{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Minnesota - Kilkenny - Hotel Kilkenny
Autor Wiadomość

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 416
Wysłany: Czw 11 Paź, 2018 15:59   

Spojrzała krzywo na Bucky'ego kiedy wspomniał o tym, że to ona powinna się podładować. A wystarczyłoby, że z kogoś by wyssała trochę energii, tudzież z windy, przejeżdżającego samochodu, czy dwóch lejących się po mordach kretynów. Nic nie powiedziała, bo akurat kończyła rozmowę ze Storm. A zaraz potem oddzwonił Thor.

- Rozmawiałam ze Storm. Szkoła została zaatakowana przez jakieś kosmiczne robale. Dwa zniszczyli, za trzecim poleciał Stark. A Thor powiedział, że ten cały Mistrz zaatakował ich w Stark Tower i mają tam jakichś magów, którzy pracują nad sprawą. Podobno nawet oddział z Asgardu się zjawił. Mam nadzieję, że ten Mistrz też jest wrażliwy na światło, bo chętnie wepchnęłabym mu w gardło cały wagon granatów błyskowych.

Padła na kanapę obok Steve'a i przymknęła oczy, powtarzając sobie w myślach, że jeśli przeżyje, to weźmie najdłuższe wakacje w swoim życiu i wyjedzie gdzieś, gdzie nie będzie nikt niczego atakował, no może poza posiłkiem na talerzu.

Niedługo potem jej telefon zadzwonił i odczytała z ekranu wiadomość od Thora. Szybki jest.

- Zamówcie coś do jedzenia dla nas wszystkich i dla Thora - powiedziała wstając i podając swój telefon Rogersowi. - Ostatni numer jaki wybrałam jest do Instytu jeśli chcesz pogadać ze Storm. Pójdę zgarnąć Thora.

Po tych słowach opuściła pokój i zeszła do baru na parterze hotelu. Wypatrzenie Thora nie było trudne, nawet kiedy udawał tego całego Donalda. Sama nie wiedziała czemu akurat wybrał tak niepasujące do niego imię. Bez pytania przysiadła na wolnym krześle naprzeciwko niego. W przeciwieństwie do towarzysza, który wyglądał świeżo niczym szczypiorek na wiosnę, ona miała zgarnięte w kucyk włosy, które po rozpuszczeniu wymagałaby co najmniej godziny traktowania grzebieniem, jej ubranie był wygniecione, a w oczach było widoczne zmęczenie. Rzucał się też w oczy brak jakiegokolwiek makijażu, chociaż to akurat nie był nic niezwykłego w przypadku Carter.

- Tarcza Steve'a? - zapytała, szturchając lekko nogą karton. - Jak bardzo mamy przerąbane? - dodała po chwili, jej oczy wpatrujące się w Thora ze śmiertelną powagą.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 231
Wysłany: Czw 11 Paź, 2018 18:53   

- To akurat nie było do ciebie, Rogers - mruknął, pozwalając sobie na lekkie wywrócenie oczami zanim spojrzał na Steve'a, a właściwie złapał spojrzenie, jakim ten go obdarzał. To nie był ani pierwszy, ani ostatni raz, kiedy siedzieli i jak ostatni idioci gapili się sobie w oczy, ale... Steve był jedną z tych niewielu rzeczy, które przypomniał sobie niemal w pełni, które pamiętał przez całe ten czas od momentu, w którym... odzyskał świadomość, Steve był... Gdyby nie Steve, fakt, że był, że chciał do niego dotrzeć, palnąłby sobie w łeb już drugiego dnia po Waszyngtonie. Pamiętał Steve'a lepiej niż samego siebie i... Domyślał się chyba, co chodzi mu po głowie. A przynajmniej sądził, że się domyśla. W końcu to też mogłoby się zmienić...
Odwrócił spojrzenie, na krótki moment zerkając na Jade. Szybko jednak tego pożałował, bo cóż, tak, kto by się spodziewał, znów powiedział i zrobił coś nie tak, jak powinien. Nie była to jednak żadna nowość. Dlatego ostatecznie znów wbił wzrok we własne nogi, słuchając tych wszystkich, wspaniałych rewelacji. Jakby już gorzej być nie mogło...

- Kosmiczne robale, mutanci, bogowie z kosmosu, magowie... - mruknął chyba bardziej do siebie niż do Steve'a, kiedy zostali w pokoju sami. Miał wrażenie, że dawno nie był z nim sam na sam, choć przecież od ostatniego razu minął, ile, tydzień? - Jak bardzo byłbyś zły, rozczarowany i zawiedziony, gdybym teraz to pieprznął i uciekł w diabły...? - Przetarł brodę, na krótki moment podpierając ją na dłoni, kiedy zerkał na Steve'a. Po prostu... Całym sobą czuł, że nie powinno go tutaj być. Nie pasował tu, to nie była jego bajka. On był po prostu typem, który potrafił trafić do celu, który wciąż nie pozbierał się do kupy, a żeby było wspanialej, wciąż istniała szansa, że mógł zmienić się w morderczego cyborga, jeśli ktoś namąci mu w głowie labo odpowiednio mocno pieprznie go ktoś w łeb... Tego bał się najbardziej. Śmierć, nawet na polu piekielnej bitwy nie byłaby taka zła. Poznał gorsze rzeczy... - Albo lepiej nie odpowiadaj. - Pokręcił głową, żałując, że w ogóle palnął coś takiego. Dezaprobata ze strony Steve'a była ostatnim, czego teraz potrzebował. - Ile w ogóle je Asgardczyk...? - spytał, wiedząc, że to tylko marna wymówka, coś na zmianę tematu. - Będę improwizował - rzucił, wstając z miejsca. Musiał rozprostować kości, złożyć to pieprzone zamówienie, chociaż ostatnią rzeczą, której teraz chciał, było patrzenie na jedzenie.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 244
Wysłany: Nie 14 Paź, 2018 00:12   

Było mu może trochę głupio z powodu swojej pomyłki, niewątpliwie aroganckim było uznanie, iż wszystko, co powiedziane w jego pobliżu było skierowane właśnie do niego, ale szybko odrzucił tę myśl. Spojrzał na Jade, której udało się dowiedzieć czegoś przydatnego. W odpowiedzi na relację z niedawnego "pola walki" skinął jedynie głową.
Na samo wspomnienie o jedzeniu jeszcze bardziej zgłodniał. Wziął od niej telefon.
- Czasem tęsknię za latami, kiedy podobne rzeczy nadal wzbudzały we mnie zaskoczenie - wymamrotał niepoważnie w odpowiedzi, wstając.
Podszedł do półki na której widział wcześniej jakieś ulotki z informacją i numerami telefonów, pozostawione przez obsługę hotelową. Nim jednak zdążył na nie spojrzeć, usłyszał kolejne pytanie i aż nie mógł nie obejrzeć się na Buckiego, wyraźnie zaskoczony.
- Misja, która przed nami stoi, niewątpliwie zapowiada się na niebezpieczną, więc nie mógłbym cię winić, gdybyś nie chciał się w to pakować, jednak coś mi mówi, że nie o to ci chodzi.
Martwienie się o stan ich przyjaźni to jedno, ale słyszenie potwierdzenia tych obaw z jego własnych ust to co innego. Z jednej strony może to dobrze, że wyjaśnią sobie wszystko teraz, ale z drugiej, ten od razu zaczął się wycofywać.
- Bucky, nie, stop. O czymkolwiek teraz myślisz, możesz mi o tym powiedzieć. Jeśli chcesz się wycofać, to jeszcze zdążysz to zrobić, ale może znajdziemy lepsze rozwiązanie. No wiesz, razem.
Zamówienie jedzenia... będzie musiało zaczekać. Steve był pewien, że jeśli pozwoli teraz zamknąć temat, to już nigdy do niego nie wrócą i Bucky zrobi coś głupiego.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Thor Odynson 

God of Thunders




Imię i nazwisko: Thor Odynson
Data urodzenia/Wiek: Kilka tysięcy lat
Zdolności: Moc władania gromami i błyskawicami, nadnaturalna siła, możliwość dzierżenia młota Mjolnira.
Znaki szczególne: Dużo cięższy, niż wskazywałaby na to jego budowa ciała
Wiek: 37
Dołączył: 12 Kwi 2014
Posty: 224
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 15 Paź, 2018 20:32   

Thor uśmiechnął się na widok Jade. Doceniał jej poświęcenie i waleczność. Gdyby nie urodziła się tutaj, byłaby zapewne wspaniałą Walkirią. Sprytna, inteligentna, a do tego umiejąca wykonywać rozkazy.

