{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Ulice
Autor Wiadomość

Jane 

#TeamIronAmerica




Imię i nazwisko: Jane Weller
Data urodzenia/Wiek: 14.07.1988, 25 lat
Zdolności: Przejmowanie mocy przez krew, manipulacja molekularna, telekineza
GXRA 2017
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 9828
Wysłany: Pią 17 Sie, 2012 17:25   Ulice

Ulice Nowego Jorku nigdy nie są puste. W tym mieście wszyscy gdzieś pędzą, spieszą się, są spóźnieni. Ulice w większości są zadbane, czyste, służby miejskie działają całkiem sprawnie, można nawet stwierdzić, iż jak na tak wielkie i zatłoczone miasto jest tu całkiem bezpiecznie.




 
 
 

Dreamer
[Usunięty]



Wysłany: Pią 24 Sie, 2012 15:28   

Za niedługo się wyniesie. W sumie już to sobie postanowił, chodzenie w kółko w te same miejsca, jak zwykle bez celu zaczynało go powoli drażnić i nic na to nie poradzi. Wsunął dłonie do kieszeni spodni, zerkając przed siebie. Może faktycznie powinien zajrzeć do tej szkoły dla mutantów? Sam jednak nie miał chyba na tyle pewności, aby zrobić tak duży krok.
Szedł niespiesznie, po prostu obserwując, czasem wymijając spieszących się gdzieś ludzi. W Nowym Jorku niewielu jest innych...
 
 

Ellen
[Usunięty]



Wysłany: Pią 24 Sie, 2012 15:32   

Cherry wyszła z salonu, poczym od razu wyciągnęła z kieszeni spodni paczkę papierosów i zapaliła jednego. Podczas pracy niestety nie miała jak. Na ulicy jak zwykle było pełno ludzi i każdy sie gdzieś śpieszył. Zdarzali sie i tacy co wchodzili praktycznie na innych, nie zwracając na nikogo uwagi. I tak też właśnie sie stało. Dość wysoki mężczyzna wpadł na Cherry z impetem. Chciała już krzyknąć na niego, jednak facet szybko poszedł dalej a dziewczyna nawet nie usłyszała słowa przepraszam. Nie znosiła takich ludzi. Spojrzała na zegarek. Wyszła na ulice akurat wtedy gdy był największy ruch, ale wiedziała że do salonu już dziś nie wróci. Tak jak poprzedniego dnia był straszny upał a Cherry nie znosiła takiego ciepła. Wszystkie czynniki sprawiały że była ona po prostu wściekła i lepiej było z nią nie zadzierać. Kiedy też była zdenerwowana uaktywniały sie jej zdolności. Czasami były one przydatne, ale akurat teraz ich nie potrzebowała. Szła powoli przed siebie obserwując uważnie ludzi.
 
 

Dreamer
[Usunięty]



Wysłany: Pią 24 Sie, 2012 15:49   

Przystanął pod jednym z płotków ogradzających domy po prostu przyglądając się ludziom. Cherry dostrzegł z daleka, nie odezwał się jednak, nic nie zrobił. Nie zamierzał do niej podchodzić, nie kusiły go zbytnio dłuższe znajomości, wciąż powtarzał sobie, że przecież takich nie potrzebuje. Był trochę zły na siebie za zachowanie ostatniego dnia, choć absolutnie nic po sobie nie pokazywał.
Po prosu po dłuższej chwili ruszył w przeciwnym kierunku. Prawą stroną chodnika... zabawne w sumie, że spieszący się ludzie zachowują się trochę jak na jezdni. I lepiej im w tym nie przeszkadzać.
 
 

Ellen
[Usunięty]



Wysłany: Pią 24 Sie, 2012 16:00   

Cherry szła spokojnym krokiem, przecież nikt jej nie gonił. Spięła włosy w kucyk i przyśpieszyła nieco. Oczywiście w niektórych miejscach nie była ona mile widziana. Niektórzy uważali ją za dziwadło, jakoś nie przejmowała się tym. Również groźby nie robiły na niej żadnego wrażenia. Po chwili wpadła na jakiegoś chłopaka. Niestety był to osobnik który za dziewczyna raczej nie przepadał. Cherry chciała już ruszyć dalej, niestety chłopak który był dość wysoki i porządnej budowy ciała, chwycił ją za nadgarstek a ona odruchowo zaczęła sie wyrywać. Inni ludzi zbyt bardzo sie śpieszyli aby zwrócić na to uwagę. Zresztą Cherry nie chciała niczyjej pomocy, zawsze sama sobie radziła i uważała że teraz też tak będzie.
 
