{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
[Mieszkanie] Piętro Rogersa
Autor Wiadomość

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Pią 31 Mar, 2017 14:18   

Jestem Winter Soldierem — powiedział z taką mocą, z jaką tylko był w stanie. — I już zawsze nim będę. Po prostu... na własnych zasadach. Nie przestałem być tamtym człowiekiem, a jedynie... ewoluowałem? Dojrzałem? — Spróbował znaleźć najwłaściwsze określenie, mając przy tym jednak nadzieję na to, że Steve zrozumie, co ma na myśli.

To nie tak, że przestał być Winter Soldierem w momencie, w którym programowanie zaczęło się sypać. Nie. Wciąż nim był. Jedynie zmienił się, uczłowieczył przez ten rok. Zaszedł daleko od momentu, w którym wyciągnął Rogersa na brzeg Potomaku, ale wiedział, że jeszcze bardzo daleka droga przed nim.
Zwłaszcza, że często jednemu krokowi w przód towarzyszyły dwa w tył.

Nie ufam telefonom — przyznał. Za duże prawdopodobieństwo podsłuchów. — Nie mów jej, że to o mnie chodzi. Powiedz, że masz jakąś sprawę i musicie się spotkać. Najlepiej poza Wieżą.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Pią 31 Mar, 2017 15:30   

Mógł mówić co chciał, Steve i tak widział to inaczej. Bardziej po swojemu, bardziej prosto. Ciągle widział w nim swojego przyjaciela. Skrzywdzonego, zniszczonego psychicznie, ale ciągle swojego druha. Wziął głęboki wdech, wyciągając telefon. W sumie nie wiedział nawet czy to ma sens. Jade mogła nie chcieć się spotkać z nim, miała do tego prawo. Mogła też być zajęta.
- Kształtujesz się na nowo, zmieniasz według własnych planów i zasad. To dobrze, Buck. Kształtując swój charakter, stajesz się powoli dawnym sobą. Nie będziesz nim w stu procentach, ale możesz odbudować częściowo siebie. - Stwierdził, wybierając zaraz numer Carter. Zatrważająco wiele Carterek się kręciło w jego okolicy. Może to jakiś sygnał od losu czy coś?

- Jak sobie życzysz. Postaram się z nią umówić w bardziej ustronnym miejscu. - Westchnął, wciskając zieloną słuchawkę i przykładając telegon do ucha. Miał nadzieję, że Carter odbierze albo chociaż odsłucha wiadomość kiedy Steve się nagra.


*Rozmowa do zobaczenia u Jade
http://xmenrpg.pigk.net/viewtopic.php?t=2630



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Nie 02 Kwi, 2017 19:47   

Kto powiedział, że chcę być tym, kim byłem? — spytał, mierząc go wzrokiem. — Już nim nie jestem. Nie chcę być tym, kim byłem. Chcę być... — Przerwał, nie wiedząc, co powinien powiedzieć. Nie wiedział tego. Tak, jak i zresztą wielu rzeczy nie wiedział. I to nie tylko o sobie, a o bardzo wielu rzeczach. Był jednak pewien tego, że nie może żyć przyszłością, przynajmniej nie tylko nią, i nie może liczyć, że cudownie wróci do pełniej normy.
Nie był ani tak głupi, ani naiwny. — Kim mogę zostać — dopowiedział w końcu nieco dyplomatycznie. To czasem było zdecydowanie najlepsze rozwiązanie.

Opierał się plecami o ścianę, przyglądając się Rogersowi. Słyszał, jaką wiadomość zostawił Carter, bo Steve nie bardzo starał się z tym kryć i nie życzyć sobie tego, by Bucky podsłuchiwał ich potencjalną rozmowę.

Co do tego czasu? - spytał, mając na myśli moment, aż uda im się spotkać z Carter. — Zostajemy tu? — Może i brzmiał nawet na zniechęconego, ale Rogers nie musiał przecież wiedzieć, że właśnie o to mu chodziło.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Pon 03 Kwi, 2017 17:00   

Rozmowa przeprowadzona została na prośbę Bucky'ego, także nie czuł potrzeby udawania, że potrzebuje nagle prywatności. Nie mówiąc już o tym, że nie chciał aby James myślał, iż zaraz wpadnie tabun uzbrojonych ludzi, bo Steve doniósł że w jego mieszkaniu przebywa groźny przestępca. Nie chciał tego, starał się być jak najbardziej godny zaufania. Odłożył telefon, wzdychając ciężko. Jade miała czas, kłopoty, które trzymały się Rogersa były jednak dość przyjemnymi kłopotami. Odzyskał w końcu Bucky'ego.
- Możesz być kim chcesz. Ja mogę cię tylko dopingować w poszukiwaniu siebie. Dasz sobie radę, w to nie wątpię. - Uśmiechnął się słodko do niego, zaraz przeciągając mięśnie.
- Nie widzę innego wyjścia. Możemy zostać tutaj, pooglądać stare albumy albo zrobić inne rzeczy jakie robią ludzie w naszym wieku. - uśmiechnął się ponownie, odrobinę bardziej rozluźniony i pewny siebie. Miał większą szansę na to, że James mu nie ucieknie tym razem.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Wto 04 Kwi, 2017 18:57   

Zmierzył Steve'a czujnym spojrzeniem, zastanawiając się, czy ten kłamie. Przecież to oczywiste, że Rogers chciałby odzyskać człowieka, którym był, że chciałby Bucky'ego Barnesa z powrotem w nienaruszonym wydaniu. Ale to nie było możliwe. Nic nie przywróci mu wszystkich wspomnień, nie sprawi, żeby taki się stał.
I czasem naprawdę tego żałował.

