{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Wejście i hall
Autor Wiadomość

Forge
[Usunięty]



Wysłany: Pon 14 Kwi, 2014 21:49   Wejście i hall

Automatycznie otwierane, podwójne drzwi. Po godzinach pracy aby wejść do budynku trzeba mieć elektroniczną przepustkę wraz z osobistym kodem dostępu. Hall jest przestronny i wysoki na trzy piętra. Znajduje się tu poczekalnia z wygodnymi kanapami i fotelami oraz stolikami, pod którymi znajdują się zawsze aktualne magazyny z branży.

Recepcja znajduje się w tyle hallu na przeciwko wejścia. Jest to zbudowany na planie połowy elipsy solidny kontuar z dębowego drewna. Zawsze urzęduje tu kilka recepcjonistek, jest też punkt informacyjny oraz stanowisko ochrony. Za recepcją są stalowe drzwi, ze skanerem dłoni, a na ścianie powyżej recepcji znajduje się wielkie weneckie okno, za którym mieści się główna siedziba ochrony budynku. Wstęp mają tam tylko ochrona oraz upoważnieni pracownicy.

Po wejściu każdy stanąć musi oko w oko z recepcjonistką, która dopiero pokieruje go dalej, do odpowiedniej części Stark Tower, samego lub z upoważnionym pracownikiem.


______________________

//z Ulic
Forge wszedł przez szklane drzwi, zignorował patrzącą na niego wyczekującą młodą recepcjonistkę o bujnych kształtach i od razu ruszył w kierunku wind, by dostać się jedną z nich do pięter laboratoryjnych, lub wyżej. W skrócie: gdzieś, gdzie zastanie Starka.
Jednocześnie wciąż mruczał do siebie pod nosem niepochlebne uwagi o tych, którzy pozwolili sobie wykraść jego wynalazek.
- ...musi o tym wiedzieć, zanim wreszcie coś kogoś trafi. To nie tak, że się martwię. Po prostu nie chcę być potem odpowiedzialny...- Mówił, wsiadając do windy i naciskając przycisk najwyższego piętra z możliwych.
//wyżej
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 402
Wysłany: Sro 14 Maj, 2014 09:45   

Dzień pracy jak co dzień. Jade przychodziła zwykle wcześniej niż pozostali pracownicy, odbierała raporty z nocnej zmiany, wypijała z nimi swoją pierwszą kawę, czekając aż pojawią się ich zmiennicy. Czasem zaglądała do laboratoriów, sprawdzając, czy Dr Bruce Banner nie uciął sobie czasem tam drzemki. Zdarzało się jej go budzić i transportować niemal półprzytomnego ze zmęczenia na jego piętro. Często też sprawdzała, czy szef szefów, czyli Tony Stark przypadkiem znów nie zarywa całej nocy. Całe szczęście, że nikt nie widział nigdy jak go wyrzuca z jego własnego warsztatu i jak małe dziecko odsyła do sypialni. Panna Potts była jej za to wdzięczna, chociaż zawsze traktowała Jade chłodno, acz uprzejmie.

Dzień rozpoczął się spokojnie i Carter sprawdzała nagrania kamer z nocy, gdy jeden z ochroniarzy dał przez radio znać, że mają problem w hallu. Jade zerknęła na monitor i zobaczyła Rogersa, za którym przyszła grupka rozhisteryzowanych dziewcząt. Steve przemknął do windy, a ochroniarze próbowali pozbyć się nastolatek z budynku. Westchnęła i postanowiła tam zejść.

- Spokój! - jedynie odrobinę podniosła głos, a małolaty ucichły. - A teraz stąd wyjdziecie. Znajdujecie się na własności prywatnej i jeśli jej nie opuścicie, wezwę policję. Wasi rodzice nie będą zadowoleni, gdy dostaną telefon z posterunku, że mają was odebrać z aresztu. A teraz proszę w tył zwrot i idziecie do drzwi.

Reakcja była niemal natychmiastowa i smarkule zmyło w mgnieniu oka.

- Bob? - rzuciła do radia. - Sprawdź na zewnętrznych kamerach, czy przypadkiem ta grupka się nie zaczaiła w pobliżu.

Westchnęła i odwróciła się by wyjść z budynku i przekonać się na własne oczy, czy psychofanki uciekły z terenu, gdy na kogoś wpadła.

- Przepraszam... - zaczęła i wtedy zobaczyła na kogo wpadła? - Fe? Co ty tutaj robisz?
 
 

Felix Sharman
[Usunięty]



Wysłany: Sro 14 Maj, 2014 13:25   

Maniakalne piski małolat, które podążały za swoim idolem, przypominały Felix tylko jedną znienawidzoną rzeczy - odgłosy budzika, który zadzwonił dziś zdecydowanie za wcześnie. Dziewczyna stała przed wejściem rozważając wszystkie za i przeciw, które pomogłyby jej podjąć decyzję, czy powinna wejść do środka, czy jednak wrócić do mieszkania, zakopać się w kołdrze i nie wstawać, dopóki słońce nie zacznie chylić się ku zachodowi. Gdyby była nałogowym palaczem zapewne właśnie wypalałaby papierosa za papierosem.
Nie należała do osób tchórzliwych, ale rzucanie się lwom na pożarcie też nie było w jej stylu. A właśnie czymś takim wydawało jej się wejście do Stark Tower.

- Pieprzona wizytówka - mruknęła do siebie. Trzymała ten podpisany kawałek papieru w kieszeni swojej koszuli, co jakiś czas sprawdzając, czy dalej tam jest. Na jej nieszczęście papier wcale nie planował znikać i musiała sama zadecydować, czy pójść za ciosem, czy raczej zignorować kuszącą, choć niekoniecznie kończącą się happy endem propozycję.

Dziewczyna wydała z siebie jęk niezadowolenia i odwróciła się na pięcie by wejść do środka. Raz kozie śmierć. Omiotła hol spojrzeniem i zaczęła rozglądać się za kimś ogarniętym, kto mógłby wskazać jej drogę. Rozchichotane dziewczęta zostały przed chwilą rozgromione, więc w środku nie było tłumu, ale i to nie ustrzegło jej od przypadkowego zetknięcia z kimś od niej trochę wyższym. Już miała rozpocząć tyradę na temat wielkoludów, które powinny uważać jak chodzą, gdy owy wielkolud przemówił głosem jej przyjaciółki. Felix zsunęła z nosa okulary przeciwsłoneczne i spojrzała na szefową ochrony.

- Też się cieszę, że cię widzę, Jacey. - uśmiechnęła się bezczelnie. - No wiesz, wpadłam po drodze na Kapitana, który starał się zgubić te śmieszne istoty nazywane nastolatkami i postanowiłam skorzystać z okazji i pogapić się na jego pośladki.

