{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Droga dojazdowa
Autor Wiadomość

Jane 

#TeamIronAmerica




Imię i nazwisko: Jane Weller
Data urodzenia/Wiek: 14.07.1988, 25 lat
Zdolności: Przejmowanie mocy przez krew, manipulacja molekularna, telekineza
GXRA 2017
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 9813
Wysłany: Sob 18 Sie, 2012 23:10   Droga dojazdowa

Prowadząca przez las asfaltowa i kręta droga. Nie ma tu poboczy, a krzaki często sięgają samej jezdni. Ruch jest dość słaby i nie jest to dobre miejsce, by próbować złapać autostop. Po zmroku otaczająca szosę zieleń lasu zmienia się w ponure i niebezpieczne miejsce. Często pojawiają się sarny i wilki.




 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1248
Wysłany: Nie 19 Sty, 2014 23:53   

Od przedstawionych tutaj wydarzeń minęło pięć miesięcy. W ciągu tego czasu wiele się zmieniło. Stare rany uległy zabliźnieniu, niewykluczone, że komuś zostały zadane nowe. Wszystko zaczyna się raz jeszcze...

Gracze są proszeni o zapoznanie się z TYM tematem.
 
 

Matthew Redman 

Marchewkowy Potwór




Imię i nazwisko: Mattew Redman
Pseudonim: Świetlik, Matt
Data urodzenia/Wiek: 17.02.1995/ 19 lat
Zdolności: Manipulacja Świetlikami (małymi kulami ognia)
Dołączył: 07 Lut 2015
Posty: 915
Skąd: Mysłowice
Wysłany: Czw 08 Paź, 2015 17:01   

// z Ogrodu

Matthew szedł drogą nucąc sobie jakąś skoczną piosenkę. Szedł spokojnie, nigdzie mu się nie spieszyło, miał czas... a cel wędrówki? Celu nie miał w stu procentach określonego. Po prostu... po prostu zaczynał czuć się ograniczony w Szkole. Nie pasowała mu ta... sterylność otoczenia. Jako chłopak wychowany w bidulu, jako chłopak, który spędził kilkanaście miesięcy w squacie, nie czuł się dobrze w Instytucie. Brakowało mu... przestrzeń to złe słowo, ale z powodu braku lepszego.
Chciał pobiegać po mieście, chciał pochodzić po sklepach (nie wiadomo po co - z kasy, która zebrał na przyjazd tuta zostało mu ledwo kilka dolców).
A może spróbuję dorobić coś w jakim parku? Będzie to fajny sposób na rozruszanie mięśni. - Pomyślał, spoglądając w niebo.

W pewnym momencie odwrócił się za siebie i zobaczył, jak od strony szkoły zbliża się jakaś postać. Świetlik chwilę zastanawiał się czy czekać czy zignorować współ-ucznia (albo nauczyciela - na to samo idzie). W końcu jednak stwierdził, że w dwójkę raźnej. Może ten ktoś będzie miał jaki ciekawy pomysł na najbliższą przyszłość?
 
 

Yuriy Morozov
[Usunięty]



Wysłany: Czw 08 Paź, 2015 19:02   

Lubił piątki. Miały w sobie to magię wyczekiwania, świadomości, że przed nim dwa dni do zagospodarowania tylko dla siebie, wedle uznania i potrzeby.
Dlatego starał się wyrabiać z obowiązkami w tygodniu, odkładając na weekend możliwie mało. Nie było to trudne, gdy się wpadało w rytm nauki i zajęć – szczególnie w takim miejscu jak to. Przestronnym, mocno egalitarnym i odizolowanym od reszty świata.

