{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Sala badań
Autor Wiadomość

Cable
[Usunięty]



Wysłany: Pon 23 Lut, 2015 08:05   

Nathaniel z uwagą wysłuchał całego wykładu jaki wygłosił im Bestia, oraz bacznie przyglądał się rysunkom, które w jego trakcie pojawiały się na tablicy. Kiedy mężczyzna skończył, Cable zamrugał dwukrotnie, chcąc upewnić się, czy na pewno futrzasty nie ma już nic do dodania.
- Skupmy się na teorii paradoksu, i tym, że alternatywne wszechświaty nie powstają, aż tak często. Pod tym punktem zgadzalibyście się z moim komputerem. -
Mercury i Angel również dorzucili swoje trzy grosze. Moc Mercurego przypominała mu nieco moc pewnej dziewczynki, którą poznał nadwno temu.
- Widziałem raz dziecko, którego ciało zmieniało się w rtęć, przyjaźniło się z Laurą, którą spotkałem na waszym cmentarzu. Masz dzieci? -
Nie miał pojęcia jak nazywała się tamta dziewczyna, mutacje bywały do siebie delikatnie podobne, choć tu poza samą rtęcią podobieństw było niewiele. Cable nie mógł wiedzieć, czy Ryan nie ma w instytucie własnych dzieci. Przemowa Warrena była najkrótsza, ograniczając się dosłownie do jednego zdania, ale jako jedyna wywołała na twarzy Summersa delikatny uśmiech.
- Pan Worthington, w pewnym sensie zwrócił uwagę na najistotniejszą sprawę. Panowie, teorie fizyczne mi nie pomogą... -
Nate zrobił krótką pauzę i popatrzył na wszystkich opierając się o jedną ze ścian i splatając swoje wielkie ramiona, na równie wielkim torsie.
- Ryanie masz trochę racji, moje ostrzeżenie faktycznie może delikatnie zmienić przebieg wojny. Ale wojna jeszcze się nie zaczęła, a troje z was już nie żyje... A jeśli chodzi o mój świat jak to nazywasz. Z tego co mówił Xavier wynikało, że misja Logana przesunęła wybuch nastroi anty mutanckich o jakieś dwadzieścia lat. Byli gotowi, silniejsi, mądrzejsi, mieli więcej absolwentów. W "moim" świecie Sentinele również zerwały się ze smyczy, więc jak mówi doktor McCoy, historii nie da się zmienić całkowicie, ale uczyniły to później, i nie dokonały już takich spustoszeń... Panowie, mam dwie możliwości. Zostać tu na zawsze i psuć wam nerwy, albo spróbować naprawić czasoprzestrzeń. Mam podręczny "wehikuł czasu", Logan podróżował sam, ja mogę zabrać w podróż nawet do pięciu osób, włącznie ze mną... więc daje nam to nad nim przewagę w kreowaniu lepszego świata. Urządzenie można nastroić na konkretną datę, niestety godziny i minuty nie wchodzą w rachubę, kolejne ograniczenie to tysiąc lat w jedną stronę. Na dalszych dystansach należy wykonywać kilka skoków, pod rząd. System komputerowy dokonuje sondowania terenu, wylądowalibyśmy względnie w tym samym miejscu w innym czasie, jednak komputer dopilnuje, żeby nikt z nas nie zmaterializował się wewnątrz drzewa, czy pasącej się krowy... I proszę was, nie pytajcie mnie jak to działa, ukradłem cały ten sprzęt moim wrogom i z tego co wiem, nie pochodzi z naszej planety... Potrzebuje jednak waszej zgody, planu, pomocy. -
W pewnym momencie zamilkł, zdając sobie sprawę, że z zasmuconym wyrazem twarzy wpatruje się w podeszwy swoich wojskowych butów i znów podniósł wzrok na zgromadzonych.
 
