{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
New York State - Flat Rock State Forest
Autor Wiadomość

Jane 

#TeamIronAmerica




Imię i nazwisko: Jane Weller
Data urodzenia/Wiek: 14.07.1988, 25 lat
Zdolności: Przejmowanie mocy przez krew, manipulacja molekularna, telekineza
GXRA 2017
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 9580
Wysłany: Nie 26 Lut, 2017 19:49   

Jane musiała się oprzeć o ścianę, gdy poczuła jak bardzo jest zmęczona, ale narastająca wściekło na Chaveza, MESS, każdego kto był przeciwko nim oraz martwienie się o Gruva powodowało, że miała ochotę zniszczyć to miejsce jeszcze bardziej niż zwykle. Podniosła upuszczony wcześniej kij baseballowy.
- Idziemy do wyjścia - odpowiedziała Kurtowi i Hankowi jednocześnie. - Akta są zabezpieczone, a my powinniśmy przestać się zachowywać jak spłoszone myszy przemykające pomiędzy kotami. Czas byśmy pokazali, że z nami się nie zadziera.
Wyprostowała się i pospieszyła Hanka i Kurta w stronę wejścia. Przy windzie zobaczyła Juliana oraz Alenę. Odetchnęła z ulgą, widząc, że są cali.
- Hank zabierz profesora do Blackbirda - zwróciła się do Beasta. - Nie powinien tu być teraz.
Unikała patrzenia na Kellera, wiedząc, że nie pochwali niczego, co zamierzała zrobić. Jednak miała już dosyć tych podchodów.
- Ktokolwiek jest w tym kompleksie niech lepiej się pokaże! - krzyknęła tak głośno jak potrafiła, powtarzając te słowa w myślach w razie, gdyby jakiś telepata ich podsłuchiwał.
Gruv, jeśli mnie słyszysz, jeśli masz kłopoty, proszę daj znać. Przyjdę po ciebie.
- Nie przybyliśmy tu nikogo krzywdzić, szukamy odpowiedzi! - kontynuowała, rozglądając się wokół, czy czasem coś nie kryje się po kątach. - Ale jeśli WY zamierzacie skrzywdzić nas, to będziemy się bronić! W otwartym starciu! Nie z tchórzami, którzy kryją się po kątach! Jeśli tak bardzo chcecie się nas pozbyć, to pokażcie się!
- Bądźcie gotowi na ucieczkę - zwróciła się do Aleny, Juliana i Kurta, na tym ostatnim zatrzymując spojrzenie dłużej, jakby chciała mu dać tym samym znać, że w razie problemów ma tę dwójkę zabrać ze sobą.



See the world in a grain of sand

Łapacz snów od Profesora
Sukienka na galę

 
 
 

Hellion 

Knight in shining willow-green armor



Imię i nazwisko: Julian Keller
Pseudonim: Hellion
Data urodzenia/Wiek: 30.08.1987/25 lat
Zdolności: Telekineza
GXRA 2017
Dołączył: 22 Sty 2015
Posty: 150
Wysłany: Sro 01 Mar, 2017 09:02   

- Czemu po prostu nie dolecieć gdzie trzeba? - keller tylko mruknął, zwyczajnie w pierwszym odruchu zwyczajnie zamierzając właśnie wybić dziurę w windzie i dalszą część drogi zwyczajnie - przelecieć.

W gruncie rzeczy nie winda była mu potrzebna tylko szyb.

I pewnie tak by zrobił, gdyby nie Orlovna, która wyrwała się przed szereg. A mężczyzna zwyczajnie był ciekawy, jakiej sztuczki ta spróbuje - to tylko kiwnął głową zgadzając się.

W najgorszym razie chwyci ich oboje i wrócą do podstawowego planu - to znaczy - doleceniem na miejsce z ewentualnym wybiciem dziur gdzie trzeba, jeśli drzwi (pewnie automatyczne z założenia) - straciłby zasilanie i nie dałoby się ich ręcznie otworzyć by wyjść z szybu windy.

Tak czy siak w razie potrzeby - mógł ich zawiesić, zamortryzować upadek, czy wręcz - osłonić tarczami, jakby coś miało się im posypać na głowy. Nie widział więc powodu by nie zobaczyć, co Lena potrafiła w takim razie.

Wygodna sprawa - pomyślał po chwili.

- Żyjemy Hank. Orlovna próbuje się popisywać, założę się, że spaprała ostatni sprawdzan z matmy i chce teraz dobrze wypaść - Hank mógł usłyszeć w głosie Juliana wesoły ton, bo niestety, zobaczyć, jak szczerzy się zadowolony do nastolatki - już nie bardzo.
- U wasz wszyscy cali? - dorzucił, w sumie nie sądząc, by mogło być inaczej. W końcu był tam Xavier, Jane, Kurt - niezależnie czy trzeba było się bronić, atakować czy uciekać - byli to w stanie zrobić w mgnieniu oka.
Przynajmniej w jego ocenie.

Zerknał na Weller, lekko marsząc brwi.

- Za nim zaczniemy cokolwiek równać z ziemią - najpierw zorientujmy się o co chodzi, nie? - mruknął tylko, niespecjalnie mając ochotę zaczynać walki nie wiedząc zupełnie z kim mieli doczynienia.



.

 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1135
Wysłany: Sro 01 Mar, 2017 21:29   

Wszystko zdawało się być ok. Lenka nie zabiła siebie i Heliona (w końcu nie codzień skacze się w ścianę wraz z kimś innym... Niedługo po ataku psionicznym... I akustycznym)., Julian nie musiał rozwalić podłogi czy windy w drobny mak (a kto wie jakie konsekwencje by to za sobą pociągnęło), Jane nikt KE odpowiedział (więc nie wiedziała kogo zniszczyć i przełożyła te plany... Na bliższą niż dalszą przyszłość), Hank zniósł przyjaciela do ich samolotu i wrócił (o dziwo, w jednym kawałku, nic go nie zaatakowało, ani nie zjadło...)

No właśnie - nie zaatakowało i nie zjadło, nie znaczy, że nic nie czaiło się w cieniu drzew... Czy w błękicie nieba.
Gdy profesor był bezpieczny, a McCoy miał wejść z powrotem do budynku, coś... Jakieś przeczucie kazało mu się odwrócić i spojrzeć w niebo. Naukowiec dostrzegł... Coś. Ciężko stwierdzić co, ale na pewno jakiś organizm żywy. Szybki. Zwrotny. Ogromny.
Stworzenie leciało gdzieś w głąb lasu. Czy to ono było autorem poprzedniego krzyku? A może ta dziura na piętrze to jego dzieło... Zaraz jaka dziura?

Frontowa ściana na pierwszym piętrze nie istniała. Wielka dziura, o promieniu półtorej metra ukazywała wnętrze budynku. Nie wiadomo tylko, gdzie cały gruz, powinien pozostać po rozwaleniu takiej powierzchni ściany. Chyba, że to, co narobiło takich zniszczeń nie działało od wewnątrz, ale od zewnątrz?

W środku znowu panowała cisza. Tak jakby... Jakby ktoś czekał na kolejny ruch X-Menów. A może zagrożenie już minęło?



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 120
Wysłany: Wto 07 Mar, 2017 17:49   

Usadowił Charlesa na jednym z foteli i przypiął go pasami, a następnie zabrał się za przygotowanie Blackbirda do startu. Odruchowo wykonywał kolejne czynności, uruchomił silniki, by po wszystkim móc natychmiast odlecieć, i gdy wszystko było gotowe ruszył w drogę powrotną do budynku. Do tej pory wszystko szło dobrze. Nie wykrył niczyjej obecności, co dobrze wróżyło. Podążając ponownie tą samą drogą jego uwagę przykuła sporych rozmiarów dziura na piętrze. Musiała powstać w wyniku wybuchu, który słyszeli przed paroma chwilami, ale coś mu się nie podobało. Spodziewałby się raczej większych zniszczeń, a nie czegoś takiego. Wstrząsnął ramionami i ruszył dalej. Nim przekroczył próg drzwi, coś kazało mu spojrzeć za siebie, na niebo. Poddał się temu przeczuciu i nie pożałował.
- Oh. My. Stars… - nie miał zielonego pojęcia co tak naprawdę widział. Z tego miejsca ciężko jednoznacznie stwierdzić z kim, a może z czym mają do czynienia. Wpatrywał się w tę istotę przez dłuższy moment i z czysto naukowego punktu widzenia był pod ogromnym wrażeniem. Starał się ocenić czy istota ta mogła doprowadzić do zniszczenia ściany na piętrze i właściwie nie widział niczego co mogłoby temu przeczyć. Poza jednym, dość istotnym szczegółem, na który z początku można było nie zwrócić uwagi, a i do niego dotarło to dopiero po chwili. Nigdzie nie widział śladów świadczących o tym, że ściana została uszkodzona od wewnątrz, co większości najpierw przyszłoby do głowy. W tym wypadku wnioskiem, który można wysunąć jest ten, że w takim razie coś musiało dostać się do środka. Ta istota? Wleciała, zrobiła to co miała zrobić i uciekła? A może to co do tego doprowadziło wciąż znajdowało się w budynku? Ta niewiedza coraz bardziej go niepokoiła. Powinni jak najszybciej się stąd zabrać i w spokoju zająć Profesorem.
Wszedł z powrotem do środka, gdzie czekali pozostali.
- Coś tu jest. – zaczął, gdy tylko ich dostrzegł. – Albo było. Lub jedno i drugie. Nie jestem pewien. W każdym razie widziałem coś dużego i niesamowicie szybkiego. Leciało w głąb lasu. – wyjaśnił. – To lub coś innego zrobiło dość sporą dziurę w ścianie na piętrze. Poza tym wydaje się być czysto, aż za bardzo. – gdy wszystko szło zbyt łatwo, albo wyglądało zbyt dobrze, najczęściej oznaczało to, że za wszystkim kryła się jakaś pułapka. A może tym razem za bardzo doszukiwał się ukrytych teorii i zagrożeń, a w rzeczywistości nic już im nie grozi? Za chwilę się przekonają. – Maszyna przygotowana do odlotu. Jeśli stąd spływamy, to lepszej okazji może nie być. Więc jeśli jesteście gotowi…
 
