważne, umysły. Choć był pewien, że zdołałby jakoś to rozwiązać, gdyby miał nieco więcej czasu.

//Heimdall chce udać się na dach wraz z Thorem i Lady Sif - możecie dopisać tutaj zanim pójdziecie, poczeka i on zacznie wpisy.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Thor Odynson 

God of Thunders




Imię i nazwisko: Thor Odynson
Data urodzenia/Wiek: Kilka tysięcy lat
Zdolności: Moc władania gromami i błyskawicami, nadnaturalna siła, możliwość dzierżenia młota Mjolnira.
Znaki szczególne: Dużo cięższy, niż wskazywałaby na to jego budowa ciała
Wiek: 37
Dołączył: 12 Kwi 2014
Posty: 217
Skąd: Kraków
Wysłany: Sob 18 Sie, 2018 23:43   

Thor był pod wrażeniem. Wiedział, że zebrani tu ludzie są wyjątkowi. Wiedział, że dużo potrafią. Niektórych, jak choćby Strange'a nie znał aż tak dobrze, by wiedzieć jak poradzą sobie z napaścią. Jednak najbardziej dumny był z Bannera. Udało mu się nie dopuścić do ataku Hulka i w związku z tym nie będzie trzeba po raz kolejny remontować budynku!

- Banner! Przyjacielu! Nawet nie wiesz, jak bardzo duma mnie rozpiera, że dalej jesteś z nami w swej zwykłej postaci! - rzucił, nie zważając na to, jaki to będzie miało efekt na pozostałych obecnych w pomieszczeniu. Może dopiero teraz dotrze do nich, co im groziło. Sam Thor się nad tym nawet nie zastanawiał.

- Heimdallu! Jak dobrze Cię widzieć, druhu! Ufam, że przynosisz dobre wieści!? - Nadzieje były płonne, ale należało jak najszybciej poprawić morale drużyny, a zapewnienie, że wieści są dobre może w tym pomóc.

- Bracia! - tu zwrócił się do Asgardzkich wojowników - Upewnijcie się, że będziemy mieli choć chwilę spokoju, a jeśli czas pozwoli, idźcie za głosem przyjaciela JARVISa i pomóżcie mu!

Pozostała jeszcze kwestia najważniejsza - z czym przyszedł Heimdall?

- Lady Sif, przyjaciółko, nie kłopoczmy może wszystkich nowinami z pałacu. Możemy iść do moich tutejszych komnat. - po czym odwrócił się na pięcie i skierował w stronę windy, wskazując również drogę pozostałej dwójce.

//zt. Thor i Sif (i Heimdall!) do mieszkania Thora



Thor: Once I retrieve Mjolnir, I will return to you the items they stole from you. Deal?
Jane Foster: No. You think you're gonna just walk in and walk out?
Thor: No. I'm gonna fly out.



 
 

Dr. Strange 





Imię i nazwisko: Stephen Strange
Pseudonim: Dr. Strange
Data urodzenia/Wiek: 18 listopada 1973 | 40 lat
Zdolności: Magia, uzdolniony wojownik, dostęp do artefaktów
Znaki szczególne: Specyficzny ubiór
Wiek: 45
Dołączył: 15 Lut 2017
Posty: 44
Wysłany: Nie 19 Sie, 2018 00:07   

Strange uśmiechnął się, gdy zobaczył, że większość, jeśli nie wszystkie potrzebne składniki dało się w tak krótkim czasie zorganizować. W prawdzie nie spodziewał się trudności, koniec końców sam również by je bez problemu zdobył, ale miło było mu widzieć, że jednak oprócz niego, komuś jeszcze zależy na ich zdrowiu psychicznym.

Nikt w prawdzie nie wskazał mu żadnego miejsca do pracy, natomiast w mieszkaniu ewidentnie znajdowało się coś na kształt kuchni oraz wyspa, czy też może jednak barek... w każdym razie przestrzeń zabezpieczona na wypadek, gdyby się coś rozlało.

- Wando, czy chcesz mi towarzyszyć? Częściowo będzie to nudne zajęcie, polegające na stworzeniu fizycznych amuletów, natomiast podczas pracy będę starał się zakuć w przedmiotach również pewne formuły, czy też czary. Myślę, że doświadczenie będzie co najmniej ciekawe. - Uśmiechnął się do Wandy. Widać było, że jest diabelnie zmęczony, ale jednocześnie zadanie do wykonania daje mu siłę. Zupełnie jak podczas poszukiwania Kamar Taj lata temu, albo podczas... hmm... sporu z Dormammu. Gdy pojawiało się "zadanie", upór Strange'a sięgał zenitu.

