{Mapa forum}Mapa forum  FAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj


Poprzedni temat :: Następny temat
Minnesota - Kilkenny - Hotel Kilkenny
Autor Wiadomość

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 252
Wysłany: Pią 21 Gru, 2018 22:33   

Nie marudź, Carter. Wyszłabyś na tym widoku znacznie lepiej niż ja – skwitował. – Nie mam racji, kapitanie, mój kapitanie? – niemal zanucił, używając tego określenia z pełną premedytacją. Bo czasem był trochę dupkiem. Zwłaszcza żartując. – Zaśpiewałbym ci nawet, ale jeśli Steve zdołałby usłyszeć dobiegające stąd „Star Spangled Man”, uznałby mnie za jeszcze bardziej niepoczytalnego i chorego na umyśle… Sam bym się uznał… – przyznał, pamiętając jednak, że kiedyś pamiętał to cholerstwo całe i niejednokrotnie śpiewał, doprowadzając Steve’a do szewskiej pasji. To było takie okropne… -- Ale znajdę rozwiązanie dla tej pokusy – mruknął, uznając, że skoro i tak niezbyt skupiają się na głównym celu, to może odsunąć go jeszcze nieco bardziej. Bo kiedy skupiał się na całowaniu Jade, przynajmniej nie pieprzył bzdur, a ona zostawiała jego nos w spokoju…

Czuł jej palce na bliznach wokół protezy, okalających miejsce, w którym ciało łączyło się z metalem, czuł jej dłonie na grubych bliznach przecinających udo i lewy pośladek, na każdej mniejszej lub większej, starszej i nowszej, mniej czy bardziej wyczuwalnej bliźnie. Myślał głównie o nich, choć dobrze wiedział, że w jego oczach są bardziej wyraziste niż w rzeczywistości.
Przesuwał dłońmi po plecach Jade, po kręgosłupie, pocierał nimi boki, pilnując, żeby ucisk obu dłoni był jednakowy, żeby żadna ostra, twarda krawędź nie zraniła skóry. Dotykał bioder, ud, tali, zanim objął ją ramionami, przysunął się bliżej, odsunął lekko nosem przyklejone do skroni mokre włosy, żeby lekko musnąć skórę ustami, podrażnić ją zarostem. Wiedział, że… Wiedział, że może przesadza, ale miał wrażenie, że chce zapewnić w swojej delikatności bardziej siebie niż Jade. Ufał sobie mniej.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 437
Wysłany: Pią 21 Gru, 2018 23:14   

- Nie masz racji - powiedziała bez cienia zawahania się. - To by było jak zobaczenie rodzonego brata nago.
Rogers był napakowany, atrakcyjny, dobrze wychowany, staromodny w pewnych aspektach, co czyniło go atrakcyjnym dla wielu kobiet, ale dla Carter nigdy nie był on obiektem jakichkolwiek fantazji, a już zwłaszcza nie seksualnych. Chociaż czasem wyobrażała sobie jakby to było, gdyby Steve był jej starszym bratem. Jak bardzo jej życie by było inne mając kogoś na kim mogłaby się oprzeć po śmierci ojca.
- Gdybym się przyłączyła do śpiewania, to chyba mnie uznałby za bardziej szaloną, ale zanim podchwycisz ten zwariowany pomysł, to jednak wolałabym być wtedy ubrana, w razie gdyby zdecydował wyważyć drzwi i...
Urwała, czując usta Bucky'ego na swojej skórze, nie wspominając gdzie jego ręce wędrowały po jej ciele. Przysunęła się bliżej aż jej piersi zetknęły się z jego namydlonym torsem. Zadrżała, czując jakby przebiegła przez nią wyjątkowo przyjemne elektryczna iskra. Czuła jak bioniczne palce dotykają blizny zaczynającej się na prawym biodrze i ciągnącej się w dół do jednej trzeciej uda. Pamiątka po tym jak została zestrzelona i się katapultowała, a fragment myśliwca uderzył w nią rozwalając fotel, który wbił się w jej nogę i biodro. Miała szczęście, że konstrukcja przyjęła na siebie większość impetu i skończyło się tylko na dość głębokim rozcięciu, bez złamanych kości i przerwanych tętnic. Blizna była mało widoczna, ale wyczuwalna pod palcami. Carter nie była pewna na le są bioniczne palce Bucky'ego wrażliwe, czy wyczuje tę skazę, czy też nie, ale na wszelki wypadek delikatnie przesunęła jego dłoń nieco wyżej.
- Igra pan z ogniem, panie Barnes - wyszeptała odchylając nieco głowę. - I to takim, który woda nie potrafi ugasić.
Pragnęła go i było to niezaprzeczalne, jednak to Bucky decydował jak daleko pozwolą by ta sytuacja się rozwinęła. Była świadoma tego, że przez lata ktoś decydował za niego i jak ważne było by mógł sam podejmować decyzje dotyczące jego osoby. Skłamałaby, gdyby stwierdziła, że jej się to nie podoba. Zawsze była tą aktywną stroną, dominującą, a teraz? Z radością oddawała kontrolę mężczyźnie, który ją w tej chwili obejmował, ufając mu w pełni, bo jak mogła mu nie ufać, kiedy jej serce twierdziło, że powinna to zrobić?
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 252
Wysłany: Sob 22 Gru, 2018 12:55   

