{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Massachusetts - Boston - Trinity Church
Autor Wiadomość

Mystique 




Imię i nazwisko: Raven Darkholme
Pseudonim: Mystique
Data urodzenia/Wiek: 15.09.1934 - 78 lat, ale wygląda o wiele młodziej, choć ciężko określić jej wiek
Zdolności: Zmiana wyglądu i głosu. Nadludzka szybkość, zwinność, zręczność i siła. Odporność na trucizny i zdolności telepatów. Szybkie samoleczenie.
Znaki szczególne: Niebieska skóra i żółte oczy. Coś jeszcze?
Urazy: Blizna na brzuchu od Logana... Również występują psychiczne.
Dołączyła: 21 Sty 2015
Posty: 105
Wysłany: Sob 07 Lut, 2015 15:43   Massachusetts - Boston - Trinity Church

Trinity Church w Bostonie, Massachusetts.
Zdjęcia: budynku i wnętrza.

Wybudowany w 1733 roku budynek kościoła, który przypomina nieco gotyckie budowle, pełne przepychu, mimo skromnego wnętrza.
Sam budynek nie jest duży, a przynajmniej na duży nie wygląda, jak na niego się patrzy. Ozdobiony jest rozmaitymi kolumnami a także witrażami w kształcie gotyckich ściętych łuków. Kilka wąskich i nie wysokich wieżyczek, która jedna zakończona jest możliwe że dzwonnicą, czerwonymi dachami promienieją nad miastem. Kolorystyka tego budynku utrzymywana jest w nieco wyblakłych odcieniach brązu i beżu. Dla niektórych przypomina to nawet szarość. Ciężkie drzwi z ciemnego drewna stanowią barierę między tym magicznym miejscem a resztą świata. Zwykłego, który czasami nie rozumie magii takich miejsc...
A jak prezentuje się wnętrze? Ciężkie, drewniane ławy w odcieniu pośrednim między jasnym a ciemnym. Nad ołtarzem, okrytym czerwonym materiałem, widnieje ogromny witraż, w odcieniach żółci, błękitu i czerwieni, który wyglądał kształtem jak łuk gotycki. A może raczej łuki w łuku, bowiem ta kompozycja składała się z kilku mniejszych. Złote kandelabry z pozapalanymi światłami imitującymi świece rozświetlają miejsce tajemniczym blaskiem, a pozapalane świece na stelażach pod ścianami nadawały również aurę ciepłą i przyjazną...
  
 
 

Mystique 




Imię i nazwisko: Raven Darkholme
Pseudonim: Mystique
Data urodzenia/Wiek: 15.09.1934 - 78 lat, ale wygląda o wiele młodziej, choć ciężko określić jej wiek
Zdolności: Zmiana wyglądu i głosu. Nadludzka szybkość, zwinność, zręczność i siła. Odporność na trucizny i zdolności telepatów. Szybkie samoleczenie.
Znaki szczególne: Niebieska skóra i żółte oczy. Coś jeszcze?
Urazy: Blizna na brzuchu od Logana... Również występują psychiczne.
Dołączyła: 21 Sty 2015
Posty: 105
Wysłany: Sob 07 Lut, 2015 16:59   

//pierwszy post

Raven długo zastanawiała się, czy Kurt, ten którego spotkała tamtego wieczoru w lesie, gdy choć na jeden dzień jej grupa zjednoczyła się z X-Menami, jest jej synem. Długo przyszło jej myśleć czy Rouge, którą niemal dosłownie Magneto złożył w ofierze do swoich celów, była tą samą nastolatką, którą wraz z Irene adoptowała kilka lat temu. Jeszcze dłużej jednak głowiła się nad tym, czy samej wyjść z inicjatywą spotkania, czy pozostać po prostu kimś, kogo trzeba unikać jak ognia.
Wolno szła ulicami Bostonu, niepewnie otulona własnymi ramionami, bowiem od incydentu z własnym szefem, który jak czasami myślała, był kimś więcej niż tylko szefem, nie ufała nikomu poza sobą samą. Niepewnie zerkała na przechodzących ludzi, których miny wyrażały w najlepszym przypadku klasyczną obojętność. Tu ktoś kroczył wyraźnie poirytowany, tutaj ktoś był w skowronkach. Wszyscy jednak byli tak zwyczajni i wszyscy zdawali się gdzieś spieszyć, nawet jeśli nie wiedzą gdzie. A co najważniejsze: nikt jej nie poznał.
Mystique nigdy nie lubiła przeglądać się w lustrze, robiła to jedynie z konieczności i niczego więcej. Dlatego chwaliła niebiosa, że akurat taką umiejętność otrzymała od losu. Nawet teraz zmieniła swój wygląd.
Kobieta, w którą wcieliła się Raven była blada, bowiem nie przepadała za opaloną, a już nie daj Boże spaloną lub pomarańczową od solarium, skórą. Szczupłą sylwetkę wcisnęła w szary kostium ze spódnicą o wysokim stanie, do której założyła szmaragdowe szpilki i pasującą do nich torebkę. Rude, niemal czerwone włosy, do których koloru już się przyzwyczaiła, bowiem był to jej naturalny, jednak teraz sięgały jej delikatnymi lokami niemal do końca pleców. Jej wąskie usta okraszone były niewielką ilością szkarłatnej pomadki. Poza nią i tuszem do rzęs nie miała innego makijażu. Przybrała sobie zielone oczy, jednak nie była to typowa, często spotkana w tęczówkach zieleń, bowiem było w nich coś przywodzącego na myśl ciemne lasy iglaste, rozświetlone złotymi promieniami słońca. Przede wszystkim jednak widniał w nich smutek.
Mutantka bowiem miała do siebie żal, że porzuciła, nawet jeśli zwyczajnie było to konieczne, swoje własne dzieci. Że nie mogła otoczyć ich opieką, na jaką zasługiwały. Że wychowywali ich obcy ludzie, którzy nie potrafili zaspokoić ich nietypowych czasami potrzeb. Że po prostu nie mogła być dla nich matką, jakiej oni potrzebowali, a na jaką zasługiwali.
Kiedy przechodziła koło pięknego budynku, o którym przeczytała że jest to kościół, przystanęła, a z cichym i niepewnym westchnieniem postanowiła wstąpić.
Drżącą dłonią nacisnęła klamkę, która otworzyła drzwi do świątyni. Przełykając ślinę, postąpiła niepewny, nieśmiały krok do środka, zamykając jak najciszej drzwi za sobą, bowiem kątem oka wyłapała że kilka osób w milczeniu pogrążonych jest w gorliwej modlitwie.
Znalazła jak najbardziej odosobnione miejsce. Pogrążone w półmroku, gdzieś z tyłu nawy bocznej, a gdzie nikt nie mógł jej zobaczyć czy usłyszeć, a przynajmniej taką miała szczerą nadzieję. Przyklęknęła na jednej z ostatnich ław, oparła łokcie o półeczkę przymocowaną do ławy przed nią i splotła palce zamykając przy tym oczy.
- Boże - zaczęła szeptem, ledwie słyszalnym dla ludzkiego ucha, pochylając przy tym głowę w geście szacunku i pokory. - Przebacz mi, bo zgrzeszyłam...
 