 

Angel
[Usunięty]



Wysłany: Wto 24 Lut, 2015 00:54   

Angel zadziwiony był obrotem sytuacji. Chociaż w sumie nie powinien się dziwić. Od wykładu z fizyki wszechświatów równoległych do misji w przeszłości w trzy minuty - cała szkoła Xaviera. Przynajmniej nie było nudno.
- Mosja w której nawet nie uratujemy świata, tylko potencjalnie go naprawimy, i jest szansa, że wrócimy do zupełnie innej teraźniejszpści, niż ta, z której wyruszyliśmy? Piszę się na to - stwierdził. - Ale skoro jesteśmy już przy zaufaniu, to w tym świecie też jest pewna sprawa, o której zacząłem rozmawiać z Doktorem McCoyem. W którymś z laboratoriów chemicznych Worthington Industries prawdopodobnie produkowane było - i potencjalnie może nadal jest - Remedium. Mój wuj był wysoko postawionym członkiem MESS. Jeśli to możliwe, chciałbym też zająć się tą sprawą. Przed lub po tej szalonej wyprawie do przedwczoraj - uśmiechnął się, ale bardziej po to, żeby zamaskować zdenerwowanie.
 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 120
Wysłany: Wto 24 Lut, 2015 21:30   

Beast wysłuchał Cable'a z należytą uwagą, tak samo Angela. Zaczął od niego.

- Panie Warthington- zaczął - otóż jeżeli Pan Summers ma rację i zdołamy...hmmm... "przekonwertować" nasz świat w lepszą formę, to wtedy kwestia Remedium i pańskiego wuja staje pod znakiem zapytania. Po prostu może nie zaistnieć. Druga sprawa, że przenosząc się w czasie możemy powrócić z przeszłości w chwili, z której do niej się przenieśliśmy. Więc absolutnie nie stracimy czasu na pańską misję o ile ta kwestia jeszcze będzie istniała, bo na nią również możemy, chcąc nie chcąc, wpłynąć.

Następnie jego wzrok przeniósł się na Nathaniela.

- Panie Summers, otóż nie teoretyzowałem bez przyczyny. Pytanie nie polega na tym czy znam te teorie, ale która z nich awansuje do rangi twierdzenia, czy też prawa, kiedy wykonamy tę misję. Moim zdaniem musimy przewidzieć, czy naprawimy ten czy inny wymiar czasoprzestrzenny. Jeśli ten, wtedy wrócimy do zupełnie innej teraźniejszości, gdzie Scott i Jean mogą nawet nadal żyć, a może nawet będziemy mieli okazję zobaczyć Pana w formie słodkiego bobasa. Jednak jeżeli inną, wtedy w tym wymiarze nie zmieni się nic, a my wrócimy do "naszej" rzeczywistości i jej problemów, jak na przykład kwestia MESS i Remedium. No i przede wszystkim należy znaleźć sposób na to, żeby wrócić do TEJ rzeczywistości oraz sposób na przeprowadzenie szybkiego dowodu na to, że "wróciliśmy do domu".
 
 
 

Mercury
[Usunięty]



Wysłany: Sob 28 Lut, 2015 14:07   

Mercury zamyślił się. Jego doświadczenie z podróżowaniem w czasie było... skomplikowane, ponieważ poniekąd całe jego życie było jedną wielką drogą z przeszłości w przyszłość, którą pokonał... po prostu czekając.
- Nie chcę wydać się niegrzeczny, ale jednak... mimo wszystko, bardziej skory jestem wyruszyć z sir Worthingtonem przeciwko zagrożeniu z którym mogę się mierzyć, niż mieszać się w czaso-przestrzenną zupę. Poza tym - bez urazy dla nikogo raz jeszcze - ale gdyby coś z naszym czasem było nie tak w stosunku do tego, z którego przybył Summers, to czy nie powinien... zblednąć? Albo chociaż czuć metafizyczny dyskomfort?-
Ryan podszedł do tablicy i jednym ruchem mazaka przekreślił cały, pracowicie namalowany wykres McCoya.
- Stanowczo oponuję. Nie możemy się teraz zajmować podróżowaniem w czasie. Przynajmniej na tę chwilę. Panowie, naszym obecnym i najbardziej priorytetowym zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim tym, którzy zadeklarowali nam swoją ufność i zaufanie poprzez przyjazd do szkoły i naukę. Cóż z tego, że sukces mógłby oddalić zagrożenie. Nie, nie i nie! Jak sam wspomniałeś, Il Grande, to nadal teorie, nie twierdzenia. Znam metodę, żebyśmy mogli potwierdzić powrót do naszej rzeczywistości, ale dla waszego i szkoły bezpieczeństwa nie wyjawię jej wam. A beze mnie nie będziecie w stanie jej zastosować, chyba, że któryś z was przeciągnie na waszą stronę pannę Weller, lub pannę d'Ancanto.
 
