{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Minnesota - Kilkenny - Hotel Kilkenny
Autor Wiadomość

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 402
Wysłany: Czw 11 Paź, 2018 16:59   

Spojrzała krzywo na Bucky'ego kiedy wspomniał o tym, że to ona powinna się podładować. A wystarczyłoby, że z kogoś by wyssała trochę energii, tudzież z windy, przejeżdżającego samochodu, czy dwóch lejących się po mordach kretynów. Nic nie powiedziała, bo akurat kończyła rozmowę ze Storm. A zaraz potem oddzwonił Thor.

- Rozmawiałam ze Storm. Szkoła została zaatakowana przez jakieś kosmiczne robale. Dwa zniszczyli, za trzecim poleciał Stark. A Thor powiedział, że ten cały Mistrz zaatakował ich w Stark Tower i mają tam jakichś magów, którzy pracują nad sprawą. Podobno nawet oddział z Asgardu się zjawił. Mam nadzieję, że ten Mistrz też jest wrażliwy na światło, bo chętnie wepchnęłabym mu w gardło cały wagon granatów błyskowych.

Padła na kanapę obok Steve'a i przymknęła oczy, powtarzając sobie w myślach, że jeśli przeżyje, to weźmie najdłuższe wakacje w swoim życiu i wyjedzie gdzieś, gdzie nie będzie nikt niczego atakował, no może poza posiłkiem na talerzu.

Niedługo potem jej telefon zadzwonił i odczytała z ekranu wiadomość od Thora. Szybki jest.

- Zamówcie coś do jedzenia dla nas wszystkich i dla Thora - powiedziała wstając i podając swój telefon Rogersowi. - Ostatni numer jaki wybrałam jest do Instytu jeśli chcesz pogadać ze Storm. Pójdę zgarnąć Thora.

Po tych słowach opuściła pokój i zeszła do baru na parterze hotelu. Wypatrzenie Thora nie było trudne, nawet kiedy udawał tego całego Donalda. Sama nie wiedziała czemu akurat wybrał tak niepasujące do niego imię. Bez pytania przysiadła na wolnym krześle naprzeciwko niego. W przeciwieństwie do towarzysza, który wyglądał świeżo niczym szczypiorek na wiosnę, ona miała zgarnięte w kucyk włosy, które po rozpuszczeniu wymagałaby co najmniej godziny traktowania grzebieniem, jej ubranie był wygniecione, a w oczach było widoczne zmęczenie. Rzucał się też w oczy brak jakiegokolwiek makijażu, chociaż to akurat nie był nic niezwykłego w przypadku Carter.

- Tarcza Steve'a? - zapytała, szturchając lekko nogą karton. - Jak bardzo mamy przerąbane? - dodała po chwili, jej oczy wpatrujące się w Thora ze śmiertelną powagą.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Czw 11 Paź, 2018 19:53   

- To akurat nie było do ciebie, Rogers - mruknął, pozwalając sobie na lekkie wywrócenie oczami zanim spojrzał na Steve'a, a właściwie złapał spojrzenie, jakim ten go obdarzał. To nie był ani pierwszy, ani ostatni raz, kiedy siedzieli i jak ostatni idioci gapili się sobie w oczy, ale... Steve był jedną z tych niewielu rzeczy, które przypomniał sobie niemal w pełni, które pamiętał przez całe ten czas od momentu, w którym... odzyskał świadomość, Steve był... Gdyby nie Steve, fakt, że był, że chciał do niego dotrzeć, palnąłby sobie w łeb już drugiego dnia po Waszyngtonie. Pamiętał Steve'a lepiej niż samego siebie i... Domyślał się chyba, co chodzi mu po głowie. A przynajmniej sądził, że się domyśla. W końcu to też mogłoby się zmienić...
Odwrócił spojrzenie, na krótki moment zerkając na Jade. Szybko jednak tego pożałował, bo cóż, tak, kto by się spodziewał, znów powiedział i zrobił coś nie tak, jak powinien. Nie była to jednak żadna nowość. Dlatego ostatecznie znów wbił wzrok we własne nogi, słuchając tych wszystkich, wspaniałych rewelacji. Jakby już gorzej być nie mogło...

