{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
John F. Kennedy International Airport
Autor Wiadomość

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 439
Wysłany: Pią 31 Sie, 2018 18:06   



Carter by skłamała, gdyby stwierdziła, że wolałaby nie zemdlał. Jej wyobraźnia podsuwała jej co ciekawsze scenariusze rodem z bajek Disneya. What is wrong with me?!
Zaznaczyła kolejną pozycję na check-liście i odwróciła się do Barnesa.
- Bez obaw. Na pewno znajdziemy coś, co odwróci twoją uwagę od okien. Dwie godziny lotu to nie jest aż tak długo - uśmiechnęła się do niego. - Skończę checklistę, zgłoszę, że jesteśmy gotowi do lotu i możemy startować. Jak chcesz, to możesz usiąść w fotelu drugiego pilota. W sumie przydałaby mi się mała pomoc w przytrzymaniu sterów, gdy będę odłączać transponder.
Wolała to zrobić zanim włączy autopilota, by przypadkiem czegoś nie spieprzyć i się nie rozbić w parę chwil po starcie. Piękno w sumie tkwiło w tym, że dzięki swoim mocom mogła uszkodzić transponder nie zostawiając żadnego śladu na obudowie. I kto potem dowiedzie, że to nie był wypadek?
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 254
Wysłany: Pią 31 Sie, 2018 19:40   

- Potrafię pilotować - mruknął, nie chcąc, żeby ktoś podważał jego kompetencje. Hydra zadbała o to, żeby znał się na obsłudze wszelkich dostępnych pojazdów. Dobrze, okej, raczej nie latał czymś takim, ale mechanizm działania w głównej mierze był taki sam. A on wyjątkowo szybko się uczył. Zwłaszcza pod presją.
Odłożył plecak w pobliże fotela na tyle daleko, żeby nie zawadzał, a jednocześnie na tyle blisko, żeby cały czas miał go pod ręką. Miał tam ważne rzeczy. Nie chodziło o broń, bo potrafiłby poradzić sobie nawet i bez niej, znał kilkanaście sposobów na zabicie kogoś długopisem, ale... nieco inne rzeczy były mu potrzebne. Pod innym względem. Jego psychice sam fakt posiadania tych durnych dzienników wychodził na dobrze.
Rozejrzał się po kokpicie, przyjrzał każdemu ekranowi, każdemu guzikowi, przełącznikowi, wajsze i dźwigni na panelu głównym i górnym, na overhead. Dawno nie siedział za sterami, ale jego mózg szybko wyłapał co i jak, orientując się, gdzie jest sztuczny horyzont, busola, ekran mapy, gdzie przepustnica, hamulec ręczny, manetka... Okej, dobrze, nie było tak źle. Nie miał żadnego zaćmienia. Raz mu się zdarzyło, kiedy wsiadł za kierownicę samochodu z automatem i nie wiedział co ani jak. Nic fajnego. Zwłaszcza, kiedy sytuacja jest znacznie bardziej napięta.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 439
Wysłany: Pią 31 Sie, 2018 21:36   

- W to nie wątpię - powiedziała, dalej sprawdzając checklistę i włączając kolejne systemy.
Sięgnęła po słuchawki i wciągnęła je na uszy, poprawiając przy tym mikrofon.
- Wieża, tu Tango Sierra 974, lot do Dakoty Północnej na lotnisko Hector International Airport. Proszę o pozwolenie na start.
Po chwili statycznych trzasków usłyszała jednego z kontrolerów.
- Tango Sierra 974, tu wieża. Możesz kołować na 13R.
- Tu Tango Sierra 974, rozpoczynam kołowanie - odpowiedziała, wciskając checklistę w kieszeń na nią przeznaczoną.
Wcisnęła przycisk zamykający drzwi wejściowe, zapięła pasy i pchnęła przepustnicę oraz zwiększyła delikatnie ciąg silników.
- Chyba wolę myśliwce wojskowe - mruknęła, czując w wolancie ociężałość maszyny.
Po przekołowaniu do pasa startowego wywołała po raz kolejny wieżę i po kilku minutach uzyskała zezwolenie na start. Reszta procedury przebiegła pomyślnie i wystartowali. Około kilometra od lotniska, Carter przekazała stery Bucky'emu, a sama uszkodziła transponder a potem wypięła go z jego gniazda. Oczywiście to wprowadziło wieżę w stan paniki, ale udało jej się uspokoić ich stwierdzeniem, że mają na pokładzie radar więc na nikogo nie wpadną po drodze.
- Pewnie się wkurzą, kiedy dotrze do nich, że lądujemy w Minnesocie, a nie w Północnej Dakocie.

