{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
[Mieszkanie] Piętro Tony'ego
Autor Wiadomość

Scarlet Witch 

No more...




Imię i nazwisko: Wanda Maximoff
Pseudonim: Scarlet Witch
Data urodzenia/Wiek: 1 grudzień 1987/25 lata
Zdolności: - manipulacja prawdopodobieństwem, tworzenie pól siłowych, teleportacja ludzi i przedmiotów, zdolność latania
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączyła: 21 Sty 2014
Posty: 1318
Wysłany: Nie 19 Lis, 2017 23:06   

Może i Catsy była z siebie zadowolona, ale Wanda zdążyła ją na tyle poznać by wiedzieć, że za tym wszystkim kryło się coś więcej, a wszystkie te na pierwszy rzut oka niewinne tłumaczenia skrywały jakąś mało przyjemną tajemnice. Już nie dała się nabrać tak jak wtedy, gdy uwierzyła w historyjkę skąd ma ten kawał solidnego mięsa, a potem musiała się wstydzić w obliczu wkurzonego sąsiada, który dodał kilka istotnych szczegółów jak rozerwana podczas spaceru ze sklepu do domu siatka, czy ganianie za kotem do utraty tchu... I niby Cats nie skłamała, a jednak... nie do końca wyglądało to tak jak zasugerowała. Ale hej dobra, przecież jej osobista kotka zapewne mówiła o jakiejś obcej, nie aż tak ważnej kobiecie, która nie będzie miała wpływu na jej przyszłość, prawda?

Wanda już miała pytać kto śmiał zmoczyć futro Catsy i przede wszystkim jak to zrobił, aby móc wyciągnąć jak najwięcej wskazówek na przyszłość, gdy drzwi windy nagle się rozsunęły. Kobieta drgnęła niespokojnie i choć spodziewała się gospodarza, przez tą krótką chwilę nie zdążyła nabrać większej pewności siebie...
Jakie było jej zaskoczenie, gdy w drzwiach zobaczyła trójkę nieznanych jej osób. Albo prawie nieznanych...

To, że nie dostrzegła tam Starka zagrało na niekorzyść. Maximoff poczuła się jakoś tak nie na miejscu. Jak intruz. Nie wiedziała czy pozostali coś o niej słyszeli i szczerze mówiąc na daną chwilę nawet nie miałaby pojęcia jak się wytłumaczyć. To ten ogrom emocji jaki w niej buzował blokował racjonalizm, ale dodawał i siły. Zresztą wszyscy ci którzy mieli z nią do czynienia podczas wzburzenia wiedzieli z jaką potęgą przyszło im się zmierzyć. I nawet teraz, choć nie wśród swoich, wyglądała na kogoś kto może nie czuł się na miejscu, ale nie miała zamiaru uciekać. Uniosła wyżej głowę, tak jak ktoś kto chciał się zmierzyć z przeciwnościami losu, nawet kosztem kłopotliwych tłumaczeń.

Rozchyliła usta by rozpocząć cały ten proces, ale nie zdążyła wydusić z siebie słowa. Na ratunek sytuacji przyszedł sam Bruce Banner reagując jako pierwszy. Wstała z miejsca, gdy zaczął do niej podchodzić. Catsy chwyciła pod bok, utrzymując na przedramieniu przy sobie, nie na tyle kurczowo by ją ścisnąć, a jednak tak by jej nie spadła. Uprzejmy uśmiech Bruce'a dodał otuchy, ale póki co nie potrafiła odpowiedzieć tym samym. Słyszała co do niej mówi, jak się z nią uprzejmie wita, jak przedstawia pozostałych tu zebranych. Nie odrywała jednak od niego wzroku. To niesamowite. W tak na pozór spokojnym i grzecznym człowieku drzemały tak ogromne pokłady złości. Nie musiała go znać by to wiedzieć. Aura jaka otaczała Bruce'a była wręcz namacalna, dlatego bardzo szybko połączyła imię i nazwisko mężczyzny z zieloną bestią niszczącą Harlem.

Z nieodgadnioną miną przeczesywała meandry myśli zastanawiając się czy wspomniała Steve'owi o swoim kocie, skoro i on został poszukiwany, ale zaraz przez stan zamyślenia przebił się ciepły głos mężczyzny. Lady Sif? Sif? TA Sif, której naprzykrzała się moja kotka? Minimalnie zbladła patrząc się wprost na piękną kobietę. Połączyła pewne fakty i dość szybko przeniosła spojrzenie na Strange'a, posyłając jeszcze Bannerowi delikatny, acz raczej nieśmiały uśmiech. Zaraz jednak cała uwaga Wiedźmy skupiła się na doktorze. Szczerze mówiąc zadziwił ją, jak to Bruce świetnie zauważył, swoim niecodziennym strojem, ale również aurą. Zupełnie inną od tego, która otulała Bannera, czy Sif.

Mistycyzm. To najbardziej słuszne słowo jakim mogła opisać osobę Strange'a. Kiwnęła głową na jego skinienie, a gdy wypowiedział i swoją kwestię... to była już pewna.
- Miło mi was poznać, aczkolwiek nie spodziewałam się tak licznego grona. Nazywam się Wanda Maximoff... i... - Zawiesiła głos na ciężkie westchnięcie - Dobra... słuchajcie, chcę mieć to za sobą. Szczerze mówiąc myślałam, że rozmowę kwalifikacyjną będę miała z panem Starkiem, ale skoro została do tego oddelegowana cała komisja... to niech tak będzie. Niestety nie przygotowałam cv, aczkolwiek może to i nawet lepiej? Miałam nadzieje na nowy start w szeregach Avengers... i wiem, że wydarzenia z przeszłości rzucają na mnie złe światło.... ale... - Im więcej mówiła, tym bardziej miała wrażenie, że jednak mówi nie na temat... A przynajmniej miny zebranych na to wskazywały...





Strój na gale

 
 

Catseye 





Imię i nazwisko: Sharon Smith
Pseudonim: Catseye
Data urodzenia/Wiek: z wyglądu: 17 lat / nie wiadomo.
Zdolności: Ailuranthropia (kotołak), fotograficzna pamięć, świetnie czyta mowę ciała.
Znaki szczególne: Kocie źrenice, ogon
Dołączył: 01 Mar 2016
Posty: 107
Wysłany: Pon 20 Lis, 2017 19:39   

Aktualny wygląd: Manul


Kotka jak to kotka – mruknęła tylko trochę niezadowolona z faktu, że dopiero się wygodnie ułożyła (będą gadać o jakiś głupotach i bzdurach, ja sobie będę wygodnie drzemała tymczasem) a zaraz została podniesiona.

Trudno. Zamachała łapami tak, by kobieta musiała ją chwycić wygodniej przed sobą i przysiadła na jej przedramieniu, mimowolnie nawiązującą do egipskich figurek bastet… tylko nie całkiem, bo przecież manul to nie kot z wyobrażeń a i ilość futra zdecydowanie inna.

- O. Ludź który ganiał się z Cats! - kłapnęła tylko zadowolona, niszcząc pewnie ostatki nadziei Wandy. Inna sprawa, że w sumie – ileż może być osób o imieniu Sif będących w stanie nawet nie złapać ale nawet dotrzymać kroku i nie zostać od razu zgubionych przez Catseye.

Przynajmniej takich nie obdarzonych jakimiś szczególnymi zdolnościami.

Nie wiedzieć czemu kobieta była podenerwowana.
Kotka nie rozumiała dlaczego, zupełnie nie wyczuwała z ich strony agresji ani też – żeby próbowali kłamać mówiąc, że chcieli pomocy.
A dotychczas nie spotkała nikogo kto by umiał (inna sprawa, że pewnie ktoś taki jak Loki sam z siebie nie wyjaśniłby Catseye, że właśnie wciska jej kity. Ale to insza inszość, nie zmieniająca faktu, że ludzi i nie ludzi obdarzonych taką mocą było naprawdę… niewielu.)

- Scar się nie denerwuje! Catseye nie widzi żeby chcieli walczyć! A jak będą chcieli, Catseye urwie im głowy! - dorzuciła radośnie (zupełnie nieświadoma prawdziwych umiejętności przybyłych ani tego kim byli. Zresztą nawet jakby było inaczej pewnie nic by to nie zmieniło.)

Przy okazji radośnie całkowicie błędnie interpretując powód podenerwowania Wandy.
Chociaż, nadal nie przejawiając agresji skoro też jej opiekunka nie zdradzała oznak strachu i czy przerażenia. Raczej tylko gotowość do konieczności odparcia ataku ze strony przybyłych (detal, że najpewniej werbalnego, kto by zwracał uwagę na takie szczegóły).




W formie ludzkiej: Sharon
Może też wyglądać tak,tak albo tak. A tak jak widzi kamerę lub gdy Morfeusz atakuje znienacka.

"Kiedy zejdziesz na psy - to nie miaucz!"



  
 
 

Lady Sif 





Imię i nazwisko: Lady Sif of Asgard
Pseudonim: Lady Sif, Goddess of War, Xena (Agent Garrett)
Data urodzenia/Wiek: X wiek || Ponad tysiąc lat
Zdolności: Nadludzkie: siła, szybkość, zręczność, wytrzymałość, odporność; Regeneracyjny Healing Factor; Długowieczność || Mistrzyni walki mieczem i wręcz
Znaki szczególne: Asgardzki akcent
Dołączyła: 05 Maj 2016
Posty: 100
Wysłany: Wto 21 Lis, 2017 13:01   

Sif nie rozumiała zdenerwowania młodej dziewczyny i w sumie rozbawiło ją nastawienie Catseye do jej chronienia. Podejrzewała, że to jest właśnie ta kocia wiedźma, a której Catsy wspominała.
- O, ciekawski kot z lepkimi łapkami - przywitała się z Cats, parafrazując słowa kotki.
Pomijając fakt, że Wanda była potrzebna im w związku z przerażającą wizją, której Sif wolała uniknąć, a widok zamordowanej panny Maximoff do pięknych nie należał, to miała też do niej prywatną sprawę dotyczącą zadania powierzonego jej przez Odyna, którego nadal nie wykonała.
- I kogo potem będziesz naciągać na kosztowne posiłki? - zapytała Cats, unosząc jedną brew. - Nie przyszliśmy tutaj by walczyć, a prosić o pomoc. Doktor Strange pokazał Bruce'owi i mnie przerażając wizję. Teraz widzę, że to ty, Wando, byłaś w niej brutalnie zabita. - Sif walnęła prosto z mostu, jaki los miał według ponurego proroctwa spotkać Szkarłatną Wiedźmę. Zawsze sądziła, że lepiej jest od razu usłyszeć najgorszą prawdę i potem skupić się na tym jak zniwelować jej skutki. - Pomagając nam powstrzymać nadchodzącą ponurą przyszłość z pewnością udowodnisz, że twoja przeszłość, bez względu na to jak bardzo jest mroczna, nie ma najmniejszego znaczenia.




