{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Minnesota - Kilkenny - Hotel Kilkenny
Autor Wiadomość

Charles Xavier 

The Professor




Imię i nazwisko: Charles F. Xavier
Pseudonim: Profesor X
Data urodzenia/Wiek: 1932 / 80 lat
Zdolności: Najpotężniejszy telepata
Znaki szczególne: Nie jeździ na wózku inwalidzkim.
GXRA 2017
Dołączył: 20 Lip 2007
Posty: 781
Skąd: Westchester
Wysłany: Wto 04 Wrz, 2018 21:25   Minnesota - Kilkenny - Hotel Kilkenny



Ten stylowy, czterogwiazdkowy hotel, jest idealną bazą wypadową dla każdego, kto chce zwiedzić Kilkenny.

Przybyszy wita przestronna recepcja, gdzie uśmiechnięci pracownicy służą pomocą.



“Just because someone stumbles and loses their way, it doesn't mean they're lost forever. Sometimes we all need a little help.”

___
Profesor bardzo skrupulatnie utrzymuje swoje zdolności telepatyczne w tajemnicy
___

Tak, mogę poprowadzić dla Ciebie sesję.

 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 412
Wysłany: Wto 11 Wrz, 2018 17:06   

//Minnesota - Minneapolis - Port lotniczy Minneapolis-St. Paul

Zatrzymała auto przy chodniku przed skrzyżowaniem, przy którym mieścił się hotel i wyłączyła silnik. Budynek wydawał się spory chociaż nie widziała go w całości i tylko front mógł wydawać się tak masywny.
- Więc z jaką historią tam idziemy? Nie wiem czy kit o nowożeńcach przejdzie, zważywszy na fakt, że żadne z nas nie nosi obrączek. No chyba że będziemy się dzielić z recepcjonistką intymną informacją o bliźniaczych tatuażach w miejscach, których się nie pokazuje publicznie.
To ostatnie to była podpowiedź od jej wyobraźni, rzuca w sumie by po to, aby rozluźnić napiętą atmosferę.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 229
Wysłany: Wto 11 Wrz, 2018 18:39   

- Gdybym ja pracował na recepcji i wciąż miał chęć zwracać uwagę na takie pierdoły, bardziej zastanowiłoby mnie to, że nie mamy sporo wcześniejszej rezerwacji, bo w tych czasach planuje się to chyba z większym wyprzedzeniem, tak sądzę - powiedział, wyciągając wciśniętą do kieszeni spodni rękawiczkę. Było chłodno, więc fakt, że miał rękawiczkę na dłoni, którą przytrzymywał pasek torby, nie wzbudzał raczej żadnego zainteresowania. - Pierścionek zawsze można załatwić, choć wątpię, żeby kradzież lub mała pożyczka wchodziła teraz w grę? - Zerknął na nią, mając nadzieję, że dobrze po nim widać, że nie planuje tutaj włamu. - Zawsze można po prostu załatwić to tak. - Złapał jej lewą dłoń, obejmując ją własną tak, że żadnego niedoboru pierścionków nie szło zauważyć. - Proste rozwiązanie czasem jest najlepsze. Nikogo nie powinno zdziwić to, że nowożeńcy się do siebie kleją - zauważył, bo po co utrudniać sobie życie, jeśli można je ułatwić.
Puścił jednak jej dłoń, bo lewa ręka mimo wszystko nie była czymś, co lubił wykorzystywać do tego typu kontaktów. Nawet w rękawiczce. Od tego wolałby mieć prawą. I będzie mógł mieć, zważywszy na to, że musiałby zasłaniać lewą dłoń Jade.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 412
Wysłany: Wto 11 Wrz, 2018 19:59   

- Zdziwiłbyś się jak bardzo są ci ludzie spostrzegawczy, chociaż niekoniecznie da się z nich te informacje wydobyć. - Rzuciła mu znaczące spojrzenie odnośnie kradzieży biżuterii. Nie żeby była święta, ale to by była lekka przesada, poza tym jeśli miała mieć wsuniętą na palec obrączkę to chciała by było to naprawdę, a nie na niby.
- Geniusz - powiedziała z uśmiechem, pochylając się by dać mu całusa w policzek. Równie dobrze show mogło już teraz się zacząć. - A co do braku rezerwacji, to zawsze możemy powiedzieć, że postanowiliśmy pozwiedzać kraj bez żadnego planowania i pilnowania dat, zatrzymując się tam gdzie znajdziemy miejsce do spania. Masz ze sobą jakiekolwiek prawo jazdy? Nie wiem czy koniecznie będą chcieli nas oboje wylegitymować przy meldowaniu, czy wystarczą im tylko moje dokumenty i karta kredytowa.
Myśl o tym, że będą się trzymali za ręce, osładzała tylko sytuację, chociaż w tym układzie będzie ciężko nakłonić recepcjonistkę do powiedzenia, w którym pokoju jest Steve. Zamierzała coś na poczekaniu wymyślić.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 229
Wysłany: Wto 11 Wrz, 2018 20:20   

Zerknął na Jade z może i nazbyt widoczną nutą zdziwienia w spojrzeniu, ale... Ciężko było przyzwyczaić mu się do wszelkich czułości, okej? Odwykł od tego, nie miał tego w zwyczaju, a fakt, że wszelkiego nagłego kontaktu nie kwitował lewym sierpowym był już ogromnym postępem, więc to zdziwienie to w sumie nie było takie najgorsze.
Ale i tak wiedział, że powinien je w sobie zdusić, rozluźnić, zachować się normalnie. Dlatego po prostu postanowił skupić się na kolejnym z jej pytań.
- Och, tak. Jasne, mam. - Wykonał gest, jakby chciał sięgnąć do kieszeni, ale odpuścił w połowie drogi i coś sobie przypomniał, co oznajmił pstryknięciem palcami. - Z tysiąc dziewięćset trzydziestego piątego, ujdzie? - spytał i odsunął się tak o mały kawałek, jakby bał się, że za swój ton i minę zaraz dostanie przez łeb. Nie dostał, przynajmniej jeszcze nie, więc mógł wrócić na poprzednią pozycję. - Nie były mi potrzebne, bo potrafiłem przemieszczać się tak, żeby nie przechodzić przez żadne kontrole. Wolałem nie ryzykować zgubieniem czegoś, co ma w sobie moje zdjęcie - wyjaśnił, bo tak, jasne, mógł załatwić sobie fałszywki, ale... To mogło przynieść mu więcej problemów niż korzyści. - Ze wszystkiego da się jakoś wyłgać. - Wzruszył ramionami, kwitując w ten sposób problemy z dokumentami.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 412
Wysłany: Wto 11 Wrz, 2018 20:33   

