{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Sanctum Sanctorum
Autor Wiadomość

Dr. Strange 





Imię i nazwisko: Stephen Strange
Pseudonim: Dr. Strange
Data urodzenia/Wiek: 18 listopada 1973 | 40 lat
Zdolności: Magia, uzdolniony wojownik, dostęp do artefaktów
Znaki szczególne: Specyficzny ubiór
Wiek: 46
Dołączył: 15 Lut 2017
Posty: 54
Wysłany: Pon 25 Lut, 2019 22:43   

Strange uśmiechnął się, gdy usłyszał, że Wiedźma wyczuwała budynek. Taaak... wyczuć, że tu coś jest, a skojarzyć co, to dwie, zupełnie różne rzeczy. Przynajmniej w wypadku Sanctum Sanctorum.

- Widzisz, budynek jest chroniony arcypotężnymi zaklęciami. Takimi, których po jego twórcy, pierwszym najwyższym czarnoksiężniku, nikt nie umiałby stworzyć. A przynajmniej takimi, których nie udało się nikomu powtórzyć. Tu powinniśmy być bezpieczni, skoro nawet Dormammu nie może się wedrzeć do środka drogą magiczną. Oczywiście fizycznie da się tu wejść. Więc w pełni bezpieczni nie będziemy, ale sytuacja ze Stark Tower nie powinna się powtórzyć.

Strange mówił to i obserwował kobietę z zaciekawieniem. Poruszała się między wystawkami, a jego na równi interesowała reakcja kobiety na zebrane tu przedmioty, jak i reakcja przedmiotów na kobietę. Wiedział bardzo dobrze, że część przedmiotów z tego pomieszczenia ma swoje własne "ja".

Gdy usłyszał pytanie o Wonga, zaśmiał się. Krótko, ale nie brzmiało to wymuszenie.

- Och nie! Wong to jeden z czarodziejów, oficjalnie moich uczniów, a prawdę powiedziawszy bibliotekarz naszego... hmm... naszej grupy wspólnych zainteresowań. Ale sam zgłosił się do pracy ze mną, dbając o to, żebym głupot nie robił. - Uśmiechnął się, bo Wong nie raz sprowadzał doktora na ziemię i jako jeden z niewielu znał go na tyle, by wiedzieć, że trafić do jego zakutego łba jest dość ciężko i czasem jedynie droga bezpośrednia się sprawdza. Nie dodał, że Wong był również jednym z Mistrzów. Nie było po co.

- Ale dość już. Wróci, to wróci. Jeśli nie, trudno, poradzimy sobie sami.

Zaprowadził Czarownicę do kuchni, gdzie dość sprawnie radził sobie z przygotowaniem przekąski. Wstawił również wodę na herbatę, podał zarówno mleko, jak i cukier i cytrynę. Sam sięgnął po filiżankę i napił się mocnej, gorącej herbaty. Bez dodatków.

Teraz, gdy byli sami, mógł powiedzieć Wandzie nieco więcej.

- Widzisz, miejsce w którym się znajdujemy jest jednym z trzech na świecie. Zostały stworzone, by chronić Ziemię przed atakami istot nie z tego wymiaru. Jest ich więcej, niż można by przypuszczać, a moja... hmm... organizacja od tysiącleci chroni naszą cywilizację. Staramy się być przy okazji niewidoczni. Pozostawać w ukryciu. W przeciwieństwie do grup walczących fizycznie, X-Men, Avengers... my nie dbamy o rozgłos. Z resztą fakt istnienia magii... gdyby się ludzie dowiedzieli.. ehh.. nawet myśleć nie chcę. Wybacz, muszę powiadomić innych o ostatnich wydarzeniach. Przekazać, czego się dowiedzieliśmy, gdyby... gdyby okazało się, że popełniliśmy błąd. To jedna z nudniejszych powinności.

Wszedł po schodach, nawet nie sprawdzając, czy Wiedźma idzie za nim. Nie miał nic przeciwko, zwłaszcza, że powinność faktycznie była nudna. Po prostu zaczął spisywać, fakt, dość szybko, wizję, spotkania, wydarzenia... tak, jak je zapamiętał. Zajęło to kilkanaście minut. Potem podszedł do jednego z portali i przekazał papiery komuś pilnującemu przejść. Ten zapewne skopiuje je i przekaże dalej. Od tej pory wiedza, którą zdobył mogła zostać przeanalizowana i nie pozostawała już tylko w jego głowie.

Podszedł do Sfery Agamotto. Po raz kolejny postanowił zaufać artefaktowi i spróbować odnaleźć zagrożenia na Ziemi. Siedliska obcej magii, mogącej zaszkodzić naszemu wymiarowi. Nie liczył, że znajdzie Mistrza, chociaż i to było niewykluczone.

Zanim jednak zagłębił się w medytację nad kulą, zawołał Wandę.

- Gdyby zaczęło się dziać ze mną coś... nietypowego. Odciągnij mnie proszę od tego artefaktu. Nie spodziewam się w prawdzie niebezpieczeństwa, ale Mistrz może chcieć mimo wszystko spróbować zaatakować. Nie powinno mu się to udać, ale... strzeżonego itd.

Kula nie działała w obie strony, a chronił ją sam Agamotto. Strange nie wierzył w to, by istniał potężniejszy mag, niż sam Agamotto. Co nie znaczy, że Mistrz nie spróbuje...



Kaecilius: How long have you been in Kamar-Taj, Mister...?
Dr. Strange: Doctor!
Kaecilius: Mister Doctor?
Dr. Strange: It's Strange!
Kaecilius: Maybe, who am I to judge?

 
 

Scarlet Witch 

No more...




Imię i nazwisko: Wanda Maximoff
Pseudonim: Scarlet Witch
Data urodzenia/Wiek: 1 grudzień 1987/26 lata
Zdolności: - manipulacja prawdopodobieństwem, tworzenie pól siłowych, teleportacja ludzi i przedmiotów, zdolność latania
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączyła: 21 Sty 2014
Posty: 1346
Wysłany: Sob 16 Mar, 2019 12:28   

