{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Boisko do koszykówki
Autor Wiadomość

Kai Lawrence
[Usunięty]



Wysłany: Nie 06 Wrz, 2015 02:12   

Kai niemal od razu zerwał się, ale potem znów stracił równowagę, gdy gad postawił kolejny krok.

Kątem oka dostrzegł, jak Indianka przytomnieje i zrywa się do biegu. Nim zdążył się podnieść, dziewczyna już była obok i chwyciła go za rękę, ciągnąc za sobą. Tym razem nie protestował. Gdy biegli, ziemią wstrząsnął kolejny huk - to dinozaur hamował i runął na ogrodzenie boiska, zgniatając je jak firankę. To dało im odrobinę więcej czasu. Gdy wskoczyli na bok, między krzaki, chłopak przykucnął i puścił dziewczynie pełne podziwu i przerażenia spojrzenie. Zachowanie zimnej krwi podczas ataku wielkiego gada było nie lada wyczynem, który wprawił chłopaka w zdumienie.
Ale nie było czasu na zachwycanie się. T- rex podniósł się bez większego problemu, lawirując przy tym ogonem. Znów gniewnie ryknął i zaczął się rozglądać.
Kai pomyślał, że pra pra zwierz rzuci się na kogoś innego, na przykład nauczyciela, ale nim zdążył wybrać nową ofiarę, Mirage puściła przegub chłopaka i wyskoczyła na boisko.

- Co ty wyrabiasz...?! - jęknął Kai.

Chciał za nią pójść, ale przetrawił w głowie polecenie dziewczyny dotyczące złapania gada za pomocą umiejętności, em, botanicznych. Jakim cudem miał wywołać tak błyskawiczną reakcję roślin w tak dużej skali?! Uczył się panować nad swoją mocą, a teraz miał tak po prostu...

Nie miał pojęcia, co zrobić. Z jednej strony rozumiał, że jeśli nie będzie działał, czarny jak obsydian gad pożre i Mirage, i jego, i całą resztę, ale z drugiej strony czuł ulatującą z niego siłę.

Czuł, jak strach ściąga mu mięśnie w ciasną breję. Spojrzał na swoje dłonie, które rysowały się teraz siecią pulsujących z nerwów żyłek. Szybko wypuścił powietrze z płuc.

Oczywiście. Strach.

Jeśli tylko uda mu się skierować energię powstałą z przerażenia na wściekłość...
Wtedy będzie tak, jak w mieszkaniu Alice.

Pomyślał o wszystkich rzeczach, które go denerwowały.
Śmierć dziadka.
Zniszczenie domu przyjaciółki.
Własna nieporadność.
Wyobcowanie i wreszcie okropna wściekłość na swoją siostrę - że nie poszła wtedy z nim i że nie przeżyła.

Jakkolwiek było to głupie, podziałało. Chłopak zerwał się na równe nogi i stanął w lekkim rozkroku. Brwi miał ściągnięte, a w oczach zapaliły się ogniki, jakich zwykle tam nie było. T- rex był już naprawdę blisko. Zbyt blisko. Poczuł, jak od ziemi, przez całe jego ciało przechodzi fala energii - niby błyskawica wystrzeliwująca ze wszystkich okolicznych roślin. Uniósł rozczapierzone dłonie na wysokość żeber, jakby podnosił niewidzialne hantle.
Z ziemi wystrzeliła fala grubych jak ludzkie ręce korzeni i pomknęła prosto na dinozaura. Uderzyły go w bok z tak ogromną siłą, że zwierz przewalił się na lewo i zarył pyskiem w podłoże. Gdy oszołomiony gad usiłował się podnieść, korzenie oplotły jego tylne nogi. Mocnym szarpnięciem uwolnił się, ale nie na długo.
Za plecami Kaia ziemia wydawała się wrzeć. Wypluwała kolejne gęste wiązki korzeni i łodyg, przypominając rozeźloną ośmiornicę bijącą pięściami wroga.
Rośliny uderzały T-reksa, oplatając mu tylne łapy i pysk coraz mocniej i ciaśniej. Po chwili sploty były tak silne, że siła zwierza zawiodła. Mimo wszystko wierzgał i pomrukiwał gardłowo, marszcząc pysk i tłucząc ogonem.

Chłopak również kipiał z wściekłości. Jego włosy i ubrania miotały się z wiatrem wywołanym przez pęd roślin. Mina Kaia zdradzała brak jakichkolwiek pohamowań. Teraz już nawet nie przejmował się tym, co dzieje się z innymi - czuł tylko potrzebę atakowania wroga aż do jego zmiażdzenia;
Pomimo iż gad był już obezwładniony, korzenie wciąż go oplatały, niekiedy wbijając się w ziemię i przybijając zwierza do ziemi. Jeszcze chwila i łuskowany agresor zniknie, zamknięty w kokonie z morderczych roślin.
 
 

Little Boy
[Usunięty]



Wysłany: Nie 06 Wrz, 2015 03:33   

Trzynaście lat to chyba za mało, żeby musieć się mierzyć z takimi problemami, a zresztą o czym ja tu w ogóle mówię - pięćdziesiąt lat też nie wystarczyłoby, żeby sobie poradzić z faktem, że jest się śmiertelnym niebezpieczeństwem dla społeczeństwa. Szczególnie, że Chris bardzo chciał być częścią tego społeczeństwa - jak każdy dzieciak - tymczasem jedyne na co mógł sobie pozwolić, to oglądanie ludzi przez okno swojego pokoju, bo pięć minut poza nim wystarczyło, żeby zmienić rutynową lekcję w walkę o przetrwanie.
Co prawda chłopiec nie był pewien, czy pozostali uczniowie wiedzieli, z kim mają do czynienia i czym grozi przebywanie w jego towarzystwie, ale dość jasnym było dla niego, że nagłe zwiędnięcie roślin w zasięgu kilku metrów i poparzenie ludzi, którzy znaleźli się zbyt blisko, zwieńczone jasnym komunikatem pt. "uciekajcie" to wystarczający powód, by posłuchać jego życzenia i zwiać... przynajmniej dla Chrisa (co prawda jego psychika wykształciła chyba wyłącznie mechanizmy ucieczki i obrony, ale stresujące wychowanie i spaprane dzieciństwo nie dały mu niestety większych możliwości), jednak ludzie zebrani na boisku widocznie mieli zupełnie inne plany.
Świadomość Chrisa była szczelnie odcięta od jakichkolwiek czynników zewnętrznych - każdą część swojego umysłu skupił na próbach powstrzymania eksplozji - tak uczyli go rodzice i to było dla niego oczywistą, a zarazem jedyną reakcją w podobnych sytuacjach, jednak tym razem podczas jego ataku pojawił się czynnik, którego do tej pory nigdy nie odczuł: dotyk. Oczywiście mama i tata często go przytulali, ale nigdy podczas ataku. Kiedy tylko Chris tracił nad sobą kontrolę, rodzice przerażeni odsuwali się od niego, bo - mimo że w potrafili osłabić, a czasem wręcz zupełnie wyciszyć jego moce, to nigdy nie byli pewni, czy kolejnym razem też się uda - wszyscy żyli więc w ciągłym strachu, że może następny wybuch przyniesie nie tylko strach, ale faktyczne szkody, a może nawet śmierć, i mimo, że chłopiec miał w nich jakieś tam oparcie, to żył z ciągłą świadomością, że w trakcie ataków jest zdany wyłącznie na siebie i musi sam znaleźć sposób, żeby się opanować. I właśnie z tego powodu ten dotyk był w stanie dotrzeć do odizolowanej świadomości trzynastolatka. Chris otworzył oczy i zobaczył, że obok niego klęczy jakaś obca dziewczyna. Jego pierwszą reakcją był paniczny lęk przed zranieniem jej, który spowodował kolejną falę gorących promieni wyemitowanych z jego ciała, dopiero po kilkunastu sekundach młody Flinch zdał sobie sprawę, że rudowłosa potrząsa nim i chyba próbuje go uspokoić, a co najważniejsze - nic nie robi sobie z piekielnej temperatury w najbliższym otoczeniu Little Boy'a - owszem na jej twarzy widać było z trudem powstrzymywany grymas cierpienia, ale wszelkie rany, które powodowało ciepło natychmiast się goiły, dopiero po chwili do uszu chłopca dotarł jej głos, a jeszcze dłuższą chwilę zajęła mu próba poskładanie usłyszanych głosek w wyrazy, a wyrazów w pełne zdanie, a kiedy już poskładał jakoś całą wypowiedź, to jego rozum nie był w stanie jej od razu przetworzyć - zadane pytanie w kontekście scen rozgrywających się na boisku dla obciążonego walką ze samym sobą mózgu Christophera wydawało się wręcz abstrakcyjne. No w gruncie rzeczy Alice właśnie wytykała bombie brak kultury i pytała, jak ta się nazywa. Co prawda nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji (bo nikt na boisku nie miał pojęcia, z kim tak naprawdę miał do czynienia), ale za to Chris miał przed sobą cały kontekst sytuacyjny, który - gdyby nie strach - pewnie by go nieźle ubawił.
Chłopiec chciał odpowiedzieć, ale jednocześnie bał się jeszcze bardziej odwracać swoją uwagę od walki z eksplozją, która za chwilę mogła nadejść, a świadomość, że na boisku ciągle przebywają ludzie, potęgowała (i tak już silny) stres, czego efektem był ciągły wzrost temperatury.
- Uciekajcie... ja mogę... zaraz ... wybuchnąć - z trudem wycedził przez zaciśnięte zęby chłopiec, po czym ponownie utracił panowanie nad sobą i zamknął się w swoim umyśle, w którym trwała właśnie prawdziwa batalia i najprawdopodobniej tylko starania panny Mosley powodowały, że batalia ta nie została jeszcze przegrana, a chłopiec utrzymywał swoje ciało w jednym, konwulsyjnie drżącym, kawałku.
 