 
 

Alena Orlovna
[Usunięty]



Wysłany: Wto 14 Mar, 2017 16:21   

- Bo jak rozwalisz tą swoją telekinezą ścianę nośną, geniuszu, to będzie po nas wszystkich, bo budynek szlag trafi. - tak, głównie dlatego uważała, że jej plan jest o wiele lepszy. Nie naruszali struktury budynku, a jakieś specjalnie męczące to też nie było.
Na całe szczęście Julian nie okazał się być aż taką świnią i faktycznie trochę ich przyhamował, zanim walnęli w glebę. A tym samym Lena nie była aż tak zmęczona po tym "pokazie sił", jak mogłaby być. W sumie to nawet za bardzo jej nic nie było. Pomijając ból głowy. A co do samego skoku... Już raz z kimś skakała. Ale nie aż tak w ciemno, więc zaiste mogła być z siebie dumna. I tylko dlatego na hasło o spapranej matmie, z której w końcu była dość dobra, posłała kuzynowi pełen radości i dumy uśmiech. Chyba mogła być z siebie dumna, nie była aż tak beznadziejna, jak to Keller ciągle jej wmawiał. Razem z Hellionem poszła do pomieszczenia, gdzie byli wszyscy w kupie. No i mniej więcej właśnie wtedy przytelepał się psor McCoy.

Z uwagą wysłuchała jego słów i westchnęła. Od samego początku wiedziała, że coś z tym budynkiem jest nie tak. A spotkanie z wielką, latającą bestią było jej kompletnie nie na rękę. Zwłaszcza, że ta bestia latała. Po wypadku na torze zdecydowanie miała uraz do czegokolwiek, co latało.
- Proponuję zastanowić się nad tym na zewnątrz. Tak na wszelki wypadek, bo ten budynek wygląda, jakby w każdej chwili mógł runąć... - zaproponowała niepewnym tonem.
Po czym spokojnie razem z wszystkimi wyszła na zewnątrz.
 
 

Jane 

#TeamIronAmerica




Imię i nazwisko: Jane Weller
Data urodzenia/Wiek: 14.07.1988, 25 lat
Zdolności: Przejmowanie mocy przez krew, manipulacja molekularna, telekineza
GXRA 2017
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 9580
Wysłany: Sro 15 Mar, 2017 20:19   

Gruv? Odezwij się do cholery! pomyślała ze złością, wychodząc przed budynek jako ostatnia. Obejrzała się i przyjrzała dokładnie wielkiej wyrwie w ścianie. Wątpiła, by telepatyczny niedźwiedź nagle wyhodował sobie skrzydła i odleciał ku zachodzącemu słońcu.
- Archiwum jest bezpieczne - powiedziała po odwróceniu się do towarzyszy. - Gdybym wiedziała, czy Gruv jest bezpieczny, można by część naziemną zawalić, by ewentualne szczury nie miały zbyt łatwo.
Westchnęła, spoglądając w stronę Blackbirda.
- Hank, jak się czuje Profesor? - zapytała, zmartwiona jego stanem zdrowia i tym co mogło mu się przydarzyć podczas ataku we wnętrzu kompleksu.
Nie było sensu tu tkwić bez możliwości zabrania archiwum w całości. Kusiło zniszczenie wszystkich akt, ale mogły tam być niezwykle istotne informacje, które byłyby przydatne w przyszłości.
- Na razie nie mamy co tutaj robić, skoro nie mamy możliwości zapakowania całości dokumentów - dodała po chwili.



See the world in a grain of sand

Łapacz snów od Profesora
Sukienka na galę

 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1135
Wysłany: Nie 26 Mar, 2017 17:18   

Była jeszcze jedna opcja. Opcja tak irracjonalana, że na początku Profesor McCoy nie zastanowił się nad nią. Jednak gdy dodać dwa do dwóch...
"Atak" soniczny nastąpił przecież przed chwilą. W momencie, w którym cała ekipa była w różnych częściach budynku. Wcześniej ściany były w miarę całe, na pierwszy rzut oka nie zdradzał żadnych oznak wybrakowania. A na pewno nie takich, jak obecnie. Może... Ale tylko może... Odpowiednio wysoka częstotliwość i dostatecznie duże natężenie dźwięku... Teoretycznie istniała szansa, a raczej możliwość, by samym dźwiękiem uszkodzić ceglaną konstrukcje. Nawet, w co trudno uwierzyć, dało by się osłabić wewnętrzną strukturę cegieł na tyle, by rozsypały się w pył pod własnym ciężarem. Jednak dopasowanie dźwięku do częstotliwości rezonansowej... I dobranie odpowiedniej mocy... Czy wogóle było to wykonalne? A jeżeli tak, to czy tamto latające stworzenie mogło dokonać tak skomplikowanych obliczeń?
Nie, to nie było możliwe. To było na poziomie jakiś ektoplazmatycznych ingerencji w pole elektromagnetyczne, czy inny pseudo naukowy bełkot promowany przez "łowców duchów". Beast był naukowcem, wolał trzymać się rzeczywistości, niż tak absurdalnych pomysłów!
Z drugiej strony... Kto słyszał o ponad dwu metrowy niedźwiedziu - telepacie, żyjącym w starym, opuszczonym kompleksie wojskowym? W sumie X-Meni dalej nie wiedzieli, czy Gruv był mutantem, czy "tylko" zmutowanym. A jeżeli to drugie, co było inicjatorem tych zmian?

Lena nie koniecznie miała rację, oceniając stan budynku. Wojskowa technologia miała to do siebie, że ciężko uszkodzić cały budynek. Owszem, podczas ataku terrorystycznego z 11 Września uszkodzono Pentagon (który, jako główne centrum dowodzenia siłami wojskowymi Stanów Zjednoczonych powinien być wyjątkowo wytrzymały)... Ale po pierwsze, zbudowano go dobre 70 lat temu, po drugie runęła tylko część budynku, po trzecie, awionetka swoje waży.
Tu z kolei mieliśmy do czynienia z "troszkę" nowszym budynkiem, w którym wybito jedną dziurę w ścianie... Nie wiadomo czym. Więc... Teoretycznie budynek powinien przetrwać tych kolejnych kilkanaście sekund, które zajmie naszej ekipie podjęcie kolejnych decyzji.

