{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Piętro medyczne
Autor Wiadomość

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1017
Wysłany: Wto 26 Sty, 2016 21:32   Piętro medyczne

Piętro w całości przeznaczone do opieki i ratowania życia chorych. Wyposażone w sprzęt medyczny, którego sam dr. House by się nie powstydził. Oprócz skrzydła intensywnej terapii, znajduje się tu też kilka sal chorych. Personel stanowią wybitni, świetnie opłaceni specjaliści. Jeżeli potrzeba speców z innych, bardziej "egzotycznych" specjalizacji, JARVIS jest w stanie ich ściągnąć w przeciągu kilku godzin.
 
 

Bruce Banner 

Last time I was in NY I kind of broke Harlem




Imię i nazwisko: Robert Bruce Banner
Pseudonim: Hulk
Data urodzenia/Wiek: 18.12.1969 / 43 lata
Zdolności: Hulk Smash!
Znaki szczególne: Wielkie, kipiące testosteronem zielone monstrum
Urazy: Jedynie psychiczne
GXRA 2015
Dołączył: 22 Gru 2010
Posty: 310
Wysłany: Sro 27 Sty, 2016 13:27   

//Małe zmiany odnośnie ostatniego posta MG w 'Park poza murami' za zgodą samego Miśka. Dotyczą głównie wątku mojego, Wdowy i Laury. Reszta jest taka jak była.

Banner był wściekły. Nie była to ta sama wściekłość, która prowadziła do uwolnienia Hulka. Był wściekły, że nie zostali szukać Starka. Zdroworozsądkowa część jego umysłu mówiła mu, że to i tak nic by nie dała prócz kłopotów. On był za słaby jako człowiek, by wejść w sam środek pogorzeliska a kolejna przemiana w Hulka... Cóż, trzeba przyznać, że te zmiany postaci nie działały za dobrze na niego samego. Za każdym razem był ten sam schemat - czuł się jak na kacu. Nie tylko tym moralnym. Jego ludzkie ciało było wyczerpane tak, jakby obudził się po całej nocy picia. Nie na długo oczywiście, promieniowanie gamma, oprócz wytworzenia Zielonego Kokosa i jemu dały trochę powera.
Zdrowy rozsądek tym razem przybrał formę Nat. Ona nie pozwoliła mu pójść w to, co zostało po hotelu. Użyła na nim zmodyfikowanego chwytu strażackiego. Brucey ledwo mieścił się na jej prawym ramieniu. Był w szoku, że go z taką łatwością podniosła. Ona chyba też. Czego nie zrobi zbroja Starkowego pomysłu.
- Nie wierć się, bo dam Ci klapsa - zagroziła, kiedy Banner próbował jakoś wysmyknąć się z jej uścisku. Przez sekundę czy dwie zastanawiał się, czy żartuje. Później nie wiedział jak bardzo ma się bać klapsa od Natashy. I czy w ogóle bać się czy cieszyć. Pomyślał jednak, że kobieta może nie do końca jednak ogarniać siłę jaką posiada zbroja i ten klaps mógłby go kosztować złamanie kości ogonowej. Nie wiercił się już, aczkolwiek dalej był wściekły na zaistniałą sytuację. Po drodze jeszcze zgarnęła Laurę, która nie miała tyle szczęścia co on. Wzięta jak worek kartofli dziewczyna fuczała jak wściekła kotka i puszczała wiązankę przekleństw pod adresem rudowłosej. Banner mimowolnie się uśmiechnął pod nosem. Komizm tej sytuacji trochę go zaczął przerażać. On i X-23 już drugi raz są przez kogoś niesieni jak niegrzeczne dzieci, które siła trzeba zabrać z piaskownicy.
Cała podróż przeleżał w X-jetcie próbując dojść do siebie. Mdłości praktycznie ustały, kiedy znaleźli się w Nowym Yorku, jednak mimo dwóch koców dalej cierpiał z powodu dreszczy zimna jakie przechodziły przez jego ciało. Do tego cokolwiek trzymało spodnie na jego biodrach właśnie puściło i musiał je ciągle przytrzymywać. W wehikule znajdowały się jedynie obcisłe stroje bojowe x-menów. Może by się na nie pokusił, gdyby jedne nie było na niego duuuuuuuużo za dużo, a drugie tak obcisłe, że nie mógłby zrobić kroku. Nie mówiąc, że dosłownie wszystko byłoby widoczne spod tego. Nie mógł zrozumieć jakim cudem oni w tym chodzili i do tego walczyli. Nie mógł dopóki nie spojrzał na Natashę i nie przypomniał sobie, że ona i Steve też popierdzielali w takim czymś. Może to ułatwia pracę? Brucey jednak wolał przestać o tym myśleć.
Poczekał aż wszyscy wysiądą i lekarze zajmą się poszkodowanymi. Sam się za takiego nie czuł, więc kiedy podeszła do niego jakaś młoda lekarka odtrącił jej rękę i ze stwierdzeniem, że nic mu nie jest kazał jej się zając innymi. Dalej owinięty w koce podszedł do komputera i starał się wyszukać jakichkolwiek oznak życia Tony'ego.
- Kurwa, powinienem tam zostać - powiedział do siebie przy okazji wściekle uderzając pięścią w stolik obok. Wiedział, że jeśli coś mu się stanie to sobie nie wybaczy.



You know what scares me the most?
When it happens, when it comes over me... and I totally lose control
I like it.

 
 
 

Storm 

The Goddess of Weather




Imię i nazwisko: Ororo Munroe
Pseudonim: Storm
Data urodzenia/Wiek: 14.02.1975 / 38 lat
Zdolności: Atmokineza, lewitacja i widzenie oraz swoiste panowanie nad energią (dzięki atmokinezie). Ponadprzeciętna siła. Odporność na zdolności telepatów.
Znaki szczególne: Białe włosy sięgające ramion
GXRA 2015
Dołączyła: 20 Lip 2007
Posty: 4039
Wysłany: Sob 30 Sty, 2016 12:35   

Ororo pomału otworzyła oczy, ta biel ją przerażała. Czuła się jakby była w środku zimy, choć dziwne, że nie było tu wcale zimno. Miała mętlik w głowie. Nie poznawała żadnych osób. Niby powoli wstała i odczepiła się od dziwnego urządzenia. Storm miała amnezje, pamięta tylko to jak jeszcze nie poznała X-menów, więc tym bardziej nie znała Bruce'a oraz reszty.
Znalazła jakiś przedmiot, no nie wiem rurkę od łóżka. Wyrwała ją. Wskaźnik życia kobiety czy jak to się nazywa ten cały sprzęt zaczął pikać, a białowłosą to zdenerwowało, więc nie wiele myśląc walnęła parę razy tą rurką i rozwaliła to urządzenie.
- Przeklęte - rzekła do siebie.
Zaraz znalazła się lekarka i pomocnicy, zapewne przybiegli jak usłyszeli hałas.
- Nie podchodzić do mnie, bo zabiję! - krzyknęła rozwścieczona.
Jak to u Ororo miała zdolności pogodowe to zaraz jej oczy zmieniły się na białe i słychać było grzmot.
Kobieta nie panowała nad sobą, nawet nie wiedziała, że jest mutantką. Jeszcze nawet nie spotkała Charlesa. Myślała, że jest młodą dziewczyną i ci ludzie są dla niej zagrożeniem.
- Nie dam wam się skrzywdzić o nie. Mój Bóg mnie uratuje - zaraz w budynek walnął piorun i zrobił dziurę w ścianie.
Było widać, że pogoda szaleje. A Ororo była niebezpieczna i niezrównoważona w tym stanie amnezji. Zobaczyła Wolverina coś tam robił. Szybko podeszła do niego i złapała go za ramię.
- On jest mój - oświadczyła.
Czemu to zrobiła? Zapewne dla tego bo jakoś wpadł jej w oko, a zawsze też dobrze mieć zakładnika. Nie wiedziała jakie zdolności ma Logan, ale...czuła że mężczyzna w jakiś sposób jest ważny dla niej, ale nie wiedziała w jaki. Tak jej serce podpowiadało, a ono raczej nie zawodzi prawda?
Przytulała się do Worverina, ale... cały czas była czujna. Syczała i jak by warczała jak dzika kocica broniącego swojego skarbu. Dalej trzymając w rękach swoją broń, ale trochę uspokoiła się z tą burzą, którą powoli rozpętała.