Patrzyła na niego przez kilka sekund z miną pod tytułem "Seriously?!", a potem zwyczajnie parsknęła śmiechem. Nie bardzo wiedziała czy to z powodu tego co powiedział, czy po prostu już sytuacja zaczęła ją przerastać.
- Jak to się skończy, to załatwię ci nieco nowsze dokumenty.
Wbrew pozorom, Carter nie była kryształowo czysta i miała kontakty w paru dość ciemnych miejscach, między innymi z kolektywem hakerskim, który potrafił załatwić jej nie tylko fałszywe dokumenty, ale też inne rzeczy, z wyjątkiem dostępu do SHIELD. Tego stanowczo odmówili. Co prawda pewnie będzie musiała zrobić coś idiotycznego by ich zadowolić, ale była na to gotowa.
- Dobra - powiedziała, wyciągając kluczyki ze stacyjki. - Show time.
Wysiadła z auta i wyjęła plecak, przerzucając paski przez oba ramiona po uprzednim sprawdzeniu zawartości i czy jest porządnie zapięty. Był trochę wypchany przez zmianę ubrania, które tam upchnęła z tego co udało jej się znaleźć w domu Starka. Resztę miejsca zajmowały pociski. Poczekała aż Bucky zgarnie swoje rzeczy, zamknęła auto i chwyciła jego prawą rękę, momentalnie splatając ich palce, tak jak to zrobił z jej dłonią, kiedy jeszcze byli w aucie. Po chwili ruszyli do hotelu.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 229
Wysłany: Wto 11 Wrz, 2018 21:07   

- Jakbym chciał dokumenty, to bym je sobie załatwił. Wbrew wszelkim pozorom, to ja naprawdę potrafię się sobą zająć - powiedział, unikając jednak jakiejkolwiek pretensji w głosie. Wiedział, że momentami naprawdę sprawiał wrażenie kogoś, kto nie bardzo ma jakiekolwiek pojęcie o tym, co powinien wokół siebie zrobić i uczepiał się pierwszej dostępnej osoby, za którą mógł łazić. - A prawka to ja nawet nigdy nie zrobiłem - mruknął, przyznając się do tego małego braku. No bo po co mu było? Miał ważniejsze sprawy na głowie, ważne, ze wiedział co i jak.
Teraz właściwie robił to samo. Był szkolony do tego, żeby być duchem. Gdyby miał załatwić tę sprawę sam, nigdy nie wszedłby frontowymi drzwiami, nie podawał swoich danych, nie dawał zauważyć się komukolwiek. Miał być doskonałym skrytobójcą, który załatwia sprawę szybko, sprawnie i po cichu, nie szpiegiem, który bawi się w podchody. Ale kiedy trzeba... To po prostu trzeba.
Przerzucił sobie jedno z ramiączek plecaka przez prawe ramię, zanim przewiesił przez nie i pasek torby, którą przytrzymał dłonią. Tak, żeby wszystko się trzymało, ale i tak, żeby w razie w mieć wszystko pod ręką.
Pierwszy otworzył drzwi do hotelu, mając wystarczająco czasu na szybkie przeczesanie lobby wzrokiem, zanim przepuścił Jade w drzwiach i znów zrównał się z nią, ponownie łapiąc jej dłoń.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 412
Wysłany: Wto 11 Wrz, 2018 22:07   

- Mam kontakty w DMV. Możesz dostać prawko, które jest w stu procentach legalne. I wiem, że potrafisz, ale czasami warto przyjąć pomoc oferowaną całkowicie bezinteresownie - powiedziała, wzruszając lekko ramionami. - I może to i lepiej, że nie zrobiłeś. Nie jeździsz jak wariat - zażartowała, nie ukrywając rozbawienia. - Uśmiechnij się trochę - dodała zbliżając usta do jego ucha, by wyszeptać parę propozycji łóżkowych.
Musiała wywołać w nim odpowiednią do sytuacji reakcję. Jak mają grać, to powinni grać na całego. A czy te fantazje są wymyślone na potrzeby ich scenki, czy też prawdziwe, tego nikt nie wie poza Jade.
Kiedy podeszli do recepcji, Carter oderwała wzrok od Bucky'ego i spojrzała na osobę znajdującą się po drugiej stronie lady.
- Dzień dobry, chcielibyśmy wynająć pokój z dużym łóżkiem na jedną noc.
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1135
Wysłany: Sro 12 Wrz, 2018 15:03   

Za ladą stała urocza murzynka, której maniery i słownictwo przywodziły na myśl uniwersytet. Co pasowało do jej wieku.
– Ależ oczywiście, mamy dziś kilka wolnych pokoi. – odpowiedziała już po wszystkich uprzejmościach.
– Och, przykro mi, pomyliłam się. Wszystkie nasze pokoje zostały zarezerwowane na najbliższe trzy dni. Choć to wygląda na błąd systemu. Mam nadzieję, iż zechcą państwo zaczekać chwilę, postaram się to rozwiązać. – uśmiechnęła się do nich, widocznie zdezorientowana, i przez dłuższą chwilę sprawdzała czy system działa poprawnie.

– James. Jade. – usłyszeli w pewnym momencie beznamiętny głos Steve'a tuż za swoimi plecami.
– Proszę nie szukać, ci państwo nie zamierzają tutaj zostać. – powiedział recepcjonistce, która przez chwilę patrzyła zdezorientowana. Szybko jednak ogarnęła sytuację, pożegnała ich i wróciła do sprawdzania systemu. Kapitan rzucił na głos numer swojego pokoju, po czym tam poszedł, nie oglądając się na nich, pewien iż zamierzają z nim pójść.

Pokój 209.
Drugie piętro, pokój narożny, z oknami prowadzącymi na zachód i południe, z balkonem na zachodniej ścianie. Sam apartament składał się z jednego pokoju oraz sypialni. Poza laptopem i starannie złożonymi ubraniami w szafie, nie było tutaj niemal żadnych śladów czyjejś bytności. Wszędzie panował wzorowy, wojskowy porządek. Dopiero w pokoju odezwał się do nich.