Donald Blake był tak różny od Thora. W przeciwieństwie do niego mówił cicho, spokojnie, wyważonym tonem. No i nie miał tego rubasznego, niosącego się śmiechu.

- Dzień dobry, Jade Carter. Cieszę się, móc znowu Cię zobaczyć. - Spojrzał na pudełko pod nogami - - Coś musiałem z nią zrobić. W końcu jak mam pozostać incognito, nosząc to ze sobą otwarcie. A przecież nie dopuszczę do tego, żeby tak zacny oręż pozostał gdzieś poza zasięgiem moim lub właściciela. A co do tego, jak bardzo trudna będzie to misja, powiem tylko, że bardzo trudna. Widziałem jak szybko działają Midgardzcy magowie, wiem na co stać moich wojów, a to nie była łatwa bitwa. A mówię bitwa, bo sama wojna się moim zdaniem jeszcze nawet nie zaczęła. Ot, drobne poszturchiwania tam, gdzie nie udało się po cichu. Żałuję też, że mamy mało czasu, ale liczę na to, że ekipa w Stark Tower poradzi sobie przynajmniej z częścią problemów. No i nie jesteśmy sami. Czuwa nad nami Heimdall. Jest Lady Sif. Każdy coś od siebie doda. Walka jednocześnie będzie o wszystko. Wspomniałaś zdaje się o czwórce. Gdzie pozostali i kim są?



Thor: Once I retrieve Mjolnir, I will return to you the items they stole from you. Deal?
Jane Foster: No. You think you're gonna just walk in and walk out?
Thor: No. I'm gonna fly out.



 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 231
Wysłany: Pon 15 Paź, 2018 21:05   

Oczywiście, że nie chcę! – rzucił, chyba aż nazbyt szybko. Powinien się w końcu nad tym zastanowić, tak? Tylko… Cóż, tylko, że on już się nad tym zastanowił i to dawno temu. – Steve, to… – zamilkł, nie bardzo wiedząc, co miałby powiedzieć. Nie chciał tu być, oczywiście, że tego nie chciał. Był tu dla Steve’a, po Steve’a, na to się zgodził, a cała reszta… Uznano, że ma się bawić w ratowanie świata i tyle. Przywykł do tego, że ktoś podejmował za niego jego własne decyzje, do tego, że musi robić coś, czego nie chce. Nie chciał walczyć. Steve chciał, wybrał SHIELD, wybrał Avengers, wybrał cały ten syf. A on po prostu… – Dobrze wiesz, że już lata temu pogodziłem się z myślą, że mogę nie wrócić z wojny żywy… I nie wróciłem. – Pozwolił sobie na tak cierpki uśmiech, na jaki tylko było go stać, wciąż stojąc jednak jedynie bokiem w stronę Steve’a. – Ale nigdy nie pogodziłem się z tym, że ty możesz zginąć. Tylko dlatego tu jestem – przyznał, znajdując w sobie wreszcie tyle odwagi, żeby spojrzeć mu w oczy. – Wciąż jesteś moim bratem i cie kocham. Bez względu na to, jak pedalsko to brzmi odkąd nie mamy już dziesięciu lat – parsknął krótko, choć daleko było temu jednak do rozbawienia. Po prostu… – I właśnie dlatego… Steve, wszystko, co wsadzili mi do głowy, wciąż tam jest – przypomniał mu o tym, a może uświadomił, sam nie był pewien. Nie wiedział, jak bardzo na tym polu Steve żył złudzeniami, jak bardzo wierzył w to, że Bucky to Bucky. Nie był… Nie potrafiłby być taki, jakim był wcześniej. Próbował, ale… – I może wyjść w każdej chwili, zwłaszcza teraz, kiedy… – Wzruszył ramieniem, bo chyba tylko na to było go teraz stać. Nie wiedział, jak miałby pokazać to wszystko, co siedzi mu w głowie. – Nie mam żadnej gwarancji, że kolejna wizja nie przestawi pstryczka w mojej głowie i znów nie spróbuję cię zabić… – Na moment wbił spojrzenie w swoje stopy, zanim wrócił do stolika tylko po to, żeby wciągnąć z plecaka notes i długopis, i na wyrwanej kartce zapisać jedno, krótkie słowo. SPUTNIK. Złożył ją kilkukrotnie, nie chcąc patrzeć na to cholerstwo, i wrzucił swoje śmieci z powrotem do plecaka, zanim znów wrócił do Steve’a, wyciągając w jego stronę rękę z tą popieprzoną karteczką. – Zapamiętaj to, za cholerę nie czytaj na głos, a potem się tego pozbądź – polecił. – To na wszelki wypadek. Nie zabije mnie – zapewnił. – Ale skutecznie obezwładni i zadziała wystarczająco szybko, żebym nie zdążył zareagować.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 244
Wysłany: Wto 16 Paź, 2018 00:12   

Steve nie brał, nie chciał brać takiej możliwości pod uwagę. Niestety, zdawał sobie sprawę z tego, że manipulacje HYDRY w przypadku jego najlepszego przyjaciela musiały sięgać głęboko, aby stał się ich bronią i cóż, zapomniał o całym swoim życiu do tamtej pory, włącznie ze Stevem. Chciał wierzyć, że kiedy raz Bucky przypomniał sobie kim jest, nie zapomni tego znowu tak nagle. Najwyraźniej jednak się mylił. Przynajmniej tak wierzył sam Bucky.
- Jeśli nie jesteś tą samą osobą, nie pozostaje mi nic innego jak poznanie nowego ciebie. Bo chyba nie spodziewasz się, że tak po prostu spiszę cię na straty - stwierdził, patrząc wprost na niego, nim dodał poważniej - Już raz myślałem... obawiałem się, że nigdy więcej cię nie zobaczę - podrapał się po potylicy, zmieszany swoją własną wylewnością. - Raz na stulecie mi wystarczy.
Dla Steve'a nie było innej opcji. Już raz myślał, że go zawiódł. Nie miał zamiaru powtarzać tego doświadczenia ani swoich błędów. Tym razem będzie pilniejszy.
- Czas zmienił nas wszystkich. Mogłeś nie zauważyć, ale tymi czasy nie tak łatwo mnie zabić - rzucił, starając się włożyć w to stwierdzenie trochę humoru, ale z marnym skutkiem. Żeby tylko Bucky przestał się o niego martwić.
Steve nie był tym samym chuderlakiem co kiedyś, potrafił się o siebie zatroszczyć a poza tym, biorąc pod uwagę rezultat ich ostatniej walki, podejrzewał że i tym razem, w ten czy inny sposób, udałoby mu się do Buckiego dotrzeć. Coś by wymyślił, okej? Najważniejsze było to, że to on był Kapitanem Ameryką i to jego obowiązkiem było martwienie się o innych. W drugą stronę było to dziwne, perwersyjne i zdecydowanie nie na miejscu. I tyle.
Wziął od niego kartkę, ale nawet nie spojrzał na jej treść.
- Jesteś tego pewien? - spytał ostrożnie, nie zabierając ręki, nie rozkładając kartki, gotów w każdej chwili po prostu podrzeć ją i wyrzucić bez patrzenia.
Rozumiał motywacje i ze strategicznego punktu widzenia podzielał jego decyzję, ale jednocześnie widział coś solidnie niewłaściwego w posiadaniu tego typu kontroli nad swoim, było nie było, przyjacielem. To nie było w porządku, nawet jeśli wiedział, co będzie musiał uczynić.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 416
Wysłany: Sro 17 Paź, 2018 15:13   

- Boston był niewypałem - powiedziała prosto z mostu. - W przenośni, bo dosłownie to wypaliło wszystko - dodała, a na jej ustach pojawił się pełen satysfakcji uśmiech. - Chociaż gdyby nie Bucky, to pewnie nie siedziałabym tutaj z tobą.