 

Cable
[Usunięty]



Wysłany: Sob 28 Lut, 2015 22:21   

- Po pierwsze Ryan... -
Nathaniel odezwał się po uważnym wysłuchaniu wszystkich swoich towarzyszy. Nie chciał wdawać się w kłótnie, słowne przepychanki, więc wolał pozwolić by wszyscy mogli swobodnie się wypowiedzieć. Nie chciał też wypowiadać się na tematy techniczne, sama podróż w czasie mogła zmienić wiele, a wtajemniczanie McCoya jak teorie o których mówił rozwinęły się przez kolejne tysiąc lat i jakie znalazły zastosowania w praktyce, wydawały mu się czymś co wymagało względnej dyskrecji, chociaż faktycznie, o alternatywnych wymiarach wiele nie wiedział. Po chwili pauzy postanowił jednak sprostować pewne rzeczy. Nie okazywał emocji, nie było ich widać na jego twarzy, która mimiką przypominała taką jaką można było spotkać u żywego trupa, nie znaczyło to jednak, że wulkan emocji nie kotłował się głęboko w jego wnętrzu, gdzieś pod betonową skorupą.
- ... nikt nie mówił, że cię tam zabiorę... Warren jest w porządku... Ale z całej waszej trójki, jedyną osobą, którą byłbym skłonny zabrać w przeszłość jest McCoy. Jest specjalistą w dziedzinie, której dotyczy problem. Poza tym, jest stary, wygląda jak g@wno, i niezależnie czy utknie w czasoprzestrzeni, czy zostanie tutaj, z taką mordą i tak nie poszaleje. -
Po serii obelg skierowanych w oblicze błękitno futrzastego Cable obrócił się w jego stronę i uśmiechnął się przepraszająco.
- Wybacz mi koszarowy humor. Ale jestem pewien, że naprawimy ten wymiar... Ja... obecnie posiadacie urządzenie nazywane wielkim zdeżaczem hadronów... Moi wrogowie wybudowali elektrownie opierającą się na rozwinięciu tej technologii, zniszczyłem ją prymitywnym ładunkiem nuklearnym. Ustawiłem czas przeskoku czasowego na dzień dzisiejszy, na kilka sekund przed detonacją... Mój komputer ostrzegał mnie przed uwolnieniem energii skrytej w generatorach i możliwością powstania, osobliwości kwantowych... Zignorowałem to chcąc mieć pewność, że eksplozja pochłonie pół kontynentu... Wiem, że było to lekkomyślne, ale na wschodnim wybrzeżu wolni ludzie i tak wymarli, a poza kolaborantami, jedynymi formami myślącego życia były głównie migrujące z Kanady plemiona Wendigo... Wydaję mi się, że niechcący... Mogłem doprowadzić do... Umm. Mojego wszechświata chyba już nie ma, obawiam się, że spowodowałem coś o rozmiarach podobnych do wielkiego wybuchu, i w połączeniu z otworzeniem mojego tunelu czasoprzestrzennego, komputer wysłał mnie tam gdzie mógł, skoro Wolverine przybył was ostrzec tworząc moją linię czasu, komputer odesłał mnie z powrotem, musiał wykryć jakąś nić która łączyła nasze czasoprzestrzenie... Tak przynajmniej sądzę, bo nikt wcześniej was nie ostrzegł. Wybaczcie, że wcześniej nie wspomniałem o... dużych eksplozjach, miałem wrażenie, że i tak niektórzy z waszych uczniów się mnie boją, a nie chciałbym... -
Cable zamilkł zastanawiając się czego tak właściwie by nie chciał. Zdał sobie sprawę, że najprawdopodobniej wysadził cały wszechświat w powietrze i nie odczówał najmniejszych wyrzutów sumienia. W takich chwilach bał się samego siebie, był chyba jedyną osobą, która była w stanie wzbudzić w nim strach i jakiekolwiek głębsze uczucia, poza nienawiścią, którą napawało go wielu ludzi. Co więcej, był gotów zrobić to jeszcze raz, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wydawało mu się wręcz, że odczuwa zadowolenie, istniała bowiem szansa, że jeśli to wszystko było prawdą, posłał Apocalypse'a do diabła, chociaż wiedział, że w tym nowym świecie jego rywal musi gdzieś się kryć. Chociaż póki co, nikt o nim nie wspominał. Obecni w sali badań przez chwilę mogli dostrzec na jego twarzy przeogromny smutek, graniczący z rozpaczą, który po chwili znów obrócił się w zimne lico, godne cyborga. Nathaniel znów spojrzał na Ryana.
- Postanowisz co zechcesz. Ale jeśli nie zorganizujemy tej wyprawy, mam jeszcze dwie opcje. Pójść do Bractwa, i zapytać co Magneto sądzi o tym co Ci powiedziałem. Albo zostać tutaj, aż nie zdechnę. A wiesz, że wtedy nie będą tak miły jak wy, i pomszczę swoich rodziców, oraz profesora, a ziemia spłynie krwią tylu ludzi, że będziesz mógł nią pomalować całą szkołę. Ryan, jeśli mi nie pomożesz, to umówmy się, że nigdy mnie tutaj nie było, jak przyjaciele. To wasz świat, a skoro nie mogę wrócić skąd przybyłem... To teraz chyba i mój... Jeśli chcesz, będę patrzył jak zakorzeniacie młodzieży szczytne ideały, a ludzie i maszyny mordują was jednego po drugim, ale wtedy ty musisz mi pozwolić robić swoje. Dam wam się z tym przespać, jeśli nie chcecie decydować się dzisiaj. I jeśli dacie mi koc. -
Chociaż Cable patrzył na twarz Ryana, to łatwo było zauważyć, że tak naprawdę cały czas wpatruje się w jakiś nieokreślony martwy punkt, gdyż przy jakimkolwiek ruchu Włocha nie wodził spojrzeniem za jego oczami, te tkwiły wbite w ścianę, gdzieś za jego czaszką.
- Przepraszam was... chociaż wy na mnie nie liczyliście, w tamtym świecie, spie@#oliłem sprawę. -
Nathaniel opóścił wzrok i westchnął ciężko, następnie przełykając łyk gorzkiej śliny. Był to łyk porażki, paradoksalnie płynącej z częściowego zwycięstwa. Nie miał zamiaru się poddać, nie miał też zamiaru toczyć z X-Men dalszych sporów, czy co gorsza z nimi walczyć. Trep po prostu posadził swój ciężki zad na biurku, przy którym Beast korzystał z komputera, a to lekko zatrzeszczało pod jego ciężarem.
 