//Stany Zjednoczone -> Środki transportu USA
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1243
Wysłany: Pon 04 Mar, 2019 16:27   

Portal, z którego przez chwilę sypał się piasek z Doliny Królów, otworzył się w suficie nad głównym wejściem.

Chwilę później pojawił się demon, który upadł na ziemię. Nie miał nogi, wyglądał jakby przegrał walkę z Hulkiem, ale okrutne skrzeczenie, które słyszeli wszyscy w okolicy, wystarczyło aby wywołać falę nienawiści.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Dolphin Prince 





Imię i nazwisko: Leander Eberharter
Pseudonim: Dolphin Prince
Data urodzenia/Wiek: 12.02.1991/23
Zdolności: Nadludzka zwinność i refleks, kontrola nad zwierzętami, manipulacja wilgocią i wodą
Znaki szczególne: Po pośladkach go poznacie
Dołączył: 29 Lip 2019
Posty: 31
Wysłany: Nie 23 Lut, 2020 23:07   

Leandro nigdy by się do tego nie przyznał, ale takie momenty jak ten dręczyły go w nocnych koszmarach. Który raz życie udowadniało mu, że nie ma żadnej kontroli nad tym, gdzie się znajdzie? Że nic nie jest w stanie sobie zaplanować? Aby nie popaść w bardzo głęboki smutek, chłopak powtarzał sobie, że surfowanie na fali życia to coś, z czego należy być dumnym; nie odwrotnie.
Dużo rozmyślał o tym, że jest bardzo uprzywilejowany. Że nie czeka w kolejkach. Że daruje się mu mnóstwo formalności. Że gdyby zechciał, byłby najsprawniejszym terrorystą na świecie, bo jedno spojrzenie i mruknięcie nazwiska wystarczyłoby za wszelkie potwierdzenia.
Kiedy jednak obserwował tłok, hałas i niewygodę obijających się o siebie ludzi, szybko przypominał sobie, że nie nadawał się do takiego życia. On nie mógł tak „normalnie”, bo sam przecież z normalnością nic wspólnego nie miał.
Prywatny samolot miał szereg zasług — bar, kanapy, za które można było zabić oraz ogromną przestrzeń, bez której brązowooki nie wyobrażał sobie życia. W czasie lotu dużo chodził. Z początku jeszcze zwracali mu na to uwagę, potem, nawet przy turbulencjach, dali mu na to ciche przyzwolenie, widząc z jaką precyzją dopasowuje się do każdego niekontrolowanego rzutu samolotu tak, jakby wszystkie niepożądane drgania znał przed wejściem na pokład.
Zabawę w „nie rozbij sobie głowy” traktował też jako swoiste wyzwanie. Przez kilka godzin lotu nie miał okazji przeskoczyć żadnego muru, zjechać po żadnej poręczy czy odbić się beztrosko od jakiejś ściany, to chociaż wykorzystywał swoją nadludzką zręczność do walki z samolotem.
— Dzięki, piękny aniele… — rzucił na odchodne, bo zwyczajnie nie miał już siły mówić nic więcej. Było w nim coś rozkosznie uroczego, bo gdy był zmęczony, stawał się najukochańszym, przytulaśnym mutantem, a jego główny cel stanowiło wygodne łóżko. Nawet nie zauważył, kiedy w drodze do limuzyny dali mu pić i jeść. Wyposażyli go też w nowy telefon, a gdy w jednej z bocznych kieszonek siedzenia pod klapką znalazł olejek z drzewa herbacianego, nie mógł nie pomyśleć o swoim ojcu czegoś dobrego. Może i był łysiejącym psychopatą, ale dobrze pamiętał, że Leo źle znosi długie podróże, a w drodze do apartamentu lubi się przespać, wcześniej smarując przeguby dłoni relaksującym olejkiem.
Podróż minęła mu bardzo szybko, chociaż szofer napomknął coś o korkach nie do pokonania. Leandro nie miał nic przeciwko temu — dłużej pospał. Kiedy otworzył oczy, byli jeszcze w drodze...



I love the smell of rain, and I love the sound of the ocean waves.