Nie było możliwości, żeby Jade uwierzyła w taką wymówkę. Ale każda chwila odwlekania spotkania z Panem Geniuszem była w tej chwili warta o niebo więcej, niż fakt robienia z siebie kretynki przed przyjaciółką.
  
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 402
Wysłany: Sro 14 Maj, 2014 14:15   

Jade najpierw spiorunowala Fe wzrokiem za uzycie zdrobnienia ktorego nie znosila i to w dodatku w Stark Tower gdzie Jarvisowe uszy byly bardzo dlugie i czule.
- Jasne, jasne - stwierdzila ironicznie, usmiechajac sie kpiaco. - Twoja fascynacja Iron Manem pozwala mi wierzyc, ze posladki Rogersa nie sa nawet w pierwszej dwudziestce rzeczy, ktore chcesz w zyciu zrobic. Wiec moze przestaniesz mi.wciskac kit i powiesz prawde?
Jade nie zamierzala odpuscic dopoki nie uslyszy prawdy. Nawet jesli mialaby stac tu do wieczora.
 
 

Felix Sharman
[Usunięty]



Wysłany: Sro 14 Maj, 2014 16:02   

Jej brwi powędrowały delikatnie w górę, a na ustach znów zatańczyło rozbawienie.

- No przestań, przywyknij już. Odwdzięczam się tylko, trzeba było nie zaczynać tej małej wojny, skoro teraz tak alergicznie reagujesz na to zdrobnienie. - rozejrzała się dookoła sprawdzając, czy nikt przypadkiem nie stoi zbyt blisko. Rozmowa jakiegoś kurdupla, którego nikt wcześniej nie widział z szefową ochrony mogła budzić zainteresowanie postronnych. - Ale dobrze, nie będę do ciebie tak mówić w twoim miejscu pracy. Jeszcze by ktoś to podłapał. - powiedziała poprawiając pasek torby, który wpijał jej się w ramię.

Jade była równie uparta co Fe i prędzej czy później dziewczyna będzie zmuszona wyjawić cel swojej wizyty w tak nietypowym dla niej miejscu. Nie było większego sensu w przeciąganiu tej sytuacji. Sięgnęła do kieszonki i wyjęła niewielką wizytówkę, którą dostała wczorajszej nocy. Przeczytała odręcznie zapisane na jej odwrocie wyrazy i z prychnięciem podała papier przyjaciółce.

- Dostałam zaproszenie. - mruknęła, zaplatając ręce na piersiach w obronnym geście. Jakby piorunowania wzrokiem było mało teraz zapewne dostanie opieprz za niestosowny ubiór. Że niby trampki, kuse szorty, bokserka i narzucona na ramiona flanelowa koszula za duża o trzy rozmiary to nieodpowiedni strój na spotkanie z właścicielem Stark Industries? Od kiedy?
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 402
Wysłany: Sro 14 Maj, 2014 16:50   

- Znając moje szczęście, tym kimś byłby sam szef - mruknęła pod nosem.

Wzięła do ręki wizytówkę i prawie parsknęła śmiechem widząc pismo Starka. Teraz już wszystko było jasne, czemu ostatnio był w tak dobrym nastroju. Jade próbowała wymyślić coś, dzięki czemu ta dwójka by się spotkała, ale w obliczu tego co trzymała teraz w ręce żaden z jej pomysłów nie wydawał się być dobry.

- Ta wizytówka nie zniknie od twojego piorunującego wzroku - powiedziała roześmiana, wyjmując z kieszeni kartę magnetyczną. - Chodź, zaprowadzę Cię do Starka.

Rozbawiona jeszcze bardziej, objęła ramieniem Fe i ruszyła z nią do prywatnej windy Tony'ego.

//Piętro Tony'ego - zacznij tam
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Nie 21 Wrz, 2014 17:28   

// z Ulic Nowego Jorku
Nie wiedzieć czemu młoda dziewczyna postanowiła niespodziewanie przyśpieszyć kroku, rzucając przez ramię ledwo dosłyszalną wymówkę. No nic, nie każdego przecież musi onieśmielać. Choć zdawać by się mogło, że już to zrobił. Żałował, że ich znajomość urwała się tak nagle. Szkoda, bowiem niewiasta zapowiadała się na naprawdę intrygującą osobistość. Stanął na moment przed drzwiami, jakby oczekiwał, że za moment zjawi się przy nim lekko przygarbiony łysawy Kondziu, który z gracją jaka przystoi wyłącznie światowej klasy lokajom poprowadzi go do wejścia uprzednio otwierając przed nim wrota. Nie nie, takie scenariusze sprawdzają się tylko kiedy nazywasz się Haile Selassie I, albo ktoś równie arystokratyczny. On jest tylko zwykłym, powszechnie znanym Capitanem Ameryką. Dziś bowiem, by być znanym wystarczy mieć Facebooka. Kiedyś, trzeba było umieć rzucać tarczą. Po chwili nostalgicznych przemyśleń ruszył w stronę drzwi. Dobył z kieszeni kartę i przeciągnąwszy ją przez czytnik wmaszerował do środka. Zwykle człowiek po powrocie do domu, rzuca toboły na środek korytarza i triumfalnym okrzykiem obwieszcza swój powrót. Tutaj, choćby chciał, nie miał komu się pokazać. Usiadł więc na kanapie, jednak nim to zrobił zawołał donośnie:
- Jest tu kto? Czy wszyscy na urlopie? - powiedział po czym opadł bezwiednie na kanapę. Tak, nawet on czasem się męczy.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Black Widow 





Imię i nazwisko: Natasha Romanoff
Pseudonim: Black Widow
Data urodzenia/Wiek: 22.11.1984 / 29 lat
Zdolności: Szpieg klasy A
Znaki szczególne: Blizna w okolicy pępka
GXRA 2015
Dołączyła: 02 Kwi 2014
Posty: 253
Wysłany: Nie 21 Wrz, 2014 17:55   