 
 

Black Widow 





Imię i nazwisko: Natasha Romanoff
Pseudonim: Black Widow
Data urodzenia/Wiek: 22.11.1984 / 29 lat
Zdolności: Szpieg klasy A
Znaki szczególne: Blizna w okolicy pępka
GXRA 2015
Dołączyła: 02 Kwi 2014
Posty: 245
Wysłany: Sob 30 Sty, 2016 13:40   

//Park poza murami

Wdowa świetnie zdawała sobie sprawę jakie emocje wywoła jej zachowanie, jednak nie miała wyboru. Wiedziała, że czas im się kończy i choć sama z ciężkim sercem opuszczała to miejsce, nie zamierzała narażać reszty drużyny na kolejne straty. Dlatego intuicyjnie chwyciła Bannera, gdy ten już się w miarę uspokoił, a po drodze zgarnęła tą młodą, wściekłą, zbuntowaną czarnowłosą dziewczynę. Kimkolwiek była.

Obydwoje się wiercili, a młoda nawet pokusiła się o uszkodzenie zbroi. Natasha przeklęła po rosyjsku, ale i tak nie zamierzała jej puścić. Bannera również, dlatego od razu zakomunikowała czym to może się skończyć. O dziwo, groźba klapsem podziałała i może gdyby nie to, że Stark im przepadł i nie wiedziała czy żyje, to zapewne pociągnęłaby tą żartobliwą groźbę, jednak żal i smutek był silniejszy.
- Stark... jeżeli gdzieś tam jesteś... to masz ode mnie podwójnego klapsa. - Dodała jeszcze cały czas starając się skontaktować z Tonym. Niestety bez żadnej odpowiedzi. Oczy Natashy zaszkliły się łzawo na samą myśl o tym, ze mogli go stracić. Na szczęście w zbroi nikt tego nie widział.

Odstawiła Bannera i Laurę przy X-jetcie i odczekała, aż wszyscy odlecą, by się upewnić, że nikt z drużyny nie wpadnie na głupi pomysł narażania siebie na bezpieczeństwo. W tym czasie zapytała Jarvisa o szkody w zbroi. Na szczęście okazało się, że da radę wrócić z powrotem do NY. Dlatego wzbiła się w powietrze i zrobiła kilka kółek nad kompleksem cały czas starając się połączyć z Tonym. Nakazała Jarvisowi analizę terenu z dokładnością co do milimetra, nie zważając na jakiekolwiek sprzeciwy.
- Odezwij się do cholery. No dalej. Dalej. - Mamrotała do siebie starając się powstrzymać łzy.
- Nie wiem co będzie gdy Ciebie zabraknie. Wszystkich nas łączysz w jedność. Stark. Gdzie jesteś? - Szeptała już bardziej do siebie wzbijając się coraz wyżej w powietrze.

- Czyli bardzo chcesz klapsa... - Dodała, a potem z niesamowitą prędkością ruszyła w kierunku NY.
Po pół godzinnym locie wylądowała na tarasie. Wchodząc na piętro Tony'ego zostawiała części zbroi w przygotowanych do tego typu czynności machiny, dlatego gdy weszła do pomieszczenia miała na sobie swój kombinezon. Wsiadła do windy i zjechała na piętro medyczne... i szczerze? Obawiała się co tam zastanie. Aaa dokładnie obawiała się złości Bruce'a... nie zamierzała jednak tego po sobie pokazywać, dlatego kilka głębszych wdechów i weszła do pomieszczenia.

Natasha pojawiła się zaraz za plecami Bannera, a gdy huknął w stolik, drgnęła niespokojnie.
- Bruce... - Szepnęła i choć w pierwszym odruchu się zawahała, w końcu ułożyła swoje ciepłe dłonie na jego ramionach.
- Stąd też możemy go poszukać, zresztą... - Niestety nie dokończyła, ponieważ zbudziła się Storm. Na dodatek w kiepskim humorze. Wdowa jak i Banner na szczęście nie byli ani w zasięgu jej wzroku, ani w zasięgu błyskawic, które zrobiły dziurę w ścianie. Rudowłosa piękność kucnęła chowając się za stolikami i innymi przyrządami medycznymi i w takiej pozycji przemknęła się do stolika, na którym leżały strzykawki ze środkami usypiającymi. Romanoff nie chciała jej zrobić krzywdy, ale nie mogła narażać na szwank lekarzy, ani pozwolić, by nad Bannerem przejął kontrole Hulk.
- Schowaj się. - Rzuciła do Bruce'a i do innych doktorów, którzy przestraszeni starali się uciec.
Natasha podeszła na tyle blisko, by nie zauważona wycelować strzykawką prosto w szyje Storm. Może Hawkeyem nie była, jednak treningi jakim została poddawana od najmłodszych lat również polegały na ćwiczeniu celnego wystrzału... czy to bronią palną, czy nożem, czy czymkolwiek co akurat znajdowało się pod ręką pięknej Rosjanki. Dlatego też po chwili Storm, jeżeli Logan w porę się zorientuję, wyląduję w jego ramionach... śpiąc spokojnie i słodko.
 
 

Wolverine 





Imię i nazwisko: James Howlett
Pseudonim: Wolverine / Logan
Data urodzenia/Wiek: 1832 / 180 lat
Zdolności: Samoleczenie, wysuwane pazury pokryte adamantium, wyostrzone zmysły.
Znaki szczególne: Charakterystyczne uczesanie i bokobrody. Zazwyczaj pali cygara.
GXRA 2015
Dołączył: 13 Lip 2007
Posty: 1372
Wysłany: Sob 30 Sty, 2016 16:56   

//Park poza murami

Logan siedział na krześle przy łóżku Storm. Był w bardzo podobnym humorze, co Banner. Starał sie tego tylko po sobie nie okazywać. Guardian zginął, Ororo znowu została poszkodowana, stan Aurelio także nie był dobry. Wszystko, co mogło pójść źle w trakcie ataku na kompleks poszło jeszcze gorzej. Wolverine spojrzał na monitory kontrolne przy łóżku na którym leżała Ororo. Wyglądało na to, że jej stan był stabilny. Mutant westchnął ciężko, po czym wstał z krzesła i zaczął krążyć po pomieszczeniu. Wyjął z kieszeni kombinezonu pamięć flash i przyjrzał jej się uważnie.
-Mam szczerą nadzieję, że ten cały zamęt był tego wart.
Logan podszedł do okna, oparł się o ścianę i spojrzał na panoramę Nowego Jorku. Był bardzo ciekaw nagłówków gazet, oraz tego, co pojawi się wkrótce na forach internetowych. Pamiętał pogróżki człowieka, którego złapał... " "Myślisz, że blefuję? Nie wiesz, gdzie mamy wtyki!"
Zamieszanie które nagle wybuchło w pomieszczeniu kompletnie go zaskoczyło. Zanim zdążył zareagować i uspokoić Storm, ta już zaczęła rozrabiać. Było w jej zachowaniu coś dziwnego, jakby kompletnie nie wiedziała gdzie jest i kim jest. Pozwolił się złapać mutantce, zastanawiając się, jak ja uspokoić. Dostrzegł Black Widow i odgadł, co zamierzała. Ororo najwyraźniej kompletnie nie panowała nad swoimi mocami, co mogło się za chwile skończyć dla kogoś tragicznie. Logan obrócił się w stronę Storm, pozwalając jej się objąć.
-Hej, spokojnie. Nic Ci tu nie grozi. Jesteś wśród przyjaciół.
Gdy Ororo spojrzała na Logana, ten delikatnie skinął ręką, dając znać Nataszy, że jest gotów.
Chwilę później zanosił śpiącą mutantkę z powrotem do łóżka.
- Nataszo, ten szpitalik jest całkiem nieźle urządzony, ale w tej sytuacji najlepiej będzie, jeżeli Storm znajdzie się jak najszybciej na terenie Instytutu.
Wolverine spojrzał w oczy kobiety - szpiega.
- I nie, ta kwestia nie podlega dyskusji. Gdy tylko Ororo się obudzi i dostanie odpowednią dawkę "głupiego jasia" zabieram ją do domu.