Strange zwrócił się również do pozostałych. Głównie do Doktora Bannera, bo po pierwsze miał tytuł naukowy, a po drugie wydawał się znać to miejsce dość dobrze.

- Doktorze, rozłożenie zebranych tu materiałów na czynniki pierwsze; wydłubanie kamieni, oddzielenie składników i tak dalej; zajmie mi chwilę. Czy w tym budynku znajdę może dobrej jakości palniki acetylenowe - przydałyby się ze dwa - oraz naczynia, które mogą wytrzymać duże temperatury? W prawdzie dużo lepsza byłaby moja pracownia, albo w pełni wyposażone laboratorium chemiczne, ale wolałbym nie opuszczać pozostałych, na wypadek, gdyby jeszcze coś się miało wydarzyć.

Po czym zgodnie z zapowiedzią i nie specjalnie czekając na reakcje rozsypał kosztowności na blacie i zajął się ich psuciem - wyciągał kamienie, dzielił je zależnie od rodzaju i wielkości. Niektóre nawet bezpowrotnie zniszczył, rozłupując je na mniejsze części. Cóż - przy tworzeniu amuletów ważny był skład i jakość użytych składników. Wygląd produktu finalnego był drugorzędny, chociaż wiadomo było, że magowie, jako osoby wyjątkowo wrażliwe na piękno tego świata, nie dopuszczają, by przedmioty wychodzące spod ich rąk były... brzydkie. Jubiler też w końcu ze sterty kamieni i bryły złota robi piękne przedmioty, chociaż sama praca i półprodukty same w sobie piękne być nie muszą.

Gdy jednak ktokolwiek (na przykład panna Maximoff) przyjrzałby się dokładniej działaniom Strange'a, zauważyłby, że jego dłonie praktycznie nie dotykają przedmiotów. Fakt, taki wisiorek trzymał w dłoni, ale drugą, wyjmując kamienie, nawet go nie dotykał. Przyglądający się zauważyłby również, że dłonie Strange'a za bardzo się trzęsą, by wykonywać tak dokładną pracę. A jednak ją wykonywał.



Kaecilius: How long have you been in Kamar-Taj, Mister...?
Dr. Strange: Doctor!
Kaecilius: Mister Doctor?
Dr. Strange: It's Strange!
Kaecilius: Maybe, who am I to judge?

 
 

Bruce Banner 

Last time I was in NY I kind of broke Harlem




Imię i nazwisko: Robert Bruce Banner
Pseudonim: Hulk
Data urodzenia/Wiek: 18.12.1969 / 43 lata
Zdolności: Hulk Smash!
Znaki szczególne: Wielkie, kipiące testosteronem zielone monstrum
Urazy: Jedynie psychiczne
GXRA 2015
Dołączył: 22 Gru 2010
Posty: 325
Wysłany: Wto 28 Sie, 2018 19:05   

Już teraz Bruce nie miał zielonego pojęcia w co najpierw powinien włożyć ręce, a stos problemów i spraw, które wymagały natychmiastowej reakcji wciąż narastał. Do tego z trudem wygrana walka z Hulkiem miała ogromny wpływ jego samopoczucie, to fizyczne i to psychiczne. Potrzebował chwili odpoczynku, lecz czas nie był obecnie ich największym sprzymierzeńcem. Dlatego też zdawał sobie sprawę z tego, iż pomimo wszelkich trudności musi zebrać w sobie te resztki energii i wziąć się do wykreślania kolejnych pozycji z listy obowiązków.
Przede wszystkim jednak, w zaistniałej sytuacji, nie zamierzał teraz opuszczać tego piętra, by spełnić prośbę Strange’a. Zamiast tego znalazł inne i o wiele prostsze rozwiązanie, które pozwoli mu zając się pozostałymi sprawami.
- Oczywiście. Zaraz przekażę, któremuś z pracowników laboratorium, by dostarczył nam potrzebne narzędzia. – jako, że nie mógł w tej chwili liczyć na pomoc JARVISa postanowił skorzystać z przyniesionego przez pannę Maximoff komputera. Po zalogowaniu się na swoje konto w systemie wysłał krótką wiadomość e-mail do jednego z asystentów pracujących na poziomach badawczych o jak najszybsze sprowadzenie wskazanych przez Stephena przedmiotów na piętro mieszkalne Tony’ego. Całe szczęście, że brak SI całkowicie nie paraliżował pracy samego budynku i przebywających w nim ludzi. Oczywiście, wiele rzeczy było znacznie spowolnionych lub zaniechanych, ale wciąż dało się całkiem normalnie funkcjonować.
- Jeśli moja pomoc nie będzie ci dłużej potrzebna, Doktorze, zajmę się diagnozą systemów JARVISa. Spróbuję też wyciągnąć Starka z tej zbroi. Jego wiedza może nam się przydać, poza tym być może potrzebna mu jest pomoc medyczna. - jeśli nie uzyskał żadnej odpowiedzi ze strony czarnoksiężnika, Bruce zwyczajnie zabrał się do pracy nad wspomnianymi problemami. Zbliżył się do miejsca, w którym stał Stark.
- Tony, jesteś tam? Możesz wyjść? – spytał w pierwszej kolejności, następnie niespecjalnie czekając na odpowiedź podłączył się do systemów sterujących pracą zbroi. Na szczęście ich analiza nie powinna potrwać tak długo, a powinna też dać kilka odpowiedzi na temat tego co zaszło przed paroma chwilami. Kolejne kroki zależeć będą od tego czego dowie się z tych danych, a także od tego czy Tony wykaże jakieś oznaki życia i czy ewentualnie sam zdoła opuścić wnętrze pancerza. Jeśli diagnoza nie wykaże większych zmartwień, a Stark z jakichś powodów będzie potrzebował pomocy wyjściu ze zbroi, Banner spróbuje wymusić jej otwarcie.
Diagnozę zaprojektowanej przez przyjaciela SI pozostawił na chwilę, gdy zdoła się już uporać z pomocą Iron Manowi.