Proście, a będzie wam dane. No i Jane wyprosiła. Ból głowy, jakby ktoś łapał pojedyncze neurony, prostował je i na powrót skręcał. Cała ekipa poczuła taki ból. Ból... I gdzieś tam daleko, praktycznie poza horyzontem świadomości, jakieś słabe myśli.
Samica... Pomóż... Za jaskinia... Woda...
Ci którzy mieli do czynienia z wielkim, kudłatym psionem wiedzieli, czyj to głos. Niewyraźny, słaby... Ale niezaprzeczalnie należący do Gruva. I sądząc po "złożoności" i sile przekazu, ciężko rannego Gruva



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 120
Wysłany: Czw 30 Mar, 2017 16:55   

Słysząc pytanie Weller wzruszył ramiona, ale nikt nie mógł mieć wątpliwości, że Hank jak nikt inny zamartwiał się losami przyjaciela.
- Bez zmian. – wyraźnie zmartwionym głosem odpowiedział Jane. – Prawdę mówiąc zaczyna mnie to trochę niepokoić. Nic jednak nie wskazuje, by jego życiu groziło jakieś niebezpieczeństwo, ale jeśli nic nas już tu nie trzyma, najchętniej zabrałbym go do Instytutu i dla pewności przebadał. – przedłużająca się utrata przytomności Xaviera mogła wskazywać na poważniejsze konsekwencje wcześniejszego starcia niż początkowo założył, ale z drugiej strony był to jeszcze na tyle krótki okres, że wszczynanie niepokoju nie było konieczne. Nawet jeśli chodzi o zdrowie Charlesa, jego najbliższego przyjaciela, bezwzględnie należy zachować spokój. Mogło być przecież tak, że nim wrócą na pokład Blackbirda Profesor zdąży się ocknąć. W głębi ducha miał nawet taką nadzieję.
- Wiemy przynajmniej, że każdy kto chciałby się dostać do tych dokumentów będzie miał znacznie utrudnione zadanie. My zaś dzięki pomocy Ku… - nie dokończył swej kolejnej kwestii, gdyż nagle poczuł jakby ktoś uderzał go, rytmicznie i dość mocno, w głowę. Nie było tak źle jak wcześniej, ale to wciąż było bardzo nieprzyjemne odczucie. Gdzieś między tym wszystkim wydawało mu się, że słyszał czyjś głos. Krótkie, proste słowa. Ktoś najwyraźniej chciał się z nimi skontaktować, a raczej z którymś z nich.
- Gruv? – spytał spoglądając na Jane i Juliana. Wprawdzie wcześniej nie miał z nim żadnego kontaktu, ale nie było trudno połączyć ze sobą odpowiednie kropki i dojść do takiego wniosku. Hank niewiele rozumiał z jego przekazu, ale bez problemu mógł wywnioskować, że nie jest z nim najlepiej. – Masz jakieś pojęcie, gdzie może się znajdować? Nie powinniśmy go tak po prostu zostawić, a z drugiej strony nierozsądnym byłoby wciąż trzymać tu z nami Charlesa.
- Jeśli chcemy pomóc waszemu przyjacielowi, najlepszym rozwiązaniem byłoby podzielić się obowiązkami. Ktoś powinien zabrać Profesora do szkoły i powiadomić Storm o jego stanie. Pozostali mogliby poszukać Gruva i zrobić co w ich mocy, by ukoić jego cierpienie. – do ustalenia pozostałyby wtedy właściwie tylko dwie kwestie. Kto zajmie się Profesorem i jak dostanie się do szkoły. Opcje w tej drugiej kwestii były dwie: Kurt lub samolot, w którym Charles już się znajdował. Drugiej grupie zawsze zostałby ten drugi środek transportu, nie pozostaliby tu więc bez możliwości ucieczki lub powrotu do domu.
 
 
 

Jane 

#TeamIronAmerica




Imię i nazwisko: Jane Weller
Data urodzenia/Wiek: 14.07.1988, 25 lat
Zdolności: Przejmowanie mocy przez krew, manipulacja molekularna, telekineza
GXRA 2017
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 9580
Wysłany: Czw 30 Mar, 2017 18:47   

Weller zaczynała już tracić nadzieję, gdy Gruv się odezwał. Przekaz zmroził jej wnętrze, chociaż głowa łupnęła przeszywającym bólem. Zresztą nie tylko ją, sądząc po reakcjach współtowarzyszy.
- Niech Kurt zabierze Profesora do szkoły i jak będzie już pod opieką, to niech wróci tutaj i pilnuje Blackbirda - zarządziła, patrząc najpierw na McCoya, a następnie na Wagnera, potem pobiegła do samolotu, by w pośpiechu i używając telekinezy zgarnąć środki opatrunkowe i leki z tamtejszej apteczki oraz kilka butelek z wodą.
Wepchnęła wszystko do torby, którą później wcisnęła Hankowi w ręce. Jedynie on miał odpowiednie przeszkolenie, by udzielić rannemu niedźwiedziowi medycznej pomocy.
- Lena, idziesz za nami z Hankiem. W razie czego atakuj lub uciekaj.
- Smarkula powinna zostać w samolocie - zaprotestował Keller.*
- Idzie z nami. Będzie nam potrzebna, by pomóc Gruvowi - Jane powiedziała twardo, patrząc na skrzywioną minę Juliana. - Nie krzyw się tak, może za sobą nie przepadacie, ale to nie znaczy, że mamy go tam zostawić bez pomocy. Wyciągniemy go stamtąd, a potem zrównamy to przeklęte miejsce do fundamentów.
Keller już otwierał usta, by powiedzieć coś, za co pewnie by oberwał mocno w łeb, ale Jane rzuciła mu tak ostre spojrzenie, że tylko zamknął usta i ruszył przodem. Może i byli razem krótko, ale jeszcze nie stracił instynktu samozachowawczego i bez względu na jego relacje z tą kupą futra, nie życzył niedźwiedziowi śmierci, głównie ze względu na stosunek Weller do Gruva.
Jane nie oglądając się na nikogo ruszyła w kierunku miejsca, gdzie spodziewała się znaleźć rannego niedźwiedzia.



//* NPCowanie przy radośnie udzielonej zgodzie przez właściciela postaci.



See the world in a grain of sand

Łapacz snów od Profesora
Sukienka na galę

  
 
 
 

Alena Orlovna
[Usunięty]



Wysłany: Czw 30 Mar, 2017 21:36   

Ważne byłoby zauważyć, że Alena nie miała jakiegoś większego pojęcia o bazach wojskowych. O budowaniu domów i innych budynków tym bardziej. Skąpa wiedza, którą posiadała mówiła jej tylko tyle, że tak wielka dziura w budynku może się równać rozwaleniem tegoż. Zresztą podstawowe pojęcie o ścianach nośnych to chyba miał każdy.
Syknęła cicho, czując znowu "dobijanie się" do jej biednej i tak już pokrzywdzonej poprzednim atakiem łepetyny. Na całe szczęście to nie trwało aż tak długo i nie było tak tragiczne, ale i tak pogorszyło jej ból głowy. Nie, żeby w ogóle w jakikolwiek sposób to zasygnalizowała. Może po prostu chciała w jakiś sposób... zaimponować pozostałym X-Menom, a może zwyczajnie uważała to za coś normalnego. W końcu przy wstrząsie mózgu czuła się dosyć podobnie... Tylko bez tego łupania pod czaszką.
Nic się nie odzywając poczekała, aż reszta ustali jakiekolwiek plany. W tym czasie zresztą szukając ewentualnych dziwnych rzeczy wokoło. Słysząc słowa Jane uśmiechnęła się szeroko.
- Jasne. - przynajmniej jedna osoba traktowała ją normalnie, a nie jak balast. Tak, o Hellionie tu mowa, oczywiście. Na nazwanie siebie smarkulą tylko prychnęła, jednak z godnością zignorowała komentarz. Wprawdzie nie miała zielonego pojęcia, jak niby miałaby pomóc temu całemu Gruvowi, ale zawsze miała coś do roboty, zamiast siedzieć bezużytecznie w blackbirdzie. Swoją drogą, chyba będzie trzeba zorganizować inny sposób podróży. Nienawidziła latać. Teraz jednak grzecznie ruszyła za pozostałymi w stronę miejsca pobytu tego potężnego telepaty.
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1135
Wysłany: Nie 09 Kwi, 2017 18:54   

Kurt już miał zgłosić się na ochotnika, by zanieść Profesora do Szkoły, gdy Jane zaproponowała to samo.
-Zgadzam się. Lot tu zajął nam kilkadziesiąt minut. I z całym szacunkiem do ciebie, mein Freund - ukłonił się w kierunku Kellera - Nawet, gdybym ja pilotował, zajęło by nam to 45 minut. Ja z kolei mogę być w Szkole w ciągu kilkunastu sekund. Wliczając krótką drzemkę i postój na frytki. Tak więc Meine Damen und Herren - Nightclawler powoli zaczął wycofywać się tyłem w kierunku Blackbirda - Proszę wybaczyć, ale obowiązki wzywają. - BAMF! I tyle go widzieli.

Owszem, Julian miał resztki instynktu samozachowawczego. Jednak Lenka była jego rodziną. Rodziny się nie wybiera, ale się o nią dba.
Gdy tylko ruszyli, Helion pociągnął Orlovnę tak, by znaleźli się parę kroków z tyłu, za resztą ekipy. Gdy upewnił się, że nikt ich specjalnie nie podsłuchuje, szepnął dziewczynie do ucha.
-A spróbuj walczyć... Albo co gorsza, daj się zranić, to osobiście skopie ci tyłek i wyślę do domu pierwszym prywatnym lotem. - I nie dając Alenie ani chwili na odpowiedź, dołączył do Jane na przodzie "ekspedycji".

