{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Winda, schody i korytarze
Autor Wiadomość

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Wto 21 Paź, 2014 19:19   

Najpierw na jego twarzy pojawił się złowrogi uśmiech. Skoro uduszenie to za mało, to może tak na przykład nabicie na pal? Łamanie kołem? Przestrzelenie przy użyciu kuszy? Gilotyna? Nie mógł się zdecydować. Uśmiechnął się do siebie, po czym nagle w jego głowie pojawiła się myśl:
- Nie możemy go przecież zabić, bo gdyby nie on de facto nie mielibyśmy gdzie mieszkać. Swoją drogą do dziś nie potrafię zrozumieć na co mu w tym budynku aż siedemdziesiąt pięter? To dopiero zagadka. Jeśli to ukartował, to suchej nitki na nim nie zostawię, może być tego pewny. Wyobraź sobie teraz, że winda nie zacina się zaraz po ruszeniu, tylko dajmy na to na sześćdziesiątym piętrze, Siedzielibyśmy tam do rana, bo jak sama zauważyłaś (oby słusznie - będzie lepiej dla Starka) jeśli Tony się upił to i JARVIS wyłącza się to, co chciałbym nazwać myśleniem. - podrapał się po brodzie zdając sobie sprawę, że walnął niemal Einsteinowskim wywodem. Kiedy wspomniała o jakiejś akcji z Pepper uniósł brew i spojrzał na nią pytająco. Wyglądał troszkę jak pies, który usłyszał nowy dźwięk. Kiedy tak stała przytulona lekko zaczął się zastanawiać jak to jest możliwe, że ta relacja w ogóle zaczęła funkcjonować w taki sposób. Ona nie miała obiekcji, on z resztą też. Chciałoby się rzec, to zbyt piękne by mogło być prawdziwe.
Absolutnie nie każda, bo poza tobą żadna na to nie zasługuje. Poza tym, gdybym kazał sobie płacić w taki sposób czułbym się jak jakaś męska dziwka, a to nie przystoi bohaterowi narodowemu tak doskonałemu jak ja. - wymruczał teatralnie. Szedł z nią po schodach czuł się trochę jak strażak wyprowadzający ranną z pożaru. Na jej błyskotliwe pytanie odpowiedział tylko:
- W sumie to ja cię do niczego nie będę musiał zachęcać. - uśmiechnął się prowokacyjnie, po czym zaczął z nią biec, jakby rzeczywiście się paliło. Przecież musiał dostać się aż na siedemdziesiąte piętro! Dopiero teraz uświadomił sobie w całej okazałości jak bardzo nienawidzi wieżowców. Czego się jednak nie robi z miłości. Poza tym był super człowiekiem, nie zwykłym gościem, miał nadprzyrodzone zdolności, które niespodziewanie przydały się w tak prozaicznej czynności.

// z.t. Oboje Piętro Starka (Możesz zacząć)



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Bruce Banner 

Last time I was in NY I kind of broke Harlem




Imię i nazwisko: Robert Bruce Banner
Pseudonim: Hulk
Data urodzenia/Wiek: 18.12.1969 / 43 lata
Zdolności: Hulk Smash!
Znaki szczególne: Wielkie, kipiące testosteronem zielone monstrum
Urazy: Jedynie psychiczne
GXRA 2015
Dołączył: 22 Gru 2010
Posty: 325
Wysłany: Sro 18 Mar, 2015 15:22   

//Warsztat Starka

- Hmm - zamyślił się - niedawno natrafiłem na ciekawą restaurację. Znaczy, raczej nie jest w Twoim typie. Malutka, bez wyszukanych dań, ale prowadzona przez rodzinę, a jedzenie jest przepyszne.
Nie komentował już ochrony lasów i tej całej eko-gadki. Sam spędził trochę czasu w jakiejś amazońskiej dziczy, ale Hulkiem rozwalił więcej drzew niż niejedna firma papiernicza.
- Jakieś postępy w pracach? - zapytał przypominając sobie kolejny projekt Starka. Co to było? Ach, jakiś nowe model stalowego żołnierza. Może zrobi też zbroje dla Hulka? Ciekawe czy by mu się to spodobało? Hmm pewnie nie. Marudziłby pewnie na uwieranie w paru miejscach.



You know what scares me the most?
When it happens, when it comes over me... and I totally lose control
I like it.