 
 

Bruce Banner 

Last time I was in NY I kind of broke Harlem




Imię i nazwisko: Robert Bruce Banner
Pseudonim: Hulk
Data urodzenia/Wiek: 18.12.1969 / 43 lata
Zdolności: Hulk Smash!
Znaki szczególne: Wielkie, kipiące testosteronem zielone monstrum
Urazy: Jedynie psychiczne
GXRA 2015
Dołączył: 22 Gru 2010
Posty: 320
Wysłany: Sro 22 Lis, 2017 17:36   

Sytuacja była dość niezręczna, bo ewidentnie doszło do olbrzymiego nieporozumienia. Nie miał pojęcia, że Tony planował powiększenie obecnego składu drużyny o kolejnych członków. Tym bardziej nie miał pojęcia o tym, że Wanda brana jest w tej sprawie pod uwagę. Jego zdziwienie było więc olbrzymie, gdy to właśnie o tym kobieta zaczęła mówić. Wcale tego nie ukrywał. Wiele nie poprawiło się w tej kwestii także wtedy, gdy do głosu doszła Sif. Wytłumaczyła prawdziwy powód, dla którego pragnęli porozmawiać ze Scarlet Witch, lecz sposób w jaki to uczyniła… No cóż, w najlepszym wypadku pozostawiał wiele do życzenia. Mówiła wprost, od razu przechodziła do sedna, może nie do końca zdając sobie sprawę z wagi swych słów. Nie każdy pragnął usłyszeć podobne stwierdzenie w tak ostry i dosadny sposób. Nie w każdej sytuacji było to odpowiednie. Obawiał się, że Wiedźma może nie przyjąć tego dobrze. Była osobą wybuchową, jej zachowanie trudno przewidzieć, o czym mówiły strzępki dostępnych im informacji.
- Doszło do sporego nieporozumienia. Nie przybyliśmy tu, by rozmawiać z tobą na temat wstąpienia w szeregi Avengers. Prawdziwy cel wyjawiła już Lady Sif i choć może nie uczyniła tego w najbardziej odpowiedni sposób, to z przykrością muszę stwierdzić, że wszystko to jest najprawdziwszą prawdą. Chyba, że coś w tej sprawie zrobimy. Dlatego też mieliśmy zamiar cię szukać. – jego wyraz twarzy zmienił się. Na wspomnienie ujrzanej dzięki Strange’owi wizji stał się bardziej posępny, przybity. – Nie chodzi tylko o ciebie. Są również inni, których śmierć ujrzeliśmy w wizji przedstawionej nam przez Doktora. Sądzimy, że każda z tych osób może nam w jakiś sposób pomóc powstrzymać zbliżające się wydarzenia. – w obrazach rozpoznał Wandę i Xaviera. Oboje są nadprzeciętnymi ludźmi o niemal nieograniczonych możliwościach. Jeśli w porę odgadną z kim przyjdzie im się zmierzyć, kto będzie odpowiedzialny za te straszne wydarzenia, być może będą mogli odpowiednio się do tego przygotować i powstrzymać wszystko w zarodku, lub gdy nadejdzie chwila prawdy. Do tego potrzebują pomocy z każdej strony. Bruce nie patrzył w tej chwili na przeszłość panny Maximoff. Każdy popełniał w swoim życiu błędy. W jej historii jest ich całkiem sporo, lecz jeśli naprawdę pragnie się zmienić… Ma wspaniało okazję, by to pokazać.
- Nie oczekuję, że uwierzysz nam na słowo. Nie spodziewam się, że od razu zechcesz nam pomóc. Strange może pokazać ci to co sami przed chwilą zobaczyliśmy. Wtedy stwierdzisz, czy nam wierzysz i podejmiesz decyzję. – oderwał wzrok od Wandy i przeniósł go na Stephena. Może Banner nie chciał tego przyznać na głos, ale gdzieś w głębi duszy przeczuwał, że wsparcie Wiedźmy może okazać się niezbędne do tego, by ich plany powiodły się.



You know what scares me the most?
When it happens, when it comes over me... and I totally lose control
I like it.

 
 
 

Dr. Strange 





Imię i nazwisko: Stephen Strange
Pseudonim: Dr. Strange
Data urodzenia/Wiek: 18 listopada 1973 | 40 lat
Zdolności: Magia, uzdolniony wojownik, dostęp do artefaktów
Znaki szczególne: Specyficzny ubiór
Wiek: 44
Dołączył: 15 Lut 2017
Posty: 38
Wysłany: Pon 27 Lis, 2017 23:06   

Strange był wyraźnie rozbawiony. Spojrzał na Bannera i mocno starając się ukryć śmiech, stwierdził.

- Serio? Prowadzicie rozmowy kwalifikacyjne na Avengersa? Gdzie widzi się pan za 5 lat? Gdyby mogłaby pani zostać zwierzęciem, to jakim? I te sprawy?

Cóż. Na ziemię sprowadziła go Sif. Z, jak można by powiedzieć, gracją słonia w składzie porcelany. Gdyby chciała być bardziej bezpośrednia musiałaby chyba wrazić Wandzie swój miecz między oczy, albo w jeszcze jakąś inną część ciała. Ehh... gdzie się podziało akademickie wychowanie. Przynajmniej Banner doceniał czas poświęcony na naukę.

- Tak, sprowadza nas tu ewidentnie inna sprawa, natomiast jako członkini Avengers, czy też nie, pani obecność tutaj jest bardzo przyjaznym zrządzeniem losu. Jak to już zauważyła Lady Sif, nawiedziła mnie pewna niecodzienna i bardzo złowroga wizja, a przez ostatnie lata nauczyłem się im ufać. Zwłaszcza, jeśli wysyłam je sobie sam. Czy ktoś ma ochotę się czegoś napić?



Kaecilius: How long have you been in Kamar-Taj, Mister...?
Dr. Strange: Doctor!
Kaecilius: Mister Doctor?
Dr. Strange: It's Strange!
Kaecilius: Maybe, who am I to judge?

 
 

Scarlet Witch 

No more...




Imię i nazwisko: Wanda Maximoff
Pseudonim: Scarlet Witch
Data urodzenia/Wiek: 1 grudzień 1987/25 lata
Zdolności: - manipulacja prawdopodobieństwem, tworzenie pól siłowych, teleportacja ludzi i przedmiotów, zdolność latania
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączyła: 21 Sty 2014
Posty: 1318
Wysłany: Pią 01 Gru, 2017 21:32   

Wanda została obdarta z ostatniej nadziei, gdy Catsy entuzjastycznie przyznała w jaki sposób zapoznała się z Sif. Najbardziej na świecie nie pragnęła poznać szczegółów. Szkarłatna mogła wyobrazić sobie jak to naprawdę wyglądało. Grunt, że ów postawna kobieta nie chciała ukręcić osobistej maskotce Wandy głowy. Nie mogłaby na to pozwolić i ta na pierwszy rzut oka krucho wyglądająca kobieta pokazałaby z jaką siłą przyszłoby im się mierzyć. ...Z czym i ona musi się mierzyć, by aby czasem zbyt wiele nie wymknęło się spod kontroli.

Jeszcze bardziej skompromitowana przez Catsy ułożyła dłoń na jej pyszczku by przez dajmy na to moment nie zdradzała wszystkich, możliwych lęków, jakie miała w stosunku do tej chwili. Zbyt gwałtownie powiększone towarzystwo nie najlepiej wpływało na spokój jaki próbowała w sobie wzniecić, by dobrze wypaść podczas rozmowy, ale przecież nie chciała się poddawać. Czuła w sobie tak wiele siły...

Kąciki ust drgnęły odruchowo słysząc w jaki sposób Sif skomentowała kotkę. Jej osobiste zwierze musiało się pokazać od tej najbardziej charakterystycznej strony. Niestety to by było na tyle jeżeli chodziło o uśmiechy, a przynajmniej ze strony Wandy. Kolejne słowa jakie padły z ust brunetki początkowo przyprawiły tylko o zdumienie. Co zresztą jednoznacznie odmalowało się na twarzy Wandy. O dziwo wyglądała tak jakby... jakby Sif jej coś przypomniała. Coś niesamowicie mało przyjemnego. Coś co sprawiło, że zamiast zbliżyć się do rozmówców postąpiła krok do tyłu, odsuwając się na tyle na ile pozwalała ta pozycja. Nie mogła jeszcze bardziej, nie rozpłaszczając się na szybie, dlatego zatrzymała się zachowując dystans. Przerwała również kontakt wzrokowy z zebranymi i uciekła spojrzeniem na podłogę.

- Nie, to nie może być prawda... - Szeptała ledwo słyszalnie pod nosem. Na tyle niesłyszalnie, że doktor Banner śmiało mógł wejść w słowo, bez poczucia mało kulturalnego zachowania. Sama nie wiedziała co bardziej w nią uderzyło. To, że przyszłość źle jej wróżyła? Że źle wróżyła jej bliskim? A może dlatego, że gdzieś tam w głębi duszy miała nadzieje, że to wszystko jakiś kiepski żart... Nawet była skłonna uwierzyć, że to jej zmysły błądziły na granicy szaleństwa, dlatego też z taką śmiałością się im przeciwstawiła... Ale teraz? Teraz nie była niczego pewna.

Gdzieś tam pomiędzy myśli wkradł się cieplejszy ton Bruce'a. Nie chciała go słuchać o czym świadczył ten grymas. Wyglądało to tak jakby przerywał jej w trakcie czegoś ważnego, czegoś istotnego. Sam w sobie tembr jaki użył oraz troska powoli docierała do każdych zakamarków jej myśli. Uniosła głowę by odnaleźć spojrzenie Bannera i wysłuchać go w prowizorycznym spokoju do końca.
- Wierzę - Rzuciła, chcąc od razu zaprzeczyć słowom Bruce'a - Wierzę, bo sama miałam tę wizję - Wyznała przed wszystkimi, zaglądając po kolei w oczy rozmówcom. Pominęła już żarty Strange'a, bo chyba i tak nikt nie chciał tego ciągnąć.