– JARVIS wszystko mi pokazał. I was, i... atak na Avengersów. Słucham, co macie do powiedzenia. – kapitan nie tyle zapytał, co uznał fakt. Siadł na kanapie, na której zmieściliby się wszyscy, tuż obok dwóch wygodnych foteli.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 229
Wysłany: Sro 12 Wrz, 2018 17:57   

Naprawdę miał ochotę coś rozwalić. Tak, wspaniale, tutaj też awaria, może to wszystko przylazło za nimi aż tutaj, no bo co, nie może być przecież zbyt łatwo, zbyt kolorowo, zbyt wspaniale, prawda? Oczywiście, że nie. Wszędzie, gdzie tylko się pojawił, coś musiało iść nie tak.
Przyzwyczaił się już do tego, naprawdę. Do tego, że jak coś wydaje się iść zgodnie z planem, to koniec końców, wcale tak nie będzie.
I chyba głównie przez samo to przyzwyczajenie, nie przez opanowanie, poszedł za Steve'm tak spokojnie i bez szemrania, dopiero za zakrętem korytarza puszczając dłoń Jade. Wolał mieć wolne dłonie, żeby w razie problemów móc sięgnąć po wszystko, co trzeba.
Z tego samego powodu nie siadał nigdzie w zajmowanym przez Steve'a pokoju, a jedynie odłożył torbę na jedno z krzeseł, jakby chciał mu w ten sposób pokazać, że okej, dobra, odkłada broń. Część broni. On zawsze był uzbrojony i tylko kompletny idiota mógłby uważa inaczej, ale odłożył chociaż to, więc... To już coś, prawda?

- Mam spowiadać ci się alfabetycznie, chronologicznie czy jak, bo trochę tego wszystkiego by się znalazło? - odezwał się chwilę po tym, jak Rogers zamilkł. - A ty coś zaskakująco mocno wierzysz AI po całej akcji z SHIELD - dodał, może całkiem niepotrzebnie, ale... po prostu chciał się przyjrzeć każdej mikroreakcji na twarzy Steve'a. - Nie wierzyłbym zawirusowanym komputerom, wiesz?
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 412
Wysłany: Sro 12 Wrz, 2018 20:32   

Spięła się cała, kiedy usłyszała głos Rogersa za plecami i po odwróceniu się zobaczyła go we własnej całej i zdrowej osobie. Jego nastrój za to był iście grobowy. Bez słowa podążyła za Steve'em, ramię w ramię z Buckym. Spodziewała się ataku, jak tylko zaczęli się zbliżać do pokoju, ale nic takiego nie nastąpiło. Idąc za przykładem Barnesa, zsunęła paski plecaka z ramion. W przeciwieństwie jednak do swojego towarzysza zanim ostrożnie postawiła go na podłodze, użyła swoich mocy by wyjąć jeden z "granatów" i wsunąć go do kieszeni kurtki, którą rozpięła by ukryć fakt, że ma cokolwiek schowanego, poza tym było tu ciepło.

- Kiedy to niby zaatakowaliśmy Avengers? - zapytała, mrużąc oczy. - Zaraz po tym jak wyleciałeś obrażony z domu Starka pojechaliśmy szukać tego cholernego kardynała pod Bostonem. Thor zaświadczy jeśli nam nie wierzysz. Nikogo poza nim i Tobą z Avengers nie widziałam odkąd ta cała afera się zaczęła.
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1135
Wysłany: Sro 12 Wrz, 2018 21:07   

Bucky widział, jak nieprzyjemne dla Stevea było wspomnienie problemów z SHIELD, choć ten prawie zdołał powstrzymać się przed jakąkolwiek reakcją.
– Nie wierzyłbyś także zawirusowanym mógzom. – powiedział nieprzyjemnie spokojnie kapitan.
– Ale ty nie wierzyłbyś nikomu, prawda? – to był już drugi, tak poważny zarzut ze strony Stevea, w ostatnim czasie, w stronę Jamesa. I nawet to, że było widać stres, w jakim znajduje się Rogers, nie było wystarczającym usprawiedliwieniem dla jego zachowania. Zarówno Jade, jak i James, zauważyli że kapitan siedzi nieco starzej? niż zwykle. Ciężko było wskazać palcem o co chodzi, ale wydawał się bardzo zmęczony, niemal przygięty problemami do ziemi.

– Was oraz atak na Avengers, nie wasz atak na Avengers. Poza tym – spojrzał na nich wzrokiem zmęczonego, zbitego szczeniaka – cała ta afera zaczęła się... zacznie się? – wziął parę głębokich oddechów i sięgnął do kieszeni, gdzie trzymał batonik energetyczny.

– Wybaczcie, jestem wyczerpany, a jest jeszcze tyle do zrobienia. O co chodzi? –



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 229
Wysłany: Sro 12 Wrz, 2018 22:20   

- Ale ty byś wierzył - powiedział, krzyżując ramiona na piersi. - Masz swoją definicję bohatera, a ja mam swoją. Jednak bez względu na to, nie zaliczam się do żadnej z nich - w pewnym sensie przyznał mu rację, na powrót opuszczając ręce luźno wzdłuż boków, może nieco aż nazbyt luźno. Po prostu upewniał się, że wszystko jest na miejscu, kiedy robił krok w przód. Nie podniesie karabinu, nie chce mieć go pod ręką. Bo nie ufa sobie wystarczająco, by wierzyć, że skończyłoby się to dobrze. Jego umysł wciąż był zawirusowany. Czy chciał się do tego przyznawać, czy nie. - Ale czy tego chcę czy nie, będę musiał pieprzyć się w walce z piekielną siłą, co wręcz z definicji można uznać za misję samobójczą. Co nie bardzo mi się widzi, bo z nas dwóch to ja jestem większym tchórzem... - przerwał na krótki moment, starając się przywołać z pamięci jakieś sensowne zdanie, które mogłoby.... - Ale wiem, co robię. Wiem, że będą gotowi rozszarpać mnie na strzępy i jestem gotowy podjąć to ryzyko. Wtedy to nie samobójstwo, to poświęcenie - przywołał niemal słowo w słowo to, co kiedyś od niego usłyszał, wiedząc, że Steve musiałby to pamiętać. Steve pamiętał wszystko, a on po prostu...
Można powiedzieć, że chwytał się jego taktyki. Widział przecież, nie był ślepy, wszystko... Potrzebował po prostu zobaczyć w jego oczach to, czy wie. Tak, jak wcześniej potrzebował tego Steve. To było głupie. Tak, wiedział to. Ale najwidoczniej wciąż byli tą samą parą durni, którzy nie potrafili mówić o wszystkim wprost, zamiast tego siedząc obok siebie i gapiąc sobie w oczy. Przynajmniej nie zachowywali się już jak para na randce, jak wtedy, w... dawno temu.
- Chcemy ci pomóc - powiedział po chwili. - Zanim się zacznie. Razem wszystko szło nam zawsze sprawniej, prawda?
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 412
Wysłany: Pon 17 Wrz, 2018 16:17   