 

Angel
[Usunięty]



Wysłany: Czw 05 Mar, 2015 00:15   

Angel uniółsł powiekę. Cyborg zachowywał się dość... niezrozumiale? Może to te podróże w czasie, może szok, ale... chyba bardzo nie chciał dać się polubić.
- Nathan - zaczął - sorry, ale najpierw mówisz, że nas nie zabierzesz ze sobą, potem, że pójdziesz do Bractwa - przerwał na chwilę. - Czy ty naprawdę chcesz naszej pomocy? Rozumiem, że przywykleś do dowodzenia i wydawania rozkazów, ale chyba się gdzieś pogubiłeś - rozłożył skrzydła. - Słuchaj. Albo jest szansa, że ta misja zakończy się sukcesem, i wtedy jestem po twojej stronie, albo zostajesz tutaj, i też jestem po twojej stronie, albo próbujesz wszystkich zastraszać i szantażować i wtedy... może przestań. Naprawdę, nie masz tutaj wrogów - miał nadzieję, że przemówił wielkiemu mężczyźnie do rozsądku. Przynajmniej trochę. Wydawał się bardzo zagubiony. A zagubieni ludzie, zwłaszcza tacy, którzy starali się być silni, zmieniali swój lęk w agresję. A tej było tutaj za dużo odkąd tu przybył. Brakowało tu Scotta, a przede wszystkim brakowało Xaviera.
 