 

Alice Carter
[Usunięty]



Wysłany: Nie 06 Wrz, 2015 12:11   

Uf jak gorąco! Tak chyba szła jakaś bajka dla dzieci nie? Faktycznie było gorąco jak w piekle, niemal nie było czym oddychać. Sam chłopak był gorący jak ogień i to buchające z niego ciepło, jak z reaktora! Dobrze, że ktoś polewał ich zimną wodą. Czekając na odpowiedź chłopca i walcząc z wciąż zanikającym i odnawiającym się bólem oparzeń, Alece zarejestrowała rozkazy nauczyciela, odczuła też wstrząsy wywołane szaleniem dinozaura na drugim końcu boiska. Niezła jatka. Ciekawe, kto był większym zagrożeniem, dinuś czy nastoletnia bomba atomowa? O ile Lucynka nikogo jeszcze nie zraniła, o tyle chłopak... z tego co udało mu się wydyszeć, chyba mógł wybuchnąć. No to by było pozamiatane...
Przez jej świadomość przetoczyło się pytanie... ciekawe czy Twoja moc pozwoliłaby to przeżyć Alice? Jakby coś ją rozerwało na strzępy, albo jak bomba atomowa zwyczajnie wyparowało... to raczej i jej moc by nie pomogła. Cóż, tym bardziej, mogąc teraz robić z niej dobry użytek, wciąż ściskała przerażonego dzieciaka. Nie walczyła z tym sama, Mercury się zbliżał, Sara najwyraźniej też działała na jego emocje, bo dał radę się odezwać. Jeszcze trochę wysiłku i na pewno uda im się go uspokoić i zapobiec tragedii.
-A chcesz? - Zapytała z zadziorną nutką w głosie, nie musiała ssię nawet zbytnio strać przebić chaosu w koło, była tuż nad uchem chłopaka, który swoją drogą wciąż się nie przedstawił. Alice stawiała, że młodzik raczej nie chciał wybuchnąć... to oznaczałoby jego śmierć i ich wszystkich na boisku, no i kto wie co ze szkołą...
-No dalej dasz radę młody. My nie zostawiamy swoich! - Zawołała do niego na pokrzepienie i ścisnęła go nieco mocniej w objęciach. Jego rodzice, mogli dobrze działać na jego stres i strach, koili jego moc, ale byli tylko zwykłymi ludźmi, którzy inaczej nie mogli się jej przeciwstawić. Tu był otoczony osobami, w większości młodymi i nastolatkami, którzy tak jak on, byli inni, tak jak on potrafili być niebezpieczni i czasem nie panowali nad mocami, ale którzy trafili tu, bo chcieli czuć się dobrze, bezpiecznie i uczyć się jak panować nad sobą, jak współpracować z innymi i jak wykorzystać dobrze swoje zdolności... co akcja obecna chyba w jakimś stopniu udowadniała. W końcu nikt nie uciekł z boiska w popłochu (chyba), każdy skupił się i starał opanować swój kawałek boiska. To było wspaniałe! Dzieciaki, normalnie, każdy inny, z własnymi problemami i nieokiełznaną mocą, starały się wykazać i stanąć na wysokości zadania! Można? Można!
-Nie bój się. Nie zostawimy Cię samego. Mamy chłodzenie, zaraz ugasimy ten reaktor. - Dodała lekko żartobliwie. Co mogła innego, poza trwaniem przy chłopcu i staraniem się dodać mu wiary w siebie i otuchy?
 
 

Sassa
[Usunięty]



Wysłany: Pon 07 Wrz, 2015 22:04   

Sassa parsknęła śmiechem widząc nieporadne poczynania Lussy w ciele T-rexa. Faktycznie. Te gadziny mają takie krótkie łapki, jak wszyscy mówią. Ale gdy zobaczyła grę w piłkę w jej wykonaniu... Zapomniała całkowicie, że jest w trakcie zajęć z nowym nauczycielem - mało brakowało, a ze śmiechu leżała by na trawie.
To wszystko było wręcz absurdalne. I na serio zaczęła się zastanawiać czy aby na pewno dobrze zrobiła przyjeżdżając tutaj. Chociaż z drugiej strony... Kilkanaście minut na boisku pozwoliło jej zobaczyć, że nie jest największym dziwadłem na świecie.

Gdy Alice i Danielle zaczęły rozmawiać o błędach poczynionych przez uczniów w starciu z Mercurym milczała. Nigdy nie interesowały ją walki. Ani taktyki. Ani strategie. Nawet ze sportów wolała te, które byłaby w stanie wykonywać w pojedynkę. I szczerze mówiąc ogrom emocji zgromadzonych wokół niej przyprawiał ją o zawrót głowy.
Ale przecież miała uczyć się panować nad mocą, prawda? Więc nie zamierzała w żaden sposób marudzić.

Nagle wyczuła ( tak, w zasadzie tak właśnie było) kogoś nowego. Młody blondynek jak jej się zdawało niezbyt entuzjastycznie postanowił do niech dołączyć. Chyba nie do końca zdawał sobie sprawę z tego na co się pisze. uśmiechnęła się do siebie.
Nagle dinozaur, który nagle stracił zainteresowanie piłką zrobił coś przerażającego. Powitał przybysza. I stało się jeszcze coś gorszego - młody zaczął się zmieniać?

Dziewczyna poczuła, że robi się jej gorąco. I nie miało to nic wspólnego z jej zdolnościami, a z temperaturą otoczenia.
W zasadzie nie wiedziała co ma zrobić, nadmiar emocji zebranych zaczął ją przytłaczać, gdy nagle usłyszała polecenie wydane w jej kierunku.
Spięła mięśnie i zacisnęła szczęki. Spojrzała w kierunku nauczyciela i lekkim skinieniem głowy dała mu znak, że rozumie.

Skupiła cała uwagę na chłopcu, który wyglądał, jakby miał zaraz wybuchnąć. Zrobiła kilka kroków w jego kierunku, co może nie było do końca mądrym posunięciem, ale nie wiedziała dokładnie jak to wygląda z jej zdolnością manipulowania emocjami - co innego zmiana humoru mamy, a co innego uspokojenie żywej elektrowni atomowej.

Utkwiła spojrzenie w Chrisie i wysyłała mu cały spokój i opanowanie na jaki było ją stać.
O nie mój drogi. Dzisiejszy dzień był zbyt emocjonujący, żebyś teraz miał to zniszczyć... pomyślała, gdy chłopak ostrzegał o tym co mogło się stać.
Dziewczyna robiła swoje.
 
 

Naiade
[Usunięty]



Wysłany: Pon 07 Wrz, 2015 22:38   

Ej!
Taka była reakcja Kai na zniszczenie jej śnieżki przez Ryana.
-Jak Pan to zrobił? - krzyknęła w jego kierunku. Była ciekawa. Autentycznie.
Gdy Alice i Danielle zaczęły analizować sytuację sprzed kilku chwil uśmiechnęła się leciutko. Przypomniało jej się jak razem z Hectorem i Sandersem ćwiczyli obronę. I ataki. No dobra. Oni atakowali, a ona się broniła.

δράση - drási̱

Teraz zaczęła się akcja. Dinozaur zarył pyskiem o ziemię, a dziewczyna (może niezbyt mądrze) parsknęła śmiechem na jego poczynania. Gdy zaczął bawić się piłką chciała podrzucić mu troszkę większą kulę śniegu (albo lodu) do zabawy, ale nie zdążyła.
Gdy Kai stwierdził, że jest miło roześmiała się wesoło. Już dawno tego nie robiła. I Chyba było jej to potrzebne.

Gdy zobaczyła nowego kolegę skinęła mu głową, ale zaraz podskoczyła przestraszona, słysząc ryknięcie T-rexa. Nigdy, ale to nigdy do tej pory nie słyszała takiego odgłosu. I w sumie nie dziwiła się, że chłopak również był zaskoczony. Co prawda nie do końca pojęła co się wydarzyło zaraz po tym. Poczuła tylko jak para wodna w powietrzy dookoła nich zaczyna się skraplać.

Bystrym okiem zauważył, że chłopiec drży. Ale nie miała pojęcia co to może oznaczać.
W mgnieniu oka rudowłosa Alice doskoczyła do niego i objęła mocno. Z tego co zapamiętała Naiade, dziewczyna miała zdolność uleczania. I samoregeneracji. Bardzo przydatna zdolność!
Słysząc polecenie z ust dziewczyny skinęła głową. Zgodziła się że teraz to będzie chyba najrozsądniejszym działaniem.
Wyciągnęła dłoń w kierunku rudej i blondynka, podchodząc trochę bliżej.
Zebrani dookoła mogli wyczuć, że powietrze wokół nich zaczyna się schładzać. Kaia sukcesywnie obniżała temperaturę powietrza poprzez schładzanie pary wodnej w nim zawartej. Co prawda nigdy nie udało jej się jeszcze zamienić padającego deszczu w śnieg (lub grad, co za różnica?), ale z tym zadaniem powinna sobie poradzić. Jeszcze chwilka... Jeszcze chwilka...
Słyszała jak Alice uspokaja chłopaka. Była pod wrażeniem, że wytrzymuje takie ciepło. Mimo swoich działań nadal czuła gorąco. Takie samo gorąco jak to, które można było wyczuć na rozgrzanej, kamienistej plaży Krety.