- Kosmiczne robale, mutanci, bogowie z kosmosu, magowie... - mruknął chyba bardziej do siebie niż do Steve'a, kiedy zostali w pokoju sami. Miał wrażenie, że dawno nie był z nim sam na sam, choć przecież od ostatniego razu minął, ile, tydzień? - Jak bardzo byłbyś zły, rozczarowany i zawiedziony, gdybym teraz to pieprznął i uciekł w diabły...? - Przetarł brodę, na krótki moment podpierając ją na dłoni, kiedy zerkał na Steve'a. Po prostu... Całym sobą czuł, że nie powinno go tutaj być. Nie pasował tu, to nie była jego bajka. On był po prostu typem, który potrafił trafić do celu, który wciąż nie pozbierał się do kupy, a żeby było wspanialej, wciąż istniała szansa, że mógł zmienić się w morderczego cyborga, jeśli ktoś namąci mu w głowie labo odpowiednio mocno pieprznie go ktoś w łeb... Tego bał się najbardziej. Śmierć, nawet na polu piekielnej bitwy nie byłaby taka zła. Poznał gorsze rzeczy... - Albo lepiej nie odpowiadaj. - Pokręcił głową, żałując, że w ogóle palnął coś takiego. Dezaprobata ze strony Steve'a była ostatnim, czego teraz potrzebował. - Ile w ogóle je Asgardczyk...? - spytał, wiedząc, że to tylko marna wymówka, coś na zmianę tematu. - Będę improwizował - rzucił, wstając z miejsca. Musiał rozprostować kości, złożyć to pieprzone zamówienie, chociaż ostatnią rzeczą, której teraz chciał, było patrzenie na jedzenie.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Nie 14 Paź, 2018 01:12   

Było mu może trochę głupio z powodu swojej pomyłki, niewątpliwie aroganckim było uznanie, iż wszystko, co powiedziane w jego pobliżu było skierowane właśnie do niego, ale szybko odrzucił tę myśl. Spojrzał na Jade, której udało się dowiedzieć czegoś przydatnego. W odpowiedzi na relację z niedawnego "pola walki" skinął jedynie głową.
Na samo wspomnienie o jedzeniu jeszcze bardziej zgłodniał. Wziął od niej telefon.
- Czasem tęsknię za latami, kiedy podobne rzeczy nadal wzbudzały we mnie zaskoczenie - wymamrotał niepoważnie w odpowiedzi, wstając.
Podszedł do półki na której widział wcześniej jakieś ulotki z informacją i numerami telefonów, pozostawione przez obsługę hotelową. Nim jednak zdążył na nie spojrzeć, usłyszał kolejne pytanie i aż nie mógł nie obejrzeć się na Buckiego, wyraźnie zaskoczony.
- Misja, która przed nami stoi, niewątpliwie zapowiada się na niebezpieczną, więc nie mógłbym cię winić, gdybyś nie chciał się w to pakować, jednak coś mi mówi, że nie o to ci chodzi.
Martwienie się o stan ich przyjaźni to jedno, ale słyszenie potwierdzenia tych obaw z jego własnych ust to co innego. Z jednej strony może to dobrze, że wyjaśnią sobie wszystko teraz, ale z drugiej, ten od razu zaczął się wycofywać.
- Bucky, nie, stop. O czymkolwiek teraz myślisz, możesz mi o tym powiedzieć. Jeśli chcesz się wycofać, to jeszcze zdążysz to zrobić, ale może znajdziemy lepsze rozwiązanie. No wiesz, razem.
Zamówienie jedzenia... będzie musiało zaczekać. Steve był pewien, że jeśli pozwoli teraz zamknąć temat, to już nigdy do niego nie wrócą i Bucky zrobi coś głupiego.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Thor Odynson 