 
 

Tony Stark 

I am Iron Man




Imię i nazwisko: Tony Stark
Pseudonim: Iron Man
Data urodzenia/Wiek: 29 maja 1974, 39 lat
Zdolności: geniusz, zbroja Iron Man
Znaki szczególne: reaktor łukowy w klatce piersiowej, charakterystyczny zarost na twarzy
GXRA 2015
Dołączył: 05 Kwi 2014
Posty: 268
Wysłany: Sob 30 Sty, 2016 17:41   

//Kompleks MESS w Bostonie

Pamiętał, że szukał czegoś albo kogoś w podziemiach hotelu, a potem na wyższych kondygnacjach. Sądził, że zdąży, ale nie udało się to. Ostatnie, co zapamiętał to ogłuszający huk, kula ognia i fala uderzeniowa. Był pewien, że czeka go śmierć i tylko cieszył się na to, że inni zdołali uciec. Nie pierwszy raz miał zginąć w swojej zbroi. Poczuł, że się unosi w górę, a potem stracił przytomność. Obudziły go powtarzające się uderzenia i wreszcie łupnięcie w ziemię, które pozbawiło go tchu. Zbroja idealnie zamortyzowała wszystko, chociaż niektóre systemy wysiadły, a inne groziły przeciążeniem. Nie zamierzał czekać, aż zostanie na zawsze w tym ponurym lecie, w samym środku późnej jesieni, gdzie nocami temperatury spadały poniżej zera.
Wrócił do Stark Tower dobry kwadrans przed resztą drużyny. Na szczęście jego nowy napęd nie uległ przeciążeniu i mógł z szybkością kilku machów dolecieć do domu. Jarvis po cichu zajął się naprawami, czy też raczej odzyskiwaniem tego, co przetrwało wybuch i przetapianiem reszty na nową zbroję. W tym czasie Stark poszedł pod prysznic. Z łazienki wyszedł odświeżony, aczkolwiek z siniakami w paru miejscach, o których nie miał pojęcia, że mogą być posiniaczone. Z tyłu głowy miał nabitego sporego guza, a na twarzy kilka drobnych zadrapań. Jedynie na czole miał skaleczenie, które wymagało użycia steri-strips jeśli nie zamierzał dać się komuś szyć. Po drodze na piętro medyczne nalał sobie pełną szklankę szkockiej.

Pojawił się akurat by obejrzeć przedstawienie w wykonaniu Storm. Znał wiele histeryczek, ale ta biła je na głowę. A taka się nie wydawała, kiedy się spotkali po raz pierwszy. Otworzył drzwi od strony korytarza i wszedł do środka, utykając nieco z powodu naciągniętego mięśnia.
- Co wam zajęło tyle czasu? - zapytał, zerkając na Bannera, podtrzymującego sobie znów spodnie (tu Stark sobie przypomniał, że miał gotowe ciuchy dla Bruce'a na wypadek zhulkowania), na Natashę, która uśpiła białowłosą furiatkę i na resztę towarzystwa. - Jarvis, wystaw na konto X-Men rachunek za nowy sprzęt medyczny i za naprawę tej dziury. Ma szczęście, że akurat tam nie idą kable.

To powiedziawszy usiadł na krześle przy jedynym biurku w tym pomieszczeniu i pociągnął długi łyk whiskey.




 
 

Bruce Banner 

Last time I was in NY I kind of broke Harlem




Imię i nazwisko: Robert Bruce Banner
Pseudonim: Hulk
Data urodzenia/Wiek: 18.12.1969 / 43 lata
Zdolności: Hulk Smash!
Znaki szczególne: Wielkie, kipiące testosteronem zielone monstrum
Urazy: Jedynie psychiczne
GXRA 2015
Dołączył: 22 Gru 2010
Posty: 310
Wysłany: Sob 30 Sty, 2016 18:43   

Wiecie co było najgorsze było w posiadaniu Hulka w głowie? To, ze wychodził często na tchórza. Jasne, Banner przed wypadkiem był osobą, która stroniła od używania przemocy. Wolał raczej rozmawiać i rozwiązywać problemy z użyciem umysłu i chłodnej kalkulacji, jednak obicie mordy mogło się dla niego wtedy skończyć... no obiciem mordy jedynie. Jego mordy, bo wiadomo, nie był typem wojownika, a aikido ćwiczy dopiero od paru lat. Zielonych lat.
Siłowe rozwiązania teraz kończyły się dla niego źle. Może nie tyle, co dla niego, ale dla otoczenia. Dlatego teraz jeszcze bardziej unikał problemów bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Kiedy Ororo zaczęła szaleć jedyne, co mógł zrobić to ukryć się. Tak jak kazała mu Natasha. Nie dlatego, że bał się kobiety, czy tego, że coś mu się stanie. Bał się o to, że mógłby ją i resztę w pomieszczeniu skrzywdzić. Wiedział, że nikt z avengersów nie postrzega go jako tchórza, bo doskonale go znali. Jednak można powiedzieć, że ta sytuacja mocno mu nie leżała.
Zza przewalonego medycznego stołu obserwował całą sytuację i wstał dopiero jak białowłosa kobieta leżała przenośnie w objęciach Morfeusza i dosłownie w ramionach Logana. Wydawała się szczęśliwa z tego powodu. Banner musiał jednak zapisać kolejny punkt do listy: "Dlaczego nie wkurwiać Nat:"
Szczęka (i spodnie) mu opadła na widok Starka (znaczy spodnie odruchowo złapał, w ostatniej chwili, ale złapał). Stał tak chwilę i widać było, że bije się z myślami. Podszedł parę kroków w kierunku Tony'ego, który mógł mieć wrażenie, że chce mu przywalić w twarz. Zatrzymał się na dwa metry przed biurkiem, przy którym usiadł Iron Man. Wyciągnął rękę i wskazał na niego palcem jakby chciał go skarcić, nununu, nie wolno tak. Jednak dalej nic nie powiedział, chociaż widać było, że coś ciśnie mu się na usta. Wypuścił z sykiem powietrze, odwrócił się na pięcie i wyszedł. Wyglądało to komicznie, bo jedną ręką trzymał opadające gacie, a drugą wlokący się za nim koc. Drugi koc leżał gdzieś pod ścianą.

// zt -> pokój Bannera



You know what scares me the most?
When it happens, when it comes over me... and I totally lose control
I like it.

 
 
 

Iceman 





Imię i nazwisko: Robert 'Bobby' Drake
Pseudonim: Iceman
Data urodzenia/Wiek: 23.03.1989 r. / 21 lat
Zdolności: Manipulacja zimnem i lodem.
GXRA 2015
Wiek: 36
Dołączył: 21 Kwi 2013
Posty: 385
Skąd: Kraków
Wysłany: Wto 02 Lut, 2016 16:22   

//zt. Park poza murami

Ice dopilnował, żeby zarówno Storm jak i Aurelio trafili pod opiekę lekarską. Był bardzo ciekaw ich stanu i praktycznie nie odstępował od nich. W sumie poza tym, mało co go interesowało. Czuł się odpowiedzialny za całą sytuację i miał nadzieję, że wszystko się ułoży.

Musiał na chwilę przysnąć, ale z drzemki wyrwał go hałas i rumor. Zobaczył, że Storm się o coś wściekłą i zachowuje jakby chciała się zasłonić Loganem...

Wszedł do pomieszczenia i uśmiechnął się.