Znów przesunął dłoń niżej, dużo niżej, garbiąc się wystarczająco, żeby złapać Jade tak stabilnie, żeby ją unieść, przyszpilić do ścianki prysznica, bez problemu dobierając taki kąt, żeby woda spływała Jade głównie po szyi, nie twarzy. To by było irytujące.
Pocałował kącik jej ust, jej szczękę, zanim jego wargi zsunęły się niżej, skubiąc rozgrzaną skórę długiej szyi. Złapał dłonią jej talię, cały czas utrzymując ją w miejscu, kiedy sam zsuwał się coraz niżej. Przygryzł lekko jej obojczyk, pozostawiając na nim ledwo widoczne, płytkie ślady zębów, zanim zaczął przesuwać się w dół, kąsając lekko skórę, aż dotarł wreszcie do prawej piersi, spoglądając przy tym w górę, na Jade nieco spod rzęs. Nie ukrywał tego, że nie tylko dla upewnienia się, że wszystko jest w pełni w porządku, ale też dla lekkiego podrażnienia się. Wbrew pozorom, to całkiem lubił to, jak drażniąca Carter momentami była z tymi swoimi kąśliwościami, komentarzami i całą resztą, która jeszcze nie tak dawno temu doprowadzała go niemal do szału. Jak wiele rzeczy. Ale gdyby nie to, nic nie byłoby przecież takie samo. A już na pewno nie to, jak ustawiła go do pionu, zatrzymując przy sobie.
Przerwał muskanie jej skóry, na moment spoglądając w oczy Jade aż nazbyt wyzywająco, zanim na moment postawił ją tak stabilnie, jak tylko mógł, i osunął się w dół, na kolana, pozostawiając kilka mokrych pocałunków, kilka przygryzień na jej brzuchu i udach, zanim jedno z nich znalazło się na jego barku, a jego dłoń zawędrowała pod jej pośladek.

Teraz sobie ponuć – mruknął, przez dłuższą chwilę powstrzymując się przed zrobieniem czegoś zbyt szybko, zbyt gwałtownie. Korciło, ale był twardy. Aktualnie w więcej niż jednym tego słowa znaczeniu. Ale zamierzał wykorzystać ten długi prysznic nieco inaczej...
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 437
Wysłany: Sob 22 Gru, 2018 17:21   

Chwyciła się armatury prysznicowej, by utrzymać jako taką równowagę. Chciała żeby przejął kontrolę, by stał się dominującą stroną i najwyraźniej ktoś tam na górze był w humorze na spełnianie jej życzeń. I jeszcze to jak zerkał na nią, sprawdzając jak reaguje. Wkurzało ją to, a jednocześnie pobudzało. Może wyglądał równie niewinnie jak Steve, kiedy przychodziło do kobiet, ale w jego wnętrzu był wyrafinowanym diabłem, stworzonym po to, by sprawiać, że kobiety będą mdlały w jego ramionach.
- Och, Bucky! - wyrwało się jej i to nieco głośniej niż by chciała, ale w tej chwili miała absolutnie gdzieś czy ją ktokolwiek inny poza Barnesem usłyszy.
Jej palce zaciskały się na rurce do prysznica z taką siłą, że kostki były niemal białe. Aż dziw, że niczego nie zniszczyła, ani nie przeniknęła przez nic.
- Zobaczymy jak ty teraz zaśpiewasz - wymruczała, kiedy nie potrafiła już utrzymać się na nogach i zsunęła się po ścianie prysznica, popychając Bucky'ego do tyłu.

Nie miała pojęcia ile czasu minęło, może kwadrans, może pół godziny, ale woda nadal się lała i chociaż nie była już tak gorąca jak na początku tak nadal była wystarczająco ciepła. Carter siedziała oparta o szklaną ścianę, próbując złapać oddech i siłę w drżących kończynach. Zaśmiała się krótko, widząc na pokrytych parą ściankach ślady zsuwających się dłoni i palców.
- To jest najlepszy prysznic w moim życiu - powiedziała leniwie, uśmiechając się do Bucky'ego. - Najdłuższy też - dodała, a ton jej głosu sugerował coś więcej.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 252
Wysłany: Sob 22 Gru, 2018 20:01   

Nie każ mi tego robić na ostatnią chwilę przed lądowaniem albo nie poganiaj pod prysznicem, a pokażę ci, co jeszcze potrafi serum super-żołnierza – mruknął, samemu nie wiedząc, czy bardziej grozi czy jednak obiecuje. Ale pewne było to, że serum sprawiała, że nie tylko żył dłużej… Przekonał się o tym już dawno temu, kiedy nawet nie był pewien co do tego, co tak dokładnie się w nim zmieniło. Ale zmiany widział i odczuwał. W niektórych przypadkach nie tylko on. – Chyba że taka jest twoja strategia, bo boisz się, że na dłuższym dystansie być wymiękła, Carter – rzucił jeszcze, od tak, na zakończenie, jako kropkę, zanim zabrał się za kolejne, tym razem znacznie szybsze namydlanie Jade, bo raczej poprzednie mycie poszło się pieprzyć. I to dosłownie. A to trochę mijałoby się z celem.
Nie czuł się wyczerpany, przynajmniej nie fizycznie. A właściwie powinien powiedzieć, że „nie fizycznie”, bez przynajmniej. W końcu psychicznie także nie czuł się wyczerpany. Raczej… Nie bardzo wiedział, jak powinien to nazwać. Był… nieco zrelaksowany? To zawsze oczyszczało mu umysł. Choć na chwilę.

Chcesz umyć mi włosy, żeby się zrelaksować? – rzucił bardziej dla żartu niż na poważnie, spłukując jej ramiona. – Przyda ci się, tak na zaś – dodał i… Cóż, chyba było w tym całkiem sporo prawdy, bo kiedy tylko stąd wyjdą… Nie będzie już tak wesoło. Zdecydowanie nie tak wesoło….
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 437
Wysłany: Sob 22 Gru, 2018 22:09   

- Trzymam cię za słowo - powiedział, rzucając mu nieco flirciarskie spojrzenie. - Barnes, nie próbuj nawet mnie wyzywać na pojedynek, kto dłużej wytrzyma, bo to się skończy twoją przegraną.
Mówiła to lekkim tonem, ale była jak akumulator, który mógł się podłączyć do niemal wszystkiego i czerpać z tego energię. Mógł mieć super wytrzymałość, ale nawet jego baterie mają określoną pojemność.