 
 
 

Tony Stark 

I am Iron Man




Imię i nazwisko: Tony Stark
Pseudonim: Iron Man
Data urodzenia/Wiek: 29 maja 1974, 39 lat
Zdolności: geniusz, zbroja Iron Man
Znaki szczególne: reaktor łukowy w klatce piersiowej, charakterystyczny zarost na twarzy
GXRA 2015
Dołączył: 05 Kwi 2014
Posty: 276
Wysłany: Sro 18 Mar, 2015 15:57   

Stark nie wiedział, czy zdzielić przyjaciela przez głowę, czy też może zignorować ewidentny przytyk. Postawił więc na bramkę numer trzy.
- Kto rozgłasza herezje na temat tego, że nie lubię małych knajp? - zapytał, wciskając przycisk przypisany do podziemnego parkingu. - JARVIS nadal przelicza dane z modelu testowego, więc ruszyłem sprawę łuku Bartona. Ptaszek będzie mógł wykorzystać w pełni swoje możliwości.
Kilka chwil później winda się zatrzymała i drzwi się rozsunęły. Za nimi znajdował się parking, którego wyznaczoną część zajmowały nowojorskie auta Starka. Położył dłoń na plecach Bannera i pchnął go delikatnie w stronę właściwego pojazdu, podążając za nim.

//Garaż - obydwaj [zaczynasz, znów]




 
 

Alena Orlovna
[Usunięty]



Wysłany: Pią 18 Mar, 2016 18:59   

// z Lasu, przez garaż aż tu.

W lesie naprawdę przeżyła chwilę grozy, gdy wściekły Banner do niej podszedł. No tak, dokładnie tym się kończą wszystkie inteligentne pomysły Yuriya. Gdyby miała więcej sił, to coś by mu nagadała. No ale nie miała. Na całe szczęście wylądowała w samochodzie i nawet dostała butelkę z wodą. To jej dało wystarczająco dużo sił, żeby nie paść. No i mdłości na razie odeszły...

W garażu nawet się nie odzywała, to nie miało sensu. Posłała tylko gniewne spojrzenie Yuriyowi, nie mogąc się powstrzymać. No ale ruski jak to ruski, zaczął coś tam terkotać za jej plecami, a tego Rosjanka już nie mogła znieść. Odwróciła się gwałtownie, wymachując rękami i w sposób jednoznaczny tłumacząc mu, że jest skończonym debilem, że tak się nie robi, że co on w ogóle sobie myślał, że najpierw powinien zapytać ją o zdanie i kilka innych tego typu rzeczy. Na samym końcu Yuriy dostał porządnego plaskacza, za porwanie Aleny, co mu dobitnie wytłumaczyła, po czym oparła się o ścianę windy i zjechała na podłogę ze stwierdzeniem, że nie ma sił dalej iść, stać i w ogóle się poruszać. Przy tak dużej ilości adrenaliny nawet nie poczuła bólu, ale teraz, gdy złość odeszła, zmęczenie i ból wróciły ze zdwojoną siłą. Plus do tego zawroty głowy i ogólna słabość.
 
 

Matthew Redman 

Marchewkowy Potwór




Imię i nazwisko: Mattew Redman
Pseudonim: Świetlik, Matt
Data urodzenia/Wiek: 17.02.1995/ 17 lat
Zdolności: Manipulacja Świetlikami (małymi kulami ognia)
Dołączył: 07 Lut 2015
Posty: 884
Skąd: Mysłowice
Wysłany: Pią 18 Mar, 2016 23:17   

//Z Lasu

-Pomóc ci ją tam zaciągnąć? Zapytał Matt jeszcze w garażu. Tak, mimo całego "wisimitoizmu", młody mutant potrafił się przejąć innymi. I rozumiał, czemu Yuriy tak obawiał się o przyjaciółkę. Owszem, jemu też nie podobała się "opieka medyczna" w Szkole. Plus widok porządnie pokiereszowanej Aleny na siedzeniu obok niego...
-Tylko żeby nie było niedomówień. To NIE JEST moja wina. Masz wonty? Idź do Łyska. Ja mówiłem i ostrzegałem, ale on mnie nie słuchał. - To akurat musiał dodać. Niby tylko winny się tłumaczy, ale młody mutant nie miał zamiaru przeskrobać sobie jeszcze bardziej niż już przeskrobane miał. I kij z tym, że właśnie takimi słowami pogarszał swoją sytuację.

-Al... możesz jeszcze raz ale spo... Oj, to musiało boleć - skomentował plaskacza od Aleny. - Tje, Mała, żyjesz? Zamachaj no nam... Daleko jeszcze? - Wlepił wzrok w panel windy. Gdy byli już na miejscu, Matthew pomógł przetransportować młodą Rosjankę do łóżka.
-Jest na sali lekarz? Mamy ranną! - Krzyknął na całe piętro medyczne

//z.t Piętro medyczne
 
 

Matthew Redman 

Marchewkowy Potwór




Imię i nazwisko: Mattew Redman
Pseudonim: Świetlik, Matt
Data urodzenia/Wiek: 17.02.1995/ 17 lat
Zdolności: Manipulacja Świetlikami (małymi kulami ognia)
Dołączył: 07 Lut 2015
Posty: 884
Skąd: Mysłowice
Wysłany: Sob 26 Mar, 2016 23:22   

//z t. » Piętro medyczne

Matthew bez żalu opuścił salę przyjęć... czy segregacji... a może nawet operacyjną? Cóż, tam było wszystko, oprócz czegoś ciekawego. No ale przecież Świetlik miał plan! W sensie na początku nie miał... ale jak tylko okazało się, kto jest jego "szoferem", coś tam pod jego kopułą zaczęło kiełkować. Jakiś zalążek planu. Co prawda, ponad zalążek to nigdy nie wykiełkowało... no ale tak jest łatwiej spodziewać się niespodziewanego, prawda?