- A ty? Potrafiłbyś stworzyć takie zaklęcia? - Zapytała badając grunt z kim dokładnie ma do czynienia. Wanda powoli łączyła fakty, a zarazem z uwagą rozglądała się po pomieszczeniu dając sobie chwilę przy każdej gablocie.
- I właściwie... kim jest... Dormammu? - Zapytała niepewnie wymawiając nieznane słowo, sądząc po wypowiedzi Stragne'a, będące najwyraźniej nazwą własną. Czyżby mężczyzna miał już do czynienia z kimś tak potężnym jak Mistrz? Ta myśl napełniła jej serce jeszcze większą nadzieją.
- Wybacz tę fale pytań, ale mam kolejne - Wychyliła się zza kolejnej gabloty i powolutku ruszyła w stronę Strange'a. Dała mu nawet chwilę na to, by mógł się jakoś wybronić, zaznaczyć, że dość pytań, że nie chce być odzierany z tajemniczości, ale z drugiej strony, czy to nie kolejny krok ku związywaniu nici zaufania? Nie znali się dobrze, właściwie nie było czasu na to by miała okazję poznać się również z członkami Avengers, dopiero teraz przyszła chwila spokoju, więc nieszczęśliwie pytaniami została obsypana osoba, która stała najbliżej, aczkolwiek intuicja podpowiadała, że wszystko się działo nie bez powodu.
- Jak to się stało, że zostałeś magiem? Jakoś trudno mi uwierzyć, że po prostu wrzuciłeś cv do skrzynki na drzwiach tego budynku - Bo tak, nawet coś tak prozaicznego i wtapiającego się w codzienność zaobserwowała Wanda. Zadając to pytanie już siedziała przy kuchennym stole. Przez myśl jej przeszło, żeby pomóc, ale mężczyzna radził sobie ze wszystkim lepiej niż doskonale, dlatego odpuściła i przyglądała się mu z uśmiechem. Sięgnęła po filiżankę z herbatą, skradła również plasterek cytryny, który sowicie zasypała dwoma łyżeczkami cukru.
- Ilu was tu mieszka? Miejsce wydaje się być takie ciche i spokojne, tak jakbyśmy nie znajdowali się w centrum Manhattanu - Jeszcze raz zerknęła w kierunku drzwi, a potem już z nad filiżanki spojrzała na Stephena. Z całą odpowiedzialnością mogła się przyznać, że uwielbiała go słuchać. Potrafił w dość krótki, acz bardzo zrozumiały dla laika sposób przedstawić obraz tego czym się zajmuje i jaki to ma wpływ na świat, co oczywiście zrodziło nowe pytania, ale nie zdążyła ich zadać, ponieważ Stephen oznajmi o swoich powinnościach.
Nie od razu za nim ruszyła. Dała sobie kilka chwil na odsapnięcie i poukładanie informacji oraz... skosztowania najlepszej herbaty jaką kiedykolwiek piła. Nie wiedziała czy to sposób parzenia czy może jakość listków, ale mój boże. Zjawiła się dopiero pod koniec, gdy już przekazywał poprzez portal zwoje papieru.
- Nie lepiej mailem? - Zażartowała podchodząc do Strange'a, ale nie zabawili w miejscu zbyt długo. Gdy wkroczyli do pomieszczenia w którym to pozostawiony sam sobie spoczywał potężny artefakt Wanda jakby... zwolniła nieco kroku. W stanie spoczynku emanował siłą, a co dopiero podczas medytacji Strange'a? Mimo to podeszła bliżej i zapytała.
- Myślisz, że w takim wypadku zwykłe odciągnięcie wystarczy? - Niepewność od niej biła, ale kiwnęła głową, dając tym samym do zrozumienia, że jest gotowa.





Strój na gale

 
 

Dr. Strange 





Imię i nazwisko: Stephen Strange
Pseudonim: Dr. Strange
Data urodzenia/Wiek: 18 listopada 1973 | 40 lat
Zdolności: Magia, uzdolniony wojownik, dostęp do artefaktów
Znaki szczególne: Specyficzny ubiór
Wiek: 46
Dołączył: 15 Lut 2017
Posty: 54
Wysłany: Sro 20 Mar, 2019 20:27   

Strange wręcz mimowolnie odpowiadał. Zdawał się być w pełni szczery, a jednocześnie... jakby też nie mówił wszystkiego. Być może uznawał, że wiedzę należy dostarczać powoli, by uczeń w pełni docenił jej wagę i zapamiętał.

- Czy ja bym potrafił? Nie wiem. Myślę, że zmuszony do ostateczności mógłbym coś podobnego wymyślić. Ale co by z tego wyszło, to... - Zawiesił głos - to przekonalibyśmy się dopiero na samym końcu. Moim lub adwersarza. - nie uśmiechnął się, po raz kolejny uświadomił sobie z kim mają do czynienia w tej chwili. Podobnie jak z Dormammu, jak z Kaeciliusem... Dziewczyna oczywiście musiała zapytać o demona. Ech... co zrobić.

- Dormammu to coś na kształt demona. Istota z innego wymiaru, której celem jest przenikanie do innych wymiarów, spowodowanie połączenia się ich i... włączeniem do jego własnych włości. Niestety Dormammu jest władcą absolutnym, żywiącym się cierpieniem swoich podwładnych i nietolerującym żadnej formy indywidualności. Spotkałem się z nim raz i przypłaciłem to wielokrotną śmiercią. Jak jednak widać, udało mi się wyjść z tego cało. Jak będziemy mieli nieco więcej czasu, z chęcią opowiem Ci jak ten pozorny paradoks da się jednak rozwiązać

Stephen był cierpliwy. Jednocześnie doceniał wytrzymałość jego własnego Mistrza. Czy każdy uczeń jest tak trudny? Tak... upierdliwy, niecierpliwy i bezczelny? Przypomniał sobie swoje początki, okradanie biblioteki, łamanie zasad... tak, chyba jednak każdy. Uśmiechnął się sam do siebie, powodując pewnie delikatne zaskoczenie u Wiedźmy - ot, śmieje się jak głupi do sera.

- Widziałaś moje dłonie, prawda? Kiedyś byłem lekarzem. Z resztą, DOKTOR Stephen Strange to nie jakiś tytuł honorowy. Jestem chirurgiem, a przez wypadek straciłem dłonie. Po długich poszukiwaniach znalazłem jednak coś innego i zrozumiałem parę rzeczy. To długa opowieść, łączy się z nią również Dormammu. Może kiedyś. Jest to jednak historia upadku, a nie bohaterskich czynów i świetlanej przyszłości. Jak historia większości z nas. Mam na myśli oczywiście magów. Każdy z nas coś stracił, coś zyskał i podjął pewne decyzje, które sprawiają, że jest, tam gdzie jest. Coś za coś. - fakt, w ten sposób można mówić godzinami. Strange nie miał ochoty opowiadać swojej historii. Taka zajawka to i tak za dużo. Póki co postanowił posiłkować się truizmami. Przynajmniej w ramach odpowiedzi na pytania o jego własną przeszłość.

Na szczęście Wanda zmieniła temat i zaczęli rozmawiać o Sanctum Sanctorum. \

- Tutaj? W Sanctum Sanctorum? Ja i Wong. Wbrew pozorom aplikacji na stanowisko czarnoksiężnika nie ma wielu, a i nie każdego przyjmujemy. Jest nas oczywiście więcej, kilkudziesięciu. Ale większość mieszka w Kamar-Taj. To nasza... hmm.. główna siedziba. W razie co, jesteśmy w stanie podróżować dość szybko, miejsce jest tylko zmienną, nad którą można zapanować.

Na pytanie o korzystanie z emaila nie odpowiedział. Niektóre rzeczy warto robić po staremu. Poza tym, tak przekazanej wiadomości nikt nie przechwyci. Przekazana z rąk do rąk. Kontakt osobisty.

Gdy rozpoczynał medytację, usłyszał jeszcze pytanie Wandy i dodał

- Tak, powinno wystarczyć, by przerwać kontakt i rozproszyć skupienie. A to wystarczy do zerwania więzi z artefaktem.

Pominął to, że miał na sobie w dalszym ciągu pelerynę, która w wypadku niebezpieczeństwa też swoje zrobi. Nawet jeśli miałoby to oznaczać trzaśnięcie nim o ścianę...


//Dałem znać Charliemu, że tu podglądactwo uprawiamy. Albo coś da znać i się wydarzy, albo popiszemy dalej "bo nic się nie dzieje"



Kaecilius: How long have you been in Kamar-Taj, Mister...?
Dr. Strange: Doctor!
Kaecilius: Mister Doctor?
Dr. Strange: It's Strange!
Kaecilius: Maybe, who am I to judge?