Tasha po ostatniej akcji pod wodzą SHIELD miała troszeczkę spokoju. Co prawda słowa Forge'a na temat tej dziwnej obroży cały czas kołatały się po rudym łebku, jednak sprawę planowania akcji postanowiła zostawić Fury'emu. Tasha zawsze wykonywała polecenia. Oczywiście nie do końca bezmyślnie czy bez żadnej refleksji, tak jak kiedyś, jednak nie pokusiłaby się o zmianę stanowiska. Ostatnio na dodatek cierpiała na niemały dysonans, ponieważ tak można nazwać stan zwątpienia do której grupy się należy. Czy bardziej do Avengers czy bardziej do SHIELD. Rozkmina oczywiście nie potrzebna wywołana raczej ogólnym niezadowoleniem ze stanu rzeczy, z braku kontaktu z Clintem, który naprawdę był jej teraz bardzo potrzebny. No ale niestety.. jak to Cap zawsze mówił 'duty calls'. Clint był po drugiej stronie globu nie mogła się z nim skontaktować, żeby pogadać.
No nic. Co by wyładować trochę emocji postanowiła pobiegać. Ubrana w czarny obcisły dres i bluzę wyszła z windy i truchtem ruszyła w kierunku drzwi. Wcześniej włożyła sobie słuchawki do uszu i już chciała opuścić budynek gdy kątem oka dostrzegła na kanapie znajomą twarz. Zatrzymała się zwróciła ku mężczyźnie z delikatnym uśmiechem.
- Huhuhu. Kogo to moje zielone oczy widzą. Czy to nie sam Kapitan Ameryka?? Przepraszam... - Zrobiła niewinną minkę i pochyliła się w kierunku przyjaciela.
- Czy mogłabym PANA poprosić o autograf? - Zapytała się, a potem parsknęła śmiechem.
- Witaj Steve. - Wyciągnęła do niego rękę by się przywitać.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Sob 27 Wrz, 2014 21:21   

Widok Natashy bardzo ucieszył strudzonego wędrówką Steve'a. Mimo wcześniejszej "różnicy poglądów" dogadywał się z nią dobrze. Nie była to przyjaźń na śmierć i życie, ale z całą pewnością można nazwać to relacją ułatwiającą współpracę w sposób istotny. Zbadał ją od stóp do głów, wypiękniała i naprawdę nie trudno było to dostrzec, podobnie jak jego błysk w oku, który na jej widok pojawił się równie szybko jak znikł.
- Pogoda piękna, idealna na bieganie, nie da się ukryć. - powiedział uśmiechając się pogodnie - Z wielką radością poszedłbym z tobą na małą przebieżkę, ale szczerze, nie było mnie tu tak dawno, że lepiej będzie jeśli przywitam się z resztą ekipy o ile ktokolwiek tu jeszcze został. - uściskał ją serdecznie. Na wzmiankę o autografie parsknął śmiechem....pana? Nie zamierzał się tutaj rumienić. Broń Boże, ale trzeba przyznać, że w taki sposób zwracały się do niego chyba jeszcze tylko dzieci. Panie Ameryka! I tak dalej...
- Pana!? Dobre sobie, moja świętej pamięci babunia nieboszczka zwykła mówić "Panowie to zginęli na wojnie", aczkolwiek zielonego pojęcia nie mam, którą to wojnę miała na myśli, chyba secesyjną! - zaśmiał się - Co do autografu, to...nie wiem...nie wiem...muszę się zastanowić. Może za buziaka? (Póki Hawk nie patrzy!) - szepnął konspiracyjnie. Po chwili jednak wyciągnął ze swojego płaszcza malutką karteczkę, flamaster i nabazgrał na nim "Może jakaś kawa?", na odwrocie: "Chyba nie myślisz, że to na poważnie! Chyba, że myślisz? - dorysował malutki uśmieszek.
Gdyby nazywał się Tony Stark kazałby jej chyba wybrać pośladek na którym ma się podpisać, ale maniery na szczęście wygrywały. Choć nieco się zagapił "gardząc" jej wyciągniętą ręką, oferując w zamian serdeczny uścisk, ale cóż nawet najlepszym się zdarza.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Black Widow 





Imię i nazwisko: Natasha Romanoff
Pseudonim: Black Widow
Data urodzenia/Wiek: 22.11.1984 / 29 lat
Zdolności: Szpieg klasy A
Znaki szczególne: Blizna w okolicy pępka
GXRA 2015
Dołączyła: 02 Kwi 2014
Posty: 253
Wysłany: Wto 07 Paź, 2014 08:54   

Oj tak różnica poglądów, różnica charakterów, rozmijanie się w kwestiach moralności, a mimo wszystko bardzo się szanowali. Natasha była osobowością, która była w stanie poświęcić naprawdę wiele dla powodzenia misji. Było zadanie - trzeba było je wykonać, a przede wszystkim w 100% zaufać temu co mówi Nick Fury. Właściwie zadawała tylko konkretne pytania, który były niezbędnikami w trakcie planowania akcji samej w sobie. Steve był zupełnie inną osobowością, ale no ... nie ma co się oszukiwać, pochodził z nieco innych czasów. No dobra. Zupełnie innych czasów. Gdzie honor i godność były dominującymi cechami człowieka. Gdzie nikt nie rzucał słów na wiatr i traktował drugiego człowieka z należytym szacunkiem. Oczywiście wiadomo, nie wszyscy byli tacy sami, w końcu wojny toczyły się nie bez powodu. To co zastał Steve... no było troszkę inne.. troszkę zmodyfikowane.. tak jakby każdy potrzebował uchylonej furtki.
Steve natomiast nigdy nie bawił się w półśrodki i za to go szanowała. Nie tak jak się szanuje wroga, który ma zupełnie inny pogląd na rzeczywistość, raczej jak osobę, która potrafiła zakrzewić w Natashy nadzieje w ludzkość. Mimo wszystko.
Wyściskała się ze Stevem, będąc z jednej strony zaskoczona jego reakcją, a z drugiej odbierając sam akt bardzo pozytywnie.
- W takim razie możesz przywitać się ze Starkiem... - Teatralnie udała zastanowienie. - Ze Starkiem... i ze... Starkiem. - Spojrzała na niego z powagą i parsknęła śmiechem. - Thor jeszcze się kręcił, ale znowu słuch po nim zaginał, może musiał udać się do Asgardu. - Mówiła beztroskim tonem. Nie chciała na wstępie zasypywać go problemami, które ostatnio napotkali oraz niepokojem, który zalągł się w jej umyśle, a który zarazem chciała wybiegać. - Ale chętnie zmienię plany. Bieganie jest przereklamowane, zresztą... chyba nie przytyłam co? - Zmrużyła oczęta i spojrzała na niego 'z pod byka'. No co? Tasha była zawodowym mordercą fakt, ale nie można zapominać, że była również kobietą!
Roześmiała się słysząc jego dywagacje na temat babuni i wojny, a gdy wspomniał o Clintcie, nawet powieka jej nie drgnęła, nawet brewka nie pykła, chociaż stosunki między tym dwojgiem jednak się ochłodził. Co się stało? Tasha sama do końca nie wiedziała, po prostu nie mieli dla siebie czasu. Wdowa wiedziała, że przyjdzie ten czas gdy będą musieli usiąść i porozmawiać, ale póki co, cieszyła się na widok Steve'a. - Ale...ale...tak ... tutaj? Publicznie? - Zapytała udając jąkanie nastolatki, która spotkała swojego idola, który właśnie złożył jej niemoralną propozycję. Przed zerknięciem na kartkę posłała mu jeszcze tajemniczy uśmieszek. Gdy przeczytała treść roześmiała się tak... beztrosko i radośnie, a potem westchnęła. - Z miłą chęcią Steve. Chodźmy na górę. Może Tony nie popsuł tego ekspresu w kuchni. - Zażartowała i ruszyła w stronę windy. Steve miał teraz świetne widoki, ponieważ czarne obcisłe getry, które zwykle zakładała do biegania, a w tym momencie idealnie przylegały do jej smukłego i bardzo kobiecego ciała, były bardzo ponętne, tak samo jak to kołysanie biodrami przy każdym kroku. Tasha odwróciła się do niego przez ramię i zapytała. - Idziesz? -
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Sro 15 Paź, 2014 17:28   