Skupiona dziewczyna usłyszała swoje nazwisko.
Combo? uśmiechnęła się lekko i stanęła tuż obok nauczyciela, jednocześnie odkręcając butelkę wody. Wylała całą jej zawartość, i używając swojej mocy przeniosła w kierunku strumienia d'Argento-Cambio, by po chwili powrócić do obniżania temperatury, zarówno powietrza jak i strumienia. Wymagało to wiele skupienia, i niestety nie przez cały czas działania udawało jej się utrzymywać obie czynności.
Zwłaszcza, że kątem oka obserwowała poczynania Ryana, a gdy zaczął się zbliżać do walczącej dwójki, ruszyła z nim ramię w ramię. Nie zwracała uwagi na resztę. W tej chwili była tylko ona i woda. Jak za starych czasów.
Gdy jej skupienie przerwało ostrzeżenie chłopaka, pomyślała że szkoda, że nie ma tu Meduzy. Ona w trzy sekundy poradziłaby sobie z mocą blondyna.

-Alice ma rację. Poradzimy sobie. - wymamrotała.
 
 

Mercury
[Usunięty]



Wysłany: Wto 08 Wrz, 2015 15:41   

Ryan stanął nad Christopherem. Mimo, że nie należał do najwyższych mężczyzn w Instytucie i tak górował mocno nad chłopcem. Nie wyglądał jednak strasznie, a raczej komicznie, z jedną ręką wyciągniętą pionowo w górę i spowijającą ich parasolem wody, a drugą wysuniętą przed siebie. Położył ją powoli na ramieniu chłopca. Jego skóra zasrebrzyła się błyskawicznie, gdy część skóry została wręcz unicestwiona przez temperaturę, a komórki ciała Ryana wzbudziły się, by naprawić ubytek.
- Teraz słuchajcie, dalej zajmę się tym ja. Dziewczynki, pomóżcie Daniell i Kaiowi, dobrze?- Mówił spokojnie, bo - podobnie jak Alice - nie musiał zważać na ból. Oczekiwał, że obie młode damy odpuszczą i pozwolą mu spróbować w jakiś sposób ustabilizować temperaturę otoczenia.
- A teraz, młody przyjacielu, sobie porozmawiamy.- Uśmiechnął się Ryan. Całe jego ciało ponownie zaczęło wchodzić w srebrną Formę Rtęci. Strumień wody osłabł, po czym ustał zupełnie, a te krople, które jeszcze wisiały w powietrzu zaczęły parować szybciej. Ryan nie musiał się tym przejmować - w obecnej postaci był raczej niezniszczalny, czego nie można jednak było powiedzieć o otoczeniu i jego podopiecznych. Ciekły metal zafalował i zaczął się jakby rozlewać, począwszy od dłoni leżącej na ramieniu Christophera. Nie ściekał jednak na boisko, a otulał chłopca, pokrywał go od stóp do głów błyszczącą masą, wręcz wchłaniał do wnętrza siebie.
Po chwili sylwetki Ryana nie było już na boisku, a temperatura zaczęła maleć. Pozostał tylko pokryty srebrnym metalem Christopher Flinch.
- Nie bój się.- Wyszeptał głos tuż przy jego uchu.- Nie udusisz się, możesz swobodnie odetchnąć. Jeśli teraz puszczą ci hamulce, pochłonę wszystko, co uwolnisz. Generujesz ciepło, prawda?-
Ryan pozostał świadomy, jako żywy metal. Był teraz jakby odwrócony na lewą stronę, żeby utrzymać destrukcyjnego chłopca wewnątrz siebie i tym samym móc z nim rozmawiać, a jednocześnie nie pozwolić mu na zniszczenie czegokolwiek. A nawet, gdyby coś poszło nie tak, to... cóż... najwyżej nauczyciel historii umrze.
 
 

Little Boy
[Usunięty]



Wysłany: Wto 08 Wrz, 2015 17:04   

"No dalej dasz radę młody. My nie zostawiamy swoich!" - słowa te zadźwięczały w głowie Christophera, jak jeszcze nigdy żadne zdanie wypowiedziane do niego przez rodziców. Owszem, kochali go, ale to była miłość rodzicielska, więc w pewnym sensie nie mieli wyjścia - musieli go kochać. A ta dziewczyna pokazała, że zaakceptowała go, nawet mimo tego, co w tej chwili z jego winy działo się na boisku, że jest częścią tej szkoły, nawet jeśli nikt go jeszcze nie zna. Dla Chrisa znaczyło to wiele, bo to właśnie strach przed akceptacją otoczenia trzymał go przez prawie tydzień samotnie w pokoju. Słowa Alice w połączeniu w mocą empatek zaczynały działać - przez chwilę można było odczuć spadek temperatury, ale wtedy z bezpiecznego uścisku dziewczyny wyrwał go Mercury. Chłopiec był tak skupiony na próbach powstrzymania swojej mocy przed wybuchem, że nie słyszał jego słów - zorientował się, że ktoś nowy jest w pobliżu, dopiero, kiedy przestał czuć dotyk Alice, a zamiast niego po jego ciele rozpływa się metal. Jego pierwszą reakcją była panika - chłopiec miał zaciśnięte oczy, więc nie widział całego zajścia, a kiedy zaczęła się na niego wylewać dziwna, gęsta i ciężka ciecz, to po prostu bał się ponownie otworzyć oczy - obawiał się, że ktoś stwierdził, że jego moc do tego stopnia wymknęła spod kontroli, że nie ma już sensu próbować go powstrzymać, i trzeba go unieszkodliwić. W tej sytuacji w jego głowie natychmiast pojawiła się myśl, że musi walczyć o życie (a przynajmniej wydawało mu się, że to walka o życie - nie znał tu nikogo, a trudno było się po nim spodziewać, że w takiej sytuacji będzie trzeźwo myślał - szczególnie, że całe życie był trzymany pod kloszem rodziców i ciągle słyszał opowieści, że mutanty nie są może lubiane przez ludzi, ale inne mutanty często są dla nich dużo bardziej niebezpieczne - przecież jego ojciec i matka od wielu lat uciekali przed sobie podobnymi). Pierwszym pomysłem, jaki narodził się jego głowie był... wybuch.
Tak więc Chris po prostu odpuścił. Zwolnił wszystkie blokady, które jeszcze chwilę temu powstrzymywały go przed autodetonacją i właśnie wtedy usłyszał szept nauczyciela, jednak na jakąkolwiek reakcję z jego strony było już za późno - nie kontrolował mocy nawet na tyle, żeby w mniejszym stresie powstrzymywać promieniowanie, a teraz znalazł się w sytuacji ekstremalnej i rozpoczął już proces, którego nie umiał powstrzymać. Na efekt nie trzeba było długo czekać - nastąpiła szybka implozja, która spowodowała, że całe wyemitowane przez chłopca promieniowanie, zostało przez niego ponownie wchłonięte, a potem - no cóż, potem był już tylko wybuch. Nie była to może potężna eksplozja, jednak jej siła była na tyle duża, że powstała fala uderzeniowa, która niosła ze sobą ładunek promieniowania, co znacznie zwiększało niebezpieczeństwo dla osób znajdujących się bezpośrednim otoczeniu chłopca.
Ciało Chrisa zostało rozerwane na strzępy, a jego świadomość zgasła. W tym momencie był tylko kupką materii, która przez najbliższy czas będzie próbowała się poskładać ponownie w ludzką formę.
 
 

Alice Carter
[Usunięty]



Wysłany: Wto 08 Wrz, 2015 17:45   

Alice zdążyła poczuć lekki spadek temperatury. Chłopiec chyba się uspokajał. Starania rudej przynosiły efekty, do tego prysznic w lodowatej wodzie też robił swoje... nie zapominajmy też o wysiłkach naszej empatki!
Gdy Mercury zjawił się nad nimi i wydał polecenie... cóż, Alice nie była go pewna. Jej obecność i głos chyba koił strach młodzika, a po słowach, że go nie zostawi miała go zostawić?...
-Wszystko będzie dobrze. - Szepnęła i niechętnie, ale pozwoliła nauczycielowi przejąc chłopca. Szybko spojrzała w stronę Tyrcia i ekipy. Chyba sobie radzili, rośliny ładnie tam dawały czadu w krępowaniu gada. Tam była bezużyteczna, a bała się zostawić sytuację tutaj. Nie znała mocy nauczyciela... okej zmieniał się w rtęć, ale czy posiadał jakąś samoregenerację, albo niewrażliwość na gorąco czy wybuchy?
Szybko podjęła decyzję, tamci nie byli ranni, nikt nie potrzebował jej pomocy więc została i bez zastanowienia znowu zaczęła działać. Gdy tylko Mercury owinął go sobą, tak że chłopiec wyglądał teraz... w zasadzie to nie wiadomo jak co, bo Alice nie widziała nigdy czegoś podobnego... w każdym razie niezły kaftanik.
Kaftanik, który przecież wciąż pozostawał nauczycielem, który w środku miał bombę atomową... Nie dobrze. Ona by się przestraszyła, gdyby zostawała owinięta czymś takim, a ten mały...?
Dziewczyna położyła obie dłonie na Mercurym, mając nadzieje, że nie kładzie ich tam gdzie nie trzeba, no i co... no i pozwoliła płynąć mocy. Leczyła nauczyciela najmocniej jak potrafiła. Zakładała zły scenariusz... nagły wzrost temperatury i prawdopodobnie obrażenia mężczyzny, a kto wie czy nie wybuch... W najgorszym scenariuszu może jej moc pozwoli przetrwać "kaftanikowi" eksplozję? A jeśli nie i "kaftanik" nie wytrzyma, to chyba sobie pofruwa...
 