Ekipa żwawo ruszyła na tyły budynku. Nie koniecznie wiedzieli, czego szukają, ale mieli przeczucie, że gdy tylko to znajdą, będą wiedzieli. Bo chyba nikt nie przypuszczał, że wielka, kudłata kula będzie sobie leżeć gdzieś na trawce za budynkiem?
Skoro zadania zostały podzielone, a niejasności wyjaśnione, ekipa ruszyła na tyły budynku. Lenka jako pierwsza zobaczyła coś jakby... Koleiny? Ciężko stwierdzić, Matka Natura już się tym zajęła... Ale ewidentnie były jakieś ślady czegoś, prowadzące szerokim łukiem na tyły kompleksu, a następnie znikające w wjeździe do podziemnego parkingu.
W sumie miało to sens - do tej pory nie trafili na nic, co mogło być windą towarową czy rampą rozładunkową. No a ciężko zakładać, że grupa żołnierzy i naukowców, w ramach pracy i relaksu, uprawia ogródek. Stryker musiał dostarczać w jakiś sposób żywność i inne niezbędne rzeczy swoim ludziom. Pewnie zaopatrzenie było dowożone do tego parkingu... A stamtąd przekazywane do magazynu czy innej kuchni.

Oczywiście, ta część kompleksu również była zajęta przez naturę. Może nie tak, jak recepcja... Czy serwerownia, ale panował tu niezły bajzel. Odchody pod ścianą, jakieś gniazda pod stropem. Jednak najciekawsze znajdowało się w ścianie. Wielka, około 3 metrów dziura w ścianie, prowadząca w głąb kompleksu. Tu, w kolejnej "sali" znajdowały się urządzenia techniczne... A także jakiś zbiornik z niebiesko-zieloną cieczą. Ewidentnie nieszczelny zbiornik z niebiesko-zieloną cieczą.

Samica... Tutaj... - Usłyszeli X-Meni w swoich głowach. Tym razem bez bólu. Coś ewidentnie było nie tak. Coś czyli...
Gruv. Niedźwiedź leżał w kolejnej dziurze, tym razem wypełnionej słomą czy sianem. Na pierwszy rzut oka zdawało się, że zwierzę po prostu śpi. Jednak dokładniejsze oględziny pozwoliły stwierdzić, że coś jest z nim nie tak. Tylko... Co? Nie byli wśród nich weterynarza, więc mogli tylko zgadywać, co jest "misiowi".



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Alena Orlovna
[Usunięty]



Wysłany: Wto 11 Kwi, 2017 14:14   

Spojrzenie Aleny powinno móc zabijać. Prychnęła pod nosem, słysząc takie groźby i darując sobie przypomnienie szanownemu kuzynkowi, że tatuś ją osobiście z domu wywalił i wydziedziczył, więc co najwyżej mogłaby się zatrzymać na jakimś squocie. Albo u swoich przyjaciół z toru wyścigowego, ale o tym Keller nie miał zielonego pojęcia i mieć go nigdy nie będzie, tak długo, jak Lena miała coś do powiedzenia w tym temacie.
Jednak z powodu krótkiej "rozmowy" z Julianem wlokła się za całą ekipą, zamiast, jak było przykazane, iść obok Beasta. Nie, żeby jej to w ogóle przeszkadzało. Dzięki temu mogła swobodnie się rozglądać i obserwować otoczenie. Koleiny, zarośnięte i ewidentnie stare, od razu przykuły jej uwagę. Ale ponieważ były one ewidentnie bardzo stare i nieużywane, nie zwróciła niczyjej uwagi na fakt ich istnienia. Bo i po co zresztą. Tylko potwierdzały, że kompleks był opuszczony...
Wciąż jednak niepokoiło ją, że tam, na samym początku "wędrówki" koleiny były bardzo świeże. No i to dziwne coś, co wyleciało ze ściany. Potem wrzask miśka, przez który wciąż bolała ją głowa i dzięki temu miała lekko zaburzoną percepcję. Na widok dziury wszyscy w nią weszli, natychmiast biegnąc do rannego niedźwiedzia. Chyba rannego, patrząc po chemikaliach wokół i nieszczelnym zbiorniku była bardziej skłonna uznać, że misiu był po prostu otruty tym świństwem, ewentualnie czymś go naćpali. Przeszkolenia z pierwszej pomocy zdecydowanie nie miała, poza tym podchodzenie do chorego zwierzaka było złym pomysłem, skoro jej nie znał. Znał za to Jane i najwyraźniej jej ufał, więc sprawa była załatwiona.
Alenę bardziej ciekawił ten podziemny parking. Więc zamiast iść za całą resztą, ona zwyczajnie skręciła w bok zamierzając pozwiedzać sobie pomieszczenie. Tu już kolein nie było, no ale cóż. Wyjęła z kieszeni telefon z malutką latareczką i odpaliła ją, skoro na parkingu było ciemno jak w d...ziurze. Takiej serio głębokiej. No jak to w podziemiach bywa, proste. W zasadzie sama nie wiedziała, czemu bardziej ciekawił ją ten parking. Chyba liczyła na znalezienie tu jakiegoś pojazdu, bo tłuczenie się w drodze powrotnej Blackbirdem, zwłaszcza takim, którym miałby kierować Julian, odpadało w przedbiegach. Nienawidziła samolotów i ich pokrewnych i to się nigdy nie zmieni. Gdyby ludzie mieli latać, mieliby skrzydła. Ruszyła więc wgłąb parkingu, wolnym, cichym krokiem, uważnie się rozglądając i na wszelki wypadek w każdej chwili mogąc przybrać postać "skondensowanego ducha", przez którego wszystko przeniknie.
 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 120
Wysłany: Wto 11 Kwi, 2017 16:11   

Udało im się. Raczej bez większych problemów i niedogodności odnaleźli miejsce, w którym przebywał potrzebujący pomocy niedźwiedź. Hank nie chciał pchać się bezpośrednio do leżącego Gruva. Owszem, był go ciekaw i w innych okolicznościach byłby pewnie pierwszym, który wyrwałby się do biegu, ale teraz jego ostrożność wzięła jednak górę. Miś go nie znał, nikt nie mógł mieć pewności w jaki sposób zareaguje na nieznaną personę, a McCoy nie chciał narażać siebie i pozostałych na kolejne psychiczne ataki. Dlatego uznał, że lepiej będzie jeśli właśnie Jane i Keller pierwsi do niego podejdą, a on zajmie się czymś innym.
- Sprawdźcie czy nie jest ranny. Ja zobaczę z jaką substancją mamy do czynienia. – wskazał na zbiornik który musieli minąć, by znaleźć się przy dziurze, w której leżał Gruv. – To ona mogła sprawić, że wasz przyjaciel nie czuje się najlepiej. – zatrucie związane z długim przebywaniem w pobliżu jakiejś silnej chemicznie substancji nie niosłoby pozytywnych skutków u nikogo, a wyglądało na to, że to tu Gruv i część zwierząt od jakiegoś czasu mieszkały. Ta opcja była dość prawdopodobna w przypadku, gdy zbiornik był nieszczelny i mieszkańcy mogli mieć bezpośredni kontakt z płynem. Musiał to sprawdzić, być może zabrać jakieś próbki jeśli nie będzie w stanie określić co to jest. Ale może na jego szczęście sam zbiornik będzie w jakiś sposób opisany, na co przed momentem nie zwrócił uwagi? To by dopiero było za szczęście… Ale o czym on myślał, przecież po tych wszystkich problemach teraz na pewno nie pójdzie łatwo.
 
 
 

Jane 

#TeamIronAmerica




Imię i nazwisko: Jane Weller
Data urodzenia/Wiek: 14.07.1988, 25 lat
Zdolności: Przejmowanie mocy przez krew, manipulacja molekularna, telekineza
GXRA 2017
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 9580
Wysłany: Wto 11 Kwi, 2017 18:58   

Jane weszła do środku z początku powoli, lecz gdy tylko ujrzała Gruva, to natychmiast do niego podbiegła i przyklękła przy nim, uważając, by nie wylądować w odchodach czy płynie ze zbiornika.
- Gruv? - odezwała się, dotykając niedźwiedziej łapy. - Powiedz co się stało? Coś cię boli? Cokolwiek, co pomoże nam ustalić co ci dolega. Piłeś może to świństwo ze zbiornika?
Jane może i nienawidziła ludzi takich jak Stryker, ale to było nic w porównaniu do tego co czuła, gdy ktoś krzywdził zwierzęta, zwłaszcza takie jak Gruv, które los już wystarczająco doświadczył.
Julian mógł dostrzec po jej spiętej postawie, że z wysiłkiem nad sobą panuje i lepiej by żaden przeciwnik się tutaj nie pojawił, bo spotka go tylko najgorsze, a żaden z jej towarzyszy nie powstrzyma Weller przed niezbyt miłym odwetem. Może i nie zabiłaby nikogo, ale z pewnością zostawiłaby w takim stanie, że błagałby o śmierć.