A więc jak wyglądał "Plan" Matta?
a) Dostać się do Stark Tower
b) Znaleźć Starka
c) Przekonać go, żeby dał trochę kasy na walkę z nałogami i przekazał jakieś budynki dla squatersów

Wydaje się proste, prawda? No i jak do tej pory było! Dostał się w miarę szybko do Wieży... ale gdzie u licha jest Stark? Czemu w tej windzie nie ma wielkiego przycisku z napisem: Tu Jest Stark? No ale czy zwykła winda mogła powstrzymać... może nie Mesjasza, ale... no dobra, proroka też nie, ale Matta? No chyba nie.

Chłopak na ślepo wybrał jeden z przycisków. Drzwi zamknęły się... ale winda nawet nie ruszyła. Ping! Otwarły się drzwi... A Matt dalej był na piętrze medycznym.
-Dobra, wiem, który guzik to to piętro. Próbujemy dalej! - Nie zraził się niepowodzeniem i znowu nacisnął losowy przycisk.

Tym razem winda nawet nie ruszyła. Świetlik jeszcze kilka razy wcisnął guzik... lecz po chwili zrezygnował. Gdyby obserwował go ktoś z Avangersów mógłby powiedzieć młodemu co się stało. Otóż chłopak wybrał Piętro Tony'ego, które obecnie było zablokowane. A skoro było zablokowane, to winda nawet nie się nie ruszyła.

Trzecia próba okazała się owocniejsza. Gdy Matt znowu zdał się na łut szczęścia, winda ruszyła w górę, by zatrzymać się gdzieś... na dachu?

//z.t. » Lądowisko dla śmigłowców
 
 

Gamora 





Imię i nazwisko: Gamora
Pseudonim: Most Dangerous Woman in the Universe, Green Assassin Lady
Data urodzenia/Wiek: 25 Zehoberi years
Zdolności: Nadludzka siła, nadludzka prędkość, nadludzka wytrzymałość, nadludzka zręczność, nadludzkie odruchy, regeneracja, wyszkolony morderca, mistrz taktyki i strategii.
Znaki szczególne: Zielona skóra
Urazy: Thanos
Dołączyła: 23 Sty 2016
Posty: 116
Wysłany: Nie 25 Gru, 2016 17:45   

//Warsztat Starka

Już wcześniej zorientowała się, że będzie miała przerąbane, ale po podszeptach Quilla była w stu procentach tego pewna. Co prawda niesubordynacja u Thanosa bardzo słono kosztowała. Srogi tytan karał w najbardziej bolesny sposób, aczkolwiek fakt, nie mogła narzekać na los widząc jak bardzo ją faworyzował, w przeciwieństwie do Nebuli. I to nie w karach, tylko nagrodach, w końcu podanie zemsty na talerzu za morderców swojej rodziny to jak trzy piętrowy czekoladowy tort na urodziny. Tak to jest w sztucznej rodzinie stworzonej przez tyrana.
Pomimo mrocznych wspomnień Gamora poczuła się gorzej niźli na dywaniku u Thanosa. Pierwszy raz czuła, że zawiodła ważną dla niej osobę, jednak duma nie pozwalała na ugięcie i uchylenie głowy przed liderem grupy, …a przynajmniej nie na dany moment.

Nie spodziewała się, że ‘zaraz’ nastanie tak szybko, więc zwiedziona swoją interpretacją zaczęła pokrótce przedstawiać sytuację Starkowi, w wyjaśnienia również i wtrącił się Quill. Gamora starała się na niego nie zerkać robiąc przy tym dobrą minę do złej gry. Ich spojrzenia dopiero się spotkały, gdy Star-Lord chwycił ją za rękę. Kosmitka przeniosła swój pytający wzrok na niego, ale nawet nie zaoponowała. Jeżeli miała ją spotkać kara to trudno, niech to się stanie jak najszybciej, ale nie obędzie się bez jej wyjaśnień. Najbardziej obawiała się tego, że Quill ją wywali z ich grupy i zostanie tu sama. Ale czy to nie taki los powinien spotkać popleczniczkę Thanosa?

Wyszła z nim na zewnątrz, a gdy znaleźli się na korytarzu przygryzła dolną wargę. Zatrzymała się gdzieś, nawet nie zastanawiając się zbytnio w jakim to działo się miejscu i zaraz powiedziała.
- Słuchaj, Peter… zanim cokolwiek powiesz, zwróć uwagę w jakim punkcie właśnie się znajdujemy. Mamy do pomocy świetnego mechanika, który został zarekomendowany przez starszego ziemianina z wąsem. Zresztą spójrz na to miejsce – Machnęła ręką.
- Jest o wiele bardziej zaawansowane niż te wasze terrańskie pojazdy – Dodała zaciskając mocno usta i patrząc mu z wezbraną z każdych zakątków ciała odwagą w oczach.
 