Pomasowała kark i oparła ręce na blacie stolika, by pochylić się w stronę Thora. Wolała aby nikt postronny nie usłyszał ich rozmowy.

- Te same stwory, które spotkaliśmy w szpitalu, dopadły nas w tamtym lesie. Jeśli ordynator miał rację, to źródło tej zarazy gnieździ się pod Trinity Church w Bostonie. Jeśli mamy zmiażdżyć wroga, to musimy myśleć o wielokierunkowych atakach na jego pozycje. Odcięcie tej hydrze głów nie zadziała jeśli odbędzie się to bez przyżegania kikutów. Granaty błyskowe to zbyt mało, by pozbyć się gniazda w Bostonie. Zawalenie kościoła też nic nie da poza zwróceniem niepotrzebnej uwagi. Trochę o tym myślałam i sądzę, że detonacja jednego lub kilku strategicznie rozmieszczonych reaktorów łukowych mogłoby pomóc w wyczyszczeniu tamtej lokalizacji. Do tego potrzebny jest Stark, jego wiedza i sprzęt. Wątpię by chciał ze mną gadać po tym bajzlu jakiego narobiłam, a już na pewno po zabraniu jednego z firmowych samolotów.

Nie chciała o tym myśleć, ale w głębi ducha wiedziała, że nie ma dla niej odwrotu po tym co się stało. W ESSE i w szpitalu były kamery. Nie była pewna, czy aby na pewno nikt nie widział jak podawała zabójczy zastrzyk ordynatorowi i zabierała coś z miejsca zbrodni. Wiedziała, że jego koszmarnie zdeformowana twarz będzie ją prześladowała przez lata. Ale lekarz wyznaczył ją na kontynuatorkę jego misji i nie mogła się wycofać. Musiała bronić tych, na których jej zależało za wszelką cenę, czy im się to podobało czy nie. Bez względu na to co się z nią stanie.
Tato, czy ty też to czułeś? Czy dlatego pojechałeś na tę misję? Czy zginąłeś dlatego, że kogoś chroniłeś?

- Steve i Bucky są na górze. Xavier skontaktował się z Rogersem, a ten postanowił się ulotnić z Nowego Yorku, by chronić informacje, które otrzymał. Jeśli to co dostał jest prawdziwe, to być może czeka nas wycieczka do Meksyku. - Wyprostowała się i potarła zmęczone oczy. - My albo on... - westchnęła patrząc na swoje dłonie. - Mam walczyć, a czuję się bezsilna - wyznała nieoczekiwanie. - Oni nie będą walczyć wręcz, będą stosować te swoje sztuczki. Jak mam ich pokonać? - zapytała, unosząc głowę i spoglądają w oczy Thora z bezsilnością wypisaną na jej twarzy. - Po co mi moce, które nie są przydatne do atakowania?

Po raz pierwszy od wielu lat czuła, że nie da rady, że nie ma więcej sił, że do niczego się nie przyda, że ludzie tylko przez nią giną. Chciała by się to skończyło. Ojciec pragnąłby aby się nie poddawała i dalej walczyła, ale Jade nie była pewna, czy jest w stanie to zrobić.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 231
Wysłany: Sro 17 Paź, 2018 17:56   

Sądziłeś, że jestem martwy. Jak wszyscy. — Nie mógłby mieć mu tego za złe, oczywiście, że nie. Steve nie mógł wiedzieć, nie mógł nawet sądzić, że ten upadek był czymś, co można było przeżyć. To on… To on milczał przez blisko dwa lata. Po prostu… Był chyba zbyt wielkim tchórzem, żeby przyznać się przed samym sobą, że coś było z nim nie tak, że to, co zrobił Zola… Nie chciał wierzyć, że go zmieniło. Ale zmieniło. Bardziej, niż wtedy sądził. — I sam… Ja wiem, że musiałeś się za mną stęsknić, ale rozbijanie samolotu w ocenie to już było zbyt wielkie przedramatyzowanie, nawet jak na ciebie. Żadni z nas Romeo i Julia — spróbował jakoś zażartować, pociągnąć ten nędzny żarty Steve’a. Ta, normalnie obaj tryskali znakomitym humorem, nic, tylko wysłać ich na jakiś stand-up…
Jakbym nie był pewien, nie dałbym ci tego, nie? — Wzruszył ramieniem. — Nawet jakbyś wyskoczył mi teraz z nowiną, że jesteś tylko marionetką w rękach szatańskiego pomiotu… To i tak byłoby lepiej, żebyś to miał. — Wysilił się na uśmiech. — Wolałbym strzelić sobie w łeb niż znowu prawie posłać cię na drugą stronę, a… W gorszym bagnie, niż byłem, już chyba nie wyląduję. Ciężko by było — parsknął, jakby chciał się zaśmiać, ale skończył szybciej, niż zaczął. To było… Nie wiedział, jak ma rozmawiać na ten temat. Nie lubił tego robić, ale… No, w sumie, to jak miałby lubić, skoro nawet nie miał z kim o tym rozmawiać? Ostanie miesiące spędził głównie w swoim własnym towarzystwie. I tak było lepiej. — Okej, dobra — Klepnął go w ramię. —Zamów lepiej to żarcie, bo dostaniemy od Jade żołnierski opierdol… Znowu… — dodał nieco mrukliwiej ostatnie słowo. — Ale wiesz, dzięki temu, to prawie jak za dawnych czasów. Ty chcesz robić coś bohaterskiego, ja za cholerę nie chcę tu być, a agentka Carter rozstawia nas po kątach i opieprza… Ale tym razem obędzie się bez rozstań na siedem dekad, co? — Zerknął na niego nieco poważniej.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 244
Wysłany: Pią 19 Paź, 2018 23:31   

Słysząc przytyk, przewrócił oczami.
- Ciekaw jestem jak sprawnie sam byś wylądował na niedziałających silnikach - odparł, ale bez cienia złości, jedynie odrobinę zażenowany.
Zrobił co musiał. Gdyby nie rozbił się sam, to rozbiłby się i tak w Nowym Jorku gdzie zginęłoby o wiele więcej ludzi. Nie mógł na to pozwolić.
Westchnął ciężko i rozłożył kartkę. SPUTNIK. W ostatniej chwili powstrzymał się przed wypowiedzeniem hasła na głos. Spojrzał znów na Jamesa.
- Gdyby... erm... - długą chwilę dobierał słowa, nadal mieląc w głowie fakt, iż Bucky podał mu kod dostępu do własnej głowy. - Gdyby się tak zdarzyło, żeby HYDRA miała się o ciebie upomnieć, to mam jednak nadzieję, że obejdzie się bez śmierci któregokolwiek z nas.
Podarł kartkę z hasłem na drobne kawałki i wyrzucił do śmietnika.
- Już, już... zamawiam...
Dał się pogonić do telefonu. Spojrzał na leżącą obok kartkę z informacją, szukając właściwego numeru telefonu.
- Hej, wypełniam tylko swój patriotyczny obowiązek. Każdy zrobiłby to samo na moim miejscu.
Podniósł słuchawkę i wybrał numer, żeby złożyć zamówienie. Włącznie tyle jedzenia, ze starczyłoby dla dziesięciorga normalnych osób, więc może wystarczy dla ich czwórki.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 231
Wysłany: Nie 21 Paź, 2018 19:40   