 

Dreamer
[Usunięty]



Wysłany: Pią 24 Sie, 2012 16:13   

W pierwszej chwili gdy dostrzegł przepychankę chciał po prostu iść dalej. Nie był superbohaterem, trzeba przyznać, trochę mu do tego daleko, zazwyczaj zwyczajnie nie mieszał się do cudzych porachunków.
Coś w nim drgnęło dopiero gdy dostrzegł, że jedną z "przepychających" się osób jest dziewczyna. Nie był może szczególnie wychowany, może i do dżentelmena było mu mniej więcej tak blisko, jak do kariery baletnicy, jednak nawet jemu trudno było przejść obojętnie.
Tym bardziej, kiedy poznał tę dziewczynę. Nie zamierzał przeciągać znajomości, jednak jakoś też nie chciał jej teraz zauważyć, podszedł bliżej, łapiąc faceta za ramię i odwracając w swoją stronę. Dość szybko i bez problemu wykrył, że jest klaustrofobem.
Uśmiechnął się pod nosem.
- Jakiś problem?
Odezwał się, a mężczyzna musiał odczuć, że powieki ciążą mu coraz bardziej i bardziej.
 
 

Ellen
[Usunięty]



Wysłany: Pią 24 Sie, 2012 16:22   

Kiedy Cherry spostrzegła że obok niej zjawił sie Dreamer, przewróciła oczami a facet który ją zaczepił postanowił, że na razie da sobie spokój. Powiedział tylko cicho że ją jeszcze dopadnie, jednakże na Cherry nie zrobiło to wrażenia. Miała dziś podły dzień, więc bez kija nie podchodź. Wczoraj to ona była jak anioł a dziś była nie do poznania. Często tak miała. Wiedziała że Dreamer tylko ją wysłuchał i to wszystko. Oczywiście w głębi siebie cieszyła sie bardzo z tego, ale nie chciała sie do nikogo przywiązać, wiedziała że prędzej czy później źle to się skończy. Zawsze jak już w coś brnęła to bez zobowiązań. Poprawiła torbę na swoim ramieniu i westchnęła cicho. Nie miała zamiaru dziękować chłopakowi. Była teraz wredna, ale ona już po prostu czasami tak miała. Zresztą trudno było za nią nadążyć. Spojrzała na swój nadgarstek, który był lekko zaczerwieniony. Nie ukrywajmy facet nie był ani trochę delikatny.
 
 

Dreamer
[Usunięty]



Wysłany: Pią 24 Sie, 2012 16:32   

Odszedł. Tym lepiej. Dreamer nie zamierzał się z nim bić - ktoś musiałby go na prawdę poważnie wkurzyć, by użył siły. Parę razy się to zdarzyło w jego życiu, ale to dosłownie parę. Zazwyczaj był wkurzająco wręcz spokojny.
Gdyby zrobił to, co zamierzał, czyli najprościej i najzwyczajniej w świecie zafundował chłopakowi długi i bardzo męczący koszmar, sam straciłby wiele sił i zapewne musiał szukać znowu miejsca do spania. Nie chciało mu się.
- Okej?
Spojrzał na dziewczynę, by upewnić się, że nic poważniejszego jej się nie stało. Widział, że raczej nie ma dobrego humoru - nie zamierzał jej się narzucać.
 
 

Ellen
[Usunięty]



Wysłany: Pią 24 Sie, 2012 16:40   

- Tak, wszystko w porządku – odparła bez większych emocji. Starała się ich nie okazywać, jednak w takich sytuacjach nie czuła się najlepiej.
- Zawsze zdarzy się jakiś kretyn, który musi zaczepiać ludzi – choć Cherry była zaczepiana przez tego faceta już nie raz, ale nie chciała nic mówić na ten temat. Nie chciała wzbudzić litości a już w ogóle troski z przymusu. Wiedziała że musi jakoś sama z tym poradzić, choć była wdzięczna że Dreamer zjawił się akurat teraz. Była zła na siebie że wczoraj tak otworzyła się tak przed nim, w końcu przy kimś poczuła się bezpiecznie.
Tak nie powinno być – pomyślała. Z jednej strony chciała iść dalej, ale z drugiej miała nadzieje że chłopak ją zatrzyma. Czasami bywała trochę naiwna. Spojrzała na Dreamer'a.
- Dzieki - powiedziała cicho, poczym ruszyła przed siebie a p chwili już nie było jej widać.