Przechodząc do meritum zatrzymała spojrzenie już na Stephenie.
- Chętnie napiłabym się herbaty - Odpowiedziała mimochodem, a potem dodała:
- Czy wiesz... czy wiecie kim jest ów Mistrz? - Zapytała Strange'a, bo najwyraźniej to on dzielił z nią wizję, z którą podzielił się z resztą. Najwyraźniej miała wiele adresatów.
- I jak bym mogła pomóc? Widziałam się z nim. Znaczy... w tej wizji. Jakimś cudem mogłam przeniknąć przez świat realny do tego który ukazał przed moimi oczami tak jakby... jakby nie był mi obcy? A może sam chciał mnie tam wpuścić? Ciężko powiedzieć, czy był zaskoczony moją obecnością, ale miałam wrażenie jakby... jakby samym spojrzeniem przeszywał mnie na wskroś. Tak jakby znał każdy mój ruch... Nigdy wcześniej się tak nie czułam... - Wgryzła się w dolną wargę, by ból odgonił cienie uczucia jakie owładnęło ją podczas koszmarnego widzenia.





Strój na gale

 
 

Catseye 





Imię i nazwisko: Sharon Smith
Pseudonim: Catseye
Data urodzenia/Wiek: z wyglądu: 17 lat / nie wiadomo.
Zdolności: Ailuranthropia (kotołak), fotograficzna pamięć, świetnie czyta mowę ciała.
Znaki szczególne: Kocie źrenice, ogon
Dołączył: 01 Mar 2016
Posty: 107
Wysłany: Sob 02 Gru, 2017 09:56   

Aktualny wygląd: Manul / Ibris


Manul śmignął jej z rąk na na ramiona.
I zdecydowanie mniej przyjaźnie popatrzył na gości.
Oj, nie trzeba było jednego słowa nawet z jej strony, zjeżone futro, ogon który chwilę wcześniej leniwie spoczywał teraz nagle krótki, nerwowymi ruchami zdradzało całkowitą zmianę nastroju zwierzaka.

Powód był oczywisty gdyby się zastanowić.
Chwilę temu Scar była może podenerwowana, trochę niepewna ale w gruncie rzeczy – wyraźnie czuła się w miarę bezpiecznie.
W jednej chwili niewinna i trochę niezrozumiała z punktu widzenia rozmowa sprawiła, że poczuła się zagrożona i przestraszona.
A to zmieniało sytuację o 180 stopni.

Wyślizgnęła się rąk, miękko lądując na ziemi obok Wandy, niejako ją odgradzając od gości. Co może w przypadku niewielkiego manula, ważacego mniej niż niejeden wyrośnięty kot dachowy mogłoby być zabawne.
Tylko że gdzieś po drodze z jej ramion na ziemię futrzasta góra kłaków gdzieś zginęła, na jej miejsce zaś pojawiła się białą, nakrapiana czarnymi cętkami kupa mięśni, kłów, pazurów, nerwowymi, urywanymi ruchami grubego ogona uderzając z głuchym dźwiękiem w ziemię. Nawet jeśli wciąż nie w pełni dorosła, 40 kilogramów wyspecjalizowanego, morderczego drapieżnika wbijającego wzrok w nieznajomych.

Moment złamały dalsze słowa Wandy.

Tyle tylko że ogon się uspokoił a zjeżone futro ponownie położyło, nie zmieniając jednak już z powrotem formy zwierzęcia. Które – można by było tak pomyśleć, nadal położyło się tak, jakby specjalnie chciało odseparować ich od Wandy na wszelki wypadek.
Wciąż czujnie śledząc najmniejszy ruch przybyszów.




W formie ludzkiej: Sharon
Może też wyglądać tak,tak albo tak. A tak jak widzi kamerę lub gdy Morfeusz atakuje znienacka.

"Kiedy zejdziesz na psy - to nie miaucz!"



 
 

Lady Sif 





Imię i nazwisko: Lady Sif of Asgard
Pseudonim: Lady Sif, Goddess of War, Xena (Agent Garrett)
Data urodzenia/Wiek: X wiek || Ponad tysiąc lat
Zdolności: Nadludzkie: siła, szybkość, zręczność, wytrzymałość, odporność; Regeneracyjny Healing Factor; Długowieczność || Mistrzyni walki mieczem i wręcz
Znaki szczególne: Asgardzki akcent
Dołączyła: 05 Maj 2016
Posty: 100
Wysłany: Sob 02 Gru, 2017 16:54   

- Czy jest możliwe, że oboje macie podobne moce? - zapytała Wandę, po tym jak oderwała już wzrok od fascynującego zjawiska, jakim była przemiana Catsy z przeciętnego i raczej mało urodziwego dzikiego kota w piękną, białą panterę z puszystym ogonem długim prawie jak ona sama. Więc to nie jest zwykły gadający kot.
- Możliwe jest też, że posiadasz coś, czego on pragnie, albo też raczej coś czego się boi, stąd też jego ciekawość wobec twojej osoby. Może Doctor Strange podzieliłby się z tobą swoją wizją, oczywiście ile czujesz się na tyle silna by obejrzeć te sceny. Podobieństwa i różnice między nimi mogą nad podsunąć wskazówki do odnalezienia Mistrza.
W żadnym razie Sif nie zamierzała Wandy do niczego zmuszać. Dziewczyna wydała jej się bardzo zagubiona i krucha, zbyt krucha by iść na wojnę i nie dać się na niej zabić. Ale nie mieli wyboru. Ludzie, którzy w wizji Stephena zostali brutalnie zamordowani mogli być kluczem do zniszczenia potwora, który stał za tym wszystkim.




 
 

Bruce Banner 

Last time I was in NY I kind of broke Harlem




Imię i nazwisko: Robert Bruce Banner
Pseudonim: Hulk
Data urodzenia/Wiek: 18.12.1969 / 43 lata
Zdolności: Hulk Smash!
Znaki szczególne: Wielkie, kipiące testosteronem zielone monstrum
Urazy: Jedynie psychiczne
GXRA 2015
Dołączył: 22 Gru 2010
Posty: 320
Wysłany: Sob 02 Gru, 2017 18:45   

Słowa Strange’a o rozmowie kwalifikacyjnej pozostawił bez komentarza. Nie zamierzał wdawać się w dyskusję o tak nieistotnych w tej chwili sprawach. Zresztą, gdyby sytuacja była inna, pewnie także nie podjąłby tego tematu. Avengers od początku funkcjonują w niemal niezmienionym składzie. Bruce nie miał więc pojęcia w jaki sposób powinni być więc przyjmowani nowi członkowie. Jakaś forma typowej rozmowy kwalifikacyjnej powinna mieć jednak miejsce. Nie mogą przecież przyjmować w swe szeregi każdego, bazując tylko i wyłącznie na chęci przynależenia do czegoś więcej. W jego mniemaniu chodzi przede wszystkim o motywacje danej osoby, jej intencje i wiarę w to, że rzeczywiście będzie w stanie pomóc drużynie, i wytrzyma ciążącą na wszystkich członkach presję. Nie wszyscy się do tego nadają, choć wierzył też, że każdy zasługuje na szansę. Więc jakiś okres próbny także powinien być opcją wartą rozważenia.
Ale mniejsza o to. W swoich rozmyślaniach za bardzo oddalił się teraz od najważniejszego tematu. Trudno było oczekiwać wybuchu euforii na wieść o wiszącej nad Wandą śmiercią, a mimo to reakcja kobiety sprawiła, że Bruce poczuł się trochę nieswojo. W końcu zrzucili na jej głowę naprawdę ciężką wiadomość, wiedzieli jaki ją czeka ją w przyszłości, a jakby tego wszystkiego było mało, oczekiwali od Wiedźmy pomocy. Nie wiedzieli jakie wydarzenia doprowadzą do tego co widzieli. Być może właśnie sam udział Scarlet Witch sprowadzi na nią śmierć, może to oni w jakiś sposób się do tego przyczynią… Nie mają zielonego pojęcia. W pewnym sensie działają na ślepo, licząc, że uda im się zmienić bieg wydarzeń. Co jeśli nie będzie to możliwe? W jeszcze bardziej ponury nastrój wprawiła go wieść o tym, że dziewczyna także ujrzała tę wizję. Jeśli do tej pory mieli wątpliwości co do prawdziwości przyszłych wydarzeń, tak teraz chyba każde z nich musi uznać, że to rzeczywiście jedna z czekających ich wersji przyszłości.
- To bolesne. Ujrzeć własną śmierć. Wierzę jednak, że możemy to powstrzymać. Musimy to powstrzymać. Nie wiem w jaki sposób, ale wspólnie z moimi towarzyszami doszliśmy do wniosku, że w pierwszej kolejności najlepiej będzie odnaleźć i porozmawiać ze wszystkimi osobami widzianymi w tej wizji. Sądzę, że to, że akurat one się w niej pojawiły, nie było żadnych przypadkiem. Ty, Xavier i inni jesteście ważni. Może to właśnie was ten Mistrz najbardziej się obawia. Może wasze przetrwanie jest kluczem do zniweczenia jego planów. – musiał w tym istnieć jakiś sens. Coraz bardziej w tym przekonaniu się utwierdzał.
Spojrzał na Stephena, zdając się na jego osąd i wiedzę. To on był ich ekspertem od magii i wszelkich rzeczy z nią związanych. Banner mógł jedynie spekulować. A skoro mieli go pod ręką… Warto zdać się na jego osąd i wiedzę. Nawet jeśli dopiero się poznali i Bruce nie miał żadnego innego powodu, by mu ufać. Musiał zdać się na swoją intuicję, a ta mówiła mu, że ich cele są takie same.
Przez cały ten czas nie zwracał większej uwagi na to co działo się z Catseye. Był całkowicie zaabsorbowany ich rozmową i swoimi wewnętrznymi rozmyślaniami. Oczywiście widział jej zmianę formy i chęć stanięcia w obronie swojej pani, lecz całkowicie ten stan rzeczy ignorował.