Słysząc o Hydrze, po prostu się uśmiechnął. I wiedział, że teraz, kiedy stoi tutaj w tej durnej granatowej bluzie Steve’a, z włosami związanymi w jakiś popieprzony koński ogon, z którego włosy wyślizgiwały się jak u jakieś panienki, z tą swoją młodą, śliczną gębą, to ten uśmiech przekazuje jednak wszystko, co w nim siedziało. A siedziała zgniła sympatia do starych, dobrych, brutalnych metod, które pozwalały mu załatwić to, czego potrzebował. Nie bawił się w bohatera, nie chronił cywili własną piersią, heroicznie nie poświęcał własnego życia w imię większego dobra. Przynajmniej nie z własnej woli. Nie planował tego zmieniać, nie w najbliższym czasie. Planował raczej… Wtedy, w DC, obiecał sobie, że będzie polował na nich jak gończy pies, aż nie dorwie każdego z nich i nie rozerwie ich na strzępy, kawałek po kawałku, dbając o to, żeby poczuli choć marną cząstkę bólu, który musiał znosić każdego, pieprzonego dnia. A później… Nie chciał już walczyć, chciał wreszcie odsapnąć, ale… Najwyraźniej życie miało wobec niego inne plany i w najbliższym czasie i tak nie wchodziło to w grę. Nie mógł być pewien, co zrobi, co będzie, do czego znów będzie gotów się posunąć, jeśli przekroczy linię.
Zdusił w sobie jednak chęć iście teatralnego odchrząknięcia i zadbał o to, żeby jego uśmiech znacznie znormalniał, stracił tę z lekka niepokojącą nutę, o to, żeby w żaden sposób nie pokazać po sobie, że odebrał słowa Steve’a jako przytyk.
- Nie wszyscy są tak wspaniali i idealni, jak ty – rzucił, opadając na kanapę. Ściągnął gumkę z włosów, śledząc Steve’a wzrokiem, kiedy na powrót je związywał, tworząc na głowie coś, co miało być ciasnym kokiem. Pozbędzie się ich, jak tylko dostanie do ręki maszynkę. – Wiesz, może od razu trzeba było powiedzieć, że mają tu przywieźć wszystko, co tylko mają – parsknął, słysząc treść składanego przez Steve’a zamówienia. – Chociaż twój kumpel może być zawiedziony z braku pieczonego na ognisku dzika – dodał, nie bardzo wiedząc, czy powinien milczeć, czy jednak nie, czy… Cisza mogła być o wiele mniej komfortowa niż dawniej. A to do szczęścia zdecydowanie nie było mu potrzebne.
 
 

Thor Odynson 

God of Thunders




Imię i nazwisko: Thor Odynson
Data urodzenia/Wiek: Kilka tysięcy lat
Zdolności: Moc władania gromami i błyskawicami, nadnaturalna siła, możliwość dzierżenia młota Mjolnira.
Znaki szczególne: Dużo cięższy, niż wskazywałaby na to jego budowa ciała
Wiek: 37
Dołączył: 12 Kwi 2014
Posty: 224
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 22 Paź, 2018 19:31   

Donald, mimo, że bardziej wyważony i spokojniejszy, dalej jednak był bardzo podobny do Thora. Przynajmniej jeśli chodzi o nastawienie i... mentalność. Nie mnożył problemów. Było zadanie, to trzeba było je wykonać. Oczywiście na jego charakter składało się ładnych parę stuleci doświadczeń. I to doświadczeń w prostszych czasach. W tych jednak również potrafił się odnaleźć. Nie robił problemów, tam, gdzie ich nie było.

- Jade Carter, czeka nas więc przygoda! I to w doborowym towarzystwie! - Donald ewidentnie się ucieszył, chociaż nei wydrał się tak, jakby to zrobił Thor. Słychać było entuzjazm i ekscytację w głosie mężczyzny, widać było po jego zachowaniu ogromny optymizm.

- Nie do końca wiem, co to te cośtam łukowe, ale Tony musi chwilę odpocząć. Jak go zostawiłem, był nieco poturbowany. Nie sądzę jednak, by było to nam potrzebne teraz. Jedna, bardzo bardzo ważna rzecz. Mistrz posiada gigantyczny potencjał magiczny. Stwory, jakiekolwiek by nie były to tylko jego słudzy. On sam może być poza naszym zasięgiem, przynajmniej dopóki nie odnajdziemy miejsca, gdzie się ukrywa. Przydaliby się nam magowie. Frigga wiedziałaby, co zrobić. Może nawet Loki byłby w stanie coś wymyślić. Po naszej stronie jest jednak dwójka utalentowanych magów z Midgardu i chce wierzyć, że może nawet jeśli nie będą w stanie nas obronić, to przynajmniej wskażą, gdzie ukrywa się ten cały Mistrz. Poczekaj chwilę.

Donald uśmiechnął się do kobiety. Była śmiertelna, a mimo to ryzykowała. To były cechy wojownika. Wojownicy jednak żyją walką, a ją ewidentnie opuszczały siły. Na tą chorobę jest wiele środków, żaden jednak nie sprawdza się tak dobrze, jak biesiada zakończona odpowiednią ilością snu. Donald wstał, zamówił skrzynkę piwa i trzy butelki mocnego, słodkiego czerwonego wina. Gdy tylko otrzymał swoje zamówienie, zapłacił (zabawne, ale Donald Blake posiadał nawet gotówkę!) i spojrzał wymownie na kobietę.

- Chodź, potrzebujesz odpocznyku. A najpierw czegoś, co pozwoli Ci spać bez koszmarów. I żadnych wymówek, wojowniku! Zmęczony woj, to martwy woj! - Powiedział cicho, a jednak straszliwie stanowczo. Oczywiście dopiero jak wrócił do stolika ze skrzynką w jednej dłoni, a butelkami wina w drugiej. Wyszedł z niego przywódca. Ton nieznoszący sprzeciwu miał w pełni opanowany.

- Prowadź!



Thor: Once I retrieve Mjolnir, I will return to you the items they stole from you. Deal?
Jane Foster: No. You think you're gonna just walk in and walk out?
Thor: No. I'm gonna fly out.



 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 416
Wysłany: Pon 22 Paź, 2018 20:24   

- Czasami się zastanawiam, czy to ta wasza nieśmiertelność sprawia, że jesteście tacy chętni do skakania na główkę prosto w paszczę potwora - mruknęła pod nosem na tyle cicho, że pewnie jej nie usłyszał.

- Więc zamiast macek powinniśmy szukać gdzie jest łeb tej hydry i go ściąć - dodała po wysłuchaniu Thora, zanim postanowił na chwilę zniknąć.

Kiedy wrócił, ze skrzynką piwa i winem spojrzała na niego jakby wyrosła mu druga głowa.