You know what scares me the most?
When it happens, when it comes over me... and I totally lose control
I like it.

 
 
 

Scarlet Witch 

No more...




Imię i nazwisko: Wanda Maximoff
Pseudonim: Scarlet Witch
Data urodzenia/Wiek: 1 grudzień 1987/25 lata
Zdolności: - manipulacja prawdopodobieństwem, tworzenie pól siłowych, teleportacja ludzi i przedmiotów, zdolność latania
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączyła: 21 Sty 2014
Posty: 1329
Wysłany: Sro 05 Wrz, 2018 21:27   

Poczucie, że jej działania przynoszą skutek wybudziły w niej jeszcze większe pokłady magii, dlatego ochronna powłoka stała się wręcz niezniszczalna. Nawet diabelskie ślepia, które mignęły w nadającym jeszcze mocniejszego akcentu prosto z horroru szkarłatnym świetle nie wywołały w niej strachu. Nie odsunęła się ani na milimetr, zresztą nie musiała, ponieważ z potworami rozprawili się asgarczycy. Wanda natomiast miała okazję skupić się na swoim zadaniu. Nie bez trudu dała radę wnieść swoją szkatułkę, przedmioty przekazane przez JARVISa oraz laptopa. Laptop zaraz trafił w ręce doktora Bannera. Nie omieszkała zajrzeć mu z troską głęboko w oczy. Empatia jaka malowała się w błękicie tęczówek kobiety mogła dodawać otuchy. Mógł to dostrzec, jeżeli tylko wykazał się siła by podnieść wzrok i odwzajemnić spojrzenie. Chciała go wesprzeć, dokładnie tak jakby wiedziała z czym musiał się zmierzyć. I może fakt, nie do końca tak było, ale sama również borykała się potężną, drzemiącą w niej siłą. Nie zamieniła z nim jednak ani jednego słowa. Nie musiała. Gdy już upewniła się, że chwycił laptopa na tyle mocno by móc statecznie go podtrzymać odwróciła się i ruszyła do Strange'a.
- Nudne? Żartujesz sobie ze mnie? Uwielbiałam to robić jak byłam dzieckiem więc nie będzie nudno i sprawnie mi pójdzie - Posłała mu uśmiech pełen otuchy, ponieważ dostrzegła na jego obliczu ogromne zmęczenie. Starała się utrzymywać pogodną minę, ale kolejny już raz spojrzenie Wandy zbyt łatwo ją zdradzało. Martwiła się, cholernie się martwiła o ich osobistego 'czarodzieja'. Nigdy na głos by go tak nie nazwała, ale umysł Wandy jak zwykle postanowił rządzić się swoimi prawami. Już chciała się zapytać czy nie należy się krótki odpoczynek dla spracowanego doktora, jednakże Stephen miał inne plany. Zarzucił ich wszystkich wytycznymi oraz tłumaczeniem czym będą się zajmować i przede wszystkim czego jeszcze potrzebuje.
Wanda znała swoje bibeloty jak własną kieszeń, więc zabrała się do roboty. Niektórych było jej strasznie szkoda, ale trudno. Skoro to mogło ich uchronić to musiała przebrnąć przez rozstanie ze swoimi świecidełkami. Dość posłusznie jak na nią pomagała mężczyźnie przy na pierwszy rzut oka babskich czynnościach. Uwijali się dość szybko, pomimo zmęczenie i trzęsących się dłoni w przypadku Strange'a. Od razu to zauważyła i przez dobrych kilkanaście minut nie chciała nic mówić, ale w końcu nie wytrzymała.
- Drżysz. Może chwila przerwy? ...Albo... może mogłabym coś bardziej... pomóc? - Nie, ni cholery nie wiedziała co robi i jak to robi i na ile to niebezpieczne, ale chwyciła jego dłonie w swoje przerywając na chwilę magiczne czynności.