 

Mercury
[Usunięty]



Wysłany: Wto 08 Wrz, 2015 18:44   

Najdonioślejszym skutkiem eksplozji Chrisa było zafalowanie kilku ostałych jeszcze w jego najbliższym sąsiedztwie źdźbeł trawy. A, no i wilgotny, mlaszczący odgłos, kiedy "kaftanik" (jak to plastycznie nazwała w myślach Alice) został praktycznie rozsmarowany po całej okolicy. W miejscu, w którym jeszcze chwilę wcześniej nauczyciel historii kładł rękę na ramieniu nowego, przestraszonego ucznia obecnie nie było nikogo.
Srebrne kleksy zaścielały boisko, rośliny, barierki, kosze, drzewa, nadając otoczeniu niespodziewanego waloru, a jednocześnie zmuszając patrzących do pewnej refleksji nad życiem i śmiercią.
 
 

Mirage

I scare people




Imię i nazwisko: Daniell 'Dani' Moonstar
Pseudonim: Mirage
Data urodzenia/Wiek: 12.08.1996/17 lat
Zdolności: Empatyczne iluzje, więź z zwierzętami
Znaki szczególne: Zawsze ma z sobą wisiorek z kłem wilka
Dołączył: 07 Mar 2015
Posty: 343
Wysłany: Wto 08 Wrz, 2015 18:58   

Mirage dalej utrzymywała więź empatyczną z Tyranozauro-Lussy. Tak ją uczyli do tej pory, tak jak robiła nie raz i nie dwa z Rahne. I jakoś nigdy źle na tym nie wyszła. Tym większe było jej zdziwienie następnymi wydarzeniami... a dokładniej uczuciami.
A poczuła ból. Niesamowity ból i przejmujący strach. Zwierzak cierpiała. Dani doskonale czułą to cierpienie, ten ból związany z roślinami oplatającymi się wokół ciała czarnej gadziny, strach wywołany nienaturalnie zachowującymi się drzewami i krzakami. Po raz pierwszy czuła aż tak intensywnie emocje! I niestety, ale ta panika zaczęła i jej się udzielać. Wiedziała, że powinna zerwać "połączenie", albo chociaż zapanować nad swoimi emocjami, ale było już za późno.
-Przestań! Przestań, przestać, przestań, PRZESTAŃ! - Krzyknęła na Kaia. - To boli! A ona może umrzeć! Rozumiesz? PRZESTAŃ! To wciąż jest Lussy! Nie wolno ci jej krzywdzić! - Wrzasnęła po raz kolejny i znowu rzuciła się w środek zamieszania. Tym razem zręcznie przedarła się między roślinami podbiegła do Spirita. -Masz ją uwolnić! Natychmiast, rozumiesz! Możesz ją ZABIĆ! - Złapała go za ramię i kilka razy mocno potrząsnęła.
A potem stało się coś dziwnego. Kai zobaczył jeden z swoich największych lęków: Zobaczył, jak jedna z jego gałęzi owija się i zaciska na szyi Alice. Widział, jak dziewczyna walczy o każdy oddech, ale widział też, jak bardzo bezsensowna jest ta walka. Widział, jak w przyjaciółce gaśnie życie. Zobaczył, że jak jego moce pozbawiły życia jego najlepszą przyjaciółkę. Zobaczył, jak zabił jedyną osobę, której na nim zależało.
Wszyscy inni z kolei także byli światkami tej sytuacji, z jedną drobną różnicą - Dla nich obraz był zamazany, niewyraźny... jakby ktoś próbował pokazać im to za pomocą projektora skierowanego na rzadką, różową mgłę. A na środku tej sceny stała przerażona Daniell.
Tak, tak. Mirage po raz pierwszy od niepamiętnych czasów straciła kontrolę nad swoją mocą i przywołała największy lek młodego pół-Szweda. Wszyscy nie licząc niego bez problemu domyślili się, że mają do czynienia z jakąś iluzją, on jednak jako jedyny widział tą scenę jako kompletnie realne zajście. Jako coś, dziejącego się tu i teraz.
-Ja przepraszam, ja na prawdę nie, wybacz, nie chciałam... - łkała cicho zrozpaczona szatynka. Nawet nie wiedziała, kiedy ugięły się pod nią kolana i wylądowała tyłkiem na boisku. Indianka nie widziała świata poza swoją projekcją lęków szkolnego kolegi. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że jej więź empatyczna z Lucynką została zerwana. Była po prostu w szoku. Siedziała teraz i w kółko mamrotała przeprosiny, tracąc kompletnie kontakt z otoczeniem.




Fear hits you like an icepick to the base of the skull.


Strój na Galę Golden XR Awards

 
 

Kai Lawrence
[Usunięty]



Wysłany: Wto 08 Wrz, 2015 20:13   

Chłopak działał.
Po prostu wylewał z siebie całą wściekłość, wszystkie negatywne emocje, jakie tłumił w sobie przez te wszystkie lata. Z lubością wywoływał z ziemi kolejne rośliny. Czuł ciepło, jakie przepływało przez niego, gdy kolejne pnącza zaplatały się ciasno niczym pięści wściekłego boksera wokół ciała tyranozaura. Jego twarz rozdarł nieznany, sadystyczny uśmiech. Chyba nawet nie zorientował się, że to się stało, ale nie zwrócił na to uwagi. Usłyszał tylko głuchy pomruk, a potem coś na rodzaj stłumionego ryku... a może to był krzyk? W każdym razie niósł się przez tkanki roślin aż do mózgu rozszalałego chłopaka.

Gdyby tylko usłyszał wołania Indianki... ale nie słyszał. Podświadoma fascynacja rozjarzonymi jak gwiazda emocjami działała jak klapki na oczy, które zakłada się koniom na ogłowie - Kai poza celem nie słyszał i nie widział nic. Dosłownie. Nawet potrząsanie nie wybiło go z rytmu - no, może przez chwilę zdziwił się, że jego ciało zadrgało.
Ale teraz jego w tym ciele nawet za wiele nie było. Kai był dosłownie w każdej roślinie w obrębie kilkunastu metrów. Był każdym źdźbłem, każdym drzewem, krzewem i kwiatem. Jego ludzkie ciało było tylko czymś jak dworzec centralny, z którego wyjeżdżają masy pociągów.

I być może właśnie z powodu tego niezwykłego skupienia, jak i również swoistego rozszczepienia bunt w jego umyśle tak bardzo go zaskoczył. Tym buntem było coś na rodzaj wizji. Na początku nie puszczał. Zignorował tę dziwną anomalię i dalej oplatał gada roślinami… sobą.

Potem dostrzegł rudą czuprynę Alice – tak, jakby jakaś część jego świadomości oderwała się od zadania, jakie wykonywał i skupiła się na kimś z otoczenia. Tak przynajmniej sądził. Nawet nie zauważył, jak niechcący jedna z gałęzi pobiegła w stronę przyjaciółki. Chciał ją odwołać, ale roślina… nie słuchała go. Uderzyła w dziewczynę i zaczęła oplatać się wokół jej szyi.

Nie wiedzieć czemu, Kai dostrzegł, że wszystkie pnącza, począwszy od tych na dinozaurze, zaczynają płonąć same z siebie. Płomień pobiegł aż do jego rąk, niby po ścieżce benzyny.
Po sekundzie całe boisko staje w płomieniach. Nie rozumiał, dlaczego – skąd ten ogień? To nie miało sensu!

Kai krzyknął. Zupełnie opuścił roślinność oplatającą dinozaura i skupił się na tej jednej, jedynej gałęzi, która uniosła szarpiącą się Alice do góry. Dziewczyna wierzgała i wiła się, a Kai nic nie mógł z tym zrobić. Jego nogi stały się ciężkie, jakby stał w grudzie ołowiu. Wyrywał się do przodu, ale za każdym szarpnięciem czuł, jak traci czucie w nogach.
Wszędzie był ogień. Dym gęstniał, a przecież byli na otwartej przestrzeni…

Chyba. Nagle na podłoże zaczął sypać się… tynk. Za nim rozgrzane do czerwoności deski stropowe.
Kai miał wrażenie, że wszystko wokół niego wiruje i trzęsie się.
Starał się nie spuszczać z oczu Alice, ale nie było to łatwe. Gdy jednak wreszcie na chwilę zobaczył ją w całości, stało się coś podłego.