Nie wiem, w jakim wieku jestem — przyznał. Rogers zamarzł, przespał siedemdziesiąt lat i wyciągnęli go z lodu. On nie wiedział, ile dokładnie czasu spędził poza kriokomorą, więc nie wiedział, ile dokładnie ma lat i o ile postarzał się od 1945. — Więc nie wiem, co robią tacy ludzie — dodał.

Odepchnął się od ściany, żeby minąć Rogersa i wyjść z łazienki, żeby wrócić do salonu.

Jak duże jest to mieszkanie? Wiesz ile jest tu kamer? — pytał, zerkając na niego przez ramię. — I czy można je wyłączyć? Choć czasowo? — Miał nadzieję, że Rogers nie uzna tego za pułapkę.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Sro 05 Kwi, 2017 17:46   

- Wiem na pewno, że jesteś wyjątkowy, a tacy ludzie robią wyjątkowe rzeczy. Kiedyś lubiłeś całkiem sporo z nich. Może sobie przypomnisz jakoś niedługo chociaż część z nich. Mogę ci pomóc. Znałem cię...chyba całkiem dobrze. - Powiedział cicho, patrząc na niego uważnie, ruszył zaraz za mężczyzną powoli, trzymając się ciągle na dystans, jaki ten ustalił bez żadnych zbędnych słów. Steve po prostu czuł, że naruszanie jego przestrzeni to cholernie zły pomysł, który skończy się cholernie źle.
- Skoro jesteś moim gościem, masz do dyspozycji nie tylko część mieszkalną mojego piętra, ale także do siłowni i kilku podobnych miejsc. Nie chcę żeby pobyt tutaj był dla ciebie więzieniem. Mogę poprosić o wyłączenie kamer. Jeśli tego chcesz. - Powiedział poważnie, patrząc na niego. W razie jakichkolwiek problemów, był w stanie radzić sobie sam, a Bucky'emu chciał dać spory kredyt zaufania. Wierzył, że ten go nie zmarnuje.
- Tylko... nie uciekaj znowu. - Dodał, stawiając jeden jedyny warunek.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Czw 06 Kwi, 2017 11:31   

O tak, zdecydowanie był wyjątkowym człowiekiem, który robił wyjątkowe rzeczy... Tylko zdecydowanie nie w taki sposób, w jaki Rogers by tego oczekiwał. Jego wyjątkowość nie była czymś, co można by uznać za powód do dumy. Już nie. Ale naprawdę nie miał ochoty na tłumaczenie Rogersowi tego, jak w bardzo różny sposób od niego to postrzega.
Musiał przyznać, że tłumaczenie komuś czegoś tak dla niego oczywistego, było... irytujące. Wciąż nie opanował do końca sztuki konwersacji. Zdecydowanie zbyt długo siedział cicho.

Pamiętam całkiem sporo — powiedział i nawet nie było to kłamstwo. Raczej półprawda. Wciąż wiele musiał sobie przypomnieć, zwłaszcza wszystko dotyczące okresu sprzed wojny. Pamiętał jednak coraz więcej.

Możesz uważać mnie za swojego... gościa — chciał powiedzieć "przyjaciela", ale powstrzymał się — Ale nie jestem na tyle głupi, by wierzyć, że podejście innych będzie takie samo. Proszę cię. — Spojrzał na niego z mieszanką politowania i lekkiej irytacji. Naprawdę był tak głupi, by uważać, że wszyscy są tak wspaniali, jak on? — Zostanę tu. Właśnie dlatego, że nie śpieszy mi się do więzienia.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Czw 06 Kwi, 2017 19:48   