Przyklęknęła, by miał łatwiejszy dostęp. Z przymkniętymi oczami zwyczajnie się delektowała jego dotykiem. Był przyjemnie relaksujący, jak masaż w jakimś salonie spa. Kiedy skończył, przesunęła się pod strumień wody, by się opłukać. Potem sięgnęła po szampon i przemieściła się za plecy Barnesa.
- Poprosiłabym o zwrócenie tej przysługi - zaczęła nieco tajemniczym tonem, rozprowadzając szampon na jego włosach - ale wtedy nie wyszlibyśmy stąd przez kolejną godzinę. Nie wiem dlaczego, ale masaż tyłu mojej głowy zaliczam do tych erotycznych.
Jednocześnie rozpoczęła masaż skóry głowy Bucky'ego, ciekawa, czy też odczuwa nacisk w pewnych miejscach jak ona.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 252
Wysłany: Sob 22 Gru, 2018 23:27   

A kto powiedział, że chodzi tu o samą wytrzymałoś, hm? – pozwolił sobie na głębokie, mrukliwe wyszeptanie tego wprost do jej ucha. – Ze wszystkim da się wygrać, trzeba tylko wiedzieć jak… A nawet jeśli przegram, to i tak doskonale na tym wyjdę – zauważył, ostatnie zdanie wypowiadając już w pełni normalnym tonem. No bo będąc poważnym, niech ktoś mu da jeden powód do bycia niezadowolonym do przegrania w akurat takim starciu? Właściwie w tym konkretnym przypadku byłaby to całkiem miła odmiana…

Proszę cię. – Zerknął na nią przez ramię, pozwalając sobie na tak typowe uniesienie jednej z brwi. – Którą część twojego ciała musiałbym teraz dotknąć, żebyś tego tak nie zaliczyła…? – Nie to, żeby zaliczał się do tej grupy mężczyzn, która jest tak przekonana o własnej wspaniałości, że liczy na omdlewające z rozkoszy kobiety po samym pstryknięciu palcami, zdecydowanie nie. Nigdy nie miał aż tak wielkiego ego. Po prostu po nabytych doświadczeniach był już skory posunąć się do stwierdzenia, że dałby radę zająć Jade na kolejne godziny nawet masażem palców u stóp. Jakby nie tylko on był na tak długim detoksie.
Pokornie pochylił głowę, pozwalając Jade zająć się splątanymi włosami. Wiedział, że na zewnątrz jego głowa nie jest tak poraniona, jak wewnątrz, ale pomniejsze blizny i tak musiały być wyczuwalne pod palcami. Doskonale znał położenie każdej z nich i…
To zdecydowanie nie była najbardziej spragniona dotyku część jego ciała. Nie lubił, kiedy ktoś dotykał jego głowy, kiedy ktoś zbliżał się do jego głowy, a wizja odwiedzin u fryzjera wpędzała go w panikę, ale… To dało się znieść. Tak, całkiem dało...
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 437
Wysłany: Nie 23 Gru, 2018 21:48   

- Wiedziałam, że jest w tym ukryty haczyk - powiedziała z rozbawieniem. - Ale i tak zamierzam przyjąć to wyzwanie.
Byłaby głupia, gdyby tego nie zrobiła. Z Buckym przeżywała najlepsze chwile swojego życia, czy to oddając się przyjemnością, czy to walcząc z armią demonicznie wyglądających potworów. Nie zamierzała rezygnować z tego, no może wykluczając armię demonicznych tworów, bez tego jej życie by było o wiele łatwiejsze.

- Podeszwy stóp? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Mam tam okropne łaskotki, które z łatwością niszczą romantyczny nastrój.
Delikatnie masowała skórę jego głowy. Wyczuwała blizny, ale kto ich w końcu nie miał, zwłaszcza żołnierz. Dawały doświadczenie i niezbyt przyjemne wspomnienia, ale człowiek nie składał się tylko z tych rzeczy. Chwyciła słuchawkę prysznica i przełączyła wodę tak, by nadal leciała z deszczownicy u góry, ale też przepływała przez słuchawkę. Odchyliła lekko głowę Bucky'ego do tyłu i zaczęła spłukiwać pianę z jego włosów pomagając sobie palcami drugiej dłoni.
- Gotowe - wymruczała mu na ucho nim wstała i nie zaczęła szybko myć swoich włosów.
Nie żartowała z tym, że jej skalp był niezwykle wrażliwy na masaż i jeśli Barnes nie chciał rundy numer dwa...
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 252
Wysłany: Nie 23 Gru, 2018 22:28   

Cóż, mimo wszystko utwierdził się w tym, że zdecydowanie, ale to zdecydowanie nie odpowiada mu to, że ktoś dotyka jego głowy. Jade mogła nie lubić dotykania stóp, a on tego. Zdecydowanie tego nie lubił. Ale nie było tego złego, przynajmniej nie musiała się martwić, że jednak pobiegnie do fryzjera przy pierwszej lepszej okazji. Zdecydowanie nie.
Nie musiała się też martwić, że zacznie pchać się z łapami tam, gdzie teraz nie powinien, bo w końcu rozkaz kapitana to rozkaz kapitana, prawda? Ostatecznie pomógł więc jedynie w spłukaniu piany z włosów Jade, dotykając samych pasm, nie skóry głowy, bo nie widziało mu się oberwanie po łapach za nadgorliwość. Nie pomagał więc jej też w wycieraniu głowy, jedynie podając jej jeden z hotelowych ręczników, kiedy opuścił prysznicową kabinę. Głównie po to, żeby jakkolwiek się osuszyć, przerzucić ręcznik przez ramię – bo i po co miałby się nim zakrywać skoro Jade i tak widziała wszystko doskonale i to nie raz…? – i zabrać się za osuszanie protezy. A to nie było wcale takie proste, nawet mimo tego, że usilnie starał się utrzymywać złączone łuski.