You know what scares me the most?
When it happens, when it comes over me... and I totally lose control
I like it.

 
 
 

Dr. Strange 





Imię i nazwisko: Stephen Strange
Pseudonim: Dr. Strange
Data urodzenia/Wiek: 18 listopada 1973 | 40 lat
Zdolności: Magia, uzdolniony wojownik, dostęp do artefaktów
Znaki szczególne: Specyficzny ubiór
Wiek: 44
Dołączył: 15 Lut 2017
Posty: 38
Wysłany: Sro 13 Gru, 2017 14:40   

Stephen stał nieco z boku i przez chwilę trzymał się maski spokojnego obserwatora. W ferworze dyskusji, zmian kocich i całej wymiany zdań nikt raczej nie zwrócił uwagi na delikatne gesty, które wykonał. Ba! Gesty wyglądały najzupełniej naturalnie! I... W sumie nawet nie wiadomo kiedy, ale na stoliku w pokoju pojawił się stary rosyjski samowar z (o dziwo!) gotującą się już w nim wodą, a także trzy filiżanki z gorącą i mocną herbatą, kryształowa cukiernica z malutkimi kostkami cukru i drobnymi, srebrnymi szczypczykami w środku, a także solidny kufel piwa, karafka ze schłodzoną, krystalicznie czystą wodą. Jedyną zagwozdkę stanowił kot. W pierwszej chwili Strange chciał podrzucić kotu porcyjkę świeżego łososia, ale po zmianie rozmiarów, optował raczej za udźcem jakiegoś łosia... Zdecydował jednak, że na początek miska z wodą wystarczy.

- Napoje podano. Chyba, że wolicie Państwo coś innego? - Spojrzał na Sif, bo w sumie nie wiedział, czy Asgardzka Wojowniczka nie wolałaby jednak miodu pitnego, albo jeszcze czegoś bardziej wymyślnego.

- Istota samego Mistrza jest mi obca. Wydaje się być potężną istotą, której celem jest unicestwienie, albo przynajmniej zniewolenie Ziemi. Posiada również wystarczające środki, by to zrobić, skoro przynajmniej w wizji potrafił poradzić sobie z tak potężnymi ludźmi jak pani - skłonił się wyraźnie w stronę Wandy - oraz profesor Xavier. Biorąc pod uwagę, że w mojej wizji miałem do czynienia z mutantem, władającym magnetyzmem, bardzo silnym telepatą i panią, wnioskuję raczej, że potęga Mistrza polega na umiejętnościach władania umysłami. - Usiadł i podniósł jedną z filiżanek, wrzucił do niej 2 małe kosteczki cukru i zamieszał.

- Częstujcie się, proszę. Droga Cats, widzę bardzo ciekawy przykład polimorfii, czy też może felimorfii. Nie wiem jednak, czy woda zadowoli Twoje wybredne gusta i mam nadzieję, że podzielisz się z nami informacją, co chciałabyś zjeść lub się napić. - Stephen przeniósł wzrok na pozostałych i zupełnie jakby przed chwilą nie zrobił przerwy, ciągnął swój wywód dalej.

- Widziałem w wizji również sporo ludzi, którzy wydawali się wykonywac rozkazy owego Mistrza. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że walka bezpośrednia nie jest jego główną siłą. Z drugiej strony, fizyczna siła może nie stanowić dla niego po prostu przesadnie dużego zagrożenia. Nie mniej jednak, wybór pokonanych każe mi wnioskować, że nasz plan przyjęcia owego Mistrza powinien koncentrować się na wspólnym przeciwdziałaniu jego zdolnościom mentalnym, przy jednoczesnym przygotowaniu taktycznego planu uderzenia fizycznego. Na tą chwilę skłaniam się raczej ku teorii, że powinniśmy przygotować się na przyjęcie pierwszego ataku tego całego Mistrza, ochronie tych, którzy moga mu fizycznie zaszkodzić, bo ochrona ich umysłów przed wływem tego jegomościa jest według mnie kluczowa, a jedynie w ostateczności na ataku. Taka teoria.

Spojrzał na Sif, gdy padło pytanie o umiejętności jego i Wandy. Jak to miał w zwyczaju, postanowił się wtrącić.

- Nasze, to znaczy moje i Szkarłatnej Wiedźmy moce są tak podobne, jak metody przesyłu wody. To może być porównanie nieco na wyrost, ale jej moc to dziki wodospad. Niekontrolowany, nieujarzmiony i pełen pierwotnej siły. Moja to raczej miejski system kanalizacyjny. Ilość transportowanej wody, jak i sama woda jest ta sama, ale sposób przenoszenia wody i kontrola nad nią, różni się znacząco. - Spojrzał na Wandę, uśmiechnął się w swoim mniemaniu szarmancko i dodał - Czy zgodzi się Pani z moim porównaniem?



Kaecilius: How long have you been in Kamar-Taj, Mister...?
Dr. Strange: Doctor!
Kaecilius: Mister Doctor?
Dr. Strange: It's Strange!
Kaecilius: Maybe, who am I to judge?

 
 

Scarlet Witch 

No more...




Imię i nazwisko: Wanda Maximoff
Pseudonim: Scarlet Witch
Data urodzenia/Wiek: 1 grudzień 1987/25 lata
Zdolności: - manipulacja prawdopodobieństwem, tworzenie pól siłowych, teleportacja ludzi i przedmiotów, zdolność latania
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączyła: 21 Sty 2014
Posty: 1318
Wysłany: Pią 15 Gru, 2017 21:56   

Wiedziała, że Cats nie bez powodu wysmyknęła się z uścisku. Znały się na tyle by wiedzieć jak zareaguje na jej emocje. Wiedziała również, że bez jawnego ataku, ani bez fałszywego ruchu z ich strony nie musi obawiać się o zbyt wczesny atak kłami i pazurami, dlatego Wanda nie zareagowała. Jedyne co zrobiła to opuściła dłoń i wsunęła palce w miękką sierść swojego osobistego, kociego obrońcy.

Zerknęła z większym zainteresowaniem w kierunku Strange'a, gdy padło pytanie o podobieństwo ich mocy. Nie chcąc ignorować Sif zaraz wróciła do niej wzrokiem, akurat w momencie, gdy wygłosiła kolejne zdanie. Mniej pozytywnie rokujące i dające do myślenia. Czy mogła posiadać coś czego pragnął Mistrz? A jeżeli tak to czym jest to czego pragnął? Czego mógł się bać?
Na samą myśl o ponownym uczestniczeniu wizji zrobiło się jej jakoś nieswojo, ale wiedziała do czego Sif zmierza, co zresztą szybko zostało wyjaśnione. Wanda nie należała do kobiet, które stoją i patrzą jak przeciwności losu niszczą życie innych, w szczególności, gdy losowym niszczycielem okazuje się nieznany nikomu potężny szaleniec. Zamierzała jak zwykle odsunąć swoje emocje na bok, nawet kosztem zdrowia i samopoczucia, co zakomunikowała kiwnięciem głowy.
- Pytanie tylko, czy dobrze pamiętam swoją... ale czemu nie spróbować? Może dzięki temu poznamy kolejny element tej zawiłej układanki? Może w jakiś sposób mógłby się pan tam ze mną udać? - Znowu zatrzymała swoje spojrzenie na doktorze Strange'u. Sama nie wiedziała czemu nie chciała zaangażować w to reszty. Może tylko po to by oszczędzić tych widoków? Jak zwykle wszystko wolała wziąć na siebie. Zresztą to ona była w wizji... i zrobiłaby to sama, ale tylko doktor Strange była wstanie ją tam przenieść.

Nie chciała się przed wszystkimi przyznawać, ale Bruce miał rację. Fakt faktem nie trzeba być geniuszem by wiedzieć, że przepowiednia własnej śmierci może wywołać szok i niedowierzanie, ale poczuła się lepiej z wiedzą, że ktoś chociaż próbuje ją zrozumieć. Chciała go jakoś uspokoić, dlatego posłała mężczyźnie delikatny uśmiech. A gdy kolejna osoba potwierdziła, że może mieć w sobie coś, dzięki czemu powstrzymają Mistrza to tym bardziej poczuła chęć by jeszcze raz rozejrzeć się po dantejskiej wizji.

Do nozdrzy Wandy dotarł kojący zapach mocnej herbaty. Zerknęła zaskoczona w kierunku stolika zastanawiając się skąd się to wzięło. Uczucie chwilowe, w końcu w swoim towarzystwie mieli maga. Sama nie potrafiła takich rzeczy, dlatego błędnie zmierzała w kierunku braku powiązania między ich mocami, jednak póki co z nikim się tym nie podzieliła. Zresztą nawet nie miała kiedy. Doktor Strange ciągnął swój długi wywód dzieląc się spostrzeżeniami. Początkowo słuchając jednym uchem, drugą częścią świadomości zajęła się badaniem stolika przy którym usiadła. Sięgnęła bo drobne szczypczyki i wrzuciła do herbaty dwie kostki cukru. Gdy wywód kolejny raz zmierzył w jej kierunku uniosła spojrzenie z nad podniesionej już filiżanki. Nie chciała się kłócić, że wcale nie jest aż tak potężna, bo... nawet nie wiedziała do czego była zdolna. Nie czuła się jednak na poziomie z Charlesem, ani własnym ojcem.
Samo wspomnienie i na dodatek tylko w słowach wizji do której ciągle wracali wywołało w niej niezbyt przyjemne uczucie, ale i tym razem nic po sobie nie pokazała. Zapatrzyła się w niego nieco bardziej, gdy zaczął opowiadać i cechach łączących ich moce. Pierwszy raz w życiu czuła, że ktoś w końcu rozumie to z czym musi się zmagać. Nawet Pietro, choć był jej najbliższy, nie rozumiał bliźniaczej siostry co dawał odczuć swoją wściekłością i irytacją.
...A wystarczyło ot porównanie. Wodospad. Strumień. Życiodajna woda i niszczycielska moc rwącej rzeki.
- Dokładnie tak. Zgadzam się z porównaniem, aczkolwiek wiem, że nie brzmi to zbyt dobrze rokująco. Nie zawsze mam nad tym tak doskonałą kontrolę, jak doktor Strange - Zerknęła ukradkiem na pozostałych. Przez ten moment nawet zwątpiła, czy da radę im pomóc... Mając oczywiście na względzie ich przeżycie, a nie swoją śmierć.