 

Cable
[Usunięty]



Wysłany: Nie 08 Mar, 2015 12:26   

Nathaniel obrócił się w twarzą w stronę najmłodszego ze zgromadzonych i uważnie słuchał tego co Angel miał do powiedzenia. Faktycznie, po wyrazie jego twarzy można było w tym momencie zauważyć, że facet nie lubi, kiedy ktokolwiek z nim dyskutuje. Mimo tego nie przerwał chłopakowi, pozwalając mu wyrazić swoje zdanie do końca. Przez kilka chwil stał więc całkowicie nieruchomo, a jedynym oznakiem jego życia była poświata wydobywająca się z jego organicznego oka, która pulsowała raz świecąc się mocniej, a raz przygasając, zupełnie jak żarówka podłączona do przesuwalnego włącznika światła, którym jakieś dziecko, dla zabawy jeździło z boku na bok.
- Warren... -
Cable zaczął i przerwał, ponieważ musiał "odchrząknąć". Słowa chłopaka wyraźnie sprawiły, że Cable nieco "spuścił z pary" i tym samym poczuł się nieco nieswojo. Angel w swoich słowach wyraził coś co można było odebrać za gest przyjaźni, a tego Nathaniel zupełnie się nie spodziewał. Nie tyle co od Angela, co od nikogo.
- To nie tak, że chce was szantażować, czy zastraszyć... Po prostu głośno myślę, a w głowie widzę same czarne chmury. -
Mężczyzna zacisnął mocniej swoje wargi i przez chwilę wpatrywał się młodemu bogaczowi prosto w oczy, później obrócił twarz w stronę Mercurego i Bestii.
- To nie tak, że chcę układać się z Magneto... Wiem, że ten człowiek jest zdradzieckim psychopatą, ale nie można odmówić mu tego, że na losie wszystkich mutantów, zależy mu tak samo jak wam. Nie musicie dawać mi odpowiedzi w tej chwili. Jeżeli mielibyśmy wyruszyć do przeszłości, to nic nas nie popędza, możemy zrobić to dzisiaj, ale równie dobrze jutro lub za tydzień. Przemyślcie tą sprawę, ja muszę odzyskać siły. Będę w pobliżu. -
Skinął delikatnie głową i zarzucił sobie swoją ciężką torbę na ramie. Zastanawiając się nad wszystkim co dzisiaj wydarzyło się w szkole, ruszył w stronę drzwi, swoim niespiesznym, pozornie leniwym krokiem.

// zt - kuchnia
 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 120
Wysłany: Pon 09 Mar, 2015 17:27   

Beast oodprowadził olbrzyma wzrokiem.
- Panie d'Argento - zwrócił się do Ryana - Myśle, że prośba Pana Summersa o pokój gościnny jest jak najbardziej sensowna i do spełnienia w szybkim czasie. Teraz Pan Panie Warthington - Beast zrobił pauzę po czym uśmiechnął się - Jestem z pana naprawdę dumny. Spokój godny podziwu a i argumentowanie sensowne. Na pewno Warthingoton Industries zyska mając pana za prezesa... - przerwał nagle.

Myśli, najróżniejsze, kłębiły się w jego głowie. Był zmęczony. Znużenie jednak nie przyszło tak jak zawsze, stopniowe i pogłębiające się. Uderzyło nagle. Było nieprzyjemne. Jakby nale McCoya zaatakowały wszelkie objawy przeziębienia. To zmęczenie - powtarzał sobie - Na pewno.
Zaraz jednak uczycie przeszło, a zastąpiło je inne. Zapachy sali stały się bardziej drażniące niż zazwyczaj, smród ziemi i rzygowin dobiegający z doniczki, pot - zarówno jego własny jak i tu obecnych, a nawet już nieobecnych.