Roślina nie tylko przyduszała dziewczynę, której ubrania płonęły, ale i nagle przekręciła się niby w dwie przeciwne strony i… skręciła jej kark.

Lawrence wrzasnął, zdzierając sobie gardło. Nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Nie chciał. Patrzył z niedowierzaniem na martwe ciało przyjaciółki. Ze łzami w oczach osunął się na kolana.
- Nie, nie, nie..! – powtarzał, wpierw krzycząc, a potem stopniowo jego głos przygasał.
Zobaczył, jak ta zdziczała gałąź więdnie i opada na ziemię, wypuszczając bezwiedną Alice na ziemię. Płomienie rosły, a dym spowił wszystko, co Kaia otaczało. Ogień pochłonął całą wizję.
Chłopak skulił się, przyciskając ręce do brzucha i płacząc. Nawet nie zauważył, gdy i jego ubrania, a potem ciało zajęły się ogniem.

Możliwe, że wizja wywołana przez Mirage była tylko podstawą. Całą krwawą otoczkę wywołały buzujące emocje chłopaka. Jak mniemam nikt nie widział tego wszystkiego tak, jak Kai. Inni widzieli jak przez mgłę tylko to, co podrzuciła im Indianka.
Jednak zyskała to, co chciała. Rośliny oplatające tyranozaura zamarły w bezruchu. Jeśli stwór do tej pory nie zginął, była szansa, że jeszcze chwilę pożyje.
 
 

Lussy Graywood
[Usunięty]



Wysłany: Wto 08 Wrz, 2015 20:44   

Zacznijmy od wersji T-rexa.

T-rex, jako wolny zwierz, którego właściwie nikt nie był w stanie pokonać (tak przynajmniej podpowiadał mu instynkt) zdziwił się, gdy został uderzony i obalony przez jakąś dziwną siłę. Był przekonany, że nie widział niczego na tyle dużego, by to coś mogło go powalić.
Mózg prehistorycznego gada nie był w stanie zbyt dobrze zrozumieć, co właściwie się z nim działo.
Jedyne co mógł robić, to walczyć. Tak nakazywała mu jego wewnętrzna "instrukcja". Walczyć, póki można i póki tylko się da.
Ale po chwili jego nogi zostały skrępowane. Wpierw zdołał je uwolnić, ale potem coś, co je oplatało, unieruchomiło go na dobre. Czuł coraz większy nacisk. Wkrótce nie mógł zaczerpnąć tchu. To, że zaczął odczuwać ból, dotarło do niego dopiero po dłuższej chwili. Chciał wydać z siebie ryk, ale nie mógł nawet oddychać. Rzucał się jak pstrąg wyciągnięty na brzeg za pomocą cienkiej żyłki...

Właśnie.

Żyłki.

Teraz jedyną cząsteczką, jaka została w tym wielkim cielsku z człowieczyny, była tylko cieniutka, bardzo mocno naciągnięta żyłka życia.
Lucyna była przerażona. Nie potrafiła nic zrobić. Nie widziała dosłownie nic. Całe jej ciało zostało przejęte przez pierwotne instynkty zwierzęcia, w które się zmieniła. Ona była teraz wyłącznie podświadomością i niewielką częścią rozumu. Była przerażona. Nie wiem nawet, czy czuła ból. Ona sama tego nie wiedziała. Co innego czuć ból, lub go nie czuć, a co innego nie wiedzieć, czy się go czuje. Nie mieć świadomości własnego ciała. Jedyne, co jej pozostało w takiej formie był strach.
Chciała krzyczeć, wołać kogoś, by przyszedł jej na pomoc - ona nie miała ust, by to zrobić.
Chciała zobaczyć, co się z nią dzieje i dlaczego - nie miała oczu, by to dostrzec.
Chciała zapłakać, by rozładować cały ten stres - nie mogła tego wykonać bez ciała.

I tu przemknęło jej przez myśl pytanie: Czy tak to wygląda?
Czy jeśli ciało umiera, to właśnie to dzieje się z umysłem? Jest się jak w zamkniętym, czarnym sześcianie, przez który nic nie można zobaczyć, ani nawet powiedzieć, bo i tak nikt nie usłyszy wołania? Czy naprawdę trzeba stać się… pustką?

I tu stało się coś dziwnego.
Nagle dziewczyna zaczęła odczuwać ból. Potworny ból i nieumiejętność nabrania oddechu. Czuła, jak jakiś gigantyczny ciężar łamie jej żebra, jakby były wykałaczkami. Wiedziała, że jej organy wewnętrzne są miażdżone, jakby naciskał na nie walec. Krew gotowała jej się w głowie, uszy przeszywał okropny pisk powodowany ciśnieniem.

W pierwszej sekundzie ucieszyło ją to. Wróciła do ciała. Żyła.
Problem tylko w tym, że ten stan może nie potrwać zbyt długo, jeśli teraz czegoś nie zrobi.
Fakt, że wciąż jej ciało miało postać dinozaura nie polepszał sytuacji. Pomijając strach przed przemianą, zastanawiała się, czy w obliczu tak dotkliwych obrażeń wewnętrznych zmiana, więc skurczenie się ciała nie zabije jej już na amen. Ale z drugiej strony… nie było drugiej strony. Albo zostanie tak, jak jest, i umrze, albo zmieni postać… i też umrze.

Chyba jednak wolę, by mój grób nie zajął połowy cmentarza – pomyślała.
Ha, co za ironia. W obliczu śmierci do głowy przychodzą beznadziejnie głupie pomysły.

Mająca mroczki przed oczami dinozaurzyca skupiła się i po chwili była z powrotem człowiekiem.

Niestety… martwym człowiekiem.

Ostatnim, co zapamiętała, było błogie uczucie lekkości i trzask drewna ocierającego się o drewno tuż nad nią.
 
 

Alice Carter
[Usunięty]