 

Kurt Wagner 




Imię i nazwisko: Kurt Wagner
Pseudonim: Nightcrawler
Data urodzenia/Wiek: 16.03.1989r/24 lata
Zdolności: Nadludzka zwinność, Przyczepianie się do powierzchni (ścian itp),Zdolność teleportacji,wybitny szermierz, Niewidzialny w ciemności
Znaki szczególne: Liczne znamiona na plecach, żółte oczy, ciemnoniebieska skóra, po dwa palce u nóg, trzy u rąk, kły, ogon.
Urazy: Niechęć do swojego naturalnego wyglądu.
GXRA 2017
Dołączył: 09 Mar 2013
Posty: 285
Wysłany: Nie 08 Lut, 2015 14:39   

// Z Sali Literatury
Musiał się odstresować. Całe to pojawienie się Cable'a w Instytucie było podejrzane, jednak znacznie gorszym był fakt iż do wnętrza budynku dostał się za sprawą Niemca tylko i wyłącznie. Na moment przeteleportował się do swojego pokoju, by po chwili znaleźć się na opustoszałym chórze Bostońskiego Kościoła pod wezwaniem Świętej Trójcy, który był mu niegdyś tak bliski. W czasach, kiedy ludzie zaczęli atakować mutacje, bo pojawiło się coś, co może ją unicestwić nie mógł już czuć się pewnie nawet tutaj. Ubrany w sutannę patrzył na piękny ołtarz. W oczach miał łzy, a jego serce drżało. W takich chwilach przeklinał to, kim jest. Brak normalności w tak podstawowej sferze jaką był wygląd, bolał w sposób szczególny. To tu znalazła go wtedy Storm i sprowadziła do Instytutu w asyście Jean. Kiedy starsze panie opuściły świątynię. Teleportował się na środek kaplicy, by popatrzeć na oświetlone tabernakulum i wieczną lampkę symbolizującą serce Jezusa.
Po co nam to wszystko, Boże...po co? - zastanawiał się, a łzy płynęły mu po twarzy.




 
 

Mystique 




Imię i nazwisko: Raven Darkholme
Pseudonim: Mystique
Data urodzenia/Wiek: 15.09.1934 - 78 lat, ale wygląda o wiele młodziej, choć ciężko określić jej wiek
Zdolności: Zmiana wyglądu i głosu. Nadludzka szybkość, zwinność, zręczność i siła. Odporność na trucizny i zdolności telepatów. Szybkie samoleczenie.
Znaki szczególne: Niebieska skóra i żółte oczy. Coś jeszcze?
Urazy: Blizna na brzuchu od Logana... Również występują psychiczne.
Dołączyła: 21 Sty 2015
Posty: 105
Wysłany: Nie 08 Lut, 2015 17:05   

Modliła się w ciszy, choć nigdy nie uważała się za wierzącą. Po prostu robiła to, czego od niej oczekiwali, albo raczej od jej wcieleń. Jeśli wcieliła się w księdza choćby przecież musiała się modlić przez ten czas. Wszelacy popi, rozmaite siostry zakonne to samo. Po prostu w tej sytuacji od niej tego się wymagało. Ale teraz nie wcielała się w duchownego. Teraz z własnej nieprzymuszonej woli i inicjatywy pogrążyła się w modlitwie, by niebiosa wskazały jej drogę i by kierowały jej słowami.
Kiedy usłyszała jakby ciche i stłumione trzaśnięcie, które mogło zwiastować tylko jedno, przełknęła nerwowo ślinę, a jej serce niemal natychmiast przyspieszyło. Wiedziała doskonale, kto to właśnie przybył, wiedziała, że musi z nim porozmawiać, lecz nie wiedziała jednej, podstawowej rzeczy: Jak zacząć rozmowę.
"Kurt, I'm Your mother..." nie wchodziło w grę w jakimkolwiek sensie tego słowa. Pomijając, że spodziewała się długiego "NOOOOOOO!". "Witaj, synu, którego porzuciłam, kiedy jeszcze byłeś niemowlęciem, bo byłeś bękartem i to o jakże niecodziennym wyglądzie..." To było tak banalne, tak niedorzeczne... ale tak prawdziwe. Nie, przecież Raven nie porzuciła go z własnej woli. Oddała go, by zapewnić mu lepsze życie, jakiego sama nie mogła mu zagwarantować, choć tak chciała być przy nim. Widzieć jego uśmiechy i łzy. Wesprzeć w smutkach i dzielić się radościami. Po prostu najzwyczajniej w świecie być matką.
Po chwili, biorąc głęboki wdech na odwagę, skierowała wzrok na niebieskoskórego mężczyznę, po czym wstała i wolnym krokiem skierowała się ku niemu. Nieco niepewnie, schowana w cieniu, zmieniła się w prawdziwą siebie, jakby wciąż wahała się przez tym, co i tak jest nieuniknione.
- Kurt? - ustawiając się przed nim, powiedziała jego imię łagodnym, spokojnym i może nawet nieco pytającym półszeptem, choć dla wrażliwego ucha głos jej drżał.
Na ani słowo więcej nie było ją stać, dlatego zerknęła w jego twarz, oczekując jego reakcji, modląc się w duchu, by nie uciekł na jej widok w popłochu, a już nie daj Boże by się teleportował gdzieś, gdzie może go nie znaleźć. Liczyła się jednak z tym, a przynajmniej próbowała być na coś takiego przygotowana, bowiem widziała, że mężczyzna płakał. Wysunęła w jego stronę dłoń, by osuszyć jego policzki, jednak w ostatniej chwili zabrała dłoń, bo bała się zrobić cokolwiek, by nie być na straconej pozycji, na której już pewnie jest. Westchnęła cicho, opuszczając spojrzenie.
 
 

Kurt Wagner 




Imię i nazwisko: Kurt Wagner
Pseudonim: Nightcrawler
Data urodzenia/Wiek: 16.03.1989r/24 lata
Zdolności: Nadludzka zwinność, Przyczepianie się do powierzchni (ścian itp),Zdolność teleportacji,wybitny szermierz, Niewidzialny w ciemności
Znaki szczególne: Liczne znamiona na plecach, żółte oczy, ciemnoniebieska skóra, po dwa palce u nóg, trzy u rąk, kły, ogon.
Urazy: Niechęć do swojego naturalnego wyglądu.
GXRA 2017
Dołączył: 09 Mar 2013
Posty: 285
Wysłany: Nie 08 Lut, 2015 22:12   

"Ojcze nasz, któryś jest w niebie...." - powtarzał w ciszy, a spod jego powiek wciąż płynęły łzy. To paradoks, że potrafił odnaleźć się w miejscu, z którego tak brutalnie został przegoniony, które było świadkiem tylu jego cierpień, zniewag, strachu. A może właśnie dlatego? Ono pierwsze było w tym wszystkim. Bóg widział to pierwszy, rodziły się w nim pytania jakie miał tuż przed decyzją o wstąpieniu do seminarium duchownego. Jak gdyby znów był tym szukającym sensu i drogi życia nastolatkiem. Może dlatego rozumiał potrzebę Boga w swoim sercu, bo kiedy nie ma przy tobie nikogo, bywa, że zostaje tylko On. Powoli się uspokajał, choć jego klatka piersiowa wciąż drżała pod sutanną od płaczu. Nagle usłyszał szept, znajomy do tego stopnia, że miał wrażenie jakby całe jego ciało przegrzało się, a serce zatrzymało z gorąca i nie wiadome było, czy ruszy ponownie pompować krew.
Czy to....
Odwrócił się, ujrzał kobietę. Której szczerze nienawidził. Czerwonowłosą, pokrytą łuskami na niebieskiej skórze. Jej spojrzenie było niemal identyczne, co jego własne. Kobietę, która chcąc nie chcąc, była jego....matką.
- Mystique....czego ode mnie chcesz....? - spytał spokojnie, choć nie bez obaw. W pierwszej chwili pomyślał o tym, by spytać ją, co tu w ogóle robi, ale wiedział, że nie ma do tego żadnych praw. Każdy ma bowiem prawo do rozmowy z Bogiem w jego domu, bez względu na to kim był kiedyś, lub kim jest teraz.