God of Thunders




Imię i nazwisko: Thor Odynson
Data urodzenia/Wiek: Kilka tysięcy lat
Zdolności: Moc władania gromami i błyskawicami, nadnaturalna siła, możliwość dzierżenia młota Mjolnira.
Znaki szczególne: Dużo cięższy, niż wskazywałaby na to jego budowa ciała
Wiek: 37
Dołączył: 12 Kwi 2014
Posty: 217
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 15 Paź, 2018 21:32   

Thor uśmiechnął się na widok Jade. Doceniał jej poświęcenie i waleczność. Gdyby nie urodziła się tutaj, byłaby zapewne wspaniałą Walkirią. Sprytna, inteligentna, a do tego umiejąca wykonywać rozkazy.

Donald Blake był tak różny od Thora. W przeciwieństwie do niego mówił cicho, spokojnie, wyważonym tonem. No i nie miał tego rubasznego, niosącego się śmiechu.

- Dzień dobry, Jade Carter. Cieszę się, móc znowu Cię zobaczyć. - Spojrzał na pudełko pod nogami - - Coś musiałem z nią zrobić. W końcu jak mam pozostać incognito, nosząc to ze sobą otwarcie. A przecież nie dopuszczę do tego, żeby tak zacny oręż pozostał gdzieś poza zasięgiem moim lub właściciela. A co do tego, jak bardzo trudna będzie to misja, powiem tylko, że bardzo trudna. Widziałem jak szybko działają Midgardzcy magowie, wiem na co stać moich wojów, a to nie była łatwa bitwa. A mówię bitwa, bo sama wojna się moim zdaniem jeszcze nawet nie zaczęła. Ot, drobne poszturchiwania tam, gdzie nie udało się po cichu. Żałuję też, że mamy mało czasu, ale liczę na to, że ekipa w Stark Tower poradzi sobie przynajmniej z częścią problemów. No i nie jesteśmy sami. Czuwa nad nami Heimdall. Jest Lady Sif. Każdy coś od siebie doda. Walka jednocześnie będzie o wszystko. Wspomniałaś zdaje się o czwórce. Gdzie pozostali i kim są?



Thor: Once I retrieve Mjolnir, I will return to you the items they stole from you. Deal?
Jane Foster: No. You think you're gonna just walk in and walk out?
Thor: No. I'm gonna fly out.



 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Pon 15 Paź, 2018 22:05   

Oczywiście, że nie chcę! – rzucił, chyba aż nazbyt szybko. Powinien się w końcu nad tym zastanowić, tak? Tylko… Cóż, tylko, że on już się nad tym zastanowił i to dawno temu. – Steve, to… – zamilkł, nie bardzo wiedząc, co miałby powiedzieć. Nie chciał tu być, oczywiście, że tego nie chciał. Był tu dla Steve’a, po Steve’a, na to się zgodził, a cała reszta… Uznano, że ma się bawić w ratowanie świata i tyle. Przywykł do tego, że ktoś podejmował za niego jego własne decyzje, do tego, że musi robić coś, czego nie chce. Nie chciał walczyć. Steve chciał, wybrał SHIELD, wybrał Avengers, wybrał cały ten syf. A on po prostu… – Dobrze wiesz, że już lata temu pogodziłem się z myślą, że mogę nie wrócić z wojny żywy… I nie wróciłem. – Pozwolił sobie na tak cierpki uśmiech, na jaki tylko było go stać, wciąż stojąc jednak jedynie bokiem w stronę Steve’a. – Ale nigdy nie pogodziłem się z tym, że ty możesz zginąć. Tylko dlatego tu jestem – przyznał, znajdując w sobie wreszcie tyle odwagi, żeby spojrzeć mu w oczy. – Wciąż jesteś moim bratem i cie kocham. Bez względu na to, jak pedalsko to brzmi odkąd nie mamy już dziesięciu lat – parsknął krótko, choć daleko było temu jednak do rozbawienia. Po prostu… – I właśnie dlatego… Steve, wszystko, co wsadzili mi do głowy, wciąż tam jest – przypomniał mu o tym, a może uświadomił, sam nie był pewien. Nie wiedział, jak bardzo na tym polu Steve żył złudzeniami, jak bardzo wierzył w to, że Bucky to Bucky. Nie był… Nie potrafiłby być taki, jakim był wcześniej. Próbował, ale… – I może wyjść w każdej chwili, zwłaszcza teraz, kiedy… – Wzruszył ramieniem, bo chyba tylko na to było go teraz stać. Nie wiedział, jak miałby pokazać to wszystko, co siedzi mu w głowie. – Nie mam żadnej gwarancji, że kolejna wizja nie przestawi pstryczka w mojej głowie i znów nie spróbuję cię zabić… – Na moment wbił spojrzenie w swoje stopy, zanim wrócił do stolika tylko po to, żeby wciągnąć z plecaka notes i długopis, i na wyrwanej kartce zapisać jedno, krótkie słowo. SPUTNIK. Złożył ją kilkukrotnie, nie chcąc patrzeć na to cholerstwo, i wrzucił swoje śmieci z powrotem do plecaka, zanim znów wrócił do Steve’a, wyciągając w jego stronę rękę z tą popieprzoną karteczką. – Zapamiętaj to, za cholerę nie czytaj na głos, a potem się tego pozbądź – polecił. – To na wszelki wypadek. Nie zabije mnie – zapewnił. – Ale skutecznie obezwładni i zadziała wystarczająco szybko, żebym nie zdążył zareagować.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Wto 16 Paź, 2018 01:12   