Strój na gale

 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1126
Wysłany: Pią 14 Wrz, 2018 10:53   

Część wojowników ruszyła do serwerowni, reszta pozostała jako zabezpieczenie piętra. Przedmioty, których potrzebował Strange, zostały przyniesione przez jednego z asystentów w ciągu paru minut.

Tony powoli odzyskiwał przytomność, i całkiem pamiętał co próbował zrobić. Pamiętał jak ruszył ratować dzieci w szkole, potem ścigał obcych, którzy porwali dzieci, aż do Stark Tower. Tutaj zaczął walkę, która zakończyła się utratą świadomości, gdy kosmici zaatakowali go jakimiś laserami.

Bruce już po chwili miał pełną diagnozę systemów zbroi - poza, standardowymi jak na styl Tonyego, uszkodzeniami i potłuczeniami, pancerz był w pełni sprawny. Jedyne, co było nie na miejscu, to niewielka ilość śluzu, jaka znajdowała się na jego plecach, tuż przy osłonie na kark.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Tony Stark 

I am Iron Man




Imię i nazwisko: Tony Stark
Pseudonim: Iron Man
Data urodzenia/Wiek: 29 maja 1974, 39 lat
Zdolności: geniusz, zbroja Iron Man
Znaki szczególne: reaktor łukowy w klatce piersiowej, charakterystyczny zarost na twarzy
GXRA 2015
Dołączył: 05 Kwi 2014
Posty: 276
Wysłany: Pią 14 Wrz, 2018 18:01   

Stark był kompletnie zdezorientowany, kiedy kolejne wspomnienia wracały stopniowo do niego, aż w końcu uświadomił sobie, że leży twarzą w dół na podłodze i przez wizjer ogląda sobie podłogę we własnym salonie. Wyjątkowo uświnioną, z okruchami szkła i piachem. Tylko dlaczego czuł się tak jakby przeleciało po nim stado słoni, a potem stado mamutów po nich poprawiło? Wciągnął powietrze i jęknął, czują ból w klatce piersiowej. Właściwie to wszystko go bolało, a najbardziej głowa i mózg, który teoretycznie nie powinien przecież odczuwać bólu.
- JARVIS? - zapytał, a jego metaliczny głos rozległ się w salonie, nie tylko w samej zbroi.




 
 

Dr. Strange 





Imię i nazwisko: Stephen Strange
Pseudonim: Dr. Strange
Data urodzenia/Wiek: 18 listopada 1973 | 40 lat
Zdolności: Magia, uzdolniony wojownik, dostęp do artefaktów
Znaki szczególne: Specyficzny ubiór
Wiek: 45
Dołączył: 15 Lut 2017
Posty: 44
Wysłany: Pon 24 Wrz, 2018 21:49   

Strange jedynie kiwnął głową, akceptując decyzję Bannera. W tej chwili trzeba było po prostu pracować. Pracował skrupulatnie i dokładnie. Rozbiórka bibelotów szła bardzo sprawnie.

Gdy pojawili się kolejni ludzie, tym razem przynosząc sprzęt, poprosił ich jeszcze o kilka odczynników chemicznych. Przy okazji zwrócił uwagę jednemu z nich, że powinien iść do lekarza i zobaczyć, czy coś da się jeszcze zrobić ze skrzywieniem kręgosłupa, które zauważył, dodając jeszcze, że za kilka lat będzie ono powodowało ból i wtedy na sto procent nie obejdzie się bez chirurga. Cóż, ślęczenie przy mikroskopie, albo innym urządzeniu, wymagającym schylania się źle działało na nasze wątłe ciała.

Gdy Scarlet zwróciła uwagę na dłonie Stephena, gdy chwyciła je w swoje dłonie. Po pierwsze mogła bardzo dokładnie poczuć, że prawdopodobnie cały czas, gdy rozkładali biżuterię, gdy tak sprawnie oddzielali pojedyncze kamienie od kruszcu, który je okalał, Stephen korzystał z magii. Nie było to silne uderzenie, dało się to raczej porównać z pracą skalpela w zręcznych dłoniach lekarza. Tu magia, choć cały czas obecna, ograniczała się do bardzo konkretnych, delikatnych i dokładnie wymierzonych działań. Można było to porównać do podwórkowej zabawy piórkiem, gdzie dzieci dmuchnięciami próbowały utrzymać piórko w powietrzu. Jeden zbyt mocny oddech i piórko leciało za daleko. Za słaby i lądowało na ziemi.