 
 

Mystique 




Imię i nazwisko: Raven Darkholme
Pseudonim: Mystique
Data urodzenia/Wiek: 15.09.1934 - 78 lat, ale wygląda o wiele młodziej, choć ciężko określić jej wiek
Zdolności: Zmiana wyglądu i głosu. Nadludzka szybkość, zwinność, zręczność i siła. Odporność na trucizny i zdolności telepatów. Szybkie samoleczenie.
Znaki szczególne: Niebieska skóra i żółte oczy. Coś jeszcze?
Urazy: Blizna na brzuchu od Logana... Również występują psychiczne.
Dołączyła: 21 Sty 2015
Posty: 105
Wysłany: Pon 09 Lut, 2015 16:26   

Nim odpowiedziała na jego pytanie, po raz kolejny przełknęła ślinę.
- Szukałam cię, Kurt - odparła półszeptem jedynie trzema słowami, bo po raz kolejny głos zatrzymał się jej, nim zdążył przeszyć ciszę swym dźwiękiem. "Szukałam cię całe dwadzieścia jeden lat", dodała w myślach.
Z cichym westchnieniem opuściła spojrzenie, by podejść do jednego z filarów, o który oparła się, lekko nawet uderzyła się, choć może to było celowe, w tył głowy, jednak wyglądało to po prostu jako zwykłe i nieco bardziej rozdrażnione lub też może poddańcze oparcie się.
Tak, Raven była rozdrażniona i poirytowana. Ale nie tą sytuacją, nie reakcją niebieskoksórego mutanta. Tylko swoją własną głupotą. Po prostu sobą samą. Czuła się źle. Czuła się okropnie i po raz pierwszy nagle uważała na swoje słowa. Po raz pierwszy ważyła swoje gesty, wypowiadane zdania, by nie urazić do siebie mężczyzny, który bez wątpienia był jej synem. Nigdy nie uważała na nie. Brała to, co tylko chciała w danej chwili, mówiła to, co uważała za stosowne nie ważąc na konsekwencje czy na to, że czasami robiła sobie dzięki temu wrogów.
Po chwili przemogła się, i jednak z cichym westchnieniem dodała zdanie, które wcześniej jedynie pomyślała:
- Szukałam cię. Całe dwadzieścia jeden lat... - zerknęła na niego niepewnie. - Tego chłopca, bezbronnego i samotnego, którego właśnie dwadzieścia jeden lat temu, musiałam porzucić, bo nie potrafiłam być tym, kim powinnam dla niego być. Tego Bogu ducha winnego maleństwa, które musiałam posłać z nurtem rzeki, mając nadzieję, że los wie co robi i że znajdzie go jakaś kochająca i troskliwa rodzina.
W swej bezradności osunęła się po filarze, a z jej oczu po raz pierwszy od dłuższego czasu popłynęły łzy, których nie udawała i których nie musiała nawet grać. Osuszyła czym prędzej policzki, woląc by nie zauważył łez, po czym podniosła się i podeszła do niego, wtulając dłoń do jego policzka i kciukiem osuszając łzy, jakie wciąż się na nim świeciły.
- Wyrosłeś na wspaniałego mężczyznę, Kurt - uśmiechnęła się nieco niepewnie. - Dobrego, o szczerym i dobrym sercu. - Zabrała dłoń, obserwując jego twarz. - Jestem pewna, że ojciec byłby dumny. Ja jestem.
 
 

Kurt Wagner 




Imię i nazwisko: Kurt Wagner
Pseudonim: Nightcrawler
Data urodzenia/Wiek: 16.03.1989r/24 lata
Zdolności: Nadludzka zwinność, Przyczepianie się do powierzchni (ścian itp),Zdolność teleportacji,wybitny szermierz, Niewidzialny w ciemności
Znaki szczególne: Liczne znamiona na plecach, żółte oczy, ciemnoniebieska skóra, po dwa palce u nóg, trzy u rąk, kły, ogon.
Urazy: Niechęć do swojego naturalnego wyglądu.
GXRA 2017
Dołączył: 09 Mar 2013
Posty: 285
Wysłany: Wto 10 Lut, 2015 23:22   

Kurt delikatnie otarł łzy płynące mu po twarzy. Dawno temu nauczył się nie wstydzić swoich emocji, zwłaszcza w miejscu takim jak to. Bóg bowiem chyba jako jedyny poza Xavierem akceptował go takim, jakim jest naprawdę, bez względu na wszystko. Może dlatego właśnie wybrał sobie za główny cel w życiu służenie Mu? Egzystencja jednak nieco skomplikowała drogę jako początkowo obrał, jednak z całą pewnością mógł stwierdzić, że de facto nigdy się od tej drogi nie odwrócił. Ukrywanie sutanny nie było dla niego równoznaczne z ukrywaniem wiary. Posługa, którą nagle musiał porzucić, po prostu budziła elementarne rany, które w sobie nosił. Mystique jednak poruszała teraz najczulszą z nich wszystkich. Kwestie jego poczucia przynależności.
- Ty? Szukałaś mnie? - spytał odwracając się do niej pytającym spojrzeniem badając jej twarz - Doskonale przecież wiesz, gdzie byłem przez te lata. Dopiero po śmierci Charlesa opuściłem Instytut. Kto jak kto, ale ty doskonale znasz to miejsce, prawda? - wyzywająco odbił piłeczkę. Nie chciał kłócić się z nią w kościele, więc złapał ją za dłoń i bez słowa teleportował w ustronne miejsce. Dookoła tylko morze. Oni zaś znajdowali się na plaży. Kobieta była widocznie przejęta, Wagner jednak średnio rozumiał dlaczego się tak dzieję. Obserwował jak opuszcza głowę i zmartwiona przygląda mu się. Szukała go dwadzieścia jeden lat. Tylko po co? Co było jej celem. Sprawiała wrażenie, jakby coś potwornie ją dręczyło, pozbawiając spokoju, wręcz zimnej perfidii, cynizmu i wyrachowania jaki emanował z niej za każdym razem kiedy się spotykali w mniej lub bardziej przychylnych okolicznościach. Nagle powiedziała coś, co sprawiło, że autentycznie nogi ugięły się pod jego ciężarem, a serce zdawało się niemal przestać bić - " Tego chłopca, bezbronnego i samotnego, którego właśnie dwadzieścia jeden lat temu, musiałam porzucić, bo nie potrafiłam być tym, kim powinnam dla niego być. Tego Bogu ducha winnego maleństwa, które musiałam posłać z nurtem rzeki, mając nadzieję, że los wie co robi i że znajdzie go jakaś kochająca i troskliwa rodzina.". Głośno przełknął ślinę. Wziął głęboki wdech i niemal wykrzyczał:
- Dlaczego wtedy w lesie traktowałaś mnie jak śmiecia?? Magneto był ode mnie ważniejszy, a teraz kiedy kopnął cię w dupę, potraktował jak zabawkę, ostatnią szmatę....Ty masz czelność przychodzić tu i mówić cokolwiek o miłości? Matka która kocha nie porzuca swoich dzieci! Nie masz najmniejszego prawa nazywać się moją matką! Moja matka nie żyje! NIE ŻYJE! - wrzeszczał wściekły. Jednak było w tym wszystkim znacznie więcej bólu i dziecięcej rozpaczy, tęsknoty, którą dusił w sobie przez lata. Teraz nie potrafił jej przebaczyć, tak jak nakazywała mu wiara, patrzeć na nią z miłością. Przeszłość i emocje wzięły górę. Serce chciało uciec, zaszyć się w atramentowym dymie, zostawiając ją jedynie z szumem morza i zapachem siarki. Ciało jednak jakby nadawało na innych falach i bez emocji stało w miejscu czekając na jakiekolwiek słowa.