Steve nie brał, nie chciał brać takiej możliwości pod uwagę. Niestety, zdawał sobie sprawę z tego, że manipulacje HYDRY w przypadku jego najlepszego przyjaciela musiały sięgać głęboko, aby stał się ich bronią i cóż, zapomniał o całym swoim życiu do tamtej pory, włącznie ze Stevem. Chciał wierzyć, że kiedy raz Bucky przypomniał sobie kim jest, nie zapomni tego znowu tak nagle. Najwyraźniej jednak się mylił. Przynajmniej tak wierzył sam Bucky.
- Jeśli nie jesteś tą samą osobą, nie pozostaje mi nic innego jak poznanie nowego ciebie. Bo chyba nie spodziewasz się, że tak po prostu spiszę cię na straty - stwierdził, patrząc wprost na niego, nim dodał poważniej - Już raz myślałem... obawiałem się, że nigdy więcej cię nie zobaczę - podrapał się po potylicy, zmieszany swoją własną wylewnością. - Raz na stulecie mi wystarczy.
Dla Steve'a nie było innej opcji. Już raz myślał, że go zawiódł. Nie miał zamiaru powtarzać tego doświadczenia ani swoich błędów. Tym razem będzie pilniejszy.
- Czas zmienił nas wszystkich. Mogłeś nie zauważyć, ale tymi czasy nie tak łatwo mnie zabić - rzucił, starając się włożyć w to stwierdzenie trochę humoru, ale z marnym skutkiem. Żeby tylko Bucky przestał się o niego martwić.
Steve nie był tym samym chuderlakiem co kiedyś, potrafił się o siebie zatroszczyć a poza tym, biorąc pod uwagę rezultat ich ostatniej walki, podejrzewał że i tym razem, w ten czy inny sposób, udałoby mu się do Buckiego dotrzeć. Coś by wymyślił, okej? Najważniejsze było to, że to on był Kapitanem Ameryką i to jego obowiązkiem było martwienie się o innych. W drugą stronę było to dziwne, perwersyjne i zdecydowanie nie na miejscu. I tyle.
Wziął od niego kartkę, ale nawet nie spojrzał na jej treść.
- Jesteś tego pewien? - spytał ostrożnie, nie zabierając ręki, nie rozkładając kartki, gotów w każdej chwili po prostu podrzeć ją i wyrzucić bez patrzenia.
Rozumiał motywacje i ze strategicznego punktu widzenia podzielał jego decyzję, ale jednocześnie widział coś solidnie niewłaściwego w posiadaniu tego typu kontroli nad swoim, było nie było, przyjacielem. To nie było w porządku, nawet jeśli wiedział, co będzie musiał uczynić.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 402
Wysłany: Sro 17 Paź, 2018 16:13   

- Boston był niewypałem - powiedziała prosto z mostu. - W przenośni, bo dosłownie to wypaliło wszystko - dodała, a na jej ustach pojawił się pełen satysfakcji uśmiech. - Chociaż gdyby nie Bucky, to pewnie nie siedziałabym tutaj z tobą.