 

Star-Lord 

I'm half-Terran




Imię i nazwisko: Peter Jason Quill
Pseudonim: Star-Lord
Data urodzenia/Wiek: 4.02.1980 || 33 lata
Zdolności: walka, strzelanie, pilotaż, kradzieże || zwiększona wytrzymałość
Znaki szczególne: kilkudniowy zarost, czarujący uśmiech, zawsze ma przy sobie walkmana
Urazy: rana na lewym boku
Dołączył: 23 Sty 2016
Posty: 106
Wysłany: Nie 25 Gru, 2016 21:59   

Szedł korytarzem kilka metrów od warsztatu Starka, by mieli nieco prywatności. Jego mina nie wróżyła niczego dobrego od chwili, w której zamknęli za sobą drzwi. Nie wyrażała wściekłości jednak, ale mieszaninę rozczarowania, smutku i rezygnacji podszytych czymś jeszcze, co nie przebijało się jednak przez powierzchnię tych trzech na tyle mocno, by dało się zidentyfikować.

Oczywiście nie dane mu było zacząć, bo Gamora go uprzedziła, wślizgując się niejako w jego miejsce jak kot w lukę w płocie. Bardzo seksowny kot, to musiał przyznać. Zirytowało go to nieco, co objawiło się zmarszczeniem brwi i oddaniem irytacji w wyrazie twarzy. Słuchał jej uważnie, jak się tłumaczy, mętnie dosyć jego zdaniem, ale tłumaczy. I poczuł się zawiedziony tym, że tak szybko chce ona uciec z planety, z której pochodził. Autentycznie go to uderzyło, a przecież chciał jej pokazać kilka miejsc. Może nawet odwiedzić grób matki, o ile oczywiście go zdoła znaleźć. Po tylu latach wrócił do domu, a nikt nie podzielał jego radości. Tak jakby nie mogli tego cholernego Thanosa zostawić w spokoju chociaż na kilka dni. Quill czuł w sobie bunt, narastający coraz bardziej, bunt by zostać tutaj, powiedzieć im, że nigdzie nie lecą, są uziemieni i koniec, mają wakacje i zamierzają to wykorzystać i niech się z tym pogodzą.

Zamknął oczy i pokręcił głową, co mogło wyglądać i na wyraz zaprzeczenia słowom Gamory i na rozczarowanie podjętymi przez nią działaniami. A potem pokonał w dwóch krokach dzielącą ich odległość, przyparł Gamorę do ściany i wpił się w jej zaciśnięte usta na dłuższą chwilę, wykorzystując sprytnie jej zaskoczenie, by się nią nasycić. Potem odsunął się na tyle by móc oprzeć głowę o jej czoło.
- Powinienem cię przełożyć przez kolano i spuścić lanie za to zniknięcie, ale chyba ulga, jaką czuję w tej chwili, że nic wam się nie stało jest zbyt dominująca - powiedział cicho. - Ale jak mi jeszcze raz wywiniesz taki numer, to nie usiądziesz przez tydzień. I to jest obietnica, którą z radością spełnię - dodał, mrugając do niej z zawadiackim uśmiechem.
O tak, z chęcią by to zrobił aczkolwiek może niekoniecznie jako taką prawdziwie poważną karę.




 
 

Gamora 





Imię i nazwisko: Gamora
Pseudonim: Most Dangerous Woman in the Universe, Green Assassin Lady
Data urodzenia/Wiek: 25 Zehoberi years
Zdolności: Nadludzka siła, nadludzka prędkość, nadludzka wytrzymałość, nadludzka zręczność, nadludzkie odruchy, regeneracja, wyszkolony morderca, mistrz taktyki i strategii.
Znaki szczególne: Zielona skóra
Urazy: Thanos
Dołączyła: 23 Sty 2016
Posty: 116
Wysłany: Pon 26 Gru, 2016 15:44   

Quill rzadko kiedy mało mówił. A jak nie robił tego przed dłuższą chwilę… cóż dla Gamory nie oznaczało to nic dobrego. Przez cała drogę do miejsca, gdzie na spokojnie mogli porozmawiać starała się w ogóle nie zerkać. Atmosfera jednak oraz powietrze pełne napięcia sprawiało, że z każdym krokiem ciężej się jej oddychało. Umysł bezlitośnie podpowiadał złe obrazy, ale nie zamierzała uciekać. Jedno było pewne, Gamora nie zamierzała odpuszczać.