//zt
 
 

Dreamer
[Usunięty]



Wysłany: Pią 24 Sie, 2012 17:02   

- Są ludzie i parapety.
Wzruszył ramionami zerkając za tamtym facetem. Nie chciał się mieszać w jej sprawy, pewnie już dość namieszał jej w głowie swoim zachowaniem z ostatniego dnia.
- Nie ma za co.
Widząc, że odchodzi po prostu ruszył dalej przed siebie, dalej błądzić po uliczkach i obserwować ludzi. Przymknął leniwie oczy w pewnym momencie skręcając w kierunku Times Square. Zawsze lubił to miejsce pod wieczór.

//Times Square
 
 

Curt Connors
[Usunięty]



Wysłany: Wto 02 Paź, 2012 20:44   

///z Chinatown

Stary anioł Semangelof szedł ulicami pod swoją ludzką postacią. Podobnie jak w azjatyckiej dzielnicy przechodnie mimowolnie rozstępowali się przed nim, pozwalając mu sunąć nawet w najgorszym ścisku niczym lodołamacz. Nikt jednak nie był do końca świadomy tego, że schodzi z drogi niewysokiemu staruszkowi azjatyckiej aparycji.
Zaccaria nadal uśmiechał się. Zatem w Nowym Jorku stacjonują też wampiry. Z pewnością również inne tego typu nacje mają swoich przedstawicieli w Nowym Świecie. Ludzie-wilki, ludzie-koty, ludzie-ptaki, ludzie-ćmy... Ich wszystkich Zaccaria spotykał już przelotnie, ba! niektórzy nawet pozwalali się widzieć ludziom. Zadziwiające, do czego może doprowadzić jedno przypadkowe pojawienie się... Ile cudownie skomplikowanych teorii spiskowych i miejskich legend urosło na tej niewdzięcznej pożywce.
 
 

Skye
[Usunięty]



Wysłany: Wto 02 Paź, 2012 21:23   

Znaczne zachmurzenie nie wyklucza zakrywania oczu za ciemnymi szkłami okularów przeciwsłonecznych. Lecz ten jakże gwiazdorski look zbuntowana anielica zawdzięczała nie faktycznej sławie, a przykrej konieczności wtopienia się w Nowojorską masę.
Jako, iż dzień nie należał do szczególnie upalnych na ramionach dziewczyny spoczywała lekka ramoneska z rękawami 3/4, jej nogi ciasno pętały ciemne jeansowe rurki, a uwieńczeniem tego stroju były niebotyczne szpilki.
Skye nagle zatrzymała się na rogu, przy pewnej urokliwej kafejce i zapaliła papierosa. Długie włosy dziewczyny szamotały się, targane drażniącym wiatrem, zapowiadającym rychłe nadejście chłodniejszych dni.
Po chwili rozległ się sztampowy sygnał połączenia oczekującego, zmuszając anielicę do sięgnięcia po telefon komórkowy.
-Hym stęskniłeś się?-zapytała, wyraźnie kpiąc z rozmówcy. Osoby, które mijały pannę Sarius miały okazję usłyszeć podniesiony, wręcz wrogi męski głos wydobywający się z głośnika Smartfona. Co dziwne po mimice Skye można było wywnioskować, iż gniew rozmówcy wręcz ją raduje.
-Więc patrz.-powiedziała tylko, unosząc kącik ust w geście uśmiechu. Rozejrzała się niecierpliwie, jak gdyby oczekując pojawienia się niezwykle istotnej persony.
 