- Storm, Pani Dyrektor, już wszystko w porządku, jesteśmy cali i już bezpieczni

Chłopak był nieco zaskoczony gwałtowną reakcją, ale z drugiej strony, czort wiedział, co się ze Storm działo zanim nie udało się jej odbić.



Pyro: You're in over your head, Bobby. Maybe you should go back to school.
Iceman: You never should have left.

 
 

Wolverine 





Imię i nazwisko: James Howlett
Pseudonim: Wolverine / Logan
Data urodzenia/Wiek: 1832 / 180 lat
Zdolności: Samoleczenie, wysuwane pazury pokryte adamantium, wyostrzone zmysły.
Znaki szczególne: Charakterystyczne uczesanie i bokobrody. Zazwyczaj pali cygara.
GXRA 2015
Dołączył: 13 Lip 2007
Posty: 1372
Wysłany: Czw 04 Lut, 2016 07:48   

Po chwili do pomieszczenia powrócił przestraszony personel medyczny. Wolverine podszedł do jednej z pielęgniarek.
-Przepraszam, czy pracuje tu u was anestezjolog?
Nadal lekko wystraszona kobieta skinęła głową, po czym wskazała niewysokiego lekarza.
-Dziękuję pani serdecznie.
Logan podszedł do doktora.
-Przepraszam bardzo, czy dysponujecie tu może środkiem, który zapewniłby, że moja przyjaciółka nie obudzi się w środku lotu? Coś, co po prostu dałoby jej się wyspać.
Lekarz zastanowił się przez chwilę, po czym skinął głową.
-Myślę, że mamy dokładnie coś takiego. Proszę chwilę zaczekać.
Doktor zawołał jedną z pielęgniarek, po czym chwilę później razem podłączyli Storm kroplówkę.
Iceman podszedł do Logana.
-To co, zwijamy się do domu?
Wolverine skinął głową.
-Tak, zaraz poproszę personel o pomoc, a ty idź przygotować samolot.
Bobby uśmiechnął się, po czym pobiegł na lądowisko. Wręcz wskoczył do kabiny, zajął miejsce pilota po czym rozpoczął procedurę przygotowania do lotu. W połowie przerwał, niepewny, czy czegoś nie pominął. Zastanowił się chwilę, po czym zaczął od początku, tym razem przechodząc bezbłędnie przez wszystkie kroki procedury.
W tym samym czasie personel medyczny mini szpitala przeniósł Aurelio i Storm na specjalne, mobilne łóżka, identyczne do tych, które znajdują sie na wyposażeniu karetek pogotowia. na pierwszy ogień poszedł Aurelio, chwilę później zabrano Storm, znacznie ostrożniej z uwagi na kroplówkę, wiszącą na specjalnym stelażu nad posłaniem. Logan odwrócił się w kierunku biurka, przy którym siedział Iron Man, popijając swoją whisky.
- No to trzymaj się. I na zdrowie. A-ha, jeszcze jedno, powiedz Fury'emu, jak już go zobaczysz, żeby sprawdził siedzibę SHIELD. Kolesie z tej bazy poświęcali sporo uwagi tej lokalizacji.
Logan odwrócił się, nie czekając na reakcję. Wyszedł z pomieszczeń szpitala, po czym poszedł na lądowisko. Wszedł do samolotu, po czym podszedł do łóżek sprawdzając solidność zabezpieczeń przed turbulencjami w trakcie lotu. Usatysfakcjonowany zajął miejsce na jednym z foteli. Zapiał pasy, westchnął ciężko, po czym wdusił przycisk interkomu.
-Bobby? My tu z tyłu jesteśmy gotowi. Startuj, gdy tylko będziesz chciał.
Iceman uśmiechnął się jeszcze szerzej. Włączył silniki samolotu po czym sięgnął po słuchawki.
- Halo Stark Tower? X-Jet prosi o pozwolenie na start. Roger.
Głos Jarvisa zdawał sie wyrażać zdziwienie. Goście rzadko kiedy pytali o coś takiego. Zazwyczaj włączali silniki, a potem trzeba było malować na nowo płytę lądowiska.
-X-Jet? Macie pozwolenie na start, roger.
Bobby przesunął dźwignie ciągu, silniki zawyły, pracując z większą mocą. Samolot wzniósł się w powietrze, by po chwili zniknąć, po tym, jak Iceman włączył pole maskujące. Po chwili niewidoczny zarówno dla radarów jak i postronnych oczu samolot mknął juz w kierunku Instytutu Xaviera.

//Zt Szkoła dla Utalentowanej Młodzieży Charlesa Xaviera » Podziemia » Hangar




 
 

Black Widow 





Imię i nazwisko: Natasha Romanoff
Pseudonim: Black Widow
Data urodzenia/Wiek: 22.11.1984 / 29 lat
Zdolności: Szpieg klasy A
Znaki szczególne: Blizna w okolicy pępka
GXRA 2015
Dołączyła: 02 Kwi 2014
Posty: 245
Wysłany: Sob 13 Lut, 2016 12:30   

Natasha zgodziła się z Loganem. Nie mogli trzymać tu Storm. Nie żeby nie była chętna do pomocy, po prostu teraz chciała i musiała skupić się na swojej, rozlatującej się drużynie. Dlatego też wyeliminowanie przeszkód, w taki bądź bardziej bolesny sposób wchodziło niestety w grę. Na szczęście Wolverine wykazał się rozsądkiem i podjął bardzo mądrą decyzję o zabraniu Ororo z powrotem do szkoły. A pomyśleć, że dzień zaczął się tak … obiecująco. Co prawda plany joggingowe w parku się nie ziściły, ale dzięki temu miała okazję poznać kogoś, kto sprawił, że na samą myśl delikatny uśmiech rozkwitał na twarzy rudowłosej. Teraz również, zważywszy na okoliczności Wdowa wolała uciec myślami od przystojnego prawnika i skupić się na obecnej sytuacji. Nie mogła dać się zaskoczyć. Poczuwała się do roli tej, która wykazuję się chłodnym osądem. Nie mogła po sobie pokazać, że smutek oraz niepokój po stracie Tony'ego w jakikolwiek sposób się na niej odbił. Zresztą, na rozżalanie przyjdzie pora.

Akurat, gdy do pomieszczenia wszedł Stark, Natasha posyłała uspakajające spojrzenie Bannerowi. Dopiero po jego minie zorientowała się, że coś jest nie tak. Ściągnęła brwi, serce natomiast zabiło mocniej, ciężej... wręcz zatykająco dech w piersi, tak jakby nabrało za dużą ilość tlenu. Miała wrażenie jakby właśnie od tej sekundy wszystko działo się w zwolnionym tempie. Spodnie Bruce'a niebezpiecznie zsuwają się prawie do kolan. Prawie, bo mężczyzna chwycił je dosłownie w ostatniej chwili, co spotkało się uniesieniem brwi Natashy do góry. Nie o to się jednak rozchodziło. Wdowa powoli odwróciła się do tyłu. Tym razem nie potrafiła opanować jakiejkolwiek emocji, dlatego również rozchyliła usta ze zdziwienia. Dopiero potem przyszła pora na złość, bo... tak w pierwszym momencie Wdówka tak się ucieszyła, że aż nie potrafiła ukryć łzawego blasku swoich zielonych oczu. Odwróciła się i dosłownie w ostatnim momencie zeszła z drogi Bruce'a, który jako pierwszy podszedł do Starka. Tym razem nie miała zamiaru go powstrzymywać. Jego złość była ogromna, aż dziw brał, że nie zmaterializowała się w postaci ogromnego, zielonego monstra. W jakiś sposób zdołał się powstrzymać. Najwyraźniej. Tony zgotował im taką mieszankę uczuć, że sama się zastanawiała czy podoła zadaniu panowania nad emocjami.