See the world in a grain of sand

Łapacz snów od Profesora
Sukienka na galę

 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1135
Wysłany: Sob 15 Kwi, 2017 20:45   

Beast nie miał szczęścia. Zbiornik nie był opisany. Sama jego zawartość... Ciecz nie śmierdziała, w miejscu, gdzie skapywała na ziemię nie było widać, by była to substancją o skrajnym pH. Bez dostępu do laboratorium ciężko stwierdzić, czy to coś mogło mieć negatywny wpływ na organizmy żywe.
Trzeba pamiętać, czemu Hank otrzymał taki a nie inny pseudonim operacyjny. I wbrew anegdocie, miano Beast nie pochodzi od jego zwierzęcego magnetyzmu. Mimo zachowania, a nawet podniesienia zdolności manualnych palców, profesor McCoy potrzebował odrobinę więcej przestrzeni osobistej niż inni naukowcy. A że pobieranie próbek dziwnej substancji z delikatnie rozszczelnionego zbiornika nie pozwala na zbytnią swobodę ruchu... Gdy Henry już kończył, poczuł, jak na jego dłoń spada jedna pojedyncza kropla substancji. Na szczęście amputacja ręki nie była konieczna... Co innego wizyta u fryzjera. Miejsce, które miało kontakt z cieczą, porosła jeszcze większa niż gdzie indziej warstwa futra. Tak jakby... Jakby to coś w zbiorniku było akceleratorem mutacji.

Niedźwiedź z wysiłkiem spojrzał na Jane. Było widać, że wszystko go boli. Pewnie dlatego jego rozmowa telepatyczna była dużo przyjemniejsza dla słuchaczy. Po prostu Gruv nie miał siły mocniej wyrażać swoje intencje.
Woda... Dobra... Zrobić z... Gruv Gruv. Gruv boleć... Tułów... Skazz zaatakować. Silniejszy niż zawsze... Wyrwać się spod moc... Zaatakować krzyk... Samica i stado... Uciec... Nim Skazz wrócić...

Lenka węszyła I kręciła się nie niepokojona przez nikogo. Widać życie czy zdrowie młodej Rosjanki jest mniej ważne, niż samopoczucie jakiejś wielkiej, psionicznej kupy sierści. Trudno! Ich strata. Potem wszyscy będą ją chwalili i zazdrościli jej talentom detektywistycznym... A może i ten stary cap Julian będzie z niej dumny.
Czy coś w ten deseń.
Tak czy siak, Alena odłączyła się od grupy, poszukując CZEGOŚ. Czegoś ciekawego. Czegoś interesującego. Czegoś... Ej, czy tamten mech na ścianie... Czemu on tam jest? I czemu, jak się dokładnie przyjrzeć, widać jakby... Małą lukę, czy inną pionową przerwę? Tak! To na pewno to! Tylko... Czy to "zwykle" idealnie pionowe pęknięcie, czy tam się coś kryje?



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Alena Orlovna
[Usunięty]



Wysłany: Nie 16 Kwi, 2017 12:46   

W zasadzie głównym powodem, dla którego Lena się odłączyła od reszty, było poszukiwanie innego środka transportu. Dopiero potem pomyślała sobie, że zrobi niektórym (czyli Julianowi głównie) na złość i pokaże, że wcale nie jest beznadziejna i nieprzydatna i coś ciekawego wyśledzi. Parking był idealny do tego, więc pilnie obserwowała podłogę i ściany, w ogóle nie przejmując się faktem, że odłączyła się od reszty i generalnie robienie tego może nie było zbyt mądre. Polegała na swojej zdolności fazowania i telekinezie. W końcu jej wzrok padł na mech. W zasadzie w pierwszej chwili obojętnie przyjechała po nim latarką, zaraz jednak wracając tam ze światłem.
- No patrzcie... - zamruczała do siebie. W końcu ściany nigdy nie pękają tak idealnie pionowo. Prawda? A to znaczy, że... - Coś musi tam być. - aż uśmiechnęła się radośnie do siebie.
Dlatego też odetchnęła głęboko i odsunęła się na kilka kroków. Następnie też zapominając o bólu głowy i wszystkim innym skoncentrowała się i biegiem rzuciła w stronę ściany, chcąc przez nią przeniknąć. Iiiii... nic z tego. Odbiła się od ściany z cichutkim jękiem i jeszcze większym bólem głowy, lądując na tyłku z niezrozumieniem na twarzy. Potarła głowę, mrużąc oczy.
- Co do...? - zebrała się z betonu i ostrożnie podeszła do ściany, delikatnie jej dotykając i badając zwłaszcza pęknięcie.
 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 120
Wysłany: Czw 20 Kwi, 2017 21:02   

Czemu przypuszczał, że akurat teraz dopisze mu szczęście, skoro wcześniej nie było z tym tak różowo? Tylko jeszcze raz się przeliczył, gdyż fortuna najwyraźniej opuściła go na dobre. Trudno, musi sobie poradzić inaczej i chociaż będzie mu do tego potrzebne jego laboratorium, to w końcu rozgryzie z jaką substancją mają do czynienia. Pobranie próbki chwilę mu zajmie, wbrew pozorom nie było to dla niego takie łatwe, bo jego wygląd w sporej mierze ograniczał mu pole manewru, ale przecież nie z takimi trudnościami sobie już radził. Potrwa to tylko nieco dłużej niż zwykle, a dowiedzenie się czym ta ciecz jest może okazać się kluczowe dla rozwiązania nie tylko problemu Gruva i jego dolegliwości, ale też samego ośrodka. Jane zajęła się niedźwiedziem, więc chwilowo mógł poświęcić temu zajęciu tyle czasu ile było potrzeba. Ostrożnie położył torbę na podłodze i zabrał się do roboty.
- Jestem już na to za stary… - cicho się poskarżył, choć zrobił to bardziej do siebie i z ewidentnie humorystycznym zabarwieniem. Wyciągnął z torby jedną z buteleczek, w której znajdowały się jakieś tabletki i przesypał je gdzie indziej. Nie miał przy sobie innego pojemniczka, który mógłby wykorzystać do pobrania próbki. Musiał improwizować. Na szczęście wszystko wskazywało na to, że substancja nie była żrąca i prawdopodobnie ten flakonik będzie odpowiedni do tego celu.
Zebrawszy odpowiednią ilość cieczy, szykował się już do podniesienia z podłogi, gdy w jego głowie rozległ się znajomy, spokojny głos. Wiadomość, którą otrzymał od swojego przyjaciela znacznie go uspokoiła, lecz jednocześnie sprawiła, że nie zachował odpowiedniego bezpieczeństwa i pozwolił, by odrobina substancji spadła mu na rękę. Nie znając przeznaczenia cieczy, nie wiedział czego się spodziewać. Na szczęście okazało się, że nie miał większych powodów do zmartwień. Dowiedział się za to czegoś innego.
- Oh, my stars and garters. – zaczął swoim słynnym już powiedzeniem. – Mam dwie wiadomości. Po pierwsze: Charles ma się całkiem dobrze. Po drugie: Wiem jakie jest działanie tej substancji. – wypowiadając drugą część tej wypowiedzi podniósł lekko dłoń, by inni dostrzegli co się stało z futrem w miejscu, gdzie spadła tamta kropla. – Mogę z niemal stu procentową pewnością stwierdzić, że mamy do czynienia z… hmm… - zaciął się na chwilę szukając w głowie odpowiednich słów. - …Wygląda na to, że ta substancja wzmacnia skutki mutacji. Jest czymś w rodzaju ich akceleratora. Jak dokładnie to robi i czy mogą być z tym związane jakieś skutki uboczne, jak na przykład u waszego przyjaciela, ani czy na innych oddziałuje czasowo, czy trwale, dowiem się dopiero po przeprowadzeniu badań. Czyli, gdy wrócimy do Instytutu. – dotychczasowa wiedza mogła ich jednak doprowadzić do pełnego zrozumienia słów Gruva. Jeśli któreś ze zwierząt miało kontakt z tą cieczą, a wszystko na to wskazuje, to mogą znaleźć się w poważnych tarapatach, gdy będą mieli tę nieprzyjemność się na nie natknąć.
- Zajmijmy się waszym przyjacielem i zabierajmy się stąd. – chwycił torbę, wrzucił fiolkę z próbką do środka i podszedł do reszty. Właśnie. Gdzie właściwie podziała się Alena? Był pewien, że jeszcze przed chwilą była razem z nimi. – Widzieliście gdzieś Lenę? – - spytał zmartwiony jej nieobecnością. Nie powinna była samotnie oddalać się od grupy. Nie mają pojęcie co jeszcze może czaić się w ośrodku, co jeśli wpadnie w kłopoty? Te dzieciaki… Nigdy się nie nauczą.
 