Strange uśmiechnął się. Krótko. W wyrazie albo zakłopotania, albo zniecierpliwienia. Już miał na końcu języka jakąś uszczypliwą kontrę, w porę jednak ugryzł się w język. Na szczęście tylko w przenośni. Widział bowiem, co ta kobieta przeszła i że jej troska, w przeciwieństwie do 99% pozostałych ludzi, może jednak być prawdziwa. Doszedł do wniosku, że lepiej to wyjaśnić.

- Wanda, nic się nie dzieje. Tak już mam. - wyciągnął dłonie przed siebie, tak, by widziała co się dzieje, gdy próbuje je utrzymać w bezruchu. Dłonie, pozbawione stabilności magii momentalnie zaczęły drżeć.

- Widzisz, kiedyś, w poprzednim życiu byłem chirurgiem. Ba, nieskromnie powiem, że prawdopodobnie najlepszym chirurgiem w Stanach, a może nawet i na świecie. Niestety w wypadku samochodowym utraciłem moje dłonie. Została mi wiedza, mnóstwo chęci, niespełnionych marzeń oraz świadomość utraty wszystkiego, co było dla mnie ważne. Poszukując sposobów na odzyskanie władzy w dłoniach, straciłem cały majątek i w szczycie desperacji dotarłem prawie na koniec świata i znalazłem... znalazłem nowe powołanie. Znalazłem poprzedniego Najwyższego Czarnoksiężnika, który pokazał mi, że nawet te dłonie mogą się jeszcze do czegoś przydać. Tak rozpocząłem moją naukę. Mógłbym wyleczyć swoje dłonie, ale to właśnie one przypominają mi codziennie o tym, kim jestem i dlaczego robię to, co robię. - Zawiesił na chwilę głos, po czym dodał, tym swoim typowym, buńczucznym głosem - No i przecież radzę sobie całkiem nieźle!



Kaecilius: How long have you been in Kamar-Taj, Mister...?
Dr. Strange: Doctor!
Kaecilius: Mister Doctor?
Dr. Strange: It's Strange!
Kaecilius: Maybe, who am I to judge?

 
 

Bruce Banner 

Last time I was in NY I kind of broke Harlem




Imię i nazwisko: Robert Bruce Banner
Pseudonim: Hulk
Data urodzenia/Wiek: 18.12.1969 / 43 lata
Zdolności: Hulk Smash!
Znaki szczególne: Wielkie, kipiące testosteronem zielone monstrum
Urazy: Jedynie psychiczne
GXRA 2015
Dołączył: 22 Gru 2010
Posty: 325
Wysłany: Pią 28 Wrz, 2018 20:16   

Bruce stał jakiś niecały metr od leżącego na podłodze przyjaciela. Jedną ręką podtrzymując laptop, drugą sprawnie go obsługując, zapoznawał się z danymi uzyskanymi w ramach przeprowadzonej właśnie diagnostyki systemów zbroi Iron Mana.
- Dobrze, wszystko wydaje się być w najlepszym porządku… - mruknął do siebie podsumowując wszystko co dzięki temu zobaczył. Przynajmniej po tej stronie nie należało spodziewać się żadnych niespodzianek. Nic nie wskazywało też, by poprzednie działania Starka były w choć najmniejszym stopniu spowodowane działaniem szkodliwego oprogramowania, które mogłoby przejąć kontrolę nad pancerzem. Cokolwiek więc spowodowało jego dziwne zachowanie miało raczej wyłącznie podłoże mentalne. Możliwe, że stał za tym sam Mistrz, a jego ucieczka wyzwoliła Mściciela spod jego władania. Pewnie tej opcji, by się trzymał, gdyby nie coś co dostrzegł na tylnej części zbroi. Była to jakaś substancja. Zamierzał podejść bliżej, przyjrzeć się temu dokładniej, gdy usłyszał nieco zniekształcony głos mężczyzny.
- Tony? Wszystko w porządku? Pamiętasz coś z ostatnich kilkudziesięciu minut? – spytał chcąc dowiedzieć się, czy ten nie potrzebuje jakiejś pomocy medycznej, ale też tego czy wiedział co dokładnie doprowadziło do jego wtargnięcia do wieży i zaatakowania zgromadzonych tu osób.



You know what scares me the most?
When it happens, when it comes over me... and I totally lose control
I like it.