- Jestem całkiem pewna, że to powiedzenie brzmi "Pijany lub skacowany woj, to martwy woj" - stwierdziła równie cichym głosem. - W przeciwieństwie do ciebie, Steve'a i Bucky'ego mój organizm reaguje na alkohol dość normalnie.

Rozkazujący ton przypomniał jej sierżanta Kowalskiego z unitarki i przez ułamek sekundy miała ochotę zdzielić Thora, skoro Kowalskiego nie było pod ręką. Zamiast tego westchnęła cierpiętniczo, wydobyło karton z tarczą spod stolika i ruszyła do wyjścia z baru, a następnie schodami na piętro, gdzie był pokój Rogersa. Nie musiała patrzeć czy Thor za nią podąża, nawet w midgardzkim przebraniu jego kroki były ciężkie, jak u kogoś, kogo waga jest sporo większa niż przeciętnego mężczyzny.

Kiedy dotarła do drzwi, to uświadomiła sobie, że nie ma karty by je otworzyć, więc poczekała aż Thor zasłoni widok kamerom z jego strony korytarza, a tym z drugiej zastawiła pole widzenia kartonem podczas gdy jej wolna ręka przeniknęła przez drzwi, by otworzyć je przez naciśnięcie klamki po wewnętrznej stronie. Otworzyła i weszła pierwsza do środka.

- Mam tarczę z gwiazdą pośrodku. Kto pierwszy, ten ją dostanie - zażartowała, wchodząc głębiej i dając miejsce Thorowi, by się wbił do środka z płynnym zaopatrzeniem.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 244
Wysłany: Wto 23 Paź, 2018 22:00   

Odłożył słuchawkę, kompletnie nieświadom, iż czymś mógł go urazić.
- W takim wypadku nie miałby szczęścia - dzika nie było w menu - odparł, odwracając się na powrót ku niemu.
Spuścił wzrok na telefon Jade.
- Pewno powinienem spytać o to wcześniej, ale w końcu nie zadzwoniliśmy do instytutu. Jest coś o co chciałbyś ich zapytać?
Spodziewał się i tak odpowiedzi negatywnej, ale chciał być pewien. Sam z kolei był zbyt zmęczony żeby w ogóle zastanawiać się nad całą sprawą, więc nie miał własnych pytań.
W końcu drzwi otworzyły się. Steve obejrzał się w ich stronę, trochę zaskoczony bo spodziewał się, że Jade raczej zapuka, ale tak długo, jak byli po tej samej stronie, takie drobne włamanie do pokoju mu nie przeszkadzało.
- Zajmę się nią - odrzekł od razu, zadowolony, że ma ją z powrotem, jednak zbyt zmęczony na jakiekolwiek żywsze wyrazy radości. To jednak była tarcza a nie dawno zaginiony bez wieści członek rodziny (o tobie mowa, Bucky).
Skinął też głową do Thora.
- Dobrze cię znowu widzieć.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 231
Wysłany: Sro 24 Paź, 2018 15:05   

- Szpanerka - mruknął, dostrzegając przechodzącą przez drzwi dłoń. Nie musiał nawet zastanawiać się nad tym, czy to na pewno oni, bo nawet gdyby Jade otworzyła drzwi jak każdy normalny człowiek, nie sposób byłoby nie usłyszeć, że to właśnie oni nadchodzą. A zwłaszcza Thor. - Prędzej dorzuciłbym do niej dziesięć dolców, byleby nie musieć pokazywać się z nią publicznie. - Skrzywił się w aż nazbyt teatralny sposób, zerkając krotko na Steve'a. - Nie każdy lubi taką patetyczną tandetę... Przynajmniej nie ktoś z choć odrobiną dobrego gustu - dodał już ciszej, konspiracyjnym niemal szeptem, choć oczywiście tak, żeby zostać dobrze zrozumianym. Kim by był, gdyby odpuściłby sobie możliwość skrytykowania choć części tego munduru? I cóż, tak, teraz chyba jednak nie był dobry moment, żeby pytać, czy Steve przypadkiem nie ma jakiegoś normalnego ubioru taktycznego. Jeszcze wcisnąłby mu ten koszmarek, w którym uwieczniono go na zdjęciach w Nowym Jorku...
- I wiesz co, Carter. Nie wypada tak wpadać bez pukania. - Rozciągnął się nieco, żeby wesprzeć krańce podeszw o brzeg stolika. Niezbyt zgodne z jego dobrym wychowaniem, a przynajmniej jego resztkami, ale tak po prostu było mu wygodnie. - Mogłaś nam w czymś przerwać. - Mrugnął do Steve'a tak kokieteryjnie, jak tylko potrafił. Nic nadzwyczajnego, to było raczej dość typowe, nie raz i nie dwa zdarzyło się uderzyć w te bardziej żałosne niż zabawne nuty. - Chociaż jemu to raczej we śnie - dodał już o wiele poważniej. - Powinieneś się przespać, Steve, przyda ci się to bardziej niż kilka asgardzkich toastów. - Wskazał kciukiem w stronę Thora. - Zjesz coś, a potem się prześpisz, nie ma dyskusji. Jestem starszy, masz się słuchać - przypomniał, wytykając go palcem, zanim opuścił dłoń. Steve'owi zdecydowanie potrzebny był sen, zanim się stąd ruszą. Stara, dobra wojenna zasada mówiła, żeby spać i jeść, póki tylko się może, bo nigdy nie wie się, kiedy będzie na to kolejna okazja.
 
 

Thor Odynson 

God of Thunders




Imię i nazwisko: Thor Odynson
Data urodzenia/Wiek: Kilka tysięcy lat
Zdolności: Moc władania gromami i błyskawicami, nadnaturalna siła, możliwość dzierżenia młota Mjolnira.
Znaki szczególne: Dużo cięższy, niż wskazywałaby na to jego budowa ciała
Wiek: 37
Dołączył: 12 Kwi 2014
Posty: 224
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 25 Paź, 2018 21:32   

Donald uśmiechnął się na widok tej dwójki. Lubili się, to było widać. Byli przyjaciółmi, to też było bardzo dobrze widać. O dziwo nie przejęli się specjalnie alkoholem przyniesionym przez niego. Może i dobrze, będzie więcej dla niego i Jade.

- Panowie, cieszę się widząc was całych i zdrowych - powiedział cicho, zupełnie jakby to nie Thor mówił. - Wszyscy wyglądacie, jakbyście potrzebowali dobrego snu. Proponuję wypić za zdrowie Odyna, oczyścić duszę i pozwolić odpłynąć w niebyt. Będę Was pilnował. Porozmawiać, ocenić sytuację i zaplanować następne kroki jeszcze zdążymy!

Powiedział, co wiedział, odstawił wino na jakimś stoliku, a ze skrzynki wyciągnął po piwie i wręczył po butelce każdemu z panów. Następnie otworzył wino i zaczął rozglądać się za jakimś naczyniem, do którego można by przelać część zawartości butelki.



Thor: Once I retrieve Mjolnir, I will return to you the items they stole from you. Deal?
Jane Foster: No. You think you're gonna just walk in and walk out?
Thor: No. I'm gonna fly out.