On sam widział we wszystkich dobro, czemu nie miałby go widzieć w kimś kto był jego kompanem przez tyle lat, kto się nim opiekował i o niego dbał kiedy czuł się źle, chorował czy przeżywał kryzys i wątpił we własne siły? Bucky był doby, sowieci z niego zrobili kogoś obcego i niebezpiecznego. On sam chciał go odzyskać, nie jako Bucky'ego z czasów wojny czy Bucky'ego z jeszcze dawniejszej przeszłości, ale jako przyjaciela i towarzysza. Akceptował jego obecną formę bez żadnych przeszkód.
- Jakbyś chciał coś sobie przypomnieć, możesz do mnie przyjść w każdej chwili. Mam całkiem dobrą pamięć. - Przyznał, pocierając kark odrobinę nerwowo. Martwił się, że Bucky zniknie, tak samo mocno jak że nagle postanowi wyjść i uzna, że lepiej mu było kiedy nie pamiętał Steve'a.
- Nie mogą cię skrzywdzić, kiedy tu jesteś. Proszę, daj nam odrobinę zaufania. Nie jesteśmy Hydrą, nie chcemy cię skrzywdzić. - Zmrużył lekko oczy, czując coś jak wewnętrzny niepokój. Niemal czuł jak jego serce bije szybko i nieregularnie, a on sam czuje się jak dziecko zostawione w głębokim lesie. Niby odnalazł przyjaciela, a właściwie on jego, ale Steve czuł, że mu w czymś przeszkadza i stał mu się właściwie zbędny. Nie oceniał go, rozumiał jego zachowanie. Mimo to, to nadal bolało.
- W porządku. Rozgość się. - Machnął ręką, zaraz idąc do salonu. Po drodze poprosił JARVISA o wyłączenie kamer na całym piętrze, by chronić prywatność Bucky'ego.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Pią 07 Kwi, 2017 12:22   

Utkwił w nim wzrok, przyglądając mu się przez chwilę z lekko ściągniętymi brwiami i zmarszczonym nosem. Może i był w tym nieco nachalny, ale...

Twoja mama miała na imię Sarah, a ty wypychałeś buty gazetami — zaczął, uciekając wzrokiem od jego twarzy, by wbić go w okno. — Nie lubiłeś, kiedy piłem, i chciałeś, żebym nazwał dziecko, jak ty. Bałeś się, że kiedyś będziesz jak twój ojciec — mówiąc to, wrócił spojrzeniem do jego twarzy. — Tego raczej nie dowiedziałbym się z muzeum, co? — spytał, przekrzywiając przy tym nieco głowę.

Pamiętał sporo, naprawdę sporo. Przynajmniej w porównaniu do punktu wyjściowego. Problemem było jednak to, że często te wspomnienia były niepełne, bez składne, czasem były to same obrazy, czasem dźwięki... Jakby były układanką, w której brakowało kilku elementów.

Hydra siedziała w SHIELD przez dekady. A twoi szefowie i twoi przyjaciele tego nie zauważy. Jakoś nie mam powodów ku temu, by ufać tym twoim szefom i przyjaciołom. Ty masz?— Uśmiechnął się krzywo. — Więc może znów ci zaskoczą. Jak ostatnio. — Może i nie powinien tego mówić, ale naprawdę uważał, że Rogers bywał zbyt dobroduszny, zbyt miły.

Odprowadził go wzrokiem, kiedy Rogers skierował się do salonu, ale sam ruszył za nim dopiero po chwili, uważnie rozglądając się wokół. Zapewnienia zapewnieniami, ale ostrożność zawsze była podstawą.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Sob 08 Kwi, 2017 18:01   

Znieruchomiał, słysząc jego słowa. Wiedział? To wszystko...to były takie drobne w historii niuanse, niemal wręcz przemilczane przez wszystkich. W końcu, ojciec Kapitana alkoholikiem? To nie pasowało do wizji, jaką wykreowano w umysłach młodych ludzi. Dlatego dyplomatycznie to przemilczano i fakt, z muzeum tego wiedzieć nie mógł.
- Pamiętasz...- Uśmiechnął się mimowolnie, patrząc na niego łagodniej. Pamiętał to, przypomni sobie całą resztę. Steve w to wierzył.
Skrzywił się odrobinę, słysząc o Hydrze, która jak choroba wniknęła do SHIELD i zniszczyć ją powoli, kawałek po kawałku. Wziął głęboki wdech. Czuł się z tym źle, powtarzał te same kłamstwa, które mówiono jemu. Stał się współwinny, tak się przynajmniej czuł.
- Hydra... Hydra wtargnęła do SHIELD, to jednak nie dotyczy ani Avengers ani Nicka. Nam można ufać, Buck. Nie walczyłbym po ich stronie, gdyby zostali zinfiltrowani. Nie walczę dla wroga, przecież wiesz. - Westchnął ponownie, czując się dziwnie. Może...ale przecież Nick nie sprzedałby się wrogowi. Nie był taki. Steve mu ufał.
- Tym razem... nie dam się zaskoczyć. Ludzie, których nazywam moimi przyjaciółmi, nie są w to wplątani. Znam ich. - dodał, opierając się o ścianę i patrząc na niego.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Pon 10 Kwi, 2017 15:10   