Przywykł już do zupełnie innego trybu życia, zaczynając doceniać zalety tego miejsca. Dosyć hałaśliwego i zwariowanego momentami – w końcu ile razy miało się szansę usłyszeć o biegających dinozaurach albo zobaczyć kogoś łażącego jak mucha po ścianie, jakby była to najnormalniejsza, najzwyklejsza rzecz pod słońcem. Jednak – na dłuższą metę – to co naprawdę było ciekawe, warte zobaczenia – kryło się poza murami szkoły, na jego nieszczęście położonej i za daleko od miejsc do wspinania. I do nurkowania. A do tego w pobliżu małego miasteczka, zbyt nudnego i nieciekawego by kilka barów na krzyż i sklepów mogło zapewnić rozrywkę. Więc, podobnie jak ostatnim razem – zostawił kartę z krótką informacją, że wybiera się do NY poszukać paru gratów w gabinecie nieobecnej profesor Munroe (w sumie – go to nic nie kosztowało, a rozgniewana Ororo była chodzącą nawałnicą i gradobiciem. W całkiem dosłownym tego słowa znaczeniu. Wolał więc nie drzaźnić jej niepotrzebnie, po co komu problemy w takiej formie i postaci.) i zwyczajnie zwinął się z instytutu zamierzając pożytecznie spędzić czas i załatwić coś z kilku, wciąż odkładanych na potem rzeczy. Może odwiedzić jakieś sklepy z używanym żelazem – stany były pięknie pod tym względem, że markowy sprzęt jeśli tylko nie był nowy i błyszczący – z miesca potrafił kosztować 2/3 mniej. Tyle, że trzeba było się naszukać i pochodzić. I dokładnie pooglądać. Widział też – kilka ofert z salonów aut, głównie używane jeepy i fordy. Wyglądało na to, że w okolicach 10 patyków spokojnie znajdzie coś nadającego się do jazdy i używania, co po niewielkim remoncie i wymienieniu typowych części jakie się zużywają będzie to całkiem porządna gablota. Może mało efektowna jak na wyobrażenia 17 – jednak potrzebował czegoś co będzie miało pakę, napęd na 4 koła i poradzi sobie z drogami parków narodowych albo piskami a nie błyszczącego mustanga czy odpicowanego chevrioleta. A z jego budżetem mógł liczyć na kanciaste pudło 10 czy 12 letniego jeepa, land rovera czy forda które będzie solidnie się trzymać o ile dostanie odrobinę miłości jakiegoś mechanika i spokojnie zawiezie nawet i przez pół stanów. Albo błyszczącego jak psu jajca pięciolatka jakiegoś modnego teraz SUVa, z wielkim chromem na chłodnicy, ślicznie zaokrąglonych kształtach. I efektywnym zasięgu góra 50 mil zanim na amen się rozkraczy.

Wybór nie był zbyt trudny.

A może po prostu poszlajać się po brooklinie i zwyczajnie zobaczyć trochę z tych setek mitycznych miejsc, knajp, teatrów czegokolwiek – pomyślał, przystając na moment i czekając aż komórka wybierze numer.

„Cię chyba bóg opuścił! Zajęta jestem, mam plany i nie. Nie ma cię w nich w najmniejszym stopniu! I wisisz mi 10$ za ostatniego starbucksa mędo!” – telefon zaszebiotał ostrym głosem siostry, sprowadzając go na ziemię. Uświadamiając jeden poważny feler – trzeba będzie podzwonić po znajomych by go przenocowali. Mogło poczekać.

- O czołem! Yyy… - zmieszał się trochę, zupełnie nie mając głowy do imion i nazwisk ludzi gdy lekko zaskoczony odkrył, nie był sam. Kojarzył gościa z wyglądu jakoś. Gdzieś. Skądś. – Do Salem czy NY? Ma być autobus z centrum, tylko nogi musimy wyciągnąć. - rzucił – chowając komórkę komórkę i odkładając niepotrzebne problemy na później.
Mając nadzieję, że się człowiek nie obrazi, że za diabła kosmatego nie pamiętał jak go wołali. Może nie zauważy.
 