Chyba nie tylko Steve był wyczerpany skoro tak opacznie zrozumiała jego słowa. Ale co się dziwić, skoro ostatnio korzystała ze swoich mocy częściej niż przez ostatnie miesiące.
Trzymając blisko siebie plecak, klapnęła mało elegancko na kanapę na przeciwnym końcu niż Rogers. Czy to z ostrożności czy też po prostu robiąc miejsce dla Bucky'ego, tego nikt nie wiedział, chyba nawet nie ona sama. Ale miała dość stania i zdecydowanie nie podobały jej się słowa "misja samobójcza" i "poświęcenie", które wyszły z ust Barnesa.
- Kardynał jest jednym z nich - powiedziała odchylając głowę na oparcie. - Nie wiem czy ten skurwysyn jeszcze żyje, ale mam nadzieję, że trafił go szlag. Thor zaś stwierdził, że czeka nas wojna i Asgard szykuje armię po czym poleciał do Stark Tower. A propos, od kiedy to JARVIS robi dla ciebie takie przysługi, jak wstrzymywanie informacji? - zapytała, przekręcając głowę by spojrzeć na Steve'a. - Aha, i pewnie będziemy musieli rozwalić kościół w Bostonie - dodała to tonem jakby mówiła o pogodzie.
 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1135
Wysłany: Sro 19 Wrz, 2018 10:51   

Bucky widział, że Steve pamięta. Nie pasowało mu to, bolało go to wspomnienie, ale równocześnie był pod wrażeniem faktu, iż on także to zapamiętał.
– James, spóźniliśmy się. – odpowiedział, wyrzucając opakowanie po batoniku do śmietnika. Otworzył butelkę z wodą i pił przez chwilę, słuchając Jade.

– Będziemy mieli wsparcie Asgardu? To powinno dać nam szansę. Okazuje się, że JARVIS ma więcej sekretów, niż Tony mógłby zapamiętać. Na przykład taki, że istnieją hasła, które zna kilka osób, a które to hasła oznaczają coś w stylu "przeciwko Avengers ruszył telepata poziomu Omega". I które to hasła te osoby natychmiast zapomną, gdy dostaną się pod czyjąś kontrolę? To dzięki temu JARVIS mnie krył. – Steve pokręcił głową, nadal będąc pod wrażeniem szczegółowego planowania Starka i jego przyjaciół.

– Mamy ważniejszy cel, niż zniszczenie jakiegoś budynku. Musimy uratować profesora Xaviera. To on przekazał mi hasło i streścił sytuację. Tak myślę, nie pamiętam dokładnie ostatnich kilku dni, jestem wyczerpany. To nawet mógł nie być on. JARVIS miał dowiedzieć się czegoś o napastnikach, ale sam też nie jest pewien, czy nie znajduje się pod wpływem wroga. Więc... Musimy chyba poczekać na informacje od JARVISa, że Avengers są bezpieczni. –



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 229
Wysłany: Sro 19 Wrz, 2018 18:01   

Musiał przyznać, że… po prostu odetchnął. Tak odrobinę.
Tak, wiedział, że teraz powinien przejmować się raczej innymi rzeczami, czymś ważniejszym, w końcu świat i cały ten syf, zwłaszcza w obliczu tego, co właśnie wyrecytował, ale… To miało dla niego tak naprawdę mniejsze znaczenie. Z lekka egoistyczne, tak chyba mógłby to określić, ale w swoim życiu zawsze prędzej lub później, nieustannie tak właściwie, dochodził do wniosku, że Steve… Steve zawsze stał za tym, że podejmował decyzje, które później kończyły się źle. Ale… Żył w przekonaniu, że było warto. Nieważne, czy kończyło się to dla niego złamanym nosem, czy… Tym, że tu stał.
I dlatego właśnie, przez ten fakt, że żył, że był tutaj, po prostu musiał upewnić się, że Steve wie.
Nie pierwszy i nie ostatni raz gdzieś się spóźniamy – powiedział po chwili. – Ale koniec końców, nawet sporym kosztem, jakoś udało nam się to naprawić. Głównie to tobie – cóż, musiał to przyznać. – Ale musisz wbić sobie do łba, że takie ucieczki nic nie dadzą, bo to razem jesteśmy najsilniejsi. Dlatego od tej pory trzymamy się razem. Czy ci się to podoba, czy nie – zaznaczył. Tu nie było żadnego miejsca na dyskusje. Co to, to nie. Choćby miał się do niego przykuć, nie zgubi go więcej. – Tygrysie – dodał nieco ciszej, z lekkim uniesieniem kącika ust, nie przejmując się tym, jak może przy tym brzmieć i co może przebrnąć Jade przez myśl. Po prostu chciał zapewnić Steve’a, że wie, że pamięta, że można mu zaufać. Pamiętał nawet takie bzdurne chwile, jak zaloty Steve’a. To było okropne, naprawdę.
Jaką masz pewność, że był to Profesor? – Zerknął na Jade, zanim znów przeniósł spojrzenie na Steve’a. – Pamiętasz akcję w szpitalu, nie wiem, czy tylko mi wtedy odbiło i dostałem dziwacznych majaków, ale to, problemy ze współpracownikami Jade, cały ten pseudo kościół i demoniczne monstra… Nie masz żadnej pewności co do tego, że to tylko nie ich umysłowe gierki, które miałby odciągnąć naszą uwagę od tej sprawy – zauważył, chwytając się tej nuty niepewności, do której przyznał się Steve. – Nie jestem specem od zabezpieczeń Avengers, ale równie dobrze mogli to skądś wyciągnąć, skoro wdarli się do umysłów ochrony… Nie, żeby wizja spędzenia czasu na gonieniu za jakimś zaginionym telepatą, albo ta o wysadzaniu jakiegoś budynku nie była naprawdę wspaniała, to lepsze niż jakakolwiek kolacja i aż nie wiem, co chciałbym wybrać… – wrócił do swojego zwyczajnego, normalnego tonu, bo naprawdę chciał udawać, że jest normalnie. Nie było. Oczywiście, że nie. To by było zbyt wspaniałe. – A to nie są raczej sprawy, w których można rzucić monetą, wybierając to, co można olać. – Splótł ramiona na piersi, naprawdę pozostawiając wybór każdemu, ale nie sobie. Naprawdę. Obojętnie któremu z nich. Byleby on nie musiał tego robić.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 412
Wysłany: Czw 20 Wrz, 2018 14:57   