- Przepraszam - powiedział szybko - Trochę gorzej się poczułem. Chyba będzie dobrze jeżeli ja też pójdę do swojego pokoju. Za chwilę.

Po tych słowach opadł na krzesło. Sięgnął do kieszeni po telefon i zaczął pisać wiadomość. Obok niego wciąż na monitorze wyświetlała się informacja o zakończonym badaniu.

PORÓWNANIE PRÓBEK
X - Jane Grey - Scott Summers
ZGODNOŚĆ:
J.G: 64%
S.S: 56%
MOŻLIWOŚĆ BLISKIEGO POKREWIEŃSTWA: 100%
 
 
 

Mercury
[Usunięty]



Wysłany: Pią 13 Mar, 2015 13:44   

Ryan prychnął za odchodzącym Cablem krzyżując ręce na piersi.
- Jeśli ten facet istotnie przybył z innego wymiaru, to widać, że mnie w nim nie poznał.- Zauważył.
Pochwały pod adresem Angela przyjął zaś bez komentarza - nie było w nich niczego, z czym musiał się kłucić, przynajmniej dopóki nie pozna bliżej pana "prezesa Worthington Industries". Na pewno nie życzył sobie strzelania w siebie Remedium, które mogło okazać się bardziej skuteczne, niż je opisywali w mediach, a polityka Warrena wydawała się podzielać ten pogląd - nikt nie chce być na siłę szczepiony tą substancją.
- Ej, Azzurro, wszystko w porządu?- Zawołał Włoch, kiedy niebieski naukowiec zbladł pod warstwą swojego futra. Dopiero wtedy zauważył komunikat na monitorze. Ryan był słaby, jeśli chodzi o komputery, nie mieszał się więc do ich pracy, ani nie bawił się wynikami, jeśli to nie było niezbędne, jednak tak łopatologicznie przedstawiona wiadomośc nie pozostawiała żadnych wątpliwości.
- Czy to jego próbka?- Zapytał, wskazując palcem na ekran.- Perbacco! Usuncie to, nim ktoś się dowie. Musimy utrzymać wynik tego testu w tajemnicy, bo inaczej wszystko się posypie na łeb na szyję!
 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 120
Wysłany: Pią 13 Mar, 2015 16:03   

Posypie - powtórzył w myślach McCoy - Zataić.
- Coś ty powiedział? - zwrócił się do Ryana spoglądając na niego żółtymi ślepiami, w których pojawił się dziwny błysk.
Posiniałe fragmenty skróy widoczne spod błękitnej sierści na powrót stały się jasnoniebieskie, a potem błękitne. Beast wstał.
- Zataić tak? - wypowiedział a jego głos drżał, co nie było do niego podobne - A może od razu powinienem poszukać sposobu na eliminację Pana Summersa? Chcesz zabić krewniaka Scotta i Jean? K&*^wa mać, nawet jeśli to cholerny klon, masz zamiar eliminować ostatnie elementy jakie po nich zostały?
Beast postąpił krok do przodu.
- Umościliście sobie tutaj gniazdko - wycedził przez zaciśnięte kły, którymi potem zgrzytnął głośno - Przyjeżdżam i jestem tutaj jak intruz, podczas gdy reszta grona pedagogicznego panoszy się i pilnuje szkoły tak zazdrośnie jakbyśmy już byli w stanie wojny, o której opowiada Summers. Myślisz, że polityka to zabawa panie długowieczny? Xavier mówił, że to konieczne. Powiem ci coś, miał rację. Bo to co wy teraz robicie... ta szopka z tym wielkoludem, to zatajanie... Wszystko się posypie? To metody Bractwa, do cholery! Chcesz być jak oni?! Chcesz zobaczyć jak to jest jak mutant zabija mutanta?! Mogę ci pokazać!
Ostatnie słowa Henry nie wykrzyczał lecz wręcz wyryczał. Po sierści okalającej jego brodę spłynęła strużka gęstej spienionej śliny. Pazury obnażyły się niczym u dzikiego zwierza, zarówno te u dłoni jak i u stóp. Postąpił kolejny krok i pochylił się niczym gepard gotowy do skoku na antylopę, która właśnie go zauważyła. Czy raczej na drugiego wielkiego kota, bo instynkt mu mówił, że to nie będzie łatwa walka.
 