 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1211
Wysłany: Sob 30 Mar, 2019 12:53   

Strange i Wanda:


Stephen skupił się na poszukiwaniach, aby po zaskakująco krótkiej chwili odnaleźć chmarę oczu Mistrza. Mógłby prowadzić swoje badania, sprawdzić kilkadziesiąt innych, pomniejszych zagrożeń i poświęcić czas na znalezienie tych, które próbowały ukrywać się przed mocą Oka, tylko że...

Głupio byłoby zignorować chmarę oczu, otaczających budynek Sanctum.

Czarnoksiężnik przeraził się nie na żarty, gdy spora część oczu w tym samym momencie spojrzała na portal, jaki został otwarty tuż u stóp schodów schronienia.

Wanda zobaczyła jak doktor wykrzywia twarz w strachu, więc odciągnęła go od artefaktu, przerywając rytuał akurat w chwili, gdy Stephen zobaczył jak na przed schodami pojawiła się dwójka gości: obcy mężczyzna i kobieta, która chyba mignęła mu kiedyś podczas wizyty w szkole Xaviera.

Po chwili wszystkie oczy skupiły się na przybyszu.

Loki i Sway:


Tremor albo nie zdążył przejść, albo nie miał najmniejszej ochoty na magiczne krainy i podziwianie widoków.

Kamienica wyglądała jak typowy dom bogatych ludzi, ale poza tym nie zwracała na siebie uwagi. Przechodnie także nie zauważali portalu, choć nieświadomi jego istnienia, zawsze robili parę kroków w bok, aby przypadkiem weń nie wpaść. Typowa okolica NY.

Lokiego przeszedł zimny dreszcz.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Sway 





Imię i nazwisko: Sara Wayland
Pseudonim: Sway
Data urodzenia/Wiek: 25 grudnia 1981, 32 lat
Zdolności: Uzdrawianie, manipulacja pamięcią, niewidzialność
Dołączyła: 22 Lip 2007
Posty: 1525
Skąd: Tucson, Arizona
Wysłany: Sob 30 Mar, 2019 20:15   

Powinna się już do tego sposobu podróżowania przyzwyczaić, ale nadal te portale były dla niej fascynujące i kusiły by je zbadać i dotrzeć do sedna ich działania. Obejrzała się po przejściu przez ramię i zobaczyła tylko fragment twarzy Tremora, który został w pokoju. Ucieszyła się, że zabrała ze sobą swój laptop. Wątpiła coraz bardziej w prawdomówność ich gościa. To już nawet nie jest wdepnięcie w gówno, a wpadnięcie w wielkie szambo.
Spojrzała w górę fasady kamienicy i zrobiła krok w tył, by lepiej się przyjrzeć niezwykłemu okrągłemu oknu na ostatnim piętrze budynku. Przypominało jej dziwne oko wycelowane w niebo.
- Wszystko w porządku? - zapytała, widząc, że Matt dziwnie zesztywniał.
Chwyciła jego dłoń w swoją, nie bardzo samej wiedząc, czy chciała go zapewnić, że nie jest sam, czy w razie czego nie zostać z nim rozdzieloną.




 
 

Loki 

I died, but not really... twice.




Imię i nazwisko: Loki Laufeyson
Pseudonim: Loki
Data urodzenia/Wiek: 3 sierpnia 965 roku | 1048 lat
Zdolności: Kłamca | Manipulant | Iluzjonista || Świetnie posługuje się magią | Posiada typową dla bogów z Asgardu siłę, refleks i wyostrzone zmysły | Diabelnie inteligentna istota
GXRA 2017
Dołączył: 20 Kwi 2014
Posty: 431
Wysłany: Pią 05 Kwi, 2019 21:12   

W duchu to się nawet ucieszył, że Tremor im nie towarzyszy. Im mniej osób, tym mniej wyjaśniania sytuacji magowi, choć ten pewnie już wszystko wie. Pieprzona wróżka.
Czym prędzej zamknął portal i zabezpieczył kilkoma pieczęciami, tak dla pewności. Nie chciał powtórki z rozrywki. Miał też to nieprzyjemne uczucie, że coś jest bardzo nie w porządku. Bardzo bardzo. Nawet wściekły Thor nie przyprawiał go o takie odczucia.
- Tak, wszystko w porządku - odparł, starając się rozluźnić, choć wszystkie lampki alarmowe sygnalizowały coś zgoła innego. Nie zwlekając pociągnął za sobą midgardkę i zapukał do drzwi licząc, że ktoś tam w środku nie bawi się znowu 'artefaktami' i otworzy. Zresztą, nie chciał też tłumaczyć Sway dlaczego nie on sam nie może, ot tak jak normalny człowiek, wejść do środka.



Strój na galę Loki jako "Matt"
main theme Bonus When the end is here
"Jsem Loki z Asgardu a jsem pověřen slavným úkolem."

 
 
 

Dr. Strange 





Imię i nazwisko: Stephen Strange
Pseudonim: Dr. Strange
Data urodzenia/Wiek: 18 listopada 1973 | 40 lat
Zdolności: Magia, uzdolniony wojownik, dostęp do artefaktów
Znaki szczególne: Specyficzny ubiór
Wiek: 46
Dołączył: 15 Lut 2017
Posty: 54
Wysłany: Nie 07 Kwi, 2019 14:37   

Strange nie potrzebował czasu na "otrząśnięcie" się. Jego umysł pracował.

- Hmm... Po pierwsze, Mistrz bardzo interesuje się Sanctum Sanctorum, jednak pradawne zaklęcia wydają się utrzymywać go poza tym miejscem. Po drugie, mamy gości.

Ostatnie zdanie padło w momencie, w którym dało się usłyszeć ciche dość pukanie.

- O wilku mowa. I to dość dosłownie. Z drugiej strony, interesujący zbieg okoliczności, biorąc pod uwagę, że proszono nas o znalezienie właśnie osoby pukającej do drzwi. To będzie... interesujące spotkanie. - stwierdził tajemniczo, odwrócił się i zapraszając gestem Wandę, udał się w stronę drzwi wejściowych, które od razu, bez sprawdzania, kto znajduje się za nimi, otworzył.

- Bardzo miło mi powitać szanownego gościa z Jotunheim. Zaprszam do środka, musimy poważnie porozmawiać. - w tym momencie spojrzał na kobietę i dodał - Panią również miło mi powitać, chociaż nie mieliśmy okazji wcześniej rozmawiać. Doktor Stephen Strange, a to panna Wanda Maximoff. Bardzo mi miło - Wskazał Wandę, stojącą nieco z tyłu, a sam odsunął się nieco, robiąc miejsce, by obydwoje weszli do środka.



Kaecilius: How long have you been in Kamar-Taj, Mister...?
Dr. Strange: Doctor!
Kaecilius: Mister Doctor?
Dr. Strange: It's Strange!
Kaecilius: Maybe, who am I to judge?

 
 

Scarlet Witch 

No more...