Pamiętał. I pamiętał jeszcze wiele rzeczy, o których historia chciałaby, by zapomniano, uważając je za... sam nie wiedział - niegodne bycia częścią historii złotego chłopca Ameryki? Jakby wspaniała Ameryka, że kiedyś sama go prześladowała, w imię eugeniki twierdząc, że tacy jak on nie powinni żyć. Ale później, kiedy okazało się, że ten "społecznie nieprzydatny" typ jest stworzony do większych celów, niż oni kiedykolwiek odważą się choć pomyśleć, ich podejście zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni.
Ale Barnes był przy nim przez cały ten czas, na długo przed tym, jak narodził się Kapitan Ameryka. I widział wiele.
Mógłby wykorzystać to do odwrócenia uwagi od tego, co powiedział o Hydrze i jego przyjaciołach. Nie powinien przecież zachodzić mu za skórę już teraz. Nie wyjdzie mu to na dobre. Nie mógł powstrzymać się jednak przed powiedzeniem jeszcze:

Hydra nie wtargnęła do SHIELD. Została tam zaproszona. — Taka była prawda. USA samo zaprosił do siebie ludzi pokroju Zoli, a SHIELD z ukochaną Steve'a - Carterówną, samo zaprosiło ich do swoich szeregów. — Ale dobrze, nie będę o tym mówić. Przepraszam — jakoś przeszło mu to przez gardło. — Wiem, że nie jesteś zdrajcą. — Steve agentem Hydry? Abstrakcyjna myśl, nawet jak dla niego. — I wiem też, że chcesz, żebym ufał twoim przyjaciołom. Ale nie znam ich. I nie potrafię ufać od tak. — Opuścił nieco głowę, chcąc pokazać trochę - tylko odrobinę wymuszonej - pokory. — Ale obiecuję, że się postaram.

Zamilkł na moment, patrząc na niego.

Mam... gdzieś pójść? Coś ci zdać? Złożyć broń? — I tak nie oddałby mu całej swojej broni, ale przynajmniej może zyska tym jakiś plus.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Pon 10 Kwi, 2017 19:05   

Wiedział, że Hydra została zaproszona, niestety już to wiedział. Chociaż odrzucał to jak mógł, nie miał prawa ignorować tego co się stało. Jakby nie patrzeć, on sam mówił, że z przeszłości należy wyciągać lekcje. Wiedział, że to się nie powtórzy, on sam o to zadba, ale niesmak już pozostał. Ciężko będzie przełknąć jego gorzki smak.
- To... myśli, że robią dobrze. Nie chcę ich usprawiedliwiać, ale... Chcieli dobrze. Wyszło jak zawsze. Możemy wyciągnąć wnioski, ale czasu nie cofniemy. Nie mamy takiej mocy. - Powiedział cicho, czując pewien wewnętrzny ból przez sam fakt, że to wyszło tak a nie inaczej. Wziął głęboki, nieco chrapliwy oddech, zastanawiając się nad tym co dokładnie zaszło w SHIELD, kiedy on niby zginął. SSR, wtedy, ale struktura pozostała ta sama.
- Masz prawo o tym mówić, w końcu zawiedliśmy...my wszyscy. - Stwierdził, uśmiechając się słabo. On też był winny. Powinien zabić Zolę. Powinien poszukać chociażby ciała swojego przyjaciela. Powinien zrobić to wszystko, ale nie zrobił nic. Był winny nawet bardziej od reszty.
- Rozumiem. Pozwól im się poznać, ty poznaj ich. Wszyscy potrzebują czasu i... naprawdę to dużo dla mnie znaczy, że chcesz spróbować, Buck. - Uśmiechnął się ponownie, kładąc mu delikatnie rękę na ramieniu. Dokładnie tak jak za dawnych czasów, on robił. Wtedy Steve nie czuł się taki samotny, zwłaszcza po śmierci matki.
- Nie musisz. Po prostuj nie używaj jej bez konieczności. Potrzebujesz czegoś? - To była jego pora aby się nim zaopiekować.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Wto 11 Kwi, 2017 17:18   

Miał ochotę wykręcić mu tę cholerną rękę, strącić ją i wbić mu do głowy, że nie lubi, kiedy ktoś dotyka go bez wyraźnego pozwolenia. Miał prawo nabawić się... pewnego wstrętu do naruszania jego przestrzeni osobistej, tak? Tak. Tak właśnie uważał.
Zagryzł jednak zęby i posłał mu tylko odrobinę wymuszony uśmiech.

Tak, też się cieszę — wydusił w końcu. Nie chciał poznawać tych ludzi, wiedział, że nie są tak naiwni i co ważniejsze - stronniczy, jak Rogers. Ale wiedział też, że ta jego stronniczość może być właśnie tym, co najbardziej mu się przyda. Więc unikanie kontaktu z nimi będzie najlepszym wyjściem, póki nie urobi go jeszcze bardziej. Im bardziej Rogers będzie przekonany, że dawnego Barnesa naprawdę można jeszcze odzyskać, tym bezpieczniejszy będzie. Więc może postarać się nim być. — Nie można stać w miejscu, muszę się postarać.

Cóż, zdziwiło go to, że Rogers nie wymagał od niego zdania broni. Jego wiara w człowieka naprawdę była aż tak mocna, czy jednak... Może jednak był to test? Rogers chciał go sprawdzić, upewnić się, że nie planuje strzelić mu w łeb w najmniej oczekiwanym momencie?
Potrafił znaleźć jednak kompromis.
Sięgnął do plecaka, wyjmując z niego jednego ze Skorpionów - uszkodzonego podczas jego bliskiego spotkania ze ścianą i działem sonicznym, więc przydatnego jedynie do wymiany części - wyciągnął go w stronę Rogersa.