 
 

Mercury
[Usunięty]



Wysłany: Sob 14 Mar, 2015 13:11   

Ryan spojrzał w otchłań. Długo mierzyli się na spojrzenia, w oczekiwaniu kto pierwszy mrugnie. Co ważne, dla otchłani był to rewanż...
- Worthington...- Zaczął Włoch.- ...teraz powoli wyjdź i sprowadź tutaj jak najszybciej Rogue i Wolverina. Obawiam się, że mamy problem.-
Pod ubraniem skóra Ryana pokryła się srebrnym nalotem Formy Rtęci. Nie przypuszczał, że tak szybko po ostatnim black-oucie w jego własnym gabinecie będzie musiał znów prowadzić walkę i to jeszcze z kimś, kto według akt był jednym z ojców-założycieli Instytutu, jednak kartoteka McCoya była jasna - żadnego miotania promieniami, żadnych kul ognia. Siła, zręczność, gibkość i szybkość. I szał bojowy uodparniający go na wiele... bardzo wiele bólu.
Jeśli tylko udałoby mu się wykorzystać element zaskoczenia po skoku błekitnego stwora, mógłby zamknąć go w labolatorium awaryjną blokadą drzwi. Marne szanse, że w obecnym stanie Henry McCoy sam otworzy sobie drzwi, prędzej wyrwie zamek.
 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 120
Wysłany: Pon 23 Mar, 2015 03:08   

Sierść Bestii wyraźnie najeżyła się. Włosy uniosły się na głowie, dłoniach, stopach oraz w innych miejscach, które skrywał garnitur. McCoy pochylił się nisko kładąc jedną rękę na podłodze. Obrócił się powoli w stronę Angela, ale na tyle by mieć na widoku oba wrogie mu drapieżniki.

Wrogowie byli wszędzie. Nie widział twarzy ludzkich, już nie, a przynajmniej nie w taki sposób w jaki powinien. Czół obce zapachy, zapach strachu i nienaturalny zapach, który nagle zaczął dochodzić od pierwszego, którym był dla niego Mercury.

Mięśnie nóg napięły się tak mocno, że aż zaczął odczuwać ból. Był gotowy do walki. Gotowy by zagryźć lub rozszarpać pierwszego, który choćby drgnie.
 
 
 

Mercury
[Usunięty]



Wysłany: Wto 24 Mar, 2015 10:48   

Ryan wkrótce był gotów. Jego komórka zawibrowała (Jane nalegała, żeby sobie ją kupił po jego ostatniej śmierci) - ktoś widocznie czegoś chciał, a że numer do niego mieli tylko mieszkańcy szkoły coś musiało stac sie gdzie indziej.
Oby tylko Summers nie był w to zamieszany... wyraził nadzieje Ryan chwytając sie za mostek.
- Hej!- Krzyknął, by zwrócic na siebie uwag Bestii.- A może teraz ja zagram ci piosenke?- Zaproponował rubasznie, ale mine miał poważną. Palce wsuneły sie w specjalnie przygotowany otwór w skórzy, który powstał tam chwile temu. Ryan szarpnął, rozrywając sobie koszule, ale zadanie zostało spełnione - po środku jego klatki piersiowej ziała czernią dziura o promieniu około 30 cm. W jej wnetrzu znajdowało sie coś, co przypominało czerwone kółko.
- ...na nosie!- Dodał Włoch do swojej poprzedniej wypowiedzi i napiął mieśnie jakby z całych sił starał sie wstrzymac oddech. Z otworu na jego piersi dobył sie świszczący syk i z wielką siłą wystrzeliło stamtąd coś, co po chwili jedyna osoba trzecia w pomieszczeniu - Angel - mogła zidentyfikowac jako wielki, teleskopowy, pneumatyczny tłok z rozszerzającym sie końcem obleczonym w coś, co przypominało czerwonawą skóre. Ta swoista "rekawica bokserska" trzasneła stojącego Hanka centralnie w nos z siłą kreskówkowego gagu.
Ryan szybko wciągnął powietrze. Tłok niemal natychmiast zwinął sie do jamy jego ciała.
- Szybko!- Rozkazał, chwytając Angela za reke i wyciągając go z sali badań.
Drzwi zasuneły sie za nimi z sykiem siłowników.