 

Curt Connors
[Usunięty]



Wysłany: Wto 02 Paź, 2012 21:40   

Zaccaria szedł z przeciwka. Pozornie nie zwrócił uwagi na młodą dziewczynę ubraną niczym jakaś wschodząca gwiazdka. Pozornie. Wyminął ją, staną dopiero, gdy obydwoje stali do siebie plecami. Och, oczywiście, to że nie zareagował w żaden widoczny sposób, nie znaczy przecież że nie wiedział. Czuł. W pewnym momencie anielskiego życia wszystko można wyczuć, to kwestia praktyki. A każdy anioł, nawet anioł upadły, wygnany, czy taki który tylko tytularnie był aniołem i nie postawił nigdy nawet stopy w Niebiosach znał, chociażby ze słyszenia, Semangelofa.
- Dobrze cię widzieć, księżniczko.- Rzekł cicho, by mogła go usłyszeć, ale jednocześnie nie na tyle głośno, by zwrócić na siebie uwagę gawiedzi.- Chociaż przyznaję, że jesteś osobą, której spodziewałem się tutaj najmniej.-
Semangelof znał sytuację. Wiedział o drobnych... wykroczeniach... niektórych aniołów i anielic. Druga strona zawsze wydaje się taka pociągająca, prawda? No więc czasem była pociągająca aż do tego stopnia.
Zaccaria odwrócił się przodem do dziewczyny, licząc że i ona to zrobi.
- Wakacje? Czy też może zwiedzasz arenę potyczek Góry i Dołu?-
W co ty grasz, mała Skye? W co ty takiego grasz...?
 
 

Skye
[Usunięty]



Wysłany: Wto 02 Paź, 2012 23:51   

Zaledwie po kilku minutach obok Skye przemknęła pewna postać...postać, która wyraźnie ją zainteresowała. Czyżby to ona była domniemanym celem...kimś na kogo dziewczyna tak czekała?
-Muszę przyznać, że Twoja luba wygląda dziś fenomenalnie. Szkoda byłoby tracić taki skarb.-oznajmiła, swemu tajemniczemu, telefonicznemu rozmówcy, podążając wzrokiem za ową ''istotą'', a mianowicie narzeczoną mężczyzny.
I niespodziewanie z tej jakże poważnej rozmowy wybił ją czyjś głos. Początkowo zlekceważyła go, sądząc iż zasłyszana treść nie jest skierowana do niej. Tymczasem pławiła się w poczuciu władzy nad rozmówcą zatroskanym o swą ukochaną.
-Więc jak będzie? Zawsze mogę poprosić o to uroczą Samanthę.-rzuciła swym zmanierowanym tonem.
Kruk dopiero po chwili dostrzegła niewysokiego Azjatę. Spojrzała na dziadka nonszalancko i skrzywiła się nieznacznie. Zsunęła okulary z nosa, ukazując swe żółte ślepia.
-Czy ja Ci dziadku wyglądam na Twoją wnuczkę, opiekunkę czy cholera wie kogo jeszcze?-syknęła niczym rozjuszona kotka, sprawująca piecze nad swoimi młodymi.
Teoretycznie powinna znać jednego z najstarszych aniołów...teoretycznie. Praktycznie nigdy nie interesowało ją jej pochodzenie i pobratymcy. Wprawdzie James chciał wpoić swej podopiecznej podstawową wiedzę i wartości religijne, lecz nie udało mu się osiągnąć zamierzonego celu. Prawdę powiedziawszy córka czystej anielicy nie wiedziała nic o swych korzeniach.
''Góry i Dołu''- a jednak te słowa dały Skye do myślenia. Co miał na myśli ten dziwak?
-Chyba leki przestały działać.-dodała uszczypliwie. W międzyczasie dało się słyszeć nerwowe pokrzykiwanie zignorowanego telefonicznego rozmówcy.
-A teraz Pan wybaczy, muszę wracać do pracy.-mruknęła, z powrotem zakładając okulary przeciwsłoneczne. Przez chwilę milczała, patrząc na Samanthę, która po chwili upadła na ziemię wydając charakterystyczny krzyk.
-Wszystko jest w Twoich rękach Max, wystarczy jedno słowo żeby to przerwać...Hym, a może nie? W sumie świetnie się bawię.-zachichotała, wciąż manipulując cząsteczkami ciała kobiety, tak aby sprawić jej jak najwięcej bólu.
 