 
 

Jane 

#TeamIronAmerica




Imię i nazwisko: Jane Weller
Data urodzenia/Wiek: 14.07.1988, 25 lat
Zdolności: Przejmowanie mocy przez krew, manipulacja molekularna, telekineza
GXRA 2017
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 9580
Wysłany: Nie 23 Kwi, 2017 14:58   

- Nie ruszaj się - powiedziała do Gruva, zaczynając sprawdzać jego tułów, co było nieco utrudnione przez potężną warstwę futra.
Na chwilę przestała, kiedy usłyszała zaskoczenie w głosie Hanka, odwracając głowę w jego stronę. Jej oczy rozszerzyły się, gdy zobaczyła co się stało.
- Weź ile próbek chcesz, bo zamierzam to świństwo zneutralizować - ostrzegła McCoya, a w jej oczach pojawił się ostry błysk, który sugerował, że jest w tym momencie bardziej niż wściekła na Strykera i resztę jego bandy.
Wróciła do badania Gruva, uważając by nie sprawić mu większego bólu, bo wiedziała, że dostanie niedźwiedzią łapą to nic przyjemnego. Wystarczająco dużo czasu spędziła w szkolnym ambulatorium i na oglądaniu medycznych seriali, by dostrzec, ze klatka piersiowa Gruva jest dziwnie zapadnięta z jednej strony.
- Hank, Gruv ma chyba połamane żebra. Jakieś pomysły jak to naprawić?
W jej głosie brzmiała wyraźna nuta mówiąca "do cholery, pomóżcie mu".



See the world in a grain of sand

Łapacz snów od Profesora
Sukienka na galę

 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1135
Wysłany: Sro 26 Kwi, 2017 23:55   

Lena nie miała szczęścia. Ból głowy, zmęczenie i lęk przed fazowaniem przez istoty żywe zrobił swoje. Dziewczyna wpadła w ścianę... Przefazowała kawałek... I cofnęła się z powrotem do parkingu. Widać moc nie zawsze jej słucha... A na pewnie nie w tak ciężkich sytuacjach. Jedna nie ma tak źle! Podczas próby przechodzenia Lenka coś zobaczyła... Jakby dźwignię z drugiej strony w ścianie? Pewnie mechanizm otwierający przejście. Pytanie tylko - jak do tego się dostać?
Alena usiadła po turecku i zamknęła oczy. Wzięła kilka głębokich wdechów i skupiła się na tym, co za ścianą. Chyba nigdy wcześniej nie próbowała telekinezy na ślepo... Ale zawsze musi być ten pierwszy raz, prawda?
Zadanie było z pozoru proste - "wyczuć" dźwignię i ją pociągnąć. W końcu najlepsi telekinetycy tak robią. Wyczuwają otoczenie i manipulują nim mocą jak ręką. Ale Lenka nie doszła jeszcze do tego etapu szkolenia.
Tak więc dziewczyna siedziała w ciszy i skupieniu "macając" korytarz po drugiej stronie przejścia. Ściana... Sufit... Podłoga... Tylko gdzie ta przeklęta wajcha! Powoli, spokojnie, nie stracić koncentracji... Sufit... Podłoga... Ściana... Tu nic nie ma! Jeszcze raz... Oddychać... Uspokoić się i skupić... Jest... To chyba to... Coś wystaje z ściany... Teraz to tylko nacisnąć... Udało się! Drzwi z nie tak głośnym zgrzytem uchyliły się. Gdy Lenka weszła do środka (co nie było tak łatwe. Drzwi swoje ważyły, więc dziewczyna musiała napierać na nie całą swoją wagą), jej oczą ukazało się... No właśnie nic. Korytarz, dość ciasny, był kompletnie nie oświetlony. Dreamcatcher ruszyła w głąb. W pewnym momencie poczuła, że podłoże zaczyna delikatnie opadać. Po kolejej chwili dostrzegła delikatne, migotlowe światełko gdzieś w oddali. Co raz wyraźniejsze, coraz bardziej sztuczne, coraz bliższe...
Światło oświetlało kolejne, dość spore pomieszczenie. Ściany pokrywały metalowe "łaty" różnorakich rozmiarów. Trochę jak... Jak pierwsza wersja Danger Room, znana jedynie z opowieści najstarszych X-Menów.

Początkowo słowa Niebieskiego Mutanta zostały zignorowane. W końcu Lenki nie było, a Jane i Helion byli zajęci Misiem. Dopiero słowa o akceleracji sprawiły, że Juliana odwrócił się do nauczyciela.
-W sensie... Że ten Futrzak zawsze był psychiczny, a ta maź zrobiła z nim to, co Jean ze mną? Co by było, gdybym sam tego spróbował? A może lepiej! Dało by się z tego zrobić remedium na Remedium? - Dopytywał z ciekawskim błyskiem w oku.
-Ej, właśnie... Gdzie ta Mała Zakała się schowała... Przecież mówiłem, że ją wyrzuce do domu pierwszym prywatnym odrzutowcem, jak sobie krzywdę zrobi! - Tym razem w głosie młodzieńca było słychać zdenerwowanie. Tylko ciężko stwierdzić, czy bardziej z powodu zniknięcia kuzynki, czy tego, że wpadła w jakieś tarapaty?

Zneutralizować substancje, o której nic się nie wie. Genialny pomysł! Przecież tam jest tylko woda węgiel i parę innych pierwiastków. Na pewno nie będzie nic takiego, z czego może powstać cyjanowodór, czy inna organiczna trucizna. Poza tym, Jane WIEDZIAŁA (czytaj, chciała, żeby taka było), że zmiany w DNA Gruva są pernamentne i żadne mechanizmy ochrony DNA nie będą dążył do "naprawy" niedźwiedzia.
Gruv popisał się niesamowitą samokontrolą, o czym wie każdy posiadacz zwierzęcia zabranego do weterynarza. Jeżeli specjaliści po wielu latach nauki i doświadczenia z zwierzętami wolą wprowadzić psa w stan narkozy przed zwykłym czyszczeniem mu zębów... A niedźwiedź nie zabił dziewczyny ani kłapnięciem zębów, ani machnięciem łapy... A może to przez to, w jakim był stanie?
-Ja mam pomysł. - odezwał się znowu Julian. - Zostawmy tu go, poszukajmy Lenki, wróćmy i zabierzemy go do Black Birda. W Szkole są jacy uzdrowiciele czy "zwierzęcokształtni". Pewnie jak się zgadzają, będą w stanie go spokojnie wyleczyć. Ostatecznie, mogę go kompletnie unieruchomić podczas transportu. Wiesz, wytworzyć wokół niego pole T. K., takie niezwykle bliskie niego. Coś a'la gips. Ale to dopiero, jak znajdziemy tego małego pasożyta!



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Alena Orlovna
[Usunięty]



Wysłany: Czw 27 Kwi, 2017 17:10   

W pierwszej chwili w zasadzie nie wiedziała, co do wszystkich diabłów się stało. Wlazła w ścianę? No wlazła. Widziała nawet to, co jest za nią? No widziała. To jakim cudem siedzi teraz na podłodze po tej samej stronie ściany, po której stała pierwotnie...? Ach. No tak. Mech. Substancja bądź co bądź organiczna. Z drugiej strony nikt nigdy nie powiedział, że substancja organiczna ma ją cofać! Przypuszczalnie winne było zmęczenie i ból głowy. Wolała jednak, żeby ją cofnęło, niż żeby utknęła w ścianie.
Dopiero po dłużej chwili zaczęła się zastanawiać nad tym, co udało jej się dostrzec po drugiej stronie. Tam była jakaś wajcha, a takie wajchy miały w zwyczaju otwierać jakieś ukryte przejście. No ale hej, od czego jest telekinetykiem, tak? Metodą prób i błędów po dłuższej chwili udało jej się "złapać" dźwignię i zwolnić jakiś mechanizm przytrzymujący drzwi. Wprawdzie potem nieźle się namęczyła, żeby je uchylić wystarczająco, żeby się przecisnąć przez ścianę i zapewne narobiła sobie jakiegoś siniaka, otwierając je "z rozpędu", jak na filmach akcji, ale jakoś jej się udało. W tej dziwnej sytuacji jakoś mimowolnie przypomniała sobie słowa często rzucane w domu, gdy była dzieckiem "Do obory weszłaś? W porządnym domu drzwi się zamyka za sobą!" i jakoś odruchowo po przejściu przez drzwi zamknęła je za sobą i nawet przesunęła dźwignię w poprzednią pozycję. Tym samym zatarła wszelkie ślady za swoją osobą. No chyba że ewentualnie uznają, że po prostu przeszła przez ścianę. Chociaż ten cholerny mech... O lęku Leny przed przenikaniem przez rzeczy organiczne wiedział chyba każdy, kto kiedykolwiek próbował ją na to namówić.
Nicość za drzwiami ją dość mocno zaskoczyła. No tak chronione miejsce chyba powinno być... jakieś. A nie że ciemność. Widząc jednak migotliwe światełko zgasiła latarkę i skierowała się w tamtą stronę. Telefon wylądował bezpiecznie w kieszeni, żeby czasem po drodze diabli go nie wzięli. Kolejne pomieszczenie za to wprawiło ją w osłupienie.
- To wygląda jak Danger Room... Tylko ten stary, co widziałam kiedyś na zdjęciach... - mruknęła do siebie, ostrożnie rozglądając się po pomieszczeniu i sprawdzając, czy w ogóle było używane. - Czym do cholery jest ten kompleks...? - zaczęła delikatnie sprawdzać i obmacywać ściany, również telekinezą, sprawdzając, co jest za nimi. Kompletnie zapomniała o zmęczeniu czy uszczerbkach fizycznych. Liczyło się tylko to, co było wewnątrz. Nawet nie pomyślała, że ktokolwiek mógłby jej szukać, w końcu byli zbyt zajęci niedźwiadkiem. Swoją drogą biedny misiek, to było znęcanie się nad zwierzętami.
 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 120
Wysłany: Pon 01 Maj, 2017 16:35   