Strój na gale

 
 

Catseye 





Imię i nazwisko: Sharon Smith
Pseudonim: Catseye
Data urodzenia/Wiek: z wyglądu: 17 lat / nie wiadomo.
Zdolności: Ailuranthropia (kotołak), fotograficzna pamięć, świetnie czyta mowę ciała.
Znaki szczególne: Kocie źrenice, ogon
Dołączył: 01 Mar 2016
Posty: 107
Wysłany: Pon 18 Gru, 2017 10:29   

Aktualny wygląd: Ibris


- Ludź jest wiedźmą. Cats jest panterą. Jak mogą być takie same - fuknął ibris łypiąc się z urazem na wojowniczkę.
No bo kto to widział wiedźmę i panterę wrzucać do jednego worka. Właściwie to panterę i jakiegokolwiek człowieka wrzucać do jednego worka.

Jednak ważniejsze rzeczy mają pierwszeństwo.
- Woda jest dobra. Taka co nie śmierdzi chlorem - kłapnęła w stronę mężczyzny, potwierdzając jego wybór. Akurat w tym wypadku trafił doskonale w gusta kotki, która nie przepadała za napojami smakowymi a już szczególnie - gorącymi.

- Łosoś! Cats lubi łososia. I rybę maślaną. I ośmiernice! I wołowinę. O ile są świeże! - ucieszyła się, uznając, że jednak może mężczyzna znał swoje obowiązki i to, w jaki sposób powinno się chodzić w gości. Przynajmniej jeden przydatny gdy będą gadać.

Rozmową o mocach się niespecjalnie przejmowała, w sumie takim drobiazgom nie poświęcała większej uwagi. Leniwie śledziła za to ludzi, pilnując wiedźmy - nie do końca rozumiała, w czym jest problem, poza tym, że najwyraźniej jest problem i zagraża jej człowiekowi.
Przynajmniej tak wynikało z opowieści przybyłych.

- Czemu w takim razie nie wytropić go i urwać głowę zanim zaatakuje? Cats myśli, że lepiej pierwszemu zaatakować znienacka niż czekać na atak nie wiadomo z której strony i kiedy... - przysiadła, drapiąc się za uchem, nie widząc, dlaczego zakładają, że koniecznie muszą na cokolwiek czekać.




W formie ludzkiej: Sharon
Może też wyglądać tak,tak albo tak. A tak jak widzi kamerę lub gdy Morfeusz atakuje znienacka.

"Kiedy zejdziesz na psy - to nie miaucz!"



  
 
 

Lady Sif 





Imię i nazwisko: Lady Sif of Asgard
Pseudonim: Lady Sif, Goddess of War, Xena (Agent Garrett)
Data urodzenia/Wiek: X wiek || Ponad tysiąc lat
Zdolności: Nadludzkie: siła, szybkość, zręczność, wytrzymałość, odporność; Regeneracyjny Healing Factor; Długowieczność || Mistrzyni walki mieczem i wręcz
Znaki szczególne: Asgardzki akcent
Dołączyła: 05 Maj 2016
Posty: 100
Wysłany: Czw 21 Gru, 2017 21:07   

Sif wybrała herbatę, czując jeszcze smak tej, którą ją poczęstował Strange w swojej siedzibie. Co jak co, ale potrafił on wyczarować pyszny napar, odpowiednio mocny i z mieszanki, której nie znała, a o którą zapewne niedługo go poprosi, jeśli wyjdą cało z tej kabały. Owszem, przeszło jej przez myśl, że to może być dzieło Laufeysona, ale z miejsca odrzuciła tę teorię, nie dostrzegająca w działaniach tajemniczego Mistrza finezji Lokiego.

- Cats ma rację - odezwała się. - Musimy zaatakować pierwsi, ale też nie powinniśmy biec tam ślepo - dodała, przypominając sobie wyprawę Thora do Jotunheimu. - Nim przypuścimy natarcie, musimy dowiedzieć się jak można mu, cytując za Cats, urwać głowę. Ktoś zdolny do takich potworności musi być potężny. Znajdując chociażby jeden słaby punkt, zyskamy przewagę, która może nas powieść do zwycięstwa.

Starała się brzmieć pewnie i przekonująco, ale tak naprawdę nie wiedziała, czy w ogóle będą w stanie kogoś takiego pokonać i czy przeżyją batalię, którą zamierzali stoczyć z przeciwnikiem.
- Możliwe, że Heimdall znajdzie potrzebne nam odpowiedzi w asgardzkiej bibliotece - dopowiedziała, powstrzymując się przed zerknięciem w stronę sufitu. Doskonale wiedziała, że jej przyjaciel obserwuje uważnie Midgard i z całą pewnością już wie, co się tu dzieje. A potrzebowali każdej możliwej do uzyskania pomocy.




 
 

Bruce Banner 

Last time I was in NY I kind of broke Harlem




Imię i nazwisko: Robert Bruce Banner
Pseudonim: Hulk
Data urodzenia/Wiek: 18.12.1969 / 43 lata
Zdolności: Hulk Smash!
Znaki szczególne: Wielkie, kipiące testosteronem zielone monstrum
Urazy: Jedynie psychiczne
GXRA 2015
Dołączył: 22 Gru 2010
Posty: 320
Wysłany: Wto 26 Gru, 2017 20:49   

Podziękował Stephenowi za inicjatywę, lecz w przeciwieństwie do kobiet, nie zdecydował się na przyjęcie żadnego z trunków. Był całkowicie skupiony na obecnych wydarzeniach i nie odczuwał potrzeby wypicia jakichkolwiek płynów.
- Obawiasz się tego co może się stać, gdy twoje moce wymkną ci się spod kontroli? Lub co się stanie, gdy nie zadziałają tak jak sobie zaplanowałaś? Albo też, że inni mają o tobie za duże mniemanie, prawda? Rozumiem to. Doskonale to rozumiem. Sam codziennie mierzę się z podobnymi myślami. Wciąż przed oczami widzę dzień, w którym Hulk wygra toczący się między naszymi umysłami pojedynek i na stałe przejmie władzę w naszym niecodziennym duecie. Przez długi czas starałem się uciec przed moją klątwą. Odciąć od cywilizowanego świata. Byłem w różnych miejscach na świecie. Gdy S.H.I.E.L.D. zrekrutowało mnie do programu Avengers minął rok od mojej poprzedniej przemiany. Hulk był wtedy prawdziwą bestią, której jedynym celem było zniszczenie. Wciąż nią jest. Jednak już podczas bitwy o Nowy Jork odkryłem, że w ograniczonym stopniu mogę na niego wpływać. Wciąż szukam lekarstwa na moją przypadłość, wciąż obawiam się najgorszego, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, że każda z dotychczasowych interwencji „zielonego” ocaliła życie niezliczonej liczbie ludzi. Nie podoba mi się to, za każdym razem ze sobą walczę, by ostatecznie ulec i wypuścić wściekłą bestię na zewnątrz. Robię to niechętnie, ale czasem to konieczność. – nigdy w pełni nie pogodził się ze swoim losem. Nigdy zapewne tego nie zrobi. Jeśli następnego dnia odkryłby sposób, by na zawsze pozbyć się Hulka, zrobiłby to bez wahania. Ale gdy ten jest potrzebny… Nie ma innego wyjścia. Na wszelki wypadek wspólnie ze Starkiem opracowali jednak pewne środki zapobiegawcze, które miałyby poskromić bestię. To odrobinę ułatwia mu podjęcie decyzji.
W każdym razie chciał swoją historią powiedzieć Wandzie, że jej wątpliwości są czymś normalnym. Nie powinna jednak pozwolić na to, by wzięły one nad nią górę. Zwłaszcza w sytuacji, gdy zagrożone jest życie niewinnych. Trzeba walczyć ze swoimi obawami, przyjąć do wiadomości możliwe konsekwencje niepowodzenia i za żadne skarby się nie poddawać. Inaczej człowiek już przegrał. W obliczu zbliżającej się zagłady potrzebowali Wandy w pełni sił. Gotowej zrobić wszystko, by powstrzymać tajemniczego Mistrza.
- Pamiętaj, że z jakiegoś powodu Mistrz się ciebie obawia. Może stoją za tym twoja nieprzewidywalność połączona z olbrzymią mocą. Może jest tak z innego powodu. Ale nie możesz pozwolić, by twoje lęki stanęły ci na drodze ku ściśle określonemu celu. – słysząc swoje słowa, prawdę mówiąc sam siebie nie poznawał. Był zaangażowany w sprawę, przerażony tym co może ich spotkać. Być może to sprawiało, że nieco się otworzył i zaczął mówić to co od zawsze siedziało mu na sercu, a co często nie wychodziło na światło dzienne. Sporą rolę odgrywał też pewnie fakt, że w jakimś stopniu mógł utożsamić się z młodą kobietą i jej wątpliwościami. Nie patrzył teraz na jej przeszłość, a na to co mogła sobą reprezentować w przyszłości. Jeśli tylko pogodzi się ze swoimi słabościami.
- Być może Stephen będzie w stanie pomóc ci zapanować nad pokładami twej mocy. O ile to możliwe. Nie znam się na magii, ale przypuszczam, że wsparcie innego doświadczonego czarodzieja powinno pomóc ci zyskać większą kontrolę. – rzucił propozycję, zerkając to na Scarlet Witch, to na Strange’a. Jeśli to nie takie proste, któreś z nich pewnie wyprowadzi go z błędu.
Szaloną propozycję Catseye zdążyła już skomentować Lady Sif. To jednak nie powstrzymało Bruce’a przed dodaniem paru słów od siebie.
- Działając tak pochopnie możemy jedynie przyspieszyć straszliwe wydarzenia, które ujrzeliśmy w wizji. Mistrz pokonał w niej najsilniejszych ludzi stąpających po powierzchni Ziemi i nic nie stało mu już na przeszkodzie. Jeśli odpowiednio się nie przygotujemy, nie wykorzystamy szansy którą nam dano, zawiedziemy nie tylko siebie, ale i wszystkie istoty zamieszkujące naszą planetę. – zmiennokształtna myślała jak drapieżnik. Bannera wcale to nie dziwiło, ale oni w tej sytuacji nie mogli ulegać tak prostym instynktom. Muszą działać rozważnie. Nic więcej nie miał w tym momencie do dodania.