 
 

Mystique 




Imię i nazwisko: Raven Darkholme
Pseudonim: Mystique
Data urodzenia/Wiek: 15.09.1934 - 78 lat, ale wygląda o wiele młodziej, choć ciężko określić jej wiek
Zdolności: Zmiana wyglądu i głosu. Nadludzka szybkość, zwinność, zręczność i siła. Odporność na trucizny i zdolności telepatów. Szybkie samoleczenie.
Znaki szczególne: Niebieska skóra i żółte oczy. Coś jeszcze?
Urazy: Blizna na brzuchu od Logana... Również występują psychiczne.
Dołączyła: 21 Sty 2015
Posty: 105
Wysłany: Nie 15 Lut, 2015 16:34   

Kiedy wyciągnął ku niej rękę, by złapać ją i ich teleportować gdzieś indziej, zrozumiała to. Sama nawet nie była za sprzeczką, na którą niestety się zanosiło, w takim miejscu. Mimo że nie uważała się za wierzącą, miała szacunek do tych, dla których Bóg jest wszystkim, a kościół jest Jego domem. Dlatego też nie pisnęła ani słowem. Posłusznie za to wysunęła ku niemu rękę, by ułatwić mu zadanie, a przy tym może nawet pokazać gdzieś tam, że to on tutaj dyktuje warunki, na które kobieta z całą pewnością przystaje.
W milczeniu rozejrzała się po miejscu, gdzie się przenieśli. Chłodny wiatr rozwiewał jej tłuste z niewiadomej przyczyny zawsze i na zawsze, czerwone włosy oraz orzeźwiał jej myśli, choć nie tak jakby chciała. Złoty piasek, który miękko układał się pod jej stopami, ogrzewał je, jednak było to przyjemne jej skórze ciepło. Rozkoszowała się co prawda jej urokiem, bowiem to miejsce było przepiękne, jednak nie po to Wagner ich tu teleportował.
Przez chwilę jeszcze jednak nie odezwała się ani słowem, bowiem raz po raz, ciągle i w zapętleniu, dźwięczały w jej uszach słowa mężczyzny: „Moja matka nie żyje! Nie żyje!” Zabolało ją to, nawet mocniej niż przypuszczała, że ją to zaboli. Poczuła ukłucie gdzieś nieopodal serca. Przecież ona żyła. Była żywą osobą, a na dokładkę jest właśnie tutaj i właśnie z nim, nieudolnie próbując naprawić to, co zepsuła przed laty, gdy nie ważyła na konsekwencje swoich czynów.
„Jak mogę to naprawić, Boże. Jak?” – Posyłając tą krótką modlitwę, zachodziła w myślach, w których płakała jak mała dziewczynka, nawet, jeśli po sobie tego nie pokazywała. – „Dlaczego musiałam być tak…” – nie dokończyła tej myśli, bo zwyczajnie nie wiedziała jak miałaby ją dokończyć. Głupia? Nie, Raven nie była głupia, a przynajmniej nigdy o sobie tak nie myślała. A przynajmniej nie była głupia pod względem czysto… podręcznikowym. W przypadku wiedzy życiowej doskonale zdawała sobie sprawę, że ma jeszcze dużo rzeczy, które powinna pojąć, więc tak, może zakończyć to zdanie słowem głupia. Naiwna? Owszem, to słowo też pasowało do tamtej Darkholme. Choć z drugiej strony, to ona uwiodła Azazela, nie on ją. Nie może przecież go winić, nie w tej sprawie. To ona zawiniła, ona niemal w pełni ponosi odpowiedzialność za to, że porzuciła własne dziecko, które na domiar złego teraz widzi w niej jedynie wroga. A przecież mutantka tego nie chciała. Chciała się jedynie pojednać, poprosić o szansę zaczęcia na nowo, nawet, jeśli na nią nie zasługuje i nawet, jeśli miałaby jej nie otrzymać. Ale teraz Kurt skutecznie zamknął jej usta, iż nie padła z nich nawet jedna litera.
- Kurt, ja… - zaczęła, jednak natychmiast po tych słowach zamilkła, z rozchylonymi ustami, bowiem tak naprawdę sama nie wiedziała jak chciała rozwinąć to zdanie.
No właśnie. Co właściwie miałaby powiedzieć? Że tęskniła? Że żałuje? Dla mężczyzny zapewne byłby to jedynie czcze słowa, które nie mają pokrycia. Rozumiała to, jednak dzięki temu poczuła kolejne ukłucie w sercu.
- Możesz mi nie wierzyć na słowo, rozumiem to doskonale. Sama bym nie potrafiła wykrzesać innej reakcji – odezwała się ze spokojem, zerkając na Kurta spod oka. Niepewnie i z niewielką dozą lęku. – Ale uwierz mi, synu, że żałuję tego, że nie mogłam otoczyć cię miłością, na którą zasługujesz. Że nie mogłam być przy tobie, gdy mnie potrzebowałeś – westchnęła, opuszczając stremowane spojrzenie.
Przy Kurcie jak przy nikim innym, chował się jej charakter. No dobra, zaczął chować, bowiem tamtego pamiętnego… obozu, traktowali się jak powietrze i skakali sobie do gardeł. A teraz? Schyla przed nim kark, jak szczeniaczek próbujący uniknąć kary. Nie, w końcu tacy jak ona zasługują na potępienie.
- Nie mogę cofnąć czasu – odezwała się ze spokojem, łagodnie i półtonem, po kolejnej krótkiej chwili milczenia. – Chcę. Chcę to naprawić – odparła pewnie, jakby była to jedyna rzecz na świecie, której była pewna. Po prawdzie zresztą była to prawda. – Tylko powiedz mi: Jak?
 
 

Kurt Wagner 




Imię i nazwisko: Kurt Wagner
Pseudonim: Nightcrawler
Data urodzenia/Wiek: 16.03.1989r/24 lata
Zdolności: Nadludzka zwinność, Przyczepianie się do powierzchni (ścian itp),Zdolność teleportacji,wybitny szermierz, Niewidzialny w ciemności
Znaki szczególne: Liczne znamiona na plecach, żółte oczy, ciemnoniebieska skóra, po dwa palce u nóg, trzy u rąk, kły, ogon.
Urazy: Niechęć do swojego naturalnego wyglądu.
GXRA 2017
Dołączył: 09 Mar 2013
Posty: 285
Wysłany: Sro 18 Lut, 2015 22:13   

Ta plaża była miejscem, w które lubił uciekać. Z dala od ludzi, nie było tu bowiem zdecydowanie warunków do opalania. Spora ilość kamieni obmywana przez słoną wodę morską przypominała krajobraz rodem ze scen treningu Rocky'ego. Szum morza wyciszał go, pozwalał mu oderwać się od tego, co było dla niego. Nawet teraz w jakimś stopniu koił jego nerwy, które za wszelką cenę chciały zdominować tego zazwyczaj cichego i wyważonego człowieka. Księżyc, który ich oświetlał pozwalał odnieść wrażenie, że Wagner przypomina wręcz jakiegoś wilkołaka, który lada moment przetnie ciszę długim wyciem. Tak, w środku wył. Z bezsilności, wściekłości, rozpaczy? Sam popełnił wiele poważnych błędów w życiu. I tu pojawia się ludzki egoizm, który pozwala nam samym wybaczać sobie rzeczy, które często pozwalają nam z kolei skreślić innych na dobre. Można by więc mówić tu o hipokryzji. Kurt trochę czuł się hipokrytą. Czy na tyle dojrzałym by przebaczyć?
- No właśnie TY! - powiedział nim ona sama zdążyła urwać własną myśl przybita wyrzutami, o których on nie miał prawa wiedzieć - W tym wszystkim liczyłaś się tylko ty i twoje ego, twoje bezpieczeństwo. Super...sytuacja zagrożenia, wrzucasz dziecko do rzeki, pierwsza myśl, to pomóc mi przetrwać...a może samej sobie... - urwał, jednak mówił bardzo spokojnie, w myślach modlił się do Maryi, która wciąż zastępowała mu matkę w jego poranionym sercu.
- Widzisz...może łatwiej byłoby mi ci przebaczyć gdyby nie ten pieprzony las....patrzysz mi prosto w oczy i prychasz z pogardą jakbyś zobaczyła gówno...a ja.....zastanawiam się..." Jak to jest możliwe, że ona ma oczy identyczne jak moje, ten kolor skóry....jak? Może jest moją krewną? Ale z drugiej strony jest masa telepatów o identycznych zdolnościach nie mających ze sobą żadnych genealogicznych cech wspólnych... Szukałem swojej matki...ojca, a kiedy już ją znalazłem traktuje mnie gorzej niż ścierwo, w dodatku nie mówi prawdy. Zamykam rozdział, próbuję żyć w międzyczasie tracę jedynego człowieka którego kochałem, a ty doskonale o tym wiedząc nie zrobiłaś NIC! Nawet listu... - wziął głęboki wdech, bardzo powoli wypuszczając powietrze, bał się, że powie znów o dwa słowa za dużo. Choć w sumie miał do tego prawo, to on zdecydowanie był tu ofiarą.
- Xavier uratował Ci życie....On byłby gotów ci przebaczyć, nie raz ryzykował dla ciebie życiem....nie mów mi że nie mogłaś. Powiedz prawdę. NIE CHCIAŁAŚ....Ty chcesz przebaczenia, a ja chcę prawdy. Z prawdą przyszłaś jednak prawie 30 lat za późno...jak mam Ci wybaczyć. - westchnął ciężko, przysiadając na skale. Z jego oczu ciekły łzy..."To tyle co mam na ten temat do powiedzenia - pomyślał patrząc w morską toń.