Imię i nazwisko: Wanda Maximoff
Pseudonim: Scarlet Witch
Data urodzenia/Wiek: 1 grudzień 1987/26 lata
Zdolności: - manipulacja prawdopodobieństwem, tworzenie pól siłowych, teleportacja ludzi i przedmiotów, zdolność latania
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączyła: 21 Sty 2014
Posty: 1346
Wysłany: Sob 13 Kwi, 2019 17:56   

Pomimo chęci uspokojenia Wandy, że odepchnięcie go od artefaktu wystarczy panna Maximoff nadal odczuwała niepewność. Wiedziała, że ma przed sobą niebywale potężny przedmiot i tak jak w sprawie swoich mocy tak i przed nim bała się, że nie zapanuje nad jego potęgą, gdy przyjdzie taka potrzeba. Nie zamierzała jednak się poddawać i w pełni skupiona wlepiła wzrok w twarz Stephena by wyczekiwać i wyglądać każdej reakcji, która wyda się jej podejrzana.
Zareagowała od razu, gdy zobaczyła przerażenie na obliczu mężczyzny. Złapała go za boki brzucha i przyciągnęła w swoim kierunku ani na moment nie odrywając spojrzenia od jego oczu. Miała obawy, czy tak gwałtowna reakcja nie sprawi mu bólu, ale przez te kilka sekund dostrzegła tylko strach. Wanda nie musiała widzieć obrazów, które miał okazje przeglądać Strange, by poczuć to samo w swoim sercu.
- Wszystko dobrze? - Zapytała nie skrywając troski w głosie. Zabrała dłonie by mężczyzna nie czuł się mało komfortowo, ale on zdawał się nie zwracać na to uwagi. Wiadomość jaką ją uraczył poprawiła samopoczucie o tyle, że wiedziała, że tu faktycznie mogą czuć się bezpieczni i nie skryła swojego zaskoczenia, gdy w tym samym momencie co słowa Strange'a padło pukanie do drzwi.
Wanda udała się z mężczyzną do drzwi frontowych i stojąc kilka kroków za nim zwróciła swoje zaciekawione spojrzenie ku przybyłym. Wyglądała jak zaciekawiona dziewczyna, która właśnie ma okazję zobaczyć prawdziwego jednorożca, a zarazem nie wie jak się przy nim zachować. Póki co raczej była nieufna i powściągliwa, dlatego przywitała ich kiwnięciem głowy.
- Loki brat Thora? - Zmierzyła go ukradkiem szepcząc do Strange'a. Jakoś inaczej sobie go wyobrażała. Bardziej... bardziej...
- Witajcie - Posłała delikatny uśmiech przybyłym.





Strój na gale

 
 

Sway 





Imię i nazwisko: Sara Wayland
Pseudonim: Sway
Data urodzenia/Wiek: 25 grudnia 1981, 32 lat
Zdolności: Uzdrawianie, manipulacja pamięcią, niewidzialność
Dołączyła: 22 Lip 2007
Posty: 1525
Skąd: Tucson, Arizona
Wysłany: Nie 14 Kwi, 2019 20:11   

Kopalnia informacji! A nawet wulkan i to taki w trakcie erupcji. Sara nie mogła się doczekać chwili, w której będzie mogła je wykorzystać by znaleźć coś więcej na temat Matta, a właściwie to Lokiego, skoro Wanda była tak skora to podzielenia się tym nie wystarczająco cicho.
Wciągnęła Lokiego do środka. Raz, by nie stać jak taka sierotka po drzwiami, a dwa, aby pozbyć się tej dziwnej atmosfery, która pojawiła się, kiedy tu trafili.
- Wystarczy Sway, doktorze - zwróciła się do Strange'a starając się aby przypadkiem nie wypsnęło jej się nic w nawiązaniu do słynnego powiedzonka Królika Bugsa albo też będącego żartem z jego nazwiska, do czego pewnie już przez swoje życie przywykł. - Chociaż nie powiem, nie specjalnie mi dobrze brzmi stwierdzenie o poważnej rozmowie. Zwykle zwiastuje jeszcze więcej kłopotów niż te, w które już się wpakowało.
- Cześć - uśmiechnęła się do Wandy, mając nadzieję, że dziewczyna doktora nie potraktuje ich jako zagrożenie, którego należy się jak najszybciej pozbyć.
Na razie jednak przyglądała się ekscentrycznemu strojowi Strange'a i równie osobliwemu wnętrzu, w którym się znaleźli.




 
 

Loki 

I died, but not really... twice.




Imię i nazwisko: Loki Laufeyson
Pseudonim: Loki
Data urodzenia/Wiek: 3 sierpnia 965 roku | 1048 lat
Zdolności: Kłamca | Manipulant | Iluzjonista || Świetnie posługuje się magią | Posiada typową dla bogów z Asgardu siłę, refleks i wyostrzone zmysły | Diabelnie inteligentna istota
GXRA 2017
Dołączył: 20 Kwi 2014
Posty: 431
Wysłany: Sro 24 Kwi, 2019 22:57   

No i, jak zawsze, nasza kochana wróżka nadal nie potrafi ugryźć się w język. Niekoniecznie chciał żeby Sway dostała wszystkie informacje o jego osobie jak na tacy, to za proste przecież.
- Przyzwyczaj się, gdzie byś ze mną nie poszła, tam ktoś będzie chciał "poważnie porozmawiać" - zaakcentował ostatnie słowa charakterystycznym gestem, który mógł oznaczać 'a przez rozmowę rozumiem kopanie mojego tyłka'. A jakby tego było mało, to jeszcze towarzyszka doktora postanowiła wbić mu szpilę w najczulsze miejsce.
- Tak, brat Thora, Wando. Dziękuję, że mi przypomniałaś o jego istnieniu, już prawie miałem dobry nastrój - syknął i zgromił ją wzrokiem. Pewnych nawyków nie da się jednak wykorzenić tak łatwo. Zresztą, kto by się nie wkurzył, gdy stara się jak może, a i tak jest tylko bratem blondyny z młotkiem. Odetchnął głęboko. Nie było sensu brnąć w ten dół, z którego przecież próbował wypełznąć. Kobieta nie była przecież winna, że ktoś ją źle poinformował.
- Czy, jak już się wszyscy znają, możemy przejść do tej rozmowy - spytał Strage'a, w międzyczasie zrzucając iluzję. Tu była i tak już niepotrzebna. - Bo, jeśli moje przypuszczenia są słuszne, to wszyscy obecni na tej planecie mają duży problem i muszę to zwyczajnie skonsultować zanim podeślę Starkowi nową zabawkę do rozgryzienia.



Strój na galę Loki jako "Matt"
main theme Bonus When the end is here
"Jsem Loki z Asgardu a jsem pověřen slavným úkolem."

 
 
 

Dr. Strange 





Imię i nazwisko: Stephen Strange
Pseudonim: Dr. Strange
Data urodzenia/Wiek: 18 listopada 1973 | 40 lat
Zdolności: Magia, uzdolniony wojownik, dostęp do artefaktów
Znaki szczególne: Specyficzny ubiór
Wiek: 46
Dołączył: 15 Lut 2017
Posty: 54
Wysłany: Wto 07 Maj, 2019 22:00   

Strange uśmiechnął się. Reakcja Lokiego rozbawiła go, chociaż nie tak bardzo jak reakcja Sway. Jej oblicze, gdy padło miano Lokiego, rozświetliło się, a radości w oczach nie dało się ukryć. Cóż, być może Loki miał powody, by się ukrywać. Ba, Strange był pewien, że miał i to wiele. Reakcja jednak była wręcz zbyt cudowna, by nie zanotować jej w pamięci. W sumie i tak by ją zanotował...

Strange zaprosił wszystkich do saloniku, wskazał miejsca i jak na dobrego gospodarza przystało, zaproponował herbatę, kawę, a nawet ciasteczka. W końcu rozmowa była poważna, a te prowadzi sie dużo lepiej przy ciasteczkach.