//zt Merc i Angel (drugi idzie dokąd chce)
 
 

Angel
[Usunięty]



Wysłany: Czw 26 Mar, 2015 20:37   

Angel był w szoku, stał przed drzwiami, zdziwiony bardzo tym, co się wydarzyło. Przemiana McCoya, a przede wszystkim kolejne dziwne zachowanie Włocha sprawiły, że w zasadzie zamienił się w słup soli. Zareagował dopiero wypchnięty przez drzwi, kiedy zobaczył uciekającego Mercury'ego. Czy on naprawdę ogłuszył McCoya i zostawił go w laboratorium? Otworzył drzwi na nowo i wszedł do środka, mając nadzieję, że doktor już odzyskał kontrolę nad sobą, a tak naprawdę, że jeszcze żył...

- Hank? Nie chcę cię skrzywdzić. Przepraszam - mówił w ciemność. - Naprawdę nie ufam temu Włochowi.
 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 120
Wysłany: Pon 06 Kwi, 2015 22:47   

- Worthington - Angel usłyszął ochrypły głos dochodzący z ciemności - Idź stąd. Proszę zostaw mnie samego. Musze... Muszę się uspokoić. To... trudne.

To był głos Hanka, ale jego erudycja, sposób wypowiedzi - brzmiał inaczej. Plama fosforyzującej substancji poruszyła się w kącie. Angel dostrzegł to dopiero po chwili. Henry McCoy w garniturze pobrudzonym chemikaliami, ziemią z doniczki i tym co zostawił tam Cable, siedział w kącie w który posłał go atak Mercurego. Nie, nie siedział. Kulił się. Kucał niczym spłoszone zwierze. Sierść wciąż miał nastroszoną, jednak nie toczył już piany.

- Worthington - wycedził Henry - Proszę. Zostaw mnie. Nie chcę nikomu zrobić krzywdy. Muszę... Muszę sobie poradzić... ze sobą.
 
 
 

Angel
[Usunięty]



Wysłany: Sob 11 Kwi, 2015 10:34   

- Doktorze. Oczywiście, jeśli tylko Togo potrzebukesz. - Warren mówiłł cicho i spokojnie, starając się uciszyć zwierzęce emocje McCoya. - Znajdź mnie, jak ochłoniesz. Musimy porozmawiać o kilku sprawach. Między innymi Mercurym. Nie ufam mu. W tej szkole dzieje się coś bardzo niedobrego - powiedział tylko iwyszedł, pozostawiając Hanka w ciemności.

/prawe skrzydło - korytarze i schody
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1135
Wysłany: Sob 23 Sty, 2016 17:38   

Budynkiem szkoły Charlesa Xaviera, a nawet jego podziemną częścią wstrząsnął ogromny huk, a drżenie przypominało lekkie trzęsienie ziemi. Kilka przedmiotów z pewnością spadło ze swoich miejsc, lub się przewróciło. Niektóre książki w bibliotece zsunęły się ze swoich półek, a kilka szyb od strony, z której dobiegł huk pękło. Co się stało? Wybuch bomby? A może atak Sentineli? Niestety, to tylko Star-Lord i jego wesoła kompania dziwnym trafem rozbili się u Charlesa "w ogródku".



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
Portal dla graczy gier via www The Avengers Hogwart Dream Black Butler Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal
Riverdale Dragon Ball Another Universe Mortis Eclipse Bleach OtherWorld

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018