Otworzyła usta by wyrazić na głos jak bardzo zamierza Starkowi skopać tyłek, że nic jej o tych hasłach nie powiedział, kiedy Steve zrzucił kolejną bombę.

- Xaviera? - Nagle była w pełni wyprostowana, gotowa do działania, a zmęczenie dostało kopa za okno. - Co dokładnie powiedział? Czy szkoła wie o tym? - zasypała Rogersa pytaniami. - Możemy skorzystać z MAI, nie jest podłączona do Stark Tower i to ona nam pomogła cię znaleźć. Użyj mojego telefonu - podała mu wyciągniętego z kieszeni smartfona.

Spojrzała na Barnesa, który dobrze kombinował, ale niekoniecznie w dobrym kierunku, ale tego nie zamierzała mu mówić wprost.
- Bucky, profesor Xavier jest najpotężniejszym telepatą na tej planecie. Fakt, że został porwany przez te demony powinien dać nam sporo do myślenia. On jest w stanie swoim umysłem zabić setki ludzi ot tak - pstryknęła palcami. - Nie wiem jak mogli go pochwycić, ale to znaczy, że są albo bardzo sprytni albo potężni i szczerze mówiąc wolę pierwszą opcję. Jeśli podłączą Xaviera do jakiegoś nadajnika, to możemy liczyć się z końcem ludzkości.

Steve był zmęczony, Bucky odmówił podejmowania decyzji, więc pozostawała tylko ona, by to zrobić.

- Najpierw Xavier, potem zrobimy demolkę w ich gniazdku. Za długo tu już siedzą. Steve, czy profesor przekazał ci jakiekolwiek informacje dotyczące miejsca, w którym go przetrzymują?
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 243
Wysłany: Pon 01 Paź, 2018 21:35   

Westchnął ciężko, wzrok skupiając na butelce, którą trzymał w dłoni. Był zbyt zmęczony, by się o to teraz kłócić, by się tłumaczyć, nawet jeśli rozumiał, iż sytuacja musiała być dla nich równie frustrująca. Na tego tygrysa uniósł nieznacznie brwi, ale nie skomentował. To nie był dobry moment na wspominki.
- To nie takie proste, ale wierz mi - spojrzał mu w oczy, by dodatkowo zaznaczyć jak bardzo jest poważny - nigdzie się nie wybieram.
Sam uważał, że współpraca przyniesie lepsze rezultaty. Na pewno ułatwi planowanie - co dwie głowy to nie jedna a trzy to już w ogóle bogactwo. Gdy Jade się odezwała, przerzucił wzrok na nią.
- Nie jestem w stanie przytoczyć wszystkiego, co powiedział, słowo w słowo - przyznał zmieszany - ale zaatakował ich Mistrz i... cholera... - na samo wspomnienie przeszedł go zimny dreszcz - nie jest dobrze. Jest źle. Bardzo źle, z tego, co przekazał mi Xavier. Mistrz będzie dążył do zniewolenia i systematycznego wyniszczenia całej ludzkości, w bólu i nędzy, dla swojej własnej sadystycznej przyjemności - pokręcił głową, jakby tym ruchem mógł wytrząsnąć tę wizję ze swojej głowy. - Ciężko opisać to słowami - musielibyście sami zobaczyć - stwierdził w końcu, zrezygnowany. - Wspomniał też, że ma być nas czworo, ale nie kojarzę dokładnie o kogo mu chodziło. Mógł nie wyjaśnić a mogę też sam nie pamiętać. Jak mówiłem, ostatnie kilka dni zlewa mi się w jedną wielką plamę. Ale ma sens, że Thor byłby tym czwartym.
Słuchając Buckiego i Jade upił kolejny łyk wody nim zakręcił butelkę i odstawił ją na pobliski stolik.
- Pewności nie mam - stwierdził po chwili wahania - ale nie sądzę, żeby podszywanie się pod Xaviera i ostrzeganie nas o niebezpieczeństwie miało pomóc komukolwiek ze złymi zamiarami, tak strategicznie na to patrząc. A co do miejsca... Widziałem piramidę. Nie jestem pewien jej znaczenia, ale może wam to coś mówi.
Spojrzał na nich wyczekująco. Doceniał praktyczne i bezpośrednie podejście Jade bardziej niż byłby w stanie wyrazić słowami. Oddanie sterów w jej ręce pozwalało mu na chwilę wytchnienia, której w tym momencie bardzo potrzebował. Wytchnienia i jakiegoś solidnego, normalnego posiłku, ale wszystko w swoim czasie.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 229
Wysłany: Wto 02 Paź, 2018 09:32   