 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 416
Wysłany: Pią 26 Paź, 2018 15:09   

Wyciągnęła tarczę z kartonu i podała ją Rogersowi. Po raz pierwszy w sumie dotykała jego cennej własności i chociaż nie była lekka, to dla niej nie była też ciężka. Jej organizm musiał przewidująco pobrać energię z baru.
- Trochę za późno na skromność - mruknęła do Bucky'ego w odpowiedzi na jego uwagę o przeszkadzaniu. - Poza tym - dodała sięgając do skrzynki po piwo i odkręcając kapsel - wiedziałeś, że idę po Thora na dół i zaraz wrócę z nim.
Usiadła na kanapie obok Bucky'ego, odchylając się na chwilę mocniej, by zerknąć na jego związane włosy. Wolała go w kucyku albo w rozpuszczonych, ale taki koczek też był niezły, tym bardziej, że Barnes miał gęste włosy. Niemniej jednak świerzbiły ją dłonie by zsunąć tę gumkę i wsunąć palce w te miękkie pasma.
- Zobacz w tamtej szafce, powinno tam być jakieś szkło - powiedziała, widząc, że Thor szuka szklanek. Sama pociągnęła łyk piwa z butelki. Ich Asgardzki towarzysz potrzebował jeszcze nieco edukacji na temat tego, co midgardzkie kobiety lubią wypić.
- Steve, Bucky ma rację. Długo nie pociągniesz bez snu, a już zaczynasz przypominać zombie. Albo dobrowolnie pójdziesz spać albo Thor położy na tobie Mjolnira więc tak czy siak poleżysz do rana.
W sumie to liczyła na to drugie, było zabawniejsze i miałaby okazję pstryknąć fotkę. Przy okazji przypomniała sobie o swoim telefonie i odszukała go wzrokiem, by go podnieść i wysłać do MAI wiadomość, by sprawdziła, czy ktokolwiek znajduje się w tej piramidzie w Meksyku. Któryś z wojskowych satelitów na pewno dysponował skanerami termicznymi. Kosmita czy nie, jakąś formę energii musiał wydzielać.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 244
Wysłany: Pią 26 Paź, 2018 23:05   

Aż się odsunął od Buckiego. Jak śmiał obrażać jego piękność, jego miłość życia zaraz po Peggy!? No dobra, może nie aż tak, ale jednak darzył ten kawałek metalu sporym sentymentem i nie widział nic złego w kolorach, poza może tylko tym, że ciężko było się z nimi ukrywać
- To nie tandeta. To klasyk! - sprostował od razu, odbierając wspomniany element swojego ekwipunku z rąk Jade z czcią godną religijnego artefaktu.
Na mrugnięcie odpowiedział jedynie uniesieniem brwi, nie rozumiejąc o co Buckiemu chodzi. Może był po prostu zbyt zmęczony. Tak, sen zdecydowanie by tu pomógł. Gdyby nie zbliżający się koniec świata, pewnie dawno by spał.
- Dobrze mamo.
A jednak zanim pójdzie lulu, musiał zapytać.
- Ile wiesz o sytuacji? - spytał Thora, biorąc od niego butelkę i natychmiast zapominając o jej istnieniu.
On i Jade z pewnością rozmawiali. Miał nadzieję, że Jade poinformowała go o wszystkim, czego się razem do tej pory dowiedzieli. Słysząc jednak jej uwagę natychmiast się zmieszał. Spojrzał na nią.
- Zjem i pójdę spać.
Jakby na ten znak, rozległo się pukanie do drzwi. Steve'owi zajęło moment przypomnienie sobie, że coś zamawiał.
- Proszę!
Do pokoju weszła pracownica obsługi, pchając przed sobą wózek z jedzeniem - rozmaitymi ciepłymi, smakowicie pachnącymi daniami w ilości dużej.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 231
Wysłany: Sob 27 Paź, 2018 13:38   

- Cali może tak, zdrowi na umyśle już nie bardzo – mruknął, bo cóż, tak, taka właśnie była prawda. Jakby byli zdrowi na umyśle, nie wplątywaliby się w to gówno. Ale Steve zawsze był pieprznięty, to było chyba najlepsze określenie na to, że nieustannie, wciąż i wciąż wplątywał się w jakieś bagno, które w najlepszym przypadku kończyło się obitą gębą. A on nie był lepszy, bo zawsze właził w to bagno za nim… I ta obita gęba nie raz i nie dwa była jego własną…
Podrzucił butelkę z piwem tak, jak zazwyczaj robił to z nożem, patrząc na Thora dość sceptycznie. Choć w tej sytuacji mógł mieć jednak rację. I tak byli w dupie, więc czy będą usilnie próbowali zaplanować coś teraz czy za kilka godzin przeznaczonych na sen, niczego tym już nie ugrają. Raczej wręcz przeciwnie, mogliby później pożałować zmarnowanej szansy na odpoczynek. A ten był potrzebny, zwłaszcza Steve’owi. I chrzanił to, że wychodził teraz na matkę kwokę.
-Dobrze, niech ci będzie, teraz to klasyk. Tandetny klasyk. Za naszych czasów to była tylko tandetna tarcza strzelnicza na twoich plecach. – Posłał mu uśmieszek, który miał potwierdzić całą jego niechęć do tego przedmiotu. Bo może i było to nieco zabawne, ale on gdzieś tam, w środku, wciąż kochał Steve’a Rogersa tak, jak lata temu. Wciąż byli w końcu braćmi, chciał tego przynajmniej. Ale… Kapitan Ameryka wciąż był dla niego czymś, co kiedyś zabije Steve’a. A tarcza, która była jego nieodłącznym kompanem w szarży na wroga, była tego idealnym symbolem…
Zerknął na Jade, kątem oka dostrzegając jej utkwione w nim spojrzenie. No, może nie tyle konkretnie w nim, co w jednej części jego ciała…
- Wiedziałem, nie wiedziałem, czasem trzeba chwytać się każdej chwili i możliwości – skwitował, obracając w dłoniach wciąż zamkniętą butelkę. - Ale cóż, pozostaje mi się chyba cieszyć z twoich wątpliwości co do tego, że rozegrałbym sprawę tak szybko – dodał, sięgając do karku tylko po to, żeby krótko go pomasować, a po chwili ściągnąć gumkę z włosów. – I Steve, bracie mój kochany, bądź na tyle miły i jednak nie idź spać. Twoja zabawa z młotkiem Thora może być czymś, co zdecydowanie umiliłoby wieczór. – Wyszczerzył się nieco w jego stronę, podważając kapsel metalowym kciukiem. Łuski protezy naprawdę potrafiły być całkiem niezłym otwieraczem.
Nie upił jednak ani łyka, zamiast tego spoglądając w stronę drzwi, zza których dobiegło pukanie. Wróg nie puka, przynajmniej nie w taki sposób.
- Tarcza – rzucił, dobrze wiedząc, że ze swoim refleksem Steve zdąży zabrać ją z zasięgu wzroku hotelowej obsługi. I na pewno było to lepszą opcją niż dramatyczne rzucenie się, żeby zrzucić ją na podłogę. Bez zwolnionego tempa nie wyglądałoby to tak efektownie, żeby było warto.
 
 

Thor Odynson 

God of Thunders




Imię i nazwisko: Thor Odynson
Data urodzenia/Wiek: Kilka tysięcy lat
Zdolności: Moc władania gromami i błyskawicami, nadnaturalna siła, możliwość dzierżenia młota Mjolnira.
Znaki szczególne: Dużo cięższy, niż wskazywałaby na to jego budowa ciała
Wiek: 37
Dołączył: 12 Kwi 2014
Posty: 224
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 01 Lis, 2018 17:12   

Widząc, że Jade wzięła piwo, odstawił otwartą butelkę i samemu również sięgnął po piwo. Nie był to może miód Asgardzki, ale od biedy dało się pić.

Spojrzał na Rogersa i kiwnął głową.