You know what scares me the most?
When it happens, when it comes over me... and I totally lose control
I like it.

 
 
 

Dr. Strange 





Imię i nazwisko: Stephen Strange
Pseudonim: Dr. Strange
Data urodzenia/Wiek: 18 listopada 1973 | 40 lat
Zdolności: Magia, uzdolniony wojownik, dostęp do artefaktów
Znaki szczególne: Specyficzny ubiór
Wiek: 44
Dołączył: 15 Lut 2017
Posty: 38
Wysłany: Pią 05 Sty, 2018 01:41   

Strange się zamyślił, słysząc słowa Bannera. Oczywiście nie te, dotyczące przemiany w Hulka i kontrolą, lub jej brakiem nad zielonym agresorem, ale nad ideą szkolenia Wiedźmy.

W międzyczasie jednak, gdy uwaga wszystkich skierowana była na doktora Bannera, ponownie wykonał kilka gestów, a zaraz koło kotki pojawił się duży, prawdopodobnie srebrny półmisek, a na nim dorodny łosoś i błyszczyk. Oba jeszcze, w prawdzie dość niemrawo, ale machały ogonami. Na trawlerach i tak nikt nie zauważy braku pojedynczych ryb.

Zanim otworzył usta, usiadł i upił nieco herbaty.

- Proszę, o świeższe raczej ciężko.

Popatrzył na Scarlet, przeniósł wzrok na Bannera. Uśmiechnął się, w taki typowy dla siebie, w stu procentach neutralny i wyuczony sposób, zupełnie jakby rozmawiał z rodziną pacjenta, któremu właśnie poskładał kręgosłup i okazało się, że "pacjent jednak będzie chodził".

- Co do lęków i panowaniem nad mocą, a także w kwestii szkolenia, myślę, że po pierwsze możemy nie mieć wystarczająco dużo czasu na gruntowne szkolenie. Dodatkowo uważam, że są przypadki, w których czysta i nieskrępowana moc również jest potrzebna. Czasem to przypadek, czasem decyzja strategiczna, czy użyć czołgu, czy wystarczy jeden strzał oddany przez strzelca wyborowego. Nie mniej jednak, jeśli oczywiście Pani wyrazi zainteresowanie - Nagle okazało się, że nawet siedząc można wykonać w miarę szarmancki ukłon, a przynajmniej skłon głowy w kierunku kobiety, wyglądający na w pełni oddający pierwszeństwo wyboru - mam kilka pomysłów, jak sprawdzić zarówno pani możliwości, jak i spróbować nieco poszerzyć praktyczne aspekty władania magią. Metafizykę pozostawiłbym na nieco spokojniejsze czasy.

Przez chwilę ważył słowa Wiedźmy o "udaniu się tam", uznał jednak, że chodzi jej o pewną pomoc w uwidocznieniu jej wizji.

- Myślę, że jestem w stanie pomóc w kwestii pokazania pani wizji tu obecnym. Wolałbym jednak zrobić to po pierwsze w bezpieczniejszym miejscu, po drugie, biorąc pod uwagę reakcję doktora Bannera na poprzednio pokazaną wizję, proponowałbym obejrzenie jej w nieco bardziej ograniczonym gronie, a potem wtajemniczenie pozostałych w nasze obserwacje. - Zwrócił się do Bannera - Czy odpowiada panu takie rozwiązanie, doktorze? Czy pozwolimy sobie jednak na jeszcze jedną wizytę w lustrzanym wymiarze? Chyba, że się zgubiłem i chodzi jednak o jakieś fizyczne miejsce i dostanie się tam? Tu pewnie też będę pomocny, chociaż dostanie się do miejsca mi nieznanego jest nieco trudniejsze.



Kaecilius: How long have you been in Kamar-Taj, Mister...?
Dr. Strange: Doctor!
Kaecilius: Mister Doctor?
Dr. Strange: It's Strange!
Kaecilius: Maybe, who am I to judge?

 
 

Scarlet Witch 

No more...




Imię i nazwisko: Wanda Maximoff
Pseudonim: Scarlet Witch
Data urodzenia/Wiek: 1 grudzień 1987/25 lata
Zdolności: - manipulacja prawdopodobieństwem, tworzenie pól siłowych, teleportacja ludzi i przedmiotów, zdolność latania
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączyła: 21 Sty 2014
Posty: 1318
Wysłany: Nie 21 Sty, 2018 09:27   

Pomimo powagi sytuacji nie potrafiła odebrać entuzjazmu osobistej Pantery bez delikatnego uśmiechu. Zmrużyła delikatnie oczy starając się nimi nie przewrócić i pokiwać z niedowierzaniem głową. Doceniła gest ze strony Strange'a, co zresztą ukazała pełnym ciepła spojrzeniem, a skoro już poznali pełne menu jakie interesuje Catsy to mogli przejść do konkretów.

Zdziwiła się, jak dobrze Sif dogadywała się z Kotką. Dziewczyny rozumiały się doskonale. Na pierwszy rzut oka słowa Sharon brzmiały dość dosadnie. Nie spodziewała się, że spotkają się z jakąkolwiek aprobatą, a tu niespodzianka. Asgardzka wojowniczka. A tak łatwo mogła się domyślić, ze takie metody przypadną do jej gustów. Zapewne sama ścinała głowy mieczem... Czy tam... czymkolwiek. Co do walecznej strategii postanowiła się nie wypowiadać, ale to nie tak, że nie miała nic do powiedzenia. Wręcz przeciwnie. Nie była na to gotowa... Jeszcze nie teraz. Nie, gdy w szeregach Avengers czuła się jeszcze niepewnie, ale to nie jedyne wątpliwości jakie nią targały, co zresztą świetnie podsumował Bruce.

Wanda wlepiła w niego swoje przejęte spojrzenie. Właściwie kto jak kto, ale faktycznie doktor Banner mógł ją zrozumieć. Tak naprawdę jako jedyny z tego towarzystwa wiedział jak to jest mieć w sobie potęgę. W jego przypadku była to wiecznie rozwścieczona, rozjuszona bestia, a w jej? Drzemiąca w niej moc, której do końca nie rozumiała. Nie wiedziała z czym los kazał się borykać.
Tak wiele pytań miała w głowie. Z jednej strony poczuła ogromną ulgę, że nie jest z tym sama, a z drugiej? Było jej najzwyczajniej przykro. Tak wiele pytań pojawiło się w głowie, jednak zdawała sobie sprawę, że nie jest to ani czas, ani miejsce. Na daną chwilę to co powiedział wystarczyło. Wanda poczuła się pewniej, co zresztą było widać gołym okiem. Miał racje. Musiała w końcu uwierzyć w siebie, tym bardziej, że tak jak mówił, Mistrz wyrażał wobec niej lęk. Cały czas zadawała sobie to pytanie, dlaczego akurat ona? Co miała w sobie takiego, czego nie miał chociażby Strange? A może dawali się wkręcić w jakąś pułapkę?

Spojrzała pełna nadziei na Stephena, gdy Bruce zasugerował nauki. Chaos w jaki niej drzemał przybierał pierwotne cechy jednak cholera, umiała to wykorzystać. Do końca nie wiedziała jak, ale z jakiś powód się jej słuchał.
- To by był najlepszy pomysł. Dzięki temu poczułabym się pewniej. Niestety nie wiem ile mam czasy, ale zrobię wszystko co w swojej mocy by jak najszybciej i najskuteczniej zapanować nad tym co zostało mi podarowane - Wtrąciła napełniona otuchą i pewnością siebie. Chwiejność nastrojów Wandy nie grała na jej korzyść, ale determinacja wymalowana na twarzy Szkarłatnej mogła dać im pewność, że da z siebie wszystko by stanąć przed Mistrzem przygotowana.

Brak odpowiedniej ilości czasu podkreślił nawet Strange, rzucił jednak nieco lepszego światła na jej moce. Kolejna fala otuchy i ciepła oblała serce Wiedźmy jednak nie zamierzała spoczywać na laurach. Z jej postawy mógł wywnioskować, że jest gotowa tu i teraz na podjęcie działań, a przede wszystkim ćwiczeń. Niby miała spotkać się z panem Starkiem, ale o i jego najwyraźniej złapało coś ważnego.
- W takim razie nie mamy na co czekać, jestem gotowa - Dorzuciła tylko by podkreślić swoje chęci.
- W ten tajemniczy wymiar możemy udać się sami - Nie chciała narażać doktora Bannera na ponowne uwolnienie bestii, ale zarazem pozostawiła decyzje mężczyźnie. Oczywiście brała pod uwagę obecność swojego kota, ale to nie podchodziło pod żadną dyskusję. No... chyba, że Strange się nie zgodzi... Albo wyzwanie Catsy skupi się w okół miski z jedzeniem.





Strój na gale

 
 

Catseye 





Imię i nazwisko: Sharon Smith
Pseudonim: Catseye
Data urodzenia/Wiek: z wyglądu: 17 lat / nie wiadomo.
Zdolności: Ailuranthropia (kotołak), fotograficzna pamięć, świetnie czyta mowę ciała.
Znaki szczególne: Kocie źrenice, ogon
Dołączył: 01 Mar 2016
Posty: 107
Wysłany: Wto 23 Sty, 2018 01:05   

Aktualny wygląd: Ibris


Pantera jak to kot.
Podrapała się za uchem, niespecjalnie nawet dochodząc gdzie ma znajdować się to miejsce, które nazywali wymiarem.
Bo w sumie i po co? Jasne było, że poczłapie za wiedźmą, doskonale wiedząc, że musi pilnować ludzia, koniec końców nie do końca jednak ufała tym wszystkim nowym człowiekom.
No i trzeba było sprawdzić jakie jeszcze inne ryby mają tam w tym całym wymiarze. W ogóle miejsce też można zobaczyć. Brzmi fajnie, nie?
Tak więc jej obecność nie ulegała dyskusji.
Nie rozumiała tylko jednego…
- Catsy wie wiedźma umie! – parsknęła z wyższością.
- Spadać człowieki! I lewitować rzeczy! – dorzuciła, przekrzywiając głowę. Niedomyślne te dwunogi. Takich oczywistych spraw nie rozumieć.
- I Catsy chce rybę jak dojdziemy do tego wymiaru! – dorzuciła, musząc w końcu postawić jakieś warunki. Nie może być tak, że w negocjacjach się wszyscy zgadzają na wszystko, tak twierdził gadający ludź z telewizji jak kiedyś oglądała. I dlatego też wiedźmy też należało pilnować, bez pantery z całą pewnością zgodziłaby się na wszystko bez stawiania własnych wymagań.