- Tak, domyślam się, że to nie jest jakiś-jakiś telepata. – Może odrobinę zamotał, ale fakt, że cała jego wypowiedź zabrzmiała dość… lekceważąco, nie świadczył o tym, że podchodzi do tego w ten sposób. On po prostu tak brzmiał. Nie pierwszy i nie ostatni raz. – Gdyby chodziło o pierwszego lepszego typa, nie byłoby całego tego zamieszania. Dlatego… Dlatego właśnie sugeruję, że może istnieć całkiem spore prawdopodobieństwo, że ktoś po prostu postanowili wykorzystać ten fakt. To może być nic więcej, jak zwykła podpucha. – Może i dopatrywał się kantu tam, gdzie go nie było, ale jakoś taka była już jego natura. – Istnieje w końcu szansa, że wykorzystali tylko jego zniknięcie, żeby odwrócić uwagę od Bostonu, w którym naprawdę będzie kroić się akcja, i skierować ją innym kierunku. I dlatego właśnie Xavier… lub ktokolwiek inny, kto się za niego podał, skontaktował się akurat ze Steve’m, a nie kimś… – Zamachał krótko ręką, szukając najwłaściwszego, nikogo nieobrażającego określenia. – Bliższym. I o nieco większym… polu manewru – dodał wreszcie, zanim pozwolił sobie na lekkie westchnięcie i ponowne opuszczenie rąk luno wzdłuż ciała. Nigdy nie wiedział, co robić z rękami, kiedy przychodziło mu stać tak bezczynnie. – Ale świat i tak kiedyś wyginie – powiedział już bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego, bo jakoś tak miał zwyczaj snucia czarnych wizji. – Ale mamy Jade z granatami, sukces murowany – mruknął, opadając jednak wreszcie na fotel obok którego stał, i zgarbił się, wspierając łokcie na kolanach. I bardzo słusznie, bo naprawdę słuchając wszystkich tych rewelacji, miałby problem z ustaniem na nogach z pieprzonego wrażenia. A chciał po prostu znaleźć Steve’a, mieć chwilę świętego spokoju… Ta. Tak się właśnie kończy ułatwianie sobie życia. Ale powinien się przyzwyczaić, zawsze tak było. Z deszczu pod rynnę, spod rynny wprost do bagna.
- Może od razu Wojna, Zaraza, Głód i Śmierć, co? – prychnął pod nosem, jednak bez krzty humoru w głosie. – Niezbyt to pokrzepiające, biorąc pod uwagę, że zapowiadali nadejście Antychrysta i apokalipsy. Ktoś tu lubi symbolikę – mruknął. Chociaż sam się pewnie tego dopatrywał przez swoje zakłamane teorie, tak idealnie przecież pasujące do Antychrysta, fałszywego naśladowcy Jezusa… I właśnie przypominał sobie, jak za dzieciaka nienawidził nabożeństw i całej reszty. – Ten Thor w ogóle ma jakiś komunikator, czy wzywa się go przez jakieś pogańskie modły? – spytał, zwracając się bardziej do Jade niż do Steve’a. – A kontakt z ludźmi Xaviera?
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 412
Wysłany: Wto 02 Paź, 2018 15:12   

- Kardynał mówił o niej - mruknęła pod nosem, wpatrując się w ścianę. - Czy to możliwe, że za tym stoi więcej niż jeden czło... - urwała by się szybko poprawić - jedna istota?

Pytanie było czysto retoryczne, a i ona sama chyba wolała na razie nie znać odpowiedzi. Rzuciła tylko spojrzenie na Bucky'ego, który nie pomagał ani trochę, ale wcale go za to nie winiła. Wpakował się w to gówno przez to, że Rogers w szlachetnym odruchu chciał jej pomóc. Żadne z nich nie miało pojęcia w co tak naprawdę wdeptują. I teraz miała przed sobą dwóch wymęczonych weteranów, którzy powinni cieszyć się wolnością i życiem, a nie kolejny raz ratować świat i ryzykować życie nie dostając nic w zamian poza odznaczeniami, z których większość i tak pewnie zostanie utajniona. I wszystko wskazywało na to, że kolejny raz ona musi stanąć na czele. I tylko żałowała, że jej zdolności nie są dużo bardziej ofensywne. W Instytucie poznała kilka osób, które mogłyby jednym ruchem palca zrównać z ziemią całe dzielnice.

- Po pierwsze, obaj musicie zjeść porządny posiłek - odezwała się po dłuższym milczeniu. - Ja w tym czasie skontaktuję się ze Instytutem i Thorem, który ma telefon komórkowy, kiedy jest tutaj. I żaden z was nie chce go wzywać przez Asgard. Trudno będzie wytłumaczyć ogromną dziurę od dachu aż tutaj albo i niżej. Steve, byłbyś w stanie narysować tę piramidę? MAI spróbowałaby dopasować rysunek do istniejących budowli.

Wstała i podeszła do okna. Nie próbowała dzwonić do Thora, najpierw wysłała mu wiadomość tekstową. "Thor, jesteś nam potrzebny. Sytuacja się skomplikowała po Bostonie. Zadzwoń do mnie jak tylko odbierzesz tę wiadomość."

Potem wybrała numer do Instytutu licząc, że ktoś tam odbierze. Porwanie Xaviera mogło wprowadzić tam niezły chaos.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 243
Wysłany: Sro 03 Paź, 2018 00:10   

Wywrócił oczami w odpowiedzi na pesymistyczne stwierdzenie Buckiego. No przy takiej postawie - niewątpliwie.
- Jak ma wyginąć to przynajmniej nie za mojego życia - odparł zwięźle, pragnąc dać tym samym do zrozumienia, że nie ma zamiaru choćby rozważać poddania się. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że stwierdzenie było kompletnie zbędne - kiedy wszyscy umrą, to on też bo pomimo wszelkich cudów i dziwów, których doświadczył albo był świadkiem, nadal mieścił się w zbiorze o nazwie "wszyscy". Ale do diabła z tym, świat zmierzał właśnie ku zagładzie a Steve nie pamiętał ostatniego razu kiedy był wyspany czy najedzony i rozdrabnianie się w tym momencie o semantykę byłoby najzwyklejszym w świecie pedantyzmem. Powinien był skupić się bardziej na obmyślaniu planu działania.
- Żebyś nie wykrakał... - skwitował teorie Zimowego Żołnierza, tonem zadziwiająco swobodnym jak na temat ich rozmowy bo tak naprawdę nie wierzył, żeby jeźdźcy apokalipsy czy antychryst też się pofatygowali. Nie byli przecież prawdziwi. Prawda? Nie chciał, nie mógł sobie pozwolić na to, by się teraz nad tym zastanawiać.
Słysząc uwagę Jade, zawiesił się na chwilę.
- Może Mistrz to kobieta...? - zaproponował, ale słyszalnie bez przekonania.
To by bardzo ułatwiało sprawę, ale jakie były na to szanse? W innym razie musieliby użerać się z dwoma problemami na raz i znając ich szczęście, to właśnie ich czekało.
Chciał zaprotestować, że posiłek może poczekać dopóki nie dokończą odprawy, ale dokładnie w tym momencie jego żołądek przypomniał sobie, że nie ma nic do roboty i zaburczał (zdrajca jeden...) i Steve zrezygnował. Tu się nie było z czym kłócić. Wstał.
- Mogę - stwierdził od razu, widocznie pocieszony tym, że pomimo kalibru sytuacji, do którego zdecydowanie nie był przyzwyczajony, nadal miał się do czego przydać. Nie codziennie nad głową wisiała mu zapowiedź końca świata, ale Steve mógł nadal zrobić coś, by przybliżyć ich do uniknięcia tego losu, miał się czym zająć zamiast martwić się rozmaitymi niewiadomymi i to mu w tym momencie najwyraźniej starczyło do szczęścia.
Pozornie mniej zmęczony, niż był jeszcze kilka minut temu, kiedy prowadził ich do apartamentu, podszedł do szafki nocnej, na której stała mała lampka i z szuflady wyciągnął notatnik i długopis. Siadając z powrotem na kanapie, przerzucił kilka stron, by znaleźć jakąś niezapisaną, nim zaczął szkicować.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1135
Wysłany: Czw 04 Paź, 2018 15:02   