Zdziwił go przede wszystkim fakt, że nie wspomniała w zasadzie ani na moment o Hawkeye'u. To było, co najmniej niepokojące. Czyżby Clint i Natasha byli już przeszłością. Nie chciało mu się za bardzo w to wierzyć, jeśli jednak okazałoby się to faktem, to znak że naprawdę wiele się tu zmieniło. Rogers miał niestety pecha do takich akcji. Żyjesz sobie...hmmm...spokojnie, a tu nagle budzisz się kilkanaście lat później. Na szczęście całkiem szybko się przyzwyczajał. Cisza w Stark Tower była zjawiskiem prawie nieistniejącym. Nieobecność Thora jakoś specjalnie go nie przeraziła, jeśli jest się królem w dodatku zupełnie innego świata, delegacje są normą. Delegacje, dobrze powiedziane. Żałował troszkę, że jednak nie poszli pobiegać, jednak takiej kobiecie jak Natasha trudno nie wybaczyć, dobrze im się współpracowało. Zlustrował ją spojrzeniem, na wzmiankę o jej rzekomej nadwadze. Spojrzeniem momentami nieco zbyt zachłannym jak na kumpla. Chyba padał ofiarą teraźniejszości, no i oczywiście jej niekwestionowanych walorów:
- Prędzej to ja wygrałem kilka kilogramów podczas wakacji. - uśmiechnął się lekko i ruszył za nią jak zahipnotyzowany.

//zt
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 402
Wysłany: Wto 19 Maj, 2015 21:11   

//skądś [post po dłuuuugiej przerwie]

Ten dzień dla Jade zaczął się niezbyt szczęśliwie, bo zaspała przeokrutnie i spóźniła się do pracy prawie godzinę, co w praktyce oznaczało wyjście godzinę później niż zwykle. Potem jeden z ochroniarzy wyleciał z roboty za oglądanie na nocnej zmianie porno i zawirusowanie dwóch komputerów. Na szczęście obyło się bez konieczności reinstalacji systemu i utraty wielu danych w trakcie tego procesu. Stało się to głównie dzięki pomocy JARVISA. AI stworzone przez Starka nie dość, że było często dowcipne, to na dodatek wyjątkowo pomoce przy komputerowych problemach. Teraz zaś, siedziała przy stanowisku ochrony na recepcji i sprawdzała raporty z ostatniej doby, ciesząc się chwilą spokoju, który, była pewna, nie potrwa zbyt długo.
 
 

Shockwave
[Usunięty]



Wysłany: Sro 20 Maj, 2015 12:09   

//Z czasoprzestrzeni.

Widok luksusowych samochodów podjeżdżających pod Stark Tower z pewnością nie był niczym niezwykłym i sam Stark zdążył przyzwyczaić wszystkich podwładnych, a najpewniej również sporą część pracujących w okolicy ludzi, do widoku aut z najwyższej półki. Jednak bez względu na to, pojawienie się głośnego, wręcz krzykliwego klasycznego muscle car'a musiało wzbudzać emocje nawet w tych, którzy niespecjalnie interesowali się motoryzacją. Ford Mustang Boss 429 z 69-go był samochodem, który na ulicach trudniej było dojrzeć, niż nawet najdroższe modele Ferrari, czy Porsche. Dla Thomasa wybór tego samochodu jako swój główny wehikuł wynikał jednak nie tylko z racji monstrualnej mocy potężnego, widlastego silnika oraz jego swoistej elitarności wynikającej z niewielkiej ilości egzemplarzy, które przetrwały do dnia dzisiejszego. Stary Mustang nie miał w sobie żadnej elektroniki, dlatego mutant nawet w przypływie złości nie miał szans na usmażenie elektroniki, co zdarzyło mu się już nie raz w przypadku nowszych samochodów.
W każdym razie Wilkinson po zaparkowaniu samochodu w wyznaczonym przez pracownika ochrony miejscu, zgodnie z udzielonymi mu instrukcjami poszedł do hallu, gdzie miał przejść przez kontrolę bezpieczeństwa, nim dane mu będzie stawić się na umówione spotkanie ze Starkiem. Dzisiejszy ubiór składał się ze skórzanych półbutów, materiałowych spodni w kolorze szarym oraz czarnej koszuli, której dwa guziki pod szyją były jak zawsze rozpięte. Z dodatków należało wymienić zegarek na lewym przegubie, trzy bransoletki na prawym nadgarstku oraz wisiorek na szyi, z którym nigdy się nie rozstawał. Poza tym mus wspomnieć o tym, że w przypływie impulsu, dzisiejszego ranka Wilkinson skrócił swoją długą i gęstą brodę o ponad połowę, przez co czuł się jednocześnie dziwnie nieswojo i zaskakującą dobrze z racji tej zmiany wizerunku. W każdym razie, jak zawsze pewny siebie, mężczyzna ku bramce bezpieczeństwa przeświadczony o tym, że ta nie zareaguje w żaden sposób, z racji drobnej manipulacji otaczającym go polem elektromagnetycznym. Coś jednak tchnęło go kilka kroków przed punktem kontrolnym, jakiś wewnętrzny impuls nakazujący zatrzymanie się. Shockwave rozejrzał się dookoła, a widząc sekretarkę zajętą rozmową z kimś o niezbyt przyjemnym usposobieniu, poszedł wzdłuż kontuaru do pojedynczego stanowiska z tabliczką "Ochrona" na froncie.
- Dzień dobry. Byłem umówiony na spotkanie z Anthonym Starkiem.
Zwrócił się dość uprzejmym, rzeczowym tonem do kobiety o długich, lekko falowanych włosach. Nie dało się zignorować w żaden sposób wyraźnego, brytyjskiego akcentu zdradzającego, że w Stanach przebywa od niedawna, bądź też nie jest to stałe miejsce jego rezydowania.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 402
Wysłany: Sro 20 Maj, 2015 16:40   

Jade podpisywała właśnie na tablecie kopie raportów przed ich zarchiwizowaniem na jednym z serwerów, gdy nieoczekiwanie usłyszała znajomy akcent i automatycznie uniosła głowę, by spojrzeć na człowieka, który zakłócił jej spokój.