Wiedział więc, że będzie wyglądał jak ostatni idiota, ale niczego sobie z tego nie robiąc, odłączył protezę i zawinął ją na moment w jeden z puchowych ręczników, przez chwilę trzymając ją w ręku niemal jak niemowlę w beciku. Odłożył ją na blat, żeby przyjrzeć się samemu gniazdu protezy w lustrze, przy okazji, niby całkowitym przypadkiem, kilkukrotnie zerkając w stronę Jade.
Możesz podziwiać – mruknął. – Bardziej nagi już nie będę. – Uśmiechnął się nieco krzywo, ocierając krańcem przewieszonego przez ramię ręcznika jeden z głównych bolców mocujących.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 437
Wysłany: Nie 23 Gru, 2018 23:19   

No, gdyby miała takie widoki do podziwiania, to by go już dawno zaciągnęła pod prysznic. Była wdzięczna, że chociaż hotel nie był sieciowy to dbał o swoich klientów i łazienka miała podłogowe ogrzewanie. Dużo czasu poświęciła by wykręcić wodę z włosów i osuszyć na tyle na ile się dało ręcznikiem, zanim nie sięgnęła po drugi, by się nim wytrzeć. Nic sobie nie robiła z tego, że stoi w takim miejscu, z którego Bucky ją doskonale widział w lustrze. Nie tylko ona dość dokładnie poznała jego ciało, on też już wszystko widział. Poza tym nie miała się czego wstydzić. Była w świetnej formie, brzuch miała płaski i z lekkim zarysem mięśni, piersi były sprężyste i jędrne, nogi smukłe, a talia z ładnym wcięciem. Wbrew wielu babskim opiniom wcale nie narzekała na zbyt wąskie biodra. Wręcz przeciwnie, była z nich bardzo zadowolona, bo wiele razy dzięki temu mogła się wcisnąć w takie miejsce, w które kobiety o obfitszych kształtach by nigdy się nie zmieściły, na przykład na unitarce na placu, po którym się czołgało pod drutem kolczastym, w błocie i podczas ostrzału.

- Och, podziwiam, podziwiam - wymruczała na tyle głośno by ją usłyszał, wrzucając drugi z ręczników do kosza na brudną bieliznę, a tym od włosów wycierając ich końcówki. Zrobiła kilka kroków w jego stronę, przystając na moment, by się przeciągnąć, całkowitym "przypadkiem" trafiając na moment, w którym akurat spojrzał w lustro i nie tylko się napatrzyć na nią, ale też zauważyć jak Carter oblizuje wargi wlepiając wzrok w jego kształtne i jędrne cztery litery. - Jeśli chcesz, to mogę pomóc z pozbyciem się wody ze środka - dodała już normalnym głosem, lokalizując wzrokiem suszarkę do włosów zawieszoną na ścianie.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 252
Wysłany: Pon 24 Gru, 2018 15:59   

Proteza była przystosowana do długotrwałego przebywania w kriokomrze. Prysznic i woda jej nie zaszkodzą. Osuszam ją głównie dlatego, że irytuje mnie cieknąca po niej woda. To daje kiepską przyczepność. – Wzruszył ramionami. Ramieniem, znaczy. – I od czasu do czasu lubię poczuć, jak waga w mgnieniu oka spada mi poniżej setki. Kręgosłup wręcz wrzeszczy z radości – mruknął, krzywiąc się, kiedy na powrót zamontował rękę na miejsce. Zawsze się krzywił, nawet jeśli niczego nie czuł. – Wyginaj się tak dalej, a co innego też zacznie. – Spojrzał na nią tak znacząco, jak tylko potrafił, bo ani głupi ani tym bardziej ślepy nie był, doskonale wiedział i widział, co i jak Jade robi.

Poruszał palcami, zakręcił nadgarstkiem, zgiął rękę w łokciu, przez chwilę próbując ją rozruszać, sprawdzić, czy wszystko właściwie się włączyło. Było jednak okej, wszystko działało jak trzeba, nie pieprznął go prąd, a to był już pewien sukces. Bo już zdarzyło się, że po prysznicu ten prąd lekko go jednak popieścił. I wcale nie było fajnie. Zwłaszcza, że on miał całkiem sporą awersję do bycia rażonym prądem…

Wiem, że jesteś tak wspaniała, że kule omijają cię rykoszetem, ale mam nadzieję, że masz coś solidniejszego niż to? – Skinął krótko głową w stronę jej ubrań, zanim sięgnął po własne, uznając, że wreszcie jest czas naciągnąć gacie na tyłek. – I musiałbym wyciągnąć coś od Steve’a, ale na samą myśl o paradowaniu w jego mundurze zapadam się pod ziemię z zażenowania – parsknął.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 437
Wysłany: Wto 25 Gru, 2018 00:28   

Sięgnęła po suszarkę i włączyła ją. Zaskakujące było to jak cicho działała, kiedy suszyła sobie włosy, słuchając wywodu Barnesa.
- Nie kuś, jeśli nie zamierzasz dotrzymać teraz słowa - powiedziała, zerkając na wspomniane przez Bucky'ego części ciała. On się na nią otwarcie gapił, to ona też zamierzała. W końcu było to cholerne równouprawnienie, prawda?