Wysłany: Wto 08 Wrz, 2015 22:15   

Alice ledwo zdążyła poczuć, że jej moc płynie, gdy dłonie dziewczyny odebrały wibracje. Trwało to sekundy, może nawet nie. Chwila moment i było po wszystkim. "Kaftanik" pękł jak zbyt mocno nadmuchany balon. Pochłonął jednak całą energię wybuchu, dlatego nikomu, nawet jej, nic się nie stało... poza umazaniem srebrną, gęstą cieczą, która jeszcze kilka minut temu była nauczycielem. Ruda stała z wstrzymanym oddechem, opuszczaną japą i wytrzeszczonymi oczami tak jak stała chwilę wcześniej - z wyciągniętymi przed siebie rękoma. Czy właśnie przed nią zginął chłopiec i wykoksany nauczyciel?! NAPRAWDĘ!? Mimo szoku jej mózg pracował na najwyższych obrotach i rejestrowała wszystko co działo się na boisku, znaczy no jej zmysły... wszystkie to pomruki, wrzaski, trzeszczenie gałęzi i szał roślinności...
Kto by pomyślał, że z rutynowej lekcji kooperacji, urządzonej przez Mercurego, wyniknie takie coś... Gdy jej płuca zapukały do mózgu, że pieką i chcą tlenu wzięła wreszcie głęboki oddech i otrząsnęła się rozglądając. Chaos, to mało powiedziane. To była jakaś masakra! Co prawda Al nie widziała sceny z iluzją wywołaną przez indiankę, ale sądząc po krzykach źle się działo. No i koniec końców Dani była na ziemi mamrocząc coś nieprzytomnie, Kai klęczał i krzyczał coś, szlochał i też wyglądał na mało świadomego. Z resztą kto poza nią był?! Spojrzała na El... o ile szkody fizyczne potrafiła leczyć, o tyle psychiczne... raczej nie, a tu było tak gęsto od wszelkich emocji, że normalnie ruda je czuła w powietrzu a co dopiero niedoświadczony empata, który miał problem w pokoju pełnym nastolatków, a co dopiero na polu walki o życie!
Kto miał teraz koordynować ten chaos? Dało ssię to w ogóle zrobić? Rozglądając się dostrzegła, że pnącza oplatające tyrcia znieruchomiały, a sam tyrcio chyba się zmniejszał wydając przy tym jakieś agonalne odgłosy (?). ŻLE! Nie mogła się rozdwoić, żeby pomóc wszystkim. Szybka orientacja!
Mirrage i Kaiowi nie mogła pomóc w tej chwili, chyba nikt nie mógł. Musięli sami się ogarnąć i uspokoić, czarnowłosa animantka potrzebowała prawdopodobnie pomocy, bo znieruchomiała i ucichła leżąc wewnątrz tej istnej skrzynki z roślin. El, też potrzebowała pomocy. Kluczem więc była Kaia. Jeśli po wybuchnięciu dzieciaka i nauczyciela Kaia nie zemdlała, nie uciekła, lub nie umarła z wrażenia, to pierwsze słowa, w zasadzie twardy rozkaz był skierowany właśnie do niej.
-Weź się w garść! Zajmij się Eleną! Empatką. Skup na sobie całą jej uwagę, to jej nieco pomoże! Jeśli nie zabierz ją stąd! - Krótko i na temat. Jeśli jednak Kaia była w szoku, albo słabo kontaktowała, to Alice pospiesznie, acz stanowczo nią szarpnie, wstrząśnie potrząśnie, by ocucić, a nawet da z liścia, by ją obudzić. Nie było teraz czasu jeszcze na płacze i lamenty! Sytuacja nie była opanowana!
Dopiero wtedy ruszy pędem w stronę klatki. Minie wszystkich bez spojrzenia. Mając nadzieję, że Kaia da radę pomóc El, sama dopadła do pnączy i po tym jak znalazła lukę przecisnęła się przez nią do środka nie zważając na to jak bardzo porwie sobie ubranie i się podrapie. Oparzenia zdążyły się już zregenerować i poza faktem bycia umazaną nauczycielem, wszystko było z nią ok... no i była calutka mokra, jakby z jeziora wyszła, ale to już w ogóle nie istotne!
Padła na kolana przy czarnowłosej i migiem sprawdziła jej podstawowe funkcje życiowe. Nie oddychała, pulsu brak... diagnoza... jedna - śmierć.
-O nie!! - Wrzasnęła. I to nie był lament a zapowiedź walki. -Tak łatwo to się nas nie pozbędziesz! - Dodała, odwróciła ciało dziewczyny na plecy i położyła jej dłonie na strzaskanej piersi. Nieźle była połamana, pewnie też obrażenia wewnętrzne, ale... była jeszcze ciepła, od ustania akcji życiowych nie minęło więcej jak pół minuty... wciąż miała szansę! Alice nie bawiła się w masaż serca czy sztuczne oddychanie, bo i po co, skoro dysponowała czymś znacznie potężniejszym i wydajniejszym?
Natychmiast uwolniła moc. Nigdy wcześniej nie działała tak szybko, tak mocno... no może po wypadku samochodowym, kiedy leczyła matkę, ale to słabo pamięta i to był moment przebudzenia mocy, więc się nie liczy. Klatka piersiowa czarnowłosej nagle podskoczyła do góry, gdy połamane kości żeber wróciły na swoje miejsce i scaliły się na nowo. Płuca się zregenerowały, wszystkie dziury i stłuczenia, krew została wchłonięta. Organy wewnętrzne się odbudowały. Reszta kości się nastawiła i scaliła, serce też było całe i zdrowe, zdolne do bicia, ale nie biło. Płuca nie nabierały powietrza.
-No dalej kurwa!!! - Wrzasnęła zmęczona po kilku minutach intensywnej pracy. Moc wciąż płynęła, ale Alice nie czuła już żadnych rezultatów. Ciało było w pełni odbudowane, świeżutkie, ruda cofnęła wszelkie ślady degradacji tkanki mózgowej i nie tylko, spowodowane niedotlenieniem, Lucynka wyglądała spokojnie, jakby spała, ale wciąż była martwa.
-ŻYJ!!!! - Krzyknęła przez łzy. Moca nic więcej nie mogła zdziałać. dlaczego jednak nie oddychała? Dlaczego serce nie biło?! Nie rozumiała, ale nie potrafiła się poddać.
Raz jeszcze przyłożyła ręce do piersi dziewczyny i puściła moc. Cofnęła kolejną degradację, ale wciąż niż, żadnej reakcji. Łzy popłynęły jej po i tak mokrej twarzy.
Impuls.
-ŻYJ!!!! - Wrzasnęła jeszcze raz, ale tym razem już nie uwolniła mocy. Jeśli to nie pomoże to nic nie da rady. Zacisnęła prawą dłoń w pięść i uderzyła w odpowiednie miejsce na mostku czarnowłosej. Jej mama nazywała to ekstremalnym masażem serca. Gdy zwykłe zawodziło, czasem pomagało takie, silne, czasem nawet brutalne, ale cóż... bywało tak, że sere potrzebowało impulsu. To być może też.
Raz...
drugi...
trzeci...
W końcu czarnowłosa była jeszcze kilka minutt temu tyranozaurem!
-ŻYJ!! - czwarty...
 
 

Mirage

I scare people




Imię i nazwisko: Daniell 'Dani' Moonstar
Pseudonim: Mirage
Data urodzenia/Wiek: 12.08.1996/17 lat
Zdolności: Empatyczne iluzje, więź z zwierzętami
Znaki szczególne: Zawsze ma z sobą wisiorek z kłem wilka
Dołączył: 07 Mar 2015
Posty: 343
Wysłany: Sro 09 Wrz, 2015 14:58   

Daniell jako jedyna widziała równie realną wizję jak Kai. Wiedziała też dokładnie, co się dzieje. To właśnie dlatego zareagowała tak a nie inaczej na utratę kontroli nad swoją mocą. Zaraz, gdy tylko skończyła się "wizja", przed oczyma stanęła jej sytuacja po której straciła Dziadka, jak przyzwała wizję jego śmierci... i to, że parę godzin później stało się to rzeczywistością.

Mimo wszystko Mirage spróbowała wziąć się w garść. Zwalczyła (przynajmniej chwilowo) apatię i strach i smutek. Powoli wstała na nogi i rozejrzała się po boisku... które z jakiegoś dziwnego powodu stało się całkiem ciche i... spokojne? Fakt ten, mimo, że został zarejestrowany przez Indiankę, jeszcze do nie nie dotarł. Tak jak czasem idąc ulicą mija się ludzi - widzisz człowieka, schodzisz mu z drogi... ale gdyby ktokolwiek spytał się Widziałeś tego faceta w stroju klauna? Prawie na ciebie wpadł! musiałbyś się odwrócić, bo nikogo takiego nie widziałeś! Tak było i teraz z tym spokojem i ciszą.

Dani najpierw podeszła do Kaia. Mechanicznie, jakby to ktoś inny sterował jej ciałem, sprawdziła, czy z chłopakiem jest wszystko w porządku. Wydawało się, że nie odniósł żadnej rany, że fizycznie nic mu nie grozi.
Czyli jest dobrze... nie zrobił sobie krzywdy - Pomyślała, rozglądając się nieobecnym wzrokiem i ruszyła dalej.

Skupiła wzrok na miejscu, gdzie jeszcze niedawno był Mercury i Christopher.
Gdzie oni są? - Przemknęło jej przez myśl, gdy powoli szła w tamtym kierunku. - Boisko jest w miarę całe... może udało im się opanować tego nowego, a teraz zaprowadzili go ambulatorium? Tak to ma sens. Tylko co tu robi tyle tego srebrnego?

Następnie skierowała kroki w kierunku dziewczyn.
-Hej wszystko w porządku? Nic wam się nie stało? - Spytała, ale jej własny głos dobiegał do niej jakby z oddali. - Zobaczycie co z Kaiem? Chyba nie jest ranny, ale na pewno będzie potrzebował pomocy Alice... A właśnie, gdzie ona jest? - Pomyślała na głos i znowu rozejrzała się po boisku.
-I gdzie jest Lussy? Wiecie, ta od tyranozaura. - Zapytała dalej nie przytomnie i ruszyła w kierunku dzikiej zieleniny. Po woli zaczynało do niej docierać, co może oznaczać ten pozorny spokój, choć wciąż podświadomie wypierała tę wiedzę.

-Al, co się stało... Co z Lussy? - Zapytała, widząc klęczącą nad kimś dziewczynę. Dopiero po kilku sekundach (które dla Dani trwały godziny), zobaczyła nad kim klęczy Rudowłosa. - Lussy! Wszystko z nią w porządku? Szybko! Musimy zabrać ją do ambulatorium! I gdzie jest Ryan? I ten nowy? Oni już tam poszli i zostawili nas tu same? - Krzyczała nerwowo. Widok młodszej koleżanki, leżącej nieprzytomnie wśród pnączy podziałał na nią jak wiadro czystej kofeiny. - Elen! Sara! Kaia! Szybko do mnie! Trzeba ją zanieść do ambulatorium! Weźcie też Kai'ego! Al, ustabilizowałaś ją na tyle, że można ją przenieść? Super! Idziemy! - Dziewczyna w ogóle nie zwracała uwagi na słowa czy działania innych. Nawet na to, że praktycznie tylko Alice słyszała ją dobrze, a reszta mogła nawet nie usłyszeć jej rozkazu. Mimo wszystko dalej byłą w szoku wywołanym zarówno wizją, jak i cierpieniem Zwierzaka. Chwyciła ostrożnie dziewczynę pod ręce, licząc, że ktoś złapie ją za nogi i ruszyła w kierunku budynku.

//z.t Podziemia -> Korytarz (wraz z Lussy i chętnymi - kto idzie, ma się zgłosić do Jane po uprawnienia)




Fear hits you like an icepick to the base of the skull.


Strój na Galę Golden XR Awards

 
 

Sara Mosley
[Usunięty]



Wysłany: Pią 11 Wrz, 2015 13:17   

To co działo się na jej oczach przekraczało skalę wyobraźni Sary. Sceny rodem wyjęte z filmu Science Fiction. Przeżyła wiele niebezpiecznych sytuacji szególnie w trakcie podróży. potrafiła nawet obronic staruszkę w trakcie napadu na sklep chociaż nie była jakoś specjalnie szkolona. Jednak teraz nie była w stanie zgrywać bohaterki to było juz za wiele...po wybuchu potknęła się raczej ze strachu niż przez podmuch. Usiadła boleśnie na tyłku, a kiedy jej szeroko otwarte oczy dojrzały, że jak reszta otoczenia obrzucina jest srebrnymi plamkami wydałą z siebie krótki okrzyk przerażenia. Zerwała się na równe nogi zrzuciła z siebie swetr i odsuneła sie od niego poczym trafiła na trawie na kolejną taką kropkę odskoczyła i poczuła jak łzy znaczą jej policzki. Chciała przetrzeć je dłońmi ale tez miały mieniące się ślady. Rozpłakała się. Jej psychika nie zniosła faktu, że ona i cała okolica jest oblepiona restkami ciałą człowieka, który był ich nauczycielem. Mózg dość elastycznie przyjmował możliwości posiadania mocy i zmienienia kształtów ale nadal oleistą metaliczną ciecz kojarzył z ciałem historyka. W jednej chwili była świadkiem śmierci dwóch osób. Jedna po prostu wyparowała a dróga była wszędzie.