 

Curt Connors
[Usunięty]



Wysłany: Sro 03 Paź, 2012 07:47   

Zaccaria westchnął. Oczywiście, że tak...
Podszedł kolejny krok i przyglądał się chwilę temu, co dzieje się z kobietą na ulicy i mimice twarzy Skye. Później skupił się już tylko na ekspresji.
Był aniołem. Jego zadaniem było interweniować. Mimo wszystko czuł się podle, interweniując przeciwko tej konkretnej upadłej. To przecież nie była jej wina... Zaccaria chciał myśleć, że nie była.
Położył jej łagodnie dłoń na ramieniu i ścisnął delikatnie, acz stanowczo. Zbliżył się i szepnął jej na ucho.
- Keira Charlotte nie byłaby zadowolona z tego co robisz, księżniczko...- Rzekł.- ...więc chociażby na jej pamięć, odpuść!-
Ostatni wyraz specjalnie wypowiedział głosem. Gdzieś tam, ponad miastem, z łagodnym pomrukiem zbliżającej się burzy przetoczył się grom.
- Pan nie wybaczy "powrotu do pracy", księżniczko...- Szepnął Semangelof.- Ja - przeciwnie. Ale będę bardzo smutnym starcem, zwłaszcza, że z moim zdaniem nie trzeba się liczyć. Tam.-
 
 

Skye
[Usunięty]



Wysłany: Sro 03 Paź, 2012 21:45   

-Więc...?-zapytała Maxa, który wyraźnie mięknął. Niestety w przełomowym momencie całej akcji, brunetka usłyszała imię, które zbiło ją z pantałyku...imię swojej matki. W ułamku sekundy rozłączyła się, ignorując nerwowe pokrzykiwania telefonicznego rozmówcy. A co z Samanthą? Nagle bóle nękające jej połączenia nerwowe ustały. Oczywiście nie przez wzgląd na pamięć matki, lecz nieumiejętność skoncentrowania swej mocy w obliczu kontaktu...kontaktu z aniołem. I oto miała przed sobą rasę, do której pałała płomienną nienawiścią. Gdyby nie ciemne szkła okularów, Zaccaria mógłby dostrzec piorunujący wzrok jakim obrzuca go Kruk.
Upadła chwyciła starca za nadgarstek, ściskając go boleśnie. Nie tolerowała jego dotyku i zamierzała dać mu to jasno do zrozumienia.
-Co o niej wiesz?-warknęła.-Mów!-rozkazała, lekko szarpiąc mężczyznę.
 
 

Curt Connors
[Usunięty]



Wysłany: Czw 04 Paź, 2012 14:19   

Oczy anioła przez chwilę błysnęły białymi błyskawicami. Delikatnie ujął wolną ręką dłoń dziewczyny i zdjął jej uchwyt ze swojego nadgarstka.
- Wiem dość, księżniczko.- Odparł chłodno.- Poza tym, kimkolwiek byśmy nie byli, ty i ja, atakowanie staruszka przez młodą dziewczynę jest w każdej kulturze dość... niegrzeczne.-
Uśmiechnął się przyjaźnie. Zrealizował swój poboczny cel - sprawił, że upadła zostawiła śmiertelniczkę w spokoju. Teraz pozostało mu tylko ocalić siebie.
- To dobrze, że reagujesz jeszcze na jej imię, księżniczko. A teraz od początku... Jak się domyślam, nie wiesz co się z nią stało, ani gdzie obecnie przebywa, prawda? To dość... łatwo zauważyć po twojej gwałtownej reakcji. Miła dziewczyna... Robiła dobrą, ale trochę za mocną herbatę miętową. Dusza wyniesiona do rangi anielicy, z tego co pamiętam...-
Semangelof znał przypadek Keiry ze słyszenia. Nie uczestniczył ani w jej procesie, ani w polowaniach na demona - jej mężczyznę, ojca Skye. Słyszał opowieści o Skye, dziecku anioła i demona. Raz czy dwa spotkał również Jamesa, ale nie mogli zamienić ze sobą więcej niż kilku słów.
Wszystkie anioły były dla Zaccarii rodziną. W pewnym sensie, rzecz jasna, oraz co oczywiste - najczęściej rodziną młodszą. I mimo, że teoretycznie wszyscy Skrzydlaci byli jednacy, Semangelof wyżej cenił niektórych, a niektórych niżej. Na przykład taki Michael...
Keira również cieszyła się przyjaźnią starego anioła. Grywali czasem w szachy. Rzadko, bo rzadko, ale liczą się przecież te drobne gesty. No i była jeszcze herbata miętowa.
Stary anioł splótł palce razem.
- Chcesz ją odszukać?- Częściowo zapytał, częściowo stwierdził.
 