Kapitan szkicował, to co udało mu się zapamiętać z wizji. Parę razy poprawiał, ale po chwili był w stanie pokazać towarzyszom oraz MAI szkic, który przypominał jedną z piramid Majów. MAI przedstawiła kilka możliwych dopasowań, spośród których Steve z łatwością wybrał tę, którą widział.

Piramida Księżyca, druga największa piramida w Ameryce Łacińskiej. MAI niemal natychmiast zwróciła uwagę na wiek budowli: niemal dwa tysiące lat, choć naukowcy odkryli iż ta piramida skrywa w swoim wnętrzu struktury starsze nawet od Piramidy Słońca, największej z piramid w Ameryce. Ponadto jej uwagę zwrócił fakt, iż na szczycie tej piramidy składano ofiary Wielkiej Bogini.

---
Jade dodzwoniła się w końcu do szkoły, gdzie krótka rozmowa z bardzo spokojnym mężczyzną zaowocowała przekierowaniem do dyrektorki Ororo.

//Jade i Storm rozmawiają przez telefon



//Spory obrazek!
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 229
Wysłany: Nie 07 Paź, 2018 09:01   

- Och, wybacz, że jakoś nie pałam optymizmem – mruknął do Steve’a. Po prostu ratowanie z tobą świata nie kończy się dla mnie dobrze dodał w myślach. Taki był po prostu fakt. Obaj właściwie poświęcili życie, żeby Hydra nie wygrała, Tesseract nie stał się bronią i… Co z tego wyszło? Hydra przez siedem dekad miała się znakomicie, wciąż miała Tesseract, który prawie sprowadził na Nowy Jork zagładę, a on sam… Cóż, szkoda gadać. Ciężko było mu więc wykrzesać z siebie choć krztę optymizmu, bo zamiast myśleć o tym, co może zrobić, myślał raczej o tym, jak źle się to dla niego skończy. Ale lepiej oberwać niż ginąć w przeświadczeniu, że nie zrobiło się nic, prawda?
- Z naszej trójki dodatkowe doładowanie baterii najbardziej przyda się chyba tobie – zauważył, odprowadzając Jade wzrokiem, i mówiąc to, naprawdę nie miał niczego złego na myśli. On sam przeciągnął osiemnaście miesięcy wojny na racjach zwykłego żołnierza, nie super-żołnierza, Hydra też nie słynęła z odpowiedniego karmienia go, sam jakoś też w głównej mierze olewał dbanie o siebie tak długo, jak tylko mógł, więc… Jakoś wyrobił sobie nawyk długiego ciągnięcia na rezerwach i to na najwyższych obrotach. - I mocna kawa – rzucił jeszcze, bo może i nie bardzo wiedział co, gdzie i kiedy powinien mówić i robić, ale miał jakieś tam dobre chęci. Jakieś. Po prostu był w tym wyjątkowo… cóż, do niczego. Jak w większości międzyludzkich kontaktów.
Docisnął opuszki palców do skroni, masując je okrężnymi ruchami, kiedy próbował przyswoić wszystkie informacje od MAI. Tak, to było proste, rzeczowe, nic, czego nie byłby w stanie pojąć, ale… on naprawdę dostanie jakiejś migreny od tych wszystkich rewelacji o demonach, kościołach, piramidach i całej, pieprzonej, reszcie…
- Istnieje jakieś prawdopodobieństwo, że mamy do czynienia z jakimś… kosmitą czy coś? - sam nie bardzo wiedział, które z nich dokładnie pyta. - Wasz kumpel Thor też długo robił za boga, któremu stawiano świątynie, ale raczej nim nie jest tak…? – Pomasował skroń. – Więc to też może być jakiś obcy? Nie jak ci, którym dupska Steve kopał w Nowym Jorku, ale jednak? Zanim Schmidt przekuł kult Hydry… – urwał na moment, pocierając krotko brodę, zanim znów opuścił rękę na kolano. – Skoro Hydra kiedyś czciła jakiegoś kosmicznego mutanta, czy Bóg jeden wie co, to kościół z popieprzonym klechą na czele mógł utworzyć się po prostu wokół jakiegoś starożytnego mutanta, tak? – Znów zerknął na Jade, choć ta akurat zaczynała być zajęta rozmową. – Jeśli Mistrz, ta kobieta, ktokolwiek, byłby mutantem, może Instytut albo ktoś, z kim mogliby się skontaktować, miałby jakieś rzetelniejsze informacje na ten temat? Cokolwiek poza jakimś boskim pieprzeniem kościoła, co dałoby informacje o tym, dlaczego zniknęła na tak długo? Jakiś mutant przejmujący kontrolę nad innymi? Naciągane, ale... Jakoś wolałbym tę opcję.
 