Proszę. Bierz go. — nalegał. — Mamy sobie ufać, tak? — spytał, przypominając mu o tym. — Gdzie mogę odłożyć resztę?
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Sro 12 Kwi, 2017 18:33   

Steve jako osoba naprawdę empatyczna, od razu wyczuł jego niechęć do dotyku i sam zabrał rękę, zanim stała mu się krzywda. Nie byłoby dobrze zaczynać od bójki. Znowu. Cofnął się o krok, może dwa aby dać mu więcej przestrzeni i by wyglądało to naturalnie, co pewno nie wyszło. Steve po prostu miał w sobie pewną niezręczność, nawet w tym ulepszonym ciele.
Wiedział, że te ich dawne relacje i zażyłości można wykorzystać, aby przekonać Avengers, że Bucky się zmienił i znowu jest po ich stronie. Wiedział też, jak może go mężczyzna wykorzystać i akceptował to bez słowa sprzeciwu. W końcu, Winter Soldier potrzebował zapewnienia, że nie wyląduje w więzieniu, a Steve zaakceptował rolę karty przetargowej. Traczy, która miała go chronić.
Obserwował go uważnie, lekko przechylając głowę i zaraz spojrzał ze zdumieniem na broń. Wziął ją, oglądając badawczo, nim podniósł wzrok na dawnego kompana.
- Właśnie tak. Ufasz mi? - Wbił w niego spojrzenie swoich aż zbyt niebieskich oczu, prześwietlających wszystkich jak rentgen.
- Możesz zostawić resztę w pokoju gościnnym, który na razie należy do ciebie. To będzie najbezpieczniejsze miejsce. - Stwierdził łagodnie. W końcu, nie chciał aby broń leżała gdzieś na wierzchu. To było niebezpieczne.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Czw 13 Kwi, 2017 20:26   

Śledził wzrokiem ruch dłoni Rogersa, kiedy ten puścił jego ramię.
Wiedział, że bezpieczniej będzie zabrać rękę, wyczuł jego niechęć - i cóż, to był problem. To znaczyło, ze schrzanił, i że następnym razem musi postarać się znacznie bardziej. Ale da radę, nie zawali tego. Musi... Musi po prostu uznać to za swoją małą, osobistą misję.

Dlatego spróbował się uśmiechnąć - tak, jak dawniej robił to Barnes, tym jego krzywym uśmieszkiem, który tworzył w jego policzku dołek, który tak kochały wszystkie damy - zanim odpowiedział dyplomatycznie:

Jakbym ci nie ufał, to by mnie tu nie było, prawda?

Rogers dostał odpowiedź, a on uniknął konkretnej odpowiedzi z "tak" lub "nie". A żeby Rogers dalej nie ciągnął tematu, rozejrzał się wokół, starając się sprawiać wrażenie odrobinę zagubionego, pomimo względnego zbadania otoczenia. Kapitan chciał mu pomagać, więc proszę bardzo, ułatwi mu to.

Więc mógłbyś pokazać mi, co i gdzie mam odłożyć? — Spojrzał na niego wyczekująco, ale nie nachalnie. — To twój dom — przypomniał. Skoro Rogers chce pomagać, niech pomaga w przekonaniu, że pomoże mu się tu odnaleźć.

Zdjął ten głupi uśmieszek z twarzy dopiero wtedy, kiedy ruszył za Rogersem w stronę pokoju gościnnego.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Pią 14 Kwi, 2017 16:22   

Steve potrzebował tej możliwości zrobienia czegokolwiek dla Barnesa. Mógł mu być przewodnikiem, przyjacielem, wsparciem, tarczą. Cokolwiek, aby chociaż odrobinę uciszyć wyrzuty sumienia. Tak trochę. By były cichsze, aby on sam mógł łatwiej żyć. Wiedział, że sam sobie nie poradzi do końca z tym co się stało przez niego. Odrzucił jednak myślenie o tym i uśmiechnął się do Jamesa, prowadząc go zaraz w stronę pokoju gościnnego, gdzie wskazał mu szafkę w której mógł zostawić swoje rzeczy.
- Mam nadzieję, że odpowiada ci to miejsce. -Zerknął na mężczyznę. On miał w końcu tu zostać, nie Captain. Capowi pasowało wszystko, w końcu on urządzał te pomieszczenia, nie wiedział czy Jamesowi może odpowiadać pokój urządzony w jasnych, ciepłych odcieniach beżu, z dużym łóżkiem i białymi szafkami. Może wolał ciemniejsze kolory...może potrzebował więcej szafek? Steve zerknął na swoje szkice, oprawione w ładne, zgrabne ramki i zarumienił się nieco. Nie chciał aby Bucky uznał go za egoistę. Po prostu...nie spodziewał się gości.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Pon 17 Kwi, 2017 11:05   