 

Skye
[Usunięty]



Wysłany: Czw 04 Paź, 2012 19:32   

-Ooo za karę dostanę rózgę pod choinkę?-jęknęła z teatralnym przejęciem, następnie prychnęła kpiąco, dając aniołowi do zrozumienia, że jego czy też osąd ludzi nie bardzo ją obchodzi.
W Kruk narastała frustracja. Poczucie, iż Zaccaria przejmuje kontrolę nad sytuacją, sprawiało że Skye czuła się od niego zależna. Co więcej drażniło ją, iż tak swobodnie mówi o jej matce, którą ona pamiętała jak przez mgłę. To przez takich jak Saman została pół sierotą, przez jedną głupią decyzję. Kto wie, może ta decyzja zaważyła na obecnym usposobieniu Kruk. Może ta cała maniera i nienawiść do świata to zaledwie uraz, rysa na psychice. Któż to wie.
Brunetka zdjęła okulary i przygryzła jeden z zauszników.
-Nawet jeśli, to co Tobie do tego?-powiedziała, jak gdyby wyczuwała w słowach towarzysza jakiś interes.
 
 

Curt Connors
[Usunięty]



Wysłany: Sob 06 Paź, 2012 14:08   

Anioł wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
- Pytasz, jakbyś obawiała się, że zaraz wymienię cenę, za którą jej życie i miejsce jej pobytu będą twoje.- Powiedział, po chwili jednak uśmiech zniknął z jego twarzy. Stał się poważniejszy. Błyskawice ponownie błysnęły w jego oczach przez ułamek sekundy.
Zaccaria odetchnął kilka razy i zakasłał.
- Nie wiem czy wiesz, ale została wydana dyrektywa zabraniająca jej przebywania na tym świecie. To dlatego opiekował się tobą stróż - James. Miły dzieciak.-
Semangelof zaśmiał się sucho.
- Ostatnio jednak, wybacz impertynencję księżniczko, ale zniknęłaś mu na trochę, co nieco zaniepokoiło samą Górę. I przypadkiem natykam się na ciebie tutaj, w miejscu które może się stać Megiddo. Nie chcę walczyć. Nie chcę więzić cię nie wiadomo gdzie i nie wiadomo jak długi czas. To się mija z celem, prawda? Mam tylko jedną prośbę - nie rób nic głupiego. Ludzie i mutanci są obecnie jedynymi stronami tego konfliktu, jednak wielu jest tu również... innych, oraz tych, którzy na nich polują. Do tego dochodzą wysłannicy Lucyfera, który wciągnął biednego Michaela w zakład. Mam doglądać tej potyczki. Pomóż mi, lub nie zaburzaj równowagi, księżniczko, a pomogę ci spotkać twoją matkę.-
 
 

Skye
[Usunięty]



Wysłany: Sob 06 Paź, 2012 15:18   

-Fakt miły i praktyczny...muszę przyznać, że był najlepszą zabawką jaką miałam.-rzuciła, przyglądając się swoim paznokciom, wymalowanym na krwistą czerwień. W istocie James często bywał ofiarą wybryków Skye. Niejednokrotnie dziewczyna nadwyrężała jego cierpliwość, sprawdzając jak daleko może się jeszcze posunąć.
Kiedy anioł nadmienił o planach walki lub uwięzienia jej skromnej, grzesznej osoby parsknęła śmiechem, który po chwili ustał, a na jego miejscu pojawiła się mina pełna grozy.
-Twoja pewność siebie mnie powala. Nie zauważyłeś, że jak to określiłeś ''Góra'' kompletnie nie wie jak sobie ze mną poradzić? Nie jestem ani demonem, ani aniołem mogę wejść między was, mogę też zrobić to czego wam zakazuje wasze ''prawo''. Mogę, ale póki co nie widzę w tym interesu. Tak czy siak Twoje słowa nie mają pokrycia.-westchnęła jakby znudzona.-Dziwne, że nie zauważyłeś, ale nikt z Góry nie pofatygował się, aby zlikwidować problem. Jedyne na co się pokusili do izolacja. Poddali mnie kwarantannie, co może się okazać największym błędem.-skwitowała, pochylając lekko głowę i uśmiechając się przy tym złowieszczo.
-Musiałbyś się bardziej postarać. Keirę mogę znaleźć i bez Twojej pomocy. A poza tym jak myślisz czego od niej chce? Wierzysz w to, że brakuje mi matczynej miłości, że za nią tęsknie? Może, ale co jeżeli mam inne intencje...co jeżeli chce jej coś odebrać? Zaryzykujesz...zaryzykujesz bezpieczeństwo słodkiej, naiwnej Keiry? Potworze!-mruknęła aktorsko.
 