Gdy wszyscy usiedli, Stephen sam sięgnął po jedno z ciasteczek, zachęcając również pozostałych do posilenia się.

- Tak, dobrze przypuszczasz - zaczął Strange, jakby zupełnie nie zwrócił uwagi na to, że jednak chwila już minęła od wypowiedzi Lokiego - Wszyscy na tej planecie, a obawiam się, że nie tylko na niej mają poważny problem - cóż, z całej ich małej grupki, tylko połowa zdawała sobie w pełni sprawę z ilości gatunków i istot rozumnych we wszechświecie.

- Co już wiesz, czego się domyślasz i co mogę zrobić, żebyś chciał z nami współpracować w walce z Mistrzem? - Strange nie owijał w bawełnę, jeśli nie wymagała tego kurtuazja. Wiedział również, że przy Lokim lepiej trzymać się faktów. Póki co pominął rolę Sway, był pewien, że będzie miała do odegrania swoją rolę. Nie mniej jednak, z ich czwórki, najmniej wiedziała właśnie ona. Dla niej może to być szokujące, ale... dla każdego ten moment musi kiedyś przyjść.



Kaecilius: How long have you been in Kamar-Taj, Mister...?
Dr. Strange: Doctor!
Kaecilius: Mister Doctor?
Dr. Strange: It's Strange!
Kaecilius: Maybe, who am I to judge?

 
 

Scarlet Witch 

No more...




Imię i nazwisko: Wanda Maximoff
Pseudonim: Scarlet Witch
Data urodzenia/Wiek: 1 grudzień 1987/26 lata
Zdolności: - manipulacja prawdopodobieństwem, tworzenie pól siłowych, teleportacja ludzi i przedmiotów, zdolność latania
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączyła: 21 Sty 2014
Posty: 1346
Wysłany: Sob 18 Maj, 2019 13:01   

Nie musiała być empatką by wyczuć podekscytowanie kobiety co wprawiało Wandę w bardzo dobry nastrój. Taka osobowość była przydatna w tak napiętej atmosferze tajemniczości, gdy nigdy nie wiadomo czego się spodziewać. Ani nie znała Sway, a o Lokim nie wiedziała nic poza wspominkami Thora, jego postawą wobec brata i... notkami wszem i wobec dostępnej mitologii.
- Cześć - Odpowiedziała na beztroskie przywitanie dziewczyny i delikatnie się uśmiechnęła. Posyłałaby zapewne więcej zaciekawionych spojrzeń, ale spieszyli się do rozmowy, więc po prostu spoważniała, co zresztą ułatwił jej Loki gromiącym spojrzeniem. Chciała mu odpowiedzieć w swój charakterystyczny, wybuchowy sposób, ale darowała sobie już komentarze tylko dlatego, że Strange był obok i nie chciała mu się pokazać z tej... mało dojrzałej strony.
Wanda zajęła miejsce po prawej stronie Stephena i poprosiła o ziołową herbatę. Początkowo wysłuchiwała w spokoju tego co mówił Strange, jednak z czymś nie mogła się zgodzić. Zwróciła swoje spojrzenie w kierunku mężczyzny robiąc przy tym zdziwioną minę.
- "Co możesz zrobić?" Nie sądzisz, że w tym momencie jest to dla dobra nas wszystkich? - Zapytała siląc się na spokojny ton i delikatne słowa, bo troszkę inne pojawiły się w jej głowie.





Strój na gale

 
 

Sway 





Imię i nazwisko: Sara Wayland
Pseudonim: Sway
Data urodzenia/Wiek: 25 grudnia 1981, 32 lat
Zdolności: Uzdrawianie, manipulacja pamięcią, niewidzialność
Dołączyła: 22 Lip 2007
Posty: 1525
Skąd: Tucson, Arizona
Wysłany: Sob 25 Maj, 2019 17:21   

Sway jedynie poczęstowała się ciasteczkiem, chociaż najpierw postarała się się je delikatnie obadać. W końcu diabli wiedzą, czy doktor w dziwnym stroju nie postanowi ich nagle odurzyć, a właściwie to jej, bo Loki najwyraźniej był odporny na takie rzeczy, skoro macanie kamienia go nie ruszyło. Herbatę sobie darowała z uwagi na trzymany na kolanach laptop.
- Brzmi to teraz jak negocjacje o zakładników - mruknęła pod nosem, na tyle głośno by może tylko Loki ją usłyszał.
- Mistrzem? - zapytała lekko zaskoczona. - Gość siebie sam tak na serio nazywa? Bo jeśli tak, to samo to sugeruje, że ma on dość porządnie rozdęte ego. A w takich wypadkach zawsze jest sposób by wbić w nie szpilę.




 
 

Loki 

I died, but not really... twice.




Imię i nazwisko: Loki Laufeyson
Pseudonim: Loki
Data urodzenia/Wiek: 3 sierpnia 965 roku | 1048 lat
Zdolności: Kłamca | Manipulant | Iluzjonista || Świetnie posługuje się magią | Posiada typową dla bogów z Asgardu siłę, refleks i wyostrzone zmysły | Diabelnie inteligentna istota
GXRA 2017
Dołączył: 20 Kwi 2014
Posty: 431
Wysłany: Sob 25 Maj, 2019 21:17   

Wyglądało na to, że mają remis. Po obu stronach tej rozmowy znajdował się jeden mężczyzna o galopującej manii wyższości, czy też przekonaniu o posiadaniu potężniejszej magii niż ten drugi, oraz kobieta o niewyparzonym języku. Różnica polegała na tym, że Oszust doskonale zdawał sobie z tego sprawę i naprawdę pilnował się, żeby nie dać się wciągnąć w grę w ustalanie alfy.

Komentarz Sway litościwie zignorował. To nie był moment na tłumaczenie jak bardzo adekwatne było to porównanie i że właściwie przyszłość całej ludzkości może zależeć od tego, jak potoczy się ta rozmowa. Ale przyjaciółki maga, Wandy, już po prostu nie zdzierżył. Zanim odpowiedział na pytanie Strange'a spojrzał jej prosto w oczy i, zachowując poważny wyraz twarzy, przesłał telepatycznie:
- Nie mam żadnego obowiązku wam pomagać. To nie mój świat, nie mam żadnego obowiązku go ratować ani się nim przejmować. Mogę zostawić was na śmierć. Mogę oddać odłamek Królowej lub sam zanieść go do Egiptu i otworzyć więzienie Mistrza, oddać mu pokłon i pozwolić abyście wszyscy umierali w powolnej i bolesnej agonii razem ze swoim światem. Mogę po prostu znaleźć sobie inną bezpieczną przystań, do której tych dwoje dotrze za dobre kilkadziesiąt lat. Mogę pozwolić się pojmać i wrócić do Asgardu, gdzie spędzę dłuuugi czas w bezpiecznej celi nie myśląc o midgardzie. Jestem na tym świecie o wiele, wiele dłużej od ciebie. Twoja impertynencja i przekonanie, że o niczym innym nie można marzyć jak o poświęcaniu życia w imię rasy, którą Odyn z braćmi stworzyli z nudów, są po prostu irytujące.