Wyglądał znajomo, ale większość osób, które przychodziły do Starka tak wyglądała. W końcu Tony miał pełno znajomych wśród gwiazd, zarówno ze sceny filmowej, jak i biznesowej czy okazjonalnie politycznej. Wilkinson był na swój brodaty sposób atrakcyjny, ale Jace nie była w nastroju na podziwianie niczyjej męskiej urody, nawet gdyby stanęła przed nią męska część Avengers tuż po wyjściu spod prysznica.

- Recepcja jest obok - powiedziała chłodnym, stuprocentowo profesjonalnym tonem. - A to jest stanowisko ochrony. Susan zaraz będzie wolna, to się panem zajmie - dodała, spojrzeniem wskazując na kobietę dyskutującą z wyraźnie wkurzonym osobnikiem.

Carter oszacowała sytuację i stwierdziła, że mężczyzna nie stanowi zagrożenia, ale mimo wszystko odruchowo sprawdziła, czy broń w kaburze na prawym udzie na pewno tam jest.
 
 

Shockwave
[Usunięty]



Wysłany: Sro 20 Maj, 2015 20:52   

Na przestrzeni ostatnich kilku lat jego zdjęcia sporadycznie pojawiały się w prasie i telewizji, lecz każde jego pojawienie się w mediach przechodziło bez większego echa. W dobie popkultury, gdzie za wzór stawiano ikony sportowców, muzyków i superbohaterów, tacy jak on mogli się cieszyć relatywnym spokojem, prywatnością oraz brakiem zainteresowania na dłuższą metę. W końcu kogo interesował młody doktorant ze Stanford, który zbił fortunę w zaledwie kilka lat na prowadzonych przez siebie badaniach, kiedy tuż za rogiem czaił się cudowny Tony Stark w swojej olśniewającej zbroi zbierający całą śmietankę splendoru, sławy i chwały. Czy Wilkinson był zazdrosny? Chyba każdy chciałby choć na chwilę poczuć, co to znaczy być Iron Man'em.
Thomas nie wyglądał na zadowolonego odpowiedzią kobiety i bynajmniej nie chodziło tutaj o ton jakim się do niego odezwała, lecz o odprawianie go z kwitkiem. Nie należał do najcierpliwszych ludzi na świecie, a czekanie aż recepcjonistka skończy dialog, który z wolna stawał się pełnym frustracji oraz irytacji jednostronnym monologiem, jego samego wprawiało w stan rozdrażnienia. Jade ujrzała, jak mężczyzna stojący po drugiej stronie biurka zaciska usta, co zbiegło się w czasie z dziwnymi zakłóceniami na monitorze jej tabletu. Mimo to nie rzekł ani słowa, a uderzenie serca później skinął jej tylko głową i niespiesznym krokiem zbliżył się do recepcji.
Wilkinson przyglądał się dramatowi recepcjonistki, która wyraźnie nie radziła sobie z coraz bardziej agresywnym petentem. Facet niemalże już wchodził na biurko, czemu mutant dłużej biernie przyglądać się nie mógł zwłaszcza, że do tej pory ochrona w żaden sposób nie zareagowała. Żaden był z niego rycerz, ale chamstwo i nieuzasadniona agresja wobec kobiet budziły w nim najgorsze instynkty. Dlatego zatrzymał jegomościa dłonią stanowczo położoną na ramieniu, w wystarczająco wymownym geście. Niestety najwyraźniej pieniaczowi się to nie spodobało, bo zrzucił z barku jego dłoń, a następnie wziął zamach na Shockwave'a celując sierpem w policzek mężczyzny. Cios nie doszedł do celu, gdyż Wilkinson wykonał błyskawiczny unik, jednocześnie łapiąc agresora za przegub ręki i wykręcając ją boleśnie. Idąc za impulsem, chwycił cwaniaka za kark i siłą bardziej niż dostateczną, przygniótł bokiem jego twarz do biurka.
- A teraz przeproś panią, zanim stracę cierpliwość.
Rzekł nadzwyczaj spokojnym głosem, co budzić mogło tylko i wyłącznie złe skojarzenia. Miał ochotę porazić sukinsyna prądem, aż zleje się pod siebie, ale tego rodzaju rozgłos nie był mu potrzebny. Zresztą, jeśli zwiększyłby nacisk na jego rękę, ze swoja siłą mógłby ją bez problemu złamać. Wystarczy tylko, że da mu powód.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 402
Wysłany: Sro 20 Maj, 2015 22:50   

Jade już wstała, by zająć się agresywnym, na razie pasywnie, mężczyzną, ale brodacz ją uprzedził, powodując, że przez całe dwie sekundy była zbyt zaskoczona by choćby się odezwać. Potem zgrabnie przeskoczyła przez kontuar i podeszła do obu delikwentów. Przyduszony do blatu agresor wymamrotał szybko jakieś niezbyt uprzejme przeprosiny, które właściwie brzmiały jak kolejna obelga. Susan w tym czasie wcisnęła przycisk alarmowy i po chwili pojawiło się dwóch rosłych ochroniarzy, którzy praktycznie wynieśli awanturnika z budynku. Jade zwróciła się do Thomasa, jej ręka na kaburze, ot na wszelki wypadek, bo łatwiej zagrozić bronią i zdecydowanie bardziej humanitarnie, niż powalić gościa na ziemię i wykręcić mu staw czy dwa.
- Pan również opuści budynek, panie Chcę-Widzieć-Anthony'ego-Starka - powiedziała, zaciskając dłoń na jego ramieniu i delikatnie, acz stanowczo nalegając na udanie się w stronę wyjścia.
 