 
 

Mystique 




Imię i nazwisko: Raven Darkholme
Pseudonim: Mystique
Data urodzenia/Wiek: 15.09.1934 - 78 lat, ale wygląda o wiele młodziej, choć ciężko określić jej wiek
Zdolności: Zmiana wyglądu i głosu. Nadludzka szybkość, zwinność, zręczność i siła. Odporność na trucizny i zdolności telepatów. Szybkie samoleczenie.
Znaki szczególne: Niebieska skóra i żółte oczy. Coś jeszcze?
Urazy: Blizna na brzuchu od Logana... Również występują psychiczne.
Dołączyła: 21 Sty 2015
Posty: 105
Wysłany: Sob 28 Lut, 2015 18:58   

- Tak, masz rację - przytaknęła na jego słowa. - Jestem egoistka z przerosłym ego, która myśli tylko o sobie i jak zrobić, by jej było dobrze - dodała, nieco pewniejszym siebie głosem. W końcu chcąc czy też nie była to prawda. - Tak wyuczyło mnie życie - dodała zerkając na syna, by następnie przenieść beznamiętne spojrzenie gdzieś za horyzont.
Mystique nie miała łatwego życia, głównie przez swój wygląd. Ludzie bali się jej, ale jeszcze gorzej ona bała się ludzi. Teraz nie czuła tego lęku, bowiem po prostu doskonale potrafiła go zamaskować, jednak dalej, gdzieś tam w środku, była tą przerażoną dziewczynką sprzed kilku dekad. Która nie robiła nic innego, jak szukała kolejnego kąta, gdzie mogłaby płakać w samotności. Tak, Raven również płacze, ale nigdy w obecności czyjejkolwiek. Zawsze sama i ewentualnie przy bliskich znajomych, ale tylko wtedy gdy potrzebowała ich wsparcia. No i ewentualnie jak wymagała tego od niej gra.
- Ale nie wybaczy - stwierdziła ponuro, przełykając nerwowo ślinę. - A przynajmniej nie powie tego na głos, że wybacza - dodała z cichym westchnieniem. - Znam Charlesa. On zawsze dawał drugą szansę, nawet jeśli wiedział z góry, że podwinie mu się na tym noga - ze stłumionym chichotem, mimowolnie wydobywającym się z jej ust, podobnie jak łza wolno płynąca po jej policzku.
Pokręciła w niedowierzaniu głową, na wspomnienie starego i najlepszego przyjaciela, jakiego mogła sobie wymarzyć. Tak. Charles jak nikt inny rozumiał ją. Obdarzył i otoczył opieką. Pokazał, że można inaczej, jeśli tylko się chce. Może nawet gdzieś tam zasiał jej ziarno nadzieli, iż będzie szczęśliwa. Może nawet z nim. Lubiła go. Bardzo go lubiła i ceniła. Zrobił dla niej tak wiele, jak nikt inny. Nawet Magneto, który okazał się zdradzieckim kawałem męskiego przyrodzenia, nie dał jej tego, co dał jej Xavier: zrozumienia. Erik wymagał i żądał posłuszeństwa wręcz, choć czasami był całkiem słodki i może nawet by go polubiła nieco bardziej niż przyjaciela (o ile Raven miała przyjaciół...). Jednak głownie był dla niej szefem. Palcem, który mówił, co ma robić i gdzie iść, nie zważając na to, że nie raz czy dwa pakował ją w kłopoty niemal o śmiertelnym skutku. Profesor natomiast był mentorem, wskazywał słuszną drogę, nawet w ostatniej chwili odwiódł ode złego raz czy dwa. Ewentualnie siedem razy. W sumie, nie liczyła takich sytuacji. Było ich za dużo, nawet jeśli były to drobnostki.
- Możesz mnie nienawidzić, możesz mieć mnie za najgorszego wroga - mówiła ze spokojem, zerkając na syna, jednak nie podeszła jeszcze bliżej. - Możesz nie wybaczyć mi tego, co zrobiłam. Zresztą, nawet nie śmiem prosić o przebaczenie - ze skruchą opuściła spojrzenie, wbijając wzrok w czubki swoich palców, jednak po krótkich kilku sekundach zerknęła raz jeszcze na Kurta. - Możesz udawać, że jestem ci obcą osobą, że mnie nie znasz i nawet znać nie chcesz - westchnęła po raz kolejny. - Jesteś moim synem. Krwią z mojej krwi.
Nie zniosła by myśli, że nigdy jej nie zapomni, choć z drugiej strony, Raven od urodzenia miała zapewne specjalne miejsce w piekle. Wszyscy się od niej odwracali z czasem. Erik, który kopnął ją w dupę bo uratowała go przed dawką remedium; Charles, bo wybrała inną drogę, której on nie popierał; Victor, który stracił potomka, o którego nie dbała a również był jej synem... Można tak było bez końca wymieniać, i nigdy nie spisałaby całej listy. Nawet nieliczne osoby, które zaakceptowały ją jaka jest. Ich już nie ma. Oczyma wyobraźni nawet zobaczyła twarz kochanej Irene... Tak, z nią była szczęśliwa, jak chyba z nikim do tej pory.
Z cichym westchnieniem uśmiechnęła się pod nosem, po czym podeszła do Kurta i usiadła obok niego. Nie dotykała go, bo wiedział, że może sobie tego nie życzyć, a nie zniosła by kolejnej oznaki odtrącenia.
- Opowiem ci historię, Kurt. Choć jesteś już cudownym, dorosłym mężczyzną, jednak nigdy nie opowiedziałam ci bajki, dlatego pozwól że choć to nadrobię - posłała mu uśmiech delikatny i nieco niepewny. - Dawno dawno temu, żyła potężna królowa, która samotnie mieszkała w zamku - zaczęła, zerkając na niego spod oka. - Jej królestwo było pełne cudownych kolorów i radości, ale ona sama nie była szczęśliwa. Aż pojawił się ON. Jej wybranek, którego pokochała na pierwsze wymienienie spojrzeń. Bóg obdarzył ich synem. Najpiękniejszą istotą, jaką widziała na swoje oczy - omiotła go spojrzeniem, gdyż Kurt w istocie był urodziwym mężczyzną. - Jednak królestwo nie było dla niego bezpieczne. Było pewne groźnych istot, które jedynie czyhały na jego maleńką i niewinną osobę. Królowa, chcąc go chronić, ze łzami w oczach oddała maleństwo jedynej osobie, której mogła zaufać. Podszywając się pod różne osoby, obserwowała go z ukrycia jakiś czas, by upewnić się, czy nic mu nie grozi. Kiedy nie miała uwagi skupionej na nim, działała pod osłoną nocy, by pokonać najgorsze niebezpieczeństwa i przeszkody, by sprawić że w królestwie znów zapanuje pokój, i by młody książę mógł kiedyś wrócić do domu oraz by mogła choć raz jeszcze trzymać go w ramionach i powiedzieć, jak bardzo go kocha...
Zakończyła tą opowieść z ledwie widocznymi na tle jej niebieskiej skóry łzami. W istocie, Kurta kochała jak mało kogo, ale skąd miała mieć pewność, że to był ten sam on? Przecież kilku mutantów poza nią miało dość niecodzienny wygląd, a wiele niespokrewnionych ze sobą ludzi są jakoś tam do siebie podobni. Poza tym, jakby dowiedział się o tym Magneto, w jego chorym od starości umyśle mogłyby się ziścić wielkie plany, mające na celu uprowadzenie Wagnera, by Mystique była całkowicie posłuszna.
To też przekazała mutantowi:
- Wiesz, dlaczego tak wtedy cię potraktowałam, synu? - zapytała się ze spokojem, zerkając na niego. - By zapewnić ci bezpieczeństwo - dodała. Odważyła się nawet by delikatnie odgarnąć kosmyk włosów z jego czoła. - Erik co prawda jest już stary i nie daleko mu do demencji starczej, ale nie jest głupi. Gdyby dowiedział się tego, gdyby wiedział, że zrobiłabym wszystko dla ciebie, byłbyś w o wiele gorszym niebezpieczeństwie niż ja przez całe moje życie - przełknęła nerwowo ślinę.
Tak. "Praca" dla tego parszywego ludzkiego magnesu nie raz i nie dwa dostarczała jej tyle adrenaliny w jednej misji, ile normalni ludzie mają przez całe swoje życie. Ale oczywiście jego to nie obchodziło. Nie liczył się z tym, że kiedyś może podwinąć się jej noga, że może po prostu zostać porwana (ups, to jednak miało miejsce), albo co gorsza: że może zginąć. Nawet jeśli słodził jej w żywe oczy, jaka to jest wyjątkowa i cudowna i jak ceni sobie jej obecność. Ba, nawet była jego prawą ręką! Drugą najważniejszą osobą w całym przeklętym bractwie! Ciekawe, kto zajął jej miejsce... A może wciąż na nią czekają, tylko jakoś nie palą się do tego by z nią się skontaktować? A może liczą, że jednak jej serce przestało bić? A gdyby się dowiedzieli, że odzyskała zdolności, byłaby w stanie do nich wrócić? Na wiele z tych pytań (każde?), nie potrafiła znaleźć szybko odpowiedzi.
Po kolejnej krótkiej chwili milczenia, zerknęła na niego ze spokojem. Mogła by uklęknąć, położyć dłoń na sercu i inne podobne teatralne dyrdymały, ale nigdy nie była pokorną kobietą, a przynajmniej nie cierpiała schylać i nadstawiać karku.
- Jak mówiłam: nie śmiem cię prosić o przebaczenie. Nie zasługuję na nie i nigdy nie będę zasługiwać - dodała, pokornie opuszczając spojrzenie. - Jednak będę prosić ciebie o drugą szansę. Chcę znów gdzieś przynależeć i będę zaszczycona, jeśli dasz mi drugą szansę - dodała, niepewnie się uśmiechając. - Chciałabym też porozmawiać z pozostałymi X-Menami. Chcę do nich... was... dołączyć, by naprawić szkody, jakie wyrządziłam.