- Właściwie to przelatują przeze mnie - skorygowała go, podając mu suszarkę, by wysuszył swoje włosy. Zauważyła podczas mycia ich, że niespecjalnie mu się to jednak podobało. Może kiedyś zaufanie wobec niej przeniesie się też na dotykanie jego głowy, na co bardzo liczyła. Baby steps. - Ale nie martw się. Pożyczyłam coś od Tashy. Technicznie to ukradłam, ale wątpię by miała coś przeciwko.

Sięgnęła do torby i wyciągnęła czarny, przylegający do ciała kombinezon, który Romanoff zwykle nosiła na misjach. Ten był zupełnie nowy.
- Ma warstwę kevlaru, więc jestem bezpieczna - dodała wyjaśniająco, nim wyciągnęła z torby skąpą bieliznę z cienkiego materiału i koronki. Zestaw zawierał sportowy stanik. Może Natasha lubiła paradować topless pod swoimi ciuchami, ale Carter jednak wolała mieć coś pod spodem. Chociaż przy tak cienkiej tkaninie, to i tak miała wrażenie, że jest kompletnie naga. Potem zaczęła powoli wciągać kombinezon, który pasował na nią jak lateksowa rękawiczka, przylegając do jej ciała niczym druga skóra. Podciągnęła w górę zamek, zabezpieczając go malutką haftką od środka by się nie rozpiął. W torbie jeszcze miała pasek.
- Dlaczego? Wyglądałbyś powalająco i mam na myśli jedynie pozytywne znaczenie tego słowa. I zdecydowanie badassowo - dodała, przesuwając językiem po górnej wardze.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 252
Wysłany: Wto 25 Gru, 2018 13:57   

Ta, zauważyłem – mruknął tylko, bo naprawdę nie trzeba było mieć sokolego wzroku i rozeznania, żeby zorientować się, jak ciała stałe zachowują się przy Jade. A raczej Jade przy ciałach stałych. Jasne, nie do końca wiedział, jak dokładnie działała ta moc, nie był specem, który na sam widok mógł ocenić, czy fazowanie opiera się na chwilowym braku molekularnej równowagi czy na Bóg jeden wie czym, bo kiedy w sąsiedztwie grasowali bożkowie i demony, wszystko mogło być możliwe…
I choć nie ukrywał tego, że patrzy na Jade, susząc te cholerne włosy, chociaż ten strój nie kojarzył mu się zbyt dobrze. Nie tylko dlatego, że należał do Natalii, bo może i kilkukrotnie o niemal ją zabił, to… Kiedyś przeprosi, okej? Nie chodziło też o to, że… Natalia mimo wszystko była jedynym dobrym wspomnieniem z czasów spędzonych w rosyjskim Red Roomie. Krótkim, ulotnym, ale jedynym, co przypomniało mu wtedy, choć na krótki moment, o tym, jak to jest być człowiekiem. Nie kochał jej, nie tęsknił, nie w tym rzecz. Po prostu… samo wspomnienie Natalii, pociągało za sobą wspomnienia Red Roomu, a to nie były rzeczy, które chciał sobie wspominać. Jak zdecydowaną większość życiorysu…
W sumie to całkiem niezła taktyka. Rozepnij nieco zamek, a może zdekoncentrujesz wroga wystarczająco, żeby sam się podłożył. – Odłożył suszarkę na miejsce, zanim sięgnął po spodnie, żeby skończyć ubierać się choć od pasa w dół. Dopiero po wciągnięciu na stopy butów, narzucił na ramiona mundur. – Spędziłem blisko dwa lata życia na wyśmiewaniu tego munduru na wszelki możliwy sposób. Pamiętam to. – A przynajmniej kojarzył, że tak było. W tym przypadku mógł to jednak ze sobą zrównać. A nie zawsze było to tak oczywiste… – Więc prędzej sam ukradnę Natalii kostium, niż włożę na siebie strój patriotycznego klauna. Tylko Steve wygląda w nim poważnie… Czasami. – Wciąż pamiętał te piękne plakaty z występów… Nie mógł się do siebie nie uśmiechnąć na to wspomnienie.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 437
Wysłany: Wto 25 Gru, 2018 22:17   

- To samo mogę powiedzieć o Tobie, kotku. Rozepnij ten mundur, napręż muskuły, a nawet faceci zgłupieją na chwilę - stwierdziła, przeciągając palcem wzdłuż jego mostka. - Mnie na pewno by ten widok rozproszył - dodała jeszcze nim schyliła się, by wsunąć na stopy buty.

Z plecaka wyjęła jeszcze utility belt oraz rękawiczki bez palców i wyrzutnię mini-pocisków i paralizator na nadgarstki, które Natasha również zostawiła na piętrze Rogersa.

- Widziałam nagrania jak biegał w tych kostiumie z streczu, lycry czy co tam wtedy robili. Jego obecny mundur nie jest taki zły w porównaniu z tamtym. Ale fakt, wygląda jak chodząca amerykańska flaga, nawet gwiazdkę ma. Ty lepiej wyglądasz w czerni. Tajemniczo... - podeszła do Bucky'ego, kładąc prawą dłoń na jego barku, by lekko wspiąć się na palce. - I seksownie... - wymruczała z ustami przy jego wargach nim go pocałowała.