 
 
 

Tony Stark 

I am Iron Man




Imię i nazwisko: Tony Stark
Pseudonim: Iron Man
Data urodzenia/Wiek: 29 maja 1974, 39 lat
Zdolności: geniusz, zbroja Iron Man
Znaki szczególne: reaktor łukowy w klatce piersiowej, charakterystyczny zarost na twarzy
GXRA 2015
Dołączył: 05 Kwi 2014
Posty: 276
Wysłany: Nie 30 Wrz, 2018 17:20   

- Bruce?
Stark powoli odepchnął się rękami od podłogi i wstał, zataczając się przy tym jak pijany przez kilka chwil nim się ustabilizował, po czym otworzył zbroję i z niej wyszedł, a właściwie to wypadł i to wprost w objęcia Bannera. Przytrzymał się ramienia przyjaciela i rozejrzał wokół po pobojowisku.
- Co tu się u diabła stało? I gdzie są obcy, którzy porwali dzieciaki Łysego? - zapytał, przypominając sobie co się wydarzyło nim się ocknął na własnym piętrze własnego budynku. - I co to za przebieraniec? - dodał już nieco trzeźwiej, wbijając wzrok w Strange'a, by po chwili przesunąć go w stronę Wandy i zastanawiając się kim ona jest i co tu właściwie robi. Nie znosił niedoinformowania.
- Muszę się napić - stwierdził odpychając się od Bannera i zmierzając do barku.




 
 

Thor Odynson 

God of Thunders




Imię i nazwisko: Thor Odynson
Data urodzenia/Wiek: Kilka tysięcy lat
Zdolności: Moc władania gromami i błyskawicami, nadnaturalna siła, możliwość dzierżenia młota Mjolnira.
Znaki szczególne: Dużo cięższy, niż wskazywałaby na to jego budowa ciała
Wiek: 37
Dołączył: 12 Kwi 2014
Posty: 217
Skąd: Kraków
Wysłany: Sro 10 Paź, 2018 23:55   

//z.t. włości Thora

Otworzyły się drzwi windy i wszedł on! Bóg Piorunów, władca Asgardu, gromowładny, przez przyjaciół nazywany po prostu Thorem. Wszedł i sprawiał wrażenie, jakby miał bardzo dużo do powiedzenia, ale wszyscy byli zajęci i nie do końca było do kogo się zwrócić. Zrobił więc to, co robi każdy Bóg i po prostu przemówił do ludu swym gromkim głosem.

- Właśnie otrzymałem wiadomość od Jade Carter. Również miała spotkanie z Mistrzem i jego sługami. Jakimiś robalami czułymi na światło. Mistrz podobno opanował i porwał jakiegoś Xaviera ze szkoły i właśnie będziemy rozpoczynać akcję odbicia więźnia. Widzę, że prace nad amuletami w toku, więc będziemy zdani na siebie.

Ruszył w stronę balkonu, ale w samych drzwiach mu się jeszcze ewidentnie coś przypomniało

- Czarnoksiężniku. Możliwe, że będziemy potrzebowali pomocy mojego brata, Lokiego. Jak uporasz się z tym zadaniem, będę bardzo wdzięczny, jeśli spróbujesz go odnaleźć. Do tej pory udaje mu się oszukać wzrok Heimdalla i Twoja pomoc w jego odnalezieniu może być niezastąpiona! Uważaj jednak na niego. Bywa... psotny.

Wyszedł na balkon, sięgnął po Mjolnir i swoim zwyczajem po chwili zniknął im z oczu. Na szczęście Tony i Banner wiedzieli, że odkąd przybył na Ziemię na dłuższy czas, przynajmniej udało się go wyposażyć w telefon.

// z.t. Kilkenny



Thor: Once I retrieve Mjolnir, I will return to you the items they stole from you. Deal?
Jane Foster: No. You think you're gonna just walk in and walk out?
Thor: No. I'm gonna fly out.



 
 

Scarlet Witch 

No more...




Imię i nazwisko: Wanda Maximoff
Pseudonim: Scarlet Witch
Data urodzenia/Wiek: 1 grudzień 1987/25 lata
Zdolności: - manipulacja prawdopodobieństwem, tworzenie pól siłowych, teleportacja ludzi i przedmiotów, zdolność latania
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączyła: 21 Sty 2014
Posty: 1329
Wysłany: Czw 11 Paź, 2018 16:46   