 

Shockwave
[Usunięty]



Wysłany: Czw 21 Maj, 2015 13:20   

Nie takiego rozwoju wypadków się spodziewał, a już na pewno nie przyszedł tutaj w celu pacyfikowania agresywnego bydła. Wilkinson nie mógł jednak patrzeć ani chwili dłużej na to, jak obcy mu mężczyzna pastwi się nad recepcjonistką, która jak zdążył wywnioskować z całej przydługiej tyrady, niczym mu nie zawiniła. Poza tym ile mógł tak stać i czekać, aż delikwent wyżyje się werbalnie, kiedy na domiar złego ochrona nie zrobiła absolutnie nic, żeby go poskromić? Postanowił więc wziąć sprawy w swoje ręce, zanim zrobi się jeszcze paskudniej, choć prędko tego pożałował.
Oklasków nie oczekiwał za swoją bohaterską postawę, ale wyrzucanie go ze Stark Tower było w mniemaniu Thomasa lekkim przegięciem. Chmurne spojrzenie błękitno-szarych oczu, które spoczęły na twarzy Jade dobitnie mówiły o tym, jak bardzo nie podoba mu się takie traktowanie jego osoby. W gruncie rzeczy został potraktowany gorzej, niż ten krzykacz, przez co natychmiast pożałował, że nie wyłamał mu ramienia ze stawu barkowego albo nie połamał kilku kości w ramach nauczki.
- Thomas Wilkinson, panno Jestem-Zbyt-Zajęta-Żeby-Zareagować.
Odpowiedział niejako ją przedrzeźniając, zaś swoje słowa zaakcentował kwaśnym, pozbawionym wesołości uśmiechem. Mimo to nie opierał się w żaden sposób, kiedy wskazała mu kierunek dalszej drogi i ruszył w stronę wyjścia. Starał się utrzymać nerwy na wodzy i nie poddać złości oraz irytacji, lecz mimo najlepszych intencji nie zapanował nad sobą w pełni. Efektem tego było dość nieoczekiwane uczucie, jakie przebiegło przez ciało Jade, a mianowicie lekkie łaskotanie pod wpływem którego poczuła, jak włoski na jej rękach oraz karku podnoszą się w górę.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 402
Wysłany: Czw 21 Maj, 2015 19:59   

Jade policzyła w myślach do pięciu i to tylko po to, by nie rozkwasić Wilkinsonowi nosa, na co miała sporą ochotę. Gdy już myślała, że nie może być gorzej, to zjawił się on i tamten awanturujący się facet.
- Jeśli pan myśli, że Susan jest bezbronną niewiastą, to chyba pan przesiedział ostatnie dwadzieścia lat zamknięty w bunkrze przeciwatomowym - wycedziła, już jawnie zirytowana.
Wiedziała, że nie obejdzie się bez pójście do jej ulubionego klubu sztuk walki, gdzie będzie mogła skopać tyłki paru sparring partnerom.
Dziwne uczucie, które ją dopadło, spowodowało, że niemalże odskoczyła od Thomasa puszczając go i przerzucając ciężar ciała tak, by w każdej chwili bez problemu spacyfikować brodacza. Najwyżej Stark zrobi jej awanturę.
- Co u diabła? - wyrwało jej się zanim zdążyła ugryźć się w język.
 
 

Shockwave
[Usunięty]



Wysłany: Pią 22 Maj, 2015 22:28   

Gdyby wiedział, że trafił na gorszy dzień pani ochroniarz, z pewnością nie odezwałby się do niej ani słowem, ba, nawet by mu przez myśl nie przeszło, żeby ją o cokolwiek pytać. Niestety nie umiał cofnąć czasu, przez co musiał teraz mierzyć się z konsekwencjami reakcji łańcuchowej zapoczątkowanej przez mało przyjazne zachowanie Jade. Nie miał jednak najmniejszego zamiaru wykłócać się z twardogłową kobietą, która albo miała PMS, albo też zwyczajnie wstała dzisiaj z łóżka lewą nogą i teraz wyładowywała swoją frustrację na otoczeniu.
- Wybacz Kochana, ale nie znam nikogo w tym budynku i niespecjalnie interesuje mnie kto oraz w jakim stopniu potrafi się bronić w przypadku agresji. Wiem za to, że ochrona tutaj jest gówniana, ale tego faktu chyba akurat nie trzeba szerzej komentować.
Mimo zarostu widziała, jak po skończonej przemowie zaciska szczęki, aż mięśnie żuchwy falowały pod skórą. Widziała też, jak gniewne spojrzenie jej posłał, a reakcja jaką wykazała się na dziwne uczucie, jakie przeszło przez ciało Jade, zupełnie go nie interesowała. Wyciągnął za to z kieszeni spodni telefon, pospiesznie wybrał numer, po czym przyłożył aparat do ucha ponownie posyłając jej gniewne spojrzenie.
- Panie Stark, mówi Thomas Wilkinson. Obawiam się, że nasze spotkanie musi zostać odłożone na inny dzień w wyniku nieprzewidzianego incydentu, który kompletnie dyskredytuje ochronę pańskiego budynku. Będę niezmiernie wdzięczny za kontakt, celem uzgodnienia dogodnego dla nas obu terminu spotkania, być może na gruncie nieco bardziej neutralnym. Będę wdzięczny za niezwłoczną odpowiedź. Pozdrawiam.
Kiedy już skończył nagrywać się Starkowi na sekretarkę, wsunął telefon z powrotem do kieszeni. Patrząc na postawę Jade, pokręcił tylko lekko głową w geście tak naprawdę trudnym do jednoznacznego zdefiniowania.
- Diabeł nie ma z tym absolutnie nic wspólnego. Kwestia przewodnictwa ładunku elektrostatycznego za pośrednictwem dotyku.
Odpowiedział, nie mogąc powstrzymać krzywego, naznaczonego wyższością oraz odrobiną rozbawienia uśmiechu. Coś jednak w oczach Shockwave'a mówiło jej aż nazbyt dobitnie, że nie musi się z jego strony niczego obawiać, chociaż z pewnością nie należał do najłatwiejszych w obyciu mężczyzn z jakimi przyszło obcować Jade.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 402
Wysłany: Sob 23 Maj, 2015 20:26   