- Jeśli mamy szczęście i żadne ze złamanych żeber nie uszkodziło żadnego organu wewnętrznego to wystarczą środki przeciwbólowe. Nie mamy niczego z przeznaczeniem dla zwierząt, ale odpowiednio duża dawka leków powinna mu choć trochę ulżyć, ale nie wiem jak zareaguje na nie jego żołądek i czy nie dojdzie do jakichś powikłań. – cały czas sugerował się wiedzą na temat ludzkiej medycyny. Oparte na tym działania niekoniecznie muszą przynieść pożądany efekt, ale nie był przecież ekspertem w tej dziedzinie. Różnice między ludźmi, a zwierzętami, nawet jeśli niewielkie mogą mieć istotny wpływ na przebieg procesu leczenia. Nie bez powodu istnieją oddzielni lekarze dla człowieka i zwierząt. Podobnie leki. Znał przypadki, gdy podanie zwierzęciu środka przeznaczonego dla ludzi nie kończyło się najlepiej. – W najgorszym przypadku nie wiele zdziałam tu na miejscu i powinniśmy wtedy natychmiast zabrać go do jakiegoś weterynarza, gdyż doprowadzenia go do zdrowia może wymagać operacji. – podszedł do niedźwiedzia, by samemu przyjrzeć się miejscu, o którym wspomniała Jane. Z początku tylko obserwował, po chwili pozwolił sobie jednak powoli przenieść tam dłoń. Westchnął głęboko, zastanowił się i nie był tym wszystkim zadowolony. – Nie podoba mi się to. Właściwie nie wierzę, że to powiem, ale Julian może mieć rację. W kwestii transportu Gruva, oczywiście. Nie wiemy jakich obrażeń mógł doznać wewnątrz i jego przeniesienie także mogłoby się wiązać z pewnym zagrożeniem. Gdyby chodziło o coś innego… Złamaną łapę, ranę którą trzeba byłoby zwyczajnie opatrzyć, czy coś podobnego, byłbym w stanie pomóc, ale to przekracza moje możliwości. – chwycił jednak torbę z lekami, odnalazł jakieś środki przeciwbólowe i odmierzył dawkę stosowną do masy zwierzęcia, czyli około 4 krotnie większą niż dla dojrzałego, dobrze zbudowanego mężczyzny. – Chciałbym pomóc, ale w tym miejscu, w tych warunkach, bez odpowiedniej wiedzy mógłbym mu jeszcze bardziej zaszkodzić. Mogę mu podać coś co powinno złagodzić ból, ale jak wspomniałem wcześniej nie wiem czy i w jak sposób przyjmie to jego organizm. – spojrzał na swoich towarzyszy, im zostawiając ostateczną decyzję. Nie chciał jej podejmować samodzielnie. Powiedział już co miał powiedzieć i dostosuje się do tego co oni postanowią. Trwał tak dopóki się nie odezwali.
Dopiero wtedy postanowił przejść do kolejnych poruszonych przez nich kwestii.
- Na wszystkie twoje pytania mogę odpowiedzieć tak samo, Julian. Nie wiem. To nie zmieni się póki nie przeprowadzę odpowiednich badań. – miał oczywiście kilka teorii, ale nie było czasu na dzielenie się szczegółami. Byli na obcym terenie, Lena oderwała się od gruby, mieli rannego niedźwiedzia, a do tego ten wspominał o napastniku, który przyczynił się do jego stanu.
- W związku z tym uważam też, że zniszczenie tej substancji nie jest najmądrzejszym ruchem.
– zwrócił się teraz do kobiety. – Nie powinniśmy jej ot tak zostawić, ale nie mamy pojęcia, czy nie będzie nam ona potrzebna. Nie wiemy, czy nie miała także innego wpływu na wszystkie zwierzęta, które mogły mieć z nią kontakt. Być może udałoby nam się jakoś zabezpieczyć ten zbiornik, utrudnić dostęp do niego, a decyzję co z tym zrobić podejmiemy dopiero gdy poznamy odpowiedzi na najważniejsze pytania. – oprócz tego o czym mówił tym co nakazywało mu nie neutralizować substancji były też sprawy poruszone przez Juliana. Być może rzeczywiście udałoby mu się znaleźć dla niej zastosowanie, które byłoby dla nich korzystne?
- Lena, gdzie jesteś? Wracaj do nas i to natychmiast. – odezwał się także przez komunikator, licząc na to, że wkrótce usłyszy w nim głos dziewczyny. Nie powinna była się od nich oddalać i jeśli będą musieli jej jeszcze szukać… Nie podobało mu się to. W tym akurat przypadku nie dziwił się nerwowej reakcji Kellera.
 
 
 

Jane 

#TeamIronAmerica




Imię i nazwisko: Jane Weller
Data urodzenia/Wiek: 14.07.1988, 25 lat
Zdolności: Przejmowanie mocy przez krew, manipulacja molekularna, telekineza
GXRA 2017
Dołączyła: 13 Lip 2007
Posty: 9580
Wysłany: Wto 02 Maj, 2017 15:18   

- Możemy go przenieść telekinetycznie, a Julian zrobi swoje czary mary aż nie wylądujemy. Z pokładu powiadomimy Ororo
Spojrzała na Hanka, gdy mówił o świństwie ze zbiornika i o zabezpieczeniu go.
- Za dużo czasem w tobie jest naukowca - mruknęła pod nosem, delikatnie głaszcząc niedźwiedzią łapę. - Gruv, doktor McCoy zrobi ci zastrzyk przeciwbólowy i trochę zaboli jak nadepnięcie łapą na ostry kawałek drewna. Postaraj się go nie zjeść i wytrzymaj, bo jak lek zacznie działać, to poczujesz się lepiej.
Podniosła się i podeszła do zbiornika, uważając by nie wdepnąć w wyciekającego z niego świństwo. Wyciągnęła rękę przed siebie i skupiła się na zmianie struktury szkła i łataniu przy okazji przecieku. Po chwili szkło zaczęło matowieć, aż zmieniło się w metal. Zanim się to stało, to jeszcze telekinetycznie "wepchnęła" co wyciekło do środka.
- Chodź - powiedziała do Kellera, mijając go. - Następnym razem wszczepimy jej w tyłek gps i jak oddali się zbyt daleko to dostanie kopa prądem.
- Lena? - Jane próbowała wywołać dziewczynę przez komunikator. - Mów gdzie jesteś albo przysięgam, że jak cię znajdę, to przez rok na tyłku nie usiądziesz, a lanie dostaniesz w bliskim towarzystwie Leecha.



See the world in a grain of sand

Łapacz snów od Profesora
Sukienka na galę

 
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1135
Wysłany: Sob 06 Maj, 2017 23:13   

Pomieszczenie wyglądało jak pierwsza wersja danger room. I podobnie działało. Czyli zamiast wysublimowanych projekcji iluzji, hologramów i tworów z "twardego światła", zawierało przeróżne, mechaniczne przeszkody. I z góry zaprogramowaną sekwencje ich uruchamiania. Sekwencje, aktywujacą się w momencie, gdy ktoś wszedł do pomieszczenia.
Ale po kolei.
Gdy Lenka weszła do DR, usłyszała za sobą odgłos rolek, osuwających się na metalowej szynie. To drzwi zamknęły się za nią. No, ale co to dla niej, prawda? Kolejnym dźwiękiem było ciche, niskie buczenie... Jakby ktoś, czy coś uruchomiło jakąś prądnice. Może jednak ktoś tu, w tym opuszczonym kompleksie przebywa? Ktoś inny niż jakiś tam misiek? Ktoś, kto nie koniecznie przepada za nieproszonymi gośćmi? Ciężko stwierdzić. Szczególnie, gdy nagle, tuż przed dziewczyną wystrzelił w górę filar.
Było wspomniane, że pierwotna sala treningowa była dużo bardziej niebezpieczna od obecnej? Tak samo, jak to pomieszczenie?
Orlovna miała dużo szczęścia. Gdyby filar wyrósł pół sekundy później, pewnie porwał by ją i wprasował w sufit. A na pewno przewrócił. Tym razem skończyło się na tylko na strachu. Jednak pokój nie chciał pozwolić dziewczynie odetchnąć. Cichy syk... I z jednej z "łat" w ścianie wysunęła się jakaś metalowa rurka podwieszana pod zbiornikiem z... Miotacz Ognia!