Odczekała tylko, aż Bruce wyjdzie, a potem powoli podeszła do Starka. Ciężko było wyczytać jakie ma zamiary.
- Dlaczego? Dlaczego nic nam nie powiedziałeś. Stark, cholera. - Pokiwała głową z niedowierzaniem. Okay, teraz mógł wywnioskować, że jest potężnie wkurzona. Wszystkie inne wydarzenia przeszły gdzieś w dalsze tło. Bobby z Loganem wywożący śpiącą Storm. Dziura w ścianie oraz uwijający się lekarze oraz obsługa techniczna. Nie istniało nic więcej tylko ona i Tony.
 
 

Tony Stark 

I am Iron Man




Imię i nazwisko: Tony Stark
Pseudonim: Iron Man
Data urodzenia/Wiek: 29 maja 1974, 39 lat
Zdolności: geniusz, zbroja Iron Man
Znaki szczególne: reaktor łukowy w klatce piersiowej, charakterystyczny zarost na twarzy
GXRA 2015
Dołączył: 05 Kwi 2014
Posty: 268
Wysłany: Sob 13 Lut, 2016 23:56   

Stark sądził, że Bruce coś powie, zagrozi mu, nazwie go dupkiem, przywali mu, nawet, że zhulkuje, by przybić mu brofist, ale nic z tego nie nastąpiło i to dowodziło tylko jak bardzo Banner jest na niego wściekły. Tony poczuł się paskudnie, bardzo paskudnie, chociaż po prawdzie nie było w tym jego winy, że nie mógł im dać wcześniej znać, że nic mu nie jest, a JARVIS wolał by jego twórca sam to zrobił. Tony jednym haustem wypił resztę szkockiej i osunął się na krześle, zrzucając maskę wesołego błazna.
Odrzucił wszelką pomoc od personelu medycznego, odsyłając ich na razie do innego pomieszczenia. Nie zamierzał się uzewnętrzniać przed swoimi pracownikami. Nie lubił tego równie żywiołowo jak i wręczania mu czegokolwiek.
- Nie zdążyłem opuścić budynku przed eksplozją - wyjaśnił cichym głosem, wlepiając wzrok w podłogę. - Wybuch wyrzucił mnie kilkaset metrów dalej w las. To cud, że zbroja wytrzymała drogę tutaj. - Podniósł głowę i spojrzał prosto w oczy Natashy. - Sądziłem, że tym razem to naprawdę będzie koniec - dodał cicho.
Banner wiedział o wszystkim, ale Stark nie miał pojęcia w jakim stopniu Romanoff jest świadoma tego, że prysznic był mu potrzebny głównie do tego, by odzyskać panowanie nad sobą i jako taką równowagę. Albo może jednak rozumiała, w końcu widziała go na skraju śmierci już dwa razy. Za pierwszym razem, gdy sądził, że palladium go zabije, a za drugim na koniec bitwy o Nowy York.




 
 

Black Widow 





Imię i nazwisko: Natasha Romanoff
Pseudonim: Black Widow
Data urodzenia/Wiek: 22.11.1984 / 29 lat
Zdolności: Szpieg klasy A
Znaki szczególne: Blizna w okolicy pępka
GXRA 2015
Dołączyła: 02 Kwi 2014
Posty: 245
Wysłany: Nie 14 Lut, 2016 15:53   

I dobrze. Niech się napije. Natasha ani drgnęła. Cały czas obserwowała Starka i nie zamierzała dać mu ani jednej okazji do ucieczki, ani wymigania się od odpowiedzi. Nie tym razem, panie Stark. Tony albo najwyraźniej wyczuł powagę sytuacji, albo od początku nie zamierzał się zgrywać. Kątem oka odprowadziła odprawiony personal medyczny. Ucieszyła się, ponieważ na nic się zdała ich obecność, gdy szykowała się poważna rozmowa. Zresztą, przecież nie zamierzała nikogo tu bić. Póki co. Chciała dać Starkowi szanse, wyjątkowo odrzucając na bok zasadę, najpierw bij, potem pytaj. Zresztą co by była z niej agentka, skoro nie potrafiłaby wyciągnąć informacji z delikwenta, a każdy wie, że do tego potrzebna jest niebywała cierpliwość.

Wyprostowała się odrobinę gdy przysiadł na krześle. Skrzyżowała ręce na brzuchu i skierowała kroki zaraz przed siedzącego mężczyznę. Nie ustała jakoś blisko, może z dwa kroki przed, tak by nie czuł się osaczony, ale miał świadomość, że tak łatwo się nie wywinie.

Już po pierwszych słowach poczuła nieprzyjemny ścisk w żołądku. Tego się obawiała. Bała się, że Tony kolejny raz otrze się o śmierć, a chyba każdy z członków Avengers wiedział jakie skutki niosą takie przeżycia. Większość z nich natomiast była tyle o ile na to gotowa, jednak Tony... nie od zawsze pracował jako Iron Man, w przeciwieństwie do Natashy, która od najmłodszych została poddana szkoleniom na rosyjską agentkę. Po drugie... te nieprzespane noce Starka, czy napady dziwnych zachowań były ewidentnie skutkiem ciężkich przeżyć.

Podeszła do niego bliżej i ułożyła dłonie na ramionach mężczyzny, chcąc tym samym dodać mu otuchy i ciepła. Sroga maska zsunęła się z twarzy Natashy, co zresztą łatwo mógł zaobserwować, ponieważ i ona patrzyła się prosto w brązowe oczy Starka.
- Ale dałeś radę. Za każdym razem dajesz. Nawet gdy lądujesz gdzieś na odludziu. Jesteś w czepku urodzony. - Ostatnie zdanie wypowiedziała miękkim pomrukiem, posyłając mu delikatny uśmiech.
- Po drugie następnym razem pamiętaj, że masz przyjaciół, którym musisz się spowiadać. Naprawdę myślałam, że cie straciliśmy. To było... okropne. - Mówiła spokojnie, tym razem z powagą w głosie. Przejęte spojrzenie świdrowały oczy Tony'ego .
- Wiesz, powinieneś odpocząć... zaraz po tym jak naprawisz moją zbroje. - Dodała już żartobliwiej.
 
 

Tony Stark 

I am Iron Man




Imię i nazwisko: Tony Stark
Pseudonim: Iron Man
Data urodzenia/Wiek: 29 maja 1974, 39 lat
Zdolności: geniusz, zbroja Iron Man
Znaki szczególne: reaktor łukowy w klatce piersiowej, charakterystyczny zarost na twarzy
GXRA 2015
Dołączył: 05 Kwi 2014
Posty: 268
Wysłany: Nie 14 Lut, 2016 20:27   

- Do trzech razy sztuka - westchnął. - Za czwartym może się nie udać - dodał, burząc palcami i tak rozczochraną czuprynę. - Jamesowi nie udało się.

Wstał i impulsywnie objął Natashę. Było mu ciężko odkąd zabrakło Pepper i Happy'ego. Był tylko on, JARVIS i Dum-E. Miał wokół siebie przyjaciół i wielu wspaniałych ludzi, lecz tak naprawdę był samotny. JARVIS uważał, że Stark ma przedwczesny kryzys wieku średniego, on sam zdiagnozował u siebie objawy depresyjne. A teraz jeszcze Bruce był na niego wściekły.

- JARVIS już ją naprawia - mruknął, odsuwając się. - Muszę się napić - powiedział nieco nieobecnym tonem. - Odpocznij - dodał jeszcze, mijając Natashę i nadal lekko kulejąc opuścił pomieszczenie, by wsiąść do windy i pojechać na swoje piętro.

//piętro Tony'ego.




 
 

Yuriy Morozov 





Imię i nazwisko: Yuriy Morozov
Data urodzenia/Wiek: 29 luty 1995
Zdolności: Manipulacja zimnem i lodem, Manipulacja powietrzem i wiatrem, Manipulacja ogniem i ciepłem
Znaki szczególne: Wielokolorowe (zwane piwnymi) tęczówki w róznych zabarwieniach (heterochromia)
Dołączył: 21 Wrz 2015
Posty: 198
Wysłany: Sob 19 Mar, 2016 11:09   

// z Garażu via winda / schody (z Mattem i Aleną)

- Rany, nie musisz mnie od razu tłuc przecież… - burknął urażony do dziewczyny, nic a nic, zupełnie jednak nie poczuwając się do winy.