 
 

Kurt Wagner 




Imię i nazwisko: Kurt Wagner
Pseudonim: Nightcrawler
Data urodzenia/Wiek: 16.03.1989r/24 lata
Zdolności: Nadludzka zwinność, Przyczepianie się do powierzchni (ścian itp),Zdolność teleportacji,wybitny szermierz, Niewidzialny w ciemności
Znaki szczególne: Liczne znamiona na plecach, żółte oczy, ciemnoniebieska skóra, po dwa palce u nóg, trzy u rąk, kły, ogon.
Urazy: Niechęć do swojego naturalnego wyglądu.
GXRA 2017
Dołączył: 09 Mar 2013
Posty: 285
Wysłany: Sob 07 Mar, 2015 23:51   

Kurt wciąż zastanawiał się, co tak naprawdę pchnęło Mysti do tak desperackiego kroku. Czy dopiero tak skrajne doświadczenie jakim było odrzucenie przez Magneto, przez człowieka, któremu ufała nade wszystko sprawiło, że instynkt matczyny obudził się w niej na nowo. Najwidoczniej gorał na tyle mocno, że pozwolił jej pokonać strach przed nim samym i wszystkie przeciwności jakie wiązały się z rozmową z nim. Była egoistką, to niezaprzeczalne. Spojrzenie na tę sprawę z tej perspektywy sprawiło, że zaczęło się w nim pojawiać coś na kształt miłosierdzia. A może zwyczajnego zrozumienia? Czyżby te same geny sprawiły, że stał się wobec niej empatyczny? A może po prostu na jakimś zakręcie życia stanął przed podobnym wyborem. Schować dumę do kieszeni i ujawnić światu prawdę. Przypominał mu się w sumie tylko jeden moment z jego życia, kiedy musiał to zrobić. Stanął wówczas przed Xavierem, w płaszczu, zakryty po samą głowę, schowany, jednak by zyskać sprzymierzeńców, schronienie i choć namiastkę bezpieczeństwa musiał się ujawnić. Pokazać im jaki jest, mimo tego że się bał. Panicznie bał się o to, czy zostanie zaakceptowany. W tym momencie się rozumieli. Może nie jak matka z synem, ale jak ktoś, kogo łączy wspólny przeciwnik. Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem, jak mawia popularne przysłowie. W tym przypadku była to akceptacja, a w zasadzie jej brak.
Zarówno z punktu widzenia religii, którą wyznawał, jak i ideologii jaką pielęgnował w nich ich wspólny przyjaciel Charles Xavier powinien jej po prostu przebaczyć. Jednak zupełnie inaczej przebacza się komuś kto powiedział coś przykrego, a osobie, która zamiast być w najważniejszych momentach po prostu porzuciła, a teraz postanawia przyjść i prosić o szansę na coś, co jest nawet ze społeczno psychologicznego punktu po prostu nie do zrobienia. Dziury, które pozostawia w psychice dziecka brak rodziców, lub spowodowane przez nich dysfunkcje nie dają się zastąpić nawet najlepszym rodzicem zastępczym. W sercu i psychice pozostaje wyrwa rzutująca na każdą relację jaką tworzy ów Bogu ducha winny człowiek. Trzeba wręcz tytanicznej pracy, by niwelować tego skutki. Kurt był tego namacalnym dowodem, dowodem na to, że w jakimś stopniu jest to możliwe, że dla takich jak on, pozornie gorszych jest szansa na lepsze jutro.
- Jestem Twoim....Krewnym. - rzucił zimno. On sam nie był już na nią zły, jednak to małe dziecko, które wciąż tupało rozgoryczone nadając rytm jego sercu, ukradkiem ocierało płynące łzy, nie mogąc przytulić się do matki przykute łańcuchem bezsilności do ścian życia.
Kiedy przysiadła obok, nie potrafił nie zwrócić na to uwagi. Jego ciało przeszedł dreszcz, jednak robił wszystko, by nie dać tego po sobie poznać, cicho wpatrując się. w fale obijające pienistymi pięściami piaskowy brzeg i kamienie okryte glonem.
Wtedy zaczęła opowiadać bajkę. Chciał coś powiedzieć, przerwać jej, ale głos ugrzązł mu w gardle i za nic nie chciał się z niego wydobyć. Bez słowa słuchał opowieści, serce waliło mu jak młotem, ciało przeszyła fala gorąca. Kiedy go dotknęła, pierwszy raz nie drgnął, dając jej do zrozumienia, że nawet jego ciało pozwala jej na taki gest. Małe dziecko przestało protestować, jednak jego mała urażona duma nie pozwalała mu na to, by po prostu rzucić się jej w ramiona.
Nienawidził Magneto za to, że przez niego zginął Charles, Jean. Nie wierzył, że zabiła go z własnej woli. Jednak kiedy dotarło do niego, że Lensherr jest w dodatku winny rozpadowi jego rodziny zacisnął pięść z wściekłości przysięgając sobie w duchu, że własnoręcznie go zabije. Eric nie był zawodnikiem pierwszej świeżości, jednak zasada mówiąca o tym, by nie krzywdzić starców przestawała w jego przypadku obowiązywać:
- Skoro znałaś Charlesa od zawsze, to dlaczego wiedząc jaki jest Magneto nie oddałaś mnie w ręce Xaviera. Nie miałabyś najmniejszego problemu z tym, by mnie wychować, cieszyć się życiem. Nie odtrąciłby cię, jestem pewien. - powiedział pewnie, już zupełnie spokojny. Rozmowa ta zaczynała przybierać zaskakująco naturalny, jak na tematykę obrót. Czyżby znowu więzy krwi? A może po prostu dzieje się tak "gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz"?
Fala gorąca zalała jego twarz raz wtóry, kiedy powiedziała o tym, że chce wrócić do Instytutu. Chciał jej pomóc, postanowił że naprawi tyle ile się da w tej relacji:
- Przecież to niewykonalne....sam nie przekonam kadry, by cię zaakceptowała. Jak chcesz to zrobić. Zmienisz postać? Wolverine zna twój zapach, a jestem pewien, że jak tylko cię wyczuje wręcz rozszarpie cię żywcem! - uśmiechnął się mimowolnie i powiedział po chwili - Drugi raz nie chciałbym tracić matki - był przy tym zaskakująco opanowany i pewny. Może Ten na górze maczał palce w jego postawie. Kurt wierzył, że Xavier przygląda się mu i uśmiecha się widząc jego dojrzałość i wierność ideom, które w nim krzewił.