Nie wiedziała jak długo trwała w tym amoku. Lamenty Kaia zlewały się z otoczeniem, to ruch ją wyrwał ze szponów bezwładności. Mirage biegła w stronę kłębowiska korzeni. Patrzyła jak ciągnie Lussy pobiegła za nimi bez zastanowienia. Głowa pulsowała bólem przepełniona emocjami. Skupienie na celu pomagało i bieg...Ruch powoli ożywiał zdrętwiały umysł. Można było wyłączyć otoczenie i podążać za jednym obiektem.

// z t. Podziemia -> Korytarz
 
 

Kai Lawrence
[Usunięty]



Wysłany: Sob 12 Wrz, 2015 22:31   

Kai Jeszcze przez długą chwilę kulił się na ziemi, płacząc. Gdy jednak ponownie podniósł głowę, dostrzegł, jak rzeczywistość zaczyna drgać i rozmywać się. Zmarszczył brwi i zamilkł, widząc, jak to, co widzi, powoli przyciera nieco inny kształt. W pewnym momencie wyglądało to tak, jakby ktoś nałożył na siebie dwa niewyraźne obrazy i zaczął nimi obracać. A potem jeden z tych obrazów zaczął zanikać, a drugi - wyostrzać się. Spojrzał w stronę ciała Alice i poczuł, jak przewraca mu się w żołądku. Dziewczyna zaczęła po prostu znikać. Rozmyła się w powietrzu, jakby ktoś zdjął kalkę z jego oczu.
A następnie dostrzegł jej rudą czuprynę w zupełnie innym miejscu. Biegła w stronę kokonu z roślin.

- Ep...ep...eeee... - jęknął, wyglądając jak jeden wielki znak zapytania.

Z wrażenia nie mógł się ruszyć, więc po prostu patrzył, jak najpierw Al rozrywa jego rośliny, jak wchodzi do środka kokonu, a chwilę później na spółę z tamtą Indianką wyciąga na boisko jakąś czarnowłosą dziewczynę.
Zamrugał. Przecież Alice przed chwilą zginęła i niemożliwym było, by tak po prostu…
Chwileczkę.
Przez jego głowę przemknęła myśl: Przecież to szkoła dla mutantów. Może Al tak umie… ale… ten obraz… Zaraz. Ta Indianka…

- CHOLERA! WLAZŁA MI DO GŁOWY! – krzyknął poirytowany.
Zerwał się na równe nogi, ale nie zakodował, dokąd poszły. Dlatego też wkurzony podszedł do kokonu, który sam stworzył i przeszedł przez wyrwane przez rudą przejście.

- O rany. Co ja narobiłem… – jęknął, gdy dostrzegł na podłożu i gałęziach ślady krwi.

Cofnął się i wstał na nogi. Z wytrzeszczonymi szeroko oczami, spojrzeniem utkwionym w ziemię i przeczesując złote włosy palcami, ruszył przed siebie. Nagle przystanął, bowiem natknął się na coś dziwnego.

- Metal? - powiedział. Rozejrzał się. Wokoło wszędzie były plamy metalu. Na początku zmarszczył brwi, nie rozumiejąc, o co chodzi.
Potem zaczął łączyć fakty z tym, co działo się przed jego atakiem na t-rexa.
Ten dzieciak tworzył ciepło. Piroman? Nie... Raczej nie. Wyglądał bardziej, jakby chciał wybuchnąć czy coś.
Mercury..e.. na pokazie zmienił się w miedź, czy coś... Zaraz. Gdzie Mercury?
- pomyślał, po czym oniemiał i wpił spojrzenie w plamę metalu przed sobą.

- No nie no... To są żarty jakieś.

Stał tak, gapiąc się na tą kupkę metalu i usiłując zrozumieć, co tu zaszło, gdy on zgłupiał.
Po co Włoch, jeśli to faktycznie on, miałby zmieniać się w stal? Bo to chyba stal. Ale zaraz. Na pewno chciał pomóc temu dzieciakowi. Skoro dzieciak groził wybuchem, a Merc zmienił się w stal... może chciał mu jakoś pomóc? Powstrzymać...? A w takim razie ten dzieciak... Gdzie on się podział? - zamyślił się.

- Em... profesorze? - spytał przyklęknąwszy przy plamie stali. Nie wiedział, jak zwracać się do gródki metalu, więc spróbował tak.
 
 

Mercury
[Usunięty]



Wysłany: Czw 17 Wrz, 2015 18:13   

Srebrzyste, ciekłe odpryski drżały lekko na słońcu. Zdawały się falować i kołysać, a nawet wrzeć. Coś wewnątrz nich wirowało, ale nie można było stwierdzić, co to było, ponieważ gładka powierzchnia odbijała wszystko wokół z perfekcją lustra.
Co więcej, plamy poruszały się. Wolno, jakby każde drgnienie w odpowiednim kierunku wymagało od nich niezwykłych sił, wszystkie odpryski zdawały się dążyć ku temu samemu punktowi w przestrzni - gdzieś na płaskim, nie do końca zniszczonym przez walkę kawałku boiska.
Kai mógł obserwować ten powolny ruch przez jakiś czas, gdy pozostawał w zamyśleniu. Jednak dopiero, gdy się odezwał, nastąpiło coś, w rodzaju przełomu. Do tej pory leniwe i niemrawe plamy srebrzystego metalu teraz poruszył się energiczniej, zdradzając silniej swoją płynną naturę. W formie cienkich, błyszczących strumieni zaczęły zlewać się przy linii środkowej w jedną, błyszczącą plamę, która z resztą wkrótce zaczęła sama nadbudowywać się w strukturę przestrzenną. Gdy ostatnie drobinki srebrnej mazi przyłączyły się do odpowiednich miejsc, na płycie boiska stał, błyszcząc w świetle słońca srebrzysty humanoid. Nagle masa jakby zaczęła wchłaniać się do wnętrza samej siebie...

Ryan przeczesał włosy ręką i poprawił marynarkę. Sprawdził pobieżnie, czy ma wszystkie guziki przy koszuli i uśmiechnął się po swojemu.
- No cóż, to było interesujące, nie prawda? Chłopcze, możesz już zacząć się zbierać.- Rzucił w nieokreśloną przestrzeń. Potem skierował oczy na Lawrence'a.
- Ach, Kai. Doskonała robota, chociaż pod koniec trochę cię poniosło, prawda? Zdaje się, że coś przydarzyło się pannie Graywood, ale nie jestem pewien... nigdy nie lubiłem chłonąć świata niezmysłowo.- Zaśmiał się.
- Myślę, że powinniśmy teraz przejść się trochę, odwiedzić mój gabinet, a panna Halston dołączy do nas, gdy tylko nowy kolega gdzieś się tu pojawi. Zgoda?-
To mówiąc schował ręce do kieszeni i ruszył w kierunku szkoły.

//do klasy HiL
 
 

Kai Lawrence
[Usunięty]



Wysłany: Nie 20 Wrz, 2015 12:44   

Chłopak odskoczył, gdy bryłki stali zaczęły falującym ruchem zbliżać się do siebie. Długie igły metalu dążyły ku sobie, by po chwili, tuż przed oczami Kaia, uformować się w coś o kształcie człowieka. Pierwsze co przyszło mu na myśl, to był manekin w centrum handlowym (w którym był tylko kilka razy w życiu), a potem Ironman czy coś. Później metal niby wchłonął się, a przed chłopcem stał uśmiechnięty Mercury.
Blondyn patrzył na profesora z szeroko otwartymi oczami. Nie odpowiedział na jego słowa, tylko bezgłośnie i być może troszkę bezmyślnie ruszył za nim w stronę szkoły. On nawet nie chciał postarać się zrozumieć. To wszystko strasznie go przytłoczyło i nie był w stanie myśleć.
//z Mercurym
 
 

Little Boy
[Usunięty]



Wysłany: Pon 04 Sty, 2016 14:29   

Wszechobecny chłód raczej nie zachęcał do przychodzenia na boisko. Tym bardziej nie czyniły tego wspomnienia wydarzeń, które zaszły tutaj kilka miesięcy temu. Niemniej jednak fakt, że nikt od dawna tu nie zaglądał był dziwny. Przecież zginął tu chłopiec. Jeden z uczniów szkoły uległ autodestrukcji, a dyrekcja, nauczyciele, inni uczniowie - wszyscy najprawdopodobniej udają, że nic się nie stało. Co gorsza, rodzice chłopca też nie mieli najwyraźniej ochoty, żeby dowiedzieć się, co u niego. Czyżby śmierć trzynastolatka naprawdę nikogo nie interesowała?
Tymczasem kilka tygodni jaźń Chrisa uległa przebudzeniu. Trwało to długo, ale biorąc pod uwagę, że Little Boy ledwie panuje nad swoimi mocami, szczęściem jest fakt, ze w ogóle do tego doszło. W domu rodzice zawsze służyli mu pomocą w podobnym sytuacjach, wydawać by się mogło, że w szkole dla mutantów też ktoś się nim zaopiekuje. Najwyraźniej ktoś się bardzo pomylił oddając Chrisa w ręce Xaviera. Cóż, mylić się ludzką rzeczą... mutanci mają moc, aby ktoś za te pomyłki zapłacił. A ktoś zapłacić przecież musi.
Jak już zostało wspomniane Christopher nie znał swojej mocy i nie potrafił nią manipulować, jednak przez ostatnie kilka miesięcy miał dużo wolnego czasu i tylko jeden cel - poskładać swoje ciało do kupy. Nie było to łatwe i wymagało od niego ogromnych pokładów energii (którą na szczęście potrafił samodzielnie kreować), jednak w końcu się udało. Chris wrócił do świata żywych i teraz stał nagi na boisku, jakby nic się wydarzyło... no, prawie nic. Był nagi (potrafił regenerować siebie, nie swoje ubrania) i bardzo zmęczony. Był znów żywy.