Cóż, zdecydowanie nie czuł się dobrze w tym miejscu.
Miał wrażenie, że kamery podążają za każdym jego ruchem, że lada moment ktoś - lub coś, to był dziwny świat - wpadnie to po niego. Był gotów na taki scenariusz, od samego początku brał go pod uwagę. Nie to było problemem. To było... to było raczej normalne. W jego świecie w końcu prędzej lub później wszystko kończyło się walką. Problemem było to, że nie będzie mógł załatwić sprawy po swojemu. Rogers zdecydowanie nie byłby przychylny posłaniu ludzi Starka do kostnicy. Lub na OIOM, w najlepszym przypadku.
Wiedział, że trafienie do SHIELD przy wstawiennictwie Rogersa jest znacznie lepszym wyjściem od trafienia tam bez niego. Lub od Hydry. Czy całej reszty, która chce położyć na nim łapy. Na żywym lub martwym. Więc w razie potrzeby będzie musiał rozegrać to po dobroci, współpracując.

Rozejrzał się po pomieszczeniu, próbując wyglądać na zainteresowanego stricte jego wyglądem, jak zrobiłby to każdy normalny człowiek. On skupił się jednak głównie na wyszukiwaniu kamer oraz na fakcie, że tak duże okna są wspaniałym ułatwieniem dla snajperów pomimo wzmocnień najwyżej klasy.
To wiele utrudniało, naprawdę wiele, ale wciąż całkowicie nie uniemożliwiało. Wiedział to z autopsji. Wolał jednak wierzyć w to, że nikt nie będzie na tyle głupi, by przyjść po niego tutaj.

Tak, jasne, jest okej — odpowiedział dopiero po chwili. — Wierz mi, nie mam zbyt wielkich wymagań. — Spróbował się do niego uśmiechnąć.

Kolejny raz rozejrzał się wokół, ostrożnie odkładając plecak na łóżko.
Zatrzymał spojrzenie na obrazach wiszących nad łóżkiem i ściągnął brwi. Wyglądały nieco... znajomo.

To twoje? — spytał, wskazując głową w ich kierunku.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Pon 17 Kwi, 2017 17:19   

Steve patrzył na niego uważnie, starając się nie wyglądać jak zakłopotany nastolatek. To było naprawdę trudne, ale się stresował tym, że coś może nie spodobać się Jamesowi. On był teraz najważniejszy dla Steve'a, nieważne jak to brzmiało. Poczuł wibracje telefonu i odruchowo po niego sięgnął, marszcząc lekko brwi, kiedy zobaczył tekst wiadomości. Naruszenie protokołu bezpieczeństwa? Nie brzmiało to dobrze. Chciał już ruszyć do Jade, dowiedzieć się więcej. To mogła być Hydra? Inni wrogowie? Kto chciałby naruszyć protokół Stark Tower? Kto wierzyłby w swoje siły aby to zrobić? Widząc jednak, że kobieta nakazuje mu pozostać w miejscu, nie chciał jej wchodzić w drogę. Gdyby potrzebowała jego pomocy, przecież by mu kazała się natychmiast tam stawić z tarczą i w pełnej gotowości.
- Słucham? - zamyślony podniósł na niego wzrok, kasując wiadomość i chowając telefon znowu do kieszeni beżowych spodni. Kiedy przeanalizował jego pytanie, co nie zabrało dużo czasu, uśmiechnął się zakłopotany.
- Taa. Nie są najlepsze, ale nie miałem jak szkolić warsztatu. - Zarumienił się lekko, zerkając na szkice.


Wiadomość od Jade: http://xmenrpg.pigk.net/viewtopic.php?p=211465



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Wto 18 Kwi, 2017 11:15   

Przyglądał się Rogersowi z uwagą, choć starał się nie być przy tym podejrzanie nachalny.
Utrzymywanie kontaktu wzrokowego zbyt długo, zbyt długie wpatrywanie się w jakąś część ciała rozmówcy nie jest zbyt mile widziane i wprawia rozmówcę w zakłopotanie. Czytał o tym, kiedyś, na początku, kiedy uczył się, jak żyć wśród ludzi, działając jak człowiek, nie jak maszyna. I jakoś mu to szło. Choć nie było cudów, ale nie nastawiał się na nie już na starcie. Nie był aż tak naiwny.
Rogers wyglądał na zaniepokojonego. Jednak... Nie aż tak, by za chwilę miał wpaść tutaj uzbrojony oddział. Przynajmniej taką miał nadzieję.

Stało się coś? — zagadnął, przysuwając się do wezgłowia łóżka, by lepiej przyjrzeć się szkicom. Cały czas wciąż zerkał jednak w stronę Rogersa kątem oka. — Chyba znam to miejsce — dodał, dotykając ramy jednego z krajobrazów. — Mogę je znać? — Nie był tego pewien.