W formie ludzkiej: Sharon
Może też wyglądać tak,tak albo tak. A tak jak widzi kamerę lub gdy Morfeusz atakuje znienacka.

"Kiedy zejdziesz na psy - to nie miaucz!"



 
 

Lady Sif 





Imię i nazwisko: Lady Sif of Asgard
Pseudonim: Lady Sif, Goddess of War, Xena (Agent Garrett)
Data urodzenia/Wiek: X wiek || Ponad tysiąc lat
Zdolności: Nadludzkie: siła, szybkość, zręczność, wytrzymałość, odporność; Regeneracyjny Healing Factor; Długowieczność || Mistrzyni walki mieczem i wręcz
Znaki szczególne: Asgardzki akcent
Dołączyła: 05 Maj 2016
Posty: 100
Wysłany: Czw 25 Sty, 2018 19:31   

Lady Sif wyłączyła się chwilowo z dyskusji, podchodząc do okna i spoglądając w niebo rozpościerające się nad Nowym Yorkiem.
Heimdallu, ty, który wszystko widzisz, użycz mi swego wzroku i pomóż dostrzec Mistrza, który chce przynieść temu królestwu zniszczenie, śmierć i pożogę.
Przymknęła oczy, skupiając myśli, na strażniku Bifrostu i Asgardu. Odyn przysięgał chronić wszystkie Dziewięć Królestw i teraz Midgard był w nagłej potrzebie. Przerażająca wizja tylko utwierdziła ją w tym, że bez dawnej wiedzy i pomocy Asgardczyków, Midgard może nie oprzeć się najeźdźcy, a miliardy ludzi zginą w męczarniach.
Wybacz, Wszechojcze, ale moja misja musi zostać przesunięta w czasie.




 
 

Bruce Banner 

Last time I was in NY I kind of broke Harlem




Imię i nazwisko: Robert Bruce Banner
Pseudonim: Hulk
Data urodzenia/Wiek: 18.12.1969 / 43 lata
Zdolności: Hulk Smash!
Znaki szczególne: Wielkie, kipiące testosteronem zielone monstrum
Urazy: Jedynie psychiczne
GXRA 2015
Dołączył: 22 Gru 2010
Posty: 320
Wysłany: Pon 29 Sty, 2018 17:31   

- Nie mam nic przeciwko. Róbcie co macie do zrobienia, a ja w międzyczasie powiadomię resztę drużyny o zbliżającym się zagrożeniu. Gdy wrócicie, przedyskutujemy wasze przemyślenia po kolejnym zapoznaniu się ze szczegółami wizji, obmyślimy wstępny plan dalszych działań i podzielimy się zadaniami. – jeśli mają osiągnąć sukces będą musieli pracować szybciej i ciężej niż zwykle. To wiązać się będzie z wieloma zadaniami. Od pozyskania nowych sojuszników, po próby odnalezienia pozostałych osób ukazanych w obrazach z przyszłości, czy przygotowania taktyczne i sprzętowe. Do tego mnóstwo innych spraw, które wyjdą dopiero z czasem. By to wszystko miało ręce i nogi potrzebne będzie solidne rozplanowanie i podział obowiązków. Działając osobno nic nie wskórają. Jeśli nie będą dalej współpracować, mogą zapomnieć o choćby cieniu szansy na powodzenie. Z tym też wiązało się także między innymi to, że powinien przekazać pozostałym Avengersom wstępne informacje o tym co wkrótce nadejdzie, a w następnej kolejności zwołać zebranie, na którym przedstawi szczegóły, by wspólnie mogli to przedyskutować.
- Więc… Widzimy się za parę chwil? – zwrócił się do pozostałych, gotów w każdej chwili przejść do realizacji postanowienia o wysłaniu wiadomości reszcie drużyny, w czym z całą pewnością pomocny będzie JARVIS.



You know what scares me the most?
When it happens, when it comes over me... and I totally lose control
I like it.

 
 
 

Dr. Strange 





Imię i nazwisko: Stephen Strange
Pseudonim: Dr. Strange
Data urodzenia/Wiek: 18 listopada 1973 | 40 lat
Zdolności: Magia, uzdolniony wojownik, dostęp do artefaktów
Znaki szczególne: Specyficzny ubiór
Wiek: 44
Dołączył: 15 Lut 2017
Posty: 38
Wysłany: Pon 29 Sty, 2018 20:48   

Strange nie miał jakichś specjalnych planów na to popołudnie. Obejrzenie kolejnej wizji mogło być ciekawe, a że herbatkę i ciasteczko miał już za sobą...

Dobrze, ruszajmy więc. - Spojrzał na kota i dodał - Serio? Kolejna ryba? Ile żołądków mają mówiące koty, co? - W trakcie, gdy wyciągnął dłoń i skoncentrował się na stworzeniu przejścia do lustrzanego wymiaru, dodał jeszcze słysząc słowa Bannera

- Bardzo dobry pomysł, Doktorze. Im więcej ludzi wie o zagrożeniu, zwłaszcza ludzi władnych cokolwiek zrobić w celu jego zażegnania, tym lepiej

Po tych słowach, zebrani mogli zobaczyć otwierający się czerwono-złoty portal. W jego wnętrzu w sumie zobaczyć można było ścianę z oknem. Zupełnie taką samą jak w pomieszczeniu, w którym się znajdowali.

- Zapraszam. Koty i panie przodem.

/⅃uƨƚɿzɒny wymiɒɿ

Gdy tylko przeszli, portal się zamknął.

Stephen nie przeniósł ich daleko. Ba! pozostali nawet w tym samym pomieszczeniu. A jednak odrobinę innym. Nikt już nie zwracał na nich uwagi, zupełnie jakby przestali istnieć. Co dziwniejsze, dalej mogli słyszeć wymianę zdań, gdyby ktoś narobił hałasu, byłoby go słychać. Jedynie wszelakie napisy wydawały się być swoim własnym odbiciem lustrzanym. Tylko to na pierwszy rzut oka zdradzało, że jednak znaleźli się w innym miejscu.

- Witam w lustrzanym wymiarze. To stosunkowo bezpieczne miejsce, chociaż niestety bez odpowiedniego szkolenia, wydostanie się z tego miejsca jest wręcz niemożliwe. - Spojrzał na Wiedźmę i uśmiechnął się szarmancko - O sposobach dostania się tu porozmawiamy może za chwilę. Co się zaś tyczy przeznaczenia tego wymiaru, jak łatwo się domyślić wykorzystujemy go zarówno do ćwiczeń - W tym momencie wykonał kilka skomplikowanych gestów, wywołując coś na kształt świetlistego bicza wyrastającego mu z dłoni i z dala od zebranych uderzył w jeden z regałów w pokoju. Ten został ewidentnie uszkodzony, natomiast na pozostałych w "oryginalnym" pomieszczeniu Bannerze i Lady Sif nie zrobiło to żadnego wrażenia. Ba! Zdawali się nawet tego nie zauważać i nie słyszeć!

- Dodatkowo wykorzystujemy ten wymiar do dyskretnej obserwacji, jeśli oczywiście zachodzi taka potrzeba. - Strange podstawił Wiedźmie jedno z krzeseł, przy okazji również sprawiając, że półmisek z rybkami stał się i w tym wymiarze dostępny i smakowity - Usiądźmy. Wiem, że masz gigantyczny potencjał mocy, a żeby dostać się do tych nieprzyjemnych wspomnień, będe musiał wywołać obrazy w Twojej głowie. Chyba, że sama jesteś w stanie stworzyć wizję wydarzeń, które widziałaś?



Kaecilius: How long have you been in Kamar-Taj, Mister...?
Dr. Strange: Doctor!
Kaecilius: Mister Doctor?
Dr. Strange: It's Strange!
Kaecilius: Maybe, who am I to judge?

 
 

Scarlet Witch 

No more...




Imię i nazwisko: Wanda Maximoff
Pseudonim: Scarlet Witch
Data urodzenia/Wiek: 1 grudzień 1987/25 lata
Zdolności: - manipulacja prawdopodobieństwem, tworzenie pól siłowych, teleportacja ludzi i przedmiotów, zdolność latania
GXRA 2015
GXRA 2017
Dołączyła: 21 Sty 2014
Posty: 1318
Wysłany: Pon 05 Lut, 2018 20:31   

Wanda wolała jednak by Cats nie wspominała o tym... lewitowaniu i 'spadaniu' ludzi. Taki tam mały epizodzik za czasów samowolki w Bractwie. Samo wspomnienie wywołało na jej twarzy nerwowy uśmiech, co zapewne nie ułatwiło sytuacji, dlatego wzruszyła ramionami nadając wypowiedzi mało poważny wydźwięk. Może nie przyciągnie aż tak dużej uwagi... A z drugiej strony. Skłamałaby mówiąc, że żałowała swoich czynów. Kara spotkała tych, którzy znęcali się nad niewinnym stworzeniem. ...No prawie niewinnym.

Na słowa Bannera po prostu przytaknęła. Już w chwili zgody pozostałych odczuwała niemałą tremę. Kilka głębszych wdechów troszkę pomogło, ale nie na tyle by ukryć niepewną minę. Na szczęście pewność siebie jaką emanował Doctor Strange pomagała w utrzymaniu prowizorycznego pionu. Z jednej strony jego pewność siebie, z drugiej stojący za nią murem kot. Czego więcej potrzeba? Czego więcej oprócz pewności, że powrót w te przerażające rejony może się przyczynić do uratowania ludzkości. Oby się udało.