Gdy Peter zamknął za nimi drzwi, Gam zatrzymała się w miejscu i odwróciła przodem do mężczyzny. Spojrzała mu w oczy zastanawiając się jakie padną pierwsze słowa. Ten niestety znowu nic nie mówił. Widziała jego walkę i zmartwienie na twarzy, dlatego momentalnie poczuła się gorzej. Sama zmarszczyła brwi dokładnie analizując wyraz twarzy Quilla. W końcu nie wytrzymała i postanowiła przemówić, co nie spotkało się z aprobata Star-Lorda. Gamora jeszcze bardziej poczuła się tym faktem wzburzona. Ona się tu tłumaczy, stara się wyjaśnić sytuację, a Peter nie zamierzał nawet uraczyć ją słowem. Nie spodziewała się jednak, że plany Quilla sprowadzały się do podzielenia czymś zgoła innym, bardziej przyjemnym. Chociaż fakt słowa również potrafiły wywołać uśmiech na jej twarzy, to jednak ta namiętna bliskość zwieńczona soczystym pocałunkiem wzbudzała w niej najwięcej pozytywnych emocji.

- No powiesz coś wreszcie? – Zapytała zanim ją dopadł. Zacisnęła pięści, gdy schował wzrok za powiekami i zaczął kręcić głową. Oczywiście, chciała mu coś odpowiedzieć. Dopiec, tak by przemówił. Mało ją obchodziło, że przez to cała ta ‘dyskusja’ mogłaby zmienić się w ostrą kłótnie, ale niestety nie potrafiła go poprosić o choćby pół zdania. Nie spodziewała się również takiego obrotu sprawy, dlatego gdy przyparł ją do ściany, zgięła nogę w kolanie i planowała przycelować nim w krocze, ale …w ostatniej chwili się opanowała. Otworzyła szeroko oczy czując namiętny pocałunek, a potem zarzuciła mu dłonie na szyje i podtrzymując gorący gest odwzajemniła całusa.

Ledwo łapała oddech, gdy oparł się czołem o jej czoło. Z groźby zupełnie nic sobie nie zrobiła. Była niesamowicie zaskoczona jego zmianą… I choć miała świadomość, że Quill od początku udawał, by napędzić jej stracha, coś jej podpowiadało, że nie do końca tak było.
- Peter, powiedz mi proszę o co chodzi. Masz jakiś plan? Nie wiem co ci siedzi w głowie i jeżeli się ze mną tym nie podzielisz, to nie będę wiedziała jak tobie pomóc… - Położyła dłoń na policzku mężczyzny i spojrzała mu prosto w oczy z powagą.
 
 

Star-Lord 

I'm half-Terran




Imię i nazwisko: Peter Jason Quill
Pseudonim: Star-Lord
Data urodzenia/Wiek: 4.02.1980 || 33 lata
Zdolności: walka, strzelanie, pilotaż, kradzieże || zwiększona wytrzymałość
Znaki szczególne: kilkudniowy zarost, czarujący uśmiech, zawsze ma przy sobie walkmana
Urazy: rana na lewym boku
Dołączył: 23 Sty 2016
Posty: 106
Wysłany: Pon 26 Gru, 2016 16:47   

Przymknął na dłuższą chwilę oczy. Potrzebował chwili, by zebrać myśli, a bliskość Gamory wcale tego nie ułatwiała, nie w takiej chwili jak ta. Musieli zrozumieć. Ona musiała zrozumieć.

- Terra jest inna niż planety, na których każde z was do tej pory było. Terranie nie mają pojęcia, że gdzieś tam są planety, zamieszkane przez tak inteligentne istoty, że technologicznie są dużo bardziej zaawansowani niż to, co jest na Ziemi. Jesteśmy w kraju, którego rząd ma potężne organizacje, które mogą nas bez żadnego nakazu wsadzić do klatek na resztę naszego życia i będziemy tak tkwić jako obiekty badań i eksperymentów. Dlatego nie możemy się wychylać. Terranie boją się tych całych mutantów, a oni się tu urodzili. My jesteśmy tu obcy - dokończył, otwierając oczy i patrząc w złociste tęczówki Gamory.

Użycie pierwszej osoby liczby mnogiej nie było przejęzyczeniem. Quill tym samym oświadczył, że chociaż wrócił na planetę, na której się urodził i za którą często tęsknił i którą nazywał domem z przyzwyczajenia, to tak naprawdę przestała być jego domem wraz ze śmiercią matki. Strażnicy byli teraz jego rodziną, a Gamora... Gamora kojarzyła mu się z domem, bezpieczną przystanią, w której zawsze mógł się schronić. Zaśmiał się cicho na to zestawienie słowa bezpieczna z najniebezpieczniejszą kobietą w galaktyce.

- Pomóż mi przekonać resztę, że nie powinniśmy się afiszować z tym, że nie jesteśmy stąd. To tylko ściągnie nam kłopoty na głowę i na głowy tych, którzy nam pomagają, a na razie jesteśmy uziemieni. - Spojrzał jej głęboko w oczy. - Proszę, Gammy - wyszeptał.