 

Matthew Redman 

Marchewkowy Potwór




Imię i nazwisko: Mattew Redman
Pseudonim: Świetlik, Matt
Data urodzenia/Wiek: 17.02.1995/ 19 lat
Zdolności: Manipulacja Świetlikami (małymi kulami ognia)
Dołączył: 07 Lut 2015
Posty: 915
Skąd: Mysłowice
Wysłany: Pią 09 Paź, 2015 18:34   

-Matt. - Powiedział chłopak wyciągając rękę w kierunku Yuriy'ego. - Ty jesteś... chodzisz z nami na lekcję matmy, tak? - Matthew także pamiętał Rosjanina jak przez mgłę. Ale u niego to typowe. On po prostu mało uwagi zwracał na otoczenie podczas lekcji. On zresztą nie zwracał uwagi na lekcje jako takie. Zwykle dużo więcej i dużo ciekawiej działo się za oknem (no... może nie licząc lekcji Historii i Literatury. Ale wyjątek potwierdza regułę). - Sorry, kompletnie zapomniałem jak masz na imię?

-Nie mam konkretnego celu. Można się poszwędać po NY... Chyba, że masz jakieś konkretne plany na najbliższe... kilka godzin? No, widzę po twojej twarzy, że nie. W takim razie... Na podbój! Na podbój stopa! - Powiedział z poważną miną, ale zaraz wybuchnął serdecznym śmiechem.

Ruszyli dalej wzdłuż drogi prowadzącej do Salem Center. Szczęście się do nich uśmiechnęło - mimo, że droga nie była zbyt chętnie uczęszczana, udało im się zatrzymać jakiegoś kierowcę pick-upa, który właśnie zmierzał do "Wielkiego Jabłka". Po drodze Matt co chwila próbował zabawić zarówno kierowcę jak i Yuriy'ego rozmowami na jakieś różne, mało znaczące tematy.

//z.t Nowy Jork>>Ulice
 
 

Yuriy Morozov
[Usunięty]



Wysłany: Pią 09 Paź, 2015 20:33   

- Yuriy, chociaż i tak wołają za mną zwykle ruski albo rusek – uśmiechnął się rozbawiony, najwyraźniej nie on jeden do końca jeszcze nie znał wszystkich. W sumie – nic dziwnego, że się rzadko spotykali, chłopak raczej skupiał się głównie na ścisłych i przyrodniczych zajęciach, z literatury i historii starając się robić tylko niezbędne minimum. Które tak na marginesie i tak go przyprawiało o ból głowy, gdyż właśnie z tych przedmiotów miał najwięcej do nadgonienia i wyrównania. Najzwyczajniej – szkoły w Rosji i stanach skupiały się na zupełnie innych wycinkach historii i literatury, właściwych dla ich regionu geograficznego i przeszłości.
Głos chłopaka obciążony był mocnym, słyszalnym akcentem i tą właściwą obcokrajowcom sztywnością i pewną pretensjonalnością mowy kogoś, kto uczył się języka korzystając z pomocy podręczników i nauczycieli a nie żywej, codziennej rozmowy. Jednak poza tym – mówił płynnie i bez większych problemów.
- No, niespecjalnie mam. Poza tym, że też chciałem tam jechać. Trochę w używanym sprzęcie poszperać, może zobaczyć kilka miejsc – zgodził się, początkowo zdziwiony wybuchem śmiechu. Przez moment zastanawiać się, czy przypadkiem nie powiedział czegoś niewłaściwego czy po prostu – dziwnego. Tak czy siak kompan okazał się sympatyczny… i przydatny. Ilektoś Rosjanin sam próbował łapać stopa, ludzie zaczynali patrzeć podejrzliwie słysząc mocny akcent obecny w głosie. Raz nawet odstawiono go na posterunek policji, pewnie sądząc, że jest jakimś nielegalnym emigrantem czy młodocianym uciekinierem. Albo jednym i drugim.
Była to miła odmiana.

//z.t Nowy Jork>>Ulice
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1248
Wysłany: Sob 23 Sty, 2016 17:25   

Budynkiem szkoły Charlesa Xaviera, a nawet jego podziemną częścią wstrząsnął ogromny huk, a drżenie przypominało lekkie trzęsienie ziemi. Kilka przedmiotów z pewnością spadło ze swoich miejsc, lub się przewróciło. Niektóre książki w bibliotece zsunęły się ze swoich półek, a kilka szyb od strony, z której dobiegł huk pękło. Co się stało? Wybuch bomby? A może atak Sentineli? Niestety, to tylko Star-Lord i jego wesoła kompania dziwnym trafem rozbili się u Charlesa "w ogródku".



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018