 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1243
Wysłany: Czw 26 Mar, 2020 16:45   

Pakiet spożywczo-telefoniczno-olejkowy został wręczony Leandrowi przez szofera limuzyny, która została podstawiona do hangaru, w którym zaparkowały prywatny odrzutowiec Eberhartera. Jeśli Lea rozglądał się za swoim ochroniarzem to niestety nikogo takiego nie spotrzegł wśród małego skupiska ludzi stanowiących załogę samolotu i obsługę naziemną. Szofer zaś otworzył mu drzwi auta i poczekał aż Leander wsiądzie zanim nie obszedł auta by zasiąść za kierownicą. Nie ruszył jednak z miejsca, czekając na polecenie i bynajmniej chodziło tu o to z ust Lea.

Po wejściu do auta i rozgoszczeniu się na tylnej kanapie, Lea z pewnością mógł dostrzec, że na przeciwko niego na jednym z dwóch siedzeń zwróconych tyłem do kabiny kierowcy oddzielonej w tej chwili czarną matową szybę ktoś siedzi. Szyby limuzyny były mocno przyciemnione, a w środku nie zapalało się automatycznie światło, więc tajemnicza postać tonęła w mroku. Widać było tylko nogawki eleganckich spodni oraz kontrastujące z tym wojskowe obuwie, wypastowane na lekki połysk i którego sznurówki były zawiązane w sposób charakterystyczny dla marines.

Postać zastukała dwa razy w szybę oddzielającą od szofera i po sekundzie rozlegl się dźwięk blokady drzwi. Czyżby to był wstęp do sceny porwania albo czegoś rodem z horroru? Z pewnością tak mogło się to prezentować, a przynajmniej do czasu aż nie zapaliło się światło i Leander mógł w końcu zobaczyć z kim będzie jechał do nowego miejsca pobytu w Stanach.


- Witam, panie Eberharter. Pański ojciec zatrudnił mnie w roli pana ochroniarza. - Głos był dźwięczny, acz miękki z lekką nutą rozbawienia pomieszanego z zadowoleniem. - Zanim opuścimy lotnisko chcę by pan poznał kilka zasad, które będą pana od tej chwili obowiązywać. Po pierwsze, będę panu towarzyszyć wszędzie, gdzie pan się uda. Wyjątkiem jest łazienka i sypialnia w apartamencie pana ojca. Po drugie, jeśli się pan spróbuje wymknąć, zostaną nałożone na pana ściślejsze obostrzenia. Jeśli zaś uda się panu jakimś cudem urwać się spod mojej ochrony, zgodnie z życzeniem pańskiego ojca, zostanie pan w areszcie domowym aż do odwołania. To oznacza bezwględny zakaz opuszczania apartamentu. Po trzecie, w przypadku wyjścia poza apartament i budynek będzie pan bezwzględnie słuchał moich poleceń. Jak powiem, że ma pan skakać, to się pan zapyta jak wysoko. Pański ojciec nie życzy sobie, by cokolwiek się panu przydarzyło i naprawdę nie chcę pana wsadzić w kaftan bezpieczeństwa i przykuć pasami do łóżka by zapobiec pana porwaniu lub gwałtownemu zejściu z tego świata. Rozumiemy się? - padło pytanie poprzedzone przeszywającym spojrzeniem pełnym powagi, po którym rozległy się trzy stuknięcia w szybę.

Lea usłyszał dźwięk zapuszczanego silnika i limuzyna powoli zaczęła się wytaczać z hangaru.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Dolphin Prince 





Imię i nazwisko: Leander Eberharter
Pseudonim: Dolphin Prince
Data urodzenia/Wiek: 12.02.1991/23
Zdolności: Nadludzka zwinność i refleks, kontrola nad zwierzętami, manipulacja wilgocią i wodą
Znaki szczególne: Po pośladkach go poznacie
Dołączył: 29 Lip 2019
Posty: 31
Wysłany: Czw 02 Kwi, 2020 11:04   