 
 

Gamora 





Imię i nazwisko: Gamora
Pseudonim: Most Dangerous Woman in the Universe, Green Assassin Lady
Data urodzenia/Wiek: 25 Zehoberi years
Zdolności: Nadludzka siła, nadludzka prędkość, nadludzka wytrzymałość, nadludzka zręczność, nadludzkie odruchy, regeneracja, wyszkolony morderca, mistrz taktyki i strategii.
Znaki szczególne: Zielona skóra
Urazy: Thanos
Dołączyła: 23 Sty 2016
Posty: 116
Wysłany: Pon 26 Gru, 2016 19:35   

Z uporem maniaka wsłuchiwała się w słowa Quilla, nie spuszczając z oczu ani na chwile jego zamyślonej miny. Opuściła dłonie na ramiona mężczyzny i ze spokojem wysłuchała pełnych obaw słów Petera. Z jednej strony się zdziwiła słysząc, że terrianie nie wiedzą o istnieniu innych, poza ziemskich ras, a z drugiej? Czy powinna być zaskoczona widząc ich technologie o której właśnie nadmienił Peter? Zmarszczyła groźnie brwi, gdy wspomniał o organizacjach i zamykaniu w klatkach. Właściwie wyglądała tak jakby miała teraz, zaraz ruszyć i odnaleźć tych, którzy bezpodstawnie chcieliby ich uwięzić. Jak dobrze, że Quill cały czas stał jej na drodze.

- Ty nie jesteś. Właściwie wyglądasz jak oni… - Przesunęła wzrokiem po twarzy Petera żeby się upewnić. Zarost taki sam. Kolor oczu… Te usta. Zerknąwszy na nie przygryzła swoją dolną wargę. Zaraz się jednak zreflektowała i próbowała wysunąć z uścisku. Jak rozmyślała wolała chodzić. Słysząc jednak szept i prośbę Quilla postanowiła jeszcze chwilę zostać w jego objęciach.

- Dobrze, pomogę ci, ale musisz mi powiedzieć jaki masz plan, a właściwie plany. Co będzie jeżeli będziemy musieli tu zostać dłużej? – Przy tym pytaniu przeszyły ją nieprzyjemne ciarki.
- …Sami mamy zamknąć się w klatkach? Żaden z nas nie wytrzyma w bezczynności. Musisz znaleźć jakieś zajęcie, Peter… Drax rozniesie tę … szkołę, czy jak to tam nazywacie, a Rocket wysadzi ją w pył… Może są na Terrzę osobnicy, którzy pomimo swojej odmienności jawnie działają i pomagają ludziom? Ech, mogłam podpytać tego wąsacza, on wyglądał na osobę, która wiele wie o przyzwyczajeniach ziemian. Swoją drogę również wspomniał o jakiś badaniach na kosmitach – Przewróciła oczami.
 
 

Star-Lord 

I'm half-Terran




Imię i nazwisko: Peter Jason Quill
Pseudonim: Star-Lord
Data urodzenia/Wiek: 4.02.1980 || 33 lata
Zdolności: walka, strzelanie, pilotaż, kradzieże || zwiększona wytrzymałość
Znaki szczególne: kilkudniowy zarost, czarujący uśmiech, zawsze ma przy sobie walkmana
Urazy: rana na lewym boku
Dołączył: 23 Sty 2016
Posty: 106
Wysłany: Pon 26 Gru, 2016 20:48   

- Dla mnie jesteś idealna - mruknął, kradnąc kolejnego całusa.

Akurat jego guzik obchodził kolor skóry czy pochodzenie. Liczyło się przede wszystkim wnętrze, chociaż pioruny by się sypały gęsto, gdyby kłamliwie twierdził, że Gamora nie pociąga go mocno fizycznie. Poza tym, on akurat lubił zielony kolor. Zdrowy, świeży i pełen życia, ot co.

Zerknął w stronę warsztatu Starka, a potem na drugą stronę korytarza, gdzie za przeszkloną ścianą znajdowało się laboratorium, a w nim komputery. Co prawda nie takie jakie miała Nova Corps, czy sprzęt z Milano, ale też nie wielkie pudła, które pamiętał z dzieciństwa. Ale co szkodzi spróbować. Budynek wyglądał na bliższy siedzibie Nova Corps niż czemukolwiek co do tej pory tu widzieli, może mieli sieć informatyczną jaką znał. I co więcej, ktoś nie domknął drzwi.

- Zawsze możemy sprawdzić sami jak się miewa obecnie Terra - powiedział trochę enigmatycznie, ale za to z szelmowskim uśmiechem. - Be my partner in crime, Gammy - zanucił i biorąc ją za rękę pociągnął do wnętrza laboratorium.