Pocałunek właściwie był dość niewinny. Słodki i przepełniony uczuciami, jednak nie pożądaniem. Co chciała przez to osiągnąć? Zachować wspomnienia o nim i tym jak jego usta smakowały w razie gdyby nie udało jej się powrócić? Carter nie była głupia, wiedziała, że ma co najwyżej pięćdziesiąt procent szans na wyjście z tego z życiem i mniej niż dwadzieścia procent szans na powrót do domu bez obrażeń. Ale i tak zamierzała to zrobić. Z brawurą i uśmiechem na ustach zasalutować Bucky'emu, Steve'owi i Thorowi, nawet gdyby w środku umierała ze strachu przed nieznanym. W końcu była córką swojego ojca.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 252
Wysłany: Wto 25 Gru, 2018 23:03   

Wywrócił tylko oczami, bo cóż, tak, powinien był się tego spodziewać. Ale rozsunął na moment mundur tak, że doskonale było widać wszystko, co potrzeba, i spiął te mięśnie, bo jeśli już, to zdecydowanie wolał rozpraszać Carter niż Rogersa i spółkę na polu walki... Szczerze, to wolałby nie rozpraszać nimi nikogo, ale już niech jej będzie.
Po chwili zabrał się jednak za zapinanie pasów munduru, patrząc na kolejne wyjmowane przez Jade przedmioty, chcąc zapamiętać co i gdzie umieszcza. Zatrzymał wzrok na dłużej dopiero na Wdowich Żądłach i pozwolił sobie na wyjęcie Jade jednej z bransolet.

- Trenowałem z Natalią, kiedy uczyła się ich używać... - powiedział, obracając Żądła między palcami. - Uczyła się bardzo skutecznie, bo raz prawie... powiedzmy, że jeszcze chwila i wykastrowałaby mnie elektrycznie. - Skrzywił się i to tak szczerze i wyraźnie, że... Po prostu niektóre wspomnienia bolą na samą myśl... A to spotkanie z paralizatorem było tak intensywne, że do teraz doskonale pamiętał, jak nastolatka powaliła go na deski. - Wiesz, jak z nich korzystać? - Oddał Jade Żądła, chcąc po prostu upewnić się, że w pełni zna broń, z której będzie lub nie będzie musiała skorzystać. Nie sądził, żeby Natalia zapewniła jej przeszkolenie, choć mógł się mylić. Wiele mogło się zmienić. To w końcu nie był już Red Room, nie trzeba było chronić wszystkich asów, które mogły zostać wykorzystane przeciwko nim. - Wierz mi, nie czym się zachwycać w tym mundurze. - Uśmiechnął się lekko. Ten mundur za bardzo nasiąknął krwią. I to nie tylko jego własną. Nie było czym się zachwycać. Nie było. I nie powinno.
Choć starał się o tym nie myśleć, naprawdę. Próbował skupić pełnię uwagi na Jade, na pocałunku, na jej ustach, dotknął jej twarzy dłonią... Prawą, prawdziwą dłonią, która pozwalała mu odczuwać pod opuszkami palców fakturę jej skóry, to, jak ciepła, miękka i delikatna była, naprawdę czuć, a nie tylko... Myślał o tym, trzymał się tego, nie pozwalał umysłowi... To było najlepsze wyjście. I zamierzał się go trzymać tak długo, jak mógł.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 437
Wysłany: Sro 26 Gru, 2018 17:24   

Oblizała sugestywnie usta na ten widok. W tym momencie by dała wszystko za zobaczenie Bucky'ego robiącego striptease to jakiejś fajnej melodii.
- Wiem - wymruczała w odpowiedzi na wcześniejsze pytanie o broń Romanoff, kiedy zrobiła małą przerwę na oddech. Potem kontynuowała pocałunek aż ponownie zabrakło im tchu. Tym razem delikatnie się odsunęła, oddychając jak po długim biegu. Przechyliła jednak głowę w lewą stronę, rozkoszując się dotykiem ciepłych palców Bucky'ego.

- Jak to się skończy, to wybierzemy się na randkę, taką z kinem, kolacją i wszystkim co wtedy się robi - powiedziała, unosząc głowę, by spojrzeć mu w oczy.
Celowo użyła "jak" zamiast "jeśli", chociaż to drugie słowo grało jej głośno w głowie. Jeśli da radę. Jeśli będzie wystarczająco szybka. Jeśli wróg zostanie wzięty z zaskoczenia. Jeśli, jeśli, jeśli... Jeśli jest tam jakaś wyższa siła, która nad nami czuwa, to spraw, żebym mogła dotrzymać tej obietnicy.

Od śmierci ojca i od kiedy wiedziała co tak naprawdę robił, czyli jakichś osiemnastu lat, Carter nie przejmowała się zbytnio własnym losem. Owszem była ostrożna, ale jakoś nigdy przesadnie i podejmowała ryzyko o wiele częściej niż powinna. Żyła pełnią życia, jakby jutra miało nie być. Ale teraz... Teraz chciała wrócić, bo miała do kogo wracać, do kogo chciała wrócić, choćby musiała przejść po trupie samego diabła by tego dokonać.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 252
Wysłany: Sro 26 Gru, 2018 19:59   

Spróbował się tylko uśmiechnąć, uznając to za najlepszą odpowiedź. Nie miał jasnych planów co do tego… Nie wiedział, co z sobą zrobi, kiedy to wszystko wreszcie się skończy, bo jego pierwotny plan wziął w łeb i to skutecznie, kiedy w grę wchodziła jeszcze tylko mała infekcja Stark Tower, a nie całe to bagno z diabelskimi pomiotami, które… Cóż, jakoś brakowało mu w miarę cenzuralnych słów, żeby opisać to, jak cholernie pokrzyżowało mu to plany. Tych niecenzuralnych zresztą też. Czasem jakichkolwiek słów mu brakło, kiedy przychodziło mu opisywać to pieprzone...
Dopiero po chwili delikatnie, bo delikatnie, ale wreszcie odsunął od siebie Jade, uznając, że nie… Nie chciał po prostu myśleć o tym wszystkim. Często w ogóle nie chciał myśleć o przyszłości, ale teraz… Nie powinien się rozpraszać jeszcze bardziej. Później… Nie wiedział, co będzie później, nie myślał o tym, co będzie później, to… O tym będzie myślał później.
Trzeba w końcu wrócić – powiedział, bo może i mógł tego nie chcieć, jak zdecydowanej większości rzeczy w ostatnim czasie, ale w pewnym momencie trzeba było przywyknąć do tego, że zazwyczaj nie dostaje się tego, co się chce, a wręcz przeciwnie. W zdecydowanej większości przypadków. – Sierżant zarządza powrót, kapitanie.
 