Przez moment zwyczajnie poczekał aż winda dowiezie ich

- Nie musisz się wydzierać, widzą przecież. – sarknął, rozbawiony tylko. W końcu trudno było spodziewać się, że pojawiając się osłabioną dziewczyną wpadli tutaj na piwo.
Podszedł do której z pielęgniarek czy też lekarzy z Leną.

- Przysłał nas pan Banner. Poranił ją mutant podczas ataku. – wyjaśnił krótko i jeśli personel zaczął wypytywać o szczegóły – bez większych ceregieli wyjaśniał szczegóły, jak i gdzie została ranna oraz jakiej pomocy jej wcześniej udzielono w szkole.
Przy okazji – zdradzając, że musiał być obecny w ambulatorium w trakcie jej opatrywania i prowizorycznego udzielania pomocy. Ominął całą otoczkę sytuacyjną, np. o kosmitach – nie była ona ważna. Jednak dosyć dokładnie odpowiadał na wszelkie pytania o tym jak i za pomocą czego została ranna.

Właściwie – spodziewał się, że pewnie teraz przyjdzie mu trochę poczekać, gdy ci zajmą się przyjaciółką. Szczerze wątpił, by był personelowi potrzebny do czegokolwiek po tym, jak wyśnił okoliczności. Co najwyżej pewnie – mógł im przeszkadzać.
To zamierzał znaleźć sobie jakieś miejsce do siedzenia, może automat z kawą i po prostu poczekać aż dowie się co dalej. I zadzwonić do instytutu – ale dopiero wtedy, gdy zajmą się już Laną i zwyczajne jedynie co mu pozostanie to poinformowanie o fakcie dokonanym. I być może – wysłuchanie opieprzu.
 
 

Alena Orlovna 





Imię i nazwisko: Alena Orlovna
Pseudonim: Dreamcatcher, Lena
Data urodzenia/Wiek: 1.04.1995 / 18 lat
Zdolności: fazowanie, telekineza, podmuch energetyczny
GXRA 2017
Dołączyła: 03 Lis 2015
Posty: 263
Wysłany: Sro 23 Mar, 2016 19:42   

Pokazała mu międzynarodowy gest pokoju, dość jasno wskazujący na to, co sądzi Rosjanka na temat Yurikowego nie poczuwania się do winy. Mogło to również oznaczać "zasłużyłeś" lub "weź nie chrzań bzdur", ale tego zapewne nigdy się nie dowiemy. No, a przynajmniej nie w najbliższej przyszłości.

Na moment przejścia z windy na piętro straciła troszkę orientację i może nawet delikatnie odpłynęła. Ale jak na razie nic poważnego jej nie było. Nawet przestała zwracać uwagę na ból, który odczuwała ciągle i nieprzerwanie.

Na policzkach blondynki pojawiły się najpierw delikatne rumieńce, a następnie iskierki złości w oczach. Oj oj oj, to sobie Yuriy nagrabił. Otóż dziewczyna wcale nie była zachwycona jego asystą. No a przynajmniej faktem, że tak bezceremonialnie o tym mówił. Już ona sobie z nim potem porozmawia na ten temat...

Nic jednak na razie nie robiła, czekając, aż lekarze postanowią jakoś się nią zająć. Mówiąc szczerze miała wszystkiego dosyć. Najchętniej położyłaby się spać naszpikowana mnóstwem prochów przeciwbólowych. Bezwiednie zaczęła skubać chustkę, którą tradycyjnie miała zaplątaną na szyi. Nie pozbawili jej tej osłony, chociaż ozdóbka była nieco poplamiona krwią dziewczyny.



Weź dobry rozpęd, a ściana sama cię znajdzie.



 
 
 

Matthew Redman 

Mów do mnie Dom




Imię i nazwisko: Mattew Redman
Pseudonim: Świetlik, Matt
Data urodzenia/Wiek: 17.02.1995/ 17 lat
Zdolności: Manipulacja Świetlikami (małymi kulami ognia)
Dołączył: 07 Lut 2015
Posty: 845
Skąd: Mysłowice
Wysłany: Czw 24 Mar, 2016 22:23   

Widząc, że zbliża się do nich prawdziwy personel medyczny, w białych kitlach i z innymi stetoskopami, Świetlik uspokoił się i rozluźnił. Sytuacja powoli była opanowywana... więc chyba nie ma tak źle? Spojrzał na Alenę i Yuriy'ego, uśmiechnął się do siebie oparł o ścianę, krzyżując ręce na piersi.

Matt zaczynał się nudzić. Zaczął przechadzać się po piętrze i dotykać różnego sprzętu, jednak kilka razy obdarzono go spojrzeniem mówiącym "Zostaw to chłopcze, bo coś zepsujesz". Następnie położył się na jednym z łóżek i zaczął się bawić pilotem... za co został dość szybko ochrzaniony. Kolejne minuty ciągnęły się jak godziny... a może nawet dni.

-Tje, Yuriy? Ty się zaopiekujesz Aleną, ta? To spoko, ja idę się przejść. Od tych sterylnych ścian dostanę zaraz na głowę. - Rzucił koledze i poszedł w kierunku windy.

//z.t. Winda, schody i korytarze
 
 

Yuriy Morozov 





Imię i nazwisko: Yuriy Morozov
Data urodzenia/Wiek: 29 luty 1995
Zdolności: Manipulacja zimnem i lodem, Manipulacja powietrzem i wiatrem, Manipulacja ogniem i ciepłem
Znaki szczególne: Wielokolorowe (zwane piwnymi) tęczówki w róznych zabarwieniach (heterochromia)
Dołączył: 21 Wrz 2015
Posty: 198
Wysłany: Pią 25 Mar, 2016 02:05   

- Pewnie. – skinął tylko Mattowi, w sumie samu zaraz mając w planach zadzwonienie do szkoły, gdy tylko mniej więcej dowie się co dalej z koleżanką.
Zaraz jednak odwrócił się zatrzymując lekarza czy tam pielęgniarkę, która najpewniej miała zająć się Leną, tknięty dodatkową myślą.

- A właśnie. Pana Banner prosił też, żeby zobaczyć tą bliznę na szyi. Tą co ma ją pod chustą, czy ona ma coś wspólnego z tym, że nie może mówić i w ogóle. Bo nie może mówić, wie pani?
Rzucił, swobodnym tonem, jakby nigdy nic i właśnie przypomniał mu się jakiś drobiazg. Co prawda – pan Banner nic nie wiedział najpewniej i o bliźnie i o fakcie, że dziewczyna nie może mówić. W sumie miał nawet wątpliwości czy zapamiętał jej imię – jeśli ktoś by spytał Rosjanina. Jednak miejsce wyglądało jak prawdziwy szpital i to taki – z górnej półki.

A do tego był całkowicie, zupełnie pewny że uparta jak oślica w niektórych kwestiach Lena pewnie nigdy sama nie poszła do odpowiednio kompetentnego specjalisty, który by ocenił co tak naprawdę z tym jej głosem jest. A szkoła – zwyczajnie przeoczyła. Pewnie przyzwyczajona do różnych dziwnych czy wręcz ekscentrycznych zachowań swoich wychowanków.