Zabrał rękę, odsuwając się.
Zabrał się za rozpinanie góry munduru, żeby rzucić go na plecak. Miał nadzieję, że Rogers odczyta to jak trzeba. Jeśli cholerny Winter Soldier oddaje mu jedną ze swoich broni i dobrowolnie ściąga z siebie mundur, to znaczy, że będzie grzeczny, tak? Niczego nie knuje. Zupełnie. Będzie współpracował.
No, chyba, że coś wyjątkowo mu się nie spodoba. Wtedy nici ze współpracy. Ale o tym nie musi mówić.

Chcesz... Nie wiem, sprawdzić moje rzeczy? Upewnić się, że nie mam bomby w plecaku? — spróbował zażartować.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Wto 18 Kwi, 2017 17:17   

Czy coś się stało? Nie wiedział. Miał nadzieję, że nie. Jade powiedziałaby przecież gdyby coś się stało i musiał znać powodu incydentu, prawda? Cała sytuacja sprawiała, że blondyn drżał z pewnego niepokoju, ale starał się tego nie okazywać. Nie aż tak, jak czuł. Zerknął na mężczyznę uważnie.
- Nie, raczej nie. Po prostu...względy bezpieczeństwa. Zaręczam, że nie chodzi o ciebie. - Nie mogło chodzić o Barnesa, prawda? Steve go wprowadził, a więc ten się nie włamał i nie naruszył żadnych protokołów. Tak to przynajmniej rozumiał sam Rogers. Taką miał nadzieję. Nie chciał aby mężczyźnie coś się stało ani żeby został uznany za zagrożenie dla bezpieczeństwa Stark Tower. Zerknął na obraz i zaraz kiwnął głową powoli.
- Powinieneś. Tam się wychowaliśmy. - Przyznał, przypominając sobie te ciasne, wąskie uliczki Brooklynu z których można było podziwiać most. Aż się uśmiechnął mimowolnie. Chciał kiedyś wrócić na Brooklyn, brakło jednak środków a dzielnica nie była już ta sama.
Obserwował mężczyznę uważnie, gotowy się w każdej chwili wycofać jakby ten tego oczekiwał. Nie chciał w końcu go zranić ani naruszyć jego prywatności.
- Wierzę, że nie jesteś samobójcą, który odpali bombę, będąc w tym miejscu. Poza tym, wierzę w ludzi, Bucky. Wierzę w ciebie. - Uśmiechnął się niepewnie. Oby ta wiara nie kosztowała go zbyt wiele.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Sro 19 Kwi, 2017 12:53   

Względy bezpieczeństwa?
Tak, przecież to oczywiste, że nie może chodzić o niego... Chociaż... to przecież Rogers. A jeśli miałby wskazać kandydata do tytułu najbardziej beznadziejnego kłamcy, byłby nim właśnie Kapitan. On był zbyt... idealny, żeby być dobrym kłamcą. Dlatego zawsze było to po nim widać. Pamiętał to.
Nie było to jednak żadnym pocieszeniem. Naprawdę trzeba być Bucky'm Barnesem, żeby będąc poszukiwanym przestępcą, wpakować się do jednego z najbardziej strzeżonych miejsc na świecie akurat wtedy, kiedy naruszone zostały w nim protokoły bezpieczeństwa. Poważnie?

Może lepiej będzie się stąd ulotnić? — spytał, wbijając spojrzenie w jego twarz. Chciał mieć pewność, że Rogers nawet nie spróbuje go oszukać i wciągnąć w pułapkę.

I nie, nie miał żadnej paranoi. Po prostu oglądanie się przez ramię i wyszukiwania zagrożenia wszędzie tam, gdzie się pojawi, to jego druga natura.

Nie pamiętam tamtego okresu. Nie za dobrze — sprostował. — Im wcześniejszy okres, tym później wraca. Najbardziej... Najlepiej pamiętam to, o czym chciałbym zapomnieć. Co za... ironia. — Skrzywił się. — Byłem na Brooklynie. Nic nie jest tam takie, jak było, co? — Uśmiechnął się do niego nieco cierpko.

Nic nie było takie, jak wcześniej. A wiara Rogersa w to, że może się to zmienić, że to wszystko może wrócić... Cóż, zdecydowanie nie pomagała.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Sro 19 Kwi, 2017 17:41   

Właśnie to było jednym z problemów Rogersa: można było czytać w nim jak w otwartej księdze. O ile to było pomocne, kiedy miał kłopoty i potrzebował wsparcia drużyny, o które nie umiał prosić, o tyle było to przeszkodą, bo nawet jego wrogowie wiedzieli kiedy mężczyzna kłamał. Szczerość wypisana na twarzy Captaina była często w przeszłości wyszydzana przez jego wrogów. Uważali to za słabość, opacznie biorąc ją za coś, co sprawia iż Rogers nie jest godnym przeciwnikiem. Steve szybko udowadniał im jak bardzo się mylą. Był w końcu SuperSoldierem, a poza tym patriotą, walczącym za ojczyznę i bliskich jak przykładny żołnierz na frontach.
- Nie, to chwilowe problemy. Myślę, ze wkrótce wszystko wróci do normy, a ty jesteś tu bezpieczny. Bezpieczniejszy niż gdziekolwiek indziej. - Stwierdził, zgodnie z tym co sam myślał. Hydra musiałaby być głupia, aby szukać tutaj Winter Soldiera. Ewentualnie musiałaby być naprawdę przekonana o własnej sile albo brawurowa.
- Nie, Brooklyn się zmienił. Ludzie się zmienili. Kiedyś te ulice były inne, ci ludzie mieli więcej czasu i pogody ducha. - Przyznał z pewną nostalgią. Tęsknił za tamtymi czasami.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Czw 20 Kwi, 2017 17:22   