//laboratorium [oboje]




 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Wto 14 Sie, 2018 10:52   

//[Mieszkanie] Piętro Rogersa [oboje]

Naprawdę zaczął coraz poważniej zastanawiać się, czy wyskoczenie stąd, nie byłoby całkiem niezłą opcją. Może jakby poprosił Carter, to przefazowałaby go przez ścianę? Istniała całkiem spora nadzieja, że po tym, pozostałoby już tylko zeskrobywanie jego resztek z ulicy. Kusząca wizja. Nawet aż za bardzo.
- Nie, żebym miał jakiekolwiek zastrzeżenia do tego super genialnego planu, który opiera się na schodzeniu schodami, bo tak, to bardzo fajny plan - zaczął, poprawiając na ramieniu rączkę plecaka, do którego wrzucił cały ten syf, który Carter kazała mu zabrać. - Ale nie możemy sobie tego skrócić? - Wskazał kciukiem w dół klatki schodowej. Jakoś nie miał w zwyczaju poruszania się schodami w dół, jeśli mógł rozegrać to szybciej. - Nie to, żeby wizja spędzenia z tobą więcej czasu sam na sam mnie nie uszczęśliwiała - zaznaczył. - Twój budynek, twoja ochrona, ale chyba powinniśmy się pośpieszyć?
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 402
Wysłany: Sro 15 Sie, 2018 21:57   

Wyczuwała "ale" gdy tylko zaczął mówić, ale nie potrafiła stwierdzić, czy mówił na poważnie, że nie ma nic przeciwko jej towarzystwu, czy też to miał być sarkazm. Carter nie radziła sobie z takimi niuansami i podtekstami. Lubiła mówił wprost i bez ogródek o ile sytuacja nie zmuszała ją łgania w żywe oczy lub blefowania. Niepewna co też naprawdę chciał przez to "uszczęśliwianie" powiedzieć zdecydowała się na humorystyczne podejście do sytuacji.
- Może to i lepiej, że jeszcze nic nie zjadłeś - stwierdziła, przechylając się przez poręcz i zerkając w dół tej kosmicznie długiej studni zwanej klatką schodową, po czym zeszła na najbliższy podest.
Spojrzała na numer piętra i dotknęła ściany oddzielającej ich od korytarza. Czuła jak jej ciało się ładuje od energii wytwarzanej przez ludzi pracujących na tym piętrze i maszynerii, która tu pracowała.
- Okay - powiedziała, kiedy była pewna, że da radę opuścić siebie i Bucky'ego na parter bez groźby zrobienia z siebie i niego kałuży na posadzce. Złapała go za prawą rękę i przyciągnęła do siebie tak blisko, że się niemal stykali ciałami, po czym przesunęła obie jego ręce na swoje plecy, obejmując go w pasie. Kiedy się zawahał, objęła go ciaśniej, zsuwając jedną rękę na jego tyłek i przyciskając go mocniej do siebie. - To będzie długa droga w dół więc cokolwiek by się nie działo nie puszczaj mnie, bo inaczej skończy się ta wycieczka bardzo źle.
Ścisnęła go lekko tuż przed tym jak polecieli w dół niczym pocisk armatni. James mógł czuć przenikliwy chłód, kiedy przenikali przez kolejne podesty, aż Carter nie zatrzymała się na podeście pierwszego piętra, trzymając się go jak koła ratunkowego i wtulając twarz w jego tors. Pierwszy raz z kimś spadała na takim dystansie, a na dodatek Barnes nie był lekki, był górą mięśni, więc też jego ciężar był odpowiedni. Nawet z dodatkową energią pobraną z otoczenia czuła się na tę chwilę wyssana z większości sił.
- Nie ruszaj się przez chwilę albo usiądź ze mną jeśli musisz - wymamrotała.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Czw 16 Sie, 2018 11:59   

- Nie to sam na sam miałem na myśli - wymamrotał, próbując udawać, że przez ten dziwny uścisk jego ciało wcale a wcale nie spięło się tak, że aż zesztywniało. Ale miał problemy, kiedy ktoś naruszał jego przestrzeń osobistą, okej? Zwłaszcza, że Carter wbijała mu paznokcie w tyłek. A fakt, że zwracał na to uwagę, świadczył raczej o tym, że było z nim w porządku. Jego ciało szybciej dochodziło do siebie, mózg działał szybciej i... Cóż, on tak właściwie nie zrobił nic poza spadaniem, więc nic dziwnego, że w odróżnieniu do Carter nie był wypompowany z sił. Mógł uznać to jedynie za... lekkie zamroczenie.
Rozejrzał się wokół, starając się przeszukać wzrokiem każdy, nawet najmniejszy kąt klatki schodowej, zanim nieco pewniej objął Jade ramieniem, drugą ręką chwytając ją pod kolanami. Nie to, żeby nie był przeszczęśliwy z powodu tego przedłużającego się uścisku, ale jakoś wolał być nieskrępowany. W każdym tego słowa znaczeniu.
Dlatego posadził Carter na schodach, dając jej chwilę na dojście do siebie, samemu odsuwając się do drzwi.
- Dokąd dokładnie prowadzą? - spytał, krótko zerkając na nią przez ramię.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 402
Wysłany: Czw 16 Sie, 2018 20:14   