Leandro doskonale zdawał sobie sprawę, że znowu stał się wyłącznie trybikiem maszyny, elementem, na którym skupiała się uwaga i zasoby, ażeby pracownicy ojca mogli odhaczyć na liście spełniony obowiązek. Dzięwiąta: ubrany. Dziewiąta piętnaście: uczesany. Dziewiąta trzydzieści: wyprowadzony na spacer.
Może nie było aż tak tragicznie, ale młodziak i tak nie mógł pogodzić się z utraconą wolnością. Właściwie to nie mógł pogodzić się jeszcze z wieloma innymi sprawami, ale to właśnie o wolności myślał, sadzając swoje jędrne pośladki na skórzanym siedzeniu limuzyny. Patrzył ze świętym skupieniem, jak pojedyncze krople olejku z drzewa herbacianego skapują z maleńkiej buteleczki prosto na jego nadgarstek. Włożył naczynie do kieszeni i potarł przeguby.
Mutant zauważył tajemniczą postać dopiero po dłuższej chwili, bo należy wspomnieć, że w ogóle na niewiele zwracał uwagę, kiedy był zmęczony. Ukrywał się wtedy gdzieś w egzotycznych gąszczach swojego umysłu i nie interesował go zewnętrzny świat. Hmm? To dziwne… Zwyczajowo Lea i tak siedział prosto, emanując nienachalną dostojnością, ale kiedy dotarł do niego alarmujący przebłysk, poprawił się z lekka i usiadł sztywno jak świeca. Nawet najmniejsza fala niepokoju bardzo źle mu robiła. Wody brak. Przestrzeń ciasna. Dzikich zwierząt nie ma w pobliżu. Od razu zaczął analizować możliwości obrony i ataku. Zanim jednak pozwolił swoim nieokrzesanym umiejętnościom wywołać pobojowisko, w aucie zapaliło się światło, a on zobaczył…
Dziewczyna?
Skłamałby, gdyby powiedział, że cała ta sytuacja nie zbiła go z tropu. Był jednak doskonale wyćwiczony do prowadzenia gierek słownych i obracania najbardziej kłopotliwej sytuacji na swoją korzyść, dlatego nie dał po sobie poznać zdziwienia. Nieźle to sobie wymyślił. Wiedział, że nie przyleję dziewczynie. A ona jest pewnie gorsza niż wszystkie te nieokrzesane chłopy razem wzięte… Azjata poczuł jak jego wnętrzności zalewają się żarem rywalizacji. Markus rzucił mu wyzwanie, a on nie byłby sobą, gdyby go nie przyjął. Tak chcesz się bawić? Proszę bardzo, tatku.
— Oczywiście, że się rozumiemy. Nie będę sprawiał kłopotów. Nie wierz we wszystko, co mówi mój ojciec. Jak każdy rodzic za bardzo się przejmuje i ponoszą go emocje. Ja na ogół jestem bezproblemowym człowiekiem — trzeba było przyznać, że Leandro potrafił przemawiać z mocą i doświadczeniem dziewięćdziesięciolatka-mędrca, kiedy trzeba było. Dlatego i tym razem posłał jej wyrozumiałe spojrzenie i ciepły uśmiech, świadczące o tym, że przecież zupełnie nie ma się czym martwić.
- Jak masz na imię? — miał przygotowane dla niej kilka przytyków, żeby sprawdzić, gdzie najbardziej nią zatrząśnie, ale na razie postanowił zbierać amunicję.
No i zależało mu na spokojnej podróży.



I love the smell of rain, and I love the sound of the ocean waves.

 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1243
Wysłany: Pon 06 Kwi, 2020 20:01   

Nie kupowała niczego, co jej sprzedawał Lea. Z reguły nie wierzyła w nic, co jej podopieczni twierdzili na swój temat lub na temat innych osób. Ojciec chłopaka zlecił jej by chroniła jego syna i to był jedyny fakt tego zlecenia. Reszta zaś stanowiła subiektywne tło, zmieniające się zależnie od tego przez kogo było opowiadane.
- Możesz mi mówić Jaxx - odpowiedziała na pytanie, stwierdzając, że skoro chłopak woli być na "ty", to czemu nie. Zbierze to trochę zaufania u niego i może ta robota nie będzie aż tak upierdliwa jak to przewidywała. W razie czego w mieszkaniu i przy sobie miała odpowiednie środki zapobiegawcze.
- Twój ojciec powiedział mi dokładnie to samo. "Nie wierz we wszystko, co mówi mój syn." - Uśmiech wykrzywił jej pełne usta. - Zważywszy na to, co zawierają twoje akta, to pozwolę sobie być sceptyczna odnośnie tej bezproblemowości. Nie bez powodu potrzebujesz ochrony. I jakoś nie wierzę w teksty o byciu w złym miejscu o złym czasie. Nic nie dzieje się przypadkiem, Leandro.
Auto opuściło teren lotniska i kierowało się w stronę Manhattanu.

//ulice NY [Lea + Jaxx]



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018