Gruv był chyba w gorszym stanie, niż dawał po sobie poznać. Jak brak reakcji na nadanie można było zrzucić na jego opanowanie, tak to, że nawet nie drgnął podczas zastrzyku było co najmniej podejrzane. Bardzo wątpliwe, żeby jakiekolwiek zwierzę... A nawet znaczna część ludzi była w stanie tak spokojnie przyjąć igłę prosto w mięsień. Gruv jednak spojrzał tylko na zgromadzonych swoim smutnym, zmęczonym wzrokiem i ciężko westchnął.
W komunikatorach panowała głucha cisza. Nie, nikt ich nie uszkodził (chyba... Jeszcze). Nikt też "specjalnie" nie blokował przekazu. To raczej wina fizyki i architektury. Klatka Faradaya i żel-beton. Pozostało im więc szukanie zguby samemu. Tylko... Od czego zacząć?
Bum! Jane, Hank I Julian usłyszeli coś, jakby zamykanie ciężkich, metalowych drzwi. Odgłos doszedł z drugiej strony parkingu. Helion zerwał się jako pierwszy i pobiegł w tamtym kierunku. Gdy reszta drużyny dotarła do niego, zauważyli, że uważnie przygląda sie fragmetowi ściany.
-To chyba dochodziło stąd... Ale nie wiem, gdzie ta gówniara znikła! Jane, jak sądzisz, Xavier pozwoli zakwaterować Gruva u Aleny? Bo chyba codzienna pobudka migreną będzie dla niej odpowiednią karą.

Beast pierwszy zwrócił uwagę na dziwną ryse na ścianie... Jakąś takąś zbyt prostą, by była naturalna... Do tego mech wokół... W niektórych miejscach wyglądał, jakby niedawno ktoś nożem, czy innym ostrzem wyrysował w nim coś na kształt drzwi.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Alena Orlovna
[Usunięty]



Wysłany: Nie 07 Maj, 2017 10:34   

To, że drzwi się zamknęły, niespecjalnie ją przestraszyło. W końcu w każdej chwili mogła zwyczajnie przez nie przejść, więc to nie było nic strasznego. Buczenie prądnic jednak zdecydowanie ją zaniepokoiło. Kompleks podobno był opuszczony i nikogo i niczego tu nie było, poza wielkim latającym paskudztwem i miśkiem fundującym ludziom migrenę na zawołanie. Filar wyskakujący tuż przed nią prawie doprowadził ją do zawału. Odskoczyła gwałtownie w tył, świadoma faktu, że i tak miała niewiarygodne szczęście i w sumie powinna być wprasowana w sufit. Adrenalina od razu podniosła jej ciśnienie, gdy zaczęła się rozglądać dookoła i namierzyć drzwi. Chyba najbezpieczniej będzie wrócić tak samo, jak przyszła. Próba powrotu została zatrzymana przez cholerny miotacz ognia. W ostatniej chwili z piskiem paniki rzuciła się na bok, unikając płomienia. Podsumowanie całej tej sytuacji było tak samo szczere, jak i niecenzuralne. Jakby ktoś ją słyszał, to zapewne zacząłby się zastanawiać, skąd osiemnastolatka może znać takie wyrażenia. Wychodziło na to, że powrót do drzwi wcale nie będzie aż taki łatwy.
- Jak to było? Walcz albo giń? Braaawo Lena... - mimowolnie zastanawiała się, czy pozostali w końcu się zorientują i czemu wciąż nikt nie próbował jej wywoływać przez komunikator? - Żyjecie tam w ogóle? Co z miśkiem? - zapytała, ale odpowiedzi brak. Głucha cisza... Przypuszczalnie coś musiało blokować fale. Czyli była zdana tylko na siebie... Wesoła alternatywa, nie ma co. Na całe szczęście przypadkiem podczas ucieczki znalazła się jednak tuż przy ścianie.
- Raz kozie śmierć... - spróbowała przez nią przeniknąć. Lepsze to niż zostanie tu... Chyba.
 
 

Beast 





Imię i nazwisko: Henry Philip McCoy
Pseudonim: Beast, Hank, Wielka Stopa, Futrzak, Creature
Data urodzenia/Wiek: 18 października 1966 / 46 lat
Zdolności: Zwierzęca zwinność, siła i zmysły
Znaki szczególne: Niebieska sierść
GXRA 2017
Dołączył: 19 Sty 2015
Posty: 120
Wysłany: Wto 09 Maj, 2017 17:45   

Gruv zachowywał się dziwnie spokojnie i to go jeszcze bardziej zaniepokoiło. Mogło to wskazywać, że stan zwierzęcego przyjaciela jest poważniejszy niż przypuszczał i niż sam poszkodowany dawał po sobie poznać. Chciał coś powiedzieć, ale raz jeszcze zerknął na niedźwiedzia. Jego wzrok powiedział mu wystarczająco wiele. Beast zrozumiał, że nie zostało mu wiele czasu. Wątpił, czy zdążą zabrać go do szkoły.
Sprawa Gruva nie była też jedyną która martwiła Hanka. Lena gdzieś zniknęła i nie dawała żadnych znaków życia. Ich komunikatory milczały. Można było się domyślać, że ma to związek z konstrukcją budynku, jak i tym konkretnym miejscem, w którym się znajdują. A oprócz braku kontaktu z dziewczyną oznaczało w razie jakiegoś wypadku także brak możliwości powiadomienia bezpośredniego powiadomienia o tym fakcie Instytutu. Ten kompleks coraz bardziej mu się nie podobał. Wtedy coś usłyszał. Dźwięk zamykanych drzwi. Ale nie takich zwykłych, a raczej dość dużych, prawdopodobnie metalowych. Odgłos dość charakterystyczny i trudny do pomylenia, a wyglądało na to, że wydobywał się całkiem blisko.
- Lena. – pomyślał i powiedział właściwie w tej samej chwili. To mało prawdopodobne, by jej zniknięcie i ten dźwięk nie były ze sobą powiązane. Niech ją tylko znajdą. Jubilee będzie miała towarzystwo w odbywaniu swojej kary, on już tego dopilnuje, nawet jeśli na ogół był tym dobrym wujkiem dla swoich uczniów. Krótko przerzucił wzrok z powrotem na Gruva, chcąc za pomocą tego gestu przekazać mu proste przepraszam, a po chwili ruszył w ślad za Julianem, całkiem zapominając o torbie z lekami i próbkami tego świństwa znajdującego się w zbiorniku.
- Nie wiem, czy zdołamy mu pomóc. – zwrócił się do Jane, gdy ta dołączyła do niego i Juliana. W jego głosie słychać było smutek oraz troskę związane ze stanem zdrowia niedźwiedzia, a także nutę rozczarowania tym, że może rozczarować przyjaciół. Za tym ostatnim uczuciem nigdy nie przepadał i nigdy nie był z siebie zadowolony, gdy trafiał na problem, którego nie potrafił rozwiązać. Jako jeden z najbardziej doświadczonych pośród X-Men czuł pewną odpowiedzialność, wiedział, że młodsze pokolenie bacznie mu się przygląda, a czasami pokazuje im się jako osoba bezradna. Zdecydowanie nie lubił tego uczucia, ale z drugiej strony co miał na to poradzić?
- Też mi się tak wydaje. Odsuń się. – przekazał Helionowi i zaczął się przypatrywać temu miejscu. Nigdzie nie było śladu drzwi, które mogłyby wydać tamten dźwięk, a jednak przed momentem go słyszeli i nie było wątpliwości, że pochodził gdzieś stąd. A skoro to słyszeli, to coś musiało tu być. Patrząc na cały kompleks, prawdopodobnym jest, że starano się w nim coś ukryć, a do tego nie będzie przecież prowadzić pierwsze lepsze wejście. W końcu coś zauważył, przyłożył dłoń niewielkiej szczeliny i po niej sunął. Coś tu nie grało.
- Tu coś jest, jakieś ukryte wejście. Widzicie tę rysę i ślady na mchu? – wskazał na odpowiednie miejsca na ścianie. – A jak są drzwi, to musi być też coś co je otwiera. Jakiś mechanizm, dźwignia, przycisk, cokolwiek. Ewentualnie można spróbować metody siłowej. – oczywiście ta ostatnia część zadania należałaby raczej do Weller i Heliona. W międzyczasie zaczął się jednak rozglądać za czymś co mogłoby te drzwi otworzyć.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
Portal dla graczy gier via www The Avengers Hogwart Dream Black Butler Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal
Riverdale Dragon Ball Another Universe Mortis Eclipse Bleach OtherWorld

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018