- Co wiem, czy czego się domyślam? I o czym konkretnie? Bo o sytuacji tutaj wiem tyle, że zostaliście zaatakowani w lesie przez kolejne stwory. Wiem, że porwano jakiegoś Xaviera i że chcecie go odbić. Star Tower w międzyczasie została zaatakowana przez samego Mistrza oraz jego sługi, w tym samego Starka, który prawdopodobnie był pod wpływem magii Mistrza. Na szczęście w Stark Tower przebywała w tym czasie dwójka Midgardzkich magów i, może nie bez problemów, ale udało im się opanować sytuację. Wiemy, że Mistrz to istota o wysokim potencjale magicznym i silny telepata, zdolny do przejęcia kontroli nad umysłami. Wiem również, że to nie pierwsza planeta i nie pierwsza cywilizacja, którą zaatakował i zniszczył. Natomiast w tej chwili chcecie odbić tego całego Xaviera. Czy mógłby mi ktoś w końcu powiedzieć, kim ten cały Xavier jest?

Ledwo zdążył skończyć zdanie, w drzwiach pojawił się wózek i całkiem sporo jedzenia. Pominął również milczeniem jakieś zakusy pozostałych do wykorzystania Mjolnira, który swoją drogą zupełnie nie przypominał w tej chwili młota, do pacyfikowania Steve'a. Sięgnął po jakieś jedzenie i powoli zaczął się opychać, czekając na wyjaśnienia i na to, aż w końcu ekipa pójdzie spać.



Thor: Once I retrieve Mjolnir, I will return to you the items they stole from you. Deal?
Jane Foster: No. You think you're gonna just walk in and walk out?
Thor: No. I'm gonna fly out.



 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 416
Wysłany: Czw 01 Lis, 2018 18:08   

Jade otworzyła usta, by odpowiedzieć na pytanie Thora, ale w tym momencie obsługa przywiozła jedzenie, więc po prostu pociągnęła łyk piwa i poczekała aż pracownik hotelowy się ulotni. Oczywiście Thor pierwszy dobrał się do zawartości wózka. Sama też poczuła ssanie w żołądku, nie mogąc sobie przypomnieć kiedy ostatnio jadła i to coś porządnego, więc sięgnęła po talerz i widelec i nałożyła sobie solidną porcję, mając nadzieję, że Bucky nie wyleci z jakąś głupią uwagą z cyklu "bo pójdzie ci to w biodra/tyłek/uda". Miała to szczęście, że jej życie zawsze było aktywne plus jej metabolizm był z tych szybszych, nie mówiąc już o tym jak przyspieszył, kiedy jej zdolności się aktywowały.
- Charles Xavier to mutant, potężny telepata i założyciel szkoły dla mutantów niedaleko Nowego Yorku. Rozmawiałam ze Storm zanim po ciebie zeszłam do baru. Ten cały Mistrz najwyraźniej wysłał do nich jakieś robale. Być może jeden z nich zaatakował Tony'ego, który tam był podczas ataku na szkołę. Starkowi nic nie jest? - zapytała z troską w głosie.
W końcu to był jej szef, chociaż nie wiedziała jeszcze na jak długo, sądząc po tym, że od wielu dni jej nie było w miejscu pracy, a nawet jak była, to nie po to by wykonywać swoje obowiązki. Dyscyplinarkę mam jak nic.
- Nie wiem czy Charles będzie w stanie pokonać tego Mistrza, skoro nie zdołał się obronić wcześniej, ale jeśli ci czarodzieje, magowie czy kim oni są, pomogą Profesorowi, to możemy mieć jakieś szanse w tym starciu. Problemem jest to, że Mistrzunio jest jak ośmiornica i ma wiele macek.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 231
Wysłany: Wto 06 Lis, 2018 18:32   

Wsunął palce we włosy, próbując rozplątać jakoś pokokowe splątanie co dłuższych pasm. Po prostu miał już takie dziwactwo, że grzebanie przy włosach było dla niego w jakiś sposób… uspokajające? Dlatego mimo wszystko nie obciął ich w cholerę dobrych kilka miesięcy temu. A uspokajać to się zdecydowanie musiał i to częściej, niżby chciał. Zdecydowanie… Bo naprawdę chciałby teraz usłyszeć choć jedną znajomą rzecz. Boże, nie przypuszczał, że nadejdzie moment, w którym zatęskni za starą, nędzną wojną, za karabinem w dłoni, za jasnym celem, znajomym wrogiem… A teraz wolałby zaczołgać się na front, nawet wschodni, ku chwale Mateczki Rosji, byleby nie musieć iść i brnąć w to gówno.
Chyba czas się przekwalifikować – mruknął do Steve’a. – Masz jeszcze ten zestaw małego magika? Co, ponuraku? – Cóż, jemu samemu także nie było do śmiechu, zdecydowanie nie. Po prostu… Kiedy był dzieciakiem, zwykłym gówniarzem, który musiał radzić sobie z przeprowadzką, ojciec nauczył go, jak zakładać maskę. Uśmiech. To była jego pierwsza maska. A kiedy już raz ją założył, chcąc ukryć to, jak przerażony i samotny naprawdę się czuł, nie zdejmował jej przez naprawdę długi czas. I chyba nie zrobił tego po dziś dzień. I to… Cóż, to była chyba doskonała decyzja. Inaczej już dawno podjąłby się chyba skoku z dachu zarobaczonego Stark Tower. Bo momentami, jak tego wszystkiego słuchał, to naprawdę żałował, że tego nie zrobił… Zapowiadało się na znacznie boleśniejsze zakończenie sprawy…. Zdecydowanie zbyt często myśli o skakaniu skądś. Raz, a dobrze. I to ze Stark Tower, które nadawało się już chyba tylko do tego, bo nie było już bezpieczną przystanią, której potrzebował.
Stark ma naprawdę chuja wartą o… te zabezpieczenia – przekręcił zdanie w połowie, zerkając na Jade. I to nie było jeszcze to najgorsze, bo ta nieudolna część zaczęła się dopiero po chwili, kiedy z gracją słonia w otoczeniu porcelany, spróbował jakoś zmienić temat, uznając, że lepiej nijak nie trzymać się tematu bardziej zawodowego. A jednak mógł się go trzymać. – Gdzie ty to mieścisz, co? – palnął, pijąc do zawartości jej talerza. – Nie boisz się, że w boczki pójdzie, bo wyżej to raczej nie ma… – znów urwał, ale zamiast jakkolwiek próbując znów przekręcić sens wypowiedzi, po prostu asekuracyjnie przesunął się o ten cal, czy dwa w bok. Cóż, to była rozmowa damsko-męska na poziomie Steve’a Rogersa…
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 244
Wysłany: Czw 08 Lis, 2018 14:14   

Spojrzał znów na Buckiego.
- To vibranium, mogą sobie w to strzelać do woli - stwierdził niespeszony.
W ostatniej chwili oparł tarczę o łóżko od strony która nie była widoczna dla pokojówki. Kryzys zażegnany.
- Dziękuję, ma'am - podziękował służącej, która po chwilowym zdziwieniu, uśmiechnęła się lekko, skłoniła głowę i opuściła pomieszczenie.
Steve nie przerywał Jade w wyjaśnianiu Thorowi, na czym stoją. Sam był ciekaw, co z Tonym. W międzyczasie sięgnął po talerz i zabrał się za jedzenie. Nie miał pojęcia, że był aż tak głodny, ale porcja zniknęła dość szybko. Po wszystkim, nie był do końca pewien, jak smakowała. Sięgnął po dokładkę.
Słysząc uwagę Jamesa, uniósł brwi w górę.
- Spodziewasz się, że Mistrz spanikuje i ucieknie, jak mu wyciągniesz monetę zza ucha? - zwrócił się do niego.
Odłożył pusty talerz. W sumie... położyłby się. Przysiadł na łóżku i zaraz wyciągnął się jak długi na pościeli, zaplatając dłonie za głową.
- Przynajmniej mamy już jakąś wskazówkę co do tego, gdzie go szukać - dodał do wypowiedzi Jade, mając na myśli piramidę ze swojej wizji. - Powinniśmy wyruszyć z samego rana - zadecydował.
Przysłuchiwał się z uwagą dalszej części rozmowy, jednak w pozycji leżącej zmęczenie było coraz trudniejsze do zignorowania. Jego powieki wydawały się coraz cięższe, więc postanowił je przymknąć. Tylko na krótką chwilę. Zaraz z powrotem by je podniósł.
Nie podniósł. Przysnął tam, gdzie akurat leżał. Nawet cicho pochrapywał.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 416
Wysłany: Czw 08 Lis, 2018 15:33   

Carter zacisnęła zęby, by nic nie powiedzieć na uwagę o jakości jej pracowników. Niech no tylko zachce mu się sparingu, to mu tyłek za to spiorę jak nic. A chwilę później jeszcze dowalił uwagę na temat tego, że je jak normalna osoba, a nie koścista modelka.