Tak czy siak był pewny, że najpewniej i tym razem Lena zamierzała nie ściągać szmaty z szyi chyba, że ktoś jej to każe i sam zrobi. I ani słowem się nie odezwie.
Plan był prosty. Posiedzieć i poczekać aż lekarze coś konkretniejszego o jej stanie powiedzą, pewnie znaleźć jakiś automat z kawą i batonami. Miał ochotę i na jedno i na drugie a do tego zaczynał zwyczajnie być głodny. A gdy już by wiedział mniej więcej co z Leną – zadzwonić do instytutu by jakoś z grubsza sprawę wyjaśnić. Ot.
Mógł sobie zabrać czytnik – pomyślał kwaśno stwierdzając, że pewnie spędzi tutaj parę ładnych godzin na gapienie się w ściany.
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1017
Wysłany: Sro 30 Mar, 2016 21:04   

Doktor Helen Cho przyleciała do Nowego Jorku przed paroma godzinami. Lot nie był bardzo długi (dziękuję panie Stark za podwózkę!). Przynajmniej nie na tyle długi by nie mogła praktycznie od razu zabrać się za pracę. Miała Bardzo-Ważną-I-Tajną-Sprawę z Tonym.
W międzyczasie w budynku zaczęło się robić tłoczno. Helen czując się naturalną potrzebę pomocy innym porzuciła swoje dotychczasowe zajęcie i udała się na piętro medyczne. Rannych po tej misji-o-której-nie-miała-zielonego-pojęcia nie było dużo. Przy okazji jednak kobieta sprawdziła stan zaplecza medycznego.
Oczywiście nie byłaby sobą jakby nie zaczęła wprowadzać własnych poprawek. Dlatego też spędziła trochę czasu na piętrze medycznym i dlatego była tutaj, kiedy weszła trójka dzieciaków. Chwilę przysłuchiwała się ich rozmowie i kiedy usłyszała o ranie na szyi dziewczyny podeszłą do nich.
- Mogę zobaczyć? - zapytała delikatnie rozwiązując chustę. - Od jak dawna ma tę bliznę? Co ją spowodowało? - zapytała samej szybko oceniając stan dziewczyny.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Alena Orlovna 





Imię i nazwisko: Alena Orlovna
Pseudonim: Dreamcatcher, Lena
Data urodzenia/Wiek: 1.04.1995 / 18 lat
Zdolności: fazowanie, telekineza, podmuch energetyczny
GXRA 2017
Dołączyła: 03 Lis 2015
Posty: 263
Wysłany: Czw 31 Mar, 2016 21:26   

Blondynka spojrzała na Yuriya ze zdumieniem w oczach. Przecież ten facet, Banner nic takiego nie mówił. Ba, on w ogóle nie miał pojęcia o bliźnie. O jej mankamencie w postaci braku głosu nawet nie wspominając... Zamachała rękami, chcąc go pohamować jakoś, ale gdzie tam. Żeby on kiedykolwiek zwrócił uwagę na to, co ona mówi i czego chce... A w życiu. Rosjanka wydęła lekko wargi, ale słowo się rzekło. Wyszła jakaś lekarka, która bezceremonialnie dorwała się do jej chustki i tyle było z ochrony. Spojrzenie blondynki obiecywało koledze śmierć w męczarniach, ale awantury nie mogła mu urządzić, bo nie. Westchnęła bezgłośnie, pozwalając na zdjęcie apaszki, ukazując tym samym wszystkim obecnym grubą i naprawdę paskudną bliznę na gardle. Rozejrzała się dookoła, w końcu odnajdując jakiś skrawek papieru. Pożyczyła go sobie, tak samo jak długopis i zaczęła bazgrać tam odpowiedź na pytania lekarki. W końcu Yuriy nie znał odpowiedzi na żadne z tych pytań.
- Wypadek samochodowy. Samochód wybuchł i dostałam odłamkiem w gardło. Powinno mi uciąć głowę, ale tylko kompletnie zniszczyło struny głosowe, są nie do naprawienia. I miało to miejsce 3 lata temu. - miała nadzieję, że wyczerpująco odpowiedziała na pytania lekarki. Liczyła, że więcej ich nie będzie, bo nadal każdy ruch sprawiał jej ból, chociaż w chwilach złości na Rosjanina zdawała się o tym zapominać.



Weź dobry rozpęd, a ściana sama cię znajdzie.



 
 
 

Yuriy Morozov 





Imię i nazwisko: Yuriy Morozov
Data urodzenia/Wiek: 29 luty 1995
Zdolności: Manipulacja zimnem i lodem, Manipulacja powietrzem i wiatrem, Manipulacja ogniem i ciepłem
Znaki szczególne: Wielokolorowe (zwane piwnymi) tęczówki w róznych zabarwieniach (heterochromia)
Dołączył: 21 Wrz 2015
Posty: 198
Wysłany: Pią 01 Kwi, 2016 13:56   

Przyjrzał się nowej lekarce, przez moment pewnie zastanawiając się czy ona tu jest szefem. Trochę tak wyglądała, patrząc w jaki sposób inni odnosili się do niej.
W takim razie chyba dobrze, że akurat trafili na nią.

- No a resztę pani słyszała. Był jakiś mutant z mackami, szału dostał czy czegoś i chciał wszystkich pozabijać. Lena stała blisko, to ją tymi swoimi czymś poranił gdy złapał. W ambulatorium w szkole udzielili jej pierwszej pomocy, ale wie pani – tam nie mamy lekarza.

No i te wszystkie rany trochę nieprzyjemnie wyglądały – pomyślał, oszczędzając sobie tym razem komentarza. Nic nie wznosił, pewnie sama oceni na ile były albo nie były poważne i czy trzeba coś z nimi robić.

- Jakby dała mi pani powiedziała, czy musi tu zostać czy to nic groźnego. I jeśli – to na jak długo. Musiałbym zadzwonić do szkoły i poinformować jakby co.

No dobra. Zadzwonić musiał tak czy siak, bo na razie nie mieli pewnie żadnego pojęcia gdzie się nastolatki podziewały. Pewnie za kilka godzin jak się sprawa uspokoi odkryją, że ich tam nie było, głupio by było, jakby postanowili zgłosić zaginięcie na policję. Dobrze by było wtedy jednak umieć odpowiedzieć na to, czy Lena musi tu zostać, czy też wrócą razem.

- Macie tu jakiś automat z kawą? Czy coś? – dorzucił, rozglądając się po piętrze.
Poczeka, najwyżej jak okaże się, że za późno już będzie by złapać coś do Salem, zrobi niespodziewany napad siostrze. Z Leną czy bez – to już zależy od tego co wyjdzie z badania i czy będą ją chcieli tu zostawić.
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1017
Wysłany: Wto 05 Kwi, 2016 12:53   

- Mutant z mackami? - zapytała wytrzeszczając oczy na chłopaka. Helen może i współpracowała z Avengersami, wiedziała o mutantach i miała otwarty umysł, ale dalej czasami wydawało jej się to abstrakcyjne.
- Kawa jest w drugim pokoju - powiedziała wskazując ręką drzwi na drugim końcu sali. Było to pokój, w którym lekarze i naukowcy pracujący na piętrze mogli zjeść, napić się i odpocząć. Doskonale wyposażony przez Starka. Można było w nim równie dobrze przygotować sobie samemu coś do jedzenia, bo lodówka była na bieżąco uzupełniana, a kuchenka i reszta przyrządów była sprawna.
- Możemy... hmmm porozmawiać w cztery oczy? - zapytała dziewczyny, kiedy chłopak poszedł po kawę. Tak, porozmawiać było tutaj dość specyficznie użytym słowem.
- Nazywam się doktor Helen Cho. Pracuję nad regeneracją tkanek. Razem z Panem Starkiem opracowujemy maszynę, w której by się to odbywało. Jest ona aktualnie w końcowej fazie testów. Czy... - zamilkła na chwilę chcąc dobrze dobrać słowa. - Czy chciałabyś wziąć udział w eksperymencie? Istnieje duże prawdopodobieństwo odbudowy Twoich tkanek, dzięki czemu będziesz mogła znowu mówić. Masz jakiegoś opiekuna, który w razie czego podpisałby zezwolenie?