Tego się nie spodziewała, nawet po kimś, kto dostał przedwojenne wychowanie i był dżentelmenem w tym starym, właściwym znaczeniu tego słowa. Jakby wszyscy faceci mieli takie maniery, pomyślała, pochylając głowę do poziomu kolan. Brała ostrożne, powolne oddechy, powoli czując jak wraca do normy. Z Buckym jej zdolności dostawały prawdziwe testy wytrzymałościowe.
- Zdaje się, że jest tu księgowość i jakieś biura jeszcze - powiedziała, nie podnosząc na razie jeszcze głowy. - Schody prowadzą aż do garażu w podziemiach. Możemy wziąć firmowe auto. Przy wyjeździe jest krata zabezpieczająca, ale można ją łatwo odłączyć od systemu i utrzymać otwartą manualnie.
Powoli się wyprostowała, opierając głowę o ścianę klatki schodowej.
- Nie daje mi spokoju jedna rzecz - odezwała się nieco niepewnym głosem, co w jej przypadku było dość dziwne. - Widziałeś co potrafię zrobić i nie zasypałeś mnie pytaniami o to czym jestem. Nie twierdzę, że to źle, po prostu ludzie często reagują dość... hmm... gwałtownie, kiedy stają oko w oko z mutantem.
Jeśli miał kompletnie gdzieś ten fakt, to ona była zadowolona, tym bardziej, że to ucinało wszelkie wyjaśnienia w zarodku. Jeśli jednak miałby pytania, to nie miałaby nic przeciwko udzieleniu mu na nich odpowiedzi na tyle, na ile będzie umiała to zrobić. Jak się teraz zastanowiła nad sytuacją, to przecież Steve widział co zrobiła w szpitalu. Cichy głosik sumienia pytał, czy to mógł być powód, dla którego Rogers zniknął.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Czw 16 Sie, 2018 21:00   

Spojrzał na nią, unosząc lekko brew.
- Mam prawie sto lat i jestem eksperymentem genetycznym z metalową ręką. Kiedyś sprał mi tyłek zmutowany niedźwiedź, w wojsku znałem gościa, który miał kościste szpony i sypiałem z typem, który palił się żywym ogniem... Znacz... W jednym namiocie sypiałem... - zakończył, marszcząc nieco brwi na swoje własne słowa, bo chyba nie bardzo wiedział, co gada. - Nieważne. - Potrząsnął lekko głową. - Chodzi mi o to, że mam gdzieś to... - zamachał ręką, szukając dobrego słowa - wszystko. Możesz być sobie nawet potworem Frankensteina, ale póki wiem, że Steve ci ufa... - Wzruszył ramionami. Wiedział już, że jest mutantem, nie pytał wcześniej, wiec dlaczego miałby zacząć pytać teraz? Obserwował, zapamiętywał, bo informacji nigdy zbyt wiele, ale na to przyjdzie jeszcze pora. Teraz najważniejszy był ten osioł Rogers.
- Wynośmy się stąd - powiedział po krótkiej chwili ciszy, przerywanej głównie wciąż nieunormowanym oddechem Carter. - Możesz iść czy... jakoś ci pomóc? - Spojrzał na nią niepewnie. Po prostu chciał się stąd wynosić, dobrze?
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 402
Wysłany: Czw 16 Sie, 2018 21:24   

Nie potrafiła powstrzymać cichego parsknięcia śmiechem, kiedy doszedł do sypiania. Szybko jednak zasłoniła dłonią usta, by jej rozbawienie nie było tak okropnie oczywiste. Podniosła się ze schodów i zrobiła krok w jego stronę, by przetestować swoją równowagę. Wszystko wydawało się wrócić do normy. Na szczęście.
- A może ja chcę żebyś sam mi zaufał, bez względu na to co Steve o mnie sądzi? - powiedziała z powagą, która mocno kontrastowała z wcześniejszym ubawieniem. - Bo ja tobie ufam, James, i to na tyle, że bez wahania powierzyłabym tobie własne życie, gdyby zaszła tak potrzeba.
Przerwała kontakt wzrokowy nie chcąc dostrzec w jego oczach tego, co obawiała się zobaczyć - brak zaufania i chęć pozbycia się jej raz na zawsze. Bo prawda była taka, że potrzebowała Bucky'ego i to bardziej niż chciała się do tego przyznać. Sytuacja ją przerastała i tylko on trzymał ją przy zdrowych zmysłach.
- Chodźmy - rzuciła cicho, mijając go i kierując się schodami w dół do garażu.

//Garaż - [oboje]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
The Avengers Hogwart Dream Black Butler Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal Riverdale
Dragon Ball Another Universe Mortis Valor Eclipse Bleach OtherWorld

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018