Dopiero po chwili skierował spojrzenie na czarnoksiężnika.
- Hm... Domyślam się, że potężna starożytna istota budzi się w Egipcie oraz, że inna potężna persona próbuje tę istotę uwolnić. Wiem, że Królowa nie spocznie dopóki nie osiągnie swojego celu, zaś walka z obojgiem może pochłonąć tysiące istnień, jeśli nie miliardy, a mimo to nie daje gwarancji powodzenia - podsumował gładko tym samym niesamowicie spokojnym głosem, jaki Sway mogła już słyszeć wcześniej, a który nie zwiastował nic dobrego. Znaczyło to tyle, że albo Jotuńczyk jest niesamowicie wściekły, albo bardzo chce żeby waga jego słów dała się odczuć.

- A jeśli już pytasz co mógłbyś dla mnie zrobić, to zostałem niejako ze względów bezpieczeństwa odcięty od własnej pracowni, a potrzebuję zabezpieczyć umysł tej tutaj - wskazał na Sway - i stworzyć zabezpieczenie pewnego odłamka, który jest potrzebny naszym przeciwnikom. - Wysunął przed siebie dłoń i stworzył iluzoryczny obraz kamienia. - Na razie znajduje się on w najbezpieczniejszym miejscu jakie zdołałem znaleźć, ale nie jest aż tak bezpieczne jakbym chciał. - Skoro już mag wykładał karty na stół, to nie zamierzał być dłużny. Zresztą, był to najlepszy i najszybszy sposób prowadzenia negocjacji, a także było mu to na rękę, więc tym bardziej nie było potrzeby tego komplikować.

- Sway... Mówimy tu o istocie antycznej, która mimo zamknięcia przez kilka tysięcy lat nadal żyje i ma wystarczającą moc, żeby próbować mnie zabić z twoją pomocą i obalić pieprzony budynek. I to wszystko na sporą odległość. Ma wszelkie prawo nazywać siebie jak tylko chce - wytłumaczył pokrótce, nie bawiąc się w ładne słowa. - Twoje stwierdzenie to jakby powiedzieć, że Kapitan Ameryka każe się tak nazywać tylko dlatego, że jest obywatelem tego kraju, a naprawdę jest starym łysym idiotą przesiadującym w barach.

- Przy okazji, Strange - zwrócił się do gospodarza - Nie masz wiadomości o szalonej walkirii, która na mnie poluje? I nie, nie mówię tu o Lady Sif.
Dopiero po tym pytaniu zainteresował się ciastkami i herbatą, swoją drogą całkiem niezłymi biorąc pod uwagę zasoby midgardu.



Strój na galę Loki jako "Matt"
main theme Bonus When the end is here
"Jsem Loki z Asgardu a jsem pověřen slavným úkolem."

 
 
 

Dr. Strange 





Imię i nazwisko: Stephen Strange
Pseudonim: Dr. Strange
Data urodzenia/Wiek: 18 listopada 1973 | 40 lat
Zdolności: Magia, uzdolniony wojownik, dostęp do artefaktów
Znaki szczególne: Specyficzny ubiór
Wiek: 46
Dołączył: 15 Lut 2017
Posty: 54
Wysłany: Sob 25 Maj, 2019 23:04   

Strange bardzo uważnie słuchał tego, co mają do powiedzenia wszyscy. Po tym, co powiedziała Wanda jedynie kącik ust powędrował mu delikatnie do góry. Taki... wyuczony grymas stanowiący wstęp do uśmiechu, nie przechodzący jednak w niego.

- Moja Droga - zwrócił się bezpośrednio do Wandy - Zaufaj mi, obecny tu książe Jotunheim ma moim zdaniem wystarczająco wiele powodów, by zarówno nam pomóc, jak i przeszkadzać. Mógłby również opuścić znane nam okolice i udać się w jakieś inne miejsce, pozostawiając nas absolutnie samopas. I o ile ostatnie rozwiązanie w normalnych okolicznościach byłoby mi jak najbardziej na rękę - tu skłonił głowę w kierunku Lokiego, którego imię swoją drogą, nie padło ani razu z ust Doktora - o tyle obawiam się, że bez jego wieloletniej praktyki i kunsztu magicznego, pozostawieni sami sobie, stanowczo zmniejszymy nasze szanse na przetrwanie.

Może to nie był najlepszy moment na naukę negocjacji, a patrząc obiektywnie takie odkrywanie kart przez księciem kłamstwa było kiepskim posunięciem, Strange robiłm to w pełni świadomie. Nie miał pod ręką Thora, który w razie co, wybiłby (dosłownie!) głupie pomysły z głowy brata. Nie miał również Hulka, który zrobiłby pewnie to samo. Loki, mimo swojej przebiegłości i niesamowitej inteligencji, przynajmniej w ocenie lekarza, był bogiem próżnym. Delikatne połechtanie jego ego wbrew pozorom mogło wzmocnić ich pozycję w rozmowie. No i, co pokazał już wcześniej, nie zależało mu na absolutnym zniszczeniu Ziemi. Na złość bratu chciał wybić część mieszkańców, chciał wziąć we władanie całą planetę, ale nie chciał jej zniszczyć. Strange miał swoją własną teorię dlaczego tak było, nie było jednak ani okazji ani czasu, by się jej przyglądać.

Zwrócił się ponownie do Lokiego

- Zaproponowałbym przechowanie odłamka tutaj, obawiam się jednak, że nie będzie to możliwe z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, sam się na to pewnie nie zgodzisz, bo takiego atutu nie oddaje się za bezdurno, a po drugie, spowodowałoby to, że ten budynek stałby się celem numer jeden na liście przeciwników, a że ma on swój własny cel istnienia, nie mogę do tego dopuścić. - Słowa Lokiego o Królowej, próbującej uwolnić Mistrza (albo na odwrót, Mistrza próbującego uwolnić Królową... Strange jednak scalając, co usłyszał od Thora, czego sam się dowiedział i co powiedział teraz Loki skłaniał się ku pierwszej opcji) dodały nieco światła do obrazu, który istniał aktualnie w głowie Maga.

- Uważam jednak, że jestem w stanie pomóc z ukryciem odłamka, jeśli zajdzie taka potrzeba. Możliwe jest oczywiście również włączenie w całą sprawę Lady Sif albo Twojego brata, bo jak pewnie się domyślasz, obydwoje znajdują się teraz na Ziemi. Co się tyczy panny Sway, to powinno jej przynajmniej chwilowo pomóc - sięgnął do kieszeni i podał dziewczynie wpinkę w kształcie dwunastoramiennej gwiazdy. U szczytu każdego z ramion znajdował się jakiś półszlachetny kamień. Dla dziewczyny, ot, blaszka, którą można kupić w dowolnym sklepie spirytystycznym. Może trochę lepiej wykonana, niż przeciętne badziewie za parę dolców. No i wpinka wyglądała na złotą. Niech będzie, 200$ w sklepie. Dla Lokiego - całkiem zręcznie wykonany amulet, którego jedynym celem jest ochrona umysłu właściciela. Na dłuższą metę pewnie nie zapewni ochrony, ale da czas. No i przy okazji powinien rozpraszać również podstawowe iluzje.

- Na więcej nie mieliśmy z Wandą czasu. Jeśli jednak chcesz skorzystać z mojego laboratorium, jestem w stanie je udostępnić.

Coś mówiło Doktorowi, że ostatnie pytanie, zupełnie nieważne, rzucone ot tak, było najważniejszym pytaniem i prośbą ze wszystkich, które do tej pory padły. Niby nic, a jednak...