- Nawet nie zdaje sobie pan sprawy jakim workiem bez dna jest jej żołądek - Skomentowała by jeszcze przez te kilka sekund podtrzymać żartobliwą atmosferę, ale nikomu raczej nie było do śmiechu.
Opuściła dłonie utrzymując je swobodnie, a przede wszystkim - i w gotowości, gdy doktor zaczął zataczać okręgi by otworzyć portal. To co zobaczyła po drugiej stronie... Cóż, sądząc po minie spodziewała się czegoś... czegoś zupełnie innego, że spotka ją armagedon. Myślała, że od razu wejdą w wizję, ale źle zinterpretowała Lustrzany Wymiar. Albo tylko tak się wydawało...
Weszła do środka z ogromnym zaciekawieniem przyglądając się wypisz wymaluj temu samemu pomieszczeniu w którym miała okazję porozmawiać z doktorem Bannerem i Sif. Wanda nie musiała pytać. Strange wręcz koncertowo wyczytał z jej twarzy pytanie o Lustrzany Wymiar.
Idąc za przykładem Strange'a postanowiła również coś uszkodzić. Może w prymitywny sposób, ale ... kto by nie chciał zbić tej kryształowej karafki stojącej na blacie baru. Pchnęła ją palcami na podłogę. Huk zbitego, ciężkiego szkła rozniósł się po pomieszczeniu. Górna, zakrywająca szyjkę kulka potoczyła się po podłodze, reszta w kawałkach znalazła swoje miejsce za barem.

- Czyli jestem tu więźniem? - Zapytała oddając się kolejnym oględzinom piętra Starka.
- A co za tym idzie ma pan pewność, że jeżeli nie zapanuję nad sobą podczas wizji to nikomu się nic nie stanie? - Spojrzała mu w oczy pytająco zajmując miejsce na przysuniętym przez Strange'a krześle.
- Jakie ćwiczenia się tu odbywają? - Nie potrafiła opanować zainteresowania tym światem. Może nawet rozpatrywała się w nim miejsca, które mogło i jej pomóc?
- Nie jestem w stanie przywołać wizji, a przynajmniej nie celowo... Ta która mnie zastała pojawiła się znikąd. Nawet nie potrafię wyjaśnić jak to się stało, że mogłam w niej czynnie uczestniczyć... - Nie wiedziała jakiego werdyktu spodziewać się po takich słowach.





Strój na gale

 
 

Catseye 





Imię i nazwisko: Sharon Smith
Pseudonim: Catseye
Data urodzenia/Wiek: z wyglądu: 17 lat / nie wiadomo.
Zdolności: Ailuranthropia (kotołak), fotograficzna pamięć, świetnie czyta mowę ciała.
Znaki szczególne: Kocie źrenice, ogon
Dołączył: 01 Mar 2016
Posty: 107
Wysłany: Wto 06 Lut, 2018 11:14   

Aktualny wygląd: Ibris


- Catseye jest dużą panterą. I ciągle rośnie! – w sumie, o ile jeszcze można się zastanawiać, gdzie niewielki manul mógł mieścić te jedzenie, mutantkę bardziej zastanawiało jak można sądzić, że ważący około 40 kg kot będzie w stanie najeść się jedną miską, jakąś rybą.. no chyba że takim halibutem, które dochodzą do 3,5m i ważą do 300kg. To tak, z całą pewnością taka ryba byłaby aż zanadto wystarczająca by nastolatka się najadła.

Tak czy siak były ważniejsze rzeczy do zrobienia. Zaczęła dreptać ciekawie obwąchując nowe miejsce, aż podskoczyła gdy nagle człowieki zaczęły hałasować.
Podczłapała do postaci Sif która widoczna była z „drugiej strony” i zwyczajnie spróbowała pacnąć wojowniczkę łapą. Bez pazurów tym razem, koniec końców – człowieki się strasznie łatwo uszkadzały jeśli kogoś zaczepić pazurem.
Ale za to z delikatnością małego niedźwiedzia zdolnego bez większego problemu pewnie powalić ciosem dorosłą osobę.

Na więcej niestety nie było czasu, kotka zakręciła się i jak zwykle położyła przy nogach wiedźmy gdy Strange i Scarlet najwyraźniej zaczęli zajmować się tym, po co tutaj przyszli.




W formie ludzkiej: Sharon
Może też wyglądać tak,tak albo tak. A tak jak widzi kamerę lub gdy Morfeusz atakuje znienacka.

"Kiedy zejdziesz na psy - to nie miaucz!"



 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1064
Wysłany: Pią 16 Lut, 2018 23:14   

Słyszę cię, pani wojny, szlachetna Sif. Mistrz, kimkolwiek lub czymkolwiek jest, pozostaje nieuchwytny. Potrafi równocześnie przebywać w wielu miejscach aby następnie nigdy nie zaistnieć, przez to zmieniając swoją formę i utrudniając odnalezienie go. Zgaduję iż potrafi przebywać w umysłach swoich popleczników lub też Mistrz to grupa potężnych istot. Wszechojciec zna treść proroctw które wymknęły się spod kontroli Stephena Strange i nakazał już przygotowania. Cokolwiek stanie się w Midgardzie, nie pozostawimy jego mieszkańców na pastwę Mistrza. Wydaje mi się że największą szansę na odnalezienie go daje wykorzystania Najwyższego Maga Midgardu i jego magii. Wszakże to on zdołał skontaktować się z przyszłym sobą i jako jedyny mógł zobaczyć Mistrza. Skontaktuję się z tobą pani, gdy tylko odkryjemy nowe fakty.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Lady Sif 





Imię i nazwisko: Lady Sif of Asgard
Pseudonim: Lady Sif, Goddess of War, Xena (Agent Garrett)
Data urodzenia/Wiek: X wiek || Ponad tysiąc lat
Zdolności: Nadludzkie: siła, szybkość, zręczność, wytrzymałość, odporność; Regeneracyjny Healing Factor; Długowieczność || Mistrzyni walki mieczem i wręcz
Znaki szczególne: Asgardzki akcent
Dołączyła: 05 Maj 2016
Posty: 100
Wysłany: Nie 18 Lut, 2018 20:29   

Dziękuję, Heimdalu.

Sif oczekiwała więcej szczegółów, lecz najwyraźniej wróg był sprytniejszy niż sądzili. Spojrzała jeszcze raz w niebo i odwróciła się do Bannera.
- Wszechojciec jest zdania, że Doktor Strange jest naszą największą szansą na odnalezienie Mistrza. Heimdal powiedział, że nasz wróg potrafi być w wielu miejscach w tym samym czasie. Asgard będzie bronił Midgardu, tego możecie być pewni. - Skinęła lekko głową.
Pozostało im czekać na powrót pozostałej trójki, a potem próba ustalenia pozostałych osób, które pojawiły się w wizji.




 
 

Dr. Strange 





Imię i nazwisko: Stephen Strange
Pseudonim: Dr. Strange
Data urodzenia/Wiek: 18 listopada 1973 | 40 lat
Zdolności: Magia, uzdolniony wojownik, dostęp do artefaktów
Znaki szczególne: Specyficzny ubiór
Wiek: 44
Dołączył: 15 Lut 2017
Posty: 38
Wysłany: Wto 20 Lut, 2018 21:21   

Strange obserwował z niejakim rozbawieniem, jak zarówno Wiedźma jak i jej kocurka bawią się w małe destrukty. Scar zadała jednak ważne pytanie.

- Poniekąd tak, jest Pani tu więźniem. Sądzę jednak, że byłaby Pani w stanie się z tego miejsca wydostać. Może nie od razu, ale tak. Jedocześnie, jak perfekcyjnie Pani zauważyła, jesteśmy w tu bezpieczni. Sądzę, że ja sam jestem w stanie obronić się przed czymkolwiek, co mogłoby się tu wydarzyć. Cats zadba o siebie sama, a pozostali póki co są poza zasięgiem.

Spojrzał wymownie na Cats, która zajęła się jedzeniem jedzeń. Cóż, może faktycznie ten kot nie tylko ma zmutowane struny głosowe, ale i 7 żołądków?

- Tu ćwiczymy rzeczy niebezpieczne. Takie, które mogą spowodować dalekoidące zniszczenia w prawdziwym świecie. Niszczenie budynków. Stawianie nowych. Odwracanie grawitacji. Latanie. Ot, takie drobne rzeczy, na które rządy jakiegokolwiek państwa nie patrzyłyby zbyt przychylnie. To jeden z elementów, który pozwala utrzymać istnienie naszej... hmm... organizacji w konspiracji. - Nagle zupełnie zmienił temat - Usiądźmy

Strange trochę się obawiał włażenia do umysłu Scar. Nie szkolona, może podświadomie się bronić. Ale cóż... ryzyko zawodowe. Nawet nie dało się zauważyć, gdy skończył "paniować", tak miękko przeszedł z jednego sposobu wypowiedzi, w drugi.

- Cokolwiek by się nie działo jakkolwiek zagrożona byś się nie czuła, pamiętaj proszę dwie rzeczy. Po pierwsze, jestem Twoim przyjacielem i nie chcę Ci zrobić krzywdy. Po drugie, jesteś w prawdopodobnie najbezpieczniejszym miejscu na świecie. Nic Ci tu nie grozi. Wszystko, co zobaczysz, będzie tylko Twoim wspomnieniem. Chciałbym również, żebyś możliwie otworzyła swój umysł i przynajmniej świadomie nie przeciwdziałała moim próbom. Bedziesz prawodopodobnie czuła nacisk w głowie. To może nie być przyjemne. Ale nie walcz z tym. To tylko ja. Jakkolwiek głupio i banalnie to nie zabrzmi, będę starał się być delikatny - Strange nie byłby sobą gdyby nie zrobił jakiejś "wycieczki" seksualnej. Sytuacja się tak pięknie do tego nadawała!

Po czym zaczął swoje hokus pokus. Zaczęły się pojawiać diagramy. Wymachiwania rękoma. Jakies inkantacje. Wszystko, a zwłaszcza diagramy, by uspokoić wzrok Szkarłatnej i zająć jej myśli, zmusić do przestania myślenia o obronie, zafascynować czymś, by ułatwić sobie drogę do jej głowy...


//plz. W opdpisie, jeśli oczywiście nie planujesz jakichś walk psychicznych, wrzuć opis swojej wizji, co się działo itd.



Kaecilius: How long have you been in Kamar-Taj, Mister...?
Dr. Strange: Doctor!
Kaecilius: Mister Doctor?
Dr. Strange: It's Strange!
Kaecilius: Maybe, who am I to judge?

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
The Avengers Hogwart Dream Black Butler Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal Riverdale
Dragon Ball Another Universe Król Lew Luciferum zaprasza! Virtual Kennel Mortis Mystery Town Kundle Proelium

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018