 
 

Mystique 




Imię i nazwisko: Raven Darkholme
Pseudonim: Mystique
Data urodzenia/Wiek: 15.09.1934 - 78 lat, ale wygląda o wiele młodziej, choć ciężko określić jej wiek
Zdolności: Zmiana wyglądu i głosu. Nadludzka szybkość, zwinność, zręczność i siła. Odporność na trucizny i zdolności telepatów. Szybkie samoleczenie.
Znaki szczególne: Niebieska skóra i żółte oczy. Coś jeszcze?
Urazy: Blizna na brzuchu od Logana... Również występują psychiczne.
Dołączyła: 21 Sty 2015
Posty: 105
Wysłany: Pon 09 Mar, 2015 19:32   

- Nie tak od zawsze - cicho zaśmiała się na samą myśl. - Poznałam Charlesa, gdy miałam dziesięć lat. On wtedy miał dwanaście - postanowiła przytoczyć Wagnerowi swoje wspomnienie, zerkając na niego spod oka, a następnie z westchnieniem przeniosła spojrzenie na fale rozbryzgujące się o brzeg. - Mój ojciec... nie darzył mnie sympatią, a właśnie w moje dziesiąte urodziny niestety zmusił mnie do ucieczki z domu - dodała z cichym westchnieniem. - Trafiłam do domu Xaviera, szukając po prostu czegoś do jedzenia. Nie tylko mnie nakarmił, ale też po prostu przygarnął, zaadoptowali mnie i traktowali jak córkę. Obdarzyli mnie zrozumieniem.
Tak, to wspomnienie było jednym z nielicznych pięknych wspomnień, które przywodziło jej na myśl, gdy ktoś wspomniał o dzieciństwie. Pozostałe były to chwile pełne łez, strachu, albo połączenie obu wymienionych. W jej życiu zawsze coś musiało być pod górkę, i nigdy nie mogło nic być przyjemnie i gładko. Musiały być przeplatane, te nieliczne chwile nawet pozornego szczęścia, bólem i cierpieniem.
Zastanowiła się nad kolejnym, niezwykle trafnym, ale też trudnym do jednoznacznej odpowiedzi, pytaniem od Kurta, bowiem sama musiała przemyśleć odpowiedź na nie. Dlaczego to zrobiła?
- Nie starczyło mi czasu - odpowiedziała po chwili, tonem który był pozbawiony emocji. - Kiedy cię rodziłam, przybrałam inną postać, w której skrywałam się przed ówczesnym mężem. Jednak twój... niecodzienny wygląd i moje rozkojarzenie zdradziło moją prawdziwą formę. Ludzie chcieli zabić nas oboje, dlatego musiałam szybko działać. Obserwowali mnie, jak niosłam cię w stronę rzeki, dlatego też nie miałam jak oddać cię Charlesowi - westchnęła cicho, opuszczając stremowane nieznacznie spojrzenie.
Tak. Wiedziała że Xavierowi mogła zaufać i powierzyć mu życie własnego syna. Powierzyłaby mu nawet własne życie, bowiem był jedną z nielicznych osób, którym ufała niemalże bezgranicznie. Jednak tutaj zadecydował chroniczny brak czasu. Brak czasu i przemyślanych planów awaryjnych, co poskutkowało niezbyt przemyślaną acz spontaniczną decyzją. Zaśmiała się cicho natomiast na słowa, iż pewnie się nie uda jej wkupić w łaski X-Menów.
- To jest wykonalne - zapewniła go pewnym siebie głosem. - Acz nie zaprzeczę, iż niezwykle trudne do osiągnięcia - uśmiechnęła się do Kurta delikatnie, zerkając na niego spod oka, a przy tym dziękując Bogu za to, iż on sam się uśmiechnął, nawet jeśli uśmiech w tym konkretnie momencie był niezbyt jednoznaczny. - Nie. Nie pojawię się w żadnej innej formie, Kurt. Pójdę tak, jak jestem przy tobie. Jako ja sama. Zdaje się, iż i tak kolejnym kłamstwem nic nie zdziałam - dodała z cichym westchnieniem, opuszczając przy tym spojrzenie.
Wolverine... Tak, z nim mogły być delikatne problemy, bowiem Raven nigdy nie darzyła się z nim sympatią. Nawet jeśli próbowała go raz uwieść. Mimowolnie nawet przesunęła dłonią po trzech bliznach na brzuchu, które były pamiątką po jednym z ich spotkaniu, a na wspomnienie którego mimowolnie wzdrygnęła się, niemal namacalnie czując ból, jakby po raz kolejny wbijał swoje szpony w jej ciało.
- Logan... - zaczęła, nie widząc do końca jak zakończyć to zdanie. - Ja zakopałam topór wojenny z chwilą, gdy postanowiłam do was dołączyć - zapewniła mutanta ze spokojem, a nawet wciąż mimowolnie uśmiechała się pod nosem. - Pozostaje mi liczyć, iż i on zrobił to samo. Albo przynajmniej że Bóg przyniesie mi słowa, które sprawią iż nastąpi zgoda - dodała ze skinieniem głowy, którym upewniała i sama siebie w tych słowach, mając również nadzieję że staną się prawdą.
A potem Kurt powiedział słowa, na które Mystique chcąc czy też nie, uroniła łzę. Nightcrawler bowiem wyraził nadzieję, iż drugi raz jej nie straci. A może taki chciała wyciągnąć z tego sens. Przez krótką chwilę nie wiedziała jak zareagować, jednak potem, postanowiła posłuchać instynktu oraz głosu serca. Przyciągnęła niebieskoskórego do siebie, wtulając go w swe ramiona i chowając twarz w jego włosach.
- Nie stracisz mnie - zapewniła łagodnym, acz pewnym siebie półszeptem i pogłaskała go po głowie.