- Nie ma więcej miejsca? - zapytała ze słodkim uśmiechem, palcami jednej ręki odchylając brzeg bluzki i zerkając w swój dekolt. - Nie jestem Larą Croft, by paradować z podwójnym D w staniku. Poza tym przypominam ci, że przeleciałam przez dobrze ponad osiemdziesiąt pięter i to razem z tobą. Mam tak doskonałą przemianę materii, że mogłabym się trzy razy dziennie stołować w najtłustszym fast-foodzie i nie przytyłabym ani grama.

Chciała jeszcze dodać coś, że Bucky miał okazję naocznie i namacalnie się przekonać, że nie ma ona zbędnych kilogramów, ale w tym momencie Steve postanowił zasnąć, więc okazja do zawstydzenia Barnesa przepadła. Odłożyła pusty talerz na dolną półkę wózka i spojrzała na Thora.

- Zostaniesz ze Steve'em czy wolisz mieć własny pokój? Mam kartę służbową, Stark chyba jeszcze jej nie zablokował, więc koszty to nie problem.

Kilkoma łykami dokończyła piwo i odstawiła pustą butelkę do skrzynki. Była najedzona i zaspokoiła pragnienie, więc pomimo wczesnej pory poczuła się znużona. Tym bardziej, że Rogers pochrapywał sobie cicho na łóżku. Westchnęła, wstała i narzuciła na chlubę Ameryki ciepły koc znaleziony w jednej z szaf.
 
 

Thor Odynson 

God of Thunders




Imię i nazwisko: Thor Odynson
Data urodzenia/Wiek: Kilka tysięcy lat
Zdolności: Moc władania gromami i błyskawicami, nadnaturalna siła, możliwość dzierżenia młota Mjolnira.
Znaki szczególne: Dużo cięższy, niż wskazywałaby na to jego budowa ciała
Wiek: 37
Dołączył: 12 Kwi 2014
Posty: 224
Skąd: Kraków
Wysłany: Wto 13 Lis, 2018 23:48   

Thor widział, że pozostali są wycieńczeni. Może byli super ludźmi, ale jednak daleko im do wytrzymałości Asgardczyków. No i tradycyjnie, zjedzą, popiją i pójdą spać.

Thor w postaci Donalda Blake'a był nieco inny, niż w swej naturalnej formie. Spokojniejszy, bardziej wyważony. Był również lekarzem.

Wysłuchał opowieści o Xavierze. Skinął głową, dziękując za wyjaśnienia.

- Czyli Xavier może być jednym z tych, którzy są w stanie przeciwstawić się temu Mistrzowi. Macie rację, trzeba go odzyskać. Nie wiem tylko, czy będziemy w stanie złamać klątwę, którą go obłożył. Nie wykluczałbym doprowadzenia tego mutanta do nieprzytomności i zabrania ze sobą. Ziemscy czarodzieje poradzili sobie ze Starkiem, powinni też poradzić sobie z Xavierem.

Po chwili niezobowiązującej rozmowy, jakichś zaczepnych komentarzy Zimowego Żołnierza zobaczył, że Steve odpłyną już w niebyt.

- Nie rozdzielajmy się. Prześpijcie się tutaj. Polecenie doktora! Ja będę czuwał. Obudzę was jutro. Sugerowałbym również przebranie się przed snem, ale to już wasza sprawa.

Wstał, podszedł do szafki, przesunął ją w stronę drzwi. Podparł również klamkę, a gdy tylko zabarykadował wstępnie pokój, sam stanął przy oknie i wyglądał przez nie. W tym samym czasie planował również przemyśleć kilka spraw.



Thor: Once I retrieve Mjolnir, I will return to you the items they stole from you. Deal?
Jane Foster: No. You think you're gonna just walk in and walk out?
Thor: No. I'm gonna fly out.



 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 231
Wysłany: Sro 14 Lis, 2018 14:04   

Wiedział, że powinien wreszcie wmusić w siebie jedzenie, bo ile można ciągnąć na zjedzonych kilka godzin temu batonach proteinowych, ale… Po prostu odechciewało mu się na samą myśl o jedzeniu i najwidoczniej potrzebował jeszcze dłuższego rozpędu, żeby wreszcie się do tego zmusić. Po prostu nie miał zbyt wielkiego zaufania do jedzenia, które przygotował mu Bóg jeden wie kto. Ale skoro nikt inny po tym nie umarł… Nałożył sobie wreszcie coś na talerz. Zerknął jednak na Jade, znów nie bardzo wiedząc, o kim ona dokładnie mówi, a miał wrażenie, że powinien znać tą całą Croft. Ale kim, do cholery, była Lara Croft i dlaczego, do diabła, powinien znać wielkość jej stanika? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi…
Chciałem powiedzieć coś nieco odmiennego, ale tak, twoja wersja jest lepsza. – Tak, to zdecydowanie była lepsza wersja i powinien cieszyć się, że nie dokończył tego, tak, jak w pierwszym odruchu chciał. Wtedy najpewniej już by oberwał. Po prostu czasem lepiej nie żartować, że czegoś brak. – I cóż… brawo? Wiesz, jak wszystkie pozostałe osoby w tym pomieszczeniu, a zwłaszcza on. – Wskazał kciukiem na Thora, słysząc o metabolizmie. Bo cóż, kiedy ktoś chwali się tym w pomieszczeniu osób, które także mają go podkręconego na maksymalny poziom, nie brzmi to aż tak wspaniale. A sam metabolizm… Cóż, osobiście częściej go po prostu przeklinał niż się z tego cieszył. – I nie znam żadnej Lary… – mruknął jeszcze.
Odprowadził Steve’a wzrokiem i odruchowo chciał zaprotestować, powiedzieć Jade, że broń Boże ma nie narzucać na niego czegoś, co może być siedliskiem kurzu, że Steve nie powinien leżeć na plecach, bo wtedy w nocy może… Zanim jednak otworzył usta, zorientował się, że to wszystko nie ma już żadnego znaczenia, bo Steve nie jest już tym małym kurduplem, którego może zabić kłębek kurzu. Ale mimo wszystko uśmiechnął się lekko do tego wspomnienia.
Używanie kart Starka jest bezpieczne? – Przeniósł spojrzenie na Jade. Dzięki kartom płatniczym łatwo można było w końcu kogoś odnaleźć. - Może Thor ma racje? - Nie to, żeby nie chodziło mu głównie o to, żeby nie spuszczać Steve'a z zasięgu wzroku. Nie lubił go gubić.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
Portal dla graczy gier via www The Avengers Hogwart Dream Black Butler Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal
Riverdale Dragon Ball Another Universe Mortis Eclipse Bleach OtherWorld

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018