Pomasowała kark i oparła ręce na blacie stolika, by pochylić się w stronę Thora. Wolała aby nikt postronny nie usłyszał ich rozmowy.

- Te same stwory, które spotkaliśmy w szpitalu, dopadły nas w tamtym lesie. Jeśli ordynator miał rację, to źródło tej zarazy gnieździ się pod Trinity Church w Bostonie. Jeśli mamy zmiażdżyć wroga, to musimy myśleć o wielokierunkowych atakach na jego pozycje. Odcięcie tej hydrze głów nie zadziała jeśli odbędzie się to bez przyżegania kikutów. Granaty błyskowe to zbyt mało, by pozbyć się gniazda w Bostonie. Zawalenie kościoła też nic nie da poza zwróceniem niepotrzebnej uwagi. Trochę o tym myślałam i sądzę, że detonacja jednego lub kilku strategicznie rozmieszczonych reaktorów łukowych mogłoby pomóc w wyczyszczeniu tamtej lokalizacji. Do tego potrzebny jest Stark, jego wiedza i sprzęt. Wątpię by chciał ze mną gadać po tym bajzlu jakiego narobiłam, a już na pewno po zabraniu jednego z firmowych samolotów.

Nie chciała o tym myśleć, ale w głębi ducha wiedziała, że nie ma dla niej odwrotu po tym co się stało. W ESSE i w szpitalu były kamery. Nie była pewna, czy aby na pewno nikt nie widział jak podawała zabójczy zastrzyk ordynatorowi i zabierała coś z miejsca zbrodni. Wiedziała, że jego koszmarnie zdeformowana twarz będzie ją prześladowała przez lata. Ale lekarz wyznaczył ją na kontynuatorkę jego misji i nie mogła się wycofać. Musiała bronić tych, na których jej zależało za wszelką cenę, czy im się to podobało czy nie. Bez względu na to co się z nią stanie.
Tato, czy ty też to czułeś? Czy dlatego pojechałeś na tę misję? Czy zginąłeś dlatego, że kogoś chroniłeś?

- Steve i Bucky są na górze. Xavier skontaktował się z Rogersem, a ten postanowił się ulotnić z Nowego Yorku, by chronić informacje, które otrzymał. Jeśli to co dostał jest prawdziwe, to być może czeka nas wycieczka do Meksyku. - Wyprostowała się i potarła zmęczone oczy. - My albo on... - westchnęła patrząc na swoje dłonie. - Mam walczyć, a czuję się bezsilna - wyznała nieoczekiwanie. - Oni nie będą walczyć wręcz, będą stosować te swoje sztuczki. Jak mam ich pokonać? - zapytała, unosząc głowę i spoglądają w oczy Thora z bezsilnością wypisaną na jej twarzy. - Po co mi moce, które nie są przydatne do atakowania?

Po raz pierwszy od wielu lat czuła, że nie da rady, że nie ma więcej sił, że do niczego się nie przyda, że ludzie tylko przez nią giną. Chciała by się to skończyło. Ojciec pragnąłby aby się nie poddawała i dalej walczyła, ale Jade nie była pewna, czy jest w stanie to zrobić.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Sro 17 Paź, 2018 18:56   