 

Jade Carter 





Imię i nazwisko: Jade Carter
Pseudonim: JC, Jace, Jacey
Data urodzenia/Wiek: 14 lipca 1979, 34 lata
Zdolności: Absorpcja kinetyczna, reakcja ewolucyjna, przenikanie || Krav maga, broń palna i biała; umie pilotować śmigłowce i myśliwce
Znaki szczególne: brytyjski akcent
Dołączyła: 10 Lip 2010
Posty: 437
Wysłany: Sro 26 Gru, 2018 21:53   

Uśmiechnęła się, kiedy poleciał z rangami. To było coś tak normalnego, że aż nierealnego. Coś co mogliby robić będąc razem, dzieląc ze sobą życie, bez niespodzianek z kosmosu próbujących zabić mieszkańców Ziemi.
- Yes, sir! - puściła do niego oko nawet nie próbując ukryć rozbawienia. - Chociaż mów mi tak dalej, a stąd nie wyjdziesz - dodała, odwracając się by schylić się i upchnąć w plecaku zdjęte wcześniej ciuchy, wyciągając na wierzch zmajstrowane przez siebie ładunki. Telefon i wszystko inne upakowała w kieszonkach przy utility belt w razie gdyby musiała porzucić plecak, co było wysoce prawdopodobne.
- Bucky? - powiedziała już z rękami na klamce i zamku, spoglądając na niego przez ramię. - Cokolwiek się stanie w Egipcie, pamiętaj, że Xavier jest priorytetem. On, nie ja.
Nie chciała psuć nastroju, nie chciała go martwić, ale musiała to powiedzieć. Właściwie to początkowo chciała aby jej przysiągł, że nie zrobi nic głupiego i nie będzie się pchał po to by ją wyciągnąć z łap wroga, ale uznała, że to nie byłoby właściwe zmuszać go do składania jakichkolwiek obietnic. Jej ojciec się poświęcił i zginął. Była córką swojego ojca. Wiedziała, że jeśli sytuacja ją do tego zmusi, poświęci się by ocalić czy to Xaviera, czy Bucky'ego, Steve'a, Thora. Szła na pierwszy ogień, wiedziała co jest na szali.
Wzięła głęboki oddech i przekręciła zamek otwierając jednocześnie drzwi. Za nimi Bucky nie będzie mógł jej zatrzymać, zmusić by go wysłuchała, by mógł jej przemówić do rozumu. Chociaż robiąc krok za drzwi chciała by to zrobił. Jej rozum i serce jeszcze nigdy nie były tak skonfliktowane.
 
 

Winter Soldier 





Imię i nazwisko: James Barnes
Pseudonim: Winter Soldier, Bucky
Data urodzenia/Wiek: 10 marca 1917 / 97 lat (fizycznie ok. 30 lat)
Zdolności: Profity wynikające z serum super-żołnierza, bioniczne ramię, wysokiej klasy przeszkolenie w posługiwaniu się bronią białą, palną oraz w walce wręcz.
Znaki szczególne: Proteza lewego ramienia.
Urazy: Utrata ręki, długotrwałe pranie mózgu.
GXRA 2017
Dołączyła: 19 Kwi 2015
Posty: 252
Wysłany: Czw 27 Gru, 2018 11:05   

Może i nie był mistrzem obcowania z ludźmi, bo już nie raz i nie dwa powiedział coś, czego nie powinien, tak teraz wiedział, że odpowiedź powinien zatrzymać dla siebie. Nie tylko dlatego, że pewnych rzeczy nie wypadało chyba teraz mówić, ale też dlatego, że nie zgadzała się z priorytetami misji. Siedem dekad żył przekonaniem, że misja to świętość, bez względu na koszta, bez względu na życie innych i – zwłaszcza – bez względu na własne życie, które znajdowało się na samym końcu listy priorytetów. W końcu łatwo było poskładać go do kupy, a jeśli czegoś w tej kupie brakowało, można było dorzucić coś syntetycznego. Ale już wtedy, na Helicarrierze, wszystko się zmieniło, a w jego umyśle na nowo otworzyła się klapka z „Chronić Steve’a Rogersa za wszelką cenę”. To był najważniejszy z celów, a cała reszta… Cóż, wiedział, że Steve Rogers będzie ratował świat za wszelką cenę, więc wszystko się wyrównywało, prawda? Steve będzie ratował świat, a on robił to, w czym kiedyś był najlepszy – chronił jego plecy z cienia, pozbywając się każdego, kto w jakiś sposób mu zagrozi…
Tak, chroniłby plecy Jade. To potrafił, taka była jego rola, ale… Szczegóły tego jak, kiedy i kiedy nie wolał zachować dla siebie. Tak po prostu było chyba lepiej. Tak sądził.
Dlatego jedynie posłał jej jeszcze jeno nieco dłuższe, uważne spojrzenie, stojąc przez krótką chwilę przed zamkniętymi już drzwiami łazienki, zanim znów ruszył za nią, żeby zająć swoje miejsce w pobliżu Steve’a. I plecaka. Zostawił go obok Steve’a, wierząc, że to najlepsze miejsce, bo nawet jeśli ten z jakiegoś powodu zdecydowałby się tam zajrzeć, nie czytałby przecież jego notatek. A nawet jeśli… Przeżyłby to jakoś.
I jak, olśniło cię? – rzucił do Steve’a, licząc, że nie usłyszy nic na miarę „hej, rozbijmy sobie samolot i zamarznijmy na siedem dekad, to ocali świat!”, bo umieranie za świat już zaliczył i nie było fajnie.
 