// do hallu
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1211
Wysłany: Sob 23 Sty, 2016 17:39   

Budynkiem szkoły Charlesa Xaviera, a nawet jego podziemną częścią wstrząsnął ogromny huk, a drżenie przypominało lekkie trzęsienie ziemi. Kilka przedmiotów z pewnością spadło ze swoich miejsc, lub się przewróciło. Niektóre książki w bibliotece zsunęły się ze swoich półek, a kilka szyb od strony, z której dobiegł huk pękło. Co się stało? Wybuch bomby? A może atak Sentineli? Niestety, to tylko Star-Lord i jego wesoła kompania dziwnym trafem rozbili się u Charlesa "w ogródku".



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Gambit 





Imię i nazwisko: Remy LeBeau
Pseudonim: Gambit
Data urodzenia/Wiek: 1984/28
Zdolności: Ładowanie materii nieożywionej energią kinetyczną.
Znaki szczególne: Krwistoczerwone oczy oraz blizna pod lewym okiem.
GXRA 2017
Dołączył: 14 Sty 2015
Posty: 337
Wysłany: Sob 24 Sie, 2019 19:08   

Ostatnio Remy nie miał zbyt wiele do roboty. Owszem co jakiś czas przychodził do sali gimnastycznej, by potrenować w samotności. Nie miał jakoś serca, aby zmuszać uczniów szkoły do lekcji. Zresztą sam nie miał ochoty ich prowadzić. Ale wreszcie brak towarzystwa innych zaczął mu doskwierać. Musiał wyjść z pokoju, by nie zwariować. Może i niedawno wrócił do Instytutu ale wiedział, że musi wreszcie wziąć się w garść.
Akurat tego dnia postanowił wyjść na zewnątrz. Ubrał się na sportowo, z sali gimnastycznej wziął piłkę do koszykówki i poszedł na boisko. Chciał coś wypróbować jednak nie wiedział czy mu to wyjdzie. Wykonał parę rzutów do kosza z dwutaktu, parę rzutów za dwa punkty i parę za trzy, aż w końcu stanął na linii rzutów osobistych.
- Kurcze to jest cholernie nudne. Gdyby ktoś jeszcze tu był… - powiedział sam do siebie i spojrzał na trzymaną w rękach piłkę.




 
 

Jubilee 





Imię i nazwisko: Jubilation Lee
Pseudonim: Jubilee, Jubes, Jub
Data urodzenia/Wiek: 10.02.1993r./21 lat
Zdolności: wytwarzanie oraz mentalne kontrolowanie eksplozji plazmatycznych
Znaki szczególne: Żółty płaszcz i różowe okulary
Dołączył: 17 Lip 2007
Posty: 452
Wysłany: Sro 28 Sie, 2019 20:37   

//z próżni

Jubs znowu pojawiła się znikąd. Zresztą jak zwykle. To była jej tajna umiejętność - pojawianie się tam, gdzie ją chcą. Albo nie chcą. Ale zawsze znikąd.
No więc Jubs zjawiła się na boisku. Sama nie wiedziała po co. Po prostu Jubilee-Sense kazał jej się tam znaleźć. A dziewczyna doskonale wiedziała z doświadczenia, że należy słuchać Jubilee-Sense.

O! Remy! - Pomyślała, obserwując mężczyznę z dalszej odległości - Ciekawe, czemu tu sam siedzi... Przecież wewnątrz się tyle dzieje... No, ale skoro jest tutaj... to zrobimy tak! - Stwierdziła, a w jej oczach zaświeciły wesołe iskierki.

Mało kto o tym wie, ale Jubs była wicemistrzynią Bascet-X-Ball, mutanckiej wersji koszykówki. Jednie Nightclawler miał z nią szansę. I Cyclop. I Blindfold. No ale i tak Jubs, wraz z swoimi fajerwerkami była wicemistrzynią. Samozwańczą...
Ale to szczegóły nie rzutujące na ogóły! A ogóły były takie, że Jubs po cichu skradała się w okolice boiska.
Gdy była dostatecznie blisko... Wbiegła na nie, porwała piłkę z rąk nieświadomego jej obecności Gambita i umieściła ją w koszu pięknym wsadem.
-HA! Jubilee win! - Krzyknęła zadowolona z siebie.



Sweetness overload
Avatar credits: Jubilee artwork by Thuddleston

Listen, do you know what the shortest lenght of time is? It's the Planck time. And the longest is the age of the entire universe.
Me? I guess I'm in-between.

 
 

Gambit 





Imię i nazwisko: Remy LeBeau
Pseudonim: Gambit
Data urodzenia/Wiek: 1984/28
Zdolności: Ładowanie materii nieożywionej energią kinetyczną.
Znaki szczególne: Krwistoczerwone oczy oraz blizna pod lewym okiem.
GXRA 2017
Dołączył: 14 Sty 2015
Posty: 337
Wysłany: Pon 16 Wrz, 2019 17:18   

Remy zamyślony patrzył na piłkę i zastanawiał się jak wielkiej energii będzie musiał użyc, by zmienić ją tak jak swoje karty w broń. Co prawda parę razy próbował naładować ją swoją mocą ale po chwili po prostu się cofał. Z jednej strony obawiał się, że może zrobić komuś krzywdę. Z drugiej nie chciał czegoś przypadkiem zniszczyć. Już chciał ponowić próbę gdy nagle piłka zniknęła z jego rąk i trafiła do kosza. Gambit nie za bardzo rozumiał co się wydarzyło. Dopiero gdy usłyszał głos Jubilee zrozumiał, ze musiał być już jakiś czas obserwowany. Przywołał więc na twarz jeden ze swoich uśmiechów i zaczął klaskać.
- Brawo petit cherie. Jednak mogłoby się to dla ciebie źle skończyć. Powiedz od jak dawna tu jesteś? – zapytał jakby od niechcenia. Cóż naprawdę interesowało go coś innego ale nie wiedział czy Jubs się na jego propozycję zgodzi, ale sądząc po jej technice to mogłoby być dość ciekawe.
- Może zagramy jeden na jeden. Tylko bez używania mocy. Co ty na to? – zapytał patrząc na twarz dziewczyny.




 
 

Jubilee 





Imię i nazwisko: Jubilation Lee
Pseudonim: Jubilee, Jubes, Jub
Data urodzenia/Wiek: 10.02.1993r./21 lat
Zdolności: wytwarzanie oraz mentalne kontrolowanie eksplozji plazmatycznych
Znaki szczególne: Żółty płaszcz i różowe okulary
Dołączył: 17 Lip 2007
Posty: 452
Wysłany: Czw 10 Paź, 2019 18:25   

-Jakie petitki? Ja nie jestem cistk... A! Że petit! W sensie mała! - krzyknęła dumna z siebie, że tak dobrze zna ten cały... Kanadyjski. Znaczy Caujińsko-Kanadyjski. - Tylko ja już dawno nie jestem "tylko" uczennicą, a "aż" najlepszą X-Womanką ever for ever! - Wrodzona skromność Jubilee znowu dała o sobie znać.
-No yyy... Dostatecznie długo, żeby nie było to za długo? - ni to spytała, ni stwierdziła. Dziewczyna czuła, że towarzysz coś kombinował. I że widziała co. Tylko... Jeszcze nie wie, co to było to coś.

-Jak to "bez mocy"? Po ludzku? Ale tak jest nudno! Chociaż... No tak. Muszę Ci dać nie fair przewagę, bo w Bascet-X-Ball nie masz ze mną żadnych szans! - Znowu uśmiechnęła się radośnie.

Jubs zabrała piłkę z trawy i przyjrzała się jej z ciekawością. W końcu odwróciła się do Gambia i rzuciła w niego piłką.
-No co tak patrzysz? - Krzyknęła, zdejmując płaszcz, i poprawiając okulary, by lepiej trzymały się w włosach. - Więcej forów nie jestem w stanie Ci dać. Chyba, że się boisz? - dodała, obniżając środek ciężkości i rozkładają ręce.



Sweetness overload
Avatar credits: Jubilee artwork by Thuddleston

Listen, do you know what the shortest lenght of time is? It's the Planck time. And the longest is the age of the entire universe.
Me? I guess I'm in-between.

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018