Sądziłeś, że jestem martwy. Jak wszyscy. — Nie mógłby mieć mu tego za złe, oczywiście, że nie. Steve nie mógł wiedzieć, nie mógł nawet sądzić, że ten upadek był czymś, co można było przeżyć. To on… To on milczał przez blisko dwa lata. Po prostu… Był chyba zbyt wielkim tchórzem, żeby przyznać się przed samym sobą, że coś było z nim nie tak, że to, co zrobił Zola… Nie chciał wierzyć, że go zmieniło. Ale zmieniło. Bardziej, niż wtedy sądził. — I sam… Ja wiem, że musiałeś się za mną stęsknić, ale rozbijanie samolotu w ocenie to już było zbyt wielkie przedramatyzowanie, nawet jak na ciebie. Żadni z nas Romeo i Julia — spróbował jakoś zażartować, pociągnąć ten nędzny żarty Steve’a. Ta, normalnie obaj tryskali znakomitym humorem, nic, tylko wysłać ich na jakiś stand-up…
Jakbym nie był pewien, nie dałbym ci tego, nie? — Wzruszył ramieniem. — Nawet jakbyś wyskoczył mi teraz z nowiną, że jesteś tylko marionetką w rękach szatańskiego pomiotu… To i tak byłoby lepiej, żebyś to miał. — Wysilił się na uśmiech. — Wolałbym strzelić sobie w łeb niż znowu prawie posłać cię na drugą stronę, a… W gorszym bagnie, niż byłem, już chyba nie wyląduję. Ciężko by było — parsknął, jakby chciał się zaśmiać, ale skończył szybciej, niż zaczął. To było… Nie wiedział, jak ma rozmawiać na ten temat. Nie lubił tego robić, ale… No, w sumie, to jak miałby lubić, skoro nawet nie miał z kim o tym rozmawiać? Ostanie miesiące spędził głównie w swoim własnym towarzystwie. I tak było lepiej. — Okej, dobra — Klepnął go w ramię. —Zamów lepiej to żarcie, bo dostaniemy od Jade żołnierski opierdol… Znowu… — dodał nieco mrukliwiej ostatnie słowo. — Ale wiesz, dzięki temu, to prawie jak za dawnych czasów. Ty chcesz robić coś bohaterskiego, ja za cholerę nie chcę tu być, a agentka Carter rozstawia nas po kątach i opieprza… Ale tym razem obędzie się bez rozstań na siedem dekad, co? — Zerknął na niego nieco poważniej.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Dzisiaj 0:31   

Słysząc przytyk, przewrócił oczami.
- Ciekaw jestem jak sprawnie sam byś wylądował na niedziałających silnikach - odparł, ale bez cienia złości, jedynie odrobinę zażenowany.
Zrobił co musiał. Gdyby nie rozbił się sam, to rozbiłby się i tak w Nowym Jorku gdzie zginęłoby o wiele więcej ludzi. Nie mógł na to pozwolić.
Westchnął ciężko i rozłożył kartkę. SPUTNIK. W ostatniej chwili powstrzymał się przed wypowiedzeniem hasła na głos. Spojrzał znów na Jamesa.
- Gdyby... erm... - długą chwilę dobierał słowa, nadal mieląc w głowie fakt, iż Bucky podał mu kod dostępu do własnej głowy. - Gdyby się tak zdarzyło, żeby HYDRA miała się o ciebie upomnieć, to mam jednak nadzieję, że obejdzie się bez śmierci któregokolwiek z nas.
Podarł kartkę z hasłem na drobne kawałki i wyrzucił do śmietnika.
- Już, już... zamawiam...
Dał się pogonić do telefonu. Spojrzał na leżącą obok kartkę z informacją, szukając właściwego numeru telefonu.
- Hej, wypełniam tylko swój patriotyczny obowiązek. Każdy zrobiłby to samo na moim miejscu.
Podniósł słuchawkę i wybrał numer, żeby złożyć zamówienie. Włącznie tyle jedzenia, ze starczyłoby dla dziesięciorga normalnych osób, więc może wystarczy dla ich czwórki.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
The Avengers Hogwart Dream Black Butler Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal Riverdale
Dragon Ball Another Universe Mortis Valor Eclipse Bleach OtherWorld

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018