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Yuriy Morozov 





Imię i nazwisko: Yuriy Morozov
Data urodzenia/Wiek: 29 luty 1995
Zdolności: Manipulacja zimnem i lodem, Manipulacja powietrzem i wiatrem, Manipulacja ogniem i ciepłem
Znaki szczególne: Wielokolorowe (zwane piwnymi) tęczówki w róznych zabarwieniach (heterochromia)
Dołączył: 21 Wrz 2015
Posty: 198
Wysłany: Sro 06 Kwi, 2016 14:38   

Chłopak tylko bezradnie rozłożył ręce w odpowiedzi na oskarżycielskie spojrzenie i zaciętą minę Leny. Z uśmiechem od ucha do ucha pozwalającym łatwo zgadnąć, że do winy się nie poczuwa a skrucha pewnie jest mu równie obca jak łacina.
W gruncie rzeczy – z jego łatwością łapania języków pewnie łaciny by się nauczył szybciej.
- To ja tam poczekam, nie będę się pałętał pod nogami, co девушка? Jakby ktoś coś ode mnie chcieli, to tam siedzę. – rzucił wyraźnie ucieszony.

Uśmiechnął się jeszcze weselej, gdy znalazł się w pomieszczeniu, które się okazało całkiem nieźle wyposażonym pomieszczeniem socjalnym. Klepnął radio – pomieszczenie od razu wypełniło się popularnymi ostatnio dźwiękami singla śpiewanego przez Of Monsters And Mens.
Wiele więcej nie potrzebował. Ekspres chwilę później zaczął bulgotać a chłopak zajął się myszkowaniem po lodówce i okolicznych półkach by chwilę później z zwyczajnie siąść z kawą i czekać aż mikrofalówka zrobi ding oznaczający, że zapiekanka z folii się również nadaje do jedzenia.
Lepsze to niż miałby zapuszczać korzenie gdzieś na korytarzu – przebiegło mu przez myśl, przez moment się zastanawiając, po co Starkowi w wieżowcu piętro medyczne. Gość musiał mieć faktycznie kasy jak lodu.

W sumie – z tego co było można zobaczyć telewizji, pewnie nic dziwnego.
 
 

Alena Orlovna 





Imię i nazwisko: Alena Orlovna
Pseudonim: Dreamcatcher, Lena
Data urodzenia/Wiek: 1.04.1995 / 18 lat
Zdolności: fazowanie, telekineza, podmuch energetyczny
GXRA 2017
Dołączyła: 03 Lis 2015
Posty: 263
Wysłany: Czw 07 Kwi, 2016 21:16   

- Tak. Był jakiś dziwny i miał macek, bardzo wiele. Złapał mnie tymi właśnie mackami, które nagle pokryły się cierniami, które wbiły mi się w skórę. Ja... - tu chwilę zawahała się nad dalszymi wyjaśnieniami. - Udało mi się obronić przed nimi. - zakończyła dosyć kulawo. Nie mogła jej przecież powiedzieć, że wytworzyła jakimś cudem tarczę psioniczną, która wypchnęła z niej ciernie. I tak wystarczająco długo była uważana za dziwadło, żeby sobie teraz dokładać jeszcze.
- Możemy, możemy. - zaśmiała się bezgłośnie. To było czasem naprawdę śmieszne, jak ludzie nie umieli określić sposobu komunikacji z nią. Albo po prostu była zbyt zmęczona i reagowała nie tak, jak powinna. Machnęła tylko na Yuriya, żeby faktycznie sobie poszedł. Wciąż była na niego zła.
Patrzyła za to na kobietę w bardzo... dziwny sposób. Jakby z jednej strony chciała rzucić jej się na szyję ze szczęścia, a z drugiej nie dowierzała, że to wszystko dzieje się naprawdę. Rosjanka już dawno pogrzebała nadzieję, że kiedykolwiek jeszcze będzie mówić. Jej dłoń odruchowo powędrowała do szyi, gładząc bezwiednie paskudną bliznę, pamiątkę po tych strasznych wydarzeniach.
- Pani tak na poważnie? - zapytała w końcu, radość i niedowierzanie zostały zastąpione nieufnością. - To jakiś taki dziwny zbieg okoliczności, że pojawiam się tutaj, swoją drogą wbrew własnej woli i tu od razu taka propozycja... Jaki jest... haczyk? - patrzyła na dr Cho w bardzo nieufny sposób. To było jasne, że bardzo by chciała odzyskać głos, ale jednocześnie obawiała się następstw tej decyzji. Nie chciała skończyć jako jakiś królik doświadczalny. Dlatego też powstrzymała się od odpowiedzi na dwa ostatnie pytania lekarki. Za dużo szczęścia jak na jeden dzień. Najpierw nowa moc, a teraz możliwość odzyskania głosu. Coś tu naprawdę śmierdziało.



Weź dobry rozpęd, a ściana sama cię znajdzie.



 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1017
Wysłany: Nie 10 Kwi, 2016 10:36   

Helen westchnęła widząc koślawe pismo dziewczyny. Zawsze były jakieś haczyli. Wiedziała jednak, że musi być szczera.
- Jak mówiłam, jest to dopiero w fazie testów. Końcowej fazie testów. Póki co wszystko idzie po naszej myśli. Nie wiemy jednak jakie są dalekosiężne skutki ubocznie. Nie wiemy co będzie za dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat.
Można zadać pytanie, czemu zależało jej tak na dziewczynie. Cóż, po pierwsze, zwykła chęć pomocy. Po drugie jeszcze nie mieli do czynienia z ubytkiem strun głosowych. Większość z badanych nie miała mięśni, skóry, kości...
- Proces będzie długi. Zostaniesz zamknięta w urządzeniu przypominającym... no cóż, szklaną trumnę. Zostaniesz uśpiona na czas procesu, który będzie trwał ponad dobę. Jeszcze nie mieliśmy do czynienia ze strunami głosowymi. Będę musiała przekalibrować nieco urządzenie. Wcześniej będę musiała pobrać od Ciebie parę próbek, by uzyskać komórki macierzyste. Zwykle wystarczy pobrać trochę krwi lub skóry. Masz kogoś, kto by mógł wyrazić zgodę i być przy Tobie na czas zabiegu?



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Alena Orlovna 





Imię i nazwisko: Alena Orlovna
Pseudonim: Dreamcatcher, Lena
Data urodzenia/Wiek: 1.04.1995 / 18 lat
Zdolności: fazowanie, telekineza, podmuch energetyczny
GXRA 2017
Dołączyła: 03 Lis 2015
Posty: 263
Wysłany: Wto 12 Kwi, 2016 17:56   

- Czyli miałabym być że tak powiem królikiem doświadczalnym dla eksperymentu większego kalibru. - podsumowała to spokojnie Rosjanka. Jednak raczej pewne było, że się zgodzi. Lepiej było móc mówić przez te ileś lat, niż do końca życia być skazaną na porozumiewanie się za pomocą notesu.
- Dobrze, zgadzam się. - westchnęła ciężko, wzruszając ramionami. - I tak nie mam nic do stracenia. Nie, nie ma nikogo, kto mógłby podpisać papier... - na całe szczęście na piśmie nie widać kłamstwa. Bo w końcu jej opiekunem prawnym nadal był Dom Dziecka. Nie, żeby w ogóle komukolwiek zamierzała o tym wspominać. Lepiej, żeby nie wiedzieli.
- A co do bycia przy mnie, to w sumie nie ma też nikogo takiego... No chyba że ta podła swołocz, która polazła po kawę. - wyjaśniła, rzecz jasna mówiąc tu o Yuriyu. Uśmiechnęła się przy tym lekko, z błyskiem w oku. - Tylko proszę mu nie mówić, że zamierza mi pani przywrócić struny głosowe. Niech to będzie... niespodzianka. - uśmiechnęła się, nawet ciut wrednie. Już ona sobie na rusku odbije. Oj popamięta ją, za te pół roku nie liczenia się w ogóle z jej zdaniem.



Weź dobry rozpęd, a ściana sama cię znajdzie.



 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
The Avengers Hogwart Dream Black Butler Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal Riverdale
Dragon Ball Another Universe Król Lew Luciferum zaprasza! Virtual Kennel Mortis Mystery Town Kundle Proelium

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2017