- Heimdall wspominał, że ma wieści o Walkirii. Niestety, przekazał je bezpośrednio Sif i Twemu bratu. Oczywiście mogę się spróbować dowiedzieć czegoś więcej, ciekaw jestem jednak, co skłoniło ją do zaatakowania Księcia Asgardu? - pytanie również padło mimochodem. Być może Strange mógłby się nauczyć mnóstwa rzeczy od Lokiego, najpewniej Loki wiedział, że Strange wie, że Loki... itd. A co zrobić, skoro gry słowne dalej są tak wspaniałą zabawą!



Kaecilius: How long have you been in Kamar-Taj, Mister...?
Dr. Strange: Doctor!
Kaecilius: Mister Doctor?
Dr. Strange: It's Strange!
Kaecilius: Maybe, who am I to judge?

 
 

Scarlet Witch 

No more...




Imię i nazwisko: Wanda Maximoff
Pseudonim: Scarlet Witch
Data urodzenia/Wiek: 1 grudzień 1987/26 lata
Zdolności: - manipulacja prawdopodobieństwem, tworzenie pól siłowych, teleportacja ludzi i przedmiotów, zdolność latania
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączyła: 21 Sty 2014
Posty: 1346
Wysłany: Nie 16 Cze, 2019 10:09   

Sądziła, że będzie to rozmowa dorosłych osób, ale sromotnie się zawiodła. Wanda bardzo szybko uświadomiła sobie, że zamiast z bogiem kłamstw miała do czynienia najzwyczajniej w świecie z rozwydrzonym bachorem, któremu nic nie można powiedzieć, bo położy się na podłodze i zacznie wierzgać nogami. I nawet by to zniosła, ukojona słowami Doktora Strange'a, wzbudziłaby w sobie ogromne pokłady wyrozumiałości, ale słowa Stephena zostały zakłócone przez głos, który pojawił się w jej głowie. I to był błąd.
Loki niestety popełnił kilka dodatkowych błędów, które mogła mu wybaczyć i jeden... karygodny, poprzez który wezbrały w niej emocje, a skoro zadziałały emocje to i potęga drzemiąca w Wandzie zaczęła się wybudzać. Groźby jakie padły w głowie Szkarłatnej Wiedźmy nie mogły pozostać bez odzewu.
...A potem wszystko wydarzyło się jakoś tak, szybko. Wanda nagle wstała i wyciągnęła dłonie w kierunku Lokiego. Ani się obejrzał, a dwie, poplątane wiązki szkarłatnej mocy wbiły się w jego skronie. Nie robiła mu krzywdy, a przynajmniej nie fizycznej.
- Ostatni raz mi grozisz - Mogło to być zaskoczenie dla pozostałej dwójki, ale cóż mogła poradzić, skoro Loki wykazał się taką odwagą i groźby przekazał jej telepatycznie.
- A skoro w życiu brakuje ci miłości to poczuj ją na własnej skórze - Skumulowała magię ze źródeł jakie tylko miała pod ręką. Chciała by poczuł coś więcej, żeby w jego sercu zalęgło się nieco więcej uczucia, a skoro Sway siedziała zaraz obok to największe ognisko padło na jej dusze, z którą związała Lokiego... ciężko powiedzieć na jak długo, ponieważ Wanda czuła jak traci przytomność. Zemdlona opadła miękko na fotel.





Strój na gale

 
 

Sway 





Imię i nazwisko: Sara Wayland
Pseudonim: Sway
Data urodzenia/Wiek: 25 grudnia 1981, 32 lat
Zdolności: Uzdrawianie, manipulacja pamięcią, niewidzialność
Dołączyła: 22 Lip 2007
Posty: 1525
Skąd: Tucson, Arizona
Wysłany: Nie 16 Cze, 2019 21:06   

- Ta ma imię i jest tu obecna - wycedziła przez zaciśnięte zęby zaczynając powoli żałować, że go w tej cholernej Japonii jednak nie poddusiła mocniej. Może i nie była obeznana z tym o czym rozmawiali, ale nie zamierzała pozwolić by traktowali ją jak dziecko, nawet jeśli wedle metryki Lokiego i standardów świata, z którego pochodził była takowym.

- Co i tak nie zmienia faktu, że ma on o sobie zbyt wielkie mniemanie - mruknęła pod nosem na wytłumaczenie swojego towarzysza odnośnie wielkości Mistrza i jego autonazewnictwie. Przez myśl jej przeszło nawet co by mogła zrobić gdyby jej moc wymazywania pamięci była większa i jakby wyglądało wymazanie pamięci istocie, którą z powodzeniem można nazwać antykiem. I nie, nie miała na myśli Laufeysona w tym momencie.

- ... dziękuję - wydusiła z siebie z lekkim przeciągnięciem pytającym, chociaż jej wypowiedź z całą pewnością była stwierdzeniem. Przyglądała się wpince i kunsztowi jej wykonania, chociaż wedle słów Strange'a została stworzona w pośpiechu. Zdecydowanie jednak nie wyglądała na jakąś tandetę ze sklepu z pamiątkami. Którekolwiek z nich, czy to Stephen czy Wanda, byli odpowiedzialni za jej wykonanie, mieli talent w swoich palcach.

Zastanawiała się właśnie, czy powinna ją przypiąć do koszulki czy też może schować do kieszeni, kiedy to Wanda podniosła się ze swojego miejsca i spojrzała na Lokiego, szkarłatne promienie niczym dziwne wyładowania łukowe wydobywające się z jej palców sprawiły, że szczęka Sway z lekka opadła, a w oczach pojawił się strach. Nie, nie bała się Wandy, ani nawet jej zdolności, jakiekolwiek by one nie były. Obawiała się, że to nie jest Wanda, że ta sama siła, która opętała ją samą w Japonii, teraz dopadła tę młodą kobietę i ta zaczęła atak od nasilniejszej/najstarszej obecnej tu osoby. Przez umysł Sway przebiegła myśl, że ona raczej zostanie zostawiona na koniec, ale marne to było pocieszenie.

Rozmyślania przerwały jej ostatnie słowa Wandy odnośnie miłości i Wayland szczerze mówiąc z lekka zgłupiała. Zdecydowanie nie było to czymś, co mogłoby się wydobyć z tajemniczego Mistrza. Nie wiedziała o nim wiele, ale na pewno nie karałby nikogo niechcianą miłością, albo i nawet chcianą, lecz spróbowałby ich zniszczyć albo chociaż zwrócić przeciwko sobie.

Kiedy Wanda opadła na swoje miejsce zemdlona, Sway nie wahała się ani sekundy. Laptop zsunął się z jej kolan, na szczęście na miejsce, na którym siedziała, a nie na podłogę, a ona sama w dwóch krokach znalazła się przy nieprzytomnej kobiecie, klęcząc obok niej. Jedną dłonią objęła nadgarstek Wandy, szukając pulsu, a drugą delikatnie dotknęła jej twarzy, skupiając myśli na uzdrawianiu.




 
 

Loki 

I died, but not really... twice.