Usiadł na łóżku, opierając łokcie o kolana, i przygarbił się na tyle, by móc przygładzić dłonią zbyt długie już włosy na karku.
Mógł pozwolić sobie na taką pozycję dzięki temu, że w okiennym odbiciu doskonale widział i Rogersa i jedyne prowadzące do pokoju drzwi. Nie zaskoczą go więc.

— Pamiętam plaże z Far Rockaway. — Co prawda to już Queens, ale co za różnica? — Raz... Siedzieliśmy raz na piasku i mieliśmy... Znaleźliśmy wtedy kokosy z jakieś wyrzuconej na brzeg skrzyni. Widać było stamtąd nawet Empire State Building. Teraz już tego nie zobaczysz. Wszystko jest zbyt... zbyt na to zanieczyszczone.Lubił narzekać na takie rzeczy. To było takie... normalne, przyziemne. — Pamiętam też Coney Island. Na rogu alei Surf i Stillwell co roku, czwartego lipca organizowali konkurs w jedzeniu hot dogów na czas. — Pamiętał to, bo Rogers miał wtedy urodziny. Kapitan Ameryka urodzony czwartego lipca... Propaganda pisała się wręcz sama! — Raz zwymiotowałeś na mnie hot dogami. — Przekrzywił głowę, żeby na niego patrzeć. — Po tym, jak zabrałem cię na kolejkę.

Nie wiedział, po co to mówi. Może po prostu chciał sprawdzić, upewnić się, że dobrze pamięta, że ma rację?
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 240
Wysłany: Pią 21 Kwi, 2017 18:07   

Obserwował go łagodnym, wyrozumiałym wzrokiem. Mężczyzna był jego najlepszym przyjacielem, jedynym przez tak długi okres czasu. Miał nadzieję, że zdoła mu jakoś przywrócić pamięć, sprawić aby pamiętał więcej i na nowo odkrył chociaż część dawnych cech Jamesa Barnesa sprzed frontu. Chociaż aby był tak szczęśliwy jak wtedy i paradoksalnie bezpieczny mimo wielu niesprzyjających zdarzeń. Chciał go chronić, tak jak Buck chronił jego przez wiele lat. Właściwie dzięki niemu dożył do dwudziestych urodzin.
- Coney Island... To nie była moja wina, że stwierdziłeś iż połączenie hot-dogów z kolejką będzie super. - wytknął mu, uśmiechając się jednak przyjaźnie. Czuł namiastkę tego co było kiedyś, kiedy jego przyjaciel był bardziej sobą. Westchnął, zatapiając się we wspomnienia.
- Wracaliśmy wtedy do domu na pace rzeźnika. Wiem, moja wina. Mogłem nie wydawać naszych oszczędności na hot-dogi... ale w sumie ty bawiłeś się w snajpera. - Podszedł powoli do okna, patrząc na panoramę widoczną z niego.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 221
Wysłany: Pią 21 Kwi, 2017 19:56   

To było wtedy? — spytał, ściągając nieco brwi, kiedy Rogers wspomniał o rzeźniku i... Och, tak, już pamięta. Kto by pomyślał, że z dzieciaka, który nie potrafił trafić do celu i wygrać głupiej maskotki, wyrośnie... Cóż, wyrośnie on. Teraz zawsze trafiał. Na nieszczęście wszystkich tych, do których musiał celować. — Może i przegrałem nasze pieniądze, ale... — przeciągnął — warto było. Doceniła moje starania — parsknął krótko pod nosem, przypominając sobie całe to zdarzenie. Była niska, rudawa i piegowata, miała na imię Dot i pochodziła z południa. — Teraz pewnie ma ze sto lat... — dodał już nieco mniej rozluźnionym tonem. — Moja siostra też... — dopowiedział po chwili. Pamiętał swoją młodszą siostrę. A przynajmniej coś o niej pamiętał. — Kiedy tylko coś sobie przypomniałem, starałem się dowiedzieć czegoś o Becce. Ma ponad dziewięćdziesiąt lat i Alzheimera... Chujowa sytuacja — podsumował. W sumie nie tylko dlatego, że nie wiedział jak inaczej to ująć, ale też po to, by zobaczyć, czy Rogers spróbuje go poprawić.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
The Avengers Hogwart Dream Black Butler Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal Riverdale
Dragon Ball Another Universe Mortis Valor Eclipse Bleach OtherWorld

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018