Gdyby nie okoliczności to poczułaby się całkiem swobodnie. Sam Pietro wiedział jak bardzo lubiła spędzać wieczory klecąc kolorowe paciorki z różnych bardziej, bądź mniej wartościowych, znalezionych koralików. Od najmłodszych lat wiele czasu poświęcała na kontemplowaniu piękna kwiatów, barwy nieba, zieleni skrytej wśród wysokich traw i skrzętnie ukrytych zagajników w nieznanych nikomu zakątkach lasu. Wieczorem w rodzinnym domu spędzała godziny, aż do białego rana na tworzeniu pięknej biżuterii z interesujących znalezisk. Uspakajało, koiło myśli i sprawiało radość. To był jej świat, dlatego podczas pracy oddaliła się na dłuższą chwilę przez co szło o wiele sprawniej, ale nie wszystko umknęło uwadze skupionej na działaniu Wandzie.
Sądziła, że to zmęczenie, a jednak się pomyliła. Powód dlaczego dłonie Strange'a się trzęsły był zgoła inny, niż ten który wpadł do głowy jako pierwszy. Nie dała się zwieźć magicznej aurze, aczkolwiek miała wrażenie, że Stephen używa czarów po to by już nadać naszyjnikom magiczne znaczenie, ale jednak to nie wszystko. Gdy złapała go za dłonie poczuła to bardziej, w pewnym sensie zwątpiła czy powinna w tak nagły sposób to przerywać, ale w spojrzeniu mężczyzny nie dostrzegła złości. Raczej zaskoczenie. Może wykazała się śmiałością, ale jak zresztą zauważył, było to działanie prosto z głębi serca, a troska jaką mógł zaobserwować na twarzy młodej wiedźmy wynikała z dobra jakie w sobie pielęgnowała. Nie trzymała go mocno, dlatego mógł swobodnie unieść dłonie i zaprezentować drżenie. Troska pogłębiła się o kilka tonów i z taką właśnie przejętą miną wysłuchała zwięźle ujętej historii Strange'a. Utrata wszystkiego zawsze sprawiała ból, bo choć może nie w aż tak tragiczny sposób, sama również wiele nie miała. Wbrew pozorom w pionie trzymała ją tylko siła charakteru, ale na jak długo? Musiała przyznać, że Stephen potrafił zakończyć opowieść w taki sposób, by na koniec nie pozostać sam na sam z ciężarem.
- Najwyższego Czarnoksiężnika? - Zdziwiła się i zarazem zaciekawiła, zresztą nie tylko czarnoksiężnikiem. Wiele pytań, zbyt wiele zagościło w głowie panny Maximoff. Niestety wiedziała, że to ani czas, ani miejsce na takie rozmowy dlatego zaraz dodała:
- Nowe powołanie po tak ciężkiej drodze jaką przebyłeś... hmmm krzepiące, mam nadzieje, że i ja w końcu znajdę swoje - Posłała mu delikatny uśmiech.
Głos Starka przerwał tę chwilę. Wanda przeniosła spojrzenie na Tony'ego akurat w tym samym momencie, gdy i on uraczył ją swoim, zdezorientowanym. Nagle zdała sobie sprawę, że cały czas nie miała okazji z nim porozmawiać o tym co ma do zaoferowania w kwestii jej współpracy... jeżeli oczywiście byłaby taka możliwość. Ach, i miała również nadzieje, że nie pamięta jak go kilka dłuższych chwil temu spacyfikowała. Na samo wspomnienie troszkę się wycofała, ale zanim zdążyła coś odpowiedzieć, do sali wpadł Thor i obwieścił wszystkim - w swoim stylu, że walka z Mistrzem nie dobiegła końca. Na dodatek to porwanie... Dokładnie ta sama sytuacja... Tak samo było w wizji.
I nagle jedna myśl zabłysnęła w jej głowie. Co prawda każdy włos na ciele zjeżył się nieprzyjemnie, ale musiała spróbować. Nie mogła się przestraszyć i dać mu wygrać, a zarazem przyzwolić na zniszczenie jakie niósł za sobą Mistrz, a z racji tego, że to ze Strangem poczuła więź i jakieś dziwne, niewypowiedziane zrozumienie, to własnie jego złapała za ramię i subtelnie starała się zaciągnąć na bok.
- Musimy porozmawiać - Jej wzrok niecierpiący zwłoki miał jeszcze bardziej go zachęcić by na chwilę przerwał pracę i postąpił dwa kroki do tyłu, a gdy już się to stało, nabrała więcej powietrza i zaczęła mówić.
- Pierwszy raz jak miałam to... dziwne widzenie, tę wizję, która tak wszystkich przeraziła... Nie wiem, nie mam pojęcia jak to zrobiłam, ale poruszałam się w niej tak jakby była rzeczywista. Mogłam zajrzeć nawet w miejsca, które nie chciał mi pokazać. Może gdybym... gdybyśmy - Nie, nie wierzyła, że znowu chce to samo przeżyć, że właśnie to proponuje...
- Może gdybyśmy weszli w nią ponownie... może będzie okazja by znaleźć to miejsce gdzie został ukryty Charles Xavier? - W końcu to z siebie wydusiła patrząc mu prosto w oczy.