Gdy nagrywał się Starkowi na pocztę głosową, stała dwa kroki od niego, jej twarz niczym maska posągu, z kompletnie neutralnym wyrazem, choć wewnątrz niej właśnie trwała erupcja furii, która gdyby była wulkanem to zawstydziła by ten, który zniszczył Pompeje. W tej sytuacji liczenie nawet do miliona by nie pomogło, więc wyobrażała sobie, co temu upierdliwemu dupkowi by zrobiła. Jeśli ten zaś sądził, że Carter ma o nim fantazje innej natury niż katowskiej, to był w gigantycznym błędzie. Jade wyobrażała sobie Wilkinsona, który obrywa z Mjolnira; staje się zabawką wkurzonego Hulka, który trzaska nim o podłogę, jak to zrobił z Lokim; zostaje tarczą strzelniczą dla Bartona i na koniec wygląda na bardzo "kudłatego" jeża; służy Natashy jako elastyczny manekin do ćwiczenia wykręcania i wyłamywania stawów; jest obiektem testowy dla nowych repulsorów Starka; a ostatecznie obrywa od kapitana Rogersa jego tarczą na wysokości tchawicy i doświadcza wyjątkowo precyzyjnej dekapitacji. Do tego dorzuciła depilację woskiem jego bujnej brody, tudzież opalanie jej nad żywym ogniem, najlepiej z tym wydobywającym się z wylotu silnika odrzutowego F-18.
Kiedy się do niego odezwała jej głos był lodowato zimny, choć wyraz twarzy pozostał bez zmian. Nawet jej powieka nie drgnęła.
- Radzę więc zmienić pralnię albo korzystać z płynów do płukania. Nie omieszkam się też podać pańskiego nazwiska tamtemu mężczyźnie jeśli będzie chciał on wnieść oskarżenie wobec pana za czynną napaść. Z pewnością ucieszy się z nagrania, na którym odgrywa pan rolę wielkomiejskiej Rambo. A dobrze pan wie, jak w dzisiejszych czasach takie rzeczy szybko przedostają się do mediów i rozprzestrzeniają w Internecie niczym najgorszy wirus.
Nie była to czcza obietnica, bo Carter wiedziała, że jeśli nawet ona by tego nie zrobiła, to z pewnością Stark by się podzielił takim wydarzeniem gdziekolwiek będzie to możliwe.
 
 

Shockwave
[Usunięty]



Wysłany: Nie 24 Maj, 2015 15:09   

Drażnienie się z nią sprawiało mu dziwną, niezrozumiałą przyjemność, choć jednocześnie w uczuciu tym nie było żadnej sadystycznej satysfakcji. W głębi swojego umysłu analizował ten stan rzeczy, jak każdy naukowiec próbując zgłębić jego genezę, a wnioski z prowadzonych przez niego badań wysunął bardzo prędko, kiedy panna Carter świadomie lub nie, ale w jego mniemaniu zażartowała starając mu się odciąć. Pojął wtedy, że ta Brytyjka, zadziwiająco zresztą piękna jak na kobietę z Wysp, zwyczajnie jest jeszcze piękniejsza, kiedy tak doskonale panując nad emocjami przypominała marmurową rzeźbę. Świadomie i z premedytacją dolewał oliwy do ognia, lecz widząc rak spodziewanej reakcji porzucił w końcu maskę błazna, która nota bene ciążyła mu już od dłuższej chwili.
Thomas zaśmiał się słysząc jej komentarz dotyczący prania, a w śmiechu tym było można dosłyszeć wyłącznie najczystsze rozbawienie. Sama twarz mężczyzny nieco złagodniała, podobnie jak ton jego głosu, kiedy się do niej odezwał.
- Pomijając kwestię nagrania, którego kopię mam nadzieję również otrzymać, to muszę Panią rozczarować. Niestety ubrania piorę sam, choć podobnie jak w kwestii bycia Rambo, nie zależy mi w tej sprawie na rozgłosie.
Po tych słowach zamilkł, chwilę przyglądając się Jade, z której lodowa furia biła po oczach niczym śnieżyca na szczycie Mount Everest. Mimo to Shockwave nie tracił rezonu, ani nie dawał się zdominować kobiecie obdarzonej nadzwyczaj silnym charakterem, którym imponowała mu ogromnie.
- Nigdy dotąd nie spotkałem równie fascynującej kobiety i przyznaję, że żal mi ogromnie tego, jak zaczęliśmy. Przepraszam Cię za mój brak cierpliwości, ogłady i manier oraz zirytowanie od samego początku. Mogę jakoś zadośćuczynić za popełnione winy?
Wypowiadając pytanie, z jego twarzy biła autentyczna skrucha mieszająca się z fascynacją jej osobą, której nie był jednak w stanie ukryć. Żaden był z niego aktor i lowelas, dlatego wszystko co robił lub mówił było w pełni naturalne. Obserwując zresztą zachowanie Wilkinsona, Jade mogła mieć teraz całkowitą pewność, że należał do typu mężczyzn, którzy robili to co myśleli albo czuli, nie zaś na odwrót.
 
 

X-23 




Imię i nazwisko: Laura Kinney
Pseudonim: X-23
Data urodzenia/Wiek: 29.07.1992/21 lat
Zdolności: Healing factor, nadludzko wrażliwe zmysły, nadludzka zwinność, adamantowe pazury (po 2 w dłoniach, po 1 w stopach)
Znaki szczególne: zielone oczy i ponura mina
Urazy: Wiele mentalnych.
GXRA 2017
Dołączyła: 31 Paź 2014
Posty: 288
Wysłany: Pon 25 Maj, 2015 21:45   

//Starbucks
Laura zatrzymała motor Logana przed wejściem do Stark Tower. Zdjęła kask i spojrzała w kierunku wejścia. Szczerze mówiąc troszeczkę się obawiała wizyty w siedzibie Avengers. Jakby nie patrzeć odwiedziny tego budynku dla Laury było niczym wejście do paszczy lwa. Przeszłość mutantki nie poskąpiła jej wpisów tu i ówdzie w tajnych bazach SHIELD, do których chcąc nie chcąc miał i również wstęp Stark. Niestety nie miała wyboru. Musiała porozmawiać z Kapitanem. Musiała się dowiedzieć czemu dał jej szanse i puścił ją wolno. Przecież wiedział ile morderstw ma na swoim kącie. Zresztą nie taki był plan prawda? Ledwo zgodził się na potajemny sąd podczas, którego bronił ją sam Matt Murdock, niektórym również znany pod pseudonimem Daredevil. Z całych sił próbował wytłumaczyć Laurę, przedstawić ją z pozycji ofiary tych wszystkich zaistniałych sytuacji, a w momencie gdy Kapitan wcale nie wydawał się być przekonany, postanowił puścić ją wolno. Niestety nie zdążyła się zapytać dlaczego. Swoją podróż w odnalezieniu pytania kim naprawdę jest postanowiła zacząć od spotkania ze Stevem tylko po to by w końcu mógł jej to wyjaśnić.
Mutantka zostawiła kask na siedzeniu motoru i ruszyła do wejścia. Wsunęła dłonie w kieszenie swojej motorowej kurtki, zaraz jednak je wyjęła. Nie chciałaby ktokolwiek pomyślał, że coś tam ukrywa. Co prawda w jej przypadku wrażenie to było zgoła złudne, no, ale żaden laik nie musiał wiedzieć co ukrywa w dłoniach. I w stopach.
Idąc w kierunku recepcji zwróciła uwagę na dyskutującą parę. Kobieta była wyraźnie uzbrojona i potężnie wkurwiona, dlatego nieufne spojrzenie powędrowało na twarz zarośniętego faceta. Laura szła wolno co jej dawało czas na przyjrzenie się sytuacji. Atmosfera między tym dwojga było ostro napięta. Zresztą nie musiała być mutantem z nadludzko rozwiniętymi zmysłami by wiedzieć, że facet działa jej nerwy. Czyżby jakiś problem? Brew Laury powędrowała do góry jednakże słysząc kolejne słowa Shocka, zdała sobie sprawę, że ten najwyraźniej chciał załagodzić sytuację. Dziewczyna mimo wszystko postanowiła mieć na niego i oko i ucho. Choć stali w pewnej odległości od recepcji dziewczyna słyszała rozmowę tak wyraźnie jakby dosłownie uczestniczyła w dyskusji.
Mutantka podeszła do blatu recepcji i wypranym tonem z emocji zakomunikowała kobiecie, że chciałaby się spotkać ze Stevem Rogersem. Może była naiwna, myśląc, że wpuszczą ją od tak, tym bardziej … ekhm, pewnie nie jedna, na dodatek młoda dziewczyna wchodziła do królestwa Starka właśnie z taką prośbą. Czym się różniła Laura od innych? Cóż, dziewczyna była śmiertelnie poważna, a na jej bladym licu nie wystąpił nawet cień wstydy czy nawet najdelikatniejszego rumieńca.