 

Thor Odynson 

God of Thunders




Imię i nazwisko: Thor Odynson
Data urodzenia/Wiek: Kilka tysięcy lat
Zdolności: Moc władania gromami i błyskawicami, nadnaturalna siła, możliwość dzierżenia młota Mjolnira.
Znaki szczególne: Dużo cięższy, niż wskazywałaby na to jego budowa ciała
Wiek: 38
Dołączył: 12 Kwi 2014
Posty: 231
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 03 Sty, 2019 16:06   

Dwójka ptaszków wyszła... podobno pod prysznic. Nie było ich strasznie długo, a mimo, że próbowali zachować względną ciszę, Thor i tak wyłapał wystarczająco dużo, żeby wyobrazić sobie, co się tam działo.

Jego to jednak specjalnie nie obchodziło. Postanowił jednak zabezpieczyć się na wypadek "wpadki". Ponownie zwrócił się do Heimdalla. Tym razem po cichu... wiedział, że jego druh i tak usłyszy.

- Bracie, będę potrzebował Twojej pomocy. Po pierwsze, będziemy potrzebowali transportu w okolice, gdzie przebywa Mutant. Po drugie i o wiele ważniejsze. Jeśli zobaczysz, że sprawy wymykają się spod kontroli, spróbuj nas wydostać, a jeśli nie będzie to możliwe, sprowadź do nas Midgardzkich magów. Oni już wiedzą z czym walczą, może będą w stanie przyjść z odsieczą.

Tak, Thor w prawdzie był wielkim wojownikiem, ale wiedział również, że bez wsparcia Friggi, albo przynajmniej Lokiego w starciu z potężnym magiem, kontrolującym umysły, jego szanse nieco maleją. Miał w prawdzie potężny umysł, umiał się przynajmniej częściowo bronić, ale nawet jego można było omamić. O pozostałych członkach wyprawy nawet nie chciał myśleć.

Czekając na odpowiedź, zaczął poprawiać paski zbroi i zastanawiał się, czy nie wrócić jeszcze po hełm.



Thor: Once I retrieve Mjolnir, I will return to you the items they stole from you. Deal?
Jane Foster: No. You think you're gonna just walk in and walk out?
Thor: No. I'm gonna fly out.



 
 

Mistrz Gry

Zło Wcielone




GXRA 2017
Dołączył: 24 Maj 2011
Posty: 1207
Wysłany: Czw 17 Sty, 2019 14:03   

Kapitan stał w milczeniu, przez dłuższą chwilę wpatrując się w tarczę, zanim ją założył. Malujące się na jego twarzy wątpliwości i determinacja nadawały jej bardzo nieprzyjemny wyraz.
– Bucky – odezwał się dość cichym głosem do przyjaciela, który, jako jedyny, był w stanie dostrzec strach pod maską determinacji, którą można by malować plakaty propagandowe na wojnę – osłaniaj mnie. –
Steve wziął głęboki wdech, poprawił tarczę i zwrócił się do całej trójki:
– Gdybym nie wiedział lepiej, powiedziałbym, że mamy do czynienia z niepojętym demonem, ale widzieliście jak działa Mistrz. Jest przebiegły i potężny, ale nie jest niepokonany. Byliście w szpitalu, widzieliście jego nadejście w Stark Tower. Wszystko wskazuje na to, że jest tylko magicznym nazistą. Ale po stronie wolnego świata także stoją magowie, potężni i zdeterminowani aby, tak jak my, chronić spokój obywateli i zapewnić im bezpieczeństwo. Jednak samego Mistrza dopadniemy później. Najpierw odbierzemy mu to, co zdobył swoją intrygą: musimy uratować profesora Xaviera. W międzyczasie Tony i pozostali Avengers powstrzymają kolejne knowania Mistrza. Nie jesteśmy sami w tej wojnie, ale ta misja należy do nas. Więc uratujmy dobrego człowieka i skopmy tyłki potworom. –

Podczas przemowy kapitana w pokoju pojawiła się tęcza, znak gotowego do drogi Bifrostu.
– Będę miał na was baczenie, książę. – Heimdall zapewnił Thora, może nie gwarantując spokoju, ale na pewno nieco ułatwiając planowanie misji.

//Bifrost przeniesie was do Doliny Królów, jednak nie bez problemów.



Prywatne wiadomości prosimy przesyłać na konta konkretnych MG, których spis znajduje się tutaj.

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 Jeden

X-Men RPG jest chronione prawami autorskimi - te dotyczące materiału źródłowego należą do Marvela, zaś reszta przynależy do graczy i Administracji forum.
Zabrania się kopiowania i modyfikowania jakiejkolwiek jego części bez zgody Administracji i użytkowników.
Forum jest przystosowane do przeglądarek Firefox, SeaMonkey, Opera, Comodo Dragon. Część emotikon dzięki CookiemagiK. Kod wysuwanego panelu by Luxter.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by XR TEAM for X-MEN RPG FORUM © 2007-2018