 

Captain America 





Imię i nazwisko: Steve Rogers
Pseudonim: Captain America, Cap, Capsicle
Data urodzenia/Wiek: 4 lipca 1922 roku / 96 lat
Zdolności: Ponadprzeciętna fizjologia, mistrz sztuk walki, umiejętności dowódcze taktyczne i strategiczne, przyspieszony metabolizm.
Znaki szczególne: Charakterystyczna tarcza, blizny po walkach
GXRA 2015
GXRA 2017
Wiek: 96
Dołączył: 03 Lip 2014
Posty: 243
Wysłany: Sro 10 Paź, 2018 23:02   

Już miał odpowiedzieć coś cwanego kiedy zachciało mu się ziewać. No i nici ze zgrywania Rambo, twardziela i ogólnie chodzącej demolki. Zacisnął szczękę próbując stłumić ziewnięcie nim odpowiedział.
- Żeby jeszcze kofeina na mnie działała - odparł.
MAI wskazała Piramidę Księżyca. Wyglądała dokładnie tak samo jak w jego wizji. Przynajmniej było to prawdziwe miejsce a nie jakaś rozbudowana wizualna metafora. To tam musiał znajdować się Profesor, Steve był tego pewien.
Zaraz jednak spojrzał znów na Buckiego, jakby przelotnie obawiał się, że lada moment znów go straci. Że chwila przeminie i James znowu go zapomni, albo odwrotnie - że przypomni sobie o zadaniu wyznaczonym mu przez HYDRĘ. Oczywiście, nawet gdyby się tak stało, Steve nie zamierzał spisać go na straty, ale co, gdyby nie dało się zrobić nic? Co jeśli Bucky przepadł był na zawsze i jedynym co po nim pozostawało była marionetka HYDRY jedynie wyglądająca jak on?
I w końcu zdał sobie sprawę z tego, że się gapi. Odchrząknął nerwowo i zaraz przemówił.
- Thor jest... Kosmita to chyba najtrafniejsze określenie jakie przychodzi mi teraz do głowy - stwierdził, chociaż był niemal pewien, że Bucky doszedłby do tego samego wniosku sam. - Jak się teraz nad tym zastanawiam... wydaje mi się, że Mistrz również musiałby być nie stąd. Inaczej... na co miałby czekać tyle czasu z użyciem swoich mocy? Prędzej pochodzi skądinąd, może z innej planety, albo innego wymiaru, albo... cholera, nie jestem naukowcem, Stark albo Banner pewnie mieliby i kilka własnych teorii, ale rozumiesz, o co mi chodzi, nie?
Zebrał notatnik z rysunkiem piramidy, przyglądając się mu w zamyśleniu.
- Chociaż zapytać w Instytucie pewnie też by nie zaszkodziło.



He's tried to explain this a couple of times to a few of his buddies after about five beers. Like listen, listen. Imagine you live in this country, right? And there's a brutal war, and you witness and maybe participate in a horrific amount of violence, and you lose absolutely everyone you care about. Then you end up in this other country, where the culture and ways of doing things are completely foreign to you, and random assholes make fun of you for how you dress and act and talk while you're still coming to grips with the fact that everyone you love is gone and you can never go home again. Meanwhile, everyone around you is like "smile, motherfucker, you're in the Land of Plenty now, where there's a Starbucks on every corner and 500 channels on TV. You should be grateful! Why aren't you acting more grateful?" So you have to pretend to be grateful while you're dying inside. Sound like an traumatized, orphaned refugee? Also sounds like Steve fucking Rogers, Captain Goddamn America. Except that most refugees were part of a community of other people who were going through the same thing. Steve is all alone, the last damn unicorn, if the last unicorn had horrible screaming nightmares about the time when it helped to liberate Buchenwald.

 
 

Thor Odynson 

God of Thunders




Imię i nazwisko: Thor Odynson
Data urodzenia/Wiek: Kilka tysięcy lat
Zdolności: Moc władania gromami i błyskawicami, nadnaturalna siła, możliwość dzierżenia młota Mjolnira.
Znaki szczególne: Dużo cięższy, niż wskazywałaby na to jego budowa ciała
Wiek: 37
Dołączył: 12 Kwi 2014
Posty: 222
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 11 Paź, 2018 00:59   

//z.t. piętro Tony'ego

Thor wbrew pozorom pamiętał o zachowaniu ostrożności i pojawieniu się w hotelu "w cywilu". W dużym mieście było o wiele łatwiej się ukryć, a w takiej dziurze, jaką okazało się miasteczko, nic się nie ukryje. Cóż. Na szczęście bardzo blisko miasteczka znajdował się duży park, a może niewielki las. Tam przynajmniej jest jakaś szansa, że nie zostanie zauważony.

Mężczyzna wylądował w lesie i (ta przemiana zachodziła na szczęście cicho!) wyszedł z niego już jako Donald Blake. Skromy ubiór, drewniana laska w dłoni, uczesane włosy. Zupełnie jak nie on. Gdyby nie ta laska w dłoni mógłby spokojnie uchodzić za byłego gracza footballu i łamacza damskich serc. W sumie dalej mógł uchodzić za łamacza damskich serc. Nie do końca wiedział tylko, co zrobić z tarczą Kapitana. Ta nie uległa przemianie. W końcu uznał, że po prostu będzie ją niósł.

Spacer po lesie dobrze mu zrobił. Przypomniały mu się te krótkie chwile spokoju, polowań i biesiad pod niebem Asgardu. Na tych rozmyślaniach również droga do hotelu minęła mu szybko. Po drodze udało mu się znaleźć karton, w który zapakował tarczę. Lepszego opakowania nie dało się tutaj znaleźć. Gdy tylko zbliżył się do budynku, wysłał Jade Carter krótką wiadomość. Wszedł do hotelu, zręcznie minął recepcję i udał się prosto do baru. Zamówił piwo i usiadł przy stoliku czekając. aż ktoś po niego przyjdzie. Pakunek z tarczą położył na podłodze pod stolikiem i oparł na nim nogi. Przynajmniej paczka w ten sposób powinna zostać zamknięta.



Thor: Once I retrieve Mjolnir, I will return to you the items they stole from you. Deal?
Jane Foster: No. You think you're gonna just walk in and walk out?
Thor: No. I'm gonna fly out.



 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden
Portal dla graczy gier via www The Avengers Hogwart Dream Black Butler Spectrofobia Wishtown Virus Pokemon Crystal
Riverdale Dragon Ball Another Universe Mortis Eclipse Bleach OtherWorld

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018