 

Curt Connors
[Usunięty]



Wysłany: Nie 07 Paź, 2012 18:42   

Semangelof skinął głową.
- Touche, księżniczko.- Rzekł i zamilkł na chwilę, by przemyśleć resztę swoich atutów. Jak się zdawało, Skye nadal była przekonana, że rozmawia z jakimś niezbyt wysoko postawionym skrzydlatym. Kimś w rodzaju stróża takiego jak James. Semangelof nie był kimś takim. Był sędzią. I równie dobrze mógł "osądzić" Skye, jak puścić ją wolno. Osobiście wolał jej nie zabijać, na co wpływała bezpośrednio krew Keiry krążąca w jej żyłach. Zaccaria żył jednak dostatecznie długo, by wiedzieć, że osobiste emocje nie mogą wpływać na to, co powinno zostać zrobione. W tym przypadku, jeśli upadła zadeklaruje się jako przeciwniczka, Semangelof będzie zmuszony zaatakować i przekonać ją o tym, że w istocie jest prawdziwym potworem.
Tak czy inaczej, nawet jeśli to Semangelofowi przyjdzie pełnić funkcję Niebiańskiego Wysłannika, nie zamierzał mówić o niczym Skye. Jeszcze nie. Sama nie mogła niczego się domyślić - gwarantowało to przebywanie anioła w ludzkiej formie, więc czemu nie potrzymać jej w niepewności i poczuciu tryumfu jeszcze trochę?
- Jak niby zamierzasz odnaleźć ją samodzielnie? Poza tym, mam niby uwierzyć, że tak po prostu ją zniszczysz? Szczerze wątpię, księżniczko.-
 
 

Skye
[Usunięty]



Wysłany: Nie 07 Paź, 2012 20:19   

Kruk nachyliła się nieco w stronę starca, uśmiechając się przy tym...o dziwo uśmiechając się niezwykle przyjaźnie.
-Samodzielnie? Och Nie...Powiedzmy, że mam wielu przyjaciół, a oni mówią mi różne rzeczy.-szepnęła, po czym odsunęła się od anioła. Wyglądała na pewną siebie...zbyt pewną. Czy miała ku temu powody? Oczywiście! Zważając, na fakt iż pozostawała w błogiej nieświadomości, że przed jej obliczem stoi jeden z najstarszych aniołów...
-Oj, dlaczego od razu tak brutalnie?-mruknęła jak do małego dziecka.
-To takie niekreatywne, wręcz nudne, a tymczasem istnieje tyle sposobów na osiągnięcie celu.-mówiła, lekko wymachując okularami przeciwsłonecznymi.
-A zresztą, czego się nie robi dla swoich dzieci, prawda?-rzuciła i zaśmiała się złośliwie.
-Myślisz, że ona za mną tęskni?-zapytała, udając rozżalenie.
-Ale stoją tu i ucinając pogawędki z podrzędnym aniołem niczego nie osiągnę...Pozdrów moją matkę.-rzuciła i odeszła.
z/t
 
 

Curt Connors
[Usunięty]