 
 

Kurt Wagner 




Imię i nazwisko: Kurt Wagner
Pseudonim: Nightcrawler
Data urodzenia/Wiek: 16.03.1989r/24 lata
Zdolności: Nadludzka zwinność, Przyczepianie się do powierzchni (ścian itp),Zdolność teleportacji,wybitny szermierz, Niewidzialny w ciemności
Znaki szczególne: Liczne znamiona na plecach, żółte oczy, ciemnoniebieska skóra, po dwa palce u nóg, trzy u rąk, kły, ogon.
Urazy: Niechęć do swojego naturalnego wyglądu.
GXRA 2017
Dołączył: 09 Mar 2013
Posty: 285
Wysłany: Sro 11 Mar, 2015 21:40   

Kurt słuchał bardzo uważnie każdego jej słowa. Było to dla niego wyjątkowe doświadczenie, coś wbrew pozorom zupełnie nowego. Wyglądało to trochę jak spowiedź. Dopóki to było możliwe, słuchał zwierzeń innych ludzi, udzielał rozgrzeszenia podczas gdy sam karał się za każde morderstwo którego się dopuścił. Teraz miał wrażenie jakby to ona spowiadała się przed nim, jakby była zupełnie zależna od niego, od jego decyzji. Czy tak właśnie nie było? On decydował w zasadzie o jej przyszłości. To od jego aprobaty zależało to, czy uzyska możliwość powrotu do instytutu. I tu pojawiał się problem. Choć z całego serca chciał naprawienia tej relacji, bał się tego jak reszta kadry i uczniów, a szczególnie Logan zareaguje na jego wstawiennictwo w jej kwestii. Bał się, że mimo szczerych intencji skreślą zarówno jego jak i Mystique, Zmiana kształtu nie ułatwi sprawy, przeciwnie, będzie przyczyną jeszcze większej nieufności.
Mystique w zasadzie była klasycznym przypadkiem tak zwanego DDD. Powielała błędy swoich rodziców, co miało wpływ na każdą podjętą przez nią decyzję. Niestety odbiło się to także na jego życiu, jednak on był inny. Przerwał fatalny łańcuch, pokazując, że można inaczej. Czyżby Raven dojrzała do tego, by przerwać te pęta w jej własnym sercu. Żałował, że nie miał okazji wychować się u Charlesa, być może jego życie wyglądałoby zupełnie inaczej?
- Nie wiem czy to wykonalne - podniósł się z miejsca, wyciągając ku niej rękę - ale powinniśmy spróbować... - powiedział z uśmiechem. Choć tak naprawdę wciąż miał w sobie wiele obaw, które nie pozwalały mu zachować spokoju.




 
 

Mystique 




Imię i nazwisko: Raven Darkholme
Pseudonim: Mystique
Data urodzenia/Wiek: 15.09.1934 - 78 lat, ale wygląda o wiele młodziej, choć ciężko określić jej wiek
Zdolności: Zmiana wyglądu i głosu. Nadludzka szybkość, zwinność, zręczność i siła. Odporność na trucizny i zdolności telepatów. Szybkie samoleczenie.
Znaki szczególne: Niebieska skóra i żółte oczy. Coś jeszcze?
Urazy: Blizna na brzuchu od Logana... Również występują psychiczne.
Dołączyła: 21 Sty 2015
Posty: 105
Wysłany: Nie 15 Mar, 2015 11:40   

Mystique o dziwo znacznie ulżyło, gdy podzieliła się z Wagnerem swoimi wspomnieniami i przemyśleniami. Tak, to było niezwykle oczyszczające w swoim sposobie. Czuła się lepiej, tym bardziej że Kurt jej zaufał, choć tą odrobinę, jednak ta odrobina wiele dla niej znaczyła, iż żadne słowa by tego nie opisały. Była mu wdzięczna, zwłaszcza zważywszy na to, jak go potraktowała. Tak, za to musiała i miała zamiar dziękować niebiosom i mutantowi, oraz odpłacić się mu wdzięcznością, po prostu będąc dla niego matką, nawet mimo tego że spóźniła się o ładne dekady...
- Musimy przekonać się, czy jest to wykonalne, czy też nie. Nie dowiemy się, póki nie spróbujemy - Mystique posłała synowi delikatny uśmiech, po czym spojrzała pokrótce na jego dłoń. Ufała mu, jak nikomu innemu, a przynajmniej w tej chwili mogła tak powiedzieć, acz wciąż wolała być ostrożna. Jednak nie wahała się długo, po czym z wciąż widocznym uśmiechem na ustach podała mu dłoń i podniosła się w ślad za mutantem. - Nie martw się o mnie. Poradzę sobie - posłała mu kolejny pokrzepiający uśmiech, a aby podkreślić ten gest, nieznacznie mocniej zacisnęła palce na jego dłoni.
Przełknęła nerwowo ślinę, nie wiedząc do końca, co ją czeka. Jednak liczyła się z każdą ewentualnością, nawet z taką, że będą chcieli ją ukrócić o głowę, a przynajmniej że ją nie zaakceptują i po prostu wyrzucą za próg, a ona sama znów zacznie tułać się po świecie samotnie, bez nikogo i bez niczego. Nawet twarzy do której mogłaby powiedzieć: "Cześć, jak leci?". A przyjaciół przecież trudno jej było zdobyć. Miała jedynie kilku, i to jedynie dlatego bo po prostu byli potrzebni. Z żadnym z nich nie mogła porozmawiać szczerze i otwarcie, jak teraz z Kurtem. Brakowało jej takiego uczucia od dawien dawna...
Cierpliwie jednak czekała na rozwój wydarzeń, ignorując niewielki atak paniki, który właśnie zaczął wdzierać się do jej myśli, bowiem nie miała pojęcia, jak powinna się zachowywać. Wiedziała jednak, że powinna być szczera, oraz choć na chwilę powinna schować swoją dumę gdzieś w kont pokoju i ukorzyć karku.




 
 

Kurt Wagner 




Imię i nazwisko: Kurt Wagner
Pseudonim: Nightcrawler
Data urodzenia/Wiek: 16.03.1989r/24 lata
Zdolności: Nadludzka zwinność, Przyczepianie się do powierzchni (ścian itp),Zdolność teleportacji,wybitny szermierz, Niewidzialny w ciemności
Znaki szczególne: Liczne znamiona na plecach, żółte oczy, ciemnoniebieska skóra, po dwa palce u nóg, trzy u rąk, kły, ogon.
Urazy: Niechęć do swojego naturalnego wyglądu.
GXRA 2017
Dołączył: 09 Mar 2013
Posty: 285
Wysłany: Sob 28 Mar, 2015 17:12   

Kurt mimo faktu, iż dopiero co pojednał się z matką odczuwał lęk. Nie wiedział jak ma podejść do całej tej sytuacji. Jak oni to sobie wyobrażali? Pojawią się w instytucie i Kurt uśmiechnięty obwieści im: "Guten tag! Poznajcie moją mamę! Ups! Znacie ją aż za dobrze, co z tego, że była naszym wrogiem, ale teraz nas lubi i z racji tego, że Xavier był jej kumplem, to zamieszka z nami i co rano będzie nam robić jajecznicę z bekonem, fajnie co?"Miał doskonałą świadomość tego, że będzie potrzeba co najmniej cudu, by ich kolaboracja stała się rzeczywistością. Na szczęście za sprawą swoich życiowych doświadczeń, nie miał problemu z tym, by wierzyć w Boską dłoń czuwającą nad losem ludzi. Morskie fale mocniej uderzały o brzeg jakby rościły sobie prawo do jeszcze większej przestrzeni niż ta, którą już zajmowały. Nie było wyjścia, podjęli decyzję. Na świecie, w którym na mutantów poluje się jak gdyby byli zwierzyną po prostu nie było miejsca na tchórzostwo. Ujął jej dłoń w swoje granatowe palce obdarzając spojrzeniem mówiącym coś na kształt "Carpe Diem". Znał los samotnika, jeśli będzie trzeba wyniesie się z instytutu, choć nie chciało mu się za bardzo wierzyć w to, że zostanie źle potraktowany przez przyjaciół. Dopuszczał do myśli prędzej to, że od tej pory będą patrzeć mu na ręce, traktować z rezerwą, ale nic poza tym. Wiedzieli bowiem, że nierzadko ryzykował życiem dla tych ludzi. Mystique będzie miała znacznie gorzej niż on, o ile ten wariant w ogóle przejdzie. Jego zadaniem będzie pomóc jej to przetrwać. Szum morza chwilę później przerwało głośne "BAMF". Bez słowa przeniósł ich oboje pod bramę instytutu.

//z.t. Brama z domofonem (oboje. Pisz pierwsza :) Sorry za zwłokę)




 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
Portal dla graczy gier via www The Avengers Hogwart Dream Black Butler Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal
Riverdale Dragon Ball Another Universe Mortis Eclipse Bleach OtherWorld

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018