Imię i nazwisko: Loki Laufeyson
Pseudonim: Loki
Data urodzenia/Wiek: 3 sierpnia 965 roku | 1048 lat
Zdolności: Kłamca | Manipulant | Iluzjonista || Świetnie posługuje się magią | Posiada typową dla bogów z Asgardu siłę, refleks i wyostrzone zmysły | Diabelnie inteligentna istota
GXRA 2017
Dołączył: 20 Kwi 2014
Posty: 431
Wysłany: Sro 04 Wrz, 2019 19:27   

Ech, mógł się tego spodziewać. Zbytnio zawierzył, że znajduje się w otoczeniu osób w miarę rozsądnych, przy czym każde z nich posiadało umiejętność telepatii, i może się porozumiewać tak, jak gdy przebywał w Asgardzie. Wanda miała możliwości, tak, ale nie umiejętności. O ile jej pobudki nie do końca były jasne, bo przecież nie zagroził jej osobiście, a jedynie przedstawił rzeczywiste alternatywy, o tyle bardziej był ciekawy jaki cel chciała osiągnąć, więc pozwolił jej działać.
W sumie, po przeanalizowaniu formuły czaru i efektu musiał się powstrzymać, żeby się nie zaśmiać. Doprawdy, połączenie go z kobietą, która na przemian jest wkurzona, przerażona albo napalona, to jednak nie było najgorsze, co mogła zrobić. A co do "miłości"... Uznanie, że ktoś nie wie czym jest miłość tylko dlatego, że dba o własne interesy, jest oznaką czystej ignorancji.
- Dzieci. Stephen, powinieneś był nauczyć ją myślenia i panowania nad sobą zanim nauczyłeś ją czarów - podsumował, sięgając po kolejne ciastko. Hm, całkiem niezłe. - Jeszcze zrobi sobie większą krzywdę.

- Wracając do tematu, laboratorium byłoby dobrym wstępem do współpracy. - Co jak co, ale Strange trafnie pojął, że Oszust nie zgodzi się na pozostawienie odłamka w rękach... cóż, ludzkich. Wystarczająco dobrze wiedział jak kończy się pozostawianie potężnych artefaktów w rękach Avengersów i ich znajomków. Można od razu oddać za darmo wrogowi, mniej zniszczeń a efekt ten sam.
I tak, spodziewał się, że mag będzie drążył temat wojowniczki, skoro już wypłynął ze strony Jotuna.
- Przekazywała 'pozdrowienia' od Królowej. Tak się dzieje, kiedy nie przelicza się swoich ocalałych i martwych po walce, zawsze ktoś może wylądować na praniu mózgu - skwitował, nie zwracając już szczególnej uwagi na kobiety. Niech się zajmą sobą. I tak, był to przytyk do Burnes'a, tak właśnie rodzą się psychopaci bez zahamowań. - Myśl, do cholery, Strange. Czego mogła chcieć, skoro miałem coś, co bardzo chciała mieć jej pani?
- Sądzę, że lepiej dla twojego domu będzie, jeśli w tej sprawie skontaktujemy się z Sif.



Strój na galę Loki jako "Matt"
main theme Bonus When the end is here
"Jsem Loki z Asgardu a jsem pověřen slavným úkolem."

 
 
 

Dr. Strange 





Imię i nazwisko: Stephen Strange
Pseudonim: Dr. Strange
Data urodzenia/Wiek: 18 listopada 1973 | 40 lat
Zdolności: Magia, uzdolniony wojownik, dostęp do artefaktów
Znaki szczególne: Specyficzny ubiór
Wiek: 46
Dołączył: 15 Lut 2017
Posty: 54
Wysłany: Pon 23 Wrz, 2019 21:18   

Strange zareagował szybko. Nie życzył sobie walki w Sanctum Sanctorum, więc swój czar zaczął tkać w momencie, gdy pierwsza wiązka ugodziła Lokiego. Gdy skończył, musiał podjąć tylko jedną decyzję. Dziewczyna jednak nie wyglądała, jakby robiła krzywdę Wandzie, więc postanowił ukierunkować swoją moc na obie kobiety.

W jednej sekundzie pojawił się portal, który dosłownie przeniknął przez kobiety, teleportując je gdzieś. Owym "gdzieś" było jedno z pomieszczeń, nieco bardziej chronionych w Sanctum Sanctorum. Przecież nikt nie zakładał, że pole ochronne było jedynym zabezpieczeniem tego miejsca!?

Gdy już zostali sami, czyli jakąś sekundę po tym, jak kobiety zniknęły, zwrócił się do Lokiego.

- Nie uczyłem jej czarować. I mam nadzieję, że Twoja przyjaciółka nie zrobi jej krzywdy. Mógłbym się wtedy nieco zdenerwować.

Gdy Loki ponownie wrócił do tematu, Strange tylko skinął głową.

- Wystarczy ciasteczek, chodźmy do laboratorium. Tam też możemy spróbować ustalić, gdzie aktualnie przebywa Lady Sif. - po czym wstał i zaprosił gestem Lokiego, wskazując mu drogę do laboratorium.



Kaecilius: How long have you been in Kamar-Taj, Mister...?
Dr. Strange: Doctor!
Kaecilius: Mister Doctor?
Dr. Strange: It's Strange!
Kaecilius: Maybe, who am I to judge?

 
 

Loki 

I died, but not really... twice.




Imię i nazwisko: Loki Laufeyson
Pseudonim: Loki
Data urodzenia/Wiek: 3 sierpnia 965 roku | 1048 lat
Zdolności: Kłamca | Manipulant | Iluzjonista || Świetnie posługuje się magią | Posiada typową dla bogów z Asgardu siłę, refleks i wyostrzone zmysły | Diabelnie inteligentna istota
GXRA 2017
Dołączył: 20 Kwi 2014
Posty: 431
Wysłany: Wto 01 Paź, 2019 18:50   

- Tak długo, jak cokolwiek chroni jej umysł przed Mistrzem, powinna być niegroźna. - Wzruszył ramionami. Bo i co mogła więcej zrobić? Sformatować Wandzie twardy dysk? W sumie może i by się przydało...
- Ech, daruj sobie już te uprzejmości i prowadź - mruknął. - Bez obaw, tylko Thor ma szansę na sztylet w plecy ode mnie, ty będziesz jeszcze potrzebny - dodał, delikatnie wypychając Strange'a przez drzwi. W końcu to było Sanctorum, raz źle skręcisz i nie znajdziesz wyjścia przez następne sto lat, a tego Loki ryzykować nie chciał. A czy z tym byciem potrzebnym żartował, czy deklarował, to już wolna interpretacja. Ledwie uniesione kąciki ust mogły sugerować odpowiedź, ale z nim nigdy nie wiadomo.



Strój na galę Loki jako "Matt"
main theme Bonus When the end is here
"Jsem Loki z Asgardu a jsem pověřen slavným úkolem."

 
 
 

Sway 





Imię i nazwisko: Sara Wayland
Pseudonim: Sway
Data urodzenia/Wiek: 25 grudnia 1981, 32 lat
Zdolności: Uzdrawianie, manipulacja pamięcią, niewidzialność
Dołączyła: 22 Lip 2007
Posty: 1525
Skąd: Tucson, Arizona
Wysłany: Nie 13 Paź, 2019 17:14   

Zanim Sway zdążyła zaprotestować, to znalazła się wraz z Wandą w kompletnie innym miejscu. Na szczęście było tam łóżko i przy pewnym wysiłku udało jej się na nim umieścić Scarlet Witch. Trochę w ukos w poprzek no i ze stopami nadal opartymi mniej lub więcej o podłogę, ale jednak. Sama padła obok dziewczyny, zmęczona targaniem jej bezwładnego na tę chwilę ciała i wcześniejszą próbą uzdrowienia jej.
- Mam absolutnie dość bycia przepychaną z miejsca na miejsce - mruknęła pod nosem. - Żeby chociaż poinformował, że chce to zrobić, a nie bam! i po sprawie. A Loki to nawet nie próbował go powstrzymać. Faceci...




 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018