[...]bo laska z długimi metalowymi szponami to jeszcze DZIECKO. Takiego ch*ja, to nie dziecko tylko maszynka do mięsa. ~ Rocket

 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 402
Wysłany: Czw 28 Maj, 2015 20:32   

Jade spojrzała na niego jak na UFO czy też jakby mu z głowy znienacka wyrosły jelenie rogi, a na nich koronkowe damskie stringi. Takie nagłe przejście ze stanu burkliwego i oskarżycielskiego gbura do uprzejmego mężczyzny wzbudziła w niej podejrzenia. Przez moment poczuła nostalgiczną tęsknotę za dawną pracą.
- Słowne przeprosiny będą wystarczające - oznajmiła chłodno. - A jeśli sądzi pan, że rozmiękczy mnie komplementami i słodkimi słówkami, to trafił pan jak kulą w płot. Nie jestem zainteresowana.
Czuła się dziwnie pod jego spojrzeniem, które nagle stało się niczym oczy zmokłego szczeniaczka proszącego o ciepły kąt oraz wodę i jedzonko. To się nazywa emocjonalny szantaż! pomyślała z irytacją. Jednakże jeśli sądził, że ją rozmiękczy w ten sposób, to się pomylił.

Odwróciła lekko głowę, gdy usłyszała od strony recepcji nazwisko Steve'a. Sekundę później recepcjonistka poinformowała czarnowłosą dziewczynę, że Rogersa nie ma i nie wiadomo kiedy wróci.
 
 

Shockwave
[Usunięty]



Wysłany: Sob 30 Maj, 2015 17:23   

Niestety był jedynie mutantem, choć pod przykrywką i niczym więcej na dobrą sprawę pochwalić się nie mógł. Nie wspominając rzecz jasna o kilku genialnych odkryciach, małej fortunie na koncie i kilku wynalazkach, które musiał jeszcze dopracować. W tym ostatnim miał mu niejako pomóc mariaż ze Starkiem, który można powiedzieć, że był w posiadaniu brakującego elementu pozwalającego Thomasowi ruszyć naprzód z dalszymi badaniami. Jednak spotkanie twarzą w twarz z krezusem okazało się być nadzwyczaj trudnym zadaniem, bowiem na drodze stanęła mu kobieta, która z każdą chwilą oddalała go coraz bardziej od umówionego spotkania.
- Więc spotkajmy się w sali gimnastycznej i między linami ringu rozwiążemy ten kłopotliwy problem. Nie zwykłem prawić pustych komplementów, ani uciekać się do wytartych frazesów, a najwyraźniej nie dojdziemy do konsensusu inną drogą.
Oto była właśnie impulsywność Wilkinsona w niemal flagowym wydaniu. Najpierw działał, potem dopiero myślał nad konsekwencjami. Skoro więc nie udało mu się nic wskórać metodami bardziej cywilizowanymi, a wszelaka pokojowa dyplomacja spaliła na panewce, musiał podjąć radykalne kroki. Nota bene nawet nie próbował szukać w samym sobie zrozumienia, ale słowa "rozmiękczy" i "nie jestem zainteresowana" zadziałały nań niemal jak płachta na byka. Niemal, bo nie wpadł w ślepą furię i żądzę mordu, a jedynie chciał zaimponować tej kobiecie. Stawiał wszystko na jedną kartę podejmując maksymalne ryzyko. Dlatego właśnie był genialnym wynalazcą i cholernie słabym graczem w pokera.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 402
Wysłany: Pon 01 Cze, 2015 20:26   

Lodowate nastawienie i wyraz twarzy Jade zniknęły bezpowrotnie po jego propozycji zastąpione niedowierzaniem i sporym rozbawieniem. Facet zdecydowanie nie zdawał sobie sprawy, co robi z kobiety dekada w lotnictwie marynarki wojennej oraz parę lat w prywatnym sektorze. Ale skoro marzył o tym, żeby mieć - jak to Amerykanie mawiali - "ass handed to him", to nie zamierzała odmawiać mu tej nietypowej przyjemności.
- Mam nadzieję, że masz dobrego lekarza i spore ubezpieczenie - powiedziała ze słodkim uśmiechem jaguara gotowego do skoku na upatrzoną ofiarę. - Wybierz siłownię, datę i czas.
Nim zdążył jej odpowiedzieć, poczuła wibrację telefonu w kieszeni. Gdy go wyjęła i spojrzała na ekran, na jej twarzy pojawiła się powaga. Jak zwykle JARVIS okazał się niezawodny. Przesunęła się na tyle by mieć dziewczynę stojącą przy recepcji cały czas na oku.
Jeden fałszywy ruch, tylko jeden, pomyślała, niemal zaklinając Laurę do tego, by ta zrobiła coś nie tak. Przypływ adrenaliny miał wyjątkowo słodki smak.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
The Avengers Hogwart Dream Black Butler Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal Riverdale
Dragon Ball Another Universe Mortis Valor Eclipse Bleach OtherWorld

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018