Strój na gale

 
 

Dr. Strange 





Imię i nazwisko: Stephen Strange
Pseudonim: Dr. Strange
Data urodzenia/Wiek: 18 listopada 1973 | 40 lat
Zdolności: Magia, uzdolniony wojownik, dostęp do artefaktów
Znaki szczególne: Specyficzny ubiór
Wiek: 45
Dołączył: 15 Lut 2017
Posty: 44
Wysłany: Pon 15 Paź, 2018 21:56   

Stephen wrócił do pracy nad amuletami. Uśmiechnął się, słysząc to, co powiedziała Wiedźma. Już miał coś odpowiedzieć, gdy wparował ten osiłek i zaczął coś kombinować ze swoim bratem.

Jasne, mogę go odnaleźć. I nie, nie ufam mu za grosz. Wiem, co wydarzyło się w Nowym Jorku. Na głos jednak nie powiedział nic, a jedynie skinął głową. Nie wiadomo, czy na zgodę, czy po prostu pokazując, że usłyszał.

Propozycja Wiedźmy była ciekawa. Pokazywała determinację i siłę jej charakteru. Niestety Strange miał troszkę inne priorytety. Nie był pewien, czy wywołanie wizji nie ściągnęło tu tego całego Mistrza. A na następne spotkanie z nim wolałby być lepiej przygotowany.

- Moja droga. - w końcu zdecydował się zareagować - Jakkolwiek ciekawa, propozycja wydaje mi się odrobinę przedwczesna. Skończmy najpierw amulety. To zajmie nam kilka godzin, ale potencjalnie pozwoli utrzymać nasze serca i umysły czyste. Mówiąc nasze, mam oczywiście na myśli wszystkich tu obecnych. Potem, może jak odrobinę wypoczniemy, wybierzemy się w tą podróż razem. Jak inni będą bezpieczni. Inni i my także. Xaviera nie spotkałem, ale zakładam, że Jade Carter nie posiada mocy teleportacji, a co za tym idzie, o ile tylko nie siedzi pod celą Xaviera, musi się tam dostać, a to zajmie jej odrobinę czasu. Rozważam również jeszcze jedną opcję. Skoro przywołanie wizji ściągnęło Mistrza, może wykorzystać ją, by go odnaleźć. Stworzyć nitkę połączenia, wparować tam ekipą i zrobić z nim porządek? - Również się uśmiechnął. Plan działania, a przynajmniej jakiś pomysł miał już w głowie.

Gdy udało mu się przygotować jedną broszkę, sklecić ją fizycznie w całość. Nawet całkiem ładną całość. Zmienił ton na akademicki.

- Spójrz. Sam materiał już przez połączenie kamieni i metalu zaczyna mieć pewne właściwości ochronne. Już sama broszka może odwrócić nieumiejętnie rzuconą klątwę, która ma na celu zamącić w głowie. Te cechy przedmiotu trzeba teraz wzmocnić, przejść na poziom molekularny, ale także wejść wgłąb materii i połączyć ją z osnową wszechświata. Może amulet nie będzie artefaktem pokroju Oka, ale pomoże. - Strange zaczął manipulować energią, opisując co robi, jakie zaklęcia wpina w przedmiot i ewidentnie ucząc Scarlett. Pewnie mógłby działać szybciej, chciał jednak, żeby dziewczyna zobaczyła i odczuła, co można uzyskać wzmacniając naturalne predyspozycje przedmiotu. Lub istot.

- Tak, wiem, to moja magia. Uważam jednak, że w bardzo podobny sposób może zadziałać Twoja. Jednak nie układając wszystko w całość, zamykając noszącego amulet w kokonie ochronnym, ale również tworząc barierę. Chaotyczną, nieprzewidywalną i zmienną. Ta również może ochronić noszącego. W zupełnie inny sposób pozwoli Ci na uzyskanie tego samego celu. To jest w magii piękne, że pożądane efekty można uzyskać na tak wiele sposobów

Zaskakujące. Scarlett mogła mieć wrażenie, że podczas pracy Strange odzyskiwał siły. Ten człowiek był jak maszyna. Jego umysł, wydawałoby się, wykończony, mimo ciągłej pracy zdawał się wracać do zupełnej normy.



Kaecilius: How long have you been in Kamar-Taj, Mister...?
Dr. Strange: Doctor!
Kaecilius: Mister Doctor?
Dr. Strange: It's Strange!
Kaecilius: Maybe, who am I to judge?

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
The Avengers Hogwart Dream Black Butler Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal Riverdale
Dragon Ball Another Universe Mortis Valor Eclipse Bleach OtherWorld

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018