Wysłany: Czw 25 Paź, 2012 16:56   

Zaccaria pokiwał głową.
Córka Keiry Charlotte... no, no, no...
Jeszcze jakiś czas stał zwyczajnie na chodniku, nie spiesząc się nigdzie, ani nigdzie nie będąc potrzebnym. Wokół niego zaś przelewała się tłuszcza. Ogromne masy ludzkie żyjące wedle pulsu własnych kroków wybijanych na betonowym podłożu, które sami stworzyli na własny użytek. A ponad tym wszystkim mutanci, wampiry, aniołowie i diabły.
Zaccaria nie wątpił, że gdzieś pośród tej wielonarodowościowej, wielobarwnej mieszaniny istnień czają się słudzy Niosącego Światło. Bardzo przewrotne imię, tak zawsze uważał.
Michał ostrzegał go przed tym. "Nie próbuj stawać przeciwko Lucyferowi, starszy bracie", tak mówił. Semangelof zgodził się z nim. Nawet jego wszechmocny łuk błyskawicy nie zdziałałby wiele przeciwko mrocznej esencji Lucyfera. Tu potrzeba innej magii.
Pogrążony we własnych rozważaniach Zaccaria nie przestał zwracać uwagi na otaczających go ludzi. Zwyczajnie, przestał ich rejestrować. Ich szara aura codzienności zmuszała ich do rozstępowania się, gdy anioł szedł, zmuszała ich także do wymijania go, kiedy stał. To bardzo wygodne. I bardzo wygodnie pozwalało określić, kto spośród zbliżających się do anioła istnień nie był do końca człowiekiem...
 
 

Richard Baizen
[Usunięty]



Wysłany: Pią 26 Paź, 2012 10:03   

Rich wyruszył na ulice w poszukiwaniu atrakcji. Mieli mu ją zapewnić mutanci tłukący się w samym środku sklepu, złość i gniew zakochanych w sobie ludzi, albo wampir, któremu sam będzie mógł urwać łeb. Niestety, przez kilkaset metrów swego przyśpieszonego chodu nie dostrzegł nic takiego. Jedynym sensownym wyjściem było odwrócić się i poszukać innego miejsca poszukiwań, ale coś dziwnego kazało mu się przesunąć.
Stał jak wryty obok innych ludzi. Ku jego zaskoczeniu dziwaczna aura zniknęła szybciej niż się pojawiła. Tajemniczy staruszek przykuł uwagę wilkołaka, który zaciekawiony ruszył za nim. Zatrzymywał się kiedy on to robił, podziwiał to jak wszyscy mu się przesuwali, kiedy nawet nie był zauważany. Richard uśmiechnął się pod nosem. Starzec nie wyglądał normalnie. Nie, nie przypominał kogoś z upośledzeniem umysłowym, ale jak na tą dzielnicę miasta był specyficzny. Zabawne było to, że wszyscy unikali go jak ważnego monarchy którego gniewu się obawiali, albo gówna, którego smród odstraszał na setki metrów.
- Hej dziadziu! - krzyknął za staruszkiem. Nie wiedział czy zareaguje, ale jego wrodzona wredność krzyczała wręcz, by za nim podążył. Zbliżył się nawet do swej dzisiejszej ofiary. Brzmi to jak amatorski horror i jego pierwsze sceny mordu, ale to tylko tandetna wersja chęci zaspokojenia własnej ciekawości.
- Uważasz to za zabawne?! - dodał podniesionym tonem głosu. Wyczuwał smród ludzi panoszących się dookoła, a on...cóż, zdecydowanie można by stwierdzić, iż był bezwonny. Chore, ale Rich nie zastanawiał się nad tym zbyt długo. Przyśpieszył kroku jeszcze bardziej by go dogonić.
 
 

Curt Connors
[Usunięty]



Wysłany: Nie 28 Paź, 2012 12:43   

Semangelof odwrócił się w kierunku, z którego dochodził głos. Jego zmysł anioła wyczuł natychmiast od rozmówcy aurę bimorfa.
- Przepraszam, ale nie wiem o czym mówisz, młodzieńcze.- Odpowiedział tak, jak odpowiedziałby zapewne zwyczajny, niczym nie wyróżniający się emeryt zagadnięty na ulicy.- Przypuszczam, że pomyliłeś mnie z kimś, może z ojcem twojej dziewczyny? Musi być na prawdę ładna i zapewne tęskni teraz za tobą. Może sprawdzisz co u niej?-
To była stara sztuczka. Słowotok pozwalał Zaccarii w pewnym ograniczonym stopniu przekazywać bezpośrednio słuchaczom część tej aury, która zmuszała ich do rozstępowania się przed nim. Działało to jednak tylko na żywych organicznych - wampiry, czy demony były na ten wpływ dość... odporne.
Najciekawsze było to, że Zaccaria nie obawiał się ataku. Jego nieśmiertelne ciało nie mogło przyjąć w siebie żadnych chorób, ani zranień, które mógł zapewnić mu bimorf, nawet taki jak wilkołak. Poza tym zawsze mógł ugiąć błyskawicę, by się obronić.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018